Która płyta Black Sabbath jest wg Was najlepsza?
No właśnie mam ciężki orzech do zgryzienia z wyborem najlepszej płyty tego zespołu. Z klasycznych pierwszych sześciu płyt to skłaniał bym się jednak ku debiutanckiej tyle, że jest trochę nierówna, ale z kolei Paranoid, Master of Reality to też genialne płyty. No i jest jeszcze Vol. 4, Sabbath Bloody Sabbath i Sabotage...
Heaven and Hell
...
Kruk będzie musiał założyć ankietę, to najlepszy sposób na poznanie odpowiedzi !!
Eh, musiałbym znów wszystkie przesłuchać :P Wszystkie 6 jest dobrych, choć któreś dwie z tych późniejszych mniej ciekawe. Wiadomo, że Paranoid hitowy, ale nic nie może się równać z pierwszym utworem Black Sabbath, no i sam ten jeszcze taki jakby bluesowy charakter daje fajny klimat, niestety czuć też, że to debiut, niepoukładana ta płyta.
Mi osobiście BS nie podchodzi. Takie wycie Ozzyego, takie bluesowe granie, nie wiem nie przekonują mnie.
Mam BS, Paranoid i Heaven and Hell, przesłuchałem inne i chyba te z Dio lepsze.
Nie wiem, jak mam słuchać starych wyjadaczy to wolę Deep Purple!
[6] Nie zrozumiałeś pytania, chodzi o to która płyta jest najlepsza.
Faktycznie ciężki orzec do zgryzienia, ale ja bym się kierował w stronę Paranoid, a tuż za nim Master of Reality.
[7] Ja z kolei sądze, że Master of Reality to lepsza płyta od Paranoid. I masz babo placek :P
Szczerze to chyba Heaven & Hell. Zdecydowanie wolę barwę głosu Dio od tej Ozzy'ego (choć obaj są świetnymi wokalistami), a sama muzyka wydawała się żywsza.
Black Sabbath, Paranoid, Master of Reality, Vol.4, Sabbath Bloody Sabbath, Sabotage - moim zdaniem ciężko wybrać jedną z nich, wszystkie trzymają ten sam najwyższy poziom. Pozostałe dwie, mimo że z Ozzym już nieco gorzej, choć wciąż lubię czasem posłuchać. Jeśli chodzi o dalsze albumy, dla mnie to już nie jest Black Sabbath - mam wrażenie, że razem z wokalistą (i kolejnymi) zespół zmienił calkiem swój gatunek i z każdą następną płytą grał bardziej nowocześnie. '13' z kolei nie jest taka zła, na pewno lepsza niż się spodziewałem. Czuć ten powrót do korzeni choćby w doomowym pierwszym kawałku, czy w nieco bluesowym 'Damaged Soul'.