Kraków ma problem! Pomożecie? Pomożemy!!
Muzeum PRLu szuka operatora do obsługi saturatora. A przecież we Wrocławiu na ul. Ćwiartki 3/4
siedzi fachowiec od tych spraw - Ferdek Kiepski. Nareszcie będzie miał pracę wymagającą
jego wykształcenia i Halinka odpuści mu pośredniaka. Może do spółki wziąć Paździocha, oczywiście nie za darmo, bo to nie są tanie rzeczy. Walduś będzie kręcił korbą, Boczek tańczył z Podwawelską i gitara!!

Nie wypada śmiać się z PRL-owskich saturatorów. Ludzie je obsługujący dzisiaj by byli awangardą kapitalizmu. Przecież to oni w tamtych czasach byli "prywatną inicjatywą" i "weź sprawy w swoje ręce".
Obsługa nie była prosta i wymagała wiele zachodu i wysiłku. Trzeba było znaleźć miejsce na przechowywanie ciężkiego wózka, podłączenie wężem gumowym (trudno było zdobyć) do jakiegoś kranu, duża butla spawalnicza z gazem (transport i nabijanie to też wyzwanie), zapas soku i szklanki po musztardzie. Praca w upale, w kurzu ulicy, latające osy przy zbiornikach soku, ruch duży, obroty spore. Właściciel saturatora w dobrym punkcie, podczas upalnego lata zarabiał dobrze i po udanym sezonie jeździł używaną syrenką 102.

latające osy przy zbiornikach soku
Hihi, na dźwięk słowa 'saturator' od razu pomyślałem o tych osach :) Niemniej saturatory to jedno z miłych wspomnień dzieciństwa. W zaprzyjaźnionym ZSRR widziałem automaty z wodą, wrzucało się monetę i sam nalewał, a szklanki były przymocowane łańcuchem, jak w 'Misiu' :)
Eee, patrzcie, u nas też były :)
http://biznes.interia.pl/galerie/i-biznes-sie-kreci/woda-z-saturatora/zdjecie/duze,1486501,12,499