Ron Howard od końca lat 90-tych to reżyser przeciętny i typowy "yes-man" dla każdego studia, film bez polotu mimo ciekawej historii. Przyciąga tylko obsadą pełną znanych ludzi, ale niekoniecznie dobrych aktorów, którzy materiał mają co najwyżej średni.
Materiał mógłby być lepszy, dlatego ja oceniam na jedynie 7/10, podczas gdy mogło być 9/10, nie nazwałbym filmem bez polotu.
Jak to bylo? "Go woke, go broke"?
Krolowa MAGA Szydnej "One Girl, Two Cups" Świnij chyba nie dostala notatki.
Dla mnie się podobał. Pięknie pokazana ludzka podłość i zawiść. 8/10.