Film to film. Nieważne czy w streamingu, czy w sali kinowej. Marudzenie w stylu "bo portale z wiadomościami, to nie to samo co papierowa gazeta". Jeśli film jest do kitu, to nie ma znaczenia, gdzie jest grany. Ba, nawet lepiej, jeśli można po prostu wyłączyć TV i pójść robić coś innego, niż wychodzić ze sali i wracać do domu.
Dokładnie, co za różnica jak jest dystrybuowany. 95% ludzi i tak ogląda filmy na tv w domu, co im robi za różnicę gdzie pierwotnie wyszedł?
O nie, tylko nie Netflix. Warner Bros. to rowniez produkcje ze Studia Cartoon Network :(
Oj James, starzejesz się. Czasy się zmieniły. No i niestety w kinach dobrych filmów coraz mniej.