Isekai poleciał "na łeb na szyję", bo przez ostatnie lata gatunek był tak mocno eksploatowany, że nastąpiło zwyczajne znużenie tematem. Tym bardziej, że gros produkcji z pod znaku "innych światów" to jakościowo mierne produkcje o zerowej lub znikomej fabule i podobnym poziomie rozwoju postaci (nie mam na myśli tylko umiejętności walki czy statystyk). Natomiast akcja jest lubiana, bo efektowne bitwy są najczęściej ciekawe i "dzieje się" na ekranie, a to wciąga.