Path of the damned jest naprawdę łatwe z tego względu, że już na początku masz 1 kompana, a w momencie, gdy dostajesz 2, to już jest spacer przez park :)
Ważniejsze jest jednak optymalizowanie rozgrywki, bo ekwipunek towarzyszy skaluje się z ekwipunkiem gracza. Jak przelevelujsz mapę, robi się względnie łatwo, wrogowie padają na 1-3 ciosy w zależności od rodzaju broni. Bossów da się stunlockować i też mając lepszy gear od nich szybko padają.
Obrażenia kompanów liczą się raczej w momencie gdy odpalają zdolności. Kai ma super przeżywalność i CC. Potem Giatta i Yatzli mają dobre buffy i debuffy, Marius osłabia wrogów.
Jeśli jednak ktoś gra po łebkach, olewa zawartość poboczną, systemy progresji i przedmioty jednorazowe, pod które balansowano rozgrywkę na PotD, będzie mieć problemy, bo byle przeciwnik tych towarzyszy zmiecie w trzy sekundy, a oni sami po spaleniu cooldownów guzik zrobią :P