Incydenty w kolejach śląskich!
Parę dni temu byłem świadkiem jak jadąc do Katowic kolejami Śląskimi, pani konduktor sprawdzając bilety, podeszła do pewnej starszej pani. Okazało się że ta starsza pani, kupiła nie ten bilet co trzeba i pani konduktorka kazała jej kupić nowy, bo jak nie to mandat czy coś i koniec przejażdżki. Nie mając wyjścia starsza pani kupiła nowy bilet i było już wszystko w porządku.
Po tym fakcie, przypomniał mi się inny incydent. Miesiąc wcześniej, pewien cygan jechał bez biletu! Co zrobiła pani konduktorka? Kazała mu wysiąść z pociągu na następnym przystanku i tyle!!!
I pytam się! Dlaczego pani konduktorka, straszyła tą starszą panią mandatem i nieprzyjemnymi konsekwencjami, a cyganowi który w ogóle nie miał biletu, darowała i kazała wysiąść?
POdobno wszyscy jesteśmy równi wobec prawa! Ale czy na pewno! Czy w tym w tym przypadku POprawność polityczna nie była górą? Czy pani konduktorka, bała się że zostanie oskarżona o rasizm? A może się bała po prostu tego cygana? A jak tak, to trzeba było wezwać kolegów konduktorów i ukarać pana cygana mandatem! Albo wiedziała że cygan i tak nie zapłaci, a starsza pani tak!
Coś tu jest nie tak! Uczciwych ludzi się chce karać, a darmozjadom i pasożytom się daruje wszystko!
1. Dwie różne konduktorki = dwa podejścia do braku biletu.
2. Cygan raczej i tak nie kupi biletu, więc po co go wozić dalej. A babcie trochę głupio wywalić z pociągu więc bilet albo mandat :P
Cygan jechał nielegalnie bo tak chciał.
Babcia jechała legalnie, ale miała pomylony bilet.
Jaki z tego morał?
Konduktorka widzi babci bilet, że go kupiła, czyli nie chciała jechać na gapę więc konduktorka ją sprostowała.
Cygan jechał na gapę i konduktorka to widziała, więc kop w dupę i pa pa!
I co tu jest do rozumowania?