Czy gry independent są warte swojej ceny?
Witam
Ostatnimi czasy bardzo popularne stały się gry niezależnych studiów które charakteryzują się głównie świetną muzyką, bardzo dobrym klimatem, nieprzeciętną fabułą a czasem jej ukrytym brakiem dzięki czemu każdy może stworzyć własną historię, oraz zajebiście krótkim czasem gry od 2 do 6 godzin!!! Jako, że miał przyjemność pograć w kilka tytułów to swoją wypowiedź chcę ograniczyć do Journey, Flow oraz Zaginięcie Ethana Cartera, które idealnie spełniają powyższe cechy gry indie.
Podróż oferowała grę trwającą ok 2 godziny, Flower to jakieś max 3 h, polskie dzieło Ethan Carter oferuje gry na max 4 godziny. Gry krótkie, gry dobre ale czy ich cena musi być prawie taka sama jak cena normalnych gier AAA?? Gry które też zaoferują dobrą muzykę, też dadzą nam dobry klimat, fabułę zazwyczaj dają prostą i nieskomplikowaną, ale wyjątki się znajdą, a do tego w gry AAA często gra się i ponad 10 a nawet 20 godzin i 70 można!!
Dlaczego za świetnego graficznie Ethana mam zapłacić 70 zł skoro po 4 godzinach prostych zagadek i liniowości gra się kończy a drugi powrót do gry da mi zupełnie to samo!? Journey teraz na PSN za 54 zł a frajdy na 2 godziny i za każdym przejściem to samo! Flower to latanie kwiatkiem i kolorowanie mapy a kasy tyle samo! Wytłumaczcie mi dlaczego te gry są tak tanie? Do kogo chcą trafić te niezależne studia skoro oferują tak mało za tak dużą cenę? Czy to nie jest granie na chwilowej popularności tych wielkich niezależnych dzieł i robienie ludzi w bambuko? Ja nie mówię że to crap który powinien trafić do kosza bo gry warte przejścia, ale za 30 zł, za 40! Journey kupiłem w promocji za 18 i to to ja rozumiem, flow za 15 i okej, ale ethana to się wkurwiłem i pobrałem nielegalnie i poczekam aż będzie w biedrze to 10 za niego dam (max dałbym 50 w dniu premiery, optymalnie to 30 zł).
Wytłumaczcie mi tą wielką popularność gier indie tak w ogóle?! Ja rozumiem, że coś innego ale czasem to już jest zwykła przesada i opiera się to na zasadzie nowych szat cesarza - koleś łaził z gołą dupą ale mu wmówili, że ma zajebiste wdzianko, a że był królem to wszyscy to łykali. Za łebka jak się kupowało gazety z grami to czasem też dawali gry indie które wtedy nazywały się freeware. Też rozgrywki na kilka godzin a frajdy czasem sto razy więcej, ale kurde za darmo były a nie za 50 zł!
I wiem, że produkcja gry nie kosztuje 10 zł, ale musieli się liczyć z kosztami i chyba skoro są studiem niezależnym to lepiej trafić do większej liczby odbiorców i obniżyć ceny.
Pytanie głupie, bo odpowiedź jest taka sama jak w przypadku gier AAA, AA, BB, ZZ czy jakichkolwiek innych - zależy od... gry!
Niektóre indyki są warte swojej ceny (TBOI: Rebirth to pewnie bym kupił nawet gdyby szło za cenę pełnoprawnej gry AAA), niektóre nie - żadnej wielkiej filozofii tu nie ma. Twórca ma prawo za swoją pracę zażądać ile chce i jeśli nie uważam, że gra jest za droga w stosunku do zawartości to idę pograć w coś innego i poczekam aż stanieje (o ile w ogóle będę chciał zagrać).
Biorąc pod uwagę, że na Cartera nie mogłeś nawet poczekać paru miesięcy (bo mogę się założyć, że pojawi się na świątecznej, maks. wiosennej wyprzedaży) świadczy, że po prostu nie chciałeś zapłacić i dorabiasz do tego ideologię. Życzę w przyszłości pracowania za darmo.
Jeśli ci się nie podoba, to nie ma przymusu kupna. Wiele osób nie cierpi od nadmiaru wolnego czasu i z przyjemnością zapłaci tyle, ile sobie niezależni twórcy życzą za krótsze produkcje. Raz, że dla niezależnej finansowo osoby kupno kilku takich gierek to żaden wydatek, a dwa, że na zachodzie są to grosze.
Porównania owoców obecnego rynku gier niezależnych do darmowych popierdółek na płytach z CD-Action trudno wziąć poważnie. Nie masz chyba pojęcia ile pracy idzie w produkcję takiego Journey czy Ethana Cartera. Pierwsze powstawało trzy lata, a drugie dwa przy udziale kilkunastoosobowych zespołów. Dlaczego spiraciłeś Cartera zamiast pobrać sobie jakieś śmieciowe freeware? Przecież nie ma różnicy, oba zajmą ci jakieś 4 godziny, nie?
Co do ostatniego argumentu, że niższa cena = większa liczba odbiorców = większy zysk: bzdura. Edmund McMillen z Team Meat kiedyś powiedział, że The Binding of Isaac sprzedał się znacznie lepiej od Meat Boya, ale, że ten kosztował więcej, to przyniósł im więcej zysku, i że gdyby wiedział, jakim sukcesem będzie Isaac, to cena zdecydowanie byłaby wyższa.