Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Battlefleet Gothic: Armada Recenzja gry

Recenzja gry 30 kwietnia 2016, 14:23

autor: medic

W „realu” zawodowo uzupełniam HP. W „nierealu” krążę głównie wokół strategii ekonomicznych i RPG-ów.

Recenzja gry Battlefleet Gothic: Armada - średniowiecze w kosmosie

Do imponującej kolekcji gier osadzonych w uniwersum Warhammera 40K dołącza właśnie kolejny ciekawy tytuł. Battlefleet Gothic: Armada – wirtualna wariacja na temat planszówki z 1999 roku – to kawał naprawdę udanego taktycznego RTS-a.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. świetnie zaprojektowane statki kosmiczne;
  2. każdą z czterech dostępnych frakcji gra się zupełnie inaczej;
  3. duży dynamizm i głębia taktyczna starć;
  4. możliwość ulepszania floty wraz z postępami w zabawie;
  5. ładna grafika;
  6. interesująca kampania solowa.
MINUSY:
  1. nierówny poziom trudności starć, w zależności od roli obrońcy lub atakującego;
  2. mało rozbudowany multiplayer;
  3. puste pola bitew.

„Eklektyczny” – słowo to wyjątkowo dobrze opisuje świat Warhammera 40K. W owym uniwersum motywy średniowieczne mieszają się z mrocznym science fiction, a nowoczesna technologia istnieje obok magii i teokratycznej wiary w nieśmiertelnego imperatora. Potężne polityczne zawirowania pomiędzy rasami zamieszkującymi galaktykę prowadzą do wojen na masową skalę, wciągających w wir walki całe systemy planetarne. W Battlefleet Gothic: Armada stajemy na czele floty kosmicznych okrętów, należących do jednej z czterech stron konfliktu: Imperium, Chaosu, orków lub eldarów, i rzucamy się w sam środek batalii o sektor Gothic – serce cywilizacji człowieka.

Ustawka w kosmosie

Istotą rozgrywki w Battlefleet Gothic: Armada są taktyczne potyczki w czasie rzeczywistym, rozgrywające się na wyznaczonych w przestrzeni kosmicznej kwadratowych polach bitew. Zazwyczaj w walce bierze udział kilka okrętów liniowych – krążowników różnych klas lub pancerników oraz mniejsze jednostki eskortowe – niszczyciele, fregaty itp. Przed potyczką w ramach narzuconego limitu tonażu wybieramy, które okręty z naszego zaplecza wezmą w niej udział. Flotą dowodzimy zarówno w skali makro, planując ogólny szkic ataku, jak i mikro, dbając, by jednostki wykorzystywały swój maksymalny potencjał. Ślepa szarża bez żadnej strategii praktycznie nigdy nie przynosi dobrego rezultatu.

Mimo że pod naszą komendą jest jedynie kilka okrętów, przez całe starcie mamy pełne ręce roboty: wytyczamy kursy, wskazujemy cele i uruchamiamy systemy pokładowe. Jako że statki różnią się rodzajem uzbrojenia i jego rozlokowaniem na kadłubie, musimy dobrać zarówno właściwy dystans ostrzału, jak i ustawienie burtą lub dziobem w trakcie salwy z dział. Część rozkazów, które domyślnie wydajemy sami, da się zautomatyzować, co przydaje się szczególnie podczas dowodzenia mniejszymi jednostkami eskortowymi. Kluczową rolę pełni też manewrowość. Nawet potężny pancernik otoczony słabszymi, ale szybkimi jednostkami, krążącymi poza strefą rażenia jego dział, może paść ich łupem.

Bitwy są szybkie, efektowne i wymagają weryfikowania na bieżąco przyjętych strategii. Ich skomplikowanie pogłębia dodatkowo cała gama manewrów specjalnych – umieszczanie w przestrzeni bomb albo powolnych, ale potężnych torped, szybkie zwroty z wykorzystaniem silników pomocniczych, teleportacja i wiele, wiele innych. Aby wydanie w porę wszystkich kluczowych rozkazów było w ogóle możliwe, twórcy wprowadzili opcję taktycznego spowolnienia czasu gry dostępną po naciśnięciu spacji. Potyczki w Battlefleet Gothic: Armada nie należą więc do łatwych, ale sprawiają wielką frajdę dzięki fenomenalnej głębi taktycznej i niezwykłemu dynamizmowi. Dodatkowym ogromnym plusem są zasadnicze różnice między dostępnymi frakcjami. Imperium stawia na silne uzbrojenie na burtach i niezły pancerz, ale płaci za to cenę w postaci niewielkiej prędkości jednostek. Siły Chaosu mogą prowadzić ostrzał z o wiele większego dystansu, lecz moc ich rażenia jest obniżona, a statki podatne na uszkodzenia. Orkowie, rasa, która lata na skleconych z kosmicznego złomu i cudem trzymających się kupy statkach, mają niesubordynowane załogi i fatalną celność ostrzału, ale że niewiele na owych okrętach może się jeszcze popsuć, bez obawy taranują one jednostki innych frakcji. Ostatni na tej liście korsarze eldarscy posiadają niezwykle zwrotne i szybkie maszyny, wyposażone w potężne działa pulsarowe, jednak owe cuda techniki są bardzo wrażliwe na uszkodzenia, gdy tylko przestają być w ruchu. Tak duże zróżnicowanie frakcji sprawia, że dowodzenie każdą z nich stanowi zupełnie nowe wyzwanie i znacząco wydłuża czas, który spędzamy przy grze.

Nintendo potrafi robić strategie - recenzja Pikmin 3 Deluxe
Nintendo potrafi robić strategie - recenzja Pikmin 3 Deluxe

Recenzja gry

Umiejętne połączenie absurdalnej tematyki w stylu Nintendo, eksploracji i mechanik opierających się na zarzadzaniu surowcami. Pikmin 3 Deluxe nie zmienia oblicza serii, ale kilka zmian w stosunku do wersji na Wii U zachęca do ponownego spotkania.

Recenzja gry Iron Harvest – RTS, który niczym cię nie zaskoczy
Recenzja gry Iron Harvest – RTS, który niczym cię nie zaskoczy

Recenzja gry

Jak często się zdarza, żeby seria grafik stała się popkulturową marką? Iron Harvest, oparte na pracach Jakuba Różalskiego jest jedynym takim przypadkiem, jaki znam, a czy jest dobrą grą? Niezłą, ale…

Recenzja Crusader Kings 3 – ta gra nie ma konkurencji
Recenzja Crusader Kings 3 – ta gra nie ma konkurencji

Recenzja gry

Najbardziej kompleksowy symulator średniowiecznego władcy powraca po ponad ośmiu latach. To absolutnie potężny ogrom możliwości z dwiema poważnymi wadami.