Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 30 stycznia 2015, 15:05

autor: Mateusz Araszkiewicz

Miłośnik starych peronów, podróżowania pociągami oraz górskich wycieczek. Płacze nad losem RTS-ów.

Recenzja gry Grey Goo - klasyczny RTS w pięknej oprawie

Produkcji, które mogą poszczycić się dumnym mianem RTS-a nie wychodzi wiele, a do tego często są to produkcje dosyć wątpliwej jakości. Niemniej od czasu do czasu trafi się perełka, która umila czekanie na kolejną odsłonę StarCrafta.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. trzy zróżnicowane rasy;
  2. nieźle poprowadzona fabuła w zróżnicowanej kampanii;
  3. bardzo dobre przerywniki filmowe;
  4. klasyczny RTS w nowych szatach.
MINUSY:
  1. projekt jednostek nie imponuje;
  2. nie zawsze udanie łączy rozwiązania z dwóch nurtów gatunku RTS.

Command & Conquer, Age of Empires, Total Annihilation – czasy świetności klasycznych erteesów dawno minęły. Jeśli lata 90. to była era złota, to dzisiaj żyjemy w epoce brązu – rynek zdominowany jest przez jedną, kolosalną produkcję a gry pokroju Company of Heroes inaczej niż 20 lat temu rozkładają akcenty. Czy Grey Goo zaspokoi głód fanów?

Nie bez przyczyny wspomniałem o serii Command & Conquer. Twórcy ze studia Petroglyph, odpowiedzialnego za Grey Goo, to w dużej mierze osoby, które na produkcji strategii czasu rzeczywistego zjadły zęby. To oni maczali palce w legendarnej sadze o Tyberium, a potem, już pod egidą nowego studia, stworzyli dwa bardzo dobre tytuły - Star Wars: Empire at War oraz Universe at War. Tutaj na każdym kroku czuć, że za projektem stoi grupa weteranów, którzy w nowoczesnej oprawie chcieli oddać klimat RTS-a sprzed niemal 20 lat.

Filmowe przerywniki pomiędzy misjami wyglądają cudownie. - 2015-01-30
Filmowe przerywniki pomiędzy misjami wyglądają cudownie.

Grey Goo tym samym jest kierowany do dosyć wąskiego grona zatwardziałych fanów klasycznych strategii czasu rzeczywistego. Nie znajdziemy tutaj dynamiki StarCrafta czy rozmachu oraz głębi Total War. Niemniej w próbie odtworzenia mechaniki dawnych gier tego gatunku sprawdza się bardzo dobrze. Najważniejsze jest to, że Grey Goo dostarcza frajdy graczom, którzy zarywali noce budując bazy, zbierając surowce i rekrutując setki jednostek. Co ważne, nie robi tego żerując tylko na nostalgii.

Ta planeta jest za mała dla nas trzech

Grey Goo na pierwszy rzut oka przypomina StarCrafta. Podobnie jak w produkcji Blizzarda, gracze dostają do dyspozycji trzy różniące się od siebie rasy - ludzi, gwiezdnych tułaczy Beta oraz tytułowych Goo. Nawet fabularnie gry są do siebie zbliżone. Ot dwie początkowo wrogie sobie rasy muszą stawić czoła trzeciej, niezwykle niebezpiecznej. Brzmi znajomo? Całe szczęście to nie przeszkadza, bo historia poprowadzona jest bardzo sprawnie. W dużej mierze jest to zasługa nie tyle samej opowieści, co postaci, z którymi mamy do czynienia. Nie dość, że są to bohaterowie z krwi i kości, z którymi gracz bez trudu może się zidentyfikować, to jeszcze są świetnie zagrani. Historię śledzimy poprzez dialogi oraz kapitalne przerywniki filmowe po każdej misji. Zgadza się - niczym 20 lat temu za postępy jesteśmy nagradzani dopieszczonymi cutscenkami. To czytelne puszczenie oczka do fanów starych strategii.

W kampanii czeka nas 15 misji, po 5 na każdą rasę. - 2015-01-30
W kampanii czeka nas 15 misji, po 5 na każdą rasę.

Rozgrywka przebiega równie standardowo. Budujemy bazę, zbieramy surowce, tworzymy armię i niszczymy wroga. Trudność w tym, że cele misji w kampanii są zróżnicowane, tak więc nie powtarzamy w kółko tego samego schematu. Dostajemy również kilka celów pobocznych, które zazwyczaj owocują jakimiś profitami. Piszę "zazwyczaj", bo czasem nie opłaca się ich po prostu wykonywać. W Grey Goo kluczowy jest szybki rozwój a rozdzielenie uwagi na drugorzędne zadania potrafi się skończyć tragicznie. Przeciwnik atakuje nas szybko, ciągle nęka, szuka luk w obronie. Jeżeli od samego początku nie zadbamy o napływ surowca, to nie stworzymy odpowiedniej ilości jednostek, potrzebnych do odparcia pierwszych ataków. Gra nie wymaga przy tym jednak małpiej zręczności, co raczej pomyślunku.

W odróżnieniu od StarCrafta 2, Grey Goo jest bowiem znacznie wolniejsze. Jednostki budują się stosunkowo długo, są również dosyć ślamazarne. Nie musimy skupiać sie również na mikrozarządzaniu, jednoczesnym uruchamianiu kilku umiejętności, przynajmniej w przypadku rasy Beta oraz ludzi. Jest to doskonała propozycja dla tych, którzy nie przepadają za zawrotnym tempem produkcji Blizzarda.

Recenzja Jurassic World Evolution: Complete Edition - dinotopia na kanapie
Recenzja Jurassic World Evolution: Complete Edition - dinotopia na kanapie

Recenzja gry

Nie ma nic lepszego niż trochę nudnawa gra, która trafia na Switcha. O ile na pececie czy PS4 po Jurassic World Evolution bym nie sięgnął, tak na krótkie sesje ta gra nadaje się idealnie.

Nintendo potrafi robić strategie - recenzja Pikmin 3 Deluxe
Nintendo potrafi robić strategie - recenzja Pikmin 3 Deluxe

Recenzja gry

Umiejętne połączenie absurdalnej tematyki w stylu Nintendo, eksploracji i mechanik opierających się na zarzadzaniu surowcami. Pikmin 3 Deluxe nie zmienia oblicza serii, ale kilka zmian w stosunku do wersji na Wii U zachęca do ponownego spotkania.

Recenzja gry Iron Harvest – RTS, który niczym cię nie zaskoczy
Recenzja gry Iron Harvest – RTS, który niczym cię nie zaskoczy

Recenzja gry

Jak często się zdarza, żeby seria grafik stała się popkulturową marką? Iron Harvest, oparte na pracach Jakuba Różalskiego jest jedynym takim przypadkiem, jaki znam, a czy jest dobrą grą? Niezłą, ale…