Aż chciałoby się napisać, że takich gier jak Ucieczka z Butcher Bay z 2004 roku już się nie robi. Wydawać by się mogło, że w świecie zawłaszczonym przez twory dla casuali, ta produkcja nie miałaby teraz racji bytu (ba, nawet 5 lat temu nie odniosła należytego sukcesu). Wszak to gra dla dorosłych, stosunkowo długa, wymagająca, z antybohaterem w roli głównej, w której jesteśmy zaszczuci, nie ratujemy świata i obracamy się w środowisku samych degeneratów. Na szczęście jest takie studio jak Starbreeze, jest taki aktor jak Vin Diesel, który mimo wszystko wierzy, że uniwersum Riddicka może przynieść jego firmie Tigon trochę mamony. Efektem współpracy obu firm jest Assault on Dark Athena. Jest to pakiet, który zawiera w sobie odświeżoną wersję doskonałej Ucieczki z Butcher Bay oraz epizod zatytułowany właśnie Assault on Dark Athena. Tak naprawdę to dwie osobne i długie gry, opowiadające dwie różne historie, które uruchamiamy niezależnie (niestety na jednym checkpoincie). W recenzji skupię się na nowych przygodach Richarda B. Riddicka, bo w rozgrywce podstawowej wersji nie zaszły żadne większe zmiany. Odświeżono natomiast grafikę, podniesiono jakość tekstur, dodano głębię ostrości i kilka filtrów, które mają maskować to, że gra ma już 5 lat – i trzeba przyznać – robią to z wcale dużym powodzeniem. Poprawiono nawet ujęcia kamer w niektórych scenach oraz dodano kilka szczegółów na planszach – różnice są zauważalne na pierwszy rzut oka. Wzrosły oczywiście wymagania sprzętowe, choć nie ma tragedii (8800 GTS, 2GB RAM, full detale), ale w niektórych scenach animacja potrafi znacznie zwolnić.

Oczywiście widać, że to nie nowość, ale i tak Ucieczka z Butcher Bay dalej jest fenomenalna. Po tylu latach od premiery produkcja z serii Call of Duty nadaje się co najwyżej do muzeum (z całym szacunkiem dla tego cyklu, który naprawdę lubię). W przypadku Riddicka rozgrywka pomimo upływu czasu praktycznie w ogóle się nie zestarzała. Niech Was nie zrazi dopisek „2004” w menu głównym. Ucieczka z Butcher Bay dalej zaskakuje wieloma rozwiązaniami i wielu twórców mogłoby się wzorować na dziele Szwedów.
Wisienką na torcie jest nowy epizod – czyli tytułowy Assault on Dark Athena, który rozpoczyna się zaraz po ucieczce z więzienia, z którego ponoć uciec się nie da. Ryśkowi jednak się udało. Niestety, długo nie nacieszył się wolnością, a na drodze do szczęścia stanął mu statek zdegenerowanych łowców nagród, pod wodzą charyzmatycznej kapitan Revas. Gdy ta dowiaduje się, że na pokładzie jej jednostki znajduje się najbardziej poszukiwany więzień w całej galaktyce, rozpoczyna się prawdziwe polowanie na grubą kasę, którą można dostać za skórę Riddicka. Cała historia jest niezaprzeczalną zaletą gry i choć nie chwyta za gardło, nie wyciska łez, to nie atakuje też powielaniem oklepanych schematów. Cieszy brak papierowych bohaterów, absurdalnych zwrotów akcji i wydumanych motywów działań czarnych charakterów. Revas nie ma ambicji władzy nad światem, kierują nią jakieś byłe zatargi z Riddickiem oraz chęć zysku. Poznajemy ludzi z krwi i kości, np. prawdziwego degenerata – mordercę i gwałciciela, matkę, która chce ocalić swoją córkę przed śmiercią z rąk najemników, a nad nimi wszystkimi góruje Riddick, pozbawiony wyższych celów, dbający tylko o własny interes. Jak sam twierdzi, nie ma duszy, choć autorzy w delikatny sposób sugerują, że pod umięśnioną klatą bije jednak serce.













