Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość gry 20 lipca 2021, 23:55

autor: Adam Królak

Koszmar Skull & Bones; od DLC do Assassin's Creed: Black Flag po deweloperskie limbo

Tworzone od 8 lat Skull & Bones w końcu wychodzi z fazy alfa. Jednak burzliwa historia projektu Ubisoft Singapore może rodzić wiele wątpliwości co do przyszłości gry.

W SKRÓCIE:
  • Według najnowszych informacji Skull & Bones przeszła fazę alfa.
  • Premiera gry była czterokrotnie przekładana; obecnie planowany termin debiutu to 2023 rok fiskalny (okres od kwietnia 2022 roku do marca 2023 roku).
  • Projekt przechodził wiele ewolucji – od sieciowych potyczek PvP aż do eksploracyjnej gry z elementami znanymi z The Division.

Ze Skull & Bones jest trochę jak ze statkiem-widmo – kilka lat temu widzieliśmy demo rozgrywki, ale nie mieliśmy bezpośredniej okazji, aby przekonać się, czy gra faktycznie istnieje. Zdania deweloperów na temat tego tytułu są podzielone. Jedni uważają, że nad projektem wisi klątwa, inni winą obarczają zwykły brak zdecydowania w kwestii końcowego kształtu tytułu.

Wywiady Kotaku z ponad dwudziestoma obecnymi i byłymi deweloperami Ubisoftu (którzy chcą pozostać anonimowi) oraz problematyczny proces produkcyjny mówią wiele o całym przedsięwzięciu. Za Skull & Bones nigdy nie stała jasna wizja. Górę brały przepychanki managerów, a sam kierunek prac był nękany niemal corocznymi zmianami i miniodświeżeniami. Od 2013 roku nie odpowiedziano nawet na podstawowe pytania na temat kluczowych elementów gry, mimo że centrala Ubisoftu w Paryżu wiązała duże nadzieje finansowe z tytułem.

Minęło prawie osiem lat od rozpoczęcia prac nad Skull & Bones i w tym czasie gra znacznie przekroczyła początkowy budżet. Według anonimowych źródeł Kotaku projekt kosztował Ubisoft ponad 120 milionów dolarów (prawie 470 milionów złotych), a liczba ta ciągle rośnie. Nie były to jedyne problemy związane z kwesiami finansowymi. Deweloperzy francuskiego branżowego giganta otrzymują premie w zależności od tego, jak dobrze radzą sobie ich gry. Osoby zaangażowane w produkcję dużych tytułów, takich jak Assasin’s Creed, często mają zapewniony sowity dochód. Jednak Skull & Bones był tak głęboko pogrzebany, że nawet wypłaty dla pracowników były zagrożone.

Koszmar Skull & Bones; od DLC przez Assassins Creed: Black Flag po deweloperskie limbo - ilustracja #1
Fragment rozgrywki zaprezentowany na targach E3 w 2017 roku.

Wygląda jednak na to, że mimo wielu lat niepowodzeń w końcu pojawiło się światełko w tunelu. Kotaku skierowało całą listę pytań w stronę twórców odnośnie do ich wieloletniego przedsięwzięcia, a Ubisoft potwierdził, że Skull & Bones wychodzi z fazy alfa:

Zespół Skull & Bones jest dumny z pracy, jaką wykonał nad projektem od czasu ostatniej aktualizacji, a produkcja właśnie przekroczyła fazę alfa. W odpowiednim czasie podzielimy się szczegółami. Wszelkie nieuzasadnione spekulacje na temat gry lub podejmowanych decyzji mają na celu jedynie demotywację deweloperów, którzy bardzo ciężko pracują nad stworzeniem ambitnej gry, spełniającej oczekiwania graczy. W ciągu ostatniego roku wprowadziliśmy znaczące zmiany w naszych wewnętrznych regulacjach, aby stworzyć bezpieczne i bardziej integracyjne miejsce pracy oraz umożliwić naszym zespołom produkcję gier, które odzwierciedlają różnorodność świata, w którym żyjemy.

Stanowisko francuskiego giganta różni się nieco od opinii, jakimi podzieliły się osoby od wielu lat powiązane z tytułem. Część z nich wprost mówi, że gra nie ma wielkich szans na powodzenie i jest jedynie kulą u nogi Ubisoftu:

Cała masa rzeczy ciągle nie ma sensu. Dopracowywanie tej gry w tym momencie to strata czasu.

Ciekawym aspektem całego zamieszania jest rzekoma toksyczność managerów, dyskryminacja płacowa i polityka biurowa, które utrudniały pracę – ostatecznie zniechęcając wielu ludzi. Z anonimowych źródeł Kotaku płyną informacje o kadrze zarządzającej Ubisoft Singapore, która otaczała się jedynie spolegliwymi „potakiwaczami” i jednocześnie nie słuchała sugestii oraz uwag płynących od reszty pracowników. Część tych problemów stała się głośna w zeszłym roku, kiedy to wierchuszka Ubisoftu była oskarżana o nadużywanie swojej władzy, a nawet prześladowanie kobiet.

Toksyczna kultura pracy, która przenika studio w Singapurze, jest w dużej mierze odpowiedzialna za większość problemów związanych z produkcją i ciągłe zmiany, które dotykały projekt. Była to prawdziwa plaga nękająca nasz zespół.

Burzliwa historia Skull & Bones

Historia przedsięwzięcia jest długa i zawiła. Prace nad tytułem rozpoczęły się w 2013 roku – początkowo było to rozszerzenie dla wielu graczy do Assassin’s Creed IV: Black Flag, które miało pojawić się po premierze gry. W międzyczasie projekt zaczął żyć własnym życiem i przekształcił się w pełnoprawny spin-off w stylu MMO z roboczym tytułem Black Flag Infinite, a następnie w zupełnie odrębną grę o nazwie Skull & Bones.

Nikt nie miał pojęcia, co robi – skwitował w rozmowie z Kotaku jeden z byłych deweloperów.

Idea przedsięwzięcia wydawała się na początku prosta i skuteczna. Studio Ubisoft Singapore było w przeszłości odpowiedzialne za opracowanie technologii żeglarskiej do Assassin’s Creed IV: Black Flag – zaimplementowanie fal i „stworzenie oceanu od zera”, jak skwitował to Paul Fu z Ubisoft Singapore. Następnie Singapurczycy zdobyli sporo praktyki przy tworzeniu Ghost Recon Phantoms. Black Flag Infinite miało w zamyśle połączyć te doświadczenia i stać się grą-usługą – ale niedługo potem okazało się, że nie będzie to takie proste. W końcu Ubisoft postanowił zacząć wszystko od nowa i stworzyć nową markę Skull & Bones – która zyskała kryptonim „Project Liberté”.

Jeden z deweloperów zdradził redakcji Kotaku, że akcja gry Skull & Bones w pewnym momencie była umieszczona na Karaibach. Następnie zdecydowano się na Ocean Indyjski. Kolejna wersja została zainspirowana przez Sid Meier’s Pirates! i miała rozgrywać się w fantastycznym świecie zwanym Hyperborea. Jeszcze inny wariant przenosił akcję do Libertalii – specyficznej katedry na wodzie, która inspirowana była mityczną kolonią piratów o tej samej nazwie. Większość z tych pomysłów nigdy nie wyszła poza fazę planowania, ale pochłaniały coraz większą ilość czasu zespołu z Singapuru. Podstawowe założenia wydawały się zmieniać wraz z kierunkiem wiatru.

W okolicach 2017 roku studio próbowało stłumić swoje ambicje i skupić się na walkach statków. Skull & Bones ponownie się odrodziło – tym razem jako swoista „strzelanka” wzorowana na Rainbow Six Siege, ale z łodziami w roli głównej. Była to wersja pokazana na targach E3 2017, dzięki której tytuł zyskał rozgłos. Ubisoft nie był jednak gotowy do porzucenia marzeń o wielkich pirackich eksploracjach. Uznano, że projekt potrzebował większego świata i zadań fabularnych poza zwykłymi walkami PvP. Tak więc w 2018 roku gra powróciła z nową wizją i trybem swobodnej wędrówki PvE (Player versus Environment) o nazwie „Hunting Grounds”. Podobnie jak w The Division, gracze mogli łupić kryjówki, walczyć ze sobą lub współpracować, aby ścierać się z potężniejszymi przeciwnikami sterowanymi przez komputer.

Po tym jak na targach E3 2018 zaprezentowano kolejne dopracowane demo, słuch o inicjatywnie singapurskiego oddziału Ubisoftu zaginął. Nie do końca było wiadomo, co stało się ze Skull & Bones. Niektórzy sądzili, że mimo efektownych zapowiedzi na branżowych wydarzeniach gra w praktyce nie istniała. Inni twierdzili, iż wersja pokazywana na eventach mogła funkcjonować co najwyżej jako produkt-usługa z wczesnym dostępem i dopiero z czasem „dojrzewać”. Teraz wiemy, że ta wersja gry również została wyrzucona na śmietnik i w 2019 roku nowymi gwiazdami przewodnimi dla zespołu Ubisoft Singapore stały się takie gry, jak Ark: Survival Evolved.

W 2020 roku nastąpiła kolejna zmiana - tytuł miał odwoływać się do popularnego Fortnite’a. Najnowsza wersja Skull & Bones będzie jeszcze inna, choć nadal pozostaje jedną wielką niewiadomą. Lata mijały, a piracki projekt nadal walczył o przetrwanie, będąc czymś na granicy legendy i obietnicy.

Tytuł ciągle się rozwija. Każdy wie, jak powinna wyglądać gra Ubisoftu i projekt [Skull & Bones] jeszcze do tego nie dorósł – donosi czterech deweloperów, którzy podzielili się tymi informacjami z Kotaku.

Od początku w zespole dochodziło do konfliktów na tle kulturowym. Ci, którzy wywodzili się z zespołu Assassin’s Creed, byli przyzwyczajeni do odgórnego podejmowania decyzji i „ręcznego” tworzenia wszystkiego, aż do najdrobniejszych szczegółów. Jednak zespół zajmujący się wcześniej grą Ghost Recon Phantoms miał zupełnie inne spojrzenie na te kwestie. W teorii wiedza obu zespołów miała się uzupełniać, ale w praktyce wprowadzało to tylko chaos i nieporozumienia. Jakby tego było mało, centrala w Paryżu serwowała ciągłe terapie szokowe w singapurskim studiu:

Za każdym razem, gdy otrzymywaliśmy opinie z Paryża, oni po prostu wariowali, reorganizowali wszystko i zmieniali pracowników. Takie sytuacje zdarzały się wielokrotnie – powiedział Kotaku jeden z byłych programistów.

Czy gra kiedykolwiek pojawi się na horyzoncie?

Skull & Bones miało początkowo trafić na półki sklepowe pod koniec 2018 roku. Następnie debiut planowany był na 2019 r. Później mowa była o drugiej połowie 2020 r. i okresie przed marcem 2022 r. Według ostatnich doniesień tytuł ma zadebiutować w 2023 roku fiskalnym, czyli w terminie od kwietnia 2022 do marca 2023 r. To cztery duże opóźnienia w ciągu trzech lat – rzecz rzadko spotykana nawet w branży, która widziała niejedną przesuniętą premierę (i wiele skasowanych projektów). Ubisoft jednak zdaje się nie tracić optymizmu – a przynajmniej chce sprawiać takie wrażenie.

Produkcja prowadzona przez Ubisoft Singapore szła doskonale przez ostatnie 12 miesięcy i jej wyniki są bardzo obiecujące – powiedział w maju Frederick Duguet, dyrektor finansowy Ubisoftu.

Prawdopodobnie Electronic Arts lub Take-Two dawno wyrzuciłyby całe przedsięwzięcie do kosza ze względu na narastające koszty. Dlaczego więc Ubisoft jeszcze nie zrezygnował? Według trzech źródeł Kotaku francuski producent i wydawca gier podpisał umowę z rządem Singapuru – oprócz zatrudnienia konkretnej liczby osób singapurskie studio musi także wypuścić nową markę. Być może za upartością Francuzów stoi właśnie to zobowiązanie.

Ubisoft nie słynie z dotrzymywania harmonogramów, ale w tym przypadku możemy mieć uzasadnione wątpliwości co do pojawienia się tej gry w sprzedaży. Promykiem nadziei jest na pewno „dopchnnięcie” projektu do fazy alfa, co świadczy o tym, że w końcu zdecydowano się podążyć za konkretną wizją. Być może Skull & Bones któregoś dnia zamajaczy na widnokręgu i możliwe, że będzie nawet świetną grą – ale jak do tej pory była to historia utopienia ogromnych ilości pieniędzy i zmarnowania wysiłku załogi z Singapuru.