Encyklopedia Gier Top Gry Daty premier Beta testy Screeny Redakcja poleca Katalog firm Słownik PC PS5 XSX PS4 Xbox One Switch Andro iOS
Assassin's Creed: Valhalla
Assassin's Creed: Valhalla
Assassin's Creed: Valhalla Game Box

Najciekawsze materiały do: Assassin's Creed: Valhalla

Assassin's Creed Valhalla - poradnik do gry
Assassin's Creed Valhalla - poradnik do gry

poradnik do gry31 marca 2022

Poradnik do Assassin's Creed Valhalla to solucja, porady i opis przejścia gry. Porady do takich elementów jak walka, sekrety, romanse, eksploracja i Drakkar. Opisujemy najważniejsze wybory Eivor, wymagania sprzętowe, opis sterowania i poradnik trofeowy.

Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie
Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie

recenzja gry9 listopada 2020

Światowa premiera 10 listopada 2020. Miniony tydzień był cholernie intensywny. Spędziłem go z grą AC Valhalla, u boku Eivor, dzielnej wojowniczki z Norwegii, która wraz z bandą przyjaciół wyruszyła do Anglii, żeby zbudować swój dom.

Assassin's Creed Valhalla z aktualizacją 1.5.3; nowe, darmowe przedmioty
Assassin's Creed Valhalla z aktualizacją 1.5.3; nowe, darmowe przedmioty

wiadomość27 czerwca 2022

Już jutro Assassin’s Creed: Valhalla otrzyma aktualizację 1.5.3. Wyeliminuje ona garść błędów i doda do gry darmowy (czasowo) pakiet Bifrostu. Ponadto Ubisoft potwierdził, że weźmie udział w sierpniowych targach gamescom.

Forgotten Saga będzie kolejną dużą nowością w Assassin's Creed Valhalla
Forgotten Saga będzie kolejną dużą nowością w Assassin's Creed Valhalla

wiadomość14 czerwca 2022

Dzisiaj rozpoczynają się obchody 15. urodzin serii Assassin's Creed. Z tej okazji zaprezentowano, jaka darmowa zawartość zawita do gry Assassin's Creed Valhalla jeszcze w tym roku. Na wyróżnienie zasługuje tryb Forgotten Saga.

Nie tylko zbrojownia; sporo nowości w AC Valhalla z aktualizacją 1.5.2
Nie tylko zbrojownia; sporo nowości w AC Valhalla z aktualizacją 1.5.2

wiadomość23 maja 2022

Assassin's Creed Valhalla wzbogaci się o zbrojownię. Aktualizacja 1.5.2 usunie też sporo błędów w dodatku Świt Ragnaroku.

Najlepsze gry z katalogu gier PS Plus
Najlepsze gry z katalogu gier PS Plus

artykuł1 lipca 2022

Nowe abonamenty od Sony o nazwach PS Plus Extra i PS Plus Premium otwierają dostęp do katalogu gier wszelkiej maści Niezależnie od tego, jak prezentuje się ta oferta na tle Game Passa, jest w niej sporo wartych ogrania hitów.

PC
PS4
XONE
PS5
XSX
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
12.11.2020 18:08
Rumcykcyk
😂
8
odpowiedz
10 odpowiedzi
Rumcykcyk
92
Głębinowiec

Alex czyli mniej więcej wychodzi to tak.

Graficznie i muzycznie -> to absolutna klasa sama w sobie. Że grafika w HDR będzie powodować opad szczęki w tej kreacji to było wiadomo już od dawna, ale że ścieżkę dźwiękową przesunęli na taki poziom to bije im brawo na stojąco. Ta gra to must have dla wszystkich eksploratorów. Nie wiadomo gdzie iść, co robić, wszędzie coś ciekawego :)

VS

Odysseya tysiące śmieciowej zawartości mimo że mapa pięknie wykonana

next

Zapomniałem dopisać gra ma fantastyczny system walki o wiele lepszy niż w Origin i o wiele, wiele lepszy niż w Wiedźminie III (co nie dziwi bo te gry dzieli jednak 3 już lata). Jak wybierzecie poziom gry Koszmar to będziecie na 1-2 hity :) Rewelacyjna zabaw w tym trybie. Dodatkowo jak wybierzecie tryb eksploracji (domyślny), wyłączycie elementy HUDa to gracie w rewelacyjną grę. W grze wykonano tyle usprawnień względem Origin że aż głowa mała, naprawdę się dziwie recenzji GOLa że to przemilczeli. Od drobiazgów jak zachowanie zwierząt (zupełnie inny poziom), ruchy fal na morzu, po najmniejsze detale i detaliki. Jak dla mnie to dla Odyssey tylko RDR2 jest konkurentem i zapewne zwycięzcą w tym roku. Nie wiem jak nic się nie zmieni (po następnych 20 godzinach) to jestem w stanie dać 10/10.

VS

Odysseya fabuła średnia dialogi jak z generatora

next

architektura to poziom nieosiągalny dla innych (nie da się tego opisać słowami to trzeba zobaczyć), dodatkowo na zupełnie nowy poziom wskoczyły także prowadzone rozmowy z postaciami. Generalnie ta gra na kilku polach wypada w czymś najlepiej co zrobiono do tej pory. Jeśli chodzi o Odyssey vs Origin to Origin nie ma żadnych szans. Ja wiem że każdy ma własną opinię ale ... Jakbym miał wymienić co jest lepsze od Origin to znalazłbym już z co najmniej 20 punktów.

Poważnie jak komuś się podobał Origin to tu będzie skakał z radości.

VS

Odysseya poza głównymi postaciami atak klonów albo postaci totalnie bezpłciowych

next

Walka jest wykonana rewelacyjnie
Idziesz i czasem możesz wpaść w miejsce jak w Gothicach że nie wyjdziesz już z niego
Questy są solidnie zbudowane nie jest to poziom Wiedźmina III oczywiście ale są daleko lepsze od tych z Origin
Całość ma niesamowity klimat wielkiej przygody (historia główna jest o klasę, albo o dwie lepsza niż w Origin (w momencie w którym jestem)
Masz ciągłe wrażenie że od zera do bohatera i nigdy nie jesteś za silny mam już prawie 25 poziom
Jest o wiele mniej bzdetów do znalezienia, fajnie wygląda crafting i rozwój postaci
Są łowcy którzy na nas polują i wykonane jest to w stylu z Shadow of War (w uproszczeniu oczywiście)
Walki morskie mimo że dodatek fajnie są wykonane i całość pływania jest niezła

Mógłby tak pisać bez końca nawet nie wspominając o oprawie A/V która jest ja WOW

VS

Odysseya grasz prawie pół bogiem, walki proste przeciwnicy jak poduszki na ciosy

Idąc tym tokiem myślenia i zachwalania Valhalla to czekam kolejne 2 lata na krytykowanie albo może od razu napisać prawdę.

22.06.2021 11:58
Joey
8
odpowiedz
Joey
2
Centurion

Mi niestety gra się nie podoba. Strasznie nudna. Z bólem wystawiam jej ocene 5/10. Ładna grafika i muzyka to jej duże zalety.

01.08.2021 15:10
Amidom
odpowiedz
Amidom
25
Chorąży

Jednemu się gra podoba, a innemu nie. Mnie się wydaje, że główny wątek w Valhalla jest krótszy od tego w Odyssey.

08.08.2021 12:42
Kajzerken
2
odpowiedz
Kajzerken
44
Konsul
6.5

Gra przez pierwsze kilkadziesiąt godzin wydaje się być mega toporna. Walka przed solidnym rozbudowaniem postaci jest słaba, żmudna i nudna. Nie pomaga mała ilość finisherów. Klimat wikingów szybko ucieka - jest on w ogóle nijaki. W jego utrzymaniu nie pomaga moim zdaniem bardzo słaba mapa. Wszędzie bagna oraz kopiuj-wklej ruiny. Rzygać się chce gdy oglądasz te filmiki jak władcy krain siedzą po squatach z połową stojących ścian niczym żulernia. Sama fabuła to też flaki z olejem, jest bo jest, nie porwie nikogo. Odskoczni nie zapewnią zadania poboczne. Te są realnie słabe, ograniczone do wydarzeń świata gry, które nie mają nawet swojego prowadzenia w dzienniku zadań. Są głupie i nudne. Pisałem o nich powyżej jako zbieraninie gagów i memów. Lootowanie także irytujące, te looty po 1-2 srebra mogliby sobie darować. W gierze, gdzie gramy wikingiem grabieżcą boli. Po oczach biją także liczne uproszczenia w mechanikach gry. Widać z jaką trudnością giera podchodzi do mechaniki bardziej wymagającej niż chód i walka, tak samo z animacjami. Śledztwa, ptak - dron w tej części także słabo.
Gdy zsumujemy wszystko powyższe razem, przestanie zastanawiać fakt, jak wiele osób gre porzuciło po kilkunastu h. Mi też się to zdarzyło, wróciłem jak ograłem wszystko inne.

Na plus oczywiście grafika, i duża lokacja wypełniona kontentem. Ciekawe podejście do rozwoju postaci. Technicznie jest różnie, gra chodzi płynnie ale krzaczy sterowniki grafik, zarówno rtx 30 jak i radeonów 6000. No i maxymalny power limit poboru karty podczas cut-scenek śmieszny.
Ogólnie to o wiele przyjemniejsza w odbiorze była dla mnie poprzednia część.

10.08.2021 21:37
odpowiedz
rządek.
3
Legionista
8.0

Powiem że to najlepsza część Assassyna którą przechodziłem i chciało mi się grać.
i sprzęt też mam już odpowiedni żeby uciągnąć W 75 fps.

27.08.2021 14:30
1
odpowiedz
1 odpowiedź
slas
7
Legionista
6.5

Początkowo sądziłem, że ktoś się pomylił w nazwie gry, bo jak dla mnie, to nie jest Assassin's creed Valhalla, tylko Assassin's crash Wywala (do pulpitu). W jednym dniu, miałem więcej crashy, niż przez całą rozgrywkę Cyberpunka, w którego grałem miesiąc po premierze. Potem crashe ustały. Bez wyraźnego powodu. Gry jeszcze nie skończyłem, ale, jak to z Assassinem bywa, jak coś twórcy wymyslą nowego, to będą to eksploatować do znudzenia. Nowinki są, aczkolwiek w ilości niezbyt imponującej. Gracze mający kontakt z Origins i Odyssey będą mieli deja vu. Wiedźmin 3 wytyczył kierunek pod zmianę filozofii serii i teraz trzeba będzie czekać cierpliwie na inną wyróżniającą się grę, z której Assassin będzie czerpać wzorce. A do tego czasu będzie to Origins w różnych wariantach + pomysły własne Ubisoftu.
Ubisoft mógłby się trochę przyłożyć do animacji postaci. Już Kassandra miała typowo męskie ruchy. Żeńska Eivor choruje na to samo. Szczęśliwie twórcy nie dali (nie dali? nie skończyłem jeszcze) animacji, kiedy Eivor siusia, bo coś mi się wydaje, że obie wersje (męska i żeńska) siusiałyby na stojąco.
A gra, jak to gra. Się chodzi, się zbiera, się zabija, się gada. Wszystko to sklejone jakąś tam historyjką. Gdyby tam wkleić Bayeka, czy greckich hirołów, to człowiek gotów by pomyśleć, że to DLC do Origins. Zresztą nawet wklejać nie trzeba, jeśli się zakupi odpowiedni strój.
Nie, żeby było jakoś tam bardzo fatalnie, ale trudno o ochy i achy, gdy po raz kolejny godzinami robimy to samo.

27.08.2021 17:03
odpowiedz
1 odpowiedź
Legalizex
47
Konsul

Pograłem w to kilka godzin z racji że Ubisoft+ jest za 4zł na miesiąc i postanowiłem przetestować wersję z dodatkami. O ile Origins i Odyssey już same mało miały wspólnego z asasynami, to tutaj jest już istna masakra. Jak podszedłem do pierwszego przeciwnika w grze od tyłu i chciałem go jakoś zabić po kryjomu a zamiast tego moja postać po prostu machnęła w niego toporem zabierając mu 20% hp to się złapałem za głowę. Wielka pusta mapa na której nic nie ma tylko jakieś głupie znajdźki, nudna fabuła, forsowanie silnych kobiet które mają tyle samo siły co 2 metrowy umięśniony chłop. Dużo o jakości tej gry mówi fakt, że można się przełączać między płcią swojej postaci w dowolnym momencie w grze bo twórcy gry stwierdzili, że płeć nie ma żadnego znaczenia dla fabuły. Jeśli nawet postać główna jest taka słaba, że nie ma znaczenia jej płeć to inne postacie są jeszcze słabsze. Gra bezpłciowa jak sama postać Eivora. Nawet grafika nie zachwyca, grając wcześniej w takie perełki jak Red Dead Redemption 2 w którym co chwila się zastanawiałem jak oni to zrobili że to wygląda tak ładnie to tutaj przeżyłem szok, Ubisoft znowu zostaje w tyle ze swoimi śmiesznymi silnikami z AC i Far Cry.

post wyedytowany przez Legalizex 2021-08-27 17:05:57
31.08.2021 12:47
odpowiedz
zanonimizowany1363623
1
Legionista

Szajs a nie gra. Muszę grać tym brodatym obleśnym typem. Chociaż fryzjera by dali. Kobieta lepsza. Ale cała saga Asasynow to nudna jak flaki z olejem. Lepszy milion razy Cyberpunk 2017.

05.09.2021 19:31
odpowiedz
MalaraAndrzej
3
Junior
10

W trakcie zdobywania sojusz w Glowecestrescire, misja Pierwsza noc Samhain, bohater ma chodzić od drzwi do drzwi jako Mari Lwyd, niestety wszędzie gdzię się udam i mam zapikać pojawia się komunikat "Zaknięte, nikogo nie ma w domu"
Reistalacja gry też nic nie p[omogła ten sam błąd.
Może ktoś miał podobnie i jak z tego wybrnąć.
Wielkie dzięki, bez tego nie mogę zakończyć gry
Pozdro.

05.09.2021 20:24
odpowiedz
Claud87
2
Junior
3.0

Grałem około 100 godzin powiem jedno
najgorszy ASSASYN w jakiego grałem
lepszy był UNITY mino bugów
nie polecam ale to już wybór każdego z osobna ja wyraziłem tylko swoja opnie

07.09.2021 12:38
👎
odpowiedz
SIULA54
1
Junior

Nie wiem dlaczego zachwalacie Valhalle jakby niczego lepszego nie widzieliscie. Wykonanie gry na od.....ol grafika zla,
powtarzajace sie miejsca do zdobycia, duzo chodzenia malo

konkretnej akcji, poprostu dluga nuda,
Seria gier Assana co nowe wydanie bylo lepsze i wciagajace, a zapomoca Valhalli spiepszono opinie serij.

25.09.2021 00:05
tgolik
odpowiedz
tgolik
114
Generał
5.5

Valhalla to upadek nowej serii Assassynów. Pierwsze 20 godzin niezłe potem gra rozrasta się monstrualnych rozmiarów. Trudno ogarnąć, co robić i w jakiej kolejności. Zadania już nie tak ciekawe jak na początku. No i graficzny regres w stosunku do AC Origins.

28.09.2021 10:23
👎
odpowiedz
Paczkov
1
Junior

Po około 60-70h gra znudziła mnie. Tak jak pisali poprzednicy - piękny świat, ale zmarnowany potencjał. Gra szybko robi się powtarzalna, większość postaci jest bez charyzmy i do tego na siłę rozciągnięcie czasu rozgrywki przez rozsuwanie lokacji gdzie zdobywamy zadania i gdzie je wykonujemy. Prawdopodobnie twórcom chodziło o wymuszenie zwiedzania świata, ale ten jest często piękny, ale pusty, w wyniku czego po kolejnym zadaniu tego samego typu człowiek kombinuje jakby najszybciej dotrzeć do celu biegnąć na przełaj nie oglądając świata. Gra nie jest najgorsza, ale zgadzam się że jest to jedna ze słabszych odsłon i ponownie bym jej nie kupił.

29.09.2021 08:30
odpowiedz
1 odpowiedź
motoba
14
Legionista

na plus:
grafika
dźwięk i muzyka i dość ciekawe głosy postaci zwłaszcza męska naszego rembajły
świat gry i symulacja okresu wikińskich wypraw na wyspy
na minus:
cała reszta a najbardziej
techniczne problemy gra sypie się nawet na GF Now
gra pod pozorem sandobox i dowolności gry jest w kwestii fabuły koszmarnie liniowa a nasze decyzje nic nie zmieniają gdzie to RPG?
dużo nudy i mozolnego zdobywania xp i surowców
gra śmierdzi mi takim chorym psychicznie singleplayer MMO jak większość gier od UBI

02.10.2021 11:35
SlipKnoTXVI
odpowiedz
SlipKnoTXVI
43
Konsul

Mogli po prostu ubrać oddyseye w szaty valhalli z drobnymi zmianami i była by super gra.

07.10.2021 17:52
odpowiedz
4 odpowiedzi
roswell1912
30
Chorąży

Matko gram na Ryzen 7 5800X RTX 3070 16Gb i gra na Ultra z 200% skalowania zmula..
Ta oddalajaca sie kamera podczas walki jest strasznie wkurzajaca

19.10.2021 17:43
odpowiedz
Sk8bob
9
Legionista
0.5

Mówcie co chcecie ale dla mnie cały czas najlepszy był Assassins Creed Black Flag… pamietam jak dowiedziałem się ze następna lokalizacja będą Karaiby i ogólna egzotyka i morze . Mówiłem ,, nie to się nie uda „. Bardzo się myliłem ! Uwielbiam ta cześć i mimo ze gra jest stara to non stop w nią grań w sensie powracam do niej może z dwa razy na rok. Jednakże marzy mi się powrót assasyna do czasów Francji w nowej oprawie z nowa historia m… ahhh te budownictwo w tamtych czasach plus technologia tych czasów … to byłoby piękne !!

A sama cześć Valhalla według mnie słaba, nudna i bez klimatu

20.10.2021 12:16
😊
odpowiedz
Haze420
1
Junior

Tu jest zaprezentowana gra w 100% przez mojego ulubionego Gamera ;) --------> [link]

17.11.2021 23:34
Twój kot
😂
2
odpowiedz
Twój kot
2
Junior

Valhalla to totalna porażka. Seria zamiast się rozwijać, cofa się. Pograłem ponad 20 godzin i stwierdzam, że gra ssie po całości pod każdym względem. Od strony graficznej, najgorsza odsłona pod względem obecnych standardów. Jeden wielki blur, fake wygładzanie TAA, które na niższych ustawieniach po prostu zaniża rozdzielczość gry. I tak też gra wygląda, jakby była odpalona w niższej rozdzielczości. Średniowieczna Anglia - brzydka jak cholera, monotonia, drzewa gorsze niż w Skyrimie. Zero klimatu, pierwsza część serii z 2008 roku pod tym względem wygrywa. Problem ze sterowaniem - Eivor strasznie wolno zbiera się do sprintu, jakby był lag jakiś. Wszystko takie klockowate, płaskie (detale ultra) zadania nudne, eksploracja żadna, bo sprowadza się do obserwacji święcących punkcików na mapie, wbijasz w jakieś ukryte podziemia, a tam w skrzynce - parę skór... Zadania poboczne znów płytkie i nijakie - Ubi po prostu w to nie umie. Podbój rzeczny to już w ogóle - przenosi gracza na małą mapkę, parę osad do podbicia - taka jakby piaskownica. Serio..? W dużym otwartym świecie takie coś..? Rozumiem, że coś w deseń areny, ale żeby tam gracz musiał chodzić, żeby zbierać lepsze itemy..? Jedyny plus za drzewko rozwoju, które próbuje udawać w malutkich procencie to z PoE. Chociaż niektóre skille żywcem zerżnięte z Shadow of Mordor (przeskok nad wrogiem, zastraszanie przeciwników zabójstwem). Finischery te same widzę cały czas, do porzygania. Serio nie chce mi się grać w to gówno dalej, szkoda czasu. Zero jakiejkolwiek jakości, wydmuszka, tasiemiec, żmudny symulator zbierania skrzynek. Graczom z dojrzałym gustem, którzy oczekują od gry głębi, fabuły, ciekawej mapy i jakiegoś poziomu immersji stanowczo odradzam marnowania pieniędzy na tego bubla. I ciągle uważam, że ostatni dobry AC to Origins.

post wyedytowany przez Twój kot 2021-11-17 23:37:59
21.12.2021 01:02
KaToKaMasz
😒
4
odpowiedz
1 odpowiedź
KaToKaMasz
34
Chorąży
5.5

Uwaga... będą spoilery z podstawki gry, ale po roku chyba nie powinno to dziwić. W najgorszym wypadku zaoszczędzicie sobie zawodu.

Ta gra jest ultra średniakiem. Jak widzicie wystawiłem najbardziej średnią oceną, na jaką pozwala skala GOL (5.0 to już gra słaba podobno, chociaż wydaje mi się, że właśnie na idealne, środkowe 5.0 gra zasługuje). Z góry przepraszam za mniejsze błędy i literówki, których nie wychwyciłem w trakcie pisania.
Może zacznę tak... jedynym połowicznym plusem gry, jest walka, ale tak mniej więcej w środku gry, kiedy zaczynamy poznawać co ciekawsze ataki i złapiemy już, który set broni nam najbardziej pasuje. Nowe możliwości zwalczania niemilców są nam udostępniane, a nic nie daje takiej satysfakcji, jak przyciśnięcie wielkiego przeciwnika do muru, by odskakując odrąbać mu łeb rzuconym toporkiem. Piękna sprawa. I drugim połowicznym plusem są walki z Bossami, ale tylko częścią z nich. Do pozytywów zaliczyć można jeszcze PIERWSZE wrażenie z świata wykreowanego, który jest ogromny i od strony samej grafiki, ładny.

A teraz można przejść do mięsa. Gra w dużym skrócie jest kompletnie niesatysfakcjonujące. Od podstaw rozgrywki, głównego bohatera, eksploracji, przez rozwój postaci i ekwipunku, po samą fabułę. Nie ma w tej grze ani jednego elementu, który został wykonany bardzo dobrze, albo chociaż dobrze. Gra jest dla mnie kompletnym nieporozumieniem, ponieważ Origins mnie zachwycił i rozkochał, chociaż też już męczył pod koniec, z uwagi na ogrywanie podstawki i dodatków cięgiem, tak klimat świata, satysfakcja z walki, postać i główny bohater zapadły mi w pamięć lepiej, niż jakakolwiek inna odsłona serii. Zaznaczyć chyba powinienem, że jest z tej grupy, która uważa ACII za grę bardzo dobrą, ale to ACI jest dla mnie Best of the Best, z uwagi na niepowtarzalny w tej serii klimat prawdziwego zabójcy (chociaż zdaję sobie sprawę, że gra miała też wiele minusów). Wracając do Valhalli - ta gra to dwa kroki wstecz względem Origins. Nie umiem porównać tego do Odyssey, ponieważ grę odłożyłem po pierwszych 15minutach - nie podszedł mi w ogóle klimat i setting. Do krytyki sagi o Eivorze mam jak najbardziej podstawy - ukończyłem podstawową wersję na 100% (odrobinę oszukane, ale o tym za chwile), licznik wskazuje 167 straconych godzin, więc miałem dużo czasu, by wyrobić sobie odpowiednią opinię. Swoją sagę pisałem PC składającym się z i9 9900K, RTX 2070S, 32GB RAM, a gra zainstalowana na satowym dysku SSD (rozgrywka, z uwagi na monitor, niestety tylko w 1080p).

Zacznijmy od początku. Od samego początku, czyli wstępu fabularnego, zyskania przydomku Wilcza Paszcza (chociaż w dosłownym tłumaczeniu chyba powinno być coś w stylu Wilczego Pocałunku[/]). Wstęp do fabuły wydaje się bardzo ciekawym wejściem do świata wikingów i walki o wieczny honor, by móc zasiąść z Odynem w Valhalli, czekając na bój ostateczny przy pieśniach i piwie. Złudzenie to niestety zostaje rozmazane, przez z pozoru niewinne, lecz z perspektywy reszty rozgrywki i logiki uniwersum Assassin’s Creed, bardzo dziwny zabieg ze strony twórców. Wybieramy płeć bohatera. Ale to nie tak, jak w poprzedniej części, że jest dwóch grywalnych bohaterów, którzy są rodzeństwem i mają swoje role w świecie gry, tylko wybieramy konkretnie płeć naszego bohatera. Jest to o tyle dziwne, że skoro odczytujemy wspomnienia jakiegoś naszego przodka, raczej powinno być jasne, czy jest to mężczyzna, czy kobieta. Może się czepiam, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, że po odkopaniu szczątków, z których pobrano fragment DNA Eivora, by móc odczytać jego wspomnienia w Animusie, nie było pewnym, czy nieboszczyk był płci męskiej, czy żeńskiej. Ale ta decyzja powoduje jeszcze inną dziwność. Cała reszta rozgrywki i relacji z postaciami nie jest dopasowana do faktycznej płci, a jest… uniwersalna. Nieważne, czy wybierzemy kobietę, czy mężczyznę, ponieważ w rzeczywistości nasz bohater jest bezpłciowy i czuć to okrutnie przy jakiekolwiek relacji pseudo romantycznej, czy to z męską, czy żeńską postacią w grze. Pomijając fakt, że zdarzają się błędny w tłumaczeniu, które do mojego męskiego Eivora zwracają się jako „ona”.

Kolejnym zdziwieniem jest walka. No bo tak, po dokonaniach z Origins, które miało bardzo satysfakcjonujący system walki i skrobania paska zdrowia można było się doczekać tylko w przypadku walk z bossami, w Valhalli trzeba było iść o krok dalej. I tu robi się lekkie zdziwienie, co z tym moim potężnym i niezłomnym wikingiem jest nie tak, że randomowego przeciwnika, muszę okładać 15 razy toporem, żeby ten łaskawie poległ. Po pewnym czasie okazuje się, że gra postanowiła zapożyczyć z innych gier system bloków i zbijania kondycji (albo wytrzymałości?) przeciwnikom. Toteż najskuteczniejszą metodą walki jest blokowanie ciosów przeciwników w momencie ataku, który jest odpowiednio oznaczony kolorem pojawiającym się na przeciwniku. Może i by to przeszło, gdyby nie fakt, że przeciwnicy wybitnie nie lubią nas atakować, gdy czekamy na ich atak. Najbardziej dotkliwym doświadczeniem tego smutnego rozwiązania było wykonywanie Wyzwań Mistrzowskich na 100% i maksymalne rozciągnięcie walki z przeciwnikami, by doczekać się wszystkich możliwych bloków, jak trzeba wykonać. Ale o samych wyzwaniach będzie później. Efekt systemu walki jest taki, że zamiast potężnego wikinga, który pozwali nam w satysfakcjonujący sposób rozprawiać się z przeciwnikami i postawi przed nami czasem wyzwanie w postaci twardszego przeciwnika, dostajemy nudny symulator skrobania pasków zdrowia lub wytrzymałości, ewentualnie jednego i drugiego w przypadku większych przeciwników. Ja ostatecznie zdecydowałem się zmniejszyć poziom trudności walki, ponieważ stało się to zbyt nudne, a oczywiście poziom ten nie wprowadza żadnych zmian w zachowaniu przeciwników, a jedynie skraca ich paski życia i zabiera zadawane punkty obrażenia. Problem ten występuje na początku, ponieważ mniej więcej w środku gry, system się „dociera”. Jak wspomniałem wcześniej, po doborze odpowiedniego zestawu mordu i rozwinięciu w jakimś stopniu naszej postaci o mniejsze umiejętności, a także ataki specjalne, gra nabiera dynamiki. Walka zaczyna być szybsza, wykańczanie przeciwników urozmaicone, dzięki atakom specjalnym, a zatem pojawia się nadzieja na pierwszy dobry element gameplayu. Z czasem jednak zauważyłem, że zaczęło się robić nudno, ponieważ… moja postać stała się zbyt potężna. Z nudów podniosłem nawet z powrotem poziom trudności walki i przez chwilę było znów w porządku, ale tylko do czasu. Bo ostatecznie okazuje się, że sens mają tylko cztery ataki specjalne, a reszta jest zbyteczna. Eivor zyskuje regenerację zdrowia, którego i tak ma bardzo dużo, zaś połowa ataków, po nabyciu odpowiednich zdolności, nawet nie wytrąca go z równowagi, więc nie trzeba się specjalnie starać unikać ciosów. Na łuczników w pewnym momencie w ogóle przestałem zwracać uwagi, ponieważ nie byli mi w stanie nic zrobić, gdyż zdrowie mojego bohatera między kolejnymi trafionymi strzałami zdążało się zregenerować.
Dochodzi do tego również problem samych przeciwników, ponieważ jak na 160h gry jest ich… bardzo mało. Można powiedzieć, że w grze występują trzy główne frakcje – Wikingowie, Sasi i Bandyci (i w ostateczności Jötunowie). Problem jest taki, że w każdej frakcji znajduje się przynajmniej kilka odpowiedników tego samego rodzaju przeciwnika, poza kilkoma wyjątkami. W efekcie przez całą rozgrywkę walczymy praktycznie z tymi samymi przeciwnikami, którzy na tak długą metę są nudni, aż do bólu. Dziwi to o tyle, że walka w tej grze jest bardzo istotnym aspektem, w końcu to opowieść o wikingach i wpleciony w to wszystko wątek skrytobójców nie jest żadnym wytłumaczeniem, bo kto chciałbym się skradać i zabijać z zaskoczenia, nożem w plecy, bez honoru, jak można stanąć z przeciwnikiem twarzą w twarz do ostatecznego boju? Takie przynajmniej było moje założenie, ponieważ nie zdarzyło mi się skradać ani razu w tej grze, za wyjątkiem kilku misji, w których gra nas do tego zmusza. Jeśli dało się wyciąć wszystkich w pień, takie było moje przeznaczenie.
Co w takim razie z Bossami, który już Assassin’s Creed Origins zaczął powoli wprowadzać do serii. Z bossami jest… pół na pół. Na pochwałę na pewno zyskuje jeden z pierwszych na jakiego natrafiamy i pewnie na początku nie pokonamy, czyli jedna z trzech Cór Leriona. Byłem mocno niezadowolony, gdy musiałem zawrócić ze spuszczoną głową z pola walki, lecz zmotywowany, do kolejnej walki po usprawnieniu postaci. Niestety jak się później okazało, pozostałe dwie siostry były do siebie bardzo podobne. W efekcie trzecia walka z podobnym bossem, nie robiła już prawie żadnego wrażenia. Grupa krwiożerczych wilków również stanowiła niemałe wyzwanie. Zdarzyło się też kilku ciekawych wojowników Ragnara. Więc można śmiało powiedzieć, że gra ma swoich dobrych, unikalnych bossów. Ma też trochę tych zły, lecz najsłabsi wydają się Ci najwięksi. Zaliczyć do nich można przede wszystkim kamiennego niedźwiedzia z Jötunheim i wielkiego wilka Fenrira, z którymi walka była jednostajna, nudna i banalnie prosta – stać między nogami i okładać, aż będzie miał dość.

Z walki naturalnie przechodzimy do rozwoju postaci, który mocno miesza w sposobie przebijania się przez kolejne zastępy wrogów. Niestety sam rozwój postaci nie robi najlepszego wrażenia, ponieważ zamiast konkretnego drzewka umiejętności, które wypełnione będzie przydatnymi mechanikami, dostajemy potężna pajęczynę punktów. Cała siatka podzielona jest na trzy części, odpowiadające za ataki dystansowe, walkę wręcz i skrytobójstwo. Każda część podzielona jest na mniejsze segmenty, w których znajdują się małe ulepszenia poszczególnych statystyk, które z kolei prowadzą do jakiejś umiejętności. Na papierze wydaje się wszystko w porządku. W praktyce już jest trochę inaczej. Niestety, nie ma żadnej konsekwencji w podziale na walkę dystansową, walkę wręcz i skrytobójstwo, ponieważ w części skrytobójstwa znajdują się umiejętności przydatne do walki wręcz lub dystansowej. Dotyczy to zarówno mniejszych statystyk, jak ich zdobywanych umiejętności. I tak jest w każdej z pozostałych grup. Po co w takim razie ten podział? Same umiejętności również nie robią wrażenie, ponieważ jest tego wszystkiego za dużo. Na początku owszem, zdarzyło mi się czytać, co jest czym i jakie korzyści będą z przydzielenia, teoretycznie cennego punktu doświadczenia dla konkretnej pozycji. Ale po wydaniu już 100 punktów przestałem na to zwracać uwagę i wydawałem wszystko po kolei. Było moim wielkim zdziwieniem, gdy w trakcie walki zrobiłem unik przed ciężkim atakiem przeciwnika, a Eivor zamiast odskoczyć, skontrował atak przewrotem i ciosem ukrytym ostrzem. Umiejętność kompletnie wywracająca system walki do góry nogami, ułatwiająca bitwy z każdym przeciwnikiem, zwłaszcza bossami, znajdująca się oczywiście w Skrytobójstwie, zamiast walce wręcz. Ktoś miał bardzo ambitny pomysł z rozwojem postaci, lecz moim skromnym zdaniem, jest on nietrafiony. Zamiast przerzucać statystyki ataków do mikro umiejętności, trzeba było ograniczyć liczę punktów doświadczenia i skupić się na umiejętnościach głównych, dokładnie je pogrupować i pozwolić graczowi obrać jedną, maksymalnie dwie ścieżki, zamiast umożliwić losowe ładowanie punktów we wszystko jak popadnie. Rozgrywka zyskała by na tym charakteru, a nasze wybory, przy rozwijaniu bohatera, miałyby znaczenie. Co w ostateczności przekładałoby się na satysfakcję z rozgrywki.

Czas na eksplorację. Wydawać by się mogło, że po takim doświadczeniu, jakie ma seria Assassin’s Creed, można tylko lepiej. Otóż nie. Ubisoft ma ostatnio mocną tendencję do kierowania się zasadą Ilość, a nie jakość. Niestety, nie jest to plusem w żadnym aspekcie rozgrywki.
Mapa jest ogromna. Owszem, jest ładna, krajobrazy i różnorodność regionów zachwycają, lecz niestety jest to tylko okładka. W rzeczywistości, świat jest pusty i nieciekawy. Można go przejechać wzdłuż i wszerz, jednak o ciekawe lokacje bardzo ciężko, a jeśli już na jakieś natrafimy, będą to tylko puste lokacje z ewentualną kartką/listem, który ma nadać całemu miejscu jakiejś historii, co oczywiście nie ma racji bytu. Być może sprawdza się w pierwszej drugiej, może jeszcze piątej lokacji. Ale w dwudziestej, czterdziestej nie ma to racji bytu.
Wypełnienie tych lokacji częściowo stanowią krótkie zadania poboczne. Na początku zadania te zdawały się strzałem w dziesiątkę. Nie opierają się na znacznikach i opisach, co mamy dokładnie zrobić. Zwykle składają się z krótkiego dialogu, ewentualnie jakiejś wskazówki, którą sami znajdziemy, by dojść do rozwiązania problemu. Niestety mam wrażenie, że co ciekawsze zadania zostały ustawione na początku, zaś im dalej w las, tym coraz mniej zadań, a jak już się pojawiają, zdają się być coraz mnie interesujące. W efekcie po raz kolejnym natrafiamy na średni element rozgrywki, który nie został dopracowany do miana Dobrego.
Dla mnie jednak największym grzechem w eksploracji świata jest poruszanie się po nim. Gra szczyciła się przed premierą możliwości podróżowania statkiem po rzekach Anglii. Piękna sprawa. Od razu przypominały się czasy Black Flag, morskiej bryzy, szant i piękna eksploracji. Jak jest w takim razie z tym statkiem w saskiej ziemi? A no… nijak. Nie wiem, jak Wy, ale ja osobiście używałem statku tylko płynąc na początek zadania w nowym regionie i atakując klasztory. W tym drugim przypadku tylko dlatego, że potrzebowałem swoich „bardzo użytecznych” członków załogi, do otwarcia skrzyń. Poruszanie się po rzekach jest ograniczone i nie dotrzemy w większość interesujących nas lokacji. Sama gra nawet nie zachęca nas do używania go, ponieważ nie przewiduje dla tego rozwiązania żadnych atrakcji. Ostatecznie prościej (teoretycznie) jest przejechać koniem na przełaj i zahaczyć o wszystkie interesujące nas punkty po drodze, niż płynąć statkiem na około. I to jeszcze przy tym porywającym akompaniamencie naszej muzycznej załogi – nie przesłuchałem żadnej z granych piosenek do końca, ani razu. I żadnej nie pamiętam… Ale do muzyki jeszcze przejdziemy.
Skoro łodzią nie, to koniem będzie na pewno lepie. Otóż nie… Kto ja się pytam wymyślił… że dodanie do gry z tak wielką mapą paska wytrzymałości dla wierzchowca to będzie dobry pomysł? Mam nadzieję, że dostał reprymendę. Ale zwolniony powinien zostać ten, który wymyślił, że kondycja zużywa się przy przejeździe na przełaj, a po drodze, to już nie. Dlaczego twórcy próbują ograniczyć gracza do jazdy po drogach, tworząc tak ogromny i z ich perspektywy różnorodny świat? Co stało za tą decyzją? Ja nie chcę być złośliwy, ale do głowy przychodzi mi tylko jedna odpowiedź. Twórcy mieli świadomość, że coś jest nie tak. Pierwszy problem, to w rzeczywistości pusty świat, który bardziej rzuca się w oczy, podczas bezpośredniego kontaktu, który w trakcie jazdy na przełaj jest nieunikniony. Ale jest też drugi problem. Przywołuję na scenę najgroźniejszego przeciwnika eksploracji – murki. Kamienne murki. Dużo murków. Charakterystyczny element wysp brytyjskich, można je spotkać nawet w dzisiejszych czasach. Murki, które jak rozumiem, oddzielały kawałki ziem, czy konkretne pola uprawne. Co z nimi jest nie tak? A no to, że jadąc na przełaj, trzeba je albo omijać, licząc na to, że gdzieś się skończą. Albo przeskakiwać. Niby nic złego, ale każdy taki murek, wymusza animację skoku dla naszego wierzchowca. I tu jest sedno problemu, albowiem animacja ta jest po prostu zła. Twórcy nie potrafili wdrożyć płynnej, naturalnej i szybkiej animacji do swojego silnika. Efekt jest taki, że przy każdym napotkanym murku, czy płotku, nasz wierzchowiec spowalnia, koślawo przeskakuje i na nowo rozpędza się, tylko po to, by znów napotkać murek. Niby pierdoła, ale nie wiem, czy jest element w tej grze, który bardziej wyprowadzał mnie z równowagi. A próba ominięcia tego problemu zdaje się być splunięciem w twarz ze strony twórców, którzy nie podjęli próby jego rozwiązania.
No dobra, a czy w tym pustym świecie jest w ogóle co eksplorować? Oczywiście! Zarówno w Anglii, jak i Norwegii oraz Ameryki Północnej czekają nas różnego rodzaju aktywności. Anglia i Norwegia podzielone są na regiony, opisane różnymi poziomami siły, jaki jest zalecany do zwiedzania regionu. W każdym regionie czekają na nas trzy kategorie atrakcji – Bogactwa, Tajemnice i Artefakty. Skarby oznaczają Sztabki potrzebne do podnoszenia poziomu naszego ekwipunku oraz sam ekwipunek. Tajemnice to swego rodzaju questy poboczne, składające się na pomoc mieszkańcom Anglii i rozwiązywaniu zagadek logicznych. Artefakty zaś to zapoczątkowane w odsłonie serii oznaczonej numerkiem rzymskiej trójki, znienawidzone gonienie latających karteczek (w tym przypadku tatuaży dla Eivora), zbierane rzymskie artefakty, które później wymienimy na ozdoby naszej osady i przeklęte totemy, które należy zniszczyć. A jaki mam z tym problem? Przy którymś z kolei regionie, już nawet nie próbowałem cieszyć się z nowych przygód, ponieważ są to w kółko te same elementy. Bogactwa to w 99% obozy wojskowe, przez które trzeba się przerąbać (ewentualnie przekraść, jeśli ktoś wybiera ten styl rozgrywki), żeby zebrać loot, którego jest po pierwsze niewiele, zaś jeśli to jest element ekwipunku, w 90% i tak go nie wykorzystamy (o tym później). Tajemnice są ciekawe do maksymalnie czwartego regionu, ponieważ ile razy można układać te same kamienie, ustawiać ponownie kamerę dla następnego z kolekcji symbolu, podczas słuchania prawdy, czy rozwiązywać coraz to nudniejsze questy poboczne. Artefakty zaś są typowymi zapchaj dziurami, a niewykorzystany potencjał przeklętych totemów bolał mnie za każdym razem, gdy taki napotkałem. Dlaczego nikt nie pokusił się o walki z jakimiś przeklętymi mocami, albo chociaż poważniejsze skutki uboczne, niż przyciemniony ekran, żeby gracz czuł faktyczną presję. Oglądamy tylko coraz większe masakry w okolicach totemów, ale niczym nie jest to uzasadnione. No chyba, że jest do totemu dołączona notka z wypocinami jej autora, jak to wszystkie złe stworzenia świata zasługują na karę. Poziom designera na poziomie gimnazjum (teraz chyba 7-8 klasy podstawówki).
Pamiętam czasy takiej mocno nieidealnej gry jak Gothic 3, która wstrząsnęła na premierę światem gier. Co by o niej nie mówić, jej cudownej ścieżki dźwiękowej słucham do dziś i nigdy nie zapomnę przyjemności, jaką mi dawała w trakcie zwiedzania Myrtany, Varantu, czy Nordmaru. Nie jeden z Was pewnie doskonale pamięta każdą nutkę z soundtracku Wiedźmina 3. Chociaż ten już momentami ciążył mi, z uwagi na moją powolną eksplorację np. bagien, nie da się odmówić, że jest niepowtarzalny, podobnie jak ścieżki dźwiękowe poprzednich odsłon.

spoiler start

Uprzedzając atakujących, że to ten, co dał niską ocenę Wiedźminowi – planuję ją zmienić na wyższą i nawet Premium do tego wykupię, tamta ocena to były pierwsze wrażenia, które niestety nie były najlepsze, ale zacząłem doceniać w ramach przechodzenia. Planuje niebawem do Wiedźmaka powrócić, aby dokończyć przygodę (wybranie Valhalli przed Dziki Gon było dużym błędem z mojej strony).

spoiler stop


To teraz zadam pytanie… Czy ktoś z Was pamięta w ogóle muzykę z Valhalli? Np. soundtrack z Origins wspominam ciepło do dziś. A Valhalla? Pisząc tą recenzję odsłuchuję właśnie na YouTube. I jestem zdumiony, że tyle muzyki stworzono do tej gry. Pytanie zatem, gdzie ona się podziała? Bo na pewno nie ma jej w grze. Początkowo myślałem, że to błąd. Ale jest rok naprawiania za nami i nic w tej sytuacji się nie zmieniło. Trzech kompozytorów siedziało nad tym soundtrackiem, ale efekty tej pracy zostały pogrzebane, przez fatalną implementację muzyki do gry. Jest jeden motyw, który zapamiętałem. Muzyka towarzysząca nam przy misjach podbijania fortec, mających miejsce zwykle pod koniec wątku fabularnego w danym regionie. Pamiętam, ponieważ jest to dość krótki fragment, lecący w pętli, przyprawiający gracza o coraz silniejszą chęć wyłączenia muzyki w grze. Kolejna osoba do zwolnienia w studiu – nie wiem, jak taki element można aż tak spartolić w 2020 roku i nie naprawić przez kolejny rok po premierze. Naprawdę, jedyny moment w który zwróciłem uwagę na muzykę, to na sam koniec wątku głównego, po rozmowie z Alfredem, która sprawia wrażenie, jakby gra dopiero teraz miała się rozkręcić. Przez moment nawet przeszło mi przez myśl, że trzeba skończył fabułę, by odblokować soundtrack w grze. Aż tu nagle utwór się kończy i… znowu cisza.
Jeśli zaś chodzi o samą muzykę (po przesłuchaniu faktycznego Soundtracku), to sama w sobie też niestety nie odkrywa koła na nowo. Jest po prostu poprawna. Utwory skomponowane przez Sarah Schachner, są bardzo podobne do motywów z Origins, niektóre za bardzo. Jesper Kyd, to ten sam Jesper Kyd z pierwszych części serii (po nutce można stwierdzić, czy to jego utwór). Co zaś się tyczy Pana Einara… mam wrażenie, że Ubisoft jego osobą, chciał dokonać tego, co CD Projekt RED zespołem Percival. Nie jestem jednak pewien, czy to on nie podołał zadaniu, czy tak bardzo podcięto mu skrzydła. Zdarza mi się posłuchać Warduny, ale żaden z utworów ścieżki dźwiękowej Valhalli skomponowany, czy wykonany przez Einara Selvika, nawet nie leży koło, takiego „Kvitravn”. MOŻE „Odin’s Ride to Hel”, ale nie mam pojęcia, gdzie ten utwór występował grze. Ja go na pewno nie kojarzę.

Skoro eksplorację mamy za sobą, to co z ekwipunkiem? To też nie lada gratka. W trakcie rozgrywki zdobywamy różne rodzaje uzbrojenia i pancerzy. W przeciwieństwie do Origins, nie są to powtarzające się, te same rodzaje broni, które cały czas niszczymy lub sprzedajemy. Nie znajdziemy dwóch takich samych narzędzi mordu, zaś elementy pancerzy składają się w unikatowe zestawy. Ulepszenie naszego ekwipunku odbywa się w dwóch krokach. Po pierwsze podnosimy poziom sprzętu za pomocą sztabek, zbieranych w skrzyniach z bogactwami. Im wyższy poziomowo region, tym wyższy poziom sztabki. Wśród sztabek są – Sztaba Węgla (CO?! zapytacie… też się zastanawiam od pierwszych chwil z Valhallą, ale zakładam, że chodziło o sztabę żelaza), Sztaba Niklu i Sztaba Wolframu. Po podniesieniu poziomu przedmiotu, można go zacząć ulepszać, do czego niezbędne są mniejsze materiały, takie jak bryłki żelaza, skóry, czy tytan. I tu nagle robi się ciekawie, albowiem okazuje się, że nie ma możliwości ulepszenia sprzętu, jak Wam pasuje. W zasadzie można spokojnie założyć, że w podstawowej wersji gry, znaleźć można materiał na bezpieczne ulepszenie jednego zestawu zbroi, dwóch broni do walki wręcz, oraz trzech łuków – po jednym z każdego rodzaju. Teoretycznie można powiedzieć, że jest to w porządku, bo gra utrudnia ulepszanie na pozór odwzorowując trudność w dostępie do materiałów w tamtych czasach. Z drugiej strony, gracz chcący zmienić ulepszony ekwipunek, na lepszy lub po prostu fajniejszy, dbając o ulepszenie nowego sprzętu, nie jest w stanie tego dokonać. Np. ja zdecydowałem się zmienić zestaw łuskowy na zestaw tana, który później chciałem zmienić na zestaw Thora. Łuskowy ulepszyłem w stu procentach, zestaw tana zacząłem ulepszać, ale patrząc na liczbę materiałów w ekwipunku powstrzymałem się. Nic to nie dało, ponieważ do teraz, nie byłem w stanie ulepszyć całego zestawu. O ile sztabek wolframu wystarczyło mi z rezerwą, tak rudy tytanu do ulepszenia mocno brakuje. Nie wspomnę o zestawie broni, wymienionych pod koniec gry na Włócznię Odyna i Excalibur, który prawie w ogóle nie ulepszyłem. Pomijając śmieszność faktu, że tak legendarny oręż i pancerz w ogóle wymagają ręcznego ulepszenia przez naszą postać. Ekonomia gry zorganizowana jest fatalnie. I co gorsze nie da się z tym nic za bardzo zrobić. Gra początkowo miała możliwość pozyskiwania surowców z patroli, jednak w pewnym momencie aktualizowania gry, ta mechanika zniknęła. W przypadku tytanu, można się posłużyć żmudnym farmieniem surowca (poradniki możliwe do znalezienia w sieci), skupiającym się na bieganiu po dwóch miastach na przemian i jego zbieraniu. W przypadku sztabek zaś, można je zakupić raz na 24h w sklepie znajdującym się w osadzie (trzy sztuki każdego rodzaju). Co zaś, gdy skończy nam się srebro? Farmienie. Na całe szczęście, jest w tym wszystkim zbawienie, w postaci zamieszczonych w grze mikro transakcji, czekających na zniecierpliwionych graczy, gotowych wydać pieniądze na inne legendarne zestawy i ich ulepszenia. Pomijając już same mikro transakcje, skoro gra ma ekonomię wskazującą mocno na zbieranie lootu, czemu nie może on wypadać z zabitych przeciwników? Nawet nie w dużych ilościach, ale zawsze jakichś. Byłoby to znacznie lepsze rozwiązanie, niż zmuszanie graczy do biegania w kółko i zbierania drobnych ilości niezbędnego surowca. Albo co gorsza, zmuszanie do dodatkowego płacenia. Przy zabitych 7323 przeciwnikach myślę, że można by uzbierać wystarczającą liczbę materiałów, pozwalającą na ulepszenie sprzętu zgodnie z oczekiwaniami gracza. Nie byłby to system idealny, ale odpowiadający dzisiejszym standardom, a nie ucinający dodatkowego dochodu w postaci mikro transakcji. Oczywiście nie bronię tak owych, uważam je za rak dzisiejszej branży. Próbuję wymyślić sensowne i proste rozwiązanie odpowiadające obu stronom barykady, a które zostało odrzucone przez twórców i zastąpione niesprawiedliwym i niesatysfakcjonującym system. Kolejnym z rzędu.

Czas na Crčme de la Crčme. Fabuła. Bohaterowie. Koło napędowe gier akcji i RPG. Chyba najbardziej spierdzielony element tej cudownej produkcji. Lubię UV, który recenzuje chyba wszystkie odsłony serii, jako jej wierny fan od samego początku, jednak nie jestem w stanie zrozumieć, jak można w recenzji tej produkcji w plusach napisać takie podsumowanie:
• fenomenalny klimat;
• bardzo dobra fabuła, jak na standardy tego cyklu;
• większość dialogów na poziomie;
• liczne wtręty do uniwersum, niektóre akcje to przysłowiowe ciary na plecach;
Klimat ta gra może ma na początku, lecz rozmywa się coraz bardziej, z każdą godziną gry, by wreszcie zostać tylko błotem w kałuży. Gra ma zbyt cukierkowy charakter, mimo bycia pierwszą grą w serii, w której da się odrąbać łeb, gra jest grzeczna i ultra bezpieczna. Nawet nie próbuje szokować, w minimalnym stopniu odwzorować brutalności czasów i samej wojny między Sasami, a Wikingami. Wyjątkiem może być postać Ivara, lecz nie jest to główny wątek historii, ale maleńki, migające światełko w bardzo ciemnej dziurze nicości. Fabuły tej produkcji nie można zaliczyć nawet do połowy stawki wszystkich historii z serii. W porównaniu z Origins, jest w zasadzie niczym. Pustynna odsłona cyklu przedstawiła historię zemsty i przemianie bohatera z dumnego wojownika, do działającego w cieniu obrońcy uciśnionych. Bohater był bardzo dobrze odegrany, co dodawało mu wiarygodności, podobnie jak jego motywacje. Valhalla zaś, to historia dwóch przyrodnich braci, traktująca o przeznaczeniu, przemianie i dojrzewaniu do bycia mężczyzną w brutalnym świecie. Takie przynajmniej są założenia. Nie da się tu lubić żadnej postaci. Zaczynając od najmniejszych postaci pobocznych, które są nam po prostu obojętne, po głównego bohatera, który stara się być legendą, lecz w momencie, gdy trzeba podjąć decyzję (niezależna oczywiście od gracza), zawsze jest zła i głupia. Eivor daje się mamić wszystkim, a w momencie ujawnienia wielkich intryg, gracz tylko głośno i bardzo mocno bije się w czoło, będąc pod wrażeniem pisarskich zdolności scenarzystów. Dialogi na poziomie to istna wisienka na torcie… zwłaszcza zmiana światopoglądu Sigurda, który pała do Eivora niemalże nienawiścią, na przestrzeni trzech zdań godzi się i mianuje go nowym Jarlem klanu, gdyż nagle zrozumiał, że się do tego nie nadaje. Litości… Zaskoczeniem, chyba jest finał fabuły, w którym okazuje się, że Ojcem Zakonu był (a jakże) ostatni władca Anglii – Król Alfred – który od dziecka pałał do zakonu nienawiścią, więc postanowił go zniszczyć od środka, przy pomocy rąk swojego największego wroga i zdobywcy całego jego kraju – Eivora. Na koniec Król Alfred wyjawia całą prawdę Eivorowi, oznajmiając przy okazji, że nie będzie sprawiał więcej problemów, ponieważ zajmuje się wypiekaniem bułeczek dla wieśniaków. Jakkolwiek finał nie byłby zaskakujący, jest przynajmniej niezadowalający dla kogoś, kto nastawiał się całą grę na choć jedną zapadającą w pamięć bitwę. Ciary na plecach? Chyba przy piętnastym crashu gry podczas prób złupienia jednego i tego samego obozu. Nie wiem jak do tego doszło, ale mam wrażenie, że graliśmy z UV w dwie zupełnie inne gry.
Do całej fabuły należy dołączyć wątek tytułowych Assassynów, w końcu to o nich jest ta gra (prawda?). Nie będę się za bardzo rozpisywał na ich temat. Wydaje mi się to kwestią mocno subiektywną. O ile obecność samych Assassynów w tej grze mi nie przeszkadza, takich ich motywacje są zupełnie dla mnie niezrozumiałe. Jednak nie umywa się to do abstrakcji, jaką jest umiejscowienie nordyckich bogów z mitologii w postaci starożytnej cywilizacji, zaś najsłynniejszego zdrajcę na świecie, osadzić w roli poczciwego mentora Assassynów, towarzyszącemu Sigurdowi na tajnej misji. Nie kupił mnie ten wątek. Ale bardziej dziwi mnie zabieg zastępowania postaci mitologii, tymi z naszej opowieści. Miało to jak zakładam służyć dokładnym przedstawieniu, jakoby Eivor był wcieleniem Odyna. Niemniej sam ten zabieg psuje jakikolwiek efekt zaskoczenia, w momencie zdrady Basima. W zasadzie jedyne co powoduje to kolejny bolesny plaszczak w czoło, ku chwale wspaniałym scenarzystom ze studia Ubisoft Montréal.
Do tego dochodzi wątek współczesny. Ale o tym mogę powiedzieć tylko tyle – jest płytki jak zawsze, cierpiący na niewykorzystany potencjał. Zawiera dziki i niespodziewany twist fabularny, którego nie bardzo rozumiem z uwagi na nieznajomość Odyssey.

Na koniec do odstrzału pozostają poboczne atrakcje, które postaram się opisać krótko zwięźle i na temat, aby zaoszczędzić sobie agresji, jaką we mnie wywołują.
Agard i Jötunheim to dwa dodatkowe regiony, do których trafiamy jako Odyn, w wizjach Eivora. W skrócie jest to więcej tego samego. Dwa dodatkowe segmenty zawierają mini fabułę, która jest swoistym spoilerem głównej fabuły, zaś Odyn udowadnia, że Eivor zaiste jest jego wcieleniem, tylko nieco lepszym. Wynika to z faktu, że Wszechojciec jest jeszcze głupszy i podejmuje jeszcze gorsze decyzje, niż jego reinkarnacja z Midgardu. Dodatkowo oba regiony zawierają po jednym z najprostszych bossów w całej grzej.
Napady stanowią bezsensowną mechanikę, zmuszającą gracza do korzystania z łodzi i załogi. W innym przypadku nie korzystałby z nich wcale. By wykonać napad musimy podpłynąć statkiem z załogą, której członkowie pozwolą nam otworzyć skrzynie z łupami, który jest nam potrzebny tylko i wyłącznie do ulepszania osady.
Rozwój osady jest mocno standardowy i nie wprowadza nic nadzwyczajnego. Poprzez stawianie nowych budynków odblokowujemy dostęp do nowych zadań łowieckich, możliwości zmiany tatuaży i fryzury i jedynej istotnej mechaniki, jaką jest podnoszenie poziomu elementów ekwipunku. Reszta równie dobrze mogłaby nie istnieć i wcale byśmy tego nie odczuli.
Wyzwania mistrzowskie, czyli jak zepsuć jedyne działające mechaniki w grze. Wątek fabularny za tymi wyzwaniami traktuje o treningu, by stać się wcieleniem samego Odyna i stać się niepokonanym. Niestety treningi te polegają na wykonywaniu bezsensownych wyzwań, które np. w ścieżce niedźwiedzia, zamiast zmotywować nas do pokonania jak największej liczby przeciwników w jak najkrótszym czasie, zmuszają do żmudnego liczenia zablokowanych ciosów i usilnego kombinowania, jak wrzucić niemilca do ognia, by ten na pewno się w nim usmażył. Dodatkowo gra utrudnia to liczenie, ponieważ zamiast wprowadzić liczniki w stylu zabij przez podpalenie 15 przeciwników, wprowadza dziwną i dla każdego wyzwania inną punktację, za każdego przeciwnika. Może trening na Wszechojca miał się skupić na matematyce, a nie na walce?
Rajdy to czyste zło. Mechanika dodana po premierze, wykonana źle, zmuszająca gracza do powtarzania danej aktywności, bo załoga nie wyrabia. Tylko na co komu załoga, jak gracz jest wstanie poradzić sobie w pojedynkę. A no do otwierania skrzyń. No dobra, to załóżmy, że ma kto otwierać skrzynie. Ale miejscu na statku jest mocno ograniczone. Innymi słowy, trzeba przerywać wyzwanie, bo tak gra chce. Koniec kropka. Podchodziłem trzy razy i mam w głębokim poważaniu te rajdy. A schemat, jaki możemy w nich zdobyć i tak jest mi niepotrzebny, bo przecież nie będę w stanie go ulepszyć.
Polowanie jest dowodem na to, że Ubisoft miał ambicje zrobienia z tej gry coś na styl looter slashera. Wypadanie skór i innych zdobyczy ze zwierzyny jest losowe i nie gwarantuje, że z upolowanego lisa zyskamy skórę lisa. W efekcie sztucznie przedłużane jest zdobywanie kolejnych trofeów, które są niezbędne do ukończenia wyzwań łowieckich w osadzie.
Na temat łowienia ryb w grach nie jestem w stanie powiedzieć ani jednego pozytywnego słowa, zaś rybołówstwo w Valhalli tylko mnie w tym przekonaniu utwierdza. Zaś pomysł na jego rozciągnięcie, wprowadzając rozmiary ryb – mała, średnia i duża – oraz losowość ich występowania sprawiły, że jest to jedno z niewielu wyzwań, jakie sobie odpuściłem i nic mnie nie zmusi do jego ukończenia.

Na sam koniec zostawiłem błędy. O Cyberpunku mówią wszyscy i jak słusznie zauważył kiedyś UV, jest on najlepszym co mogło spotkać „dzieło” francuskiego wydawcy, ponieważ gdyby nie nasz rodzimy potworek, gracze nie zostawiliby suchej nitki na tworze Ubisoftu. Jest rok po premierze, a gra dalej potrafi się losowo wysypać podczas zwykłej jazdy przez równiny, czy walce w obozie. Winą nie są sterowniki, ponieważ aktualizowane są na bieżąco, ani konfiguracja komputera, ponieważ problemy występują do dziś u wielu osób. Glitche przemilczę, bo szkoda słów. Gra jest nie tylko projektancką i fabularną porażką, ale również techniczną, mała tragedią.

Podsumowując to wypluwanie jadu (mógłbym jeszcze długo pluć) – pewnie zastanawiacie się, po co ja w takim razie przeszedłem tą grę. I 167 przegranych godzin (ot miesiąc roboczy), a dopiero teraz recenzuje. Wygląda to tak. Grę zakupiłem w styczniu tego roku. I krok po kroku ją ogrywałem na tyle, na ile mi czas pozwalał. Był moment, w którym musiał zrobić dwumiesięczną przerwę, bo gra mnie wynudziła już do granic możliwości. Czemu postanowiłem wrócić? Ponieważ wydałem na grę 200zł, co wydaje mi się kwotą mającą zapewnić dobrą zabawę na przynajmniej 60+ godzin. Niestety w przypadku Valhalli nie była to dobra zabawa, lecz zmusiłem się by sprawdzić, skąd ta cena. Niestety odpowiedź brzmi… nie wiem. Wiem natomiast, że jest to dla mnie ostatnia odsłona cyklu. Może przekona mnie Feudalna Japonia. Po dwóch, albo trzech latach od premiery, na przecenie 80%. Tylko wtedy. Szkoda czasu i pieniędzy na te puste i nijakie twory, reklamowane i wyceniane jako gry z najwyższej półki. Jest to oczywiście recenzja samej podstawowej wersji gry. Podziwiam i jednocześnie współczuję każdemu, kto ma siły i czas ogrywać dodatki.

Zaznaczę również, że nie twierdzę, iż gra jest zła, czy wręcz tragiczna. W końcu przeszedłem ją w całości, więc aż tak źle być nie może. Tą recenzją chce udowodnić, że gra jest bardzo średnia i żaden z jej elementów nie jest dopracowany w stopniu, w jakim powinien być. Gra mimo chwilowych przyjemności pozostawiła mnie mocno nieusatysfakcjowanego. Być może to wina oczekiwań. Ale obawiam się, że to efekt naszych czasów i dzisiejszego podejścia do rozrywki, w tym także do naszych kochanych gier.

Pozdrawiam i życzę tylko lepszych gierek w przyszłości!

post wyedytowany przez KaToKaMasz 2021-12-21 01:25:07
01.01.2022 05:23
odpowiedz
wwad
100
Generał
6.5

Zawsze lubiłem assasyny z tym jest tak samo.
Fajnie że jest opcja ustawiająca skrytobójstwa jako zawsze śmiertelne choć mały z tego zysk bo skradać opłaca się tylko na początku potem to już tylko po to by szybciej zabić najtwardszych przeciwników ( z lenistwa nie potrzeby ) .
Świat jest przyjemny w dobrym klimacie. Misje i historie zaciekawiają + główne postacie NPC mają charaktery.
Napady na opactwa palenie, mordowanie, łupienie , nawet było spalenie człowieka żywcem, sporo zdrad i zawiłości więc gra nie boi się podejmować trudniejszych tematów.
Mapa świata wykonana w 3D a nie płaska, pozwalająca się dokładnie zorientować jaka droga wysokościowo przed graczem.
Jeden krok na przód to drzewko rozwoju i 3 kroki do tyłu zmiany w systemie lvli i itemizacji dla mnie na -, ulepszanie itemów z dziadowskim dropem który nie daje okazji do zmiany itemów bo nie są one zależne już od lvlu gracza -, i powiązanie typu pancerzy z umiejętnościami to już duży -.
Wracając do itemizacji jak mam wiedzieć czy coś drop jest warty skoro ja mam ulepszony a drop jest niższej jakości wcale nie powiązany jak dawniej z lvlem. Do tego ulepszanie jest bardzo drogie więc szaleć tu nie ma jak. Bez sensu to wymyślili.
Skille którymi można się posługiwać wymyślono ich bardzo wiele ( 5x tyle co w odysei na oko ) ale użyteczność ich jest wątpliwa poza 1 - 2ma, w odysei skupiono się na kilku i czuło się przydatność wielu z nich tutaj pół gry da się przejść nie używając ich w ogóle ( do tego dochodzi random albo gracz je znajdzie albo nie i nie będzie o nich wiedział ). Tragedia.
Spalić można domy itp. fajnie ale by ludzie ze środka wybiegali albo coś to nic z tego ( zrobione poza misjami ), wszyscy sobie w środku siedzą w najlepsze a cały dom się pali.
DLC Gniew druidów bardzo dobre. Ciekawa historia i broń legendarna do zdobycia którą mi się walczyło miodnie aż do końca gry.
DLC Oblężenie Paryża ostatecznie uznaję za fajną odmianę akcja jest bardziej skoncentrowana i więcej się w pomieszczeniach dużych budynków dzieje, sama historia jakoś nie powala ale miejsca były bardzo klimatyczne.
Przyszłe DLC raczej odpuszczę bo rola Odyna w wizji jakoś mi się nie podobała wole losy śmiertelników.
Podsumowując DLC to trochę odskocznia od głównej mapy dobrze że są i można trochę zmienić wątki fabularne robi się nie tak monotonnie, sama podstawka to jednak jest zbyt schematyczna.
Szkoda ze zakon w kampanii dodano jako zapychacz w porównaniu do odysei to nie odczuwa się tu jego potęgi ( poza 2 - 3 misjami ). Mnie po ukończeniu gry się nie chce ich szukać nie czuję potrzeby co w odysei do ulepszenia sprzętu.

Z grafikom się męczyłem nieprzeciętnie ani SDR ani HDR nie zapewniały mi komfortu wizualnego, były momenty naprawdę ładne ale i bardzo słabe. Za dużo mgieł i filtrów koloru.
Błędów sporo zaobserwowałem wpływających dość negatywnie i drażniąco na rozgrywkę.
Wiele crushów niestety.
AI jest beznadziejne trwa bitwa a nie raz NPC stoją i nic nie robią, respią się gdzieś przy ścianach czy w krzakach.
Sama walka też jest sporo gorsza niż w poprzednich 2 odsłonach gry. Większą część gry tutaj na najwyższym poziomie trudności to w odysei się na normalu to samo odczuwało.
Optymalizacja jest na standardowym poziomie dla mnie podobnym do poprzednich odsłon. Dałem tylko AA na niski i jest super ( 4K to AA nie wymagany ).
Muzyka miała momenty wybitne choć trochę jej za mało.

Gra mi się podobała fabularnie królowie, polityka, wikingowie i główna postać ale technicznie jest to tandeta straszna. Do tego trochę przynudza po 100+h ja wielu rzeczy nie wykonałem bo nie było po co, zwykłe zapychacze.

post wyedytowany przez wwad 2022-01-01 06:09:20
15.01.2022 17:57
odpowiedz
deathcoder
44
Pretorianin
Wideo

Nie chcę tutaj stawiać jakichś kategorycznych ocen pokroju gra jest do kitu itp. ale do Odyssey wracałem z jakiegoś powodu z olbrzymią ochotą. Trudno mi powiedzieć dlaczego, ale mam kilka przypuszczeń dot. tego tematu.

Przede wszystkim mam bardzo silne wrażenie, że w pewnych aspektach Valhalla przeszła olbrzymi downgrade graficzny. I nie piszę tu o grze jako o całości, ale o pewnych jej aspektach. Otoczenie jest silnie zamglone, a odległość rysowania detali wydaje mi się dość mała (gram na ustawieniach ultra).

Zobaczcie:

https://assets.vg247.com/current//2020/11/assassins_creed_valhalla_review_06-600x338.jpg

Chodzi mi o ten efekt. Ja wiem, że to Anglia i tam mgły to chleb powszedni, ale osobiście odbieram to jako efekt bardzo oszpecający rozgrywkę, bo nie pozwala w pełni cieszyć się widokami. To nawet nie wygląda jak prawdziwa mgła.

https://cdn.vox-cdn.com/thumbor/6yEhKnqOfFb1PvMEKZ8AAhsYcng=/0x0:1920x1080/1200x0/filters:focal(0x0:1920x1080):no_upscale()/cdn.vox-cdn.com/uploads/chorus_asset/file/20077639/Riding_CastleSun.jpg

W teorii to miało nadać atmosfery podmokłości itd. ale wygląda to tak jakby z jednej strony ktoś przyszedł i powiedział dodajmy mgłę, a ktoś inny uznał: jest za ciemno musimy zatem rozjaśnić ekran. W rezultacie mgła zamiast wyglądać jak mgła, wygląda niczym przydymiona szyba.

Nie wiem dlaczego zastosowano ten zabieg artystyczny, ale jest on wybitnie sztuczny dla oka (przynajmniej dla mnie).

W Odyssey ten efekt też był, ale nie był aż tak nachalny:

https://pbs.twimg.com/media/Do14cjSVAAA7nXf?format=jpg&name=large

Wygląda to zdecydowanie bardziej naturalnie.

Porównajcie sobie to z Valhalli:

https://cdn.vox-cdn.com/thumbor/QICdKZYeghA5V1hzsG2ATbud0jw=/1400x0/filters:no_upscale()/cdn.vox-cdn.com/uploads/chorus_asset/file/21958608/Sunrise.jpg

I to z Odyssey:

https://www.overclockersclub.com/siteimages/articles/assassins_creed_odyssey_review/0176_thumb.jpg

Różnicę widać gołym okiem. W Valhalli jest tak, że mamy pewien dystans dobrze widoczny i potem bach cała reszta znika, jakby gra była tak kiepsko zoptymalizowana, że nie pozwalała na poprawne renderowanie całości i mgła miała to tuszować.

W Oddysey widać, że niektóre rejony są bardziej zamglone inne mniej i to daje naturalny efekt. W Valhalli jest raczej tuszowaniem braków wydajnościowych silnika gry i to bardzo kiepsko wykonanym.

I to jest wbrew pozorom dość istotna kwestia, bo wspinasz się na górkę, chcesz rozejrzeć się po okolicy i nie do końca da się to zrobić. Dopiero przy użyciu kruka wzbijasz się na na tyle wysoki pułap, że wszystko jest lepiej widoczne.

=============

I tu jest duga różnica. Odyssey to znacznie bardziej górzysty teren, podzielony na dość jaskrawo widoczne rejony. Powiecie, że Valhalla to przecież jedna wielka wyspa, tak jest w naturze itd. To oczywiście jest bzdura, bo UK nie jest aż tak bardzo poszatkowana szerokimi rzekami. W rezultacie o ile w Odyssey bez problemu poruszałem się bez mapy, bo miałem multum punktów orientacyjnych, o tyle tutaj ciągle latam za mapą i ciągle nie mam pewności, czy jadę we właściwym kierunku. Ja mam świadomość tego że bzdurą byłoby umieszczanie rejonu górzystego jako Anglii to dla mnie oczywiste ALE ta mgła o której wspomniałem sprawia, że poruszanie się "na oko" staje się prawie niemożliwe, bo każde dalej od nas rysowane przestrzenie wyglądają dokładnie tak samo.

==============

No i zostają kwestie detali graficznych. Dlaczego woda jest tak obrzydliwie brzydka skoro tak pięknie zrobiono ją w Oddyssey? TAK WIEM, tam jest lazurowe wybrzeże, a tu mamy brudną rzekę, ale ta rzeka przypomina tekstury rodem sprzed 10 lat. Morze w ogóle nie rozbija się o brzeg itd.

I to dotyczy tylko grafiki.

Ten film moim zdaniem idealnie opisuje kwestie rozgrywki:

https://www.youtube.com/watch?v=guMObmtv54s

13.02.2022 14:35
pan martin
odpowiedz
1 odpowiedź
pan martin
29
Centurion
7.5

Pisze to po przejściu podstawki + gniewu druidów. Oblężenie Paryża jeszcze przede mną ale pewnie za wiele to nie zmieni w ogólnej opinii a że teraz mam chwilke czasu przy klawiaturze to zdecydowałem sie na napisanie mojej subiektywnej recki ;) Na ostatnim sejwie mam 191 godzin, podstawke skończyłem po jakichś 175. Oczywiście pewnie kilkanaście godzin z tego to stanie i grzebanie w telefonie ale i tak gra jest meeega długa.

- Same segmenty fabularne w poszczególnych krainach w których nasz główny bohater musi zawierać sojusz są przyjemne, nierzadko są jakieś zwroty akcji, ktoś umiera, natomiast sama rozgrywka jest powtarzalna i to po kilku takich krainach zaczyna być widoczne - za każdym razem masz ataki na obozy wrogów, na sam koniec obowiązkowo atak na zamek/twierdzenie anatgonisty w danym segmencie. Dodatkowo miałem problem z dramatycznymi momentami w historii - jest tu sporo teoretycznie wzruszających momentów gdy umiera ktoś kogo można było polubić natomiast brakuje wydzwięku tego jakoś, nie wiem czy to kwestia jak to jest wyreżyserowane? Może kiepskiej muzyki? Ta w tej grze praktycznie nie istnieje, poza głównym motywem który może z 3 razy wybrzmiewa przez 150 godzin (i jeszcze kawałkiem z ataków na klasztory) to reszta jest mizerna. Zobaczcie jak w takim Wiedźminie to buduje nastrój. Tu niektóre mocne sceny przez brak odpowiedniej muzyki były dla mnie takie whatever. Dodatkowo same zakończenie wątku w Anglii taki jakis niesatysfakcjonujacy. W sensie mamy bitwe na koniec, ale nie sprawia ona wrażenie ostatecznej i myślimy że coś jeszcze dalej będzie. A tu nic. Koniec gry. Pozostały wątek bardziej mitologiczny też zakończenie średnio satysfakcjonujące - mówie tu głównie o kwestii brata Eivora, te mary senne opowiadające mitologie nordycką z perspektywy Odyna były spoko - aczkolwiek grałem niedawno w God of War i przychodziło mi ciągle na myśl w trakcie przechodzenia mitów że GoW jest zwyczajnie lepszą grą ;)
- Głównego bohatera (facet w moim przypadku) da sie polubić - początkowo problem miałem z jego niewikingowym głosem (chodzi stricte o voice acting; wygląda jak wiking, ale nie mówi jak wiking) ale potem sie przyzwyczaiłem. Jest sporo problemów przy tłumaczeniach i do mojego faceta niektórzy sie zwracają jak do kobiety co troche z immersji wyprowadzało.
- Co sie tyczy aktywności pobocznych - co kraine mamy jednakowe znaczniki typu ułóż kamienie, zjedz muchomora, zniszcz klątwe i już nie pamiętam co jeszcze które na początku są spoko - ale jak już jesteś po kilkudziesięciu godzinach to zaczynasz tym sie nudzic, typowy ubisoft - dużo tego samego aż do obrzydzenia. Natomiast na drugim biegunie znajdują sie mini misje fabularne w postaci znaczników - krótkie, często humorzaste i bardzo różne w wykonaniu. Bawiłem sie na nich świetnie, robiłem je jako jedyne aż do samego końca. Tu duży plus względem poprzednich AC.
- Same ataki na klasztory są okej ale jest w nich jeden denerwujący element - żeby dostać sie do nagród to MUSISZ przywołać załoge. Nawet jak sam wyczyścisz sobie cały teren to i tak nie otworzysz tych cholernych skrzyń czy niektórych drzwi bez pomocy. Co było mega denerwujące. Po co to było zrobione? Żeby utrzymać ten motyw statku i załogi z Odyssey? Tylko że tam faktycznie sie pływało tym często, tu pływanie rzekami jest kompletnie zbyteczne.
- Dodatek Rzeczne Najazdy to nuda dla masochistów, po prostu więcej najazdów które i tak sie już w trakcie właściwej rozgrywki zdążyły znudzić.
- Romanse.. Zapowiadali że będą dużo lepsze a jest żenada jak do tej pory. Wręcz bym powiedział że krok wstecz wzgledem Oddysey. Wątki romansowe nadal mega krótkie. Róznica jest taka że LI znajduje sie w twojej osadzie i możesz ja zabrać do łoża kiedy chcesz...tylko po co?
- Motyw posiadania własnej osady spoko, tylko za dużo nawalone w jednym miejscu, kiepsko to wszystko oznaczone i poza 3-4 miejscami nie wiesz gdzie to jest musisz błądzić przy pomocy kruka.
- Apropo kruka ten w tej osłonie praktycznie nieużywalny. A pamiętajmy jak ważny był w Odyssei. Kompletny brak pomysłu na niego
- marginalizacja skradankowych ataków. Szczególnie w pierwszej połowie gry mega cięzko jest sie skradać co pewnie spowodowane jest drzewkiem umiejętności, potem pod tym względem już jest dużo lepiej, ale czy w tym kierunku powinniśmy podążać?
- drzewko umiejętności prawie jak w path of exile, ale tylko w teorii bo w praktyczne przez gre i tak całe zużyjesz więc nie ma co zastanawiać sie długo. Na minus zbyt duzo tych skilli, zbyt często wbijasz poziomy i praktycznie co 5min musisz wchodzić i rozdawać nowe skille
- Zakon to powtórka z Odyssei - współgra to z wątkiem głównym ale same zabójstwa, rozmowy z członkami przed śmiercią to kompletna nuda która najlepiej przewijać bo poza filozoficznym pierdzieleniem nic z tego nie wynika
- Wątki współczesne to dramat, kompletnie mnie to nie interesowało i klnąłem za każdym razem jak mnie przenosiło tam. Na szczęście to chyba z 3-4 razy przenosi przez ponad 150h. Jeszcze aporpo side activity mamy badanie anomalii które wiążą sie z wątkiem współczesnym i też były one dramatycznie słabe i sama otoczka fabularna (poza zręcznościowym parkourem) kompletnie nieinteresująca.
- TA GRA MA FANTASTYCZNE WIDOKI - pod tym względem ubisoft to mistrzowie, nie grałem w nic tak cieszącego oczy że często przystawałeś i podziwiałeś krajobraz. Norwegia, Anglia, Irlandia. Wszystko wspaniałe.
- Poziom trudności - tutaj koniecznie trzeba włączyć skalowanie poziomu, domyślnie na normalu tego nie ma a jak ktoś robi też coś więcej niż tylko main story to bardzo szybko zrobi sie op i zepsuje to zabawe

Gniew Druidów to było więcej tego samego. Główna historia przyjemna, mniej przyjemne aktywności poboczne no i rzecz jasna piękna(!!) Irlandia.

Z wątków krain jestem zadowolony, z wątku brata głównego bohatera troche mniej. A tak poza tym to typowy Ubisoft, po 3 miesiącach ogrywania jestem ogólnie zadowolony z tego runu, aczkolwiek był on troche męczący. Chyba wole troszke bardziej Valhalle niż Odyssey ale to może przez setting - taki bardziej swojski sie wydawał, czasami jak gdzieś chodziłeś to mogło sie wydawać jakbyś gdzieś w małopolsce był w podgórskich terenach. Miła odmiana od tropikalnych/pustynnych AC. ;)

post wyedytowany przez pan martin 2022-02-13 14:42:51
19.02.2022 01:23
odpowiedz
trash
9
Legionista

Wrocilem do tej gry po czasie i podtrzymuje swoja poprzednia opinie, wzbogace ja jeszcze o przynoszacy ulge krzyk rozpaczy.
Dialogi sa pisane przez autentycznych kretynow, idiotow do potegi ktorzy powinni pracowac na zmywaku a nie uczestniczyc w tworzeniu gier.
Dokladnie to samo tyczy sie voiceactingu. Nie wiem kogo oni tam zatrudnili ale odnosze wrazenie jakby zajmowali sie tym po prostu najblizsi czlonkowie rodziny tych od dialogow:D Kompletne BEZTALENCIA

25.02.2022 09:50
Krypta76
👎
odpowiedz
1 odpowiedź
Krypta76
27
Konsul

Gra nie obsługuje mojego gpu tesla k20x (gtx titan) xD RDR 2 ,, hula,, ultra tekstury reszta średnie/niskie w 30/40fps :)

27.02.2022 11:34
odpowiedz
buddookann
75
Konsul
7.0

Pograłem trochę we free weekend i mam takie przemyślenia:

Nie lubie gier gdzie za KAŻDYM razem musze odczekać by zobaczyć ekran o :
- padaczce
- deklaracji że nie mamy nic do gejów, lesbijek i Eskimosów
- sprawdzania dodatków
- sprawdzania czy masz prostatę
- oferowania dodatków
- kolejne sprawdzanie czy masz dodatki
i tak po milion razy . Nawet z tej gry wyjść się nie da normalnie.

Kiedyś wyczytałem, że gra ma świetną grafikę. Jakim cudem? Grafika w oddali jest mocno rozmazania ( gram na laptopie na urtla). Wszystko sprawia wrażenie jakby było namalowane. Nie czuje się masy obiektów.
Odgłosy są takie, że wchodząc po drabinie widziałem przed oczami dźwiękowca ocierającego szmatę o podłogę.

Walka jest dla upośledzonych. Specjalnie celowałem strzałami obok głowy i ... zawsze trafiałem.
Goście przyjmują frontalne ciosy siekierą jakby to był blok i dostają małe obrażenia.

Gra jest mocno oskryptowana w wyniku czego postać pojawia się często w innym miejscu niż byliśmy.

Fabuła taka sobie. Nie wciąga.

11.03.2022 09:44
n0rbji
odpowiedz
n0rbji
98
Siedzący Byk
9.5

Dla mnie full wypas. Moja ulubiona część z serii AC. Po 3 miesiącach i prawie 100 godzinach ukończyłem główna fabułę a i tak nie przeszedłem jeszcze do końca Asgardu.
Cieszy mnie że jest tu dużo otwartej walki która daje mega przyjemny relaks. Siekanie, rąbanie, strzelanie z łuku. Miodzio. Świat gry jest piękny i mega klimatyczny. Co najważniejsze nie ma częstych przerywników animusa! Chyba tylko dwa razy przez całą grę trzeba było się krótko przemeczyć i można było dalej delektować się historią Wikingów. Dla mnie motyw animusa mógłby całkowicie zniknąć bo tylko rozprasza.
Możnaby dużo pisać ale po co. Lepiej zagrać :)

28.03.2022 11:19
Mladen z Buenos
😱
1
odpowiedz
Mladen z Buenos
8
Pretorianin
Image

Do odwołania nie chcę więcej nic słyszeć o żadnych Assasynach.

15.04.2022 07:15
odpowiedz
Ferfi
1
Junior

Dla mnie gra 7/10. Fabuła wciągająca (mimo że przez pierwsze godziny jest średnio). Mechaniki inne niż w AC Odyssey ale podobne do Origina bardziej więc na plus. Mimo że nadal moim ulubionym AC z nowej, mitologicznej serii jest Odyseja to Valhalla to też ciekawy i dobry kąsek, no uwielbiam

16.04.2022 12:44
odpowiedz
JakiśTam
1
Junior

Ciekawa fabuła i misje poboczne, wyraziste postacie. Tego brakowało w poprzedniej części. Dla mnie 9,5/10 obok Wiedźmina 3 i Ghost of Tsushima

05.05.2022 14:14
1
odpowiedz
ALLADYN
2
Junior
7.0

Bawiłem sie ciut lepiej niż w Origins i Odyssey. Być może przez taką bardziej "Wiedźmińską" oprawe graficzną. Ale również masa bezsensownego grindu sztucznie wydłuża tą gre. Otworzysz 350 skrzyń i w każdej to samo, tkanina, skóra, żelazo albo sztaby z którymi w pewnym momencie już nie masz co zrobić.
Regionów do przejęcia też IMO zrobili za dużo (ok 20) i przez to wszystko sie rozmywało. Bo 40 godzin później już nie pamiętasz co robiłeś np w Essexe i komu pomagałeś a co w Snothighamscire. Połowe mniej regionów, ale za to bardziej dopracowanych fabularnie i byłoby o wiele lepiej.
Każdy region wyczyszczony na 100%. Młot Thora, włócznia Odyna, Excalibur itd.
126h pękło i czuje sie wypluty, nie mam ochoty na żadne dodatki do Assassyna przez najbliższe pół roku.

post wyedytowany przez ALLADYN 2022-05-05 14:18:11
22.05.2022 13:59
go ku.
odpowiedz
2 odpowiedzi
go ku.
2
Chorąży
8.0

W Żadną Część Assassyna nie chciało mi się przechodzić tylko Valhalle
Gra jest niesamowita świetna Grafika super płynność stałe 75 klatków przy ustawieniach średnik.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze