Forum Gry Hobby Sprzęt Rozmawiamy Archiwum Regulamin

Forum: Maturalne post mortem, czyli dlaczego współczuję pracodawcom

30.06.2020 10:57
Bukary
1
13
Bukary
182
Legend
Wideo

Maturalne post mortem, czyli dlaczego współczuję pracodawcom

1. KONTEKST, CZYLI SYZYFOWA PRACA

Kilka dni temu skończyłem pracę w komisji sprawdzającej pisemny egzamin maturalny z języka polskiego. Od wielu już lat znajduję się w nie tak licznym gronie certyfikowanych egzaminatorów i właściwie co roku zasiadam w tego rodzaju zespole ekspertów*. Ponieważ pracuję dość szybko, przez moje ręce przechodzi mnóstwo arkuszy maturalnych z różnych miejscowości. Mam więc dość duże doświadczenie i jestem w stanie określić, jakie uczniowie popełniają błędy i czego powinni się wystrzegać. To, rzecz jasna, bardzo pomaga w pracy nauczyciela, który przygotowuje swoich podopiecznych do egzaminu maturalnego. To pozwala również dość obiektywnie ocenić, jakie zmiany zachodzą w sposobie myślenia młodych ludzi i jak zmienia się stopień opanowania przez nich pewnych podstawowych umiejętności związanych z przelewaniem swoich myśli na papier.

Od kilku lat obserwuję niepokojące zmiany w pracach, które trafiają w moje ręce. I tendencja jest tutaj dosyć wyraźna: są to zmiany na gorsze. Zdaję sobie sprawę z tego, że sytuuję się teraz w gronie leciwych marud, którym dedykuje się zazwyczaj w jednym z pierwszych komentarzy "Filandię" Świetlików. Nie chodzi tutaj jednak o narzekanie dla samego narzekania i pobrzmiewającą w starczym głosie nutę nostalgii i tęsknoty za niegdysiejszą świetnością. Chodzi natomiast o bardzo poważne przemiany w zakresie mentalności młodych Polaków. Odsłaniają one w sposób bezwzględny zupełne nieprzygotowanie młodzieży, wkraczającej w rzekomą dojrzałość, do konstruowania dłuższej i spójnej wypowiedzi pisemnej.

Postaram się zatem przedstawić najpierw kilka w miarę obiektywnych spostrzeżeń, które mogą się przydać przyszłorocznym maturzystom, a zarazem dobrze ilustrują problemy, z jakimi borykają się nie tylko egzaminatorzy maturalni czy nauczyciele, ale też wykładowcy na uniwersytetach, a później - pracodawcy. Oczywiście, zmuszony jestem posługiwać się szeregiem uogólnień, a to, co piszę, nie będzie oparte na fundamentach statystyki, ponieważ nikt nie przeprowadza na ten temat sensownych badań, a zestawianie np. wyników maturalnych z kilku ostatnich lat w żadnej mierze nie powoli na wyciągnięcie miarodajnych wniosków, i to z wielu różnych względów: każdy arkusz maturalny jest inny, sprawdza nieco odmienne umiejętności, a ponadto podlega ewaluacji opartej na zmieniających się co roku zaleceniach.

Tekst jest dosyć długi, choć i tak starałem się ograniczać w sięganiu po przykłady, a diagnozę istniejącego stanu rzeczy pozostawiam czytelnikom. Obszerność i konieczność włożenia pewnego wysiłku w lekturę niech będzie jednak w tym wypadku wymowną wskazówką dla przyszłych maturzystów: zdobywanie wiedzy i umiejętności nie przychodzi łatwo; wymaga czasu i poświęcenia. Nie przypomina przeglądania wiadomości w komunikatorze, bezmyślnej konsumpcji kolejnego serialu czy przesuwania palcem po ekranie smartfona w poszukiwaniu zabawnego obrazka. Jeśli więc, drodzy uczniowie, chcecie się czegoś dowiedzieć o tym, jakich błędów unikać na maturze, musicie zrezygnować na dłuższą chwilę z multitaskingu, skupić uwagę i zmusić się do przeczytania nie kilku, ale kilkudziesięciu zdań.

I ostatnie zastrzeżenie: podejrzewam, że wielu z nas mogłoby również ulec pokusie obarczenia nauczycieli czy systemu edukacji winą za opisane przeze mnie problemy. Niemniej jednak sprawy, o których wspominam, nie do końca wynikają z nieudolności pedagogów czy z np. przeładowanych podstaw programowych. Ich źródłem często jest sam uczeń. A piszę tak między innymi dlatego, że jako nauczyciel licealny spotykam się ze wskazanymi problemami w praktyce szkolnej, stosuję różnorodne metody, żeby z nimi walczyć, ale w miarę kompetentne działania, które podejmuję w tym zakresie, można określić jednym związkiem frazeologicznym: syzyfowa praca.

2. MODUŁ STEREOTYPOWEGO MYŚLENIA

Przejdźmy zatem do konkretów. Przede wszystkim: uczniowie mają ogromne problemy ze zrozumieniem jakiegokolwiek tekstu, który nie jest fragmentem sztampowej recenzji filmu z popularnego portalu internetowego lub też zawiera konstrukcje składniowe nieco bardziej skomplikowane niż zdanie pojedyncze z zamieszczonego na Facebooku mema. W arkuszu tegorocznej matury znajdowały się natomiast dwa teksty publicystyczne o charakterze specjalistycznym - pierwszy dotyczył retoryki, zaś drugi - filozofii. Aby odpowiedzieć na pytania do obu tekstów, konieczne było odtworzenie rozumowania autorów i wyszukanie sensów niedosłownych (brakujących ogniw w ciągu myślowym). Tego rodzaju zadania zdecydowanie przekroczyły możliwości intelektualne młodego pokolenia Polaków. W teście (pierwsza część arkusza) można było zdobyć 20 punktów; żaden z uczniów, których prace miałem (nie)przyjemność sprawdzać, nawet nie zbliżył się do punktów 12. Jeszcze kilka lat temu uznałbym 50-procentowy wynik (10 punktów) za bardzo przeciętny. Teraz okazał się marzeniem wielu abiturientów.

Żeby nie być gołosłownym, przytoczę fragment jednego z tekstów (autorstwa Tischnera) i polecenie, które należało wykonać:

Po kilku godzinach zagłębiłem się w lekturze. Pamiętam do dnia dzisiejszego jedno z kluczowych zdań Heideggera, które brzmiało jak jakiś wyrok: „Najbardziej daje do myślenia to, że jeszcze nie myślimy”.
Zdanie to jest jak policzek wymierzony współczesnemu światu. Jak to nie myślimy?! Czyż nie stworzyliśmy nauki? Czy nauka nie stworzyła techniki? Czy nie organizujemy naszego życia codziennego w sposób racjonalny? Czyż w końcu sami nie nazywamy się intelektualistami? Jak można powiedzieć, że nie myślimy?! A jednak głos sędziwego myśliciela ze Schwarzwaldu nie dał się zagłuszyć. Wciskał się w duszę i niepokoił. Zmuszał do tego, aby raz jeszcze przyjrzeć się otaczającemu światu. Im więcej było tego patrzenia, tym bardziej piętrzyły się przed oczyma skutki nieprzemyślanych decyzji ekonomii i polityki.
A nauka? Co z nauką? Co z jej umiłowanym dzieckiem – techniką? Heidegger wywodził: nauka także nie myśli. Ona tylko kombinuje i kalkuluje, a to nie jest jeszcze myśleniem. Nauka chce panować nad przyrodą – ale czy wie po co? Chce przedłużać życie człowiekowi – ale czy wie, jaki sens ma życie? Posyła ludzi na księżyc – ale czy umie powiedzieć, co dla człowieka jest rzetelną wartością? Mówimy, że jesteśmy intelektualistami, ale spory, jakie ze sobą prowadzimy, a zwłaszcza sposób ich prowadzenia, dość gruntownie temu przeczą. Na każdym kroku kłuje w oczy bezmyślność świata.
Dlatego trzeba się uczyć myślenia.

I polecenie:

W opinii Józefa Tischnera zdanie Heideggera o ludziach: „Najbardziej daje do myślenia to, że jeszcze nie myślimy”, jest „jak policzek wymierzony współczesnemu światu”. Na podstawie tekstu sformułuj dwa argumenty uzasadniające to przekonanie Józefa Tischnera.
Argument 1.:
Argument 2.:

W żadnym z arkuszy nie znalazłem w pełni poprawnej odpowiedzi. W żadnym. A to wcale nie było jeszcze najtrudniejsze z poleceń na tegorocznym egzaminie. Uczniowie zupełnie nie zrozumieli tego tekstu (i polecenia). W głowie większości z nich uruchomił się moduł stereotypowego myślenia, w konsekwencji czego uznali, że jest rzeczą niemożliwą, aby jakiś autorytet podważał rolę światopoglądu naukowego w procesie zgłębiania najważniejszych dla człowieka wartości. Przytaczane przez nich argumenty koncentrowały się więc na wykazaniu powszechnej prawdy objawionej: że nauka wielką jest. A, jak widzimy, polecenie dotyczyło czegoś zupełnie odwrotnego: uczeń musiał wykazać, że współczesna nauka wcale nie jawi się jako domena "myślenia", jeśli spojrzeć na to zagadnienie z określonej (Heideggera czy Tischnera) perspektywy.

3. STRESZCZENIE, CZYLI DANTEJSKIE PIEKŁO

Dalej: uczniowie nie tylko nie rozumieją fragmentów dłuższych wypowiedzi publicystycznych, ale też nie potrafią określić głównego tematu przeczytanego tekstu. Zadaniem, które to sprawdza, jest w arkuszu maturalnym streszczenie. Od razu więc zaznaczę: gdy egzaminator kieruje wzrok na streszczenie, zimny pot oblewa jego czoło, ponieważ dobrze wie, że za chwilę przekroczy bramę dantejskiego piekła.

Pora na odezwę.

Drodzy uczniowie! Streszczenie to nie jest plan wydarzeń. To nie jest spowiedź. To nie jest intymne wyznanie. To nie jest parafraza. To nie jest wypracowanie! To nie jest kilkuzdaniowa prezentacja fabuły "Avengersów" na przerwie w szkole, która ogranicza się do odmiany przez przypadki jednego słowa: "zajebiste". Streszczenie składa się z dwóch części - musi zawierać temat i remat. Temat to zdanie oznajmujące, w którym określicie główny problem poruszony w tekście (np. "Fragment rozprawy dotyczył..."). Remat to pozostała część streszczenia, w której opiszecie to, co mówi się o temacie. W streszczeniu nie cytujemy, nie podajemy przykładów, nie zagłębiamy się w szczegóły, nie odtwarzamy chronologicznie myśli z artykułu i nie pomijamy tego, co najważniejsze. Najlepiej w trakcie lektury tekstu podkreślić sobie kilka słów-kluczy (np. w przypadku rozprawy Tischnera: Heidegger, myślenie, nauka, filozofia), a następnie określić temat i ułożyć z tymi właśnie wyrazami kilka sensownych zdań, które odnoszą się do treści. Uwaga: jeśli w pierwszym zdaniu streszczenia nie pojawi się wyraźnie i jasno określony temat tekstu, wówczas prawdopodobieństwo tego, że egzaminator nakreśli długopisem obok zadania wielkie zero, wzrasta w sposób dramatyczny!

Niestety, umiejętność pisania streszczenia jest dla polskich uczniów jedną z najtrudniejszych do zdobycia. To złote runo szkolnej humanistyki. Ani raz w tym roku nie przyznałem maksymalnej liczby punktów za streszczenie. Przeczytałem natomiast wiele "streszczeń", których autorzy odtwarzali mechanicznie zawartość kolejnych akapitów i nie byli w stanie określić, czego dotyczy cały fragment. I wiele takich, w których maturzyści wcielali się niejako w Tischnera i opowiadali w pierwszej osobie o tym, jak wędrował ulicami Wiednia, żeby zakupić w księgarni broszurkę Heideggera. Wzruszające. Tymczasem sprawa jest prosta: streszczenie powinno być tak napisane, żeby osoba, która nie czytała tekstu, natychmiast wiedziała (temat w pierwszym zdaniu!), czego dotyczy, jaki problem porusza i jak do niego podchodzi.

Chyba nie muszę tłumaczyć żadnej osobie, która, skanując wzrokiem notki redakcyjne, korzystała kiedykolwiek z naukowego księgozbioru w celu wyszukania potrzebnych pozycji albo np. pisała / czytała jakąkolwiek recenzję, jak istotna jest umiejętność konstruowania poprawnego streszczenia. W świetle tego, co napisałem powyżej, nie dziwi mnie również fakt, że rozmowy uczniów na temat np. obejrzanych filmów składają się ze szczątkowej narracji w stylu: "No wiesz, był taki facet, który miał dziecko. I to dziecko się zgubiło. On potem go szukał. I myślał, że porwał go taki facet, a to był inny facet. I ten pierwszy się dziwił, czego on chce, jak on nic nie wie. A ten go bije. Ale na końcu policjant mu pomógł. I się dowiedzieliśmy, kto porywał". To "streszczenie" jednego z lepszych filmów, jakie widziałem. Zero tematu, zero problematyki, zero informacji o filmowym sposobie podejścia do problemu, zero aspektów moralnych całej sprawy.

4. ALE PO CO?

Kolejna rzecz: uczniowie nie rozumieją poleceń. Nie potrafią skupić się na całości zdania. Zapisują często pierwszą myśl, jak przychodzi im do głowy. Bez refleksji. Oto przykład konkretnego polecenia:

Wyjaśnij, dlaczego autor uznał użyte w tekście sformułowanie „ludzkie tworzywo” za kontrowersyjne, ale trafne.

Polecenie związane jest z postrzeganiem w retorycznym akcie komunikacji odbiorcy jako "tworzywa", które można poddać obróbce (zmienić jego światopogląd, osobowość itp.). Jak zapewne wszyscy inteligentni bywalcy naszego forum zauważyli, odpowiedź powinna tutaj uwzględniać dwa aspekty - kontrowersyjność i trafność. Brak jednego z nich uniemożliwia poprawne wykonanie polecenia. Trzeba więc napisać, że sformułowanie jest kontrowersyjne (np. ze względu na reifikację człowieka), ale zarazem trafne (bo np. dobrze odzwierciedla proces przemiany odbiorcy wskutek perswazji językowej). Na palcach jednej ręki mogę policzyć uczniów, którzy należycie rozwiązali to proste zadanie.

Przy okazji mała dygresja: drodzy uczniowie, jeżeli jakieś polecenie wymaga udzielenia jednej odpowiedzi czy też wskazania jednej rzeczy, ale wy udzielacie kilku lub wskazujecie kilka, wtedy egzaminator bierze pod uwagę tylko pierwszą. Tylko. Jeśli więc pierwsza jest błędna, a druga poprawna, nie otrzymacie punktów. Proszę zatem uważnie czytać polecenia! To jest, przypominam, egzamin dojrzałości...

Warto byłoby jeszcze w przypadku testu wskazać na bardzo niepokojące zjawisko: ogólna wiedza uczniów na temat zagadnień językowych jest coraz gorsza. Tegoroczny arkusz maturalny wymagał określenia liczby i osoby czasownika (poziom podstawówki lub gimnazjum) oraz jego funkcji w tekście (poziom liceum). Wiele osób również nie podołało temu zadaniu. Mam takie wrażenie, jakby nagle wszyscy zatrzymali się na poziomie ucznia szkoły podstawowej: dają sobie do biedy radę ze wskazaniem podstawowej części mowy (o rozpoznaniu nieco mniej oczywistych, jak przysłówek czy zaimek, nawet nie marzę), czasem określą jej formę gramatyczną, ale za cholerę nie rozpoznają funkcji (np. wprowadzenia subiektywizmu za pomocą 1 os. czy zmniejszenia dystansu między nadawcą i odbiorcą za pomocą 1 os. i liczby mnogiej). Bo, niestety, rozpoznanie funkcji wymaga już ruszenia mózgownicą. Ten sam problem widać również w dłuższej wypowiedzi pisemnej, czyli w interpretacji tekstu poetyckiego (drugi temat maturalny). Zostawmy więc test i przejdźmy do drugiej części arkusza.

5. MISTRZOWIE INTERPRETACJI

Jak wiadomo, druga część arkusza maturalnego zawiera dwa tematy wypracowań - uczeń może wybrać tzw. rozprawkę interpretacyjną lub interpretację tekstu poetyckiego. I zanim zagłębię się w problemy z tym związane, pozwolę sobie na kolejną odezwę:

Drodzy uczniowie, powiem wprost: nie wybierajcie interpretacji wiersza! Chyba że czytacie nałogowo poezję, przemierzacie sieć w poszukiwaniu ciekawych analiz "Raju utraconego", wdajecie się w słowne potyczki na temat wyższości heksametru Mickiewicza z "Konrada Wallenroda" nad heksametrem Norwida z "Bema pamięci żałobnego rapsodu" i próbujecie przekładać utwory Audena, naśladując rozwiązania metryczne Stanisława Barańczaka. Jeśli jednak tego nie robicie, unikajcie maturalnej interpretacji wiersza jak ognia piekielnego!

Myślę, że w tym roku oblałem jakieś 90 procent arkuszy maturalnych, które zawierały interpretację wiersza. Statystyki u innych egzaminatorów są podobne. Wśród uczniów panuje jakieś nieuzasadnione przekonanie, że drugi temat maturalny to koło ratunkowe dla osób, które nie przeczytały książki uwzględnionej w temacie pierwszego wypracowania. Nic bardziej mylnego. Łatwiej jest zdać maturę, pisząc o nieprzeczytanej lekturze (choć to również spore wyzwanie), niż dokonując "interpretacji" wiersza. Z bardzo prostej przyczyny: pierwsze wypracowanie maturalne zawiera furtkę dla czytelniczych analfabetów, czyli sformułowanie: "odwołując się do innych tekstów kultury". Maturzysta może więc napisać kilka banialuków o wymaganym tekście, po czym skupić się na dalszej części polecenia. Jeśli zrobi to w odpowiedni sposób, szansa na zdobycie oczka (minimum potrzebnego do zdania matury) wcale nie jest taka mała. O ile nie popełni błędu kardynalnego.

Zakończmy więc rozważania na temat interpretacji tekstu poetyckiego znanym polskim porzekadłem: "Co wolno wojewodzie...". Zdecydowana większość uczniów nie rozumie, czym jest interpretacja, nie potrafi analizować wierszy, nie posiada odpowiedniego warsztatu językowego i podstawowej wiedzy teoretycznoliterackiej, żeby podołać takiemu zadaniu. Nie zdaje sobie też sprawy z tego, że w takim wypracowaniu wymagane jest usytuowanie konkretnego utworu poetyckiego w różnorodnych kontekstach (np. historycznym, literackim, filozoficznym). I chociaż, owszem, nie ma jednej poprawnej interpretacji, to mimo wszystko istnieje coś takiego, jak interpretacja niezgodna z tekstem lub obejmująca tylko jego sensy dosłowne. Krótko mówiąc, jeżeli Kamieńska porusza w swoim utworze tematykę wanitatywną (przemijanie, bezsens ludzkiej egzystencji w wymiarze materialnym, konieczność uwolnienia się spod władzy wspomnień itp.), wyliczając zgromadzone w ciągu życia przedmioty, to nie można pisać, że ten wiersz dotyczy problemu przeprowadzki. (Tak, to autentyczny przykład). I ostatnia w tym kontekście uwaga: streszczanie (lub, co gorsza, parafrazowanie) wiersza na dwóch stronach to nie jest interpretacja!

6. "QUO VADIS" JAKO SCI-FI

Przejdźmy więc do tego, co może zainteresować wszystkich maturzystów - do rozprawki interpretacyjnej. W tym roku temat wypracowania brzmiał następująco:

Jak wprowadzenie elementów fantastycznych do utworu wpływa na przesłanie tego utworu? Rozważ problem i uzasadnij swoje zdanie, odwołując się do podanych fragmentów "Wesela", do całego dramatu Stanisława Wyspiańskiego oraz do wybranego tekstu kultury. Twoja praca powinna liczyć co najmniej 250 wyrazów.

Miejmy to z głowy: uczniowie "Wesela" nie czytają, nie rozumieją i, delikatnie rzecz ujmując, nie darzą sympatią. To wszystko było widać w wypracowaniach. Właściwie żaden z uczniów, których prace sprawdzałem, nie dokonał sensownej interpretacji zawartych w arkuszu scen dramatu. Odwołania do całości ograniczały się z kolei do wyliczenia kolejnych zjaw z "Wesela". Fragmenty wypracowań poświęcone dziełu Wyspiańskiego charakteryzowały się nie tylko żałosnym wręcz poziomem merytorycznym, ale - co gorsza - nie miały praktycznie żadnego związku z tematem. Nie były więc wprowadzone do rozprawki w sposób funkcjonalny. I tu dotykamy sedna sprawy. Otóż uczniowskie rozprawki interpretacyjne nie mają za grosz sensu: to jakiś luźny potok myśli sklejonych kropelką infantylnych skojarzeń.

Po kolei. Aby napisać poprawne wypracowanie, uczeń musi postawić tezę (ewentualnie hipotezę), czyli własną propozycję rozwiązania problemu postawionego w temacie. Teza powinna mieć formę zdania oznajmującego (hipoteza może być pytaniem). Najlepiej, żeby znajdowała się gdzieś na końcu wstępu. Pozostała część rozprawki powinna zawierać argumenty poparte przykładami (czyli związane w tym wypadku z "Weselem" i jakimś innym tekstem kultury). Argumenty muszą wynikać z analizy i interpretacji. Uzasadnienie postawionej tezy ma być szerokie (dotyczyć wszystkich elementów polecenia), trafne (logiczne względem zajętego stanowiska) i pogłębione (uwzględniające różnorodne i funkcjonalne konteksty). Praca powinna na końcu zawierać wnioski (elegancka kompozycja wymaga, żeby były nawet dłuższe niż wstęp).

Tyle teorii. Praktyka pokazuje natomiast, że uczniowie mają nawet problemy ze sformułowaniem tezy, czyli sensownego zdania w języku polskim. Błędne sformułowanie tezy sprawia z kolei, że cała praca legnie w gruzach. Teza jest fundamentem, na którym buduje się tok rozumowania. Uczniowie budują jednak dom, zaczynając od komina. Nie proponują żadnego sensownego rozwiązania problemu, tylko biorą się za nieudolne streszczanie zawartych w arkuszu tekstów, z którego nic nie wynika. Być może dlatego, że zdecydowana większość maturzystów nie rozumie słów wchodzących w skład prostego polecenia. Wyraz "przesłanie" jest dla nich równie skomplikowany i niejasny, co sformułowanie "permanentna parabaza". (Pamiętam zresztą do dziś, jak jeden z uczniów uznał, że wyrażenie "kreacja bohatera literackiego" oznacza "strój bohatera", i całe wypracowanie maturalne starał się w pocie czoła snuć rozważania na temat jakichś ubiorów i mody). Problemem jest nawet słowo "fantastyczny", które albo kojarzy się uczniom wyłącznie z "fantasy", albo stanowi dla nich synonim "fikcyjności". Stąd też obrodziło w tym roku hobbitami, smokami i Potterami w wypracowaniach, a np. "Quo vadis" okazało się powieścią fantastyczną.

Nic dziwnego, że uczniowie unikają postawienia tezy (ergo: piszą o niczym) albo rozwiązują problem, stwierdzając, że "elementy fantastyczne wpływają POZYTYWNIE na przesłanie dzieła". I tyle. Co oznacza słowo "pozytywnie" w tym kontekście - tego się nigdy nie dowiecie. Zdarzają się też przypadki konstruowania błędnej tezy: uczniowie nagminnie mylą przesłanie dzieła z jego odbiorem przez czytelnika. Dlatego często można było w wypracowaniach przeczytać tezę: "Elementy fantastyczne sprawiają, że dzieło lepiej się czyta / że dzieło pobudza wyobraźnię / że dzieło jest interesujące". Co to ma wspólnego z przesłaniem? Powtarzam: nieumiejętność określenia własnego stanowiska jest grzechem większości prac uczniowskich. Grzechem, z którego wynikają niemal wszystkie pozostałe. A jest ich legion.

7. CZY HARRY POTTER WYGLĄDA JAK ARGUMENT?

No dobrze: uczniowie nie mają pojęcia, jak postawić tezę. Ale to dopiero początek. Chyba wszyscy się zgodzimy, że funkcjonowanie człowieka w życiu społecznym wymaga nie tylko zdolności określania własnego stanowiska / zdania, ale też konstruowania argumentów, które przekonają innych do konkretnych racji. Niestety, uczniowie nie posiadają żadnej z tych umiejętności i, jakby tego było mało, nie odróżniają argumentu od przykładu. Z oślim uporem piszą: "Moim pierwszym argumentem będzie książka / bohater / film" itp. Zacznijmy od infantylności stylistycznej tego sformułowania: rozprawka maturalna powinna mieć w zamyśle cechy pracy naukowej (oczywiście, na poziomie szkolnym), dlatego też zawsze powtarzam uczniom, żeby unikali takich gimnazjalnych wstawek metatekstowych ("mój pierwszy / drugi / trzeci argument to...") i nie pisali, co będą robić, tylko po prostu się za to zabrali. To po pierwsze. A po drugie - wspomóż mnie, bogini cierpliwości! - książka, film czy bohater to nie argument!

Drodzy uczniowie, argument to sformułowanie (opinia, stanowisko) o charakterze ogólnym, a przykład to konkretyzacja / uszczegółowienie / potwierdzenie argumentu w jakimś tekście kultury. Np. (użyję prostego przykładu dla pierwszaków):

Argument: Brak zrozumienia może sprawić, że miłość zakończy się rozstaniem i samotnością.
Przykład: Mały Książę opuścił różę, chociaż ją kochał. Uczynił tak, ponieważ nie zrozumiał intencji kwiatu. Irytowała go jej nadmierna próżność, chęć zwrócenia na siebie uwagi. Nie dostrzegł w zachowaniu róży pragnienia bliskości, troski i miłości.

Każdy argument powinien się ponadto znaleźć w odpowiedniej otulinie myślowej. Dlatego jego pełna struktura wygląda następująco: argument (opinia, stanowisko) + rozwinięcie (rozbudowanie argumentu o ogólne rozważania) + przykład (np. wydarzenie, informacja z wybranego tekstu, ilustrujące opinię) + wniosek (połączenie argumentu z tezą). Rzecz jasna, wielu z nas intuicyjnie posługuje się tego rodzaju strukturą - chociażby prowadząc spory na tym forum.

Co z tego wszystkiego wynika? Otóż młode pokolenie Polaków wykazuje się kompletną nieudolnością w zakresie klarownego, logicznego i spójnego formułowania myśli. Umiejętności perswazyjnych wśród dzisiejszej młodzieży - brak. (Myślę, że to jest również widoczne w codziennych rozmowach lub w różnych wpisach na forum). Uczniowie ograniczają się zazwyczaj w swoich pracach do (ewentualnie) postawienia jakiejś słabej tezy i podawania przypadkowych przykładów (a raczej: próby streszczania tekstów). Argumentacji można ze świecą szukać w tym wszystkim. Dlatego rozprawki maturalne są straszliwie niespójne i chaotyczne.

8. CZYTANIE? TO NIE DLA MNIE

Brak umiejętności logicznego myślenia uwidacznia się tym bardziej, że uczniowie mają w głowie absolutną próżnię. A, jak wiadomo, z pustego i Salomon nie naleje. Maturzyści nie czytają. Po prostu. Nie chodzi o to, że nie czytają klasyków. Chodzi o to, że nie czytają właściwie niczego. Warto w tym miejscu przypomnieć, że zestaw obowiązkowych lektur maturzysty (czyli kanonu z gimnazjum i liceum łącznie) składa się z około dziesięciu pozycji (przy czym część z nich to teksty poetyckie). Nie trzeba więc tytanicznego wysiłku, żeby przeczytać w ciągu sześciu lat siedem czy osiem książek. Trafiają jednak do mnie na korepetycje uczniowie, którzy nie przeczytali żadnej. Poważnie: żadnej. Sięgają tylko i wyłącznie po biografie sportowców, książki fantasy (choć już znacznie rzadziej) lub dziwne wytwory popkultury w stylu "Pięćdziesięciu twarzy Greya". Tymczasem wykształcenie konkretnych kompetencji (także językowych), które umożliwią przeczytanie tekstu publicystycznego ze zrozumieniem (część testowa matury) oraz dokonanie sensownej analizy i interpretacji (wypracowanie), wymaga systematycznej lektury nie tylko czasopism (np. tygodników opinii), ale też przynajmniej fragmentów teoretyczno- i historycznoliterackich opracowań. O literaturze nawet nie wspominam.

Jakie są tego wszystkiego skutki? Maturzystom piszącym wypracowanie nie przychodzą do głowy żadne argumenty, a na dodatek nie potrafią oni również podać jakichkolwiek sensownych przykładów. W tym roku trafiłem tylko na jedną pracę, której autor miał odrobinę oleju w głowie i sięgnął m.in. po "Mistrza i Małgorzatę" (omawiając zresztą wykorzystane dzieła w ciekawym mitograficznym kontekście). Pozostali - przywoływali głównie "Harry'ego Pottera", "Alicję w Krainie Czarów", "Avatara", "Gwiezdne wojny", "Władcę Pierścieni", "Smurfy", "Zmierzch", "Avengersów" i różne horrory (obok "Wesela"!). Oczywiście, część z nich próbowała nieudolnie pokazać, że chodzi o książki, a nie o filmy na podstawie tych książek, które obejrzeli. Kiedy jednak po raz enty czytałem, że "Hobbit" ma trzy tomy, pokusa znalezienia błędu kardynalnego w pracy rosła we mnie na potęgę. Na szczęście, w tym roku nie zdarzyło się, żeby jakiś uczeń wymyślał nieistniejące książki lub filmy i nieistniejących bohaterów. A miałem takie przypadki.

Gdyby chociaż ktoś dokonał interpretacji tych "Gwiezdnych wojen" w stylu Grzegorza Brauna! Ale nie: wszystkie wywody myślowe opierały się w tym wypadku na chaotycznym przedstawieniu dziejów głównych bohaterów, z którego nie wynikał żaden sensowny argument na poparcie (często nieistniejącej) tezy. Podobny, marny los czekał "Wesele". Ileż się naczytałem o tym, że chochoł został zaproszony do bronowickiej chaty, bo miał zapewnić (cytuję bez zmiany stylu i pisowni) "chucznom imprezke". Że Poeta "uderzał" do Racheli. Że Pan Młody był "chamskim chultajem". Że "róg ma wydać wycie, żeby chłopy poszły z grabiami, motykami i kosami na rewolucje". (Znajomemu egzaminatorowi przytrafił się w tym roku "Sowiński, który woli w okopach"). Myślicie, że ktoś pisał o romantycznych proweniencjach zjaw? O symbolicznym znaczeniu Chochoła? O hipostazach myśli bohaterów? O roli, jaką odegrała młodopolska femme fatale, Rachela, w wyzwoleniu zbiorowej wyobraźni? O czymkolwiek, co miałoby związek z tematem? Odpowiedź brzmi: nie. Z jednym wyjątkiem, o którym wspomniałem powyżej. Znaczną część uczniów stać było jedynie na wypracowania, które można streścić w pięciu zdaniach (dość wiernie parafrazuję):

Elementy fantastyczne sprawiają, że książki się lepiej czyta. Jakby nie było duchów w "Weselu", to dramat by się nie nadawał do lektury. "Avatar" dlatego jest taki fajny, że mamy w nim niebieskich ludzi. A z kolei w "Smurfach" są niebieskie ludziki. Dlatego elementy fantastyczne mają pozytywny wpływ na przesłanie dzieł.

To nie jest żart. To nie jest hiperbolizacja. Tak właśnie wyglądały tegoroczne prace maturalne. Zwróćcie uwagę na to, że powyższa parafraza dobrze pokazuje również błędy związane z kompozycją (i treścią). Załóżmy, że jedno zdanie to jeden akapit. Uczeń poświęcił więc temu, co miało stanowić trzon jego pracy, czyli "Weselu", tylko jeden akapit, przy czym nie odniósł się do zamieszczonych fragmentów, a jedynie do całości utworu. A na dodatek nie pisał o jednym tekście kultury, tylko o dwóch ("Avatar" i "Smurfy"). Dlaczego lepiej w tym wypadku pisać mniej niż więcej (stosując się do zaleceń)? Bo jeśli uczeń popełni błąd w argumentacji dotyczącej któregokolwiek z przywołanych tekstów, jego punktacja w zakresie uzasadnienia spada na łeb, na szyję. Dwie przykładowe sytuacje: maturzysta napisał pięknie o "Weselu" (całości i fragmencie) i o "Avatarze" - otrzymał maksymalną liczbę punktów za uzasadnienie; maturzysta napisał pięknie o "Weselu" (całości i fragmencie) i o "Avatarze", ale źle o "Smurfach" - otrzymał minimalną liczbę punktów za uzasadnienie (bo jest ono wewnętrznie sprzeczne). Tego rodzaju informacja może się przydać uczniom, którzy będą przystępować do egzaminu w przyszłym roku.

9. STRUMIEŃ ŚWIADOMOŚCI

Wracamy jednak do narzekań. Wisienką na torcie żenady jest forma językowa wypracowań maturalnych. I tutaj ciekawostka: jak zwykle, uczniów z tzw. dostosowaniem kryteriów oceniania (dysleksja, dysgrafia, dysortografia) było sporo. Ale pod względem językowym wypadają oni zazwyczaj lepiej od uczniów bez dostosowań. Przyczyny takiego stanu rzeczy spróbujcie sami określić. Tak czy inaczej, poziom kompetencji językowych maturzystów woła o pomstę do nieba. Nie chodzi w tym wypadku tylko o typowe błędy językowe (składniowe, fleksyjne, frazeologiczne), bo do nich wszyscy jesteśmy już przyzwyczajeni. Uczniowie piszą wyjątkowo niespójnie. Nie potrafią powiązać ze sobą sąsiednich zdań, żeby przeprowadzić logiczny wywód. Ciągle, bez językowego ostrzeżenia, zmieniają temat. Na kartach arkusza maturalnego płyną więc rwące strumienie świadomości, w których każdy czytelnik może łatwo utonąć. Tego się po prostu nie da czytać.

Kolejna odezwa:

Spójność językowa, drodzy uczniowie, polega na zachowaniu logiki w obrębie zdania, między zdaniami i całymi akapitami wypowiedzi. Tekst musi więc przede wszystkim dotyczyć jednego tematu (a już nawet z tym macie problem). Powinniście też zachować sensowne związki pomiędzy fragmentami waszej wypowiedzi: trzeba rozwijać myśl, potwierdzać lub zaprzeczać, zasygnalizować wynikanie itd. Aby utrzymać spójność, należy korzystać z różnych zabiegów leksykalnych, jakie oferuje polszczyzna. Oto fragment "Harry'ego Pottera", w którym zaznaczyłem wskaźniki spójności:

[Dawno] <przysłówek wskazujący na powiązanie między fragmentami tekstu> już zapomniał o ludziach w pelerynach, kiedy [nagle] <przysłówek> natknął się na [nich] <zaimek pomagający uchwycić związki logiczne> tuż obok piekarni. Zmierzył [ich] <zaimek> gniewnym spojrzeniem. Nie bardzo wiedział dlaczego, [ale] <spójnik wskazujący na powiązania> budzili w nim niepokój.
[W tej grupce] <wyrażenie synonimiczne z zaimkiem> również szeptano o czymś z ożywieniem, [ale] <spójnik> nie zauważył, by ktoś miał w ręku puszkę do zbierania datków. [Dopiero] <przysłówek> [kiedy wyszedł ze sklepu] <konsekwentne ukazywanie bohaterów, wydarzeń, sytuacji w czasie i przestrzeni>, niosąc torbę z wielkim kawałem ciasta z orzechami, usłyszał strzępy rozmowy.

Oczywiście, pisząc rozprawkę, powinniście także zadbać o wprowadzenie wyrażeń wpływających na spójność, a zarazem sygnalizujących rozumowanie i porządkujących argumentację, np.: "oprócz", "przede wszystkim", "tak więc", "chociaż", "o czym świadczy", "otóż", "jednakże", "zatem", "głównie", "z jednej strony", "z drugiej strony", "z kolei", "to pozwala wyciągnąć wniosek", "niewątpliwie" itp.

Niestety, tego rodzaju wskaźników zespolenia nie znajdziemy w pracach maturzystów. Z dosyć prostej, moim zdaniem, przyczyny: wspierają one językowo proces rozumowania, a młodzi ludzie po prostu nie rozumują, czyli nie przedstawiają ciągu myśli skupionych wokół rozwiązania konkretnego problemu. Ich wypracowania to zlepek popłuczyn po liźniętych lekturach (najczęściej niezbyt ambitnych filmach) i ochłapów streszczeń rzucanych na oślep w czytelnika. Problemy ze spójnością lokalną w tekście idą w parze z infantylnością skojarzeń, która prowadzi do kompletnego chaosu myślowego. Np. jeden z maturzystów dowodził, że (to jego teza) w każdej epoce fantastyka zastępowała to, czego nauka nie mogła zgłębić. Po czym zaczął pisać o UFO. Inny z kolei od streszczenia "Wesela" przeszedł do opisu współczesnych "melanżów", która nie są już takie wspaniałe, jak ten w Bronowicach. Jeszcze inny zestawił zjawy Wyspiańskiego z "Babadookiem". Czasem naprawdę nie wiedziałem, czy śmiać się, czy płakać.

Zresztą intensywność "typowych" błędów również się zwiększyła. O ile wiem już od dawna, że w języku uczniowskim normatywna pisownia to "z pod", a nie "spod", o tyle tegoroczni maturzyści wynieśli ten przyimek z niższego, ortograficznego poziomu obciachu na poziom wyższy, frazeologiczny i fleksyjny: albowiem teraz będę wiedział i to, że Zawisza Czarny jest "wojownikiem z pod Grunwalda". Poprawna pod względem gramatycznym łączliwość wyrazów to również dla wielu uczniów zagadnienie z zakresu czarnej magii. Stąd też "w nasze dni" (zamiast "w naszych czasach"), poeta nie boi się "zjawy, co mu się objawiła" (zamiast "która mu się ukazała"), "nasze przodkowie" (zamiast "nasi przodkowie"), "zapewnić w czymś czytelnika" (zamiast "upewnić"), "droga do światu" (zamiast "do świata"). Przy okazji: Mickiewicz ukazał w swoich dramatach "dziadowski obrzęd". Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Na każdym z tych wypracowań mógłby się doktoryzować jakiś nieodkryty jeszcze Miodek lub Bralczyk.

10. NEKROLOG

Ale to nie znani językoznawcy będą głównie obcować w przyszłości z wytworami pracy umysłowej młodych Polaków. Z tych ludzi wyrośnie nowe pokolenie lekarzy, prawników, urzędników, nauczycieli, chemików, inżynierów, informatyków... Współczuję już dziś pracodawcom, którzy będą musieli polegać na ludziach mających podstawowe trudności nie tylko z wyrażaniem własnych myśli i opinii, ale też po prostu z podjęciem próby logicznego rozumowania. Nie chodzi już bowiem o to, że każdy z nich powinien być humanistą i znać kanon dzieł europejskiej kultury. Chodzi o to, że młode pokolenie nie chce podjąć wysiłku myślenia, zamyka się w kokonie intelektualnego lenistwa i w konsekwencji - niewiele wie o świecie, o innych ludziach, o przeszłości i teraźniejszości. A jeśli nawet interesuje się tego rodzaju sprawami, to ogranicza swoje epistemologiczne zapędy to przeglądania dyskotekowej ferii memicznych informacji w mediach społecznościowych, zaś wiedzę o meandrach ludzkiej psychiki czerpie z filmowych relacji blogerów modowych. Diagnozę przyczyn tego stanu rzeczy pozostawiam jednak czytelnikom. Biorąc to wszystko pod uwagę, z ogromną ciekawością obserwował będę w przyszłości wyniki młodych Polaków w badaniu PISA.

Przypomnę też na koniec, że nie wszystkich uczniów można zamknąć w jednej szufladce z pejoratywną etykietą. Spotykam na swojej edukacyjnej ścieżce również ludzi, którzy zasługują na liczne pochwały. Nie stanowią może grupy dominującej, ale - rzecz pocieszająca - istnieją. Moi podopieczni nie tylko radzą sobie całkiem dobrze na maturze, ale też zdobywają nagrody w ogólnopolskich konkursach literackich, dziennikarskich czy naukowych. Niemniej jednak pracuję w bardzo specyficznej placówce, gdzie skierowane do ucznia pytanie o rolę światłocienia w kompozycji obrazów Caravaggia nie jest niczym szczególnym i niespotykanym. Dlatego też, gdy idzie o portret młodego pokolenia Polaków, znacznie bardziej miarodajne są doświadczenia wyniesione przeze mnie z corocznej pracy w maturalnej komisji egzaminacyjnej. I nie napawają one optymizmem.

*Jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć, jakie kwalifikacje mają egzaminatorzy maturalni i jak pracują, odsyłam do krótkiego artykułu:
http://www.publio.pl/edulandia/prace-maturalne-kto-i-jak-je-sprawdza/

https://www.youtube.com/watch?v=gCObZjzFv-8

post wyedytowany przez Bukary 2020-06-30 11:06:19
30.06.2020 11:37
NewGravedigger
4
14
odpowiedz
13 odpowiedzi
NewGravedigger
139
spokooj grabarza

Niepopularna opinia. Dokładna nauka elementów języka polskiego, interpretacji lektur i poezji, uczenie się tekstu na pamięć itp. jest całkowicie niepotrzebnym zajęciem marnującym i czas i energię młodych osób.

30.06.2020 16:14
Hayabusa
18
6
odpowiedz
3 odpowiedzi
Hayabusa
187
Tchale

Pozwolę sobie na krótkie, króciutkie podsumowanie bo z Bukarym się zgadzam:

po tym tekście bardzo wzrósł mój szacunek dla nauczycieli którzy nie piją lub piją umiarkowanie.

01.07.2020 20:24
Wrzesień
39
5
odpowiedz
3 odpowiedzi
Wrzesień
14
Centurion

Dziwnym nie jest. Dzieciak idzie dziś do podstawówki, spędza w niej 6-7 godzin. Potem leci do domu zjeść obiad. Potem znowu do szkoły, bo ma dodatkowy angielski, niemiecki, chiński, karate, pływanie, fortepian i kurs programowania. I tak przez parę ładnych lat, chyba, ze weźmie starych na litość, albo uda mu się ich przekonać, że nie nie lubi tego fortepianu, a szermierka to już w ogóle nie jego bajka. No i potem, jak już jest nastolatkiem i szczęśliwie nie wylądował jeszcze na psychoterapii, a może już trochę bardziej o sobie decydować, to stwierdza, że już mu się zwyczajnie nie chce. I to jest normalne.
Naprawdę, jak widzę po ludziach co oni teraz robią z tymi dzieciakami, to cieszę się, że jestem jeszcze z tego pokolenia, które zaczynało mieć myśli samobójcza dopiero po dwudziestce, jak musiało iść do roboty, a nie dużo wcześniej.

30.06.2020 11:16
Xinjin
2
odpowiedz
4 odpowiedzi
Xinjin
131
The Bassist

Tl;dr

Let me guess. Maturzyści i generalnie dzisiejsza młodzież to kapuściane głąby?

post wyedytowany przez Xinjin 2020-06-30 11:19:50
30.06.2020 11:30
lifter
2.1
1
lifter
14
AntySejmita

W kontekscie tego, co napisal Bukary twoje sarkastyczne "Tl;dr" jest bardzo gorzka pointa.

30.06.2020 11:35
Xinjin
2.2
Xinjin
131
The Bassist

lifter - hehe fakt, tylko, że ja na maturze z polskiego (to było 15 lat temu, ale było), na pisemnym miałem ~90% a na ustnym 100%. A po drugie bezpiecznie jest mi założyć, że przeczytałem w życiu więcej książek niż 100 tegorocznych maturzystów razem wziętych.

post wyedytowany przez Xinjin 2020-06-30 11:37:14
30.06.2020 11:44
lifter
2.3
3
lifter
14
AntySejmita

Xinjin - ale to zadna sztuka, bo oni prawie nic nie czytaja :)

01.07.2020 00:42
Herr Pietrus
😜
2.4
Herr Pietrus
185
Ubecka Wdowa

czyli 100x0... ale to już matura z matematyki!

30.06.2020 11:30
lifter
😐
3
4
odpowiedz
7 odpowiedzi
lifter
14
AntySejmita

Ze swej dzialki dodam, ze sam dostawalem listy, gdzie ZADANO aby
a) recenzje byly OBIEKTYWNE, gdzie "obiektywnosc" oznaczala oczywiscie "zgodne z tym, co JA o grze mysle"
b) pisano o konkretach a nie jakichs tam "pierdu pierdu" czyli wrazeniach z gry - ma byc "ile leveli, ile godzin sie gra, ile broni"
c) i absolutnie nie wolno pisac "dziwnych" recenzji (czyli np. w formie pamietnika bohatera, protokolu przesluchania, czy nie daj boze wiersza - BO NIC Z TEGO POJAC NIE MOZNA.

Dodam, ze to nie byly listy od gimnazjalistow a ludzi w wieku 25+, bo od malolatow to bym mogl zrozumiec jeszcze. Nie rozumieja czym jest recenzja, NIC nie rozumieja...

Coz, statystycznie mam przed soba jakies 15-20 lat zycia gora i jakos to mnie przestaje martwic ostatnimi czasy. Umrzec w odpowiednim czasie to tez fajna sprawa (pomyslcie np. o tych wszystkich Zydach, ktorzy umarli we wlasnych lozkach, otoczeni rodzina itd. w sierpniu 1939). Nie wiem czy chce dozyc czasow, gdy ci maturzysci beda rzadzic tym krajem, jesli jeszcze cos do rzadzenia bedzie.

"Pora umierac".

post wyedytowany przez lifter 2020-06-30 11:31:19
30.06.2020 11:58
3.1
5
kolega rumcajs
5
Legionista

Akurat w punkcie c nie widzę nic kontrowersyjnego i jak najbardziej popieram. Może i tego typu "recenzje" da się napisać dobrze, nie wiem. Wiem, że w praktyce w polskiej prasie zawsze wychodził z tego nie dość, że bełkot, to jeszcze bardzo mało wartościowy jeśli chodzi o dowiedzenie się czegokolwiek o grze. Poza tym pod płaszczykiem tego typu wynalazków wyjątkowo łatwo ukryć niewygodne rzeczy, na przykład słabą znajomość tematu.

post wyedytowany przez kolega rumcajs 2020-06-30 12:02:07
30.06.2020 13:17
3.2
2
Cat In The Hat
1
Legionista

Ja zas zgadzam sie z dwojka. Recenzja (w magazynie takim jakim bylo CDA), powinna spelniac rowniez funkcje czysto informacyjna. Dawniej recenzje gier (bo dzis to sa glownie laurki i duzo grafomanii i wlasnie "pierdu, pierdu" o niczym. 3/4 recenzji TLOU2 takie jest.), byly rowniez przewodnikiem kupujacego, niemajacego innego zrodla wiedzy o grach i majacego do zainwestowania bardzo ograniczone srodki (mowie o czasach poczatkow CDA, czy np. czasach swietnosci Secret Service) finansowe, ze wzledu na sytuacje ekonomiczna w kraju.

Dzis taka funkcje (dla mnie) spelniaja min. takie strony jak howlongtobeat.com oraz wszelakie wiki.

Moze zaslepia mnie nostalgia, ale wydaje mi sie ze kiedys to wygladalo troche inaczej.

post wyedytowany przez Cat In The Hat 2020-06-30 13:20:43
30.06.2020 13:23
3.3
Cat In The Hat
1
Legionista

Poprostu dzisiejsi 'recenzenci' zapomnieli ze recenzuja PRODUKT, za ktory inni musza zaplacic miedzy 100 a 300zlotych (plus drugie tyle za DCLki).
Sorry, taki mamy klimat.

30.06.2020 14:20
lifter
3.4
lifter
14
AntySejmita

Cat In The Hat - ale te recenzje ZAWIERAJA te informacje. A ze trzeba np. wysilic sie i zrozumiec, ze fraza "mimo, że mam tyle samo zyc, co kot, juz po godzinie zobaczylem 'game over' " oznacza "7 zyc" i "gra ma wysoki stopien trudnosci" to inna sprawa. Ale z mysla o takich ludziach zwykle robimy tez specjalna ramke gdzie po prostu wymienia sie owe konkrety - ze tle zyc, ze tyle leveli, ze trudna itd.

I raczej nie zapominamy, ze ktos za te gry placi, nawet jesli sami dostaniemy egzemplarz do recenzji za friko. Skad takie mniemanie, na litosc, czym poparte?

kolega rumcajs - tyle, ze akurat np. recke pewnego remaku za pomoca 13-zgloskowca zrobil czlowiek, ktory te gry ogrywa od lat 10, wiec raczej braku znajomosci tematu zarzucic mu nie mozna. Pomijajac juz fakt, ze po to mamy kilkustopniowa technike redagowania takich tekstow, by wszystkie nadmiernie cudowania i lania wody odcedzic na sicie. Jesli juz taki tekst idzie do druku, to moge obiecac ze autor wie co pisze i o czym pisze, a sam tekst jest pelen konkretow, choc podanych niekiedy nie na talerzu pod nos.

post wyedytowany przez lifter 2020-06-30 14:22:32
30.06.2020 14:32
3.5
Cat In The Hat
1
Legionista

Jesli zawieraja to spoko. Ja tam nic do kwiecistego stylu czy innych "udziwnien" nie mam. Tabela o ktorej piszesz zas powinna byc zawsze, sa ludzie ktorzy takie podawanie suchych danych poprostu lubia (i nie ma tu koleracji z ich niskim IQ czy inna proba ukazania ich mniejszosci "bo czytac nie lubiom!"), np z ludzie z wyksztalceniem technicznym, itd.. Czasem chce sie cos sprawdzic na szybko itd..

No a jesli ktos naprawde nie rozumie fraz ktore przytoczyles, no to juz trudno i pozostaje tylko usiasc i zaplakac, niestety.

post wyedytowany przez Cat In The Hat 2020-06-30 14:33:14
30.06.2020 14:51
Ambitny Łoś
3.6
1
Ambitny Łoś
152
Cthulhu

Też uważam, że recenzje powinny być ciekawe i nietypowe. Może nie tyle "powinny", co właśnie takich szukam, ewentualnie będących praktycznie felietonami na temat dotyczący danej gry. Jak ktoś chce suche fakty, to takich nudnych tekstów znajdzie tysiące.

01.07.2020 20:43
3.7
cojestgrane
1
Chorąży

Lepiej już dawać jakąś tabelke z czasem gry itd. niż pisać głupoty. Przypomnę tylko bardzo rzeczowo zrobioną recenzje o Isacku Rebrith w CDA na którą sie wylały pomyje od czytelników, bo autor nie umiał operować dobrze słownictwem/nie umiał przekazać ważnych informacji.

post wyedytowany przez cojestgrane 2020-07-01 20:43:18
30.06.2020 11:37
NewGravedigger
4
14
odpowiedz
13 odpowiedzi
NewGravedigger
139
spokooj grabarza

Niepopularna opinia. Dokładna nauka elementów języka polskiego, interpretacji lektur i poezji, uczenie się tekstu na pamięć itp. jest całkowicie niepotrzebnym zajęciem marnującym i czas i energię młodych osób.

30.06.2020 11:45
lifter
4.1
1
lifter
14
AntySejmita

Podobnie jak uczenie sie dodawania i wkuwania na pamiec tabliczki mnozenia. NICZEMU to nie sluzy, w koncu mamy komorki z kalkulatorami.

30.06.2020 12:07
4.2
1
kolega rumcajs
5
Legionista

To nie tylko o lektury chodzi, ogólnie bolączką polskiego systemu edukacji jest kompletny brak specjalizacji i wyszukiwania talentów a zamiast tego stawianie na "normy programowe" czy jak to się tam zwie dla wszystkich łopatą po równo. Ogólnie szanuję wszelkie zainteresowania i taka, na przykład, geografia jest na pewno spoko, ale po kiego grzyba jest to wykuwanie rzek, gór i lasów szumiących dla przeciętnej osoby to ja naprawdę nie wiem.

Mimo to język polski, angielski, matematyka i informatyka to wyjątki - tego się powinien nauczyć każdy, żeby nie być upośledzonym w późniejszym życiu.

post wyedytowany przez kolega rumcajs 2020-06-30 12:08:50
30.06.2020 12:47
Megera_
4.3
Megera_
105
Franca

kolega rumcajs

Ale jaka specjalizacja, na jakim etapie? Za moich czasów szkoły średniej circa 70% uczniów nie miało pojęcia, co chce robić w tzw. przyszłości, w liceum nie mieli pojęcia, na jakie studia chcą pójść i co zrobić z własnym życiem, o jakiej specjalizacji mówimy?

Ja np. nie wiem, po co komu trygonometria, odkąd zakończyłam ścieżkę edukacyjną to nigdy przenigdy nie przydał mi się żaden sinus albo cotangens, ale na etapie szkolnym dość szybko zrozumiałam, że w tej całej matematyce nie chodzi tylko o to, by wiedzieć, czy cię pani w piekarni nie orżnęła wydając resztę za bułki, tylko jest to nauka wspierająca umiejętność logicznego myślenia np. Bardzo lubiłam matematykę, mimo że na co dzień nie mam potrzeby używania wzorów skróconego mnożenia /te nie są potrzebne, by sprawdzić, czy pani w piekarni nie oszukuje mnie wydając resztę/.

Ale ja jestem chyba upośledzona, bo totalnie nie znam się na informatyce. :/

30.06.2020 12:53
4.4
1
kolega rumcajs
5
Legionista

Na każdym możliwym, talenty trzeba wyłapywać i promować, bo potem poziom innowacyjności jest jaki jest. Jak nie ma wystarczająco tęgich głów do opracowania systemu to patrzeć na kraje, gdzie takie coś działa i się sprawdza. Bronienie wykuwania na pamięć niepotrzebnych informacji z x dziedzin tekstami typu "to ćwiczy umysł :ddddd" jest dosyć kuriozalne, moim zdaniem.

30.06.2020 13:14
Bukary
4.5
1
Bukary
182
Legend

To nie tylko o lektury chodzi, ogólnie bolączką polskiego systemu edukacji jest kompletny brak specjalizacji i wyszukiwania talentów a zamiast tego stawianie na "normy programowe" czy jak to się tam zwie dla wszystkich łopatą po równo.

Tak. To również jest poważny problem. Nawet cała procedura oceniania matury wyraźnie pokazuje, że promuje się średniactwo. Słabi otrzymują jakąś (pozorną) pomoc w szkole. Na zdolnych zazwyczaj nie ma już czasu.

30.06.2020 13:45
Megera_
4.6
1
Megera_
105
Franca

kolega rumcajs

ja się oczywiście zgadzam, edukacja w Polsce na dziś wymagałaby gruntownych reform i totalnego przeformatowania, ALE staram się patrzeć też trochę pod innym kątem, i ten kąt mi ogniskuje na samym podejściu młodzieży w stylu "po co mi to", taka fuzja niechęci, pogardy i totalnego braku zainteresowania czymkolwiek.

30.06.2020 13:54
4.7
2
kolega rumcajs
5
Legionista

Pytanie "po co mi to" jest bardzo zasadne w wielu przypadkach, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. A oczekiwać od nastolatka, że zda sobie sprawę, że jest ponadprzeciętnie uzdolniony w jakiejś dziedzinie i jeszcze będzie wiedział jak to ukierunkować i wykorzystać oczywiście można. A będzie jak jest.

30.06.2020 15:33
Bukary
😉
4.8
6
Bukary
182
Legend
Image

Dokładna nauka elementów języka polskiego, interpretacji lektur i poezji, uczenie się tekstu na pamięć itp. jest całkowicie niepotrzebnym zajęciem marnującym i czas i energię młodych osób.

NewGravedigger

Pewnie, że tak. :)

Lepiej nie zmuszać tych, którzy niczego w życiu nie przeczytają, do czytania. Lepiej nie przeciążać pamięci, bo jeszcze się przez przypadek powiększy lub poprawi. Lepiej nie marnować energii na wysiłek interpretacyjny, bo doskonalenie umiejętności czytania ze zrozumieniem nikomu jeszcze szczęścia nie dało. Lepiej nie powiększać zasobu słownictwa, bo jeszcze się okaże, że będzie trzeba podjąć z kimś rozbudowaną konwersację. Lepiej nie ćwiczyć umiejętności skupienia uwagi przez dłuższy czas na jednej sprawie, ponieważ odzwyczaimy się od równoczesnego przeglądania poczty i zerkania na telewizor w czasie spożywania obiadu. Lepiej nie szukać inspiracji w szkolnych lekturach, bo jeszcze dojdziemy do wniosku, że ktoś przed nami rozwiązał istotny dla nas problem, więc w konsekwencji zgnuśniejemy. Lepiej nie czytać trudnych książek, bo możemy rozwinąć własny styl i, nie daj Boże, sami zaczniemy coś pisać, poszerzając krąg grafomanów. Lepiej nie zagłębiać się w dzieje bohaterów literackich, zwłaszcza tych z dawnych czasów, bo zaczniemy razem z nimi przeżywać archetypiczne dylematy i zamiast lepiej radzić sobie w życiu z własnymi, często podobnymi problemami, popadniemy w depresję. I wreszcie: lepiej nie czytać książek poruszających istotne dla społeczeństwa czy narodu kwestie, bo jeszcze się znajdziemy wśród tych szaleńców, którzy angażują się w obywatelskie inicjatywy, maszerując z idiotycznymi hasłami na transparentach wprost w ręce policji.

Tak, czytanie, interpretowanie i myślenie jest niebezpieczne. Lepiej słuchać Przywódcy, Ojca Wszystkich Zwierząt, Postrachu Ludzkości, Dobroczyńcy Owczarni, Przyjaciela Kacząt.

post wyedytowany przez Bukary 2020-06-30 16:27:57
30.06.2020 17:49
NewGravedigger
4.9
2
NewGravedigger
139
spokooj grabarza

Bukary

Ewidentnie umiejętności śmieszkowania się nie nabywa. Za to rgumentum ad absurdum już tak.

System edukacyjny w polsze najprościej mówiąc ssie pauke. Dzieciaki są zmuszane do uczenia się rzeczy których nie będą pamiętać za 6 miesięcy (ktoś potrafi powiedzieć, co to jest przydawka? zaimek liczebny? co eksportuje albo importuje francja? najwyższą górę poszczególnych kontynentów albo rzeki wpadające do wisły?), wykuwania na blachę Pana Tadeusza, zapamiętywania motywacji bohaterów literackich, czytania książek, które nie są dla każdego, a z niewiadomych przyczyn traktowane jak św. graale.

Zabawnym jest twierdzenie, że interpretacja tekstów uczona w szkołach ma dać efekt w postaci umiejętności czytani ze zrozumienie. Pewnie dlatego na lekcjach i testach królują klucze interpretacyjne nauczyciela, który nie wyobraża sobie wyjście poza schemat.

Powiększanie zasobu słownictwa? A na jakiej zasadzie niby się to odbywa - bez zajęć praktycznych umożliwiających wyuczenia się zastosowania nowo poznanego słowa czy określenia.

Książki poruszające istotne dla narodu kwestie? Konia z rzędem dla osoby, która wskaże mi nauczyciela skupiającego się faktycznie na tych aspektach, zamiast szablonowego przerabiania, wstępu, rozwinięcia i zakończenia, motywacji i odczuć bohatera. W życiu nie spotkałem nauczyciela, który potrafiłby powiązać tekst z nastrojami społecznymi panującymi w tamtych czasach, bądź nie daj boże, w regionie tworzenia.

post wyedytowany przez NewGravedigger 2020-06-30 17:57:06
30.06.2020 22:30
Milka^_^
4.10
2
Milka^_^
193
Zjem ci chleb

lifter
A przydało ci się coś z matmy poza dodawaniem, odejmowaniem, mnożeniem, dzieleniem i procentami?
Używasz do czegoś funkcji kwadratowej?

01.07.2020 00:05
kaitso
4.11
2
kaitso
24
Technologie

GRYOnline.plRedakcja

Koledzy powyżej widać, że nie dotrwali nawet do połowy tekstu Bukary, bowiem wyraźnie wskazuje on, że to nie "Dokładna nauka elementów języka polskiego, interpretacji lektur i poezji, uczenie się tekstu na pamięć itp." jest problemem młodzieży, ale logiczne myślenie.
Wielki szacunek dla autora wpisu, chętnie podzieliłbym się z nim niektórymi aplikacjami, które otrzymuję w ramach rekrutacji, ale RODO... ;) Też niejeden Miodek mógłby się na nich doktoryzować.

01.07.2020 00:50
Herr Pietrus
4.12
3
Herr Pietrus
185
Ubecka Wdowa

"Powiększanie zasobu słownictwa? A na jakiej zasadzie niby się to odbywa"

Na takiej samej zasadzie, kiedy na pierwszym roku studiów nie potrafisz sklecić nawet jednego zdania w jeżyku prawnym, a po pięciu latach choćby li tylko czytania tekstów ustaw oraz podręczników wchodzi ci on w krew mimochodem i jeszcze się potem dziwisz "dlaczego ci ludzie nie rozumieją, co to znaczy zażalenie na postanowienie o odrzuceniu zażalenia na postanowienie o...." :)

01.07.2020 11:46
Bukary
👍
4.13
Bukary
182
Legend

Koledzy powyżej widać, że nie dotrwali nawet do połowy tekstu Bukary, bowiem wyraźnie wskazuje on, że to nie "Dokładna nauka elementów języka polskiego, interpretacji lektur i poezji, uczenie się tekstu na pamięć itp." jest problemem młodzieży, ale logiczne myślenie.

Otóż to!

30.06.2020 11:39
Qverty
5
3
odpowiedz
3 odpowiedzi
Qverty
1
Pretorianin

Wystarczy przeczytać pierwsza z brzegu recenzję na tym portalu by dojść do wniosków, że niewiele się zmieniło (bo zakładam, że pracownicy tego portalu matury pisali już dawno temu).

Czytając Twojego posta Bukary zadam Ci jedno pytanie: po diabła starego na maturze jest ta interpretacja wiersza skoro wiadomo, że 99% ludzi w wieku maturalnym raczej nie jest wielbicielem poezji. Sam pamiętam jak moja polonistka przygotowując mnie do matury te 10 lat temu truła i męczyła bułę interpretacjami, które z natury będą subiektywne i każdy co innego może w danym wierszu dostrzec. Jak można utworzyć "klucz" do interpretacji.

30.06.2020 12:51
Bukary
5.1
Bukary
182
Legend
Image

Qverty

Nie ma żadnego "klucza" interpretacji na maturze. Już od co najmniej kilku lat. Kryteria oceniania interpretacji wiersza przedstawiają się tak, jak na załączonym obrazku.

Dlatego nie mam już czasem siły wdawać się w polemiki z osobnikami pokroju buk2017, którzy żyją w maturalnej przeszłości.

po diabła starego na maturze jest ta interpretacja wiersza

Interpretacja wiersza jest tylko jedną z możliwości. Nikt nie zmusza ucznia do wyboru tego właśnie zadania. Jeśli natomiast ktoś interesuje się poezją, to zyskuje możliwość pokazania swojej wiedzy i swoich umiejętności.

30.06.2020 15:24
5.2
Child of Pain
141
Legend

Juz nie wspominajac, ze Szymborska niepoprawnie tzn niezgodnie z kluczem zinterpretowała własny wiersz?

30.06.2020 15:41
Bukary
5.3
1
Bukary
182
Legend

Child of Pain

Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że to tzw. "miejska legenda", plotka zdementowana przez samego sekretarza Szymborskiej? Innymi słowy: duby smalone. Bujda na resorach.

Co więcej, od kilku lat nie ma już na maturze żadnego "klucza interpretacyjnego". Patrz wyżej [5.1].

post wyedytowany przez Bukary 2020-06-30 16:00:48
30.06.2020 11:40
HETRIX22
6
odpowiedz
3 odpowiedzi
HETRIX22
151
PLEBS

Przeczytałem ten tekst i nie ma tam nic ciekawego. Samo marudzenie na dzisiejszą młodzież bez jakiejś konkluzji co można by zrobić by to poprawić. Według mnie nic wartościowego, nawet dyskusji nie da się podjąć.

post wyedytowany przez HETRIX22 2020-06-30 11:41:59
30.06.2020 12:22
Bukary
6.1
Bukary
182
Legend

HETRIX22

Myślę, że maturzysta / uczeń znajdzie tam wiele ciekawych i przydatnych rzeczy. A diagnoza obecnej kondycji intelektualnej młodego pokolenia jest dobrym punktem wyjścia dyskusji.

Oczekiwałeś przedstawienia jakiejś strategii, dzięki której można zmienić ten stan rzeczy? Musiałaby ona uwzględniać przemodelowanie nie tylko polskiego systemu edukacji, ale w ogóle rzeczywistości, w jakiej żyjemy.

post wyedytowany przez Bukary 2020-06-30 12:23:41
30.06.2020 13:15
HETRIX22
6.2
1
HETRIX22
151
PLEBS

Biorąc pod uwagę to co napisałeś tym bardziej nie widzę sensu tego tekstu. Skoro nic na tą chwilę nie można zrobić to po co się denerwować w walce z wiatrakami? Dobre rady dla maturzystów zawsze są ok, ale charakter tego wątku raczej nie idzie w stronę pomocy uczniom.

30.06.2020 14:21
Bukary
6.3
1
Bukary
182
Legend

HETRIX22

COŚ się da zrobić. Nawet o tym pisałem kilka razy na forum. Stąd też moje "syzyfowe prace" w tekście. Ale od czasu strajku nauczycieli nabrałem takiego przeświadczenia, że społeczeństwo ma to w nosie. Ludziom wszystko jedno, jak wygląda szkolnictwo i czego się uczą dzieci. Byle tylko nauczyciel pełnił przez pół dnia funkcję niańki. A, szczerze mówiąc, bez poparcia społeczeństwa, które może wpłynąć na ludzi decyzyjnych, pedagogom pozostaje orka na ugorze, z której za wiele owoców nie będzie.

post wyedytowany przez Bukary 2020-06-30 14:23:52
30.06.2020 11:42
7
odpowiedz
16 odpowiedzi
buk2017
18
Legionista

A kto dał ci (celowo) prawo do oceniania tego czyja interpretacja jest tą jedyną poprawną i właściwą?
A no tak: za taką uznajesz tę którą wtłoczono ci do głowy za czasów twoich szkolnych lat.

Przypomnę że "polskiej matury" z interpretacji wiersza nie zdał jego autor.

Reszty bełkotu nie komentuje bo szkoda mi czasu na czytanie tych wypocin. Wyczuwam u ciebie ból (.) bo młodzi jednak potrafią myśleć samodzielnie i mają w (.) twoje zdanie.

Na koniec dodam (stara matura): z języka polskiego (pisemny) dostałem ocenę dopuszczającą (chyba z litości). Natomiast z biologii bardzo dobrą (zarówno pisemna jak i ustna). Dzisiaj jestem inżynierem biotechnologii. Tworzę nowy świat, pracuję/działam na rzecz całej ludzkości. A na Wesele Wyspiańskiego oddaje ciepły mocz.

post wyedytowany przez buk2017 2020-06-30 11:54:44
30.06.2020 11:47
lifter
😈
7.1
lifter
14
AntySejmita

buk vs Buk-ary - czyli 'odbierdol siem ot mlodzierzy, zgredzie!"

A 2x2 = tyle ile czlowiek zechce, po co sie opierac na tym, co nam kiedys wbito do glow!

post wyedytowany przez lifter 2020-06-30 11:47:48
30.06.2020 11:47
Qverty
7.2
1
Qverty
1
Pretorianin

Tworzę nowy świat, pracuję/działam na rzecz całej ludzkości.

Tak no bo świat to tylko nauka, technika i biotechnologia a kultura, język, sztuka i historia nie mają żadnego udziału w kształtowaniu człowieka. Nie wiem co gorsze, licealista który ma w dupie język i kulturę czy stary dziad który ma w dupie kulturę i sztukę ale czuje się lepszy bo on jest inżynierem i "tworzy świat". Jak się porozumiewasz z kolegami z pracy? Ciągami matematycznymi czy krzyżówkami genetycznymi?

post wyedytowany przez Qverty 2020-06-30 11:48:37
30.06.2020 12:18
Bukary
😂
7.3
2
Bukary
182
Legend

buk2017

A kto dał ci (celowo) prawo do oceniania tego czyja interpretacja jest tą jedyną poprawną i właściwą?

Tego rodzaju stwierdzenie jest doskonałym przykładem wielu problemów, które wymieniłem w tekście.

Odpowiedź krótka: prawo do oceniania matur uzyskałem od Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.

Odpowiedź nieco dłuższa: jestem ekspertem w dziedzinie, którą się zajmuję. Potwierdzeniem tego jest nie tylko praktyka zawodowa czy uzyskany przeze mnie certyfikat egzaminatora, ale też dorobek naukowy.

Odpowiedź merytoryczna: zawarta jest w powyższym tekście. Cytuję: "I chociaż, owszem, nie ma jednej poprawnej interpretacji, to mimo wszystko istnieje coś takiego, jak interpretacja niezgodna z tekstem lub obejmująca tylko jego sensy dosłowne".

Powtórzę: można zaproponować wiele różnych interpretacji, ale każda z nich musi być zgodna z tekstem (z tzw. intentio operis). Gdyby tak nie było, moglibyśmy pisać o niczym i nie na temat. Zgodnie z twoim tokiem rozumowania należałoby uznać, że wszystko, co uczeń napisze, ma sens w kontekście tematu pracy. A tak nie jest. Jak zaznaczyłem powyżej, stwierdzenie, że przytoczony w arkuszu tegorocznej matury wiersz Kamieńskiej porusza problem przeprowadzki nie jest jedną z możliwych interpretacji. Nie jest nawet nadinterpretacją. To po prostu bzdura.

A no tak: za taką uznajesz tę którą wtłoczono ci do głowy za czasów twoich szkolnych lat.

A to kolejna bzdura. Jestem chociażby autorem dość "obrazoburczego" odczytania tekstów znanego poety, które powstało w wyniku przeszczepienia tzw. teorii interpretanta Michaela Riffatere'a na grunt polski. Naprawdę trudno powiedzieć, żebym myślał "szablonowo" lub posługiwał się utartymi regułkami. Nie czytałeś tego, co napisałem, i nie uczestniczyłeś nigdy w moich zajęciach, więc nie masz żadnych podstaw do wydawania tego rodzaju opinii. Gdybyś zresztą uważnie przeczytał powyższy tekst, zauważyłbyś chociażby następujące zdanie: "Gdyby chociaż ktoś dokonał interpretacji tych "Gwiezdnych wojen" w stylu Grzegorza Brauna!". Ale nie zauważyłeś.

Reszty bełkotu nie komentuje bo szkoda mi czasu na czytanie tych wypocin. Wyczuwam u ciebie ból (.) bo młodzi jednak potrafią myśleć samodzielnie i mają w (.) twoje zdanie.

I nic nie zrozumiałeś. A napisałem kilka razy wyraźnie. Młodzi nie mają swojego zdania. Młodzi nie potrafią wyrazić swojego zdania. I nie potrafią logicznie rozumować. (Oczywiście, z zastrzeżeniem, że jest to uogólnienie).

post wyedytowany przez Bukary 2020-06-30 13:01:03
30.06.2020 13:17
7.4
buk2017
18
Legionista

Bukary
Mogą ci nawet Nobla dać w dziedzinie literatury za twoje wynaturzenia. Nic to nie zmieni. Twoja przydatność dla społeczeństwa będzie nadal zerowa.
Większym szacunkiem darzę pracowników komunalnych którzy zabierają moje śmieci i szambonurków niż polonistów.

30.06.2020 13:26
Yoghurt
7.5
3
Yoghurt
79
Legend

A widzisz, gdybyś jednak polubił jednego polonistę, znałbyś różnicę między wynaturzeniem a wynurzeniem.

Nie wymagam tego na przykład od pracownika komunalnego czy szambonurka (doceniam te zawody jak mało które), ale jak już ktoś z wyższością wypowiada się na tematy edukacji i poucza nauczycieli, mógłby się jednak wykazać większą wiedzą.

30.06.2020 13:31
Bukary
😂
7.6
2
Bukary
182
Legend

Większym szacunkiem darzę pracowników komunalnych którzy zabierają moje śmieci i szambonurków niż polonistów.

Przynajmniej wypowiedziałeś się z sensem: społeczna przydatność nauczycieli-polonistów (czy w ogóle humanistów?) jest żadna, w związku z czym należałoby usunąć ze szkół język polski (może poza nauką czytania i rozpoznawania liter w pierwszych klasach). Kolejnym krokiem będzie spalenie wszystkich dzieł literackich (a może nawet niektórych dzieł sztuki) jako zupełnie niepotrzebnych i poruszających tematy, które z naukowego punktu widzenia są psu na budę i "nie zmieniają świata" (w sensie: nie umożliwiają np. szybszego stawiania mostów). Filozofów też powinniśmy wygnać z miasta, bo - jak wiadomo - od nich się zaczęło to mącenie w egzystencjalnej kadzi, z którego kołaczy nie będzie.

Przy okazji: znasz opinię Einsteina na temat literatury? Wiesz może, jakie były jego ulubione książki? Pomogę:

Dzieła zebrane Goethego, "Don Kichot" Cervantesa i "Traktat o naturze ludzkiej" Hume'a.

Wnioski wyciągnij sobie sam.

30.06.2020 14:04
Face SHit
7.7
Face SHit
88
To ja mam Małego Wanse

Przypomnę że "polskiej matury" z interpretacji wiersza nie zdał jego autor. - Ale ty wiesz że to jest fake?

30.06.2020 14:08
Megera_
7.8
2
Megera_
105
Franca

Kto chce zobaczyć, jak Bukary odbiera Nobla za WYNATURZENIA, ręka w górę! /ja bym koniecznie chciała/

..no i to w zasadzie tyle w kwestii komentarza, nie ma to jak tzw "post samozaorujący się"

buk2017 może weź się ogarnij człowieku, trochę pomyśl albo przynajmniej przestań pisać, bo sam się dyskredytujesz /trudne słowo; zrozumiem jak nie zrozumiesz, wszak język polski jest mniej ważny niż szambonurkowie/

30.06.2020 14:21
wyś
😂
7.9
wyś
52
Aloha!

To, że durnia mieliśmy za prezydenta, to wiem. Ale, że w branży biotechnologii też tacy są, to nie wiedziałem.

30.06.2020 16:32
7.10
buk2017
18
Legionista

Yoghurt
Megera_
Muuauauaha. To wy p. jak łysy grzywką o kant kuli.
Wynurza to się okręt z wody.
wynaturzenie «rzecz, fakt lub zjawisko odbiegające od normy lub niezgodne z naturą»
Wynaturzanie to potocznie właśnie pisanie takich bredni (bo one są tak chore że właśnie wręcz wynaturzone). Może dodam że chodzi o "wynaturzenie literackie" bo jak widzę wam to jak się mówi "głodnemu chleb na myśl" i wynaturzenie kojarzy się tylko ze zboczeniem.
Tak więc to wam polecam się dokształcić zanim zaczniecie kogoś pouczać i sprawdzić w jakim kontekście można użyć tego słowa:
https://sjp.pwn.pl/slowniki/wynaturzony.html

Face SHit
I kolejny pseudo inteligent. Chyba jest to logiczne że nie zdawał matury. Napisał swoją interpretację "prywatnie" którą następnie egzaminator ocenił zgodnie z kluczem, bez wiedzy o tym że to nie jest twórczość maturzysty tylko autora wiersza.

Qverty
Jak się porozumiewasz z kolegami z pracy?
Jak widzisz po odpowiedziach wyżej: o wiele łatwiej niż tutaj. Nie muszę marnować czasu na tłumaczenie "wynaturzenia".

post wyedytowany przez buk2017 2020-06-30 16:45:54
30.06.2020 16:54
wyś
😂
7.11
wyś
52
Aloha!

Szkoda czasu na trolika, który za jakiś czas wyedytuje swoje posty.

Czegoś się wstydzi chyba ;)

post wyedytowany przez wyś 2020-06-30 16:55:31
30.06.2020 17:03
7.12
buk2017
18
Legionista

Bukary
Próbujesz być dowcipny ale ci to nie wychodzi.
Co do polskiego. Zapytaj dowolnego obcokrajowca a każdy powie to samo: na wuj wam "u" i "ó", "rz i "ż" czy "ch" i "h" skoro w wymowie nie ma różnicy.
Przypomnę że już wiele lat temu padł pomysł aby skończyć z tą językową prehistorią i pozbyć się tego z języka polskiego.

Racjonalizm mówi że istnienie ponad 150 języków jest bez sensu bo utrudnia komunikację. Cały świat od dziecka powinien być uczony i porozumiewać się po angielsku. Dlaczego właśnie po angielsku? Ktoś się oburzy bo przecież top jeden to chiński. Ale kto się będzie uczył kilku tysięcy tych znaczków? Potem w kolejności jest arabki. Tutaj zaś mamy "szlaczki. Miejsce trzecie na podium zajmuje ... język angielski. Po pierwsze i tak jest już językiem biznesowym i znanym językiem (jako drugi) dla wielu osób. Po drugie jest językiem stosunkowo prostym konstrukcyjnie i łatwym do nauczenia. Dwa pokolenia i mamy rozwiązany światowy problem komunikacji na całej planecie.
Ale tak się nie stanie właśnie przez takich ludzi jak ty co p. coś o jakiejś historii, kulturze i sztuce.
Pewnie kojarzysz: "filozofia dała podwaliny pod kablówkę". Nie k. to ludzka ciekawość i chęć ułatwienia sobie życia prowadzą do rozwoju. Nie literatura, kultura i sztuka. Bo gdyby tak było to by szkolne wycieczki nie łaziłyby po muzeach znudzone jak mopsy.

A z Einsteinem mi nie wyjeżdżaj bo to nie był żaden inteligent tylko zwykły cwaniaczek. Oczywiście bardziej bystry niż większość społeczeństwa. Koleś postawił takie tezy których ani nie będzie dało udowodnić ani obalić może i przez następne 500 lat bo naszej cywilizacji nawet nie da się odnotować na największej skali istnienia Wszechświata.

wyś
Te "detektyw" a co chciałbyś w nich znaleźć?
Brakło argumentów to zaczęło się obrażanie. W tym momencie to nawet Bukary prezentuje jakoś poziom względem was.

post wyedytowany przez buk2017 2020-06-30 17:07:20
30.06.2020 17:32
Yoghurt
7.13
Yoghurt
79
Legend
Image

Buk -> Te, polonista:

https://sjp.pwn.pl/slowniki/wynurzenie.html

Chodziło o "osobiste wyznania", a nie okręty podwodne. Ale brnij dalej.

Wynaturzanie to potocznie właśnie pisanie takich bredni

No jakby ci to powiedzieć - nie. ----->

Ale to zdanie o Einsteinie utwierdziło (nie utwardziło, żebyś nie pomylił) mnie w przekonaniu, że dotarłeś do szóstej gęstości.

post wyedytowany przez Yoghurt 2020-06-30 17:41:44
30.06.2020 17:39
wyś
😂
7.14
wyś
52
Aloha!

Kurcze, takiego to naprawdę miło poczytać, od razu humor lepszy :)

Ale, żeby mądrości życiowe inżyniera nie zaginęły przypadkiem po edycji, zrobię kopię zapasową :)

spoiler start

Co do polskiego. Zapytaj dowolnego obcokrajowca a każdy powie to samo: na wuj wam "u" i "ó", "rz i "ż" czy "ch" i "h" skoro w wymowie nie ma różnicy.
Przypomnę że już wiele lat temu padł pomysł aby skończyć z tą językową prehistorią i pozbyć się tego z języka polskiego.

Racjonalizm mówi że istnienie ponad 150 języków jest bez sensu bo utrudnia komunikację. Cały świat od dziecka powinien być uczony i porozumiewać się po angielsku. Dlaczego właśnie po angielsku? Ktoś się oburzy bo przecież top jeden to chiński. Ale kto się będzie uczył kilku tysięcy tych znaczków? Potem w kolejności jest arabki. Tutaj zaś mamy "szlaczki. Miejsce trzecie na podium zajmuje ... język angielski. Po pierwsze i tak jest już językiem biznesowym i znanym językiem (jako drugi) dla wielu osób. Po drugie jest językiem stosunkowo prostym konstrukcyjnie i łatwym do nauczenia. Dwa pokolenia i mamy rozwiązany światowy problem komunikacji na całej planecie.
Ale tak się nie stanie właśnie przez takich ludzi jak ty co p. coś o jakiejś historii, kulturze i sztuce.
Pewnie kojarzysz: "filozofia dała podwaliny pod kablówkę". Nie k. to ludzka ciekawość i chęć ułatwienia sobie życia prowadzą do rozwoju. Nie literatura, kultura i sztuka. Bo gdyby tak było to by szkolne wycieczki nie łaziłyby po muzeach znudzone jak mopsy.

A z Einsteinem mi nie wyjeżdżaj bo to nie był żaden inteligent tylko zwykły cwaniaczek. Oczywiście bardziej bystry niż większość społeczeństwa. Koleś postawił takie tezy których ani nie będzie dało udowodnić ani obalić może i przez następne 500 lat bo naszej cywilizacji nawet nie da się odnotować na największej skali istnienia Wszechświata.

spoiler stop

Nie zaprzątaj sobie głowy postami tutaj, idź pracować i działać na rzecz całej ludzkości :D

30.06.2020 17:48
7.15
buk2017
18
Legionista

Yoghurt
A zauważyłeś że wynurzenie nie jest określeniem pejoratywnym?
Napiszę więc tak może w końcu zrozumiesz: wynaturzone wynurzenia Bukarego.
wyś
Może gdybyś ty był inżynierem (typowa zazdrość wyłazi, typowa polaczkowatość) to byś potrafił odpowiedzieć pod odpowiednim komentarzem zamiast tego "nie tutaj".

post wyedytowany przez buk2017 2020-06-30 17:52:15
30.06.2020 21:45
wyś
😂
7.16
wyś
52
Aloha!

buk2017
Jesteś przezabawny :) Niestety mam mgr inż.,ale nie muszę edytować postów, by zacierać swoje głupie wywody :P

typowa polaczkowatość
Napisał Januszek :D

30.06.2020 11:46
Yoghurt
8
3
odpowiedz
5 odpowiedzi
Yoghurt
79
Legend

Pan Młody był "chamskim chultajem"

Doceniłbyś chociaż próbę aliteracji (lubię ten zabieg), pomimo błędu.

Diagnozę przyczyn tego stanu rzeczy pozostawiam jednak czytelnikom.

Nie posuwałbym się tu całkiem do standardowego "kiedyś było lepiej a wódka już nigdy nie będzie tak pyszna i pożywna", bo historycznie stosunek ilości głąbów i jednostek myślących utrzymuje się na mniej więcej stałym poziomie, odkąd człowiek nauczył się obsługiwać patyk do okładania drugiego człowieka po łbie. Jednostki wybitne to zawsze był margines w owczarni, przy czym wygląda po prostu na to, że spektrum tej wybitności nieco się poszerzyło i dziś, by być w miarę ogarniętym, wystarczy wykazać minimum wysiłku w jakiejkolwiek dziedzinie. Takie właśnie minimum wystarczy, by odnieść sukces. I tu jest chyba pies pogrzebany - zostaliśmy (konkretnie, jako Polacy) wychowani w etosie wiedzy ogólnej, nadal patrzymy na uczniów jak na Baczyńskich, którzy pomiędzy dyskusjami o filozofii uczyli się chemii na poziomie profesorskim, a na przerwach rozpracowywali teorie gospodarcze, ale tak nie jest. I właściwie to nigdy nie było, bo choć poziom nauczania ogólnego faktycznie spadł, gdy porównamy programy przedwojenne, PRLowskie i najnowsze, to odsetek jednostek wybitnych we wszystkim nadal się nie zmniejszył ani nie zwiększył w jakimś zauważalnym stopniu. Po prostu przeszliśmy płynnie (ze względu na kulturową dominację jednej sfery językowej) na anglosaski model specjalizacji, w którym od profesora chemii nie będzie się wymagało znajomości literatury pięknej. To, czy ją pozna, będzie kwestią tylko i wyłącznie jego własnej inicjatywy, a nie wymogu w pracy czy nawet w towarzystwie (aczkolwiek gdy trafi na kogoś oczytanego, może być mu głupio - cóż, jego wybór).

Jestem daleki od postulowania, by majster na budowie czy kierowca TIRa musiał znać "Wesele" - zgodzę się z diagnozą wielu uczniów, którzy twierdzą "po co mi to". Cóż, właściwie to po nic. Nie chcesz, nie musisz, możesz być świetnym hutnikiem, nie przeczytawszy w życiu ani jednej książki (wystarczy instrukcja obsługi pieca, ale w razie czego obczaisz ją na jutubie). I to jest okej.

A raczej byłoby okej, gdyby nie powszechny dostęp do platform, na których można się swobodnie wypowiadać niezależnie od proweniencji. Kiedyś hutnik rozmawiał głównie z innymi hutnikami, profesor astronomii z astronomami - bańki poglądowo-kulturowe powstawały w naturalny sposób, gdyż zawody i klasy społeczne rzadko miały okazję się mieszać z naturalnych względów, a szury wszelkiego autoramentu były znane tylko w swoim zamkniętym środowisku. W dobie mass-mediów, globalizacji i oczywiście internetu wydaje się, że liczba wyjątkowych głąbów, proepidemików i płaskoziemców nie potrafiących wyciągać wniosków z najprostszych danych statystycznych rośnie, natomiast ona, podobnie jak liczba jednostek wybitnych, jest stała (z małymi odchyłami w zależności od mody) i w sumie niewielka, ale po prostu ktoś dał im możliwość wypowiedzi. podobnie jak ktoś umożliwił szerzenie swoich mądrości żonom piłkarzy, Grzesiakom, ale też DeGrasowi Tysonowi czy Nye'owi, którzy mogą dotrzeć ze swoimi opowieściami różnej treści do szerszej publiki. Problem w tym, że poszukiwanie wiedzy zawsze było kwestią indywidualną. i pod tym względem cwaniaczek z Pragi z 20-lecia międzywojennego nie różni się niczym od typa, który napisał o imprezowaniu na Weselu - obaj postanowili z własnej woli lub z powodu uwarunkowań społecznych zatrzymać się na pewnym etapie i nie iść dalej. I nic mi do tego. Powiem więcej - dzięki temu osoby z większymi ambicjami (jakimikolwiek) wydają się wybitniejsze, niż są w rzeczywistości, więc łatwiej odnoszą sukces w gronie owiec, zatem moje życie wygląda lepiej, chociaż nie mam zasobem wiedzy startu do absolwenta gimnazjum i liceum Batorego z międzywojnia.

Podsumowując - bałwanów i nieogarów było, jest i będzie więcej, niż ludzi sensownych. Obecnie maturę może napisać każdy, bo dostęp do edukacji (tak jak do internetu) jest szerszy, niż 30, 50 czy 100 lat temu, a zatem liczba durnych prac wydaje się większa. A zapewne, gdyby wszystkich nawet i te 20 czy 30 lat wstecz posyłać do ogólniaków, zamiast do szkół zawodowych i techników, poziom prac wydawałby się podobny do opisanego tutaj.

post wyedytowany przez Yoghurt 2020-06-30 12:26:58
30.06.2020 11:53
8.1
2
buk2017
18
Legionista

Dokładnie. Mój dziadek ukończył jedynie 6 klas szkoły podstawowej. Swoje 30 lat "odpracował". Dożył sędziwego wieku. Nigdy bym nie powiedział że "był głupi". Znał się na wielu rzeczach np. mechanice, ogrodnictwie. Do niczego mu nie była potrzebna wiedza o tym co jest stolicą czegoś tam, jak jest zbudowana nerka, czy co miał na myśli autor jakiegoś tam "dzieła".

30.06.2020 12:42
Bukary
8.2
Bukary
182
Legend

Jestem daleki od postulowania, by majster na budowie czy kierowca TIRa musiał znać "Wesele" - zgodzę się z diagnozą wielu uczniów, którzy twierdzą "po co mi to". Cóż, właściwie to po nic. Nie chcesz, nie musisz, możesz być świetnym hutnikiem, nie przeczytawszy w życiu ani jednej książki (wystarczy instrukcja obsługi pieca, ale w razie czego obczaisz ją na jutubie). I to jest okej.

I też się z tym zgadzam, czekając z niecierpliwością na obiecany przez PiS rewolucyjny rozwój szkół branżowych (który zapewne nigdy nie nastąpi), gdzie uczniowie nie będą zmuszani do zdobywania wiedzy ogólnej.

Mnie jednak, co chyba dość wyraźnie zaznaczyłem, nie chodzi o to, że każdy powinien znać kanon dzieł europejskiej kultury (w tym "Wesele"). Nie jestem też przeciwnikiem skrajnej specjalizacji. Chodzi o to, że współczesny uczeń nie potrafi skonstruować logicznej wypowiedzi i przedstawić swojej opinii na dosyć prosty temat, który w gruncie rzeczy nie wymaga jakiejś szczególnej wiedzy. A tym bardziej uczeń liceum ogólnokształcącego, a nie placówki zawodowej, który, wybierając tego rodzaju szkołę, zgodził się na przyjęcie na swoje barki określonych obowiązków (także "lekturowych"). Mało tego, współczesny uczeń często nie potrafi ubrać swoich myśli w poprawne językowo zdanie, chociaż cały świat tekstowy stoi przed nim otworem. Posługuje się więc i w mowie, i w piśmie dziwnym, bełkotliwym narzeczem, często nie odczuwając nawet niestosowności stylistycznej tego, co mówi czy pisze.

I pewnie zgodziłbym się ze stwierdzeniem, że (biorąc pod uwagę jakieś dane statystyczne) zawsze tak było. Dlaczego jednak z roku na rok jest pod tym względem coraz gorzej w określonym środowisku uczniowskim? Nie widzę tutaj stałej wartości. Widzę tendencję spadkową. Pogarszają się (co zrozumiałe w dobie ekspansji kultury obrazkowej) kompetencje językowe młodych ludzi. Ale mam też wrażenie, że pogarszają się w ogóle kompetencje związane z myśleniem.

post wyedytowany przez Bukary 2020-06-30 12:55:54
30.06.2020 13:02
Yoghurt
8.3
1
Yoghurt
79
Legend

Jeśli chodzi o spójne przedstawianie poglądów czy zdolności językowe - obaj wiemy, że język się zmienia. Celowo nie używam słowa "ewoluuje", bo żyjemy w erze postępu, ale tez pośpiechu, który wymusza jak najszybszą (a zatem często chaotyczną) komunikację. W tym wypadku nastąpiła niestety dewolucja wywołana komunikatorami, SMSami i streszczeniami z jutuba i w tym wypadku mogę się zgodzić, że (zwłaszcza z twojego, jako polonisty, punktu widzenia) jest gorzej. Ale młodzieży to wystarcza - wypowiada się chaotycznie, stosuje strumień świadomości, ale interlokutorzy, nawykli do tej metody (sami się nią posługują), rozumieją, o co chodzi. Korzystają z tych samych kodów kulturowych i wzorców językowych, zapożyczeń i skrótowców (które mnie osobiście dobijają) i świetnie się w ten sposób dogadują. Romantycy sprzed wieków zapewne twój czy mój sposób formułowania myśli uznaliby za prymitywniejszą formę języka (a przeczytawszy dowolną rozmowę na mesendżerze padliby na suchoty o kilka lat wcześniej). Tak czy siusiak, choć może się to nie podobać, taka forma uproszczonej komunikacji, wymuszona zmianami społecznymi, jest wystarczająca w obecnych realiach. Ba, przecież nawet we współczesnej literaturze ta niedbałość zaczyna zdobywać popularność i uznanie (patrz - Masłowska, której osobiście nie znoszę, choć wiem, ze jest to zabieg celowy, a nie nieświadomy bełkot), bo oddaje ducha czasów, w których żyjemy.

I pewnie zgodziłbym się ze stwierdzeniem, że (biorąc pod uwagę jakieś dane statystyczne) zawsze tak było. Dlaczego jednak z roku na rok jest pod tym względem coraz gorzej w określonym środowisku uczniowskim? Nie widzę tutaj stałej wartości. Widzę tendencję spadkową.

Nie wątpię, że takich prac przewija się przez komisje więcej - po części ze względu na to, że, jak wspomniałem, więcej osób trafia do szkół, do których iść nie musi, nie powinna bądź nie chce (ale nie ma większego wyboru). A po części dlatego, że ludzie porozumiewają się inaczej (patrz wyżej). Tobie się to nie podoba, mi też nie, natomiast wydaje mi się, że w obecnej rzeczywistości spójne formułowanie myśli i poglądów nie jest premiowaną umiejętnością (wzorce płyną z mediów), a zatem wielu ludzi odpuszcza sobie ją na etapie podstawówki czy gimnazjum, wybierając inne zainteresowania. I dobrze by było, gdyby faktycznie za tymi zainteresowaniami szły jakieś realne umiejętności (by dalej ciągnąć przykład dobrego hutnika). Czy tak jest w istocie, i z tych bałwanów, którzy nie wiedzą, że kreacja nie odnosi się tylko do kiecek, wyrosną jeszcze na przykład przyzwoici programiści czy lekarze, dowiemy się za kilka lat. Też chciałbym podczas wizyty w przychodni porozmawiac z młodym doktorem inaczej niż BRB, LOL, XD, ale jak przyjdzie co do czego i wypisze mi prawidłową receptę albo nastawi złamaną rękę, to przywyknę do nowej formy komunikacji :P

post wyedytowany przez Yoghurt 2020-06-30 13:27:56
30.06.2020 13:31
Megera_
8.4
Megera_
105
Franca

Yogh

i nie sposób się nie zgodzić z tym, co napisałeś, ale /sytuacja skrajna, ubarwiona/ wyobraź sobie, że taki umysł głębszą myślą nieskalany będzie Twoim, powiedzmy, zwierzchnikiem /w jakiejkolwiek kwestii/. Jak się w ogóle zdewaluowało hasło "autorytet". Kiedyś autorytetem był jakiś profesor, osoba wykształcona, o wysokim IQ, mająca charyzmę, etc etc. Dzisiaj dla niektórych autorytetem jest, no nie wiem, np Trybson - bo ma lekkie życie, kasę i panienki. Więc w zasadzie po co komuś rozum i kształcenie tegoż, skoro ewidentnie widzimy, że by mieć życie w krainie kucyków Pony, to nawet czasem nie trzeba się specjalnie starać?
I zapewne masz rację, x lat temu procent społeczeństwa zgłąbiałego był pewnie podobny, to nie jest zależne od mutacji na poziomie genomu - ale jest to zależne od globalizacji, dostępu do technologii itd, a w końcowym efekcie do czerpania wzorców po najmniejszej linii oporu.

Bukary
bardzo dziękuję za wzmiankę o oczekiwaniach i jednocześnie rozczarowaniach licealisty - to jest totalnie prawdziwe, odnoszę wrażenie, że jakoś się tak utarło, że teraz każdy powinien skończyć liceum OGÓLNOKSZTAŁCĄCE. A potem zaczyna się pyskowanie w stylu "po co mi ta geografia jak jestem na mat-fizie". To jest dla mnie skrajnie niezrozumiałe, człowieku, idziesz do liceum OGÓLNOKSZTAŁCĄCEGO, tam będą /a przynajmniej powinni/ wymagać od ciebie, że rozwiążesz równanie, zinterpretujesz wiersz, będziesz wiedział, gdzie leżą Andy oraz że człowiek ma dwa moczowody. Przecież to jest semantyka - ale dzisiaj, mam wrażenie, "ogólnokształcące" nie wypływa z definicji, tylko "muszę tam iść, bo jak nie pójdę to powiedzą że jestem debilem".
Na koniec, troszkę gwoli pocieszenia, napiszę, że moja mama jest nauczycielką z 30letnim stażem pracy, i z roku na rok też odnosi wrażenie, że jest coraz gorzej - spadają oczekiwania i rezultaty, za to roszczeniowość i pretensje wzrastają.

30.06.2020 16:54
wyś
8.5
wyś
52
Aloha!

Nie tutaj.

post wyedytowany przez wyś 2020-06-30 16:54:36
30.06.2020 11:59
A.l.e.X
😊
9
odpowiedz
5 odpowiedzi
A.l.e.X
129
Alekde

To nie jest tak że młodzi ludzie to w 100% kretyni. Sam jak jeszcze zarządzaniem firmami zatrudniałem przeważnie ludzi mlodych tuż po studiach w wieku 25-26 lat. Czesto musiałem wybierać z kilku naprawdę wybitnych jednostek. Nie tylko oczytanych, b. inteligentnych co znajacych czesto biegle 3 języki i majacy własne pasje i zainteresowania. Nawet czasem zalowalem że w danym momencie nie moge zatrudnić wiecej. Czasem szukając jednej osoby zatrudniałem dwie bo były tak dobre. Sam po studiach nie byłem tak przygotowany. Nawet mówiłem do HR że dzisiejsza młodzież jest nadzwyczajnie wykształcona. Niemniej w tym całym chwaleniu jest jedno ale przewaga kobiet nad mężczyznami to przepaść jak 50 do 1. Dlatego w naszych firmach zalogi są z przewagą kobiet, co wiecej młode kobiety i stare dziadki ;)

30.06.2020 12:07
Yoghurt
9.1
Yoghurt
79
Legend

Dlatego w naszych firmach zalogi są z przewagą kobiet, co wiecej młode kobiety i stare dziadki ;)

A to akurat łatwo wyjasnić - jak się przez tysiąclecia miało pod górkę i otrzymało się wreszcie dostęp do edukacji i rynku pracy, to stara się bardziej niż ktoś, kto zawsze miał łatwiej i dopiero teraz zderza się z rzeczywistością. W firmach, gdzie zamiast sztucznych parytetów zatrudnia się wedle zdolności widać spory dysonans poziomu umiejętności i edukacji między płciami. A nawet w tych spółkach, gdzie parytety ustawowo wprowadziły element żeński kobiety też wysilają się mocniej (zazwyczaj, jak zawsze są wyjątki) by udowodnić, że nie pracują tylko dlatego, że kazano je zatrudnić albo dlatego, że zgodnie z seksistowskimi normami sprzed lat robią dobrze dyrektorowi pod biurkiem.

post wyedytowany przez Yoghurt 2020-06-30 12:10:15
30.06.2020 12:13
9.2
kolega rumcajs
5
Legionista

Tylko 50 do 1? Co tak suabo.

30.06.2020 12:43
9.3
velociraper
34
Generał

Bo ma tylko o 1 dziurę użytkową mniej na dole.

30.06.2020 12:45
Bukary
😉
9.4
Bukary
182
Legend

Bardzo jestem ciekaw twojej opinii, Aleksie, za jakieś 10 lat, kiedy obecne młode pokolenie wkroczy w okres poszukiwania pracy.

30.06.2020 13:10
9.5
kolega rumcajs
5
Legionista

Za 10 lat to rynek pracy nie będzie dosłownie w niczym przypominał obecnego. Poza tym do tej pory kobiety osiągną pewnie przewagę 150:1 co najmniej, także "game over, man, game over" (t. Private William Hudson).

30.06.2020 12:44
Face SHit
10
odpowiedz
1 odpowiedź
Face SHit
88
To ja mam Małego Wanse

Tekst długi, dlatego pozwolę sobie skakać po łebkach.

2.
W opinii Józefa Tischnera zdanie Heideggera o ludziach: „Najbardziej daje do myślenia to, że jeszcze nie myślimy”, jest „jak policzek wymierzony współczesnemu światu”. Na podstawie tekstu sformułuj dwa argumenty uzasadniające to przekonanie Józefa Tischnera.
Argument 1.:
Argument 2.:

W żadnym z arkuszy nie znalazłem w pełni poprawnej odpowiedzi. W żadnym. A to wcale nie było jeszcze najtrudniejsze z poleceń na tegorocznym egzaminie. Uczniowie zupełnie nie zrozumieli tego tekstu (i polecenia). W głowie większości z nich uruchomił się moduł stereotypowego myślenia, w konsekwencji czego uznali, że jest rzeczą niemożliwą, aby jakiś autorytet podważał rolę światopoglądu naukowego w procesie zgłębiania najważniejszych dla człowieka wartości. Przytaczane przez nich argumenty koncentrowały się więc na wykazaniu powszechnej prawdy objawionej: że nauka wielką jest. A, jak widzimy, polecenie dotyczyło czegoś zupełnie odwrotnego: uczeń musiał wykazać, że współczesna nauka wcale nie jawi się jako domena "myślenia", jeśli spojrzeć na to zagadnienie z określonej (Heideggera czy Tischnera) perspektywy.

To nie jest ten fragment matury który ma być opisywany według własnej interpretacji? Skończyły się czasy gdzie analizy tekstów mają odbywać się według klucza. I dzięki Bogu zresztą. Jeżeli analiza ma ręce i nogi, tworzy jednolitą i logiczną całość, a nie wchodzi w ramy przyjętej przez ogół interpretacji, nie znaczy że jest błędna, bo ten czy inny autorytet myślał w innych kategoriach. Ktoś przez swój inny od powszechnie przyjętego światopoglądu może mieć inne zdanie na dany czy inny temat. Więc szufladkowanie się w pracy interpretacyjnej jest totalną i niezrozumiałą przeze mnie głupotą.

Jak dziś pamiętam konsultację z moją polonistką. Kilku z chłopaków, w tym ja wzięło interpretację wiersza jako pracę pisemną. Każdy powiedział jak interpretował i polonistka wygłosiła swój komentarz. Każdego pochwaliła za rzetelną interpretacje, ale jednego kolegę ochrzaniła, że nie o to chodziło w danym wierszu, według niej oczywiście. Jak się później okazało uzyskał z interpretacji najwięcej punktów. I wiem że to nie ten typ zadania, ale mają do siebie niezwykle blisko.

Stereotypowe myślenie to też poniekąd analiza.

3. Tak naprawdę sam sobie tutaj odpowiedziałeś. ,,Ludzkie towrzywo'' i tyle. To powinno zamknąć wszelkie rozważania w tym punkcie.

5. Bzdura! Ja na swojej maturze wybrałem interpretację wiersza tylko i wyłącznie dlatego że nie wiedziałem od jakiej strony ugryźć proponowany temat w pracy pisemnej. Jeżeli ktoś potrafi myśleć na wielu płaszczyznach, potrafi spojrzeć oczami innych ludzi to bez problemu sobie poradzi. Problemem interpretacji wiersza jest to że należy wystrzegać się pewnych rzeczy które mogą udupić naszą pracę. Jeżeli nie jest się pewnym nie należy pisać zbyt wiele o autorze, jego twórczości i czasach w których tworzył. Błędy informacyjne w tym przypadku są bardzo kosztowne. Przy mojej pracy co prawda rzuciłem bezpośrednio że artysta tworzył w XXw. bo to wynikało z tekstu jako takiego. Więc w moim przypadku się udało, ale nie róbcie tego jeżeli nie jesteście pewni. I po raz kolejny praca interpretacyjna jest wolna od wszelkich kluczy.

7. Tutaj uważam że wina leży po stronie szkolnictwa. W końcu po coś ta szkoła jest, ale nie trzeba uczyć dzieciaki według szablonu/klucza, a jak ktoś myśli później szablonowo to jest wielkie zdziwko że ludzie myślą jednowymiarowo i ,,płasko''.

8. Warto się wiec zastanowić gdzie leży problem. Myślę że tutaj problem leży we współczesnych mediach i łatwości w dostępie do nich. Dziś nie trzeba myśleć. Dziś się tylko konsumuje. Dziś rządzi konsumpcjonizm i to jest między innymi czynnik za to odpowiedzialny.

9. Wracamy jednak do narzekań. Wisienką na torcie żenady jest forma językowa wypracowań maturalnych. I tutaj ciekawostka: jak zwykle, uczniów z tzw. dostosowaniem kryteriów oceniania (dysleksja, dysgrafia, dysortografia) było sporo. Ale pod względem językowym wypadają oni zazwyczaj lepiej od uczniów bez dostosowań. Przyczyny takiego stanu rzeczy spróbujcie sami określić. Tak czy inaczej, poziom kompetencji językowych maturzystów woła o pomstę do nieba. Nie chodzi w tym wypadku tylko o typowe błędy językowe (składniowe, fleksyjne, frazeologiczne), bo do nich wszyscy jesteśmy już przyzwyczajeni. Uczniowie piszą wyjątkowo niespójnie. Nie potrafią powiązać ze sobą sąsiednich zdań, żeby przeprowadzić logiczny wywód. Ciągle, bez językowego ostrzeżenia, zmieniają temat. Na kartach arkusza maturalnego płyną więc rwące strumienie świadomości, w których każdy czytelnik może łatwo utonąć. Tego się po prostu nie da czytać.

Sam cierpiałem na dysleksje+dysgrafię i miałem możliwość pisania matury w ramach których przysługiwały mi dodatkowe minuty na egzaminie. Odmówiłem bo uznałem że nie potrzebuje, bo nie uważam tego za problem. Ba są nawet badania które mówią że dysleksja ma swoje dobre strony. Co prawda dysgrafia może być uciążliwa, ale do wypracowania i oduczenia.
Też nie ma się czego spodziewać po osobach które korespondują z innymi ludźmi w taki sposób:

Ty stary
jprdl
Ale ta baba się uwzięła
Głupia baba xd
idzesz na szluga mordo?

Przekleństwo naszych czasów. Dziś nie ma potrzeby wśród młodego pokolenia tworzenia złożony zdań.

Tyle. Więcej mi się już nie chce. Może potem do czegoś więcej się odniosę.

Spoko Bukary, rozumiem cię. Wiem o co ci chodzi, ale musisz przyjąć do wiadomości to że charakterystyka społeczeństwa mocno się zmienia. Patrząc na dzisiejsze młode społeczeństwo widać to jak na dłoni, ale to oni będą borykać się z potencjalnymi problemami jakie to za sobą przyniesie.

post wyedytowany przez Face SHit 2020-06-30 12:57:14
30.06.2020 13:11
Bukary
10.1
Bukary
182
Legend

To nie jest ten fragment matury który ma być opisywany według własnej interpretacji? Skończyły się czasy gdzie analizy tekstów mają odbywać się według klucza.

Mam wrażenie, że nie przeczytałeś uważnie tego fragmentu mojej wypowiedzi. Chodzi o pytanie testowe, które sprawdza poziom zrozumienia przeczytanego tekstu (filozoficznego). Trudno, żeby tego rodzaju pytanie nie miało jakiegoś "klucza". Gdy natomiast idzie o wypracowanie maturalne, to zestawu poprawnych odpowiedzi rzeczywiście nie ma już od dawna.

3. Tak naprawdę sam sobie tutaj odpowiedziałeś. ,,Ludzkie towrzywo'' i tyle. To powinno zamknąć wszelkie rozważania w tym punkcie.

Szczerze mówiąc, nie za bardzo rozumiem.

5. Bzdura!

Ale co konkretnie jest bzdurą? To, że zdecydowana większość uczniów, którzy piszą interpretację wiersza, nie zdaje matury? Ty sobie poradziłeś. Gratulacje! (Ile miałeś punktów za wypracowanie?) Ale łatwiej jest poradzić sobie z rozprawką.

Dziś nie trzeba myśleć. Dziś się tylko konsumuje.

Z tym się trudno nie zgodzić.

Wiem o co ci chodzi, ale musisz przyjąć do wiadomości to że charakterystyka społeczeństwa mocno się zmienia.

Ależ ja to przyjmuję do wiadomości. Opisuję tylko problem, co wcale nie znaczy, że będę biegał po ulicach z transparentem: "Więcej książek, a mniej komórki!".

30.06.2020 13:48
11
odpowiedz
2 odpowiedzi
b212
86
Generał

Rozwiązanie zagadki wg Onetu:

Tischner w swoim eseju podejmuje temat myślenia i braku myślenia przez współczesnych ludzi. Autor przedstawia dowody na myślenie człowieka, takie jak rozwój nauki, techniki i wskazuje, że to nie wystarcza, że nadal cechuje nas brak myślenia. Odsyła czytelników do poszukiwania logicznego myślenia w filozofii i uczeniu się myślenia od filozofów.

To jest poprawna odpowiedź? :o Bo ja bym w życiu czegoś takiego nie napisał, to brzmi jak jakieś streszczenie a nie wykonanie polecenia. Wg mojej logiki to piętrzyły się przed oczyma skutki nieprzemyślanych decyzji ekonomii i polityki oraz spory, jakie ze sobą prowadzimy, a zwłaszcza sposób ich prowadzenia, dość gruntownie temu przeczą uzasadniają przekonanie Tischnera. Może ludziom to zadanie nie szło, bo cała reszta tekstu to cytaty więc nie przekonanie Tischnera a Heideggera? Do tego stres i jesteś w dupie.

post wyedytowany przez b212 2020-06-30 13:50:52
30.06.2020 14:07
Bukary
11.1
1
Bukary
182
Legend

Od lat przestrzegam przed korzystaniem z publikowanych przez portale internetowe odpowiedzi. Często są błędne, niekompletne itp. Proponowane odpowiedzi można zawsze znaleźć na stronie CKE po zakończeniu sesji egzaminacyjnej. To po pierwsze. Po drugie, chyba pomyliłeś pytania. ;) Jeśli dobrze zrozumiałem, masz na myśli zadanie 10., a przytaczasz opublikowaną odpowiedź do zadania 13.

I na koniec: tekst z Onetu to nie jest w pełni poprawna odpowiedź (do zadania 13.). Ponieważ sesja egzaminacyjna jeszcze się nie skończyła, nie mogę jednak opublikować odnośnika do proponowanych rozwiązań.

post wyedytowany przez Bukary 2020-06-30 14:09:48
30.06.2020 15:02
👍
11.2
b212
86
Generał

Ugh, /facepalm/, trafiłem na jakąś stronkę gdzie ktoś pokiełbasił pytania i byłem pewien że 13 to 10, d'oh, nieważne :D

30.06.2020 14:04
Jamminsession
12
2
odpowiedz
Jamminsession
85
Konsul

Braki w samodzielnym myśleniu popiera jakieś 43 % i są to dość swieże informacje .

30.06.2020 14:21
Bartimaeus
13
odpowiedz
1 odpowiedź
Bartimaeus
110
Czyżyk

To jedyny wniosek dlaczego jest tak, a nie inaczej jest taki, że młodzież coraz mniej czyta? Serio, tylko tyle?

30.06.2020 14:28
Bukary
13.1
1
Bukary
182
Legend

Tylko tyle znalazłeś, bimbrowniku? ;)

Wyraźnie napisałem, że nie podaję przyczyn takiego stanu rzeczy. Choć na końcu (i na początku) co nieco zasugerowałem. I nie, nie chodzi tylko o dobrze już znaną prawdę, że młodzi ludzie nie czytają książek. Nie chodzi też wyłącznie o nieudolność nauczycieli czy fatalny system edukacji.

post wyedytowany przez Bukary 2020-06-30 14:30:25
30.06.2020 14:38
14
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Cat In The Hat
1
Legionista
Image

Co do "mlodzi nie czytaja", to chcialbym zauwazyc, ze odnosi sie to nie tylko do ksiazek.
W grach tez dialogi i monologi coraz prostsze i wszystko czytane. Zalaczony obrazek to hiperbola obrazujaca o co mi chodzi.
Kiedys quest w World Of Warcraft potrafil miec sciane (trzeba bylo scrollowac w okienku) fabularyzujacego go tekstu, dzis taki sam quest ma tego tekstu dwie linijki.

Przyklady mozna by mnozyc, choc sa wyjatki i rodzynki, jak np. Disco Elysium czy gry z serii Pillars Of Eternity.

Ale ogolnie to mlodzi nie czytaja NICZEGO.

post wyedytowany przez Cat In The Hat 2020-06-30 14:41:09
30.06.2020 15:39
14.1
1
Child of Pain
141
Legend

Tyle, ze starsze gry Bioware a nowe Dragon Age czy Mass Effecty tworzyly zupelnie rozne osoby. A questy w WoW-ie jak to w mmorpgach to tylko pretekst do masowego zabijania, nie mialy za duzo sensu na poczatku, nie maja sensu teraz. Swoja droga nawer rtsy Warcraft nie mialy wybitnej fabuly.
Co do mlodych mam wrazenie, ze nie czytaja nawet zmian aktualizacji do Fortnite :).

30.06.2020 15:04
MiniWm
😈
15
odpowiedz
MiniWm
188
PeaceMaker
30.06.2020 15:37
Paudyn
16
odpowiedz
3 odpowiedzi
Paudyn
198
Kwisatz Haderach

uczniowie mają ogromne problemy ze zrozumieniem jakiegokolwiek tekstu

To nie jest tylko problem dzisiejszych uczniow i Polski. Komunikuje sie z ludzmi 30+ w calej Europie i wielu z nich nie jest w stanie zrozumiec wiadomosci zawierajacej 2-3 zdania zlozone, natomiast zdania proste nalezy "jak najszczelniej zamykac", aby zminimalizowac ryzyko dziwnych interpretacji i nieporozumien.

post wyedytowany przez Paudyn 2020-06-30 15:37:49
30.06.2020 15:59
MiniWm
😈
16.1
MiniWm
188
PeaceMaker

to spotkanie mogloby byc mailem ;)

post wyedytowany przez MiniWm 2020-06-30 15:59:27
30.06.2020 23:27
Hydro2
16.2
Hydro2
125
Legend

Bo po cholerę tracić czas i życie na ogólniki. Ja jestem facetem, a facet ma myśleć prosto i bezpośrednio, a nie rozwlekać interpretacje interpretacji na atomy atomów. W rozrywce to samo: nigdy nie zrozumiem uwielbienia złożonej i skomplikowanej fabuły czy to w filmach, czy serialach, czy nawet grach. To wszystko ma być rozrywka, a takie rozwlekanie może bawić co najwyżej .... polonistę, którego życie, to jedno wielkie zdanie złożone.

01.07.2020 12:51
Paudyn
16.3
Paudyn
198
Kwisatz Haderach

Ja bym powiedzial, ze wyrazac nalezy sie przede wszystkim jasno, a tego niestety brakuje znakomitej wiekszosci fanom "prosto i bezposrednio".

30.06.2020 16:13
Orzołek
😢
17
2
odpowiedz
1 odpowiedź
Orzołek
124
Haters gonna hate

Ostatnio poznałem pewną grupkę dziewczyn w jednej z gier online (15-17 lat). Ich znajomość otaczającego świata jest całkowicie znikoma, wręcz przerażająca. Pewnego razu graliśmy w swego rodzaju kalambury, narysowałem postać z okularami przy komputerze z wieloma symbolami dolara, następnie dopisałem "bogacz" i "Microsoft". Nadal nie potrafiły odgadnąć hasła. Więcej - po tej rozgrywce dopytywałem o takie osoby jak Elon Musk (a było to zaraz po starcie rakiety z astronautami, więc w mediach było o tym głośno), Bill Gates, czy Steve Jobs - nie miały bladego pojęcia o tych osobach. Padły tylko słowa "coś tam słyszały". Wiedza obecnej młodzieży (w większości) to dno dna. Jak nie wiedzą praktycznie nic o otaczającym je świecie to dlaczego mamy od nich oczekiwać wiedzy czy umiejętności wymienionych przez Bukarego?
Co bardziej przerażające - dla jednej z tych dziewczyn wydarzeniem tygodnia było to, że po kilku miesiącach napisał do niej były. Była bardzo "podniecona" i przestraszona tym faktem, nie wiedziała co z tym zrobić. Straszne ! Druga z kolei wylewała żale, że pod zdjęciem z jej chłopakiem na facebooku dostała dużo mniej lajków niż dostaje pod zdjęciami gdzie jest sama... To są problemy i tematy młodzieży. To co zrobiły socialmedia z pokoleniem urodzonym w 2000 r. + jest przerażające. Zmieniły się kompletnie zainteresowania tych osób, to o czym rozmawiają i w jaki sposób. A moje pytania, o których często dyskutowałem z moimi rówieśnikami w Liceum, typu "jakie masz plany na przyszłość", "kim chcesz być", "co chcesz robić", "co Cię interesuje, jak chciałabyś się rozwijać w tym kierunku" zawsze kończyły się, w przypadku wspomnianych dziewczyn, ciszą i odpowiedzią "nie wiem". Zdaję sobie sprawę, że na podstawie małej grupy dziewczyn, nie powinienem generalizować, ale miałem też kontakt z młodzieżą z mojej rodziny w podobnym wieku i tam wygląda to dokładnie tak samo. Zero refleksji nad swoją przyszłością, zero zainteresowania wobec świata. Liczy się tylko to kto do kogo pisze, kto z kim wyszedł na spacer i ile mam lajków pod postami.

post wyedytowany przez Orzołek 2020-06-30 16:15:01
30.06.2020 16:18
Bukary
👍
17.1
2
Bukary
182
Legend

I trafiłeś w sedno.

Moje refleksje na ten temat są bardzo, bardzo podobne.

30.06.2020 16:14
Hayabusa
18
6
odpowiedz
3 odpowiedzi
Hayabusa
187
Tchale

Pozwolę sobie na krótkie, króciutkie podsumowanie bo z Bukarym się zgadzam:

po tym tekście bardzo wzrósł mój szacunek dla nauczycieli którzy nie piją lub piją umiarkowanie.

30.06.2020 16:40
Bukary
😜
18.1
1
Bukary
182
Legend

Mnie w czasie sprawdzania matur utrzymuje przy życiu zielona herbata z termosu.

30.06.2020 21:58
Hayabusa
18.2
Hayabusa
187
Tchale

Rozumiem.

I szczerze szanuję - przez parę ostatnich lat sporą częścią mojej pracy było stykanie się z tzw. społeczeństwem. To też pozwala stracić nadzieję.

01.07.2020 11:54
Face SHit
😂
18.3
Face SHit
88
To ja mam Małego Wanse

To co ty masz w tym kubku naprawdę wiesz tylko ty.

30.06.2020 16:24
Tlaocetl
😂
19
1
odpowiedz
Tlaocetl
184
Ocenzurowano
Wideo

Prawdopodobnie nie moga pic jak ludzie z innych powodow.
https://www.youtube.com/watch?v=lZja6FPZrcU

30.06.2020 16:49
Caine
20
odpowiedz
6 odpowiedzi
Caine
13
Konsul

Rozumiem, że to jeszcze nie ten rocznik o wybitnych osiągach w europejskich testach,
na jaki swego czasu powoływałeś się w dyskusji o likwidacji gimnazjów?

30.06.2020 18:42
Lindil
20.1
Lindil
209
Lumpenliberał

Z bólem stwierdzę, że fair point i dobrze byłoby temat rozwinąć...

30.06.2020 19:19
Yoghurt
20.2
Yoghurt
79
Legend

Przecież Bukary mówił wtedy, o ile pamiętam, o swoich uczniach (o których wspomina też tutaj), a nie o randomach, których prace trafiły do komisji.

30.06.2020 19:24
Lindil
20.3
1
Lindil
209
Lumpenliberał

W takim razie była to dyskusja bezprzedmiotowa, bo uczniowie dyskutujący w LO o roli światłocienia u Caravaggia są grupą zupełnie nieistotną w kontekście reform systemu edukacji na poziomie krajowym:(

30.06.2020 21:08
Caine
20.4
1
Caine
13
Konsul

uczniowie dyskutujący w LO o roli światłocienia u Caravaggia
Dobrze pamiętam to to samo towarzystwo, co kaszlało po Zakopcu robiąc bekę z koronawirusa ?

30.06.2020 22:04
Bukary
20.5
Bukary
182
Legend

Caine

Dobrze pamiętam to to samo towarzystwo, co kaszlało po Zakopcu robiąc bekę z koronawirusa ?

Napisałem, że moja szkoła jest specyficzna, a nie elitarna. Chyba łatwo wydedukować, o jaką placówkę chodzi. To, że większość uczęszczających do niej uczniów zna dzieła Caravaggia, wcale nie znaczy, że nie można wśród nich trafić na osoby niezbyt mądre czy niezbyt dojrzałe.

Rozumiem, że to jeszcze nie ten rocznik o wybitnych osiągach w europejskich testach, na jaki swego czasu powoływałeś się w dyskusji o likwidacji gimnazjów?

Jeśli przeczytasz cały tekst, który z siebie dziś wyplułem, to możesz w nim znaleźć stwierdzenie, że opisana przeze mnie tendencja nie jest, moim skromnym zdaniem, bezpośrednim i wyłącznym rezultatem sposobu nauczania czy zmieniającej się lub skostniałej struktury polskiego szkolnictwa. Potwierdziłem to również w komentarzach do głównego tekstu.

Możemy, rzecz jasna, podyskutować o tym, dlaczego (i czy) istnieje wyraźna rozbieżność między dawnymi, bardzo dobrymi wynikami gimnazjalistów (na tle rówieśników z innych krajów) w badaniu PISA a poziomem intelektualnym uczniów przystępujących do matury. Nie mamy, niestety, żadnych miarodajnych badań, które pozwoliłyby na obiektywne stwierdzenie nie tylko takiej różnicy w kompetencjach (czyli zmierzenie edukacyjnej wartości dodanej lub utraconej), ale też na określenie tendencji spadkowej lub wzrostowej z wykorzystaniem narzędzi statystycznych. Dlatego cały swój długi wywód opieram na odczuciach zwiazanych z czytaniem rok po roku setek prac maturzystów.

Jeśli jednak taka różnica istnieje, przyczyn tego stanu rzeczy może być wiele, a fakt, że tegoroczni maturzyści to uczniowie, którzy kształcili się w okresie po ogłoszeniu likwidacji gimnazjów i w czasie kompletnego chaosu związanego z wprowadzaniem do wszystkich szkół założeń deformy, wcale nie jest według mnie szczególnie istoty w tym kontekście. Radziłbym raczej zerknąć na postępujące przemiany społeczne i gospodarcze. Jestem więc gotów się założyć, że likwidacja gimnazjów wcale tendencji, o której piszę, nie zatrzyma i nie tylko kompetencji językowo-intelektualnych uczniów nie poprawi, ale wręcz przyczyni się do jeszcze większego marudzenia osób mojego pokroju.

Mało tego, podejrzewam, że przeszczepienie na grunt szkół średnich sposobu nauczania języka polskiego w gimnazjach (achronologiczne podejście, kręgi tematyczne zamiast epok, projekty i debaty) mogłoby się przyczynić do chociaż częściowej poprawy sytuacji. Ale nie dam sobie głowy uciąć, że byłaby to jakaś drastyczna czy długotrwała zmiana. Bo pociąg społecznych i medialnych przemian jest nie do zatrzymania i pewnie wszyscy, zgodnie z przewidywaniami Dukaja, zmierzamy do stacji o nazwie "Po Piśmie".

post wyedytowany przez Bukary 2020-06-30 22:43:16
30.06.2020 23:07
Caine
20.6
Caine
13
Konsul

Przyznaję się, że tekst wziąłem na trzy czy cztery podejścia w pracy, jestem więc b wdzięczny Wam za wyjaśnienie nieścisłości jakie mi się przywidziały.

A poza tym nie łam się - ludzkość da sobie radę. Jak zwykle zresztą.
https://wyborcza.pl/wiecejswiata/7,163812,23679527,dlaczego-dzisiejsza-mlodziez-jest-zawsze-najgorsza.html

30.06.2020 17:41
21
2
odpowiedz
Ryokosha
37
Senator

Problem jest głębszy Bukary niż sądzisz. Rozmawiam z wieloma młodymi ludźmi czy to w rodzinie czy to wśród dzieci przyjaciół i moja konkluzja jest taka: największym problemem jest ich brak zainteresowania. Oczywiście jak się na czymś skoncentruja to są w tym dobrzy. Czy w fotografii czy Fortnite czy jakimś sporcie. Ale ich samych z siebie nie interesuje jak swiat wokół działa. Zepsuje się komputer to dobrze jak zaniosa do naprawy (często chcą nowego) nawet nie wpadną na to żeby sprawdzić w środku co nie działa. Potrafią powiedzieć kto jest prezydentem ale jakie ma kompetencje to już nie (piękne jest to jak pietnastolatek robi wielkie oczy bo używasz takiego "trudnego" słowa jak kompetencje). Oni się nie interesują bo wychodzą z założenia że odpowiedź znajdą w Internecie. Na to nakłada się wiara w to że jeśli ktoś na Youtube tak powiedział taka jest prawda. Kiedyś pietnastoletniemu kuzynowi próbowałem coś wyjaśnić, bo się zaparł że jego ulubieniec z netu ma rację i dałem do ręki encyklopedię historyczną i powiedziałem sprawdź informację. A on siedzi i się gapi. Mówię co z encyklopedii na lekcji korzystałeś? A on: tak, ale nie wiem jakie pojęcie mam poszukać. No i na tym polega sztuka - rzeklem. Piętnaście minut później posilkujac się wujkiem Googlem i ciocia Wikipedią nadal był w lesie. Otworzyłem encyklopedię. Znalazłem skorowidz i wyjaśniłem jak idąc od jednej informacji do drugiej znaleźć odpowiedź na właściwe pytanie.
Reasumując to pokolenie nie rozumie (ale nie tylko oni nawet starsi jak ten wyżej co się odlewa na "Wesele") że w życiu poza specjalizacją potrzebna jest też erudycja, która przydaje się nie tylko w reakcjach interpersonalnych ale i w zrozumieniu jak działa ten świat. Stąd co raz wieksza popularność teorii spiskowych czy różnej maści populistow.

30.06.2020 17:42
TheCerbis
22
1
odpowiedz
TheCerbis
42
The Wolf Among You

Dzięki Bukary. Czekałem na ten tekst i pochłonąłem go z zainteresowaniem. Widać jednak ewidentnie, że niektóre osoby produkujące się w tym wątku nie przeczytały nawet kilku zdań, nie wspominając o zwyczajnym zrozumieniu całości.

30.06.2020 18:05
Łosiu
😢
23
3
odpowiedz
5 odpowiedzi
Łosiu
224
German quality

GRYOnline.plNewsroom

Bukary - Rewelacyjny post i niestety bardzo prawdziwy. Niemal 18 lat przyjmuję CV do naszych działów tekstowych i ewidentnie poziom zgłoszeń leci na łeb. Aplikujące osoby, często po studiach humanistycznych (SERIO!!!), mają problem z przekazaniem sensu danej informacji, poukładania zdań w logiczną całość; słowotok i luźny strumień świadomości, niemal bełkot, to standard. Że już nie wspomnę o tym, żeby przemyśleć dany temat i zinterpretować go inaczej niż to zrobiono w źródle. Nadciąga zagłada...

post wyedytowany przez Łosiu 2020-06-30 18:11:44
30.06.2020 21:53
Tlaocetl
😊
23.1
Tlaocetl
184
Ocenzurowano

Mój boziu. Na studiach (inżynierskich) wydawałem międzyuczelniany-studencki dodatek do gazetki miejskiej. Przyszła do mnie studentka polonistyki z gotowym tekstem. Spojrzałem... napisała musk. Nie, nie chodziło o Elona. I to nie jest ponury żart. Do dziś to pamietam, a minęło wiele lat.

30.06.2020 22:11
Yoghurt
23.2
1
Yoghurt
79
Legend

Łosiu -> Dobra dobra, większość przynajmniej umie odmienić "Wiedźmin" i "Cyberpunk" przez wszystkie przypadki (nawet, jeśli nie pamiętają, który jest który) :P

A tak serio - kultura skrótu opanowała wszystkie zakątki internetu i trzeba do tego przywyknąć, newsy na każdym portalu coraz bardziej równają do poziomu Pudelka i nic w tym dziwnego, bo publika ma taki a nie inny aparat poznawczy. Od razu przypomina się dyskusja sprzed paru tygodni, gdzie wszyscy narzekali na brak "poważnych" tekstów na GOLu w stylu analiz heurystycznych i zagadnień ludologii w Doomie, podczas gdy jasnym jest, że obecny odbiorca szuka czegoś zgoła innego. I mówi się trudno, żyje się dalej. I fakt, schodzimy do najniższego wspólnego mianownika, ale tak było zawsze i tak zwana kultura wyższa (już nawet nie wysoka, po prostu wyższa niż to, co teraz jest tak zwaną kulturą popularną) zawsze była niszą. Nie oszukujmy się, do napisania 30 newsa o Cyberpunku nie potrzeba znajomości Wesela.

post wyedytowany przez Yoghurt 2020-06-30 22:17:53
01.07.2020 07:22
Łosiu
23.3
1
Łosiu
224
German quality

GRYOnline.plNewsroom

Yoghurt - Zgadza się, nie trzeba znajomości Wesela, żeby napisać newsa o C2077. Problem w tym, że w obecnie jeden na circa 30 aplikujących potrafi napisać tego newsa o C2077 w sposób, który nie przytrafi cię za zawał. Serio serio.

01.07.2020 07:45
Qverty
23.4
1
Qverty
1
Pretorianin

Problem w tym, że w obecnie jeden na circa 30 aplikujących potrafi napisać tego newsa o C2077

Dlaczego więc wybieracie zawsze jednego z tych 29 głąbów?

01.07.2020 11:09
Łosiu
23.5
1
Łosiu
224
German quality

GRYOnline.plNewsroom

Qverty - Ciebie wśród nas nie ma, więc jest raczej dobrze.

30.06.2020 18:11
A.l.e.X
24
odpowiedz
2 odpowiedzi
A.l.e.X
129
Alekde

Po prostu zmieniły się czasy i się zmieniają na coraz lepsze i wygodniejsze. Za moich czasów co mogliśmy robić ? całymi dniami byliśmy z przyjaciółki na podwórku, komputer to był cud świata, a książki to jak skok do innego wymiaru (dla tego pochłaniało się je jedną za drugą, w pociągu, w autobusie, na przystanku). Pierwsze kasety wideo i wspólne oglądanie filmów w świetlicy (bo kto wtedy miał magnetowid ?) Moje lata młodości to głównie niekończące się dni i noce przebywania z ludźmi. Gry RPG papierowe, test wyobraźni, rozmowy i opowieści przy ognisku do rana. To były wspaniałe czasy które już nie wrócą i z perspektywy czasu ciężko mi nawet wytłumaczyć córkom że kiedyś tak było i że ludzi cieszyło tak niewiele. Wyjazd za granicę to głównie po lodówkę lub tv pociągiem z mamą do ZSRR :) lub państw zaprzyjaźnionych.

Dzisiaj każdy żyje w mniejszym lub większym dobrobycie. Przy każdym domu stoją place zabaw, trampoliny, a czasem i baseny. Każdy albo prawie każdy posiada smartphona internet, komputer, konsole, tysiące zabawek, klocków lego, misiów, samochodów, lalek itc. Dzisiaj ludzie młodzi żyją otoczeni bezpieczeństwem, często też rodzicie tych dzieci zakładają im różne fundusze, lokaty. Kto by kiedyś pomyślał że kończysz 18 lat i dostajesz samochód, mieszkanie, dom ?? Ja pochodziłem z rodziny rozbitej gdzie matka nauczycielka (obecnie emerytowaną) mogła mi ofiarować jedynie możliwość uczenia się. Po skończeniu szkoły mogłem liczyć tylko na siebie, dzisiaj np. moje córki jak skończą 18 lat to każda z nich dostanie tyle że wydając po kilka średnich krajowych miesięcznie starczy im do końca życia, a nawet pewnie i kilka żyć. Mają co chcą, korzystają z czego chcą, jeżdżą gdzie chcą. Ja kiedyś to mogłem pojeździć palcem po globusie, a wyjazd do sąsiedniego kraju to była jak wyprawa życia (do której człowiek szykował się a potem przeżywał). Ta zmiana sprawia że wielu ludzi nie widzi żadnego celu w walce o stopnie w szkole. Czy to źle ? Myślę że nie do końca, młodzi ludzie powinni przede wszystkim czuć że żyją, na pracę czy zdobywania majątku będą mieli całe życie, o ile będzie to komuś potrzebne. Czasy są WSPANIAŁE, a będą jeszcze lepsze, następne pokolenie będzie miało jeszcze większe poczucie bezpieczeństwa. W życiu co jest ważne ? SAMO ŻYCIE. My tego bezpieczeństwa nie mieliśmy więc czy nam się to podobało czy nie musieliśmy po prostu wykorzystywać każdą chwilę by się uczyć bo to przekładało się bezpośrednio na naszą przyszłość. Popatrzcie na swoje dzieci, ile mają wszystkiego i przypomnicie sobie ile wy mieliście w ich wieku.

30.06.2020 18:44
😃
24.1
1
b212
86
Generał

Przeczytałem tylko po to żeby doczytać kolejną ciekawostkę o Twoim bogactwie i się nie zawiodłem:

dzisiaj np. moje córki jak skończą 18 lat to każda z nich dostanie tyle że wydając po kilka średnich krajowych miesięcznie starczy im do końca życia, a nawet pewnie i kilka żyć

Sam jeszcze dzieci nie mam i trudno mi się ustosunkować do takiego podejścia, na pewno pomagałbym swoim jak mógł, ale takie "dawanie kasy" to jest IMO najgorsze z możliwych rozwiązań, jeśli dysponujesz takimi środkami to pchaj dzieciaki na najlepsze uczelnie świata (o ile chcą, rzecz jasna) :)

30.06.2020 19:21
A.l.e.X
24.2
A.l.e.X
129
Alekde

b212 - to jest tylko przykład zobacz jak wyglądała sytuacja w latach 80-90 a jak dzisiaj, dzisiaj masz ludzi którzy będąc w klasie średniej niższej mieszkają w domach, mają po dwa, trzy samochody, często poza domem też i mieszkanie itc. To wszystko będzie dziedziczone. Pokolenie poskomunistyczne a dzisiejsze to zupełnie inne możliwości. Nie mówiąc już o pokoleniu powojennym. Dzisiejsza młodzież żyje bezpiecznie. Spójrz na swoje miasto warszawę zobacz ile tam jeździ samochodów marki premium plus jak prosche czy bentley / mercedesy, bmw, audi pomijam bo to już marki dla zwykłych ludzi. Te wszystkie nieruchomości dzisiaj prywatne też będą dziedziczone. Kiedyś też ludzie coś dziedziczyli ale najczęściej była to ziemia której nikt nie szanował i sprzedawał za bezcen. Nierzadko wymieniał kilka ha ziemi na meble do mieszkania. Nie ważne czy dasz dla dzieci miliony czy setki tysięcy, zwykłe mieszkanie które warte jest z 300-400K sprzedane daje już 30-40 miesięcy dla wielu bezstresowego życia. Mogłeś tak dostać od rodziców ? Ja nie mogłem, jedyne co dostałe, a nie zarobiłem w życiu to było stypendium naukowe na studiach. Dzisiaj nasze pokolenie może dać dla dzieci praktycznie to czego sami nigdy nie mieliśmy.

Aby też nie odbiegać od tematu : książki to jedne z najprzyjemniejszych przedmiotów jakimi człowiek może się otaczać. Kiedyś nie miałeś 100 kanałów w TV netflixa, hbo, miałeś książki i co jakiś czas możliwość wyjścia do kina. Dzisiaj wszystko jest tak łatwo dostępne a człowiek lubi iść na skróty mija chwila i woli oglądać TV czy seriale zamiast czytać książki / więc nie ma co się dziwić że spadają niektóre umiejętności w tym czytanie ze zrozumieniem.

Pozostaje jednak pytanie klucz : czy każdemu jest to potrzebne a jeśli tak do to czego ? Patrząc na swoją edukacje i przekrój tego co umiem i tego co musiałem się nauczyć vs to co wykorzystuje w życiu prywatnym to jest to może 5%. Nauczanie poza podstawowym powinno być o wiele bardziej skierowane na specjalistyczne.

post wyedytowany przez A.l.e.X 2020-06-30 19:32:42
30.06.2020 18:18
Drackula
25
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Drackula
194
Bloody Rider

Ja jestem na wskros umysl scisly/techniczny i nie wyobrazam sobie jak mozna pracowac na jakims stanowsku wyzszym niz portier bez umiejetnosci komunikacji. Bo w sumie do tego, to co Bukary opisuje, sie to sprowadza. Ludzie nie potrafia przekazac poprawnej informacji w poprawnej formie.

Pociesze was, ze to o czym napisal Bukary w mniejszym lub wiekszym stopniu wystepuje tez na "zachodzie".
Czesto dostaje maile od ludzi studiujacych fizyke lub pokrewne kierunki chcacych sie dowiedziec czegos o produkcie i nie wiem co im napisac bo wiadomosci sa w formie "smsa do kumpla".

Biore do reki raport studenta dotyczacy postepu prac na zaganieniem w ktorym pomagam i lape sie za glowe bo jakbym czytal laurke mojej kilkuletniej corki. Spotykam wielu zdolnych naukowo ludzi, ktorzy nie potrafia pisac dluzszych tekstow, przeprowadzic analizy a nawet poprawnie przelac mysli na "papier".
Takze Bukary, polska mlodziez podaza utartym juz szlakiem ;)

30.06.2020 21:29
Radzik
😁
25.1
Radzik
159
Jaroo the PiSsmaker

Dracula
Właśnie dlatego, aby podczas pisania można było bardziej skupić się na treści, Mark Twain postulował uproszczenie pisowni:

https://www.plainlanguage.gov/resources/humor/spelling-in-the-english-language/

Ale widzę, że idea nie umarła:
https://www.reddit.com/r/Jokes/comments/2o4rkq/english_to_become_official_language_of_the_eu/

post wyedytowany przez Radzik 2020-06-30 21:35:41
01.07.2020 01:22
Herr Pietrus
😂
25.2
Herr Pietrus
185
Ubecka Wdowa

Und efter ze fifz yer, ve vil al be speking German like zey vunted in ze forst plas.

30.06.2020 18:47
26
odpowiedz
4 odpowiedzi
Wen–Chi Lee
12
_

Myślę, że w tym roku oblałem jakieś 90 procent arkuszy maturalnych, które zawierały interpretację wiersza. Statystyki u innych egzaminatorów są podobne. Wśród uczniów panuje jakieś nieuzasadnione przekonanie, że drugi temat maturalny to koło ratunkowe dla osób, które nie przeczytały książki uwzględnionej w temacie pierwszego wypracowania. Nic bardziej mylnego. Łatwiej jest zdać maturę, pisząc o nieprzeczytanej lekturze (choć to również spore wyzwanie), niż dokonując "interpretacji" wiersza. Z bardzo prostej przyczyny: pierwsze wypracowanie maturalne zawiera furtkę dla czytelniczych analfabetów, czyli sformułowanie: "odwołując się do innych tekstów kultury". Maturzysta może więc napisać kilka banialuków o wymaganym tekście, po czym skupić się na dalszej części polecenia. Jeśli zrobi to w odpowiedni sposób, szansa na zdobycie oczka (minimum potrzebnego do zdania matury) wcale nie jest taka mała. O ile nie popełni błędu kardynalnego.

Ośmielę się nie zgodzić. W szkole średniej nie przeczytałem ŻADNEJ lektury obowiązkowej z j. polskiego i też wybrałem analizę wiersza na maturze. Maturę zdałem bez najmniejszego problemu, gdybym wybrał lekturę (której nawet streszczenie średnio kojarzyłem), na pewno bym tego egzaminu nie zdał. Więc dokładnie tak jest- jest to koło ratunkowe dla ludzi takich jak ja, którzy czytają to, na co mają ochotę a nie to, co system wymusza.

30.06.2020 21:10
26.1
gro_oby
183
Senator

To byłbyś tymi 10 proc które zdały....

01.07.2020 09:47
Bukary
26.2
Bukary
182
Legend

Wen–Chi Lee

Jest kilka możliwości: albo jesteś na tyle inteligentny i elokwentny, że sobie dobrze poradziłeś i znalazłeś się w tych 10 procentach, albo wiersz ci "podszedł", albo - jeśli uzyskałeś wynik między 30-40 procent - egzaminator "wyciągnął cię za uszy" z przyczyn, o których wolałbym tutaj nie pisać. I tak: to ostatnie zdarza się dość często.

Tak czy inaczej, biorąc pod uwagę zdolność myślenia u przeciętnego maturzysty w roku 2020 i moje doświadczenia jako egzaminatora, zdecydowanie odradzam wybór interpretacji wiersza. To decyzja, która drastycznie zmniejsza prawdopodobieństwo zdania matury przez słabego ucznia.

post wyedytowany przez Bukary 2020-07-01 09:48:55
01.07.2020 13:00
26.3

https://www.dlamaturzysty.info/galeria/36234/132520/4017

Sam oceń, może trafiłem na w miarę łatwy egzemplarz wiersza. Otrzymałem wynik 64%, więc bez szaleństw, ale szczerze mówiąc w tym czasie przeżywałem mały kryzys edukacyjny i miałem kolokwialnie mówiąc trochę "wyrąbane" przez całą szkołę średnią.

post wyedytowany przez Wen–Chi Lee 2020-07-01 13:02:34
01.07.2020 13:10
Bukary
26.4
Bukary
182
Legend

Wen–Chi Lee

Rozumiem już, z czego wynika twoje przeświadczenie, że warto wybrać interpretację, jeśli nie zna się jakiejś lektury. Wynika z tego, że pisałeś starą maturę (2011 rok). Nowa matura, o czym wspominałem w pierwszej wypowiedzi, jest skonstruowana inaczej. Dawniej bez znajomości "Granicy", której dotyczył temat z 2011 roku, rzeczywiście miałbyś problem ze zdaniem matury.

Ten temat brzmiał:

Analizując podane fragmenty powieści Zofii Nałkowskiej "Granica", przedstaw obraz Justyny i jej związku z Zenonem w oczach różnych bohaterów powieści. W kontekście całej powieści wyjaśnij, jakie konsekwencje wynikają z zestawienia odmiennych spojrzeń na bohaterów i relacje między nimi.

Musiałeś tutaj pisać wyłącznie o "Granicy". Teraz tematy maturalne mają zupełnie inną konstrukcję. Np.:

Czym dla człowieka może być wolność? Rozważ problem i uzasadnij swoje zdanie, odwołując się do fragmentu "Dziadów cz. III", całego dramatu Adama Mickiewicza oraz wybranego tekstu kultury. Twoja praca powinna liczyć co najmniej 250 słów.

Jak widać, teraz możesz się oprzeć na znajdującym się w arkuszu fragmencie, na jakichś książkach czy filmach, które znasz... i tyle... Nie odwołując się do całości lektury, jesteś w stanie jakoś się wybronić i zdać egzamin (uzyskując minimalną liczbę punktów).

post wyedytowany przez Bukary 2020-07-01 13:10:27
30.06.2020 19:42
Deton
👍
27
odpowiedz
Deton
151
Know thyself

Wartościowy wątek, z przyjemnością przeczytałem. Aż wstyd, że na maturze z polskiego niecałe 50%. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko niechęć do tych zajęć w liceum i fakt, że zamiast uważać, czytałem książki. Trochę niższych lotów niż kanon literatury europejskiej, ale jednak czytałem. Tylko niekiedy partyjka w Osadników na tej przeklętej komórce :)

30.06.2020 19:43
twostupiddogs
28
1
odpowiedz
twostupiddogs
200
Legend

Moim zdaniem problem nie jest wcale nowy. Przez kilka ładnych lat jednym z moich zadań była rekrutacja na stanowiska, na których należało wykazać się umiejętnością formułowania myśli i przelania jej na papier w wymiarze dłuższym niż kilka linijek tekstu. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że już wtedy istniała kolosalna różnica pomiędzy osobami zdającymi starą i nową maturę. I tak jak nigdy wcześniej nie byłem fanem starej matury za promowanie wodolejstwa w stylu Mickiewicz wielkim poetą był naprawdę doceniłem, że system ten zrobił ze mnie przyzwoitego rzemieślnika. Mogę tylko domyślać się jak źle jest teraz.
Co ciekawe kiedyś czytałem, że wprowadzenie wyłącznie egzaminów pisemnych na niektórych wydziałach prawa spowodowało, że duża część absolwentów nie była w stanie się dobrze wysłowić na sali sądowej.
I naprawdę daleko mi od postawy, a bo kiedyś to...

post wyedytowany przez twostupiddogs 2020-06-30 19:48:33
30.06.2020 21:52
Yoghurt
29
odpowiedz
Yoghurt
79
Legend

Megera_ ->
wyobraź sobie, że taki umysł głębszą myślą nieskalany będzie Twoim, powiedzmy, zwierzchnikiem /w jakiejkolwiek kwestii/.

Parę razy mi się zdarzyło pracować z ludźmi głupszymi od siebie (zero w tym narcyzmu, dosłownie nie mieli pojęcia o tym, co mi zlecali, chociaż byli nade mną w tych samych strukturach firmowych, za to słuchali trójki, więc uważali się za piewców kultury wysokiej, bo znali dyskografię Perfectu) i jakoś to przeżyłem a potem, zgodnie za radą pewnego znanego prezydenta, zmieniłem pracę i wziąłem kredyt, a teraz sam jestem sobie sterem, żeglarzem i okrętem.

Egzystencja w strukturach społecznych za każdym razem obarczona jest ryzykiem spotkania na różnych szczeblach ludzi z odmiennymi poglądami i horyzontami i po prostu trzeba sobie jakoś z tym radzić. Bukary jest na to narażony z racji wykonywanego zawodu (współczuję i winszuję, bo ja nie tak dawno temu zastanawiałem się nad ciepłą posadką wykładowcy uniwersyteckiego na doktoracie, ale za takie marne pieniądze nie byłem w stanie obudzić w sobie pedagoga) i po prostu ma z tym bardzo organoleptyczną styczność, stąd też wrażenie, że ludzie są coraz głupsi - bo nie dość, że zostali przemieleni przez współczesną popkulturę, to jeszcze, jak 99% nastolatków są po prostu durniami, którzy nie wiedzą, co zrobić z życiem i dopiero życie zweryfikuje, którędy pójdą dalej. Zwykle, jak mawiał stary krzyżowiec strzegący Graala: "They chose poorly."

I tak, niektórzy wybiorą drogę Trybsona. A propos - w sumie typa szanuję, bo oddał się pasji (MMA) a poza tym był zaskakująco błyskotliwy w swoich wypowiedziach, podobnie jak Świeżak z tegoż samego programu (wiem co mówię, widziałem z 6 sezonów), który z głupia frant między tekstami o obciąganiu cytował czasem klasyki literatury z liceum (i to w odpowiednim kontekście!), więc widać, że obaj coś tam wynieśli z domu i ze szkoły, tylko poszli w zupełnie inną stronę, z powodu presji środowiska czy czego tam jeszcze. Nic mi do tego. Nie zmienia to faktu, że, tak jak wspomniałem, spektrum wybitności się poszerzyło i teraz ludzie, którym się chce cokolwiek, mają łatwiej, bo nagle okazuje się, że w zalewie żenady nawet bycie średniakiem daje sporą przewagę, co mi osobiście odpowiada.

Zresztą, chyba z 3 lata temu pisałem na tym forum, że deforma edukacji przeprowadzona przez obecny rząd w sumie mi pasuje, bo jako ojciec dzieciom nie muszę się jakoś wyjątkowo starać, by mój miot wybił się na tle rówieśników. Wystarczy, że poświęcę młodemu trochę czasu, by wydawał się omnibusem. Sam zresztą na tym korzystam, bo od lat budowałem swoja reputację na tym, że po prostu pochłonąłem na tyle dużo różnych tworów kultury, z którymi wiele osób nie miało styczności (bo zajmują się czymś innym), że mogę udawać, iż to co piszę to moja własna inicjatywa, a nie twórcza parafraza tego, co gdzieś przeczytałem, widziałem lub usłyszałem. To, o czym pisze Bukary, jest mi wręcz na rękę i mi pasuje, więc się tymi przemianami językowo-społecznymi nie przejmuję. :P

post wyedytowany przez Yoghurt 2020-06-30 23:05:12
30.06.2020 21:53
wyś
😜
30
odpowiedz
wyś
52
Aloha!

Orzołek wspominał o kalamburach - strach pomyśleć, jak punktacja wyglądałaby w przypadku gry w "państwa-miasta".

Zakładam, że pojawiłoby się wiele nowych gatunków rośli, zwierząt, imion, itd.

post wyedytowany przez wyś 2020-06-30 22:00:21
30.06.2020 23:47
31
1
odpowiedz
1 odpowiedź
szymkur125
58
Trapper
Image

Bukary: Zwykły bohater #2 Nauczyciel

----------------------->
Pół żartem, pół serio

01.07.2020 09:02
Bukary
😉
31.1
Bukary
182
Legend

Ale obejrzałeś w całości ten filmik z pierwszej wypowiedzi?

01.07.2020 00:41
Herr Pietrus
32
odpowiedz
Herr Pietrus
185
Ubecka Wdowa

Szczerze? Sam bym pewnie zawalił tę rozprawkę ;) (A co dopiero interpretację wiersza... Chociaż, sam chyba na maturze - rozszerzonej ROTFL - wiersz interpretowałem... Chyba... Nawet już nie pamiętam... Jeśli tak, to pewnie poziom był jednak niższy, łatwiej było zdać, bo wyrwałem 76% :)),

A tak ogólnie jak zawsze plus za treść, Bukary.

post wyedytowany przez Herr Pietrus 2020-07-01 01:25:34
01.07.2020 01:19
Dharxen
33
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
Dharxen
50
Senator

Problemem nie są uczniowie, tylko cały system edukacji. Matura nie przygotuje cię do dorosłego życia, nie da ci większych możliwości podczas szukania pracy, ani nawet nie przygotuje cię do studiów. Jest to bezużyteczny papier, który poza daniem możliwości pójścia na studia dosłownie nic nie daje.

Najgorsze jest to, że według obowiązującego systemu każdy musi być identyczny, mieć identyczne zainteresowania, umiejętności itd. Szkoła w Polsce niszczy kreatywność. Nawet po samych maturach to widać, gdzie nawet do pytań otwartych jest odpowiedni klucz, co jest kompletnym idiotyzmem, bo jest to zaprzeczenie jego otwartości.

Wiem, że najprawdopodobniej matury nigdy nie wywalą (a szkoda), dlatego proponuję inne rozwiązanie. Moim zdaniem uczeń powinien mieć pełną kontrolę nad tym, co zdaje na maturze. Jak nie chcesz pisać z polskiego, nie piszesz. Podobnie z matmą i każdym innym przedmiotem. Skoro na studiach technicznych polski nie jest wymagany (mało tego, po prostu go tam nie ma), to na co mi on? To samo może powiedzieć humanista, któremu niepotrzebna jest matematyka. Zmuszanie wszystkich do uczenia się i pisania tego samego jest bez sensu.

Jeśli o mnie chodzi, to ja zdawałem maturę kilka lat temu i z polskiego nie miałem nawet 40% zarówno z ustnego, jak i pisemnego. Jest to efektem tego, że od najmłodszych lat nie lubiłem tego przedmiotu i zawsze miałem na niego wywalone. Lektur nienawidziłem, zamiast zachęcić mnie do czytania tylko mnie do niego zniechęcały. Do dzisiaj (a mam prawie 25 lat) z własnej, nieprzymuszonej woli przeczytałem jedynie 2,5 książki (lub 1,5, nie pamiętam, czy jedną z nich skończyłem, czy tylko zacząłem). Taki jest efekt naszej "wspaniałej" edukacji. Jeśli chodzi o studia, to oczywiście wybrałem studia techniczne, gdzie polskiego nie ma. Dzisiaj moja wiedza z tego przedmiotu jest tak mała, że z wieloma zagadnieniami z podstawówki miałbym problem. Zresztą nie tylko z tego, bo z biologii, czy chemii miałbym nawet problemy ze zdaniem do następnej klasy.

01.07.2020 08:20
33.1
Runnersan
198
Senator

Hmm... Tak się zastanawiałem nad tym co napisałeś. Miałem kiedyś podobne przemyślenia (aczkolwiek na pewno czytam dużo więcej książek :)

Natomiast na jedno chciałbym zwrócić uwagę. Kiedyś matura nie miała przygotowywać do pracy i się "przydawać". Ona była egzaminem dopuszczającym cię do wyższej klasy społecznej.
Na przykład Boziewicz tworząc swój kodeks honorowy, prawa honorowe przyznawał ludziom, którzy mieli maturę (i szlachcie rzecz jasna).

Ta wyższa klasa niejako wymagała nie tylko profesjonalnych umiejętności w swojej dziedzinie, ale również pewnego oczytania, umiejętności prowadzenia rozmowy na tematy różne, także związane z kulturą i tym co niesie ze sobą cywilizacja.
Oczywiście w naszych czasach już tak nie jest. Matura jest powszechna, podziały klasowe zatarte (te dawne, pojawiły się nowe bazujące na posiadanym majątku).

Natomiast już tak w życiu. Pracuję w branży pełnej inżynierów i gdzie oni właśnie stanowią kręgosłup działalności. Niestety też widać wśród nich pewne braki związane z pewnymi umiejętnościami interpersonalnymi, miewają problemy z komunikacją, z ludźmi spoza ich środowiska, a przecież to tacy ludzie stanowią ich klientelę.
Widać również, że najlepsi z nich, zajmujący stanowiska kierownicze lub będący ekspertami mają zainteresowania sięgające poza ich działkę definiowaną jako nauki ścisłe. To ludzie, którzy czytają dużo z różnych dziedzin i to bardzo dobrze widać.

01.07.2020 15:07
Dharxen
33.2
1
Dharxen
50
Senator

No i na tym właśnie polega problem ze współczesnymi maturami. Dzisiaj jest to relikt przeszłości, który pełni tylko jedną funkcję (której nawet nie musiałaby pełnić, gdyby uczelnie przeprowadzały własne egzaminy) i nic poza tym. Niestety nic nie wskazuje na to, żeby w przyszłości miało dojść do jakichkolwiek zmian.

Wiadomo, że warto mieć więcej zainteresowań. Biorąc pod uwagę egzotyczne dziedziny, to mnie np. interesuje okres II Wojniy Światowej i czasem lubię sobie pooglądać jakieś filmy dokumentalne na ten temat. Jednak zainteresowanie tym okresem pojawiło się u mnie dopiero po jakimś czasie. Wcześniej sama historia jako całość była dla mnie nudna, bo uważałem, że to co było kiedyś mnie nie interesuje.

01.07.2020 16:13
Bukary
33.3
Bukary
182
Legend

Dharxen

Problemem nie są uczniowie, tylko cały system edukacji.

Myślę, że pies jest pogrzebany zarówno w pierwszej części tego zdania, jak i w drugiej.

Matura nie przygotuje cię do dorosłego życia, nie da ci większych możliwości podczas szukania pracy, ani nawet nie przygotuje cię do studiów.

Matura sama w sobie do niczego nie przygotowuje, jest tylko sposobem sprawdzenia wiedzy i umiejętności nabytych przez ucznia w ciągu co najmniej 6 lat. Ale rozumiem, że miałeś na myśli szkołę w jej obecnym kształcie.

Tutaj też się nie do końca zgodzę. Szkoła ogólnokształcąca (w teorii, bo z praktyką różnie bywa) daje młodym ludziom możliwość - jak sama nazwa wskazuje - zdobycia wiedzy ogólnej z wielu różnych dziedzin. Trudno w tym kontekście powiedzieć, że nie przygotowuje do podjęcia studiów. Np. przyszły student polonistyki po ukończeniu kursu literatury w szkole średniej powinien mieć podstawy wiedzy na temat historii literatury polskiej i powszechnej, a także podstawowe umiejętności związane z konstruowaniem wypowiedzi pisemnej o charakterze (pseudo)naukowym. Czyli właśnie rudymentarne przygotowanie do podjęcia studiów. Podobnie ma się sprawa z innymi kierunkami. To nie jest szkoła, której celem jest wyposażenie ucznia w kwalifikacje do podjęcia konkretnej pracy. Od tego powinny być szkoły branżowe lub artystyczne, które kończy się egzaminem dyplomowym, zdobywając określony tytuł czy papierek umożliwiający terminowanie w jakimś zakładzie pracy lub nawet podjęcie własnej działalności zawodowej. Szkoła ogólnokształcąca to jedynie trampolina.

Jeśli więc szkoła ogólnokształcąca nie przygotowuje do podjęcia studiów, to nie jest do końca wina np. wyłącznie programu nauczania, ale też samych pedagogów lub środowiska w konkretnej placówce. Oraz uczniów, którzy często nie korzystają z możliwości rozwoju, jakie daje nauka w tego rodzaju szkole.

Czy system jest idealny? Oczywiście, że nie. Wymaga wielu poważnych zmian, o których pisałem tutaj (na forum GOL-a) wielokrotnie i szczegółowo. I dlatego jestem też zwolennikiem rozwoju szkolnictwa branżowego, które powinno "przejąć" znaczną grupę uczniów z obecnych liceów.

Czy szkoła przygotowuje do życia? Odpowiedź na to pytanie jest dosyć złożona. W pewnym ogólnym sensie - tak. Ponieważ (uwaga: oczywista oczywistość!) uczy myślenia. Tak przynajmniej być powinno. I jeśli programy nauczania (niezależnie od tego, czy stare, czy nowsze) są w szkole wdrażane w należyty sposób - tak właśnie się dzieje. Ale czy przygotowuje w sensie pragmatycznym? Nie do końca i nie zawsze. Niemniej jednak staram się na przykład, żeby każde prowadzone przeze mnie zajęcia miały charakter w dużym stopniu "intertekstualny", a więc łączyły analizę i interpretację często starych czy nawet starożytnych tekstów z zagadnieniami jak najbardziej współczesnymi. Staram się też kształcić takie umiejętności (w ramach nauczanego przedmiotu), które przydadzą się młodym ludziom w życiu. To przede wszystkim umiejętności związane z redagowaniem różnych tekstów (także użytkowych, np. reklam, zaproszeń, CV, podań), czytaniem ze zrozumieniem (również tekstów publicystycznych z różnorodnych czasopism), perswazją (i w ogóle logiczną argumentacją). I wreszcie: omawiając konkretne dzieła literackie z kanonu, rozwijam w miarę możliwości nie tylko inteligencję emocjonalną uczniów, ale też proponuję coś w stylu "braindance" z "Cyberpunka" (albo przeżycie katarktyczne wedle antycznej nomenklatury), żeby uczniowie byli lepiej przygotowani do doświadczania na własnej skórze tych problemów i dylematów, przed jakimi stawali bohaterowie literaccy. Mógłbym zresztą długo mówić o tym, dlaczego - moim skromnym zdaniem - na język polskim kształci się wiele umiejętności przydatnych w życiu.

To wszystko wcale nie oznacza, że nie można byłoby położyć jeszcze większego nacisku na pragmatykę życiową w szkołach. Anachroniczność wielu rozwiązań i tematów rzuca się w oczy. Uważam na przykład, że potrzebne są w szkole osobne zajęcia poświęcone retoryce czy w ogóle zagadnieniom komunikacji społecznej. Przydałyby się też tematy związane z cyfrową sferą naszego życia, zwłaszcza doskonalące umiejętność weryfikowania informacji znalezionych w internecie. Konieczne jest także zwiększenie rangi wiedzy o społeczeństwie, żeby kształtować pewne istotne postawy obywatelskie i przygotować uczniów do uczestnictwa w życiu politycznym (nie w sensie: partyjnym). Oczywiście, nie wypowiadam się na temat zmian w zakresie przedmiotów ścisłych, bo się na tym nie znam, ale nie wątpię, że również są konieczne.

Najgorsze jest to, że według obowiązującego systemu każdy musi być identyczny, mieć identyczne zainteresowania, umiejętności itd. Szkoła w Polsce niszczy kreatywność.

Może nie jest aż tak źle, ale, ogólnie rzecz ujmując, zgadzam się. W dzisiejszej szkole rzeczywiście bardzo trudno o indywidualizację nauczania. Po pierwsze, ze względu na standaryzację i obowiązujące wszystkich, jednakowe egzaminy: trudno rozwijać zupełnie inne aspekty umysłowości uczniów, jeśli na koniec i tak wszyscy muszą zdać taką samą maturę, żeby dostać się na studia. Po drugie, z uwagi na warunki, w jakich pracujemy (mało czasu, liczne klasy, brak bazy materialnej itp.). Jestem zwolennikiem przemodelowania systemu w zakresie tzw. ramowych planów nauczania i nauczycielskiego pensum. Uważam, że nauczyciel powinien prowadzić mniej zajęć grupowych, ale za to organizować indywidualne konsultacje np. dla uczniów najsłabszych lub najbardziej uzdolnionych. Powinny też do szkół wrócić metody projektu. Należy wreszcie wyjść z budynku szkoły i organizować zajęcia w różnych miejscach (muzea, urzędy, redakcje gazet, zakłady pracy, laboratoria) i z różnymi ekspertami. To wymaga czasu i pieniędzy, a więc całkowitej zmiany myślenia na temat edukacji w Polsce.

Nawet po samych maturach to widać, gdzie nawet do pytań otwartych jest odpowiedni klucz, co jest kompletnym idiotyzmem, bo jest to zaprzeczenie jego otwartości.

Zupełnie się nie zgadzam. "Pytanie otwarte" nie znaczy "pytanie, na które można sobie dowolnie odpowiedzieć". Wystarczy przejrzeć arkusz tegorocznej matury, żeby zrozumieć, co mam na myśli. I znowu zwracam uwagę na jedną rzecz: od kilku lat nie ma już jednego klucza odpowiedzi - zarówno jeśli idzie o część testową, jak i wypracowanie. Jeśli przyjrzysz się zestawom odpowiedzi do matur, które znajdują się na stronie CKE, to zobaczysz, że przy każdej poprawnej odpowiedzi na pytanie otwarte znajduje się adnotacja: "Przykładowe odpowiedzi". To oznacza, że dopuszczalne są również inne, które mają sens. I tak właśnie egzaminatorzy sprawdzają arkusze maturalne: uznając wszelkie odpowiedzi, które mają sens.

post wyedytowany przez Bukary 2020-07-01 16:16:55
02.07.2020 17:47
Dharxen
33.4
Dharxen
50
Senator

Bukary
Według mnie największym problemem nauczania ogólnego jest to, że po jego zakończeniu i zdaniu matury poza możliwością studiowania uczniowie praktycznie nic nie mają. Jak z jakiś powodów nie uda się skończyć studiów, to już w ogóle jest przerąbane, bo wtedy nie ma znaczenia, czy masz maturę, czy nie. Na rynku pracy jesteś traktowany tak samo, jak osoba bez matury. Jakby tego było mało szkoły branżowe zostały pozamykane, bo wszyscy byli zachłysnęli się nauczaniem ogólnym, od którego obecnie (jak na ironię) powoli się odchodzi, bo zainteresowanie szkołami branżowymi wzrasta. No a przynajmniej tak słyszałem.

Uważam, że nauczyciel powinien prowadzić mniej zajęć grupowych, ale za to organizować indywidualne konsultacje np. dla uczniów najsłabszych lub najbardziej uzdolnionych.

Masz absolutną rację. Mogę to potwierdzić na przykładzie mojego kolegi z gimnazjum, który został pobity i miał bardzo mocno uszkodzoną nogę, przez co miał długą rehabilitację i do zakończenia roku szkolnego nie mógł normalnie chodzić do szkoły. Z tego powodu miał wprowadzone indywidualne nauczanie i jedna godzina tygodniowo z najważniejszych przedmiotów wystarczyła, aby bez problemu ukończył szkołę i zdał egzaminy. Zanim do tego doszło nie był wybitnym uczniem, miał sporo problemów z wielu przedmiotów m.in z polskiego, czy matematyki. Sami nauczyciele zauważyli ogromną poprawę.

Jeśli przyjrzysz się zestawom odpowiedzi do matur, które znajdują się na stronie CKE, to zobaczysz, że przy każdej poprawnej odpowiedzi na pytanie otwarte znajduje się adnotacja: "Przykładowe odpowiedzi". To oznacza, że dopuszczalne są również inne, które mają sens. I tak właśnie egzaminatorzy sprawdzają arkusze maturalne: uznając wszelkie odpowiedzi, które mają sens.

W takim razie musieli coś poprawić, bo właśnie kilka lat temu był głośny przypadek dziewczyny, która odpowiedziała poprawnie na pytanie otwarte, ale użyła do tego własnych słów niezawartych w kluczu odpowiedzi, przez co jej odpowiedź została uznana za błędną. W efekcie zabrakło jej jednego punktu, aby mogła dostać się do wymarzonej uczelni. Nie pamiętam już, jak ta sprawa się zakończyła, ale wydaje mi się, że musiała pójść na zaoczne i dopiero po apelacji została przyjęta na dzienne, czy coś w tym stylu.

Ogólnie to w reszcie kwestii się z tobą zgadzam. Podoba mi się też opisywany przez ciebie sposób nauczania. U mnie czegoś takiego brakowało.

01.07.2020 11:32
Bukary
34
2
odpowiedz
Bukary
182
Legend
Image

NewGravedigger

System edukacyjny w polsze najprościej mówiąc ssie pauke. Dzieciaki są zmuszane do uczenia się rzeczy których nie będą pamiętać za 6 miesięcy (ktoś potrafi powiedzieć, co to jest przydawka? zaimek liczebny? co eksportuje albo importuje francja? najwyższą górę poszczególnych kontynentów albo rzeki wpadające do wisły?), wykuwania na blachę Pana Tadeusza, zapamiętywania motywacji bohaterów literackich, czytania książek, które nie są dla każdego, a z niewiadomych przyczyn traktowane jak św. graale.

Jak słusznie zauważył kaitso:

Koledzy powyżej widać, że nie dotrwali nawet do połowy tekstu Bukary, bowiem wyraźnie wskazuje on, że to nie "Dokładna nauka elementów języka polskiego, interpretacji lektur i poezji, uczenie się tekstu na pamięć itp." jest problemem młodzieży, ale logiczne myślenie.

Skoro jednak ma być poważnie... proszę bardzo.

Powinieneś chyba doprecyzować, przeciwko czemu tutaj występujesz. W ogóle przeciwko czytaniu i interpretowaniu w szkole w ramach zajęć języka polskiego? Czy może przeciwko obecnej formie systemu edukacyjnego?

Jeśli chodzi o to pierwsze, wówczas zupełnie się z takim przeświadczeniem zgodzić nie można. Gdybyś nawet nie zauważył ogromnego znaczenia lektury w życiu człowieka na podstawie własnych doświadczeń, to istnieje mnóstwo naukowych badań na temat korzyści płynących z czytania i podejmowania wysiłku interpretacji (np. poezji). Wystarczy uruchomić przeglądarkę, żeby się z nimi zapoznać. W tym kontekście twierdzenie, że np. interpretacja poezji nie poprawia umiejętności czytania ze zrozumieniem i nie poszerza zasobu słownictwa, wydaje się jakimś nieporozumieniem.

Jeśli chodzi natomiast o to drugie, wówczas w pewnej mierze przyklasnę ewentualnej filipice. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Nie wiem, czy zdajesz sobie do końca sprawę, że pewnych rzeczy (fundamentów) nie warto zmieniać, ponieważ sprawdzają się jako efekt wieloletnich doświadczeń edukacyjnych nie tylko całych pokoleń, ale wręcz cywilizacji.

I tak: nauczanie literatury (kultury, sztuki) musi się opierać na jakimś kanonie; nauczanie języka musi się opierać na znajomości struktur gramatycznych (lub przynajmniej retoryce). Dlaczego? Ponieważ kultura/lingwistyka mają w znacznej mierze charakter warstwowy. Jak projekt w Photoshopie. Jeżeli nie zajmiesz się pierwszymi warstwami, nie będziesz w stanie w pełni zrozumieć późniejszych. I stąd kilka pytań... Pierwsze:

Jak zamierzasz nauczyć Polaka, gdzie ma stawiać ze zrozumieniem przecinki, jeśli nie wprowadzisz w szkole zajęć poświęconych budowie składniowej zdania (rodzaje zdań, wykresy itp.)? Dziecko nauczy się mówić po polsku, mniej lub bardziej poprawnie, ale żeby nauczyć się poprawnie pisać, musi dużo czytać i znać gramatyczne zasady konstruowania wypowiedzi. Zawsze możesz stwierdzić: a na co komu wiedza, gdzie postawić przecinek? Ale wtedy moglibyśmy równie dobrze powiedzieć: a na co komu szkoła powszechna? Przecież fachu możemy się wyuczyć od innych, np. terminując w zakładzie fryzjerskim. Ale chyba nie to nam chodzi.

Podobnie ma się sprawa z retoryką, która w naszej szkole zaczyna odgrywać, na szczęście, coraz większą rolę (dawniej wchodziła zazwyczaj w skład nauki o kompozycji). Uważam, że każdy człowiek powinien zgłębić wiedzę na temat logicznego konstruowania własnej wypowiedzi (argumentacji) i prowadzenia sporów (erystyki). Nie chodzi tylko o bezpośrednią przydatność retoryki w niektórych zawodach (prawnik, nauczyciel, urzędnik itp.). Chodzi również o to, że dzięki znajomości retoryki każdy z nas będzie w stanie skuteczniej w życiu codziennym stosować perswazję, a przy okazji poprawi swoje kompetencje społeczne. Co się stanie, gdy zrezygnujemy z nauki retoryki ("ukrytej" w treści zajęć poświęconych literaturze i językowi) - dobrze widać w niektórych wątkach na naszym forum.

I dlatego właśnie matura ma formę wypracowania, które opiera się na konkretnych zasadach retorycznych. Bo mają one charakter uniwersalny. Posługujemy się nimi - mniej lub bardziej świadomie, mniej lub bardziej umiejętnie - na co dzień. A jeśli tego nie robimy, zaczynają się problemy w komunikacji. Językowa (a więc i logiczna) wieża Babel nie prowadzi nigdy do niczego dobrego. Umiejętność konstruowania precyzyjnych, logicznych komunikatów o określonej formie oraz umiejętność czytania ze zrozumieniem (a więc interpretowania) tekstu, a co za tym idzie - otaczającego nas świata, stanowi podstawę budowania poprawnych relacji międzyludzkich, współpracy i - właśnie - dokonywania pozytywnych przemian w naszym otoczeniu. Stąd też każdy światły naukowiec (pomijam "wynaturzenia" pokroju jednego z uczestników dyskusji w tym wątku) niezwykle ceni kulturę i sztukę, między innymi jako poligon dla mózgu, który pozwala nie tylko na rozwinięcie kompetencji językowych, hermeneutycznych, logicznego myślenia, wyobraźni, ale też na kształcenie inteligencji emocjonalnej.

Zostawmy na razie kwestie językowo-retoryczne. Przejdźmy do kanonu. Krótko: rzecz jasna, możemy (i powinniśmy) dyskutować o kanonie, który przecież w przeszłości wyglądał inaczej, a w przyszłości - zostanie poddany kolejnym modyfikacjom. Pora więc na drugie pytanie:

Dlaczego, dajmy na to, "Lalka" i "Zbrodnia i kara" to książki, które należy usunąć z kanonu? Jakimi pozycjami, znacznie bardziej wartościowymi z punktu widzenia współczesnego czytelnika, zastąpiłbyś dzieła Prusa i Dostojewskiego?

I kolejna kwestia: psioczysz na naukę fleksji w szkole podstawowej (i w dawnym gimnazjum). Pomijając nawet aspekt warstwowości, o którym pisałem, trzeba pamiętać, że zdobywanie podstaw wiedzy z różnych dziedzin (nawet rzeczy, które pozornie "do niczego się nie przydadzą", czyli np. informacji o zasadach perspektywy w malarstwie czy strukturze barokowego paradoksu) znacząco wpływa na poprawę naszych umiejętności kognitywnych i rozwój mózgu. Nigdy nie jest więc tak, że nauka (a nie wkuwanie na pamięć czy redagowanie ściąg), a więc po prostu czynność myślenia, może być kompletnie bezużyteczna i nie wpływa pozytywnie na rozwój naszego intelektu. I w tym sensie nawet równania różniczkowe są "przydatne" dla osób, które nie będą miały w dorosłym życiu do czynienia z matematyką. Oczywiście, po raz kolejny powtórzę: możemy dyskutować o tym, które rzeczy wyeliminować lub w jaki sposób wzbogacić konkretne elementy podstawy programowej o aspekt pragmatyczny.

Walisz również na oślep w nauczycieli.

Pewnie dlatego na lekcjach i testach królują klucze interpretacyjne nauczyciela, który nie wyobraża sobie wyjście poza schemat. [...]
Konia z rzędem dla osoby, która wskaże mi nauczyciela skupiającego się faktycznie na tych aspektach, zamiast szablonowego przerabiania, wstępu, rozwinięcia i zakończenia, motywacji i odczuć bohatera. W życiu nie spotkałem nauczyciela, który potrafiłby powiązać tekst z nastrojami społecznymi panującymi w tamtych czasach, bądź nie daj boże, w regionie tworzenia.

Jak pisałem, nie ma już żadnych "kluczy interpretacyjnych". Wystarczy, że zerkniesz na przywołane powyżej kryteria oceniania matury. Próbuję od kilku lat dementować nieprawdziwe w tym zakresie informacje, ale to chyba również syzyfowa praca. Czasy Bladaczki już minęły. Teraz możesz swobodnie mówić, że Słowacki wielkim poetą nie był. I mogę cię zapewnić, że marzeniem większości nauczycieli jest uczeń, który potrafiłby takie zdanie uzasadnić. Bo to by znaczyło, że myśli, że mu się chce. A o takich coraz trudniej.

I wreszcie zarzut, że nauczyciele nie potrafią tak omawiać lektur, żeby wydobyć z nich kwestie istotne w naszych czasach. Niedawno opublikowałem tutaj przygotowany przeze mnie konspekt zajęć na odległość, w którym starałem się w kontekście Horacego poruszyć współczesne problemy ekologiczne. Jakiś miesiąc temu oparłem zajęcia poświęcone "Bogurodzicy" na analizie słynnego zdjęcia Samuela Arandy, które zostało wykonane w czasie arabskiej wiosny. Kiedy omawiam dzieje rodziny Szlangbaumów w "Lalce", czytam z uczniami felietony o antysemityzmie na polskich stadionach. Sny Izabeli analizuję zawsze z wykorzystaniem freudowskiej metodologii i łączę z kształceniem umiejętności odczytywania symboli w naszym otoczeniu. A jak przedstawiam relacje między Izabelą i Wokulskim, to sięgam po teksty Pilcha opisującego przy okazji miłosnych podbojów mentalność współczesnych celebrytek. Zajęcia, na których analizuję "Łagodną" Dostojewskiego, wiążą się z dyskusją na temat dzisiejszej sytuacji kobiet (opisanej np. w "Kieszonkowym atlasie kobiet") i przemocy w rodzinie. Analizując i interpretując "Eviva l'arte!" Tetmajera, czytam z uczniami opisy interakcji między współczesnymi muzykami rockowymi i groupies na koncertach i po koncertach (opisane m.in. przez Vargę). Zgłębiając sens podróży Kurtza przez Afrykę, dyskutuję o dzisiejszych przejawach rasizmu, chociażby w kontekście ostatnich wydarzeń w USA, i o ukrytych znaczeniach "Czasu Apokalipsy" Coppoli. I tak dalej. A to tylko przykłady z kilku ostatnich tygodni.

Mam wrażenie, że nie trafiłeś nigdy w życiu na normalnego nauczyciela. I że nie dostrzegasz, jak bardzo zmieniła się szkoła w ostatnich czasach.

post wyedytowany przez Bukary 2020-07-01 11:55:25
01.07.2020 11:38
madmec
35
odpowiedz
2 odpowiedzi
madmec
44
Pretorianin

Dużo przydatnych informacji dla maturzystow, ale oczywiste pytanie brzmi: to nauczyciele nie uczą tych schematów myślenia w szkołach?

Matura jest jak kolejna gra, nieco nudna, bo prowadzi po torach. Pytanie, odpowiedź, streszczenie, argument. Jeśli ktoś chce papierek (achievement) to musi tym torem podążać.

01.07.2020 12:00
Bukary
35.1
1
Bukary
182
Legend

Dużo przydatnych informacji dla maturzystow, ale oczywiste pytanie brzmi: to nauczyciele nie uczą tych schematów myślenia w szkołach?

Moje doświadczenia: większość pewnie uczy, ale gęstość mózgu współczesnych maturzystów sprawia, że trudno się przedostać do jego wnętrza. ;)

Matura jest jak kolejna gra, nieco nudna, bo prowadzi po torach.

Częściowo to prawda. Ale nie do końca, o czym pisałem nieco wyżej [34]. Matura musi być w pewnym sensie schematyczna: bo wyniki powinny być miarodajne i porównywalne (są podstawą rekrutacji na studia). A poza tym: aby twórczo wyjść poza schematy, trzeba najpierw schematy dobrze poznać i zrozumieć.

01.07.2020 19:43
madmec
35.2
madmec
44
Pretorianin

Mysle, ze mamy tu kombinacje kilku zjawisk. Nauczyciele nie sprawdzaja skutecznosci swoich metod. Albo tez jest im to jest obojetne. Do tego mlodsze pokolenie ma juz mozgi przeorane internetem i komorkami - problemy z pamiecia, skupieniem, splycanie. Podejrzewam tez, ze wzrosl odsetek (ale nie sprawdzalem) ludzi przystepujacych do matury. Jesli tak, to bedzie ogolny spadek poziomu. Bez dluzszego szukania dane z 2010 pokazywaly, ze mature ma 88% doroslych. Patrzac na krzywa rozkladu IQ w spoleczenstwie mature musza tez zdawac ludzie ponizej 100.

01.07.2020 12:10
36
odpowiedz
zanonimizowany153971
176
Legend

Bukary,
masz rację, podobnie było za moich czasów, jest jedno ale, takie podobne w tonie uwagi może opisać praktycznie każdy nauczyciel dowolnego przedmiotu - co znaczy tyle, że nasza szkoła jest taka jak ruskie wojsko, z racji tego, że materiału jest za dużo, który nie koniecznie musi być interesujący (to dość delikatne określenie) uczy się kombinowania żeby przeżyć, musi wiedzieć jaki materiał, przedmiot lub którego nauczyciela olać, lub godzi się, z tym, że i tak nie będzie lepiej więc nie wysila cisząc się tym swoim "dostatecznym"
do tego ten przestrzały program wymagający np. czytania na siłę depresyjnych lektur - w efekcie, uczeń nie traktuje szkoły jako czegoś co mu pomoże przejść przez życie, tylko jako kolejną przeszkodę do przejścia - jest to pewne uogólnienie, ale fakt, że po dwudziestu latach wciąż mi się śni, że nie zdam matury, nie wspominam tego okresu jako najlepszego w swoim życiu, a nie byłem najgorszym uczniem, a z niektórych przedmiotów nawet całkiem dobrym.

post wyedytowany przez zanonimizowany153971 2020-07-01 12:11:37
01.07.2020 12:37
Caine
😂
37
odpowiedz
2 odpowiedzi
Caine
13
Konsul

I jeszcze jeden kwiatek do ogródka:

Nowadays many manygers allow workers to take dogs to work. I will show pluses and minuses of this idea.
To start with, this idea is good. First, dog needs company so he is very sad when the master go to work and the dog is alone. Another argument is that the master needs his lovely pet to have a good time and also work efisiently. Also other people in the office will feel good when they have a nice dog and will make them happy. Also the master can have a break to go with the dog for a walk and it is good for him.
On the other hand, there is problem. Dogs can be a problem. They need company and they make a noise. It can make problems for the people in the office. Also some people are affraid of dogs and this is a problem. Also some people have alergy and they can’t be with dogs.
In conclusion, the problem is difficult. On the one hand, it is good to take dogs to work, on the other hand, it is not good, because it is a problem.

" Ktoś zapyta, co to za cholera, a ja już odpowiadam. Otóż w tym roku, ze względu na pandemię, zarówno matury jak cały proces weryfikacji ich wyników, został znacznie przesunięty, w związku z czym ja sam, jako odwieczny egzaminator, dopiero teraz miałem okazję rzucić okiem na to, co tam w tym roku się wydarzyło. I również tym razem, moje refleksje są niezmienne, a dotyczą one tego, że gdyby szkoły i zatrudnieni przez nie nauczyciele mieli odrobine rozumu w głowie, no i swoją robotą byli zainteresowani w sposób choćby podstawowy, wszystko stałoby się znacznie prostsze.
Otóż proszę sobie wyobrazić, że powyższy tekst, realizujący tegoroczne polecenie: „Niektórzy dyrektorzy firm pozwalają prawcownikom przyprowadzać do pracy psy. Przedstaw plusy i minusy owego rozwiązania”, wedle wszelkich aktualnie obowiązujących zasad oceniana prac maturalnych otrzymuje 10 punktów na 13. Dlaczego? Już tłumaczę. Otóż to co najważniejsze, a więc stanowiące ponad połowę punktów dotyczy kwestii technicznych, a zatem maturzysta ma przede wszystkim realizować polecenie i realizować je w sposób staranny. A zatem ma napisać tekst o tym, że niektórzy pracodawcy pozwalają przyprowadzać do pracy psy i że owo rozwiązanie ma swoje plusy i minusy, a nie na przykład pisać, że niektórzy z nas chcieliby chodzić do pracy ze swoim ulubionym zwierzątkiem i warto by się było zastanowić, czy to jest możliwe, bo to jest zwyczajnie maturalna klęska. Jeśli tylko zatem uczeń spełni owe wymagania formalne, już ma gwarantowane 7 punktów z dostępnych 13. Dalej jest problem z tak zwanym bogactwem językowym, a ja przyznaję, że to jest, owszem, coś czego przeskoczyć łatwo się nie da. W podanym wyżej przykładzie bogactwa nie ma, bo być nie może, natomiast, owszem, jest parę zwrotów, takich jak „to start with”, „on the one hand”, „on the other hand”, czy „in conclusion”, które dany kandydat mógł sobie wczesniej przygotować, a w związku z tym ma szansę na jeden skromy punkt na trzy dostępne, zwłaszcza gdy błędów zbyt wiele nie ma, a sama praca jest czysta i przejrzysta, napisana jest starannie, co każdwego egzaminatora z góry ustawia w nastroju życzliwym, zwłaszcza gdy liczba słów jest blisko dolnego marginesu, a nie górnego. Gdy chodzi o resztę, czyli wspomnianą poprawność, powyższy tekst nie zawiera zbyt wielu błędów, a zatem, zgodnie z zasadą, że „nieliczne błędy językowe i zapisu” są dopuszczalne, za poprawność językową otrzymuje się punktów trzy. A w tym wypadku, jak widzimy bez dłuższego liczenia, ów sprytny maturzysta za powyższe wypracowanie otrzymuje 11 punktów na 13, no może w najgorszym wypadku 10 na 13."

post wyedytowany przez Caine 2020-07-01 12:39:37
01.07.2020 12:50
Bukary
37.1
1
Bukary
182
Legend

Nie mam pojęcia, jak wygląda schemat oceniania "esejow" z języka angielskiego, ale schemat oceniania wypracowań na maturze z języka polskiego powinien zaliczyć wizytę w spa i jakiś lifting. W skrócie: promuje, podobnie jak w przytoczonym powyżej przykładzie, uczniów słabych i bardzo słabych, a nie nagradza w żaden sposób tych dobrych. Dlatego też nagminne są przypadki ciągnięcia za uszy do góry prac, które powinny zostać przysypane piaskiem wstydu i przyklepane łopatą nieuctwa. I tylko dlatego, że nie chcę gryźć ręki, która mnie karmi, dosadniej tego nie skomentuję.

"Uratowałem" więc mnóstwo uczniów przed powtarzaniem egzaminu. Część z własnej woli, a część - z innych przyczyn. ;) Na egzaminie z matematyki nie ma takiej możliwości, ponieważ egzaminatorzy nie sprawdzają całego arkusza tylko wiązki zadań z różnych prac. I między innymi dlatego egzamin z matematyki jest takim postrachem, a liczba oblanych arkuszy - większa niż w przypadku języka polskiego. Gdyby np. różni egzaminatorzy sprawdzali testy i wypracowania z języka polskiego, nie widząc zsumowanej liczby punktów z całego arkusza, wówczas procent osób, które nie zdały matury, wzrósłby dramatycznie.

No cóż, ministerialne statystyki zdawalności nie mogą się źle prezentować w sprawozdaniach.

post wyedytowany przez Bukary 2020-07-01 13:17:09
03.07.2020 09:25
Jeyhard
37.2
Jeyhard
37
Konsul

Bukary nie wiem jak to wygląda teraz, bo maturę zdawałem "już" (wiem, wiem, podśmiechujki ze strony starszych z forum słyszę u siebie na Podkarpaciu :D) kilkanaście lat temu, wtedy jednak było z grubsza jak pisze Caine. Część punktów dostawało się za zrealizowanie tematu, część za gramatykę, a resztę za ogólnie rozumiane "bogactwo językowe". Tyczy się to matury rozszerzonej, nie wiem jak wygląda(ło) to na podstawowej. Efekt był taki, że rozszerzoną maturę był w stanie zdać każdy (jeśli pokonał pozostałą część matury - m.in. transformacje, z którymi masa ludzi ma problemy) - ale czy wynik na poziomie 40% cokolwiek na uczelni znaczył to już każdy musi sobie odpowiedzieć samodzielnie. :)

01.07.2020 12:54
wequest2
38
4
odpowiedz
3 odpowiedzi
wequest2
36
Pretorianin

"No wiesz, był taki facet, który miał dziecko. I to dziecko się zgubiło. On potem go szukał. I myślał, że porwał go taki facet, a to był inny facet. I ten pierwszy się dziwił, czego on chce, jak on nic nie wie. A ten go bije. Ale na końcu policjant mu pomógł. I się dowiedzieliśmy, kto porywał"

Pewnie wiele filmów da się podczepić pod to streszczenie, ale zapytam z ciekawości, czy chodzi o "Labirynt" z Hugh Jackmanem?

01.07.2020 12:56
Bukary
😃
38.1
Bukary
182
Legend

Bingo!

02.07.2020 23:26
Herr Pietrus
😱
38.2
Herr Pietrus
185
Ubecka Wdowa

O kutwa, faktycznie...

03.07.2020 10:05
Jeyhard
38.3
Jeyhard
37
Konsul
Image

Matko bosko... :D

01.07.2020 20:24
Wrzesień
39
5
odpowiedz
3 odpowiedzi
Wrzesień
14
Centurion

Dziwnym nie jest. Dzieciak idzie dziś do podstawówki, spędza w niej 6-7 godzin. Potem leci do domu zjeść obiad. Potem znowu do szkoły, bo ma dodatkowy angielski, niemiecki, chiński, karate, pływanie, fortepian i kurs programowania. I tak przez parę ładnych lat, chyba, ze weźmie starych na litość, albo uda mu się ich przekonać, że nie nie lubi tego fortepianu, a szermierka to już w ogóle nie jego bajka. No i potem, jak już jest nastolatkiem i szczęśliwie nie wylądował jeszcze na psychoterapii, a może już trochę bardziej o sobie decydować, to stwierdza, że już mu się zwyczajnie nie chce. I to jest normalne.
Naprawdę, jak widzę po ludziach co oni teraz robią z tymi dzieciakami, to cieszę się, że jestem jeszcze z tego pokolenia, które zaczynało mieć myśli samobójcza dopiero po dwudziestce, jak musiało iść do roboty, a nie dużo wcześniej.

01.07.2020 22:40
Deton
39.1
Deton
151
Know thyself

W tym też coś jest.

02.07.2020 14:16
Bukary
39.2
Bukary
182
Legend

Owszem, sporo w tym racji. Ale pokolenie, które teraz przystąpiło do matury, to jeszcze nie do końca pokolenie dzieci spełniających ambicje rodziców (czyli pozbawionych dzieciństwa) . Na nich przyjdzie czas za 2-3 lata.

Niemniej jednak problem, który zasygnalizowałeś, jest poważny i dosyć dobrze widoczny dla nauczyciela. Niestety.

03.07.2020 10:18
Jeyhard
39.3
Jeyhard
37
Konsul

Miałem przywalić się do "pokolenia dzieci spełniających ambicje rodziców", bo wspominasz że przyjdzie za 2-3 lata, ale nie doczytałem że chodzi przyszłych maturzystów. Uff, ulga. :)

Tak całkiem serio - najlepszym chyba wyjściem (z perspektywy ojca 3-letniej córki) jest po prostu dać dziecku szansę spróbować różnych rzeczy. Iść do szkoły językowej by sobie "pobrzdąkało" na instrumentach, w szkole by spróbowało różnych kół zainteresowania / sportowych, dać możliwość zgłębiania tajemnic programowania (ok, nie w wieku 3 lat :P), grafiki czy czegokolwiek innego. Potem obserwować, czy coś "chwyciło". Do niczego - prócz może pływania i jazdy na rowerze (bo przypał potem nadrabiać jak się jest nastolatkiem) - nie warto przymuszać.

post wyedytowany przez Jeyhard 2020-07-03 10:18:55
02.07.2020 15:57
Bukary
40
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Bukary
182
Legend

Jakby ktoś czytał w moich myślach:

https://wiadomosci.wp.pl/szykuje-sie-rewolucja-w-egzaminach-maturalnych-beda-trudniejsze-6527770781435521a

Największe zmiany dotyczyć będą jednak egzaminu z języka polskiego . Maturzyści - jak ustalił "DGP" - otrzymają nie jedną, jak dotychczas, ale dwie części z zadaniami.

Pierwsza część będzie sprawdzała znajomość kanonu lektur. Zdający będą musieli je rozpoznać i udowodnić, że znają ich treść. Dalej sprawdzana będzie - jak dotychczas - umiejętność czytania ze zrozumieniem. Ale i w tym przypadku zmieni się formuła zadań. - Planujemy, że będą dwa teksty na zbliżony temat, które będzie trzeba ze sobą zderzać, wyszukać w nich podobieństwa, różnice, myśli wspólne - tłumaczy "DGP" Marcin Smolik, dyrektor CKE.

Drugą część egzaminu stanowić będzie wypracowanie. Maturzysta otrzyma dwa tematy i fragmenty tekstów, ale oprócz odniesień do podanego fragmentu i dowolnych utworów, będzie musiał odnieść się do konkretnych tekstów literackich wskazanych w zadaniu. Forma pracy nie będzie już obowiązkową rozprawką. Maturzysta będzie mógł zdecydować się na esej .

Maturzyści - to kolejna nowość - otrzymają tomik ok. 200 wierszy autorów polskich i zagranicznych, którym będą mogli się posiłkować podczas pisania egzaminu.

Zmiany w egzaminie maturalnym: koniec z kluczem do sprawdzania prac
Egzaminatorzy nie otrzymają klucza do sprawdzania prac. Zmieni się też sposób punktacji - za najwyżej cenione wypracowanie uczeń będzie mógł teraz uzyskać maksymalnie 50 proc. punktów.

Matura ma trwać o 40 minut dłużej niż obecnie, a każdy z trzech arkuszy, które otrzyma uczeń, będzie sprawdzany oddzielnie. - Ma to zapobiegać "efektowi miłosierdzia egzaminatora i poszukiwania punktów na 30 proc." - tłumaczy "DGP" Smolik.

Dyrektor CKE przekonuje, że planowane zmiany mają zwiększyć wagę egzaminu maturalnego.

Szczegółowe informacje tutaj:
https://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1485092,matura-z-polskiego-zmiany.html

post wyedytowany przez Bukary 2020-07-02 17:51:35
02.07.2020 23:23
Herr Pietrus
40.1
1
Herr Pietrus
185
Ubecka Wdowa

Czyli kujemy treść lektur na blachę? :) Słusznie to czy nie słusznie, panocku?

post wyedytowany przez Herr Pietrus 2020-07-02 23:23:43
02.07.2020 17:22
kamil111skiper
👍
41
odpowiedz
1 odpowiedź
kamil111skiper
48
Duch

Bardzo miło mi się czytało twoją wypowiedź.
Ja w tym roku na maturę kompletnie postanowiłem się nie przygotowywać. Zero przypominania lektur ,zadań itp. I w moim odczuciu dzięki temu poszło mi bardzo dobrze. Z Polskim problemów nie miałem - ale przyznam szczerze że o Weselu pamiętałem tylko że tam były zjawy ,lecz ostatecznie coś udało się napisać. Własny utwór? Novela na podstawie której powstało anime "Angel Beats" ponieważ w moim odczuciu idealnie pasowała do mojej tezy. Nie pamiętam co dokładnie za tezę dałem ,ale prawdopodobnie : "Elementy fantastyczne wzbogacają utwór o nowe możliwości przekazania historii ,uczuć i morału."
Ale wiem że gdyby w tym roku odbyła się normalnie matura ustna to tak bez przygotowań nie dałbym rady a jeszcze zostaje stres który odczuwam gdy inni mnie słuchają i/lub oglądają.
A co do samego języka polskiego:
Jedyne co podobało mi się w lekcjach tego przedmiotu to dyskusję na lekcjach ,ale to dzięki wspaniałej nauczycielce która chętnie wysłuchiwała naszych opinii/poglądów na temat danego utworu.
Lektury zawsze czytałem ,ale w technikum odpuściłem na rzecz streszczeń szczegółowych ,analiz bohaterów itp . Dzięki temu oceny za prace klasowe czy dyskusje w klasie ,ku mojemu zdziwieniu ,wzrosły. A odkąd zacząłem umieszczać w rozprawkach przykłady z anime które obejrzałem ,zyskałem na pewności odnośnie tego co piszę. Pisanie o czymś co przeczytałem bo tak mi kazano ,a o tym co obejrzałem/przeczytałem bo chciałem było tym co pchnęło mnie do przodu.

Ale i tak czuję że nie jestem gotowy na tą całą "dorosłość" a może raczej ja się jej po prostu boję. Nie wiem co będę robić za godzinę a muszę zdecydować o swojej przyszłości :/

02.07.2020 17:46
Bukary
👍
41.1
1
Bukary
182
Legend

Dzięki za miłe słowa.

"Elementy fantastyczne wzbogacają utwór o nowe możliwości przekazania historii ,uczuć i morału."

Jeżeli postawiłeś tego rodzaju tezę (która jak najbardziej ma sens), to już się pozytywnie wyróżniłeś. Prawdopodobieństwo, że zdałeś maturę: duże. :)

02.07.2020 20:42
wequest2
42
odpowiedz
wequest2
36
Pretorianin

Jeszcze a propos tego Sowińskiego, który woli w okopach (absolutna rewelacja!). Ewidentnie przyczyną tej pomyłki było to, że maturzysta nie widział wiersza na oczy, a tylko słyszał tytuł i nie wiedział, że ta Wola jest z dużej litery. Podobną wpadkę miał mój kolega z liceum, który na sprawdzianie zanalizował słynną powieść Dostojewskiego "Zbrodnia Ikara". Nie zdziwiłbym się też, gdyby istnieli uczniowie przekonani, że będąca lekturą powieść Hemingwaya to "Stary człowiek i może".

02.07.2020 20:54
Alba_Longa
😢
43
odpowiedz
1 odpowiedź
Alba_Longa
43
Konsul

Tego się wymaga od narodu - taki się stanie.

02.07.2020 22:06
Bukary
43.1
Bukary
182
Legend

Jak pisałem wyżej, akurat przedstawionych problemów bym nie wiązał za bardzo z polityką.

02.07.2020 21:02
👍
44
odpowiedz
2 odpowiedzi
ssforever
0
Junior

Przecież to jest nic innego, jak doskonała auto-wiwisekcja waszej nauczycielskiej impotencji. Zupełnie jakby chirurg dziwił się nad zwłokami pacjenta, że sam sobie źle przeprowadził operację. Wam nauczycielom to już się chyba klepki pomieszały od braku jakiegokolwiek obiektywnego audytu waszych dokonań. Sami siebie oceniacie tak, że chyba już się unosicie nad ziemią w samozachwycie.

post wyedytowany przez ssforever 2020-07-02 21:04:07
02.07.2020 22:05
Bukary
😍
44.1
1
Bukary
182
Legend

Tak, tak. Unosimy się w samozachwycie nad arkuszami maturalnymi. Zwłaszcza wtedy, gdy ratujemy kolejnego maturzystę przed rocznymi wakacjami.

I tak: to wszystko wina nauczycieli. Gdybyśmy się bardziej starali i byli bardziej kompetentni, to każdy uczeń zdawałby maturę na 100%. (A każdy trener personalny wypuszczałby co roku ze swoich rąk wyłącznie Arnoldów; każdy lutnik - armię Stradivariusów; każdy profesor fizyki - kolejnych Einsteinów; każdy Sokrates - rzeszę Platonów; każdy nauczyciel śpiewu - salę koncertową wypełnioną sopranami Houston).

Owszem, dobrze wiemy, że nie ma obiektywnych mierników dobrej czy złej pracy nauczyciela. Z oczywistych względów. Ale dla mnie mimo wszystko istnieje przynajmniej jeden: szacunek uczniów - na przykład tych, którzy nawet wiele lat po zakończeniu szkoły wracają, żeby podziękować za to, czego wcześniej nie doceniali; albo tych, którzy po zdaniu matury cały czas starają się utrzymać kontakt ze swoim nauczycielem; albo tych, którzy z własnej własnej woli przyznają, odbierając ważny dyplom czy wymarzony indeks, że ich sukces nie ma tylko jednego ojca.

post wyedytowany przez Bukary 2020-07-02 22:38:19
02.07.2020 22:15
wyś
😂
44.2
wyś
52
Aloha!

Jego chyba nikt nie uratował ;)

03.07.2020 07:43
Falkaa
45
odpowiedz
Falkaa
1
Junior

Takiej opinii potrzebowałem :) Co do testu na maturze, no cóż... Widziałem taki test 3 razy, w tym 2 na próbnych i raz na właściwej maturze. W mojej szkole kompletnie nie przykładano wagi na ich rozwiązywanie (naprawdę: w ogóle), stąd już na próbnych nikt nie otrzymał za test więcej niż 10pkt. Sam na polski nie zwracałem większej uwagi, głównie z tego, że jednak nie on był dla mnie najważniejszy. Podczas 4 letniego wałkowania lektur i rozprawek w szkole, właściwie tylko to mnie podtrzymuje w kierunku do zdania a radziłem sobie z tym nieźle więc się okaże.

Bylem bardzo zaskoczony tematem rozprawki. Nie spodziewałem się, że będzie on "otwarty". Pisząc tę dziwną maturę w tym roku, postawiłem tezę co do tego, że elementy fantastyczne zachęcają do refleksji nad samym sobą. Opisałem się strasznie. Z tego co pamiętam, została mi zaledwie jedna strona miejsca. Być może tak rozwlekłe pisanie też nie jest do końca dobre, ale nie umiem inaczej :) Zobaczymy, co z tego wyjdzie :)

post wyedytowany przez Falkaa 2020-07-03 07:44:50
03.07.2020 08:06
46
odpowiedz
1 odpowiedź
Runnersan
198
Senator

Mój ulubiony moment związany z Wyspiańskim był na lekcji polskiego w klasie maturalnej. Nauczycielka odpytywała z wiedzy o lekturach z epoki i pytała właśnie o Wesele. Posadziła przed biurkiem z 5 chłopa na raz i na każdego wskazała podając im kolejne postacie z Wesela, których charakterystykę mieli omówić.

Wyglądało to trochę jak rozstrzelanie. Kobieta rzucała Hetman i wskazywała osobe i ta odpowiadała. Chłopakom nie szło za bardzo, ale coś mówili. Jak widziała, że wiedzą, to przerywała i szła dalej. Aż w końcu wskazała na ostatniego kolegę. Jego odpowiedź wyglądała tak:

- Wernyhora - rzuciła nauczycielka wskazując ręką kolegę.
- Wernyhora... Wernyhora to była...
- Dziękuję. - Zakończyła wypowiedź i tym samym serię pytań nauczycielka

Przy okazji pozdrawiam kolegę:)

03.07.2020 09:26
Bukary
😂
46.1
Bukary
182
Legend

Runnersan

Ha, ha!

Z Wernyhorą na maturze w tym roku też miałem niezły ubaw. Nagminnie uczniowie pisali, że w dramacie był "Werny Hora". Że to "Werny z Hory". Albo że to była "chora Werna".

03.07.2020 08:52
Cainoor
47
odpowiedz
Cainoor
219
Mów mi wuju

Dopiero trafiłem na ten watek. Normalnie z 15 minut bitego czytania ;)

Przypomniały mi się czasy liceum, gdy sam dochodziłem do tego co robiłem źle i co by poprawić, żeby było lepiej. Gdyby ktoś mi wtedy tak to wyłożył... Ale i tak nie było tak tragicznie, mam wrażenie, ze wszystko co napisałeś jest dla mnie jasne. Przynajmniej w teorii :)

Świat się zmienia

03.07.2020 09:03
Wielki Gracz od 2000 roku
48
odpowiedz
2 odpowiedzi
Wielki Gracz od 2000 roku
132
El Kwako

Całe liceum polski leciałem na trójkach. Maturę zdałem na 94%. Pisałem po prostu rzeczy proste i oczywiste. Gorzej było z ustną, bo 40%, ale uważam że ta część to takie lanie wody po nic, kiedy ja wolę prosto i na temat.

03.07.2020 10:07
Bukary
48.1
Bukary
182
Legend

Całe liceum polski leciałem na trójkach. Maturę zdałem na 94%. Pisałem po prostu rzeczy proste i oczywiste.

No to gratuluję! Wystarczy, moim zdaniem, myśleć, czytać ze zrozumieniem i znać mniej więcej treść kilku podstawowych lektur, żeby uzyskać przyzwoity wynik na maturze. Na poziomie podstawowym nie trzeba przedstawiać jakichś wyszukanych interpretacji i ujawniać talentu literackiego. I dlatego to, o czym pisałem w pierwszej wypowiedzi, jest takie smutne.

Gorzej było z ustną, bo 40%, ale uważam że ta część to takie lanie wody po nic, kiedy ja wolę prosto i na temat.

Hmmm... Właśnie matura ustna z języka polskiego wymaga gadania "na temat", dlatego uczniowie mają z nią większe problemy. Oto przykładowe zadania z ustnej:

W jaki sposób Internet wpływa na formy i sposoby komunikowania się ludzi między sobą? Uzasadnij swoje stanowisko, odwołując się do przytoczonego tekstu Jana Grzeni, do modelu aktu komunikacji językowej i do wybranego tekstu kultury.

Wyjaśnij, odwołując się do podanego fragmentu powieści Andrzeja Sapkowskiego ["Narrenturm"] i do innego utworu literackiego, jaką funkcję może pełnić stylizacja w utworze literackim.

Jakie refleksje o współczesnej cywilizacji wyrażają twórcy w swoich dziełach? Odpowiedz na podstawie interpretacji podanego tekstu kultury [rzeźba "Tłum" Abakanowicz] oraz wybranych tekstów literackich.

04.07.2020 00:06
Wielki Gracz od 2000 roku
48.2

Bukary

W sumie masz rację, mój mocny błąd.

Moja ustna to był temat chyba najpowszechniej wybierany, czyli "motyw drogi". Trochę niestety sam się wkopałem, ponieważ wybrałem jakąś lekturę oraz Eragona i Dartha Bane'a. I oczywiście jako fan obydwóch mógłbym stać tam i nawijać cały dzień bez przerwy, po prostu nie potrafiłem opowiedzieć tego jak trzeba, czyli krótko i treściwie :/

03.07.2020 10:01
Jeyhard
49
odpowiedz
3 odpowiedzi
Jeyhard
37
Konsul

Bukary bardzo fajnie się to czytało - choć oglądając film o nauczycielu (i listonoszu) człowiek czuje straszny smutek. Sam w szkole byłem obibokiem, a z racji tego, że niespecjalnie radziłem sobie z interpretacją wierszy (które moja polonistka ubóstwiała) to też moje ceny z "polaka" były, jakie były. Maturę jednak finalnie udało mi się zdać na przyzwoitym poziomie ~80% (acz niemalże wykładając się na ustnym, bo chciałem zabłysnąć z tematem związanym z nowomową młodzieżową, który mnie w tamtym okresie ewidentnie przerósł :D). Chciałbym zobaczyć dziś minę mojej polonistki, która zarzekała się, że matury nie zdam - a nie dość, że mi się to udało, to jeszcze pracuje jako copywriter... :P

Co do wydźwięku Twojego wpisu - myślę, że głąbów nie brakuje i wśród znacznie starszych, czego świetnym przykładem był temat na tym forum (https://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=15155355), w którym linkowany był bokserski wywód Papkina o CDA. Tekstu, którego część osób - między innymi nasz forumowy spec od VR - nie zrozumiała. Co jest nie tyle śmieszne, co straszne.

Osobiście otarłem się kilka lat temu o zawód nauczyciela (choć nie języka polskiego, a angielskiego) i mam na ten temat mocno mieszane uczucia. Choć były to głównie zajęcia w szkole podstawowej i specjalnej - gdzie dzieciom się jeszcze chce, czy to chłonąć wiedzę czy rywalizować z rówieśnikami - i głąbów nie uświadczyłem (ewentualnie klasowych cwaniaczków, których, z racji wieku, dość łatwo jest "naprostować"), to miałem też informacje od znajomych ze studiów, że w liceach kolorowo już nie jest. Patrząc na to, że i te kilkanaście lat temu poziom sporej części maturzystów (odnośnie języka angielskiego) był mocno dyskusyjny, aż jestem ciekaw jak to wygląda teraz. Z językami obcymi jest w ogóle zabawna sytuacja - bo część osób kompletnie sobie z nimi nie radzi, część z kolei włada nimi na tyle dobrze, że spokojnie by się z obcokrajowcem dogadała.

Przy okazji, z racji tematu i faktu, że "młodzież nie czyta" i jako że sam też w ostatnich latach od tego stronię (zwalam na brak czasu...) - co byś polecił, by wkręcić się w temat (bez preferencji gatunkowych z mojej strony)? Czuje ostry regres jeśli chodzi o własne słownictwo (co ten wątek tylko boleśnie uwypuklił...), a też niespecjalnie wiem "czego się czepić".

post wyedytowany przez Jeyhard 2020-07-03 10:07:12
03.07.2020 11:34
Bukary
49.1
1
Bukary
182
Legend
Wideo

Jeyhard

oglądając film o nauczycielu (i listonoszu) człowiek czuje straszny smutek

Niestety, nie jest wesoło. A do ogólnie nie najlepszej sytuacji finansowej, która przyczynia się do problemów z motywacją i jakością pracy wielu nauczycieli, doszła ostatnio atmosfera powszechnej rezygnacji po zeszłorocznym strajku. Wszystko to w połączeniu z fatalnymi zmianami (deformą), brakiem lepszych perspektyw na przyszłość i coraz większymi wymaganiami wobec nauczycieli (w kwestiach biurokratycznych, a nie pedagogicznych) tworzy obraz dzisiejszego szkolnictwa.

którego część osób - między innymi nasz forumowy spec od VR - nie zrozumiała

Chętnie bym poczytał o tym bokserskim wywodzie, ale link odsyła mnie do głównej strony forum...

w liceach kolorowo już nie jest

Różnie bywa. Mam to szczęście, że pracuję w szkole, gdzie może nie trafię na zbyt wielu przyszłych noblistów w dziedzinie literatury, ale za to - jako nauczyciel - mogę liczyć na względny szacunek podopiecznych, ponieważ razem z resztą pracowników tworzę naprawdę wyjątkowo cieplarnianą i życzliwą atmosferę tej specyficznej placówki. Ale w innych szkołach nie jest tak kolorowo. Oczywiście, w każdej większej miejscowości jest jakaś elitarna grupa szkół, gdzie nauczyciele mogą się skupić na nauczaniu i nie muszą się za bardzo martwić o kwestie wychowawcze (bo trafiają do nich wyselekcjonowani uczniowie), a jedynym środowiskiem, które należy poddac resocjalizacji, jest często środowisko tzw. roszczeniowych rodziców, a nie dzieci. Ale w pozostałych placówkach (zwłaszcza w gorszych technikach czy szkołach zawodowych) praca nauczyciela polega na bezustannej walce o życie (w murach budynku i poza nimi). Rozmawiając nieraz z towarzyszami nauczycielskiej niedoli, dochodzę do wniosku, że pedagodzy z takich szkół i strażnicy więzienni powinni być traktowani jako jedna grupa zawodowa.

co byś polecił, by wkręcić się w temat (bez preferencji gatunkowych z mojej strony)

Skoro bez preferencji, to polecę kilka różnych pozycji, w których warstwa językowa stanowi znaczną część ogólnej wartości i które zarazem mogą być interesującą lekturą dla niemal każdej osoby złaknionej intelektualnej rozywki. Ograniczam się tylko do książek autorstwa Polaków:

Proza:

Jacek Dukaj, Lód:
Wielka powieść - zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Po prostu.

Jan Potocki, Rękopis znaleziony w Saragossie
Nowe tłumaczenie Anny Wasilewskiej. Najsłynniejsza książka o kompozycji szkatułkowej w historii literatury. Niesamowita zabawa intelektualna.

Poezja:

Stanisław Barańczak, Wiersze zebrane
Nie było i długo jeszcze nie będzie lepszej książki poetyckiej z XXI wieku. (Pomijając, rzecz jasna, poezję autorów obcojęzycznych). To wiersze osadzone fundamentalenie we współczesnym języku polskim, a zarazem czerpiące garściami z różnych tradycji. Tutaj np. jeden z nich w wykonaniu Buldoga:
https://www.youtube.com/watch?v=vDmXCK-nV3E

Eseje:

Stanisław Barańczak, Ocalone w tłumaczeniu:
Zbiór esejów o tłumaczeniu tego, czego pozornie nie sposób przetłumaczyć (np. humoru). Jedna z najciekawszych książek, jakie w życiu czytałem. Pełna niespodzianek, zabawna, wciągająca, a przy okazji dość "przyjazna" w lekturze.

Rafał Księżyk, Wywracanie kultury. O dandysach, hipsterach i mutantach
Właśnie to czytam i jestem pod dużym wrażeniem. Nie tylko dlatego, że mamy tutaj do czynienia ze znakomitą diagnozą obecnej sytuacji w kulturze i mediach społecznościowych (Facebook, Instagram), ale też z uwagi na wyszukany (trudny!) język.

A ponadto każdemu, kto chce się zmierzyć z niesamowitą (i zabawną) polszczyzną, polecam Trans-Atlantyk Gombrowicza.

I na deser:

Dwie pozycje, z którymi powinna się zapoznać osoba zainteresowana literaturą oraz współczesnym (z XX i XXI wieku) językiem polskim i kulturą:

Spektakl "Między nami dobrze jest" w reżyserii Grzegorza Jarzyny (sztuka Masłowskiej) dostępny za darmo tutaj:
https://ninateka.pl/film/miedzy-nami-dobrze-jest-grzegorz-jarzyna-1

Dwie płyty zespołu Buldog - "Chrystus miasta" i "Laudatores Temporis Acti" (wszystkie teksty to wiersze znanych polskich poetów, np. Tuwima i Barańczaka):
https://www.youtube.com/watch?v=1_bEzlu4S74&list=PLE4FBB1A164663DC1
https://www.youtube.com/watch?v=XWeCcOkgblc&list=OLAK5uy_mieSd8anEmzDA4GuzDbc7sb3RbrtPZ5XU

Na koniec dwa wiersze Barańczaka (drugi skierowany do ukochanej):

-------------------------------------------------------------------------
Łzy w kinie

Łzy w kinie płyną łatwiej.
Łatwiej niż w życiu (pomoc:
zgaszenie na sali świateł)
ale i łatwiej niż w domu,
przed własnym telewizorem:
za wydatek na bilet
pragnie się mieć wieczorem
coś uchwytnego: chwilę
śmiechu lub – zwłaszcza – łez
(od śmiechu widz czuje się lepiej,
od płaczu – lepszym niż jest).
Kinowa łza nie oślepia
oka; przeciwnie, przemywa
i kąpielami słonymi
sprawia, że oko przeżywa
to, co samochód w myjni
lub dusza w trakcie spowiedzi.
Kratką i ciemnym okienkiem –
ekran, przed którym się siedzi
(w kinie, jeśli kto klęknie,
są to przypadki nieliczne),
lecz przed tym panoramicznie
rozrosłym konfesjonałem
otarciem łzy wyznajemy
swój grzech śmiertelny, tajemny,
nie ujmujący – ujemny
znak, minus, który jest piętnem:
“Choć się naprawdę starałem,
choć próbowałem usilnie,
od ostatniego seansu
znów nie zdołałem żyć w pięknie,
w krainie Sensu i Glansu,
w sposób tak żywy, człowieczy,
pełny, prawdziwy, bezsprzeczny
jak żyją aktorzy w filmie”.

-------------------------------------------------------------------------
Serenada, szeptana do ucha przy wtórze szmeru klimatyzatora

Przez lat dwadzieścia dziewięć
wiedziałaś wszystko; tylko
jednego do dziś nie wiesz:
jak mi się znudzić. Był to

wyczyn jedyny w swoim
rodzaju. Odkrycia inne —
maczanie w sosie z soi
chińskich pierożków, w kinie

obejrzani „Wałkonie”,
pusta plaża (poligon)
pod Mrzeżynem, gwałtownie
szkarłatne i kolibrom,

ich liberalnym flirtom,
chętne kwiaty Hawajów,
Guinness, Das wohltemperierte
(tego słuchają w Raju:

Arta Tatuma i Bacha),
powieści Nabokowa,
smak rzadkich przewag w szachach,
herbata (nałogowa

zależność), nawet mała
maciejka czy hortensja —
każda rzecz jakoś umiała
wyrobić w sobie potencjał

przyzwyczajenia. Czyli
można, jeżeli się chce.
Głupie rzeczy się nauczyły.
A ty, taka bystra — nie.

post wyedytowany przez Bukary 2020-07-03 11:40:00
03.07.2020 11:49
Jeyhard
👍
49.2
Jeyhard
37
Konsul

Dzięki za wyczerpującą odpowiedź Bukary - przejrzę propozycje i z pewnością się zaznajomię. :)

W kwestii zlinkowanego przeze mnie tematu - nie zwróciłem uwagi, ale dokleił się do niego nawias i przecinek. Łap: https://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=15155355

03.07.2020 15:21
Bukary
49.3
Bukary
182
Legend

Aaaa, pamiętam tę dyskusję... :)

Ale to wszystko pokrywa się z moimi doświadczeniami: wielu młodych ludzi (a także, jak widać w przywołanym wątku, nieco starszych) nie jest w stanie wznieść się na niedosłowny (zwłaszcza ironiczny) poziom tekstu. Zatrzymują się wyłącznie na znaczeniach dosłownych i nie odczytują w zupełności tego, co kryje się między wierszami. Często z braku wiedzy lub po prostu braku inteligencji, ale często również właśnie z tego względu, że w ogóle nie czytają tekstów, które takiego wertykalnego przemieszczenia znaczeń (czy też wchodzenia w semantyczną głębię) wymagają (np. tekstów literackich, wierszy).

03.07.2020 10:29
Drackula
50
odpowiedz
3 odpowiedzi
Drackula
194
Bloody Rider

Jezyk Polski z Liceum wspominam slabo. Niby nauczycielka zla nie byla, ale nie potrafila zajac sie uczniami z ktorymi nie bylo jej po drodze (w sensie spojrzenia na literature). Mialem niskie oceny bo moje interpetacje tekstow zawsze byly odmienne od wizji nauczaycielki, choc potrafilem uzasadnic swoj punkt widzenia.
Dodatkowo jestem dysxxxx, ale wtedy podchodzilem do sprawy na zasadzie, ze debila z siebei robil nie bede i odpowiednie papiery nie chcialem sie starac. W efekcie moje wybracowania dolowaly w ocenach ze wzgledu na bledy w pisowni. Stylistyke i skladnie zdan mialem obcykana,bo do tego samego liceum musialem zdac egzaminy wstepne i pol roku ciotka nayczycielka mordowala mnie z tych elementow :)
Mature wspominam jako latwy egzamin pod wzgledem temtycznym bo oczytany bylem (nawet dodatowe lektury czytalem) ale koncowe oceny nie nalezaly do tych, ktorymi mozna sie przy niedzielnym obiedzie chwalic :)

Znacznie fajniej wspominam 7-8 klase podstawowki. A to ze wzgledu na to ze siedzac przy biurku nauczycielki rozwijalem swoje zdolnosci w temacie fantazji. Wyobrazcie sobie dzieciaka, ktory zaczyna dojrzewac a tu mu siada po nosem na blacie biurka mloda dziunia w miniowce :) Niestety jej zdolnosci pedagogoczne byly na poziomie wod gruntowych.

z innej strony, jak tak patrze na obecnych uczniow i ogolny poziom nauki, oraz placze nad tym ze ucza sie niepotrzebnych rzeczy to nachodzi mnie taka refelska, ze 25-30 lat temu ci ludzie nie byliby w stanie skonczyc profilowanej zawodowki (np. biologia w zawodowce ogrodniczej)

post wyedytowany przez Drackula 2020-07-03 10:37:45
03.07.2020 10:44
Klapaucjusz
50.1
Klapaucjusz
120
Generał

Niby masz racje, ale... Rownie dobrze moglbys napisac, ze w epoce kamienia lupanego wiekszosc z nas by nie przezyla, bo np. jestesmy zbyt slabi i nie potrafimy polowac.
Teraz sie, po prostu, od ludzi nie wymaga tego co dawniej, bo nie ma takiej potrzeby.
To nie jest tak, ze ludzie, ktorzy rodza sie obecnie posiadaja nizsza inteligencje w porownaniu do poprzednich pokolen.

03.07.2020 10:53
Drackula
50.2
Drackula
194
Bloody Rider

mozna byc inteligentnym a zarazem glupim :)
Madrosc to cos co sie nabywa, a obecnie ludzie ida na latwizne i ilosc oraz jakosc przyswajanej wiedzy jest slabsza niz kiedys.
W moim dziecinstwie o liceum zazwyczaj mysleli ci co naprawde byli zdolniejsi od ogolu. Nikt nie pchal sie na sile do Liceum boraz ze zapotrzebowanie na rynku pracy bylo inne a dwa ilosc tych placowek byla mniejsza a co za tym idzie duzo wiekszy prog wejscia. Szkoly zawodowe byly zancznie popularniejsze. Raz ze dawaly mozliwosc usmodzielnienia sie znacznie wczesniej, to i zapewnialy dosc dobryc fach oraz poziom nauczania w wielu zn ich nie byl wcale taki zly, jak juz wpomniana przeze mnie zawodowka ogrodnicza. Znam wielu ludzi, ktorych edukacja odbywala sie szlakiem zawodowka-technikum-studia.

03.07.2020 11:23
Klapaucjusz
50.3
Klapaucjusz
120
Generał

Zgadzam sie z Toba, po prostu wydaje mi sie, ze gdybys urodzil sie w obecnych czasach, to niekoniecznie wyrosl bys na intelektualnego tytana posrod karzelkow, o ktorych piszesz.
Podobnie obecna mlodziez, gdyby przyszlo jej zyc w poprzedniej epoce, to radzilaby sobie tak samo dobrze, jak wowczas Ty.

Tak jak napisales, kiedys inaczej wygladala edukacja, inne byly progi wejscia, inna byla rzeczywistosc, do ktorego ludzie sie adaptowali.

Teraz ci ludzie adaptuja sie do obecnego swiata i jego wymagan, a ze te sa nizsze / inne, to juz inna sprawa.

Kiedys tez szlismy na latwizne, bo zawsze i wszedzie wiekszosc ludzi tak robi. Tylko ta latwizna byla wowczas nieco mniej latwa, niz obecnie.

Ja uczylem sie w liceum w latach '90 i w tamtych latach bylo ogromne parcie na ten rodzaj szkoly i ogolnie na studia. Panowalo przeswiadczenie, ze bez wyzszego wyksztalcenia nie mozna myslec o jakiejkolwiek karierze, i tak czesto bylo. Pracodawcy oczekiwali mgr'a na przedzie nawet w przypadku jakis smiesznych stanowisk, ktore opanowac moglaby i osoba po podstawowce.
Wiadomo, jaki byl tego efekt - masa magistrow wyplutych przez rozne prywatne Wyzsze Szkoly Wszystkiego Najlepszego, ktorzy tak naprawde nic nie wiedzieli i nic nie potrafili;-)

03.07.2020 11:55
Bukary
😂
51
odpowiedz
Bukary
182
Legend
Wideo

A propos powyższej dyskusji o młodzieży w szkole, maturzystach, nudnej nauce i nudnych lekcjach...

Oto dokonany przez Barańczaka przekład piosenki Beatlesów (z książki Ocalone w tłumaczeniu):

John Lennon i Paul McCartney
SREBRNY MŁOTEK MAXWELLA

Maxwell w szkółce był, przed maturą kuł co sił, aż zbrzydziło go,
Więc zadzwonił do koleżanki, o, o, o, o.
- Horrendalny zgryz, w mózgu mam totalny zwis, więc przygotuj szkło,
Przerobimy ze dwie czytanki, co? - O, o, o.
Lecz w chwili, gdy otwarła mu drzwi,
On zarechotał i...

Bęc! Bęc! Maxwell srebrny młotek swój wziął i w łeb jej dał,
Bęc! Bęc! Maxwell widać ciężki był fioł, a jednak zwiał.

Rano szkoła znów, nudno, że aż szkoda słów, Maxwell ziewa w głos -
Negatywny wzór dla młodzieży, o, o, o, o.
Pani wścieka się: - Ciężka kara czeka cię, przepisz razy sto"
"OD LENISTWA W DUSZY SIĘ SZERZY ZŁO" - o, o, o.
Lecz ledwie był z nią sam parę chwil,
Znów popadł w dawny styl:

Bęc! Bęc! Maxwell srebrny młotek swój wziął i w łeb jej dał,
Bęc! Bęc! Maxwell widać ciężki był fioł, a jednak zwiał.

Tu już Scotland Yard uznał, że ten psotny żart to zupełne dno;
Maxwell z miejsca poszedł w zaparte, o, o, o, o.
Tłum na sali był, dziewcząt chór ze łzami wył: - Uniewinnić go!
Sędzia wrzasnął: Opróżnić parter, bo... - O, o, o.
Lecz nawet nie dokończył tych słów,
Gdy za plecami znów:

Bęc! Bęc! Maxwell srebrny młotek swój wziął i w łeb mu dał,
Bęc! Bęc! Maxwell widać ciężki był fioł, a jednak zwiał.

https://www.youtube.com/watch?v=mJag19WoAe0

post wyedytowany przez Bukary 2020-07-03 11:56:22
Forum: Maturalne post mortem, czyli dlaczego współczuję pracodawcom