Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Valiant Hearts: The Great War Recenzja gry

Recenzja gry 25 czerwca 2014, 12:00

autor: Luc

Recenzja gry Valiant Hearts - piękna i poruszająca opowieść z czasów I wojny światowej

Ostatnimi czasy tematyka wojen światowych pojawia się w grach niezwykle rzadko i to jedynie w strategiach oraz strzelankach. Studio Ubisoft Montpellier postanowiło jednak w końcu przerwać ten impas i serwuje nam przygodową platformówkę.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Odważne eksperymenty i tajne projekty – często to one decydują o zwycięstwie.

1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
PLUSY:
  • ciekawie prowadzona narracja i wyciskające łzy zakończenie;
  • oprawa dźwiękowa doskonale oddająca ducha epoki;
  • przepiękna oraz oryginalna szata graficzna;
  • bardzo przystępnie zredagowana encyklopedia;
  • świetnie wyważone proporcje pomiędzy elementami zręcznościowymi oraz logicznymi.
MINUSY:
  • schematyczność poszczególnych zagadek i minigierek;
  • wątki niektórych bohaterów aż proszą się o rozbudowanie.

Choć większości z nas I wojna światowa kojarzy się głównie z czarno-białymi fotografiami oraz kilkoma większymi bitwami, losy jej bohaterów są o wiele bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać. Konflikt, który przewyższał swoim okrucieństwem wszystko, co do tamtej pory widziano, hektolitry bezsensownie przelanej krwi niewinnych, a także liczne dramaty rozdzielonych wbrew swej woli rodzin – o takich „szczegółach” rzadko kiedy usłyszymy na lekcjach historii, a to w końcu na nich zbudowano ład wersalski. Valiant Hearts: The Great War podejmuje niełatwą próbę ukazania koszmaru wojny w całkowicie inny sposób – przeżywanego z perspektywy pojedynczych osób zmuszonych do walki o cele, które są im kompletnie obce. Jak Ubisoft poradził sobie z tematyką o tak potężnym ładunku emocjonalnym?

Ludzka strona wojny

Recenzja gry Valiant Hearts - piękna i poruszająca opowieść z czasów I wojny światowej - ilustracja #2

W początkowej wersji gry mogliśmy kontrolować nie czterech, a aż pięciu bohaterów. Tym, którego ostatecznie wycięto, jest "brytyjski pilot, który nie potrafi latać”, czyli George. Z bliżej niewyjaśnionych przyczyn studio Ubisoft Montpellier zlikwidowało jego część historii na kilka miesięcy przed premierą. Mimo to postać pojawia się w grze na kilka chwil – niestety tylko jako pomocnik podczas jednej z przygód Freddiego.

Opowieść rozpoczyna się w połowie 1914 roku wraz z udanym zamachem na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Po krótkim, narracyjnym wstępie wprowadzającym nas w atmosferę gry przejmujemy kontrolę nad niejakim Emilem – sędziwym, francuskim farmerem, który otrzymał właśnie wezwanie do narodowej armii, szykującej się do Wielkiej Wojny. Podobnie jak wszyscy zdrowi mężczyźni, wyrusza na front ku chwale swojej ojczyzny, ze łzami w oczach pozostawiając za sobą dom i rodzinę. Rzucany rozkazami generałów po całym terenie konfliktu spotyka na swojej drodze kilka wyjątkowych postaci: Freddiego – amerykańskiego żołnierza, który szuka na Niemcach zemsty za wyrządzone mu krzywdy, Annę – belgijską dziewczynę próbującą odnaleźć swojego ojca – oraz Karla – własnego zięcia, który z racji swojej narodowości został wygnany z Francji wraz z początkiem wojny. Choć na pierwszy rzut oka większość z nich nie ma ze sobą nic wspólnego, doświadczane okrucieństwa niespodziewanie spajają ich losy i nawet fakt bycia po przeciwnych stronach barykady nie jest w stanie zerwać powstałej w ten sposób więzi.

Recenzja gry Valiant Hearts - piękna i poruszająca opowieść z czasów I wojny światowej - ilustracja #3
Dobre humory przed wyruszeniem na wojnę dopisują. Niestety niedługo się to zmieni.

Losy czterech bohaterów poznajemy nie tylko bezpośrednio uczestnicząc w ich przygodach, ale także czytając skrupulatne zapiski z pamiętników. To dzięki nim opowiedziana historia zyskuje głębię, a na wiele przeżywanych momentów patrzymy z całkowicie nowej perspektywy. Twórcy od pierwszych chwil obdzierają nas ze wszelkich złudzeń i stawiają na brutalny, choć prawdziwy obraz toczącej się wojny – bezlitosnej, bezdusznej i wyzutej z jakiejkolwiek moralności. Emocjonalna karuzela, do której wsiadamy już na początku rozgrywki, nie zatrzymuje się aż do końca ostatniego, czwartego rozdziału, a przy samym finale nawet najtwardsi z najtwardszych będą musieli sięgnąć po chusteczki. Wprawdzie przebieg fabuły trudno nazwać szczególnie zaskakującym, ale trzeba przyznać autorom, iż dzięki świetnie skomponowanej narracji w przeciągu sześciogodzinnej rozgrywki po prostu nie sposób się nudzić.

Recenzja Song of Horror – gra, która nie zawsze straszy tym, czym powinna
Recenzja Song of Horror – gra, która nie zawsze straszy tym, czym powinna

Recenzja gry

Song of Horror to straszna gra, która stawia na klasyczną prezentację, unikanie konfrontacji i zagadki. Ale czy wszystko, co tu straszy, na pewno było zamierzone przez twórców?

Przepis na cyberpunka to pixel art i synthwave – recenzja gry VirtuaVerse
Przepis na cyberpunka to pixel art i synthwave – recenzja gry VirtuaVerse

Recenzja gry

VirtuaVerse to pixel artowe i synthwave’owe dzieło sztuki. Przyjemna dla oka i ucha podróż do lat 80, która wskrzesza zakurzony gatunek przygodówek point’n’click.

Recenzja Arise: A Simple Story – gry, która najpierw was wkurzy, a potem uszczęśliwi
Recenzja Arise: A Simple Story – gry, która najpierw was wkurzy, a potem uszczęśliwi

Recenzja gry

Na praktycznie każdym etapie gry przynajmniej raz trafi Was szlag. Początkowo żmudna i nudnawa rozgrywka z czasem nam to jednak wynagradza. Z nawiązką! Jak w życiu. Jak wino. Arise: A Simple Story to gra niepozorna, uniwersalna, piękna i emocjonalna.