Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Newsletter

Newsletter 10 kwietnia 2022, 15:04

autor: Krzysiek "kalwa" Kalwasiński

Gram odkąd pamiętam, od kilku lat o tym piszę. Fan wszystkiego co dobre, z naciskiem na stare i japońskie.

Jak to dobrze, że Max Payne wraca. Brakuje takich gier!

Zapowiedź remake'ów dwóch pierwszych części Maxa Payne'a to niespodziewana i świetna wiadomość. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy przepełnione nieskrępowaną akcją produkcje odeszły do lamusa. Być może nowe wersje klasyki staną się zwiastunem innych powrotów.

Max Payne to już prawie staruszek. Gra zadebiutowała przecież ponad 20 lat temu, a w growym światku to już poważny wiek. I najlepsze jest to, że wciąż świetnie się trzyma. Dzieło Remedy Entertainment zestarzało się z klasą. To dlatego nawet dzisiaj dobrze się w to gra, w czym utwierdziłem się niedługo przed zapowiedzią. Czy zatem remake obu pierwszych Maxów jest potrzebny? Jak najbardziej! Takich gier brakuje, a należy tutaj jeszcze przytoczyć fakt, że rozgrywka w podobnych tytułach mocno uległa zmianie na przestrzeni ostatnich dwóch dekad. O grafice nawet nie wspominając.

  1. Zobacz nasz news na temat zapowiedzi remake’ów

Obie części robiły ogromne wrażenie w swoich latach i potrafią robić to dzisiaj. Nie tylko za sprawą osławionej mechaniki noszącej nazwę Bullet Time. Imponowały też wysoką jakością grafiki, choć „jedynce” oberwało się za brak mimiki – bo postacie (z Maxem na czele) miały kilka wyrazów twarzy, które diametralnie zmieniały się w zależności od sytuacji. Pamiętam, że nawet mnie raził ten uśmieszek (albo grymas?) protagonisty przyklejony do jego twarzy niemal na stałe. Dzisiaj stwierdzam, że ma to swój urok. Nie dało się jednak przejść obojętnie obok świetnego strzelania. Po prostu czuć było, że każdy wystrzelony pocisk to coś namacalnego i siejącego zniszczenie. Z każdą częścią serii było coraz lepiej i do dziś nie ma gry, która zrobiłaby to lepiej niż Max Payne 3. A obok tego mamy niepowtarzalną atmosferę, często niezwykle brudną i niepokojącą – tak, również w „trójce”.

Remedium na cały smutek

Jakiś czas temu przechodziłem Control i najnowsza gra Remedy przypomniała mi o nowojorskim gliniarzu nie tylko z uwagi na głos Jamesa McCaffreya. Zrobiła to też za sprawą wyśmienitej destrukcji otoczenia. Dzisiaj widzę to jeszcze wyraźniej, bo przecież nowe wersje Maxa mają działać na tym samym silniku. Tak satysfakcjonująca destrukcja otoczenia w połączeniu ze spowalnianiem czasu będzie niebywale ekscytująca. Dzięki temu strzelaniny mogą być bardziej satysfakcjonujące niż kiedykolwiek. Nowy twór Remedy udowodnił też, że fińskie studio wciąż dobrze radzi sobie z opracowywaniem modelu strzelania – wprawdzie nie jest to poziom trzeciego Maxa, ale to żadna przeszkoda.

Widowiskowe wymiany ognia bez skryptów – nowe wersje muszą to zachować. - Jak to dobrze, że Max Payne wraca. Brakuje takich gier! - dokument - 2022-04-08
Widowiskowe wymiany ognia bez skryptów – nowe wersje muszą to zachować.

Dzisiaj przeszkadzać może brak systemu odsłon, który od pewnego czasu jest w gatunku czymś naturalnym. Można by pomyśleć, że wprowadzenie tego rozwiązania wpłynęłoby na poziom trudności, ale Max Payne 3 pokazał, że nie musi tak być. Deweloperzy z Rockstara zadbali o wysoką inteligencję przeciwników, którzy lubią wypędzić naszą postać zza osłony. Robią to poprzez flankowanie i stopniowe skracanie dystansu. W takich sytuacjach nie pozostaje nic innego jak wyskoczenie zza barykady i z użyciem spowolnienia oddanie tylu celnych strzałów, ile jesteśmy w stanie. Bo trochę minie, zanim Max wstanie z podłogi i będzie mógł wykonać kolejny manewr – a wtedy naraża się na śmierć.

W takiej formie wygląda to po prostu zjawiskowo, nawet dzisiaj, kiedy koło głowy wściekłego Maxa przelatują kolejne pociski, a za nim wybucha granat, którego zdołał uniknąć, rzucając się naprzód. Nie brakuje w tym wszystkim filmowości, ale pod warunkiem, że grający ma odpowiednie umiejętności. Bo łatwo pogrzebać całą widowiskowość nieprzemyślanym unikiem i niską celnością. A przy tym doprowadzić do zgonu naszej postaci. To jedne z tych gier, które są spektakularne nie dzięki kolejnym wybuchowym skryptom, ale dzięki rozgrywce, która daje takie możliwości. I spoglądając na Control, myślę, że nie mam się co martwić, że Remedy porzuci tę filozofię.

„Słyszę policyjne syreny. Ich zawodzenie niczym crescendo”

Spotkałem się z opiniami, że „trójka” jest gorsza od poprzedników nie tylko z uwagi na klimat (bo jest bardziej słonecznie), ale również na formę narracji. Dwie pierwsze części Maxa Payne'a charakteryzowały się komiksowymi wstawkami z dogranym udźwiękowieniem. W trzeciej części porzucono ten styl i zdecydowano się na wręcz standardowe przerywniki filmowe. Z tą różnicą, że kluczowe słowa były wyróżniane w postaci wielkich napisów na ekranie, a niektóre z kadrów zachowywane na dłużej. W efekcie czasami otrzymywaliśmy swoisty kolaż. Dodajmy do tego zabawę z oświetleniem i innymi efektami, co z kolei symbolizować miało wiecznego kaca i zagubienie Maxa – a to świetnie współgrało ze scenariuszem.

Uwielbiałem te wstawki komiksowe z dwóch pierwszych odsłon, tym bardziej że była to ciekawa zabawa formą. Autorzy niejednokrotnie burzyli też czwartą ścianę, bawiąc się medium, jakim są gry. Ale przerywniki z „trójki” spodobały mi się równie mocno albo nawet bardziej. Nie wyobrażam sobie, żeby miały inną formę. Potrafię sobie natomiast wyobrazić pierwszego i drugiego Maxa ze standardowymi cutscenkami i szczerze mówiąc, zdziwiłoby mnie, gdyby Remedy zachowało ducha oryginału. Z drugiej jednak strony autorzy mogliby zrobić coś podobnego jak w Control, gdzie w scenkach operowali pojedynczymi ujęciami, które przedstawiały jedynie sylwetki postaci. Daleko im było do standardowych. Ale to świetnie współgrało z pokręconym charakterem samej gry.

W oryginałach te komiksowe przerywniki były świetne, ale nie widzę ich we współczesnych wersjach. - Jak to dobrze, że Max Payne wraca. Brakuje takich gier! - dokument - 2022-04-08
W oryginałach te komiksowe przerywniki były świetne, ale nie widzę ich we współczesnych wersjach.

Historie opowiedziane w pierwszej i drugiej odsłonie mogłyby sporo zyskać, gdyby twórcy porzucili komiksowy charakter i poszli w bardziej filmowym stylu. Oburzyłoby to pewnie wielu fanów, ale ja uważam, że te dramatyczne i dołujące opowieści prezentowałyby się po prostu lepiej. I bardziej uderzały w czułe punkty. To bardzo mocne historie, które zostały nieco złagodzone przez komiksowość, ale taki też mógł być zamysł. Druga strona medalu jest taka, że wtedy pozwoliło to twórcom nieco zaoszczędzić i oddać wszelkie niuanse wyobraźni czytającego. To coś, czego nie byliby w stanie osiągnąć scenkami – a przynajmniej tak wtedy uważali. Czasy się jednak zmieniły i o wiele łatwiej dziś oddać emocje w przerywnikach. Pozostaje jednak jeszcze kwestia budżetu, ale wątpię, by był na tyle niski, by twórcy musieli ograniczać się do rysunków czy przyprawionych filtrem zdjęć. W tym wszystkim oczywiście nie chciałbym, żeby rezygnowali z tego cynicznego i humorystycznego charakteru, często nawet absurdalnego czy surrealistycznego.

List miłosny do klasyki

Brakuje mi takich gier jak Max Payne. Z mroczną atmosferą, pokręconymi postaciami rodem z najlepszych filmów gangsterskich. Z nieskrępowaną akcją, w której możemy czynnie uczestniczyć. Niczym w filmie Johna Woo, gdzie bohater rzuca się naprzód, prując z dwóch pistoletów jednocześnie. Boli mnie, że tak barwne postacie jak Kane i Lynch nie otrzymały lepiej zrealizowanych gier. Że Vanquish to ostatnia gra, w której w tak szalonym tempie mogę pozbawiać życia kolejnych przeciwników – by za chwilę obserwować, jak Sam odpala fajkę, chowając się za osłoną.

Max Payne 2 jeszcze większy nacisk kładzie na filmowość i poważniejszy ton. - Jak to dobrze, że Max Payne wraca. Brakuje takich gier! - dokument - 2022-04-08
Max Payne 2 jeszcze większy nacisk kładzie na filmowość i poważniejszy ton.

Mam wrażenie, że ostatnie produkcje tego typu pojawiły się dwie generacje temu. Mógłbym przytoczyć Grand Theft Auto V, bo czasami myślę o tej grze jako projekcie przygotowanym z myślą o ósmej generacji konsol. Ale wszyscy wiemy, jaka jest prawda. Dlatego liczę, że nowe wersje Maxa Payne'a osiągną sukces i dadzą innym twórcom do zrozumienia, iż ludzie chcą tego typu przeżyć w grach. Nieprzesadnie długich, wypakowanych po brzegi akcją i mrugnięciami do entuzjastów wszelakiej klasyki. Bo sporo wśród nas takich, co czasami chcą poczuć choć namiastkę tego, co bohaterowie Gorączki Michaela Manna.

O autorze:

W pierwszego Maxa Payne'a zagrałem w okolicach premiery, odczuwając niemal sam zachwyt. Jedyne, co mi przeszkadzało, to wieczny grymas na twarzy Maxa, ale to przeszło mi z wiekiem. Do dzisiaj lubię wracać do tej gry, podobnie jak do kolejnych części. W „trójkę” zagrałem długo po debiucie, ale z miejsca zostałem kupiony. Do tego stopnia, że po dziś dzień nie mogę znaleźć równie dobrej strzelanki. Mocno nad tym ubolewam, toteż liczę, że Remedy dowiezie.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA

Ten tekst powstał z myślą o naszym newsletterze. Jeśli Ci się spodobał i chcesz otrzymywać kolejne felietony przed wszystkimi, zapisz się do newslettera.

Krzysiek "kalwa" Kalwasiński

TWOIM ZDANIEM

Czekasz na remake Maxa Payne?

Tak
91,2%
Nie
8,8%
Zobacz inne ankiety