Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać Artykuły PREMIUM
Publicystyka 30 listopada 2005, 13:34

autor: Marcin Pietrak

Raport z Warsaw Game Show 2005

Warsaw Game Show 2005 odbyło się w ostatni weekend listopada. Podwoje hali Expo otwarto z godzinnym opóźnieniem, niemniej gdy chętni, po uiszczeniu opłaty w wysokości 10 złotych, mogli wreszcie wejść do środka, ukazał się im ciekawy widok.

Trzecia już impreza z cyklu Warsaw Game Show odbyła się w ostatni weekend listopada. Początek nie był najlepszy, bo podwoje hali Expo otwarto z godzinnym opóźnieniem. Niemniej, gdy chętni, po uiszczeniu opłaty w wysokości 10 złotych, mogli wreszcie wejść do środka, ukazał się im ciekawy widok. Salę pełną stoisk wypełniał tajemniczy półmrok rozbłyskujący gdzieniegdzie kolorowymi światłami, które co pewien czas otaczał mgiełką teatralny dym. Każdy wystawca zadbał o atrakcyjne udekorowanie tematyczne stoiska, a wśród zwiedzających przewijały się postacie w mundurach US Army i szturmowców z Gwiezdnych Wojen. Nie zabrakło też hostess w krótkich spódniczkach, uzbrojonych w pliki ulotek. Po chwili krążenia po sali okazywało się jednak, że atrakcji nie ma aż tak wiele. Przede wszystkim zabrakło telebimów, na których publiczność mogłaby obserwować zmagania turniejowe. Wobec tego wypada powiedzieć, co było.

Wystawcy nastawili się głównie na promocję, ale można było też kupować ich produkty i to ze sporym rabatem. Na przykład gry, które na rynku kosztują 50 złotych, na targach kosztowały tylko 40. Spośród dystrybutorów gier stawili się tylko LEM, EA Games i IQ Publishing. Wspólny stragan LEM-a i EA oferował sporo nowości. Promocja LEM-a obejmowała głównie: Call of Duty 2: Big Red On, Star Wars: Battlefront 2, X-Men Legends 2: Rise of Apocalypse, Tony Hawk’s American Wasteland, Shrek: SuperSlam, Transformers: Director’s Cut i wydanie specjalne Raymana na PC i PS 2 – trzy części w jednym opakowaniu. Wśród produktów, którymi chwalił się EA Games można było znaleźć: Need for Speed: Most Wanted na wszystkie platformy (prócz Xboxa 360), Battlefield: Jednostki specjalne, Harry Potter: Czara ognia, także na wszystkie platformy (prócz Xboxa 360), a także The Sims 2 – Zestaw świąteczny. Oferowano też miłe gadgety, jak daszek z uszami Shreka.

Stoisko IQ Publishing promowało trzy gry: RTL Ski Jumping 2006 na PC i PS2, wyścigówkę SRS promowaną hasłem „za szybcy, za wściekli” oraz Cold War. Kącik poświęcony tej ostatniej zdobił manekin ruskiego oficera w masce gazowej. Ponadto znalazło się tu sporo akcesoriów do konsol, a nawet rzeczy nietypowe: maty i programy do tańca (bardzo popularne w Japonii) oraz specjalne systemy, jak gametrak do golfa. Obie te atrakcje można było przetestować na miejscu.

Firma Logitech dostarczyła akcesoria dla uczestników turniejów, a na swoim stoisku, gdzie promowała klawiatury, myszy i głośniki, ustawiła konsolę DJ-a. Niestety, DJ Matusz mógł się produkować z rzadka, by nie wchodzić w dźwiękową kolizję z prowadzącym, którego głos od czasu do czasu rozlegał się w sali.

Creative, sponsor imprezy i organizator turnieju Quake 4, promował swoje najnowsze słuchawki redukujące szumy i nową kartę dźwiękową X-Fi. Nagrodą w konkursie była oczywiście ta karta. Chętnych do współzawodnictwa znalazło się sporo, w sobotę późnym popołudniem nadal trwały zapisy.

Wśród większych prezentacji wyróżniała się bardzo stylowa strefa gry Matrix: Path of Neo. Przy stanowiskach wyścigowych straszyły rozbite samochody. Spod wraków wydobywał się dym, świeciło czerwone światło. Miejsce, w którym rozgrywano turniej FIFA 06, zostało urządzone jak stadion piłkarski, z odpowiednim oświetleniem, sztuczną murawą i siatkami bramkowymi wokół. Całkiem ładnie. Znalazły się też dwa stoiska konkurencyjnych portali internetowych, choć złośliwość nakazuje przyznać, że bardzo skromne.

Na targach odbywały się także inne turnieje: Call of Duty 2, FIFA 06 i Battlefield 2. Z przyczyn technicznych turniej CoD2 przełożono z soboty na niedzielę, ale nie była to jedyna rysa na organizacji imprezy. Z poważniejszych braków trzeba wymienić ten, iż nie zaplanowano publicznego wręczania nagród, każdy z organizatorów we własnym zakresie i bez należytej pompy ogłaszał wyniki swoich turniejów.

Zabrakło też stanowiska dla prasy, nie można było otrzymać materiałów prasowych. Czyżby organizatorzy uznali, że nie ma się czym chwalić? Cóż, rzeczywiście nie było.

Każdy dzień wystawy kończył koncert: w sobotę był to występ Sidney’a Polaka, a w niedzielę Tede. Przy bliższym kontakcie przestawało to jednak wyglądać tak atrakcyjnie – gdy po 70-minutowym poślizgu na scenę wszedł Sidney, okazało się, że niemała sala koncertowa jest wypełniona w jednej czwartej. Absencję i marazm niedobitków publiczności można wytłumaczyć faktem, iż w godzinach szczytu nie dało się dopchać do nielicznych stanowisk najbardziej atrakcyjnych gier i zniechęceni gracze po prostu wcześnie poszli do domu. Swoją drogą zastanawiające jest, dlaczego organizatorzy zdecydowali się na zakończenie każdego dnia imprezy koncertami. Wydaje się, że nijak się to ma do całości imprezy, która przecież skupiała fanów gier komputerowych, a nie melomanów tudzież fanów polskiego rapu. Chyba lepszym pomysłem byłoby dużą część hali zarezerwowaną na występy przeznaczyć na stoiska. Niewątpliwie podniosłoby to atrakcyjność imprezy i zmniejszyło kolejki.

Atrus z klanu Wilda, stary wyjadacz turniejowy, pełen niesmaku tak opisuje swoje wrażenia z imprezy:

- Najpierw staliśmy godzinę na mrozie przed wejściem, bo zaczęło się z opóźnieniem. Nasz klan gra tutaj w Battlefielda 2. Dzisiaj drugi skład przegrał w pierwszym meczu po losowaniu. Miał być rzutnik i ekran przed trybunami dla publiczności, a przez pół dnia nie działał. Potem ludzie z naszego klanu zmusili organizatora, żeby przysłał speca. Nie było też słuchawek z mikrofonami. Organizator ich nie załatwił, bo przecież i tak wszystko słychać, czyli że przeciwnik siedzący o pół metra dalej miał słyszeć wszystkie komendy? Ostatecznie udało się sprowadzić porządne słuchawki.

- Czy dostaliście coś do jedzenia?

- Nie, nic. Wszystko zamawiasz na własny koszt; spanie we własnym zakresie. Nawet ochroniarze nie są przyjemni.

- Taka zła organizacja?

- Za mało turniejów, za mało stanowisk do testowania gier. Burnout 4 – tylko jedno stanowisko i 30-osobowa kolejka. Wczoraj wyszedł dodatek do Battlefielda 2 i można było go przetestować...

- Grałeś?

- No co ty, dopchać się tam to był wyczyn.

- A w ogóle są jakieś plusy?

- Tak, można zgarnąć 10.000 złotych za zwycięstwo.

- Czy poprzednie imprezy z cyklu Warsaw Game Show były fajniejsze?

- Nie wiem, nigdy nie byłem i już nigdy nie przyjadę. Mierna impreza, szkoda pieniędzy i czasu.

Gwałtowne wyludnianie hali już pierwszego dnia po godzinie 16.00 dowodzi, że wielu graczy podzielało zdanie naszego rozmówcy. Tym bardziej, że w niedzielę frekwencja była niższa. Może w przyszłym roku coś się poprawi, jeśli kredyt zaufania uczestników jest aż tak duży i w ogóle przyjdą to zobaczyć. Jak na razie, organizacja tegorocznego Warsaw Game Show mocno odstaje od imprez odbywających się chociażby tuż za naszą zachodnią granicą, a wydawałoby się że po całkiem przyzwoitej zeszłorocznej edycji, ta powinna być lepsza.

Na koniec wyniki największego turnieju imprezy: Battlefield 2 LAN Party 2005.

Pierwsze miejsce i nagrodę w wysokości 10.000 złotych zdobył Team Wilda. Dodatkowo każdy z jego członków otrzymał procesor Intel 3 GHz, płytę główną Gigabyte oraz kartę dźwiękową Creative Sound Blaster X-Fi.

Drugie miejsce, po porażce w ścisłym finale rozgrywanym na mapie Mashtuur City, zajął Team Enclave. Ich trofea to wyżej wymieniony procesor wraz z płytą oraz karta dla każdego z graczy.

Na trzeciej i czwartej pozycji uplasowały się odpowiednio klany spamclan.com oraz UnKnown Fighters.

Malwina „Mal” Kalinowski & Marcin „Siwy” Pietrak