Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Publicystyka

Publicystyka 1 maja 2017, 11:30

autor: Draug

Gracz, fantasta, bibliotekarz. Entuzjasta dobrych opowieści, intensywnych strzelanin i samochodówek.

Kultowy RPG, który przetarł szlaki Skyrimowi – 15. urodziny gry The Elder Scrolls III: Morrowind

Dokładnie 15 lat temu na świat przyszła gra The Elder Scrolls III: Morrowind – wielkie RPG, w którym swego czasu niejeden z nas zatracił się na niezliczone godziny. Z tej okazji sięgamy pamięcią do przodka Skyrima i wspominamy cuda wyspy Vvardenfell.

UWAGA! Zanim zaczniesz czytać, załóż słuchawki i odpal ten soundtrack. Gwarantowana sentymentalna podróż w czasie!

Powieźli cię z więzienia Cesarskiego Miasta – najpierw lądem, teraz morzem – na wschód, do Morrowind. Nie obawiaj się, bo ja czuwam. Jesteś wybrańcem.

Dokładnie 15 lat temu gracze po raz pierwszy włożyli płytki z Morrowindem do napędów swoich komputerów i uruchomiwszy grę, usłyszeli powyższe słowa – wypowiadane przez Azurę, daedryczną boginię świtu i zmierzchu. Dokładnie 15 lat temu firma Bethesda Softworks zabrała nas w podróż do krainy Morrowind, „nieświadomych roli, jaką odegramy w dziejach tej krainy”.

Oczywiście „nas” to pewne nadużycie, bo wśród tej pierwszej fali zesłańców na wyspę Vvardenfell nie było Polaków. Mieszkańcom naszego kraju przyszło poczekać aż siedem miesięcy na swoje wydanie gry, przygotowywane w pocie czoła przez CD Projekt. Jednak wydawca miał do przetłumaczenia ponad 5 tysięcy stron maszynopisu (zadanie to określał wówczas jako „największą lokalizację w historii polskiego rynku gier komputerowych”), a nie mógł zacząć pracy przed ukończeniem produkcji – jak to się robi obecnie. Trudno się więc dziwić takiemu opóźnieniu.

Ale dziś nie ma to większego znaczenia. The Elder Scrolls III: Morrowind towarzyszy światu od 15 lat – było wielką grą w czasie swojej premiery, pozostaje wielką grą również dziś, żywą w pamięci milionów graczy na całej kuli ziemskiej. Z okazji urodzin tego wspaniałego RPG zabieram Was w nostalgiczną podróż po Vvardenfell.

Seyda Neen – w tym miasteczku wszystko się zaczęło... - 2017-05-01
Seyda Neen – w tym miasteczku wszystko się zaczęło...

Obudź się! Dlaczego drżysz?

Na przestrzeni lat cechą rozpoznawczą serii The Elder Scrolls stały się sprytnie zaprojektowane początkowe sekwencje każdej gry, przeplatające kolejne etapy samouczka z rozbitym na części kreatorem postaci. Morrowind miał istotny udział w rozpowszechnieniu takiego wizerunku marki.

Począwszy od pytania o nasze imię, zadanego przez współwięźnia Jiuba na statku, przez ustalanie rasy i wyglądu postaci przy schodzeniu na ląd, po dostosowywanie zdolności w Biurze Spisów i Opodatkowania – stopniowe wprowadzanie gracza w mechanikę jak najbardziej miało sens, bo możliwości kreacji bohatera było multum. 10 ras do wyboru, 8 atrybutów, 13 znaków zodiaku i 27 umiejętności, spośród których trzeba było wyłonić tylko 10 używanych do „wbijania” kolejnych poziomów – zdecydowanie mieliśmy nad czym główkować. Zwłaszcza że w The Elder Scrolls III nie obowiązywał sztuczny podział na klasy (kolejna cecha rozpoznawcza cyklu).

Na szczęście Bethesda pomyślała też o mniej doświadczonych graczach – to jeszcze jeden kultowy aspekt Morrowinda. Jak pewnie pamiętacie, jeśli ktoś nie chciał wybierać lub wręcz tworzyć od podstaw własnej profesji, mógł zdać się na kwestionariusz cesarskiego urzędnika, Socuciusa Ergalli. Wtedy klasa była generowana w oparciu o to, jak ustosunkowaliśmy się do szeregu przedstawionych sytuacji. Szkoda, że w kolejnych odsłonach serii zrezygnowano z tego jakże klimatycznego sposobu kreacji bohatera.

Może i pytania nie miały wiele wspólnego z realnymi wyzwaniami, jakie czekały nas w Morrowindzie, ale potrafiły skutecznie rozbudzić wyobraźnię. - 2017-05-01
Może i pytania nie miały wiele wspólnego z realnymi wyzwaniami, jakie czekały nas w Morrowindzie, ale potrafiły skutecznie rozbudzić wyobraźnię.

Vvardenfell, ojczyzno moja!

Wplecenie kreatora postaci we właściwą rozgrywkę miało również inną zaletę – pozwalało już od pierwszych chwil chłonąć to, co w Morrowindzie najlepsze, czyli klimat. Właściwie jego budowanie zaczynało się jeszcze w menu głównym. W końcu już tam towarzyszyła nam fantastyczna muzyka Jeremy’ego Soule’a – i to nie byle jaka, tylko niezapomniany motyw przewodni gry. Niby to tylko kilkanaście zapętlających się utworów, ale mógłbym ich słuchać w nieskończoność. Ba, zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że Morrowind bez swojej muzyki to byłoby tylko pół... no dobra, trzy czwarte Morrowinda. Zresztą o potędze tej ścieżki dźwiękowej świadczy fakt, że Bethesda zapożyczyła z niej co nieco do Skyrima (jeden utwór został nawet żywcem skopiowany).

A reszta klimatu? Widoki! Architektura! Krajobrazy! Pamiętacie, jakie wrażenie robił łazik górujący nad wioską Seyda Neen? A wbudowane w gigantyczne grzyby miasto Sadrith Mora? Upiorna Bariera powstrzymująca potwory schodzące ze stoków Czerwonej Góry? Rozsiane po wyspie dwemerowe ruiny pełne tajemniczej, ciągle pracującej parowej maszynerii? Popielne burze smagające pustkowia na zachodzie wyspy? Wiszący nad miastem Vivek wielki meteoryt – Dekanat Prawdy? Jeszcze długo można by wymieniać tutejsze cuda natury (i nie tylko). Oczywiście większe wrażenie robiły one w 2002 roku, gdy jakość grafiki olśniewała. Dziś już tak to nie zachwyca... choć szczerze mówiąc, dla mnie żadne późniejsze The Elder Scrolls nie miało wody wykonanej równie ładnie jak Morrowind (i wiele dzisiejszych gier nie umywa się do niego pod tym względem).

Pod względem bestiariusza Morrowind też wyróżniał się na tle innych gier RPG. - 2017-05-01
Pod względem bestiariusza Morrowind też wyróżniał się na tle innych gier RPG.

Co najważniejsze, za tymi wszystkimi widokami stało konkretne, że się tak brzydko wyrażę, „lore”. Bogate, szczegółowo opisane uniwersum z wieloma oryginalnymi cechami, którego poznawanie i badanie – przez rozmowy z NPC, a zwłaszcza czytanie książek – samo w sobie stanowiło fascynujące zajęcie podczas gry. Po dziś dzień pluję sobie w brodę, że nigdy nie zdobyłem się na to, by doprowadzić zadanie od arcymaga Treboniusa Artoriusa do końca i wyjaśnić zagadkę zniknięcia krasnoludów...

The Elder Scrolls III: Morrowind

The Elder Scrolls III: Morrowind

The Elder Scrolls Online: Morrowind

The Elder Scrolls Online: Morrowind

The Elder Scrolls III: Przepowiednia

The Elder Scrolls III: Przepowiednia

The Elder Scrolls III: Trójca

The Elder Scrolls III: Trójca

Nie tylko Skyrim - mniej znane gry z serii The Elder Scrolls
Nie tylko Skyrim - mniej znane gry z serii The Elder Scrolls

Seria The Elder Scrolls jest kojarzona przede wszystkim z sandboksowymi grami cRPG, jednak w ciągu 20-letniej historii cyklu jego twórcom, firmie Bethesda, zdarzały się też kroki w bok i romanse z innymi gatunkami.

Komentarze Czytelników (55)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
01.05.2017 14:04
1
odpowiedz
Legion 13
86
The Black Swordsman

Ehh, ostatni RPG od Bethesdy który nie wymagał ogromnej ingerencji moderów żeby zrobić z niego coś przyzwoitego.

01.05.2017 14:17
2
odpowiedz
Irek22
82
Grzeczny już byłem

hopkins [6]
W Morrowindzie brakowalo mi skalowania poziomow madrego.

Właśnie w Morrowindzie był najlepiej opracowany system level-scallingu w całej tej serii (przynajmniej od Morrowinda począwszy, bo nie wiem, jak to było rozwiązane w Arenie i Daggerfallu). W Skyrimie awansowanie postaci nie dawało większej frajdy, a w Oblivionie nie tyle nie dawało, co wręcz przeszkadzało w graniu i po prostu wquwiało.

01.05.2017 14:18
odpowiedz
Dharxen
20
Konsul

Jedyny TES, który mi się podobał.

01.05.2017 14:23
2
odpowiedz
BigBadSnake
7
Legionista

Muzyka Soule'a <3

01.05.2017 14:35
2
odpowiedz
4 odpowiedzi
sebogothic
101
Senator

Swego czasu sporo zagrywałem się w Morrka i spędziłem w nim setki godzin. Zagrałem zresztą w niego kilka miesięcy po ukończeniu pierwszego Gothica. Ogrom świata robił wrażenie, a wyspa Vvardenfell urzekała swoją niezwykłością, egzotyką i niespotykanym klimatem. Wioski rybackie, przypominające nieco te azjatyckie, różnorodne miasta o odmiennej architekturze od Balmory poprzez Vivek czy Ald'ruhn w którym budynki stworzone są z pancerzy olbrzymich owadów, aż po siedziby rodu Telvanni zbudowane wewnątrz gigantycznych drzew. Flora i fauna czy rasy żyjące na wyspie również zaskakiwały na każdym kroku na długo zapadając w pamięć. Olbrzymie grzyby, netchy czy skrzekacze to symbole Vvardenfell, które na stałe wpisały się w krajobraz krainy. A do tego dochodził ogrom uniwersum, które mogliśmy poznawać z dziesiątków książek na których czytaniu spędziłem mnóstwo czasu. Często takie książki i opowiadania były ciekawsze od otrzymywanych zadań. Morrowinda przeszedłem w sumie kilka razy, może ze trzy, bo jeszcze później wracałem ze względu na dodatki. Ostatnie podejście miało miejsce jakieś 10 lat temu, przemierzyłem wyspę wzdłuż i wszerz odkrywając niemal każdy cal mapy i zdobywając ok. 76 poziom. Choć i tak nie odkryłem wszystkiego, bo na przykład nigdy nie zostałem wampirem, a i pewnie jeszcze kilku drobnych tajemnic nie odkryłem. Piszę głównie o wyspie, bo to ona odgrywa pierwsze skrzypce, główny wątek był, ale nic nie przeszkadzało nam w tym by zgłębiać questy poszczególnych gildii. Nawet po tej dekadzie z Morrowinda pamiętam całkiem sporo, także z wątku głównego, a to dobrze świadczy o tym tytule.

Po kontakcie z Gothikiem mógł kłuć w oczy statyczny świat, w którym postaci stoją niczym słupy soli albo chodzą jedynie kilka kroków wte i wewte. System dialogów też na początku budził zdziwienie i na początku przypominał symulator Wikipedii. :P Sprawiał on też, iż niezbyt wiele postaci zapadało w pamięć, co jest zresztą charakterystyczną dla serii rzeczą. W Morrowindzie najbardziej zapamiętałem chyba Caiusa Cosadesa, który przez część gry był takim naszym mentorem. Choć taki system dialogów miał swoje plusy, bo każdą postać mogliśmy przepytać na wiele różnych tematów, choć, naturalnie, te kwestie często się powtarzały to jednak trzeba było szukać postaci, które udzielą nam informacji potrzebnych do rozwikłania jakiegoś questa. Największym plusem Morrowinda jest właśnie ta swoboda i nieprowadzenie gracza za rączkę, po krótkim samouczku i kreatorze postaci jesteśmy puszczani samopas i sami musimy się na tej dziwnej wyspie odnaleźć. By odnaleźć jakieś miejsce trzeba było się kierować wskazówkami NPCów, a także znajomością geografii wyspy. Nie było żadnych znaczników, a satysfakcja z odnalezienia konkretnej jaskini była ogromna. System szybkiej podróży też nie był nikomu do szczęścia potrzebny, bo była świetna sieć transportu czy to łazikiem, czy to łodzią albo teleporterów w Gildii Magów. Po jakimś czasie miało się to w jednym palcu i wiedziało się, że z Balmory można dostać się do Vivek, Ald'ruhn czy Gnisis.

Kolejne TESy jakoś mnie nie urzekły, przy Morrowindzie wydawały się sztampowe. W Obliviona grałem na słabym kompie, więc skupiałem się na wątku głównym z zamiarem powrotu po kupnie lepszego kompa. Teraz mam już trzeciego peceta od tamtego czasu i nadal do Obliviona nie powróciłem. W przypadku Skyrima miałem kilka podejść i zawsze coś mnie od niego odciąga. Szkoda też, że jakoś później nie udało mi się wrócić do Morrowinda, a kilka prób miałem. Ostatnio jakiś rok albo dwa temu, gdy w Skyrimie usłyszałem kawałek z Morrowinda i wtedy nabrałem ogromnej ochoty by powrócić znowu na wyspę Vvardenfell. Bo soundtrack autorstwa Jeremy'ego Soule'a trzeci TES ma magiczny: https://www.youtube.com/watch?v=qH4XH-AEYzo. Mam nadzieję, że prędzej czy później uda mi się ponownie zawitać do Morrowind. Na Skywinda nie czekam, bo to Skyrim w skórce Morrowinda. Jeśli już to zagram z modem Morrowind Overhaul 3.0.

post wyedytowany przez sebogothic 2017-05-01 15:05:12
01.05.2017 14:59
1
odpowiedz
1 odpowiedź
domino310
40
JARL

Z 12 lat minęło od mojej ostatniej wizyty w Vvardenfell, ale ten czas leci :) Czekam na ten Skywind, bo teraz ciężko byłoby mi wrócić do oryginału. Ktoś się orientuje, kiedy on w końcu wyjdzie?

post wyedytowany przez domino310 2017-05-01 14:59:25
01.05.2017 15:07
1
odpowiedz
Tellurski
3
Legionista

Z Morrowinda najlepiej wspominam ścieżkę dźwiękową. Zwłaszcza moment z samego początku, gdy postać po raz pierwszy wychodzi spod pokładu na pełne słonko, a do tej pory leniwa muzyka uderza z całym impetem :D
Poza tym wygląd świata także był specyficzny. Ni to lasy, ni to łąki, ni to góry. Taka udziwniona kraina z wielkimi grzybami i lianami. A do dzisiaj nie spotkałem się chyba z bardziej upierdliwym przeciwnikiem niż skrzekacz (cliff racer).

post wyedytowany przez Tellurski 2017-05-01 15:08:14
01.05.2017 16:19
odpowiedz
Sebastian_DamnGoodGamer
9
Pretorianin

Nie mogę się doczekać dodatku Morrowind do TESO, średnio obchodzi mnie samo MMO (któro nie jest złe, jednak to MMO i trzeba sie przyzwyczaić), po prostu chcę pobiegać po starych włościach czekając na ukończenie wszystkich fanowskich remasterów TESIII.

01.05.2017 18:08
1
odpowiedz
Bandi_90
81
Konsul

Niestety nie grałem w Morrowind'a.

01.05.2017 19:40
odpowiedz
1 odpowiedź
Nerka
82
Generał

Mam nadzieję że ten soundtrack dostał jakąś nagrodę,bo jest genialny.

01.05.2017 21:12
odpowiedz
boy3
46
Pretorianin

A ja nadal nie mogę sie przekonać do tego morrowinda, przez te durne dialogi aka encyklopedia. Znalezienie questów w tym niezrozumiałym rpg to jakaś kaszana

01.05.2017 21:46
1
odpowiedz
damianyk
60
Pretorianin

Niestety w Morrowindzie złe były dwie rzeczy: walka i fabuła. Dwa najważniejsze dla mnie aspekty. Z tego względu wspominam grę jako dobrą klimatycznie, ale raczej do niej nie wrócę.

01.05.2017 22:36
1
odpowiedz
Guntor
7
Pretorianin

Pierwszy TES w jakiego grałem. Pierwsza gra w której zatraciłem się bez reszty, od teog momentu pokochałem całą serię. W Morku spędziłem ponad 200 godzin, Oblivion-150 Skyrim-200. Fenomenalny klimat, niesamowita wolność, rewelacyjny soundtrack. Gra legenda.

01.05.2017 23:29
odpowiedz
UserWithoutSpecialName
13
Centurion

Jeśli się nie mylę Jiuba spotykamy w Kopcu Dusz?

02.05.2017 00:05
odpowiedz
1 odpowiedź
malyb89
132
Demigod

Pierwszy TES. Pierwsze oczarowanie uniwersum. Jedyne co mi przeszkadzało to system dialogów (do którego jednak szło się przyzwyczaić) i dziennik. Projektant, o ile był, dziennika powinien być powieszony za jajca. Bardzo podobał mi się rozwój naszego wojaka - im więcej i częściej używasz danego rodzaju oręża czy zaklęcia, tym bardziej jesteś w danej dziedzinie wyszkolony. A nie puste klikanie (dodaj punkt do skilla, żeby zdobyć koksiarską zdolność. Bardzo fajnie przedstawiała się fabuła (szok i niedowierzanie, mimo, że łatwo się domyslić) i wielkość świata, jaką udało się upchać na płytkę CD...

02.05.2017 08:53
1
odpowiedz
Szajmun
13
Chorąży

Morrowind to zdecydowanie gra mojej nastoletniej młodości :) Jedną postacią grałem przez 1,5 roku. Zrealizowałem sobie cel, aby odkryć mapę co do piksela i znaleźć wszystkie artefakty oraz daedryczne maski. Niesamowita przygoda, którą wspominam świetnie, mimo, że grałem ostatnio jakieś 10 lat temu.

Zalety:
- niesamowity klimat,
- mechanika levelowania wg mnie jest świetna,
- mechanika awansów gildiowych najlepsza ze wszsytkich TESów (żeby zostać
mistrzem gildii trzeba mieć odpowiedni poziom danego skilla, a nie jak np. w Skyrim -
można było zostać Arcymagiem znając tylko czar "Iskra" - WTF?),
- genialny system "skalowania" świata, który był wymagający i zmuszał do
kombinowania,
- brak szybkiej podróży
- LEWITACJA, której brak w innych TESach - dawała wręcz nieograniczoną swobodę
ruchu,
- mnogość ukrytych questów, miejsc i artefaktów (do dziś pamiętam jedną z
daedrycznych masek ukrytych na półce skalnej pod sufitem jednej z jaskiń..ach!),
- różnorodność umiejętności, rozróżnienie lekkich, średnich i ciężkich pancerzy,
mnóstwo kategorii i rodzajów broni,
- soundtrack,
- swoboda wykonywania działań,
- unikalność przedmiotów (1 szklany pancerz w całej grze!) dawała ogromną satysfakcję,
kiedy już weszło się w posiadanie unikatu (ile strzał zostało wystrzelonych na Plantacji Dren żeby zdobyć Daedryczny Długi Miecz? :D ),
- możliwość zbierania "światełek" (świeczki, lampki, itd) i ustawiania ich w swojej kryjówce :)

WADY:
- niezbyt ekscytujący wątek główny,
- animacje walki i otwierania zamków,
- skrzekacze,
- konieczność używania TGM, żeby być w stanie przenosić zebrane łupy do swojej "kryjówki" aby co 5 minut nie biegać w " w te i z powrotem",

Mam ogromne nadzieje , że Skywind zostanie kiedyś ukończony i będę mógł zagrać jeszcze raz na nowym silniku.

Morrowind to zdecydowania moja ulubiona gra RPG ever :)

02.05.2017 10:10
1
odpowiedz
elathir
22
Generał

Bez wątpienia najlepszy TES. Walka? Dziwna, ale jakoś ja przeżyłem. Levelovanie? Trochę grinderskie, ale mnogość skilli wynagradzała jego problemy. Level scaling? Dobrze zrobiony, dużo czasu zajęło mi się zorientowanie, że w ogóle jest. A poziom trudności zawsze czy to suwakiem czy modami można było łatwo dostosować.

Jednak co dla mnie było w tej grze najlepsze? Po pierwsze, nie był to sandbox, który traktował mnie jak idiotę. By awansować w gildii, trzeba się rozwijać, żadnych wskaźników, znaczników, podświetleń. Trzeba było nawet czasem trochę pokombinować. A po drugie eksploracja. Chyba jedna z najlepszych w historii i na pewno najlepsza ze wszystkich TESów. Otóż o ile Skyrim i Oblivion maja też ciekawe ruiny to ich cech charakterystyczna, jest to, że nic w nich nie znajdziemy wartościowego, w zasadzie prawie nigdy (ot maski kapłańskie w Skyrimie), wszystko warte uwagi jest oznaczone znacznikami na mapie, o tyle w Morrowindzie zawsze szło odnaleźć. Samo odnalezienie posagu deadry to była już połowa sukcesu. Do tego ukryte artefakty, czy też loot znacznie przewyższający jakością nasz aktualny osprzęt. Po prostu frajda była i z samego projektu lokacji jak i nagród. A dzisiaj? W skyrimie 90% lochów jest całkowicie liniowych z generycznym lootem i skrótem do wyjścia. Nie powiem, pierwsze wrażenie robi świetne, ale szybko się nudzą.

Co było wada? Tak naprawdę na tamten moment brakuje rozwiązania jak żyjący świat w stylu gothica, sztywność animacji (becia chyba nigdy nie nauczy się robić dobrych, światy tworzą piękne ale postaci paskudne) niespecjalnie mi przeszkadzały, walkę akceptowałem, fabuła - jakby nie patrzeć najlepsza z TESów, ale tych okien dialogowych to im darować nie mogę. Kto wpadł na tak tragiczny i porąbany pomysł to ja nie mam pojęcia.

02.05.2017 10:21
odpowiedz
Salzmore
12
Pretorianin

Swego czasu udało mi się zdobyć status mistrzów (względnie: najlepszej rangi w danej organizacji) u wszystkich gildii, ale zakres czasu jaki potrzebny jest do zrobienia tego jest okropnie długi i trzeba od początku do końca prowadzić postać względnie dobrze by to się udało ;p

02.05.2017 10:41
odpowiedz
2 odpowiedzi
Crod4312
75
Weteran

Mam nadzieję, że zrobią remaster Morrka bo chętnie bym zagrał w to i przeszedł, ale grafika i mechanika tak mnie odstraszają, że dalej niż po za lokację startową nie zaszedłem, niestety. Liczę na jakieś odświeżenie tej gry bo naprawdę by się to jej przydało.

02.05.2017 11:54
odpowiedz
1 odpowiedź
Niedzielny Gracz
45
Pretorianin

Próbuję się przekonać do tej serii od czasów Areny. Żadna z kolejnych częsci nigdy nie była wyjątkowa, mało tego, Bethesda po każdej premierze , dostawała miano obciachowej.

Wiecie jak reklamowali Arenę? Idź gdzie chcesz, obszar gry większy niż Wielka Brytania. Skończyło się tym, że początkujący Raven Software i ich tani ShadowCaster na engine starego Doom robił większe wrażenie. Nie wspominając już o późniejszym Stoonekeep.

Ta seria zawsze była drugoligowa. Miała tylko dobry PR w którym, co drugie zdanie, odmieniano słowo "olbrzymi".

02.05.2017 11:57
odpowiedz
Szaku
114
Szaman

To jest nieprawdopodobne co można dzisiaj zrobić z Morrowindem:
https://youtu.be/fxzi3GnwMB4
Ale i tak czekam na Skywind (Morrowind przeniesiony na silnik Skyrima).

02.05.2017 11:57
odpowiedz
boy3
46
Pretorianin

Szkoda że świat morka nie był zrobiony pod względem jakości, a nie wielkości bo takie duże połacie terenu bez szybiej podróży zniechęcają do grana

post wyedytowany przez boy3 2017-05-02 11:59:21
02.05.2017 22:07
odpowiedz
H2o_83
1
Junior

Gram od 94 roku, doskonale go pamietam, po pierwszych szokach jak na tamte czasy z diablo, f1,2 i wiele wiecej jak h&m 6,7, heroes, comandosy, xcomy. Bylem w podstawowce jak te wszystkie gry atakowaly. Bylo ich tak duzo roznorodnych w krotkim czasie ze nie bylo jak ich ogarniac ale sie dawalo rade bo byly inne. Ale jak dostalem morrowind to bylem totalnie w szoku, ogromem swiata i niestety troche bardziej dorosle zycie sie zaczynalo i nie skonczylem. Ale wroce teraz, thx za przypomnienie.

02.05.2017 22:31
odpowiedz
blacKomedY
2
Chorąży

Świetna gierka, zdecydowanie lepsza od uproszczonego Skyrima, którego wysokich ocen nigdy nie zrozumiem.

03.05.2017 18:08
1
odpowiedz
Rick24
81
Generał

Ale ten czas leci. Pamiętam jak te 15lat temu zmieniałem grafikę na GF 4Ti głównie dla Morrowinda właśnie. I nie żałowałem. Woda na niej wyglądała fenomenalnie, choć w miastach na max detalach klatki potrafiły zjechać do 20fps.
A w Morrowinda gram od premiery do dzisiaj (choć obecnie już rzadziej z racji tego, że jestem już mistrzem w praktycznie wszystkich gildiach i - co tu kryć - ograniczeń czasowych). Wątek główny ukończyłem, zadania dla gildii również, ale nadal trafiam jeszcze na jakieś questy zlecone od napotkanych NPCów. Także jest co robić, a klimat w tej grze jest fenomenalny. Brak szybkiej podróży to też zaleta tej gry, bo dzięki temu eksploracja wyspy jest jest znacznie ciekawsza. Należy też pamiętać o świetnym ekwipunku, na który możemy trafić podczas zwiedzania jaskiń czy zalanych wodą ruin. Co istotne wiele z tego sprzętu to rzadkie przedmioty i ich kompletowanie sprawia dużą satysfakcję.
Co tu dużo pisać - wspaniała gra, którą chętnie bym zobaczył w edycji remasterowanej, zrobioną przez Bethesde.

03.05.2017 19:57
odpowiedz
siumot
2
Junior

Muuuuzyka też plecam z gry Archlord
całkiem niezła
[link]

04.05.2017 13:35
odpowiedz
Maksymilianowicz
19
Centurion

To ostatnia część dobra cześć zrobiona ze smakiem i w dobrym stylu. Czasem fajnie jest porównać Morrowind z The Elder Scrolls: Arena z Morrowind'em z The Elder Scrolls III: Morrowind. Gdyby dziś tak się starano jak wtedy było super.

05.05.2017 15:31
odpowiedz
Wolf€x
47
Chorąży

Mega gra, pamiętam jeszcze jak mi kumpel w podstawówce o niej opowiedział. Byłem zajarany, a później zainstalowałem Morrowinda. Gra rozwinięta jak chyba żadna inna. Mogliśmy udać się gdzie tylko chcieliśmy, wejść do każdego budynku. Rynsztunek? Tutaj mogliśmy założyć każdy nakolannik, każdy naramiennik, każdą rękawicę osobno. Nie tak jak w późniejszych odsłonach TESa i wszystkich pozostałych grach.
Kolejny plus? Proszę bardzo: Tworzenie własnej magicznej broni i to nie jednym zaklęciem, jednym jakimś tam kamieniem. Z tego co pamiętam mogliśmy ładować w rynsztunek kilka zaklęć jakie tylko chcieliśmy i to potężne, ale oczywiście najpierw zaklęć musieliśmy się nauczyć, przeczytać schemat, czy kupić po prostu od maga, co też było ciekawe :)
Kolejny plus? No może nie dla każdego, ale dodawało to realizmu. Chcieliśmy zabić główną postać fabularną? Bez najmniejszego problemu, tylko najgorszym było zrobienie kilkadziesiąt lvl'i i dowiedzenie, że NPC, który miał dać nam questa nie żyje :D. Mega zaje... było to, że na najniższym lvlu jeśli mieliśmy trochę szczęścia mogliśmy zdobyć najmocniejsze przedmioty. Np. nauczyć się umiejętności kradzieży i okraść skarbiec w Vivic :D Nie to co teraz. Masz 5lvl to możesz tylko hasać w skórzanej zbroi z żelaznym mieczem.. a jeśli znajdziesz ebonowy miecz to i tak jest on dużo słabszy niż ten ebonowy na 30lvl.
Jedyna bolączka to walka na niskim lvlu. Szczura ciężko ubić, bo nie można trafić.
To, że nie było oznaczeń lokalizacji questów to nawet dodawalo smaczku i klimatu. Co prawda nie mogłem odnaleźć pierwszego przedmiotu fabularnego, ale było to mega realistyczne. Nikt przecież w życiu nie pokazuje Ci palcem gdzie masz się udać, żeby odnaleźć skarb. Bardzo dobrze wspominam Morrowinda. W moich ulubionych tytułach stawiam ją najniżej na 2 miejscu. Jeśli chodzi o RPG to jest zdecydowanie na 1. Gra ponadczasowa. Takich gier się już nie robi bo hajs musi się zgadzać. Chętnie bym wrocił bo mimo jakichś ponad 400h nie ukończyłem głównego wątku :P Tylko po ograniu Obliviona i Skyrima ciężko wrócić do grafiki, systemu walki, czy animacji postaci chodzących jak robocopy. Po za tym niestety nie ma już tyle czasu, żeby grać w tak rozwiniętą grę, a szkoda :( Liczę, że powstanie w końcu Skywind, ale wątpię w jego ukończenie. Szybciej wyjdzie nowy TES.

06.05.2017 00:41
odpowiedz
1 odpowiedź
Adexx
65
Generał

Dla osób chętnych na grę na modzie Overhaul ( a raczej paczce ). Działa na bank na steamowej wersji angielskiej. Mam wszystkie wydania i to jakich problemów narobiłem się próbując odpalić go na PL wersji to porażka i bardzo zniechęca. Ale Jak ktoś zna ENG na podstawowym poziomie to MEGA różnica i już nie wrócicie do podstawki :) gra mnie ponownie po wielu latach wciągnęła

07.05.2017 22:00
odpowiedz
3 odpowiedzi
satanley77
18
Centurion

Ostatnio wróciłem do Morrowinda (z modem Overhaul) i pod wieloma względami wciąż zachwyca, ale jest też kilka elementów, które w późniejszych odsłonach zrobiono po prostu lepiej. O systemie dialogów już ktoś wyżej pisał, więc nie ma sensu się powtarzać. Wspomnę tylko, że szukanie zleceniodawców zadań w tej grze to istny koszmar. Same zadania natomiast są różne: raz lepsze raz gorsze. Pod tym względem preferuję jednak Obliviona, którego za takie mini-historie uważam, za najlepszą część cyklu (tylko w tej kategorii oczywiście). Podobnie rzecz ma się z gildiami. Wątki gildii Złodziei czy Mrocznego Bractwa z Obliviona > fedexy z Morrowinda. Podoba mi się natomiast wymóg osiągnięcia odpowiedniego poziomu pewnych umiejętności aby awansować w szeregach tych organizacji, w przeciwieństwie do Skyrima, gdzie wystarczą jakieś podstawowe czary aby dostać się do Zimowej Twierdzy, a potem to już można zostać arcymagiem w ogóle nie rozwijają swoich umiejętności magicznych.
Oczywiście w Morrowindzie też jest wiele bardzo dobrych questów, w tym te nieoznaczone, które nie pojawiają się w dzienniku, a odkrywamy je podczas eksploracji różnych lokacji. Niestety świat gry jest ogromny, a takich ciekawostek stosunkowo mało, przez co odwiedzanie kolejnych nic nie wnoszących grobowców czy kopani jaj kwama po pewnym czasie męczy. Niemniej nagrody które możemy w ten sposób uzyskać na pewno cieszą (zdecydowanie bardziej niż w Oblivionie i Skyrimie). Kolejną rzeczą, która przeszła pozytywną zmianę jest z pewnością system walki i zbalansowanie umiejętności. O wiele trudniej w TES III jest np. wyskilować magię niż broń białą, zwłaszcza przy braku automatycznej regeneracji many (co powoduje, że grając magiem musimy co chwilę odpoczywać, albo taszczyć ze sobą pierdyliard potionów). Z drugiej strony do systemu rozwoju można się przyczepić w każdej z tych trzech odsłon: Oblivion stał się zbyt matematyczny przez łatwiejsze kombinowanie z mnożnikami, a Skyrim... może trochę zbyt niejasny z tym jak rozwój skilli przekłada się na awans? Chociaż i tak chyba najlepszy jak do tej pory (boli jedynie zredukowanie atrybutów do staminy, many i hp).
Jest też parę innych (pomniejszych) elementów, które nieco mnie irytują gdy już wiem, że można było je rozwiązać inaczej. Weźmy np. taki wampiryzm. Niby fajna rzecz, możemy się zarazić i wow, jesteśmy wampirem. Wampirem który dostaje pokaźny boost do umiejętności, zyskuje specyficzne dla nietoperza czary, ale też obrażenia od słońca i niechęć ze strony większości NPCów. I wszystko byłoby spoko, gdyby nie fakt, że ten stan nie pozwala nam ukończyć gry, wykonać większości z side questów czy nawet korzystać z usług przewoźników, nauczycieli czy handlarzy. Dostajemy co prawda kilka zadań od wampirów, ale gdzie mamy się po nie udać? A to już nasz problem, bo gra nas w żaden sposób nie nakieruje, podobnie jest z wyleczeniem się z tej choroby. I niestety podobnych momentów jest więcej. Nie jestem zwolennikiem wielkich strzałek wskazujących cel, bardzo lubię niektóre z opisów prowadzących do miejsca zadań, ale tutaj też Morrowind jest strasznie nierówny. Raz mamy "idź wzdłuż rzeki, za mostkiem skręć w prawo, potem w lewo przy wielkim grzybie", a innym "idź se pan na południe i szukaj jaskini, na pewno znajdziesz hyhy". Sam wampiryzm natomiast najlepszy był w Oblivionie, gdzie przede wszystkim dało się go kontrolować na poziomie, który umożliwiał nam w miarę normalną grę (oczywiście bonusy też były zależne od stadium naszego "zmawpirzenia"). W Skyrim natomiast strasznie złagodzono i korzyści i negatywne skutki bycia wąpierzem (podobnie rzecz miała się też z bonusami rasowymi).
Nie piszę tego wszystkiego aby kogoś zniechęcić do Morrowinda, czy też na siłę szukać wad tej gry bo wciąż jest to świetna produkcja, którą zachęcam aby sprawdzić samemu. Niemniej to ciągłe stękanie, że "kiedyś to było" i jaki to TES po Morrowindzie się zrobił słaby jest zwyczajnie śmieszne. Z jednym się zgodzę: nie udało się Bethesdzie stworzyć do tej pory gry, która idealnie łączyłaby wszystko co najlepsze w TES III, IV i V, zawsze gdy coś usprawnili, to musieli jednocześnie olać jakiś element który był dobry i albo go zepsuć albo zwyczajnie pominąć.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze