Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać Artykuły PREMIUM

Publicystyka

Publicystyka 17 lutego 2016, 14:43

Nowy Jork w grach - jak zmieniało się miasto, które nigdy nie śpi

Nadchodząca premiera Tom Clancy’s The Division przypomniała, że – podobnie jak w filmach – Nowy Jork to bardzo częste tło wydarzeń w przeróżnych grach komputerowych. Jak zmieniało się Wielkie Jabłko graficznie i w jakich tytułach można je zobaczyć?

Nowy Jork często określany jest jako Wielkie Jabłko – Big Apple. Pierwszy raz użył tego terminu dziennikarz sportowy John J. Fitz Gerald, komentując wyścigi konne. Z biegiem czasu nazwa się przyjęła, a dzięki ogromnej kampanii reklamowej władz miasta – Big Apple stało się równorzędnym synonimem słów Nowy Jork.

Nowy Jork – kiedyś wrota do Stanów Zjednoczonych z witającą emigrantów Statuą Wolności – z biegiem czasu stał się amerykańską stolicą kultury i rozrywki, zostawiając poważny Waszyngton politykom. Tętniące życiem miasto jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc na kuli ziemskiej, domem dla przedstawicieli najprzeróżniejszych nacji, kultur i religii – prawdziwą światową stolicą. Dzielnice Nowego Jorku czy jego kluczowe miejsca zna praktycznie każdy z nas. To w dużej mierze zasługa filmowców z Hollywood, lubiących osadzać swoje produkcje w mieście, które nigdy nie śpi. Na Manhattanie, w Brooklynie czy Queensie toczy się niezliczona ilość seriali i filmów. Bohaterowie szukają w Nowym Jorku miłości, wielkiej kariery, sławy, wiodą zwykłe życie albo budują swoje mniejsze lub większe gangsterskie imperia. Filmowcy uwielbiają też zsyłać na Nowy Jork kataklizmy, niszcząc Empire State Building, budynek Chryslera, most brookliński, Statuę Wolności, stację Grand Central czy Times Square za pomocą gigantycznych potworów, ataku kosmitów, spadających asteroid, trzęsienia ziemi, epidemii. Deweloperzy znani są z podchwytywania wielu kinowych trendów w swoich grach, dlatego Nowy Jork bardzo szybko zagościł również na ekranach monitorów. Po krainach fantazji i planetach w kosmosie to chyba właśnie New York City jest trzecim najpopularniejszym miejscem będącym tłem dla gier wideo, a z liczbą grubo przekraczającą sto trzydzieści pozycji zdecydowanie wyprzedza inne wirtualne miasta, takie jak Los Angeles czy Londyn. Nie będziemy oczywiście zabierać Was w podróż przez bite sto tytułów, tylko skupimy się na tym, jak Nowy Jork ewoluował graficznie przez ponad trzydzieści lat historii, w jakich gatunkach najczęściej jest wybierany oraz przypomnimy sobie najbardziej znaczące tytuły z tą metropolią w tle.

New York City: The Big Apple i pierwszy obraz Empire State Building w rogu.

Na początku była ciemność

I to dosłownie! Pustka, czarne tło to pierwszy (bądź drugi, jeśli przyjmiemy, że Spider-Man wspinał się na wieżowiec w NYC w tytule wydanym rok wcześniej) obraz Nowego Jorku w grze komputerowej. To może trochę naciągane stwierdzenie, ale w 1983 roku ukazała się pozycja Mario Bros., a sympatyczni hydraulicy Mario i Luigi, choć stworzeni przez Japończyków, byli nowojorczykami włoskiego pochodzenia urodzonymi na Brooklynie. Nim na dobre przenieśli się do krainy wielkich grzybów i księżniczek, ratowali swoje miasto przed inwazją stworów w kanałach ściekowych New York City, w niezbyt ciepło przyjętej przez graczy produkcji. Z podziemi na ulice Manhattanu wyszliśmy już rok później, w pozycji na Atari 800 zatytułowanej dosłownie New York City: The Big Apple. Dość powiedzieć, że w już 1984 roku istniała gra mocno przypominająca rozgrywką pierwsze Grand Theft Auto, tylko że tutaj naszym wrogiem było w zasadzie samo miasto. Obserwując siatkę ulic z góry, poruszaliśmy się samochodem, na piechotę czy metrem, odwiedzając takie słynne lokacje jak budynek ONZ, Empire State Building, Grant’s Tomb oraz Central Park. Pojazd miał ograniczoną ilość benzyny, przeszkadzał nam ruch uliczny, auta mogły nas rozjechać, było trochę minigier – istny survival w miejskiej dżungli, w której musieliśmy przeżyć siedem dni. W tym samym roku, na fali popularności filmu, ukazało się jeszcze Ghostbusters studia Activision, z dość swobodną wizją centrum Manhattanu.

Kilkadziesiąt gier ze Spider-Manem w roli głównej zasługuje, by powstał o nich kiedyś osobny artykuł. Dość powiedzieć, że przygody człowieka pająka są oczywiście ściśle związane z NYC, a miasto występuje w grach prawdopodobnie już od 1982 roku, kiedy to wspinał się na wieżowce w grze na Atari. Najbardziej widowiskowo przedstawiony Nowy Jork możemy zaobserwować w ostatnio wydanych grach z serii The Amazing Spider-Man, choć tytuły te otrzymywały raczej średnie oceny. Otwarta przestrzeń metropolii razi uproszczeniami graficznymi, gdy przyglądamy się jej z bliska, ale co tam – w końcu w ilu grach możemy sobie pośmigać między drapaczami chmur?

Nowy Jork nabiera kształtów w 2D

Dotychczas Nowy Jork w grach reprezentowały jednokolorowe bryły geometryczne lub jedynie prawdziwe nazwy ulic. Ograniczenia techniczne nie pozwalały zbyt spektakularnie pokazać imponującej zabudowy miasta. Sytuacja zaczęła się zmieniać pod koniec lat 80. W 1988 roku ukazał się Manhunter: New York. Ta przygodówka Sierry proponowała dość dziwną, by nie powiedzieć surrealistyczną, rozgrywkę, ogromną dawkę graficznej brutalności w czasach, gdy nikt jeszcze nie słyszał o PEGI i ESRB, i nareszcie dość przekonująco namalowane lokacje Nowego Jorku. Nasz bohater, wyglądający, wypisz wymaluj, jak czarodziej z humorystycznej Magicki, walczy w pierwszy raz dotkniętym apokalipsą Wielkim Jabłku. W zrujnowanym przez wielkie gałki oczne z kosmosu NYC, poruszamy się wokół takich miejsc jak Bellevue Hospital czy Empire State Building. Na przełomie lat 80. i 90. wyszło trochę gier, w których miasto było ledwo zaakcentowanym miejscem akcji, np. w komputerowej wersji przygód zagubionego Kevina, bijatykach beat’em up, jak Final Fight (Nowy Jork występuje tu pod fikcyjną nazwą Metro City) czy Teenage Mutant Ninja Turtles III: The Manhattan Project. W 1997 roku ukazał się jeszcze jeden tytuł, który zakończył w zasadzie erę miasta w 2D – Grand Theft Auto.

Pierwsze Liberty City jeszcze bez ikonicznych lokacji.

Nowy Jork w GTA to nie tyle Nowy Jork, co pierwsze odwiedziny w fikcyjnym Liberty City. Zważywszy jednak na mapę z konturami wysp, siatką poprzecznych ulic czy nazwy dzielnic – nie ma żadnych wątpliwości, czym inspirowali się twórcy z Rockstara. New Guernsey, Brocklyn, Kings, Brix – nazwy dzielnicy Liberty City to gry słowne nawiązujące do ich realnych odpowiedników. W samym mieście niestety zabrakło jeszcze ikonicznych lokacji i budynków, a patrząc na wszystko z góry, za najbardziej charakterystyczne uznamy żółte taksówki. Rockstar nie ograniczył się jedynie do żartobliwej podmiany nazw – już wtedy wymyślono alternatywną historię miasta, akcentując parę doniosłych wydarzeń, jak wykupienie wyspy przez belgijskich osadników (naprawdę zaczęło się od holenderskiej osady handlowej), wielką epidemię wśród emigrantów czy krach ekonomiczny w latach 70. Wspomina się też o różnorodności kulturowej mieszkańców czy kłopotach z przestępczością.

Liberty City w serii Grand Theft Auto pojawia się aż w dziewięciu grach, ale nie jest to ten sam konsekwentny twór z jednego uniwersum. GTA zostało podzielone na trzy ery: 2D, 3D i HD, a Liberty City w każdej z nich okazuje się nie tylko odpowiednio bardziej rozległe i szczegółowe wraz z postępami w grafice, ale ma również zupełnie inne nazewnictwo. Niektóre z długiej listy lokacji to przykładowo: wirtualny Brooklyn w kolejnych wcieleniach nosi nazwy Portland i Broker, Manhattan zmienia się z Central Island w Staunton Island i Algonquin w GTA IV, Central Park to po prostu Park w GTA, Belleville Park w GTA III i Middle Park w GTA IV. Charakterystyczny Times Square pojawia się w GTA III pod nazwą Bedford Point, a w GTA IV jako Star Junction. Zmiany nie objęły jedynie dzielnicy włoskich imigrantów Little Italy, która w czwartej części nosi dokładnie taką samą nazwę.

Odpowiednia modyfikacja do gry Driver umożliwiała obejrzenie całej mapy. Widoczny World Financial Center i budynki WTC w oddali.

Ulice Nowego Jorku w 3D

Trójwymiarowy Nowy Jork w grach rozpoczął się od pozycji samochodowych, choć pierwsza z nich była strzelanką, a nie wyścigami. W Die Hard Trilogy – komputerowej adaptacji kultowej serii filmów Szklana pułapka, a dokładnie w trzecim etapie „With a Venegance” – tak jak John McCLane zasiadaliśmy za kółkiem taksówki lub radiowozu w szaleńczej jeździe po ulicach Nowego Jorku. Pomimo bardzo szybkiej akcji w Die Hard Trilogy po raz pierwszy mogliśmy zauważyć bryły charakterystycznej zabudowy Nowego Jorku: kamienice ze schodami przeciwpożarowymi i wyższe budynki w centrum. Kierując autem, rozjeżdżaliśmy również tereny zielone w Central Parku, a ulice już wtedy pełne były przechodniów. Ciekawostką jest fakt, że nowojorska misja oparta na trzeciej części filmu powstała na samym początku i miała być całkowicie samodzielną produkcją. Po naciskach wydawcy Fox Interactive twórcy z Probe Entertainment musieli jednak dorzucić adaptacje dwóch poprzednich filmów, jako strzelankę TPP i rail shooter. Trzy lata później pojawił się kolejny hit – Driver. Starająca się oddać klimat filmowych pościgów samochodowych gra, po uprzednich wizytach w Miami, San Francisco i Los Angeles, w końcowej fazie zabierała nas do Nowego Jorku, skąd pochodził główny bohater gry – Tanner. Driver wyróżniał się wtedy sanboksową swobodą, a wirtualny Nowy Jork nigdy przedtem nie wyglądał równie przekonująco. Ulice zapchane żółtymi taksówkami skręcały pod kątem 90 stopni, pomimo dominacji niskich budynków dało się w nich rozpoznać nowojorską zabudowę, a w mieście pojawiły się nie tylko znane budowle czy miejsca typu World Trade Center, stacja Grand Central, Battery Park, Plac Waszyngtona, Brooklyn Bridge, ale i obiekty popularne bardziej wśród samych nowojorczyków jak chociażby rzeźba Alamo Cube.

Na przełomie XX i XXI wieku ukazały się też dwie wybitne produkcje, które może nie wniosły niczego do graficznej rewolucji w wyglądzie miasta i nie pozwalały na jego swobodne zwiedzanie, ale ich niezwykły klimat sprawiał, że cały czas czuliśmy, iż prezentowana historia dzieje się właśnie w Nowym Jorku, a nie w innym miejscu. Mowa o Deux Ex z 1999 roku, którego akcja zaczyna się w cyberpunkowych klimatach futurystycznej i niezbyt różowej wizji NYC. Wcielając się w agenta JC Dentona, odwiedzamy Liberty Island z ruiną uszkodzonej Statuy Wolności, Battery Park, dzielnicę Hell’s Kitchen (słynną kiedyś z wysokiej przestępczości) oraz lotnisko LaGuardia. Drugi tytuł to rewelacyjny Max Payne i jego sequel. Ze względu na specyficzny klimat Nowy Jork określany jest tam jako Noir York City, a miasto zawsze widzimy nocą, podczas opadów śniegu lub ulewnego deszczu. Widowiskowe strzelaniny pokazują bardziej mroczny i ponury wizerunek metropolii, w świetnie odtworzonych obskurnych zaułkach, hotelach czy na stacji metra.

Bedford Point w GTA III to nic innego jak Times Square.

New Liberty Chicago York Philadelphia City 3D

W Liberty City w GTA III nie występują motocykle. Dlaczego? W grze dowiadujemy się, że w latach 1999–2001 panuje całkowity zakaz ich używania, by było więcej miejsca dla samochodów. Tak naprawdę ich umieszczenie okazało się zbyt trudne i czasochłonne dla programistów w tamtym okresie. W grze znajdują się również ślady po menu trybu multiplayer. Rockstar eksperymentował z jego wprowadzeniem, ale pomysł został porzucony na rzecz szybszego stworzenia GTA: Vice City.

22 października 2001 roku Grand Theft Auto III zatrzęsło rynkiem gier! Rockstar umiejętnie przeniósł swój flagowy tytuł w trójwymiar, oferując niesamowite połączenie totalnej swobody w otwartym świecie z liniową, wciągającą fabułą i angażującą rozgrywką. To wszystko okraszone było wspaniałą grafiką, pokazującą ogromne wtedy możliwości PlayStation 2, i świetną ścieżką dźwiękową. O GTA III można pisać sporo, ale tematem jest przecież co innego – czy zatem w grze jest Nowy Jork? W pierwszej części Liberty City to na pewno Nowy Jork, w czwartej odsłonie bez wątpienia również. W trzeciej mamy także Liberty City, więc na zdrowy rozum to też Nowy Jork. Jednak w sumie nie do końca – bo trochę tak, trochę nie. Od samego początku Liberty City w GTA III nie było tworzone z myślą o wirtualnym NYC. Miało to być całkowicie fikcyjne, zwyczajne amerykańskie miasto, oparte luźno na Filadelfii, Detroit, Chicago oraz Nowym Jorku – tak utrzymują twórcy. Rzeczywiście w LC nie znajdziemy Statuy Wolności, siatki krzyżujących się równo ulic czy wielu ikonicznych miejsc, jednak za sprawą takich szczegółów jak replika budynku Flatiron, kolorowe neony na Bedford Point nasuwające skojarzenia z Times Square, żółte „Checker” taxi i przede wszystkim utrwaloną już w umysłach tę samą nazwę co w „jedynce” wielu graczy uznaje Liberty City z GTA III za Nowy Jork. Do tego doszedł fakt wydania gry zaledwie miesiąc po tragicznym zamachu 9/11, co spowodowało powstanie licznych teorii spiskowych na temat zmian w wyglądzie LC tuż przed premierą gry.

LIBERTY CITY PO ZAMACHACH 11 WRZEŚNIA

Rozmaite teorie spiskowe na temat wyciętej zawartości z GTA 3 i panicznego usuwania podobieństw do Nowego Jorku zalały internet po premierze gry. Doszukiwano się śladów po wieżowcach World Trade Center, dzieciach na ulicach i szkolnych autobusach. Postać Donalda Love’a miała zginąć po wbiciu się samolotu w jego budynek, a obecny w grze Dodo z uciętymi skrzydłami miał być specjalnie zbyt trudny w pilotażu, by nie dało się wykonywać nim takich manewrów. Według oficjalnego stanowiska Rockstara po zamachach 9/11 zmieniono 1% całej zawartości. Z gry usunięto jedną misję z terrorystami, przerobiono wygląd radiowozów policyjnych z białoniebieskich barw nowojorskich na czarne – charakterystyczne dla Los Angeles, zmieniono część komentarzy w stacjach radiowych i tych rzucanych przez przechodniów, a wydanie amerykańskie dostało zupełnie inną okładkę w stylu, który przy Vice City stał się już wizytówką serii. Tyle oficjalne wyjaśnienia, ale czy to rzeczywiście wszystko? W sieci można znaleźć obrazki z bardzo wczesnych wersji gry, gdzie Rockstar eksperymentował jeszcze z mocno komiksową grafiką, i widać tam np. charakterystyczne szkolne autobusy.

Droga do Liberty City HD

W Grand Theft Auto III nie było może Nowego Jorku, ale nie da się zaprzeczyć, że gra ustanowiła pewne standardy otwartego miasta i wysokiej jakości – nie tylko dla kolejnej odsłony, ale i dla innych wydawców, którzy teraz za wszelką cenę chcieli mieć swoje GTA. Warto odnotować, że na rok przed premierą „trojki” i zamachami z 11 września to właśnie Rockstar wydał Midnight Club: Street Racing – samochodówkę, w której pędziliśmy żółtą taksówką po Nowym Jorku ze szczegółowo odtworzonymi lokacjami: Times Square, Empire State, WTC, budynkiem ONZ, Rockefeller Center, placem Waszyngtona czy Madison Square Garden, a tytuł był pionierem, jeśli chodzi o duże, otwarte miasta 3D. Okres pomiędzy 2001 a 2008 rokiem to stopniowa ewolucja NYC w kierunku wielkiej, tętniącej życiem metropolii, z coraz bardziej imponującą oprawą graficzną.

True Crime: New York City

Udawany „prawie” Nowy Jork z GTA III doprowadził do powstania jego całkiem niezłych wizji w paru klonach tej gry. W 2005 pojawiła się druga odsłona serii True Crime o podtytule New York City. Produkcja kopiowała mechaniki rozgrywki Rockstara na potęgę, korzystając również z rozwiązań zawartych w San Andreas. True Crime mogło pochwalić się odwzorowaniem 65 kilometrów kwadratowych Manhattanu z realnymi nazwami miejsc i ulic, przeniesionych do gry w oparciu o dokładne dane GPS. Gracz miał dostęp do wnętrz wielu budynków, można było robić zakupy w aptece, sklepach odzieżowych, spożywczych, z bronią, w salonach samochodowych. Otwarte były hotele, kluby, apartamentowce, a po Nowym Jorku poruszaliśmy się nie tylko własnym autem, ale i siecią metra czy taksówkami. W obsadzie aktorskiej gry oraz ścieżce dźwiękowej nie zabrakło gwiazd: Christopher Walken, Mickey Rourke, Laurence Fishburne, Jay Z, Bob Dylan – True Crime z reklamy zapowiadało się na hit roku. Niestety, gra okazała się totalną klapą, a liczne błędy techniczne i graficzne wskazywały, że robiono ją w ogromnym pośpiechu. Niska sprzedaż przypieczętowała decyzję o całkowitym porzuceniu marki.

Choć w produkcji gry uczestniczył były detektyw nowojorskiej policji Bill Clark, związek zawodowy policjantów w NYC oraz komisarz Raymond Kelly byli wściekli na sposób, w jaki gra przedstawiała miejskich funkcjonariuszy. Każda kopia tytułu zawierała dokument z informacją o tym, iż NYPD (New York Police Department) nie ma nic wspólnego z powstawaniem gry, a znany skrót został w grze zmieniony na PDNY.

Driver: Parallel Lines

Faza na Nowy Jork w grach komputerowych nie mijała – w kolejnym roku miała miejsce kolejna premiera z Wielkim Jabłkiem jako ogromnym sandboksem – Driver: Parallel Lines. Po dwóch częściach rozgrywających się w sporej liczbie innych miast seria powracała do NYC. Tym razem Nowy Jork był jedyną metropolią w grze, ale z bardzo miłą odmianą – ze współczesnych czasów w połowie zabawy przenosiliśmy się do Nowego Jorku lat 70., z odpowiednio klimatyczną muzyką i samochodami. W przeciwieństwie do True Crime nie skorzystano tu z danych GPS, stawiając na fikcyjną siatkę 358 km dróg, pozwalającą na płynną i szybką jazdę samochodem, ale mając na uwadze poprzednie problemy z nowojorską policją, wszystkie radiowozy opatrzono napisem „City Police”. Driver nie oddawał dokładnej topografii Nowego Jorku, ale zawierał naprawdę pokaźną liczbę znanych budynków i konstrukcji. Oprócz oczywistych lokacji na Manhattanie, takich jak Times Square, Central Park, WTC, Flatiron, mogliśmy podróżować również na Queens, Bronx, Brooklyn i do New Jersey, korzystając z realnie istniejących mostów. Nowy Jork w Driver: Parallel Lines był żyjącym miastem z rozmawiającymi przechodniami, sprzedawcami pączków na ulicach, jeżdżącym metrem, a gracz miał do dyspozycji parę zadań pobocznych, jak chociażby tradycyjna fucha kierowcy taksówki. Po wcześniejszych premierach Vice City i San Andreas nowy Driver jawił się, niestety, jako kolejny klon tych gier i zebrał dość średnie oceny.

Ojciec Chrzestny to szalone gonitwy po ulicach miasta.

Przed następnym nokautem Rockstara pojawił się już tylko jeden wielki konkurent, tym razem sygnowany logiem Electronic Arts. Znany wydawca postawił na klasykę i komputerową adaptację króla mafijnych opowieści – Ojca chrzestnego. The Godfather: The Game warte jest odnotowania z powodu przedstawienia Nowego Jorku z lat 50., z zaledwie paroma drapaczami chmur. Topografia nie była zbyt dokładna i rozległa, ale w grze odtworzono wiele lokacji znanych z filmu, a mapa miasta koncentrowała się na mniejszych dzielnicach, kontrolowanych przez poszczególne rodziny: Hell’s Kitchen, Little Italy, Brooklyn i New Jersey.

Nowy Jork w grach to nie tylko wyścigi i gangsterskie sandboksy. W grze Tycoon: New York sami budujemy i zarządzamy tym miastem, a jeszcze dalej posunął się gracz o pseudonimie Asterion. W grze Cities XL stworzył on niesamowicie dokładną replikę Wielkiego Jabłka z jego dzielnicami, umieszczając na mapie większość budynków, trawników, mostów itp. Całość prezentuje się wspaniale i może wręcz służyć jako wirtualna mapa dla zagubionych czy ciekawych turystów.

Liberty City w GTA IV zwiedzaliśmy nie tylko w podstawce, ale i w dwóch dodatkach.

Liberty City HD

Pierwotny plan zakładał umieszczenie w GTA IV całego stanu Liberty State, z terenami wiejskimi, górami, leśnymi zakątkami – zupełnie jak w GTA: San Andreas, ale ograniczony czas sprawił, że postanowiono skupić się wyłącznie na jak najlepszym odtworzeniu samego miasta.

W 2008 roku wirtualny Nowy Jork osiągnął szczyt ówczesnej perfekcji w czwartej odsłonie serii Grand Theft Auto. Cały czas ze zmienionymi nazwami dzielnic i budynków – nowe Liberty City nie było już zlepkiem przypadkowych miejsc z różnych miast, a największym i najwierniejszym odzwierciedleniem Nowego Jorku w historii gier. Twórcom udało się nie tylko odtworzyć charakterystyczną zabudowę, ulice, słynne obiekty i miejsca, ale również ogólną atmosferę, klimat, różnice pomiędzy dzielnicami, mieszkańcami, dziwnych ludzi na każdym chodniku. Tu naprawdę można poczuć miejski zgiełk betonowej dżungli, od której odpoczynek znajdziemy w nielicznych parkach. Jak zawsze w serii GTA nowe Liberty City posiada szczegółowo opisaną historię od czasów pierwszej osady, którą poznajemy, oglądając jeden z programów TV w grze, informacje o burmistrzach, drużynach sportowych, przestępczości i rządzących dzielnicami gangach. Wszystko po to, by wrażenie pobytu w żyjącym, prawdziwym mieście było jak najlepsze.

„Nowy Jork to miejsce, które nigdy nie zostało odtworzone w grze wideo na poziomie, jaki sobie wyobrażaliśmy. Ze wszystkich lokacji to właśnie ta jedna naprawdę do nas przemawiała i robiła wrażenie. (...) To nie jest pełne miasto, a jedynie zbliżona do rzeczywistości wersja. Tworzymy miejsce, którego autentyczność jest wyczuwalna, ale jednocześnie idealnie pasuje do mechanik gry”.Dan Houser – wiceprezes Rockstar Games

Imersję potęgowały jeszcze znane z wcześniejszych tytułów, niezliczone wręcz aktywności poboczne – od znienawidzonych kręgli z kuzynem Romanem, po randki, wizyty w sklepach, barach, klubach czy podróżowanie transportem publicznym. Istnieje wiele stron w sieci, pokazujących jak bardzo miejsca w grze są wierne swoim realnym odpowiednikom, ale – co ciekawe – nowojorczycy wypunktowali też to, czego Liberty City szczególnie brakuje. Tu na pierwszy plan wybijają się dwie rzeczy: stadion drużyny baseballowej i bajgle do jedzenia. Obie rzeczy stanowią nierozerwalną część nowojorskiej kultury. Na wielki obiekt sportowy być może zabrakło już miejsca na mapie, ale bajgle? Niko wcina powszechne hot dogi, hamburgery, ale symbolu miasta na miarę Empire State Building już nie!

Pełna ciętego humoru i złośliwych porównań gra jest bardzo ostrożna i taktowna w czułej dla nowojorczyków kwestii, rezygnując całkowicie z jakichkolwiek śladów po World Trade Center czy Ground Zero. Twórcy nie oszczędzają jednak Liberty City kompletnie i kontynuują historię miasta w różnych detalach możliwych do odkrycia w GTA V. LC w którymś momencie miało swoje 9/11, co widać po straży pożarnej z Los Santos z napisami „Never Forget: FDLC” (analogicznie do oddawania hołdu poległym strażakom w Nowym Jorku), a wiadomości internetowe donoszą o huraganie, który zdewastował miasto (nawiązanie do prawdziwego huraganu Sandy z 2012 roku).

Nowy Jork w płomieniach - Modern Warfare 3.

Pożar, którego nie było, i zagłada

Po Liberty City z GTA IV nikt nie próbował dorównać Rockstarowi w tak samo dokładnej symulacji żyjącego, oddychającego, pełnego szczegółów Nowego Jorku, ale nie oznacza to od razu wyprowadzki innych deweloperów z Wielkiego Jabłka. Kilka tytułów podeszło do tej lokacji w trochę odmienny sposób, dając nam nieco wytchnienia od sandboksowych aktywności i swobody. W Protoype po prostu sialiśmy demolkę na dość prosto, ale przekonująco wykreowanym Manhattanie, w Alone in the Dark zwiedzaliśmy po ciemku zakamarki Central Parku, w Ghostbusters: The Video Game odtwarzaliśmy wydarzenia znane z filmu, a w Forzy 3 ścigaliśmy się wyznaczonym torem po trochę zbyt szerokich ulicach NYC. Mafia II z 2010 roku budziła nieuchronne skojarzenia z GTA III. Mieliśmy tu całkowicie fikcyjne miasto Empire Bay, które było luźno oparte na kilku amerykańskich metropoliach, jednak powszechna znajomość sławnych miejsc z Nowego Jorku sprawiała, że wielu graczy postrzegało miasto z Mafii II właśnie jako jego wirtualną wersję z lat 50. Tak samo jak w GTA III słynne lokacje otrzymały zmienione nazwy: Brooklyn Bridge to Grand Upper Bridge, budynek Chryslera to Ulver, Tunel Lincolna – Southport Tunnel, a najmniej subtelne jest Empire Bay Building. Liczbowo przewyższają one obecne również miejsca z Los Angeles (jak choćby kopię napisu Hollywood) czy Bostonu i być może to sprawia, że Empire Bay postrzegamy jako kolejny Nowy Jork. W 2012 roku Ubisoft postanowił być bardziej oryginalny i zaserwował to słynne miasto z czasów amerykańskiej wojny o niepodległość w XVIII wieku. Ciężko w tamtych lokacjach odnaleźć klimat i podobieństwo do współczesnej metropolii, ale na pewno jest to ciekawy pomysł i powiew świeżości po kolejnej wizycie na wirtualnym Times Square czy Brooklyn Bridge.

Assassin’s Creed III miało pokazać jedno istotne wydarzenie z historii Nowego Jorku, mianowicie wielki pożar z 1776 roku. Ogień wybuchł w nocy 2 sierpnia i strawił jedną trzecią Manhattanu, a reszta miasta została splądrowana. Twórcy gry mieli jednak problem ze sztuczną inteligencją postaci NPC i nie mogli w przekonujący sposób oddać ich reakcji i paniki w obliczu pożaru, dlatego z pomysłu zrezygnowano.

Mafia II rozgrywała się w fikcyjnym mieście, ale widać nim w duże podobieństwa do NYC.

Następne znane tytuły skupiały się na pokazaniu Nowego Jorku wyniszczonego, krwawiącego, będącego zaledwie cieniem tętniącego życiem miasta. W Call of Duty: Modern Warfare 3 kolejna wojna światowa dotknęła właśnie NYC. Oglądaliśmy płonące wieżowce Manhattanu z nowym budynkiem WTC w tle i walczyliśmy wśród gruzów Wall Street i całej dzielnicy finansowej. Twórcy gier zastanawiali się też, jak będzie wyglądać Nowy Jork po totalnej apokalipsie, niczym w filmie Jestem legendą. Przodowały w tym druga i trzecia część Crysisa, w których zrujnowany Nowy Jork to prawdziwa betonowa dżungla, gdzie pomimo zniszczeń i coraz bardziej dominującej dzikiej roślinności, widać raz po raz ślady po dawnej świetności miasta. Słynne lokacje majaczą gdzieś daleko lub są kompletnie zniszczone, jak tkwiąca w ścieku głowa Statuy Wolności. W tym klimacie docieramy do kolejnej małej rewolucji w pokazywaniu Nowego Jorku – The Division.

Pieszo po Manhattanie

Decydując się na pokazanie Nowego Jorku po wybuchu zabójczej epidemii – opustoszałego, bez przechodniów, ruchu ulicznego – twórcy z Massive Entertainment wcale nie poszli na łatwiznę. Zdecydowali się bowiem odtworzyć pewien obszar miasta w zasadzie w skali 1:1 i z tego, co było widać w wersji beta, udało im się to znakomicie. Nowy Jork w Tom Clancy’s The Division to nie tylko znane i słynne lokacje, aleje i przecznice, żółte taksówki. Wiele z tych zwykłych budynków, robiących w innych grach za tło i wypełniacze, tutaj zostało odtworzone zgodnie z ich prawdziwym wyglądem. Na tym jednak nie koniec – można dostrzec, że nawet lampy uliczne, nie dość, że mają dokładnie taki sam kształt, to i znajdują się w tych samych miejscach, co te prawdziwe. W odpowiedniej skali wydają się być rozmiary budynków, szerokość ulic – Nowy Jork w The Division ma w końcu przebić ten z GTA IV. Nie chodziło tu oczywiście o żaden pojedynek w umiejętnościach programistów. Wielkie Jabłko zostało wybrane głównie dlatego, że miasto, które szczególnie znamy jako pełne życia, energii, ze zróżnicowanymi kulturowo mieszkańcami, jako to, które „nigdy nie śpi” – o wiele silniej i bardziej przekonująco oddaje całkowity upadek społeczeństwa i wszelkich wartości. Przy okazji doniesień z postępów prac nad The Division wybuchła tzw. „afera mapowa”.

Dokładność grafiki w The Division dotyczy nawet zwykłych budynków i detali. - 2016-02-17
Dokładność grafiki w The Division dotyczy nawet zwykłych budynków i detali.

Część graczy oburzyła się, że widoczne na pierwszych zwiastunach tereny Brooklynu nie znajdą się w grze, a trafi do niej jedynie środkowy Manhattan. Nie oznacza to oczywiście, że mapa będzie mała, bo biorąc pod uwagę realistyczną skalę obszaru i to, że w grze nie będzie żadnych środków transportu, oprócz naszych własnych nóg – chodzenia ma być naprawdę sporo. Trudno powiedzieć, czy Ubisoft przeliczył się z możliwościami, prezentując Brooklyn przy zapowiadaniu produkcji (bo umieszczenie w grze mapy obejmującej teren od Central Parku aż po Brooklyn, jest raczej niemożliwe bez jakichś cięć i skrótów), czy w pewnym momencie długiego procesu tworzenia postawiono na to, że w The Division nie będzie żadnych ekranów ładowania i tym samym poświęcono gotowy Brooklyn, być może na rzecz późniejszych DLC. Pewne jest natomiast, że obszar środkowego Manhattanu raczej od początku był planowany jako główne miejsce gry, bowiem to właśnie tam znajduje się sporo ikonicznych lokacji: Times Square, Grand Central, Empire State Building, Madison Square Garden i ten teren gracze dostaną na początek. Jak później rozrośnie się Nowy Jork w The Division? Czy będą to dodatki z zupełnie osobną częścią miasta, bez powiązania z podstawką – o tym przekonamy się w ciągu najbliższego roku.

Już teraz można jednak stwierdzić, że NYC Ubisoftu śmiało może stanąć obok Liberty City z GTA IV. To zupełnie inny klimat, przywiązanie do innych detali, ale wszystko robi równie mocne wrażenie. Co będzie następne w grach wideo? Połączenie tych dwóch koncepcji: realnych odległości, świetnej grafiki z tętniącą życiem metropolią pełną przechodniów i korków ulicznych? Czy inne miasta będą częściej trafiać do gier, czy jednak Nowy Jork pozostanie ulubioną metropolią ich twórców? Miejmy nadzieję, że Rockstar nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i za jakiś czas ponownie pokaże, jak według niego zmieniło się Liberty City a.k.a. New York City!

Dariusz Matusiak

Dariusz Matusiak

Absolwent Wydziału Nauk Społecznych i Dziennikarstwa. Pisanie o grach rozpoczął w 2013 roku od swojego bloga na gameplay.pl, skąd szybko trafił do działu Recenzji i Publicystki GRYOnline.pl. Czasem pisze też o filmach i technologii. Gracz od czasów świetności Amigi. Od zawsze fan wyścigów, realistycznych symulatorów i strzelanin militarnych oraz gier z wciągającą fabułą lub wyjątkowym stylem artystycznym. W wolnych chwilach uczy latać w symulatorach nowoczesnych myśliwców bojowych na prowadzonej przez siebie stronie Szkoła Latania. Poza tym wielki miłośnik urządzania swojego stanowiska w stylu „minimal desk setup”, sprzętowych nowinek i kotów.

więcej