Jeden z graczy postanowił sprawdzić, jak The Last of Us: Part I na PC wyglądałoby w pierwszoosobowej perspektywie. Biorąc pod uwagę efekty, aż prosi się, by Naughty Dog osobiście wdrożyło do gry widok FPP.
W zeszłym miesiącu pierwsza odsłona The Last of Us ukazała się w wersji na komputery osobiste. Niestety z racji licznych problemów wyczekiwana premiera gry daleka była od oczekiwań zarówno zniecierpliwionych graczy, jak i deweloperów z Naughty Dog. Mimo że twórcy wciąż mają wiele do nadrobienia (choć systematycznie wdrażają do produkcji poprawki), to pecetowej wersji TLoU już teraz nie można odmówić piękna.
A gdyby tak można było podziwiać ten niesamowity postapokaliptyczny świat z perspektywy pierwszej osoby? Takie pytanie najwyraźniej zadał sobie pewien fan tytułu, który przygotowuje modyfikację zmieniającą klasyczny widok TPP na FPP.
Efekty prac twórcy można obserwować na jego kanale na YouTube. I chociaż modyfikacja jest dopiero w powijakach, już teraz jej wizja robi spektakularne wrażenie. Charakteru nabrały przede wszystkim potyczki z zarażonymi. Dzięki bliższemu spojrzeniu na to, jakie obrażenia zadajemy przeciwnikom, starcia stały się o wiele bardziej brutalne i realistycznie. Zresztą zobaczcie sami:
Jak można było się spodziewać, dzieło fana spotkało się z ogromnym uznaniem graczy. Co ciekawe, można nawet trafić na komentarze, w których widzowie proszą Naughty Dog o wprowadzenie podobnego rozwiązania do wersji gry na konsole PlayStation. Jest jednak mało prawdopodobne, że twórcy oryginału spełnią ich życzenie.
Więcej:Rockstar tego nie zrobił, więc fani wyręczyli twórców. GTA 4 z ray tracingiem wygląda obłędnie
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic
9

Autor: Kamil Kleszyk
Na łamach GRYOnline.pl ima się różnorodnych tematyk. Możecie się zatem spodziewać od niego zarówno newsa o symulatorze rolnictwa, jak i tekstu o wpływie procesu Johnnego Deppa na przyszłość Piratów z Karaibów. Introwertyk z powołania. Od dziecka czuł bliższy związek z humanizmem niż naukami ścisłymi. Gdy po latach nauki przyszedł czas stagnacji, wolał nazywać to „szukaniem życiowego celu”. W końcu postanowił zawalczyć o lepszą przyszłość, co zaprowadziło go do miejsca, w którym jest dzisiaj.