Forum Gry Hobby Sprzęt Rozmawiamy Archiwum Regulamin

gameplay.pl Dexter jak Walter White - recenzja 7 sezonu "Dextera"

04.03.2013 21:34
Tomal_P
1
Tomal_P
95
Legend

Moim zdaniem najlepsza w siódmym sezonie była historia z Isaakiem, koleś świetne zagrał tę rolę. Super się jego oglądało, od razu widać było, że ma charyzmę. Szkoda, że historia z nim szybko się skończyła.

Tak po obejrzeniu całego sezonu wydaję mi się, że mogli te 3 wątki rozdzielić na więcej odcinków, ale... zrobili tak i już. Ogólnie sezon 7 był niezły.

10.03.2013 11:32
😊
2
odpowiedz
Goth-ic
1
Junior

Breaking bad jest bardziej realistyczne i moim zdaniem przez to jest lepsze od Dextera "super bohatera" .
Dobra receznja. :)

10.03.2013 11:50
3
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Trzeba ustalić niesamowicie niskie wymagania, żeby siódmy sezon Dextera uznać za dobry. Nawet określenie "średniak" byłoby tu gloryfikacją.

Poniżej zlepek moich dwóch postów, napisanych zaraz po seansie. Ostrzegam przed ekstremalnym stężeniem żółci.

Cały sezon to jedna, wielka chaotyczna breja z tuzinem niepotrzebnych wątków, zmontowanych bez ładu i składu. Poszczególne motywy zaczynają się i kończą w najmniej oczekiwanych i najmniej odpowiednich momentach. W dodatku każdej postaci dopisano własny wątek poboczny, często zupełnie bezmyślny i wsadzony na siłę jako zapychacz. Wyjątkiem jest Masuka, który w tym sezonie prawie nie dostał linii dialogowych, a jego charakterystyczny rechot słychać tylko raz - w retrospekcji z (chyba) drugiego sezonu. Wszystko to tworzy tak chaotyczny mętlik, że dopiero na przełomie ósmego i dziewiątego odcinka zorientowałem się, co tak naprawdę jest tutaj wątkiem głównym. Stało się to dokładnie po tym, jak to, co uważałem wcześniej za wątek główny, zostało szybko i brutalnie zamordowane przez scenarzystów.

Jeśli nie oglądaliście serii siódmej na bieżąco i dopiero chcecie się za nią wziąć, to przygotujcie się na najmniej wiarygodny romans w historii telewizji. Nie, nie chodzi o kazirodczy związek, na który przygotowywał nas wcześniejszy sezon. Zamiast tego Dexter znajduje sobie kobietę-królika, która nie dość, że nie jest wybitnie ładna, to jeszcze niesamowicie irytuje za każdym razem, gdy pojawia się na wizji.

Pod koniec sezonu robi się trochę lepiej, ale na naprawienie błędów jest już o wiele za późno. Te dwanaście odcinków to taki anty-Dexter, w którym scenarzyści wzięli sobie za punkt honoru przedstawić dokładnie na odwrót wszystko, co do tej pory kojarzyło się z serialem. Poprzednie dwie serie miały mnóstwo niedociągnięć i uproszczeń, ale to jest zupełnie nowy poziom. To już nie jest kwestia tego, że policja w Miami nie namierzyła IP czy numeru telefonu w trakcie śledztwa. Tym razem wirus idiotyzmu zaatakował bezpośrednio mózgi bohaterów, doprowadzając ich do robienia rzeczy, których zasadności nie sposób w żaden sposób wytłumaczyć.

Gdyby okroić to wszystko i sklecić w jedną całość, składającą się z mniej więcej sześciu odcinków, wyszłaby całkiem fajna historia, może trochę na siłę oryginalna, ale przynajmniej tworząca jedną całość. To coś, co nam zaserwował Showtime trudno w ogóle w jakikolwiek sposób scharakteryzować. Aż wszedłem na IMDb, żeby upewnić się, czy scenarzystą nie był ten kretyn Lindelof. Jednak nie, to jacyś inni kretyni. Do tej pory za najgorszy sezon uważałem trzeci, ale widzę, że trzeba zmienić ranking.

I na to czekałem cały rok? No kurwa mać.

I drugi post:

Może sezon siódmy to takie swoiste przeciwieństwo szóstego. Wtedy ludzie oglądający regularnie pojedyncze odcinki klęli na nie jak cholera. Ja obejrzałem całość naraz i w sumie nie sprawiało mi to większych problemów. Oczywiście, że wiele ewidentnych błędów dało się łatwo zauważyć, ale ponieważ nie miałem czasu rozmyślać cały tydzień nad tym, dlaczego policja nie namierza tego pieprzonego IP, to po prostu machnąłem ręką i włączałem następny epizod. Poza tym fabuła nie była jakaś tragiczna, a sama formuła nie odbiegała zbytnio od standardowego Dextera.

Tym razem to właśnie formułę brutalnie zarżnięto, zgwałcono i wrzucono do rowu. Trochę za półmetkiem autentycznie zasnąłem na siedząco i musiałem przewijać kawałek odcinka, ale nie byłem pewien, do którego momentu mam wrócić, bo tam i tak nic się nie działo. Tutaj problem sięgnął nawet warstwy wizualnej. Wcześniej często zmieniano scenerie - jakieś mokradła, plaże, ocean, bardzo różniące się od siebie części miasta, wnętrza wielu budynków itp. Cały sezon siódmy kręci się głównie wokół kilku lokacji, do których co chwilę wraca. Oglądając to w taki sposób, na jaki się zdecydowałem, można zobaczyć, że przez jakieś 3/4 czasu widz patrzy na kolor szary. Szare chodniki, szare ulice, szare budynki, szare wnętrza. Gdy w którymś odcinku Dexter miał na sobie szare spodnie i koszulę, to prawie nie było go widać. Człowiek-kameleon.

No, ale może to ja szukam problemów tam, gdzie ich nie ma. Najwyraźniej to skutek tego, że przez 12 odcinków prawie nic się nie dzieje, a kiedy faktycznie ma się coś wydarzyć, to akcja trwa w porywach kilka minut, kończąc tym samym dany wątek w możliwie najmniej ekscytujący sposób. Dziesięciominutowe dialogi kręcone metodą Lucasa (dwie osoby stoją i rozmawiają albo dwie osoby siedzą i rozmawiają) dobijają najbardziej. Najgorsze ze wszystkiego są chyba dialogi pomiędzy Dexterem i Sirko, które wyglądają jak rozmowy Jamesa Bonda z jego aktualnym przeciwnikiem, tylko rozwleczone do nieprzyzwoitych rozmiarów.

Szczerze? Autentycznie przeszło mi przez myśl, że pod koniec mogliby wskrzesić Doakesa. Bo w sumie co za różnica? To wszystko było już na tyle bezsensowne i bezcelowe, że nic by już nie zaszkodziło. Może i pomysły z sezonów piątego i trzeciego (choć tu raczej zawiniło wykonanie) okazały się słabe, ale widać, że przynajmniej były. O siódmym nawet tego powiedzieć nie można. Zlepek kilku miernych i średnich fanfików bez ładu i składu.

Pojęcia nie mam, jak komuś mogło przyjść do głowy, żeby ten chłam postawić obok Breaking Bad.

gameplay.pl Dexter jak Walter White - recenzja 7 sezonu "Dextera"