Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 5 lutego 2004, 11:23

autor: Shuck

Piraci: przekleństwo Tortugi - recenzja gry

Nieskomplikowana gra zręcznościowa nawiązująca swą tematyką i mechaniką przedstawionego świata do hitów rosyjskiej firmy Akella – Sea Dogs oraz Piratów z Karaibów...

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Musi coś być na rzeczy z tym piractwem, abstrahując od faktu szczególnej jego popularności na ziemiach słowiańskich, że tyle się ostatnimi czasy o nim opowiada. I to na różne sposoby. Jeszcze nie przestał pobrzmiewać wiecznie pijany głos Johny'ego Deepa z „Piratów z Karaibów”, gdy na ekranowe wody wypływa „Pan i władca: Na krańcu świata” z Russelem Crowem. Nie mniejszy pęd ku morskiej przygodzie daje się zauważyć wśród twórców gier komputerowych: „Piraci z Karaibów”, „Piraci Nowego Świata” oraz „Piraci – przekleństwo Tortugi”. Jednakże mimo podobieństwa tytułów kryjące się za nimi gry przeznaczone są dla odbiorców znacznie się od siebie różniących. O ile pierwsza z nich jest raczej grą przygodową, a druga skłania się ku strategii, o tyle „Przekleństwo Tortugi” jest nieskomplikowaną grą zręcznościową. Jako najprostsza ze wszystkich, dedykowana wydaje się być dla młodszych miłośników elektronicznej rozrywki.

Skonstruowaną na potrzeby gry historię opowiada sam Krzysztof Kowalewski, zasłużony gawędziarz PRL oraz RP – żeby wspomnieć pana Sułka oraz Zagłobę dla przyzwoitości. I w zasadzie jest to najgodniejszy wspomnienia szczegół dotyczący rozsnutej opowieści, gdyż cała reszta, to zaledwie kilka średnio od siebie zależnych wydarzeń zaistniałych na drodze do skarbu. Pięć rozdziałów, z których każdy składa się z kilku etapów daje się przejść w dwie, góra trzy godziny gry. Ot, uratowanie pojmanego kumpla, zemsta na opresorach, droga na wyspę kryjącą skarb oraz poszukiwanie jego samego. Gdy cała przygoda zdaje się właśnie rozpoczynać, okazuje się kończyć.

Poszczególne etapy, z którymi przyjdzie graczowi się zmierzyć dzielą się na dwa rodzaje: walka na morzu oraz walka na lądzie. Ta druga bywa połączona z odrobiną eksploracji terenu. Praktycznie nieźli „Piraci z Karaibów” daliby się opisać w podobny sposób, lecz odmienność nie bierze się tu ze szczegółów – idzie o ogrom różnic.

Walka na morzu w „Przekleństwie Tortugi” sprowadza się do takiego manewrowania własnym statkiem, by unikać zderzeń z morskimi stworzeniami, wyspami oraz innymi statkami, by unikać strzałów tych ostatnich oraz aby samemu jak najefektywniej razić je ogniem. Nawet kierunek wiatru nie ma tu żadnego znaczenia – zresztą w ogóle takie pojęcie tu nie funkcjonuje. Skuteczność własnych strzałów zależy przede wszystkim od tego by trafiać we wroga, a to oznacza opanowanie nietrudnej sztuki oddawania salw z wyprzedzeniem. Ponadto na wyrządzane przeciwnikowi szkody ma wpływ zastosowany rodzaj amunicji, których to rodzajów są cztery: kamienie, kule armatnie, kule ognia i płomienne kule. Te pierwsze występują w ładowni w ilościach nieskończonych i dostępne są zawsze. Resztę przeważnie przyjdzie zdobyć w trakcie walki. Zdobywanie to umożliwiają pływające po morzu bonusy – pojawiają się one tam bądź ad hoc, bądź jako łup zdobyty na zatopionej jednostce. Poza dodatkową amunicją mogą dostarczyć materiałów do reperacji okrętu, wspomóc go dodatkowym działem albo... zwiększyć ilość dostępnego czasu.

Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47
Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47

Recenzja gry

Prawie pięć lat po udostępnieniu graczom pierwszego fragmentu rebootu Hitmana, rewolucjonizującego serię i pokazującego potencjalny nowy kierunek dla całego gatunku skradanek, trylogia „World of Assassination” zostaje zamknięta w świetnym stylu.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.

Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory
Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory

Recenzja gry

Po wielkim restarcie marki Modern Warfare, odświeżenia doczekała się także seria Black Ops. Przygody Masona, Woodsa i Hudsona powracają w świetnym stylu, bo Cold War to jedna z najlepszych kampanii w historii CoD-a!