Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Destiny: The Taken King Recenzja gry

Recenzja gry 23 września 2015, 14:37

autor: DM

Strzelam i jeżdżę – wirtualnie i w realu. Później o tym piszę – krytycznie lub z zachwytem.

Recenzja dodatku The Taken King do gry Destiny - zmiany na plus

Destiny: The Taken King to coś więcej niż zwykłe DLC, to cała konwersja, która przybliża grę do poziomu, jakiego oczekiwaliśmy rok temu. Król Porwanych z nadzieją wkracza w rozpoczęty właśnie w świecie Destiny Rok Drugi.

Recenzja powstała na bazie wersji PS4. Dotyczy również wersji XONE

PLUSY:
  1. bohaterowie fabuły otrzymali w końcu trochę życia i osobowości;
  2. trzy nowe świetnie wykreowane podklasy;
  3. mnóstwo nowej zawartości i sekretów do odkrycia;
  4. liczne poprawki i usprawnienia;
  5. bossowie wymagający sprytu i komunikacji pomiędzy graczami;
  6. system questów;
  7. nowy, długi, trudny raid.
MINUSY:
  1. wątek fabularny nadal zawodzi, pomimo niezłego startu;
  2. starzy wrogowie już trochę się opatrzyli;
  3. nadal obecne farmienie i powtarzalność zadań Bounties.

Od ukazania się Destiny upłynął właśnie rok. Wtedy była to jedna z najbardziej reklamowanych i oczekiwanych produkcji, ale wkrótce po premierze spora część użytkowników nie kryła rozczarowania, a gra zebrała dość średnie oceny w recenzjach. Być może twórcy z Bungie za bardzo próbowali nas przekonać, że to nie jest MMO (wymyślili nawet własny termin – Shared World Shooter), i wielu oczekiwało epickiej historii dla jednego gracza. Tymczasem okazało się, że dość kiepska kampania fabularna to w pewnym sensie swoisty samouczek zapoznający ze światem gry, a kwintesencją Destiny jest wspólna zabawa w kooperacji ze znajomymi, zwłaszcza po osiągnięciu maksymalnego poziomu doświadczenia. Niektórzy nie dotrwali jednak do tego momentu, czy to zniechęceni niezbyt przemyślanym sposobem awansu, czy też koniecznością szukania innych osób do gry. Niemniej nie przeszkodziło to pozyskaniu przez tytuł dość sporej grupy wiernych fanów i prężnie działającej społeczności. Bungie po drobnych eksperymentach i poprawkach w dwóch poprzednich dodatkach tym razem postanowiło przeprowadzić małą rewolucję. Wydane właśnie The Taken King oraz łatka 2.0 wprowadzają razem tyle zmian, że wyszła z tego raczej totalna konwersja, a nie zwykły pakiet DLC. Dotychczasowe Destiny zamknięto w szafie z napisem „Rok Pierwszy” – The Taken King otwiera tzw. Rok Drugi. Biorąc pod uwagę wrażenia po tygodniu spędzonym z TTK oraz fakt, że nanosząc poprawki, sugerowano się opiniami graczy – może to być całkiem udane 12 miesięcy.

Król Porwanych

Przygoda z The Taken King rozpoczyna się od obowiązkowych misji fabularnych, które kontynuują wątek z pierwszego dodatku The Dark Below. Oryx, ojciec pokonanego przez nas boga Croty, przybywa ze swoją armią, by dopełnić zemsty, a my oczywiście musimy powstrzymać inwazję. Pierwsze, co się rzuca w oczy, to sposób opowiadania historii. Od samego początku zaskakuje intro z ogromną, widowiskową bitwą w kosmosie, a później cutscenki włączają się niemal co chwilę! Postacie, które poprzednio pełniły jedynie funkcję sklepów do nabywania broni czy pancerza, teraz zyskały osobowość. Widzimy je kłócące się, żartujące, docinające sobie, a każda ma inny temperament czy pomysły na pokonanie Oryxa. W tej grupie szczególnie błyszczy robot Cayde-6, w przypadku którego jego zadziorny charakter i świetne operowanie głosem przez Nathana Filliona na długo zapadają w pamięć. Niestety, rozpędu starczyło autorom tylko na początkowe misje. Później przerywniki filmowe znikają i tak jak w poprzednich częściach w trakcie wykonywania zadań możemy jedynie słuchać dialogów z radia. Reszta szczegółów ponownie wylądowała na niesławnych kartach Grimoire, które da się przejrzeć tylko w sieci. Szkoda, bo krótki wątek o Królu Porwanych wypada lepiej niż poprzednie –miał on szansę pokazać, jak mogłaby wyglądać porządnie opowiedziana historia w Destiny.

Recenzja dodatku The Taken King do gry Destiny - zmiany na plus - ilustracja #2
Stare lokacje podziwiamy z zupełnie innej perspektywy.

The Taken King wprowadza w końcu nowe lokacje: niewielką bazę na Fobosie i ogromną dla kontrastu twierdzę Oryxa – The Dreadnaught, która mimo że jest statkiem kosmicznym, rozmiarami dorównuje mapom na dotychczasowych planetach. To właśnie tam odczujemy pewną swobodę w poruszaniu się, zamiast ciągłego podążania ustalonym korytarzem. Kilka razy odwiedzimy też znane miejsca na Ziemi, a nawet mapy z trybu wieloosobowego, ale często ujrzymy je z zupełnie innej perspektywy lub otwarte gdzieś przejście pozwoli zwiedzić niedostępne do tej pory pomieszczenia. Grafika nie uległa większym zmianom, zupełnie nowa jest za to ścieżka dźwiękowa i trzeba przyznać, że nadal prezentuje wysoki poziom – tym razem przeplatając klasyczne dźwięki orkiestry z nowoczesnymi, pulsującymi kawałkami.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.

Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory
Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory

Recenzja gry

Po wielkim restarcie marki Modern Warfare, odświeżenia doczekała się także seria Black Ops. Przygody Masona, Woodsa i Hudsona powracają w świetnym stylu, bo Cold War to jedna z najlepszych kampanii w historii CoD-a!

Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie
Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie

Recenzja gry

Miniony tydzień był cholernie intensywny. Spędziłem go z grą AC Valhalla, u boku Eivor, dzielnej wojowniczki z Norwegii, która wraz z bandą przyjaciół wyruszyła do Anglii, żeby zbudować swój dom.