Forum: Growa dyskusja tygodnia – Pillars of Eternity

19.06.2017 13:04
1
T_bone
175
Henchman 24

Growa dyskusja tygodnia – Pillars of Eternity

Witajcie w wątku, w którym wracamy do nieco starszych tytułów/serii, żeby uzyskać świeże spojrzenie na ich fenomen.

E3 dobiegło końca, więc można po tych wszystkich zapowiedziach spojrzeć w przeszłość. W 2012 roku studio Obsidian Entertainment rozpoczęło zbiórkę na RPG w klasycznej, izometrycznej formieProject Eternity. Akcja zakończyła się imponującą sumą 4,1 mln dolarów i fani starych Baldurów i Icewind Dale skakali z radości. Gra zadebiutowała w 2015 roku jako Pillars of Eternity i zebrała sporo pozytywnych opinii (średnia od krytyków na Metacritic 89/100), nasz recenzent/redaktor Gambrinus podsumował ją następująco:

„Na szczęście projektanci nie podchodzili na klęczkach do dokonań sprzed 15 lat – Pillars of Eternity to nie tylko hołd złożony grom Black Isle, to także pełnoprawne rozwinięcie i zaktualizowanie starych pomysłów. Na znanym wzorcu Obsidian opracował coś nowego, niepowtarzalnego i pod wieloma względami przewyższającego swoich legendarnych poprzedników” 9.5/10

Średnia ocena czytelników w naszej encyklopedii trzyma się okolic 8-8.5/10, co i tak można nazwać trendem pozytywnym, patrząc na oczekiwania. *Uwaga odnośnie wykresu po prawej: statystyki dotyczą średniej oceny w całym okresie oceniania i z racji wieku gry mogą być odrobinę nieścisłe.

SteamSpy pokazuje, że grę posiadają 910,993 osoby, czyli jest to wynik odrobinę słabszy niż w przypadku omawianego ponad tydzień temu Darkest Dungeon. Należy jednak pamiętać, że dane ograniczają się do Steama, a przecież Pillarsy są chociażby w wersji DRM-free na GOGu.
Mnie Pillars of Eternity zapadło w pamięć głównie z racji sporów na linii redaktor Łosiu vs. redaktor Gambrinus. Ten pierwszy znienawidził grę przez mechanikę walki (mowa o wersji premierowej), tymczasem Gambi był ją w stanie przeboleć, jako że dał się "oczarować". Świat wykreowany przez Obsidian zachwycił Gambrinusa swoją głębią i lekką nutą klimatu Starego Świata z Warhammera Fantasy.

Rozgrzewające pytania:
- Jak wy odebraliście system walki w tej grze, czy przeszkadzał wam na początku i czy łatki rozwiały z czasem wasze uwagi co do niego? Może PoE od początku powinno być grą turową?
- Jak oceniacie The White March, nie przeszkadzał wam podział dodatku na dwie części?
- Co waszym zdaniem trzeba koniecznie zmienić w Pillars of Eternity II w stosunku do „jedynki” aby seria się rozwijała? W pełni udźwiękowić dialogi?

post wyedytowany przez T_bone 2017-06-19 13:06:32
19.06.2017 13:30
2
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
20
Memento mori

- Jak wy odebraliście system walki w tej grze, czy przeszkadzał wam na początku i czy łatki rozwiały z czasem wasze uwagi co do niego? Może PoE od początku powinno być grą turową?

Bez rewelacji, do przeżycia od biedy. Turowo? Raczej lepiej, tak. Np. bardziej się wtedy dostrzega różnice wynikające z rozwoju postaci - satysfakcjonujące.

- Jak oceniacie The White March, nie przeszkadzał wam podział dodatku na dwie części?

Ciut cieplej od podstawki. Podział lekko irytujący (nabyłem, gdy już były obie).

- Co waszym zdaniem trzeba koniecznie zmienić w Pillars of Eternity II w stosunku do „jedynki” aby seria się rozwijała? W pełni udźwiękowić dialogi?

Zmienić podejście do narracji. W PoE grało mi się bardzo marudnie, dopiero za drugim podejściem zmęczyłem do końca. Fabuła zupełnie nie wciągnęła, absolutnie nie angażowała emocjonalnie, miałem bardzo głęboko gdzieś dramaty i przeżycia bohaterów. Ot, coś-tam coś-tam. Grało się jak przez szklaną taflę - płasko i z dystansem.To w zasadzie jak dla mnie główna wada gry chyba. Przy tym nie chodzi tylko o (taką se) fabułę, a właśnie bardziej o środki jej opowiedzenia - brakowało generatorów emocji, czy to w samej warstwie tekstowej, czy też "wzmacniaczy" poza nią - muzyka, głos, scenki, grafiki. Był tylko suchy tekst, i małe ludziki biegające po ekranie. Owszem, częścią remedium mogłyby być w istocie w pełni udźwiękowione dialogi. Pod warunkiem, że zagrane dobrze. Angażująco emocjonalnie, wiarygodnie, nie na odwal się. Mało co też ekscytowało w rozgrywce. Ani w rozwoju bohaterów, ani twierdzy ani w eksploracji nie było dla mnie nic specjalnie pociągającego. Nie czekałem z niecierpliwością na nowy poziom, na nową lokację. Tylko klik-klik-ziew-klik-klik.

Coś w ten deseń.

Jeśli PoE2 nie będzie dla PoE tym, czym BG2 było dla BG, to marnie mi to rokuje.

Nawiasem dobrze się rozmawia o grach z perspektywy pewnego czasu - zdąży się ogląd poukładać w głowie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-19 13:49:35
19.06.2017 14:58
2.1
T_bone
175
Henchman 24

"Był tylko suchy tekst, i małe ludziki biegające po ekranie"

Brutalne stwierdzenie :D Grałeś może ostatnio w innego izometrycznego RPGa, który jednak wywołał u Ciebie jednak pozytywne odczucia? Wasteland 2, Divinity, nowy Torment? Może to przejaw znudzenia podgatunkiem, ja na przykład mam problem z powrotem do przygodówek point&click, nawet tych dobrych.

post wyedytowany przez Admina 2017-06-19 20:21:20
19.06.2017 15:11
2.2
<Rydygier>
20
Memento mori

Mój poziom zblazowania grami jest już wysoki, bezsprzecznie. O niebo trudniej mnie urzec, niż kiedyś. I to bez wątpienia ma swój udział w moim odbiorze PoE. Gdybym w to grał jakieś 15 lat temu, może piałbym z zachwytu. Z ostatnio granych wysoką notę otrzymał nowy Torment (z perspektywy waham się, czy nieco nie przesadzoną jednak, ale klamka zapadła), bo choć trudno, to jednak nadal da się mnie poruszyć, tylko więcej trzeba, niż kiedyś.

Np. Kiedyś zarywałem noce nad BG2. Wróciłem nie tak dawno do nowej edycji, wgrałem nawet oryginalny polski dubbing. I właściwie głównie on mnie trzymał. I tak odpadłem w połowie Tronu Bhaala (na żmudnych dłużyznach w Wieży Strażnika), ale zauważam, że dobry voice acting robi dużo. Podobnie dobra i dobrze dozowana muzyka. A nawet dobra, emocjogenna narracja i dialogi w samej warstwie tekstowej, ale tu trzeba pisarza-fachowca, to rzadkie w grach. Nowy Torment był pod tym względem tylko i aż w miarę OK.

Nie będę oryginalny, ale w tej kwestii z nowych gier chlubnym wyjątkiem jest W3 (dwa razy ukończyłem bez znudzenia (no, wyjąwszy nurkowanie po pytajniki na Skellige, ale to na własne życzenie), nie wykluczam razu trzeciego, a jak na mnie to ewenement), a ze starych ME1-3. Ze staroszkolnych izo już chyba nic.

Nawiasem sama fabuła też mogłaby zrobić swoje, gdyby była istotnie świeża. Żonglerka niezmiennymi motywami i udziwnionym na siłę sztafarzem już mi się przejadły. Samej dziwności mam dość (zwłaszcza po ostatnim Tormencie właśnie). Ale soczysta opowieść o zmaganiach z własnymi słabościami? Prozaiczna, acz niewyzbyta patosu i niesztampowej dramaturgii życiowa historia, gdzie konwencja fantasy czy SF jest tylko tłem? Dobrze mi ją opowiedzcie i łykam.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-19 15:40:17
19.06.2017 21:17
2.3
Iselor (Łódź)
97
Generał

Jeśli PoE II będzie dla PoE tym czym BG II dla BG 1 to tylko lepiej. BG 1 to nudny symulator chodzenia po łące, z nudnymi lokacjami, nudnymi towarzyszami, łażeniem po pustych lokacjach i walce z gibberlingami. Dwójka to było coś rewelacyjnego, do dzisiaj się broni, jedno z arcydzieł cRPG w historii.

EDIT: Z Pillarsem (nie grałem w dodatki) mam ten problem bo dwa pierwsze rozdziały są świetne, a trzeci jest usypiający.
Obecnie gram w pierwszego Dragon Age'a, dokładnie: skończyłem podstawkę i gram w Przebudzenie. Rewelacyjna rzecz. Szkoda że (grałem kiedyś w DA II) Bioware tak się stoczyło.

post wyedytowany przez Iselor (Łódź) 2017-06-19 21:22:18
19.06.2017 13:39
3
odpowiedz
Yoghurt
55
Legend

- Walka w PoE z początku wydawała się jak najbardziej okej, system miał przypominać stare Baldury i tak było w istocie. Problem pojawiał się (jak przy większości erpegów zresztą) po rozgryzieniu banalnej mechaniki - minmaxing w grze był bardzo łatwy i po kilku godzinach, przy minimalnym wysiłku dało się zrobić ze swojej ekipy takich kozaków, że nic nie dało rady nas zeżreć (choć nie było to aż takie przegięcie pały jak magowie z D&D). Przez to gra, w której walk było naprawdę mnóstwo, stawała się nie tyle prosta, co wręcz prostacka, bo cały czas polegało się na jednej-dwóch sztuczkach, a pokonywanie wrogów nie wymagało zbyt wielkiej finezji. Poza tym brak doświadczenia za zabicie niemilca po zapełnieniu danej kategorii bestiariusza sprawiał, że już i tak nudne walki stawały się całkowicie bezcelowe, co przy ich nagromadzeniu psuło ogólne odczucia.

-White March był dobrym dodatkiem. Kupiłem co prawda obie części na raz, więc nie odczułem zbytnio podzielenia Marchii, ale bawił3m się całkiem całkiem (miło przywołałem sobie w pamięci icewind Dale).

- Pillarsy nie wymagają pełnych dialogów, ale ostrej podmianki mechaniki rządzącej rozwojem postaci i walką, bo to, co jest obecnie to system, który wydaje się skomplikowany, bo posługuje się własną, nieznaną starym wyjadaczom nomenklaturą, ale tak naprawdę to tylko przełożenie zasad D&D na inny język, podczas gdy wszelkie zady i walety tego rozwiązania pozostały niezmienione od trzydziestu lat (o czym wspomniałem w odpowiedzi na pierwsze pytanie).

19.06.2017 15:04
4
odpowiedz
elathir
19
Generał

Dal mnie na najwyższym problemie trudności był jeden problem. Długość walk, z racji, że było ich naprawdę dużo, denerwowała wytrzymałość przeciwników. Coś jakby skalowanie poziomu trudności w gorę koncentrowało się tylko na ilości HP. Co ważne nasze postacie w dużej mierze też dość wytrzymałe były. Nie było tutaj sytuacji, w której zabłąkana strzała i niechronionego tarczami maga mogła skończyć się utratą przez niego połowy hp. Brakuje mi tutaj trochę błyskawicznych bitew na ryzyku jakie można było uzyskać w D&D za pomocą odpowiednich zaklęć i skradania.

Ogólnie gra dobra, ale mój hajp w pewnym momencie osiadł, i z 9,5 spadła na poziom 8,5 za dłużyzny zwłaszcza w walce. Do tego stopnia, że wciąż nie ograłem dodatku po skończonej grze.

post wyedytowany przez elathir 2017-06-19 15:05:18
19.06.2017 21:40
5
odpowiedz
Flyby
156
Outsider

Rydygier napisał:
"Był tylko suchy tekst, i małe ludziki biegające po ekranie"
Pewnie bym to inaczej sformułował, lecz właśnie takie wrażenie opanowało mnie przed skończeniem gry..Było tak silne że nie pomogło dokupienie dodatków.
Usilne próby powrotu do gry, tworzenia nowych postaci (to sposób który zazwyczaj na mnie działał) niewiele dały. Gra wciąż jest zainstalowana i czeka.. a ja, ech..
Fabuła (tekst, ilości tekstu) zmogła mnie najpierw.. Mnie, starego czytelnika ;(
Choć dobrze pisana i tłumaczona, w powtarzających się wzorcach - zamuliła mnie dokumentnie mimo że większość brzmiała jak sensacyjne opowiastki obyczajowe Zacząłem oszczędzać na czytaniu, ech.
Nie, nie - gra nie wskrzesiła we mnie tych przeżyć związanych z Baldurem. System walk też nie, mimo trudności i ojejku, dramatycznych momentów..
Najlepiej bawiłem się w tym dużym mieście, zapomniałem jego nazwy.. Tutaj konstrukcja questów, atmosfera dzielnic, na tyle zrobiła się ciekawa że nawet trochę grę pamiętam. Dalej było różnie a najczęściej gorzej ;) Jeszcze trochę pamiętam moją bazę wraz z podziemiami, też sporo zabawy..
Pewnie że gra jest dobra, choć złośliwie ją polecę tym co mało czytają. Może się rozkręcą?
Rydygier napisał:
"Samej dziwności mam dość (zwłaszcza po ostatnim Tormencie właśnie)." -
też trafnie. W dodatku pomógł mi w decyzji co do kupienia ostatniego Tormenta ;)

19.06.2017 22:07
6
odpowiedz
giermuś1972
71
Ultra_Violence

Pillarsy były dla mnie lekkim zawodem. Nie potrafiłem wciągnąć się w świat, lore odbierałem jako nieciekawe, a system walki był niewygodny (jestem przeciwnikiem RPG z aktywną pauzą, tylko tury!). Za to dialogi były "zjadliwe", masa "skill checków", dzięki którym mogłem się poczuć jak prawdziwy bezwzględny paladyn, towarzysze także dawali radę. W The White March nie zagrałem, bo nie byłem pewien czy chcę więcej Pillarsów. Udźwiękowienie dialogów to niepotrzebny wydatek. Na PoE 2 nie czekam, więc raczej nie zagram, chyba że będzie w jakiejś promocji. Szczerze mówiąc to jednyny RPG z aktywną pauzą jaki mnie wciągnąl, to Serpent in the Staglands.

22.06.2017 10:40
7
odpowiedz
Flyby
156
Outsider

Dodam coś odnośnie ilości tekstu w grze lub raczej jego formy. Jedną z nich była możliwość "odczytywania" przeszłości napotkanej, przypadkowej postaci. Ten, skądinąd dobry pomysł, mający poszerzyć tło i atmosferę gry, szybko stał się w miejscach gdzie postaci pobocznych było więcej, jednym z pierwszych elementów do pomijania. ;) Zamulał ;)
Piszę o tym dlatego bo zastanawiałem się czy nie można tego było zrobić lepiej. Można było. Ku swojemu rozbawieniu natknąłem się ostatnio na podobny pomysł w grze Dishonored 2, także opcjonalny i uzupełniający atmosferę gry, lecz znacznie lepiej i efektowniej..
..dopiszę, co by na mnie gromy nie spadły że co tutaj mieszam różne gatunki gier i tak dalej. Chodzi mi o sam pomysł, uzupełniający czarem lub mocą historię i tło postaci pobocznych - bez obrazy konwencji ;)

Forum: Growa dyskusja tygodnia – Pillars of Eternity