Spirala crunchu – czy gry muszą powstawać kosztem pracowników?
Zgadzam się z tym, że eksploatacja pracowników ponad miarę jest haniebna i naganna, jednak crunch wcale tym nie jest. Sam w sobie crunch nie jest złym zjawiskiem dopóty dopóki jest on dobrowolny.
W studiach deweloperskich pracują artyści, programiści, designerzy, ludzie kreatywni i pełni pasji, którzy chcą tworzyć świetne gry dające innym ludziom te same odczucia jakie oni sami czuli kiedy przed laty odpalali po raz pierwszy jakiegoś kultowego klasyka. I tacy ludzie często sami decydują się na siedzenie po godzinach, żeby dokończyć pracę.
Ja też tak mam. Lubię siedzieć po godzinach w studiu w którym pracuję, bo chcę aby ludzie zakochali się w grze którą robimy i doskonalimy.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy crunch jest wymuszony przez management. Wtedy mamy do czynienia ze złym crunchem, który jest głównym powodem wielu problemów u deweloperów, w tym wypalenia zawodowego.
Jednak póki to jest autonomiczna decyzja to wcale nie musi być to złe zjawisko. Dla mnie bardziej szkodliwe by było gdyby mój szef mnie wygonił z pracy bo chciałem zostać dłużej żeby dokończyć to co zacząłem robić na przykład przed weekendem.
Edit: Żeby potem nie było, w studiu w którym pracuję (nazwy nie podam) crunch odgórnie narzucony praktycznie nie istnieje, ale z pracy też nikt nas nie wygoni jak chcemy zostać dłużej ;)
A co jest tego przyczyną? Chciwość ludzka z obu stron, a raz rozpędzona machina nie potrafi się już zatrzymać, tylko przyśpiesza. Za to mają drogie fury i domy, w których nie mają czasu mieszkać.
Gier wychodzi tyle, że gracz nie jest w stanie tego ograć, a chce jeszcze więcej.
Nie, nie muszą - wystarczy zatrudnić kilku dodatkowych ludzi do projektu. No ale tak to jest, gdy tworzeniem gier zaczęli zajmować się księgowi z marketingowcami zamiast prawdziwych pasjonatów.
To akurat jest tak samo w każdej branży. Nie decydują tu pracownicy tylko ludzie od cyferek i zysków. Ciekawe jakbyś łopatą węgiel rzucał to czy mógłbyś sobie jako pasjonat machania łopatą decydować ile dziennie ton przerzucisz w cudzej firmie
No brawo. Porównywać branżę w dużym stopniu artystyczną, której wytwory mają bawić, wzruszać, poszerzać światopogląd do węglarza.
Nic dziwnego, że branża AAA tak wygląda skoro ma takich "klientów", którzy oczekują zamiast wytwornego dania kotleta z psa z makdonalda.
Dobrze, że są naiwni, którzy myślą, że nie dostają tu kotlety z psa od Macdonalda.
Wiesz jak wygląda rynek pracownika w IT? Jest lekki brak specjalistów. Np u nas brakuje ludu jeszcze raz tyle ile nas jest.
Szukamy non stop. Prawda jest to że mamy przesiew może jeden na 200, ale .. nie o to chodzi, bo mimo to wszędzie jest problem.
Jasne, pełno psuedo programistów czy inżynierów, co to myślą że nic nie trzeba robić tylko 8h nastukać i dlatego zarabiamy ponad 10-15tysięcy netto miesięcznie i wysyłają CV i się okazuje że nic nie wiedzą, a swoją naukę zakończyli z pierwszym gorszym kursem.
Ale prawdziwych ludzi z pasją, co przyjdą z zerowym doświadczeniem ale na koncie widać że ma już jakieś projekciki na boku z hobby jest mało.
Nie, nei da się "zatrudnić kilku dodatkowych ludzi do projektu", nie teraz, nie w tych czasach. Natomiast ci tutaj wymienieni pracownicy spokojnie znaleźli by pracę gdzie nie musieliby crunchować i w domu mogliby się rozwijać.. ale wychodzi na to samo, albo w robocie siedzisz dłużej, albo w robocie siedziesz ~8h, wracasz do domu i rozwijasz się, bo jak staniesz w miejscu to jesteś znowu junior. Więc oni się na to godzą i nic złego im się nie dzieje, bo to ich świadomy wybór.. a jak siedzą tam i się skarzą że im źle.. to dupy wołowe są.
Porównywać branżę w dużym stopniu artystyczną
Artystyczną proszę Cię.
Już wielokrotnie o tym pisałem co to za artystyczna branża gdzie każdy każdego pilnuje i cenzuruje własną pracę artystyczną bo nie daj Boże kawałek sutka kobiecego będzie widać, albo uważaj Stasiu z tą sceną z Larą żeby nie wyglądało to jak próba gwałtu bo wywołamy niepotrzebną kontrowersję i nikt nam nie udzieli miejsca w sklepiku z gierkami, albo o zgrozo PEGI i ESRB odmówią klasyfikacji wiekowej.
Nie, nie muszą - wystarczy zatrudnić kilku dodatkowych ludzi do projektu.
Porównywać branżę w dużym stopniu artystyczną, której wytwory mają bawić, wzruszać, poszerzać światopogląd do węglarza.
W ogóle nie ma sprzeczności w tych dwóch postach. Nic, a nic. Tych prawdziwych artystów, co to idealnie będą nadawać się do określonego projektu można tak obie z ulicy brać.
Nie wiedziałem też, że programistów albo bazodanowców uznaje się obecnie za artystów. Czy "forumowy specjalista o wszystkiego (czyli o niczego)" to też artysta?
Problem z sztucznym crunchem jest w USA, bo tam nie płacą za nadgodziny. dostajesz 10 000 $ miesięcznie, ile byś nie pracował. Dlatego zmuszają ludzi do pracy 85 godzin tygodniowo. W Polsce pracownik zarabiający 10 000 miesięcznie, mający 45 godzin nadgodzin tygodniowo zarobił by dodatkowo przynajmniej 16 800. Dlatego opłaca się zatrudnić drugiego pracownika.
Jest jeden warunek, ten pracownik musi być dostępny, a jak czytałeś wypowiedzi z tym jest problem.
Mnie chodziło o to bardziej, że wszystko powstaje kosztem pracowników. Wszędzie ten sam wyzysk. Może i macha łopata 8h, ale każą tempo zwiększać, bo robota musi być zrobiona. Jemu każą zostać dłużej, bo nie zmuszą go do szybszego myślenia i kreowania lepszym rozwiązań. Ale wszędzie to samo. WYZYSK. Nie poznałem firmy nie kierującej się wyzyskiem. Jeśli ktoś w takiej pracuje, to tylko gratulować.
"Nie wiedziałem też, że programistów albo bazodanowców uznaje się obecnie za artystów"
Trochę tak ;P Ja np płacę zmniejszony podatek dochodowy jako programista, bo moja praca jest "twórcza" w jakimś tam procencie. tak jak marketingowiec który ma nawet bardziej twórczą pracę.
Chociaż twórczość, nie znaczy chyba ten sam 'artysta' którego masz tutaj na myśli, ale w świetla prawa już tak ;P
Rotfl, nie. To nie jest ten case gdzie 9 kobiet urodzi dziecko w miesiac. W przypadku prawdziwych gier wielkosc projektu jest tak duża, że nie da sie w niego "wejsc" tak po prostu na zasadzie "o, zbliża się crunch, szybko dajmy tu 100 osób, będzie luz". Trzeba poswiecic kupe czasu, żeby zrozumieć co gdzie jest, poznać go i wiedzieć, że jeśli trzeba zrobić to i to to trzeba szukać w tej i tej klasie, jeśli trzeba naprawić tego i tego buga to szukamy tu i tu.
To już wiem dlaczego gry które od dłuższego czasu wychodzą to niedorobione gnioty.
Haniebne zachowanie ze strony pracodawców. Obiecują pracę marzeń, a później sugerują pewne rzeczy, niby bez konsekwencji...
Z drugiej strony, gdyby wpisali w umowę te "do 85 godzin" tygodniowo za tę samą stawkę co obecnie (na pewno mało nie zarabiają), to ciągle znaleźliby chętnych. Co jest w sumie smutne.
Smutny też jest los pracowników np. Anthem. Pracują nad czymś kreatywnie (o wenę nie jest łatwo) setki i tysiące roboczogodzin, a ktoś, bo brak mu zdolności menedżerskich i spójnej wizji, wywala wszystko do kosza i każe pracować nad nowym "pomysłem". A idąc linią najniższego oporu wystarczyło wydać grę wzorującą się na ME3 i tak siła marki zapewniłaby sukces.
A graczy niestety niespecjalnie interesuje los deweloperów. Dla wielu z nas ważniejsze jest tu i teraz, by oczekiwana gra wyszła jak najszybciej.
Gdy dochodzi do opóźnienia premiery, bardzo chętnie nazywamy twórców „leniami” czy „pijawkami”.
Podejrzewam, że nikt przy krytyce nie ma na myśli szeregowego pracownika, tylko osoby odpowiedzialne za projekt i wydawców, którzy nieefektywnie zarządzają ekipami, nie mają kongruentnego planu oraz są gotowi wyrzucać do kosza setki godzin cudzej pracy albo po prostu są oderwani od rzeczywistości twórczej pracy. Gracze oceniają całość, nie pojedynczych przemęczonych pracowników. Zaś całość jest efektem podjętych przez władyków decyzji. Te decyzje często są tak głupie bądź nacechowane excelowską rządzą pieniące, że widoczne nawet dla opinii publicznej.
Cały ten crunch to przedziwne zjawisko w naszych czasach. Wiele firm zrozumiało, że szczęśliwy pracownik to nawet 30% bardziej wydajny pracownik. Budują spore i komfortowe zaplecza socjalne, wysyłają na szkolenia albo już w procesie rekrutacji chcą pochwycić informację, czy przyszły pracownik ma dla równowagi jakieś hobby, żeby o pracy tylko nie myślał i w rezultacie duchowo oraz fizycznie był zdrowszy. Natomiast tutaj, branża kreatywna, w której nie da się weny zamówić na konkretną godzinę, która tym bardziej potrzebuje równowagi, jest eksploatowana niczym manufaktura w chińskiej fabryce. Może stawka inna, lecz wyzysk pozostaje wyzyskiem.
Tu nie ma co liczyć na graczy, skoro ich przeciętny zryw trwa max 3-5 dni. Żeby cokolwiek się zmieniło muszą wejść zmiany w prawie (mało prawdopodobne, szczególnie w USA), albo pracownicy muszą zacząć stanowczo się sprzeciwiać takim praktykom, zamiast szeptać na ucho dziennikarzom, gdy ich studio upadnie.
P.S. Beka z autora sugerującego, że Epic wielki zbawca uratuje studia od crunchu, gdy osoby podejmujące decyzję o ekskluzywności są menadżerami organizującymi obozy pracy dla swoich pracowników.
Zgadzam się z tym, że eksploatacja pracowników ponad miarę jest haniebna i naganna, jednak crunch wcale tym nie jest. Sam w sobie crunch nie jest złym zjawiskiem dopóty dopóki jest on dobrowolny.
W studiach deweloperskich pracują artyści, programiści, designerzy, ludzie kreatywni i pełni pasji, którzy chcą tworzyć świetne gry dające innym ludziom te same odczucia jakie oni sami czuli kiedy przed laty odpalali po raz pierwszy jakiegoś kultowego klasyka. I tacy ludzie często sami decydują się na siedzenie po godzinach, żeby dokończyć pracę.
Ja też tak mam. Lubię siedzieć po godzinach w studiu w którym pracuję, bo chcę aby ludzie zakochali się w grze którą robimy i doskonalimy.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy crunch jest wymuszony przez management. Wtedy mamy do czynienia ze złym crunchem, który jest głównym powodem wielu problemów u deweloperów, w tym wypalenia zawodowego.
Jednak póki to jest autonomiczna decyzja to wcale nie musi być to złe zjawisko. Dla mnie bardziej szkodliwe by było gdyby mój szef mnie wygonił z pracy bo chciałem zostać dłużej żeby dokończyć to co zacząłem robić na przykład przed weekendem.
Edit: Żeby potem nie było, w studiu w którym pracuję (nazwy nie podam) crunch odgórnie narzucony praktycznie nie istnieje, ale z pracy też nikt nas nie wygoni jak chcemy zostać dłużej ;)
Polać bo w końcu ktoś pisze z sensem. Jeśli ktoś programuje to zrozumie bo sam nieraz łapałem się na tym, że siedziałem kilka(naście) godzin więcej niż planowałem bo zwyczajnie chciałem już coś skończyć. Część osób, które pracują w miejscach gdzie jest ten "zły crunch" też tak mają, że wolą zostać dłużej ponieważ czują się odpowiedzialne za to co tworzą, a dodatkowo kiedy widzi się metę chęć zostania dłużej się nasila. Nie twierdzę oczywiście, że wszyscy tak mają, ani nawet większość.
Tym którzy twierdzą, że twórcy niezależni są wolni od crunchu polecam oglądnąć film "Indie Game". Powstanie Super Meat Boya ładnie przeczy temu twierdzeniu.
Przykra sprawa, ale w tych studiach w których panuje "kultura crunchu" wypuszcza na rynek prawie 90% bestsellerów nie szukając daleko CD Projekt Red z serią Wiedźmin jest tego dowodem.
Studia niezależne próbują jakoś z tym walczyć, ale na takich warunkach na dłuższą metę nie są w stanie produkować gierek.
Ciekawostka ptaszki ćwierkały że po zeszłorocznym BlizzConie ponoć Blizzard powycinał z większości swoich wewnętrznych oddziałów ludków i naprędce pomagali zrobić gameplay demo Diablo 4 byle tylko chodziło, a crunch wewnątrz tego studia przez ostatnie 12 miesięcy był bardziej epicki niż jakikolwiek rajd w historii WoWa.
Jest raczej odwrotnie i tych bestsellerów jest z 10% bo poza takim Rockstarem, CD Project i Naughty Dog jest dużo więcej firm gdzie crunch był, nawet większy a wyszły kupy.
Z takiego Athema mogli by zrobić z 2-3 gry, pewnie lepsze ale zrobili kilka resetów po drodze i końcowy produkt z ostatniego roku z 6 lat produkcji
Wybacz, ale na liście top 10 najlepiej sprzedających się gierek w roku 2019 r. jest 8 tytułów w których możemy potwierdzić że powstawały w "kulturze crunchu" (zgodnie z danymi z NPD group):
https://www.businessinsider.com/best-selling-video-games-of-the-year-2019-2019-12?IR=T
Nie wiemy jak jest z japońskimi studiami na 100%, ale możemy być przekonani że tam również dochodzi do takich okresów produkcyjnych, ponadto tam panuje inna kultura pracy i mogę cię zapewnić że w studiu Kojima Productions też dochodzi do crunchu, ale nikt złego słowa na mistrza Kojimę nie powie.
Oczywiście, że muszą. W praktycznie każdej branży coś powstaje kosztem ludzkiego wysiłku często ponad normę. Tak działa ten świat i nic się w tej kwestii nie zmieni. Trochę bawi mnie, że zawsze wszyscy tak spuszczają się nad tym, że twórcy gier tak ciężko pracują ponad normę. Jakby to było coś dziwnego... No ale może dla kogoś kto tylko siedzi przed komputerem na utrzymaniu rodziców to jest to dziwne.
Dziwi mnie tylko ze ktos chce jeszcze tak harowac dla EA wolalbym sie juz poswiecac tworzac takie RDR2 a pracujac dla EA mamy prawie pewne ze bedzie to psu na bude, jedyny wyjatek z ostatnich lat to Jedi
Bardzo dobry artykuł. Zaznaczmy tylko, że na umowę z Epic Game Store nie decydują się deweloperzy, tylko ten sam management, który zarządza (lub nie) crunch.
EDIT: Właśnie znalazłem bardzo poważny błąd merytoryczny w artykule. Drogi redaktorze, minimalna stawka godzinowa w Kalifornii dotyczy przeliczenia tych 36 dolarów na stawkę roczną (74 880 dolarów), bo niepłacenie za nadgodziny, tak jak wskazałeś, dotyczy tylko tych zatrudnionych w oparciu o stałą pensję. W tym wypadku wszyscy zarabiający powyżej 74 880, co w dużych studiach jest stawką bardzo pospolitą, nie mają prawa do żadnego dodatkowego wynagrodzenia, jeśli taka będzie wola pracodawcy. Natomiast to co jest napisane w artykule (przynajmniej w moim odczuciu) sugeruje, że co by się nie działo zawsze w Kalifornii pracownikom jest płacone te 36 dolarów za wszystkie nadgodziny łącznie z crunchowymi.
Akurat crunch to nie jest zjawisko powiązane tylko ze światem gier komputerowych. Dotyka każdego, kto pracuje w jakiekolwiek korporacji. Ostatnio miałem okazję spotkać się z ludźmi, którzy wybrali korporacyjną ścieżkę kariery (znam ich i ufam temu co mówili), przykłady pierwsze z brzegu: automatyka przemysłowa - 14 h dziennie przez 14 dni ciągiem (soboty i niedziele pracujące), później 4 dni wolne, analityk finansowy w uznanym banku - 16 h dziennie, wolne tylko niedziele, kierownik produkcji prefabrykatów budowlanych - 12 h dziennie. Zjawisko jest powszechne. Jak ja się cieszę, że pracuję w niewielkiej firmie,
Wiadomo nie od dzisiaj jest Pan i Władca lub zespół Półbogów i plebs na plantacji bawełny, ale w przeciwieństwie do czasów niewolnictwa jeśli pracujesz w g... firmie to tylko od Ciebie zależy czy jak patrzysz w lustro to widzisz niewolnika czy człowieka posiadającego jakaś godność. Jedno jest pewne nigdy nic nie było oczywiste za nim ktoś pierwszy nie otworzył drzwi, potem okazało się że można wyzyskiwać i tak zaczynali postępować inni. Dzisiaj największe firmy developerskie mówią "mamy basen, jedzenie vegan, masaże, a nawet miejsce dla twojego psa który s..., a crunch no cóż to normalna specyfika pracy" hehe
Można mówić wiele złego o PiSie, ale po 500+, podniesieniu pensji minimalnej okazało się że największy pracodawca prywatny jak sieć Jeronimo Martins nie tylko nie upadła co ma się znakomicie dobrze mimo że podniosła w między czasie pensje o 100% wypłaca nagrody i nie tylko oni. Co więcej dzięki 500+ rynek przesuną się w stronę pracownika więc wszystkiego typu januszofirmy "pracuj u nas bo świetnie 10 godzi + za 3500 pln brutto" dzisiaj mogą sobie ten slogan wsadzić w..
Reasumując : pracodawca wymyśli każdy sposób na optymalizacje kosztów pracy, ale nie ma żadnego biznesu bez pracowników więc tylko od nich zależy kogo widzą jak patrzą w lustro. I żeby nie było uważam też że każdy kto pracuje powyżej 8 godzin dziennie jest takim samym baranem jak ci co na crunch się zgodzili. Życie nie składa się z pracy, wręcz przeciwnie praca to bezwartościowa czynność która polega na najemnej zamianie czasu na pieniądz, nie ma w niej żadnej chwały, zalet ani też poczucia misji.
Mialo byc do Alexa. Reasumujac: zycie sklada sie z grania a praca to tylko przymusowe poswiecenie 8 godzin tego zycia zeby zdobyc pieniadz ktory wydajemy potem na gry i koszty utrzymania, nie ma w tym chwaly ale jest poczucie misji.
życie to 100 lat przyjemności z samego doświadczenia cudu życia, to że obecnie przez 20-25 pierwszych lat wmawia się ludziom że muszą się edukować i to jest najważniejsze bo potem to ich przyszłość to totalna bzdura. Edukować tak ale to co jest w życiu potrzebne bo 90% z tego co człowiek się edukował nie jest wcale. Dodatkowo po studiach często się okazuje że to było 5 lat zmarnowanych na poznawanie życia studenckiego bo i tak wszystko co robimy potem najczęściej wynika z naszej dalszej wiedzy i rozwoju (tutaj jednak zależy od studiów z 5% jest adekwatnych do słowa studiowane). Pozostaje następne 75 lat życia i jak to się mówi najczęściej 70(67)-25 = ok. 40-45 lat zawodowego, gdzie dla większości ludzi wmawia się że musieli uczestniczyć w wyścigu szczurów aby zajść dobrą pozycje na starcie i potem kolejne 20 lat biegnąc dalej, bo większość osób swój statut zawodowy osiąga w granicach 40-45 lat. Wtedy dumni przez kolejne 20 czują się spełnieni dążą do dalszych sukcesów a na emeryturze i tak każdy o nich zapomniał i ma ich w d... Ile razy w waszych firmach widzieliście były emerytów pracowników ? ;) Ewentualnie co myślicie o dziadkach 80 letnich z przemęczenia ledwo wlekącymi nogami ? Nawet po tym jak ktoś wygląda w wieku 80+ doskonale widać czy pracę traktował na luzie czy zasuwał jak traktor na polu :)
Więc jak najbardziej się zgodzę : pracuje się tylko po to aby spełniać swoje zachcianki a optymalizacja tego polega na jak najlepszym przeliczniku ile się zarabia w dzień, godzinę, sekundę poświęconego swojego BEZCENNEGO życia. Jeśli chodzi o mnie to ja robię tylko to na co mam ochotę i co jest formą rozrywki i mam nadzieję że nigdy to się nie zmieni :)
Trudno sie nie zgodzic. Liczy sie hedonizm i to zeby jak najwiecej odkrywac, nauka i praca tylko w zakresie niezbednego minimum (ale warto uczyc sie jezykow) poza tym szkoda marnowac wiecej czasu, nikt tego zwykle nie docenia a nadmiar kasy tez szczescia nie daje jak nie ma czasu zeby wydawac. Wazny jest tez balans miedzy rozrywkami intelektualnymi i fizycznymi a czasami warto nie robic kompletnie nic i bez poczucia winy (Polecam "Sztuke leniuchowania" Ulricha Schnabela) Nie jest jednak latwo uwolnic sie od naciskow otoczenia i wyrwac z wyscigu szczurow ktory panuje w prawie kazdym korpo.
Problem z projektami it jest taki, ze tworzac dwa identyczne programy w obu beda rozne problemy. Dlaczego? Bo tak. Nie da sie przewidziec nawet w najgorszych scenariuszach wszystkich problemow jakie wystapia podczas prac. Poza tym nie oszukujmy sie, programowaniu blizej do sredniowiecznych rzemieslnikow niz do nowoczesnych pracownikow fabryk, ktorzy tasmowo wytwarzaja tysiace produktow na sekunde.
Ja mogę poczekać na gry dłużej, byle pracownicy będą pracować do max. 8 godzin dzienne. To są ludzie z marzenie, a nie bezmyślne niewolnicy.
Ale tak jest prawie w każdej branży masz wolne soboty niedziele i 1600 pln albo zapierniczasz po 200 h pod telefonem aby była dobra wypłata w okolicy 4 tys
Tu kwota może być dowolna ale różnica kilku tys w pensji to klucz albo wolne weeekendy i czas z rodzina.
Ile nagle empatii tu w ludziach, a zawsze, przy każdym poście o W3 każdy się jara jaka to super gra i jacy mega producenci, za to nikt się nie zainteresuje ile kto poświęcił naprawdę czasu i sił, ile poświęcił rodziny i własnego zdrowia i nawet nie wspomina o tym słowa. Nic się nie zmieni i na wyższej półce będzie tylko coraz gorzej.