Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

BioShock Infinite: Burial at Sea - Episode Two Recenzja gry

Recenzja gry 25 marca 2014, 11:25

autor: Antares

Recenzja drugiego epizodu dodatku Burial at Sea do gry BioShock Infinite

Ken Levine zapowiadał, że podwójne fabularne rozszerzenie do Bioshock: Infinite będzie niczym list miłosny do fanów serii. Podczas gdy pierwszy epizod okazał się jednak „tylko” dobry, drugi nadrabia to z nawiązką.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  • bardzo przyzwoita długość dodatku – około sześć godzin dobrej zabawy;
  • mnóstwo ciekawostek i smaczków dla fanów serii;
  • momentami mocno psychodeliczny i mroczny klimat;
  • możliwość wcielenia się w Elizabeth;
  • ładna grafika, duże przywiązanie do detali;
  • rozgrywka nastawiona na skradanie się i ciche eliminowanie przeciwników...
MINUSY:
  • ...których daje się trochę zbyt łatwo oszukiwać;
  • zakończenie wciąż pozostawia kilka pytań bez odpowiedzi.

Rok po premierze BioShock Infinite możemy wreszcie sprawdzić, czy druga część fabularnego rozszerzenia DLC odpowiada na liczne pytania wciąż jątrzące umysły graczy po ukończeniu podstawowej wersji gry oraz pierwszego dodatku, którego finał wydawał się trochę na siłę urwany. Po pierwszych kilkunastu minutach obcowania z Burial at Sea – Episode Two możemy się jednak przekonać, że był to przemyślany i zamierzony ruch scenarzystów, a kilkugodzinna przygoda, w której dane jest nam wcielić się w równie piękną, co inteligentną Elizabeth, wyjaśnia wiele nierozwiązanych kwestii. Ponadto w fantastyczny sposób łączy niektóre motywy i wydarzenia znane z Infinite oraz te z pierwszego BioShocka. Tym samym, jest to DLC które zdecydowanie warto poznać dopiero wtedy, gdy zaliczymy obie gry, wraz z pierwszym epizodem Burial at Sea. W innym wypadku zepsujemy sobie po prostu zabawę.

Recenzja drugiego epizodu dodatku Burial at Sea do gry BioShock Infinite - ilustracja #1
W domu towarowym znajdziemy fantastycznie wyglądające reklamy.

Pisząc o fabule dodatku bardzo ciężko uniknąć poważnych spoilerów, toteż ograniczę się jedynie do ogólnego zarysu wydarzeń. Historia obraca się wokół misji, którą Elizabeth musi wykonać dla Atlasa, uwięzionego wraz ze swoimi ludźmi w opuszczonym domu towarowym należącym niegdyś do Franka Fontaine’a. Stawką jest życie Sully – małej dziewczynki, której odnalezienie i uratowanie było celem przyświecającym pojawieniu się bohaterki w Rapture. Planujący dokonanie przewrotu w mieście Atlas chce za wszelką cenę wydostać się z pułapki zastawionej przez Ryana, a jedyną osobą znającą rozwiązanie problemu wydaje się koreański naukowiec Yi Suchong. Wizyta w jego laboratoriach owocuje zresztą poznaniem wielu interesujących ciekawostek, dotyczących nie tylko technologii znanych z pierwszej części cyklu, ale także m.in. kilku szczegółów dotyczących pochodzenia Szczebiota oraz tego skąd wzięły się podobieństwa wynalazków Rapture i Columbii.

Chociaż drugi epizod Burial at Sea zdecydowanie przewyższa pierwszy pod względem fabularnym, należy odnotować przede wszystkim fakt, że mocno różni się od niego pod kątem realizacji samej rozgrywki. Z założenia przygody Elizabeth są uproszczoną wersją skradanki ukazanej z perspektywy pierwszej osoby. W efekcie produkt przypomina nieco Dishonored, a pierwsze skrzypce gra nowy plazmid: Podglądacz, dający bohaterce czasową niewidzialność i zdolność widzenia przez ściany przeciwników oraz innych kluczowych obiektów. Poza nim mamy także do dyspozycji nieśmiertelne i zawsze przydatne Opętanie, plazmid Dziadka Mroza wprowadzony w pierwszym epizodzie DLC, a także drugą nowość, czyli Żelazną Skórę, działającą podobnie do obronnej funkcji wigoru Zwrot do Nadawcy, znanego z BioShock Infinite. Oczywiście gra nie opiera się tylko na „czarach”; Elizabeth korzysta również z niewielkiego arsenału. Poza rewolwerem, strzelbą i mikrofalowym Podgrzewaczem, wprowadzonym w pierwszym epizodzie DLC, dołączyła do niego jednoręczna, elegancka kusza. Możemy ją załadować jednym z trzech rodzajów bełtów – zawierających środek usypiający działający na jednego wroga, obszarowy gaz obezwładniający lub sygnalizator dźwiękowy, przyciągający znajdujących się w pobliżu przeciwników.

Recenzja drugiego epizodu dodatku Burial at Sea do gry BioShock Infinite - ilustracja #3
Podczas rozgrywki trafiamy również do nieco weselszych lokacji.

Ponieważ Elizabeth ma stosunkowo niewielkie szanse w bezpośredniej walce, wszystkie te gadżety musimy wykorzystywać do cichego eliminowania wrogów lub w ostateczności do błyskawicznego masowego obezwładnienia nadciągającej grupy, gdy zostaniemy wykryci. Podstawą jest więc skradanie się, podczas którego musimy zwracać uwagę nie tylko na to, by znajdować się poza zasięgiem wzroku wrogów (prezentowanego w postaci pojawiającego się nad głowami wskaźnika zaalarmowania) lecz także na unikanie kałuż i potłuczonego szkła, po których stąpanie robi dużo hałasu. Trzeba przyznać, że te proste mechanizmy sprawdzają się całkiem nieźle w praktyce, lecz niestety zakradanie się od tyłu i nokautowanie przeciwników uderzeniem Skyhooka stanowi wyzwanie jedynie na początku.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

Materdea Ekspert 3 maja 2014

(PC) Drugi epizod fabularnego rozszerzenia do gry BioShock: Infinite - Burial at Sea - w bardzo dobry sposób zamknął niemal wszystkie wątki, które zostały rozpoczęte na przestrzeni 8 lat trwania serii. Co dalej z tą marką - nie wiemy. Pogrzeb na morzu pozostawił we mnie jeszcze większą tęsknotę za podwodną utopią Andrew Rayana, a szans na kontynuowanie przygody właśnie w tym miejscu nie widać. Wielka, wielka szkoda.

8.5
Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47
Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47

Recenzja gry

Prawie pięć lat po udostępnieniu graczom pierwszego fragmentu rebootu Hitmana, rewolucjonizującego serię i pokazującego potencjalny nowy kierunek dla całego gatunku skradanek, trylogia „World of Assassination” zostaje zamknięta w świetnym stylu.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.

Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory
Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory

Recenzja gry

Po wielkim restarcie marki Modern Warfare, odświeżenia doczekała się także seria Black Ops. Przygody Masona, Woodsa i Hudsona powracają w świetnym stylu, bo Cold War to jedna z najlepszych kampanii w historii CoD-a!