Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

South Park: Phone Destroyer Recenzja gry

Recenzja gry 15 listopada 2017, 15:00

autor: Filip „fsm” Grabski

Rocznik 84, gra w gry, często chodzi do kina, sporo czyta, serialuje, podcastuje i docenia riffy.

Recenzja gry South Park: Phone Destroyer – zniszczenia umiarkowane

Serial South Park niedawno bezlitośnie wyśmiewał komórkowe gry typu freemium. Teraz słynna marka posiada w swoich zbiorach świeżutki, mobilny i darmowy tytuł, który musi zmierzyć się z rynkową rzeczywistością i oczekiwaniami fanów.

Recenzja powstała na bazie wersji AND. Dotyczy również wersji iOS

Rok 2017 to w pewnych kręgach rok Miasteczka South Park. Nowy sezon animacji utrzymuje wysoki poziom, długo oczekiwana gra The Fractured But Whole w końcu się ukazała i zaprezentowała od bardzo dobrej strony, a teraz przyszedł czas na mobilną pozycję z prawdziwego zdarzania. Czy South Park: Phone Destroyer może równać się ze swoim dużym bratem? Czy autorzy gry wzięli sobie do serca krytykę Matta Stone’a i Treya Parkera, twórców serialu, w odniesieniu do tego typu produkcji?

Karty na stół

PLUSY:
  1. humor i southparkowy klimat;
  2. wygląda i brzmi jak należy;
  3. dobra mechanika zabawy;
  4. dużo darmowej zawartości;
  5. polska wersja językowa.
MINUSY:
  1. konieczność bycia ciągle online;
  2. wciskanie na siłę PvP do trybu single;
  3. nie da się grać ze znajomymi;
  4. pay-to-win nadal istnieje.

I tak, i nie. Zanim jednak przejdę do istotnych bolączek wszystkich „darmowych” gier stawiających na mikrotransakcje, trochę twórcom posłodzę. Wielką siłą South Parku jest niepodrabialna atmosfera i moc wyśmiewania wszystkiego i wszystkich. Studio RedLynx (należące do Ubisoftu) czerpało pełnymi garściami z bogatego świata animacji i współpracowało z ludźmi stojącymi za sukcesem serialu. W konsekwencji Phone Destroyer to South Park pełną gębą – i całe szczęście!

Gra jest karcianką, w której rozbudowujemy i ulepszamy swoje talie, wykorzystując je potem podczas pojedynków. Główne danie stanowi całkiem rozbudowany tryb dla jednego gracza posiłkujący się fabułą nieodbiegającą daleko od tego, co widzieliśmy w Kijku Prawdy i The Fractured But Whole. Dzieciaki z miasteczka kłócą się o to, w co teraz mają się bawić. Jaka stylistyka będzie super? Chrześcijanie kontra Żydzi? Roboty kontra kosmici? Cartman decyduje za całą grupę – bawimy się w kowbojów i Indian, bo Nowy Dzieciak (czyli gracz, oczywiście) jest najlepszy w używaniu telefonu i tylko dzięki niemu zabawa będzie miała sens. W następnej scenie Cartman dzwoni do nas, telefon trzeba odebrać i wysłuchać tego, co chłopak ma do powiedzenia (bardzo sprytny pomysł, swoją drogą). I tyle. I walczymy. Na śmierć i życie, ma się rozumieć!

Stan Cartmana Kennym pogania

W South Parku wszystko jest przepuszczone przez filtr wyobraźni dziewięciolatków i podwórkowe zasady. Stroje wojowników i bohaterów to kombinacja rzeczy, które można znaleźć w garażu (np. Clyde-Obcy ma głowę niczym ksenomorf, tyle że zrobioną z czterech czarnych rowerowych hełmów nałożonych jeden na drugi). Ach, no tak – kowboje kontra Indianie szybko przeradzają się w coś dużo bardziej pokręconego – pojawiają się piraci, cyborgi, a później także bohaterowie fantasy i prawdziwe bóstwa.

Można się uśmiechnąć, szczególnie że fabuła jest przetykana krótkimi filmikami, a w trakcie całej gry jesteśmy obecni na grupowym czacie, gdzie chłopcy obrzucają się wyzwiskami i komentują walkę (Nowy to straszna szmata, bo właśnie pobił dzieciaka na wózku, czyli Timmy’ego, i tak dalej). Całość otrzymała kinową rodzimą wersję, bez większych błędów – jedynie marine został źle mianowany po polsku marynarzem, a przecież mówimy tu o kosmicznym żołnierzu, którego broń strzela biologicznymi pociskami (czyli moczem zmieszanym z sokiem ze śmieci).

Powyższy, bardzo istotny, element gry został zrealizowany naprawdę dobrze. Atmosferze wtóruje bardzo udane audio (głosy i muzyka) oraz grafika, która odważnie pokazuje miasteczko w pełnym trójwymiarze, serwuje ładnie narysowane portrety na kartach, a bohaterowie są żywcem wyjęci z serialu. Szkoda, że na zbliżeniach tekstury tła lub postaci brzydko się rozmazują, ale na szczęście na ekranie telefonu nie wygląda to aż tak źle jak na wstawionych do tekstu obrazkach. Problemy pojawiają się, gdy naprawdę zaczynamy grać.

Recenzja gry South Park: Phone Destroyer – zniszczenia umiarkowane - ilustracja #3

Gra numer 10

Phone Destroyer jest już dziesiątą grą bazującą na marce South Park i drugim tytułem „komórkowym”. Pierwszą mobilną produkcją był South Park 10: The Game, prosty platformer wydany ponad 10 lat temu. Prócz tego w zestawie znajdują się:

  1. FPS South Park z 1998 roku;
  2. wydany kilka miesięcy później zestaw minigierek Chef’s Luv Shack;
  3. najprawdziwszy pinball autorstwa Segi;
  4. lepszy-niż-się-można-było-spodziewać South Park Rally z 2000 roku;
  5. dwie xboksowe gierki: Let’s Go Tower Defense Play! oraz Tenorman’s Revenge;
  6. dwa duże RPG, które są Wam dobrze znane: Kijek Prawdy i The Fractured But Whole.
Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine
Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine

Recenzja gry

Na pierwszy, drugi, a nawet trzeci rzut oka, Siege Survival jest klonem This War of Mine. Grupa cywilów próbuje przetrwać w oblężonym mieście. Dalej zaczynają się różnice, które sprawiają, że nowa polska gra jest zarówno lepsza, jak i gorsza.

Recenzja gry Endzone: A World Apart - radioaktywny city-builder
Recenzja gry Endzone: A World Apart - radioaktywny city-builder

Recenzja gry

Survivalowy city builder w wykonaniu studia Gentlymad to tytuł ze wszech miar godny uwagi, aczkolwiek pod pewnymi warunkami. Jakimi? Dowiecie się z naszej recenzji.

Recenzja gry Twierdza: Władcy wojny - solidnie, ale czy to wystarczy?
Recenzja gry Twierdza: Władcy wojny - solidnie, ale czy to wystarczy?

Recenzja gry

Twierdza: Władcy wojny otwiera nowy rozdział w historii Firefly Studios i przenosi nas w nowe dla serii klimaty. Czy to wystarczy, żeby Stronghold: Warlords zdobyło serca graczy?