Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 4 czerwca 2017, 15:00

autor: Czarny Wilk

Bez umiaru pożre gry oraz filmy, nie pogardzi też soczystym komiksem albo dobrze upieczonym serialem.

Recenzja gry Tekken 7 – to nie jest tryumfalny powrót króla

Walki w Tekkenie 7 są tak samo przyjemne jak zawsze. I to najlepsze, co można powiedzieć o tej bijatyce. Niestety, cała otoczka towarzysząca starciom wypada blado – nie tylko na tle konkurencji, ale też poprzednich odsłon cyklu.

Recenzja powstała na bazie wersji PS4. Dotyczy również wersji PC, XONE

PLUSY:
  1. to wciąż stary, dobry Tekken, którego system walki jest świetny;
  2. usprawnienia pojedynków, w tym przede wszystkim dodanie „rage artu”;
  3. gigantyczna ilość filmików, szkiców koncepcyjnych i muzyki ze wszystkich głównych odsłon cyklu.
MINUSY:
  1. krótki, pełen głupot i frustrujący tryb fabularny;
  2. mała liczba dostępnych opcji zabawy, w tym brak porządnego samouczka dla nowicjuszy;
  3. obecnie – problemy z trybami sieciowymi;
  4. nierówna oprawa audiowizualna.

Seria Tekken zawsze miała dla mnie olbrzymią wartość sentymentalną. To tysiące walk stoczonych w drugiej, trzeciej i piątej odsłonie tego cyklu najpierw rozbudziły, a potem umocniły we mnie pasję do gier komputerowych. Z niepokojem obserwowałem więc, jak przez ponad dziesięć ostatnich lat zespół Katsuhiro Harady nie mógł znaleźć dla swoich bijatyk właściwego kierunku i przekonać do siebie kogokolwiek oprócz wieloletnich fanów, oddając tytuł króla gatunku studiu NetherRealm, odpowiedzialnemu za serie Mortal Kombat oraz Injustice.

Tekken 7 miał być powrotem na tron. Po latach miotania się wyglądało na to, że Japończycy w końcu zrozumieli, iż sam świetny system walki to już za mało – trzeba go też opakować tak, by do jego zgłębiania zachęcić nowe pokolenia graczy. Stąd znaczące odchudzenie nazbyt licznej obsady, podpatrzony u konkurencji tryb fabularny czy wprowadzenie prostych do wykonania i bardzo widowiskowych ataków. Niestety, o ile na papierze wszystko to brzmi jak krok we właściwym kierunku, praktyka pokazuje, że pracownicy Bandai Namco dość opacznie rozumieją zwrot „przystępne dla nowicjuszy”. Bo chociaż najnowszy „Turniej o tytuł Króla Żelaznej Pięści” systemowo jest bardzo dobrą bijatyką, nowych graczy szybko przyprawi o frustrację.

Recenzja gry Tekken 7 – to nie jest tryumfalny powrót króla - ilustracja #1
Tryb fabularny zaczyna się ciekawie, ale szybko przeradza się we frustrujący festiwal głupoty.

Ojcowska miłość

Fabuła serii nigdy nie była szczególnie ambitna, a gdzieś około części czwartej stała się do tego mocno absurdalna. Wprawdzie lubiłem śledzić perypetie rodu Mishima oraz często abstrakcyjne motywacje pozostałych ikonicznych postaci, niemniej absolutnie nie nazwałbym prezentowanej historii dobrą. Tym razem jednak miało być lepiej – Namco Bandai dumnie obiecywało pełną zapadających w pamięć momentów, wciągającą i całkiem poważną opowieść, która na dodatek miała ostatecznie zakończyć ciągnący się od pierwszego Tekkena konflikt Heihachiego i jego syna Kazuyi.

Momenty faktycznie są – wyreżyserowane sceny przerywnikowe cieszą oczy pełnymi dynamizmu i niezłej choreografii pojedynkami. Znalazło się tu również obiecane zakończenie wspomnianej waśni, na tyle definitywne, na ile to możliwe w cyklu, w którym powroty po wybuchu potężnej bomby prosto w twarz czy kąpieli w wulkanie są na porządku dziennym. Niestety, atrakcje te poprzetykano banalną, przegadaną i niemającą większego sensu fabułą, która skacze między różnymi postaciami, zostawia pełno rozgrzebanych wątków i kończy się, nim się na dobre rozkręci – zanim zegar zdąży oznajmić upłynięcie dwóch godzin zabawy. Już imitująca grę akcji kampania z Tekkena 6 miała więcej ładu i składu, a z opowieściami serwowanymi przez NetherRealm Studios nawet nie ma co nowej produkcji Bandai Namco porównywać.

Fanserwis w najlepszym stylu

Recenzja gry Tekken 7 – to nie jest tryumfalny powrót króla - ilustracja #2

Menu główne zawiera dwie opcje, które okazują się fantastycznym prezentem dla wieloletnich fanów cyklu. Pierwsza to gigantyczna galeria, w której znajdziemy setki filmików oraz szkiców koncepcyjnych ze wszystkich dziewięciu wydanych dotąd odsłon cyklu. Ba, są tu nawet efektownie zmontowane pokazówki z sygnowanych logiem Tekkena maszyn pachinko.

Drugim prezentem dla weteranów jest Jukebox, w którym możemy zmienić standardową ścieżkę dźwiękową na muzykę z wcześniejszych części (nawet Tekken Revolution się załapało) bądź samodzielnie skomponować idealną melodię zagrzewającą nas do walki. Jeśli więc ktoś tak jak ja może słuchać Moonlit Wilderness bez przerwy i na okrągło w tle każdego starcia, to Tekken 7 pozwala na spełnienie tej zachcianki.

Recenzja gry Tekken 7 – to nie jest tryumfalny powrót króla - ilustracja #3
Akuma to interesująca ciekawostka, ale raczej odstająca od pozostałych wojowników.

Frustrujący bełkot

Struktura trybu fabularnego korzysta ze schematu zapoczątkowanego w Mortal Kombat vs. DC Universe, który stał się już standardem, jeśli chodzi o bijatykowe przedstawianie historii – klasyczne pojedynki poprzetykane są rozwijającymi opowieść filmami przerywnikowymi oraz okazyjnymi prostymi sekwencjami typu Quick Time Event. Niestety, to, co u konkurencji skutecznie przyciągało nowe osoby, pozwalając amatorom na spędzenie z grą kilku przyjemnych godzin bez konieczności dokładnego zgłębiania systemu walki, tutaj jest opcją przeznaczoną przede wszystkim dla największych wymiataczy.

Poziom trudności trybu fabularnego okazuje się frustrująco wysoki – nie dość, że sztuczna inteligencja radzi sobie całkiem nieźle, to do tego oponenci otrzymują cały szereg nieuczciwych wzmocnień, dających im odczuwalną przewagę. Szczególnie ostatnie walki są mocno pod tym względem przesadzone, testując nie tyle umiejętności gracza, ile jego cierpliwość do wyszukiwania luk w SI oponenta. Uważam się za całkiem niezłego „tekkenowca”, a mimo to namęczyłem się paskudnie, nim dotarłem do napisów końcowych.

Recenzja gry Tekken 7 – to nie jest tryumfalny powrót króla - ilustracja #4
W grze pojawia się całkiem sporo nieźle zaprojektowanych nowicjuszy.

Średni poziom trudności, według opisu podanego w samej grze przeznaczony dla nowicjuszy, w rzeczywistości wymaga świetnego opanowania mechaniki systemu walki oraz wielu podejść do tego samego pojedynku. Ratunkiem jest ustawienie stopnia trudności na najniższy, ale w takim wypadku cała zabawa traci jakikolwiek sens czy przyjemność, bo oprócz sztucznej inteligencji drastycznemu uproszczeniu ulega także sterowanie – bezmyślne wciskanie tego samego przycisku powoduje, że kierowana przez nas postać automatycznie wykonuje potężne i doskonale ze sobą połączone serie ataków.

Koniec końców mający zachęcić do serii niedzielnych graczy tryb fabularny ma znacznie większe szanse sprawić, że ci się od niej całkowicie odbiją. Jeśli pierwszym kontaktem z cyklem ma być dla kogoś zestaw ekstremalnie nieuczciwych walk przeplatanych przypominającą momentami bełkot historią, ciężko winić taką osobę za brak ochoty na wypróbowanie pozostałych oferowanych przez Tekkena 7 atrakcji.

Recenzja gry Mortal Kombat 11 – przyczajony smok, ukryty grind
Recenzja gry Mortal Kombat 11 – przyczajony smok, ukryty grind

Recenzja gry

Od Mortal Kombat 11 dostałem to, czego chciałem – świetny dobór postaci, efektowny tryb fabularny, przyjemny system walki i krwistą oprawę wizualną. W gratisie niestety podarowano mi też promujący grind i momentami frustrujący system progresji.

Recenzja gry Soulcalibur VI – reanimacja skończona, legenda ożyła
Recenzja gry Soulcalibur VI – reanimacja skończona, legenda ożyła

Recenzja gry

Największym przeciwnikiem twórców Soulcalibura VI był mocno ograniczony budżet. Widać jednak, że zrobili oni co mogli, by wycisnąć z niego jak najwięcej, tworząc najlepszą odsłonę cyklu od lat.

Recenzja gry Dragon Ball FighterZ – „Smocze Kule” doczekały się niezłej bijatyki
Recenzja gry Dragon Ball FighterZ – „Smocze Kule” doczekały się niezłej bijatyki

Recenzja gry

FighterZ spełni wszystkie marzenia fanów Dragon Balla, oferując przepiękne, świetnie wyglądające walki, przystępny system walki i tony fanserwisu oraz nawiązań do kultowego anime.