Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Takedown: Red Sabre Recenzja gry

Recenzja gry 25 września 2013, 18:00

autor: Sting

Recenzja gry Takedown: Red Sabre - kpina z fanów Rainbow Six i SWAT

Takedown: Red Sabre serwuje graczom drogę przez mękę. Zamiast taktycznego shootera, nawiązującego do korzeni serii Rainbow Six, studio Serellan LLC stworzyło jedną z najgorszych gier w historii kickstarterowych zbiórek pieniędzy.

Recenzja powstała na bazie wersji PC. Dotyczy również wersji X360, PS3

PLUSY:
  • szybko się odinstalowuje.
MINUSY:
  • fatalna sztuczna inteligencja;
  • żadnych elementów taktycznych – brak podglądu mapy, systemu wydawania rozkazów;
  • multiplayer nie działa tak, jak powinien;
  • niefunkcjonalny interfejs;
  • tylko pięć sterylnych map;
  • oprawa niczym sprzed 15 lat.

Hardkorowy taktyczny shooter – takim sloganem reklamowali przed premierą swoją grę twórcy Takedown: Red Sabre, studio Serellan LLC. Miało być taktycznie, trudno i przede wszystkim satysfakcjonująco. Niestety, żadna z tych obietnic nie została spełniona. No, może poza samą hardkorowością, pojmowaną jednak w zupełnie inny sposób, niż to pierwotnie zakładano.

Red Sabre to największa kickstarterowa porażka, w jaką miałem okazję zagrać, a uwierzcie, że grałem w dziesiątki bardzo złych produkcji. Przy Takedown wyglądają one jednak na w pełni dopracowane dzieła. Dodajmy, że nie jest to tytuł, który powstawał w garażu, tworzony przez grupkę zapaleńców w każdej wolnej chwili po zajęciach w gimnazjum. Zastanawia mnie, jak bardzo trzeba być bezczelnym, aby oddać ludziom do użytku coś, czego nie da się nazwać nawet pełnoprawną wersją alfa.

Czytelne menu jest przereklamowane

Pierwsze, co rzuca się w oczy po uruchomieniu Red Sabre, to kiepskie menu, które – zamiast pomagać – utrudnia kontakt z grą. To, że jest ono zwyczajnie brzydkie, można jeszcze przeboleć. Tego, że w trybie jednoosobowym nie wiemy, iż mamy prawo wybierać pomiędzy pięcioma dostępnymi w grze misjami i dwiema samouczkowymi, już raczej zignorować nie sposób. Mylące jest w tym przypadku automatyczne podświetlenie opcji „Accept”, która przenosi nas od razu do zmagań w laboratorium biologicznym. Wyznam szczerze, że o tym, iż można w ogóle wybrać mapę, dowiedziałem się, oglądając filmik na YouTubie. Nie przyszło mi po prostu do głowy, że istnieje jakikolwiek wybór. Pomyślałem bowiem, że mam do czynienia z pierwszą misją fabularną. W końcu byłoby to logiczne – przecież gra, która ma kontynuować najlepsze tradycje serii Rainbow Six i SWAT powinna mieć kampanię, prawda? Cóż. Serellan LLC nie podziela tego zdania.

Menu poraża liczbą oferowanych opcji. - 2013-09-25
Menu poraża liczbą oferowanych opcji.

Wszystko to jednak dziecinne igraszki. Red Sabre to chyba pierwsza gra, w której brak dostępu do menu po rozpoczęciu rozgrywki. Fenomenalne w swej prostocie rozwiązanie! Gracie i zapomnieliście, co znajduje się pod jakimś klawiszem. Wciskacie Esc i dowiadujecie się, że nie możecie tego sprawdzić! W tym celu musielibyście bowiem wyjść do głównego ekranu. Nie można oczywiście zapisać stanu gry, więc taka wizyta równoznaczna jest z rozpoczynaniem wszystkiego od początku. Naprawdę, jak wybitnym trzeba być, aby wymyślić coś takiego?

Terroryści specjalnej troski

Nie osądzajmy jednak gry po funkcjonalności i wyglądzie interfejsu. Przejdźmy do tego, co stanowi serce i duszę każdego taktycznego shootera, czyli do rozgrywki na wymagających mapach. Dodajmy, wymagających sporej cierpliwości, aby nie odinstalować Red Sabre po zaledwie kilku minutach wątpliwej przyjemności zabawy w ten tytuł. A wszystko to za sprawą fatalnej sztucznej inteligencji.

Pozycja ta nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek rozgrywką taktyczną. Terroryści, z którymi przychodzi nam się zmierzyć, są bezmyślni, a ich zachowania nie da się w żaden sposób przewidzieć. Równie ochoczo wbiegają nam prosto pod lufę, co rozdają trafienia między oczy z drugiego końca mapy. Bardzo często stoją bezmyślnie zwróceni w stronę ściany i nawet seria z karabinu nie jest w stanie wyrwać ich z letargu. Cierpią też na poważne zaburzenia pamięci, ponieważ wystarczy schować się za róg, aby odwrócili się do nas plecami i spokojnie oczekiwali na strzał w potylicę. Zdarzają im się jednak i przebłyski geniuszu. Wtedy potrafią reagować na nasze poczynania niczym bezbłędnie działająca grupa komandosów.

O podglądzie mapy możecie zapomnieć . Zero fazy planowania, zero dowodzenia, zero taktyki. - 2013-09-25
O podglądzie mapy możecie zapomnieć . Zero fazy planowania, zero dowodzenia, zero taktyki.

O żadnej taktyce nie ma więc mowy. Nieważne bowiem, co robimy – czy biegamy, strzelamy seriami i rzucamy granatami na prawo i lewo, czy też uważnie planujemy każde kolejne posunięcie – efekt jest taki sam, a przeciwnicy zachowują się równie nieprzewidywalnie. Pomijam już takie „drobnostki”, że czasami trafiają się wrogowie kuloodporni, którzy przyjmują ponad trzydzieści pocisków na klatę i dalej ganiają dookoła, wydzierając się, lecz – o dziwo – nie strzelając.

Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47
Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47

Recenzja gry

Prawie pięć lat po udostępnieniu graczom pierwszego fragmentu rebootu Hitmana, rewolucjonizującego serię i pokazującego potencjalny nowy kierunek dla całego gatunku skradanek, trylogia „World of Assassination” zostaje zamknięta w świetnym stylu.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.

Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory
Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory

Recenzja gry

Po wielkim restarcie marki Modern Warfare, odświeżenia doczekała się także seria Black Ops. Przygody Masona, Woodsa i Hudsona powracają w świetnym stylu, bo Cold War to jedna z najlepszych kampanii w historii CoD-a!