Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 24 listopada 2003, 14:00

autor: MAO

Władca Pierścieni: Powrót Króla - recenzja gry

The Lord of the Rings: The Return of the King to gra akcji z widokiem ukazanym z perspektywy trzeciej osoby wzorowana na kinowej adaptacji trzeciej części powieści J.R.R. Tolkiena - Władca pierścieni: Powrót Króla.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Panowie z Electronic Arts po raz koleiny udowodnili, iż są prawdziwymi mistrzami w dostarczaniu rozrywki. Ich najnowsza gra zręcznościowa, Władca pierścieni: Powrót Króla, aż kipi akcją.

Być może niektórzy z was czytali na łamach GRY-OnLine moją zapowiedź Powrotu Króla. Byłem pełen obaw wobec tej gry, albowiem wersja demo strasznie rozczarowywała, przerażając zupełnym brakiem miodności i chaotyczną rozgrywką. Włączając więc po raz pierwszy pełną wersie byłem przekonany, iż jest to gra mierna i strasznie się przy niej wynudzę. Moje wrażenia były jednak skrajnie odmienne- ach jak ja uwielbiam się w ten sposób mylić!

Gra zaskakuje już na samym początku. Tuż po obejrzeniu filmu natychmiast zostajemy rzuceni w sam środek bitwy o Helmowy Jar! Czegoś podobnego jeszcze w żadnej grze nie widziałem, a cała ta sytuacja powoduje gwałtowny przypływ adrenaliny! Twórcy gry wyraźnie dają do zrozumienia- „Nie tylko będziesz rozkoszował się wstawkami filmowymi, ale sam staniesz się częścią filmu”!

W Powrocie Króla akcja cały czas rwie do przodu. W większości epizodów praktycznie nie ma czasu na chociażby kilkusekundowy oddech - przeciwnicy napływają z każdej ze stron, wykonanie jednego zadania wiąże się natychmiast z rozpoczęciem kolejnego. Jest to tym bardziej emocjonujące, iż cześć z nich należy wykonać w ściśle określonym czasie. Dobrze ilustruje to scenariusz w którym bronimy Gandalfem miasta Minas Tirith. Naszym zadaniem jest powstrzymanie inwazji Orków, poprzez odbicie wszystkich drabin po których napastnicy dostają się na mury. Wymusza to na nas ciągły ruch i wystarczy chwila przestoju lub nieuwagi by całą misję zaczynać początku. Olbrzymie znaczenie dla dynamiki akcji ma doskonale opracowany system sterowania postacią. Wprawdzie można ponarzekać na rozmieszczenie niektórych klawiszy (i szybko je zmienić w opcjach), jednak jego główna siła polega na udostępnieniu graczowi wielu sposobów walki. Możemy przeprowadzać atak szybkościowy, parować ciosy, nacierać z furią, kopać wroga, razić z dystansu, dobijać, wykorzystywać do walki elementy otoczenia, czy też wreszcie nasze specjalne umiejętności! Prawda, że imponująca lista? Co więcej, wszystkie ciosy możemy łączyć w kombinacje, rodem z konsolowych gier karate! Wprawdzie ten element był już dostępny w kilku innych pozycjach, jednak w Powrocie Króla kombosy nie tylko wyglądają efektownie, ale bardzo łatwo i intuicyjnie się je wykonuje. Jest to ważne tym bardziej, iż w większości przypadków wokół nas roi się od przeciwników. W takich warunkach nie pozostaje nawet sekunda na zastanowienie się „Jakim kombem załatwić tego przeciwnika”. To po prostu trzeba robić!

Władca pierścieni: Powrót Króla należy wprawdzie do gatunku „idź i szlachtuj”, jednak pomyli się ten, kto założy, iż całość opiera się wyłącznie na szybkim klikaniu myszką. Autorzy gry dodali do niej kilka smakowitych elementów, przez co cała zabawa nabiera nieco głębszego wymiaru. Nasz bohater za każdego pokonanego przeciwnika będzie otrzymywał punkty. Ich ilość zależy od tego, jak efektownie wroga ubiliśmy. Największe znaczenie ma szybkość i płynność należy więc się starać trafić wroga nieprzerwaną kombinacją ciosów. Co ważne - wskaźnik płynności rośnie również, gdy celnie zablokujemy pchnięcie nieprzyjaciela, czy też np. odbijemy wystrzelony w naszym kierunku pocisk. Wymusza to na graczu, bardziej „rzeczywisty” sposób walki, polegający nie tylko na ataku, ale i na obronie.

Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders
Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders

Recenzja gry

Czy po trzech częściach serii jest jakiś sens w wydawaniu prequela, który w dodatku jest spin-offem i to izometrycznym? Wbrew pozorom, zdecydowanie tak. Szkoda tylko, że ta część nie wyszła jako pierwsza, bo mogłoby to pomóc całej marce.

Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem
Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem

Recenzja gry

Sniper: Ghost Warrior Contracts to w zasadzie Hitman, który zamiast przebrań, ma tylko karabin snajperski. I generalnie takie połączenie całkiem nieźle działa.

Recenzja gry Terminator: Resistance – Roboty ciosane z drewna mają swoją duszę!
Recenzja gry Terminator: Resistance – Roboty ciosane z drewna mają swoją duszę!

Recenzja gry

Nowy Terminator jest zaskakująco satysfakcjonujący. Nie chodzi jednak o przeciętny film Tima Millera, a świeżutką grę krakowskiego studia Teyon – dewelopera, który w branży gamingowej "zabłysnął" dzięki niechlubnemu Rambo: The Video Game.