Filmomaniak.pl Newsroom Filmy Seriale Obsada Netflix HBO Amazon TvFilmy
Filmy i seriale 20 listopada 2021, 09:30

autor: Jan Tracz

10 głośnych filmów popsutych przez zakończenia

Tym razem przygotowaliśmy zestawienie dziesięciu tak fatalnych zakończeń, że zaburzyły one postrzeganie naprawdę świetnych filmów.

Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie (Star Wars: The Rise of Skywalker)

  1. Reżyser: J.J. Abrams
  2. Rok produkcji: 2019
  3. Gdzie obejrzeć: Chili, iTunes Store, Canal+, vod.pl, Disney+

Cóż... samo myślenie o tym filmie po prostu mnie boli. To nie tylko nudnawa przejażdżka po jałowym sentymencie starszych fanów. To także pierwszorzędne spartaczenie wszystkiego, co wyszło pod szyldem Gwiezdnych wojen i było zaliczane do nowego kanonu realizowanego przez Disneya (czyli po prostu rzeczy, które były uznawane za obowiązujące). Kiedy znamy jedynie wszystkie dziewięć części, to zakończenie po prostu lekko nas mierzi. Ale gdy Skywalkera. Odrodzenie oglądamy chociażby po seansie Wojen klonów (z uwzględnieniem siódmego sezonu) czy po Mandalorianinie i zdajemy sobie sprawę, dokąd to wszystko zmierza... oj, to jak prawy sierpowy od Muhammada Alego.

Bo chyba nikt swego czasu nie mógł uwierzyć, że Palpatine jakimś cudem powraca i jakimś cudem Rey jest jego wnuczką. Palpatine’a spotykamy na sam koniec (i przypomina on bardziej żywego trupa niż siebie sprzed kilkunastu lat), kiedy dochodzi do jego starcia z Rey. Rzecz jasna, nasza bohaterka ratuje galaktykę od zagłady. Potem widzimy ją na Tatooine, gdzie zakopuje miecze Luke’a i Lei, a kiedy jakaś starsza pani pyta ją o nazwisko, ta z powagą odpowiada, że nazywa się Rey Skywalker. Za dużo! O tym, jak przyjęta została ta scena przez fanów, świadczy chociażby niezliczona ilość memów, które naśmiewają się z wydźwięku końcowych kadrów filmu.

Oczywiście dziełu Abramsa nie można odmówić tego, że jest świetne... na przykład audiowizualnie. Reżyser wraca do estetyki starej trylogii, nie opiera wszystkiego na groteskowym CGI, tak jak zrobił to George Lucas chociażby w Ataku klonów. Ostatni Jedi też nie był idealny, więc twórca stara się nieco ponaprawiać zawirowania z poprzedniej części. I do momentu, kiedy już tego Palpatine’a spotkamy, w sumie zastanawiamy się: może to jakaś podpucha? Może ktoś się za niego podaje? Wszyscy biorą to wszystko śmiertelnie poważnie, a może to jakiś (nie)śmieszny żart (w końcu ta space opera znana jest z niekonwencjonalnego humoru).

Ale nie! Cała ta fabuła dzieje się na serio. Kiedy na samym początku Poe Dameron mówi, że JAKIMŚ CUDEM Palpatine powrócił i wysłał nagrany przez siebie specjalny komunikat, myślimy: jaki, do cholery, komunikat? Ludzie, przecież tu nic nie ma. A jak się okazuje, nagranie Imperatora puszczono na żywo w grze Fortnite... I jak tu nie uronić łezki?