Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Assassin's Creed Opinie

Opinie 8 listopada 2021, 17:24

autor: Brucevsky

Prawdopodobnie źle graliście w Assassin’s Creed 1

Zachwycone setki tysięcy graczy w rzeczywistości grały w pierwsze Assassin’s Creed nie tak, jak początkowo wymarzyli to sobie twórcy. O wszystkim zadecydował jeden element – HUD.

Jak wspominasz pierwszą część Assassin’s Creed? W tym roku mija już czternaście lat od momentu, gdy stawialiśmy pierwsze kroki w tej grze jako Altair, członek działającego na terenie Ziemi Świętej bractwa asasynów. W listopadzie 2007 roku, kiedy produkcja Ubisoftu zadebiutowała na rynku, gracze i recenzenci byli zachwyceni. Zupełnie nowe IP wystartowało z przytupem, rozpoczynając kasową serię, której kolejne odsłony ukazują się do dzisiaj. Jest to tym ciekawsze, że zdecydowana większość graczy podeszła do przygód Altaira w zły sposób, pozbawiając je zupełnie z klimatu.

Co zrobiliśmy nie tak i dlaczego niemal wszyscy popsuliśmy sobie wrażenia z Assassin’s Creed?

Altair mistrzem pierwszego wrażenia

Maj 2006 roku. Ubisoft prezentuje światu swój najnowszy projekt – grę Assassin’s Creed, w której wcielimy się w jednego z perfekcyjnie wyszkolonych zabójców, wykonującego szereg misji zmieniających bieg wydarzeń w XII wieku. Zapowiedź zostaje przyjęta z entuzjazmem. Zupełnie nowy tytuł, zmierzający na sprzęt następnej generacji, mocno rozbudza wyobraźnię, choć bez wątpienia mają w tym też swój udział obrana przez twórców stylistyka i założenia gry.

Nakreślmy kontekst tamtych dni. 2006 rok przynosi premierę Obliviona. Do walki z Szarańczą wyrusza Marcus Fenix w Gears of War. Serca posiadaczy PlayStation 2 podbija Metal Gear Solid 3: Snake Eater. Ukazują się też F.E.A.R., Okami, Company of Heroes, Final Fantasy XII, Rainbow Six Vegas czy Tom Clancy’s Splinter Cell: Double Agent. Jedni przenoszą się do światów fantasy, by walczyć z potworami i czarować. Inni nie wypuszczają z rąk pistoletów i karabinów, eliminując mniej lub bardziej naturalnych przeciwników. Zapowiedź Assassin’s Creed wypełnia pewną pustkę, zapraszając do uniwersum osadzonego w realiach średniowiecznego Bliskiego Wschodu, który twórcy starają się odtworzyć zgodnie z prawdą historyczną.

Bez smoków i ożywionych szkieletów. Bez czarów. Bez wymyślnych projektów broni i gadżetów. XII-wieczna rzeczywistość krucjat i my w roli doskonale znającego się na swoim fachu zabójcy.

Wielkie metropolie od lat są atrakcyjnym miejscem akcji w grach. Na ile jednak rzeczywiście doceniamy ich monumentalność, a na ile sprowadzamy je do skupisk punktów na wirtualnej mapie?

Mijają dłużące się miesiące i w końcu oczekiwany przez graczy tytuł trafia na rynek. Reakcje w przeważającej większości są pozytywne. Shinobix w recenzji zauważa:

Assassin’s Creed wymyka się twardym ramom gatunku i stanowi wybuchową mieszankę przygodowej gry akcji z platformówką i skradanką.

Pirx w recenzji wersji reżyserskiej, już w 2008 roku, podsumowuje w podobnym tonie:

Assassin’s Creed to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika gier komputerowych. Gra nietuzinkowa o ciekawej linii fabularnej, wyposażona w piękną oprawę graficzną i pozwalająca poczuć niepowtarzalny klimat średniowiecznego Bliskiego Wschodu.

Nie wszystko jednak lśni i zachwyca niczym artefakt o nieocenionej wartości. Recenzenci nie mogą przejść obojętnie obok dostrzeżonych wad, z których na pierwszy plan wysuwa się schematyczność rozgrywki. Męcząca powtarzalność zadań. Uboga liczba opcji działania, które ma do swojej dyspozycji podobno najlepszy w swoim fachu Altair.

Assassin’s Creed olśniewa wizualiami i porywa klimatem, ale gdy pierwsza euforia opada, zaczyna nużyć. Po wspięciu się na szczyt czternastej wieży, po szóstej udanej kradzieży dokumentu, po dwudziestej ucieczce przed ścigającymi nas strażnikami praca zabójcy staje się monotonna. I niewiele mogą już tu zmienić zamachy na główne cele, stanowiące kluczowy punkt zabawy. Wszystko jest za proste, zbyt oczywiste, podane na tacy.

Jaki miał być i jaki powinien być Asasyn

Assassin’s Creed cierpi z tego powodu. To też stanowi dzisiaj najpoważniejszą przeszkodę, kiedy próbuje się wrócić do produkcji otwierającej ten cykl. Oprawa nadal jest w stanie się obronić. Do wykreowanego świata i atmosfery trudno się przyczepić. Wystarczy jednak kilkadziesiąt minut, by móc powiedzieć, że w gruncie rzeczy widziało się już wszystko. Dalej jest tylko żmudne oczyszczanie mapy i odhaczanie zadań do wykonania. Bez emocji i specjalnego zaangażowania.

Co przyczynia się do takiego stanu rzeczy? Jeden mały element, który wydaje się być ukłonem w stronę przyzwyczajonych do wygody graczy. Odbiorców lubiących zasady, uproszczenia i klarowne wytyczne. HUD w Assassin’s Creed nie jest w żadnym stopniu nadzwyczajny. Pełni standardową funkcję i w zadowalający sposób spełnia swoje zadanie. Przekazuje grającemu wszystkie niezbędne do dalszego progresu informacje. Grzecznie ostrzega, kiedy zwracamy na siebie zbyt dużą uwagę, wskazuje cele do osiągnięcia, usłużnie przypomina o stanie zdrowia. Zupełnie zwyczajny, solidnie zrobiony HUD.

A w rzeczywistości rozwiązanie, które zawłaszcza całą naszą uwagę i odziera przygodę z jakichkolwiek emocji. Jak to możliwe, zastanawiacie się? Spójrzmy więc wspólnie, jak wygląda typowa rozgrywka w pierwszym Assassin’s Creed.

Opuszczasz biuro zakonu i spoglądasz na minimapę w prawym dolnym rogu ekranu. Ikonki wskazują wieże, na które musisz się jeszcze wspiąć, ale również najbliższy cel – człowieka, któremu możesz wykraść potrzebny dokument. Ruszasz w danym kierunku, co chwilę zerkając na radar, i namierzasz mieszkańca Damaszku, który posiada potrzebny ci przedmiot. Wysłuchujesz dialogu, ruszasz jego śladem, zerkasz w prawy górny róg, aż przycisk akcji zmieni się na „kradzież”, i voila! Pierwsze zadanie wykonane.

Pomimo upływu lat pierwsza odsłona Assassin's Creed nadal potrafi urzekać. Wyróżniająca stylistyka już w momencie premiery stanowiła mocny atut produkcji, wszak nieczęsto mamy okazję działać w rzeczywistości końca XII wieku i miastach w rodzaju Damaszku.

Często nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy, że podczas gry naszą uwagę pochłaniają elementy HUD-a na ekranie. Wybieramy najprostsze i najpewniejsze rozwiązania, więc uciekając przed zaalarmowanymi żołnierzami Saladyna lub krzyżowcami, drogę ustalamy, zerkając na mapkę. Tropiąc cel, sprawdzamy jego pozycję na mapce. Szukając informatorów, znajdujemy najpierw ich ikony. Na mapce.

Akka? Damaszek? Jerozolima? Stanowią tylko miejsce akcji. Platformę, po której biegamy, wykonując kolejne zadania. Możemy się oszukiwać, że wczuliśmy się w oddaną przez twórców atmosferę Ziemi Świętej z czasów krucjat, ale w rzeczywistości ledwie dotykamy immersji, którą Assassin’s Creed może zaoferować.

TWOIM ZDANIEM

Graliście w pierwsze Assassins Creed?

Tak
90,1%
Nie
9,9%
Zobacz inne ankiety
Assassin's Creed: Wersja Reżyserska

Assassin's Creed: Wersja Reżyserska

Najtrudniejsze gry świata - przy nich Dark Souls to łatwizna
Najtrudniejsze gry świata - przy nich Dark Souls to łatwizna

Trudne gry to nie tylko Soulsy, Bloodborne, NiOh i Sekiro. Przedstawiamy Wam jedenaście tytułów które albo będą niezwykłym wyzwaniem dla najwytrwalszych, albo źródłem niespotykanych frustracji. Oto najtrudniejsze gry w historii.

Dlaczego Assassin's Creed: Valhalla jest za długa? Bo to się opłaca
Dlaczego Assassin's Creed: Valhalla jest za długa? Bo to się opłaca

Długość gier od zawsze była kością niezgody między graczami i deweloperami. Ci pierwsi chcieli, by gry były jak najdłuższe, a Ci drudzy wiedzieli, ile to kosztuje pracy i pieniędzy.