Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Control Felietony

Felietony 17 lutego 2021, 15:33

autor: Kwiść

Lubi gry trudne, ładne lub z dobrą fabułą. Nie kończy ich przez LoL-a i Overwatcha. PS Vita FTW!

Dlaczego gramy w to, co każe nam Game Pass?

Kiedyś graliśmy w co popadnie, bo gry były drogie i było ich mało. Teraz dużo większym problemem staje się wybór, na co przeznaczymy nasz cenny wolny czas. Z pomocą przychodzą abonamenty, które powoli zaczynają decydować o tym, w co gramy.

Wydawcy lubią abonamenty, bo zapewniają one stały dochód i przywiązują do siebie odbiorców. Robią jednak coś jeszcze. Kreują hity oraz ograniczają nam wybór. Wbrew pozorom ma to swoje zalety.

Ograniczony wybór nam służy?

Znacie taką sytuację? Włączacie Steama, tracicie godzinę na znalezienie idealnego dla siebie tytułu, a następnie zmęczeni i zrezygnowani znowu uruchamiacie League of Legends, Counter Strike’a lub zabieracie się za oglądanie filmików na YouTubie? Nie martwcie się. Nie jesteście w tym osamotnieni i nie ma w tym nic nienormalnego. Podobne zachowania potwierdzają liczne eksperymenty.

Który z nich wybierzesz? - Dlaczego gramy w to, co każe nam Game Pass? - dokument - 2021-02-17
Który z nich wybierzesz?

W jednym z takich badań, przeprowadzanych przez prof. Sheenę Iyengar, na stoisku w supermarkecie oferowano różne rodzaje dżemów. Gdy klienci mieli do wyboru 6 smaków, na zakup decydowało się 30% z nich. Gdy ofertę zwiększono do 30, tylko 3% osób kupiło jakikolwiek przetwór. Podobnych badań było dużo więcej, a ogólne wnioski są takie, że zbyt duży wybór męczy i zmniejsza satysfakcję z podjętej decyzji. Nawet jeśli nie zrezygnujemy z dokonania wyboru, to czujemy, że poszliśmy na jakiś kompromis, a nasza decyzja na pewno nie była najlepszą z możliwych.

Dzięki temu, że abonamenty takie jak Game Pass oferują ograniczoną liczbę tytułów, jest nam dużo łatwiej zdecydować, w co zagramy. Mamy ochotę na pixelartowego „indyka”? Filtrujemy gry dostępne w Game Passie i otrzymujemy kilkanaście wyników. Na Steamie byłyby ich tysiące. I nawet jeśli tytuł dostępny w abonamencie okaże się teoretycznie gorszy od tego, który moglibyśmy znaleźć na Steamie, paradoksalnie może przynieść nam większą satysfakcję. Nie musimy się bowiem przejmować tym, że setki innych odrzuconych dzieł mogły być lepsze (ten wybrany przez nas jest przecież „za darmo”). Nie wspominając już o zaoszczędzonym czasie, który możemy przeznaczyć na samo granie.

Minecraft jest w Passie – dobrze, może być Minecraft. - Dlaczego gramy w to, co każe nam Game Pass? - dokument - 2021-02-17
Minecraft jest w Passie – dobrze, może być Minecraft.

Ograniczony wybór często zachęca również do eksperymentowania. Gdy Switch miał swoją premierę, liczba dostępnych w eShopie gier była niewielka, a nowe pozycje pojawiały się raz na kilka dni. Skutek był taki, że kilka osób u nas w redakcji sprawdziło niemal każdy tytuł dostępny na tej konsoli. Często były to zwykłe średniaki i gry z bardzo różnych gatunków, ale nikomu to nie przeszkadzało. Może był to efekt nowości? Może poczucie, że to propozycje precyzyjnie wyselekcjonowane przez Nintendo, więc muszą być dobre? A może łatwiej było grać w coś, co wybrał dla nas ktoś inny? Jak tylko eShop zalała powódź tysięcy gier indie, chęć ich kupowania dość szybko zmalała. Ciekawie obrazują to wykresy twórców ScourgeBringera, porównujące sprzedaż na Switchu i Steamie ich dwóch gier. Jedna ukazała się w premierowym roku Switcha, druga w 2020.

Wszyscy gramy tu i teraz

Game Pass ułatwia więc wybór, jednocześnie w pewien sposób podejmując go za nas. W końcu to Microsoft ustala, jakie gry znajdą się w abonamencie. Ułatwianie wyboru, to jednak nie wszystko. Największą siłą abonamentów jest kreowanie hitów. Tytułów, o których się mówi.

Czy Stranger Things mogłoby być przebojem bez Netflixa? - Dlaczego gramy w to, co każe nam Game Pass? - dokument - 2021-02-17
Czy Stranger Things mogłoby być przebojem bez Netflixa?

Kilka dni temu odkryłem, że spora liczba moich znajomych to fani skandynawskiego kina niemego. Żaden z nich pewnie też nigdy by się o tym nie przekonał, gdyby nie fakt, że Netflix postanowił dodać zbiór czarno-białych filmów z północnej części Europy do swojej oferty. Sam fakt pojawienia się ich w popularnej usłudze streamingowej sprawił, że spotkały się ze sporym zainteresowaniem widzów.

Z tego samego powodu większość z nas oglądała Daredevila, Stranger Things czy Dom z papieru. Nie każdy z nich był dobry. Nie każdy od razu nas zainteresował. Zamiast nich moglibyśmy pewnie obejrzeć dużo lepsze i ciekawsze filmy lub seriale, ale to właśnie te mieliśmy pod ręką. Już za nie zapłaciliśmy, opłacając Netflixa. O nich mówili wszyscy nasi znajomi posiadający abonament. Czemu by więc nie spróbować? A jak już spróbowaliśmy, też zaczęliśmy o nich mówić. Pozytywnie? Negatywnie? Nieważne. Mogliśmy uczestniczyć w zbiorowym przeżywaniu, jednocześnie będąc częścią marketingowej machiny.

Abonamenty z grami nie mają jeszcze takiej siły oddziaływania jak Netflix. Nie są tak powszechne i nie dostarczają własnych treści z taką częstotliwością. Możemy jednak podejrzewać, że w przyszłości mechanizm działania będzie taki sam. Już teraz czasami da się zaobserwować jego skutki.

Control trafiło do abonamentów i nagle wszyscy o nim mówią. - Dlaczego gramy w to, co każe nam Game Pass? - dokument - 2021-02-17
Control trafiło do abonamentów i nagle wszyscy o nim mówią.

Dobrym przykładem jest tutaj udostępniona w tym miesiącu w PS Plusie i pod koniec stycznia w Game Passie gra Control. Tytuł znany i chwalony, który w dniu premiery kupiła niewielka część konsolowych graczy. Wystarczyło jednak, że pojawił się w abonamencie, a media społecznościowe zalane zostały opiniami na jego temat. Gdy znikła bariera cenowa, wszyscy mogli zacząć grać w tym samym momencie i wyrazić swoją opinię o kontrowersyjnym świecie lub systemie walki. Nawet jeśli gra nas wcześniej nie interesowała, widząc dyskutujących znajomych, też chcieliśmy włączyć się do rozmowy. Przeżywać grę razem z nimi. Możemy przecież uruchomić ją „za darmo”, więc czemu jej nie sprawdzić?

Takie wspólne przeżywanie to jeden z powodów, dla których tyle osób kupuje gry zaraz po ich debiucie, nie przejmując się faktem, że za 3–4 miesiące można by nabyć je sporo taniej. Płacimy za możliwość uczestniczenia w zbiorowym przeżywaniu. Możliwość wyrażenia swojej opinii w momencie, gry robi to tysiące innych graczy. Dostępność danego tytułu w abonamencie znacznie obniża barierę wejścia do grupy „przeżywaczy”, a jednocześnie sprawia, że jest to jeszcze bardziej kuszące. Jeżeli daną grę testują miliony, a ja tego nie robię, to coś tracę. Coś mnie omija.

Ten sam mechanizm już dawno odkryły darmowe gry sieciowe. To one przez ostatnie lata oddziaływały na całe pokolenia graczy. Stąd mamy pokolenia Counter Strika, League of Legends czy Fortnite’a. Dzięki abonamentom pozycje dla pojedynczego gracza będą mogły nawiązać z nimi rywalizację. Stać się bardziej społecznym doświadczeniem. A kto będzie miał największy wpływ na to, w co będziemy grali? Właściciele najpopularniejszych usług abonamentowych.

Możemy się oczywiście zżymać, że przez to rzadziej pogramy w najlepsze tytuły, a częściej w podsuwane nam przez abonamenty średniaki. Czy jednak nie oszukujemy samych siebie, myśląc, że bez abonamentów podejmujemy wyłącznie racjonalne decyzje? Czy rzeczywiście gramy tylko w produkcje najwyżej oceniane na Metacriticu czy Steamie? Czy wypróbowaliśmy już wszystkie tytuły z list gier wszech czasów czy zestawień najlepszych gier naszego ulubionego gatunku? Na pewno są tacy gracze, ale podejrzewam, że większość z nas gra w to, co jest nowe, przykuło naszą uwagę ładnym obrazkiem czy po prostu było dostępne w steamowej promocji. Abonamenty ułatwią ten wybór, podsuwając to, co może nas zainteresować, a jednocześnie pozwolą przeżywać gry razem z milionami innych ludzi lub po prostu dużą częścią naszych znajomych. Nie wydaje się to wcale taka zła przyszłość – tak długo oczywiście, jak mamy dostępną alternatywę.

Michał Kwiść Chwistek

TWOIM ZDANIEM

Opłacasz jakieś growe usługi abonamentowe (np. PS Plus, Xbox Game Pass, Origin Access)?

Nie, wolę gry posiadać niż wypożyczać
72,2%
Tak, stale opłacam co najmniej jedną, a czasem nawet kilka
15,4%
Tak, ale raczej od czasu do czasu
12,4%
Zobacz inne ankiety
Control

Control

Dla kogo Game Pass to strata pieniędzy?
Dla kogo Game Pass to strata pieniędzy?

Game Pass to bardzo ciekawa oferta, która ma wielką szansę poważnie namieszać na rynku. Dla mnie prywatnie to jednak strata pieniędzy i opowiem Wam, dlaczego tak jest.

Kogo zaboli Game Pass? Microsoft wypowiada wojnę totalną
Kogo zaboli Game Pass? Microsoft wypowiada wojnę totalną

Producent konsol Xbox wytacza w tej generacji ciężkie działa i szykuje potężne uderzenie. W kogo wycelowane są jego lufy i kogo dosięgną pociski? Nie tylko PS5.