Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Lost Planet 3 Recenzja gry

Recenzja gry 27 sierpnia 2013, 09:00

autor: Przemysław Zamęcki

Grał we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonował. Spoczywaj w pokoju przyjacielu - 1978-2021

Recenzja gry Lost Planet 3 - zwrot w stronę Gears of War i Dead Space

Gdyby nie zobowiązujący tytuł, Lost Planet 3 można by potraktować jako zupełnie nową markę, którą z poprzednimi odsłonami cyklu łączy bardzo niewiele. Capcom na taki zabieg się nie zdecydował, ale czy zrobił słusznie?

Recenzja powstała na bazie wersji X360. Dotyczy również wersji PS3

Od jakiegoś czasu nikogo chyba nie dziwi fakt, że japońskie firmy chętnie korzystają z doświadczenia zachodnich deweloperów, powierzając im przyszłość kolejnych marek. Taką taktykę przyjął właśnie Capcom. Nie tak dawno byliśmy świadkami restartu serii Devil May Cry, przygotowanego przez zespół Ninja Theory. Azjatycki wydawca podjął także decyzję o konieczności odświeżenia cyklu Lost Planet, którego kolejna część trafia właśnie na sklepowe półki. Nie jest to jednak lifting totalny. Zmieniono bowiem jedynie czas akcji, w rezultacie czego Lost Planet, pomimo cyfry trzy w tytule, tak naprawdę jest prequelem i przedstawia początki kolonizacji lodowej planety E.D.N. III.

PLUSY:
  • spowolnienie akcji w stosunku do poprzedniczek;
  • wielki mech, którym porusza się główny bohater;
  • możliwość zakupu i ulepszania broni oraz elementów maszyny kroczącej;
  • nastawienie na fabułę i głębszy zarys postaci głównego bohatera;
  • udane przedstawienie atmosfery samotności na powierzchni lodowej planety;
  • klimatyczne lokacje rodem z Obcego;
  • towarzysząca zmaganiom muzyka.
MINUSY:
  • bardzo dużo backtrackingu;
  • powtarzalni przeciwnicy odradzający się w oczyszczonych wcześniej rejonach;
  • walki z bossami oparte na systemie quick time eventów;
  • brak swobody – lokacje w większości będące wąskimi korytarzami;
  • poza przepięknymi krajobrazami grafika nie powala;
  • niewielkie miejscówki i wiążący się z tym częsty widok ekranu ładowania.

Jim Peyton to zwyczajny robotnik, operator maszyny przypominającej mecha, który po podpisaniu kontraktu ze spółką NEVEC wyrusza z Ziemi na nowo odkrytą planetę pokrytą wieczną zmarzliną, by zająć się tam wydobywaniem energii, będącej podstawą wszelkiego życia na E.D.N. III. W tym i niezwykle niebezpiecznych stworzeń zwanych akridami.

Dobrze pamiętam swoje oczekiwanie na premierę pierwszego Lost Planet i spore rozczarowanie, jakie towarzyszyło rozgrywce, kiedy gra wreszcie się ukazała. Nie żeby mnie jakoś specjalnie odrzucało od japońskich strzelanek, ale fabuła oraz sama mechanika rozgrywki, wymuszająca pośpiech z powodu utraty ciepła, nie potrafiły mnie do siebie przekonać. Wobec tego najlepsze, co zapamiętałem z „jedynki”, to tryb multiplayer, który pochłonął mnie na dość długi czas. Dlatego też, pomimo zapowiadanych zmian, do Lost Planet 3 podchodziłem trochę nieufnie. A nuż gra znów zaserwuje jakiś nietrafiony pomysł, a ja będę się wściekał, popędzany tykającym zegarem wskazującym utratę energii. A przecież tak lubię pomyszkować w każdym kącie, pokręcić się czasem bez celu, a nawet przystanąć na chwilę i po prostu chłonąć klimat lokacji. Szczególnie gdy towarzyszy temu odpowiednia muzyka.

Centrum dowodzenia NEVEC. - 2013-08-27
Centrum dowodzenia bazą Coronis.

Dlatego też odetchnąłem z ulgą, kiedy po pierwszych kilkudziesięciu minutach eksploracji nikt mnie nie poganiał (z jednym wyjątkiem, ale to akurat stanowi ważną część fabuły), a jakby tego było mało, okazało się, że protagonista nie jest przechadzającym się po wybiegu modelem, ale facetem z krwi i kości, ze swoimi pragnieniami, planami i aspiracjami, a przede wszystkim kochającym pozostawioną na Ziemi rodzinę. Gość nie wziął się znikąd, wykopany spod śniegu niczym mamut, a potem bezwolnie wykonujący powierzone mu niebezpieczne zadania. Peyton to nie typ niebojącego się niczego awanturnika, chociaż za odpowiednią ilość gotówki decyduje się zaryzykować. Jego niezamierzone bohaterstwo bierze się bardziej z przypadku oraz ciekawości towarzyszącej odkrywaniu pewnej tajemnicy. Jego charakter nie sprawi jednak, że będzie miał kiedyś szansę trafić do panteonu sław. Brak mu cech oryginalnych czy przykuwających uwagę. Myśli, marzy, kombinuje, ale poza tym to typowy średniak. Jak w życiu. A może to właśnie wyróżnia go spośród tych wszystkich karków spoglądających na nas spode łba z monitorów i telewizorów?

Recenzja gry Sniper Elite 5 - coraz mniej snajpera, coraz więcej Hitmana
Recenzja gry Sniper Elite 5 - coraz mniej snajpera, coraz więcej Hitmana

Recenzja gry

Karl Fairburne powraca jako snajper, spec od robienia zdjęć rentgenowskich oraz odpowiednik Agenta 47 lub Sama Fishera w czasach inwazji na Normandię. Sniper Elite 5 zmienia się bowiem coraz bardziej w pełnoprawną skradankę.

Recenzja gry Trek to Yomi - chcę więcej takich gier!
Recenzja gry Trek to Yomi - chcę więcej takich gier!

Recenzja gry

Flying Wild Hog stworzyło produkcję, nijak pasującą do wcześniejszych strzelankowych dokonań tego studia i... naprawdę dało radę. Trek to Yomi to mała, ale świetna gra, która garściami czerpie z dorobku kina samurajskiego.

Recenzja gry Hades - wielka gra dla tych, co mało czasu mają
Recenzja gry Hades - wielka gra dla tych, co mało czasu mają

Recenzja gry

Wiedziałem, że Hades będzie świetną hybrydą action RPG i „rogalika”, ale okazał się także znakomitą grą dla dojrzałych graczy. Zgrabnie porusza poważne tematy, ale robi też coś jeszcze. Szanuje nasz czas.