zobacz na gry-online.pl targi
gamescom 2017
22-26 sierpnia, Kolonia
newsy z gamescom gamescom facebook tvgry.pl na targach

Styx: Shards of Darkness Recenzja gry

Recenzja gry 14 marca 2017, 10:00

autor: Czarny Wilk

Bez umiaru pożre gry oraz filmy, nie pogardzi też soczystym komiksem albo dobrze upieczonym serialem.

Recenzja gry Styx: Shards of Darkness – goblin niechętnie uczy się nowych sztuczek

Styx znowu zabija, skrada się, robi się niewidzialny i wymyśla kreatywne zastosowania dla swoich klonów. Niespecjalnie interesuje go natomiast nauczenie się czegokolwiek nowego. Słowem, Shards of Darkness to solidny sequel, ale bez efektu „wow”.

Recenzja powstała na bazie wersji PS4.

PLUSY:
  1. wysoki stopień trudności, niepozwalający na przebijanie się przez poziomy z użyciem siły;
  2. spory wachlarz możliwości sterowanej postaci;
  3. świetnie zaprojektowane lokacje;
  4. bardzo dobrze nakreślony główny bohater;
  5. mimo wszystko polska wesja językowa;
  6. brak rewolucyjnych zmian (dla miłośników poprzedniej odsłony).
MINUSY:
  1. recykling wcześniej odwiedzanych map;
  2. drobne, ale dość częste bolączki natury technicznej;
  3. mało ciekawa, na dodatek urwana fabuła;
  4. brak rewolucyjnych zmian.

Wydana w 2014 roku skradanka Styx: Master of Shadows pojawiła się znikąd i z miejsca skradła serca weteranom gatunku. Tytuł oferował to, czego brakowało w nastawionych na masowego odbiorcę nowoczesnych grach tego typu – wysoki poziom trudności i rozgrywkę pomyślaną tak, że pozostawanie w ukryciu nie było jedną z możliwości, tylko przymusem. Shards of Darkness, kolejna odsłona przygód wrednego goblina, już żadnym zaskoczeniem nie jest. To solidnie wykonana kontynuacja, która udanie powiela rozwiązania z poprzedniej odsłony cyklu, ale której zabrakło odwagi, by w je jakiś sposób jeszcze bardziej rozwinąć.

Już od pierwszych chwil każdy, kto grał w Master of Shadows, poczuje się w Shards of Darkness jak w domu. Chociaż odwiedzamy zupełnie nowe miejsca, to zachowały one klimat i styl poprzednich, Styx dalej jest cynicznym małym gburem o specyficznym poczuciu humoru, a już w samouczku można się przekonać, że wszystkie popisowe sztuczki goblina z wcześniejszej części z powodzeniem możemy wykonywać także w „dwójce”.

Mistrz cieni

Recenzja gry Styx: Shards of Darkness – goblin niechętnie uczy się nowych sztuczek - ilustracja #1
Lokacje pełne są zakamarków i alternatywnych ścieżek prowadzących do celu.

Kontynuacja nie stara się otworzyć na masowego odbiorcę – wciąż jest to skradanka robiona wedle nieco zapomnianych dzisiaj reguł tego gatunku. System walki został opracowany tak, że o ile jeszcze początkowo główny bohater w otwartym starciu ma jakieś szanse, tak nie mija dużo czasu, gdy podstawowi przeciwnicy zostają zastąpieni twardzielami, dla których rozprawienie się z naszym goblinem to dziecinna igraszka. Pozostają więc dwie opcje – przemykanie się pomiędzy oponentami niezauważenie albo wykorzystywanie szeregu narzędzi i umiejętności do cichej eliminacji nieświadomych niebezpieczeństwa wrogów.

Oprócz standardowych dla gatunku metod działania, opartych na gwizdaniu, dźganiu czy rzucaniu przedmiotami odwracającymi uwagę, Styx zna kilka sztuczek zarezerwowanych wyłącznie dla goblinów. Przykładowo niewielkie rozmiary pozwalają mu na ukrywanie się w miejscach, do których nie wcisnąłby się żaden człowiek – w studzienkach kanalizacyjnych czy dzbanach. Moim ulubionym zagraniem niezmiennie pozostaje zatruwanie jedzenia lub wody za pomocą toksycznej śliny, schowanie się nieopodal i obserwowanie, jak nasz cel po paru chwilach umiera w konwulsjach. Powracają też niewidzialność i tworzenie zdalnie kontrolowanych klonów o wielorakim zastosowaniu, np. do dywersji czy badania nieodkrytego terytorium.

Recenzja gry Styx: Shards of Darkness – goblin niechętnie uczy się nowych sztuczek - ilustracja #2
Początkowo niewidzialność jest niespecjalnie potrzebna ani użyteczna, ale umiejętnie użyta potrafi znacząco ułatwić życie.
Recenzja gry Styx: Shards of Darkness – goblin niechętnie uczy się nowych sztuczek - ilustracja #3
W bezpośredniej walce goblin nie ma dużych szans, ale przy ataku z zaskoczenia sprawa wygląda zgoła inaczej.

Nie licząc zawsze efektywnego i satysfakcjonującego zatruwania, początkowo pozostałe umiejętności Styxa nie wydają się ani niezbędne, ani nawet specjalnie użyteczne. Jednak poziom trudności dość szybko skacze w górę i zaczyna wymuszać na nas korzystanie ze wszystkiego, co znajduje się w arsenale małego protagonisty.

Za wypełnianie misji, realizację opcjonalnych celów czy spełnianie dodatkowych wymogów (żadnych zabójstw, żadnych alarmów, wykręcanie wyśrubowanych czasów przechodzenia misji, zbieranie znajdziek) dostajemy punkty doświadczenia do rozdysponowania na rozrzucone w pięciu drzewkach umiejętności. Ostatecznie więc uczymy się tworzenia różnych przedmiotów ze znajdowanych na mapach surowców, czas działania niewidzialności się wydłuża, a klony mogą zacząć służyć za punkty teleportujące czy zdalnie sterowane bomby. Możliwości jest sporo, chociaż ich znakomitą większość stanowią sztuczki doskonale znane z „jedynki”.

POLSKA WERSJA

Recenzja gry Styx: Shards of Darkness – goblin niechętnie uczy się nowych sztuczek - ilustracja #4

Kinową polską wersję językową oceniam pozytywnie. W trakcie gry zauważyłem kilka niedociągnięć, przeważnie w postaci brakującej spacji, ale nie zdarzało się to na tyle często, by psuć zabawę. Dość dosadne teksty Styxa, zwłaszcza te pojawiające się na ekranach umierania, zostały nieznacznie utemperowane, jednak nie aż tak, by popsuło to ich wydźwięk. Poza tym tłumacze pozwolili sobie niekiedy na większą swobodę w interpretacji żartów, ale wyszło im to całkiem przyzwoicie.

Recenzja gry Uncharted: Zaginione Dziedzictwo – mocny kandydat na grę roku
Recenzja gry Uncharted: Zaginione Dziedzictwo – mocny kandydat na grę roku

Recenzja gry

Jeśli mieliście jeszcze wątpliwości przy premierze Hellblade, Uncharted: Zaginione Dziedzictwo rozwieje je ostatecznie – sezon hitów rozpoczął się na dobre. I to od razu z przytupem – Naughty Dog zaserwowało Uncharted w mistrzowskim stylu.

Recenzja gry Agents of Mayhem – ubogi sandbox
Recenzja gry Agents of Mayhem – ubogi sandbox

Recenzja gry

Nowa gra twórców Saints Row stara się połączyć najlepsze cechy poprzednich dzieł studia z rozwiązaniami typowymi dla gier MMORPG. Niestety, okazało się to chybionym pomysłem.

Recenzja gry Hellblade: Senua's Sacrifice – piekielnie dobra opowieść
Recenzja gry Hellblade: Senua's Sacrifice – piekielnie dobra opowieść

Recenzja gry

Gdy niezależne studio własnym sumptem zamierza przygotować złożoną grę, celując w segment rynku AAA, to wiedz, że coś się dzieje. Ninja Theory stawia odważny krok nie tylko na tym polu; Hellblade dojrzale dotyka tematu tabu, jakim są choroby psychiczne.

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
14.03.2017 10:58
domino310
37
Jarl

Skradanek w starym stylu nigdy za wiele. Z dostępnych recenzji wynika, iż to kawał dobrej gry czyli jako fan również muszę się zaopatrzyć. No i kwestia ceny która jest naprawdę niska jak na dzisiejsze standardy ( za 106 zł można dostać).

post wyedytowany przez domino310 2017-03-14 10:58:28
14.03.2017 11:30
1
odpowiedz
Mephistopheles
151
Legend

Właśnie tego recyklingu lokacji najbardziej się obawiałem. W poprzedniej części zazwyczaj wykorzystywano ten motyw na tyle mądrze, że nie irytował tak bardzo (wyznaczanie nowej ścieżki, inne rozstawienie przeciwników, drobne zmiany w architekturze, nowe fragmenty lokacji). Ale jeśli ktoś podchodził do misji więcej niż raz w celu odblokowania osiągnięć, powtarzalność naprawdę dawała się we znaki.
Co nie zmienia faktu, że grę i tak kupię. Częstotliwość ukazywania się nowych skradanek nie jest na tyle duża, by brak istotnych zmian w mechanice traktować jako poważną wadę.

Ciekawe czy znowu znajdzie się tłum "poważnych" "recenzentów" oburzonych faktem, że w skradance nie zaimplementowano systemu walki, który pozwoliłby na masakrowanie hord przeciwników w otwartej walce.

post wyedytowany przez Mephistopheles 2017-03-14 11:31:30
14.03.2017 16:54
odpowiedz
Mwa Haha Ha ha
26
Generał

Niezaleznie od recenzji i tak kupie. Jedynka byla bardzo dobra. Tu widze ze jest wiecej tego samego, biore. Brak konkretnego systemu walki to dla mnie plus.

15.03.2017 10:16
odpowiedz
Gerdlu1974
3
Junior

A ja w pierwszą część nie grałem więc nie mam z czym porównywać. Grę już kupiłem bo dobrych skradanek jak na lekarstwo, a opinie bardzo dobre.

15.03.2017 17:39
odpowiedz
1 odpowiedź
WuZiK
17
Centurion

Warto kupić tą grę tylko pod coopa? Szukam jakiejś skradanki na ps4 z coopem na 2 osoby, a Styx wygląda interesująco. Nie grałem w pierwszą część.

16.03.2017 10:58
roberto8316
37
Pretorianin

Naprawdę warto kupić:) Gra warta swojej ceny + dużo lepsza niż część 1[graficznie,gameplay]. Tylko trzeba ją dawkować[ każdy rozdział jest dość długi] bo może się wkraść znużenie.

17.03.2017 18:25
odpowiedz
Dharxen
18
Konsul

Pierwsza czéść Styxa po paru godzinach gry bardzo mi się podoba, więc zapewne w przyszłości zagram też w drugą część :)

20.03.2017 08:38
odpowiedz
Miljez
1
Junior

Recenzja całkiem fajna, tylko nie zgadzam się z jednym. Krasnoludy nie są jakąś nowością. W pierwszym Styxie elfy również wyczuwały goblina.

28.03.2017 02:36
odpowiedz
Nolifer
96
The Highest

Styx jest bardzo niepozorną produkcją, jednakże dostarcza masę frajdy. :)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze