|
„Nareszcie! Poszli po rozum do głowy i wysłuchali graczy! Są postępy!” - oto moja entuzjastyczna reakcja, którą głośno (ku zaskoczeniu innych) wyraziłem w kilka chwil od momentu uruchomieniu najnowszego dzieła Novalogic. „Black Hawk Down” to w moim przekonaniu najlepszy jak dotąd reprezentant wydawanej przez firmę serii „Delta Force”, a trzeba zaznaczyć, że liczy ona już sobie kilka dobrych lat. Pierwsza część ukazała się przecież jeszcze za czasów panowania słynnego 3dfxa. Pomimo przeważających złych opinii na temat całej serii, jakimś cudem udało się jej pozyskać sporą grupkę stałych fanów, co pozwalało na produkowanie kolejnych sequeli (a także skłoniło inne firmy do zainteresowania się tą tematyką, czego świetnym przykładem jest chociażby „Operation Flashpoint”). Niestety, były one coraz gorsze. Ostatni z wydanych przez Novalogic produktów, a mianowicie „DF Task Force Dagger”, przez niektórych był nawet określany zachodnim odpowiednikiem polskiej „Niny”, który na wykorzystaniu tematyki operacji w Afganistanie w bardzo łatwy sposób chciał sobie nabić dodatkowych klientów. Na szczęście najnowszy „Black Hawk Down” to coś zupełnie innego. Zapomnijmy o marnej grafice i znikomym klimacie rozgrywki. Panie i Panowie, „Delta Force” zmienił się i to zdecydowanie na lepsze!
Akcja gry tym razem przenosi nas mniej więcej o 10 lat wstecz, do ogarniętej wojną domową Somalii. Kraj jest na skraju upadku. Nieustanne wojny lokalnych gangów wspieranych przez dobrze zorganizowane oddziały milicji doprowadziły go do gospodarczej ruiny. Stany Zjednoczone decydują się więc na interwencję, oczywiście nie starając się nawet przy tym o aprobatę Narodów Zjednoczonych. Do Somalii trafiają przede wszystkim świetnie wyszkolone oddziały z tytułową formacją Delta Force na czele. I to właśnie losami jednego z jej członków przyjdzie nam pokierować. Miłośników gier, które w maksymalnie możliwy sposób oddają to, co miało miejsce w rzeczywistości, ucieszy zapewne fakt, iż autorzy nie poszli na łatwiznę i nie powymyślali jakichś niestworzonych historii, a starali się trzymać prawdziwego biegu wydarzeń. Nie zdradzę więc żadnej tajemnicy jeśli powiem, że podobnie jak miało to miejsce 10 lat temu, Amerykanie przerażeni pokazywanymi w telewizji obrazami swych martwych kolegów zwiną manatki i pozostawią Somalijczyków samym sobie. Znajomo brzmiący tytuł gry wcale nie jest przypadkowy. Miłośnicy kina z pewnością bardzo dobrze znają film Ridleya Scotta o tym samym tytule (w Polsce – „Helikopter w ogniu”). Obraz ten poddany został dwóm skrajnym opiniom. Fani tradycyjnego kina akcji czy nawet filmów wojennych piali z zachwytu i nie szczędzili pochwał w stronę pana Scotta, krytycy natomiast... krytykowali. Prawie wszystko. O ile na temat filmu nie mam zamiaru polemizować, to już sam pomysł przeniesienia chociażby jego fragmentów na ekrany komputerów jest czynem godnym pochwały. Producenci „Black Hawk Down” zakupili licencję, dzięki czemu możemy cieszyć się licznymi nawiązaniami do filmu (na przykład podobnie pokazanymi działaniami wojsk amerykańskich, uwypukleniem tych samych wydarzeń), a także oryginalną ścieżką dźwiękową, której, trzeba to przyznać, słucha się z dużą przyjemnością. W znakomity sposób uzupełnia ona wydarzenia na ekranie.
|