Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać Artykuły PREMIUM

Publicystyka

Publicystyka 20 listopada 2012, 12:20

autor: Maciej Kozłowski

Akta zabójcy - kto jest kim w serii Hitman? Agent 47, ICA, The Saints

Seria Hitman ma już ponad dziesięcioletnią tradycję. W dniu premiery jej piątej odsłony, przyglądamy się poprzednim odcinkom i przybliżamy najważniejsze postaci oraz wydarzenia.

Spis treści

Seria gier o łysym zabójcy rozszerzyła się dziś o piątą, długo oczekiwaną część. Hitman: Absolution w znacznym stopniu odróżnił się od poprzednich odsłon sagi, wprowadzając wiele nowości i brutalnie przecinając niektóre wątki. Aby właściwie zrozumieć najnowsze dzieło IO Interactive, należy dogłębnie poznać dotychczasowe dokonania studia, czyli prawdziwą historię perfekcyjnego mordercy – Agenta 47.

Poprzednio w Hitmanie

Wszystko zaczęło się w latach pięćdziesiątych, gdy pięciu mężczyzn poznało się w Legii Cudzoziemskiej. Jeden z nich – Otto Wolfgang Ort-Meyer – po powrocie do Rumunii zajął się klonowaniem ludzi. Jego celem było stworzenie idealnego żołnierza – posłusznego, ale inteligentnego i pozbawionego skrupułów. Pobrał więc próbkę własnych genów i połączył je z genami towarzyszy broni. W ten sposób – z pięciu ojców – narodziła się cała seria morderców. Klony były całkowicie oddane swym mocodawcom, którzy wykorzystywali je podczas najbardziej karkołomnych misji. Ostatecznie jednak więzi między „ojcami” uległy rozluźnieniu i zaczęli oni ze sobą konkurować. W tym momencie doktor Ort-Meyer wpadł na szatański plan: postanowił zlikwidować dawnych przyjaciół przy pomocy swego najlepszego klona – jedynego, który posiadał uczucia i całkowicie wolną wolę. Numer wydrukowany na potylicy tego egzemplarza to: 640509-040147 (stąd imię postaci – „47”).

W 1999 roku Agent 47 uciekł z laboratorium w Budapeszcie i zatrudnił się w agencji ICA – ogólnoświatowej organizacji zrzeszającej płatnych morderców. Nie wiedział, że otrzymywane przez niego zlecenia opłaca sprytny doktor, a szczęśliwa ucieczka była elementem większego planu. W okresie swej wczesnej kariery łysy zabójca likwidował kolejne cele, nie podejrzewając, że tym samym wikła się w wielką wojnę pomiędzy królami podziemnego świata. Bez problemu i z zaskakującą skrupulatnością pozbył się takich tuzów przestępczości jak Lee Hong, Pablo Belisario Ochoa, Frantz Fuchs i Arkadij Jegorov. W ten sposób spełnił pragnienie szalonego naukowca, stając się jedynym świadkiem diabolicznej zbrodni.

Po wykonaniu wszystkich zadań Agent 47 nie był już potrzebny doktorowi Ort-Meyerowi – przyszła więc pora, aby unicestwić niewygodnego zabójcę. Sidła zostały zastawione: ostatnim celem bohatera był Odon Covacs, pracujący w szpitalu i laboratorium obłąkanego genetyka. Podczas wykonywania misji Hitman rozpoznał twarz Covacsa – pamiętał go z czasów młodości. W tym momencie zauważył, że znalazł się w pułapce. Do gmachu wtargnął oddział służb specjalnych, wezwany przez właściciela ośrodka. Bladoskóry zabójca bez wahania zabił policjantów i przy pomocy poznanego wcześniej (i dwukrotnie uratowanego z opresji) agenta Smitha dotarł do siedziby doktora. Zmierzył się z kilkoma klonami i ostatecznie trafił do laboratorium, w którym został kiedyś poczęty. Tam poznał prawdę o swoim pochodzeniu i skręcił kark swemu stwórcy.

Po dramatycznych wydarzeniach w Budapeszcie Agent 47 postanowił wyciszyć się i znaleźć spokój dla swej duszy. Zamieszkał na Sycylii, przy wiekowej katedrze, poświęcając się modlitwie i pieleniu grządek. Zaprzyjaźnił się z proboszczem – księdzem Vittorio – i szczerze pokutował za swe grzechy. Pewnego dnia doszło jednak do katastrofy, która zadecydowała o powrocie Hitmana: duchowny został porwany przez mafię. Zaowocowało to natychmiastową metamorfozą Agenta 47 – powtórnie przywdział on swój czarny garnitur z czerwonym krawatem, a ze skrytki w szopie wydobył nieużywane od lat pistolety. Zgodził się też na wykonanie kilku zleceń dla ICA, w zamian za informacje dotyczące porywaczy.

Bardzo szybko okazało się, że włoscy mafiosi byli jedynie pośrednikami – duchownego uprowadził Sergei Zavorotko, brat jednego z „ojców” Agenta 47. Aby go dorwać, bezlitosny zabójca musiał wykonać szereg skomplikowanych misji – nie wiedział jednak, że znaczna część z nich była zlecana przez samego Sergeia. Zamiarem Rosjanina było bowiem przywrócenie łysego mordercy do służby – tylko w ten sposób mógł uporać się ze swoimi przeciwnikami, którzy bez problemu unikali innych zamachowców. Po osiągnięciu tego sprytny mężczyzna planował wyeliminować głównego bohatera. Od tego momentu nieustannie toczyła się mordercza gra, w której obaj mężczyźni byli zarówno celami obławy, jak i łowcami.

Do ostatecznej konfrontacji doszło w klasztorze, w którym zadomowił się Hitman. Zavorotko wynajął całą armię ochroniarzy i zabunkrował się w kościele, gdzie przetrzymywał ojca Vittorio. Agent 47 sprytnie ominął straże i uratował przyjaciela, zabijając przy tym podłego Rosjanina. Spokój bohatera został jednak pogrzebany pod stosami trupów – nie mógł pozostać na włoskiej prowincji. Wychodząc ze zniszczonej katedry, postanowił oddać się temu, co robił najlepiej – zabijaniu.

Minął jakiś czas – pełen trudów, znoju i serii perfekcyjnie wykonanych morderstw. Podczas misji w paryskiej operze Agent 47 został postrzelony – trafienie było tak poważne, że ledwie dostał się do swego mieszkania. Rana mocno krwawiła, co poskutkowało omamami głównego bohatera. W serii zwidów i koszmarów widział urywki swych zleceń – tych najbardziej osobistych i najtrudniejszych. Przypomniał sobie ucieczkę z laboratorium Ort-Meyera, uratowanie Agenta Smitha oraz zabójstwo jednego ze swych „ojców”. Jawa mieszała się ze snem, a wspomnienia z fantasmagoriami.

W czasie gdy Hitman był nieprzytomny, do jego pokoju wszedł lekarz przysłany przez ICA. Wydobył on kulę z ciała zabójcy, nie szczędząc mu środków znieczulających. Jednak w momencie gdy pojawiły się policyjne helikoptery, a na ulicy rozbrzmiały syreny, medyk ulotnił się, pozostawiając wpółżywego mężczyznę swemu losowi. Ledwie widząc na oczy i zataczając się co drugi krok, Agent 47 zbiegł ze swej kryjówki. W ten sposób uniknął obławy, zabijając przy tym inspektora Alberta Fourniera, który od jakiegoś czasu deptał mu po piętach.

Po ucieczce z Paryża Agent 47 kontynuował swoją pracę – chociaż w coraz mniej sprzyjających warunkach. W ciągu ostatnich lat wielu agentów ICA poległo podczas misji lub zaginęło bez śladu. Poszczególni zabójcy byli sprytnie wyłapywani i eliminowani, co osłabiało całą organizację. Ostatecznym celem tego osobliwego polowania nie byli jednak wszyscy płatni mordercy, ale jeden szczególny – z charakterystycznym kodem na potylicy. Hitman sprytnie unikał zastawianych na niego pułapek, ratując przy tym prezydenta USA przed skomplikowanym spiskiem i zachodząc za skórę wielu znaczącym osobom. Finalnie jednak został zdradzony przez jedynego człowieka w agencji, któremu ufał – Dianę Burnwood, swoją łączniczkę. Wstrzyknęła mu ona morderczą substancję, która natychmiast powaliła rosłego skrytobójcę.

Zleceniodawcą, który zapłacił za pojmanie bladoskórego agenta, okazał się Alexander Leland Cayne. Celem byłego szefa FBI było zdobycie próbki DNA Hitmana – w ten sposób mógłby ulepszyć swoje własne klony, pracujące dla Franszyzy (organizacji analogicznej do ICA, ale z nią konkurującej). Zadowolony z dostarczenia ciała Leland uczynił Dianę swoją osobistą asystentką i pozwolił jej na uczestniczenie w pogrzebie Agenta 47. Podczas ceremonii w kościele kobieta pocałowała nieboszczyka w usta, tym samym budząc go z letargu – wstrzyknięta przez nią trucizna nie była bowiem zabójcza, a tylko spowalniała procesy życiowe (jak łatwo się domyślić, w szmince było zawarte antidotum). Niedawny truposz dosłownie wstał z grobu i zabił wszystkich członków Franszyzy – ze swoim oprawcą na czele. Diana zbiegła z miejsca zajścia, nie spotykając się już więcej z „wskrzeszonym” zabójcą, który prawdopodobnie do dzisiaj nie wie, ile jej zawdzięcza.

Hitman kontra prawdziwi zabójcy – czy rzeczywistość jest ciekawsza od gry?
Hitman kontra prawdziwi zabójcy – czy rzeczywistość jest ciekawsza od gry?

Hitman, czyli Agent 47, ma niesamowitą wręcz fantazję w likwidowaniu zleconych mu celów. Czy historia zna równie ciekawe przypadki prawdziwych zamachów? Sprawdźmy to.

Czy dzielenie gier na epizody faktycznie jest takie złe?
Czy dzielenie gier na epizody faktycznie jest takie złe?

Chyba wywołującą najwięcej radości nowinką w drugim sezonie Hitmana jest rezygnacja z eksperymentu, jakim było wydawanie gry w odcinkach. Czy to, że twórcy uginają się pod naporem najgłośniej krzyczących, to faktycznie w tym wypadku taka dobra rzecz?