Command & Conquer: Red Alert 2 to fantastyczny rts. Plusy... Filmy z prawdziwymi aktorami, będące już znakiem rozpoznawczym serii, są extra. Świetnie komponują się z rzeczywistą rozgrywką, np. w postaci komunikatu video zastępującego minimapę na radarze. Również same wstawki, czy to renderowane, czy z aktorami w tle, wyglądają wyśmienicie. Takie rodzaje cut-scenek to super sprawa, bowiem w trafny sposób obrazują tło fabularne oraz zachęcają gracza do działania. Obsada aktorów jest niczego sobie. Bohaterowie występujący w grze są specyficzni, jak chociażby ekstrawagancka Tanya czy przebiegły Yuri. Kwestie wypowiadane przez dowodzone jednostki to chyba najlepsze komendy głosowe jakie słyszałem w grach strategicznych. Jeśli o samą fabułę chodzi, to powiem tylko, że storyline to kawał solidnej roboty. Historia jest interesująca, pełna smaczków, a miejscami nawet zabawna. Otoczkę produkcji potraktowano z przymrużeniem oka, toteż atmosfera jest luźna, lekka i przyjemna. O grywalności tego tytułu świadczyć może fakt, że nawet 10 lat po premierze ja nadal czerpię przyjemność z gry, a idąc dalej powiem, iż niemal co roku wracam do niej i odpalam sobie losową potyczkę. Tryb skirmish w tej grze jest dość bogaty, gdyż zawiera sporą liczbę map, kilka krajów z ich unikalnymi jednostkami oraz trochę dodatkowych opcji. Jest to jednak dodatek, wstęp do tego, co dziać się będzie w kampanii. A ta jest jedną z najlepszych, w jakie dane mi było grać. Misje są niezwykle ciekawe, tajemnicze, przesiąknięte emocjami, ściśle i logicznie powiązane z fabułą. Tereny są urozmaicone i prezentują się okazale. Czasami napotykamy sławne budowle, które przykuwają wzrok. Podoba mi się, że każda ze stron konfliktu posiada zupełnie inne siły zbrojne i budynki. Szybcy i sprytni Alianci kontra potężni Sowieci - to jest to! Jednostki w Red Alert 2 są niekiedy bardzo przekombinowane, ale taki jest właśnie urok produktu Westwood. Red Alert 2 jest jedną z bardziej rozbudowanych strategii. Nie dość, że mamy tu walkę na lądzie, na wodzie i w powietrzu, to dysponujemy pokaźną liczbą jednostek o różnych funkcjach oraz sporymi możliwościami taktycznymi. Naprawdę, jest wiele dróg do zwycięstwa, tylko trzeba je odkryć. Sztuczna inteligencja jest ok. Szczerze powiedziawszy jest dość dobra, bo przeciwnik odznacza się chytrością i upartością, a da się to zauważyć w rozgrywkach typu skirmish. Wszystkie animacje w grze wyglądają nader schludnie, ale i także nieco zabawnie. Z kolei wybuchy prezentują się efektownie. Szata graficzna jest ładna i kolorowa. Dźwięki gry są bardzo klarowne. Muzyka, na czele z kultowym „Hell March” pasuje idealnie do nastroju gry. Najlepiej rozwiązana została kwestia panelu budynków i jednostek, gdyż każdy element ma osobną zakładkę. Oznacza to, że w tym samym momencie możemy wznosić konstrukcję, budować umocnienia, trenować żołnierzy i produkować czołgi. Zaprawdę, bardzo przemyślane i bardzo praktyczne. Dowodzenie armią jest wygodne, a pomysł z grupowaniem jednostek i wyznaczaniem im celów, jakie mają po kolei zrealizować - godny podziwu. Minusy... W kwestii poziomu trudności nie będę już tak przychylny, gdyż gra jest zdecydowanie za łatwa. Nie jest też specjalnie długa. W mojej opinii troszeczkę źle wypadł balans sił. Piechota jest zbyt potężna, bazy zdecydowanie za słabe, awans żołnierzy następuje za szybko, a na dodatek można wykończyć wrogów dosłownie dwoma czołgami. Są też inne drobnostki, które obracają się przeciwko nam. Na koniec pozostaje wada widoku izometrycznego polegająca na tym, że nie widać co jest za wysokimi budynkami. Poza tym wszystko gra. Red Alert 2 wspominać będę jako jeden z klasyków gatunku rts. Moja ocena – 8.7/10