Forum Gry Hobby Sprzęt Rozmawiamy Archiwum Regulamin

Forum: Konkurs Wszystkie drogi prowadzą do Blackreach - Rozdział I

15.06.2020 12:09
Prane
1
Prane
13
GRYOnline.pl

GRYOnline.pl

Konkurs Wszystkie drogi prowadzą do Blackreach - Rozdział I

Czołem, poszukiwacze przygód! Z okazji premiery dodatku Greymoor do The Elder Scrolls Online przygotowaliśmy dla Was konkurs pisarski. Do wygrania między innymi klawiatury Corsair, abonamenty ESO Plus, egzemplarze The Elder Scrolls Online: Gold Edition oraz rozmaite gadżety!

Po więcej szczegółów zapraszamy Was na stronę https://greymoor.gry-online.pl/. W dużym skrócie: czytacie przygotowany przez nas Rozdział I opowiadania "Wszystkie drogi prowadzą do Blackreach", a następnie, odpowiadając na zadanie konkursowe, proponujecie swoją kontynuację w niniejszym wątku. Najlepsze zgłoszenia otrzymają nagrody (patrz Nagroda Konkursowa na stronie), a najlepsze z najlepszych nawet więcej nagród (Nagroda Społeczności). Dla jednego z najwytrwalszych uczestników przygotowaliśmy coś ekstra (Nagroda Autora).

Konkurs ma cztery etapy, więc okazji do zgarnięcia nagród będzie sporo. Będzie nam bardzo miło, jeśli zapoznacie się również z Regulaminem konkursu zamieszczonym na wspomnianej stronie.

Obecnie trwa etap Rozdział I, a zadanie brzmi: "Porucznik Grimes Angra zbiera drużynę. Napisz kontynuację Rozdziału I, w której jedna, wymyślona przez Ciebie postać odpowiada na wezwanie porucznika i dołącza do ekspedycji."

Na Wasze zgłoszenia czekamy do środy, 17 czerwca, do 23:59. Powodzenia! :)

15.06.2020 15:51
mohenjodaro
3
4
odpowiedz
1 odpowiedź
mohenjodaro
82
Lekarz specjalista

Porucznik Grimes Angra spojrzał w przerażone oczy Waltera Hoffera. Zima tego roku była sroga bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej w dziejach znanych ludom północy. Śnieg prószył z taką intensywnością, że próżno było szukać śladów wędrowców na traktach, zaś najazd był nieużywalny już kilka sekund po nieudolnym przejeździe przedskoczka. Wielu dobrych chłopaków z wioski Falkreath straciło życie próbując zaznać namiastki sławy i uwielbienia tłumów całego Tamrielu. Magiczne kule wizualne RTL (Real Tamriel Livecast) kolejny raz traciły miliony septimów, miast emocjonującego turnieju zapełniając ramówkę "Krwią Oblivionu", erotyczno-sensacyjną telenowelą o frakcji wampirów, która lata swojej fabularnej świetności miała już dawno za sobą.

Odszkodowania dla sponsorów i cesarskiej gwardii byłyby zbyt duże, by ryzykować odwołanie kolejnego konkursu, a może i nawet całego sezonu. Angra biegał wściekły po zeskoku, swoim potężnym toporem co i rusz strącając flagi reprezentacji Hammerfell, która reagowała na to spokojnie, odsuwając na dalszy plan urażoną dumę, bo i tak przybyła tu bez większych nadziei na końcowy sukces. Wtem z mgły wyłonił się początkujący skoczek z niewielkiej osady w północnym Morrowind. Dajcie mi narty z najdoskonalszej stali, a rozwiążę wasz problem raz na zawsze - rzekł Adam Małysz, nieznany szerszej publice, choć w tłumie rozpoznał go komendant lokalnej straży. Chłopak ma talent, wysłuchajmy co ma do powiedzenia - zakrzyknął w ostatniej chwili, gdy koło głowy Małysza wybrzmiał świst porucznikowego topora.

Angra sam nie wiedział czy bardziej zdumiała go pewność siebie czy bezczelność młodzieńca. Kompletuję drużynę, lecz nie ma w niej miejsca dla ciebie - powiedział nerwowo pociągając za wąsy. Po czym dodał: ile potrzebujesz tej stali? Adam zaczął kreślić wizje wielkiej wyprawy za dalekie góry Czarnej Marchii, gdzie żyć miał przepotężny smok Apoloniusz, który jest wielkim miłośnikiem skoków narciarskich. Ogień z jego pyska miałby zapewnić odpowiedni poślizg zeskoku, zaś praca skrzydeł pomóc w utrzymaniu jednolitej prędkości wiatru. Nie da się jednak do niego dotrzeć bez dobrych nart dla całej drużyny oraz skoczka, który, gdy nadejdzie właściwy moment, zgodzi się skoczyć w Bulę Przeznaczenia...

Ciąg dalszy nastąpi...

18.06.2020 11:15
Prane
3.1
Prane
13
GRYOnline.pl

GRYOnline.pl

O, ktoś tu ostro trenuje do CyberAdwentu 2020. ;)

15.06.2020 20:17
4
odpowiedz
zanonimizowany1339079
1
Junior

Gdy Grimes się odwrócił zobaczył pierwszego chętnego, którym był khajiit. Domyślił się tego po kociach oczach. Jednak było zbyt ciemno, aby mógł zobaczyć całą posturę.
- Podejdź no bliżej! - krzyknął porucznik - Jak się nazywasz!
Początkowo koci więzień nie chciał odpowiedzieć, ale po chwili się odezwał.
- Jo'Radax... tak mam na imię.
- Widzisz! Jak chcesz to umiesz współpracować. - odpowiedział mu Angra i dokładnie przyglądał się posturze khajiita.
Jo'Radax był dość wysokim khajiitem z dobrze zbudowaną posturą, białą sierścią i ze świdrującym wzrokiem, którym potrafił nawet największego zapalczywego rywala pokonać swoim spojrzeniem.
- Słyszałem, że całkiem dobrze walczyłeś i chowasz się skoro tylu ludzi musiało tobie podołać i w walce, ale także w poszukiwaniach. Twoje futro daje ci w Skyrim idealny kamuflaż. Jednak powiedz szczerze jaką miałeś służbę. - zapytał porucznik - Bo przyznam się, że szkoda zmarnować takiego żołnierza przez wyrok, który może skrócić twój żywot do kilku dni.
Jo'Radax znowu przez chwilę się zawahał, ale zrozumiał że może to być jego szansa na przeżycie. Czuł też w sobie, że może mu zaufać. Stanął więc na baczność i mówił:
- Od młodzieńczych lat byłem szkolony na wojownika. Miałem zaszczyt służyć jako osobista straż samego Mane'a (duchowy przedstawiciel khajiitów). Potem służyłem królowej Aldmerskiego Dominium Królowej Ayrenn jako Oko królowej (Eye of the Queen) wraz z moim dowódcą Razum Darem. Miałem możliwość walki na wielu bitwach z najróżniejszymi dziwnymi i nieraz samobójczymi misjami. Moją ostatnią misją było sprawdzenie dziwnych zjawisk, które zaczęły się pojawiać właśnie na Skyrim zanim zostałem przez was złapany.
- Od kiedy to Aldmerskie Dominium interesuje się Skyrim? - zapytał porucznik
- Królowa uznała, że te zjawiska mogą zwiastować zagrożenie, które może zaszkodzić całemu Tamriel. Dlatego postanowiła wysłać agenta na zbadanie sprawy.
Po tej krótkiej rozmowie Angra na chwilę się odwrócił i zastanawiał się co zrobić. Ten khajiit był idealnym kandydatem na taką misję. Niczym, prócz własnym życiem nie ryzykował. Nie musiał, więc martwić się, że straci kogoś ze swoich żołnierzy. Nie zastanawiał się jednak długo i ponownie odwrócił się w stronę krat celi.
- Idziesz ze mną! – rzekł Grimes po czym powiedział do strażnika – Wypuścić tego khajiita! On pójdzie ze mną!
Strażnik skinął głową i otworzył celę. Jo’Radax wyszedł z komórki więziennej, a gwardzista od razu zamknął za nim drzwi.
- Chodź na zewnątrz! Opowiesz mi na górze dokąt udało ci się dojść w swoich badaniach.
Angra i Jo’Radax wyszli na zewnątrz. Tej nocy zima nie dawała chwili wytchnienia i porucznik zastanawiał się czy „koci przyjaciel” będzie w stanie wytrzymać. Jednak Jo’Radax nie dawał po sobie poznać żeby było mu zimno. Stał niewzruszony pomimo ostrej zawieruchy. Jo’Radax chciał już zacząć mówić swój raport, gdy wtem usłyszeli głośny śmiech, który dobiegał za khajiita. Był to strażnik, który przyglądał się scenie między Angrą, a Gutrimem.
- To porucznik wybrał tego koteczka na misję! – śmiał się strażnik po czym zaczepił drugiego pokazując na Jo’Radaxa po czym obaj zaczęli się śmiać.
Jo’Radax jak i Grimes nie wytrzymali. Khajiit jednego zlustrował swoim spojrzeniem jednego strażnika, który widząc to od razu stracił chęć do śmiechu, lecz drugi śmiał się w niebogłosy.
- Tylko żeby porucznikowi kotek nie zamarzł!
To wystarczyło, aby Jo’Radax stracił resztkę cierpliwości. Podszedł on do strażnika złapał go za gardło i powoli podnosił go do góry. Drugi strażnik wyciagnął swój miecz i już chciał wykonać zamach kiedy Grimes krzynął.
- Wsytarczy! Dość tego! – podchodząc powoli do khajiita i do strażników – Tak! Jego to wybrałem! I czy wam się to podoba, czy też nie on pójdzie ze mną! A teraz odłuż tego gwrdzistę na ziemię! – rzekł do Jo’Radaxa – A wy oddajcie mu jego broń!
Po tych słowach strażnicy opanowali swoje żarty oraz oddali oręż khajiita, na którym grawerunek w Ta’agra: „All hail the Mane and Queen Ayrenn”. Gdy przekazali wszystko co mieli Jo’Radax opowiedział swój raport.
- Hmmm… Twoje spostrzeżenia są bardzo podobne do naszych – odpowiedział porucznik – Może mówimy o tym samym przypadku. Zatem nie mam większych wątpliwości, że możesz być potrzebny i pojdziesz ze mną na samobójczą misję.
- Dostając to zlecenie od królowej wiedziałem, że może to być bilet w jedną stronę, ale nie wiem gdzie jest źródło tych wydarzeń – powiedział khajiit.
- Ale ja wiem. Nasi magowie ustalili położenie tych Morowych Burz.
- Czyli gdzie się wybieramy?
- Do Blackreach

Ciąg dalszy nastąpi...

PS. Przepraszam, ale pewne nazwy znam tylko z angielskiego i ciężko było mi je przetłumaczyć na język polski dlatego w nawiasach zostawiłem oryginalne angielskie nazwy.

15.06.2020 21:33
5
odpowiedz
miaou_miau
1
Junior

Kroki należały do Redgarda z głęboką szramą na prawym policzku, splunął przez kratę wprost pod nogi Angrze i wychrypiał - Odpracować mogę wydłubując Ci drugie oko. Idź panienek szukać na górze. W ciemności przetoczył się prześmiewczy pomruk skazańców. Twarz Angra pozostała niewzruszona.
- Ujadające szakale zostają w klatce - odparł Grimes podchodząc w stronę kraty – Są małe, nieszkodliwe i robią za dużo niepotrzebnego zamieszania. Podniósł pochodnię lekko do góry, by choć trochę lepiej rozświetlić celę. W środku było sześć osób, z których jedną już zdążył poznać, pyskaty Alikirczyk był jednym z tych typów spod ciemnej gwiazdy, których spotkał nie raz w swoim życiu. Są butni, wydaje im się, że są najmocniejsi a w walce okazują się być gorsi niż mięso armatnie. Przeleciał wzrokiem po twarzach pozostałych.
- Żałośni. - wycedził z pogardą przez zęby przyciszonym głosem. Wtem zauważył kątem oka poruszenie w prawym rogu celi, tam gdzie nie docierało liche światło płomieni. Postać zatrzymała się w półmroku, jej długie, wątłe ciało spowijała szarobura szata, przepasana kawałkiem liny.
- Czy z tej „misji” można będzie już nie wrócić? - rzekł męski, niski głos.
- Tak.
- Fantastycznie. - odparła sarkastycznie postać wychodząc powoli z cienia.
Siódma osoba, Angra zmarszczył brwi, jak mogłem go przeoczyć. Czerwone oczy skazańca powinny być widoczne w ciemności niemalże jak legendarne szkarłatne odłamki samej Azury. Karmazyn jego oczu wydał się Angrze niemalże niepokojący. Bacznie obserwował mężczyznę w szacie zbliżającego się w jego stronę. Więzień złapał wątłymi dłońmi stalowe kraty. Angra sięgnął do kieszeni spodni próbując zlokalizować klucze do drzwi celi.
- Cała hołota na tyły i ani mi się ważcie drgnąć, bo powyrywam Wam te piekielne ogony, rogi czy co Wy tam macie. - wrzasnął w stronę więźniów porucznik – A Ty, jazda! - warknął do skazańca i szarpnął go w swoją stronę, wyciągając pospiesznie zza krat.
- Przeklęta nora – mruczał pod nosem Angra opuszczając pospiesznie więzienie. Za nim podążał w całkowitym milczeniu ochotnik.
Wyszli na mroźne, zimowe, norskie powietrze, było już ciemno. Rozejrzał się uważnie po okolicy, ruszył i spojrzał w stronę towarzyszącego mu mężczyzny. Popielatość jego skóry kontrastowała z bielą zaspy śniegu, którą właśnie mijali.
- Zwą Cię jakoś? - odezwał się po chwili Grimes.
- Selvos - padła odpowiedź.
-Słyszałem o Tobie…magu. Zawsześ taki wygadany?- zaczął powolnie porucznik, uważnie przyglądając się Selvosovi. - Podobno znalazłeś się tutaj przypadkiem. Przypadkiem za to nie jest miejsce, do którego musimy się udać. Nie miał jednak zamiaru tłumaczyć powodu wyciągnięcia Selvosa z więzienia, przynajmniej jeszcze nie teraz. Sądząc po plotkach na temat jego zatrzymania wolał nie odkrywać wszystkich kart na początku.
-Elfy. Cholerne elfy. - mruknął Grimes Angra, zerkając ponownie w stronę maga.

16.06.2020 00:06
6
odpowiedz
Najg0rzej
1
Junior

Był głupcem.
Głupcem, który pomimo zdobytego doświadczenia w Vvardenfell nie potrafił dociągnąć do końca prostego zadania. To co było jednak proste nie było łatwe.
Od początku zapowiadało się na ciężką przeprawę. Dawno już odzwyczaił się od ciężkich warunków tutejszych krain. Częste śnieżyce i niska temperatura wprawiała w nim niemal obrzydzenie, do tego stopnia, że przed przyjęciem kontraktu musiał dobrze się zastanowić. Kto odrzuciłby jednak umowę nie do odrzucenia?

Jednak zawiódł, wszystko nad czym pracował legło w gruzach w przeciągu kilku dni. A miało być tylko gorzej. Schodząc z ledwo jeżdżącego już drewnianego wozu poczuł w końcu grunt pod stopami. Lekkie płatki śniegu rozpływały mu się na twarzy i ich pozostałości spływały pomiędzy ciemnymi łuskami.
- Ruszać się! - pospieszał jeden ze strażników prowadzących więźniów.
Zasyczał z gniewem, kiedy został popchnięty przez jednego z umięśnionych nordów i niemal zarobił za to przez łeb.
W końcu przyjrzał się miejscu.
To czego fiugra widoczna była z daleka okazało się po stokroć mniej pokaźne. Widząc stojący budynek przestał wierzyć w jakąkolwiek przyszłość.

Cały fort zbudowany z kilkaset lat temu wyglądał niemal jak ruina. Gdyby nie skromne umeblowanie to miejsce wyglądałoby jak opuszczone. Pomieszczenie do którego go zaprowadzili nie miało okien, jednak nadrabiały to nieliczne dziury w dachu.
Rozrywki zapewnić miało towarzystwo. W celi znalazł się wraz z dwoma nordami.

- No no! Argonianin. Dawno nie gadałem z nikim jak ty. - odezwał się starszy, można było powiedzieć, że był w bardzo podeszłym wieku po niewielkiej ilości białuch włosów na głowie i liczbie zębów.

- Co musiałeś przeskrobać by cię tutaj zamknęli? Co jaszczur? - naskoczył natarczywie młodszy. Po twarzy, wyglądzie i minie starego kiedykolwiek się odzywał można było stwierdzić zaawansowany idiotyzm.

- Ej jaszczur no odpowiedz mi. No weź powiedz.

Jedyną odpowiedzią było groźne spojrzenie z rogu pokoju. Wzrok, który mógł zatrzymać najodważniejszego na moment. Widok pomarańczowych oczu, które przechodziły miejscami w głęboką czerwień oraz mięśni ukrytych pod więziennymi szmatami i łuskami uciszył norda. Wiedział, że będzie to niemiły i długi pobyt, co do jednego się mylił.

Stanęli w szeregu. Na podwyższeniu stanął wysoki i wielki mężczyzna z opaską na oku.

– Dzień dobry, łajzy. - powitał wszystkich z niemiłym grymasem na twarzy. Pochylił się lekko i oparł na poręczy. To co powiedział potem miało wielkie znaczenie.

- Chętni wystąp. - nastąpiło długie milczenie. Szansa na odkupienie i naprawienie błędu. Może nie jest za późno. Zrobił krok do przodu. Tylko on.

Grimes popatrzył na więźnia. Jeden z Saxhleel. Najprawdopodobniej Archein, ten pospolity. Wyglądał jednak na zręcznego i silnego.

- Ktoś jeszcze? Nie? Ty za mną. - Nie spodziewał się wiele, ale miał nadzieje na kogoś jeszcze.

- Jak się nazywasz? - szedł szybkim krokiem ze zwieszoną głową i wpatrywał się w chlapiące pod jego butami kałuże.

- Gah-Lai generale.

- Poruczniku. Dobrze, masz szczęście. Przynajmniej poruszasz się przed śmiercią.

- Dlaczego się tu znalazłes? - Grimes musiał się dowiedzieć czegoś o swoim przyszłym pomocniku. Spotkał go jednak brak odpowiedzi. - Dla kogo pracowałeś?

- Dla Telvannich.

- Widze, że dużo się nie dowiem. Musisz wiedzieć jednak, że jeżeli ja zginę to ty również, więc radze trzymać łapy przy sobie. Wyruszamy do Blackreach. - Nie ujżał najmniejszych emocji na twarzy argonianina. Sprawiło to jednak, że poczuł się trochę pewniej.

- Będę potrzebować mojego kija.

16.06.2020 00:18
7
odpowiedz
Garjon
1
Junior

Z szeregu wystąpił średnich rozmiarów Nord, o długich blond włosach i solidnej postawie. Pomimo brudu i złego karmienia, które są nieodłącznym elementem każdego więzienia, postawa i wygląd młodego mężczyzny były wręcz nienaganne. Tylko to jego... niepokojące, wręcz dzikie oblicze, wywoływało o Grimesa pewien niepokój.

- Ja się zgłaszam. -powiedział krótko więzień i stanął na baczność, jak dobrze wytrenowany żołnierz.

- Ha! I to ja rozumiem. -zakrzyknął zachwycony porucznik. - Jak cie zwą i za co tu siedzisz?

- Wołają mnie Garjon Nocny-Łowca. A siedzę za... powiedzmy, że trochę narozrabiałem w tutejszej karczmie i się kapitanowi za bardzo to nie spodobało. Miałem odsiedzieć tylko kilka dni, aby ochłonąć, ale kara coś się przedłuża.

Grimes wypowiedział szeptem kilka obelg pod adresem kapitana i jego poczucia sprawiedliwości, po czym wrócił do przesłuchiwania ochotnika.

- Kim ty tak w zasadzie jesteś? Bo nie kojarzę, abyś służył w moim oddziale. A też nie wyglądasz mi na jednego ze strażników. A zachowujesz się jak żołnierz.

- Przed wojną pracowałem jako najemnik i poszukiwacz przygód. Złaziłem ładny szmat Zachodniego Skyrim. Rok temu wstąpiłem do armii Paktu. Służyłem pod kapitanem Rythe w Cyrodiil. Brałem udział w walkach o Arrius i Cropsford. Byłem też obecny w czasie nieudanej próby przeprawienia się przez jezioro Rumare do Cesarskiego Miasta.

Porucznik spojrzał na więźnia mocno zszokowany. Spodziewał się, że będzie mieć jako towarzysza podróży sprzedajnego strażnika albo zwykłego zbója. A nie doświadczonego wojaka!

- Na Shora, Akatosza i Alduina! To co ty tutaj w ogóle robisz!? -wykrzyknął Grimes nie ukrywając zaskoczenia.

- Dowództwo wysłało mnie na swego rodzaju odpoczynek w zamian za zasługi, w czasie zwiadu w okolicach Brumy. Przyjechałem do rodzinnej Białej Grani. No ale szybko mi się znudziło siedzenie w jednym miejscu i ruszyłem na wycieczkę. Przyjechałem do fortu, poszedłem do karczmy... i skończyłem tutaj. Niestety, kapitan Beinard nie był skory uwierzyć w mój związek z armią i zamknął mnie.

Grimes zaczął się gorączkowo zastanawiać. Z jednej strony planował zabrać jednego z rzezimieszków, aby zrobić Beinardowi na złość i trochę ulżyć temu nieszczęsnemu posterunkowi. Z drugiej strony... ten mlekożłop kapitan, może trzymać tego chłopaka ile chce, a szkoda by było aby zgnił w lochu.

- Zrobimy tak... -Angra odezwał się po chwili zastanowienia.- Pojedziesz ze mną na pewną misję. Jeśli przeżyjemy, to gwarantuje ci, że będziesz wolny i będziesz mógł wrócić do armii lub udać się w swoją stronę. Jak zginiemy... to przynajmniej dla chwały Paktu. Wchodzisz w to?

- No jasne że tak! -Garjon odpowiedział niemal od razu.

- Doskonale. -porucznik uśmiechnął się.- Wyśpij się a jutro z rana czekasz na mnie obok głównej bramy.

***

Poranek był chłodny i mglisty. Prawie cały fort było pogrążone w głebokim śnie. Tylko nieliczni strażnicy i żołnierze, czuwali nad bezpieczeństwem swoich towarzyszy broni. Garjon i Grimes załadowali niewielkie plecaki podróżne na wóz po czym sami usadowili się w pojeździe. Lekko skacowany woźnica leniwie machnął batem i równie nieprzytomny koń ruszył bardzo wolnym stępem.

- Tak w zasadzie, to co to za misja? -Garjon spytał dosyć niespodziewanie.

- Jedziemy do miejsca znanego jako Czarna Przystań.

Na dźwięk tej nazwy, młody Nord wręcz pobladł, a jego spojrzenie stało się jakby nieobecne. Widząc reakcje kompana niedoli, Angra uśmiechnął się ni to przyjaźnie, ni to wrednie.

- Czyli słyszałeś o tym miejscu? -porucznik spytał z zaciekawieniem.

- Tylko w legendach. -odpowiedział z pewnym zawahaniem.- Ale... czyli, to historie o miastach pod ziemią i jaskiniach, gdzie wszystko chce cie zabić to prawda?

- Nie wiem. -odpowiedział porucznik- Nigdy tam nie byłem, a nasze jedyne źródło informacji, to raport sporządzony przez naszych magów.

- I co z niego wynika? I jaki tak w zasadzie jest cel naszej misji?! -Garjon dopytywał się. Przez chwilę porucznik miał wrażenie, jakby miał do czynienia z młodzikiem, a nie z wojownikiem. Owszem, młody wyglądał na 20, może 22 lata, ale zdawał się być... bardziej dojrzały, niż wskazywał jego wiek.

- Cóż... od dłuższego czasu, na terenie Zachodniego Skyrim, grupa magów z Pogranicza tworzy dziwne... zjawiska, nazywane przez nas Morowymi Burzami. Nie wiadomo co to jest, ani jak działa. Zwiadowcy podają różne, często sprzeczne informacje. Jedni twierdzą, że jak ktoś był w sercu tej burzy, to zmienia się w potwora. Inni natomiast, że się od tego umiera. A jeszcze inni, że to coś wywraca rozum na lewą stronę.

- Brzmi dosyć niepokojąco. Ale i ciekawie...

- Brzmi jak brzmi, i jak dla mnie to gadania zrozpaczonych panienek. Bardziej niepokojące jest to, że kilka tych burz zaobserwowano w pobliżu naszej granicy. Dowództwo postanowiło ustalić co się dzieje, a raczej... kazało nam ustalić o co chodzi na własną rękę.

- A co z tym wspólnego ma Czarna Przystań?

- Nie wiem. Raport jest dosyć niejasny w tej kwestii. Podobno nasi zwiadowcy widzieli jak Pogranicznicy tworzą te całe burze przy użyciu czegoś, co przytargali z podziemi. Osobiście liczę, że na miejscu dowiemy się więcej.

- Też mam taką nadzieję, tylko... jak dostaniemy się do Czarnej Przystani?

- O to się już nie martw. Nasi zabezpieczyli jedno z wejść na południe od Gwiazdy Zarannej. Tam zorientujemy się w sytuacji i zobaczymy co dalej.

Wóz niespiesznie jechał na północ. Trzeszczenie jego kół, oraz zimny wicher z północy, zdawały się zwiastować burze... i zgubę.

16.06.2020 01:02
Xsaroth
📄
8
odpowiedz
Xsaroth
72
Pretorianin

Grimes opierając się plecami o zimną, kamienną ścianę potarł oczy. Tylko dwóch się zgłosiło. Z całej zgrai przestępców tylko para wykorzystała szansę zyskania rzekomej wolności, pod warunkiem, że przeżyją tę cholerną misję. Rozejrzał się w półmroku, rozświetlonym przez pochodnię, by sprawdzić czy ktoś jeszcze ze śmietanki łotrów wystąpi.
- Skoro z was takie tchórze, to was nie będę potrzebować w mojej misji. Więcej odważniejszych znalazłbym w tawernie dla emerytowanych weteranów. Możecie sobie tu gnić do woli - po tych słowach Grimes skierował się ku schodom.
- Proszę zaczekać! - dobiegł głos z tyłu celi - Ja też pójdę! Proszę mnie też zabrać!
Grimes, czując lekką irytację, odwrócił się aby zobaczyć jak przez grupę łotrów przeciska się dziewczyna. Z krwi Nordów, na ile mógł zauważyć w panującym tu półmroku. Stanęła przed nim na baczność, wypinając pierś. Wyglądała na jakieś trzydzieści wiosen, góra trzydzieści pięć. Miała na sobie sponiewieraną skórzaną zbroję, podobną do armii w której stacjonują jego żołnierze. Po krótkim i dokładniejszym spojrzeniu porucznik nagle zerwał się ku niej tak szybko, że dziewczyna mimowolnie podskoczyła. Chwycił jej bark silnym uchwytem i przyciągnął do siebie - Te insygnia... co robi szeregowa w tej celi pełnej śmierdzących łotrów?! Żebyś miała dobre wytłumaczenie, bo nie ma dla mnie nic gorszego niż dezercja w obecnych czasach.
- Bo zostałam nieuczciwie potraktowana!
- Dla ciebie poruczniku Angra!
- Bo zostałam nieuczciwie potraktowana poruczniku Angra, sir!
- Każdy ma taką samą śpiewkę szeregowa - puścił jej bark odpychając ją od siebie - nic tylko robicie problemy świeżaki myśląc, że złapiecie sobie chłopców do zabawy i odejdziecie jak tylko nadejdą problemy.
Grimes popatrzył na kobietę, która stała wyprężona jak struna ze wzrokiem wbitym w powietrze przed siebie.
- A więc? - jego pytanie przerwało chwilową ciszę.
Zmieszana dziewczyna na chwilę zerknęła na twarz porucznika, po czym wróciła do patrzenia w niewidzialny punkt w przestrzeni - Sir?
- No gadajże dlaczego sądzisz, że zostałaś nieuczciwie potraktowana! Nie mam całego dnia!
- Tak jest! Wszystko się działo na szkoleniu. Nasza grupa ćwiczyła sposoby walki w przypadku gdyby nas magowie zaatakowali. Mieliśmy się przedrzeć na pozycję podczas magicznego ostrzału. Używaliśmy drewnianych mieczy i tarcz. Udało nam się ogłuszyć paru magów, ale jeden był na wieży obserwacyjnej i nie mogliśmy się dostać, a nasi padali sparzeni i ranni. W ferworze walki znalazłam na ziemi łuk i strzały, sir. Jako, że nie określili w zasadach, że nie możemy używać łuku i nie mogłam patrzeć jak nasi obrywają, podniosłam broń z ziemi i strzeliłam w kierunku maga. Chciałam go tylko zranić w bark, sir.
Grimes westchnął, opuścił głowę aby potrzeć czoło. Szorstka rękawica drapała opaloną od słońca skórę - Wcale się nie dziwię, że tutaj wylądowałaś. Magów jest mniej niż wojowników, ich ciężko zastąpić, was nie. Takie są gówniane realia.
- Tyle, że ten mag ma się w porządku, sir. Nie trafiłam w niego. Strzała minęła maga, aczkolwiek to podziałało bo zdekoncentrowałam go. Trafiłam za to w niczego nieświadomego, starszego chorążego sztabowego w kolano, który nieszczęśliwie był po drugiej stronie wieży obserwacyjnej. Po tym wydarzeniu całe dowództwo się na mnie rzuciło, nie pozwoliło mi dojść do głosu, zmieszało mnie z błotem, gnojem i na koniec znalazłam się tutaj. Jeśli mogę dodać, poruczniku Angra, zrobiłam to tylko dla mojej drużyny. Bo jak pan wie, siła jest w grupie. Nie zostawiamy swoich!
W ciszy jaka nastąpiła, słychać było kapanie kropel z wilgotnych cegieł w zatęchłym pomieszczeniu oraz kasłanie strażnika. Prawdopodobnie starał się ukryć swój śmiech. Grimes przez chwilę patrzył na nieszczęśliwą ofiarę losu, lustrując ją od znoszonych, skórzanych butów z rzemieniami, poprzez pikowane spodnie skórzane z przypasanymi metalowymi płytami, skórzaną zbroję i kończąc na jej rozczochranych, krótkich blond włosach. Rozważał słowa które właśnie usłyszał przed chwilą. Nie dało się nie zauważyć jej ognistego wzroku jak wspominała o bezpieczeństwie swoich towarzyszy broni.
- Jak się nazywasz?
- Szeregowa Meara Sabern z Trzeciego Pułku, ale można do mnie mówić Mer, Sir!
- I w czym jesteś dobra? Bo na pewno nie z celności sądząc z twojej opowieści. Prawdopodobnie ślepy by lepiej strzelał, a ty byś nawet starego trolla na odległość cuchnącego oddechu nie trafiła.
- Najlepiej mi idzie władanie mieczem i tarczą, poruczniku!
I to Grimmesowi wystarczyło. Podjął decyzję. Szkoda takiego żołnierza stracić, zwłaszcza, że sędzia nie słynie z cierpliwości. Od razu by ją skazał jak tylko by usłyszał, że zraniła dużo starszego od siebie stopniem i to w czasie ćwiczeń. A żołnierz walczący na froncie z tarczą zawsze się przyda.
- Idź na górę i zgłoś się po swój sprzęt. Zabierasz się z nami.
Dziewczyna dziarsko ruszyła w kierunku schodów.
- I jeszcze jedno Mer.
- Sir?
- Z mojego rozkazu weź lepszą zbroję. Do naszej misji skórzana może nie wystarczyć.

Cdn.

post wyedytowany przez Xsaroth 2020-06-16 01:50:26
16.06.2020 07:03
9
odpowiedz
Treuwelfen
2
Junior

Jeden z więźniów wystąpił naprzód. Odziany w tradycyjne szaty maga, odróżniał się od reszty towarzystwa – jego twarzy nie szpeciły blizny, a równo przycięte ciemne włosy oraz dumne spojrzenie wskazywały, że przeważnie obracał się w lepszych kręgach niż mieszkańcy fortecznego więzienia. Otaksował wzrokiem porucznika i krótko się przedstawił:
- Ventus Pollio, z Uniwersytetu Gwylim.
Grimes uważniej przyjrzał się młodemu cesarskiemu. Początkowe zdziwienie, wywołane przynależnością więźnia do cyrodylijskiej uczelni, wzmagały dalsze szczegóły. Ozdobna fibula, spinająca szaty uczonego, oraz amulet Kynareth natychmiast przyciągały wzrok. Fakt, iż pozostał on ich posiadaczem, pomimo luźnego podejścia współwięźniów (oraz strażników) do kwestii własności, świadczył o pewnej zaradności.
Zaskoczenie porucznika najwyraźniej nie uszło uwagi więźnia, który ironicznie uniósł brew, a jego szare oczy spoglądały na Grimesa z mieszaniną rozbawienia i pobłażania. Myśl o reakcji więźnia na czekające ich zadanie natychmiast przywołała na twarzy Angry szeroki uśmiech i zły błysk w oku. Wykonał zapraszający gest i poprowadził ochotnika na zewnątrz.
- Dziękuję za zgłoszenie. Na kwaterze dopełnimy formalności.
Światła pochodni oraz ostatnie promienie słońca oświetlały dziedziniec fortu. Po krótkim marszu dotarli do niewielkiego służbowego pokoiku porucznika. Po drodze Ventus opowiadał, w zdecydowanie zbyt wielu słowach, o swej podróży do Akademii Zimowej Twierdzy oraz niesłusznym, jego zdaniem, zatrzymaniu pod zarzutem szpiegostwa. Angra zdawał sobie sprawę, iż część garnizonu zatrzymuje podróżnych, by ci mogli dowieść swej niewinności dzięki szczodrej opłacie. Jednak możliwość wykorzystania zdolności jednego z uczonych, którzy przeważnie pozostawali lekceważąco neutralni podczas kolejnych konfliktów, nie budziła w nim większych zastrzeżeń.
Gdy oboje zasiedli przy udającym biurko stoliku, Grimes dopytał Ventusa o kwalifikacje. Dowiedział się, iż był on szkolony w każdej z pięciu szkół magii, a zajmował się „studiowaniem dziejów dokonanych magii”. Angra przystąpił następnie, z niemałą satysfakcją, do wyjaśnienia szczegółów zadania.
- W ramach swej rehabilitacji będziecie mieli okazję wykorzystać swe zdolności w służbie Paktu, oraz, kto wie, może nawet dokonać odkryć na własny użytek.
Wyniosły, lub, zdaniem Grimesa, pyszałkowaty wyraz twarzy Pollio ustąpił miejsca zaintrygowanemu spojrzeniu. Porucznik kontynuował.
- W celu zbadania przyczyn zjawiska znanego jako Morowe Burze, udacie się z moim oddziałem do Blackreach.
O ile Angra spodziewał się protestów, oburzenia oraz przestrachu ze strony rozmówcy, ten tylko odchylił się na chybotliwym krześle i skupiony spoglądał na oficera. Przez chwilę jedynym dźwiękiem w izbie było krzątanie się starej pokojówki, niezainteresowanej toczoną rozmową.
- Panie oficerze, – odezwał się Ventus – zdaje pan sobie sprawę, iż Czarna Przystań, nawet w obecnych, tragicznych czasach, zapewne pozostaje jednym z najniebezpieczniejszych miejsc w Tamriel?
- Nie wahajcie się podzielić wiedzą dotyczącą celu naszej misji, Pollio. Poza tym od teraz zwracajcie się do mnie panie poruczniku.
- O Czarnej Przystani nie wiemy, lecz przypuszczamy. Panie poruczniku. Utożsamia się ją z Fal’Zhardum Din, tak zwanymi „Najczarniejszymi Zakątkami Królestwa”, opisanym przez Thelwe Geleina. Przypuszcza się, że była to dwemerska metropolia, lecz nie znamy jej granic, planu, historii ani ewentualnego przeznaczenia. Osobiście nie poznałem lokalizacji możliwego wejścia.
- O to się nie martwcie, mędrcy Paktu zapewnili nam konieczne wskazówki – Grimes pomimo braku sympatii do uczonego zaczął nabierać przekonania, że może okazać się on bardziej użyteczny, niż zakładał – Wiadomo wam coś o możliwych zagrożeniach?
- Cóż, pomimo że wszyscy Dwemerowie zniknęli przed 2802 laty ich automaty strażnicze niezmiennie pozostają funkcjonalne. Tylko one sprawiają, iż eksploracja nawet niewielkich i mniej istotnych dwemerskich ruin do dzisiaj pozostaje niebezpieczna, poruczniku. Ponadto… - Ventus zawiesił głos. Dopiero napotkawszy wyczekujące spojrzenie jednego oka Grimesa kontynuował – Ponadto elfy głębinowe nie są jedyną rasą merów, która zniknęła z kart dziejów. W czasach poprzedzających Pierwszą Erę upadła cywilizacja Falmerów, a ich los pozostaje nieznany. Możliwe, że w Czarnej Przystani możemy napotkać zarówno Dwemerów, jak i śnieżne elfy, poruczniku. Ponadto mogą tam żyć istoty, o których wcześniej nie słyszeliśmy.
Grimes rozważał naprędce meldunek Ventusa. Beinard zapewne nie był nawet świadom, jak skuteczny sposób wybrał, by pozbyć się swego porucznika. Szarpiąc w zamyśleniu brodę wydał rozkaz swemu nowemu podwładnemu.
- Zameldujcie się u kwatermistrza i pobierzcie wyposażenie – pancerz i, jeśli umiecie nią władać, broń. Noc spędzicie w koszarach, spotkacie tam resztę oddziału. Wyruszamy o świcie, odmaszerować.
Ventus Pollio wstał, skinął porucznikowi i wyszedł na dziedziniec fortu. Gdy zamyślony maszerował w błocie i mroku, towarzyszyły mu uwiecznione przez mędrca słowa:
„Od ludzi z daleka, w głębokiej jaskini,
Pusta Czerwona Góra, dziwaczni kuzyni,
Wiwat kamieniom i pojętności,
Krasnoludzka duma mocniejsza od kości”
cdn.

16.06.2020 09:31
10
odpowiedz
Ferncaller
1
Junior

Przez grupę zaczęła powoli przeciskać się ogromna, potężna postać. Sądząc po sylwetce, mógł to być ogromny Ork, Nord lub niedźwiedziołak. Zanim jednak dotarł na przód, rozległ cię głośny, cienki pisk i drobna dziewczyna upadła u stóp porucznika.

- Który glan’nt mnie popchnął? – wrzasnęła ku grupce, zrywając się na równe nogi i nerwowo strząsając wilgotny piach z rękawów dubletu. – Chodź tu, zaraz wydrapię ci oczy!

Wśród więźniów przebiegła fala rechoczącego śmiechu. Porucznik spokojnie położył jej rękę na ramieniu, a ta odskoczyła jak oparzona.

- Łapy przy sobie, nebarra!

- Uspokój się, świeżynko. – westchnął Grimes. – Kelliel, jeśli dobrze kojarzę? Jesteś tu dopiero drugi dzień, więc pewnie nie rozumiesz sytuacji, w jakiej się znalazłaś.

- Quelliel – powiedziała z naciskiem, ale i cieniem niepewności w głosie. Odgarnęła włosy z ucha i Grimes dopiero teraz zauważył, że jest elfką. Zapewne Wysoką Elfką, sądząc po tym nadętym tonie, pomyślał. Musiał to przeoczyć w raporcie. – Nie ma żadnej wyjątkowej sytuacji, a mój pobyt tutaj to zwykłe nieporozumienie. Jestem pewna, że gdy kapitan fortu skończy żłopać miód w tej swojej zatęchłej kantynie i przetrzeźwieje na tyle, by ubrać prosto gacie, a potem w miarę rozsądnie przeanalizować fakty, zostanę natychmiast wypuszczona.

Kapitan Grimes powstrzymał się, by mimowolnie nie parsknąć śmiechem.

- Fakty, kruszynko, są takie, że wpłynęło wiele podejrzeń o oszustwa z twojej strony. Większość ze sprzedawanych przez ciebie eliksirów nie działała lub miały one wyjątkowo nieprzyjemne skutki uboczne, wliczając w to biegunkę, wysypki, torsje czy utratę przytomności...

- Jak dla mnie to skutki uboczne norskiej miłości do bimbru, ale co ja tam wiem... – mruknęła pod nosem Quelliel.

- ...ale doszedł do tego jeszcze jeden, poważniejszy zarzut. Podczas wczorajszego przeszukiwania twojego wozu z towarami miała miejsce eksplozja. Twoja eskorta zdążyła się zaraz po tym ulotnić bez śladu. Na szczęście nikomu nic się nie stało, a dach trzeciego baraku i tak był do wymiany, ale zostałaś z tego powodu oskarżona o szpiegostwo i próbę zamachu na wysoko postawionych oficerów Paktu Ebonheart. Twój proces odbędzie się za trzy dni, a jeśli zostaniesz uznana za winną, zostaniesz stracona. Zaś jeśli ci się poszczęści, to spędzisz tu jeszcze przynajmniej pół roku. Takie jest prawo Paktu.

Quelliel zachwiała się i usiadła ciężko na zimnej posadzce. Oczy miała szeroko otwarte z przerażenia, zaczął jej drżeć podbródek.

Grimes przykucnął, by mieć oczy na wysokości jej wzroku. Właściwie trochę jej współczuł.
- Wszystko, co powiedziałem wcześniej, jest aktualne, kruszynko. Jeśli znasz się co nieco na dziwnych kłączach i grzybach, to możesz nam się przydać tam na dole. Może jednak skorzystasz z mojej propozycji?

Quelliel spojrzała na niego i w milczeniu skinęła głową.

16.06.2020 11:55
Netruitus
11
odpowiedz
Netruitus
2
Junior

Leros szybko pożałował tego, że wyszedł przed szereg, gdy śmiech przetoczył się przez pomieszczenie. Nawet dało się słyszeć parsknięcie strażnika z góry, który musiał domyślić się co innych tak bawi. Jednak przybyszowi najwyraźniej nie było do śmiechu. Nie, on był wyraźnie rozdrażniony. Młody dunmer nie był w stanie określić czy to co właśnie zrobił mogło spowodować taką reakcję, czy może chodziło o rozbawienie innych więźniów.
A może chodziło o mój wygląd? - Pomyślał Leros. - Może i jestem trochę młody, nie jestem jakoś zbyt dobrze zbudowany, ale przecież zwinność także ma jakieś znaczenie. Każdy kto szuka rekrutów w takim miejscu na pewno bierze pod uwagę każdego chętnego.
- Masz poczucie humoru, gnojku. Lepiej znikaj mi z oczu. - Potężny głos poniósł się echem po pomieszczeniu. Nutę rozdrażnienia dało się wyczuć w każdej wypowiedzianej sylabie, a całość rozbrzmiała niczym ryk trolla, mimo że przybyły nord nie podniósł nawet głosu.
Nastała niezręczna cisza w trakcie której atmosfera zaczęła się gwałtownie zmieniać. Skazańcom przestało być do śmiechu. Mimo niewygodnych pozycji nikt ze zgromadzonych nie odważył się nawet ruszyć butem w obawie, że przerwana cisza nie przyniesie nic dobrego. Jedynie płomień pochodni, niewzruszony sytuacją, potrafił wydać z siebie lekki trzask, spotęgowany przez niezręczną ciszę. Krótka chwila przeciągała się w nieskończoność, a wielu z obecnych powoli przypominało sobie, że trzeba czasem oddychać. Zmiana atmosfery udzieliła się każdemu, a najbardziej Lerosowi, który wciąż stał z przodu zszokowany tym jak wiele groźby i gniewu dało się wyczuć w głosie przybysza.
- N-nie. - Drżący głos wyrwał się z ust Lerosa jeszcze zanim zorientował się, że porusza ustami. Natychmiast pożałował tego, że się odezwał, gdy nord z powrotem zwrócił swoją uwagę na młodzieńca.
- Nie? - W głosie pobrzmiewała niebezpieczna nuta zwiastująca możliwy wybuch złości. - Na cóż mi możesz się zdać, skoro najwyraźniej nawet nie potrafisz wykonać rozkazu? - Zapytał przybysz, chociaż brzmiało to bardziej jak oskarżenie, a nie pytanie.
- Nie wiem kim jesteś, ale jeżeli masz łeb na karku, zostaw go na szafot. - Chrapliwy głos potoczył się z drugiego końca pomieszczenia, gdzie płomień pochodni odbijał się od pary gadzich oczu. Oczywiście, Heem-Jei nie mógł odpuścić. Nie po tym co usłyszał od strażnika kilka godzin przed zamknięciem Lerosa w celi. - No chyba, że chcesz najbliższą noc spędzić ze sztyletem w plecach.
Nord zwrócił swoją uwagę na argonianina będącego za jego plecami. Leros czuł, że właśnie stracił swoją szansę. Prawda wyjdzie na jaw. Nawet nie będzie miał szans przedstawić siebie w innym świetle.
- Wyjaśnij. - W głosie mężczyzny było słychać rozkaz.
- To dezerter, tchórz i degenerat. Został wysłany ze swoją grupą na zbadanie jakichś ruin. Ponoć podczas swojej warty wyrżnął całą drużynę, spalił ich ciała, zostawił w tym przez bogów zapomnianym miejscu i uciekał w kierunku Pogranicza. Szybko go dorwali, przyprowadzili i przepytali. Nawet nie zaprzeczył, że wybił swoich. - Argonianin ostatnie słowa wypowiedział z wyraźną odrazą, a swoją opowieść zakończył siarczystym splunięciem pod nogi, co najwyraźniej spotkało się z aprobatą pozostałych więźniów. - Przynajmniej ciała zostały odzyskane i pochowane jak należy.
Wszystko stracone, pomyślał Leros, a nogi zaczęły powoli uginać się pod własnym ciężarem. Te wszystkie fakty stawiały go w bardzo złym świetle i wątpił, że nawet bogowie byliby skorzy przyjrzeć się sprawie. Przecież nie mógł zaprzeczyć - to byłoby kłamstwo.
Niespodziewanie przybysz odwrócił się do chłopaka, a w oczach dało się wyczytać delikatną ciekawość, mimo że surowe rysy twarzy nie zmieniły się ani o ułamek cala.
- Czy to prawda? - Zapytał.
- Ja... - Leros przez chwile miał problem ze znalezieniem słów. Tyle miał do powiedzenia. Jednocześnie mogło do to uratować lub pogrążyć. Musi jednak postawić wszystko na jedną kartę. - Nie. Przynajmniej nie jest to pełna prawda. Mogę potwierdzić, że mieliśmy zbadać ruiny, których fragment znaleziono ukryty w wyschniętej studni. Ktoś kiedyś przypadkiem znalazł wodę i najwyraźniej nie wiedział do czego się wkopał. My też nie wiedzieliśmy do czego schodzimy.
Pierwszy raz odkąd Leros został wrzucony do celi, zobaczył zainteresowanie na twarzach wielu z więźniów. Przyglądali mu się jakby badając czy opowiadanie potwierdzi to co mówił Heem-Jei. Do tej pory nie dawali mu okazji do spowiedzi uznając każde jego słowo za możliwie jak najbardziej kłamliwe.
- Z jakiegoś powodu kapitan uznał, że spanie w ruinach jest bezpieczniejsze niż na świeżym powietrzu. Chociaż mi się to nie podobało, reszta drużyny uznała, że dobrze jest mieć "dach" nad głową. Umocniliśmy linę i wszyscy posnęli zostawiając mnie samego na warcie. Po jakimś czasie zaczęło mi się wydawać, że słyszę rozmowy, mimo że wszyscy spali. Nie było to z góry i nie było z przodu. Za nami i po naszych bokach były tylko ściany. Po którymś okrążeniu oparłem się o jedną ze ścian i przypadkiem natrafiłem na źródło głosów. Tuż za ścianą rozmawiały trzy osoby. Przytykając ucho zrozumiałem o czym rozmawiają. To było planowanie. Chcieli nas zabić i wcielić do armii nieumarłych. Szybko zrozumiałem, że to muszą być nekromanci i być może wpadliśmy w ich pułapkę.
W miarę jak jego opowieść zmierzała do kulminacyjnego punktu, wielu z obecnych starało się jak najciszej podejść do krat. Ciekawość brała nad nimi górę.
- Wiedziałem, że nie mogę zostawić tak drużyny. Szybko jednak zorientowałem się, że gdybym ich ostrzegł, panika dałaby przeciwnikowi dość czasu na zabicie wszystkich zanim ktokolwiek uzbrojony zdołałby się zbliżyć. Nawet jeżeli udałoby nam się szybko zorganizować do ataku, na pewno kilka osób rzuciłoby się na linę próbując się wydostać. Lina by nie wytrzymała, a my bylibyśmy martwi albo z powodu nekromancji, albo przez brak możliwości wyjścia z tego zapomnianego miejsca. Musiałem działać szybko i stanowczo. Ja... - Głos ugrzązł na chwilę w gardle Lerosa, ale ze wzroku norda dało się wczytać, że czeka na dokończenie historii. - Ja nie mogę zaprzeczyć. Zabiłem ich w śnie. Zrobiłem to szybko, skutecznie i od razu podpaliłem ciała. Nie mieliśmy szans. Jeżeli bym uciekł sam, moich kolegów czekałby gorszy los od śmierci. Skończyć jako nieumarły? Nie, nie mogłem na to pozwolić.
Nastała długa cisza w której przybysz obserwował młodego dunmera oceniając najwyraźniej na ile mówił prawdę. Widać, że trawił tę informację bardzo powoli. Atmosfera stała się jeszcze bardziej niezręczna, a wszyscy zdawali się obserwować norda i czekać na jego reakcję.
- Jak cię zwą? - Niespodziewanie zapytał.
- Leros z domu Tirodil.
- Lerosie, masz więcej szczęścia niż rozumu. Zwykły ogień nie spali kości. W związku z tym i tak dostarczyłeś nekromantom ciał. - Te słowa potwierdziły tylko coś, czego chłopak nauczył się po fakcie. Nagana w głosie przybysza odjęła Lerosowi resztę nadziei. Niespodziewanie nord kontynuował. - Jednak z dwojga złego coś dobrego wynikło. Dusze nie zostały złapane do kamieni, a smród palonych ciał musiał odstraszyć nekromantów, skoro ciała zostały wydobyte w całości. Ktokolwiek dowodził w twojej grupie popełnił błąd zostawiając tylko jedną osobę na warcie. Chociaż może właśnie dzięki temu chociaż jedna osoba żyje.
Te słowa omal nie spowodowały, że Leros zaczął płakać. Odkąd zrobił co zrobił nie mógł przekonać sam siebie, że mimo wszystko była to dobra decyzja. Ciężar jego historii dodatkowo potęgował się przez złe traktowanie ze strony współwięźniów.
Nieoczekiwanie słowa norda wpłynęły wyraźnie na resztę skazańców. Szepty jakie dało się słyszeć były dosyć intensywne, a młody dunmer rozglądając się po pomieszczeniu zauważył, że w oczach wielu obecnych było widać pewnego rodzaju współczucie. Wcześniej była tylko pogarda. Nie potrafił uwierzyć w to jak słowa jednej osoby mogą wpłynąć na tyle rzeczy.
- Drużyna zapowiada się ciekawie. - Stwierdził przybysz. - Mamy już dunmera, który prędzej wszystkich zabije niż odda przeciwnikowi, a do tego nie potrafi wykonywać prostych rozkazów. Czy któraś łajza ma jeszcze jakąś historię do podzielenia się? - Ledwo wymówił ostatnie słowo, kolejne kroki poniosły się echem po pomieszczeniu.

16.06.2020 13:24
12
odpowiedz
JebBush
1
Junior

Powolne, ociężałe stąpnięcia niosły się echem po kamiennej posadzce. Ich właściciel jeszcze przed chwilą stał pod przeciwną ścianą lochu, ale gdy inni zebrani w dużej, wspólnej celi więźniowie usłyszeli jego kroki żaden nie odważył się go uprzedzić.

Z uwagi na panujący półmrok Grimes mógł przyjrzeć się ochotnikowi dopiero, gdy padło na niego światło pochodni. Sam uchodził za wysokiego nawet pośród przedstawicieli swojej rasy, ale bydlę, które miał przed sobą było naprawdę imponujące.

Musiał podnieść wzrok, aby spojrzeć w jego skryte w cieniu, głęboko osadzone, jaskrawożółte oczy. Szybko zauważył znajdujące się nieco niżej, wystające z dolnej wargi kły, których kolor był tylko odrobinę stonowany w porównaniu z oczami.

- Co trzeba zrobić? – ork zdawał się mówić powoli, jakby z wysiłkiem.

- Możesz zacząć od przedstawienia się, a potem zobaczymy.

Zielony olbrzym robił dobre pierwsze wrażenie. Był pół nagi, ale panujące w lochu zimno zdawało mu się nie przeszkadzać. Grimes podejrzewał, że ciężko było mu znaleźć koszulę, której rękawy nie przegrałaby starcia z jego potężnymi ramionami. Jego tors był równie potężny, a pod nim zwisał olbrzymi, pokryty bliznami bebech.

- Kluk gro-Bulon – przedstawił się ork i zaczął niecierpliwie spacerować na granicy rzucanego przez pochodnię światła.

- Opowiedz mi o sobie Kluk. Za co siedzisz?

- Urwałem rękę takiemu jednemu co to nie chciał mi futra dać. Potem jacyś z mieczami, w ładnych zbrojach przyszli i chcieli się bić. No to się biliśmy. Jak mieli już dość to tylko stanęli dookoła i się patrzyli na mnie jak matoły, a ja byłem zmęczony więc przykryłem się wywalczonym futrem i poszedłem spać. Obudziłem się tutaj.

Porucznik słuchał uważnie nie odrywając wzroku od swojego rozmówcy. Ciężko było mu uwierzyć, że jeden ork był w stanie spuścić taki łomot wyszkolonym strażnikom. Słyszał co prawda o jakichś zamieszkach na targu, ale uznał, że ludzie wyolbrzymiają skalę problemu dla rozrywki.

- Sam dałeś radę tym wszystkim strażnikom, czy to tylko kłamstwo mające pomóc ci się stąd wydostać? – Grimes spytał kiedy Kluk zatrzymał się w patrzył się w niego jakby czekając na reakcję.
- Kłamstwo? Mama zawsze mówiła, że kłamstwo to sposób ludzi na ukrycie tego co zrobili, lub tego co myślą. Ja się w czary nie bawię. Nie zmieniam tego co było w coś czego nie było – w jego słowach widać było szczerą dezorientację.

Porucznik pokręcił głową. W końcu dochodziło do niego z jakim typem przestępcy ma do czynienia. Zbyt tępym żeby zrozumieć, że robi coś złego.

- Sądząc po reakcji twoich kolegów z lochu tutaj też narozrabiałeś. Lubisz się ostro zabawić? – Zauważył, że przez cały czas ich rozmowy pozostali więźniowie byli zaskakująco małomówni, stali tylko poza granicą światła, a część z nich odsunęła się nawet w głębsze partie wspólnej celi.

- Zabawić? Jak podchodzą i gadają głupie rzeczy, albo próbują czegoś to urywam im ręce. Mało to zabawne, bo potem głośno krzyczą. Jak ktoś nie gada i nie robi głupich rzeczy to ręce ma całe. Tatko zawsze gadał dużo głupot. Że niby za głupi jestem na wodza, albo, że mama to jego najmniej ulubiona żona. Jak mu urwałem głowę to już nic nie mówił. Potem mama kazała mi sobie iść. No to poszedłem prosto przed siebie.

Porucznik długo bił się z myślami. Z jednej strony wzięcie takiego jełopa na misję wydawało mu się praktycznie morderstwem, z drugiej był na tyle duży, a z tego co mówił w dodatku silny, że spokojnie mógł przyjąć na siebie cios, który miałby zabić bardziej wartościowego członka ekspedycji.

- Co tak wolno myślisz? Może też nie jesteś za mądry – ork uśmiechnął się głupio jakby właśnie opowiedział wyśmienity dowcip.

- Słuchaj uważnie, Kluk. Stamtąd, dokąd zmierzamy często się nie wraca. Czekają na nas ciemności, pułapki oraz bestie, które położyły już niejednego śmiałka. Nie jestem w stanie zagwarantować bezpieczeństwa twojego, ani innych uczestników wyprawy dlatego muszę wiedzieć, że wiesz na co się piszesz.

- Daj mi topór, a zabiję wszystko. Lepiej mi będzie tam niż tutaj, albo cały czas idąc do przodu.

Grimes znany był z podejmowania złych decyzji, ale w tym momencie czuł, że zostawia te „złe” daleko za sobą i wkracza na terytorium tych zwyczajnie głupich.

- Masz tę robotę – powiedział wyciągając rękę w kierunku zielonego idioty.

post wyedytowany przez JebBush 2020-06-16 15:16:39
16.06.2020 13:29
MrsPropaganda
13
odpowiedz
MrsPropaganda
2
Junior

Po długiej chwili milczenia, Grimes usłyszał pierwsze kroki.

W krąg światła rzucanego przez pochodnię wszedł mężczyzna. Otwierał usta, żeby coś powiedzieć, jednak słowa uwięzły mu w gardle, gdy bez żadnego ostrzeżenia padł na twarz u stóp porucznika. Na jego plecach, bezszelestnie, z ciemności, pojawił się zdyszany khajiit.

-Nje, nje, nje! - wyseplenił głośno. - Sha'anks się zgłasza, Sha'anks a nie inni!

- Tfy fierfiufu parfywy! - rozległo się spod khajiita. Koci łeb z zaskoczeniem pochylił się, zaraz za nim zgięła się połowa ciała. Długie, zakończone pędzelkami uszy nastawiły się ku przodowi.

- A co on tam kwęka? - Sha'anks rzucił kierunku leżącego mężczyzny.

- Ja fi dam fękanie! - facet próbował się podnieść, jednak kot był zbyt ciężki.

- Niech sobie kwęka - skwitował khajiit, ponownie zwracając spojrzenie na Angrę. - Sha'anks przeprasza pana generała, ten tutaj się chyba w głowę uderzył. Pomieszały mu się zmysły, jak nic. Na pewno, na pewno. Ale Sha'anks jest zdrowy na ciele i umyśle i nic mu nie brakuje i chętnie pójdzie z panem pułkownikiem. Zresztą, że Sha'anks się tu dostał to straszliwa pomyłka była, Sha'anks wszystko opowie i wyjaśni...

Nieskończony, zdawało się, potok słów wypadał z pyska khajiita. Kot w końcu zlazł z powalonego więźnia i podszedł do Angry. Porucznik mógł go teraz dokładniej obejrzeć i zaklął w duchu na żałosny widok, jaki prezentował sobą Sha'anks. Jego sierść, wyraźnie napuszona, zdawała się za długa i za ciemna. Wielgachne, zielone oczy, którymi praktycznie w ogóle nie mrugał oraz zadziwiająco wąska kufa upodabniały go do sowy. Poruszał się na samych palcach, utrzymując balans dzięki długiemu ogonowi.

Gadał, nie zważając na to, że Angra kilka razy nabrał powietrza i chciał mu przerwać. Wydawał się też w ogóle nie zauważać więźnia za jego plecami, który podniósł się i zbliżał do niego z żądzą mordu w oczach. Twarz mężczyzny zalana była krwią, podwinięte w grymasie wściekłości wargi ukazywały świeżo powstałe braki w uzębieniu. Facet uniósł rękę, zamachnął się.

Angra zareagował od razu. Zacisnął dłoń mocniej na pochodni. Cofnął ramię, chcąc nadać mu rozpęd. Plan był prosty. Wystarczyło trzasnąć więźnia w twarz zanim ten uderzy khajiita albo samego Angrę.

Jednak porucznik nigdy nie dowiedział się, kogo chciał zaatakować wściekły mężczyzna. Stojący między nimi khajiit obrócił się w miejscu. Z gardła wydobył iście koci syk, pazurzasta łapa śmignęła ku napastnikowi. Ten zacharczał i cofnął się o krok. Sha'anks wrócił na swoje miejsce przed Angrą, który w porę wyhamował swój cios. Z jednej łapy khajiita obficie spływała krew, którą zaczął strząsać. Za jego plecami, więzień osuwał się na ziemię, dłonie zaciskał na gardle. Spomiędzy palców obficie spływała krew a warkot powoli przeradzał się w gulgot.

- No przecież Sha'anks mówi, że to straszliwa pomyłka jest, że Sha'anks został do więzienia wsadzony. To wszystko przez te nie-słodkie bułki. Bo one miały być słodkie, ale nie były, więc Sha'anks musiał dosypać trochę księżycowego cukru i... - słowa płynęły swoim własnym potokiem a Angra przenosił wzrok z dziwacznego khajiita na martwego więźnia, leżącego w kałuży krwi. Z odrętwienia wyrwał do Sha'anks, który przysunął się bliżej i próbował wytrzeć krew o jego kubrak.

- Zabieraj łapy! - Angra warknął, cofając się o krok.

- Sha'anks przeprasza, przeprasza - khajiit skłonił się dwa razy, jedno zgięcie karku na każde słowo przeprosin. Rozejrzał się, zobaczył martwego człowieka i kucnął aby wytrzeć łapę o jego spodnie. - To pan komandor weźmie Sha'anksa ze sobą, prawda?

- Jestem porucznikiem, to po pierwsze - Grimes rzucił mrukliwie.

- Sha'anks przeprasza, Sha'anks nie rozróżnia. - Khajiit wstał i znowu podszedł do porucznika.

- Już dobrze, przestań. Dlaczego zgłaszasz się na ochotnika? - właśnie, dlaczego? zastanawiał się Angra. Ten tutaj był pewnie złodziejem, jak nic trafił za kratki albo za kradzież albo za stosowanie skoomy albo spożywanie skoomy. Mogła to być też kradzież pod wpływem skoomy. Tak czy owak stał przed nim chyba ćpun złodziejaszek. A jednak diablo szybko i mocny.

- Sha'anks nie chce być w więzieniu. No i Sha'anks chciałby, żeby ludzie sie na niego lepiej patrzyli. A pan pułko... hm... porucznik mówi, że Sha'anks jak pomoże to nie będzie uznawany za winnego. Może Sha'anks nie będzie już więcej wtrącany do więzienia?

- Co potrafisz?

- Sha'anks się dobrze skrada, szybko biega no i ma dobry słuch.

- A walczyć umiesz?

- Sha'anks nie jest wojownikiem, ale skóry tanio nie sprzeda. Kha! - zaśmiał się ze swojego własnego żartu.

Angra milczał, mierząc khajiita uważnym spojrzeniem. Kot wytrzymał jego wzrok, patrzył mu prosto w oczy, ani razu nie mrugając. Porucznik skinął tylko głową.

- Więc chodź. - Obym tego nie pożałował, pomyślał patrząc na ucieszoną twarz khajiita.

16.06.2020 13:33
14
odpowiedz
SebaGra
3
Junior

Grimes nie spodziewał się że odgłos tych kroków mógł tak naprawdę zwiastować jego śmierć. Stanął przed nim Argonianin w sile wieku, dobrze zbudowany i naznaczony rozmaitymi tatuażami wojennymi. Miał na sobie wiele ran, a on sam cały czas błądził wzrokiem szukając, bądź uciekając przed czymś.
- Kim jesteś?! - zawołał porucznik, trzymając dłoń na rękojeści przez wieloletnią przezorność.
- Cóż Panie, jestem Draah i zostałem uwięziony tutaj oczywiście przez przypadek i mogę udowodnić swoją niewinność. - odpowiedział mu jaszczurowaty więzień.
- Ciekawe..., walczyłem już z waszymi oddziałami, ramię w ramię w tej wojnie na tyle dużo razy, żeby wiedzieć ile warte są wasze obietnice, następny! - odparł Grimes, nie zważając już na więźnia.
- Ale Pan poczeka, mam coś co Pana zainteresuje! - ostatnim krzyknięciem, zainteresował porucznika i zwabił go z powrotem przed swoje obślizgłe oblicze.
- Nie mam tego oczywiście przy sobie natomiast wiem gdzie to jest, mam na myśli dziennik jednej z wiedźmich sióstr, który podobno opisuje anomalie, które mają miejsce w Skyrim, a skoro je opisuje to może odpowiada na wasze pytania... - odparł jaszczur.
Zmęczony wojną, ciągłymi potyczkami i ekspedycjami Grimes bez wahania i chwili namysłu rozkazał uwolnić Draaha, ponieważ niczego więcej nie pragnął jak szybko się uporać z tą sprawą. Strażnicy najpierw kazali odsunąć się reszcie do ściany, potem przystąpili do otwarcia klatki i uwolnienia Argonianina. Ku ich zdziwieniu sam wydostał się z kajdan, dzięki zręcznym umiejętnością, jakie jego rasa posiadała i rzucił się od razu na porucznika. Strażnicy nawet nie byli wstanie go powalić gdyż był zbyt zwinny i im umknął. Po krótkiej szarpaninie, Grimes powalił przeciwnika na ziemię i przekonał się, że tak naprawdę Draah był krwiopijcom, dlatego też zdołał, szybko prześlizgnąć się między strażnikami, i nie potrzebował broni aby zaatakować porucznika. Angra kazał go zakuć i wywlec na powierzchnię, nie chciał bowiem mieć świadków, jego ewentualnej tortury, gdyż zawsze później były z tym problemy w aktach. Grimes miał nadzieję wydobyć z niego jak najwięcej informacji, a może nawet zawiązać z nim krótką współpracę. Gdy wszyscy już wyszli na powierzchnię, Angra kazał żołnierzom przykuć wampira do ściany i poszedł przygotować się na przesłuchanie. Zima tego roku była straszliwa, to też oprócz narzędzi do torturowania zabrał ze sobą futro, wiedział że jeżeli Draah zamarznie to nie będzie miał z niego żadnego pożytku. Po dłuższej chwili wrócił na plac i podszedł do Argonianina, przedtem rozkazał strażnikom opuścić wartę, gdyż chciał z nim pogadać sam na sam.
- Za pierwszym razem miałeś sporo szczęścia, ale następnym wbije Ci miecz prosto w krtań! - rzekł ponuro Angra.
- Wybacz mi Panie, ale nie byłem wstanie się powstrzymać. To zew krwi, to łaknienie jest silniejsze ode mnie, próbowałem walczyć ale ostatecznie żądza twojej smakowitej i słodkiej krwi mój drogi Panie wygrała i musiałem się na Pana rzucić... - odparł jeszcze pogrążony w amoku jaszczur.
- Mówisz mi po to żebym się położył na stół i jeszcze talerze przygotował dla Ciebie? - odpowiedział z nutką ironii porucznik.
- Nieee, widzisz niczego Panie nie rozumiesz. Pragnę być wolny, ale nie od kajdan, lecz od tej choroby, kiedy uciekałem, to znaczy wędrowałem, pewnej nocy spałem pod gołym niebem i obudziłem się z dwoma śladami ukłucia wielkości szpilki w szyi. Wiedziałem co mnie czeka więc oddałem się straży, ale gdy Ciebie ujrzałem, poczułem że może będzie jakaś szansa na moje uratowanie. - odrzekł z nadzieją Draah.
- No dobra, ale jaką mogę mieć pewność że teraz się nie uwolnisz i nie wypijesz mi mojej krwi jak pójdę spać? - zapytał z ciekawością Grimes i dodał - I jakim cudem uwolniłeś się sam z kajdan?
- Pewności nie możesz mieć, natomiast czuje że z tych kajdan się nie uwolnię, czy to srebro? Ah tak to srebro, na nasze szczęście neutralizuje moje krwiożercze zmysłu przez co jestem w stanie myśleć normalnie. W lochach rzuciłem się na Ciebie mój Panie, gdyż poczułem świeżą krew od dawna, Ci zepsuci i zdemoralizowani bandyci w żadnym stopniu nie dorównywaliby Panu w smaku - odpowiedział już spokojniej Draah.
- Cóż, uznam to za komplement, no ale do rzeczy skąd wiesz czego szukam, oraz co chcesz w zamian za odnalezienie tego dziennika?
- Mój drogi Panie, ja pragnę tylko wolności od tej choroby przede wszystkim, a uwolnić się od tego mogę jedynie w czasie pańskiej podróży. Trochę Pana okłamałem, nie istnieje żaden dziennik, ale mogę być nawigatorem w Czarnej Przystani, gdyż byłem tam nie raz, na wezwanie moich mrocznych lordów i doskonale znam ścieżki, którymi powinniśmy się poruszać, oraz te które lepiej byłoby omijać szerokim łukiem. A jeżeli chodzi o twoją misję, to wyczułem twój związek z moją chorobą, więc połączyłem fakty.
- No dobra, najwyraźniej i tak nie mam nic do stracenia, gdy tylko zacznie świtać wyruszamy w podróż, mam nadzieję że podczas niej więcej się od Ciebie dowiem, a tymczasem masz futro żebyś nie zmarzł. - odpowiedział mu Grimes i podał futro.
- Dziękuję Panie, obiecuję że nie pożałujesz naszej współpracy - odparł Draah, wziął futro i uśmiechnął się krzywym, ale szczerym uśmiechem.
Stary porucznik udał się na spoczynek, był zmęczony całym tym dniem i miał tylko nadzieję, że nowy sojusznik, nie wbije mu noża w plecy.

Ciąg dalszy nastąpi...

16.06.2020 14:41
15
odpowiedz
Smok_Asriel
1
Junior

Po dłuższej chwili ciszy w końcu z podłogi poderwał się Argonianin skuty łańcuchami. Spod cienkich podartych szat widać było, że jest dobrze zbudowany i ma w sobie dużo siły witalnej. Nic nie mówił, nie wydawał z siebie żadnego odgłosu poza oddychaniem. W jego oczach widać było chęć ucieczki z tego lochu.
- Ty, jaszczurze! - powiedział donośnym głosem Grimes wskazując na niego palcem - Chętnyś?
Jak zawsze - odpowiedział stojąc wyprostowany, w jego oczach było widać zapał do czegokolwiek innego, niż do siedzenia tutaj.
Straże! Rozkuć go - krzyknął porucznik - i zapraszam na górę, przygotujemy cie.
Strażnicy uwolnili go od łańcuchów, które przyczepione były do ściany i nie pozwalały mu odejść nawet na metr. Jednak dalej miał skute ręce i nogi na wypadek gdyby wpadł mu do głowy pomysł na ucieczkę albo jeszcze coś głupszego. Straż odprowadziła go na górę, posadziła na krześle w gabinecie porucznika na przeciwko biurka, w którym siedział Grimes. Pomieszczenie było przytulne, palił sie kominek, na podłodze leżała skóra niedźwiedzia, w całym pokoju były pozapalane świece, półki były pełne książek i butelek alkoholu.
- Masz, rozgrzej sie - Porucznik nalał mu pełen kubek wina - Zima daje ostro w kość a ty ledwo ubrany jesteś. Zanim jednak cie wezmę do swojej drużyny chce z tobą porozmawiać. Wiele jest tam więźniów za różne przewinienia. Przypomnij mi, za co ty tam trafiłeś? - oparł sie na swoim krześle pociągając łyk wina z kubka
- Nazywam sie Agron - Odpowiedział Argonianin
- Dość nietypowe imię jak dla kogoś z twojej rasy - Porucznik odstawił kubek i zamlaskał wargami wilgotnymi od trunku
- Byłem gladiatorem w Murkmire, takie imię nadała mi publika na arenie. Nie pamiętam już swojego prawdziwego imienia. - Jaszczur mówił patrząc porucznikowi prosto w oczy.
- Gladiator? Jak gladiator trafił do mnie? Murkmire jest niesamowicie daleko stąd - Wydawało mu sie to nieprawdopodobne ale w oczach Agrona było widać, że nie kłamał. - Opowiadaj
- Walczyłem na arenach w więzieniu czarnej róży, byłem jednym z czempionów. Nagle pewnego dnia do więzienia przyszły jakieś cztery osoby nie wiadomo skąd. Jakiś rycerz w ciężkiej zbroi, czarodziej oraz dwóch jeszcze innych. Zrobili tam rzeź. Osoby, które tam rządziły zostały zabite a wielu gladiatorów straciło życie. W chaosie wielu uciekło by sie ratować. W tym ja. Zostałem złapany w Shadowfen przez Dominium i sprzedany na targu niewolników. Nawet w ojczyźnie nie byłem bezpieczny. - Agron opuścił głowę a pięści sie zacisnęły
- Pamiętam już, to ja cie wtedy kupiłem na targu. Przykro mi z powodu twojego losu ale może jeszcze sie do ciebie uśmiechnąć. Chętnie zobaczę co umiesz skoro byłeś gladiatorem - wstał od stołu, wyjął klucz z kieszeni i uwolnił go od reszty kajdan.
Porucznik z Agronem wyszli na zewnątrz. Lodowate powietrze natychmiast uderzyło w biednie ubranego Argonianina sprawiając, że zaczął lekko sie trząść i chciał wracać do środka.
- Miecz! - krzyknął porucznik. Jeden z żołnierzy podał mu swój stalowy nordycki miecz krótki. Grimes podał go więźniowi - Pokaż co umiesz a może wezmę cie ze sobą. Karim! - znowu krzyknął w strone swoich żołnierzy. Przed szereg wyszedł jeden z jego ludzi w skórzanym pancerzu, władający tą samą bronią co Agron.
Żołnierze ustawili sie na głównym placu, który przypominał koło. W jego wnętrzu stał tylko Argonianin i jeden z żołnierzy Grimesa. Gladiator wiedział o co chodzi. Chcą sprawdzić jego umiejętności czy faktycznie na arenie był taki dobry, a on zamierza wszystkim udowodnić, że tak jest
- Zasady są proste. Macie sie pokonać ale żadnego zabijania. Większe krzywdy będą surowo karane. - Grimes spojrzał na obu wojowników na arenie - Walka!
Wydawało by sie, że jaszczur w samych obdartych szatach nie ma szans przeciwko żołnierzowi w pancerzu ale walki na arenie też nie były sprawiedliwe. Rzadko kiedy gladiatory wychodzili ubrani i uzbrojeni tak samo. Publiczność trzeba było jakoś zabawić. Agron natychmiast rzucił sie do ataku. Otoczenie natychmiast zaczęło rozbrzmiewać uderzeniami stal o stal, iskrami od mocno zderzających sie ostrzy. To było jak taniec. Tancerzami było dwóch na arenie, którzy tańczyli w rytm stalowej muzyki. Robili kroki, piruety, obroty, przyspieszali i spowalniani tempo. Jednak żołnierz był gorszym tancerzem. Przy próbie pchnięcia ostrzem Agron zrobił unik w bok, złapał jego rękę z mieczem a drugą ręką w której trzymał swoją broń z całej siły uderzył głowicą w nos przeciwnika łamiąc go. Śnieg pod nimi został lekko zabarwiony na czerwono. Udało mu sie wytrącić broń przeciwnika, kopnąć w kolano i przyłożyć ostrze do gardła żołnierza. Argonianin był lepszym tancerzem z ostrzem. W tym tańcu nie wolno wypadać z rytmu.
- Dość! - Krzyknął Grimes i podniósł rękę. - Udowodniłeś co potrafisz, witamy w oddziale. Dostaniesz pancerz i własną broń.
- Dziękuję - Odpowiedział Agron odsuwając miecz od gardła przeciwnika - A dokąd wyruszamy?
- Blackreach - odpowiedział Porucznik Grimes z taką powagą, że mogło by sie wydawać, że powietrze wokół zrobiło sie jeszcze zimniejsze

CIĄG DALSZY NASTĄPI...

16.06.2020 15:13
16
odpowiedz
Szkodniq
1
Junior

Sa'lim poruszył zesztywniałym karkiem w nadziei, że uda mu się nieco ulżyć spiętym mięśniom. Już zbyt długo przebywał w tej chłodnej, wiecznie skrytej pod pierzyną śniegu krainie. Ciało Redgarda tęskniło do wielu rzeczy; rozgrzanych słońcem piasków, bezkresu rozgwieżdżonego nocą, rozkosznie słodkiego wina... Tutaj było tylko mętne, kiepskie piwo, i stoki gór grożące zwaleniem się na głowę postronnemu podróżnikowi.
Chociaż nie - aktualnie nie miał nawet piwa, tylko wodę deszczówkę i przeciekający strop celi.
Wtem coś zakłóciło monotonny tryb życia jego współwięźniów; kłębowisko brudnych ciał zakotłowało się, podniósł się gwar. Wszyscy szemrali jeden przez drugiego, przeciskając się coraz bliżej drzwi.
Redgard z zaciekawieniem podniósł się z klęczek, strzelając skostniałymi stawami i spojrzał ponad głowami towarzyszy niedoli - był najwyższy spośród osadzonych, więc bez trudu dojrzał zarys krat oraz stojącego za nimi człowieka. Ten obrzucił więźniów stosem inwektyw, ale swym chrapliwym głosem wypowiedział coś jeszcze... "Macie szansę odpracować spustoszenia. Chętni wystąp.": Tak! To była jego szansa!
Osadzeni zaszemrali niespokojnie. Oczywiście, taka szansa brzmiała jak wybawienie - ale tylko na pozór! Byli ludźmi z półświatka, kutymi na cztery łapy. Doskonale wiedzieli, że w propozycji musi tkwić jakiś haczyk...
Takich dylematów nie miał Sa'lim. Bezceremonialnie rozepchnął pozostałych więźniów swymi szerokimi barami, uczepił się stalowych krat.
- Daj mi miecz - rzekł swym tubalnym głosem - a dam ci głowę tego, kogo wskażesz!
Człowiek, który przedstawił się jako Grimes Angara, wydął wargi, kiwając głową w zamyśleniu.
- Zapału ci nie brak, jak widzę - odrzekł po chwili.
- Tylfo nie on, fanie! - żywo zaprotestował strażnik, którego Sa'lim nie tak dawno pozbawił dwóch jedynek za poskąpienie dodatkowej porcji posiłku. - Fo jeft najforfy z nafych ofadzonych!
- Najgorszy w celi, najlepszy do rozbijania łbów - półgębkiem uśmiechnął się brodaty dowódca - czyli pasuje jak ulał.
Redgard wyszczerzył się dziko, prezentując rząd spiłowanych zębów. W ludziach zwykle wzbudzał tym przestrach, ale Grimes tylko odwzajemnił grymas.
- Otwieraj, Silas - Sa'lim syknął w kierunku strażnika, obrzucając go groźnym spojrzeniem.
- Ale fak nie mofna! - zajęczał strażnik.
- Wszystko można – huknął dowódca, piorunując wartownika wzrokiem – wystarczy chcieć! Otwieraj tę kratę, ale już!
Żołdak zaczął gmerać przy pasie drżącymi rękami, przez co żelastwo rozbrzęczało się na pół miasta. Wreszcie wydobył właściwy klucz i po chwili wetknął go do zamka – choć nie bez trudu, bo rozedrganą dłonią nie mógł trafić we właściwy otwór.
Szczęknął mechanizm, na bok odskoczył zamocowany dodatkowo skobel. Redgard przekroczył próg celi, rozkładając na ramiona na pełną szerokość i z lubością wciągnął powietrze. Śmierdziało potem, odchodami i krwią, jednak wyczuł także coś, co od razu dodało mu sił.
Zew wolności.
- Następny! – znów ryknął Grimes, swym nieznoszącym sprzeciwu tonem. – Byle żwawo, nie chcę tu tkwić przez pół nocy, bo cuchniecie jak falmerskie łajno!..
Zaraz za Redgardem wyszedł z celi Nord. Swemu poprzednikowi sięgał ledwie do piersi, a jego wątłe ramiona nie zapowiadały wojownika. Jednak Ankara już dawno nauczył się, by nie oceniać ludzi po pozorach. Ten mężczyzna miał w swoim spojrzeniu coś, co jeżyło włosy na karku.
- Aken – chudzielec złożył niemal dworski ukłon – do usług.
- Umiesz coś? – Grimes powziął zamiar dociśnięcia tajemniczego więźnia.
- Wszystko – odparł Nord, wytrzymując spojrzenie Grimesa. Co więcej, sam odpowiedział hardym wzrokiem, hipnotyzując go przy tym parą wodnistych oczu o kolorze czystej stali.
- Wszystko, to znaczy co?
- Wszystko co trzeba.
Grimes zagryzł wąs, ale po chwili machnął za siebie ręką: niech będzie!
Aken skłonił się ponownie i przekroczył próg celi. Ankara mógłby przysiąc, że gdy minął go ten człowiek, niemal poczuł, jak lodowaty podmuch wiatru wdziera mu się za koszulę!
Z zamyślenia wyrwał go kolejny głos. Głos ciepły i w ogóle nie pasujący do całej obskurnej scenerii.
- Rana Threy – kobieta dygnęła, uśmiechając się wesoło – zapewne przyda się panom trochę kobiecej ręki i trzeźwego spojrzenia na sytuację.
Grimes już miał otworzyć usta, żeby ostrzec niewiastę przed trudami wyprawy, jednak powstrzymał go przed tym jęk wartownika. Spojrzał na niego, unosząc brwi; ten tylko kręcił na boki głową, ledwie nie skręcając sobie karku. Taka reakcja przekonała dowódcę, że kobieta zdecydowanie nie spowolni wyprawy, i jak najbardziej nadaje się na ochotnika. Skinął głową: witaj w drużynie.
- Następny! – zakrzyknął.
Ale nikt się nie poruszył. Wszyscy stali, jak zahipnotyzowani, wpatrzeni w cudaczną grupkę awanturników, bojąc się choćby pisnąć.
- Następny, powiedziałem! – Grimes aż łomotnął pięścią w stalowe kraty. Tłum aż wycofał się pod ściany.
Dalszych chętnych było ewidentnie brak, choć dowódca mógłby przysiąc, że jeszcze chwilę wcześniej wielu z nich przestępowało z nogi na nogę, nie mogąc się doczekać przekroczenia progu klatki…
- Lepsza wataha wilków, niż stado baranów – mruknął pod nosem. – No nic, zamykaj, Silas. Niech sobie dalej gniją. Idziemy!
Troje byłych więźniów pociągnęło w ślad za nowym przywódcą, niczym banda uratowanych z pożaru psów. Sa’lim jeszcze przyskoczył po drodze do strażnika, jednocześnie markując cios głową. Ten zareagował taktycznym zwinięciem się w kłębek i wtuleniem głowy między ramiona - aż mu czepiec kolczy zjechał na nos!
„Ja i te moje durne pomysły...” – burknął w duchu Grimes.

16.06.2020 15:29
17
odpowiedz
Mystic12
1
Junior

Odwrócił się, a jego oczom ukazała się jakby znajoma postać stojąca przy kracie więziennej. Nie mógł jednak skojarzyć, kim jest owy mężczyzna, gdyż jedynym źródłem światła była pochodnia trzymana przez jednego ze strażników stojących przy wejściu.
- Imię - wtrącił Grimes poważnym głosem, jednocześnie przerywając szum wśród innych więźniów i spoglądając na ciemną sylwetkę.
- Postać podniosła lekko głowę jednocześnie uśmiechając się delikatnie. - Ty nigdy nie nauczysz się manier, braciszku.
Więźniowie zaczęli patrzeć po sobie, zaś Angra sparaliżowało i tylko przez lekko uchylone usta wyszeptał.
- Nie jesteś moim bratem, tylko parszywym zdrajcą. To cud, że jeszcze nie wykonano na tobie wyroku.
Grimes spojrzał po reszcie osadzonych - nikt? Macie okazję wyjść na wolność i nikt się nie zgłosi?
Porucznik ruszył wzdłuż szeregów patrzących na niego spode łba morderców, czarodziejów i wojowników, gdzie każdy czymś zawinił. W końcu jednak zatrzymał się przy największym z nich. Były wojownik, Nord, Jego broda sięgała mu prawie do pasa, zaś szeroka, postrzępiona płachta zakrywała prawie całą jego twarz pokiereszowaną przez ranę po walce z niedźwiedziem.
- Ty - wskazał na wojownika, sprawce ówczesnego ludobójstwa w jego rodzinnej wiosce - nie chcesz wyjść na wolność?
Arnor spojrzał na niego i cichym głosem odpowiedział - Nie jesteśmy idiotami. Wszyscy wiemy, że chcecie nas wysłać na misję samobójczą. W innym wypadku nie prosilibyście nas o pomoc a sami byście ruszyli te swoje grube dupy - splunął pod nogi Grimsa.
- Widzę, że nikogo innego nie przekonam - zły podszedł pod Bothvara, jego byłego brata i zapisał jego imię w podręcznym zeszycie. Następnie z wielką mocą zamknął zeszyt, spojrzał na jego przyszłego towarzysza i rzekł:
- A tylko spróbuj zdradzić, dopilnuję wtedy, byś przed śmiercią cierpiał męki. Zwrócił się w stronę strażników i wyszedł trzaskając drzwiami z wielkim impetem.

16.06.2020 15:52
18
odpowiedz
Karmelek
1
Junior

Spomiędzy więźniów wyszła wysoka, szczupła kobieta, khajiit, jak stwierdził po jej kociej twarzy. Jej ubiór stanowiły poszarpane materiały, zszyte ze sobą niestarannie. Przywiązana sznurkiem do pasa psianka podskakiwała w rytm jej kroków. Włosy związane w wysokiego kucyka zwisały bezwładnie, kończąc się u podstawy tańczącego w powietrzu ogona. Twarz kobiety wykrzywiła się w brzydkim uśmiechu, kiedy Grimes jej się przyglądał.

- Pewnie nic za darmo, co? - odezwała się w końcu, stając naprzeciwko niego. Był tylko trochę wyższy, mimo to patrzył na nią z góry, z nieukrywaną pogardą, co z chęcią odwzajemniła.

- Szczegóły później. Powiem tylko, że jeśli przeżyjecie, będziecie wolni. - Kobietę wcale nie usatysfakcjonowała odpowiedź, więc brnęła dalej.

- Misja samobójcza? Bogowie, wchodzę w to! - zaśmiała się donośnie, a twarz Grimesa poczerwieniała ze złości.

- Potrafisz coś?

- Nie będę się chwalić, - odrzuciła kosmyk włosów z twarzy - ale tak, jestem najlepszym złodziejem i, cóż, mam na koncie kilka zabójstw - uśmiechnęła się ponownie, tym razem spoglądając za siebie. Wyglądało na to, że zdołała wzbudzić we współwięźniach swoisty szacunek. Inaczej nie byłaby taka pewna siebie.

- Przedstaw się - rzekł Grimes z powagą, już trochę znudzony jej przedstawieniem.

- Nisadrashi Barabihrith, do usług - ukłoniła się niezgrabnie, utrzymując kontakt wzrokowy z Nordem.

- Mniejsza o to, będziesz po prostu Kocicą - odparł, ku rozbawieniu innych więźniów. Teraz to kobieta patrzyła na niego ze złością. Mężczyzna nachylił się do niej, wciąż patrząc w jej zielone oczy. - Jeden błąd, sztuczka, i już po tobie, zrozumiano?

Kocica opuściła uszy i pokiwała posłusznie głową, unikając jego wzroku. W tej chwili wydał jej się groźny i wiedziała, że nie kłamał. Mimo tego, że nie wiedziała jeszcze, co ją czeka, była szczęśliwa, że ostatnie chwile życia może przeżyć na prawdziwej przygodzie.

- Odzyskam chociaż moją szablę? – zapytała po krótkiej chwili, już mniej pewnie.

- Jeżeli umiesz się nią posługiwać i nie wykorzystasz jej do zabicia mnie albo innego sojusznika, odzyskasz.

- Mam ci ślubować wierność, czy co? – kobiecie, ku rozczarowaniu Grimesa, powróciła pewność siebie, lecz jej nie odpowiedział. Miał nadzieję, że postępuje dobrze i nie zawiedzie się na pyskatej bandytce, choć już ledwo ją znosił.

16.06.2020 16:56
Marcopl23
19
odpowiedz
Marcopl23
5
Junior

-Tutaj panie poruczniku jest chętny. Bardzo chętny..... - słyszy suchy głos.
-Ktoś ty? Znamy się?
Więzień zbliża się jak najbliżej krat. Porucznik Grimes widzi człowieka średniego wzrostu, bardzo zbudowanego z czarnymi włosami i kilkoma bliznami na ciele
-Nie,nie,nie to nie możesz być ty... - mówi przerażony - Ale jak?
-Mam własne specjalnie metody - mówi powoli i sucho - Sam o tym wiesz, nie?
-Dobra mów bezkształtno kupo czego chcesz?
-Chcę do twojej kompaniady tak zwanej ,,misji".
-Czy ktoś oprócz tego monstrum w ludzkim ciele chce się ktoś dołączyć? - pyta się Grimes
-Yyyy tttttaaakkk pppanie ppporuczniku. - Podchodzi do niego młody strażnik, koło 20 lat, słabej budowy, blondyn.
Grimes wzdechnął.
-Młody ale ja ciebie nie wezmę.
-Ccczemu pppanie ppporuczniku? Jjja nnnie chchchcę cccały czczczas bbbyć kkkijem oddd mmmiotły.
-Wiesz co? Masz cholernego farta że jestem twoim wujem. Dobra więc ktoś jeszcze z tej bandy złodziei oraz opryszków chce się dołączyć? - krzyknął - Nie? I dobrze.
-Więc się poznajcie Krwawy Wieśniak mój siostrzeniec Daniel, Daniel to jest mój były kolega z wojska Krwawy Wieśniak.
-Mmmiło mmmi. - przywitał się Daniel.
-Masz fobie jakąś Dddaniel.
-Zważaj na zachowanie gnoju, bo ciebie zostawię i zeżrą ciebie szczury.
-Spokojnie, nie wolno pożartować?
-Wwwiesz Ccco?
-No co jękadło? - mówi złośliwie Krwawy Wieśniak.
-Zzzdejmij sssobie gggacie, zzzłap sssię zzza pppenisa iii dddo nnniego pppogadaj mmmoże zzznajdziesz sssobie ppprzyjaciela.
Słychać wybuch śmiechu w całym więzieniu
-No proszę tego po tobie się nie spodziewałem po tobie. Patrzcie jaki chojrak
-Daniel idziemy już.
-Dddobrze.
Daniel i Grimes wchodzą na schody.
-Ile razy mam ci żebyś nie zaczepiał tych zwyrodnialców?
-Ppprzepraszam wuju.
-Nie przepraszaj za każdym razem tylko mnie się słuchaj do cholery, dobrze?
-Dddobrze.......Aaa wwwuju ccczemu Kkkrwawy Wwwieśniak mmma tttakie ppprzezwisko?
-Dlaczego? No dobrze, siadaj na schodach. Zaczęło się kiedy mniej więcej byłem w twoim wieku zaczynaliśmy tak jak ty jako pachołki. Kolegowaliśmy się ale nie byliśmy przyjaciółmi zbyt dzieliły nas charaktery. On szorstki i cichy ale natomiast jak był bój był zabójczy, ja natomiast lubiłem gadać i byłem miły ale podczas walk robiłem bardziej za takiego wiesz taktyka. Chociaż muszę wspomnieć że miałem kilka pomysłów do dupy ,no ale kończąc kiedy pewnego razu jak wioskę zaatakowała bandycie musieliśmy ochronić wieśniaków. W tej grupie byłem ja właśnie, Krwawy Wieśniak i kilku kolegów z tamtych czasów. Kiedy zostaliśmy tylko ja i on kontra 10 bandytów, coś się z nim złamało i zaczął ciąć wszystkich.
-Ooo ttto dddobrze nnnie?
-Nie, właśnie. Wyrżnął wszystkich mieszkańców którzy przeżyli napaść bandytów mężczyzn,kobiety i dzieci. Kiedy to opisywałem dla swojego dowódcy, zwymiotował. Ale najgorsze jest to jak już skończył rzeź patrzył się na mnie uśmiechnięty aż do przybycia wsparcia. Wtedy myślałem że patrzę najpotężniejszemu demonowi w naszej karinie kiedykolwiek ktoś o nim usłyszał.
-Wwwujku nikomu o tym nie opowiedziałeś?
-Nie oprócz dowódcy to tylko ty o tym wiesz.
-Ttto rrrobi wwwrażenie. Mmmożna bbbyłoby ssstraszyć tttym dddzieci.
-Ta...można byłoby.

16.06.2020 17:09
20
odpowiedz
SandorHlervu
1
Junior

- Imię...?
- Almalexia. - o grube żelazne kraty, oddzielające porucznika od bandy więźniów, oparła się niższa od niego co najmniej o głowę, raczej niepozornej budowy elfka, z wyglądu bez wątpienia Dunmerka. Jej migdałowe, lekko skośne oczy jarzyły się typowym dla jej ludu, niepokojącym czerwonym blaskiem. Wrażenie potęgował odbijający się w nich, drżący płomień pochodni dzierżonej przez Grimesa. Bladą, trójkątną twarz barwy świeżych popiołów nieznacznie wykrzywiał lekko drwiący uśmiech, podkreślając i tak już wydatne kości policzkowe. Kruczoczarne włosy nosiła związane niedbale w koński ogon, pojedyncze pasma opadały na gładkie, niskie czoło. - Dla przyjaciół Alma. Lexie, jeśli chcesz być niegrzeczny.
Parę osób, które zostało w tyle, parsknęło śmiechem.
- Poruczniku, to po pierwsze. - Angra skrzywił się, podchodząc kilka kroków do elfki. - Wszystkie elfy mroczne mają takie denne poczucie humoru? - dopiero teraz, zbliżywszy się do kraty, w blasku pochodni dostrzegł na nadgarstkach Dunmerki gładkie jak lustro, niepozorne kajdany w kolorze głębokiego kobaltu, zupełnie inne od tych, jakie zazwyczaj stosowano u więźniów. - Prawdziwe imię?
Elfka wyprostowała się i nieco mocniej zacisnęła dłonie na żelaznych prętach. Kobaltowe kajdany zalśniły metalicznie. Spojrzała na niego wyzywająco, drwiący uśmiech nie znikał z jej warg.
- Ma to dla ciebie aż takie znaczenie jak będziesz do mnie mówił… Poruczniku?
Angra zbliżył się do niej jeszcze bardziej. Nachylił się ku niej nieznacznie, opierając wolną rękę o kraty.
- Sęk w tym, że to ja jestem po tej właściwej stronie tego oto tu żelastwa. - lekko zapukał palcami w metalowy pręt, wydobywając z niego głuchy, dudniący odgłos. - A skoro tu stoisz, ewidentnie sama też chciałabyś znaleźć się po tej właśnie stronie. Więc skoro grzecznie pytają i, póki co, są dla ciebie mili, warto byłoby chyba odpowiedzieć.
- Yerrah. Na imię mi Yerrah. - nie czekał długo na odpowiedź.
- Morrowind…?
- Łza. Urodzona i wychowana.
Łza była jednym z ośmiu najpotężniejszych miast Dunmerów, największym zaraz po stolicy, Twierdzy Smutku i Ebonheart nad brzegiem Morza Wewnętrznego. Leżała na niegościnnych bagnach praktycznie w samym południowo-wschodnim krańcu królestwa mrocznych elfów, blisko granicy z Czarnymi Mokradłami. Była główną siedzibą Rodu Dres, jednego z pięciu największych dunmerskich klanów, cieszącego się raczej złą sławą z powodu parania się handlem niewolnikami.
- Należysz do Rodu?
- Nie. Trzymam się z dala od polityki.
- Gutrim? - Grimes zwrócił się do sierżanta. - Weźcie tę tutaj i przyprowadźcie mi ją zaraz do mojej kwatery. Póki co, tylko ją… - ruszył powoli do wyjścia; wchodząc na schody prowadzące na zewnątrz odwrócił się jeszcze raz do Gutrima. - Aha, i nie ściągajcie z niej tych kajdan.
Elfka odprowadziła porucznika wzrokiem, a jej nieznaczny do tej pory, drwiący uśmiech, rozszerzył się, odsłaniając drobne, białe zęby.

***

Angra postawił przed Yerrą drewniany kubek i nalał do niego wody. Elfka póki co nie skorzystała z oferowanego jej napitku, siedząc w bezruchu i wpatrując się w mężczyznę wyczekująco.
- Nie sądziłem, że w takiej dziurze jak Fort Greymoor mogą mieć kajdany z dwimerytu. - porucznik rzucił przeciągłe spojrzenie na kobaltowe kajdany na nadgarstkach Dunmerki. - Zakładam, że wiesz to i owo o magii…
- Znam parę ciekawych sztuczek… - Yerrah uśmiechnęła się niewinnie, co kontrastowało z drapieżnym i niepokojącym spojrzeniem jej krwistoczerwonych oczu. - Prosta dziewczyna ze Łzy musi sobie jakoś radzić na tym nie najlepszym ze światów…
- I jak to się stało, że prosta dziewczyna ze Łzy trafiła do ciupy w odległym Skyrim…?
- Powiedzmy, że te moje magiczne sztuczki nie do końca przypadły do gustu kilku strażnikom z Białej Grani. Jeżeli mam być szczera, mogły być ofiary śmiertelne, jedna albo dwie. Ktoś mógł też skończyć z dość dotkliwymi poparzeniami… Tak, jak mówiłam, dziewczyna musi sobie radzić.
Grimes uśmiechnął się i prychnął bezgłośnie.
- Jesteś samoukiem?
- Poznałam podstawy jeszcze we Łzie za dzieciaka. Później trochę bujałam się z gildią magów w Twierdzy Smutku. Potem spędziłam jeszcze trochę czasu w akademii Shad Astula…
Angra zagwizdał, trochę z podziwem, a trochę z drwiną.
- Rozumiem, że nie zabawiłaś tam długo?
- Wylali mnie. Cenię sobie swoją niezależność. Ciężko jest mi się podporządkować.
Porucznik skrzywił się w udawanym grymasie.
- Niedobrze. Ja raczej wymagał podporządkowania. Pełnego.
- Bardziej podporządkowana już być nie mogę. - Yerrah wyciągnęła przed siebie skute dwimerytem ręce, uśmiechając się drwiąco.
Mężczyzna zmrużył oczy i zmarszczył czoło. Wyzywające żarty elfki i jej ogólna nonszalancja powoli zaczynały go irytować. Odchrząknął głośno i usiadł za stołem, naprzeciwko dziewczyny.
- Mam zadanie do wykonania. Dość ważne. I równie niebezpieczne, prawie że misja samobójcza. Jeśli chcesz skorzystać z mojej oferty, będę wymagał pełnego podporządkowania. Każde moje polecenie ma zostać wykonane co do joty. Żadnych wygłupów. Działanie bez rozkazu tylko wtedy, gdy na to pozwolę.
- Co dostanę w zamian?
- Hej, nie zapominaj, że jesteś tu więźniem i jak się rozmyślę, trafisz z powrotem za tamte kraty. Ja dyktuję warunki. Żadnych negocjacji. Tak jak mówiłem tam na dole, masz szansę na odpracowanie tego, co zrobiłaś. Jeśli się sprawisz i wrócisz żywa, jesteś znowu wolna.
- A wrócę żywa skąd…?
Porucznik znowu zmarszczył brwi i momentalnie spoważniał. Zastanawiał się przez chwilę nad odpowiedzią, po czym po dłuższej pauzie odparł pozbawionym jakichkolwiek emocji tonem:
- Blackreach. Mówi ci to coś?
Elfka pełnym gracji ruchem położyła skrępowane dwimerytem dłonie na stole, nachylając się lekko w stronę Grimesa. Ciemnokobaltowe kajdany zabrzęczały cicho, uderzając o drewniany blat. Jej wyraz twarzy ledwo zauważalnie się zmienił, chociaż na jej twarzy nadal gościł uśmiech. Tym razem jednak bardziej tajemniczy, niż drwiący, czy wyzywający. Mężczyźnie ciężko było odgadnąć, co też ten uśmiech miałby znaczyć.
- To kiedy wyruszamy?
- Nie tak prędko, Yerrah. Przed wyruszeniem w drogę muszę zebrać drużynę. Trochę ci się już posiedziało tam na dole. Przychodzi ci do głowy ktoś, kto mógłby okazać się przydatny?
Elfka uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

16.06.2020 19:18
Corvum_Mortem
21
odpowiedz
Corvum_Mortem
2
Junior

Kroki głuchym echem odbijały się od ścian, jednak nadal nikt nie widział osoby, która mogłaby chcieć pójść z porucznikiem. Twarz ochotnika była zakryta przez duży płócienny kaptur, a sylwetki nie dało się rozpoznać. Wniosek był jeden- to mógł być każdy. Postura ochotnika na myśl przywoływała niewielkiego mężczyznę lub większą kobietę. Reszta więźniów rozsunęła się, ustępując miejsca nieznanej nikomu postaci. Stara koszula, na której było widać niejedną plamę krwi i brudu. Wystarczyło ją tylko lekko szarpnąć, a materiał zdobiłaby całkiem pokaźna dziura. Była wsadzona w skórzane spodnie- na pierwszy rzut oka widać, że za duże, związane grubym pasmem materiału w pasie. Pochodnia niedaleko oświetlała postać tak, że najcenniejsze wskazówki do jej identyfikacji były ukryte w mroku podziemi i żelaza, które w niewielkim stopniu odbijało tańczące niebezpiecznie ogniki. Słychać ciche trzaski palonego drewna. Tajemnicza osoba stanęła przed szeregiem nieznacznie unosząc głowę. Nic to nie dało pozostałym, jednak ona już teraz widziała wszystko. Te same kamienne ściany bijące chłodem co najmniej na jedną milę. Wilgoć na dole moczyła ubrania więźniów, smród stęchlizny i szczyn nie dawał o sobie zapomnieć. Krótko mówiąc, miejsce nie należało do najprzyjemniejszych, jakie można było w tych okolicach zobaczyć i na pewno nikt nie chciałby tutaj trafić.

-Najwyższy czas na niego. Idę, tylko dajcie mi miecz i zbroję. – Zimny, szorstki głos rozbrzmiał w pomieszczeniu niosąc się nawet do najdalej stojącej osoby. Przepełniony był on sarkazmem, nieczęsto słyszanym w tym miejscu, więc dźwięk ten był niemalże obcy dla reszty. Wzrok kilkorga pobratymców różnych zbrodni był skierowany na śmiałka, teraz dla nich był tylko głupcem, który nie ma najmniejszych szans, by przeżyć, jeśli pójdzie o krok dalej.

- Jak cię zwą?- Grimes przesunął pochodnie na wskroś, by przyjrzeć się zakapturzonej osobie. Nie był pewny, czy da sobie radę z utrzymaniem chociażby małej szabelki. Sylwetka bowiem nie przypominała wojownika pod żadnym względem.

-Micareth- Zdjęła swój kaptur jednym ruchem dłoni, która już chciała chwycić za miecz, idealnie wyważony, by walka nim nie była tylko bezmyślną rzezią. Perfidny uśmiech wpłynął na twarz- jak się okazało- kobiety. Krótkie falowane ciemnobrązowe włosy nawet nie sięgały ramion. Przebiegłe stalowe oczy swym kolorem przypominały kraty, za którymi przyszło jej siedzieć. Ich chłód nanosił w wyobraźni obraz kawałków ostro zakończonych sopli lodu, które zabójczo spadały, gdy tylko się ociepliło lub gdy ktoś wykonał najmniejszy ruch. Oprócz tej jednej rzeczy jej twarz nie różniła się niczym od przeciętnej kobiety o rozbudowanej sylwetce. Angra spojrzał na nią nie dowierzając, że przyjdzie mu zabrać stąd właśnie ją, a nie jakiegoś postawnego wojownika, który ma lata praktyki w walce. Nie zamierzał narażać jednak swoich żołnierzy, którzy według niego byli dobrzy i nie chodziło tylko o grę w kości. Jedyne, co przekonywało go do kobiety, to oczy które swoją agresją i zażartością przypominały rozwścieczonego smoka, a jak wiadomo z wściekłości każdego kretyna da się ulepić chęć walki.

-Za co tu siedzi?

-Złapać mnie motłoch nie potrafił za pare kradzieży czy jak to jeden z was stwierdził zagrożenie dla Greymoor.- Przewróciła oczami, w duchu rwąc się do walki z kimś. Osoby z nią walczące twierdziły, że nigdy się nie męczy, a jej spryt i przebiegłość przewyższa przeciwnika niemal dziesięć razy. Teraz jedynie przekleństwa cisnęły się na usta wykrzywione w uśmiechu, przez które wydobywał się głos zbyt chropowaty jak na kobietę. Gdyby ktoś usłyszał, jak klnie we wściekłości bez zawahania powiedziałby, że to mężczyzna. Porucznik tylko kiwnął głową. Dla niego to zawsze będzie tylko banda łajz i kretynów, bandytów, którzy spustoszyli ten teren.

-Może jeszcze pokazać, że umiem walczyć? Jest tu wielu niedowiarków, którym z chęcią udowodnię, że ktoś jest od nich lepszy. - Zaśmiała się. Była pewna, że wygra, a na pewno z połową jej towarzyszy.

-Dajcie jej miecz! Tylko nie poharataj się za bardzo.- Na jego twarz wpłynął uśmiech pogardy, braku wiary, która teraz mogła być zgubna.

Micareth podano miecz. Nie był idealny, ciążył od strony rękojeści. Nie podobało jej się to. Co za dureń zrobił takie coś?! Ale przecież poradzi sobie nawet z kijem. Nie była żołnierzem i Grimes także nie dał jej do pary woja, a jakiegoś chłystka zza krat. Znała go, walczył dobrze jednak używał tylko siły, nie mózgu, no i oczywiście był wolny.

Stanął przed nią także wyposażony w miecz. Gdyby tylko mogła dobyć jako swą broń; rapier- marzenie, które aktualnie się nie spełni.

Uderzył pierwszy, jednak jej unik był o wiele szybszy i pół przewrotem znalazła się za nim, dokładnie po jego prawej stronie. Bez problemu uniosła miecz z lewej uderzając płazem w łydkę przeciwnika. On sam odwrócił się krzyżując ich ostrza. Nie zaprzestał używania własnej siły, więc i ona nie zrezygnowała z swojej zwinności. Od początku walki do teraz minęło zaledwie parę sekund. Właśnie takie chwile Micareth kochała najbardziej. Szczęk uderzającego o siebie metalu rozniósł się tak, że zapewne nawet ci na górze słyszeli malutki pojedynek jaki było im dane stoczyć.

Schyliła się, zabierając miecz, a przeciwnik przez własną moc stracił równowagę. Jednym ruchem przecięła mu kawałek koszuli niedaleko obojczyka i chcąc znów zaatakować, zatrzymała się w połowie ruchu przez głos.

-Starczy! -Powiedział głośno, a ona stanęła w miejscu, opuszczając ostrze w dół, tak samo jak jej przeciwnik, który, mimo że walka trwała zaledwie dwadzieścia sekund w zaokrągleniu, oddychał szybko, a z jego płuc wydobył się cichy świst. Miał zdecydowanie za dużą masę i nikłą umiejętność strategii.

-Wystarczy to, co pokazałaś. Idziesz ze mną na misję. Jeśli ktoś jeszcze chętny, za mną! – Rzekł, po czym skierował się na górę, gdzie oddał pochodnię, tak samo jak kobieta oddała miecz, którym zdarzyło jej się walczyć, o ile mogła nazwać to walką. Wyszli na zewnątrz, a deszcz spotkał się z ich ubraniami, które zaczęły moknąć. Pod stopami było słychać jedynie chlupot rozmokłego śniegu i błota, które było teraz wszędzie, gdzie się nie obejrzeli.

-Gdzie i kiedy wyruszamy?

-Jak najszybciej, kierunek Blackreach. To będzie krwawa misja. - Mruknął ciszej ostatnie zdanie, a mokra breja pod butami wydała dźwięk wkroczenia w kałużę pełną tej szkarłatnej cieczy.

16.06.2020 20:12
22
odpowiedz
Bezmozgiezombie
27
Chorąży

Olbrzymi Nord musiał pochylić głowę oraz wyjść bokiem. Grimes widział już takich, stojących nieruchomo podczas wichury na zlodowaciałych wzgórzach, nierozróżnialnych od głazów. Tak samo rozmownych, tak samo twardych.
W przeciwieństwie do kapitana ten typ tutaj miał twarz, która nie znała uśmiechu. Zresztą pod kłębami kłaków i tak nie byłoby go widać. Przedramiona spinała mu para zardzewiałych kajdan. Porucznik gwizdnął cicho, chłop sięgał głową po sam sufit, czyszcząc go z pajęczyn. Widać, że uprzejmy. Dobre złego początki.
- Widzę, że dobrze karmią - zażartował Grimes.
- Na śniadanie była słodka bułka - odpowiedział mu niepasujący, szeleszczący głos.
- Naprawdę? - odparował zdębiały porucznik.
- Nie. Ale to co było i tak mu ukradłam.
Zza wielkoluda wyszła malutka mroczna elfka. Odziana w łachmany, z dziurą zamiast jednego oka pomachała mu ręką w której dwa palce były o połowę krótsze. Jej jedyne oko było koloru płonącego nieba nad Czerwoną Górą.
- Nie znasz pojęcia kolejki, Dunmerko? - zapytał porucznik.
- Damy mają pierwszeństwo, masz coś przeciwko wielkoludzie? - zapytała spoglądając na Norda.
Wtedy trzasnęły kajdany, ogniwa wyleciały w powietrze. Olbrzymia ręka norda wystrzeliła w kierunku elfki. Ale Dunmerka była szybsza. Kopniakiem w kolano obaliła mężczyznę, a gdy upadał uderzyła w krtań. Nord zwalił się na niewielki stół rozbijając go w drzazgi.
- Tylko się broniłam!
Strażnicy w pięciu wytargali nieruchome ciało. Nie było im do śmiechu. Porucznik masował miejsce na czole, w które uderzył fragment łańcucha. Część takiego, którego elfka jakoś się pozbyła. Ta pani widać nie przepada za obrączkami.
- Jestem Veda - rzekła, kłaniając się, unosząc lekko nieistniejąca suknię.
- Cała nieprzyjemność po mojej stronie - odparł Grimes. - Chyba już wiem na co cię stać.
- Oj nie masz pojęcia, generale - odpowiedziała i rozkaszlała się. Splunęła czarną plwociną.
- Jesteś chora?
- To chyba spaczenie - widząc rozszerzające się źrenice porucznika, parsknęła i dodała - albo popielica? Może wyglądam, ale porad na tematy zdrowotne to raczej się po mnie nie spodziewaj. Za dużo pyłu w płucach po malowniczych zawiejach Morrowind, rozumiesz, generale.
Grimes zaczynał tęsknić za małomównym Nordem. Reszta więźniów też milczała. Chyba zaczynał rozumieć.
- Tam straciłaś oko?
- Oj nie, oko wyciągnęłam sobie tutaj, nudziło mi się i chciałam zobaczyć co jest pod spodem. Nic ciekawego, tylko więcej pyłu. Powinno jeszcze tam być, dałam jakiemuś Khajiitowi. Oni tak bardzo lubią kulki.
Tak wiedział o co chodzi.
- Palce?
- Zjadłam, bo byłam głodna. Tylko proszę bez komentarzy na temat wagi, naprawdę.
Oni wszyscy się bali. Tej małej elfki.
- Zamknięta za...?
- Nieporozumienie.
Bali się jej.
- Czyli morderstwo?
- Dokładnie! - odpowiedziała z uśmiechem.
Niewielka dziewczyna bujała się na stopach. Była jak zbity pies. Mimo, że uśmiechnięta widać, że nie uosabiała sobą płomienia, a popiół. Wciąż było czuć w niej żar, ale dogasała. Mimo to, była szybka i nieustraszona. I napięta jak struna. Wyglądała na rozkojarzoną, ale to co się stało wcześniej dowodziło jednego - ten psiak potrafi ugryźć tak, żeby bolało.
- Chcesz wiedzieć gdzie cie zabiorę?
- Romantyczna kolacja? Spacer po parku?
- Blackreach.
- Wyjątkowo parszywa nazwa restauracji, ale nie skreślam pana od razu, generale. Słyszałam, że grzybki świecą tam wyjątkowo mocno o tej porze roku.
- Piszesz sie?
- Jasne - odrzekłą wzruszając ramionami - każde kolejne miejsce jest lepsze, gdy polują na ciebie koledzy z Morag Tong.
Grimes zamknął oczy i pomyślał o wielkim, milczącym Nordzie, nad którym nie wisiało widmo gildii zabójców. Gdy je otworzył widział jedynie drobną, jednooką Ven. Uśmiechała się od ucha do ucha.

16.06.2020 21:36
Kot Czeladnik
23
odpowiedz
Kot Czeladnik
2
Junior

Było dokładnie tak, jak się spodziewał.

Malkontent o twarzy łasicy, bez przerwy zacierający ręce. Kilku lokalnych rzezimieszków, drobny złodziejaszek, którego strażnicy przymknęli parę dni wcześniej i utykający na lewą nogę pijaczyna.

Płotki. Hołota. Spryciarze, którzy prysną i pochowają się po lasach, gdy tylko spuścić ich z oczu. W najlepszym wypadku, ponieważ nie sądził, aby któryś z łotrów miał opory, aby poderżnąć mu gardło we śnie, pchnąć sztyletem lub zepchnąć z urwiska. Dwóch ostatnich w tej przeklętej krainie nie brakowało.

On dobrze wiedział, kogo potrzebuje. Wiedział to, zanim zszedł do zimnego lochu. Wiedział, nim jeszcze opuścił kwaterę dowódcy. Widział go tylko raz, gdy związany powrozem prowadzony był do ciemnicy. A później czytał raport z jego zatrzymania. Wiedział wystarczająco dużo, aby go wybrać.

— Ty tam, z tyłu — zawołał — podejdź i ściągnij kaptur z głowy.

Przez chwilę nie działo się nic, aż wreszcie rozległ się szczęk łańcuchów i w krąg światła rzucany przez pochodnię wystąpiła postać okutana w grubą, zimową pelerynę.

— To wy jesteście tym nekromantą, którego złapano na gorącym uczynku?

Rozległy się przekleństwa i okrzyki pełne obrzydzenia. Pozostali więźniowie prędko rozsunęli się na boki, jakby stojąca pośrodku postać była trędowata.

Obcy ściągnął kaptur, odsłaniając dwoje sterczących uszu i wydłużoną twarz porośniętą śnieżnobiałym, cętkowanym futrem. Jedno z jasnobłękitnych oczu przypatrywało się porucznikowi badawczo, drugie zakrywało bielmo ślepoty. Poszarpana blizna jasno sugerowała, w jaki sposób nieznajomy rozstał się z połową wzroku.

Khajiit uśmiechnął się drapieżnie, obnażając długie kły. Angra zauważył, że kilku bocznych zębów brakowało.

— Nie wiem, o czym pan dowódca mówi — mówił ze śpiewnym akcentem mieszkańców odległego południa.

— Wiesz, że nekromancja na terenie Skyrim jest zakazana — kontynuował, jakby nie dosłyszał słów obcego — a za przyłapanie na jej uprawianiu czeka cię śmierć? Bezczeszczenie zwłok, przyzywanie upiorów i dusz zmarłych to czyny odrażające i godne pogardy – z trudem powstrzymał się prze splunięciem.

Khajiit parsknął rozbawiony.

— Niewielu prawdziwych nekromantów zawędrowało w granice waszej prowincji, hmm? Spotkałem kilku… amatorów — bezwiednie podrapał się pazurem po długiej, świeżej ranie, szpecącej lewą stronę jego pyska. — Zapewniam was, przyjaciele, że ci zaprzestali już swojego haniebnego procederu.

Wyszczerzył kły w paskudnym uśmiechu. Angra przypomniał sobie odpowiedni fragment raportu i poczuł nieprzyjemne ciarki przebiegające mu wzdłuż kręgosłupa.

— Niewątpliwie — odburknął. — Zatrzymano cię na miejscu zbrodni.

— To było straszne nieporozumienie — w oku khajiita błysnęło rozbawienie — jestem niewinny i nie przyznaję się do niczego.

— Koniec gierek — porucznik zaczynał tracić cierpliwość. — Masz wybór: wykonasz z nami pewne zadanie, a osobiście dopilnuję, by wyjaśniono to… jak to powiedziałeś? — uśmiechnął się ironicznie — Nieporozumienie? Zawiedź, a twoja stopa już nigdy nie postanie na ciepłych piaskach Elsweyr.

Obcy zawahał się wyraźnie. Angra dał mu chwilę na zastanowienie.

— Zgoda — powiedział wreszcie. — Ale mam kilka warunków, bez których nici z naszej umowy — wyciągnął palec. — Po pierwsze, chcę odzyskać wszystkie moje rzeczy. Po drugie, będę miał wolną rękę, jeśli chodzi o metody… walki. I po trzecie: rozstaniemy się od razu, gdy tylko zakończymy wasze zadanie. Bez żadnych sztuczek. Każdy z nas, przyjacielu, pójdzie w swoją stronę.

— Panie poruczniku! — krzyknął jeden z towarzyszących mu strażników — Pan chyba nie ma zamiaru słuchać tego kota?! To przecież…

Uciszył go ruchem ręki. Przypatrywał się uważanie khajiitowi, który ani na moment nie spuścił z niego wzroku.

— Umowa stoi — zgodził się, nie zwracając uwagi na protesty swoich ludzi. — Masz moje słowo. Jak się nazywasz?

— A czy ma to jakiekolwiek znaczenie, przyjacielu?

Angra powoli skinął głową.

— Nie. W zasadzie to żadnego, kocie.

Zwrócił się do swoich ludzi.

— Zaprowadźcie go do mojej kwatery, musimy uzgodnić szczegóły.

— A co z resztą, panie poruczniku?

— Z powrotem za kraty.

W drodze na górę towarzyszyły mu protesty i gniewne okrzyki więźniów zachęcanych uprzejmie przy pomocy pałek i stylisk do zajęcia miejsc w swoich celach.

— Panie poruczniku, dlaczego właśnie ten kot? — usłyszał szept towarzyszącego mu strażnika.

Przez chwilę wędrowali w milczeniu. Wreszcie Angra westchnął i odpowiedział:

— Nie ma nic do stracenia, za to wiele może zyskać. Poza tym wydaje mi się, że może coś wiedzieć o tych zaginięciach. Na mój nos zamieszana jest w to jakaś plugawa siła. Mam przeczucie, że jego wiedza i umiejętności mogą nam się bardzo przydać.

„I coś mi się wydaje, że zrobi to z przyjemnością” — dodał, tym razem już w myślach.

post wyedytowany przez Kot Czeladnik 2020-06-16 21:37:49
16.06.2020 21:59
24
odpowiedz
Kondi8586
1
Junior

Odwrócił głowę i zobaczył dwóch nordów o dobrej budowie ciała, prawdopodobnie ćwiczyli walkę od dziecka. Nie spodziewał się jednak tego, co zaraz usłyszy.
- Przepuśćcie mnie.
Słowa te odbiły się echem od ścian lochu, a między mężczyznami przecisnęła się niepozorna elfka o bardzo jasnej skórze. Jej oczy były czarne jak smoła a ciemno-szare włosy lekko zwisały nad ramionami. Grimes zaśmiał się na jej widok, po chwili pytając.
- Kim jesteś i co możesz mi zaoferować?
Dziewczyna spojrzała na niego zdumionym wzrokiem.
- Nie słyszałeś o mnie Panie? Ostatnia ocalała z klanu wyznawców deadr.
- Ach to ty. A nie, jednak nie słyszałem… Do rzeczy.
- Nordowie i ten ich kiepski humor - mruknęła pod nosem elfka. - Zacznę więc w skrócie i od początku. Mam na imię Xayah…
- Widać że rodzice lubili deadry… - burknął porucznik.
Któryś z więźniów z tyłu sali zaśmiał się głośno, co tylko bardziej zdenerwowało dziewczynę.
- Czy możesz mi nie przerywać? - zirytowała się elfka.
- No zacznij już… - na twarzy porucznika pojawił się złośliwy uśmieszek. - Nie mam całego dnia.
- Gdy byłam małym dzieckiem rodzice chcieli mnie złożyć w ofierze deadrom by zyskać ich sympatię, o ile można to tak nazwać. Od zawsze marzyli by mieć moc zawładnięcia nad jedną z nich, lecz nigdy nie udało im się tego dokonać. Deadry są momentami bardzo złośliwe, w chwili gdy ojciec unosił nade mną sztylet, pojawiła się jedna z nich. Powstrzymała mojego ojca tylko po to, by kilka dni po moich szesnastych urodzinach znów się pojawić, jednak tym razem zaproponował mi układ. On miał mi służyć aż do mojej śmierci, lecz w zamian inni członkowie mojego klanu musieli umrzeć.
- Zgaduje, że poszłaś na taki układ?
W tle można było usłyszeć szepty pozostałych więźniów, których historia elfki wyraźnie zaskoczyła, jeden z nich głośno ziewnął, lecz po dostrzeżeniu wzroku Grimes’a szybko się wyprostował. Na twarzy dziewczyny pojawił się lekki uśmiech.
- A i owszem, tylko głupiec by nie skorzystał z takiej potęgi. Zdecydowałam się jednak nie polegać tylko na nim, on pomaga mi głównie chronić plecy, podczas gdy ja używam zatrutych strzał na moich wrogach.
Czyli jesteś też alchemiczką?
- Nie do końca, bardziej nazwałabym się kucharką, ale potrafię przyrządzić kilka paskudnych trucizn oraz życiodajnych mikstur.
- Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz, skoro masz aż taką moc, dlaczego nie użyłaś deadry do ucieczki?
- Mówiłam ci, że deadry są złośliwe, uznał iż skoro siedzę w zamknięciu to nic mi nie grozi i nie musi mi pomagać, ale jeśli mnie wybierzesz to będzie miał koniec wakacji… - Xayah lekko zachichotała pod nosem.
- Patrząc na Ciebie ciężko mi uwierzyć, że władasz taką mocą, ale pozwolę Ci się wykazać.

16.06.2020 22:56
25
odpowiedz
AblaAbla
1
Junior

W migotliwym świetle latarni zaczęły ukazywać się przygarbione sylwetki, a do uszu mężczyzny dobiegały nerwowe szepty, niczym karaluchy lgnące się w cieniu.

-No dalej! - rzucił poddenerwowany Grimes – To wam powinno zależeć, nie mnie.

Nagle chwycił pochodnię z pobliskiego stojaka i zatoczył nią szeroki krąg chcąc oświetlić twarze kandydatów. Szelmy, mordercy i psubraty. Wszystkie te określenia znalazły swój dom na twarzach umazanych w błocie i zaschniętej krwi.

-Na bogów... - porucznik kroczył pomiędzy nimi rzucając przelotne spojrzenia w ich zrezygnowane oczy. Skazańcy odsuwali się lekko od niego, jakby mimowolnie czując palący się w nim gniew. - Sam wasz wygląd wystarczy, aby złożyli broń.

Zrobił kilka kroków i wciągnął nasiąknięte grzybem powietrze. Mężczyźni zaczęli wyrzucać z siebie słowa, które zamieniły się w jeden niezrozumiały bełkot. Po chwili zauważył kątem oka sylwetkę stojącą na końcu zebranych. Przepchnął się pomiędzy śmierdzącymi ciałami i skierował na nią blask pochodni.

Kobieta stała w odosobnieniu, a raczej wyglądało na to, że reszta nie chciała się do niej zbliżyć. Grimes zmarszczył krzaczaste brwi i spojrzał w jej złociste oczy, które patrzyły się tępo w tylko sobie znany punkt.

-Jesteś magiem? - zapytał i przysunął się bliżej niej.

-Zależy kto pyta - odparła bezpłciowym głosem i skierowała na niego swój wzrok.

Poczuł się nieswojo. Zaschnięte maźnięcia farby na jej twarzy układały się w dzikie wzory, które nadawały jej wysokiej sylwetce niepokojącego wyrazu.

-Pyta człowiek, który może ocalić ci życie - warknął.

-Słowa są niczym światła, które widzi człowiek we mgle - mruknęła do siebie, a jej ciało delikatnie drgnęło. - Jeżeli chodzi ci o twory, które wypluwa z siebie Akademia, to nie, nie jestem magiem. Jestem czymś więcej...

-Brzmi pretensjonalnie jak na kogoś siedzącego w zapleśniałej celi, nie sądzisz?

-Ścieżki mojego losu nie kończą się w tym miejscu.

-Zatem dlaczego nie wydostałaś się stąd wcześniej?

-W życiu chodzi o wyzwania, nieprawdaż?

Kąciki jego ust uniosły się mimowolnie. Dobrze wiedział jakie ryzyko niosła ze sobą jego misja. Znał swoich ludzi oraz ich możliwości. Dobrze wiedział jak bardzo przydałby im się ktoś, kto potrafi coś więcej oprócz machania mieczem. Otworzył usta chcąc kontynuować rozmowę, ale zamilkł uchwyciwszy świdrujący wzrok kobiety. Ta włożyła ręce pod fałdy bordowej opończy i zamknęła oczy widocznie zadowolona z siebie.

-Prowadź - dodała po chwili.

post wyedytowany przez AblaAbla 2020-06-16 22:57:29
16.06.2020 23:58
26
odpowiedz
Uzurus
1
Junior

Grimes uśmiechnął się paskudnie, a Uzurus powoli cofał się we własnych wspomnieniach.
- Na szczęście część z was to rzeczywiście zdolne łajzy, sądząc po tym, ilu ludzi musiało was tu zaciągać. A to oznacza, że macie szansę odpracować spustoszenia. Chętni wystąp.
Po długiej chwili milczenia, Grimes usłyszał pierwsze kroki. Uzurus obserwował jak do kapitana podchodzi pierwszy ze śmiałków, Khajiit.
- El'Jiirr zgłasza się na ochotnika - odezwał się osobnik swym charaktersycznym głosem, w którym dominował koci pomruk.
Grimes począł indagować pierwszego śmiałka, lecz Uzurus nie skupił się na poszczególnych słowach rozmowy. Z nagłym impetem uderzyło go jedno konkretne wspomnienie.

Uzurus, pół nord, pół bosmer. Może owoc niezwykłej miłości, może po prostu nagłego impulsu spowodowanym olbrzymią chucią... Jakkolwiek by nie było, żyło mu się w Skyrim nienajprzyjemniej. Nie do końca akceptowany przez rodzimych mieszkańców tej mroźnej krainy, jak i nie do końca mile witany przez elfy. Wyglądał dość osobliwie. Ciemne włosy do ramion wyróżniały go pośród jasnowłosych Nordów. Szeroka, barczysta sylwetka i twarz poorana bliznami powodowały, że żaden Bosmer nie brał go za krewniaka. Mimo dość szpiczastych uszów...
Aczkolwiek poza atrybutami fizycznymi, odziedziczył po swych rodzicach całkiem ciekawą mieszankę zdolnośći rasowych. Od dziecka był zwinny, szybki. O doskonałym refleksie. Wraz z wiekiem nabrał sporej masy mięśniowej i krzepy. Może i był niższy niż przeciętny Nord, ale w walce nadrabiał to sprytem, szybkością i koordynacją ruchów. Przez to wszystko, paradoksalnie, pierwszy raz, pełną akceptacje odnalazł w obozie orków...
Siwy Orsimer rzucił kościanymi amuletami, wyciągnął malachitowy kryształ, wystawił go na światło księżyca, tak aby skoncentrować je na talizmanach.
- Przyjdzie czas, że ta kraina w swych lochach cie zamknie. Przyjdzie czas twej niedoli. Nadzieji wtedy nie trać. Gdy szlak ścieżek twych przeznaczenia popchnie cię ku Czarnej Podziemii wygnanej rasy... Nie opieraj się.
- Bardziej niejasno się nie dało - rzucił ironicznie Uzurus.
- Cóż... mówię tylko to, co mnie rzekną kości. A kości mówi mi tylko tyle, ile rzec...
- Ile rzec zechce ci Malacath, tak wiem...
- Doskonale więc - uśmiechnął się ork, obnażając jeszcze bardziej swe kły. - Na mnie czas. dobranoc.
- Dobranoc...

Uzurus wystąpił krok naprzód, nim wpełni wyrwał się z całunu wspomnień.
- Może zginę w boju, ale lepsze to, niż śmierć w lochach.
Grimes zlustrował kolejnego śmiałka.
- Oho... śmierć w walce. Typowe dla Nordów. Ale na typowego Norda mi nie wyglądasz.
Uzurus wytrzymał spojrzenie kapitana, po chwili ciszy burknął niskim głosem:
- Fakt, mam też w sobie elfią krew. Dzięki temu, poza bezmyślnym szałem, umiem też zaskoczyć w walce szybkością. Z łuku strzelam też nienajgorzej.
- Haha, prosze, jaki talenty bitewne mamy w tych naszych lochach.
Półnord, półelf milczał i zerkał spode łba.
- No raczej, nie inaczej... - odezwał się w końcu. - Inaczej byś tutaj nie szukał śmiałków.
- Dla ciebie: "kapitanie Grimes".
- Mhm...
- Twoja godność?
- Uzurus.
- Dobrze, leć za Khajiitem do zbrojowni. Jeszcze jakiś śmiałek? - rzucił kapitan w głąb celi.
Uzurus już go jednak nie słuchał. Pierwszy raz od dawna opuszczał te zimne lochy. Krocząc do zbrojowni, nie wiedział jeszcze, że niedługo przyjdzie mu zwiedzać kolejne podziemia. Nie wiedział też, że następne podziemne komnaty, które przyjdzie mu zwiedzać okażą się setki razy bardziej rozległe. I setki razy bardziej niebezpieczne...

17.06.2020 00:46
27
odpowiedz
Hippokrates
1
Junior

Z mroku wyłoniła się kupka największego nieszczęścia jaką Grimes miał okazję zobaczyć w swym ciężkim żołnierskim życiu, a widział niejedną tragedię! Zgarbiona, utykająca i wystrzępiona kulka nieuczesanej sierści z podwiniętym ogonkiem, spoglądała w górę swymi olbrzymimi czarnymi oczami. W migotliwym świetle pochodni, Grimesowi wydawało się że oczy są wilgotne, zaś sama postać drży na granicy płaczu. Porucznik wziął głęboki oddech. N’wah – mruknął do siebie.
- Tak, N’wah. Ja być N’wah. Ale ja bardzo nie chcieć być N’wah! – drżącym cieniutkim głosikiem odparła futrzasta kulka. Na policzki Porucznika wstąpiła krew:
- Skąd znasz to słowo!
Kulka zaczęła drżeć jeszcze mocniej - Habasin znać wiele słów. W wielu językach. Habasin wiele podróżować.
Oczy Grimesa zaczęły się zwężać. Od dekady walczył w szeregach Paktu i spotkał wielu szpiczastouszych. Po jednej i drugiej stronie barykady. Za dnia walczył z nimi, w nocy zaś pił. Nie dziwi więc znajomość pewnych słów u weterana. Ale u małego nieszczęśliwego kotka już tak. Porucznik sięgnął po listę.
- No to jesteśmy w domu – żachnął się – Ha-ba-sin. Przydomek: Słod-kie Us-ta. Zakładam że to ty?
Kotek grzecznie przytaknął.
- Powiesz mi czym się zajmujesz?
- Trochę tym, trochę tamtym.
- Czyli złodziejstwem? – warknął Grimes.
- Nie, nie złodziejstwem. Sztuką! – pospiesznie zapewniła Khajitka. Na dowód swoich słów, uniosła futrzastą dłoń. Pomiędzy palcami przebiegła strużka delikatnego światła.
- Nie potrzebuję tandetnych sztukmistrzów. I manipulatorów. Szukam ludzi zdolnych do walki! A ty na takiego kogoś, zdecydowanie nie wyglądasz.
- Walka ma wiele oblicz, Dowódco – kotek wyprostował się. Teraz spoglądał Porucznikowi prosto w oczy. Jego głos stał się twardy jak skała – Ilu ludzi zdołałbyś ocalić, gdybyś miał kogoś takiego jak ja w drużynie i wiedział co jest za tym cholernym wzgórzem, hmm?
Grimes przełknął ślinę. To był odruch. Tak działał jego mózg na widok zwężających się kocich oczu.
- Jakim wzgórzem? – zapytał niepewnie.
- Metaforycznym, oczywiście – Khajitka pokręciła głową i westchnęła – Dobra, przejdźmy do sedna, bo nie skończymy do kolacji. W jaki sposób mamy odpracować spustoszenia? Zamieść dziedziniec? Wyczesać koniom grzywy? O, a może… - Habasi na chwilę zawiesiła głos, po czym dodała półszeptem – …wyruszyć na jakąś wyprawę prosto spod ogona, która będzie tak naprawdę odroczeniem kary śmierci, bo głupiec, który ją planował, wie że ta akcja będzie samobójstwem, więc nie zamierza marnować własnych ludzi i sięga po więźniów, hmm?

Grimes powoli zaczynał odzyskiwać kontrolę nad swoim umysłem – Ten głupiec, który nie zamierza marnować dobrych ludzi, to ja! I owszem, wyprawa będzie ryzykowna, więc nie chcę ryzykować życia moich towarzyszy. Ale jest jeszcze jeden powód dla którego wolę sięgać po więźniów.
Khajitka zastrzygła uszami.
- Tacy jak wy, wiedzą jak sobie dać radę w życiu – Grimes podniósł głos - Może i teraz jesteście po uszy w… guarzym łajnie, ale wiem że jeśli takim awanturnikom jak wy da się szansę by zabłysnąć, wykorzystacie ją. Więc daję wam tę szansę. Szansę na wyjście z celi, wyruszenie w teren i być może zdobycie łupów. A po wszystkim, pardon. Byście mogli dalej kombinować na ziemiach znajdujących się pod kontrolą Paktu. Lub jeśli taka wasza wola, wynieść się poza granice w poszukiwaniu lepszego życia. Jak więc będzie?

Z więziennego klepiska zaczęli podnosić się kolejni więźniowie. Cała mozaika ludzi, elfów i bestii. Grimes uśmiechnął się z satysfakcją, lecz stało się coś, co sprawiło że uśmiech szybko zniknął z jego ust. Wszyscy więźniowie patrzeli na Habasin i zdawali się czekać na jej słowo.
- Cóż, taki już urok więzień – wzruszyła ramionami Habasin – ma się naprawdę dużo czasu na rozmowy. O życiu, śmierci, marzeniach i… bardziej realnych planach.
Porucznik z kamienną twarzą słuchał już nie tak słodkich ust Khajitki.
- A plany są takie. Idziemy z tobą, ale zapewniasz nam wyżywienie na czas misji, ekwipunek na stałe, a po wszystkim pardon z oficjalną pieczęcią. No i całe łupy dla nas do podziału. Ta opcja działa na zasadzie: Wszyscy albo nikt.
Grimes głęboko westchnął.
- To co, umowa stoi? - zapytała kocica. Porucznikowi przez moment wydawało się że jej koci pysk się uśmiecha coraz szerzej i szerzej, i że zaraz cały zniknie za tym uśmiechem.
- Dobra, umowa stoi – Porucznik zmełł przekleństwo.
- Znakomicie! W takim razie, jeszcze jedna rzecz nim sfinalizujemy naszą umowę. Widzisz tego tam Norda w rogu. Tak, tego których wciąż siedzi. To członek naszego zespołu. Niestety nie może iść z nami, ale ponieważ nasza grupa działa w oparciu o zasady solidaryzmu społecznego, wszystkie korzyści z umowy będą również jego udziałem.
Oczy Grimesa zmieniły się w dwa pytające spodki.
- No co? To świetny kompan i niesamowity wojownik! Gdyby tylko mógł, poszedłby z nami i sam stanął za dziesiątkę twoich ebonhartowych żołnierzy. To prawdziwy bohater, który zyskał nasz szacunek i uznanie. Niestety, jego obiecującą karierę zakończyła przedwcześnie strzała w kolano…

17.06.2020 01:06
28
odpowiedz
Wluczykij
1
Junior

Na przód wystąpił, ubrany w potargane szaty maga, Agmar - Mroczny elf w średnim wieku.

-Ja się pisze.- parskną jakby obojętnie, odsłaniając twarz z włosów.

-Widzicie?- szepnął ktoś z tyłu.- Podobno jego oczy zczarniały przez igranie z nekromancją...

-to zakazana sztuka!- krzyknął inny.

-A więc nekromanta?- Grimes wyparł z siebie jakby niezbyt zadowolony, w głębi duszy wiedząc że ktoś taki może się przydać w ostateczności.

-Tak, nekromanta ale jestem również szkolony w sztuce jednoręcznej.- Zadeklarował z lekką dumą elf.

-Trafiłeś tu za zakazane sztuki? Morderstwa? Czy coś innego?- Angra wypiął klatkę piersiową, podnosząc się z pięt na palce.

-Siedzę tu za niewinność.- Parsknął Agmar.- Jak wszyscy tutaj...

-Nie lubię tajemnic... Ale wyglądasz na rozsądnego i przede wszystkim.- "zdolnego" pomyślał Generał. Gdyż wiedział że żeby zostać skazanym w TO miejsce trzeba być zdolnym. A stojący przed nim elf wyglądał na takiego który wie co robi.

-Przede wszystkim jestem lojalny.- Przerwał elf.

-To się okaże...- Zaciekawiony generał zaczął powoli zbliżać się do elfa przeszywając go wzrokiem.

Agmar był średniej wysokości elfem, raczej chuderlawy, widać w nim było zamiast mięśni inteligęcję, niebezpieczeństwo, sprawiał pozory tajemniczego, zniszczonego przez błędy przeszłości bandziochę. Ale był kimś więcej, im bliżej się do niego zbliżało tym bardziej czuć było nieprzewidywalność stojącej przed tobą postaci. Oczy elfa były czarne, dodając tym jeszcze bardziej do tajemniczej natury maga. Mimo czarnych jak najciemniejszą noc ślepi czuć było na sobie jego wzrok... Przeszywający... Szukający imperfekcji... słabości...

-Jak cię zwą?

-Agmar, generale...-Z szyderczym uśmiechem powiedział elf, wiedząc że przykuł oko Grimesa.

Angra odwrócił się i zaczął maszerować w stronę wyjścia, wywierając tym samym niepewność na elfie. Po chwili jednak zatrzymał się, podniósł rękę i dwoma palcami, kiwną na znak że Agmar ma za nim podążać.

-Czekasz tu do puki nie wrócę. Zrozumiano?- Dyktatorsko wręcz powiedział Grimes.

-Oczywiście...-Odparł elf, malując na swej twarzy ten sam szyderczy uśmiech z wcześniej.

Grimes wyszedł przez bramę i gdy ta tylko się zamknęła zapytał najbliższego strażnika o mrocznego elfa.

-Nie wiele o nim wiadomo generale...-Mówił młody nord.- Podobno jego ścieżka z nekromancją zaczęła się po śmierci jego opiekuna. Sierota.-szepną strażnik, kontynuując.- Po jego śmierci, mówią, większość czasu spędzał na grobach.

-Ktoś go uczył?- Angra, widocznie zaintrygowany dopytywał.

-Nie generale. Podobno samouk.- Sztywno odparł strażnik.

Grimesa coraz bardziej pożerała ciekawość. Kim jest ten elfi nekromanta? Za co tu trafił... I przede wszystkim - Czy będzie pomocny w wyprawie, która zarówno elfa jak i Grimesa może kosztować życie.

-otworzyć bramę.-Stanowczo rozkazał, pożarty już przez ciekawość generał.

Gdy brama się otworzyła a promienie światła padały na bladą jak proch, wszystkich których "przywrócił" do życia, skórę elfa ujawniając wcześniej niewidoczne blizny na twarzy, Agmar uśmiechnął się wiedząc że wdarł się w głowę prawdopodobnie jedynej osoby która jest go w stanie wyciągnąć z tej nory.

Elf podchodząc do generała powiedział tylko- Postawiłem na nogi cały elfi cmentarz... -Uśmiechnął się i minął Grimesa którego kącik ust również się lekko uniusł.

Cdn???

17.06.2020 02:10
29
odpowiedz
BlackSmile
2
Junior

Olbrzymi Nord rzucił się na kraty. Grimes nie spodziewał się od razu takiego zapału ze strony któregokolwiek z osadzonych, więc podszedł bliżej i od razu pożałował porzucenia swoich cynicznych przewidywań, uskakując przed plwociną więźnia.

Kolejni przestępcy dołączali do sprzeciwu. Większość zdecydowała się zwyczajnie milczeć, ale nie brakowało śmiałków, którzy pluli, krzyczeli i kierowali w stronę Grimesa wulgarne gesty. Khajici syczeli, pokazując zęby, a Argonianie machali gniewnie ogonami.

- Wracaj, skąd żeś się przyczołgał!

- Sczeźnij w rynsztoku, bękarcie!

Swoje zdanie musieli wtrącić też przeciwnicy Paktu:

- Wybłagaj mięso armatnie od swoich panów, elfi psie!

Grimesa nie onieśmielał taki odzew, ale czuł niepokój rosnący wśród strażników, którzy podążali tuż za nim. Wartownicy spoglądali na siebie nawzajem i nerwowo zaciskali dłonie na rękojeściach. Napięcie osiągnęło apogeum, kiedy któryś z kryminalistów odważył się rzucić w nich miską pełną papki, która musiała uchodzić za pełen posiłek w więziennych warunkach.

- Wystarczy! – Grimes krzyknął, po czym dodał ciszej do swoich towarzyszy – Tak tego nie załatwimy. Chcę ich wszystkich skutych w rzędzie przed celami.

- Teraz, poruczniku?

- Nie, na Pierwsze Mrozy – Grimes uśmiechnął się okrutnie, patrząc na skonsternowane spojrzenia, jakimi wymieniali się członkowie jego obstawy i ryknął – Na wczoraj, sierżancie! Na wczoraj!

Cała operacja zajęła dłużej, niż mu się podobało, ale Grimes musiał przyznać, że strażnicy wykonali robotę wyjątkowo sprawnie i skrupulatnie. Mimo, że zadanie nie było proste – więźniowie stawiali opór i opanowanie ich wymagało dosadnego użycia siły – już po godzinie szereg ponad pięćdziesięciu zakutych w kajdany rzezimieszków stał w milczeniu przed nim. Rozpoczął zatem oględziny i od razu zauważył kilku potencjalnych kandydatów. Żeby tylko dało się ich szybko i sprawnie podporządkować. Szybko rzuciło mu się też w oczy, że pojedynczy skazańcy wciąż tkwili w swoich celach.

- Nie mamy kajdan dla wszystkich więźniów, poruczniku. Lochy nigdy nie dostają wystarczających funduszy, a musimy przecież karmić tych wszystkich psiarzy – sierżant rzucił się do odpowiedzi, jak tylko padło na niego gniewne spojrzenie Grimesa.

- Nie obchodzi mnie-

- Zostawiliśmy w celach tylko cherlawych młodzików, starców i innych niedołężnych. Tacy to i tak by się porucznikowi na nic nie przydali.

- Rozumiem. Ale nie przerywajcie mi więcej, sierżancie – niższy rangą mężczyzna szybko skłonił głowę i wrócił do pilnowania porządku wśród więźniów – Zobaczmy zatem, co tu mamy – mruknął do siebie Grimes i wrócił do inspekcji.

Zdążył zwerbować dwóch Nordów, jednego Redgarda i jednego dunmerskiego maga, kiedy kontemplację nad potencjałem bojowym barczystego Argonianina przerwał mu krzyk dochodzący z jednej z cel.

- Hej, hej! Ja się od początku zgłaszałem! – głos należał do wątłego mera, który uczepiwszy się krat, machał energicznie rękoma.

- Łucznik? – Grimes podszedł bliżej i spytał zaintrygowany. Wcześniejszy harmider musiał zagłuszyć okrzyki delikwenta, którego wiek był trudny do określenia. Wyglądał na co najwięcej dwadzieścia wiosen, ale mógł mieć na koncie równie dobrze trzy razy tyle, jeśli cechowała go typowa dla merów ponadczasowa młodzieńczość. Grimes często mylił Elfy Leśne z Wysokimi, ale tego – mimo braku rogów – nawet jemu było łatwo zidentyfikować jako Bosmera. Zdradzały go niski wzrost oraz zielonkawy odcień skóry.

- A i owszem, zdarza mi się strzelać z łuku – odparł butnie i zeskoczył z kraty.

- Imię?

- Weyn.

- Powód?

- Eh, dobre pytanie. Słyszałem, że w tych czasach bogacze płacą Gildii Magów, żeby dowiedzieć się, dlaczego istniejemy. Sam ma parę własnych teorii-

- Czemu się zgłaszasz, sromoto? – warknął Grimes za grosz nie rozbawiony odpowiedzią Weyna. Gdyby nie brak entuzjazmu ze stronu reszty potencjalnych kandydatów elf zostałby już odrzucony. Grimes nienawidził wodolejców.

- Mój talent marnuje się w tym miejscu – Grimes prychnął, słysząc te słowa i zrobił krok do przodu. Mężczyźni stali teraz bardzo blisko i porucznik musiał pochylić głowę, by utrzymać kontakt wzrokowy.

- Twój talent może umrzeć w czasie mojej misji.

Weyn odwrócił wzrok dopiero po chwili, ale w tym geście nie było ani śladu pokory. Na jego ustach zakwitł zawadiacki uśmiech.

- Wszystkich czeka spotkanie z Sithisem – Bosmer odrzekł lekkim tonem i wzruszył ramionami, ale w jego spojrzeniu pojawił się cień krwiożerczości.

- Za co siedzisz? – tym razem Grimes nie dostał żadnej błyskotliwej riposty, więc powtórzył pytanie. Weyn tylko uśmiechnął się niewinnie i ponownie wzruszył ramionami, więc porucznik zwrócił się do strażników. Nie chciał wyruszać na misję z bandą zabójców, którzy poderżnęliby mu gardło tuż po wyjściu z miasta. Złodzieje i bandyci mieli tę zaletę, że przemawiała do nich moneta, więc chęć zysku przewyższała mordercze zapędy.

- Chyba ukradł o jedną sakiewkę za dużo na targu.

- Chyba? – Grimes uniósł brew, ale sierżantowi dane zobaczyć tylko dziwny grymas, jako że owa brew była zasłonięta przez opaskę.

- Nie znam szczegółów, poruczniku. Ten więzień był tutaj, zanim jeszcze mój oddział dostał przydział. Nocna zmiana może by wiedziała.

W odpowiedzi Grimes tylko machnął ręką i burknął pod nosem, po czym westchnął i kazał wypuścić Weyna.

- Dołącz do reszty zwerbowanych.

Weyn wskazał palcem w kierunku, gdzie miał się skierować i uniósł brew, subtelnie kpiąc z wykonania tego gestu przez Grimesa. Dowódca złapał mera za ramię i mocno popchnął, chcąc jak najszybciej wrócić do inspekcji. Beinard nie znosił dobrze zwlekania. Później będzie czas na podporządkowywanie krnąbrnego więźnia.
Angra dobrał jeszcze dobrze zbudowanego Khajita o czarnym futrze. Mężczyzna został niedawno aresztowany za włamania, o których było głośno wśród wyższych sfer. Okradał bowiem bogaczy nocą, kiedy wszyscy domownicy spali i nigdy swoją obecnością nie zbudził nawet kogokolwiek ze służby. Domy po jego wizycie świeciły pustkami, a on sam nigdy nie został złapany na gorącym uczynku – wsypał go jakiś niezadowolony ze współpracy paser. Grimes miał wątpliwości co do tego, czy Khajit nie ucieknie od razu, ale stwierdził, że ma w głębokim poważaniu bogaczy i ich majątki zbudowane na wyzyskiwaniu biedniejszych i nielegalnej działalności.

Więźniowie byli powoli rozlokowywani z powrotem po celach, a Grimes wraz z Khajitem i sierżantem dołączył do swojej nowej drużyny. Sześć osób plus on. Powinien dać sobie radę. Nie było celu zbierać większej grupy, która mogłaby zbuntować się i z łatwością uciec. Ludzka przyzwoitość i wizja zapłaty powinny utrzymać jego nowych podwładnych w ryzach. Grimes liczył przede wszystkim na to drugie.

Wybrani więźniowie byli jeden po drugim rozkuwani. Weyn wepchnął się przed wielkiego Redgarda, żeby szybciej uwolnić się od kajdan, które jemu musiały sprawiać największy ciężar. Uwolniony zaczął się przeciągać i rozglądać, mierząc dokładnie każdego ze swoich nowych towarzyszy. Jednak już chwilę później zaczął zagadywać jednego ze strażników:

- Niech zgadnę: też brałeś kiedyś udział takich wyprawach, ale oberwałeś strzałą w kolano?

Grimes poprowadził całą grupę do skrzyni, w której przechowywano dobra materialne skazańców i otworzył ją kluczem, który pospiesznie podał mu stojący obok wartownik. Następnie zaczął po kolei wyciągać zawiniątka. Każde podnosił do góry i czekał, aż któryś z więźniów się po niego zgłosi. Jeśli odpowiadało mu milczenie, odkładał pakunek na bok i grzebał dalej, aż w końcu natrafił na dziwnie znajomo wyglądający materiał. Przyjrzał się mu bliżej i chciał go rozwinąć, ale zanim zdążył, odzienie wyrwał mu z rąk Weyn. Bosmer zaczął ochoczo przebierać się na środku pomieszczenia, nie zważając na obecność innych. Zaczął od spodni i butów, po czym praktycznie zerwał z siebie brudną, płócienną tunikę. Sprawnie założył swoją, a Grimes doznał olśnienia na widok jej skórzanych wykończeń i charakterystycznych wzorów.

- Nekromanta! Na Shora, czemu nie mówiliście, że trzymacie tu nekromantę?! – Grimes natychmiast sięgnął po swój sztylet i skoczył na elfa, przyciskając go do ściany – Znam takich jak ty – syknął mu prosto do ucha – Nie zliczę, ilu zabiłem. Ale nie będę walczył u boku robactwa.

- Bez takich. Nie wszyscy należymy do Kultu, panie władzo – Weyn powstrzymywał swój głos od drżenia, ale całe jego ciało było spięte. Wyciągnął powoli rękę w ramach próby odsunięcia ostrza od swojego gardła, ale nie miał szans z masą mięśni, jaką stanowił porucznik. Ostatecznie poddał się i zapadł się lekko, kiedy ugięły się pod nim kolana. Uśmiech zniknął z jego twarzy, a w jego oczach pojawiło się nieme błaganie. Na widok tej pokory Grimes poluzował swój chwyt i stwierdził, że nie zabije nieuzbrojonego dzieciaka - z tak bliskiej odległości nie dało się błędnie ocenić jego wieku. Jako weteran wielu bitew napatrzył się na umierających młodzieńców wystarczająco na całe życie lub nawet kilka.

Odsunął się od ściany i nie puszczając ramienia maga, zaprowadził go z powrotem do celi. Jako że znajdowała się raczej w głębi korytarza, jej pozostali mieszkańcy nie zostali jeszcze w niej zamknięci, a drzwi były otwarte na oścież. Angra wepchnął Weyna do środka, nie spodziewając się, że młodszy mężczyzna złapie go za nadgarstek i pociągnie za sobą. Strażnicy rzucili się za nim, ale wypadli za drzwi, kiedy rzuciły się na nich trzy szczury, których gnijące ciała otaczała blada, niebieskawa poświata. Nekromanta zręcznie przejął sztylet, który chwilę wcześniej zostawił na jego szyi długie, płytkie nacięcie. Ruchem nadgarstka i jakimś niezrozumiałym szeptem sprawił, że z podłoża dookoła Grimesa wyrosły kościane szpony, które złapały go za nogi i unieruchomiły.

- Cokolwiek chcesz zrobić, radziłbym ci się pośpieszyć. To mnie nie powstrzyma na długo. Jak się wydostanę, to pożałujesz, że cię nie zabiłem wcześniej.

Nekromanta tylko prychnął w odpowiedzi i wyjął spod pryczy miskę pełną kości, gleby i robaków. Naciął wnętrze swojej dłoni i zacisnął ją w pięść nad miską, żeby zalać jej zawartość krwią. W podobny sposób pobrał krew od Grimesa, musiał przy tym jednak unikać ciosów wściekłego żołnierza. Wyszeptał kilka słów i upuścił naczynię na ziemię, kiedy wartownicy nareszcie wpadli do celi, a szkieletowe sidła zniknęły w ziemi, uwalniając Grimesa.

Porucznik natychmiast doskoczył do wątłej postaci nekromanty, podniósł go za gardło do góry tak, że ich oczy znalazły się na tej samej wysokości. Patrzenie, jak te czarne oczy zaczną wraz z każdą chwilą, kiedy ich właściciel nie może złapać tchu, zachodzić mgłą, nagle wydało się Grimesowi najlepszą rozrywką. Nekromanci zawsze pozostaną niegodnymi zaufania ani współczucia robakami. Najlepiej ich wytępiać przy każdej możliwej okazji.

- Nie robiłbym tego na twoim miejscu – wycharczał Weyn.

- Nie wymigasz się tym razem, robaku.

- Też umrzesz.

- Co?

- Zaklęcie. Połączyło. Nas – wydukał Bosmer, próbując wyprostować palce swojego napastnika – Zdechniesz. Wraz. Ze. Mną.

Grimes nigdy nie słyszał o tego typu czarach. Ale ogółem nie parał się magią, preferując bezpośredniość mieczy i toporów bojowych. Niejeden raz dane mu było walczyć u boku członków Gildii Magów, a także niezależnych czarowników, ale o sztuce nekromancji nie wiedział praktycznie nic. Nieważne, jak bardzo chciał, żeby słowa Weyna były kłamstwem, nie mógł mieć co do tego pewności. Doświadczenie nauczyło go, żeby nigdy nie podejmować potencjalnie nieodwracalnych decyzji w gniewie. A w danej chwili określenie „wściekły” nie oddawało w pełni jego humoru.

Był wściekły na strażników za ich tępotę. Był wściekły na Beinarda za wydanie tak głupich rozkazów. Był wściekły na Weyna za sam fakt istnienia jego i jego gatunku. Ale przede wszystkim był wściekły na siebie za to, że dał się pokonać elementowi zaskoczenia. Niczym jakiś przeklęty żółtodziób!

Jakieś zaklęcie zostało wykonane – to Grimes widział wcześniej wyraźnie. Czy ten czar robił rzeczywiście to, co jego wykonawca twierdził? Tego nikt nie mógł być pewny.

Bez możliwości zabicia więźnia na miejscu porucznikowi pozostawało tylko zabranie go ze sobą. Jakkolwiek niebezpieczne było takie rozwiązanie, Grimes nie mógł sobie pozwolić na odłożenie lub zupełne zrezygnowanie z misji.

Nie było zatem innego wyboru. Ale Grimes nie zamierzał wysłuchiwać paplaniny Weyna ani chwili dłużej. Postawił go na ziemi i w tej samej chwili popchnął go na ścianę. Głowa mera odbiła się boleśnie od ściany, a jego oczy powędrowały w głąb czaszki. Angra chwycił nieprzytomnego nekromantę, zanim ten zdążył upaść i zarzucił go sobie na ramię.

- Kończymy tutaj, panowie. Nasza misja jest nienasyconą kochanką i nie będzie na nas czekać!

17.06.2020 02:26
Rododendron_as
30
odpowiedz
Rododendron_as
2
Junior

— Przepraszam, przepraszam — ciche mruknięcia co chwilę trafiały do uszu Grimesa, ale nie mógł zidentyfikować, skąd dokładnie.

— Dziękuję, czy mógłby mnie pan przepuścić?

Więźniowie przesuwali się ospale i z pobłażaniem patrzyli na kogoś z tyłu, aż w końcu jeden z nich, mając zapewne dosyć milusińskiego, wypchnął go z całej siły przed szereg, tak mocno, że wylądował praktycznie tuż przed kratą. Z łoskotem uderzył kolanami o ziemię.

— O jejku, jejku, nic mi nie jest! — Niziutki elf o rudawych włosach do ramion i skośnych, zielonych niczym korony potężnych drzew Valenwood oczach, podniósł się i otrzepał obszarpane spodnie.

Angra nie mógł powstrzymać krótkiego prychnięcia.

— Nie marnuj mojego czasu, elfie. Są jacyś inni chętni?

Mały był jednak zdeterminowany.

— Panie żołnierzu…

— Poruczniku — Grimes natychmiast mu przerwał.

— Panie poruczniku, zapewniam pana, że jakakolwiek nie jest to misja, nadam się panu porucznikowi idealnie! — wydusił z błaganiem, mocno odchylając głowę, żeby spojrzeć mu w ogóle w oczy.

Angra zbył go i odwrócił się w stronę stojącego na schodach strażnika:

— Co on tu tak właściwie robi?

— A za co może siedzieć karzełek? Przyłapaliśmy go pod naszymi murami na zajadaniu się w najlepsze Imperialnym.

No tak, cholerny Zielony Pakt tych zdrewniałych dzikusów.

— Zabiłem go w obronie własnej, panie poruczniku! — wtrącił Bosmer. — zaatakował mnie i nie mogłem pozwolić, żeby ukradł moje skarby.

— Jakie znowu skarby? — Grimes ponownie zignorował Bosmera, kierując pytanie do celnika.

— Bo ja wiem, co on tam trzyma w tym swoim wozie? Jakieś dziwne mikstury i cała kupa rozpadającego się szmelcu. No i mnóstwo, mnóstwo map, Akatosh wie czego. To świr, poruczniku Angra, proszę go nawet nie brać pod uwagę.

Bosmer odchrząknął.

—Naukowiec i uczony, panie strażniku, a ten szmelc, to ważne artefakty, dzieła najwybitniejszych wynalazców w historii, samych Dwemerów!

Dopiero wtedy Grimes postanowił zwrócić uwagę na postać przed nim. Zbliżył pochodnię do krat i przyjrzał się więźniowi, mierząc wzrokiem… w sumie od dołu do dołu, bo w przypadku jego wzrostu, żadnej góry nie było.

— I co, znasz się na tych ich przeklętych maszynach? — Chociaż Bosmer wydawał się totalnym idiotą i ciepłą kluchą, niewykluczone, że jego wiedza mogła się im przydać tam na dole, a Grimes nie mógł przepuścić takiej okazji, która wydawała się zesłana przez samą Ósemkę.

— Ja, panie poruczniku? Jak nikt inny! Większość z nich zebrałem własnymi rękami, panie poruczniku! Ruiny to mój drugi dom. — uśmiechnął się, jakby samo wspomnienie upadłych miast i zabójczych maszyn dawało mu wiele radości. Ósemko, ten gościu był naprawdę obłąkany!

— I jak cię zwą?

— Gelrron, panie poruczniku! — Bosmer wyszczerzył się, gdy Grimes wyciągnął rękę z kluczem w stronę zamka od kraty.

— A więc Gelrron, to twój szczęśliwy dzień! — wydusił z ironicznym entuzjazmem, otwierając celę i wypuszczając go z zatęchłej nory przepełnionej innymi oczekującymi na wyrok. Rozumiał ich głupie miny i wybałuszone oczy, sam do końca nie rozumiał, co strzeliło mu do głowy — Tylko ogranicz używania „panie poruczniku”, bo wsadzę ci knebel.

— Tak jest, panie poruczniku! — wyskoczył szybko z celi i zadowolony z siebie, zaczął otrzepywać kurz z ubrania.

„To będzie cholernie długa misja”, pomyślał Angra, przewracając oczami.

17.06.2020 09:59
Shirru
31
odpowiedz
Shirru
3
Junior

(Rozdział I)

* * *
Lochy Greymoor nie cieszyły się najlepszą sławą. Shirru bywała w swoim nędznym życiu w wielu więzieniach, miała więc podstawę do wyrobienia sobie opinii. Wiadomo, lochy nie karczma, nie należało oczekiwać luksusów, jednak nawet w przypadku pierdli istniały pewne zależności, które sprawiały, że w jednych spędzało się czas przyjemniej, niż w innych. Taka Smocza Przystań chociażby – miała przytulne, nieduże cele, których zwykle nie trzeba było dzielić z innymi lokatorami. Użyteczne klapy, tunele, sienniki – nawet jeśli nieco zawszone. Przynajmniej tyłka nie ziębił kamień, a na suficie nie skraplała się wilgoć. Tak, wilgoć była najgorsza – miarowe kapanie, uzmysławiające mijający czas, potrafiło doprowadzać do szaleństwa.

Kap.

Kap.

Shirru, siedząca w kącie zatłoczonej celi, skrzywiła się spod kaptura. Obróciła nerwowo trzymaną w palcach szczurzą kość, w ostatniej chwili powstrzymała się przed ciśnięciem jej przed siebie. Cholerny gryzoń podziurawił jej płaszcz, gdy spała. Płaszcz, na który wydała ostatnie zrabowane pieniądze. Ale nie darowała mu, odpłaciła pieprzonemu serojadowi. Gnił teraz nieopodal, wzbogacając więzienny aromat. Poza tym, broń odebrali jej, gdy wywlekali ją z karczmy pijaną w sztok, a Greymoor nie uznawało podziałów. Wszyscy, niezależnie od płci czy rasy, siedzieli w jednym cuchnącym potem i stęchlizną pomieszczeniu.

– Postępowi – mruknęła kąśliwie pod nosem.

Z żelazem w dłoniach, dzięki zwinności i sprytowi, miała szansę z największym nawet osiłkiem, ale bez broni… Cóż, kostki wielkości wykałaczek nie mogły zastąpić mieczy ani sztyletów, jednak wbite w oko bądź krtań, stawały się niebezpieczne. Innej alternatywy nie miała.

Uniosła głowę, gdy ponad rozmowami więźniów wyłapała kroki. W korytarzu zajaśniał blask pochodni, a chwilę później ujrzała Grimesa, na widok którego ucichli pozostali więźniowie. Poczuła ukłucie niepokoju – sądzić mieli ją dopiero za trzy dni, plan ucieczki nie był jeszcze gotowy. Miała nadzieję, że nie przyszedł tu po nią.

Z napięciem słuchała przemowy strażnika, a z każdym zdaniem ulga rosła, przepotwarzając się w poczucie nadziei i triumfu.

– …Chętni wystąp.

Decyzję podjęła bez zastanowienia. Plan ucieczki z rozprawy był ryzykowny, mogli przezornie skuć jej nie tylko ręce, ale i nogi, podwoić straż, oślepić magią, a po tych wszystkich ucieczkach i napiętrzonych wyrokach, mieli podstawy do ostrożności. Tymczasem Angra proponował fuchę „na zewnątrz”, dzięki której mieli odzyskać wolność. Zadanie, o które mówił Grimes śmierdziało samobójstwem, nie zraziło jej to jednak. Choćby miał poprowadzić ich do samej Otchłani, wiedziała, że zdoła umknąć. W końcu z każdego miejsca będzie łatwiej uciec, niż stąd.
Wstała sprężyście, a gwałtowny ruch zsunął jej kaptur z głowy, uwalniając burzę czarnych włosów – schedę po ludzkim ojcu, i żółte oczy w kształcie migdałów – spuściznę po altmerskiej matce.

Shirru, mieszanej krwi bękart, dziwadło, które nigdy nie powinno przyjść na świat, wygnaniec z wysp Summerset, morderczyni i złodziejka, przedarła się przez stłoczonych więźniów. Przewiesiła ręce przez kratę i przechyliła figlarnie głowę.

Porucznik wojsk Paktu Ebonheart zmierzył ją świdrującym spojrzeniem oka, które zdawało się przeszywać na wylot. Blask pochodni tańczył na jego łysym łbie, niby błędny ognik.

– Zgubiłaś się? – rzucił z przekąsem, nie spuszczając z kobiety wzroku.

– Wręcz przeciwnie – odparła, mrużąc żółte ślepia na podobieństwo zadowolonego ze zdobyczy kota. – Znalazłam drogę. Drogę do odkupienia win, ma się rozumieć.

Drogę ku wolności – poprawiła się w myślach.

– Szukasz ludzi? – podjęła. – Zakładam, że nie zabrakło, szanownemu, świadków na weselu i chodzi o brudną robotę. No to jestem. – Rozłożyła ręce, na ile pozwalała jej krata. – Kogoś zabić? Coś zwinąć? Mój wachlarz usług jest szeroki. I tak się składa – ruchem głowy wskazała wnętrze celi – że nic w ostatnim czasie nie miałam w planach.

Porucznik powiódł spojrzeniem po pozostałych skazańcach.

– Może i jesteście bandą oprychów – rzekł dudniąco, po czym powrócił okiem ku mieszańcowi – ale nie szukam byle kogo, samych najlepszych… Jesteś najlepsza?

– Ci, którzy uważają się za najlepszych prędko trafiają do piachu. Jeśli chce się przeżyć, nie można zbyt zawierzać własnym umiejętnościom. – Wydęła kpiąco wargi. – Ten błąd popełnili twoi podkomendni, gdy uznali, że pijana dziewka nie stanowi zagrożenia, dla nich, wojaków na schwał! I gdzie są teraz?

Grimes skrzywił się. Jego szczęka poruszyła się, zupełnie jakby rozważał czy wypluć przekleństwo, które miał na końcu języka. Wreszcie skrzyżował ręce na byczej piersi i pokiwał w milczeniu głową na znak, że się zgadza.

Uśmiech, którym go obdarzyła, zdawał się mówić jedno:

„Zabawmy się!”.

17.06.2020 11:54
32
odpowiedz
Cichociemna
1
Junior

Kocie oczy zalśniły w słabym blasku pochodni. Oczom Grimesa ukazała się niewielka, chuderlawa postać pokryta futrem, odziana w odarte łachmany. Dziecko, pomyślał Grimes. Nieszczególnie zaskoczył go jego widok - khajici, postrzegani przez rodowitych mieszkańców Skyrim jako złodzieje i handlarze narkotyków, byli stałymi bywalcami lochów - nierzadko niesłusznie. Jednak skąd się wzięła dwunastoletnia kocia dziewczynka w celi pełnej starych oprychów? Grimes spojrzał na nią nieprzychylnie. W odpowiedzi na jego wzrok dziecko tylko położyło uszy po sobie i wysunęło buńczucznie brodę.
- Gówniarzy nie biorę - warknął. - A zwłaszcza gówniar.
Porucznik był pewny, że gdyby nie respekt, jaki wzbudzała jego postać, po lochu potoczyłyby się gromkie śmiechy. Dziewczynka nawet nie drgnęła, mimo to wydawało się, że skurczyła się przzed obliczem potężnego mężczyzny.
- Wi... widzisz tu innych chętnych? - wydusiła z siebie piskliwym głosikiem. Po czym dodała już pewniej: - Najwyraźniej jestem tu najodważniejsza!
Po celi przebiegły pomruki niezadowolenia, jednak ku zdziwieni Grimesa, nikt nie wystąpił. Najwyraźniej nic nie rani dumy mężczyzny bardziej, niż gnicie latami w lochu - nawet jakaś zarozumiała smarkula. Albo ci ludzie po prostu mieli to gdzieś. Porucznik podszedł do khajitki, tak blisko, że musiał patrzeć niemal pionowo w dół, aby utrzymać kontakt wzrokowy. Dziewczynka zaś musiała zadrzeć głowę do góry. Zacisnęła niewielkie piąstki. Stali tak dłuższą chwilę, przedstawiając sobą iście groteskowy widok, aż w końcu Angra wycedził:
- Posłuchaj mnie teraz uważnie, dziewczynko. Nie wiem, co zrobiłaś w swoim marnym, pchlarskim życiu, że się tu znalazłaś, ani gdzie się podziewa reszta twojego, pożal się Kynareth, klanu...
Część więźniów poczuła się dość swobodnie, by pozwolić sobie na rechot. Grimes rzucił gdzieś w tłum piorunujące spojrzenie i mówił dalej:
-... ale dam ci jedną radę: jeśli chcesz umrzeć mając więcej, niż dwanaście lat, to zejdź mi z drogi.
Ostatnie cztery słowa wypowiedział z takim naciskiem, że gdyby były kamieniem, a dziewczynka kołkiem, to wbiłyby ją w ziemię na głębokość czterech stóp. W celi zrobiło się cicho. Teraz już nikt się nie śmiał. Khajitka zauważalnie straciła na animuszu, ale nie dała za wygraną. Mimo świdrującego spojrzenia porucznika nie cofnęła się nawet o krok. Gwałtownie wciągnęła powietrze i wyrzuciła jednym tchem:
- Umrę tutaj lub z tobą na misji, sir!
Grimes wywrócił oczami. Ta mała zaczynała go już irytować. Machnął ręką, jakby odganiał od siebie natrętną muchę.
- Nie będę tracił czasu na dyskusję z takim chłystkiem. Szepnę za tobą słówko, to może cię wypuszczą zanim podrośniesz na tyle, żeby przestać się o ciebie potykać.
Dziewczynka upokorzona opuściła wzrok, a następnie odsunęła się na bok. Grimes odchrząknął.
- Ktoś zgłasza się na ochotnika? Ktokolwiek? - spoglądał po kolei po więźniach, ale ci odwracali wzrok. Myślałem, że to będzie prostsze, westchnął w myślach porucznik. Zatrzymał wzrok na krępym, niskim człowieczku z rudą brodą i tatuażami na twarzy. - No to może ty.
Człowieczek z ociąganiem zrobił krok do przodu i rzucił Grimesowi niechętne spojrzenie. Porucznik bezceremonialnie odciągnął go pod drzwi lochu i czując, że nie ma innego wyjścia, kontynuował werbunek w podobny sposób.
***
Finalnie w szeregach jego drużyny znalazło się czterech ludzi - wyżej wspomniany rudy bandzior, chudy, szczurkowaty łotrzyk o paskudnym spojrzeniu, samozwańczy mag, który wyglądał na ponad sto lat i dezerter z garnizonu, którego nazwy ani chorągwi nie pamiętał nawet on sam. Grimes bynajmniej nie był zadowolony ze swojej bandy, ale pośród największych zakał Skyrim i tak nie miał lepszego wyboru. I tak wszyscy zgniemy, pomyślał gorzko, szkoda tylko, że właśnie taka śmierć mnie czeka. Miał nadzieję na coś lepszego.
Wychodząc z lochu, zaczepił strażnika.
- Nie wiem co zrobił ten koci dzieciak siedzący na dole, ale jestem prawie pewien, że już jej wystarczy więziennego żarcia. Na twoim miejscu wypuściłbym ją, zanim zostanie zatłuczona przez swoich współwięźniów.
Strażnik spojrzał na niego podejrzliwie. Grimes rzucił mu srebrną monetę, żeby mężczyzna przypadkiem nie zapomniał jego słów i ruszył ze zgrają łotrów do koszar.
- Dobra panowie. Wyruszamy jutro o świcie. Pamiętajcie, że to wasza szansa od losu, więc na waszym miejscu bym jej nie marnował. Próba ucieczki karana będzie śmiercią, a wyrok wykonywany będzie natychmiastowo i własnoręcznie przeze mnie. - Angra uśmiechnął się pod nosem - Jeśli wrócimy z misji żywi, osobiście dopilnuję, żeby w więziennej celi zabrakło dla was miejsca.
Słowa te jednak nie pokrzepiły wcale jego towarzyszy. Gdy dotarli do koszar, Grimes kazał dopilnować ich jednemu z sierżantów, a sam udał się do swojej kwatery. Ku jego szczeremu zdumieniu, czekał tam na niego gość - mała, chuda khajicka dziewczynka, spoglądająca na niego błyszczącymi oczami.

cdn.

post wyedytowany przez Cichociemna 2020-06-17 11:56:54
17.06.2020 14:12
33
odpowiedz
1 odpowiedź
Avol
2
Junior

Do więziennych krat powoli pewnym krokiem zbliżył się, argonianin o karmazynowym umaszczeniu.

-Ja, jestem chętny.

Grimes, polecił strażnikom otworzyć celę i zakuć jaszczurkę w kajdany. Strażnicy odeskortowali ich do obskórnej Sali przesłuchań. Gruby dębowy stół rozdzielał rozmówców, przytłumione słońce ledwo przeciskało się między kratami pod sufitem. Z dachu ciekło, podłoga była pokryta nieznaczną ilością słomy. Angra, mógłby przysiąc, że w cieniu widział szczura, który wpatrywał się małymi ciemnymi oczkami wprost w niego.

-Więc? Jak ci na imię? Czym się zajmujesz? Jak tu trafiłeś?

Argonian wyglądał interesująco, był dość szczupłej postury, odziany w łachmany wciąż zachowywał pewien majestat. Z pewnością miał także duże rogi, jednak teraz były starannie spiłowane, aż do podstaw. Trzymał ręce zakute w ciężkie, żelazne kajdany na ławie, tak jak przykazał strażnik. Wpatrywał się w Grimesa z jakby zaciekawieniem.
-Jestem, Othaca Juut. Zapewne, najlepszy złodziej w Skyrim. Do niedawna, także nieuchwytny.

Grimes, skrzyżował ramiona i spojrzał z pogardą na złodzieja.

-Więc jak ten najlepszy złodziej w Skyrim, gnije teraz w więzieniu Greymoor.

Argonianin lekko rozdziawił paszczę i oblizał powoli zęby swoim żmijowym językiem.

-Skontaktował się ze mną raz dziwny, zleceniodawca. Chciał abym dostał się w szeregi, Akademii Magicznej w Zimowej Twierdzy i zorientował czy w jej wnętrzu nie znajduję się pewien magiczny artefakt. Za samą tą informację oferował pokaźną sumkę, która zyskiwała sporo na wadze gdybym pomógł ten artefakt jeszcze wydostać.

-Dlaczego skontaktował się akurat z tobą.

Othaca zaczął przyglądać się swoim paznokciom, były ostre, wyraźnie zadbane jak na więzienne warunki.

-Cóż, doskonale wiedział do się kogo zgłosić. Jestem złodziejem, który ma się czym chwalić. Do tego z pewnymi sukcesami władam magią. Jestem także młody. Idealny materiał na agenta w Akademii.

-Jaki artefakt miałeś ukraść?

-Jestem złodziejem, nie artefaktorem. Nie mam pojęcia jak to działało. Ale wiem za to jak wyglądało, było duże i okrągłe. Składało się z rdzenia i wielu złotych pierścieni wokół, taki opis dostałem. Nigdy nie udało mi się zlokalizować tej rzeczy, zapewne nigdy nie było jej nawet w twierdzy.

-Więc co tu robisz? Powinieneś bezpiecznie siedzieć za murami twierdzy kształcąc się na maga.

-Już zapomniałeś? Jestem złodziejem. W między czasie kradłem księgi z zakazanych zbiorów. Pech chciał, że w Akademii był bardzo, bardzo obowiązkowy bibliotekarz. Gdy tylko zorientował się, że książek ubywa, rozpoczął śledztwo na własną rękę. Powoli wykreślał z listy wszystkich uczniów odwiedzających bibliotekę. W końcu na liście zostałem tylko ja, poczekał razem z nauczycielami, aż będę musiał załatwić pewne... sprawy. I mnie pochwycili.

Argonianin głęboko westchnął.

-To, to... największa porażka w mojej karierze.

-Narazie wyglądasz mi na kompletnego nieudacznika a nie na kompetentnego złodzieja.

Grimes już odsuwał, krzesło od stołu aby wstać. W tym momencie Othaca jednym zręcznym ruchem ogona położył sakiewkę Angry na stole. Z pewnością ukradł ją w trakcie historii o Akademii. Argonian schował ręce z kajdanami pod stołem i nachylił się nad nim.

-Jeśli mnie ze sobą zabierzesz, nie pożałujesz.

-Interesujące... możecie go rozkuć.

Othaca wyciągnął ręce spod stołu i wyciągnął je w stronę strażnika, gdy ten nachylał się z kluczem aby je rozkuć. Same się rozpadły i z zgrzytem spadły na podłogę pod nimi. Argonian nawet na moment nie odwrócił wzroku od strażnika, jedynie wzruszył ramionami.

spoiler start

KONIEC<3

spoiler stop


17.06.2020 14:38
33.1
Avol
2
Junior

Chciałbym w tej odpowiedzi zwrócić na uwagę na to, że Juut to z pewnością charyzmatyczny złodziej, którego każde działanie ma coś na celu. Powinno zwrócić się na to uwagę interpretując ten fragment. Pozdrawiam!

17.06.2020 14:12
34
odpowiedz
NotHing1heRe1
1
Junior

Zlustrowawszy, cuchnące stęchlizną, pomieszczenie Grimes dostrzegł osobę nie wyglądając na zwykłego oprycha lub drobnego złodzieja. Od szarej masy więźniów odróżniało go jego inteligentne spojrzenie. Mężczyzna wyglądał na trzydziestolatka, widoczna była jego atletyczna budowa i charakterystyczne otarcia na dłoniach wskazujące częste używanie miecza.
- Jak się nazywasz?-zapytał Angra
- A jak ty byś chciał mnie zwać? w różnych miejscach, w których bywałem moje miano jest skrajnie inne. Od szczura po rzeźnika, może być Billy Black, jeżeli Panu się podoba.-odrzekł więzień
Jeden ze strażników chciał zdzielić go, za bezczelność, lecz został powstrzymany przez Grimes'a.
Postawa Billiego różniła się od służalczego skomlenia innych osadzonych chcących tylko uratować się od kary.
- odziejcie go w pikowany kaftan i dajcie jakiś tępy miecz. Chcę go widzieć na dziedzińcu treningowym tak szybko jak się da!-rozkazał porucznik
Po niecałym kwadransie panowie stanęli na przeciwko siebie. Obecny, poza nimi był jeszcze pachołek, który podał skazańcowi pas z mieczem.
Obyś był równie mocny w ramieniu, jak w swojej gadce.-warknął Grimes.
W ostatniej spokojnej chwili zauważył tylko szelmowski uśmiech swojego przeciwnika.
Black rzucił się na porucznika, lecz nie było to wymachiwanie bronią podobne do szału, zauważalnego u osób mających ostatnią szansę na uratowanie się. Jego cięcia były niezwykle precyzyjne i wyrafinowane. Każdy cios więźnia, ledwo parowany przez żołnierza mógł zabić.
Grimes nie wiedział co się dzieję, dawno nie spotkał nikogo, kto chociażby zbliżył się poziomem do jego aktualnego przeciwnika. Wreszcie porucznikowi udało się przełamać defensywę i uderzył z przeświadczeniem, że trafi, tym samym ogłuszy swojego przeciwnika, Jednakże jego cios został bezproblemowo odbity. Pojedynek zakończył się odstąpieniem Billiego i schowaniem przez niego oręża. Porucznik wydał rozkaz odprowadzenia więźnia, po czym rzucił na odchodne:
-Zaimponowałeś mi, do wieczora otrzymasz przez strażników informację, czy będziesz razem ze mną dowodził nadchodzącą wyprawą.
Gdy tylko strażnicy oddalili się na tyle by zniknąć z jego pola widzenia, porucznik, ciężko dysząc oparł się na mieczu i zawołał pachołka by przyniósł mu jakiś ciepły napitek.
Jeszcze tego samego dnia Grimes Angra odwiedził dozorcę więziennego, w celu rozpytania się o jegomościa, z którym ćwiczył. Okazało się, że nikt nie wiedział skąd pochodzi, nawet osoby z jego kompanii, pochwyceni w okolicznej karczmie, gdzie zostali wciągnięci w bójkę. Po dłuższym rozpoznaniu porucznik uznał za dobry pomysł wyciągnięcia na wyprawę Billiego i jego bandę, gdyż wyglądali mu na odważnych towarzyszy. Każdy z nich mógł się na coś przydać. Byli w niej świetni wojownicy, jak i znachor znający się na lekarstwach, jeden z nich był też kowalem potrafiącym nawet na kamieniu, przy ognisku, wykonać proste naprawy żelastwa.
Nie mając nic do stracenia przesłał wiadomość do strażników, by wypuścili kompanię i oddali im ich sprzęt. Następnego dnia z rana mieli stawić się na radę odnośnie wyprawy.
Ciąg dalszy nastąpi...
PS Przepraszam za nie umieszczenie szczegółów odnoszących się bezpośrednio do Lore ESO, gdyż jestem nowy w tym świecie i dopiero się uczę.

17.06.2020 14:28
35
odpowiedz
Kieł
1
Junior

Po długiej chwili milczenia, Grimes usłyszał pierwsze kroki. Kroki które kapitan usłyszał należały do pewnego Khajiita o brązowym umaszczeniu futra i ciemno brązowych włosach dość długich jego ciało nie jest zbyt umięśnione, ubrany aktualnie w więzienne szmaty, po chwili odpowiada stając pewnie przed Grimesem.
-Ja się zgłaszam lepsza szansa wykupienia się i śmierć w walce niż zdechnąć jak świnia-
Kot staje za kapitanem aby od razu ruszyć za nim po tych słowach sam Grimes uśmiecha się i patrzę na kota.
-A tak to ty jak ci było Kieł upierdliwy z ciebie mag w ogóle rzadko widuje twoją rasę zajmującą się arkanami magii. Oddam ci twój ekwipunek o ile stary Jochan nie sprzedał na alkohol lub na haszysz.
Obraca się w stronę reszty badając się ich wzrokiem stanowczo mówiąc
-Czy ktoś jeszcze z was jest chętny na śmierć w walce niż zdechnąć jak świnia.?
Po tych słowach podchodzi do niego jeszcze jakiś Nord i Ork stoją w gotowości aby iść za nim. Kiedy Grimes jeszcze chwilę poczekał odwrócił się na pięcie i jednym gestem dłoni kazał im iść za nim. Wychodząc z więzienia mieli dużo szczęścia bo ich ekwipunek czekał na nich zbierają swój ekwipunek teraz widać że nord był łucznikiem, ork Wojownikiem a sam Khajiita magiem. Po krótkiej wojskowej musztrze i powiedzenia o ich zadaniu. Sam wzrok na kapitana lecz dość z poradzą patrzyły na te łazy siedzą w więzieniu. Następnie ruszyli razem z Kapitanem w kierunku zadania.
Ciąg Dalszy Nastąpi...

17.06.2020 14:49
36
odpowiedz
Daisukee
1
Junior

Z rogu pomieszczenia wyłoniła się masywna sylwetka, której podłużne źrenice wpatrywały się w Grimesa z nieukrywaną niechęcią. Porucznik od razu rozpoznał paskudną twarz argonianina, gdyż zaledwie kilka dni temu dokładał wszelkich wysiłków aby go wytropić. Morderca, awanturnik, jeden z najgorszych bandytów w okolicy. Pomimo, że światło pochodni dawało ciepły blask, całkowicie zanikało docierając do czarnych łusek, nadając przestępcy wyjątkowo ponurego wyglądu.

- Gruk Smoczy Kieł... - westchnął Grimes, patrząc jaszczurowi prosto w oczy.

- Grimes Angra, co za miła niespodzianka - wysyczał przez zęby Gruk, po czym splunął w stronę porucznika. - Nie sądziłem, że tak szybko się za mną stęsknisz. Nie minął dzień, a Ty już mnie potrzebujesz?

Słowa jaszczura zawisły w powietrzu, jakby czekając na odpowiedź, która nie nadchodziła. Wydawało się jakby Grimes przez chwilę walczył z własnymi myślami. Wiedział, że jaszczur jest nawet bardziej niż wykwalifikowany, jednak w końcu doszedł do wniosku, że nie byłby mu w stanie zaufać nawet w minimalnym stopniu.

- Zabierzcie go stąd, będzie tylko przeszkadzał! - krzyknął porucznik, całkowicie ignorując pytanie przestępcy.

- Jacyś inni chętni? - zapytał po chwili Grimes spoglądając w kierunku khajiita oraz skulonej w kącie, trzęsącej się z zimna ludzkiej postaci, gdy w oddali można było usłyszeć cały potok przekleństw zakutego w łańcuchy jaszczura, którego strażnik odprowadzał do innej celi.

W końcu obelgi Gruka całkiem ucichły, a słowa porucznika spotykały się z martwą ciszą. Biorąc pod uwagę fakt, że Grimes przychodził do nich po pomoc, nie trudno było się domyślić z czym mają do czynienia. Gdyby chodziło o zwykłą misję, zapewne wziąłby własnych ludzi, ponieważ może im zaufać. W tym wypadku ryzykował zdradę, ucieczkę, a przy odrobinie nieostrożności i złej woli nawet własne życie.

- Blackreach. Prosty rekonesans. - dodał Grimes, jakby chcąc zachęcić więźniów do współpracy.

Słysząc słowo Blackreach kocie oczy podskoczyły wystraszone, a ich właściciel odsunął się w głąb pomieszczenia, jakby dając do zrozumienia, że stracił resztki zainteresowania, które zresztą już wcześniej było niewielkie. Zdając sobie sprawę z własnego błędu Grimes westchnął głęboko. Kto przy zdrowych zmysłach pakowałby się z własnej woli do miejsca o tak wybitnie złej reputacji? Pomimo, że przestępcy przed porucznikiem czekali na wyrok śmierci, to w porównaniu do szumowin z Blackreach można ich nazwać zaledwie dziećmi bawiącymi się w piaskownicy... tak, nawet w przypadku Gruka.

Grimes spojrzał jeszcze raz na zwój z raportem dotyczącym zadania. Nie wyglądało to ciekawie. Zniknięcia w Greymoor najprawdopodobniej są związane z jakimś mrocznym rytuałem. Nie wykluczone, że w grę wchodzą wampiry, magowie, a w najgorszym wypadku nawet jedni i drudzy. Jednak to wszystko tylko spekulacje, a przyczyna Morowych Burz może być dużo bardziej skomplikowana i przerażająca.

Zniechęcony porucznik odwrócił się i powoli zaczął kierować swoje kroki w stronę wyjścia. Widząc w oddali wracającego Grimesa, sierżant Gutrim uśmiechnął się z nieskrywaną satysfakcją. Wtedy jednak zza krat dobiegł cichy i niepewny głos.

- Być może ja mogłabym pomóc? - zapytała jakby wciąż wahając się ostatnia z osób znajdujących się w celi.

Grimes spojrzał w kierunku celi. Światło pochodni nie było na tyle mocne, aby oświetlić całe wnętrze celi, dlatego dopiero w tej chwili dostrzegł wyłaniającą się z ciemności sylwetkę. W przeciwieństwie do pozostałej dwójki więźniów, to nie on umieścił ją w celi, dlatego był lekko zaskoczony widząc ludzką kobietę.

- Nie znam cię... - odpowiedział porucznik, jakby oczekując, że osoba się przedstawi.

- Też cię nie znam.

- Ehhh... kim jesteś i za co siedzisz?

- Lilianne, bretonka, 26 lat...

- A za co siedzisz? - zapytał ponownie Grimes, starając się ukryć zniecierpliwienie.

- Zabiłam kilkadziesiąt osób... - porucznik spojrzał na kobietę niepewnie, jakby nie do końca wierząc w to co powiedziała. Jednak zanim zdążył zadać kolejne pytanie, Lilianne wyczuwając jego wątpliwości kontynuowała…

- Jestem beznadziejna w kontrolowaniu swoich emocji... - zatrzymała się na chwilę, chcąc odwlec nieuniknione - ...i przy okazji swojej magii.

- Chciałam postraszyć swojego prześladowcę... no i postraszyłam go, ale przy okazji wysadziłam w powietrze całą gospodę. Ścigali mnie tysiące kilometrów, aż w końcu złapali i wsadzili do więzienia w Greymoore - dodała ze skruszoną miną.

Grimes z trudem powstrzymał się od wybuchnięcia śmiechem. Zachowując kamienny wyraz twarzy spojrzał jeszcze raz w zwój trzymany w ręce, a następnie zwrócił się do dziewczyny.

- A więc morderstwo.

- Tak, morderstwo. - potwierdziła spuszczając głowę.

- Dziś twój szczęśliwy dzień. Jak powiedziałem, tak zrobię, będziesz miała szansę odpokutować swoje winy. - odrzekł po chwili namysłu Grimes, uśmiechając się pod nosem.

Ciężko stwierdzić, czy porucznik cieszył się z faktu, że znalazł nieświadomą osobę, która zdecydowała się z nim wyruszyć, czy może z tego, że znajdując się w skutych lodem górach, mogą zginąć od niekontrolowanego wybuchu. W każdym razie poczuł cień sympatii do „niewinnej” dziewczyny, która oszczędziła mu kłopotu, w końcu alternatywą był nieobliczalny Gruk, bądź któryś z jego podopiecznych.

- Chodźmy coś zjeść i się ogrzać - i miejmy nadzieję, że to nie będzie nasz ostatni normalny posiłek, dodał w myślach otwierając celę.

post wyedytowany przez Daisukee 2020-06-17 14:52:42
17.06.2020 14:52
37
odpowiedz
WolfPonPon
1
Junior

– Panowie, toż to propozycja nie do odrzucenia – odezwał się wesołkowaty głos w tłumie. – Wolicie skrócenie o głowę w tym wątpliwie urokliwym przybytku, od przyjemnego zgonu na świeżym powietrzu? Ja nie, dlatego zgłaszam się na ochotnika!
Ciała rozstąpiły się, a na przód wystąpiła szczupła postać o upstrzonych gepardzimi cętkami ramionach. Światło pochodni ukazało dziki koci łeb z domieszką elfiej fizjonomii. Czarne pręgi umaszczenia tworzyły naturalne oprawki, podkreślające intensywne żółte ślepia o pionowej źrenicy.
Angra przyjrzał się uważnie khajiit.
– Jak masz na imię i co możesz mi sobą zaoferować? – zapytał go.
Ochotnik poruszył wąsami i uśmiechnął się łobuzersko.
– Dar’Thon – przedstawił się. – Złamię każdy zamek – tu rzucił sugestywne spojrzenie na kraty za którymi się znajdował. – Z odpowiednim sprzętem oczywiście, inaczej już by mnie tu nie było.
Angra odnotował w pamięci, aby uważniej pilnować mieszka.
– Coś jeszcze?
Dar’Thon przeczesał palcami uzbrojonymi w długie pazury sierść na głowie. Niby zwykły gest, ale Grimes miał wrażenie że popisywał się bicepsami.
– Jestem świetnym wspinaczem, więc wlezę tam gdzie inni nie potrafią – odpowiedział pyszałkowato. – Co prawda ta umiejętność niejako mnie tu wpakowała, ale co ja poradzę, że dziewucha mieszkała na trzecim piętrze? Mus to mus, miłość wzywała. Fakt ojczulek miał inne zdanie na ten temat, bo zamiast panny przywitała mnie banda strażników…
Angra uciszył go zniecierpliwionym ruchem ręki.
– Dobra daruj sobie szczegóły, bo niewiele mnie obchodzą – powiedział. – a czymś umiesz walczyć?
Khajiit niezrażony uśmiechnął się szeroko, odsłaniając dwa rzędy ostrych zębów.
– No ba, sztylety, małe toporki, kusza i co tam poręcznego mi w łapy wpadnie – odparł.
– Świetnie – mruknął Angra i niespodziewanie uderzył pochodnią o pręty. – Reszta tałatajstwa, odsuwać się! – ryknął.
Wszyscy klnąc przywarli do przeciwległej ściany. Szczęknęły klucze i po chwili Dar’Thon ze skutymi rękami stał naprzeciw Grimesa. Jakimś cudem jego koci uśmiech stał się jeszcze szerszy.
– A tak w ogóle to gdzie idziemy? – zapytał niewinnie.
Angra Grimes posłał mu tylko krzywy grymas.
***

17.06.2020 14:55
38
odpowiedz
zer0
1
Junior

Z ciemności wyszedł brodaty mężczyzna. Miał szerokie barki i umięśnione ręce. Idąc w stronę Grimesa stawiał pewne kroki, mierząc wzrokiem mijanych bandziorów i zbirów. Jego zielonkawe oczy zdawały się analizować kolegów z pierdla i nigdy nie zatrzymywały się na jednej osobie zbyt długo. Długie rude włosy były spięte w kucyk, a w brodę pozaplatane między warkoczami brzęczały kamienie z runami. Porucznik przyglądał mu się jeszcze chwilę.

- Jak cię zwą?

- Trójka.

- Trójka? Mamusia za tobą nie przepadała co?

Brodacz zignorował złośliwość. Musiał patrzeć z zadartą głową do góry, przez swój niski wzrost, mocno kontrastujący z szeroką posturą.

- No dobrze, a więc co potrafisz, "Trójka"?

- Zależy czego potrzebujesz. Mogę podrzynać gardła, otwierać zamki, przeczesywać teren. I mam doświadczenie w łażeniu po ruinach.

Grimes zmarszczył czoło. Tego w zasadzie potrzebował. Chociaż niski brodacz, przedstawiający się numerem budził pewien niepokój, to porucznik był przekonany, że jest to po prostu aura więzienia. Zresztą, i tak szedł na pewną śmierć, umrze w ruinach czy zanim w ogóle do nich dotrze, nie ma to znaczenia.

- Słuchasz rozkazów?

- To zależy. Jeśli mam ci pomagać, to chcę czegoś w zamian.

- Jeśli wrócimy z powrotem żywi, to zostaniesz oczyszczony z zarzutów.

- Wolność mnie nie interesuje, mogę ją wziąć w każdej chwili. - powiedział beznamiętnie Trójka - Interesuje mnie "to". - pogładził jeden ze swoich kamieni - Pozwolisz mi nazbierać trochę takich kamyczków, a ja zapewnię ci bezpieczeństwo, tak długo jak sobie zażyczysz.

Porucznik zmrużył oczy. - Za co cię zamknęli?

- Za nic. Sam tu przyszedłem. Ale mam już to po co wróciłem.

Grimes nie mógł nie zauważyć jak kilku więźniów się wzdrygnęło, a jeden musiał powstrzymać wymioty. W tym momencie poczuł też fetor gnijącego ciała. Zaklął w myślach. Jeśli ten człowiek mówi prawdę, to może być niezwykle przydatny. A jednocześnie niebezpieczny. Z jego oblicza nic nie dało się wyczytać, ale część co miększych więźniów wyraźnie się go bała. Reszta, mniej liczna część, nie chciała mieć z nim nic wspólnego. Psiakrew! Jak mają być złe pomysły, to niech będą i najgorsze!

- Dobra, umowa stoi, od teraz będziesz się mnie słuchał, a w zamian dostaniesz te... kamienie. Jeśli je znajdziemy.

- Zgoda - brodacz pokiwał głową - A więc prowadź.

- Zaraz. Najpierw potrzebuję jeszcze kilku chętnych. Ktoś jeszcze!?

17.06.2020 15:27
39
odpowiedz
Cedorn
1
Junior

To był wyjątkowo zły pomysł, pomyślał Grimes Angra. Nawet jak na mnie.
Patrzył na tłoczące się przy kratach postaci. Złodzieje, szubrawcy, kryminaliści. Próbował znaleźć w ich oczach ślad charakteru - zacięcia świadczącego o tym, że zareagują właściwie, kiedy będzie trzeba dobyć broni. To pasowałoby do charakteru ich straceńczej misji, byłoby spójne z opowieściami, jakie w dzieciństwie opowiadał mu ojciec. O tajemniczym bohaterze, lub też bohaterach – zwykłych kryminalistach, którym dar od losu niesie niespodziewanie jeszcze jedną szansę, ratując od katowskiego pieńka, albo zgnicia w celi – szasnę tą wykorzystują, stając się lepszymi osobami i bohaterami.
Grimes był jednak całkowicie pewien, że gdyby drugą szansę dać tym tutaj, wróciliby do takiego samego życia, jakie toczyli zanim znaleźli się za kratkami Fortu Greymoor. Ich spojrzenia nie były twarde i zdeterminowane – zamiast tego widział znudzenie, chęć mordu, albo też zwyczajną tępotę. A jednak wszyscy jednomyślnie stali przed nim jako ochotnicy.
Wszyscy, oprócz jednego.
Chorobliwie chudy, z długimi, ciemnymi włosami opadającymi na ramiona i brodą w szpic, podkreślającą twarz, która bardziej pasowałaby do szlachcica, w żadnym wypadku kryminalisty. Siedział w kącie celi, z rękami założonymi za głową. W kąciku ust trzymał kawałek słomy. Już na pierwszy rzut oka różnił się od pozostałych więźniów. Kiedy porucznik podszedł bliżej, pozwalając światłu pochodni oświetlić całą jego postać, zorientował się, że rzeczywiście człowiek ten musi być kimś więcej, niż pospolity złodziej. Nie chodziło wcale o jego pozę, ani kryjącą się za nią nonszalancję. Po prostu mniej śmierdział.
Obserwował porucznika spod półprzymkniętych powiek, uśmiechając się ironicznie. Grimes nienawidził takich ludzi. I poczuł, że nienawidzi teraz również siebie za to, że ten człowiek go po prostu zaciekawił.
- Ty – powiedział. – Jak ci na imię?
Więzień westchnął.
- To nie ma żadnego znaczenia. Ma pan swoich ochotników, ja nie jestem jednym z nich.
- Tak bardzo chcesz tutaj zgnić?
Tamten uśmiechnął się krzywo.
- Zszedł pan tutaj po ochotników na „odpracowanie” win. Tylko najwięksi debile – urwał na chwilę, patrząc na stojących przy kratach ochotników – mogą sądzić, że dostają w ten sposób jakąkolwiek szansę. Pańskie zejście tutaj, poruczniku, świadczy tylko o tym, że potrzebujecie ludzi do roboty, na którą nie chcecie wysyłać własnych żołdaków. Czyli takiej, z której się nie wraca. Nie mam zamiaru brać w tym udziału.
Grimes milczał. Czuł w tym momencie dwie rzeczy – cień uznania dla tego człowieka, oraz gniew. Kątem oka zobaczył, jak część ze stojących pod kratami kryminalistów wycofała się i usiadła na swoich miejscach. Człowiek ten w parę sekund złamał ich morale. Jako żołnierz, Grimes nie lubił ludzi, którzy robili takie rzeczy. Jako człowiek szczerze zaś nienawidził osób, które odnajdowały radość w psuciu innym planów. A człowiek, który siedział przed nim był teraz wręcz niesamowicie szczęśliwy.
- Jeśli tu zostaniesz, doczekasz w końcu swojego wyroku.
Więzień wzruszył ramionami.
- Może, ale nie skończę gdzieś w głuszy, przytrzymując flaki wypadające mi z rozciętego brzucha.
Paru kolejnych więźniów odwróciło się od krat i usiadło na swoich miejscach. Grimes zacisnął wargi tak mocno, że aż zbielały. Więzień przeciwnie, pokazał, że jakości uzębienia może pozazdrościć mu nawet część szlachty. Grimes wiedział, że w ciągu tej misji będzie zmuszony toczyć bitwy, ale nie przyszło mu przez myśl, że pierwszą z nich stoczy jeszcze w więzieniu Fortu Greymoor. Musiał coś zrobić. To on miał przecież władzę. W jakiś niewytłumaczalny sposób spojrzenie ciemnych jak dwie studnie oczu tego człowieka sprawiało, że w głowie czuł tylko pustkę.
- Naprawdę wolisz zginąć tutaj?! Co z tobą nie tak?!
To nie był jego głos. Grimes obejrzał się i napotkał spojrzenie jednego z więźniów, którzy zostali jeszcze przy kratach. Młodzik, mlekożłop. Długie blond włosy miał w nieładzie, ale w niebieskich jak lód oczach błyszczał się zapał. Naiwny i pełny idealizmu. Grimes widział tysiące takich spojrzeń u młodych ochotników tuż przed ich pierwszą bitwą, na której zwykle tracili życie. Mimo wszystko wybuch młodzieńca sprawił, że dziwna niemoc go opuściła. Spojrzał się raz jeszcze na ciemnowłosego więźnia i uśmiechnął cierpko.
- Masz pecha, bratku. Twój pech polega na tym, że to ja tu stanowię prawo i to ja decyduję, kiedy twój wyrok zostanie wykonany. Jeśli tu zostajesz, to twój wybór. A moim jest to, że spotkasz się ze swoimi przodkami jeszcze dzisiaj.
Czas jakby spowolnił. W jednej chwili mężczyzna siedział na ziemi, ciągle się uśmiechając, w drugiej stał przed kratą, wyciągając rękę w stronę Grimesa. Jego dłoń zakończona była ostrymi pazurami. Ciemne oczy płonęły ogniem. Tylko doświadczenie pozwoliło porucznikowi się cofnąć, ale i tak pazury tamtego rozorały pancerz na wysokości jego piersi tak, jakby ten był z papieru.
Kiedy czas z powrotem ruszył obaj, Grimes i wampir patrzyli na siebie w milczeniu.

***
Grimes popatrzył w ciemne jak studnie oczy i westchnął. Wampir nie odwzajemnił spojrzenia. Jego nabite na pal zwłoki zadrgały, kiedy zaczęły docierać do nich płomienie z palącego się wokół pala stosu.
Porucznik odwrócił się w siodle, spoglądając na stojących za nim więźniów. Wszystkich, bez wyjątku. Więzienie Fortu Greymoor opustoszało. W świetle ognia spoglądające na niego twarze zdawały się drgać.
- Zostawiacie za sobą swoją śmierć. Przed nami również znajduje się śmierć. Z tą różnicą, że to od nas zależy, czy nasza, czy naszych wrogów. Takich jak on – wskazał na palące się zwłoki – znajdzie się więcej. Tylko słuchając rozkazu macie szanse przeżyć. A teraz zbierajmy się, bo wasz kolega zaczyna cuchnąć.
Opuszczali Fort Greymoor w ciszy mąconej tylko przez cykady i skwierczenie palącego się ciała. Grimes nie lubił ciszy.
- Ty – machnął na jasnowłosego młodzieńca. – Podejdź bliżej.
Chłopak podbiegł do boku jego konia.
- Jak ci na imię?
- Cedorn, panie.
- Chciałem ci podziękować, Cedornie. Gdyby nie ty, dalej byłbym w mocy tamtego… stworzenia. Ale jednego jestem ciekaw – wszyscy więźniowie się go słuchali, więc również i nimi musiał zawładnąć. Dlaczego nie zawładnął tobą?
Młodzian szedł przy nim w milczeniu. Grimes dał mu czas na zastanowienie się. W końcu tamten podniósł spojrzenie.
- Nie wiem, panie. Po prostu od początku go nie lubiłem.
Porucznik uśmiechnął się szeroko. Nie uwierzył w ani jedno słowo. Chłopak kłamał, był tego całkowicie pewien. Mierzyli się spojrzeniami.
- Ja też mam pytanie, panie. Czy mogę?
Grimes przytaknął.
- Gdzie zmierzamy?
- Blackreach.
Spodziewał się szoku, strachu. Może nawet paniki. Nie był przygotowany na wściekłość. Na furię. I… tryumf?
- Widzę, że nie jest ci obce to miejsce?
Chłopak patrzył się prosto w jego oczy.
- Nie, panie.
Grimes nie wiedział, jakie tajemnice skrywa młodzian. Postanowił je uszanować. W pewnym sensie pocieszające było to, że na tej beznadziejnej wyprawie po śmierć znalazła się osoba, z którą mógł dzielić cel. Nawet, jeśli tą osobą był kryminalista.
Ostatecznie okazało się, że wszystkie tropy prowadzą do Blackreach.

17.06.2020 15:58
40
odpowiedz
bubble18
2
Junior

Kroki ledwo słyszalne dla normalnego człowieka, ciche tak jakby niesione przez wiatr północy, znikające w odmętach ciemności otaczającej całe pomieszczenie. Dla człowieka zaprawionego w boju, były wspomnieniem morderstw. Morderstw popełnianych z zimną krwią i skrytym pod kapturem uśmieszkiem pogardy, tak zabójcy są z pewnością jednymi z najokrutniejszych istot stąpających po tym świecie. Nastawieni na szybki i względnie dobry zarobek, wynikający z rangi społecznej ofiary, są w stanie pracować dla każdego nie zważając na opinie publiczne i kim w społeczeństwie jest zleceniodawca. Chciwy Król, cholernie bogaty szlachcic, najczarniejszy typ spod czarnej gwiazdy i tym podobni ludzie są ich źródłem zarobków. Angara splunął na brudną, śmierdzącą posadzkę widząc postać wyłaniającą się z mroku lochu.
- Ze wszystkich łajz i dupków, Ciebie miałbym chęć zabić na miejscu- złość skryta za kamienną twarzą porucznika nie wróżyła nic dobrego, tak samo jak pogoda na zewnątrz. Grzmot rozniósł się przerażającym echem po kamiennych ścianach, wzmocnionych dziesiątkami zaklęć nałożonych przez magów, i zniknął tworząc gęstą jak mgła atmosferę. Burza w zimie, była niecodziennych zjawiskiem, wręcz emanowała przerażającymi i niekoniecznie dobrymi zamiarami, Angara miał podobne odczucia co do siebie. Wcześniejsze ciche szepty więźniów ucichły, wyczuwając złowrogą aurę unoszącą się między Porucznikiem a tajemniczym więźniem. Cofnęli się pod samą ścianę, tak aby uniknąć prawdopodobnie ostrej wymiany słów, a może i rękoczynów. Całą wrogość owego momentu przerwał rozbawiony, wysoki śmiech więźnia.
- Rozumiem, że mam czuć się wyróżniona spośród wszystkich otaczających mnie łachudrów- wysoka, zgrabna i ponętna sylwetka Tsillah wyłoniła się z ciemności stając przed Grimes'em. Tsillah Rodobójczyni, Wysoka elfka, na zlecenie jednego z kupców korzennych, uśmierciła wszystkie głowy wysokich szlacheckich rodów w krainie, zgarniając przy tym przydomek i niesłychaną sławę. Za uszami ma więcej morderstw, ale nikt nigdy o nich nie słyszał, a ona sama nie jest zbyt rozmowna na ten temat. Krążą plotki iż w czasach przed Solburst'em zabiła Króla elfów, przez co musiała uciekać aż do Tamriel. Pogarda otaczająca jej postać była nie z tej ziemi, patrzyła prosto w oczy Grimes'a z wysoko uniesioną głową i wyprostowaną sylwetką mimo tego, że to ona siedzi za kratkami a nie na odwrót. Tsillah nie pasowała do miejsca w którym jest, zadbana, w czystym ubraniu i z makijażem wyróżniała się na tle brudnego, śmierdzącego i zagrzybionego pomieszczenia lochu. Angara ciekawiło jakim cudem wpadła w straży Fortu Greymoor, ale po dłuższym namyśle stwierdził, że zapyta o to później.
- Widzę iż dobrze Ci się żyje, co poruczniku?- pełny kpiny uśmiech wpłynął na cienkie, ale pełne usta elfki. Jest taka sama jak kiedyś, pomyślał Angara. Wcześniej spotkał ją kilka razy, kiedy wypełniała zadanie zabicia jego ludzi, więc z tego powodu do tego zadania nie zamierzał brać ludzi których szanuje i zna. Mimo ogromnych umiejętności jakie posiadała Tsliiah, nie uśmiechało mu się werbowanie jej do drużyny. Zdrada boli bardziej niż niepowodzenie, ponownie pomyślał, po czym przecząco pokręcił głową. Wróg jest najgorszym kompanem jakiego można by zwerbować do drużyny.
- To dobrze widzisz- odpowiedział jej odchodząc i zamierzając podejść do następnej kraty z kilkunastu dostępnych w tym lochu- Niestety urokiem i żadnym innym sposobem mnie nie przekonasz do wybrania Ciebie. Jedyne o czym marze, to zobaczenie twoich zwłok wiszących przed miastem jako ostrzeżenie.
- Widać humor Cię nie opuszcza- poczuł niewielki nóż na szyi i ciepły, pachnący pitnym miodem oddech Rodobójczyni- Ja wcale nie mam zamiaru prosić Cię czy błagać o miejsce w twojej drużynie, tak jak pewnie zrobiłaby to ta zgraja- wyszeptała mu do ucha. No i pomyśleć, że podeszła mnie jak dziecko proszące o coś słodkiego, ta myśl wypełniła umysł porucznika i ukuła jego dumę. Westchnął ciężko odstawiając rękę Tsillah jak najdalej od jego szyi, kobieta nie sprzeciwiła się jego czynowi, Schowała nóż do pochwy ukrytej pod ciężkim czarnym płaszczem, patrzyła z wyraźnym uśmiechem na ustach i ruszyła za nim.
- Nie myśl o specjalnym traktowaniu, teraz jesteś żołnierzem podległym mnie i tylko mnie. Za niesubordynację lub zdradę, karą jest śmierć- powiedział od niechcenia mijając kolejne kraty pełne łajz podobnego pokroju jak ona. Przy niektórych zatrzymywał się na dłużej, a niektóre omijał całkowicie.
***********
Godzina spędzona w lochu fortu odjęła mu wszystkie siły i pokłady dobrego smaku jaki w sobie posiadał. Jedynym co cieszyło go w tym dniu, był fakt zebrania całej drużyny. Nie składała się z kilkunastu ludzi, a czwórki najgorszych istot jakie gościło to więzienie. A w jej skład wchodzili: morderczyni Tsillah, Argoriański wojownik Nazar, znany jako Rzeźnik, Bretoński dezerter przymierza i wysokiej klasy łucznik Koray, oraz Nordyńska czarownica parająca się mroczną magią, Banafirt.
- Kolejny zły pomysł na jaki wpadłem- powiedział do siebie pod nosem, wspinając się po schodach prowadzących do wyjścia z lochu. Jutro z samego rana mieli wyruszyć do Blackreach, wcześniej na dole, gdy spotkał strażnika kazał mu zaprowadzić całą czwórkę do koszar i wydać im ich wyposażenie oraz mieć cały czas na nich oko. Nigdy nie wiadomo co takim siedzi w głowach. Denerwowały go myśli odnoszące się jutra, ponieważ każda z nich była zła. Tak jak jego pomysły, ale o tym miał przekonać się jutro.

cdn.

17.06.2020 16:08
41
odpowiedz
opera
1
Junior

(z góry przepraszam za błędy interpunkcyjne i ortograficzne mam nadzieje że treść się obroni)
Powoli z ciemności jednolitym krokiem wyłonił się podstarzały nord, jego twarz usiana była licznymi bliznami które, okiem Grimesa jednoznacznie wyglądały na odniesione w bitwie, jego twarz była bardzo spokojna i od razu zdobyła zaufanie Porucznika.
-Jak ci na imię nordzie. Rzucił zaciekawiony Grimes.
-Skawin, Skawin z… nikąd. -Odpowiedział z zakłopotaniem nord
-Czy jeszcze ktoś ma na tyle odwagi co wasz były już, współlokator? Wypowiedział stanowczo w ciemność Grimes, lecz jedyną odpowiedzią był jego głos odbity od kamiennych ścian komnaty.
-Rozumiem, wrócę tu po tym jak skończę rozmawiać z pierwszym ochotnikiem, ostrzegam trzeciej szansy już nie będzie. Kontynuował Grimes. Następnie skinął głową do Skawina na znak żeby szedł za nim.
Wyszli z podziemi Greymoor a strażnik zamknął za nimi żelazne wrota i zaczęli przechadzać się po ciągnących się korytarzach Greymoor.
-Dobrze Skawin, chciałbym cię spytać o kilka rzeczy zaczniemy od ogólnych rzeczy, w czym jesteś najlepszy zgaduje że wiesz co nieco o walce. -powiedział powolnie jakby miał całą wieczność na przeprowadzenie rozmowy
-Tak panie, mam duże doświadczenie…
-Mów mi od teraz Poruczniku. -przerwał mu Grimes
-Rozumiem, tak więc, byłem w wojsku, walczyłem w wielu bitwach pod wieloma sztandarami. -powiedział Skawin rozglądając się po ścianach jakby odczytywał na nich zagubione wspomnienia, następnie Porucznik zawiesił na nim spojrzenie jakby odpowiedź którą dał była niewystarczająca.
-Walczyłem najwięcej w mojej ojczyźnie, Skyrim oczywiście, dostałem tam kilka orderów. Następnie przeprowadziłem się nie z mojej woli oczywiście do Morrowind i przez 5 lat byłem podróżującym najemnikiem, niestety podpadłem tamtejszej władzy i musiałem uciekać do Cyrodiil, tam również walczyłem jako żołnierz, dostałem tam kilka dyplomów uznania bo w Cyrodiil medali nie dają.
-Czyli umiesz robić mieczem? - Zapytał delikatnie zdziwiony po tak długim monologu.
-Mieczem, toporem, łukiem, i nie najgorzej się skradam, z magią nie idzie mi tak dobrze brałem kilka lekcji w akademii w zimowej twierdzy ale to podstawy. -wydusił z siebie skromnie nord, jakby nie było to nic przesadnie ciekawego.
-Dobrze ci z oczu patrzy wiesz? Wyglądasz na poczciwego typa, mogę się założyć że chłopacy wrzucili cię tu przez jakieś nieporozumienie, ale na przeprosiny będzie inna pora. Powiedział z głębokim przekonaniem Porucznik
-Więc co powiesz na pojedynek w którym przetestuje twoje umiejętności?
W głosie Grimesa wyraźnie było czuć że czekał na okazje do zadania tego pytania nordowi odkąd go zobaczył.
-Nie ma problemu, choć mogę być z lekka zardzewiały, jak wiesz poruczniku odsiadka w celi nie wpływa dobrze na szermierkę.
Nim się obejrzeli byli na polu treningowym do którego od początku kierował Porucznik byłego więźnia. Pole było średniej wielkości z boku znajdował się wieszak na broń na którym zawieszone były tępe miecze różnej maści, po drugiej stronie znajdowały się słomiane kukły i kilka celów do strzelania z łuku. Na środku pola znajdował się mały ring ogrodzony chudymi deskami które sprawiały wrażenie że miały za chwile się rozpaść.
Grimes i Skawin przeszli za arenę do małego budynku który był zamknięty na klucz, Porucznik wyjął z kieszeni pęk kluczy i otworzył drzwi zapraszając jednocześnie norda do środka. W środku budynku znajdowała się zbrojownia pełna sprzętu do pojedynków, tępa broń i najróżniejsze pancerze.
-Wybierz oręż i zbroje, walczyć będziesz ze mną. -powiedziawszy Grimes udał się w kąt pokoju i podniósł swój ulubiony miecz do pojedynków.
Chwilę później stali na ubitej ziemi areny, Skawin odziany w lekką zbroje która gwarantowała swobodę ruchów ale gwarantowała małą ochronę, był pewien że ciosy nawet tępą bronią nie będą łaskotać. W ręce trzymał dwuręczny miecz który wyglądał jak setki innych. Grimes natomiast miał na sobie wcześniej założony średni pancerz, który był świetnym kompromisem między ciężkim płytowym pancerzem a skórzanym kaftanem, w ręce trzymał miecz podobny do tego który wybrał nord, lecz ten był o wiele bardziej zadbany, klinga lśniła w zapalonych uprzednio kagankach wokół areny, a jelec był grawerowanym arcydziełem.
-Wszystkie chwyty są dozwolone lecz pamiętajcie że to tylko sparing. - Wykrzyczał do obu Wojak trenujący na polu którego Grimes ustawił jako sędzie walki, był to zwykły niewyróżniający się żołnierz ale w Graymoor był od dłuższego czasu więc Grimes znał go osobiście.
-Przygotujcie się, kiedy kamień który wyrzucę spadnie na ziemie zacznie się walka, skończy się wtedy gdy jeden z was podda się, zostanie unieruchomiony lub straci przytomność. Przede wszystkim żadnego zabijania. Przygotować się! - Powiedział stanowczo wojak.
Grimes przyjął agresywną postawę i przygotował broń, natomiast poza Skawina była pozbawiona agresji i nawet okiem początkującego nie wyglądała ona jak poza kogoś kto przez całe życie bezlitośnie zabijał dla pieniędzy i dla zabawy, tylko pozę przerażonego człowieka który przez nieszczęście całe życie musiał uciekać i walczyć w ostateczności a co najważniejsze w obronie. Kamień wyleciał w powietrze, dwójka pojedynkujących się spoglądała tempo w kamień jakby była to jedyna rzecz jaka istnieje na tym świecie. Kamień upadł. Grimes wystartował jak kopnięty w rzyć na Norda który uważnie obserwował przeciwnika nie ruszając nawet powieką. Nadeszło pierwsze cięcie ze strony Porucznika, Skawin potężnym lecz krótkim ruchem klingi sparował cios atakującego skutecznie wytrącając go z równowagi następnie wykonał zdecydowany krok w przód chwycił sprawnie jedną ręką obie ręce blokując klingę przeciwnika przystawiając mu do gardła własną w jednoznacznej pozie. Było po wszystkim. Wojak, Grimes i kilku przechadzających się obok osób zamarło nie potrafiąc uwierzyć co się stało. Nikt z nich nie widział takiego pokazu, gracja z jaką poruszał się Skawin była niezwykła.
-Poddaje się, nikt mi w życiu takiego pięknego łomotu nie spuścił. -Wypowiedziawszy to Grimes roześmiał się gromko.
-Wojak! Załatw mu pokój przynieś z kuchni napitek i jadło. Krzyknął do Wojaka
-Tak jest! -Dostał w odpowiedzi.
-Mogę porucznika o coś zapytać? - powiedział Skawin.
-Jak najbardziej mów.
- Nie wspomniał porucznik jeszcze o tym dlaczego wyciągnął mnie z lochu.
-A! tak zapomniałem czasami walka zaćmiewa mi myśli, zbieram drużynę na ekspedycję, możliwe że słyszałeś kiedyś o tym miejscu nazywa się Blackreach, resztę szczegółów powiem jak zbiorę cała drużynę. Na razie idź do pokoju który przydzieli ci Wojak i wypocznij, a ja wrócę do reszty łajz które siedzą w tamtych celach.
-Tak jest!

17.06.2020 16:24
42
odpowiedz
Mikosusek
1
Junior

Gdy tylko pierwsza sylwetka została objęta ciepłym blaskiem pochodni, Grimes parsknął śmiechem.
- No to naprawdę nieźle się zaczyna - przed oczami porucznika stanął cyrodiijczyk, raczej skromnych rozmiarów, głowę niższy od Grimesa, a do tego bardzo wątły i blady. - Synu! Wiesz że będziemy musieli przedrzeć się przez serce Skyrim? Naszą podróż będziemy musieli rozpocząć od wdrapania się po schodach, jesteś pewien, że cię to nie przerasta? - zadrwił porucznik.
- Nie przerosło mnie wybicie całego obozu waszych czerwonych kmiotów - odwarknął pogardliwie cesarki pokurcz.
- Szukasz odkupienia? Już nic nie uratuje cię przed stryczkiem - Odrzekł Grimes przypominając sobie historię o bandycie imieniem Euriel, który wymordował cały patrol Greymoorskich strażników.
- Szukam tylko krwi synów Ebonheartu.
- No cóż może uda ci się ją znaleźć w trakcie naszej podróży.
W trakcie rozmowy porucznika z Eurielem z mroku wyłoniły się dwie postacie. Na pierwszy rzut oka byli to Nordowie, obaj nieporównywalnie wyżsi od pierwszego kandydata. w długich pokrytych ciemną sadzą blond włosach, bardzo do siebie podobni, z tą jednak różnicą, że twarz jednego z nich zdobiła pokaźna, dość świeża blizna rozpoczynająca się pod prawym okiem a kończąca gdzieś w okolicach ucha.
- Czyżby bracia? - Zapytał zaciekawiony Grimes.
- TAK PANIE KAPITANIE! - Krzyknął mężczyzna bez blizny.
- Po pierwsze nie kapitanie, tylko poruczniku - pokiwał głową zdeprymowany. - A po drugie opowiadajcie! co sprowadziło was w nasze skromne progi?
- Moja żona - odpowiedział mężczyzna pozbawiony szramy.
- Jak to twoja żona? - zaśmiał się porucznik - Przyprowadziła cię tu z bratem za rączkę, poprosiła strażników o klucze wprowadziła was do celi a potem zamknęła z całą resztą tych szumowin?
- Nie no bo to jest tak - zaczął tłumaczyć mężczyzna bez blizny. - Że ogólnie to ja mam pole, i prowadzę je z bratem, mieszkamy niedaleko od Greymoor i co czwartek pakuję wóz, a mój brat jedzie na handel do fortu. Jednak pewnego dnia rozchorował się. To ja żech musiał pojechać sprzedać ładunek. Już wyruszyłem w drogę, ale zapomniałem wziąć ze sobą wiktu, a tam jest cały dzień jazdy. Toć nie chciałem głodować. Siem cofnął wchodzę do chałupy a tam!!!! Moja ukochana Aurielka gzi się z tym kocmołuchem. Takiego rabanu narobiłem! Doskoczyłem do stołu jak chwyciłem za nóż, ten parszywiec był już w połowie drogi do drzwi. Hyc do niego doskoczyłem i zaczęliśmy się szarpać, ja żem go tym nożem po twarzy sieczon, a on w ryk. Ten prosiak odgryzł mi kawałek palca - Nord pokazał dłoń z brakującą częścią palca - i na jego szczęście wypadł mi nóż, niestety na nasze nieszczęście akurat przed moją chaupą zatrzymał się patrol strażników i tak z grubsza znaleźliśmy się tutaj.
- Szalenie interesująca historia - Powiedział Grimes, starając się nie wybuchnąć śmiechem. - a twój bart ma coś do powiedzenia na ten temat?
- Niestety ale jest niemy
- No to chociaż jedna gęba mniej do gadania. - Podsumował porucznik - Dobrze, że będziemy mieli po swojej stronie miejscowych. - Czy ktoś jeszcze ma ochotę się do nas przyłączyć?
Po tym pytaniu nastała chwila ciszy, gdy Grimes stracił nadzieję, że znajdzie jeszcze kogoś w tej zbieraninie szubrawców, z ciemności odezwał się przeciągnięty, jakby zaspany głos.
- Ja pójdę - powiedział młody mroczny elf wyłaniając się z cienia.
- Dobrze, w końcu się obudziłeś - odrzekł porucznik, przyglądając się nowemu towarzyszowi. - Czy my się nie znamy?
- Spotkaliśmy się kiedyś w Pękninie, jestem wardenem, z którym tropiłeś wilkołaka, mam na imię Andor.
- Na rozłożone nogi Dibelli, faktycznie pamiętam cię, stanowiłeś bardzo dobrego kompana w walce, jak tu trafiłeś?
- Przypadkowo zabiłem kurczaka wchodząc do miasta, tutejsi struże prawa są naprawdę bezkompromisowi...
- Zgadza się, stanowią elitę wśród strażników. No nic musimy ruszać w drogę, pochodnia już dokonuje żywota. Panowie, zapraszam za mną.

C.D.N

post wyedytowany przez Mikosusek 2020-06-17 16:25:51
17.06.2020 16:29
43
odpowiedz
czaja18
1
Junior

Sytuacje można było uznać za nieco komiczną. Grimes, który praktycznie dostał wyrok śmierci, rekrutuje spośród skazanych na śmierć ochotników, którzy aby uniknąć śmierci mają wybrać się z nim na samobójczą misję. Grimesowi jednak nie było do śmiechu. Szczególnie kiedy zobaczył pierwszego ochotnika.
- Ach, słynny Bryli Chorągiewka. Dlaczego nie dziwi mnie, że tak łatwo zmieniasz stronę?
- A mnie w ogóle nie dziwi, że znowu uda mi się wymknąć spod katowskiego topora. – odparł Bryli
Bryli, jak nietrudno jest się domyślić po przydomku, znany był z łatwości z jaką przychodziło mu zmienianie obozów. Równie łatwo się domyślić czym się zajmuje. Oczywiście pozory mogą mylić, ale nie takie jak jego gęba typowego cwaniaczka i wątła postura. Ktoś taki w celi śmierci mógł znaleźć się tylko za kradzież czegoś niezwykle cennego lub udział w jakiejś większej zorganizowanej akcji. Grimes często słyszał jak mówi się o nim, że to Khajit w ciele Norda.
- Spokojnie złodzieju, zadanie nie jest łatwe i wątpię żeby byłe łotrzyk o lojalności, którą można by przyrównać chyba tylko z… A co się będę silił na kreatywność, z chorągiewką
Problemem dowódców samobójczych misji jest to, że z jednej strony nie chcą mieć wyrzutów sumienia prowadząc na śmierć dobrych ludzi, więc ludzie którymi się gardzi mogą być dobrym wyborem do takiego oddziału. Z drugiej strony, mimo wszystko lepiej mieć za plecami ludzi, którym można zaufać.
- A na moje oko potrzebujesz właśnie kogoś takiego. Skoro przyszedłeś tu, a nie do koszar to albo nie możesz wziąć tam prawdziwych żołnierzy, albo prawdziwi żołnierze na nic się tam nie zdadzą. Czyli jesteś zdany na spryt nie na siłę. A sprytu mi nie brakuje.
Grimles nie wyglądał na przekonanego. Po chwili ciszy Bryli odezwał się znowu, lekko szyderczym tonem.
- Poza tym panie poruczniku – spojrzał na Grimlesa – nie wydaje mi się żebyś miał jakiś inny wybór.
Grimles niestety o tym wiedział. Był skazany na Bryliego.

post wyedytowany przez czaja18 2020-06-17 16:31:07
17.06.2020 16:39
44
odpowiedz
Piteros_21
1
Junior

Usłyszał ciężkie podkute buty. Więźniowie z celi jakby się przed nim rozstąpili, by zrobić mu miejsce. W celi było zbyt ciemno, ujrzał jedynie zarys sylwetki. Mężczyzna był ogromnej postury z szerokimi barami. Angra od razu rozpoznał w nim, że pochodzi z plemienia Nordów. Nieznajomy nagle przemówił ciężkim basowym głosem
- Ja się zgłaszam – Teraz stał na tyle blisko, że Grimes mógł zobaczyć jego bliznę, która rozciągała się od czoła aż do brody, włosy miał koloru słomy rozrzucone na barkach. Porucznik od razu poczuł do niego respekt oraz coś w rodzaju strachu.
- Przedstaw się łotrze, bo nie wiem jak się do ciebie zwracać? – Zapytał szyderczo Grimes, choć nie było mu do śmiechu
- Zwą mnie Ragnar – Nagle wszyscy więźniowie spuścili wzrok ku ziemi.
Grimes usłyszał kiedyś o nim od żołnierzy w jednostce. Ponoć był przywódcą watahy, która grasowała na tych terenach, a jego łotry naprzykrzały się miejscowej społeczności. Kapitan Beinard bardzo chciał schwytać ich żywcem by wykonać pokazowy proces ku przestrodze innym bandytom.
Grimes nie był wiele niższy oraz budową nie odstępował od Ragnara. Nagle na plecach poczuł zimną kroplę potu.
- A dokąd miałbym z tobą iść? – Przerwał ciszę Ragnar, która zapanowała w izbie.
- Do Blackreach – Nie zauważył, by Ragnarowi choćby powieka drgnęła- ostrzegam, możemy z tej wyprawy nie wrócić żywi. Wątpię, jeśli nie przeżyjemy, nikt o nas nie wspomni ani nie ruszy z odsieczą.
Z tyłu nagle dało się słyszeć szepty współwięźniów. Blackreach owiane było grozą. Grimes za wiele o tym miejscu nie wiedział, jedynie to co mu opowiadała stara niania. Ponoć wiele złego tam się wydarzyło, lecz były to zamierzchłe czasy. Jeszcze za dzieciaka pamiętał wyprawę pewnego czarodzieja, który zabrał ze sobą najmężniejszych wojów. Nikt ich nigdy już więcej nie zobaczył, a jedynym, który wrócił był muł, którego wzięli na wyprawę.
- Chodź za mną – wskazał na drzwi celi – Nie boisz się tej wyprawy?
- Wolę umrzeć z mieczem w dłoni niż od katowskiego topora – Uśmiechnął się szyderczo.
Porucznik Grimes Angra nie wiedział jeszcze czy ta zagadkowa osoba przyniesie mu zgubę czy może uratuje mu życie.

17.06.2020 16:42
Veydymin
45
odpowiedz
Veydymin
4
Czarnoksiężnik

Kilku więźniów rozstąpiło się, robiąc miejsce osobie wychodzącej przed szereg. Kilku splunęło pod nogi idącej postaci, ale większość wolała unikać kontaktu wzrokowego z ochotnikiem. Pewnie dlatego, że większość z nich musiałaby zadzierać głowę dosyć wysoko, by to zrobić.
- Chyba sobie jaja robisz. - warknął Grimes, widząc zmierzającą do niego postać.
- Wprost przeciwnie, jestem niezwykle zainteresowana ofertą. - odparła Wysoka Elfka, stając przed porucznikiem. Ubrana była w luźne łachmany, przydzielane każdemu więźniowi, nadgarstki zaś miała skute kajdankami wykonanymi z połyskliwego metalu. Wydawała się kompletnie nie przejmować swoim ubiorem, pozą i ruchami będąc bliższą damie dworu niż pozbawionej wolności kryminalistce.

Patrząc na wygląd i kajdanki elfki Grimes od razu wiedział, z kim ma do czynienia. I nie był pewien, czy biorąc tę ochotniczkę, nie popełni wielkiego błędu.
- Czarodziejka? - spytał Grimes.
- Tak.
- Specjalizacja?
- Czarna magia, przywoływanie burz i trochę leczenie. - odparła rzeczowo elfka.
- Czarna magia... - powiedział pod nosem Grimes, po czym wziął głęboki oddech i kontynuował. - Za co zostałaś skazana?
- Za próbę otwarcia portalu do Otchłani. - odparła spokojnie elfka.
W sali zapanowała całkowita cisza, przerwana po chwili przez śmiech czarodziejki.
- Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać. To powiedziałam reszcie, by dała mi spokój. Tak naprawdę to drobna kradzież i rzekomo zaatakowanie cywila, który podczas tego wydarzenia był pijany, a po fakcie nie stwierdzono u niego żadnych obrażeń. Także siedzę prawie jak za niewinność.
- Co ukradłaś? - pytał coraz bardziej zirytowany Grimes.
- Pierścionek.

Grimes nie skomentował, miał bowiem przed sobą trudną decyzję. Z jednej strony posiadanie czarodzieja w drużynie, w dodatku przestępcy oraz elfa jest niezwykle ryzykowne. Zapowiadało się sypianie ze sztyletem pod poduszką i kuszą w zasięgu ręki. Gdyby czarodziejka zdecydowała się na ucieczkę i poczekała na odpowiednią okazję, nie byłoby osoby zdolnej ją powstrzymać. Z drugiej strony jej zdolności ofensywne oraz lecznicze mogły zadecydować o powodzeniu wyprawy. Na pewno dawały szansę na przeżycie choć części członków ekspedycji.

Westchnąwszy jeszcze raz, Grimes zawołał strażnika i rozkazał zdjąć okowy czarodziejki. Zdziwiony strażnik początkowo nie ruszył się, jednak pogoniony przez porucznika szybko podszedł do elfki i wyjętym zza pasa kluczem rozkuł jej kajdanki. Czarodziejka w momencie zdjęcia okowów wzięła niezwykle głęboki oddech i rozmasowała nadgarstki, po czym uśmiechnęła się do porucznika i podała mu rękę.
- Jak rozumiem, jestem przyjęta?
- Na to wychodzi. - odparł Grimes, odwzajemniając uścisk. - Jak się nazywasz?
- Elanrie. Elanrie Aelsinan.

17.06.2020 16:52
jedrus10
46
odpowiedz
jedrus10
1
Junior

Po słowach porucznika wśród więźniów powstało małe zamieszanie i zdumienie. W końcu jeden z nich postanowił wystąpić naprzód.

Był dobrze widoczny pomimo praktycznej ciemności gdyż kolor jego skóry, a raczej łusek był jasno-pomarańczowy. Kiedy podszedł bliżej można było zobaczyć brudne ubrania czegoś pomiędzy szlachtą a mieszczaństwem, upewnił się że Grimes dobrze go widzi po czym wykonał ukłon zginając się w pasie.

- Pozwól mój panie że się przedstawię. Oleen-Tah. Argonianin co widać. Lecz nietypowego pochodzenia - po tych słowach uśmiechnął się szelmowskim uśmiechem którego nawet nie ukrywał i wyprostował się - zapytam bezpośrednio. Po co wyciągasz kogoś naszego pokroju z więzienia?

- A po co ci ta informacja? - mruknął w odpowiedzi Grimes - jeżeli szanujesz własne życie nie znalazłbyś się tutaj.

- Oho! - Oleen podskoczył delikatnie w miejscu z radości - Ależ szanuję własne życie i dlatego też dałem się pojmać twoim ludziom. Byłem ciekawy gdzie mnie to doprowadzi, no i proszę, jestem jakimś zrządzeniem losu wyciągany z tego przybytku.

- Jesteś naprawdę dziwny skoro dałeś się po prostu pojmać - zaczął się przyglądać uważniej Oleenowi, nie wygląda na siłacza ale na łamagę także nie - powiedz. Za co cię złapali?

- Jeżeli najpierw wyjawisz swoje imię i potencjalną przeszłość odpowiem na to pytanie. Powiedzmy że to nasza mała umowa - ponownie się uśmiechnął.

- Imię ci podam, mojej przeszłości nie poznasz w tym momencie. Opowiem ci ją jak zdobędziesz moje zaufanie - w oczach Oleena można było dostrzec iskierkę ciekawości która pojawiła się tylko na chwilę, z kolei uśmiech zamienił się w śmiertelną powagę.

- Niech i tak będzie panie Grimes... - Oleen syknął ze zdenerwowania - przepraszam. Uprzedziłem fakty. Wiem więcej niż się panu wydaje.

- Oh? - Grimes spojrzał z zaskoczeniem na twarzy prosto w jasno-niebieskie oczy swojego rozmówcy nawiązując kontakt wzrokowy który po chwili, ze zwykłego kontaktu zamienił się w małą bitwę - a co jeszcze w takim razie wiesz? Czy wiesz w takim razie po co was wyciągam? - na twarzy Oleena ponownie zagościł ten sam uśmiech. W oczach pojawiły się iskierki nadziei i wojowniczości.

- Tego akurat nie wiem - wzruszył ramionami z obojętnością, nie ukrywał tego że kłamie - i bardzo chciałbym się dowiedzieć. Jakiego rodzaju pomocy poszukujesz wśród więźniów? Chociaż daj zgadnąć. Tropiciel a może przewodnik? Wojownik czy może żywa tarcza?

- Widzę że nie siedzą tu tylko idioci oczekujący swojego wyroku, więc też zgaduję że mimo wszystko miałeś plan ucieczki. Zgadłem panie Oleen? - Oleen znowu spoważniał.

- A skądże znowu. Całkiem mi się tu spodobało - wskazuje na swoje posłanie - ciepło, przytulnie i interesujący ludzie dookoła. Chociaż moimi ulubieńcami wśród wszystkich tutaj zgromadzonych są łowcy niewolników. Powiem tak, nie jestem zbytnio silny ale na tropieniu się znam całkiem niezgorzej, potencjalnie mogę cię wyciągnąć z niejednej kabały, czy to mową, czy też ukrywaniem naszej dwójki. Sam zdecydujesz - odwrócił się plecami do porucznika dając znak że to koniec walki na spojrzenia lekceważąc go przy tym i będąc pewnym swojej wygranej. Grimes poczuł jak złość znowu uderza zacisnął mocniej dłoń na pochodni prawie ją łamiąc.

- Odwracasz się do kogoś mojej pozycji plecami? - mówił przez zaciśnięte zęby - a może po prostu chcesz już dostać po pysku silnymi pięściami?

- Odwracam się bo znudziła mnie twoja osoba. Przez oczy możesz się wiele dowiedzieć o swoim rozmówcy - Oleen skrzyżował ręce na piersi i oparł głowę o kraty odsłaniając szyję na atak. Grimes błyskawicznym ruchem przełożył rękę przez kraty aby przedramieniem złapać Oleena i go poddusić jednak był za wolny, argonianin kucnął unikając chwytu - O! Wiedziałem że w końcu uda mi się ciebie sprowokować - porucznik zabrał rękę zza krat. Oleen wyprostował się zrobił krok w kierunku posłania i odwrócił się na pięcie patrząc ponownie w oczy Grimes'a - Liczę na owocną współpracę panie poruczniku - skłonił się ponownie w pasie i czmychnął w kierunku swojego posłania.

Na twarz Angry zagościł pół-uśmiech pół-grymas. Oleen zadziałał mu na nerwy idealnie aby go sprowokować, jednakże obudził też w nim coś na rodzaj litości i zrozumienia...

post wyedytowany przez jedrus10 2020-06-17 16:55:26
17.06.2020 17:15
47
odpowiedz
1 odpowiedź
Deadinside
1
Junior

Z mrocznej celi, wspólnej dla około tuzina sylwetek, wyłoniła się niska i szczupła, jakby chłopięca. Gdy podeszła do krat, światło pochodni częściowo oświetliło to chuchro. Leśny elf. Z potarganą jasną czupryną, niski i szczupły nawet jak na elfa.
- Co do Malog Bala leśny elf robi na ziemiach paktu? - wyraził zaskoczenie Grimes.
Elf oparł się luzacko o kraty. Dłuższą chwilę badał Grimsa bystrym wzrokiem, aż stwierdził:
- Po pierwsze, to sam jesteś "łajza". Po drugie, co ważniejsze, możesz się wypchać swoją propozycją. Zaraz po tym jak się nią podetrę. Rasisto.
Grimes'a zbiło to z tropu. Słychać było wyraźnie, że większość współwięźniów miało ubaw.
- Porucznik wybaczy. - Z kąta celi dobiegł beznamiętny, wręcz metaliczny głos. - Hidi wpadł za cukier. Przemyt i nadmierną degustację. Ludzie tego pokroju nie lubią mundurowych.
Bosmer prychnął głośniej niż nie jeden Khajit potrafi, ale nie znalazł innej, trafnej riposty.
- Pokaż się. - zażądał Grimes.
Sylwetka z kąta zebrała się i podeszła do krat, do światła pochodni. Dunmer o przystojnej twarzy, w sile wieku. Oczy czerwone, głowa z farbowanym, krótkim irokezem i delikatna, naturalnie srebrna kozia bródka. I ręce skute za plecami.
- Nitrin Dumweld. - Rozpoznał niesławnego czarodzieja Grimes.
- Grimes Angra. Kope lat.
- Więc wylądowałeś w lochu. Zakładaliśmy się o to z chłopakami. Wróć. To że wylądujesz w lochu uznaliśmy za pewnik. Zakładaliśmy się czy na długie lata, czy na dożywocie, czy śmierć przez powieszenie, czy ugotują cię, utopią, czy spalą na stosie. Ktoś nawet rzucił, że ciebie to poćwiartują żywcem.
- Ironia losu. Żadna z tych opcji. Chcą mnie rzucić wygłodniałym bestiom. Kapłan Arkaya powiedział, wyobraź sobie, że to "przeciwieństwo pochówku na który zasługuje każdy prawy człowiek"...
- Nitrin. Mam zwerbować kogoś na... prosty rekonesans. Na pewno chciałbyś zdjąć z siebie brzemię przeszłych grzechów...
- Żeby zrobić miejsce na nowe, pewnie by chciał - rzucił leśny elf, zwyczajowym sarkazmem.
- Oczywiście. - Nadal niezmiennym głosem potwierdził obie te wypowiedzi dunmer.
- Musisz wiedzieć dwie rzeczy. Pierwsza: Nie zaufam ci.
- Norma. Spiszemy magicznie obowiązującą umowę, jak tylko rozkuejcie mi ręce.
- Tak. I nie masz nic przeciwko, żeby kiedy będziemy rozwiązywać ci ręce, trzech strażników mierzyło do ciebie z kuszy?
- Oczywiście - niezmienny metaliczny głos, czarodzieja psychopaty.
- Druga rzecz...
- Poruczniku Grimes. Może jestem zwyrodnialcem i było: łapałem dusze deadrycznym książętom, składałem krwawe ofiary, gwałciłem, odcinałem różne części różnych ciał, ale, po pierwsze: nie jestem głupi. Dlaczego szukasz ochotników w lochu?
- To misja w jedną stronę.
- Zdało mi się oczywiste. - tu Nitrin zrobił wymowną pauzę. - Ale po drugie, Ironia losu: jestem dość potężny, by zrobić "rekonesans" i wrócić.
Promień nadziei przedarł się przez mrok umysłu Grimes'a, który jescze przed chwilą uważał, że idzie na pewną śmierć.
- Ide po strażników, napiszemy umowę.
- Czekam. Jak zawsze. Pająk czeka cierpliwie, ale zawsze jest czujny.

To mogło się udać. Grimes wiedział, że pomaga złemu. Ale hej - "wróg mojego wroga jest moim przyjacielem". Może wypuszczą Nitrina, ale niech zło walczy z większym złem, a on - Grimes Angra, może jescze z tego wyjdzie żywy. Będzie tylko musiał później zbalansować straty, jakie społeczeństwo poniesie przez wypuszczenie "Pająka" Dumwelda, którego w końcu i tak nie minie loch i śmierć. jak mówią "co ma wisieć, nie utonie". Tak, moralnie, nie było to aż tak złe - wmawiał sobie Grimes...

post wyedytowany przez Deadinside 2020-06-17 17:18:39
17.06.2020 17:46
47.1
Deadinside
1
Junior

szkoda że nie moge edytować posta :/ oprócz błędów stylistycznych (pewnie tylko niektóre zauważyłem), dodałbym na końcu zamiast trzech kropek " - takie zwalczanie ognia ogniem".

i już grimes jako prawy tj nieprzekupny bohater wygladalby bardziej na prawego nieprzekupnego bohatera.

post wyedytowany przez Deadinside 2020-06-17 17:51:07
17.06.2020 17:25
MaxiKys
48
odpowiedz
MaxiKys
1
Junior

Zza rozświetlonego korytarza wyłoniła się postać - nie do końca wyraźna dla oczu Angra. Zbliżała się powolnym krokiem ku naszemu bohaterowi. Jedynie pomniejsze promienie pochodni palące się roztańczonym ogniem nadawały ogromu postury tajemniczego jegomościa. Grimesowi wydawało się, że trwa to całą wieczność.
- Jak Cię zwą bohaterze? - mrużąc oczy zwrócił się do nieznajomego.
Postać zatrzymała się na 2 metry od porucznika.
- Bazgolg Silny mój Panie! - odpowiedział mu potężnie umięśniony, dwu-metrowy Ork ze skórą błotnisto-zieloną, która w tym świetle nadawała mu zdecydowanie więcej grozy.
- Muszę wiedzieć jeszcze jedno... Dlaczego gnijesz w celi ?
Oczy Orka zalśniły w blasku świecy, gdy spojrzał prosto w oczy porucznika.
- Tak jak większość tutaj... Przez pewne nieporozumienie...
Grimesowi nie przeszkadzała przeszłość jedynego odważnego, który nie bał się wystąpić z szeregu. Nie miał więc zamiaru drążyć dalej tego tematu więc jedyne co zrobił to wykrzywił usta w czymś, co przypomina uśmiech.
- Zatem pakuj swoje manatki i ruszamy w drogę Bazgolgu Silny. - spojrzał w oczy olbrzymowi i zmierzając ku wyjściu skinął tylko głową na swojego nowego towarzysza wędrówki.
Bazgolg niczym posłuszny golem bez żadnego słowa ruszył za swoim nowym liderem. Blask księżyca rozświetlał wszystko wokół. Ork krocząc ciężko skupiał na sobie uwagę wszystkich. Wielu z nich szydziło z więźniów i uprzykrzało im życie. Przerażenie więc pojawiło się na twarzach co poniektórych bo wtedy zamknięty za kratami wielki Ork nie stanowił żadnego zagrożenia.
- Widzisz ich miny? Tyle powinno Ci wystarczyć dla swojej satysfakcji. Dobrze Ci radzę, nie rób niczego głupiego bo wylądujesz tam z powrotem. - wyrównując ku Orkowi, rzucił Grimes.
- Nie jestem mściwy.
- Doskonale, mściwość to zła cecha. Pamiętaj jednak, że mamy bardzo ważną misję do wykonania. Tu jest Twój namiot, prześpij się. Wyruszamy rano.
Bazgolg gramoląc się niesfornie, dostał się do namiotu. Położył się w czymś co przypominało łóżko, chociaż tak naprawdę było zaledwie zbitą kupą siana z kawałem futra jakiegoś zwierzęcia. Nasłuchiwał jeszcze odgłosów wojaków nim zasnął.
* * *

Ciąg dalszy nastąpi...

17.06.2020 17:41
ilvrae
49
odpowiedz
ilvrae
1
Junior

Skrzywiła się subtelnie, usłyszawszy słowo ‘łajza’. Tyle razy w życiu określano ją epitetami tego rodzaju, a często nawet gorszymi, że powinna była przyzwyczaić się już dawno. Lecz mimo to – zabolało. Ale czy powinna była się temu dziwić? W swoim aktualnym położeniu nawet zwykły szczur cieszył się wyższą pozycją w hierarchii aniżeli droga Esyae, która siedziała w najdalszym kącie celi z podkulonymi nogami i naburmuszoną miną. Tyle że ze swoją aparycją elfka wyglądała co najmniej komicznie, nadrabiała jedynie dzikim wyrazem w swoich szmaragdowych oczach.
Cholerny Uremel… Nogi mu z tej kościstej sempiterny (bo przecież Eto zawsze była grzeczna, grzeczna aż do bólu) powyrywa, gdy tylko dane im będzie się spotkać. Mniejsza o to, że ze swoim wzrostem niskim nawet jak na leśnego elfa, przy boku przyjaciela prezentowała się raczej marnie, jak licha kotka domowa przy tygrysie. To nie było teraz istotne. Gdyby nie on i gdyby nie jej przerośnięte ego, nie znajdowałaby się teraz w kamiennym więzieniu, w którym, po pierwsze, pachniało nie za ciekawie, a po drugie – przetrzymywano szelmy i zwyczajnych zbrodniarzy, a ona się do tej grupy nie zaliczała. Tak więc, przez dumę, której czasem nie potrafiła poskromić, przypadkiem przywołała swojego płonącego szkieleta-pupila, który miał go trochę pogonić i postraszyć. Pech chciał, że zauważył ją strażnik, a raczej zauważył trudny do zidentyfikowania wybuch, prawdopodobnie magiczny, którego ofiarą sam się stał, jako że znalazł się w złym miejscu o złym czasie. Prawie się przekręcił, niemniej przejęta Eto wzięła sobie na sumienie, żeby biednemu mężczyźnie pomóc i po poważnych obrażeniach nie zostało nawet śladu, ale drań i tak wpakował ją do lochu. Na szczęście nie za nekromancję, tylko… Właściwie sama nie wiedziała, za dużo wtedy było krzyku i łez. Próbę zabójstwa bodajże, a nie nieszczęśliwy wypadek, którego celem była inna osoba. A rodzicielka mówiła, żeby nie pałać się nekromancją. Ba, cały wszechświat trąbił o tym na prawo i lewo, tylko Esyae wiedziała lepiej.
Zresztą, mogło skończyć się o wiele gorzej, prawda?
Z wewnętrznego monologu wyrwało ją nagłe poruszenie w pobliżu celi. To ostudziło też jej mordercze zapędy, z których zazwyczaj nie słynęła, ale hej – czy to uczciwie, że jej przyjaciel grzeje teraz posłanie w jednej ze swoich cieplutkich posiadłości, a ona gnije w celi z jakimiś ostatnimi wywłokami? Ona, szanowana uzdrowicielka i alchemiczka, skończyła tak marnie, a Uremel nawet palcem nie kiwnie. A to przecież wina tej przeklętej szelmy. To on wyprowadził ją z równowagi.
Dziewczyna westchnęła pod nosem, zarzuciła swoją wiśniową grzywą i stwierdziła, że pora dowiedzieć się, o co tyle zamieszania. Podeszła ostrożnie do krat, zachowując bezpieczny dystans i bacznie obserwując sytuację. Zmierzyła przybyłego wzrokiem, przyjrzała się jego odzieniu, szczególną zaś uwagę zwróciła na barwę głosu, dopiero później na twarz. Było to dość wymagające, bo musiała zadrzeć głowę, żeby cokolwiek dojrzeć. Przepaska na oku robiła swoje. Kim, do licha, był ten człowiek? Powinna pewnie wiedzieć. Nie, to nie było istotne; liczył się bowiem fakt, że właśnie zdobyła szansę, żeby się stąd wyrwać.
Wystąpiła do przodu.
Jedynym problemem było to, że nie miała pojęcia, jak ma do siebie przekonać porucznika. Eto cechowała się raczej drobną, filigranową posturą. Miała duże, typowe dla leśnych elfów oczy i choć kryła się w nich niebezpieczna iskra, z daleka wyglądała bardziej jak dziecko aniżeli potężny czarownik. Czy taki potężny, to już swoją drogą…
– Nie wiem o jakiego rodzaju pokucie mowa, ale jestem chętna – zaczęła głosem znacznie poważniejszym niż sugerowała jej aparycja. – Zdaje się, że wszystko będzie lepsze od tej zatęchłej celi…
Albo tym, co czeka mnie, jeśli zostanę w niej jeszcze kilka dni dłużej, dodała w myślach. Jakby nie patrzeć, nikogo nie zamordowała. Była tutaj za głupią wpadkę, do której można było dodać kilka drobniejszych przewinień, kradzieże chociażby. Eto wolała uchodzić za pacyfistkę aniżeli rozbójnika, zresztą, pasowało to bardziej do wizerunku słodkiej, zadbanej elfki.
– Nazywam się Eto, z rodu Esyae. Nikogo nie zabiłam, ale nie zawahałabym się, jeśli od tego zależałoby życie me lub moich towarzyszy. Jestem uzdrowicielką. Podobno całkiem niezłą. Poza tym pałam się alchemią. Mogę uzupełniać na bieżąco zapasy mikstur lub trucizn, w zależności od zapotrzebowania, jednak, jeśli mam być szczera, wolałabym być aktywnym członkiem grupy i… – To nie tak, że urwała w pół zdania. Porucznik przerwał jej bezczelnie, unosząc dłoń do góry, a to wystarczyło. Choć chyba bardziej rozjuszył ją szyderczy półuśmiech, który pojawił się na jego ustach, gdy tylko zlustrował ją wzrokiem. Jednak kobieta utrzymała spokój, a przynajmniej jakieś jego pozory. Wewnątrz wręcz się w niej gotowało. Kolejny samiec alfa, który myśli, że wszystko mu wolno. To, że ona równie często pozwalała sobie na tego typu kpiące uśmieszki, to już inna historia. Czasem brakowało jej empatii, cóż zrobić.
– A powiedz mi, dziewucho, co taka kruszyna robi wśród bandy złodziei, moczymord i morderców?
Spodziewała się tego pytania. Przecież wypłynęło dziś już kilka razy, w czasie przepytywania poprzednich kandydatów, a jednak miała cichą nadzieję, że jej porywająca gadka o uzdrawianiu i alchemii je uciszy. Próżne nadzieje. W tej sytuacji Eto miała dwa rozwiązania i z bólem serca wybrała prawdę. Miała co prawda chwilę zwątpienia, ale wzrok strażnika więziennego wystarczył, by zgasić jej ciche pragnienia. Przecież wiedział, za co tu siedziała. Przecież dlatego nie spuszczano z niej oka, mimo że siedziała grzecznie w kącie niczym zbity kot. Oficjalnie była uzdrowicielką, która na boku, trochę nieudolnie, doszkala się w umiejętnościach walki. Nieoficjalnie była nekromantą.
– Miałam pecha i prawie zabiłam człowieka. - Westchnęła. – Wiem, jak żałosna to wymówka. W każdym razie, nikogo nie zabiłam ani nie skrzywdziłam i chcę wreszcie wyjść z tego miejsca. Poza tym naprawdę wierzę, że mogę się przydać. – Urwała wreszcie i zamilkła. Nie miała pojęcia, jak sytuacja się rozwinie i jaka będzie reakcja porucznika. Nie miała zielonego pojęcia, o jakiej pokucie była mowa, bo przecież właśnie mogła sobie przybić gwóźdź do trumny, ale, cholera, czy to było ważne?
- Czy jeśli ci powiem, że zmierzamy do Blackreach, to nadal będziesz taka gotowa?
Czy fakt, że rozbłysły jej oczy, to niezdrowa reakcja? Eto tylko się uśmiechnęła, starając się ukryć narastająca ekscytację. Słyszała o Blackreach; słyszała o roślinach, jakich na powierzchni nie sposób spotkać, a to oznaczało, że teraz była gotowa nawet bardziej.

17.06.2020 17:57
50
odpowiedz
Wodni
2
Junior

Z ciemności wyłonił się zwalisty Breton, z bliznami od duszenia na szyi i ogniem w oczach.

-A niby czemu mielibyśmy ci ufać? Możesz nas wciągnąć w jeszcze większe gówno niż to, w którym aktualnie stoimy. A żeby cię Kynareth ogniem i wodą opluła, zasrany dupku.- powiedział Breton, po czym splunął Angrze prosto w twarz. Nie przejął się tym jednak zbytnio, wiedział bowiem że za tą kapkę śliny, ten bezczelny więzień straci jutro głowę. Otarł twarz i rozejrzał się po pozostałych. Spojrzenie odwzajemnił Argonianin

- Gładkolicy ma racje, nie przyszedłbyś tu po nas, gdybyś potrzebował czegoś innego niż żywej tarczy. Wiadomo, taniej będzie nasze truchła zostawić gdzieś w lasach, by trolle śnieżne się najadły, niż szykować doły by nas zakopać. Gdyby można odpracować czyny czymś innym niż śmiercią, zabrałbyś swoich miękkoskórych chłopców, czyż nie mam racji?-odpowiedział niewyraźnie jaszczur. Uśmiechał się tą swoją łuskowatą mordą, czekał na odpowiedź.

A to przebiegły drań –zmarszczył czoło Grimes- Rzadko kiedy można spotkać Argonianina, który ma w głowie coś więcej niż wodę. Ale ten wyglądał inaczej niż większość więźniów, był wątły i nie miał żadnych blizn, co znaczyło że najpewniej był magiem. No i zagadka rozwiązana, żaden mag nie może być przecież głupi Grimes, trzeba będzie na niego uważać- pomyślał.

- Tak, to nie jest wycieczka na grzyby. Misja prowadzi do Blackreach, mamy jak to powiedział mój zwierzchnik ” namierzyć źródło problemów”, też mi zadanie. Możecie wierzyć lub nie, ale mi też nie uśmiecha się tam iść, tylko że ja jestem wolny, nie boję się kata tak jak wy. To najpewniej wasza jedyna szansa, żeby jakoś stąd wyjść- żywym. – porucznik uśmiechnął się zdawkowo, mógł ich okłamać, powiedzieć że idą pracować do kopalni albo na patrol, cokolwiek. Tylko po co? Ci ludzie i tak umrą, z mieczem w ręku lub między głową a szyją.

-Przynajmniej jesteś szczery, żołnierzu. Nie mniej miałem racje, ciągniesz nas na śmierć. Nikt z nas do ciebie nie dołączy, nie są takimi baranimi łbami, na jakich wyglądają. Prędzej Śnieżne Elfy was stąd pogonią, niż my będziemy twoją tarczą. – skomentował Argonianin.
Gdzieś w tle ten idiotyczny Breton, klepał wszystkich po ramionach mówiąc- A nie mówiłem, wiedziałem że kundlom nie wolno ufać- lecz chyba nikt nie doceniał jego błyskotliwości
Cała ta szajka straciła zainteresowanie Angrą, on sam był wściekły, jeżeli nikt stąd z nim nie pójdzie będzie musiał ciągnąć swoich chłopców na pewny kres. Jedynie jakiś niewyrośnięty chudzielec przyglądał mu się z rogu celi, ale Grimes nie zwrócił na niego większej uwagi.
-To wasza ostania szansa, czy ktoś z was ruszy zapchlony zadek i ze mną wyruszy?- Wykrzyknął porucznik.

Zero odzewu. Odwrócił się i wyszedł, bo cóż innego miał zrobić.
-Ja pójdę.- odezwał się dziwnie sztuczny chropowaty głos z wnętrza pokoju. Angra odwrócił się i ujrzał tego cherlawego chłopca, który przed chwilą mu się przyglądał. Chłopak był młody miał krótkie włosy i delikatna twarz, cały był w siniakach i zadrapaniach. Angrze coś dziwnie nie pasowało w tym chłopaku, jednak nie miał pojęcia co.
-Więcej pożytku miałbym z psa niż z ciebie chłopczyku, ale nie mam wyboru więc chodź. – Grimes wypuścił chłopaka i zatrzasnął kraty celi.- No, a teraz mów jak ci na imie?-
- Na imie mam Ver- odrzekł chudzielec – Veronica Larin i nie jestem chłopczykiem.

17.06.2020 18:28
51
odpowiedz
oczu
1
Junior

Z ciemność wyłonił się dziwny człowiek. Patrząc na niego porucznik Grimes pomyślał "znalazł się odważny, zobaczymy na jak długo", lecz nagle owy człowiek się zatrzymał stojąc w półcieniu, tak że pochodnia oświetlała tylko połowę jego twarzy.
Uśmiechną się patrząc na wygląd Grimes'a zważając na położenie jego rąk jak i ustawienie miecza.
-Witaj panie poruczniku! - podszedł bliżej robiąc gest schylenia głową nie spuszczając z oczu Grimsa - jestem ciekawy co masz na myśli mówiąc że "mamy szanse odpracować nasze występki".
- HAHA! nie domyślasz się?! - Grimes popatrzył na skazańca z pogardą - Posiadam specjalne zadanie dla takich szumowin jak wy!!!
- domyśliłem się!! - przerwał skazaniec - w sumie to mniejsza o to jakie to zadanie tylko o resztę nagród za owe zlecenie.
Pewny siebie skazaniec oparł się plecami o ścianę obserwując twarz Grimes'a.
-Pierwsze musicie je wykonać! - odpowiedział lekko podirytowany Grimes.
Skazaniec spuścił głowę wzdychając lekko.
-Heh może to i lepiej. - podszedł bliżej ukazując się cały w świetle pochodni - nazywam się Děmiŕn.
Děmiŕn jest to najprawdopodobniej nord o średniej budowie, poddawany tutaj wielu rodzajom tortur można zobaczyć że ma nawet świeżą krew na lewej ręce. można zobaczyć że jego długie, blond włosy zwisające do pasa, na całym tułowiu miał tatuaż. Grimes zobaczył że były to dwie ręce, mające między sobą jakąś kulę, najpewniej jest to Nirn. Jednak tym na co Grimes zwrócił szczególną uwagę, na blizny rozchodzące się po całym ciele pokazujące jak wiele Děmiŕn przeszedł.
- rozumiem, że dołączasz do tej ekspedycji? - Grimes powiedział spokojnie zmieniając położenie rąk.
- Oczywiście. - odpowiedział Děmiŕn spokojnie lecz po chwili zastanowienia zapytał- dostanę swój ekwipunek do tego zadania?
- Ciężko by ci było walczyć bez niego - odpowiedział już zadowolony z siebie Grimes. - Kto jeszcze dołącza do Děmiŕna?!

17.06.2020 18:28
📄
52
odpowiedz
MichaSz28
1
Junior

Po długiej chwili milczenia, Grimes usłyszał pierwsze kroki.
*** *** *** *** ***
Po chwili z mroku wyłoniła się postać pierwszego ochotnika. Był to Argonianin, jego oblicze było pokryte czerwonymi barwami wojennymi, które próbowały przykryć liczne blizny. Na pierwszy rzut oka było widać, że to zaprawiony w wojach osobnik. Więźniowie rozstępowali się tworząc mu miejsce, czuć było respekt jakim go darzą.
- Jak cię zwą jaszczurze? - zapytał złośliwie Angra, dobrze wiedział że Saxhleel nie znoszą tego przezwiska jednak ten ku zdziwieniu porucznika stał przed nim zupełnie niewzruszenie
- J'Ram Tei – wysyczał po chwili.
- Za co tu trafił? – zapytał Nord jednego ze strażników.
- Podobno próbował okraść samego władcę Nordów. – odparł .
- No proszę chciałeś okraść jarla, swoją drogą jak ty w ogóle trafiłeś do Greymoor? Szmat drogi z Czarnych Mokradeł.
- Jak J'Ram Tei być mały chcieć podróżować, ale ojciec nie chcieć żeby J'Ram Tei podróżować więc ja uciec jak być noc. Od wtedy J'Ram Tei podróżować. Raz być złodziej, raz najemnik
J'Ram Tei potrafić walczyć. – wysyczał.
-W to nie wątpię. Boisz się śmierci Argonianinie? – Zapytał Grimes
-Dlaczego mieć się bać? Moja śmierć być ofiara dla ojciec Sithis – odpowiedział z przekonaniem
-Cóż, może i będzie z ciebie dobry towarzysz J'Ram Tei'u.
- J'Ram Tei się cieszyć – powiedział, a na jego gębie pojawiło się coś podobnego do uśmiechu .
- Czy są jeszcze jacyś ochotnicy? – spytał gromadę łotrów.
Przez długi czas nikt nie odpowiadał, pojawiały się tylko wyjaśnienia typu: ,,Chciałbym, ale dostałem strzałą w kolano”. W końcu porządnie zdenerwowany Angra powiedział:
-Cholerni idioci! Czy wolicie gnić w tym więzieniu do końca waszego nędznego życia, kiedy macie szansę zapracować na wolność!?
Wtedy zaczęli po sobie spoglądać i wreszcie kilku z nich ruszyło się z miejsca.
Byli to: Średniego wzrostu Redgard o imieniu Haeker uwięziony za morderstwo maga, leśna Elfka Arya ujęta za złodziejstwo i przemyt broni dla okolicznych bandytów, oraz skazany za skrytobójstwo Khajiit Dra'sava. Gdy wszyscy się przedstawili Grimes oznajmił:
-Zaprawdę udana z was drużyna! Złodziej, przemytnik, skrytobójca i morderca. No cóż, strażniku proszę ich odkuć i wyposażyć w podstawowe przedmioty. O świcie wyruszamy! –
- Ale gdzie my w ogóle idziemy? – zapytał Haeker.
- Na rekonesans – odparł porucznik.
- W jakie rejony? – nie ustępował w pytaniach Redgard.
- Och synu, wiesz mi lepiej żebyście nie wiedzieli, mogę was tylko zapewnić, że ta wędrówka będzie wam się śniła po nocach…-
CDN...

17.06.2020 18:36
53
odpowiedz
MysteriousMrX
2
Junior

Rozdział 1
Po długiej chwili milczenia, Grimes usłyszał pierwsze kroki. Po zimnej, kamiennej posadzce lochu, pobrzękując kajdanami, ponuro sunęła tajemnicza sylwetka. Gdy wreszcie pojawiła się w kręgu światła rzucanego przez pochodnie, po plecach porucznika przebiegł dreszcz. Tuż przed nim stanął potężnie zbudowany Orsimer (Kharzak gro-Bal), przewyższający go przynajmniej o głowę. A przecież on sam również nie był ułomkiem. Ork stał z dumą, której nie potrafiły stłamsić ani krępujące jego dłonie grube łańcuchy, ani zabrudzone podarte szmaty, które zostały z jego ubrania. Siwe włosy i pobrużdżona twarz świadczyły o tym, że ten osobnik czasy swojej młodości miał już dawno za sobą.
– Świetnie! Pozycja zniedołężniałego starca została już oficjalnie zajęta – rzucił z typowym dla siebie przekąsem. – Czy ktoś jeszcze chce odpokutować swoje czyny i, przy odrobinie szczęścia, zakosztować wolności?
Czekał jeszcze chwilę, ale więźniowie pozostali w swoich celach. Zrezygnowany, już chciał odwrócić się w kierunku wyjścia, gdy cień rozstąpił się wypluwając zgarbioną futrzastą postać. W jaki sposób więzień zdołał bezszelestnie zakraść się tak blisko Grimesa?
– Ta khajiit gotowa dołączyć do wyprawy! – oznajmiła postać zachrypniętym głosem.
– Doskonale! Staruszek? Odhaczony! Maskotka drużyny? Odhaczona! – wyliczał porucznik. A może ktoś z prawdziwych synów Skyrim ma odwagę ruszyć cztery litery na wycieczkę krajoznawczą po Blackreach? – syknął powoli tracąc cierpliwość. Jak na razie jego nowa drużyna zdecydowanie nie spełniała oczekiwań z jakimi tu przyszedł.
Na wspomnienie nazwy jaskini po wszystkich zgromadzonych w lochu więźniach przemknął pomruk przerażenia. Każdy szanujący się nord, nieważne czy szlachetnie urodzony, czy z motłochu, doskonale znał złą sławę Blackreach.
– Ja pójdę. – Dobiegło z najciemniejszego kąta celi. Grimes rzucił swe spojrzenie w kierunku źródła głosu, próbując przeniknąć ciemność. Tajemnicza sylwetka wyłoniła się z cienia.
– Nie ma mowy! – stanowczo oznajmił Angra, a jego ręka odruchowo powędrowała w kierunku rękojeści noża. Przed nim stał chuderlawy dunmer o połyskujących nienawiścią krwistoczerwonych oczach.
– Jestem magiem. – Wymamrotał dumnie ciemnoskóry chłopak, jakby sama ta informacja miała wpłynąć na zdanie Grimesa. Na potwierdzenie tych słów nakreślił w powietrzu znak i z jego ręki wystrzelił snop iskier.
Angra z trudem powstrzymał grymas pogardy. Wiedział, że ta grupa obdartusów i rzezimieszków to jedyne na co może liczyć. Wzruszył ramionami.
– Straż? Wyprowadzić więźniów i przygotować ich do drogi.

***

– Tutaj rozbijemy obóz. – Powiedział Angra, zrzucając z pleców tobołek. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Według przekazanej przez kapitana Beinarda mapy grota prowadząca do Blackreach znajdowała się zaledwie godzinę drogi stąd. Jak na razie podróż przebiegała podejrzanie spokojnie. Cała drużyna ściągnęła plecaki i zwaliła się na ziemię, pobrzękując kajdanami zwisającymi z nadgarstków. Porucznik postanowił pozostawić je aż do wejścia w głąb Blackreach na wypadek gdyby któryś z jego nowych kompanów postanowił uciec. Łańcuchy były wystarczająco długie by mogli swobodnie się przemieszczać, ale w przypadku ucieczki z całą pewnością ograniczyłyby możliwość walki i zaalarmowały lokalne straże. Nie ufał im. I nie zmieniło tego ani niechętnie podpisane przez kapitana ułaskawienie, do czasu ich powrotu “z tarczą”, zamknięte na cztery spusty w kapitańskim sejfie, ani obietnica wypłacenia potrójnego żołdu. Grimes rozpalił ognisko i przydzielił im racje. Siedzieli w milczeniu, niezbyt skorzy do nawiązania rozmowy. I dobrze. Im mniej relacji między nimi, tym mniejsza szansa na zawiązanie się spisku. On sam nie musiał się nic dowiadywać. Strażnicy przekazali mu wszelkie dane. Orsimer nazywał się Kharzak gro-Bal. Był weteranem wojsk przymierza Daggerfel, pojmanym po bitwie pod Chalman. W forcie Greymoor zdążył odsiedzieć ledwie kilka tygodni. Grimes był pewien, że jemu spośród wszystkich towarzyszy może ufać najbardziej. Może na jego korzyść przemawiała przebyta służba wojskowa? W każdym razie był przekonany, że jeśli użyje odpowiednich argumentów, być może uda mu się zawrzeć nić porozumienia z doświadczonym wojownikiem, przynajmniej do czasu ukończenia zadania. Poza tym mimo wieku, Kharzak wydawał się być doświadczonym i sprawnym szermierzem. Inaczej sprawa się miała z Khajiitką. Według akt nazywała się Jidarma chociaż sama siebie ochrzciłą mianem Cierń. W lochu Greymoor znalazła się po tym jak próbowała okraść strażników twierdzy. Angra podejrzewał, że to właśnie ona czmychnie przy pierwszej okazji. Najwięcej niepokoju budził w nim jednak dunmer. Strażnicy nie wiedzieli o nim nic, włącznie z tym za co właściwie odsiadywał karę. On sam przedstawił się jako Torys Haala i wykazywał zdecydowanie nadmierne, jak na gusta porucznika, zainteresowanie Blackreach.
Tymczasem słońce chyliło schowało się już za horyzontem i nad ich obozowiskiem zaległa ciemność. Grimes zdawał sobie sprawę, że nadszedł moment, którego obawiał się od początku swojej wyprawy - czas na sen. Jeśli rano się obudzi, a kompania będzie w komplecie, trzeba będzie to zaliczyć do kategorii dużych niespodzianek lub nawet małych cudów. Nie miał jednak wyboru – przed wejściem do Blackreach zdecydowanie potrzebował odpoczynku. Kołysząc się sennie na boki poczekał, aż towarzysze wygodnie ułożą się w posłaniach po czym sam zamknął oczy. Sen uderzył natychmiast.

17.06.2020 18:54
Pofisciel
54
odpowiedz
Pofisciel
3
Junior

Obecność wyjątkowo rosłego Norda nie zrobiła na mrocznym elfie imieniem Alunatrch, dużego wrażenia. „Kolejny ignorant z północy, który zamiast myśleć, woli siekać wszystko swoim toporem… a potem ewentualnie zadawać pytania” – pomyślał. Jednak gdy tylko padły słowa o „odpracowaniu win”, co było równoznaczne z możliwością wyrwania się z tej zatęchłej dziury, Alunatrch nie potrzebował wiele czasu do namysłu by wiedzieć, że taka szansa nie trafia się tu często...a jeśli już to wcale. Po chwili, wystąpił z szeregu: „ Ja się zgłaszam- śmierć i tak jest lepsza od gnicia tu w tych rdzawych kajdanach”- powiedział, dumnie patrząc przy tym w oczy uzbrojonego po zęby Norda. Wiedział, że jego lud ceni przede wszystkim siłę, odwagę i gotowość do poniesienia chwalebnej śmierci w walce.. i wiedział, że może to wykorzystać na swoją korzyść. Nord zmierzył go wzrokiem od góry do dołu. „Nie wygląda na wojownika .. ani tym bardziej na kogoś kto byłby w stanie choćby unieść miecz- chuchro nawet jednego Septima nie warte”- pomyślał. – „Jak taki wątły elf jak ty mógłby przydać się na polu bitwy…”- powiedział z pogardą Grimes, przeglądając dokumenty dotyczące więźniów i rzucając krótkie spojrzenie na innych osadzonych: „Ale jak widać nie wszyscy kwapią się, żeby ratować skórę.. zatem jak cię zwą.. elfie ?- dokończył Angra, rzucając ochotnikowi zniesmaczone spojrzenie. – „ Zowią mnie Alunatrchem z domu Telvanni, Dunmerem wielu talentów” odrzekł mu, wykonując lekki ukłon.. wiedział, że choćby odrobina dumy więcej może kosztować go głowę. Grimes bez problemu odnalazł jego kartotekę wśród dokumentów. W zakładce „przewinienie” widniał opis: „ kradzieże z włamaniem”. Była tam również dołączona notatka: „ Niezauważony w trakcie popełniania przestępstwa. Możliwie uzdolnienie magiczne”. Grimes znał się na taktyce wojennej .. wiedział, że jej nieodłącznym elementem jest podstęp.: „Gratuluję włamywaczu, twój wniosek został rozpatrzony pozytywnie..”- rzucił ironicznie, kiwając na dwóch strażników, by wyprowadzili Alunatrcha zza krat .– „Wybornie, pozwól zatem, że wezmę swoje rzeczy i możemy ruszać”- powiedział z ulgą, udając się w stronę wyjścia, w towarzystwie dwóch żołnierzy. Już miał przekraczać próg, gdy na jego ramieniu wylądowała ciężka łapa Grimes’a, której ucisk był tak mocny, że mógłby zmiażdżyć mu obojczyk.:
- „Lecz zapamiętaj jedno kanalio…” wyszeptał, patrząc gniewnie Alunatrchowi w oczy: „…ŻADNYCH SZTUCZEK” . Dunmer poczuł, jak zimna stal topora muska jego szyję.
– „ Nie śmiałbym… szlachetny Nordzie„- powiedział z pozorną szczerością.. i skrywaną odrazą. Po chwili wahania, Grimes puścił Alunatrcha, który następnie w towarzystwie dwójki żołnierzy, opuścił lochy.
Ciąg Dalszy Nastąpi…

post wyedytowany przez Pofisciel 2020-06-17 18:56:31
17.06.2020 19:05
55
odpowiedz
GordonFreeman
2
Junior

-No proszę, mamy pierwszego ochotnika! Podejdź do mnie, Tomirze.
Tomir niepewnie podszedł do Grimesa, po czym spojrzał mu bardzo chłodno w oczy. W jego wzroku można było wyczuć jednak nadzieję na uwolnienie się z więzienia.
Ale pewnie zapytacie: „Kim jest Tomir?”. Otóż, Tomir pochodzi z rasy Redgard. Jego rodacy, jak i on sam, są bardzo utalentowanymi wojownikami. Tomir jednak zawsze się spośród nich wyróżniał. Dlaczego? Każda osoba z jego rasy posługiwała się zaklęciami, a najpowszechniejszymi było zaklęcie płomieni i zaklęcie leczące. Używano ich zazwyczaj w walce, gdyż płomienie skutecznie raniły i odstraszały przeciwnika. Zaklęcie leczące, jak sama nazwa wskazuje, służyło do wyleczania rannych wojowników i osadników z ich rasy.
Tomir nigdy jednak nie umiał tymi zaklęciami się posługiwać. Czemu? Tego nikt nie wie. Odbył setki podróży do różnego rodzaju magów, druidów czy lekarzy, ale żaden nie umiał stwierdzić, dlaczego Tomir tak się wyróżnia.
Za odmienność wyrzucono go z wioski, co zmusiło go do tułaczki po Skyrim. Samotność czasem doprowadzała go do szaleństwa, co poskutkowało tym, że odgryzł sobie dłoń z braku pożywienia. Dłoń jednak odzyskał, spotykając druida z pewnego fortu, który za pomocą zaklęć sprawił, że wyrzeźbiona w kamieniu ręka przytwierdziła się do ciała Tomira, który mógł się nią od tamtej pory posługiwać jak zwykłą dłonią.
Wiele lat później został złodziejem. Jeden z jego rabunków nie powiódł się, gdyż został zauważony przez straż. Resztę historii dopowiedzcie sobie sami. Tak Tomir trafił do więzienia.
- Odważny czyn Tomirze, że postanowiłeś wyruszyć w tak niebezpieczną podróż. Jednak, ty jeden to za mało. Ktoś jeszcze?- przemówił Grimes
Rozległo się pełno szeptów. W pewnym momencie z grupy więźniów, wystąpiły dwie osoby.
-Ragit z rasy leśnych elfów, oraz Frand wywodzący się z Bretonów! Podejdźcie, z łaski swojej- powiedział Grimes
Ragit i Frand poznali się dawno temu, podczas Wielkiej Wojny. Ich rasy walczyły ze sobą, powodując chaos w całym Skyrim. Obydwoje należeli do grupy skrytobójców, którzy mieli niepostrzeżenie eliminować siły wroga. W pewnym momencie się spotkali. Zaczęło się od wspólnej walki, jednak w pewnym momencie wpadli do lasu, gdzie odnaleźli opuszczony namiot. Po przeszukaniu go, odnaleźli stronę z dziennika, której treść brzmiała:
„Osiągnąłem swój cel. Leśne elfy i Bretonowie rozpoczęli wojnę. Obaj dowódcy to moje marionetki. Obiecałem im bogactwo za zwycięstwo i podpisanie kontraktu w języku, którego nie rozumieją. Jeżeli wygra którakolwiek ze stron, i tak ich dusze zostaną przeklęte, a armie będą pod moim dowództwem. Skyrim będzie zgubione.”
Dwaj wojownicy doszli do wniosku, że muszą współpracować. Niestety, bitwa przeniosła się w inne miejsce, gdyż leśne elfy zastosowały manewr wymijający. Polegał on na przeniesieniu bitwy w dobrze znane im rejony, gdzie elfy mają przewagę.
Ragit z Frandem nie zwlekali i zaczęli poszukiwania wojsk. Jako, iż Ragit wywodził się z elfiej rasy, Frand wypytywał go o miejsca dobrze znane elfom leśnym, jednak zawsze gdy udawali się w te miejsca, okazywały się one zrujnowane przez wojnę. Ragit w pewnym momencie zaczął płakać, gdyż znalazł ciała swojej żony i syna. Wtedy coś w nim pękło. Stał się poważny i brutalny. Frand już wtedy wiedział, że z tego nie wyniknie nic dobrego.
W końcu odnaleźli wojujące ze sobą armie. Ragit w przypływie gniewu zaczął przeszukiwać namioty obu armii, aby znaleźć dowódców i uśmiercić ich. Udało mu się ich odnaleźć. Ale ich nie zabił. Dlaczego? Okazało się, że bitwa była udawana. Żaden żołnierz nie został martwy, a to wszystko było ukartowane tylko po to, by zainteresować sobą Demony Skyrim. Potężne istoty, z którymi nikt nie mógł się równać. Powodując wojnę, można było odebrać od nich wielką sumę pieniędzy. Wojowników wzięto do niewoli, gdzie wyjawiono im, że dziennik, który znaleźli należał do pewnego druida, specjalizującego się w mrocznej magii. W końcu Demony Skyrim przybyły. Obie armie zmusiły je, aby do końca życia im służyły. Ich zadaniem było straszenie i nękanie bohaterów. Z ich mrocznych ust padało tylko jedno słowo. Bohaterowie niestety go nie usłyszeli, gdyż zagłuszył je krzyk przelatującego orła. Wiedzieli tylko, że słowo to było jakąś nazwą.
Ragit wraz z Frandem zostali zesłani na targ niewolników. Tam dostrzegł ich Grimes Angra.
Grimes z radością popatrzył na dwóch ochotników stojących tuż przed jego nosem.
- Czy ktoś z was, ma choć krztynę chęci i odwagi, by uratować krainę?- spytał Grimes
Nikt mu nie odpowiedział.
-Dobrze, głupie szczury. Ale jeżeli demony rozpoczną atak, to wy jako pierwsi będziecie wołać matkę do pomocy. Ale wtedy nikt wam nie przyjdzie na ratunek – powiedział Grimes, po czym wziął trójkę bohaterów i zamknął drzwi celi.
Angra zaprowadził ich do kapitana Beinarda.
-Kapitanie, tych trzech jest chętnych do wyruszenia do Blackreach. Czy mam im dać uzbrojenie? – spytał Grimes
-Jeszcze nie. Chcę z nimi porozmawiać – odrzekł kapitan
Grimes rozejrzał się po pokoju.
- Oczywiście, kapitanie – po tych słowach z pokoju
Beinard przeleciał wzrokiem po trójce ochotników.
- Chciałbym wam zadać kilka pytań – powiedział
Ragit, Frand i Tomir patrzyli, raz na siebie, raz na Beinarda.
-Czy jesteście świadomi, że wyprawa do Blackreach, będzie długa i niebezpieczna? – spytał kapitan
-Kapitanie, niebezpieczeństwo to moje drugie imię – rzekł Tomir – Poza tym, jest nas trójka. Co może pójść nie tak?
Ragit i Frand uśmiechnęli się. Słowa Tomira dodały im otuchy. Kapitan zaś, cały czas patrzył na nich z niepewnością.
-Kapitanie, zna pan dobrze naszą przeszłość, a zwłaszcza moją i Ragita. Wie pan też, że byliśmy niegdyś wojownikami – powiedział Frand
Ragit z ponurą miną, której prawie nie zmieniał od paru lat, podszedł do kapitana i powiedział:
- Zgadzam się z Frandem. Niegdyś pozbawiono mnie rodziny, teraz ja pozbawię życia każdego, kto stanie mi na drodze. Udamy się tam – powiedział Ragit podniesionym głosem
Beinard podszedł do okna. W pewnym momencie odwrócił się i krzyknął:
-Grimes!
Wtedy Grimes Angra wszedł do pokoju.
-Tak kapitanie? – spytał Grimes
- Daj tym delikwentom uzbrojenie – odrzekł Beinard
Grimes zaprowadził Tomira, Ragita i Franda do zbrojowni.
- Każdemu przypiszę broń, odpowiednią do jego stylu walki – powiedział Angra
I tak oto, Tomir otrzymał miecz, Ragit dostał dwa gladiusy i łuk, a Frand - włócznię.
- Jesteście gotowi! – stwierdził Grimes
Po otrzymaniu uzbrojenia, nasi bohaterowie zostali wyprowadzeni na powietrze. Kiedy zaczęli się oddalać, Grimes za ich plecami krzyknął:
-Powodzenia!
Wojownicy stanęli na małej górce, po czym Frand zapytał:
-No to, co nas czeka?
Banalna odpowiedź brzmiałaby „ból, cierpienie i więcej bólu”, ale naszych bohaterów przepełniała w tej chwili odwaga. Tomir, pierwszy raz od wielu lat, napełniony chęcią walki. Znów chciał poczuć, jak to jest, gdy miecze, topory i strzały świszczą koło ucha. Z uśmiechem powiedział:
-Przyszłość, przyjaciele. Świetlana przyszłość.
Po tych słowach ruszyli w dalszą drogę. Nawet Ragit się uśmiechnął.

17.06.2020 19:06
56
odpowiedz
Przyb
1
Junior

Po długiej chwili milczenia, Grimes usłyszał pierwsze kroki.

***

Z ciemności wyłoniła się postać. Była to wysoka leśna elfka.

-Witaj-przywitał się Grimes

Nie usłyszał odpowiedzi. Kilka sekund później z końca korytarza słychać była kolejne dudniące kroki. Z mroku wyłonił się Nord i sprawnym ruchem wybił nóż prosto w szyje elfki. Posadzkę zalała krew . Strażnicy szybko zareagowali i jeden z nich wymierzył cios prosto w twarz zabójcy. zakrwawiony Nord upadł na ziemie.

-No masz, straciłyśmy jedyną chętną - skomentował jeden ze strażnik który cały czas stał za Angrą.

-Ktoś jeszcze jest chętny? - Krzyknął Grimes

-Ja! - odpowiedział więzień z samego końca korytarza

-Czemu nie podejdzie?

-Jest związany- wyjaśnił jeden ze strażników

-Rozwiązać go już- Porucznik wydał polecenie

Strażnicy poszli wykonać polecenie. Po chwili z ciemności wyłonił się więzień. Angra spojrzał mu prosto w oczy. To był Khajiit średnio wyskoki gepardokształnty Khajiit. Grimes nienawidził tej rasy. To właśnie oni przed laty zamordowali jego żonę i dzieci.

-Witaj -Przywitał się delikwent po czym splunął na trupa leśnej elfki. Khajiit był ubrany w obdarte ubranie jak każdy więzień, ale Angre coś w jego ubiorze niepokoiło.

-Oto złodziejaszek Dar S’Art najprzebieglejszy ze wszystkich łotrów w Skyrim -przedstawił Khajiita czerwony od krwi Strażnik -Pochodzi z Morrowind gdzie on i jego rodzina byli niewolnikami. Pewnego dnia zbuntował się i zabił swojego właściciela. Wtedy uciekł z rodziną do Skyrim i zamieszkał w Greymoor. Gdzie Trudnił się kradzieżą. Podczas jednego z swoich rabunków został złapany, lecz podczas swojej ucieczki zabił dwóch Strażników i zranił pięciu. W sądzie zarzekał się że jest Magiem nikt mu nie uwierzył i skończył tu.

-Coś jeszcze?-Dopytał porucznik

-Tak, we więzieniu doprowadził do trzech buntów które pociągnęły za sobą dziesiątki ofiar.

-Aha

Grimes po krótkim zastanowieniu doszedł do wniosku że idzie na samobójczą misje i śmierć obok mordercy i złodzieja nie była jego marzeniem, ale z drugiej strony mógł zabrać na śmierć Khajiita przedstawiciela rasy na której od tak dawna chciał się zemścić. Do butów porucznika dopłynęła krew.

-Dobrze szczegóły wyprawy poznasz później-Powiedział porucznik Angra i odszedł

Na twarzy S’Arta pojawił się szyderczy uśmiech .

17.06.2020 19:07
57
odpowiedz
k00z
1
Junior

Kroki te były rytmiczne i szybkie, mimo ciężkiego stukotu metalowych płyt i ocierających się tkanin miały w sobię pewną dozę finezji.
Z ciemności wszedł mężyzna, wysoki, dobrze zbudowany. Tylko przy świetle porucznik Angra był w stanie dostrzec swojego przyszłego podwładnego.
Mężczyzna ma na sobie dziwną kombinację szat i płyt, coś jakby dać przeciętnemu magowi stalowe naramienniki.
Największą uwagę jednak przyciągnąl hełm, był on uformowany w kształt jakby zniszczonego, skażonego deadryczną mocą lwiego pyska. Hełm ten nie był wykonany klasycznie z kilku zakrzywionych płyt, płyty te wyglądały jakby były kilunastoma jakby szpiczastymi kawałkami. Była to dość specyficzna i odrażająca kreacja, na szczęście jest przykryta kapturem. Na szyji jak i dłoniach z długimi pazurami przypominające szpony Grimes dostrzegł białe centkowane futro. Zrozumiał, że to jednak nie jest jakaś słaba przebieranka aby imitować jakiegoś kota. To był cholerny khajiit. Tak pomyślał porucznik. Zawsze lepiej poświęcić pojedyńczego łotra niż cały oddział pojedyńczych żołnieży.
- Coś nie tak? - zaciekawiony zapytał futrzak.
-... ciekawa zbroja, mniejsza z tym. Dla formalności musze wiedzieć jak sie nazywasz i za co wrzucili Ciebie do celi - Angra powiedział tą formułkę dość szybko i zgrabnie, jakby miał do czyniena z łajdakami dzień w dzień.
- Jestem Mihr'rekh. Robiłem to i tamto, byłem tu i tam... Wie szef takie typowe sprawy w Tamriel.
Angra powstrzymywał się od śmiechu słysząc imię tego krętacza. Udało mu się zachować prostą twarz i lekko zbulwersowany powiedział
- Skończ opowiadać bajki i mów prawdę. Mam dziennik do wypisania a przełożony chce wiedzieć wszystko.
- Eh, no dobra, myslałem, że personalne historyjki zostawimy na podróź, wie szef, lepiej współpracuje się z ludzmi których się zna. - Cierpliwość norda zaczeła szybko umykać, teraz już był pewien, że ze zwiadów wróci tylko jeden żywy. Nie ma zamiaru wpaść w kłopoty przez jakiegoś kota który w przy najbliższej okazji zwieje by ratować swój futrzany tyłek.
Bedzie jeszcze sporo roboty, żeby zatwierdzić tego gościa ale czy Grimes tego chce czy nie i tak to przejdzie, wie w jak teraz zdesperowane jest wojsko Ebonheart.
Mihr zobaczył czerwoną twarz dwa razy większego od siebie norda, uznał, że nie warto dalej bawić się słowami
- No cóź siedzę za morderstwo, włamanie i wielokrotne bezczeszczenie ciał. Zdziwiło mnie to, że z Morrowind przenieśli mnie do Skyrim. Do tego jesze do wojskowego garnizonu. Czuje się jak więźień polityczny mimo tego, że jakby ważna polityka nie była i tak mnie ona nie obchodzi. Trzy frakcje biją sie po głowach przez jakieś róźnice czy o ziemię.
Jednak muszę wam przyznać z tymi zaklętymi kajdanami to nieźle wykombinowaliście, nawet "wielcy" Aldmerzy w swoim "wielkim i wszechpotężnym" dominium na to nie wpadli. - Mihr'rekh gdy zauważył, że przy części o "bezczeszczeniu ciał" "szef" zbladł, Mihr jakby naturalnie zaczął mówić o wszystkim i niczym. Z perspektywy Mihr'ka ta gadka jakby poprawiła humor staremu nordowi
- Heh, Niezła historyjka, choć schlebianie naszej stronie nie zrobi ze skazańca człowieka. Bedziesz musiał odpowiedzieć jeszcze na parę pytań futrzaku, jak będzie czas, przetestujemy ciebie i sprawdzimy czy twoje słowa ręczą za twoje czyny. -Grimes mówil to mniej energicznie niż zawsze, nie mogł wymazać sobie myśli o tym co ten psychopata mógł robić z ciałami, chociaż był zaintrygowany tym całym ogoniastym. Przez myśli przeszło mu to, że dał się omamić. Uznał, jednak, że tym razem da mu za wygraną ale będzie miał jego działania na oku. Postanowił zadać wszystkie pytania z formularza naraz, nie chciał słuchać kilku różnych historyjek, wolał jedną.
- No dobra. W czym się specjalizujesz? Magia, Walka Bezpośrednia, Walka na dystans? Z jakiego ekwipunku korzystasz? Pod jakim znakiem się urodziłeś? Masz jakieś fobie? Jakie masz doświadczenie bojowe? - Porucznik wymienił te pytania jak formułkę z musztry, wiedział, że im więcej gadają tym mniej umieją. Wolał już się bawić z tym chodzącym dywanem niż brać kogoś na siłę. Myśląć o tym znów Grimes wkroczył na tereny paranoi, dalej twierdził, że dał się ograć.
- Walczę toporem dwuręcznym i krótkim łukiem, noszę pancerz średni, połączyłem szaty z płytami stalowego pancerza i mam to, jest wygodniejsze i mniej obcisłe niż skóra. Jak czaruję to słowami a jak nie słowami to sprawiam, że trupy wstają i mnie słuchają. Niczego się nie boję, chyba że to coś co nie pochodzi z Tamriel czy kieszonkowych daedrycznych wymiarów. Co do znaku nie wiem, U nas w Elsweyr liczą się tylko księżycowi bogowie, Jone i Jode. Co do walki to tu i tam zabiłem paru bandytów czy daedr, byłem w paru lochach i uczestniczyłem w paru bitwach ale moja obecność tam nie jest udokumentowana a nie chcę wyjść na kłamcę. - Mihr'rekh powiedział to najkrócej jak mógł, zdawał sobie sprawę że nord krzywo na niego patrzy jak on mówi.
- Dziwi mnie to, że nie mówisz rzeczy w stylu "Mihr'rekh walczy toporem", to jest dość powszeche u fut... Khajiitów. - Angra mówiąć to czuł jakby go rozgryzł. Gdy Mihr wydał z siebie długie "eeeeeeeeeeee..." Grimes wiedział, że trafił w dziesiątke. Kot nie był na to przygotowany.
- No dobra, jak nie chcesz mówic to nie mów. Jak mamy ciebie przetestować to musimy uzyskać na to zezwolenie, tak już jest z cywilami, tylko dodatkowa robota. Opcją jest też to, że Beinard wyśle nas na zwiady odrazu, tak czy tak musimy pójść do kapitana. Powiedział to zmęczony sytłacją porucznik i westchnął.
Nawet sama myśl o rozmowie z tamtą żmiją, Kapitanem Beinardem, potrafiła wywołać mocne emocje u Grimes'a Angra.
Ciąg dalszy nastąpi
Chciałbym z góry przeprosić za błędy lub nieścisłości. Nie tetowałem tego.

17.06.2020 19:10
58
odpowiedz
Bonnie1942
1
Junior

Sprzed szereg więźniów wystąpił mężczyzna w smukłej sylwetce, czarnych włosach oraz brązowo-zielonym pigmencie oczu. Ubrany był natomiast w mundur, lecz w ciemnościach trudno było określić jego pochodzenie.

- Nazywam się Sigrid Salmz i zgłaszam się jako ochotnik do Pańskiej misji - przedstawił się i rzekł zdecydowanym głosem.

Wokół rozniosła się fala śmiechu. Zaczęły powstawać komentarze na temat mężczyzny. Że takie chucherko nie byłoby w stanie podnieść porządnego oręża, albo że nie poradziłby sobie nawet z najprostszym draugrem.

Grimes uciszył całe to zamieszanie i nie posiadając zbyt dużego wyboru musiał wysłuchać jedynego ochotnika.
- Powiedz mi coś o sobie, synu - rzekł zauważając młody wiek kandydata.

- Pochodzę z zachodniej części Cyrodiil. Należałem do wojska Trzeciego Cesarstwa, w Legionie posiadałem stopień centuriona.

Angra musiałby być głupi, albo już w pełni ślepy żeby uwierzyć na słowo skazańcowi - nawet dziecko wyuczyłoby się militarnej postury, mundur mógłby być skradziony w najlepszym przypadku, już nie wspominając o wyglądzie Sigrid'a. Nie widać było żadnych charakterystycznych cech Cyrodiilijczyka, ani nalezącego do frakcji Nibejczyków, ani do Colovian.

- Potrafię dobrze odnaleźć się w sytuacji, znam się na strategii oraz obsługuję najnowocześniejsze technologicznie bronie - kontynuował zwięźle i pewnie.

Grimes nie widząc więcej chętnych, rozproszył resztę towarzystwa i postanowił przyjąć Pana Salmza, nie posiadając tak naprawdę innego wyboru. Lecz jeśli wszystko co mówił okazałoby się prawdą to może udałoby się im wyjść cało z tej wyprawy.

Wyszli na zimny i mokry dwór. Zawędrowali do kwatery porucznika. Wszyscy żołnierze śledzili ich nieprzyjemnym wzrokiem, a Gutrim obserwował ich z wielkim żalem, jakby już nigdy nie miałby ujrzeć Grimes'a. W prywatnych czterech ścianach rozpoczęła się rozmowa.

- Spocznij - chrząknął porucznik, zapraszając na krzesło przed sobą.
- Dziękuję. Właściwie to na co się piszę idąc z Panem ?
- Jesteś bardzo porywczy jak na zdyscyplinowanego żołnierza, że nawet nie przemyślisz co cię może czekać.
- To było jedyne wyjście, żeby wydostać się z lochu. Musiałem zaryzykować.
- Rzeczywiście z tamtymi nie czekałby cię ciekawy los, ale nie myśl że ze mną będzie lepiej. Ruszamy do Blackreach na rekonesans.
- Naprawdę nie ma pan lepszego miejsca na zwiad? - zapytał ze zwątpieniem co do ważności tej misji.
- Rozkaz od mojego przełożonego. Ponoć występują tam problemy, które trzeba rozwiązać. Ale nie mamy zbyt dużo czasu. Pogadamy po drodze, wtedy będziemy mieli dużo czasu dla siebie. Teraz odpocznij.

Sigrid widząc w jakiej sytuacji się znajduje, postanawia posłuchać się porucznika. Poza ty łóżko było wygodne i niespleśniałe. Chciał jak najdłużej skorzystać ze snu i spokoju jaki mu pozostał.

17.06.2020 19:22
59
odpowiedz
marwoj03
1
Junior

Rozdział 1
Więzień, szeleszcząc kajdanami, opieszałym krokiem zmierzał w jego stronę. Agra już po samym opieszałym chodzie i ciężkich uderzeniach bosych stóp o kamienną posadzkę spodziewał się dużej osoby, ale to co zobaczył całkowicie przerosło jego oczekiwania. Z cienia wyłonił się olbrzymi Orsimer. Porucznik nie był ułomkiem, ale Ork był co najmniej o głowę wyższy w dodatku niezwykle masywny. Liczne blizny na twarzy i wyzierających spod podartego ubrania ramionach, sugerowały, że więzień był zaprawiony w bojach. Angra rozpoznał każdą z ran. Długa, szeroka blizna, zaczynająca się na czole, przecinająca brew i ciągnąca się dalej wzdłuż policzka, cudem tylko oszczędzając oko, musiała być efektem zbyt płytkiego cięcia mieczem, podczas gdy okrągła zasklepiona rana na ramieniu, powstała prawdopodobnie od strzały – analizował w myślach, wciąż mierząc wzrokiem nowego rekruta. Siwy, szorstki włos i pobrużdżona twarz świadczyły, że najlepsze lata wojownika miał już za sobą. Szeroką szczękę pokrywałą biała szczecina, poprzecinana kolejnymi drobnymi bliznami. W przeciwieństwie do innych orków, z ust tego osobnika nie sterczały dwa charakterystyczne kły. Grimes podczas swoich podróży słyszał o brutalnych praktykach stosowanych podczas wojen na Orsinum. Jednym z rodzajów tortury i dodatkowego upokorzenia, które zwycięska strona starcia fundowała przegranym było właśnie piłowanie kłów. Oczy orka czujnie wpatrywały się w rozmówcę, śledząc każdy jego ruch. Przeczucie podpowiadało Grimesowi, że on także uważnie ocenia jego aparycję i możliwości.
– Poruczniku, z tym niech Pan uważa! – krzyknął z korytarza jeden ze strażników.
– To Nazgab Morgul. – uzupełnił drugi.
Dreszcz przebiegł po plecach Angry. Znał to imię. Nazgab Morgul był weteranem przymierza Daggerfall oraz przywódcą grupy bandytów, terroryzujących całą prowincję, do którego pojmania potrzebny były dwa oddziały piechoty. Nie obyło się też bez dużych strat w ludziach. Grimes czuł niepokój, ale nie było odwrotu.
– Proszę wyprowadzić więźnia i przygotować do drogi. – Polecił stanowczym głosem, skutecznie odsuwając od siebie strach.
– Za ułaskawienie i trzy żołdy, masz moją lojalność na dwie doby. – Mruknął Nazgab, gdy w asyście strażników mijał Angrę.

17.06.2020 19:23
60
odpowiedz
Ratke
4
Legionista

Kroki należały do wysokiego Argonianina. Z rozbrajającym uśmiechem wystąpił przed szereg zamiatając podłoże ogonem.
- Bracia nie wybaczą mi przepuszczenia okazji, aby wyrwać się z tej nory, ale z trepami – tutaj obficie splunął – współpracować się nie będę! Szukasz ochotników, Angra? Twoi chłopcy pewnie trzęsą się na samą myśl o opuszczeniu garnizonu. W wielu lochach siedziałem, ale takich ciepłokrwistych tchórzy jeszcze nie spotykałem. Może zostaw nas, uczciwych złodziei, w spokoju i zajmij się szkoleniem swojej zbieraniny?
- Wracaj do szeregu Ghai-te, nie mam dziś humoru na kłótnie z tobą – odparł porucznik – Jeszcze jedno oślizgłe słowo, a resztę swoich dni spędzisz w ciemnicy!
Argonianin jeszcze raz splunął, ale bez słowa wrócił na swoje miejsce. Kiedy ustał dźwięk jego kroków, w celi znów zapadła kompletna cisza. Cholerni więźniowie, zaklął w duchu Angra. Był coraz bardziej podirytowany. Liczył, że będzie wybierać spośród chętnych i nie będzie zmuszony do zabierania swoich podwładnych.
- No dalej, obdartusy. Niepowtarzalna okazja, być może pierwszy raz w życiu zrobicie coś dobrego.
Wypowiadając te słowa, Angra wolnym krokiem przechadzał się wzdłuż nierównego szeregu więźniów i uważnie lustrował ich wzrokiem. Kiedy padało na nich przenikliwe spojrzenie porucznika, więźniowie odwracali wzrok. Z wyjątkiem jednego. Angra zauważył w szeregu dojrzałego Redgarda. Jego krótkie włosy były tej samej ciemnobrązowej barwy, co długa potargana broda. Redgard nie był pokaźnej postury, odsiadka z pewnością miała na to swój wpływ. W jego oczach dało się dostrzec dumę i pewność siebie. Angra zatrzymał się i przez chwilę podtrzymywał kontakt wzrokowy. Więzień nie spuścił oczu. Oho, twardziel, pomyślał.
- Jesteś daleko od Hammerfell, Redgardzie. Z tego co wiem, jesteście ludem honorowym - czemu więc porzucasz okazję do odpłacenia za swoje winy? Wolisz tu sczeznąć?
Więzień przez chwilę milczał, nie spuszczając wzroku. W końcu odezwał się. Głos miał niski i mówił wolno, jakby ważył każde wypowiedziane słowo.
- Rezygnacja z sądu oznacza przyznanie się do winy. Zostałem niesłusznie oskarżony i czekam na sprawiedliwość.
Porucznik uśmiechnął się, a kilku więźniów parsknęło śmiechem. Wszyscy, którzy zdążyli zapoznać się z panującą w Greymoor sytuacją wiedzieli, że miarą sprawiedliwości jest tutaj waga mieszka.
- Więzienia pełne są niewinnych – położył rękę na ramieniu Redgarda – Czekasz na sprawiedliwość? Źle trafiłeś. Wszyscy pójdziecie na szafot i niech was wasi bogowie sądzą.
Redgard nie odpowiadał, ale na jego twarz wstąpił grymas mogący świadczyć o pewnym zakłopotaniu. Angra zbliżył się do niego i odezwał ściszonym głosem.
- Jeśli mi pomożesz i uda ci się przeżyć, uzyskasz uniewinnienie. To dla ciebie jedyna ścieżka do sprawiedliwości, wierz mi – po tych słowach porucznik wykonał krok w tył i znów mówił swoim pewnym, doniosłym głosem – Jak ci na imię?
- Hasefiz – odpowiedział Redgard po dłuższej chwili.
- Dobra, to mamy do pogadania, Hasefizie. A wy na co się gapicie? - porucznik zwrócił się do reszty więźniów – Mieliście swoją okazję. Teraz możecie wracać do gnicia w tej norze. Rozkoszujcie się chwilą, bo może być waszą ostatnią.
Więźniowie porozchodzili się po kątach celi wracając do swych spraw. Jedni umilali sobie czas grą w kości, inni rozmową, jednak większość siedziała w cieniu w samotności. Angra ruchem ręki nakazał Hasefizowi by ten się zbliżył.
- Za co tu siedzisz?
- Jestem niewi…
- Tak, tak, wiem – przerwał mu bezceremonialnie – jesteś niewinny, już mówiłeś. Za co cię wsadzili?
- Za zabójstwo. Na trakcie pod fortem pewien Nord próbował mnie przegnać. Nie ustąpiłem, więc się na mnie rzucił. Jego śmierć była jego wyborem – Redgard wypowiedział te słowa ze spokojem. Widocznie nie był zbyt przejęty śmiercią Norda, to dobry znak. Angra potrzebował biegłego i pewnego wojownika - skrupuły nie będą im potrzebne w Blackreach.
- Cóż, rodowici mieszkańcy Skyrim nie przepadają za obcymi. Sędzia również jest Nordem, więc nie powinieneś liczyć na sprawiedliwy proces – porucznik zdążył się już oswoić ze świadomością, że spotkanie uczciwego urzędnika, czy oficera graniczy tu z cudem, ale ta myśl zawsze wywoływała w nim złość - Ci tutaj to w większości pospolici zbóje niewarci jednej monety, a ty wyglądasz mi obiecująco. Zrozum, że to dla ciebie jedyna szansa – nie warto iść na szafot, nawet z podniesioną głową. Lepiej umrzeć w boju, przodkowie to docenią.
- Dlaczego więc nie dasz swoim ludziom okazji do chwalebnej śmierci? - zapytał Redgard wpatrując się uważnie w porucznika.
- Bo życie również jest chwalebne, a z tymi chłopakami zdążyłem się już zżyć – pytanie zaskoczyło go, ale nie chciał okazać zakłopotania – Paktowi Ebonheart bardziej przysłużą się żywi niż martwi, a za przestępcami nikt rozpaczać nie będzie. Skoro jednak chodzi tu też o moje życie, wolę zabrać ze sobą doświadczonego wojownika z Hammerfell niż oślizgłego argoniańskiego kieszonkowca.
Hasefiz stał chwilę w milczeniu. Blask pochodni odbijał się od jego miedzianej skóry. Opanowanym ruchem przeczesał splątaną brodę i skinął głową.
- Dobrze więc, masz swojego ochotnika, poruczniku Angra. Dokąd wyruszamy?
- Do Blackreach, reszty dowiesz się po drodze. Przyślę po ciebie kogoś, dostaniesz wyposażenie - Angra odwrócił się i ruszył w stronę drzwi. W pewnym momencie przystanął i rzucił przez ramię - Mam nadzieję, że prawdę mówią o waszym honorze i nie będziesz próbował głupich sztuczek. Nie żeby jakoś bardzo mi na tobie zależało, po prostu zabijając cię stracę ochotnika, a zupełnie nie mam ochoty wracać do tej zatęchłej nory.
Redgard skinął głową i ruszył pod ścianę, a następnie rozsiadł się na zapchlonym materacu. Angra opuścił celę. Morderca z Hammerfell, to mi się trafił kompan do wyprawy, pomyślał, gdy za jego plecami rozległ się głuchy trzask zamykanych drzwi. Nie miał jednak zamiaru zmieniać swojej decyzji. Cóż, porucznik Grimes Angra słynął ze złych pomysłów.

17.06.2020 19:28
61
odpowiedz
Arienne Mooncake
2
Junior

Jego oczom ukazała się postać zupełnie niepasująca do miejsca, w którym się znajdowali. Dunmerka, ubrana w szkarłatną, bogato zdobioną suknię, podeszła do niego wolno i z gracją, tak jakby znajdowała się na uczcie, a nie w obskurnym, nordzkim więzieniu.
- Jak miło słyszeć, że masz tak dobre zdanie o tych, który razem z tobą walczyli w pakcie. – stwierdziła chłodno. Jej rubinowe oczy zalśniły lodowato w świetle pochodni.
- Nikt nie trafia tutaj przypadkiem. – odpowiedział Grimes.
- Czyżby panie poruczniku? Pozwól zatem, że wyprowadzę Cię z błędu. Twoje durne miodożłopy nie dawały mi dojść do słowa, kiedy tłumaczyłam, że jesteśmy po tej samej stronie – parsknęła ponuro. – Kiedy ja próbowałam uleczyć jednego z nich, oni mi przerwali, wskutek czego ten człowiek zmarł. Kto jest temu winny? Oczywiście, mroczna elfka! Dlatego nie chcę nadużywać waszej cudownej gościnności. – dodała z sarkazmem, krzywiąc się z wyraźną niechęcią.
- Sugerujesz zatem, że moi ludzie to idioci? – żachnął wściekle.
- Oczywiście, że tego nie sugeruję. Ja to stwierdzam wprost. – roześmiała się złośliwie. – No, bo co innego mam uważać? Leczyłam rannego, jak odzyskał przytomność i zaczął jęczeć z bólu, to twoi ludzie zaczęli wrzeszczeć, że jestem złą, elfią wiedźmą i mnie pojmali. Wtedy nie mogłam dokończyć zaklęcia, a on się wykrwawił.
- Czemu miałbym Ci zaufać i przyjąć Cię do swojej drużyny? – zmarszczył brwi.
- Jestem jedyną osobą, która wystąpiła z szeregu. Co znaczy, że chcę współpracować. Co więcej, skoro szukasz pomocy tutaj… to znaczy, że zadanie, które otrzymałeś jest naprawdę paskudne. Gdyby to była zwykła misja, to wziąłbyś swój oddział. Ponadto zajmuję się alchemią i leczeniem. Zawsze dbałam o to, że poskładać do kupy rannych i umierających. Umiem też posługiwać się magią destrukcji nie gorzej niż moi towarzysze, którzy walczyli na froncie. – zamyśliła się na chwilę, obserwując twarz Grimesa, na której malował się wyraz niedowierzania. – Czyżbym zgadła, że to sprawa beznadziejna? A zatem moja dedukcja również może Ci się przydać. Tak samo jak moje zdolności magiczne.
- Mam uwierzyć, że umiesz to wszystko?
- Cóż… Niektórzy potrafią więcej niż tylko machać bezmyślnie toporem i chłeptać miód. – zmrużyła oczy i uśmiechnęła jadowicie. – Nie musisz. Możesz sprawdzić. Zresztą i tak nie masz innego wyboru poruczniku. Tak więc, może zamiast tkwić w tym miejscu, wyjdziemy i omówimy szczegóły misji gdzie indziej?

* * *

Dunmerka i Grimes siedzieli w jego kwaterze, przy stole znajdującym nieopodal kominka. Coś wzbudzało jego niepokój, kiedy patrzył na jej twarz, ale z drugiej strony wolał chronić swoich ludzi przed samobójczym rozkazem, który otrzymał.
- Jak Cię zwą? Skoro mamy razem wyruszyć w drogę, to chcę wiedzieć jak się do Ciebie zwracać.
- Nazywam się Arienne. – odgarnęła z czoła kosmyk srebrzystobiałych włosów.
- Napijesz się czegoś? – mruknął.
- Oh, z przyjemnością. Dysponujesz może sujammą? Albo mazte? – zapytała, nie mając nadziei na odpowiedź twierdzącą.
- Nie. Wasza dunmerskie trunki są wybitnie podłe w smaku. Mogę Ci zaproponować miód pitny lub grzane wino.
- Niech będzie wino. – rzuciła elfka jakby od niechcenia. Po chwili porucznik postawił przed nią kufel wypełniony napojem. Wypiła szybko kilka łyków. Wino pachniało słodko, korzennie i przyjemnie rozgrzewało od środka. – Panie Grimes… - urwała, widząc jego zdziwienie. – Tak, znam pańskie imię. Jak już mówiłam, walczyliśmy w pakcie po jednej stronie. Wiem, że nasza znajomość nie ma przyjemnego początku. Chciałabym jednak zapewnić, że szczerze chcę pomóc… i wrócić na Vardenfell.
- Nie wiem czy ktokolwiek z nas wyjdzie cało z tego zadania. Udajemy się do Blackreach. – westchnął.
- Dwemerskie ruiny. Byłam w niejednych. Wynalazki dwemerów są przecież źródłem inspiracji dla jednego z Trójcy, Sotha Sila. W takich miejscach można znaleźć wiele przydatnych utensyliów oraz składników alchemicznych. – powiedziała rzeczowo.
Grimes przyglądał się jej i zastanawiał jak ktoś może podchodzić tak lekko do wypowiedzianych przez niego słów. Mroczna elfka zdawała się być w ogóle nieporuszona, jakby takie wyprawy były dla niej chlebem powszednim. Dodatkowo była dziwnie spokojna i układna jak na dunmerkę, choć miała cięty język. Chcąc czy nie chcąc, teraz tkwili w tym bagnie razem.

17.06.2020 19:35
62
odpowiedz
Yokuruichi
1
Junior

Angra patrzył uważnie, jak czarna figura stawia powolne kroki w kierunku krat. Z daleka nie był w stanie ocenić, kto idzie, mimo blasku pochodni, ale po odgłosie uginających się desek wiadome było, że osobnik ten jest poważnej postury. Nie tylko porucznik czekał w skupieniu. Wydawało się, jakby w celi brakowało powietrza, a wszyscy osobnicy byli zmuszeni patrzeć na sunącego przez pomieszczenie mężczyznę.
- Ruchy, nie mam całego dnia – powiedział Grimes, nagradzając ścianę obok znudzonym spojrzeniem.
Prawdę mówiąc, to sam nie wiedział, ile dni jeszcze może mieć przed sobą. Na samą myśl o tej przeklętej misji zagościł na jego ustach paskudny grymas. Zwrócił wzrok w kierunku celi i przekrzywił głowę na widok wielkiego, umięśnionego blondyna w łachmanach. Porucznik zmierzył przestępcę swoim czujnym wzrokiem, lecz grymas nie opuścił jego twarzy. Do czego to doszło, że został postawiony w takiej sytuacji, zmuszony do zaciągania pod swoją komendę zwykłych bandytów z rynsztoka?
Stali tak, obnażeni płomieniem pochodni w spowitych cieniami lochach, na czym obydwaj skorzystali. Angra zauważył, że wpatrzone w niego oczy nie są zbyt bystre, a mężczyzna, że porucznik musi być już naprawdę znużony, więc postanowił się czym prędzej odezwać.
- Ja pracy się nie boję – zawołał – Bardzo robotny jestem. I silny. Zbudowany do pracy. Wybierz mnie, chcę odpracować swoją karę!
- Teraz, to się rwiesz do uczciwej pracy, psia mać – porucznik splunął na ziemię – A przed więzieniem, to nie szkoda było kraść i oszukiwać uczciwych obywateli Greymoor? – Surowe, zimne oczy Grimesa błyszczały wręcz w ciemności, przeszywając rozmówcę. – Nie, na taką pracę już dla was za późno. Czym umiesz walczyć?
- Mieczem, młotem, toporem – zmrużył oczy blondyn – Dwuręcznymi, w sensie.
Nie trudno było zauważyć, że mężczyzna mówi prawdę. Jego poszarpane łachmany ciasno opinały umięśnione ramiona, a w barkach był szerszy od porucznika w pełnym upłytowaniu. Na twarzy mężczyzny zagościło niezrozumienie.
- Mam się dla Ciebie bić, generale? Dla mnie to praca, jak każda inna.
- Jestem porucznikiem, łachmyto. Potrzebuję kogoś do wykonania specjalnego... zadania.
Na dźwięk trzeszczących desek obydwaj Nordowie zwrócili wzrok w kierunku niedużej postaci, która właśnie wstała spod ściany. Blondyn spojrzał się groźnie, jakby przestraszony, że ktoś może zabrać mu sprzed nosa bilet z tej zimnej celi. Po chwili do grona skąpanych w płomieniach rozmówców dołączyła mała, filigranowa kobieta, stając tuż obok dużo większego od siebie oprycha. Miała średniej długości włosy, czarne jak smoła i proste jak ostrze miecza. Angra pocierał swoją brodę, próbując ocenić rasę drobnej istoty. Doszedł do wniosku, że musi pochodzić z Wysokiej Skały.
- Dosyć mam tego miejsca – rzuciła Redgardka – I podejmę się nawet najspecjalniejszego zadania, byle dalej od tego smrodu i tych obleśnych świń – mówiąc to, rozglądała się swoimi bursztynowymi oczami na zgromadzonych w celi rzezimieszków.
Angra uniósł wyżej brwi na słowa kobiety, która sprawiała wrażenie, jakby zamiast mowy z jej ust wydobywał się słowiczy śpiew. Skupiła na nim swoje pewne siebie spojrzenie, a brodę miała zadartą do góry. Przy kupie mięsa stojącej obok wyglądała naprawdę komicznie, jednak zaintrygowała go swoją manierą.
- Siadaj z powrotem, kobieto – warknął blondyn – Specjalne zadania nie obejmują wywijania zgrabną rzycią ku uciesze gawiedzi.
- Zgrabnie, to twoja głowa zaraz się przywita z ziemią, jak nie przestaniesz mi ubliżać – rzuciła gniewnie w odpowiedzi.
- Widzisz, gene… - urwał na chwilę meżczyzna, wskazując ręką na kobietę – Poruczniku, jak to chuchro wychodzi przed szereg? – uśmiechnął się szyderczo – Obydwoje widzimy, że to mnie potrzebujesz do swojego zadania. Ona się nadaje tylko do – kobieta nie dała mu dokończyć zdania.
Jednym susem, cicho jak bryza, doskoczyła do wymierzonej w nią ręki, pociągnęła mocno, dodając sobie impetu i ślizgiem wskoczyła między nogi osiłka, efektywnie łamiąc mu piszczel w lewej nodze. Głowa oprycha z głuchym trzaskiem przywitała się z ziemią. W ułamku sekundy kobieta już była na górze, okładając go pięściami, składając cios za ciosem, niepowstrzymana w swojej zaciekłości. Cała gawiedź zebrana w celi zdawała się usunąć w najdalszy możliwy kąt pomieszczenia.
- Dość! – rzekł doniośle Grimes – Wystarczy, zejdź z biedaka, bo go zatłuczesz na śmierć.
Kobieta usłuchała się i przestała okładać nieszczęśnika. Spojrzała na zakrwawioną twarz, którą miała między nogami, po czym przetarła kciukiem nos i powoli zeszła z bezwładnego ciała. Angra wyciągnął pęk kluczy przypięty do pasa i po chwili słychać było głuchy trzask przekręcanego w zamku klucza.
- Ty, Redgardko, pójdziesz ze mną – spojrzał się na zwalone ciało leżące obok niego – On już chyba nie da rady – dodał ozięble.
- Tak jest, poruczniku.
Kobieta wystawiła przedramiona przed siebie, czekając. Mężczyzna prychnął, po czym się uśmiechnął.
- Nie mam potrzeby Cię krępować. Zresztą, ze mną nie udałoby Ci się powtórzyć tej sztuczki.
- Czy to wyzwanie, poruczniku? – powiedziała, po czym przygryzła dolną wargę.
- Nie przeciągaj struny.
Angra stanął przy drzwiach celi, trzymając je otworem dla przechodzącej przez nie kobiety, której bacznie się przyglądał. Zamykając je rzucił ostatnie spojrzenie na leżącego mężczyznę – klatka piersiowa wykonywała cykliczne ruchy w górę i w dół, a więc żył. Nie był w stanie ocenić, czy to dobrze, czy źle. Po chwili odwrócił się i wraz z Redgardką ruszyli we dwoje korytarzem prowadzącym do wyjścia. Wiedział, że wybrał dobrze.
- Nazywam się Ire. To co to za specjalne, tak bardzo tajne, zadanie? – mówiła do jego pleców, gdyż Angra narzucał diabelskie tempo chodu.
- Rekonesans. Zwiad. Trochę analizy, pomyślunku, eksploracji, wyciągania logicznych wniosków.
- To ma być jakiś patrol? Brakuje wam młodego mięsa, nabór do służby nie idzie tak, jak trzeba?
Ire nie przestawała podjudzać porucznika i sprawiało jej to niesamowitą przyjemność. Angra nie odpowiedział, chociaż prawdą było, że ciężko o rekrutów, a o zaufanych, sprawdzonych wojowników jeszcze ciężej, stąd ta wizyta w więzieniu.
- To może chociaż dowiem się, dokąd idziemy? – zapytałą Ire, będąc już znudzona brakiem jakiejkolwiek reakcji i emocji u porucznika.
- Blackreach – rzucił krótko Grimes Angra, nie zwalniając kroku, a jego zdeterminowany wzrok skupiony był na zimnych, kamiennych drzwiach na końcu korytarza.
Pilny obserwator mógłby dojść do wniosku, że Ire w tym momencie opuściło życie. Rozluźniła dłonie i stanęła w miejscu otwierając szerzej oczy. A więc to tak. To jest bilet z więzienia, tyle, że bardzo drogi i w jedną stronę. Zamarła w zamyśleniu.
- Chodź, Redgardko. Chyba, że chcesz wrócić na swoje miejsce wśród tych śmierdzących opryszków – zawołał porucznik ze szczytu schodów, przywracając Ire do porządku, która zacisnęła pięści i pospiesznie ruszyła w jego stronę.

17.06.2020 19:35
63
odpowiedz
Dreygen3
2
Junior

Kroki nie ustawały, były powolne lecz postać dostatecznie ciężka by można było je usłyszeć.
- Głupiś jeśli myślisz, że ktoś z tobą pójdzie. Spójrz na nich, spójrz na mnie - przez postać przemawiała pogarda i gniew, głos lekko drgał lecz nie przez to, że więzień się bał. Był pewny swoich słów a drgania głosu wywołane były spowodowane zimnem panującym w celi. - Widzisz tu opryszków, rzezimieszków, złodziei, morderców. Myślisz, że ktoś chcę się nagle nawrócić i pójść z tobą na przygodę? - oparł się o zimne jak lód kraty swojej celi.
Grimes powoli odwrócił się na pięcie by zobaczyć kto do niego przemawia. Zobaczył twarz Norda, twarz lekko siną od chłodu z blond włosami jak przystało na tych ludzi. Pod prawym okien od razu zauważalna była blizna, zapewne od ostrza.
- Każdego da się przekonać - Angra ze spokojem wypowiedział te słowa podchodząc bliżej celi - dając mu odpowiednią ofertę. Kim żeś jest?
Nord splunął pod nogi porucznika, odsunął się od krat i skrzyżował ręce - najpierw podaj mi cenę, potem będziesz mógł mnie wypytywać nawet o moją matkę. Oczywiście jeśli cena będzie odpowiednia - ostatnie słowo zostało wypowiedziane wolniej, pogardliwiej.
Postać obok zaczęła cicho chichotać, ledwie słyszalny lecz porucznik znany był z wyostrzonego zmysłu. Najwyraźniej zabawa Norda z Grimesem rozbawiła kogoś. Porucznik nie zwrócił na to jednak szczególnej uwagi, chciał kontynuować rozmowę.
- Podaj mi powód dla którego tu jesteś i swój wyrok, wtedy określę jaką nagrodę będziesz w stanie dostać - chciał wiedzieć z kim ma do czynienia. Oczywistym jest, że morderca lepiej sprawdzi się w boju a złodziej w cichej robocie. Nie mniej potrzebował kogokolwiek.
- Zabiłem dwójkę chłopów w karczemnej bójce, zaczepiali mnie po pijaku i dostali to na co zasłużyli.
- Gołymi rękami? - zapytał nie dowierzając w to co słyszy Grimes. kłamie pomyślał może i pijacy ale dwójkę gołymi rękami?
- Skąd. Zaczęli mnie denerwować to jednego pchnąłem w ogień. Drugi jak to zobaczył już myślał o ucieczce ale był na tyle pijany, że potknął się o własne nogi. Upadł akurat na kamień leżący nieopodal paleniska i rozwalił sobie łeb. Inni od razu polecieli po straż i osądzono mnie o morderstwo.
Angra miał mieszane uczucia. To nie jest morderca z krwi i kości pomyślał.
- Podwójne morderstwo więc pewnie skazali cię na śmierć?
- A i owszem, został mi ostatni tydzień. - więzień wypowiedział te słowa ze spokojem na twarzy. Pogodził się już ze swoim losem. - jeśli bym z tobą poszedł to co by to zmieniło? Uniewinnisz mnie? Czy może mam zginąć w jakieś prawdziwej bójce?
- Gdybyś przysłużył się tej sprawie dość dobrze jestem w stanie zmniejszyć ci wyrok. Nie poszedłbyś od razu pod topór. A teraz imię. - Stanowczo zaznaczył, że nie chce tracić więcej czasu an czcze gadanie, nie mógł marnować zbyt wiele czasu. A i chłód panujący w lochach dawał o sobie wyznaki.
- Forges, zwą mnie Forges. - Nord uspokoił się nieco, ręce opadły mu wzdłuż ciała i stał wyprostowany, wpatrzony w porucznika. Dotarło do niego, że może dzięki tej okazji zmienić swój los i nie umrzeć przez dwóch zapijaczonych durniów.
- Umiesz walczyć? - Grimes nie potrzebował kogoś, kto nie wiedziałby, za który koniec miecza się chwyta.
- Mam wystarczająco dużo siły by unieść ciężki oręż. A i ojciec podszkolił mnie nieco w boju bym kiedyś wiedział jak sobie poradzić, gdyby ktoś stanął mi na drodze.
- Przyda mi się wojownik. - Angra jasno oznajmił, że chętnie przyjmie kogoś, kto sam potrafi zadbać o siebie w chwili zagrożenia. Patrząc też na posturę Forgesa wiedział, iż nie kłamie. Nord ubrany był jedynie w szmaciane spodnie dzięki czemu blask pochodni ukazywał dobrze zbudowaną sylwetkę. - Więc jak? Chcesz coś zmienić w swoim życiu i przysłużyć się dobrej sprawie? Ojciec na pewno nie chciałby by jego syn gnił w lochach przez burdę w karczmie.
- Pójdę z tobą. Ale najpierw chcę dostać lepszy ekwipunek niż te szmaty, które mam na sobie oraz jakiś miecz bądź najlepiej topór. - Zdecydowanie i zaangażowanie było łatwo poznać. Słychać było lekkie podekscytowanie w głosie Forgesa.
Grimes wiedział, że jeden wojownik nie wystarczy, potrzebował kogoś jeszcze lecz nikt inny się nie odzywał.
- Strażniku - zwrócił się do stojącego przy żelaznych drzwiach mężczyzny - wypuść tego tu Norda. Poczekaj na mnie przed drzwiami - zwrócił się Grimes do rosłego blondyna - może uda mi się wziąć kogoś jeszcze.
- Ja pójdę. - z rogu celi wyłonił się zakapturzony mężczyzna o wysokim wzroście. - Sander, Breton, miło poznać. - więzień miał w głosie coś co od razu wzbudzało zaufanie. Miał łagodne, przyjemne dla ucha brzmienie. Jeśli mogę wyjść stąd i zobaczyć światło dzienne choć na chwilę to bardzo chętnie.
Grimes był nieco zaskoczony, wyczuł w tym jakiś podstęp. To było bardzo możliwe, wszak to zwykli przestępcy ale nie miał zbyt wielkiego pola manewru. Musiał brać wszystkich, którzy z własnej woli dołączą do podróży.
- Zgodzę się lecz najpierw powiedz co potrafisz. Nie wypuszczę cię jeśli będziesz bezużyteczny. - Rozświetlona twarz Bretona była czysta, nie było na niej żadnych rys. Był to młody chłopak. Brodaty mężczyzna miał jeszcze kilka pytań w głowie lecz chciał uciec z tego miejsca jak najszybciej. Mróz dawał o sobie we znaki.
- Znam się nieco na sztuce magicznej. Potrafię razić wroga błyskawicami i leczyć swoich sojuszników. Umiem też opatrywać rany. Myślę, że tyle wystarczy bym mógł się na coś przydać. - zakpił lekko z porucznika Angra. Wiedział, iż jest pod ścianą i musi brać kogo popadnie by ta misja miała jakiekolwiek szanse powodzenia.
- W zupełności. Strażniku, wypuść też tego. - odwrócił się do Sandera - potrzebujesz jakiegoś wyposażenia czy ta szata, którą masz na sobie wystarczy ci? - Zapytał nieco troskliwie choć wiedział, że skład broni nie pęka w szwach.
- Wystarczy, że oddacie mi mój kostur i nakarmicie lepiej niż breją jaką dostajemy tu codziennie.
- Da się zrobić. - Grimes wypowiedział słowa stanowczo i odwrócił się w stronę drzwi. - Skoro nie ma więcej chętnych chodźcie ze mną na górę. Dostaniecie lepsze wyposażenie i zjecie coś ciepłego. - Dochodząc do schodów zatrzymał go Forges.
- Dokąd tak w ogóle mamy iść? Zapytał Nord nieco zaniepokojony, wszak nie do końca wiedział na co się porywa.
- Idziemy do Blackreach. - Porucznik otworzył drzwi i powoli stawił pierwsze kroki na stopnie
Forges i Sander zamarli. Stanęli w osłupieniu patrząc się na siebie. Dotarło do nich, że misja, na którą się porywają jest podróżą w jedną stronę.
***

post wyedytowany przez Dreygen3 2020-06-17 19:39:20
17.06.2020 19:41
64
odpowiedz
MiQ
2
Junior

Radzę wpierw przekopiować do worda albo co, gdyż strasznie mi się wszystko zlepia w komentarzu pomimo edycji.

Burą mieszankę słomy z sienników i wilgotnego klepiska rozbijały bose stopy skazańców wolno człapiących do krat przed którymi szczerzył się złośliwie jednooki.

-No już, nie mamy całej nocy. Tonsson!-Angra twardo krzyknął do milczącego strażnika i wskazał na pochodnie-Poświeć mi no na te paskudne ryje.

Ustawieni jeden obok drugiego więźniowie stanęli oczy w oko z porucznikiem wyczekując na to co powie.
Grimes zmierzył każdego wzrokiem od stóp do głów. Większość kojarzył z raportów i codziennych spisów stanu karceryjnego. Ze zbieraniny pomniejszych przestępców zgodnie z jego przewidywaniami wystąpiło dwóch takich, którzy z pewnością nie mogli liczyć na łagodny wyrok, do tego jeszcze jeden, chyba nowy.
Porucznik popatrzył na pierwszego z nich, był to zwalisty, cesarski dezerter o szerokiej gębie pokrytej śladami pazurów. Jego zimne oczy nieprzyjemnie świdrowały źrenice Angry, a spękane usta promieniały w krzywym uśmiechu odsłaniając rząd zębów ponacinanych tak, by przypominały kły.
-Taurino Ciężka Ręka-powiedział bardziej do siebie niż do zebranych porucznik. Znał jego historię, facet niegdyś ruszył wraz ze swoim oddziałem by tępić jaskiniowych bandziorów. Ponoć jednym zamachem potrafił naraz pozbawić życia trzech doświadczonych wojaków. Nikt nie wiedział co dokładnie stało się z jego umysłem, wiadomo jedynie że z jednej z jaskiń wyszedł sam, odmieniony.
Wraz z jego człowieczeństwem ze szlaków Hjalmaarchu poczęli znikać handlarze, podróżnicy a nawet całe grupy dobrych żołnierzy... Ciężka Ręka dostał się do Greymoor tydzień temu, gdy mieszkańcy mniejszego falkredzkiego gospodarstwa zostali zarżnięci przy kolacji, a Taurina przywieziono lepkiego od juchy w klatce dla dzikich zwierząt.
Grimes westchnął, może i nie był najrozsądniejszym dowódcą w skyrim, ale też i na tyle głupim żeby dać temu szaleńcowi broń do ręki. Kolejnym z ochotników był wątłej postury breton o pociągłej twarzy, ubrany wciąż w teraz już nieco zdezelowany, szlachecki kaftan i z miałkim zarostem przypominającym bardziej rozsypany na stole koper niż brodę. Simient Denaud-wyjątkowej klasy miernota, najniższych lotów kanalia. Gnojek zakradł się w nocy do nieodległej miejscowości, zaszlachtował we śnie wioskowego cieślę i zbeszcześcił jego córkę. Mówi jakoby to nie on, i jak zwykle prawo się myli, jednak nader pobłażliwi żołnierze, którzy go z dziewczyny ściągali twierdzą co innego.
-Oj nie Denaud- zadudnił śmiejąc się Angra. - jedyne czego będę żałował wychodząc z tego śmietniska to tego, że już mogę nie zobaczyć twojej posiniaczonej japy wypchanej jajcami właściciela!
Breton spojrzał się na niego błagalnym wzrokiem. Usta drżały mu w wyrazie niewypowiedzianych próśb i obietnic poprawy, lecz po chwili spuścił oczy pod surowym wzrokiem porucznika i odsunął się w kąt celi, odprowadzany spojrzeniami współwięźniów z tyłu celi.
Ostatni z ochotników nie był jednookiemu znany, musiało go przywiać jakoś niedawno. Światło pochodni Tanssona padało na jego zielonkawą skórę ukazując spiczaste uszy i łapska szerokości całych bochnów chleba w bicepsach. Orcza masa mięśni obfita w szramy i bruzdy po chyba każdym rodzaju broni znanej porucznikowi spoglądała na niego z otwartymi szeroko, przekrwionymi oczyma.

-A cóż to za piękna panna zawitała w nasze gościnne progi?

Angra starał się wciąż podtrzymywać autorytet jaki dawało mu stanowisko, choć i tak wiedział że żadna z tych zdemoralizowanych pokrak nie pogardziła by jego widokiem na swoim miejscu. A najlepiej to na pieńku katowskim.
Ork odwzajemniając entuzjazm żołnierza odparł tubalnie-A nie wiem bracie, ale podobno ją wołają porucznikiem, i zaloty wielu już odrzuciła!

W celi wygrzmiał cichy rechot bandy opryszków, a Taurino wyszczerzył swoje zębiska jeszcze bardziej tym razem spoglądając na współwięźnia.

-Dobra dobra zielonku, stoisz tu bo nie chciałbyś podczas najbliższego strojenia choinki zawisnąć w pierwszym rzędzie. Tonssen, kto to?

-To ten z incydentu przy bramie wczoraj poruczniku.

-Ten co się wszarżował we wrota i opluł kapitana?

Zielony zrobił niewinną minę i rozłożył łapska na boki-byłem pijany, skąd miałem wiedzieć komu charam na godność?

Ork wystawił rękę za kratę w pojednawczym geście i zbliżył się do twarzy porucznika odtrącając na bok cyrodilskiego rzeźnika i zniżając ton głosu- Skoro przychodzisz do celi po wojowników, to jak mniemam skończymy na brudnej robocie, możesz na mnie liczyć-dodał i puścił mu oko. Strażnik zamachnął się pochodnią by zdzielić butnego więźnia po dłoni lecz Angra zatrzymał go łapiąc za przegub.

-Już mi się podobasz duży-dodał podając osadzonemu wolną dłoń.

Ciąg geometryczny jest nieetyczny...I nastąpi…

post wyedytowany przez MiQ 2020-06-17 19:44:03
17.06.2020 19:46
65
odpowiedz
Akonityna
1
Junior

Z cienia wyszła kocica, ubrana w drapiące łachmany.

-Khajiit - powiedział Angra, nie kojarzył jej - ktoś jeszcze?

Porucznik nie doczekał się odpowiedzi. Niska Kobieta stała przed nim i wpatrywała się w niego pustym spojrzeniem. Co chwilę poprawiała sobie kajdany, które uciskały jej nadgarstki.

-Co potrafisz? - zapytał Grimes

Khajiit przez chwile się nie odzywała. W czasie milczenia Porucznik przyjrzał się jej. Miała na twarzy długą bliznę, oczy czarne jak ebon. Cała okryta była brudnym pyłem.

-Wszystkiego po trochu - jej głos był zbyt delikatny w porównaniu do tego jak wyglądała - głównie władam sztyletami, chociaż umiem się skradać, otwierać zamki, strzelać z łuku, kiedyś nawet pałałam się magią zniszczenia.
-Jak cię złapano?
-Czy to ważne? Nie lubię się tym przechwalać. - odpowiedziała.
-Jak? - mężczyzna naciskał, kobieta z rozdrażnienia odwróciła się bokiem do Grimesa i spuściła głowę.
-Po co te durne pytania ? - zasyczała. Jej oddech przyśpieszył.

Angra skinął głową do strażnika, ten otworzył kraty i wypuścił kobietę. Nie był zachwycony z wyboru ale nie miał innego wyjścia.

We dwójkę wyszli z lochów. Kobieta po wyjściu z ciemności musiała przyzwyczaić swoje oczy do światła dziennego. W czasie kiedy ona rozglądała się po okolicy, Nord opowiadał jej plan działania.

-Dam ci siedem dni na przygotowanie się, moi ludzie zapewnią ci broń i zbroje. Jeśli spróbujesz uciec, zabije cię osobiście Khajiicie.
-Gfin Rejk
-Co? - Porucznik spojrzał się na nią.
-Mam na imię Gfin Rejk - zasyczała.
Porucznik zignorował tą wiadomość, dalej szli w ciszy. Kiedy znaleźli się przed karczmą Grimes odwrócił się i posłał jej tylko jedno spojrzenie. Ono wystarczyło, żeby Khajiit zrozumiała, że jest obserwowana.

Weszli do pomieszczenia i usiedli z dala od wścibskich oczu. Grimes wstał i podszedł do karczmarza. W tym czasie Gfin rozejrzała się po sali. Znajdowało się w niej tylko kilka Nordów, najpewniej przyszli tutaj aby zjeść posiłek przed służbą albo napić się wina po niej.

Cały tydzień minął dość spokojnie. Oboje przygotowywali się w swoim zakresie do wyprawy. Gfin nabrała trochę ciała i znów przyzwyczaiła się do zimnej stali przy nodze i wprawiła się w walce po długiej przerwie a Grimes Angra dokładniej przyjrzał się sprawie.

Wyruszyli w Tridas. Oboje zachowywali dystans i bez potrzeby nie odzywali się do siebie. Jedli skromne posiłki, kładli się spać o zmierzchu i wyruszali o świcie. Po kilku dniach byli już blisko Blackreach.

Nad miastem unosiła się czarna chmura z czerwonymi przebłyskami.
Żadne z nich nigdy nie widziało czegoś podobnego. Wyglądało to jak jakby któreś z bóstw wysysa życiodajną energię z tego miejsca. Oboje spojrzeli na siebie i dopiero zrozumieli, że mają tylko dwa wyjścia. Albo uciec i zapomnieć o dotychczasowym życiu lub wejść do miasta i umrzeć.
Każde z nich już dokonało wyboru.

post wyedytowany przez Akonityna 2020-06-17 19:47:46
17.06.2020 19:47
matkruPL
😃
66
odpowiedz
matkruPL
4
Legionista

Ilość zakładanych kont własnie pokazuje jak organizowane są konkursy.Zawodowi pisarze wzięli się do pracy,brawo.Następny proponuje konkurs plastyczny :)

17.06.2020 19:59
67
odpowiedz
Crow'ley
1
Junior

Naprzód wyszła Redguardka z rozpuszczonymi włosami do szyi.
-Niechaj będzie szefunciu, mów mi Lady
-Lady? hmmm....Witami na pokładzie odkupienia! Ktoś jeszcze?
Naprzód wyszli Khajiit, Bretonka, Argonianin i z pięciu Nordów i Altmer
-Nooo! I to rozumiem- zakrzyknął Grimes tak mocno, że słychać go było na zewnątrz
-Dobra łajzy. Misja brzmi tak, jutro nazajutrz ruszamy pod jedną z dwemerskich wind by nią pojechać pod ziemię do Blackreach.
-Pod jedną z tych co jest stara jak gacie giganta?
-Czytasz mi w myślach kurtyzanko Lady, jeszcze jakieś pytania słodziaśni nieudacznicy?
-Co my tam mamy zrobić tak w ogóle?-jeden z nordów spytał
-Mam przeszukać teren w celu znalezienia powodu pewnych zdarzeń a wy jako moje pachoły z jemioły macie mnie osłaniać. Coś jeszcze trzeba wyjaśniać?
Ciekawski Nord speszony ze wzrokiem jakby chciał upiec w mamucie Angra
-Ale już tak serio w Greymoor od dłuższego czasu występują przeróżne anomalie i wiele badań uczonych magów, alchemików i kogoś tam jeszcze wyraźnie wskazują, że źródło tego bajzlu jest właśnie w tym wielkim podziemnym wychodku z Dwemerskim pobojowiskiem jako osad.
-Czy coś są jeszcze jakieś pytania?
Wszyscy zajeli się ciszą przez co słychać było jedynie oddech i ptaki ćwierkające na zewnątrz. Angra wiedział, że w towarzystwie takich szumowin to bedzię trudna wyprawa, tym bardziej dziwna ale wiedział, że tak będzie lepiej i żaden z jego zaufanych ludzi nie zdechnie w walce ze złomami tam szalejącymi albo czegoś innego co oczywiście było na plus

17.06.2020 19:59
68
odpowiedz
S1L3NT
1
Junior

Kroki dobiegały zza tłumu, który stał przy kratach.
- Ja pójdę - odpowiedział wysoki mężczyzna o świetnej budowie ciała. Światło pochodni, która spoczywała w dłoni Grimesa, odbijało się zarówno w oczach nieznajomego, jak i na jego bezwłosej głowie.
- Jak Cię zwą towarzyszu? - zapytał Grimes, zbliżając się ostrożnie do krat, po to, aby móc lepiej przyjrzeć się mężczyźnie.
- A czy to istotne? Szukasz najemników, a nie przyjaciół. - Niski głos rozległ się po całej celi.
- Może chociaż wystąpisz przed szereg i pokażesz swoją twarz? - zapytał Grimes.
Mężczyzna przez cały ten czas przebywał poza zasięgiem wzroku. Znajdował się na końcu pomieszczenia i jedyne, co można było dostrzec to odbijający się co jakiś czas płomień pochodni.
Po chwili namysłu ochotnik podszedł do krat, złapał za żelazne drzwi i przyglądał się uważnie Grimesowi.
- Na co tak patrzysz? - zapytał Grimes, ale nie uzyskał odpowiedzi. Postanowił zaczekać na ruch mężczyzny.
Dopiero teraz, gdy ochotnik stał w odległości metra, bądź dwóch, można było ujrzeć, że całe ciało mężczyzny, poza twarzą, jest wytatuowane. Były to runy oraz znaki, których Grimes nie znał.
- Jak je straciłeś? - zapytał ponownie Grimes, wskazując na przepaskę na lewym oku mężczyzny.
- To długa historia. Powiedz lepiej, czego ode mnie oczekujesz. - odpowiedział mężczyzna.
- To długa historia. - uśmiechnął się Grimes.
Nastąpiła chwila ciszy.
- Podczas walki z jednym z łotrów kilka lat temu. Niestety nie udało się go odzyskać. - odparł mężczyzna, kładąc lewą dłoń na przepasce.
- Potrzebuję ochotników na wyprawę do Blackreach. - rzekł Grimes.
Przez moment mężczyzna stał oparty o żelazne drzwi, a Grimes nie miał ochoty przerywać mu tej chwili.
- Zgoda. Wchodzę w to… ale jest jeden warunek.
,,Ciekawe” - pomyślał Grimes. - Tak? - odparł.
- Mogę zabrać ze sobą jedną osobę.
- A kto to taki? - zapytał Grimes, zbliżając się do krat, aby spojrzeć w prawe oko mężczyzny.
- Nie tutaj. Kiedy już wyjdziemy, powiem Ci wszystko, co chcesz wiedzieć. - odparł ochotnik, zerkając na pozostałe postaci znajdujące się w celi.
- Niech będzie. - odpowiedział Grimes. ,,Lepszy rydz, niż nic” - pomyślał, po czym zawołał. - Strażnik!

17.06.2020 20:16
69
odpowiedz
PanDamian7
3
Junior

Skryta w cieniu postać wystąpiła przed szereg. Reszta współwięźniów popatrzyła na siebie znacząco, lecz nikt nie miał zamiaru pójść w ślady pierwszego ochotnika.

– To wszystko? – zapytał Grimes z przekąsem – Naprawdę nikt jeszcze nie ma ochoty wywinąć się ze rąk sprawiedliwości, które z pewnością was dosięgną?

Płomień pochodni drżał, malując na zmurszałej ścianie makabryczne obrazki.

– Panie sierżancie – powiedział cicho starszy argonianin stojący w rzędzie przestępców – Jedni siedzą tutaj krócej, inni dłużej. Każdy jednak słyszał co nieco o panu. Gdyby istniał cień szansy na ucieczkę, każdy zgłosiłby się bez namysłu. Z panem u boku nie będzie takiej możliwości.

– Ależ ty się wymądrzasz, jaszczurko – odparł Angra – To wasza jedyna szansa na wyjście stąd bez żadnych prawnych konsekwencji. A zgłasza się tylko jeden wychudzony chłystek.

– Nazywam się Ivy – przedstawiła się ukryta dotychczas w mroku postać i podeszła jeszcze bliżej do krat. Światło mogło w końcu rozlać się na licu ochotnika. Blask pokazał, że tą osobą okazała się ciemnowłosa redgardka o przenikliwych oczach i wąskich ustach – Chętnie potowarzyszę panu sierżantowi.

– Ty? Ciebie mogę co najwyżej zaangażować jako zaopatrzeniowca – odpowiedział rozbawiony Grimes i uniósł oczy ku górze. Czy ci więźniowie nawet teraz musieli robić sobie z niego jaja? Niechybnie zaraz usłyszy ich gromki śmiech, po czym musiał będzie odejść stąd i wymyślić coś lepszego.

Nikt z pozostałych aresztantów nie wydał z siebie nawet jednego odgłosu. Po kilku sekundach jednak na brudną wyściółkę celi upadł z nienaturalnie przekręconą głową argonianin, który wcześniej zabrał głos. Angra zamrugał kilka razy. Nie spostrzegł nawet, kiedy stojąca przed nim cudzoziemka cofnęła się i z gracją pozbawiła życia towarzysza z aresztu. Podniósł nieco głowę i spostrzegł, że ta stoi nieruchomo nad ciałem.

– Straż! – zakrzyknął sierżant – Natychmiast do mnie!

Ciężkie kroki strażnika zaczęły stawać się coraz głośniejsze, aż obok dowódcy pojawił się niezadowolony klucznik.

– Mhm? – odburknął.

– Ta kobieta – Grimes wskazał palcem na redgardkę – Idzie ze mną.

17.06.2020 20:43
70
odpowiedz
FeliksNova
1
Junior

Przez ściśnięty w lochu tłum przeciskał się pewien mężczyzna, na pierwszy rzut oka mocno po czterdziestce, dorastający Grimesowi co najwyżej do ramion, z bardzo przerzedzoną szczeciną, na szybko przeczesaną palcami na bok, jakby skazańcowi zależało na jak najlepszym wypadnięciu przed porucznikiem. Po bardzo wielu “przepraszam” na swojej drodze, które stosunkowo szybko zmieniły się w stek przekleństw i obelg w kierunku popychanych, stanął przed kratą i uniósł głowę, aby spojrzeć Grimesowi w oczy, jednak na widok czarnej przepaski na oku błyskawicznie zwrócił wzrok ku podłodze i zaczął udawać, że nagle bardzo zainteresowały go jego własne kostki. Angra zauważył na jego piersi, wystającej zza podartych łachmanów, głęboki odcisk, który mógł tam pozostawić tylko noszony latami amulet. Mag degenerat.

- No i proszę, jego mać, pierwszy chętny na małą ekspedycję do Blackreach! Tak, czarodziej się przyda bez dwóch zdań. No to jak? Ktoś jeszcze gotów dołączyć? - wyciągnął klucz, który wziął ze sobą w razie, gdyby znalazł się jakiś rzezimieszek gotowy do współpracy, a następnie zaczął nim machać w lewo i w prawo, jakby starał się wprowadzić więźniów w stan hipnozy.

Mężczyzna stęknął z cicha, przerywając porucznikowi i nadal wpatrując się w ziemię, odrzekł.

- Ale... czy można chociaż wiedzieć, do czego mielibyśmy być potrzebni w Blackreach?

- Nie teraz, wszystkiego dowiecie się w swoim czasie...

- Mamy do tego prawo!

Mag wydarł się piskliwie, po zebraniu w sobie resztek odwagi, jednak tej najwyraźniej mu już brakowało, aby unieść głowę choćby o ćwierć cala. Angra, mimo że lekko zażenowany oraz zniecierpliwiony, miał wielką ochotę wybuchnąć śmiechem. Jednocześnie jednak coś w nim zmuszało go, aby nie zatajać prawdy.

- To wręcz komiczne... Nic wam "nowi” nie mówią o świecie poza pierdlem? Błagam... Wczoraj w końcu zamknęliśmy politycznego. Co to za polityczny, który guzik wie o aktualnych wydarzeniach? Jak nic nie ogarniacie, niech on wam wytłumaczy.

Loch wypełniło ożywienie. Wszyscy zaczęli się rozglądać, kręcić pośród innych, wykrzykiwać: “Gdzie on? Gdzie?”, aż ktoś wreszcie oznajmił: “Mam go!”, po czym wyciągnął drobnej postury chłopaka na sam środek, gotowego w każdej chwili się popłakać. Po minucie “uprzejmych próśb” o streszczenie nowości z regionu, ten zaczął mówić, a niedoszły ochotnik-elegant odszedł od kraty i dołączył do kręgu ciasno otaczającego młodziaka, który tłumaczył, o co też się rozchodzi w tym wszystkim.

Przez kilka następnych minut więźniowie wydawali odgłosy “ochów” i “achów”, z czasem przechodząc na bardziej niecenzuralne dźwięki, każdy poprzedzony krótkim "o", aż w pewnym momencie wszyscy zgromadzeni zwrócili twarze w kierunku opartego o ścianę Grimesa i wybuchnęli niekontrolowanym śmiechem. Tłum rozszedł się, a chichoczący mag zbliżył się do kraty, teraz już z rozczochraną szczeciną, przetłuszczoną tak, że odbijała światła pochodni niczym księżyc promienie słońca. Głowę miał uniesioną i nie okazywał cienia lęku przed rozmówcą.

- He, panie, żeby pan wiedział; oj, żeby pan porucznik wiedział.... Ja się tak nie ubawiłem od historii o właścicielu, który założył sobie wiadro na głowę i okradł swój własny sklep, aby wyłudzić odszkodowanie! He, dobre! Panie poruczniku, bądźmy szczerzy, ale do bólu szczerzy - ja to i bym wyruszył, tak samo inni, ale mam jedno pytanie – po co?

Grimes nie był w stanie znaleźć ani jednej pasującej ciętej riposty. Tak samo nie mógł znaleźć jakiejkolwiek wiarygodnej odpowiedzi na to pytanie.

- My tutaj mamy spokój, ciszę, jedzenie - przed wykonaniem wyroku człowiek sobie jeszcze może odpocząć; jakby nie patrzeć, śmierć nas nie ominie. Dawno darowałem sobie szeptanie inkantacji na tej przeklętej kłódce - w tym miejscu magia nie działa, a siłą drzwi za nic nie sforsujesz. Jak już ginąć, to po ludzku. Na stryczku człowiek nic nie poczuje, co najwyżej się chwilę poddusi i po sprawie. I spokój. Położy głowę na pieńku, odetną mu raz, a porządnie, nawet nie zaboli. To samo. Dlatego przepraszam bardzo, ale jak mają mnie zabić, to w sposób humanitarny, a nie z fajerwerkami.

I odszedł w głąb lochu wraz z resztą charakterów spod ciemnej gwiazdy, i rozsiadł się na zimnej posadzce, babrając podarte łachy w błocie, ludzkiej krwi oraz urynie.

Zniecierpliwiony Grimes miał już opuścić pomieszczenie, kiedy nagle zauważył pewną młodą dziewczynę, trzymającą się kurczowo krat i wpatrującą się w niego przenikliwymi, morskozielonymi oczami. Miała bardzo bladą cerę, jej dłonie zaciśnięte na żeliwnych prętach sprawiały wrażenie nadzwyczaj delikatnych, jej twarz pokrywały gdzieniegdzie piegi, a długie jasnobrązowe włosy zdawały się spadać kaskadami na wąziutkie ramiona. I krzywe kolana wystające spod sięgających połowy ud szat.

- O co, do cholery, chodzi?

Nie otrzymał odpowiedzi.

- Coś ty za jedna? Za co siedzisz? Czego chcesz?

Pokazywała coś rękoma. Otwierała i zamykała na przemian usta, ale nic z nich nie było słychać. Angra stwierdził z początku, że brak mowy u dziewczyny wynika z odcięcia języka za bluźnierstwa, jednak dość szybko go zauważył, bezgłośnie mlaszczącego o podniebienie. Znał ten typ ludzi aż zbyt dobrze – wariaci. Bez dalszego ociągania opuścił pomieszczenie i udał się do sierżanta.

- Jak poszło, panie poruczniku?

- Po prostu weź te klucze i nie zadawaj durnych pytań...

Rzecz w tym, że nie mógł znaleźć kluczy. Natychmiast ruszył z powrotem w stronę lochu, jednak wszyscy więźniowie siedzieli na swoich miejscach, a drzwi były zamknięte. Przeszukanie wszystkich, po otwarciu drzwi kluczem zapasowym, nie dało nic - żaden z oprychów szukanego żelastwa przy sobie nie trzymał.

**************************************************************************************************************

Wyszedł z więzienia, wciąż nie potrafiąc wytłumaczyć, co się wydarzyło. Przecież trzymał go w dłoni. Nawet próbował nim zwabić potencjalnych kandydatów do wyprawy. Nie mógł przecież od tak wyparować! Zaczął padać grad. Ruszył błyskawicznie zaśnieżoną uliczką, po czym skręcił w następną, jeszcze następną...

I wtedy zauważył znaną mu już burzę jasnobrązowych włosów. Twarz pokryta piegami. Brudne ubrania. Szła boso. Ona też go zauważyła. Zaczęła uciekać. Angra ruszył za nią. Była bardzo szybka. Ale on był nieco szybszy. Skręciła w kolejną alejkę, ustępując drogi olbrzymiemu wozowi zaprzęgniętemu w konie. Wbiegła w kolejną alejkę. Poczuł słodki smak zwycięstwa. To był ślepy zaułek.

Grimes skręcił w niego, pędząc, ile sił w nogach, a ona stała w miejscu. Uśmiechała się z niewiadomego powodu. Mężczyzna złapał ją mocno za rękę. Nie stawiała oporu. Chwycił jej drugą rękę i gdy tylko to uczynił, zaczęło dziać się coś dziwnego. Wszystko wokół zdawało się szybko rozmywać, tracić barwy, jakby wszystko wokół zalewało oślepiające światło, aż otoczyła ich jedynie kłująca w oczy biel. Jednak tak szybko, jak ta biel ich ogarnęła, tak rozpłynęła się w napływie barw wirujących dookoła nich, zalewających przestrzenie o różnych kształtach. Grimes rozpoznał to miejsce. Stali pod kwaterą dowódcy.

- Co... co się właśnie wydarzyło?

Odpowiedział mu piękny, melodyjny głos, słodki niczym miód; taki, którego można by słuchać godzinami, nawet gdyby cię tymi godzinami zwyzywał.

- A co się miało wydarzyć? Zabierasz mnie do Blackreach, czyż nie?

- Jak? Co? Chwila, to ty potrafisz mówić? Dlaczego akurat teraz się odzywasz... i coś ty za jedna?

- Mów mi Em. Ale czy jesteś w pełni przekonany, że chcesz wiedzieć, dlaczego wcześniej się nie odzywałam?

- Tak, cholera!

Tak wiele rzeczy mu się nie zgadzało, że pragnął prostej odpowiedzi na chociaż jedno z pytań.

- Półsyreny potrzebują magii, aby móc się porozumiewać.

Grimesa zamurowało. Zamurowało go również, jako że nieznajoma właśnie zapukała do drzwi kwatery dowódcy. Zamurowało go, gdy zauważył, że zamiast marnych więziennych łachów miała na sobie elegancki kubrak, spódnicę oraz skórzane buty. Oraz miecz.

- A właśnie... zwracam twój klucz, nie będzie już potrzebny...

I dokładnie sekundę po tym, jak Em wrzuciła mu go do kieszeni, drzwi kwatery się otworzyły.

17.06.2020 20:46
71
odpowiedz
Shanahia
1
Junior

Kroki były lekkie i pewne. Angra już wystarczająco długo miał do czynienia z szumowinami by przypuszczać, że ten argonianin gdyby chciał mógłby się przekraść bezszelestnie koło każdego. W porównaniu z resztą zgromadzonej tu hałastry jego niewątpliwie ciężko było złapać. Ciekawe komu podpadł, że tu wylądował, pomyślał porucznik.
Grimes zmierzył skazańca od stóp do głów. Z wyglądu niczym się nie wyróżniał. Zwykły argonianin…średni wzrost i budowa, dość chudy...chociaż im dłużej na niego patrzył, tym bardziej miał wrażenie że jego wizerunek się rozmywa, jakby właściwie nikogo tam nie było. Angra potrząsnął lekko głową próbując otrząsnąć się z zamroczenia. Spojrzał ponownie, lecz tym razem widział go nawet wyraźniej niż na początku.
- Twoje imię i za co tu jesteś. – powiedział porucznik do skazańca wyraźnie podkreślając w głosie, że spodziewa się konkretnej odpowiedzi.
- Nazywam się Shangul, moja mama uwielbiała patrzeć na nocne niebo nad mokradłami i to dlatego dała mi imię oznaczające blask księżyca, a przynajmniej tak mi opowiada jak byłem mały, ale mój ojciec..
- Nie interesuje mnie historia twojego życia. Powiedz mi za co cię zgarnęli.
- Jest Pan pewien panie żołnierzu? Żeby w pełni zrozumieć co tu robię musiałby Pan jednak wysłuchać tej historii. Spokojnie nie jest aż tak długa a do tego dużo w niej przygód, akcji a nawet i trochę romansu czy tragedii by się znalazło.
- Skróć to do ostatnich wydarzeń. Chyba że nie jesteś zainteresowany wydostaniem się stąd i po prostu chcesz z nudów marnować mój czas.
- Ależ oczywiście, że jestem zainteresowany! No wie Pan! Nie śmiałbym marnować Pana jakże cennego czasu. Trafiłem tu tylko dlatego, że pewni ludzie, dawniej moi przyjaciele, odwrócili się ode mnie. Być może stwierdzili, że już mi nie mogą ufać, kto wie…w każdym razie zostałem wrobiony w kradzież pewnego…hmm…mało cennego przedmiotu. Wrobiony mówię! Gdybym chciał to nikt by się nawet nie zorientował, gdybym to ukradł…- Ostatnie zdanie Shangul wypowiedział ciszej ale jednak na tyle głośno by Angra dosłyszał.
Angra był już zmęczony tą rozmową, a to przecież dopiero pierwszy ochotnik.
- Mam przeczucie, że szybko będę miał cię dość…Umiesz chociaż walczyć?
- Ależ oczywiście! Jestem bezbłędnym łucznikiem! Znam też odrobinę magii no i nawet by Pan nie zauważył kiedy przystawiłbym Panu do pleców mój sztylet! Dodatkowo ma wrodzony urok osobisty, przez który ciężko mi się oprzeć! - Mówiąc to Shangul odwrócił się na chwilę do innych więźniów na co ci się wzdrygnęli i szybko potaknęli głowami.
Argonianin wyraźnie dobrze się bawił w trakcie tej pogaduszki. Angra już przeczuwał, że wypuszczenie tego łachudry nie jest dobrym pomysłem. Niewątpliwie jego talenty się przydadzą na tej wyprawie, ale…
Angra wyjął duży klucz z kieszeni i otworzył kratę celi wypuszczając z niej Shangula, po czym zamknął ją z powrotem.
- Dziękuję! Nie pożałuje Pan! – powiedział Shangul niemalże przytulając porucznika i puszczając do niego oczko.
W tym momencie Angrę przeszedł dreszcz i uświadomił sobie, że to zdecydowanie zły pomysł…

17.06.2020 20:48
72
odpowiedz
Inferno9
7
Legionista

Po długiej chwili milczenia Grimes usłyszał pierwsze kroki. Ku jego zdziwieniu nie dochodziły one z celi. Porucznik zerknął w bok, dostrzegając przystającego obok niego strażnika więziennego. Wyprostował, a po chwili zgiął zdrętwiałe palce, trzymające ich jedyne źródło światła, tupiąc niecierpliwie stopą. Noc niedawno zapadła, więc zakratowane okno, znajdujące się pod sufitem celi nie wpuszczało do wilgotnego pomieszczenia zbyt wiele księżycowego blasku.

-Co jest?- Spytał podejrzliwie wyższy rangą, opierając wolną rękę na swoim biodrze.

-Przyszedłem z propozycją.- Odezwał się znacznie młodszy od niego, wskazując palcem na niebieski punkt, majaczący za kratami.

Ku zdziwieniu nowo przybyłego, niewielka plama przemieszczała się wzdłuż przeciwległej ściany, kurczowo trzymając się zarówno cienia, jak i muru. Wydawało się, jakby kroczyła w amoku przed siebie, dopóki nie wpadła na powstrzymujący ją kamień, przed którym się odwróciła, zmierzając w stronę, z której przyszła. Czynność ta powtarzała się monotonnie, przypominając krążenie drapieżnika po zbyt małej i zamkniętej przestrzeni.

-Kto to?

-Mówią na niego Dzik.- Widząc skwaszoną minę drugiego mężczyzny, młodzik pośpieszył z wyjaśnieniami. -Złapali go kiedyś na tym, jak podkradał farmerom ich zapasy. Chciał uciec z kilkoma kapustami, ziemniakami, pomidorami i porami... W sumie podejrzewamy, że musiał się upić w pobliskiej gospodzie, aby wpaść na taki durny pomysł.

-Trzymacie go tutaj tylko dlatego, że zdarzyło mu się ukraść parę warzyw?- Zdziwił się starszy, patrząc kątem oka na przemykającą kropkę. Wbrew jego oczekiwaniom światło pochodni nie zdołało oświecić postury wyróżniającego się skazanego, przez co ciężko było ocenić jego przydatność w misji.

-Nie. To złodziej, jeden z najlepszych w ich plugawych szeregach.

Porucznik Angra spiął się nieznacznie, gdy obiekt ich ckliwych pogaduszek zaczął zbliżać się do dzielących ich krat. Złapany niechętnie zbliżył nogę do oświetlonej części krzywej, swoją drogą, podłogi, ostrożnie krocząc w stronę dwóch mężczyzn. Ciche kroki, stawiane na palcach dodały mu niewielką premię do wysokości, uświadamiając trzymającemu pochodnie, że prawdopodobnie byli tego samego wzrostu. W końcu, po przedarciu się przez marszczący nosy tłum innych więźniów w końcu stanął przed mężczyznami, lustrując ich uważnym spojrzeniem.

-Mogłeś po prostu powiedzieć, że pragniesz się mnie pozbyć, Caldar.- Rzekł spokojnym głosem, który mimo swojej względnej delikatności, odbił się nieprzyjemnym echem od ścian.

-Od zawsze jesteście z więźniami na ty?- Warknął porucznik, wbijając twarde spojrzenie w zdezorientowanego strażnika, który okazał skrajną niekompetencję. Postanowił, że w najbliższym czasie zrobi z tym porządek. Miał dość spoufalania się skazanych z ich oprawcami.

-To nie tak...- Szepnął nerwowo młodszy, drapiąc się po karku, który ochraniał stalowy kołnierz.

-Cieszę się wyjątkowymi względami. Jestem ulubieńcem tutejszych wartowników.- Odparł z dumą mężczyzna, stając tuż przed kratami. W jego głosie dało się wyczuć ledwie wyczuwalną nutkę sarkazmu, co sprawiło, że Grimes uniósł na niego wzrok, poznając charakterystyczny ton.

Dopiero po chwili wpatrywania się w jego zmrużone ślepia zrozumiał, czym był ten denerwujący punkt, który przemieszczał się z jednego końca sali, do drugiego. Dzik miał jedno brązowe, całkiem normalne oko, podczas gdy drugie, to prawe posiadało niebieską tęczówkę, która pod wpływem targających mężczyzną emocji zmieniała swoje nasycenie. Ponadto jego źrenica była niepokojąco zwężona do tego stopnia, że przypominała pionową kreskę.

Szklane oko...- Pomyślał błyskawicznie Porucznik Angra, rozpoznając skazanego.

-Mistrz tutejszych złodziei...- Oznajmił głośno, chcąc, aby wszyscy obecni go usłyszeli. Kontynuując, pozwolił bezczelnemu uśmiechowi wykwitnąć na jego ustach. -Kto by pomyślał, że zostanie zapędzony w kozi róg, jak najzwyklejszy szkodnik.

-Widzę, że moja zła sława nawet na waszym wygwizdowie mnie wyprzedziła. Jestem pod wrażeniem.- Również się uśmiechnął, przechylając głowę do boku. -Twoi chłopcy cechowali się naprawdę słabą kondycją, ale nie musisz się martwić. Odpowiednio o to zadbałem.

-Widzę, że aż zbyt dobrze, skoro udało im się ciebie złapać, szelmo.

-Mały wypadek przy pracy, ale gwarantuję, że niedługo ponownie będziecie rozwieszać listy gończe z moim imieniem.

-Śmiem wątpić.- Prychnął, kiwając głową w stronę zażenowanego strażnika.

Młodzik miał rację, wybitnie udana propozycja. Podczas wykonywania rozkazu przydadzą mu się umiejętności tegoż złodzieja. Postanowił na szybko mu się przyjrzeć.

Standardowy więzienny strój nie dał rady ukryć jego twarzy, którą szpeciły liczne blizny. Jedna, największa przecinała jego prawą brew, kończąc się dopiero w połowie policzka. Najwyższy rangą uświadomił sobie, że mężczyzna musiał być bardzo dobry w swoim fachu, ponieważ potrafił przemknąć obok czujnych strażników niezauważony. Potwierdził to lniany bezrękawnik, który odsłaniał umięśnione ramiona. Idealny kandydat na ekspedycję, nawet jeśli umrze gdzieś w jej trakcie.

-Masz szczęście, załapałeś się na nabór.- Porucznik uniósł jeden kącik ust ku górze, patrząc na szybko ciemniejące niebieskie oko, które niebezpiecznie się zmrużyło. Najwidoczniej ani trochę nie spodobała mu się wiadomość. -Ale przydałoby się poznać twoją prawdziwą tożsamość, abyśmy nie musieli mówić na ciebie Dzik. Chyba że wolisz być kojarzony z nieudaną próbą ukradnięcia paru ziemniaków z pola.

-Nie zdradzam swojego imienia byle mlekożłopom.- Wycedził gniewnie, spluwając pod kratę gęstą śliną. Sprowokowany odwrócił się plecami do mężczyzn, zamierzając ukryć się ponownie w cieniu.

-W takim razie wyciągniemy cię siłą.- Zadecydował Grimes, gestem ręki przywołując paru strażników, czuwających przy otwartych drzwiach.

Nim złodziej zdążył jakkolwiek zareagować, drzwi do celi otworzyły się z hukiem. Do środka wparowało kilku rosłych mężczyzn, którzy odsuwali zarówno od siebie, jak i wytypowanego pozostałych więźniów. Sam mężczyzna został boleśnie powalony na kamienną podłogę, bez możliwości wyrwania się. Nie miał szans w starciu z trzema przygniatającymi go do ziemi strażnikami, którzy uzbrojeni po zęby, tylko czekali na okazję, aby podciąć mu gardło. Mógł jedynie przechylić głowę w stronę uśmiechającego się bezczelnie, wlepiając mordercze spojrzenie w jego osobę.

-Faktycznie Dzik.- Zaśmiał się Porucznik, ignorując jawnie grożący mu wzrok więźnia. -Najwyraźniej uwielbia orać twarzą ziemię.

17.06.2020 20:57
73
odpowiedz
Kessel
1
Junior

Z cienia wyłoniła się rudowłosa kobieta średniego wzrostu. Ręce miała skute łańcuchami .Nosiła skórzane spodnie oraz starą zaniedbaną tunikę. Jej twarz zdobiła blizna, która dzieliła ją w pół.
- Dlaczego taki uczciwy obywatel jak Pan zwraca się o pomoc do nas. Do gnijących kretynów czekających na śmierć z ręki kata - zapytała z okrutnym uśmieszkiem.
- Zbieram drużynę doświadczonych wojowników, którzy razem ze mną wybraliby się na rekonesans do Blackreach.
- W jakim celu?
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie – powiedział – Naturalnie po wykonaniu misji odzyskasz wolność – dodał po chwili zastanawiając się jak to zrobić.
Porucznik dostrzegł że ta informacja spodobała się jego rozmówczyni.
- Z chęcią pomogę – oznajmiła po chwili ciszy, uśmiechając się ponuro.
- Jaka jest twoja godność?- zapytał porucznik.
- Diana Animo –odpowiedziała. Angra już wcześniej słyszał to nazwisko. Ta rudowłosa kobieta była zabójczynią , która na sumieniu ma już kilkadziesiąt ludzkich żyć w tym jednego z większych miejscowych polityków.
- Są jeszcze jacyś chętni? – zapytał resztę osadzonych stworzeń. Nikt mu nie odpowiedział. – Świetnie – mruknął pod nosem.
- Nasza dwójka to za mało – wtrąciła się Diana.
- Wiem – odpowiedział ponuro. – ale musi wystarczyć – podszedł do wojowniczki i oswobodził jej ręce z łańcuchów.

Gdy wychodzili z lochów dwójka strażników, którzy dotąd wciąż mieli dobry humor, z przerażeniem spoglądali na siebie widząc w jakim towarzystwie porucznik Grimes Angra opuszcza więzienie. On sam cały czas zastanawiał się czy, wypuszczenie z więzienia jednej z najgroźniejszych osób na zachodzie i wybranie się z nią na najniebezpieczniejszą misję na jakiej kiedykolwiek był, to jest kolejny zły pomysł z jakich słynął. A może tym razem genialny plan?

17.06.2020 21:03
Terhert
74
odpowiedz
Terhert
2
Junior

Kroki owe należały do człowieka zbliżonego wyglądem do porucznika. Również łysego, lecz niższego i gorzej zbudowanego. Posiadał lekki zarost, krótką, rudą bródkę. Twarz miał pokrytą szarym pyłem, przez który przebijała się chorobliwie blada skóra. Był to przedstawiciel rasy Nede.

- Skoro wielmożny żołnierz, chłop jak Troll, szuka pomocy wśród zbirów i degeneratów, to raczej nie chodzi o pielenie ogródka czy wchodzenie w tyłek tutejszego możnowładcy - odezwał się mężczyzna, szczerząc się szyderczo.

- Żadne pielenie ogródka - skwitował Grimes - ale całe zadanie może wymagać wyrwania paru “chwastów”. - Nie spodobał mu się chętny do całej wyprawy. Był żołnierzem, przywykł do dyscypliny i nie przepadał za długimi jęzorami, takimi jak on - Jak się nazywacie?

- Clavicus Złośliwy, Daedryczny książę. Do usług! - ukłonił się lekko, trzymając wzrok na żołdaku. - Żartowałem, to mój daleki kuzyn - zaśmiał się krótko i wyprostował. Wystarczy zapytać któregoś ze strażników i wiadomym byłoby, kto sprawia najwięcej rabanu w całym więzieniu. - Zowię się Darius. Gdybym tylko miał przyjaciół, zapewne mówiliby też do mnie “Rogacz” - uśmiech nie schodził mu z twarzy. Po dłuższym czasie mógł być niepokojący.

- “Rogacz”? - zapytał Angra. - Nie potrzebuje do tego zadania jelenia czy barana - Powiedział, a dwóch strażników obok wybuchło śmiechem. Sam Darius z kolei zirytował się zniewagą ze strony porucznika, zabolało go to, jakby ktoś wydarł jego serce wraz z całym talentem. Zmarszczył brwi, a mina mu zrzedła. Wrażliwość jego ego widoczna jak na dłoni. Tego można było się spodziewać po dumnym, samozwańczym mistrzu złodziejstwa.

- To bardziej zasługa mojej ulubionej sztuczki. - Zielonooki włożył dłonie do kieszeni podartych spodni, by po chwili wyjąć z nich dwa przedmioty. Żelazny sztylet i klucz. Obie te rzeczy przyłożył sobie do czoła, uśmiechając się łajdacko. Owe “rogi” wzbudziły zaniepokojenie u jednego ze strażników, który spanikowany zaczął sprawdzać swoje własne kieszenie i pas. Rudobrody wybuchł śmiechem, by po chwili rzucić oba przedmioty przez kraty, prosto pod nogi Grimesa. Ostrze wraz z kluczem zaraz zabrał okradziony strażnik, zawstydzony tym, że do czegoś takiego doszło przed porucznikiem. Wstyd i hańba.

- Jak mu to ukradłeś? - Żmija żmii w żmijowisku nierówna, pomyślał żołnierz.

- Wiadro na łeb i nawet nie zauważył - ponownie rozbrzmiał śmiech mężczyzny.

- Umiesz coś poza tym? Mieczem wywijasz? Toporem umiesz łupać?

- To ostatnie na pewno - wypiął dumnie klatkę piersiową. Dzięki tym bezmyślnym żartom poczuł się zdecydowanie pewniej. - Do tego w Cyrodiil byłem zielarzem. Proszę nie wierzyć plotkom, że niby kradłem konkurencji rzadkie składniki! Kłamstwa i pomówienia!

Porucznik nie krył swojego niezadowolenia. Jego potencjalny towarzysz był zwykłym rzezimieszkiem, ot co.
- Ktoś inny chętny? Ktokolwiek? - rozejrzał się po więzieniu. Odzew był zerowy. Z ciężkim sercem i wielkim zawodem podjął decyzję. Liczył na zaprawionego woja. Może odważnego maga. A dostał irytującego złodzieja.
- Wypuścić go.

***

Najemnik bez wyposażenia jest jak słabo naostrzony miecz. Zabić zabije, ale mogą być problemy. Gdy Angra zwolnił “Rogacza”, ich następnym celem było odzyskanie jego wyposażenia, zarekwirowanego przez straż.

- Mówiąc “topór”, liczyłem na broń obosieczną. I większą. - Zielonooki trzymał dwa mała topory, które równie dobrze mogły być siekierami wykorzystywanymi przy wycinkach lasów. Zawiodły oczekiwania wojaka, co do zdolności bojowych Dariusa.

- Czepiasz się. Mogę tym zabić więcej, niż myślisz - przejechał palcem po ostrzu jednej z broni. Zdążył już zapomnieć jak ostre to topory, więc już po momencie, na podłogę skapnęła kropla krwi. Zasyczał z bólu.
- Do czego tak w zasadzie mnie zwerbowałeś? - zapytał, chcąc odciągnąć uwagę od własnej pomyłki.

- Słyszałeś o Blackreach?

- Ja tu tylko przejazdem, a kartograf ze mnie żaden - Wyjął ze skrzyni zestaw ćwiekowanego pancerza, który zaraz na siebie założył. Lekka zbroja idealna dla złodzieja.

- To chyba nawet lepiej - porucznik wiedział, że to może być wyrok śmierci, lecz czy będzie to śmierć jedynie dla jednego z nich, czy obu, czas pokaże.

- To jakiś pałac? Jaskinia? Burdel? - grzebał dalej w skrzyni. Na jej samym dnie znalazł sakiewkę pełną monet. Otworzył ją zdziwiony, ładna sumka. Ktoś musiał zostawić ją tu przez przypadek. Oczywiście, słowa nie powiedział i jedynie przypiął ją do pasa, zamykając skrzynię.

- Wszystko ci wyjaśnię. Chodź. I postaraj się nikogo nie obrabować po drodze - rozkazał, po czym obaj mężczyźni ruszyli w stronę wyjścia.

17.06.2020 21:06
75
odpowiedz
Limes30
1
Junior

Kroki należały do śliskiego argonianina o połyskujących zielono-złotych łuskach. Ledwo słyszalnie wystąpił przed szereg mieszaniny łajz wszelkiej maści, po czym spojrzał chytrym wzrokiem na Angara.

-Panie, na imię mi Mikkar i oferuję ci swe usługi boś sssszlachetnym żołnierzem jest – zasyczał. – Będę wiernie służyć ci w potrzebie aż nie spłacę długu wobec społeczności tego wspaniałego fortu.

Po czym ukłonił się nader dworsko by okazać szacunek.

Angar dobrze znał sztuczki drobnych oszustów i złodziejaszków. Pochlebstwa i udawana spolegliwość nie zrobiły na nim najmniejszego wrażenia. Spojrzał się przenikliwie na jaszczura po czym skrzywił się i zapytał:

-A jakiegoż rodzaju usługi masz do zaoferowania Mikkarze. Wyglądasz mizernie. Czy aby nie za słabo karmią cię w areszcie?

-Ależ nie, Panie. Nie daj się zwieść pozorom. – chytry uśmieszek nie chciał zejść z gadziego pyska.

- Choć wyglądam wątle, jestem wytrzymały i zwinny. Potrafię otwierać zamki i pożyczać cudze sakiewki.

Grimes zamyślił się na chwilę. Słyszał o złodzieju, którego złapano przy próbie podwędzenia sakiewki jakiemuś sierżantowi podczas nocnego patrolu. Kieszonkowcem był mały, wątłej budowy argonianin, który nadepnął na gałąź podczas próby kradzieży, czym zdradził swą pozycję, podczas gdy łapę miał na sakiewce żołnierza. Co za pechowy jaszczur.

-Nie byłeś jednak dość zwinny by ujść z sakiewką, nie? Przyłapano cię na gorącym uczynku i dlatego tu trafiłeś. Dlaczego myślisz, że wezmę ze sobą taką niezdarę?

Argonianin zwęził wężowe oczy w reakcji na obelgę.

- Zapewniam cię panie, że jestem dostatecznie zwinny i zręczny by otworzyć każdy zamek i opróżnić kieszenie każdej niemoty. Nawet najlepszym może się omsknąć noga.

Strażnik stojący nieopodal Angara zarechotał na całe gardło. Gdy się trochę uspokoił rzekł z przekąsem:

-Ta jaszczurza męta okradała całe Greymoor od miesiąca. Mieliśmy nielichy problem by go złapać. Wpadł przez własną nieuwagę, ale wcześniej nakradzionych łupów do tej pory nie udało się odnaleźć.
Angar gwizdnął z uznaniem.

-Fiu, fiu. Jak na takiego mistrza fachu naprawdę miałeś pecha.

Jaszczur rozpostarł bezradnie szponowate łapy w geście rezygnacji.

-Dobra, na wyprawie infiltracyjnej potrzeby jest złodziej. Czuj się zwerbowany.

Argonianin podszedł bliżej i podziękował skinieniem głowy.

- Kogo będziemy infiltrować, panie?

- Dowiesz się w swoim czasie.

post wyedytowany przez Limes30 2020-06-17 21:10:09
17.06.2020 21:09
76
odpowiedz
fanthomas2
17
Chorąży

Pierwszy wystąpił Nord, umięśniony, odpowiedni do czarnej roboty. Na pewno mnóstwo niewinnych dusz wysłał do Oblivionu. Na policzku miał bliznę w kształcie błyskawicy.
- Ktoś jeszcze? - zapytał Grimes.
Rozejrzał się uważnie po zbieraninie różnych typów. Wszyscy pospuszczali oczy niczym owieczki.
- Dobra, ty, ty i... ty.
Wybrał z każdej rady po jednym, żeby było w miarę sprawiedliwie.
- Tylu wystarczy. Im więcej was, tym gorzej. Narobicie tylko hałasu i kłopotów.
- Jaki jest cel tej wyprawy? - zapytał Nord.
- Przeżyć. Tyle wiedzy powinno wam wystarczyć. Róbcie wszystko, żeby przeżyć

17.06.2020 21:43
77
odpowiedz
Patryk2662
3
Legionista

Z półmroku wyłonił się czarnowłosy młodzieniec, gdzieś po dwudziestce. Szczupły, w ciemnej tunice.
- Wyglądał nawet zacnie – pomyślał Grim.
- A co niby mamy zrobić? – spytał go więzień.
Grims zmusił się do uśmiechu
Skierowali się do stołu w rogu więzienia. Usiedli na krzesłach.
– Problemy w Blackreach, jeżeli musisz wiedzieć – odparł – potrzebuję paru sprawnych ludzi gotowych ciężko popracować w zamian za wolność. Lecz czy będziesz się nadawał, tego nie wiem. Za co siedzisz?
- W sumie, to chętnie bym się stąd wyrwał, bo na stryczek się za tydzień wybieram. A siedzę tu za magię. – odparł mężczyzna.
- Za magię? – Grims wiele w życiu słyszał, lecz nic nie wiedział o aresztowaniu za uprawianie magii. Po momencie uzmysłowił sobie, że mógł jej używać w nienajlepszych celach, lecz według niego był za młody na doświadczonego maga.
- Ano chyba mówię, nie? – odparł chłopak – znam się na magii zniszczenia co nieco. Szkołę opuściłem po paru latach nauki, nudziła mnie. – powiedział - A tak poza tym, jestem Karl. – dodał po chwili.
- Jak szkoła magii mogła cię znudzić? - Grims nie znał się na magii, lecz wiele o niej słyszał, bo jak to jest w życiu wojaka, walczył z i przeciwko różnym magom. I od żadnego nie słyszał aby szkoła magii go znudziła.
- A więc, jak uciekłem, to zacząłem się sam douczać. Wiesz jak łatwo zdobyć księgi jeżeli się wie gdzie szukać? – zapytał Karl nie zwracając najmniejszej uwagi na pytanie Grimsa – ostatnio, jak pomagałem jednemu złodziejowi, to nas dorwali. Zrobili zasadzkę. Jednego walnąłem błyskawicą, lecz kiedy pozostali wlecieli, to się kapnąłem że po mnie. I tak się tu dostałem.
Grim przez chwilę musiał to przemyśleć, lecz doszedł do tego, że po szkole czy nie, maga zniszczenia lepiej mieć pod ręką. Szczególnie w Blackreach. Skierował się do strażnika i wymienił z nim parę zdań. Sakiewka złota przeszłą z ręki do ręki. Po chwili przed więzieniem stał wraz z nim mag zniszczenia, z uśmiechem na twarzy.
- Teraz, znajdźmy ci jakiś sprzęt. – rzekł Grims.

17.06.2020 21:48
78
odpowiedz
Don_Greed
1
Junior

Porucznik spodziewał się kogoś większych rozmiarów jako pierwszego ochotnika, natomiast przed nim z ciemności jako pierwsza postać ukazał się dosyć niskich rozmiarów młody mężczyzna a być może nawet chłopak.
W tych ciemnościach nie mógł dobrze ocenić kandydata do swojego oddziału to co zdołał dojrzeć to postać raczej niższa niż przeciętna wysokość w tych stronach oraz smukła sylwetka. Nieznajomy zatrzymał się parę
kroków od kraty rozdzielającej wolność od skazańców.

-Jak rozumiem jesteś ochotnikiem wyrażającym skruchę i chęć odkupienia? - zapytał szyderczo Grimes.

-To zależy co mogę na tym zyskać, wspomniałeś o szansie na wolność więc postanowiłem się zgłośić ale to zależy czego oczekujesz w zamian.

-Podejdź bliżej żebym mógł ci się lepiej przyjrzeć młody.

-Nie należy kogoś oceniać po samym wyglądzie panie poruczniku, natomiast określenie młody mogłoby lepiej pasować w moich ustach niż pańskich.

-Ty nie bądź taki mądry bo zamiast na wolność trafisz na tortury.

Tajemnicza postać w środku wykonała pół skłon w wyrazie skruchy, choć osobnik ten miał na sobie łachmany oraz płaszcz z mocno zaciągniętym kapturem na twarz porucznik zdołał dojrzeć trochę więcej szczegółów w wyglądzie ochotnika. Charakterystyczne długie uszy odkształcały kaptur na tyle że Grimes domyślił się rasy bez konieczności oglądania twarzy.

-Daruj se te teatralne wygłupy i przejdźmy do rzeczy. Po pierwsze jesteś elfem prawda?

-Na potrzeby tej rozmowy uznajmy że ma pan racje panie poruczniku.

-Skąd wiesz jaką mam rangę? Nie zwykłem się przedstawiać łachudrom z więzienia i tak też tym razem nie zrobiłem.

-Czy wojsko mogło by funkcjonować gdyby każdy nowy rekrut musiał się pytać innych jaki mają stopień i czy są uprawnieni do wydawania mu rozkazów?

-Widzę żeś obyty z tutejszymi stronami na tyle żeby rozpoznawać nasze insygnia?

-Nie inaczej, może zatem przejdziemy do rozmowy na temat mojej wolności?

-Jak na razie to dalej jesteś skazańcem zamkniętym w celi, nie zapędzaj się tak do przodu. Ale faktycznie po to tu przyszedłem a nie widzę żeby ktokolwiek inny rwał się do odzyskania wolności.
Moja oferta polega na wyruszeniu ze mną na misje której celem jest Blackreach, zbieram drużynę która pomoże mi zbadać te nie przychylne tereny.

-I wszystko jasne, misja samobójcza dla tych którzy i tak oczekują na śmierć. Z tych tu osadzonych prawdopodobnie tylko ja jestem na tyle głupi by zgodzić się tam udać oraz tylko tak zdesperowany żeby się wyrwać.

-Mam rozumieć że przyjmujesz propozycje?

-Nie inaczej mój drogi dowódco-skwitował ochotnik z uśmieszkiem- mam tylko jedną prośbę, jeżeli mam się udać w tak niebezpieczne miejsce potrzebuję broni, dobrze by było gdyby udało się odzyskać mój ekwipunek który został mi zabrany przy aresztowaniu.

-Zobaczymy co da się zrobić, ale znając nasze obyczaje jestem pewien że chłopaki już dawno rozkradli co cenne. Podejdź no tu. wychodzisz, i przedstaw się może żebym wiedział jak się do ciebie zwracać kryminalisto.

-Arai, mogę oczekiwać tego samego czy mam się zwracać do porucznika po stopniu.

-Porucznik Grimes, nie mogę powiedzieć żę cieszy mnie ta znajomość ale los splótł nasze drogi razem, więc postarajmy się przeżyć.

Koncząć wstępną rozmowę Grimes wyjął klucze i wypuścił nowego rekruta jego oddziału z celi, zamykając ją z powrotem zwrócił się jeszcze do pozostałych więźniów.

-Załatwię sprawy z tym jednym i wrócę ponowić ofertę, wiecie jaki jest cel więc zastanówcie się czy macie jaja by tam się udać.

Odpowiedział mu tylko gromki śmiech paru stałych bywalców tych cel którzy trafiali tu regularnie za pijaństwo i rozróby. Grimes odwrócił się na pięcie bez dalszych komentarzy i ruszył w drogę powrotną schodami na górę,
nie odzywał się już nie widząc w tym celu i tylko wskazał ręką by Arai podążył za nim. Przystając i czekając aż elf dojdzie na szczyt schodów Grimes mógł poświęcić chwilę na dokładniejsze zapoznanie się z wyglądem jego nowego nabytku. Widoczność była dużo lepsza niż tam na dole, lampy olejne rozświetlały pomieszczenie do poziomu pozwalającego na dokładne przyjrzenie się. Jak Grimes dobrze podejrzewał w ciemnościach
loszku pod kapturem Araia widoczne były długie uszy charakterystyczne dla jego rasy, głowę zdobiły krótko przystrzyżone jasne włosy koloru dojrzałej pszenicy, twarz choć do połowy zasłonięta maską którą zakrywała
usta i nos zdradzała ślady wojowniczej przeszłości co wróżyło chociaż jakąkolwiek siłę bojową której tak bardzo teraz potrzebował. Jedyne co nie dawało Grimesowi spokoju to oczy nowo poznanego kompana, widać było nich inteligencje której próżno było szukać u skazańców a zarazem były na tyle złowrogie że nie sposób było pomylić Araia z uczonym. Tak jak zauważył już na początku ich znajomości ochotnik nie był dobrze zbudowany ale nie tego oczekiwał po elfie, zaletą ich rasy była zwinności i bystry umysł co zdołał już udowodnić po bardzo szybkiej
odpowiedzi na ofertę.

-Zwiążcie go a ja w międzyczasie dopytam o szczegóły- zwrócił się Grimes do strażników- Jak na razie nie jesteś tak do końca wolny więc trzeba zachować ostrożność, jak rozumiem jesteś w jakimś stopniu doświadczonym
wojownikiem skoro zdecydowałeś ruszyć ze mną do Blackreach, więc pochwal się co tam umiesz a ja ocenie czy warty jesteś mojego czasu.

-Jeżeli odzyskam moje noże i łuk gotów jestem stwierdzić że jestem jednym z najlepszych zwiadowców w tej części świata, mogę zaraz udowodnić jeżeli porucznik sobie życzy ale nie gwarantuje że obejdzie się bez ran - rzekł pewny siebie Arai.

-No dość już tych przechwałek i nie kombinuj bo zamiast szansy na odkupienie otrzymasz szubienice, jak na razie chodź spróbujemy odzyskać twoje rzeczy, za mną. Lepiej nie próbuj uciekać bo źle się to skończy.

Arai posłusznie skierował się za porucznikiem Griemesem do wyjścia. Światło z otwartych nagle drzwi tak oślepiło po długim pobycie w ciemnościach że Arai musiał zamknąć na chwilę oczy lecz nie przestawał kroczyć za porucznikiem.
Gdy postanowił je otworzyć rozejrzał się po dziedzińcu posterunku na którym właśnie się znajdował, wziął głęboki oddech świeżego powietrza i utwierdził się w przekonaniu że podróż z nikłą szansą jest lepsza
niż pewna śmierć gdyby został postawiony przed sądem.

P.S. Za wszelkie nie zgodności z lore świata przedstawionego przepraszam, nie jestem obyty z seria skyrim żeby wiedzieć czy takich się dopuściłem.

post wyedytowany przez Don_Greed 2020-06-17 21:52:43
17.06.2020 21:48
79
odpowiedz
PureSpirit
1
Junior

Więźniowie byli oczywiście nieuzbrojeni, w dodatku skuci a z racji mizernych przydziałów żywnościowych, żaden z nich nie był w pełni sił. Nikt nie traktowałby takiego przeciwnika poważnie. Mimo wszystko Grimes nie mógł pozbyć się wojskowych przyzwyczajeń – gdy nadchodziło zagrożenie, należało być gotowym na wszystko. Dla obserwatora wydawać by się mogło, że stoi cały czas swobodnie, leniwie przyglądając się ponuremu otoczeniu spod przymrużonych powiek. Było to jednak jedynie złudzenie. Teraz jego umysł był skupiony a ciało gotowe do skoku niczym ebonowa strzała w naciągniętej cięciwie. Niektórzy mogliby nazwać takie zachowanie nadmierną ostrożnością, lecz w tym przypadku wielce by się zdziwili. Więzień, który wystąpił poczekał na zezwolenie od strażnika, który poluzował mu łańcuch na tyle by ten mógł stanąć twarzą w twarz z porucznikiem. Wraz z nim do nozdrzy porucznika doszedł także jego niemiłosiernie obrzydliwy zapach świadczący o tym, że stan sanitarny więzienia pozostawiał wiele do życzenia. Ale cóż, musiał to jakoś wytrzymać…
- Czego oczekujesz od nas, gnijących żywcem w lochu, do którego sam nas wtrąciłeś? – Czysta niepohamowana wrogość wymalowana na jego twarzy nie sugerowała dobrowolnego wypełnienia jakichkolwiek poleceń. Skoro podszedł jako pierwszy musiał być to swoisty przywódca tutejszej hałastry. Porucznik lekko uśmiechnął się. Będzie idealny do przeprowadzenia akcji.
- Ty jak i twoi kompani zaciągnęliście potężny dług swym karygodnym postępowaniem. W większości przypadków dług ten możecie spłacić jedynie ceną swojego własnego życia. Dziś daję wam jednak inną możliwość. Możecie odpokutować swe przewinienia poprzez pokorną pracę na rzecz naszej małej społeczności. Czy jesteście gotowi odłożyć na bok wasze występki i zyskać nowe życie jako słudzy miasta Greymoor?
Więzień w błyskawicznej odpowiedzi zebrał ślinę i z całych sił splunął porucznikowi prosto w twarz.
I właśnie w tym momencie wojskowa rutyna zadziałała na korzyść Grimesa. Spodziewając się podobnej reakcji zręcznie minął strugę plwociny (dosyć celnie wymierzonej, należało by zauważyć) która zamiast w niego, trafiła w stojącego za nim strażnika.
- Myślicie, że chcemy waszej łaski ?! – grzmiał więzień a łańcuchy oplatające mu kostki napięły się pod siłą potężnego szarpnięcia– Że jesteśmy coś winni tej kupie gruzu którą dumnie nazywacie miastem? Podejdź jeszcze trochę a wyrównam dług mój i wszystkich wsadzonych do tego pierdla! Nie zapomnieliśmy kto nas wszystkich upokorzył, kto złapał nas i zamknął tutaj żebyśmy sczeźli poruczniku Grimes!!
Więźniowi zawtórował chór złożony z reszty stojących za nim zbirów. Wszyscy jak jeden mąż chcieli zdjąć łańcuchy i wypełnić swoje największe marzenie jakim było ukatrupienie tego przez którego muszą codziennie budzić się w tym okropnym miejscu. Opluty strażnik wyrżnął opancerzoną pięścią w brzuch krzykacza, lecz ten nie zamierzał przestać. Jednym kopnięciem udało mu się powalić strażnika. Drugim pozbawił go kilku przednich zębów. Chaos ogarnął wszystkich, więźniowie walczyli próbując zerwać łańcuchy a w bocznym korytarzu już słychać było odgłosy nadchodzącego wsparcia pozostałych strażników. Dobrze, pomyślał Grimes przyglądając się całej scenie. Teraz mógł rozpocząć swoje obserwacje. Cofnął się by przypadkiem nie pobrudzić sobie już i tak w całości zaśmierdzianej zbroi, lecz tak aby nadal mieć dobrą wizję na toczący się spektakl. Strażnik chwycił w jedną dłoń krótki miecz, drugą trzymając przy ustach, próbując zatrzymać krwawienie z popękanych niczym wiśnie warg. Już po chwili do walk dołączyło trzech innych więziennych strażników, biegnących ze stróżówki. Razem próbowali zapanować nad powstaniem więźniów, którzy w dzikim szale atakowali własnymi łańcuchami i kubłami na ekskrementy. Wszytko do czasu, gdy z korytarza wyłoniła się jeszcze jedna postać.
- Co tu się wyprawia do jasnej cholery! – Do pomieszczenia wszedł mężczyzna wielki niczym stuletni dąb, przy którym nawet Guntrim wydawałby się jedynie małym chuderlawym chłopcem. Grimes znał dobrze więziennego nadzorcę, lecz nigdy wcześniej nie miał okazji oglądać go w pracy.
Więźniowie w jednej chwili znieruchomieli niczym posągi, nie zważając nawet na spadające na nich ciosy tępych mieczy strażników. Wszyscy wpatrzeni byli ze strachem w pas nadzorcy. A wisiał przy nim bardzo dobrze im znany dwemerki korbacz. Nadzorca nawet nie musiał go wyciągać. Wytarte od wielokrotnego użytku piękne krasnoludzkie zdobienia błyszczały w świetle pochodni a każda iskierka przypominała zbirom o męce jaką potrafi zrzucić na skazańca zezłoszczony nadzorca.
- Będziecie już grzeczni czy mam kilku oćwiczyć dla przykładu?
Chór, który wcześniej rzucał wyzwania wszystkim osiłkom tego świata teraz pokornie zaklinał się na wszystkich znanych im bogów, iż będą posłuszni. Nawet ci którzy oswobodzili się ze słabszych łańcuchów starali się zacisnąć je z powrotem na własnych kończynach, aby przez przypadku nie narazić się na dalszą niełaskę. Porucznik nie miał już złudzeń kto trzyma prawdziwą niepodzielną władzę w tym przybytku.
Nadzorca stanął przy poruczniku.
- Ja pójdę odprowadzić naszego gościa, a jak wrócę widzę was wszystkich w celach. – Po czym zwrócił się do współpracowników - Chłopcy, wracać na stanowiska, nie będzie już więcej problemów, prawda? Ostatnie słowa złowrogo rzucił znów w stronę więźniów, którzy bez najmniejszego opóźnienia starali się spełnić polecenie.
Tymczasem porucznik wraz z nadzorcą skierowali się ku schodom prowadzącym do wyjścia, w stronę choć trochę bardziej cywilizowanego świata.
- Grimes, stary włóczęgo. Czy ja ci wchodzę do pracy i urządzam tam burdel? Co to miała być za akcja?
- Nachel, przyjacielu. Ciebie też dobrze widzieć – Grimes uśmiechnął się promiennie do towarzysza – przyszedłem jedynie wypełnić rozkazy, nie chciałem sprawiać ci nadmiernych problemów.
- Ha, za każdym razem, gdy się pojawisz ja mam potem albo kłopoty albo kolejnego do pilnowania. Nie wiem kto dał ci rozkazy, ale czy zdajesz sobie sprawę, że teraz będę musiał powiesić co najmniej trzech z tych na dole dla przykładu? Ty wiesz, ile z tym jest roboty papierkowej człowieku?
- Sam też nie pchałbym się w to bagno, lecz rozkazy przyszły z góry. Od kapitana Beinarda
- Ohoho, jak oni coś wymyślą to już lepiej do mnie trafić niż w ich objęcia. W szczególności, że wiem jak bardzo kocha cię masz drogi kapitan. Co ci zlecili?
- Blackreach.
- Ehh słyszałem co nieco o sprawie. Cóż w takim razie miło mi było cię znać, przyjacielu.
- Nie spisuj mnie tak szybko na starty, wielkoludzie. Właśnie planuję, jak ujść z tego żywcem. Tak w zasadzie miałbym jeszcze do ciebie prośbę. Dałbyś mi jednego z tych na dole? Potrzebuję pomocy przy tym śledztwie i muszę kogoś wybrać. Przydały by się też akta wytypowanych skazańców. W miarę możliwości jeszcze przed wykonaniem wyroku. Byłoby szkoda gdybyś posłał na szafot wybranego przeze mnie człowieka.
- Z racji na znajomość mogę użyczyć ci jednego z nich pod warunkiem, że już go nie oddasz. Więzienie i bez tego jest już przepełnione, wyroków coraz mniej… Ale czy jesteś pewny, że chcesz kogoś z nich? Według mnie to zły pomysł. Widziałeś jak sam twój widok na nich zadziałał. Nie chcę, żebyś skończył z sztyletem w plecach.
- Miło, że się o mnie martwisz, ale pozwól mi się tym zająć, w końcu złe pomysły to moja dewiza. Osoby mam już wybrane mam nadzieję ze po opisie będziesz wiedział o kogo mi chodzi.
- Nie to, że się martwię o ciebie tylko sam tego burdlu na kółkach długo bym nie popchał – Nachel zaśmiał się basowo – Jasne, opisuj kogo potrzebujesz. Wydam ci akta na górze w moim gabinecie. Wpadnij jeszcze przed wyprawą to zjesz coś ciepłego. Rachela będzie gotować wolno gotowany gulasz króliczy. Dostarczy ci wszystkiego co potrzeba przed podróżą.
Porucznik Grimes przeglądał akta w swoim biurze. Nie zawierały one zbyt szczegółowych informacji. Ot Imię skazańca, narodowość, powód zesłania i coś co można by nazwać historią przestępstw. Jeżeli więźnia z jakiś powodów przekazywano do innych placówek, jego akta jechały razem z nim. Porucznik rozparł się na tyle wygodnie na ile pozwalało jego skromne drewniane krzesło i wyłożył nogi na blat drewnianego stołu. Leżały przed nim akta dwóch wybranych osób i jak dotąd nie potrafił zdecydować kogo wziąć na wyprawę. O tym które karty wylądowały dziś w jego skromnym biurze, na przedmieściach Greymoor, bynajmniej nie zadecydował przypadek. Zostali wyselekcjonowani już podczas awantury w więzieniu. Po rozpoczęciu rozruchów bacznie obserwował reakcje wszystkich w pomieszczeniu. Wiedział, że jego przemowa rozwścieczy wszystkich tych, którzy nie nadawali się do współpracy. Dzięki temu postępowaniu zamiast przesłuchiwać wszystkich mógł skupić się na małej wyróżniającej się grupce, która nie zareagowała na zaczepkę i nie podejmowała żadnych działa. W ogólnym chaosie nawet nie zdali sobie sprawy, że są pod baczną obserwacją. I tak oto początkowo było ich czterech, lecz dwie kandydatury odrzucił jeszcze w biurze. Pierwszy – Egis Istornak został wykluczony, gdyż został skazany za gwałty i rabunki na trakcie. Żadna z tych umiejętności nie byłaby raczej przydatna. Kolejnym była Svana. Pozornie nie była zainteresowana rozróbą, ignorowała wszystko i ciągle nawiązywała z nim kontakt wzrokowy. Już myślał, że został rozgryziony i właśnie znalazł inteligentną towarzyszkę, lecz, jak powiedział mu Nachel, od kilku lat była lekko mówiąc szalona. Może to mieć jakiś związek z tym, że skazano ją po znalezienie w jej domu ukrytego pokoju z ciałami ofiar i ołtarzem wzniesionym prawdopodobnie jak jednej z Daedr. W tym przypadku uznałbym doniesienia z a jak najbardziej prawdziwe.
Pozostałymi do rozpatrzenia kandydatami był Akka-Joryh – argorianin oskarżony o szpiegostwo. Są na no niezbite dowody, co dobrze o nim świadczy w kontekście wyprawy. Szpiedzy są dobrze wyszkoleni i w związku z posiadanymi przez nich informacjami i umiejętnościami zwykle się ich nie zabija a próbuje przekabacić na przeciwną stronę. Z przechwyconych dokumentów wywnioskować można było, że pracował dla co najmniej czterech osobnych pracodawców i miał powiązania z gildią złodziei. Mógłby się przydać. Drugim kandydatem jest jeden z więźniów osadzonych w osobnej celi który, według zapewnień Nachela nawet nie wchodził w grę, gdyż miał tutaj tylko przesiadkę do innego przybytku więziennego. A była to osoba bardzo interesująca. Nadia Yorvet – bretonka, była adeptka magii zapisana w gildii magów. Pierwszy raz poszukiwana po wystąpieniu z akademii skąd wyniosła drogocenne pisma, notabene nie znalezione do dziś. Sądząc po ilości krain w których była poszukiwana z pewnością posiada wiele umiejętności przydatnych podczas walki o życie, gdzie każdy napotkany osobnik jest wrogiem. Nie wspominając o samej magii. Jej talent w tym zakresie ciężko określić. Teoretycznie ma być odeskortowana do progów akademii i tam osądzona za swe liczne przewinienia przeciwko tejże instytucji. Do akt dołączono stosowne pismo okraszone niepodrabialną pieczęcią.
W tym momencie do pomieszczenia szybkim krokiem wszedł sierżant Gutrim. Już od wejścia widać było, że słyszał o incydencie w więzieniu. Bardzo dobrze, pomyślał Grimes. Akurat możesz mi się przydać.
- Poruczniku, za pozwoleniem. Czy nie mówiłem ci, że z wizyty w więzieniu nic dobrego nie wyjdzie?
- Ja uważam ją za bardzo owocną. Mam nawet kandydatów, którzy mogą spełniać kryteria.
- Nie puszczę cię z żadnym z tych kryminalistów, kimkolwiek by nie byli. Sam pomysł, żeby porucznik kogoś z nich wybierał jest bezsensowny i nie może go porucznik podjąć.
- Masz świętą rację, sierżancie – Grimes uśmiechnął się, bo już wiedział, jak rozsądzić kto ma mu towarzyszyć – Dlatego ja nie podejmę tej decyzji.
- Co? Jak to? – Zdziwienie sierżanta było wypisane na jego twarzy – Czy w takim razie porucznik weźmie jednego z nas? Najlepiej mnie! Już nawet jestem….
-Spokojnie sierżancie, nie zagalopujcie za daleko w swoich przemyśleniach – Grimes zatrzymał jego słowotok, gdyż szedł w całkowicie błędnym kierunku – Ja nie podejmę tej decyzji, gdyż ty podejmiesz ją za mnie
Jeśli poprzednia mina wyrażała zdziwienie to aktualnie całym ciałem sygnalizował, że nie ma pojęcia o co mi chodzi.
- Pójdziesz do osób z listy. Nie będziesz miał dużo roboty, gdyż jest ich tylko dwóch. Przesłuchasz ich i sam wybierzesz kto się bardziej nadaje. Sam stwierdzisz komu będziesz mógł powierzyć moje życie na tej wyprawie. Co ty na to?
- Poruczniku! To zdecydowanie za duża odpowiedzialność!
- Sierżancie, ujmę to inaczej. To rozkaz. A teraz leć, bo nie masz za dużo czasu. Idź i przekaż im, że z rozkazu zarządcy więziennego Nachela jutro zawisną za powstanie w więzieniu. No już, nie rób takiej zdziwionej miny, sam trochę pomyśl a na pewno znajdziesz odpowiedzi.
Na szczęście nie musiał mu nic więcej tłumaczyć, Guntrim sam szybko zrozumiał o co chodziło porucznikowi i po zasalutowaniu wyszedł wypełnić służbowe polecenie. Więc nie pozostało mi nic innego jak odwiedzić Nachela i jego żonę. Jej kuchni nie sposób odmówić.
Sierżant od razu po wyjściu od porucznika zdał sobie sprawę jak ten chce przeżyć z jednym ze skazańców. Sztuczka polegała na odpowiednim przyciśnięciu więźnia i uświadomieniu mu, że ta misja to nie łatwe zbawienie. To tylko wymiana szybkiej i pewnej śmierci na szafocie na śmierć z opóźnieniem, bo misja jest niebezpieczna a szanse na powodzenie są niewielkie. Porucznik jest nastawiony na to samo ryzyko co sprawiało wrażenie, że tak jak i jeden ze skazańców został przeznaczony na stratę (co wcale nie było wykluczone biorąc pod uwagę, że rozkaz pochodził od kapitana…). Miało to wytworzyć coś w rodzaju braterskiej więzi pomiędzy skazanym a porucznikiem podczas misji.
Po przesłuchaniu nie mógł powierzyć życia porucznika Grimesa w ręce szpiega. Skoro został złapany to jego umiejętności nie mogły być aż takie imponujące. Miał nadzieję, że kandydaturę bretonki też odrzuci z podobną lekkością.
Bretonka siedziała sama, skuta w pomieszczeniu nie rozumiejąc co się z nią stanie. Guntrim wszedł na salę. Bretonka miała smukłą sylwetkę, charakterystyczną dla ludzi z rozcieńczoną krwią elfów. Brudne, szare włosy i rozbiegane po całej sali niebieskie oczy. Nawet nie zdawała sobie sprawy ze zaraz ma rozegrać się gra w której stawką będzie jej życie.
- Zacznę krótko. Mam dla ciebie dwa pisma. Pierwszym jest skazanie na śmierć za podburzanie do buntu w więzieniu.
- Nie możecie mnie skazać, nie brałam udziału w żadnym buncie. Cały czas byłam zamknięta w osobnej celi. Poza tym mam być odeskortowana do siedziby gildii. Nie pozwolą, żeby ktokolwiek poza nimi osądził o moim losie. – W tym momencie biła od niej pewność siebie która powoli przełamywała pierwszą falę strachu. Była pewna swoich racji i swej tymczasowej nietykalności. Potrafiła skupić się w stresowych momentach. Niestety świadczyło to na jej plus.
- Dwukrotne kłamstwo. Za kolejne będę zmuszony cię ukarać. Po pierwsze, możemy cię skazać. Oto dokument podpisany przez kapitana Beinarda potwierdzający, że jutro zawiśniesz jako przykład dla innych więźniów by na przyszłość wiedzieli co się dzieje z buntownikami. Po drugie oto pismo prosto z gildii magów potwierdzające zgodność wyroków. Stwierdzili, że skoro kara za czyny jest adekwatna, miejsce jej przeprowadzenia jest nieważne. – Ta informacja była najzwyczajniej zmyślona. Miał jednak autentyczne pismo gildii, z akt które nakazywało transport dziewczyny do gildii. Oryginalna pieczęć oraz magiczna aura zwoju wywarły odpowiednie wrażenie na skazanej. Jej pewność została złamana, widać to było w jej oczach. Ogniki wcześniej płonące pewnością teraz przygasły. Mimo wszystko nie zaczęła błagać o łaskę tylko czekała na dalsze informacje. Przeczuwała, że to nie wszystko, że chodzi o coś więcej. Znów na swoją korzyść.
- Co więc ze mną będzie?
- Jutro z rana zawiśniesz, albo… Jest pewna alternatywa. Możesz odpracować swoje zbrodnie a zapewnimy ci wolność.
- Jak? Gildia jednoznacznie wydała mnie na śmierć. Nie możecie mi nic dać
- Wręcz przeciwnie. Jeśli zechcesz współpracować jutro oficjalnie umrzesz. Na papierze oczywiście.
Jasne ogniki nadziei na nowo zapłonęły w jej oczach.
- W zamian będziesz musiała wziąć udział w misja razem z porucznikiem Grimesem lecz szanse waszego powodzenia nie są zbyt wysokie. Możesz mieć tylko nikłą szansę.
- Przyjmę ją – Odpowiedziała bez namysłu – Z moimi umiejętnościami na pewno się przydam, wszystko o mnie wiecie, czytaliście akta. Na pewno…
- Jeszcze jedno – przerwał jej sierżant. Spojrzał na nią bezlitosnym wzrokiem –Zostałaś skazana za kradzież ksiąg, grabieże antycznych świątyń i szmuglerstwo artefaktów między krainami. Dla mnie zawsze będziesz przestępcą i nikim więcej. Zapamiętaj sobie, jeśli wam się nie powiedzie, zginiesz. Jeśli ty wrócisz a porucznik przepadnie, zginiesz. Jeśli spróbujesz uciec, damy znać gildii magów a oni znów cię wytropią. Zrób choć jeden nierozważny ruch a zatęsknisz za szybą śmiercią jaką mógł dać ci szafot. Pamiętaj, że ja będę czekał
W tym momencie przeraził ją całkowicie, lecz pomimo strachu czuła też ulgę. Jednak nie zginie. Jeszcze nie dziś
- Zrobię wszystko co w mojej mocy. Pomogę gdziekolwiek będę potrzebna.
Sierżant zrobił swoje, kazał straży ją wyprowadzić i na pożegnanie rzucił
- Jutro zginiesz, Nadio Yorvet. Powodzenia.
Już pod koniec dnia Guntrim wrócił z odpowiedzią.
- A więc bretonka
- Nadal twierdzę, że to zły pomysł – Sierżant nadal ewidentnie nie był przekonany
- Wiem. Ale takie wychodzą mi najlepiej – Porucznik uśmiechnął się.

17.06.2020 21:50
80
odpowiedz
Proteo77
2
Junior

Towarzyszyły im ostre syknięcia i pogardliwe wyzwiska, które nawet nie próbowały maskować bijącej zza nich groźby. Można wręcz było odnieść wrażenie, że przeciskająca się z głębi celi postać wywoływała większe poruszenie niż apel porucznika.
Grimes Angra pomyślał, że komuś tu chyba nie udało się zaskarbić sobie sympatii współwięźniów, i kiedy tylko adresat tych wszystkich dowodów uznania wyłonił się z mroku, wiedział już dlaczego.
Pierwszy chętny był Bretonem, tu, w celi, w Greymoor, gdzie nawet swoich wita się z nożem ukrytym w rękawie. Ten tutaj żył jeszcze tylko dlatego, że potężni, uzbrojeni po zęby strażnicy nie spuszczali oczu z celi. Chociaż nie zdziwiłby się wcale, gdyby przypadkiem przymknęli oko na dłuższą chwilę. Akurat wystarczającą, aby ktoś, zupełnie bez niczyjej pomocy, powiesił się z tęsknoty za wolnością...
Angra lekko się skrzywił na tę myśl - nikt nie lubił magów, jeszcze mniejszą sympatią darzono wstrętnych, lichwiarskich kupców, którzy wydusiliby ostatni grosz z uczciwych północnych handlarzy, ale jeśli idzie o niego, to wyznawał zasadę równości pomiędzy ludźmi. Po równo nikogo nie lubił. No, może za wyjątkiem chłopaków ze swojej drużyny, a i to kiedy miał dobry humor. Czyli rzadko. Teraz nie miał go wcale, więc mało go obchodziło, czy więzień był Bretonem, Nordem, skołtunionym Khajitckim sierściuchem, lordem wampirów czy strachem na wróble. Interesowało go tylko to, czy ten ktoś na coś mu się przyda.
Kiedy osadzony stanął w świetle pochodni, zatoczył się lekko i mrużąc oczy od ich blasku, wycharczał przez ewidentnie zdarte gardło:
- To ja poproszę jeden bilecik na zewnątrz, kolego.
Grimes zmierzył więźnia wzrokiem i rozczarowany przyznał w duchu, że pierwszy śmiałek może i był Bretonem, ale za to faktycznie wyglądał jak strach na wróble. Niemal żebracze, znoszone łachy niestarannie przykrywały jego ewidentnie wychudzoną sylwetkę, do tego cuchnęło od niego gorzałką i wilgocią. Facet nie miał pewnie 30 lat, a wyglądał, jakby obszedł wszystkie krainy Nirnu co najmniej tuzin razy. Nie zmieniając przy tym ubrania.
Nie musiał pytać, ale z żołnierskiego obowiązku zwrócił się do stojącego obok strażnika z sakramentalnym:
- A ten to, na włochate jaja Molag Bala, kto?
- Włóczęga i zwykły złodziej, poruczniku. Zgarnęliśmy go wczoraj wieczorem w najpodlejszej karczmie. Parę dni temu pół miasta widziała go, jak obrabował kram ze starzyzną Asbjorga, ale drań zniknął w tłumie, gdy próbowano go złapać. No i wyobraźcie sobie, poruczniku, że ten imbecyl wrócił wczoraj do Greymoor i schlał się do nieprzytomności. Gdy jeden z życzliwych go rozpoznał, odprowadziliśmy durnia do celi.
- Jaasne - Grimes podłubał kciukiem w szczelinie między zębami, po czym splunął resztką mięsa, z którą walczył od śniadania. Breton nawet nie był magiem, tylko zwykłym włóczęgą, ale musiał dociągnąć tę farsę do końca - to co sobą proponujesz w zamian za ten bilecik, kolego?
- Wszystko czego potrzebujesz, by przeżyć. Wszystko, czego..
Krzyki i obelgi ze strony współwięźniów przez cały ten czas nie milkły nawet na moment i wystarczyło poczekać, aż wzbiorą ponad miarę i z ich wzburzonej rzeki wynurzy się konkret w postaci dwumetrowego draba, który stanął właśnie za Bretonem i chwytając go za kark wielkim łapskiem, pchnął biedakiem o kraty, krzycząc coś o psach i ich niekoniecznie uczciwych matkach. Włóczęga z impetem wyrżnął w żelazo i padł na kolana. Drab złapał ręką za skołtunione włosy i szarpnął jego głową do tyłu, po czym uderzył nią o kraty jeszcze raz. Strażnicy nie spieszyli się z interwencją, a cała szacowna załoga celi rozkrzyczała się od żywiołowego dopingu. Grimes może i nie lubił Bretonów, tak jak zresztą i wszystkich innych, ale zdecydowanie nie zamierzał pozwolić na to, aby znęcano się nad słabszym na jego oczach. Już składał się do wydania strażnikom odpowiedniego rozkazu, gdy katowany więzień na moment spojrzał w jego oczy, uśmiechnął się szeroko i szybkim ruchem języka zlizał odrobinę ze spływającej na jego usta krwi. Rozkaz zamarł na wargach porucznika, i nim zdążył w pełni uświadomić sobie, czego za chwilę będzie świadkiem, układ sił się zmienił. Od początku był zupełnie inny.
Breton złapał swojego kata za nadgarstek i gdy ten kolejny raz szarpnął nim do góry, chcąc nadać uderzeniu odpowiedniej mocy, błyskawicznym ruchem wstał z kolan i obrócił się w jego stronę.
- Pozdrów przodków - wycharczał, po czym potężnym ciosem wbił mu dłoń w szyję. Krew oprycha chlusnęła jak z wiadra wprost na złodzieja. Ten przez chwilę stał z drgającym trupem niczym z partnerem do tańca, by po chwili pchnąć go jakby nigdy nic na kamienną, zalaną czerwoną juchą posadzkę.
Strażnicy, współwięźniowie, ba, nawet sam Grimes, wszyscy stanęli jak wryci.
Pierwsi otrząsnęli się kamraci dwumetrowego draba, z wrzaskiem rzucając się na włóczęgę. Siedmiuu zbirów, których nikt nie chciałby spotkać w ciemnej uliczce, mało tego, nawet w szerokiej i zalanej blaskiem słońca sprawa miałaby się tak samo, zasypało Bretona gradem pięści i kopniaków. Tyle tylko, że ich ciosy trafiały powietrze. Złodziej bez trudu, niemal od niechcenia unikał dosłownie każdego ataku w tak ciasnym pomieszczeniu, że przypominało to teatralną choreografię. Tylko akurat ta choreografia, raz za razem, oprych po oprychu, punktowana była wrzaskami bólu i fontannami krwi rozbryzgującymi się po całej celi.
Bandyci za późno zdali sobie sprawę, kto tu jest zwierzyną, a kto prawdziwym drapieżnikiem. Dwóch ostatnich próbowało uciec, dokądkolwiek, ale nie zdążyli się nawet do końca odwrócić. Wkrótce było już po wszystkim.
Nastrój w lochu zmienił się bezpowrotnie. Więźniowie, którzy nie włączyli się do bójki, sprawiali wrażenie, jakby chcieli przebić ścianę, krzycząc ze strachu i błagając o litość. Strażnicy stali z obnażoną bronią w drżących rękach, zbyt wstrząśnięci, by zdecydować się na jakiekolwiek działanie. Sam Angra trzymał w dłoni krótki miecz, żałując, że nie zabrał ze sobą bojowego topora. I co najmniej tuzina ze swych najlepszych ludzi.
Breton zaś skończył wysysać krew z ciała ostatniej ofiary, rzucił truchło na pozostałe trupy i spojrzał na porucznika niemal kpiąco.
- To jak, kolego, z tym bilecikiem?
Nim Grimes zdążył odpowiedzieć, jeden ze strażników wyrwał się z letargu i zaczął się wydzierać:
- Pomocy!! Pomocy!! Alarm!! Musimy biec po pomoc!!
- Stój! - mówiło się, że rozkazy Grimesa Angry mogą zatrzymać w biegu nawet lawinę, a co dopiero przerażonego żołdaka. Następnie zwrócił się do strażnika obok, tego, który jeszcze parę chwil temu nazywał Bretona durniem i imbecylem, i teraz widać było po nim jak na dłoni, że chłopak żałuje, iż tego ranka nie odgryzł sobie języka.
- Daj mi klucze.
- C-CO?
- Klucze.
Gdy odebrał je z rozdygotanych rąk klawisza ponownie spojrzał na włóczęgę i powiedział:
- Jesteś wampirem.
- Nie do końca - odparł nie-do-końca wampir - ale niewiele się od nich różnię.
- Powiedziałbym, kolego, że nie zdążysz sforsować tych krat, zanim zbiegłaby się tu połowa żołnierzy z Greymoor, ale to mój rozkaz nie zdążyłby nawet wybiec po tych schodach na górę, a ty już dobierałbyś nam się do gardeł, więc ....Może mi powiesz, co ty tu do cholery robisz?
- Powiedziałbym, kolego, że szukałem ciepłego lokum i odrobiny towarzystwa, ale po co kłamać. Przyszedłem tu, czy może dałem się zaprowadzić przez uczynnych kelnerów, aby się najeść. Przyda mi się trochę silnej krwi przed naszą wyprawą, prawda? No i gdzieś my obaj musieliśmy się spotkać.
- Naszą wyprawą? My? - Grimes parsknął, ale tak po prawdzie to nie było mu do śmiechu. Rzadko bo rzadko, ale nienawidził tych momentów, kiedy zdarzało mu się być zbitym z tropu. Wciąż walczył z myślami, próbując zdecydować, co wyjdzie mu na dobre, albo choćby mniej na złe - próba walki z tym "kolegą", czy może...
Po chwili w zardzewiałym zamku zgrzytnęły klucze, a cela stanęła otworem.
- Pewnie już to wiesz, choć ja z kolei pojęcia nie mam skąd, ale nazywam się Grimes Angra - porucznik wyciągnął przez próg gotową do uścisku rękę - a Ty, jak cię zwą?
Breton odsłonił w uśmiechu swoje długie kły i własną zakrwawioną dłonią uścisnął jego prawicę.
- Mów mi Wrzos.
- Wspaniale! Witam w drużynie! - Grimes Angra odpowiedział najbardziej łajdackim ze swych uśmiechów. No bo co innego mu pozostało?
W końcu kto jak kto, ale on słynął ze złych pomysłów.

17.06.2020 22:01
81
odpowiedz
Anarev
5
Junior

- Mamy pierwszego odważnego. - mruknął pod nosem, patrząc na idącą w jego stronę postać. Ochotnik był mężczyzną, stosunkowo niskim i bez wątpienia brudnym, ubranym w podarte łachmany. Twarz skrywał w mroku kaptura, który zdawał się zatrzymywać blask pochodni. - Jak cię zwą?
- Wcale. - odparł obdartus. Dało się wyczuć coś dziwnego w jego głosie; coś złowrogiego i nieprzyjemnego. Grimes nie należał do osób przesadnie bojaźliwych, bądź przesądnych, lecz i tak po plecach przeszły mu dreszcze. Przez chwilę stali naprzeciw siebie w milczeniu, mierząc się wzrokiem.
- Zdejmij ten kaptur, bezimienny. - wycedził w końcu porucznik. Miał nadzieję, że głowa rozbolała go od duchoty i fetoru, panujących w lochu, a nie od wzroku mężczyzny.
Jegomość bez słowa wykonał polecenie, płynnym ruchem zrzucając nakrycie głowy. Angra gwizdnął przeciągle, podziwiając okazałą kolekcję tatuaży, szpecącą twarz bezimiennego. Każdy z nich stanowił pamiątkę po zbrodni, przysiędze, bądź kobiecie. Orli nos, małe usta oraz podobne do dwóch kawałków węgla oczy - to wszystko ginęło gdzieś pośród pokrętnych wzorów i symboli, do tego stopnia, że mogłoby równie dobrze nie istnieć.
- Ładna kolekcja. Widzę, że masz sporo na sumieniu, Hub. Masz coś przeciwko, jeśli będę cię tak nazywać? Bezimienny to strasznie głupie przezwisko.
- Nie mam.
- Dobrze. To teraz wytłumacz mi, czemu miałbym uratować taką parszywą kanalię jak ty, od pewnej śmierci w tym zacnym przybytku, hm?
- Tylko ja mogę zagwarantować, że nikt nie poderżnie ci gardła we śnie.
Grimes sięgnął przez kraty i złapał Huba za łachmany, przyciągając go do siebie.
- Nie jesteśmy na “ty”, zrozumiano?! Dla ciebie, szczurze, jestem porucznik Angara, zrozumiano?! - wykrzyczał, czerwony ze wściekłości. Pozostali więźniowie cofnęli się profilaktycznie w głąb celi, jak najdalej od potencjalnych kłopotów.
Obdartus, chociaż nie wyglądał na siłacza, bez problemu wyrwał się z uścisku, zwinnie odskakując poza zasięg wielkich, włochatych rąk. Następnie, salutując teatralnie, odparł spokojnie:
- Zrozumiano, poruczniku Angara. Kiedy wyruszamy?
- Patrzcie, patrzcie, jaki pewny siebie. Czy jeśli powiem, że nasz cel to Blackreach, nadal będziesz taki chętny?
Pierwszy raz podczas rozmowy, Hub zawahał się przed odpowiedzią. Przez krótki, trwający mniej niż mrugnięcie oka moment, dało się dostrzec zwątpienie, może nawet strach, na jego paskudnej twarzy.
- Będę… poruczniku. - odpowiedział w końcu, przykładając po żołniersku pięść do piersi.
- W takim razie znajdźmy ci kilku kolegów.

* * *

Grimes od kilku godzin chodził nerwowy po osobistej kwaterze. Polecił strażnikom zaprowadzić swych nowych podwładnych do zbrojowni i przygotować ich do drogi już jakiś czas temu, jednak wciąż miał złe przeczucia. Postanowił po raz kolejny przejrzeć ich akta, by przyswoić jak najwięcej potrzebnych informacji. Wybrał czterech, najbardziej obiecujących skazańców.
Szarawego, niemal dorównującego mu pod względem wzrostu, Khajiita, który czekał na wyrok już kilka ładnych lat i jakoś nie mógł się doczekać. Zwykły złodziej, o niezwykłych umiejętnościach akrobatycznych i perfekcyjnym wzroku.
Będę musiał mieć go na oku, takie gagatki są nieprzewidywalne - powtarzał sobie w myślach.
Dwóch braci, pracujących jako siepacze dla jakiegoś z tutejszych watażków. Niezbyt rozgarnięci, ale biegli szermierze. Do samego końca nie zdradzili swojego pracodawcy.
Może nie trzeba będzie bez przerwy patrzeć im na ręce.
Hubę - największą niewiadomą całej wyprawy. Nikt nie wiedział kim jest, skąd przyszedł ani co zamierza. Pewnego dnia po prostu się pojawił i zabił podczas bójki w barze trzech, napastujących kelnerkę mężczyzn. Rozsądek przekonywał, by trzymać się od niego z daleka, wybrać kogoś innego. Problem w tym, że gdyby Angara słuchał swojego głosu rozsądku od początku, nie znalazłby się w tej sytuacji.
Poza tym, nie było nikogo innego. Nie było też czasu. Dzwony na placu zaczęły bić, nawołując wszystkie drużyny do zbiórki.
Nadeszła pora, by wyruszyć w drogę.

post wyedytowany przez Anarev 2020-06-17 22:03:08
17.06.2020 22:14
82
odpowiedz
Marmolada
2
Junior

Stojący przed nim Nord zdawał się być bardziej górą mięśni i blizn, niżeli człowiekiem, ale to dobrze. Przyda mu się w Blackreach prawdziwy wojownik u boku. Tym bardziej, że więzień zdawał się być zaprawiony w boju, a przy tym nieustraszony. Jedyne, czego mógł się obawiać z jego strony to tego, że przebije mu ostrzem serce, gdy będzie spał, bowiem facjatę zdawał się mieć niebezpiecznie fałszywą, a to, że część jej skąpana była w nieprzegonionym całkiem przez pochodnię cieniu jedynie potęgowało owy efekt.

– Doskonale. – Pokiwał głową z, mimo wszystko, zadowoleniem, nie spuszczając wzroku z olbrzyma. – Jak cię zwą?

– Skodall.

Z boku usłyszał chrząknięcie strażnika, chcącego zwrócić jego uwagę. Po pytającym spojrzeniu Grimesa zerknął znacząco na olbrzyma, przygryzając lekko wargę, jakby z zakłopotaniem.

– Panie poruczniku – zaczął mrukliwie, przenosząc wzrok między Nordem a Angrą – wątpię, czy będzie z niego jakikolwiek pożytek. Jest ślepy.

– Ślepy – powtórzył sucho, wzdychając w duchu ze zmęczeniem. Wiedział doskonale, że z ślepego pożytku nie będzie, chyba że jego jedynym celem byłoby danie się zabić. Blackreach było pełnie niebezpieczeństw, nie mógł w nim niańczyć niewidomego wojownika, nieważne jak silny by był. Poczuł nutę goryczy na myśl, że będzie zmuszony odmówić siłaczowi.

– Zostajesz tutaj – oświadczył krótko, już więcej nie poświęcając mu swojej uwagi. Kątem oka jedynie zarejestrował jak ostrożnie cofa się o parę kroków, omal nie wpadając na stojącego w pobliżu Khajiita. Grimes lustrował niechętne twarze więźniów spokojnym okiem, czekając aż któryś z nich skusi się na przystanie na jego uprzejmą propozycję, lecz żaden się nie kwapił. Niestety.

– Czy naprawdę żaden z was nie chce odkupić win? – zapytał. Gromada poruszyła się, odwracając od niego wzrok. Strażnik oparł się leniwie o ścianę, przyglądając się zarówno porucznikowi jak i skrytym w cieniu szubrawcom z niekrytym zaciekawieniem. Niby sądząc, że coś interesującego może z tego wyniknąć.

– Ja chcę! – Angra usłyszał spokojny, acz pełen przekonania kobiecy głos. Obrócił głowę, by móc spojrzeć na jego właścicielkę swoim okiem. Dunmerka. Po chwili porucznik doszedł do wniosku, że zupełnie nijaka. Absolutnie niewpadająca w oko. Tak po prostu zwyczajna. Ni chuda, ni umięśniona, szaroskóra i ciemnowłosa. W zasadzie nie wyglądała nawet jakby zrobiła coś złego. A przecież za coś musiała tu trafić. Tylko za co? Była złodziejką? Morderczynią? Dezerterką? Nie. Nie dezerterką. Coś Angrze mówiło, że to nie to.

– Za co siedziała? – rzucił w stronę strażnika.

– Przemyt, jeśli dobrze kojarzę – odpowiedział leniwie. – Skooma, księżycowy cukier...

– Mniejsze i większe kradzieże – wcięła się nieproszona. Któryś z zajmujących kąt oprychów zaśmiał się chrapliwie, przeciągle. Jakby nieludzko.

– Jest się czym chwalić – parsknął, a Grimes w końcu rozpoznał charakterystyczny, argoniański akcent. – Wyśpiewasz wszystkie grzeszki i na pewno od ręki cię uwolni.

Dunmerka nie zwróciła na niego większej uwagi, patrząc wyczekująco na porucznika. Przemytniczka i złodziejka. Kto wie, co jeszcze? Będzie musiał przejrzeć jej kartotekę, bo coś mu mówiło, że panienka nie wyśpiewała wszystkiego.

– Jak na ciebie wołają?

– Zgadnij. – Czerwone oczy rozbłysły w rozbawieniu. Zatem dowcipnisia.

– Vaynonah – odrzekł zamiast niej strażnik. Porucznik pokiwał głową. Zobaczy co jeszcze elfka ma na sumieniu, oj tak. Na razie jednak raz jeszcze zlustrował ją wzrokiem, zastanawiając się, czy przyda mu się do czegoś w Blackreach. Przeczuwał, że tak. Mogła przecież pełnić rolę zwiadowcy, znajdować bezpieczniejsze szlaki w ich drodze do źródła powszechnego bałaganu. Jako złodziejka, przemytniczka, kimkolwiek jeszcze była, na pewno potrafiła stopić się z cieniem. A to mogło być dla niego pożądane. Mimo wszystko, odczuwał pewien niepokój, gdy się jej przyglądał. Dunmerka przyjęła luźną postawię, lecz Grimesa nie opuszczało wrażenie, że pozostawała spięta. Jak dzikie zwierzę, które niby to wypoczywało, ale w każdej chwili było gotowe rzucić się do gardła innej istocie. Postanowił jednak, że weźmie ją ze sobą, choć gdzieś z tyłu głowy męczyła go myśl, że tym ryzykuje. Że kobieta wykorzysta pierwszą lepszą okazję i zwieje, pozostawiając jego zwłoki jako pamiątkę po swojej osobie. Istniała jednak szansa, że Vaynonah się przyda. Poza tym, czy wyprawa do Blackreach nie była sama w sobie ryzykiem?

– Chłopcze – zwrócił się do strażnika – oczekuję, że Vaynonah będzie gotowa do wyruszenia w drogę za dwa dni. Rankiem. Zajmiesz się tym. A wam – powiódł wzrokiem po twarzach więźniów – radzę jeszcze raz przemyśleć moją ofertę.

Wyszedł, zostawiając za sobą zaduch lochu. Odprowadził go niebezpieczny błysk w oczach Vaynonah, jej chytry uśmiech i posłuszne kiwnięcie głową strażnika. Gdy szedł przejrzeć kartotekę, nie mogło go opuścić wrażenie, że jednak nie podjął zbyt dobrej decyzji, lecz trzymał się myśli, że przecież i tak w Blackreach czeka go śmierć i liczyło się jedynie to, by nie trwonić bezmyślnie istnień żołnierzy. A dobrzy to byli chłopcy i naprawdę mogli się przysłużyć Paktowi Ebonheart.

17.06.2020 22:21
83
odpowiedz
NicoleEirin
2
Junior

Veranque, zwana też Verą, nie potrzebowała poświęcać zbyt wiele czasu na poszukiwanie jasnych stron sytuacji, w jakiej się znalazła. Było coś budującego w sielskim obrazku Wysokiej Elfki spokojnie siedzącej w karczmie i pijącej piwo w towarzystwie Nordów. I o wiele mniej spokojnie wznoszącej toasty i śpiewającej w wielu duetach z tymi samymi Nordami. Jakby barwy poszczególnych Sztandarów pozostawiono przed progiem karczmy, a wszyscy w środku należeli do jednego paktu. Albo dominium.

I to by było na tyle, jeśli mówić o jasnych stronach. Ciemne zaczęły się w momencie, w którym Elfka zapomniała, iż nordowe piwo uderza do głowy o wiele mocniej niż khajiickie wina. A gdy głowa pełna alkoholu, a nie marzeń, łeb swój podnoszą głupie pomysły. Takie jak próba dołączenia do konkursu prężenia muskułów, po licznych nawiązaniach do poprzednich edycji i przerzucaniu się ilością wygranych sądząc, miejscowej tradycji. Sytuacja Altmerki byłaby obecnie o wiele mniej tragiczna, gdyby zwyczajnie spróbowała dorównać Nordom w prężeniu. Owszem, zostałaby wyśmiana, ale od tego jeszcze nikt nie umarł. Na własne nieszczęście, posłuchała pijanego w sztok wewnętrznego głosu, podsuwającego najgłupszy pomysł jaki miała od lat. I zrobiła coś, czego zdecydowanie robić publicznie nie powinna. Coś, w czym była o wiele lepsza niż w prężeniu muskułów, czyli coś, czym Nordów pokonać by mogła.

Kolejny przebłysk szczęścia, pod karczmą nikt nigdy nie zakopał ludzkich zwłok. Zaklęcie nekromantki trafiło na leżącą wcześniej spokojnie w stodole zdechłą mysz, a raczej na znajdujące się wciąż w zwierzątku kości. Szkielet ów przydreptał radośnie do karczmy, aby udowodnić wszem i wobec, iż Vera też coś potrafi zrobić porządnie.

Za mysz wrzucili ją do lochu, za Norda pewnie by próbowali zabić na miejscu. Ten przebłysk szczęścia po części dla Elfki, po, o wiele większej, części dla Nordów, co uniknęli śmierci bądź innego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu będącego skutkiem podnoszenia broni na Altmerkę. Przed zgonem by się broniła, przed uwięzieniem nie dostrzegała potrzeby, z lochu o wiele łatwiej się wydostać.

Chęci w łajzach się znalazły, Grimes wątpił tylko w ich szczerość. Ilu naprawdę chce odpracować, a ilu czeka tylko na okazję, aby wbić nóż w plecy? Rozsądek nakazywał założyć przewagę drugiej grupy. Aby ją zmniejszyć, porucznik postanowił zagrać w otwarte karty, nie tając celu wyprawy. Niech wiedzą, na co się piszą. Kłamstwo i tak by się wydało, a wtedy łajzy niechętne na aż takie niebezpieczeństwo sięgnęłyby po noże i zaczęły szukać pleców.

- Zbieram drużynę na wyprawę do Blackreach. Jest to dla was szansa na uniknięcie wyroku - wątpił w to, że sędzia się zgodzi na taki układ, ale oni o tym nie wiedzieli - dla wielu jedyna i ostatnia szansa jaką otrzymacie w tym życiu, radzę z niej skorzystać.

Niektórzy zrezygnowali, nie zamierzał po nich płakać. Przyjrzał się za to pierwszej osobie, jaka się zgłosiła. - Nadal jesteś taka chętna, Elfko?

- Nadal opuszczam ten uroczy przybytek, czyż nie? - odpowiedziała Altmerka.

- Co potrafisz i jak cię zwą?

- Zwą mnie Veranque - Elfy i ich imiona - bądź Vera, - to już lepiej -specjalizuję się w uzdrawianiu - a ta odpowiedź podobała się porucznikowi najbardziej. Potrzebowali uzdrowicieli.

Po kolejnych pytaniach, skierowanych do kolejnych ochotników, ukazał się obraz może i nie nędzy i rozpaczy, ale blisko. Na ich szczęście trafiło się więcej uzdrowicieli w ich radosnej grupce. Mieli może szanse na... Na co tak naprawdę? Na dotarcie do Blackreach? Na przetrwanie i szczęśliwy powrót do czego? Przeżycie takiej straceńczej misji rzadko oznaczało dobre słowo na powitanie, nie mówiąc już o sławie i zaszczytach.

Nekromantka-uzdrowicielka zastanawiała się raczej, już całkowicie trzeźwa, na co jej tak naprawdę były te wakacje w Skyrim. Prawda, że potrzebowała odmiany od rozpalonego słońcem Rimmen, mogła ją jednak znaleźć w Alinorze, i to zdecydowanie mniejszym kosztem.

"Będzie dobrze" pomyślała, patrząc po tymczasowych towarzyszach tej niedoli, jaką było życie w tej prowincji Tamriel. Miała całkowitą pewność, że wróci z Blackreach, bowiem jej pokłady optymizmu nie znały wyczerpania. Swoją tendencję do szukania jasnych stron oceniała jako doskonałe dopasowanie charakteru do wybranej przez siebie dziedziny magii. Zawsze widziała bowiem nekromancję jako magię ze wszech miar optymistyczną. W swej istocie bowiem polega ona na spojrzeniu na sytuację beznadziejnie pesymistyczną i wyciągnięciu z niej czegoś pozytywnego. Zawsze może być lepiej, martwego zawsze można ożywić.

17.06.2020 22:22
84
odpowiedz
Jaskierr
1
Junior

Pierwsze kroki o dziwo dobiegły za jego pleców i pewny że to kolejny z jego ludzi próbuje odwieść go od decyzji najmu kilku zbrodniarzy, nie odwracając się wydał rozkaz.
-Wyjść! Na miłość Boską wyjść tak jak powiedziałem tak zrobię!
- No mi to jeszcze nic dzisiaj nie mówiłeś ale posłucham, a w sumie to nie wysilaj się, słyszałem twoją kłótnię powiedzmy z za ściany. – a wszystko wypowiedziane było spokojnym tonem tak jak by mówiący ważył każde słowa zanim jakiekolwiek wypowie.
Grimes się odwrócił na pięcie , na niskich schodkach stał mężczyzna mniej więcej w jego wieku dość wysoki jednak przeciętnej budowy o czarnych jak smoła włosach, zadbany, pachnący, ubrany w najlepsze aksamity na pierwszy pozór zwykły szlachcic, lecz dobrze wiedział że ten ma na pasie schowane dwa sztylety a w kieszeni ma kastet. Nigdy mu nie ufał a już na pewno jego zwinnym palcom które mogą chwycić po te sztylety.
-Ottokar, myślałem że ten dzień już gorszy nie będzie.
-Też się cieszę że cię widzę Angra, chciałbym ci pomóc w decyzji jaką zaraz podejmiesz, zresztą jako pierwszy chciałbym ci zaoferować moje usługi – wszystko wymawiał z tym samym spokojem do tego dokładając zdradziecki uśmieszek.
- Nawee- nie zdołał dokończyć, Ottokar zrobił tylko chwilową pauzę i nie zamierzał przepuszczać nikogo w swojej wypowiedzi.
-Słyszałem twoją rozmowę z Beinardem, i powiem że nie zawsze ma się okazję wybrać do Blackreach a zwłaszcza ze sławnym Porucznikiem.
-Dziwię się że ten cię jeszcze nie powiesił.
-Spokój w tym gruzowisku i najlepsze towary kosztem kilku trupów , prawie jak za darmo – Girmes wiedział że ten nie żartuje ale i nie musiał bo nikt na niego nie znalazł żadnego haka.
-Normalnie bym się nie zgodził ale teraz mi brakuje ludzi, a do tego jeżeli jest możliwość że na tej wyprawie zginiesz to się zgadzam- Ottokar słysząc to jeszcze bardziej się uśmiechnął.
-No to w drogę, musze założyć tylko jakiś fajny strój wypadowy i zabrać broń i możemy ruszać- ruszył z powrotem w kierunku wyjścia przy samych drzwiach się zatrzymał i obrócił- a co do tych ludzi to zabierz Arstana, Barbasa ,Atafa, Brala, Morgula i jeżeli chcesz to Brana i Gregora, reszta to margines społeczny nic nie warty.
Grimes patrzył jak drzwi się zamknęły za Ottokarem obrócił się z powrotem do więźniów i z delikatnym niesmakiem odparł.
-Wymienieni niech wyjdą reszta wracać skąd wypełzłą.
W południe w pełni skompletowana ekipa była gotowa do drogi, w pełni wyposażeni tylko że bez koni wyruszyli w kierunku Blackreach

post wyedytowany przez Jaskierr 2020-06-17 22:24:22
17.06.2020 22:26
Iris-Luna
85
odpowiedz
Iris-Luna
1
Junior

Po długiej chwili milczenia, Grimes usłyszał pierwsze kroki...

...Uniósł wyżej pochodnię. Kolejno pojawiły się przed nim trzy postacie. W pierwszej z nich rozpoznał twarz starego Cesarskiego przemytnika wzbogacanej nieznanym składnikiem skoomy i nierafinowanego księżycowego cukru. Druga twarz należała do Wysokiego Elfa, który zeszłej zimy postanowił zabawić się w wykradanie instrumentów z Akademii Bardów i odsprzedawanie ich z powrotem po zawyżonej cenie. Trzecia gęba z przyklejonym do niej szelmowskim uśmieszkiem, należała czarnowłosego Norda, którego porucznik sam miał przyjemność wsadzić za kratki kilka miesięcy temu. Przyglądał się im z grymasem, który niektórzy byliby nawet skłonni nazwać uśmiechem.
- Trzech? - prychnął Grimes - Co jest łajzy? Tylko tylu z was ma odwagę spróbować wyrwać się na wolność?
Odpowiedziało mu jedynie szuranie i nerwowe odchrząkiwanie dobiegając z różnych stron pomieszczenia. Dopiero po chwili, z cienia wyłoniła się kolejna postać, drobna i skryta pod kapturem. Stanęła niepewnie obok przewyższającego ją o głowę Altmera, który prychnął pogardliwie na jej widok.
- To już wszyscy? - zapytał z niedowierzaniem Angra, mierząc wzrokiem stojących przed nim więźniów.
- Czego chcesz? - wycedził przez zęby jeden z ochotników.
- Misja jest - odpowiedział krótko, nie chcąc od razu zdradzać wszystkich szczegółów. - Niebezpieczna. Dlatego nie mam zamiaru ryzykować życia moich ludzi, ale wy to co innego.
- Słyszysz mała? To niebezpieczna misja. Wracaj do kąta - zarechotał zielonooki elf i szturchnął współwięźnia kilka razy w ramie.
Grimes zmarszczył brwi i skierował pochodnie bliżej zakapturzonej postaci. Dopiero teraz dostrzegł wąską delikatną brodę i długie smukłe palce kurczowo naciągające kaptur na białe włosy.
- Hej, słyszysz mnie? A może... ten kaptur ci przeszkadza? - Zadrwił ponownie elf, po czym energicznym szarpnięciem ściągnął skromne nakrycie głowy. Białowłosa i tym razem nie odpowiedziała na zaczepkę. Spuściła wzrok, kryjąc go pod gęstym wachlarzem równie pobielałych rzęs i cofnęła się nieznacznie, unikając światła pochodni. W pomieszczeniu rozległy się ciche śmiechy. Jedynie Nord i stojący obok niego towarzysz zachowali powagę. - Dun Tam, Ald Fal - wyszeptał drżącym głosem przemytnik, po czym ze swego rodzaju przerażeniem, usunął się powoli z szeregu. Nord posłał mu pytające spojrzenie. Nie uzyskując jednak odpowiedzi, wzruszył ramionami i ponownie skupił się na poruczniku i pozostałych ochotnikach.
- Faidur, dość tego! - warknął dowódca, widząc, że ten ewidentnie nie ma zamiaru odpuścić, tym samym marnując jego cenny czas. Na nic się to jednak zdało. Buzujący pewnością siebie złodziej, zacisnął dłoń na ramieniu kobiety i szarpnął z zamiarem przyciągnięcia jej do siebie. Nie spodziewał się jednak, że ten delikatny kwiat, będzie stawiał opór. Bretonka spięła się, uniemożliwiając natrętowi ruszenie jej z miejsca. Szybko chwyciła jego rękę i korzystając z zaskoczenia, z całej siły przywaliła mu pięścią w brzuch, trochę poniżej mostka. Mężczyzna jęknął i zgiął się w pół. Klął jak szewc, próbując się wyprostować. Nie spodziewał się jednak, że kolejna niespodzianka wisi tuż nad jego głową. Podniósł wzrok i w tym samym momencie blade czoło wylądowało z impetem na jego nosie. Altmer stracił równowagę i wylądował na znajdujących się za jego plecami kratach.
- Ty jędzo! - ryknął przyciskając dłoń do nosa. Po chwili spojrzał na jej wierzch, a gdy tylko dotarło do niego, że znajduje się na niej krew, zapiszczał jak prosie. Kilkukrotnie wezwał swoją matkę, babkę i co mu tam jeszcze przyszło do głowy, po czym osunął się bezwładnie na ziemię. Białowłosa przyglądała mu się jeszcze przez chwile, jakby z politowaniem. Następnie wzięła głęboki oddech i ponownie naciągnęła na głowę uprzednio zszarpnięty zeń kaptur. Dwie antymagiczne bransolety zabłyszczały w świetle pochodni, przyciągając na chwilę uwagę porucznika.
- No - prychnął Grimes, za wszelką cenę próbując ukryć rozbawienie - To została was już tylko dwójka.
- A cmoknij mnie w rzyć - machnął ręką Nord i odwrócił się na pięcie - I tak stąd ucieknę, wcześniej czy później. Nie mam zamiaru nadstawiać karku.
Porucznik nawet nie skomentował. Sięgnął do pasa po pęk kluczy i powoli otworzył zardzewiałe drzwi celi, które zawyły złowrogo.
- Zostałaś sama, wiedźmo. - Oznajmił mężczyzna bacznie obserwując przechodzącą obok niego kobietę. Nagle poczuł przenikliwe zimno. Lodowaty dreszcz przebiegł mu wzdłuż kręgosłupa i umościł się wygodnie na karku.
- Nie nazywaj mnie tak - wyszeptała stojąc do Angry plecami. Ewidentnie unikała jego wzroku, w szczególności, gdy ten znajdował się w okolicach jej twarzy.
- A więc jak cię zwać?
Kobieta milczała przez chwilę, jakby musiała się zastanowić.
- Lilia. Po prostu Lilia.
- Za co siedzisz? - spytał, palcem wskazując na strome schody. Za żadne skarby świata nie mógł sobie przypomnieć, dlaczego ją tu osadzono. Jednak skoro znalazła się tutaj, to coś musiała mieć na sumieniu.
- Za nic - odpowiedziała.
Grimes parsknął doniośle.
- Ta, każdy tak mówi. No cóż. Idziemy do kwatery. Tam dowiesz się wszystkiego.

17.06.2020 22:28
86
odpowiedz
Mastergeralt
1
Junior

Zza rogu wychylił się mężczyzna w długim, dziurawym płaszczu.
- Porucznik aż tak zdesperowany ,że potrzebuje pomocy takich łajz?-
Angra przyjrzał się mężczyźnie. Miał jasną karnację, lekko spiczaste uszy i spodnie wyglądające jakby przeżuło je zwierzę.
- A czcigodnemu Bretonowi tak spieszno na pohybel?-
- Nie chciałem urazić wojaka, jestem Amargein, wysokiej klasy przemytnik - uśmiechnął się szeroko, ukazując braki w uzębieniu.
- Powiem wprost - powiedział Grimes spoglądając na skazanych- możecie nie wrócić żywi. A kto spróbuje uciec , zostanie osobiście przeze mnie zaszlachtowany.
Kto chętny? -
- Możesz na mnie liczyć żołnierzyku- odpowiedział Amargein.
- Ktoś jeszcze oprócz tego szczura?-
Więźniowie rozejrzeli się po sobie z posępnymi minami. Nikt nie odważył się nawet podnieść głowy w kierunku porucznika.
- Dobrze, to zginiecie tu jako tchórze.
Straż! Wyprowadźcie go, dostarczcie do garnizonu i dajcie mu strawę. -
Po tych słowach Grimes odwrócił się i wyszedł z celi.

***

Wóz był już przygotowany do wyprawy. Amargein wrzucał ostatnie worki wyposażenia pod nogi żołnierzy, wybranych przez Angrę do załogi.
Pomimo ogromnej zamieci przemytnik podziwiał okolicę. Już dawno nie widział świata zewnętrznego. Zachwycał go każdy szczegół: wygląd domów, ulice pełne ludzi , stoiska wypełnione produktami. Z zamyślenia wyrwał go głos Grimesa:
- Warunki pogodowe nie są sprzyjające, więc podróż może trwać dłużej niż planowałem. Pamiętajcie o racjonowaniu żywności bo długo nie pociągniemy. Ruszamy za pięć minut.

Wyruszyli, zostawiając za sobą jedynie ślad na śniegu, z nadzieją że jeszcze wrócą... .

Koniec rozdziału II

post wyedytowany przez Mastergeralt 2020-06-17 22:29:50
17.06.2020 22:31
87
odpowiedz
McAntek
1
Junior

Młodzieniec, który wystąpił z tłumu był całkowitym przeciwieństwem Grimesa- chudy i niski. Nie wyglądał on na specjalnie silnego. Poruszał się niezwykle cicho i co zadziwiające, niebywale szybko. Sądząc po wciąż przyzwoitym stanie jego ubioru, musiał trafić tu niedawno. Jednak coś nie pasowało do jego ogólnej postaci. Jego dolna część twarzy jak i jego lewa ręka były zasłonięte. Powodu ich zasłonięcia łatwo można było się domyślić patrząc na lewą część twarzy delikwenta- była ona poparzona. Jakimś cudem jednak, oczy mężczyzny były w komplecie i sprawne.
-Nazywam się Ravelin Vargras-powiedział Młodzieniec
-Po przyjrzeniu się twoje budowie mogą łatwo stwierdzić, iż nie byłbyś zbytnio przydatny podczas wyprawy.
W pomieszczeniu rozległy się pomruki i potakiwania.
-Naprawdę tak uważasz?
-Tak, ale jesteś jednym, na tyle odważnym, albo na tyle głupim, żeby zgłosić się na misję ze mną nie wiedząc, dokąd się nawet wybieram. Przyznaj. Nie jesteś stąd.
-To prawda. Ale nadal nie rozumiem, dlaczego nikt nie zgłosił. Przecież lepiej wybrać, choć trochę więcej życia, niż natychmiastową śmierć.
-No trudno. Skoro tego nie rozumiesz, to może i lepiej. W każdym razie, nim wtajemniczę cię w szczegóły wyprawy muszę poznać twoje możliwości.
Kiedy wychodzili zaczepił ich sierżant Gutrim:
-A jednak. Jakiś idiota, prócz mnie i mych podopiecznych zdecydował się dołączyć do twojej szalonej wyprawy.
-Jak widzisz. Ale powodem jego przyłączenia się do mnie jest jego niewiedza. W każdym razie idę sprawdzić, jaki może być z niego pożytek. Chcesz się przyłączyć Gutrim?
-Patrząc na jego posturę można pomyśleć, że jest słabeuszem. Jednak zatrzymanie go i uwięzienie zajęło nam prawie tydzień.
Rozmawiając wydostali się na świeże powietrze. Owiał ich zimny wiatr. Angra odwrócił się do młodzieńca z zamiarem poproszenia go o demonstrację swych umiejętności, lecz nie było go tam. Gutrim skwitował to zrezygnowanym spojrzeniem.
-Mówiłem ci, że to zły pomysł.
Wtedy odezwał się Ravelin, który wykorzystując chwile nieuwagi Angry i sierżanta znalazł się na dachu budynku naprzeciwko.
-Spokojnie. Mam swój honor i dotrzymuję danego słowa. Nie zamierzam uciekać. A jeżeli chodzi wam o zobaczenie moich umiejętności to właśnie je ujrzeliście. To jak? Co tak niebezpiecznego może być w tej wyprawie, żeby nawet skazańcy nie chcieli się na nią zgłosić?

17.06.2020 22:32
ArchangelHS
88
odpowiedz
ArchangelHS
1
Junior

- A co będziemy z tego mieli wybawco? Bo jakoś nie przekonuje mnie działalność na chwałę ojczyzny.

Porucznik skierował swój wzrok nieco w prawą stronę i ujrzał zbliżającego się wolnym i nonszalanckim krokiem wysokiego norda o krzepkiej budowie. Więzień stanął pośrodku wszystkich zgromadzonych i skrzyżował ręce na piersi. W jego piwnych oczach dostrzec można było arogancje i pychę, co jeszcze bardziej podkreślał pojawiający się lekki uśmiech. Gdy twarz mężczyzny rozpromieniła się, blizna na jego lewym poliku przybrała kształt półksiężyca. Grimes dokładnie przyjrzał się temu z którym ma do czynienia i dopiero po chwili zauważył jego długie czarne włosy, które wcześniej zlewały się z cieniem celi. Zapadła cisza, przerywana od czasu do czasu dźwiękiem spadających z sufitu kropli wilgoci. Wojownicy patrzyli sobie głęboko w oczy starając się ocenić jeden drugiego, pierwszy odezwał się Angra

- Widzę, że jesteś bardzo pewny siebie, co z kolei prowadzi do głupoty , to tłumaczy dlaczego tu jesteś.

- Zwykły wypadek przy pracy - odpowiedział nord nie zmieniając wyrazu twarzy - gwarantuje ci, że za dwa dni by mnie tu nie było, ale jestem też człowiekiem, który nie boi się pobrudzić rąk, szczególnie jeśli może liczyć na godziwy zarobek.

- Jesteś oskarżony i siedzisz w klatce, więc na razie jedyne na co możesz liczyć do strzał w pysk i pamiętaj, że to ja tu dyktuje warunki.

Czarnowłosy nord parsknął śmiechem przecierając dłonią oczy, po czym rozejrzał się po celi. Wszyscy pozostali patrzyli z zainteresowaniem na niecodziennie rozwijającą się scenę, wszyscy oprócz jednej osoby. Białowłosa dziewczyna cały czas skulona i trzymająca twarz w dłoniach siedziała w dalszym kącie celi, była jedyną, która przykuła uwagę norda, lecz nie na długo, bo po chwili mężczyzna wrócił do dyskusji.

- Wyjaśnijmy coś sobie, i jak mniemam będę mówił w imieniu wszystkich tu zebranych, jeśli myślisz, że rozmawiasz z pierwszym lepszym zbirem, to się mylisz, więc zapytam jeszcze raz, co będziemy z tego mieć?

Uśmiech z twarzy więźnia momentalnie zniknął, a zamiast niego pojawiły się powaga i pogarda. Grimes powoli tracił cierpliwość, lecz nie spodziewał, że będzie łatwo kiedy schodził do takiego miejsca, nie mógł dać po sobie poznać rozdrażnienia, jego twarz była kamienna i bez wyrazu, panująca nad sytuacją. Pomyślał, że ten człowiek, albo miał kiedyś coś wspólnego z wojskiem, albo prowadził już podobną rozmowę, ponieważ wie dokładnie o czym mówi. Grimes zaczerpnął już tchu , żeby odpowiedzieć, jednak czarnowłosy go wyprzedził.

-Nic, nawet nie pomyślałeś o nagrodzie. Dlaczego? Bo to wyprawa w jedną stronę. Dlatego zabierasz tam nas, żeby nie ryzykować utraty swoich złotych chłopców. Nie ma różnicy, czy zginiemy tam, czy pod toporem, więc jeśli nas tam zabierasz, to chcesz czy nie - wskazał palcem na siebie - my tu dyktujemy warunki.

Grimes najchętniej wymierzyłby mu w tym momencie solidny cios w twarz, ale jednak coś przyciągało go do tego awanturnika. Samo patrzenie na niego prowokowało do tego, żeby trzymać dłoń na rękojeści miecza, był nieprzewidywalny, a przy aresztowaniu dawno nikt nie sprawił tylu kłopotów. Paru strażników do dzisiaj jest zwolnionych ze służby.

- Więc czego chcesz? - zapytał po chwili

- To zależy dokąd nas zsyłasz.

- Blackreach - odpowiedział Angra podniesionym głosem, aby wszyscy dobrze usłyszeli tę nazwę - nadal się piszesz?

Czarnowłosy spuścił wzrok i zastanawiał się chwilę wśród szmerów, które pojawiły się na wieść o tym gdzie się udadzą. Gdy trzy krople znów uderzyły o ziemię, nord dał odpowiedź.

- Zabiorę stamtąd co mi się spodoba, a potem jadę w swoją stronę, to moje warunki.

Zdecydowanie wiedział o czym mówi - pomyślał Angra - był krnąbrny, ale za to awanturniczy i pewny siebie, był kimś kogo porucznik potrzebował, no i miał też rację, która przemówiła do głów pozostałym osadzonym.
Na twarzy Grimesa pojawił się krzywy grymas, musiał zgodzić się na warunki, jakie postawił mu nord, ale ratował go fakt, że to faktycznie jest wyprawa w jedną stronę.

- Zgoda, mogę na to przystać, ale, gdy znajdziemy się w terenie jesteś pod moim dowództwem i wykonujesz moje rozkazy, a jeśli spróbujesz uciec, to masz możesz być pewnien, że strzała szybko cię dogoni, jasne?

- Jak słońce - powiedział więzień podnosząc do góry dłonie

- Jak cię zwą?

- Yarvin, ale zależy gdzie spytasz, za górami mówią na mnie Czarna Blizna, za lasami Czarna Łajza, więc chyba idealnie się nadaje.

- I jak mniemam potrafisz władać mieczem

- W mojej torbie znajdziesz trzy emblematy Oczu Królowej, jeśli jeszcze ich nie rozkradliście. Nic więcej chyba nie muszę mówić

Grimes zmrużył oczy. Teraz był nawet ciekaw umiejętności mężczyzny.

- A więc postanowione, jesteś teraz pod moją komendą Yarvin

-Ależ to dla mnie zaszczyt - odpowiedział nord z aż za bardzo wyczuwalnym sarkazmem w głosie - kiedy wyruszamy? Chciałbym jak najszybciej..

Yarvin nie zdążył dokończyć wypowiedzi ponieważ pięść Porucznika Angry z impetem wbiła się bandycie w twarz tak, że ten lekko się zachwiał. Struga cieknąca z polika norda skapnęła na ziemię.

- A to za co? - zapytał z uśmiechem Yarvin

- Za bezczelność wobec przełożonego - odpowiedział Grimes po czym wyprowadził drugi cios, który zdołał już powalić norda na jedno kolano - A to od początku mnie świerzbiło.

17.06.2020 22:43
89
odpowiedz
13BlackJack
2
Junior

Oparci o ściany więźniowie nie śpieszyli się z decyzją, tylko jedna sylwetka wystąpiła na środek. Cień okalał jej twarz przez co Grmies miał problem z domyśleniem się kim jest owa postać. Obok wejścia od strony korytarza wisiała pochodnia Angra sięgnoł po nią, by oświetlić więźnia. kiedy sylwetka stała się widoczna Porucznik wiedział już że to kobieta, twarz przykryta była włosami jedyne co spod nich wystawało to elfie ucho. ubrania były praktycznie nieużytkowe poprzecierane i potargane w wielu miejscach. Po wyrazie twarzy Gimesa było widać zdezorientowanie.
-Nie ma więcej chętnych???
Nikt nie odpowiedział na pytanie..
-Naprawdę takie z was łajzy jakaś dziewka woli walczyć niż stracić głowe a wy siedzicie i czekacie na śmierć jacy z was mężczyźni gdzie wasz honor gdzie odwaga?Szumowiny.
-Gdybym nie szła to może byli by chętni...
-Czemuż to?
kobieta odgarnęła włosy i uśmiechnęła się, jej usta i policzki całe były zalane krwią.Grimes spojrzał na nią z jeszcze większym zdumieniem, nie wiedział co ma zrobić cały czas czekał na odpowiedź, ale nawet mu ten widok nie dodawał otuchy.
-odpowiem ci kiedy przyjdzie pora...
Porucznik nie chcąc ciągnąć sytuacji odwrócił się i i burknął -chodź.
wychodząc z celi odłożył pochodnie na miejsce. kiedy strażnicy zobaczyli co się dzieje niedowierzający strażnicy trzęśli się patrząc na to kto wychodzi z celi. Zamarli, w bezruchu i wpatrywali się w sylwetkę kobiety z przerażeniem.
Grmies warknął - Jaja wam urwało gdzie podziali się prawdziwi mężczyźni. Rozkujcie ją...
Jeden ze strażników chwycił za włócznie drugi natomiast podniósł klucze leżące na stole i podszedł do więźnia. W momencie w którym doszedł do więźnia jego ręce trzęsły się jeszcze bardziej a kiedy kobieta delikatnie otworzyła usta a z nich wyciekłą krew nagle jedna z nogawek spodni zrobiła się mokra. Angra z coraz większym niedowierzaniem i zdumieniem przyglądał się kobiecie. Grimes nie odezwał się, poszedł jedynie schodami w górę gdzie czekał aż dogoni go kobieta. Przed ostatnimi drzwiami ściągnął z siebie futro i rzucił je kobiecie. Martwa albo schorowana na nic mi się nie przydasz... Elfka zarzuciła futro po czym razem z Angrą wyszła na zewnątrz. jej oczom ukazał się rzeki Białych pasm górskich i choć gęsto sypiący śnieg przysłaniał jej widok nie mogła oderwać wzroku od ciągnącego się krajobrazu. Przecierała tylko oczy i patrzyła z niedowierzaniem.
Porucznik raz kolejny warknął. -idziesz czy wracasz do celi???
Kobieta szybko ruszyła za swoim nowym przełożonym. Ten otworzył drzwi i wszedł do środka Podłoga lekko zaskrzypiała a Grimes usiadł na trzynożnym stołku. Wzdychnoł i otwartą dłonią wskazał na inny stołek.
-Więc kim jesteś
-chyba bardziej interesuje cię kim byłam...
-więc???
-Mów mi jak chcesz. Przyjaciele a raczej ci których nie zabiłam nazywają mnie Skade.
-kim byłaś i dlaczego wszyscy tak panicznie się ciebie boją?
-mówisz o tych trupach w klatce??? Nie lubię jak się mnie dotyka bez pytania a szczególnie kiedy mam być tylko zabawką...
-do rzeczy...
-każ im ściągnąć spodnie a przekonasz się jak ostre potrafią być elfie zęby. Pytałeś czym się zajmowałam zanim tu trafiłam byłam szpiegiem precyzując Thalmorskim Szpiegiem. Nie wiem gdzie nie wiem kiedy ani po co ale potrzebujesz mnie dlatego zadbasz bym wyjechała z tego przeklętego miejsca a ja zadbam byś mógł do niego wrócić.
Nagle drzwi otworzyły się z głośnym hukiem. Porucznik trochę wyrwany z rzeczywistości momentalnie obrócił się a w drzwiach stanął Beinard który zdenerwowany Wrzasnął Stój tak głośno że nawet paru strażników przybiegło sprawdzić co się dzieje. Po czym dużo ciszej lecz dalej nerwowo powiedział
-nie możesz zabrać tego więźnia...

17.06.2020 22:52
90
odpowiedz
Mortutti
1
Junior

Wygląd ochotników był równie paskudny i odrażający co ich zapach. Trzeba być głupcem, albo szaleńcem aby ryzykować trafieniem do tego miejsca, takich osobników mi właśnie potrzeba. – pomyślał porucznik, którego mięśnie na twarzy zaczynały lekko drgać od ciągłego grymasu -Ich przeszłość się dla mnie nie liczy, tylko jutro ma znaczenie jeśli chce ocalić to miejsce.
Bystry Gutrim błyskawicznie przyniósł swojemu przełożonemu krzesło, mały stolik oraz pergamin z przyrządami do pisania (pomimo nieprzyjaznych warknięć i spojrzeń podstarzałych strażników, którym najwyraźniej nie podobała się ta impertynencka kradzież mebli). Grimes usiadł z wielką ulgą. Muszę się upewnić by po mojej śmierci to właśnie Gutrim objął dowodzenie, szkoda marnować taki żywy umysł – myślał, gdy dłonią prostował pergamin.
Wskazał palcem na pierwszego z brzegu ochotnika. Chudego Argonianina po trzydziestce, którego blade łuski wyglądały, jak stare liście otoczone błotem. Jedno spojrzenie – tyle wystarczyło Grimes’owi przeszycie charakteru tego człowieka na wylot. Ciemne oczy, wręcz nadpobudliwie lustrowały każdy element wokół porucznika. Grimes miał swoje lata, w życiu poznał masę osób, od razu rozpoznał jakiego typu jest ten koleszka – złodziejaszek, spryciarz, kanciarz. Jego dusza była zainfekowana żądzą wzbogacenia się, złoto jest jego narkotykiem. Przy solidnej dawce dyscypliny uformuje się z niego użyteczne narzędzie.

- W jaki sposób możesz przydać się naszej sprawie więźniu?
- Oh, Bonnie jest bardzo przydatny, cokolwiek najjaśniejszemu panu potrzeba, Bonnie to załatwi.
- Mam na myśli twoje, hmm, umiejętności. Jeśli oczywiście jakieś posiadasz.
- Tak tak, Bonnie jest bardzo zdolny, bardzo umiejętny. Co tylko najjaśniejszemu panu potrzeba, Bonnie umie wszystko.
- Konkrety Gadzie, konkrety. Porucznikowi kończy się cierpliwość – wtrącił się Gutrim.
- No więc tak – gadał zaczął wyliczać na palcach – Bonnie potrafi otwierać zamki jak nikt inny, kraść jak nikt inny, skradać się lepiej od Khajitów…
- Przy twoich umiejętnościach wygląda na to, że sam wprosiłeś się do celi…
- Nikt nie pływa lepiej od Bonnie’ego, nikt nie walczy sztyletami lepiej od Bonnie’go, nikogo pieniądz nie trzyma się równie dobrze co Bonnie’ego – przy ostatnich oczach Grimes zauważył wesołe płomyki w oczach łotra.
- W trakcie misji napotkamy wiele niebezpieczeństw, potrzeba mi odważnych żołnierzy, którzy na widok przeciwnika nie uciekną z podkulonym ogonem.
- Nikt nie jest odwa…
- Daruj sobie gadzie. Mówię ci jasno, jeśli przyłapię cię na choćby przelotnej myśli o ucieczce, dołożę wszelkich starań abyś do swojego portfolio mógł dopisać ‘Nikt nie leży pogrzebany w ziemi lepiej od Bonnie’ego’. Rozumiemy się?

Argonianin przełknął głośno ślinę i cofnął się z powrotem do szeregu.
Grimes rozejrzał się po ochotnikach. Potrzeba mi jakiegoś twardziela, kogoś na kim będę mógł polegać w walce – wskazał palcem rosłego Orka, którego twarz była gęsto ozdobiona najróżniejszymi bliznami.

- Jestem Conan, syn Dwail’a z klanu Młota. Uwolnij mnie z tych haniebnych kajdan, a obiecuję że szczęki twoich wrogów udekorują twoją siedzibę, ich rodziny przez następne pokolenia będzie nękał koszmar jaki zgotowaliśmy ich przodkom.
- Jaką bronią władasz najlepiej?
- Jestem godny każdego orężu, gdy nadchodzi czas na mord. Mój topór spada na czaszki przeciwników, niczym młot kowalski w orkowej kuźni. Moja tarcza ochroni cię nawet przed gniewem Daedrów.

Grimes uśmiechnął się pod nosem odsyłając orka z powrotem do szeregu. To jest duch żołnierza jakiego w obecnych czasach ze świecą szukać. Ale czy tego akurat wymaga ta niebezpieczna wyprawa? Czy ta bestia będzie się go słuchać i opanuje swoją wrodzoną żądzę krwi?
Blackreach, blackreach - szeptał w zamyśleniu nad tym jakie wyzwania mogą ich tam spotkać.
Nieoczekiwanie kolejny ochotnik wystąpił o kolejny krok do przodu. Khajiit ubrany w czarną podróżną pelerynę, bardzo popularną wśród wędrujących uczonych. Miał piękne oczy o nieskazitelnie złotej barwie, bardzo dalekiej od zamglonych kolorów którymi charakteryzują się jego pobratymcy, miłośnicy skoomy.

- Pozwól nam panie, że się przedstawimy. Jesteśmy Grisha, a czasem Misha. Jesteśmy biegli w szeroko pojętej sztuce magicznej i jeśli będziemy zmuszeni spędzić kolejny dzień w tej śmierdzącej norze strzeżonej przez idiotów, to, to...
- Bum bum – z jego gardła wydobył się zupełnie obcy głos.
- …eksplodujemy z rozpaczy, miała na myśli moja koleżanka.
- A co posiadacz tak znamienitej sztuki robi w tej, ‘norze strzeżonej przez idiotów’? (strażnicy grający nieopodal w karty wręc kipieli ze złości).
- Niefortunny zbieg okoliczności sprawił, że jedno z naszych zaklęć pozbawiło życia kurę miejscowego mieszkańca.
- A pozostałe zaklęcia?
- Bum, bum – zaśpiewał wesoło obcym głosem Khajiit.
- Wywołały dość zabawne zamieszanie wśród straganów – odpowiedział Grisha uśmiechając się pod nosem.

Do licha! – głowił się Grimes – drugiej tak świetniej okazji na zwerbowanie magów nie dostanie. Magia jest potężną bronią, jedyną którą sam nie posiada. Intuicja mówi mi, że będę tego żałował, ale jak z tego nie skorzystać?!
Spojrzał ponownie na leżący przed sobą pergamin. Trzy życia, lada moment skaże jedną na diabelnie niebezpieczną misję od której zależeć będzie los tysięcy istnień. W kogo wierzył najmocniej? Nieistotne. Nie zamierzał skazywać na śmierć dobrych żołnierzy, swoich braci którzy nikomu nie zawinili. Niech to będzie ostatnia szansa na odkupienie swojej duszy dla jednego z tych drani.
Machnięciem ręki oddelegował Khajiita pod nadzorem Gutrima do magazynu, by tam odzyskał zarekwirowany ekwipunek.

- Powodzenie misji będzie zależeć od naszej dwójki, Bogowie miejcie nas w opiece!

17.06.2020 22:56
91
odpowiedz
UncleChris
1
Junior

Kroki były ciężkie, nieco wolniejsze, niż by oczekiwał.

Grimes szybko połączył fakty, i bazując na wczorajszej rzeczowej, męskiej dyskusji podczas stania w porannej kolejce do wychodka, podniósł pochodnię wyżej. Przewidywał, że jego potencjalny rekrut może być tym rosłym Nordem, który podobno tak się rzucał kilka dni temu. Bydlak niby pobił trzech żołnierzy gołymi pięściami, napluł karczmarzowi prosto w oko (i to z czterech metrów), a jak już go wynosili, to panienka podbiegła zobaczyć czy to czasem nie jej chłop, i zemdlała od samego smrodu alkoholu w powietrzu. To dopiero lokalna legenda, psia mać. Durny, ale przywalić pewnie potrafi.

Kapryśny, trzaskający płomień pochodni szybko rozwiał jego przypuszczenia.
– Panie złoty generale, toż to pomyłka, jestem zwykłym kupcem... – zaczął gorączkowo chlipać niski, okrąglutki, różowy jak dobrze utyty knur Breton – … akurat przejeżdżałem żem w złym momencie przez trakt! Mówiliście, że mnie zaraz wypuścicie, a już od rana tu siedzę, uryną tu tak śmierdzi, jak za tą tanią karczmą tu na rozstajach...

Kilku więźniów wydało cichy wyraz oburzenia, ktoś się przemieścił, a grubas zaczął nerwowo się obracać, podskakując do żelaznej kraty z ohydnym sapnięciem. Grimes skrzywił się z odrazą, i splunął wymownie na bok. Znowu zrobiło się cicho.
– To nie moja sprawa, i nie mi cię sądzić. Szukam zdolnych do wojaczki, a ciebie nawet pijany ślepiec by o to nie oskarżył, więc łaskawie przesuń się na bok, a swoje żale i cudowne oblicze zachowaj dla kogoś innego.

Czoło Bretona zaczęło połyskiwać od potu, zacisnął dłonie mocniej na kratach, i wyszeptał:
– ...Słuchaj... mam skrytkę, tu niedaleko... dostaniesz roczny żołd… moi przyjaciele... oni załatwią ci...
Otyły mężczyzna nie zdążył dokończyć, gdy druga salwa z ust Angra zamknęła z pluskiem dyskusję. Tym razem nie celował w bok.

Angra przejechał masywną dłonią po ogolonej głowie, próbując odegnać wątpliwości.
– Czy znajdzie się tu ktoś, kto mięśniami, a nie ozorem, chce zapracować na drugą szansę? Nie będę was prosił, jak nie chcecie, to idę.

Grimes zaczął się powoli, wręcz teatralnie odwracać ku wyjściu, lecz ku jego zdziwieniu, nikt nie zaprotestował. Wiedział, że to nie jest normalne, w ich sytuacji, tonący brzytwy się chwyta. Czyżby ten stary buc Beinard…

– W Blackreach… – usłyszał, i otworzył szerzej oczy, a zimny dreszcz przebiegł mu po plecach – ...czeka cię śśmierć...

Grimes odwrócił się dynamicznie, a pochodnią uderzył z impetem w kraty, aż iskry strzeliły i rozbiegły się, znikając w zimnej, kamiennej posadzce. Przez ułamek sekundy zobaczył więźniów, skulonych po obu stronach celi, obserwujących kucającą w bezruchu postać, podpierającą się jedną dłonią o podłoże, zaskakująco blisko niego. Nie słyszał żadnego ruchu.
Płomienie odbijały się w drapieżnych, Argoniańskich oczach.
– Skąd wiesz o Blackreach?
– To całkiem prosste. – postać odpowiedziała cicho, ledwie ruszając ustami, wysuwając swój długi, jaszczurzy język. Mężczyzna. – przecież oboje wiemy, że wszystkie… drogi… tam prowadzą.
– Podejdź bliżej gadzie, albo ci pomogę. Nie należę do cierpliwych.

Przez kilka sekund nikt nic nie powiedział, było słychać jedynie trzaskający ogień pochodni. Jaszczur obrócił lekko głowę, patrząc na niego pod kątem, jak ciekawski pies.
– Nie naplujessz?
– To się okaże. Gadaj.
– Lepiej mi się dyskutuje, gdy nad głową widzę gwiazdy.
– To zamknij oczy, i sobie wyobraź. To nie takie trudne.

Tajemniczy Argonianin wstał, nie wydając żadnego dźwięku. Podszedł zwinnie, dynamicznie, lecz cicho. Zwiadowca, doświadczony. Solidnie zbudowany, blizny. Dobrze balansuje swoim ciężarem. Co on tu robi? Porucznik nigdy o nim nie słyszał. Może maskował się, udawał prostaczka?

– Mówią, że Grimes Angra, to nadęty gbur, który sssłynie ze złych decyzji. Jak będzie tym razem?

Angra spojrzał dłużej na Argonianina, jaszczur wydawał się być wyższy. Nie spuścił wzroku. Grimes już wiedział. Paskudny uśmiech wykrzywił mu twarz.
– Niech będzie, muszę dbać o moją reputację. Reszta, odsunąć się, gadzina idzie ze mną.

17.06.2020 22:59
92
odpowiedz
1 odpowiedź
PATO
1
Junior


Wraz z coraz głosniejszymi, regularnymi krokami do uszu Grimesa dotarł dźwięk obdrapywanej pazurami kamiennej ściany. W końcu zza zasłony cienia wyłoniło się, mógłby przysiądz porucznik, dziecko. Zdumiony podszedł do krat, chcąc natychmiast wyjaśnić sprawę.

– Straż! – Zawołał, pozostawiając głuche echo na korytarzu z którego już po chwili odbijał się hałas żelastwa. Zbroje strażników zagłuszały nawet ich własne kroki. Istotka za kratami spojrzała podejrzliwie na porucznika, trzepiąc lewym uszkiem.

– Proszę pana, strażnicy pozwolili mi rysować pazurami po cegłach. – Wytłumaczyła krótko, krzyżując łapy w geście niezadowolenia.

– Nie o to chodzi. – Odparł, zwracając się w stronę korytarza, gdy straż czekała już u progu wejścia. Stanęli na baczność, gotowi na przyczynę wezwania, cokolwiek by ją nie stanowiło. – Może ktoś mi wytłumaczyć co ta kocia dziewczynka robi w zimnym lochu? – Zapytał oburzony, wskazując na zdezorientowną khajiite. Nie cechował się przesadnym współczuciem, czy zmartwieniem, ale poczucie empatii nie pozwoliło Grimesowi na bezczynność. W końcu nie w taki sposób każe się nieletnie istoty.

– Jakie znowuż dziecko, poruczniku? – Odpowiedział pytaniem na pytanie jeden z dwóch przybyłych mężczyzn.

Angra poczuł jakby robiono z niego idiotę, a za tym wyjątkowo nie przepadał. Upewniwszy się w swoim przekonaniu, spojrzał raz jeszcze na więźnia. Dziewczyna miała około 1,6 metra i bardzo drobne ciało, które przez za dużą, więzienną odzież sprawiało wrażenie dziecięcej sylwetki. Śnieżne futerko z szarymi łatami kontaktowało ze rdzawym kolorem niedługich, stykających się ledwo z ramionami włosów. Delikatny pyszczek i duże, szmaragdowe ślepia tylko wzmacniały u Grimesa przekonanie o wątpliwej pełnoletności więźnia.

– Ta smarkula niedawna przekroczyła próg bycia dzieckiem. I chwała, bo nie była do upilnowania, a od mieszkańców bez przerwy przypływały coraz to poważniejsze skargi. Ostatnim wybrykiem zagrzała sobie tu miejsce. Proszę nie zaprzątać sobie nią głowy, ta parszywa złodziejka, a od niedawna również morderczyni, zostanie stracona. – Wyjaśnił strażnik, naciskając z satysfakcją na ostatnie dwa słowa.

– Nie jestem złodziejką. – Wymamrotała ze spuszczonym pyszczkiem, wywołując krótki śmiech u stojących w oddali żołnierzy. – Jestem wysoce wyspecjalizowanym magiem bez magii, sprawiam, że rzeczy znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. – Powiedziała żartobliwie. – Poza tym nigdy nie zabieram czegoś niezbędnego dla innych. Jeden owoc nie sprawi, że kupiec, który ma ich tonę nagle zbankrutuje, a mi może pozwolić przetrwać. Tak samo bogacze, których nie zaboli nieco lżejszy portfel...

Dziewczyna zdecydowanie nie miała pojęcia o szacunku do czyjeś własności, a swoje postępowania moralizowała w absurdalny dla Angra sposób. Ten nachylił się nad nią, wbijając wzrok na jej świecące się w półmroku oczy.

– Jak zwie się nasz wysoce wyspecjalizowany mag bez magii?

– Inez, najzdolniejszy przemytnik w całym Greymoor! – Wykrzyczała entuzjastycznie, podskakując raz w konsekwencji czego kurz z ziemi uniósł się ponad jej kolana, sprawiając wrażenie efektów specjalnych do jej krótkiego przedstawienia.

– Panie poruczniku – przerwał strażnik – niech pan nie myśli poważnie o tej smarkuli. Skoro chce pan którąś tych szumowin, proszę szukać wśród bardziej kompetentnych więźniów. Poza tym łga jak jak z najęta. Myślisz, że mamy w arsenale tony broni i utrata jednej nas nie zaboli? – Skierował swoje pytanie do kociej dziewczyny.

– Nie, to nie miało nic wspólnego z ilością waszego żelastwa. Zabierając sobie miecz miałam w myśli to jak bardzo bezużyteczna jest w rękach prawdziwie niekompetentnych ludzi... – Stwierdziła, wzruszając obojętnie drobnymi ramionami.

– Osz ty, mała... – Zirytowany wojskowy zasięgnął po miecz. Chwyciwszy zaledwie rękojeść, został uspokojony gestem ręki przez swojego kolegę.

Grimes zdawał sobie sprawę z absurdu jakim jest poświęcanie czasu dla Inez. W głowie jednak wciąż wybrzmiewały słowa kapitana Beinarda o tym, że może wziąć do drużyny kogo tylko chce. Nie potrafił siebie oszukiwać, czuł w dziewczynie niemały potencjał.

– Spocznijcie. – Stanowczo ostudził zapał żołnierzy. – Inez, udowodnij mi, że jesteś na tyle kompetentna, by dołączyć do tak niebezpiecznej ekspedycji. To nie są żarty, biorę ludzi z najniższych warstw, szumowiny skazane na zdychanie za kratami, bo szkoda mi moich ludzi. Nie potrzebny mi byle kieszonkowiec.

Słowa porucznika mocno zraniły czuły punkt Inez. Wysokie mniemanie dziewczyny nie było - jak sama też uważała - bezpodstawne. Zacisnęła nerwowo łapki, które od samego początku drżały. Świeżbiły, na wolności kradzież była czymś tak naturalnym, że byle spacer nie mógł obejść się bez kilku drobniaków w kieszeni. Robiła to nawet nieświadomie, a gdy dochodziło do poważniejszych, zaplanowanych akcji, Inez była niezastąpiona.

– Wiesz co, poruczniku. – Zaczęła, wymawiając drwiącym tonem stanowisko Grimesa. – Nie chcę dołączyć do tej waszej zasranej drużyny. Mam dość takich ważniaków, nawet ta przepaska nie zaślepia cię tak jak twoje ego. Śmiesz kazać mi udowadniać moją kompetencję podczas gdy sam nie jesteś prostakiem. Zamiast dowodu dam ci radę. Konfrontując się ze złodziejem nie patrz mu w oczy, niezależnie jak piękne są. Patrz na ręce. – Powiedziała, podrzucając portfel porucznika Angra. Podała mu go gdy ten z niedowierzaniem sprawdzał swoje kieszenie. Z grymasem na twarzy odebrał swoją własność, wzdychając zamyślony. – I na ogon. Ogonem też potrafię kraść. – Dodała zadowolona, unosząc kącik ust do góry.

– Więc może tak zdolny mag bez magii poduczy naszych ludzi i pomoże w wyprawie? – Zapytał po krótkiej ciszy, samemu przed sobą przyznając, że dał się zrobił jak dziecko, którym to niedawno niesłusznie określił Inez.

– Hm... – Udając zastanawianie się, dziewczyna przytrzymała Grimesa w niepewności. – Tylko jeśli twoi strażnicy mnie przeproszą. – Postawiła warunek, niewinnie mrużąc oczy i zataczając butem małe kółko na ziemi. Porucznik posłał spojrzenie w stronę mężczyzn, sugerując tym co mają robić.

– Ale... ale my nie...

– To rozkaz. – Przerwał im Grimes jeszcze zanim zdążyli zaprotestować.

– Przepraszamy, Inez... – Wykrztusili niechętnie podczas gdy porucznik zasięgnął po klucz, a po chwili kraty otworzyły się z piskiem.

Wesoło podskakując, Inez wyskoczyła z celi, triumfalnie posyłając uśmiech do każdej obecnej w pomieszczeniu osoby. Zdecydowany wyraz twarzy strażników nie różnił się bardzo od zdezorientowanych w sytuacji więźniów.

– Dziękujemy panowie, bywajcie. – Zakończył Grimes, stawiając stopę na pierwszym stopniu schodów. – Inez, idziemy. – Odrzekł, a nowa towarzyszka posłusznie dotrzymała mu kroku.

– Chwila! Nie będę tego taszczyć ze sobą! – Krzyknęła, cofając się o kilka kroków. Nagle z jej rękawów powysypały się kolejno zagubiony as z tali kart strażników, klucze do celi któregoś z oprychów do straty którego nigdy się nie przyznali, kilka złotych monet oraz sztylet, dzięki któremu mogła zwiać w dowolnej chwili. – Narazie chłopaki! – Pożegnała się, zostawiając nie tylko bałagan, ale też blade twarze obecnych w pomieszczeniu, zastygnięte w niedowierzaniu i zawstydzeniu.

post wyedytowany przez PATO 2020-06-17 23:00:46
17.06.2020 23:32
92.1
PATO
1
Junior

Ach, doszukałem się po czasie literówek, których nie mam jak teraz poprawić za co przepraszam. *Kontrastować, nie kontaktować
* Łga jak najęta
*Podczas gdy sam JESTEŚ prostakiem

17.06.2020 22:59
93
odpowiedz
1 odpowiedź
Jalum
1
Junior

To był jakiś Nord. Podszedł do wielkoluda bez cienia strachu czy respektu. Prostując się, zaprezentował swoją owłosioną klatę. Wyglądał, jakby nikogo się nie bał.
- Jak ci na imię?
Wzruszył tylko niedbale ramionami, za co został trzepnięty dość mocno w tył głowy.
- Odpowiadaj, łajzo, nie mam całego dnia – zirytował się porucznik.
Wtem za jego pelerynę pociągnęła trzykrotnie pokryta futrem dłoń.
- Panie, on nie ma języka.
Grimes spojrzał w dół, w dwa świecące w świetle pochodni ślepia, po czym znów skierował wzrok ku pierwszemu kandydatowi. Roześmiał się ponuro i przepraszając, wypchnął łotra z celi. Tam przejął go strażnik i wyprowadził. W celi zaszumiało. Wywęszywszy okazję do wyjścia na wolność, bandyci zaczęli się między sobą przepychać. Grimes przyciągnął do siebie pierwszego z brzegu elfa za podartą koszulkę. Zaczął oglądać go jak owoc na targowisku.
- Niepozorny, co? – zagadała kotka u jego stóp – to czarodziej. Khajiit widziała kiedyś, jak piorunem chciał podgrzać lód w kubku, żeby można go było pić. Jeśli się, panie, przyjrzysz, zobaczysz, że ma świeżą bliznę na przedramieniu.
- Hmm… nie. – Rzucił elfa na podłogę jak worek ziemniaków.
- Khajiit by go zabrała.
Nie skomentował. Wskazał kogoś pochodnią.
- A co mi powiesz o tym, łajzo?
Khajiitka wyciągnęła szyję. Mlasnęła z niesmakiem.
- Potwornie cuchnie – widząc, że porucznik naprawdę czeka na jej ocenę, dodała śmielej – bo to złodziej.
Został odrzucony. Przestępcy zaczęli rzucać khajiitce zabójcze spojrzenia, czasem nawet popierali je obelgami. Tymczasem następny kandydat był Nordem, ale teraz nawet khajiitka gwizdnęła.
- Fiu, fiu, fiuuu! Roswald! Ten jest tutaj najsilniejszy i bardzo spokojny. To on pilnuje, aby chłopcy się nie pozabijali. Wyślesz go, panie, do Otchłani, to on wróci i przyniesie pamiątki. Tak, tak!
Grimes wypchnął go z celi. Za nim spróbowała się przemknąć jeszcze jakaś kobieta. Miała ciemne, długie włosy oraz temperament, który pozwolił jej splunąć na strażnika, zamykającego jej kratę przed nosem. Porucznik zauważył to, podszedł do niej i wskazał na nią palcem. Khajiitka, już znając swoją rolę, podeszła do niej bliżej i zaciągnęła się. Tymczasem kobieta zaczęła się tłumaczyć:
- To mój ukochany! Pozwól mi iść z nim. Proszę!
Khajiitka wróciła do porucznika. Stanęła przy nim dumna z siebie z rękami splecionymi za plecami. Zadarła głowę i rzekła z cicha, jakby przekazywała mu sekret:
- Nordka kłamie. Nic ich nie łączy.
Grimes prychnął z pogardą.
- Skoro tak ci zależy, to idź z nami i zdychaj. Jak ci na imię?
- Siena.
- Wyglądasz na silną. Pójdziesz z nami – machnął pochodnią, a khajiitka u jego boku w ostatniej chwili zrobiła przed nią unik – dziękuję za uwagę. Gnijcie sobie tu dalej.
I wyszedł. Chciał zamknąć kratę, ale naraz coś do niej przywarło. Kupa skołtunionego, szarego futra, odgarniająca włosy, wpadające do zielonych oczu. Dopiero teraz wojownik był w stanie zobaczyć khajiitkę.
- Panie! A khajiit?!
- Co z khajiitem?
- Też chce! – krzyknęła - khajiit pomogła panu!
- Wiem i dlatego w podzięce nie wyślę khajiita na samobójczą misję.
- Jest samobójcza? – spojrzała znużona – to tak jak próba przemycenia skoomy dla gubernatora. A jednak khajiit żyje!
Patrzył na nią beznamiętnie. Wyciągnęła w jego stronę ręce.
- Ma’Gru! – mówiła coraz szybciej - khajiit nazywa się Ma’Gru. Tak jak gołąb robi! I jest szara i niewidzialna jak gołąb, o, tak. Nikt nie zobaczy Ma’Gru, gdy ona nie chce być widziana.
Porucznik nie uścisnął dłoni, ale uchylił drzwi celi. Khajiitka prześlizgnęła się przez szczelinę bez gracji, po czym lekko się potknęła, ale natychmiast wyprostowała plecy i uniosła hardo podbródek, prezentując swe kiełki.
- Będziesz żywą tarczą – ostrzegł ją Grimes, po czym odwrócił się i wyszedł.
- W porządku. A Ma’Gru dostanie coś dobrego do jedzenia? Pachniesz, panie, wołowiną!

17.06.2020 23:40
93.1
Jalum
1
Junior

Wychodząc z pomieszczenia, minęli wybranych przez Ma'Gru przestępców. Stali w kolejce, jednak Grimes z khajiitką ominęli ich.
- Czemu pan i khajiit nie są razem z resztą grupy? - zapytała zaniepokojona Ma'Gru.
Porucznik spojrzał na nią, a było to bardzo straszne spojrzenie.
- Tamci nie idą z nami. Wybrałem tylko ciebie, łajzo. Ciebie i twój nos.

Mam nadzieję, że weźmiecie pod uwagę jeszcze tę część, bo, kurczę, nie doczytałam ;-;

17.06.2020 23:04
halleyshiro
94
odpowiedz
halleyshiro
2
Junior

Do krat podeszła grupka ludzi. Żaden z nich nie wyróżniał się niczym szczególnym, zresztą, nawet gdyby ktoś miał nie wyglądać jak brudny pies, dla Grimesa nie miało to większego znaczenia. Szukał jedynie ludzi do poświęcenia, a nie nowych znajomych.
Rozejrzał się po więźniach. Podeszło do niego zaledwie pięć osób, reszta jedynie się przyglądała. Marna to drużyna, szczególnie złożona z tak wychudzonych, mizernie wyglądających łajz.
– To już wszyscy chętni?
W celi rozległy się szepty, jednak nikt więcej nie podszedł. Rozsądne łajzy.
Angra odwrócił się.
Stracił już wystarczająco dużo czasu. Lepiej było brać chętnych zanim się rozmyślą. Pięciu ludzi to jednak lepiej niż żaden, nawet jeśli nie wyglądali na szczególnie kompetentnych.
– Ludzi to ty nie umiesz werbować, złotko – stwierdził nieznany mu, kobiecy głos.
Porucznik spojrzał przez ramię. O żelazne pręty oparła się wysoka, ciemnoskóra kobieta w szatach należących do maga. Pozostało zapytać tylko, czy należały do niej, czy zostały skradzione. Wyglądała na niezwykle rozbawioną całą sytuacją. Angra musiał ugryźć się w język, aby nie zapytać, czemu tak szczerzy zęby. Sam nie widział w tej sytuacji nic zabawnego.
– Niech zgadnę; powinienem błagać na kolanach, ofiarując wam wszystkie skarby świata – prychnął, zakładając ręce na piersi.
Nieznajoma roześmiała się, jednak jej wzrok pozostał czujny. Wyglądała na inteligentną istotę.
– Przyznam, miło by było to zobaczyć, ale nie. Powiedz mi, po co mamy ci pomagać? Nic z tego nie będziemy mieć.
Angra miał ochotę przewrócić oczami. Oczywiście.
– Chcesz pieniędzy.
– Widzę, że posiadasz jednak jakieś zdolności dedukcji. Może cię jeszcze polubię. – Redgardka ewidentnie świetnie się bawiła. Jej roześmiana twarz mówiła sama za siebie. Angrę denerwowała jej wesołość.
– Zgłaszasz się czy nie? Nie mam zamiaru stać tu cały dzień.
Z jej twarzy zniknęły wszelkie ślady dobrego humoru. Grimes niemalże mruknął z zaskoczenia. Nie spodziewał się tak szybkiej zmiany nastroju.
– Zależy. Najpierw nam powiesz, gdzie masz zamiar nas wysłać. Nie mam zamiaru pchać się gdzieś na ślepo – mówiąc to, zwróciła wymowne spojrzenie miedzianych oczu na piątkę chętnych.
Osoby znajdujące się w tej grupie nie odpowiedziały, jedynie posłały jej ostrzegawcze warknięcia. Kobieta wydawała się nie zwracać na nie uwagi, zwróciwszy ponownie wzrok na porucznika.
Grimes przez chwilę myślał, czy powinien zdradzić im tę informację. Ryzykował utratę dotychczasowych chętnych, jednak równie dobrze mógł zyskać uzdolnionych “rekrutów”. Poza tym, później mogliby narzekać, że nie zgadzali się na śmierć w tamtym miejscu.
W końcu westchnął i odparł:
– Blackreach.
Twarz kobiety wykrzywiła się w kpiącym uśmiechu, który wydawał się rozciągnąć szpecącą jej twarz bliznę. Porucznik podążył za jej wzrokiem, który zatrzymał się na dwóch członkach jego dotychczasowej “drużyny”. Dwoje elfów wyglądających na rodzeństwo patrzyło na Grimesa ze strachem wypisanym na twarzach. Widząc jego spojrzenie na sobie, mniejsza z nich pisnęła i schowała się w cieniu. Jej towarzysz jedynie skinął głową nim do niej dołączył.
Świetnie. Jeszcze tego mu brakowało.
– Zadowolona? – spytał.
– Bardzo. Przynajmniej mniej kłód się będzie plątało pod nogami.
– Czy mam przez to rozumieć, że zdecydowałaś się dołączyć?
– Tak, złotko, to właśnie masz rozumieć. Mądry z ciebie chłopiec.
Grimes poczuł jak drga mu brew. Naprawdę, ta kobieta prosiła się o odcięcie jej języka. Szkoda, że nie mógł tego zrobić. Przynajmniej byłoby ciszej.
Nieznajoma zmrużyła oczy. Wyglądała przez chwilę, jakby się nad czymś zastanawiała. W końcu obróciła głowę i machnęła ręką w stronę kilku postaci skrytych w cieniu. Do kobiety podeszło trzech mężczyzn, każdy z nich z nieufnym grymasem na twarzy. Jednym z nich był Nordem, dwaj kolejni – Khajiitami. Wszyscy trzej wyglądali na dość silnych osobników. Najpewniej dopiero niedawno trafili do więzienia. Możliwe, że chociaż im uda się przeżyć pierwszy dzień w Blackreach.
– To już wszyscy? – zapytał ponownie.
Nikt się nie odezwał. Porucznik westchnął i zwrócił się do strażnika:
– Wypuść tę siódemkę z celi.
Mężczyzna wyglądał, jakby chciał zaprotestować, jednak spełnił rozkaz i otworzył drzwi celi. Pierwsi dwaj – Breton i Dunmer – wyszli powoli, jakby obawiali się, że zaraz nastąpi ich egzekucja. Trzecia, Argonianka, dostała po głowie, gdy spróbowała zwędzić strażnikowi sakiewkę. Redgardka wraz ze znajomymi kroczyli z podniesionymi głowami, nie zwracając najmniejszej uwagi na obserwujących ich mężczyzn. Angra musiał przyznać, że ciekawiło go, jak długo będą w stanie utrzymać ten spokój.
Porucznik machnął ręką, aby gromada podążyła za nim i skierował się ku wyjściu. Cała siódemka podążyła za nim, zachowując dystans przynajmniej jednego metra. A przynajmniej do momentu, w którym nie skręcili za róg – wtedy pojawiła się obok niego ciemnowłosa kobieta, która tak bardzo go irytowała.
– Jest jakiś szczególny powód, dla którego wysyłają cię na śmierć?
Grimes spojrzał na nią kątem oka. Patrzyła przed siebie ze znanym mu już uśmiechem na twarzy. Nie był w stanie stwierdzić, czy to szczery uśmiech, czy jedynie maska.
– Rekonesans – odparł krótko, decydując się nie zdradzać jej zbyt wiele. Niektóre informacje mogły zostać użyte przeciwko niemu, a tego wolałby uniknąć. – Tak właściwie po co się zgłosiłaś?
Przez długą chwilę panowała cisza przerywana jedynie odgłosami ich kroków.
– Nie mam nic do stracenia – odparła wreszcie, po czym obróciła głowę w jego stronę. Jej uśmiech, o ile to fizycznie możliwe, rozszerzył się. – I tu, i tam czeka mnie śmierć. Tam przynajmniej mam szansę na jakąś rozrywkę zanim to nastąpi!
Grimes Angra słynął ze złych pomysłów. Miał wrażenie, że to był jeden z jego najgorszych.

17.06.2020 23:04
95
odpowiedz
FrodoBend
1
Junior

Przy kracie pojawiła się Argoniańska, zabliźniona twarz. O'kher Mrud, był jaszczurem, który samymi ziołami sprawił więcej śmierci niż były w stanie zrobić egzekucje w Greymoor. Angra skrzywił się, widząc jego paskudną mordę, ale szybko sobie uświadomił, co potrafi. Pozorny medyk, który mordował dla przyjemności, był tak naprawdę wprawiony w walce sztyletem, a jego umiejętności zielarskie sprawiły, że wielu strażników ranionych przez niego, umierało w przeciągu paru dni od jego schwytania.

– Ktoś jeszcze? – powiedział po chwili trzeźwego namysłu. W takim miejscu, jak Blackreach nie było miejsca na czekanie na efekty. Potrzebny był ktoś, kto sprawi się w boju od razu, ale mięso armatnie też będzie przydatne. W myślach jego pojawił się elf, siedzący w rogu i ignorujący Norda. – Ablusie Zgol! – zawołał ze śmiechem, plując w kraty. – Czy to nie ty byłeś wielkim magiem, który zamordował połowę wioski nieopodal Greymoor?

Odpowiedział mu chrzęst łańcuchów innych więźniów. Argonianin, który został zbagatelizowany przez porucznika, zrobił kwaśną minę i zmrużył oczy, ale sam elf nie raczył się nawet poruszyć.

– Do miodu wrzucisz komuś liść kwiatka? – Zaśmiał się jeden z więźniów, komentując postawę O'khera. Ohydny więzienny śmiech rozległ się po całych lochach, a jemu jedynie odpowiedziało echo.

Cwaniakiem, który skomentował to, był Khajit. Kotoczłek o czarno-białej sierści. Skryty zabójca, który przed mordowaniem, okradał ludzi. Był włamywaczem, jakiego Greymoor nigdy nie znało. Był tak skuteczny, że strażnikom zajęło niespełna pół roku, by go wrzucić za kratki.

– Zgłaszam się! – Wstał i podszedł do krat, odsuwając tym samym cichego Argonianina. – Urmuk Sulejm...

– Tak, wiem, kim jesteś – przerwał mu Angra. Nie miał zamiaru słuchać jego historii czy innych głupich opowieści. – Bić ty się chociaż potrafisz? – Dobrze wiedział, że potrafi, widział jego umięśnienie, którego dorobił się przez dzierżenie młota dwu ręcznego. Chciał, tylko by kiciusia zapiekło ego.

– A potrafię, daj młot, a pokonam każdego. – Jego koci uśmiech za każdym razem wyglądał cwanie. Takiego samego rodzaju głos, był charakterystyczny dla jego gatunku, ale w tych stronach Temerii, tylko jego był wysoki i zachrypnięty.

– Kurwie syny, macie okazję odkupić swoje winy i przeżyć. Ja wam powiem, czym jesteście. Jesteście kupą gówna, która na nieszczęście się zrodziła na tej ziemi i będziecie ją skażali, dopóki nie wyginiecie, ale...– Nord spojrzał na nich wymownie. Podrapał się po rzyci i splunął – możecie, jak mówiłem, odkupić swoje dotychczasowe czyny, a i bogowie wam odpuszczą. Macie takie szczęście, że większość z was była w czymś dobra.

Odpowiedziały mu ciche szepty między więźniami. W końcu jedyny Mroczny Elf, jaki znajdował się w sali, wstał i podszedł do krat, żeby przyjrzeć się strażnikowi. Elf miał krwisto czerwone tęczówki i bladą skórę, zupełnie jak wampir, którym nie był. Na jego ramiona opadały długie, ciemne włosy, wśród których znalazł się warkocz i można było powiedzieć, że była to fryzura typowa dla kobiety, ale z nim lepiej nie zadzierać. Kowal specjalnie musiał wykuć dla niego żelazne rękawice, a mag Jarla zaklął je, by nie mógł rzucać czarów.

– Powiedz nam, dokąd mamy się udać? – Jego głos całkowicie pasował do jego wyglądu oraz charakteru. Był idealnym kandydatem na niszczyciela świata.

– Blackreach – Angr odpowiedział z uniesioną głową, co wskazywało, że strach nie ma w tym momencie miejsca. Rzeczy, jakie się tam działy, były zatrważające, a każdy obawiał się znaleźć w tamtej okolicy.

– Misja samobójcza – odezwała się Elfka Leśna, która od początku przyglądała się całemu temu zgiełku. – Też pójdę. – Nie planowała pomóc, ale przy najbliższej okazji chciała uciec i unikać tych obszarów prowincji.

– Ablusie? Wolisz umrzeć dziś na ustalonej egzekucji, czy za parę dni w lochach? Może z tobą nam się uda. – Mężczyzna wiedział, jak przekonać więźnia do pomocy. W końcu każdy miał okazję, by przeżyć.

– Pójdę – krótka odpowiedź skrycie usatysfakcjonowała Norda.

Otworzył bramę, która skrzypem raniła bębenki każdego, a z celi wyszła trójka. Argonianin został zatrzymany przez Grimesa i zmierzony wzrokiem się oburzył. Dopiero po chwili, pozwolił mu iść dalej. Zadowolony był z tego, że pozwolił sobie na zdenerwowanie jaszczura. Żywił do nich szczerą nienawidziść. Więźniowie ustawieni w rządku czekali na dalsze decyzje przełożonego, który mógł w każdej chwili się rozmyślić zakluczając cele. Nie zrobił tego, a tymi samymi drzwiami, którymi wszedł, wyszedł razem z trójką przypadkowych mężczyzn i elfką. Na ten widok, jeden ze strażników grających w kości, zadławił się nordskim miodem i kasłał przez dłuższą chwilę.

– Ich pan wziął? – zapytał się strażnik, który od samego początku był negatywnie nastawiony. Może inne miałby zdanie, gdyby nie elfka, która kiedyś trafiła strzałą w jego kolano i musiał przez to z najemnika przejść na strażnika.

Niska, blond włosa elfka, o jasnobrązowych oczach uśmiechała się w stronę zmartwionego strażnika, przypominając sobie moment puszczania cięciwy.

– Odejdźże!

Kompania idealna na rozpustę i kompletne zniszczenie tego miejsca była gotowa do wymarszu, ale przed tym poszli do kapitana.

– Miałeś wziąć straż, a nie podludzi. – Splunął na podłogę i skarcił wzrokiem Angra.

– Miałem wziąć kogo zechcę, także postawiłem na nich. Skoro są najlepsi w swoim fachu, niech się wykażą w walce i przy okazji zrobią coś dla społeczeństwa. – Odpowiedź była jakże trafna i prosta, lecz dalej niepokoiło to kapitana. Ten dureń chciał umrzeć wraz z mordercami, magiem i włamywaczem.

– Dobrze, ale nie pozwolę zabrać ci ich wszystkich. To będzie zbyt duża strata dla naszego więzienia. Płacą nam za ich przetrzymywanie, a nie wypuszczanie każdego z nich wolno. – Oburzony wstał i oparł się o stół przed nim. – Wybieraj jednego, a reszta niech wraca do lochu.

– Aelin Blackthorn, wystąp – rozkazał bez chwili namysłu, a elfka wyszła przed szereg i się ukłoniła.

Straż odprowadziła resztę więźniów do lochu, a elfka z Angrem poszli się przygotować. Kapitan rozmyślał nad decyzją Grimesa. Wolał walczyć u boku zdradliwej elfki niż wybrać kogoś ze swoich Nordów. To była decyzja godna pomnika głupoty.

17.06.2020 23:06
96
odpowiedz
WoodBoyTerror
1
Junior

Jedyną osobą która wystąpiła przed szereg był argonianin,był chudy,miał na ciele wiele blizn i ten oderwany kawałek rogu a jego oczy były barwy krwisto-czerwonej.
-Panie,jestem Dar'Laijer i chciałbym odkupić swoje winy.
Grimes popatrzył się na argonianina posępnym wzrokiem.Myśląc iż tyle przepracował i ani razu o nim nie słyszał.
-Skora tak Panie Łajzo to powiedz mi za co cię usadzili i dlaczego chcesz odkupic swoje winy.
Argonianin przez chwilę się zawachał bo bał się iż jego więźenni kompani zaczną się śmiać.Wziął się w garść...
-Panie jestem złodziejem i zabójcą a wyjść chcę dlatego bo muszę wyrównać rachunki z osobą która zabiła mi rodzinę.
Grimes się roześmiał,ale przy tym współczuł argonianinowi.
-Dobrze niech będzie,chodź za mną.
Grimes i Dar'Laijer ruszyli w stronę zbrojowni.
-A teraz Dar'Laijer zakładaj zbroje i wybierz czym będziesz walczył.
Argonianin popatrzył na Grimesa posępnym wzrokiem i z pogardą powiedział.
-Przepraszam Panie,ale nie mogę tego założyć.
Grimes lekko się zdenerwował.
-Dar'Laijer przestań z ty Panem mów do mnie Grimes,ale dlaczego nie chcesz założyć zbroi?
-Grimesie w mojej rodzinie od pokoleń z mężczyzny na mężczyzne przechodzi zbroja zabójcy smoków.Tak samo i miecze.
Grimes pomyślał,że o takiej zbroi nigdy nie słyszał a długo był na świecie.Z zaciekawieniem zapytał...
-Gdzie ta zbroja się znajduje?
-W depozycie Grimesie.
Ruszyli w stronę Koszrów.Szli wąskim korytarzem w dodatku słabo oświeconym.Spotkali strażnika który zapytał...
-Bez glejtu nie przjdziecie!
-Jestem Grimes Angara i masz mnie przepuścić a jak to znam takie cięcie po którym ofiara zostaje z jednym uchem,jednym policzkiem i połową szczęki,można to przeżyc ale nie można między innymi już grać na flecie.
Strażnik się przestraszył i sięgał po miecz ale argonianin w mig go rozbroił.Strażnik zaniemówił i zawołał dowódcę.
-O,Panie Grimes przepraszam za tego półgłówka jest nowy proszę o wybaczenie.
-Ma mi się to nie powtórzyć bo inaczej pogadamy.
Wszedli do koszar i widzą dwóch pijących strażników.Podchodzą do skrzyni z depozytem.Wyciągają czarno-czerwono zakurzoną zbroję.
-N0 to Dar'Laijer ruszamy i zostawmy tych gnoji w spokoju.
(Jak się spodoba to wyślę resztę)

17.06.2020 23:06
97
odpowiedz
premium862385107
1
Junior

– Poruczniku Angra – ciepły głos dobiegł go ze strony, której jego jedyne zdrowe oko nie obejmowało. Zebrał w sobie całą wyssaną z mlekiem norskiej matki oziębłość i skierował ją w stronę nowego ochotnika. – Zgłaszam się do służby – dokończył młodzian, a lodowate ściany lochu chyba po raz pierwszy w historii odbijały tak… żałośnie przyjazny ton.

– Tylko tego mi brakowało… – Angra potarł zmęczone czoło i wpatrywał się z mieszanymi uczuciami w wątłego wypierdka. Breton, to nie ulegało wątpliwości. – Jaki miły chłopiec! – zadrwił wreszcie, a rechot więźniów zadusił dobrzmiewający pogłos łagodnych słów. – Cisza, brudasy! A ty, chłopcze, masz minutę. Co potrafisz i dlaczego powinienem cię wziąć do drużyny?

– Jestem bardem – odpowiedział spokojnie Breton i ruchem głowy odgarnął włosy z twarzy. Płomień pochodni zatańczył po jego delikatnych, niemal kobiecych rysach. Przestrzeń za kratami na nowo wypełniła się śmiechem, jednak tym razem o wiele krótszym, bo w podziemiach trudno było złapać oddech.

– Ponawiam pytanie, masz ostatnią szansę – rzekł twardo Grimes.

– Ukończyłem Akademię w Samotni, a w moich żyłach płynie krew elfów. Znam się na historii, znam się na ludziach, potrafię rzucać proste zaklęcia i otwierać zamki. Muzyka w tym momencie pana porucznika raczej nie interesuje, ale dokądkolwiek nas pan nie zaciągnie, przez mój głos ożyją minione wydarzenia i oświetlą nam drogę. Doskonale sprawdzę się też jako posłaniec, mam nadzieję, że do tej roli nie planował pan przeznaczyć byle zawalidrogi. Zapewne przydałby się również ktoś biegły w piśmie do sporządzania raportów? No i jak lepiej upamiętnić nasze… pańskie ostateczne zwycięstwo, jeśli nie w poemacie śpiewanym na dworach jarlów? Może i jestem cudzoziemcem, ale jako artysta mam swoich przyjaciół. Może i pan, poruczniku Angra, mógłby na tym skorzystać? Jak długo zamierza pan wyprowadzać pieski na spacer na czyjeś polecenie?

Wszyscy przysłuchujący się Khajiici syknęli. Porucznik Grimes Angra zmarszczył brew. Postąpił krok w stronę barda.

– A umiesz choć w najmniejszym stopniu walczyć? Obronisz czyjeś życie, gdy zajdzie taka potrzeba?

– Nawet z zawiązanymi rękoma – odparł z uśmiechem i podniósł do światła swoje spętane dłonie.

17.06.2020 23:13
Lu'Mersey
📄
98
odpowiedz
Lu'Mersey
21
Vault Hunter

Do usunięcia

post wyedytowany przez Lu'Mersey 2021-01-12 12:05:44
17.06.2020 23:19
99
odpowiedz
Soully
1
Junior

Więzień, który zbliżył się do krat i wszedł w światło pochodni był szczupły, niewysoki i poruszał się z pewną gracją.
- Co za niespodzianka - gwizdnął Angra, przyglądając się twarzy ochotnika. - Niech będzie.
Nikt więcej się nie ruszył, tylko dokoła słychać było niezadowolone mruknięcia i prychnięcia. Co za banda, pomyślał Grimes zniesmaczony.
- Co z wami? Dacie się zawstydzić kobiecie? - zakpił, wskazując ochotniczkę. - Tacy dzielni i potężni.
Po tych słowach wystąpiło jeszcze trzech gotowych odpowiedzieć na propozycję.
- To już coś - mruknął pod nosem, a głośniej powiedział. - Dobra, skoro reszta nie chce ratować tyłków, to niech tu siedzi. Przyjdę jutro, prześpijcie się z tym. Może zdążę przed sądem. Wy czworo, za mną.
Strażnik wypuścił wybraną czwórkę, która podążyła za Angrą do jego kwatery. Dziewczyna szła tuż za nim, wpatrując się w jego plecy, jakby chciała wywiercić w nich dziurę spojrzeniem. Porucznika przechodziły od tego dreszcze, ale nie okazał tego.
Opadł ciężko na krzesło za stołem i spojrzał na twarze ochotników, oświetlone wątłym płomieniem świecy. Milczał taksując ich spojrzeniem jednego oka i w końcu odetchnął.
- Wyciągnąłem was zza krat za pomoc w ekspedycji do Blackreach - oznajmił.
Jeden ze skazańców splunął w bok, drugi zaczął opętańczo rechotać, trzeci stał cicho dygocąc, a dziewczyna... nie okazała grama emocji.
- Blackreach - odezwał się ten, który splunął. - To lepiej od razu daj nam po mordach i poślij na stryczek. Bo ja dziwką nie jestem, żeby dać się tak wyru...
- Zamknij się, waść, wstydu oszczędź - wtrąciła się dziewczyna, odgarniając ogniste włosy z czoła.
Grimes mimowolnie się uśmiechnął na widok miny zbójów.
- Panna ma rację - skinął głową. - Jak się nie podoba to zmiataj stąd z powrotem do celi. Nie potrzebuję mocnych jedynie w gębie. Ostatnia szansa, strażnik czeka za drzwiami.
Wulgarny i drżący mężczyźni złapali szalonego pod ręce i wyszli z kwatery, sypiąc pod nosem przekleństwa pod adresem porucznika.
- Kim ty jesteś, dziewczyno? - zapytał Grimes, gdy ucichły ich kroki.
W końcu skupił na niej wzrok. Miała rude, proste włosy do ramion, zielone oczy o źrenicach podobnych do kocich i postawę ciała sugerującą odwagę i hart ducha.
- Nazywam się Eldarya, nazwisko straciłam razem z domem i rodziną lata temu. Jestem najemniczką, nie mam nic do stracenia. Pójdę za tobą do Blackreach, Grimesie Angro.
Porucznik uniósł brwi i skinął głową.

17.06.2020 23:22
100
odpowiedz
LostWanderer
1
Junior

Do drzwi klatki podszedł Nord z nosem spuszczonym na kwintę oraz zwisającymi mu po szyje pełnymi piachu blond włosami przez co jedyne co można było u niego zaobserwować były rany na całym ciele, jeszcze nie zagojone–świeże.

– Spójrz na mnie

Nord niechętnie uniósł głowę, odgarnął włosy z twarzy i spojrzał na Grimesa. Jego wzrok można było porównać z najzimniejszymi dniami Skyrim. Nie był to jednak wzrok bezlitosnego mordercy, a raczej człowieka któremu wszystko jedno. Grimes widział już w swoim życiu wiele takich osób – bez żadnych marzeń, ani celów, podążających za czymkolwiek, jednak ten wydawał mu się jakiś inny.

– Jak cię zwą synu?

– Agnir.

– Za co siedzisz?

Więzień zamilkł – a zainteresowanie jak i irytacja Grimesa wobec niego wzrosła.

– Słuchaj, Agnir – spróbował wziąć go sposobem – Szczerze nie obchodzi mnie czy pójdziesz ze mną ty czy jakaś inna łajza, ale jeżeli nie chcesz tu zostać i gnić to lepiej współpracuj. – powiedziawszy to z lekkim uśmieszkiem czekał na odpowiedź

Nord wciąż milczał – a kiedy frustracja Grimesa miała już kompletnie wybuchnąć...

– Ja...– coś przerwało mu głos – Ja usłyszałem plotkę o tym jak żołnierze stacjonujący tutaj traktują mieszkańców ras nieludzkich. I kiedy przybyłem okazało się że były one prawdziwe więc poszedłem wymierzyć im sprawiedliwość.

– Wybiłeś cały oddział Ebonheart tylko dlatego że nie traktowali ras nieludzkich z szacunkiem? – Grimes zastanawiał się jaką siłą dysponuje Nord i jakim cudem strażnikom udało się go aresztować.

– Tu już nie chodziło o brak szacunku, zaczęli kazać im płacić, oddawać jedzenie które wyhodowali, a jeśli nie stosowali się do ich rozkazów używali ich jako przykładu dla innych.
Grimes wiedział że może być to niebezpieczny osobnik jednak wiedział też że będzie bardzo przydatny wciąż jednak jedna osoba to za mało.

– Czy są jeszcze jacyś ochotnicy?! – zawołał tak, aby wszyscy wiedzieli że pyta się ostatni raz

Po chwili ciszy do drzwi celi za nim podeszła smukła sylwetka.

– Ja zgłaszam się na ochotniczkę! – dumnie wykrzyknęła Bosmerka.

– Masz jakieś umiejętności? – zapytał ze zniewagą Grimes

– Potrafię o siebie zadbać przystojniaku. – żartobliwe odpowiedziała mu bosmerka.

– Dla ciebie poruczniku.

– A teraz powiedz mi jak cię zwą zanim się rozmyślę.– Grimes był już na samym skraju cierpliwości jednak wiedział też że będzie musiał się do tego przyzwyczaić w końcu nie nauczysz takiej łajzy szacunku od tak
– Raina, panie poruczniku nazywam się Raina. – posłusznie lecz z nie chęcią odpowiedziała mu więźniarka. W końcu jak inaczej miałaby się wydostać z tej zatęchłej nory.

Dłużej nie chcąc tkwić w tej zapchlonej norze Grimes poszedł po klucze do cel Agnira i Casthii. Wciąż nie wiedział tak naprawdę ile potrafią więc chciał przekonać się na własnej skórze.

17.06.2020 23:22
Alekej
101
odpowiedz
Alekej
1
Junior

Pierwszy wystąpił Luga Skrytobójca. Porucznik przestraszony głosem odwrócił się szybko. Przed sobą miał kamienną twarz skrytobójcy. Wszyscy na świecie znają czyny tego człowieka. Zabił on trzy głowy państwa, jedenastu książąt i sześćdziesięciu wyższych generałów. Przy ostatnim ataku został złapany ale zdołał on zabić króla. Gdyby nie to, że się poddał i dał się zaciągnąć do lochów to nikt nigdy by go nie złapał a tym bardziej zobaczył. Wiadomo tylko, że wychował się z mnichami w świątynio Ka’kri. Miejsce to zajmuje się szkoleniem ludzi na najlepszych skrytobójców. Nikt nie zna położenia tej świątyni. Luga posługuje się ostrzem wykutym w Sercu Trzech Burz. Ostrze to może przeciąć wszystko i nigdy się nie tępi. Jest on także najwyższym alchemikiem trucizn. Potrafi zrobić trucizny po których człowiek będzie umierał w agonii lub po zetknięciu z trucizną umrze po trzech sekundach. Zawsze nosi pod swoim złotym płaszczem jadeitowe ostrza do rzucania. W zanadrzu ma jeszcze tak zwany szał łowcy, który pozwala mu się szybciej poruszać i atakować. Włada każdą bronią znaną światu.
-Tyś jest Luga Skrytobójca?
-Tak to ja.
-Wiesz, że jest to samobójcza misja chłopcze?
-Tak wiem i nieraz brałem w takiej udział i dawałem radę.
-No dobra. Nie możesz się zmarnować w tej celi.-Powiedział porucznik podczas otwierania drzwi
-Mam jedno bardzo ważne pytanie.
-No jakie?
-Czy mógłbym dostać moje ostrze i torbę?
-Ahhhhhhh- Westchnął porucznik
-Co się stało?
-Twój sprzęt znajduje się w głównej zbrojowni.
-No dobrze. Rozumiem poradzę sobie bez tego.
-Właśnie o to chodzi, aby zabrać to twoje uzbrojenie.
-Dobrze. Ale czemu panu aż tak na tym zależy, żeby to zabrać?
-Jesteśmy w mieście gdzie ludzie to żmije. Gdzie otworzą usta tam leci jad. Nie wiem co oni mogliby zrobić z tym ostrzem, które przecina wszystko.
-Hmmm. Interesujące.
-Nie wcale nie jest to interesujące.-Odpowiedział porucznik wchodząc do zbrojowni.
-Jest to bardz…-Nie zdążył dokończyć gdyż zobaczył przed sobą sześciu uzbrojonych ludzi.
-I teraz zaczyna się problem-Szepnął Grimes do Lugi.
Przed drugimi drzwiami do zbrojowni stało sześciu strażników. Dwóch z nich grało w kości jeden skrobał jakimś dziwnym nożem coś w ścianie, a trzech stało na straży.
-Witam panów.-Powiedział porucznik z wykrywalną pogardą w głosie
-Witamy Poruczniku.-Odpowiedzieli wszyscy nie przestając robić tego, co robili
W tym czasie Luga rozglądał się po pomieszczeniu. Po chwili zorientował się, że jeden ze strażników bawi się jego ostrzem. Luga podszedł do niego.
-Witam cię.
-Czego chcesz przybłędo?
-Chcę odzyskać swoje ostrze.
-To?-Pytając strażnik zaczął machać ostrzem przed jego oczami
-Tak. To.
-Musisz mi najpierw to odebrać.
-No dobrze.
Strażnik wstał i powiedział kolegom o co chodzi. Po chwili zaczęli się z niego śmiać.
Porucznik podszedł do jednego ze strażników i zapytał się
-Wy wiecie kto to jest?
-Nie i mało mnie to obchodzi.
-No dobrze, ale żeby nie było, że nie ostrzegałem.
-Weź nie przeszkadzaj.-Odpowiedział strażnik kończąc tym rozmowę
Niecałą sekundę później Luga zdecydował się na atak, nawet stojący dwa metry od nich Porucznik słyszał trzask pękającej czaszki. Towarzysze spojrzeli na siebie i leżącego na ziemi kamrata. Po chwili zastanowienia rzucili się z furią na Skrytobójcę, który był już przygotowany do kontrataku. Po walce trwającej niecałe piętnaście sekund, Luga wyszedł zadowolony ze swoim sprzętem. Nie czekali długo na raporty dotyczącej bijatyki w przedsionku zbrojowni.
-Poruczniku, Poruczniku!!-Krzyczał goniec
-Co się stało?
-W przedsionku zbrojowni doszło do bójki
-Ile ofiar?
-Sześć ofiar Poruczniku
-Ile śmiertelnych lub krytycznych?
-Wszyscy nie żyją Poruczniku
-Zrób sobie wolne do końca dnia
-Na serio?
-Tak. A teraz zmiataj stąd
-Dziękuję Poruczniku
Teraz Grimes odwrócił się do Lugi.
-Zadowolony jesteś z siebie?
-Nie za bardzo
-Czemu?
-Gdyż nie byli to godni przeciwnicy
-Hmmm. Tez talk myślę ale napotkasz godnych przeciwników podczas naszej wyprawy.
-Skoro tak, to mam większą motywację do tej wyprawy. A właśnie, kiedy ruszamy?
-Jutro z samego rana. Musisz się wyspać w normalnym łóżku.
-Propozycja nie do odrzucenia
Grimes zabrał jeszcze Lugę do baru, a zaraz potem poszli spać.

Ciąg dalszy nastąpi.….

17.06.2020 23:24
Helium
102
odpowiedz
Helium
1
Junior

Heileth poderwała się gwałtownie, słysząc dźwięk otwierających się, ciężkich drzwi. Czyżby to prowadzono właśnie kolejnego więźnia? W swojej nędznej, ciasnej celi nie miała zbyt wielu możliwości do rozrywki i powoli stawała się tym, czego szczerze nienawidziła: niczym znudzony, wygłodniały sęp oczekiwała nowych wrażeń. Albo, co gorsza, stara, siedząca w oknie baba, której w życiu jedynej radości dostarczało podglądanie przechodniów, miejskich przekupek i czekanie na popołudniowe aferki.
A przecież była młódką, do tego całkiem ładną, Nordką z krwi i kości. Miała jasne, zielone oczy, które charakteryzowała gruba, ciemna obwódka. Cerę miała bladą niczym mleko, włosy platynowe, a oprawę oczu, o dziwo, ciemną. Tego od zawsze zazdrościła jej matka i dwie piegowate siostry. Tylko ona wdała się w ojca i nie omieszkiwała wypominać tego rodzeństwu, kiedy tylko nadarzył się stosowny moment. Grube, kręcone włosy zazwyczaj wiązała w koka, pozwalając opadać swobodnie tylko kilku pojedynczym kosmykom. Oczy podkreślała ciemnym węgielkiem, a usta malowała intensywnie rubinową barwiczką. Choć może nie w tym momencie. Resztki makijażu zdążyły już dawno spłynąć i zniknąć w otchłani, a po czerwonych ustach nie zostało śladu. Lepiej dla niej. Wolała wyglądać tak niż jak jakaś zaryczana panienka z dworu, którą właśnie doścignął życiowy dramat.
Czy była łajzą? Pojęcie względne. Czy uważała się za personę zdolną? Bez cienia wątpliwości. Dlatego, gdy tylko okazało się, że zaistniała nikła możliwość odkupienia grzeszków, nie wahała się.
– Zgłaszam się! – wykrzyknęła, podbiegając do krat i licząc na to, że drzwiczki celi magicznie się otworzą. Że to krótkie „zgłaszam się’’ załatwi wszystko, a przecież w życiu zazwyczaj nie bywało tak łatwo.
– Imię? – Porucznik przyjrzał się młódce krytycznie. W jego oczach od razu została spisana na straty. Z drugiej zaś strony, gdyby była tak bardzo nieprzydatna, jak sugerowała jej ogólna prezencja, to raczej nie grzałaby teraz miejsca w lochu. Może wypadało poświęcić jej ciut więcej uwagi. Jakby nie patrzeć, szukał mięsa armatniego, a im więcej, tym lepiej. Większość z tych gotowych do wyrwania się z celi łajdaków i tak niedługo będzie gryźć piach, więc co to za różnica? Teoretycznie żadna, niemniej Angra nie był aż tak bezdusznym skurczybykiem, za jakiego uchodził.
– Heileth. Więc tak sobie pom…
– Milcz. Ile ty masz w ogóle lat, dziecko?
– Niedawno skończyłam dwadzieścia, czyli nie takie dziecko – odrzekła młoda, jakkolwiek niemądrze to brzmiało. Nie wiedziała, ile lat miał stojący przed nią mężczyzna, choć pewnie mógłby być jej ojcem, może nawet gorzej.
– Zechcesz mi zatem powiedzieć, dlaczego grozi ci stryczek?
Przez twarz Heileth przemknął blady uśmiech, dlatego też szybko spuściła głowę, niby z pokorą. Nie mogła powiedzieć mu prawdy – ją akurat zachowała tylko dla siebie i trzymała ukrytą głęboką w swoim czarnym, trochę popsutym już serduszku. Ciekawe jakby zareagował, gdyby wiedział, że młoda planowała wziąć udział w zamachu stanu. Że blondyna miała zwyczajne, cholerne szczęście, i zamiast zostać obiadem bandy wampirów, została ich łącznikiem, a przyłapano ją na kradzieży… Cóż, świecidełek. Gdy wiedziała, że sprawa była przegrana, zdecydowała się chwytać tej opcji. Papiery wartościowe, plany i prywatne listy przeznaczone tylko dla oczu jarla zapewne posłałyby ją od razu do grobu. Złoty pierścionek z brylantem również mógł załatwić sprawę, lecz wtedy chodziło o zwykłą kradzież, a nie zbrodnię, której celem była jej własna ojczyzna.
– Mam słabość do świecidełek – odpowiedziała wreszcie, nadal nie podnosząc wzroku. – To konkretne mogło zapewnić byt mojej matce i dwóm siostrom, więc uległam pokusie, a teraz mogę za to zginąć. Najbardziej żałosna śmierć, jaką mogłam sobie wymarzyć. Chcę się stąd wyrwać, po prostu – przy ostatnich słowach wyprostowała się. Nie chciała brać Angry na litość, nie taki był jej cel. Zresztą, nie sądziła, że na jakąkolwiek litość z jego strony mogłaby liczyć.
– Postaraj się bardziej, bo zaraz stracisz swoją szansę na wolność, ptaszyno.
– Umiem walczyć i wcisnę się tam, gdzie większość tych, hm… – Urwała, jakby szukając właściwego słowa – rosłych mężczyzn nie da rady. Myślę, że nadałabym się chociażby na zwiad. Co prawda nie znam celu wyprawy, ale udało mi się niepostrzeżenie przemknąć do Błękitnego Pałacu. Myślę, że to coś znaczy. – Zastanowiła się. Nie był to może najlepszy powód do zachwytu, ale biorąc pod uwagę okoliczności, lepszy taki niż żaden. – A jaki właściwie jest cel wyprawy?
– Blackreach, moja droga. Więc twoje rzekome umiejętności zwiadu mogą okazać się niezwykle przydatne. Zakładając, oczywiście, że uda ci się przeżyć na tyle długo.
Tym razem młoda się oburzyła i zmrużyła subtelnie chłodne, zielone oczy.
– Skoro i tak spisuje mnie pan na straty, co to za różnica? Lepiej ginąć tam niż tutaj. Przynajmniej będzie ładniej – odpowiedziała. Niech sobie myśli, co chce. Ona mu udowodni, że się myli.
– Pakuj się, słonko. Wyruszamy o świcie. Daję ci dzień w przystani.
– Jeszcze pana zaskoczę.
– Mam nadzieję.

17.06.2020 23:24
Darfinus
103
odpowiedz
Darfinus
1
Junior

Spośród cienia pod ścianą wyłoniła się nieznajoma osoba. Głęboki, ciemny kaptur skrywał jej tożsamość, jednak drobna sylwetka zarysowująca się pod płaszczem zdradzała płeć. Nonszalanckim gestem wskazała grupę więźniów stojących tępo za kratami.
– Ci idioci na nic wam się nie przydadzą. Banda słabeuszy, którzy dali się wsadzić za kratki i nie potrafiących zaprezentować sobą nic więcej. Nie dość, że nieudacznicy, to jeszcze ktoś musi zapłacić za ich ekwipunek.
– A ty, to niby kto? – spytał porucznik Grimes, odwracając się na pięcie.
Przekrzywił lekko głowę w pytającym geście.
– To nie jest teraz najważniejszym pytaniem. Istotniejszym jest, czy po wejściu do Blackreach chcecie jeszcze kiedyś zobaczyć światło dnia, panowie?
Wyraz zaskoczenia wylał się na twarz mężczyzny.
– Skąd ty... Skąd wiesz dokąd zmierzamy?
– W moim fachu informacja to waluta. A ja jestem dość bogatą osobą – odpowiedziała mu postać w kapturze.
– To to miejsce naprawdę istnieje?
– Blackreach? To tam chcieliście nas wysłać?
– Na Ośmiu! To pewna śmierć!
Pośród więźniów podniosły się głosy sprzeciwu.
– Widzisz? Im jest wygodnie w tym obskurnym lochu. Przez lata szukali wyjścia z nędzy pośród rozbojów i nielegalnej magii – podjęła nieznajoma. – Dla nich taka zmiana lokum niewiele znaczy.
Grimes przeciągnął wzrokiem po bandzie obszarpańców nadal stojących tępo pod ścianą. Chudzi, wymizerowani więziennymi, głodowymi racjami. Gdyby któryś z nich miał z nimi wyruszyć, najprawdopodobniej poderżnąłby im gardła we śnie jeszcze zanim dotarliby do celu lub uciekł przy pierwszej okazji z ekwipunkiem zakupionym za jego pieniądze.
– Jakie zatem rozwiązanie proponujesz? – spytał.
– Och, nic nadzwyczajnego – odrzekła nieznajoma. – Chcę zabrać się tam z wami. To wszystko.
Grimesa zamurowało. Kto o zdrowych zmysłach postanowiłby wybrać się do Blackreach? On sam widział w tym jedynie wygodny sposób na pozbycie się go na długi czas. Może nawet na dobre…
– Że co? Dobrowolnie wybierasz się do tej przeklętej otchłani? – Porucznik wolał się upewnić. Może chłód Skyrimu miał zły wpływ na jej psychikę?
– Absolutnie. Z chęcią dołączę do waszej drużyny. Oczywiście nie za darmo.
Naturalnie, że nie. Grimes liczył się z dodatkowymi kosztami na taki czy inny cel. Jednak wynajęcie dodatkowej pary rąk do takiej misji z pewnością kosztuje więcej niż wysłanie tam skazańca.
– Powiedz mi zatem, o wspaniałomyślna, czy będę w stanie pozwolić sobie na twoje usługi? – zapytał sarkastycznie porucznik. – Nie każdy ma bezdenną sakiewkę.
– Naturalnie. Mojej zapłaty nie odbiorę w septimach, poruczniku Grimes.
Nie podobał mu się ton jej głosu.
– Powiedzmy, że są na tym świecie rzeczy wartościowsze od złota czy klejnotów.
Definitywnie mu się nie podobał.
– Widzę, że zbladłeś? Haha, nie zawierasz tutaj paktu z Daedrą. Powiedzmy, że się z nimi nie lubimy. więc o to nie musisz się martwić.
Ale czy miał inny wybór?
– W porządku. – Zrobił długą pauzę. – Witamy w zespole, nieznajoma.
Zaraz też skierowała się w stronę drzwi. Na odchodnym lekko tylko uchyliła kaptur, ukazując delikatne, młode rysy, głębokie, ciemnobrązowe oczy i kosmyk białych włosów.
– Mów mi Solene.

17.06.2020 23:41
104
odpowiedz
Capriators
7
Legionista

Po długiej chwili milczenia, Grimes usłyszał pierwsze kroki. Rozejrzał się po najbliższych celach. Nie mógł wziąć wszystkich chętnych. W takiej ilości ciężko utrzymać w ryzach nawet wyszkolonych żołnierzy.
- Będziemy kierować się do podziemi Greymoor – orzekł i zobaczył, jak niektórzy zaczynają się cofać od krat. Kontynuował opisy dotyczące misji, aż przy kratach zostało niewielu. Podszedł do pierwszego z brzegu.
- Jak cię zwą?
- Sithar Szerokie Jelito – odpowiedział gruby Nord.
- Za co siedzisz?
- Zabiłem paru ludzi - odparł swoim głębokim głosem.
- Musiałeś mieć dobry powód – powiedział sarkastycznie Grimes.
- Ukradli mi słodką bułkę.
Angra podniósł wysoko brwi. „Podziękuję” – pomyślał i poszedł przesłuchiwać w identyczny sposób kolejnych. Po kilku nieudanych, jego zdaniem, próbach podszedł do ostatniego ze śmiałków.
- Jak cię zwą?
- Przykro mi, że mnie pan nie pamięta, kapitanie.
Porucznik przysunął pochodnię do krat i zaczął się bacznie przyglądać.
- Nie znam cię - odparł po dłuższej chwili.
- Angak Wzywający Wiatry. Służyłem pod pańską komendą w Twierdzy Smutku kilka lat temu.
- Za co siedzisz?
- Za dezercję, oczywiście - uśmiechnął się.
„Z dwojga złego wolę już tłustego mordercę” – pomyślał, po czym z bólem serca wskazał strażnikowi na kratę – Otwórz.
Strażnik skinął głową i otworzył bramę.
- Podziwiam, że pan przeżył tamtą…
- Stul pysk – syknął Grimes. – Potrzebuje po prostu kogoś do pomocy. Nie schlebiaj sobie zbytnio.
- Tak jest, kapitanie.
- Poruczniku – poprawił go Grimes.
- Uuu… Degradacja - syknął Angak.
- Wiesz co? – zwrócił się do strażnika. – Jednak wezmę jego – pokazał na pierwszego z chętnych.
- Już się zamykam – Angak podniósł ręce w geście poddania.

***

- Wyposażenie dalej tak samo tandetne – powiedział, przymierzając zbroję z symbolami paktu. – To co to za zadanie?
- Zwiady. Po prostu idziesz, gdzie ci wskaże i informujesz mnie o wszystkim, co zobaczysz. – odwarknął, odpalając pochodnie.
- Czy tam przypadkiem nie jest jasno? I czy pochodnie nie zdradzą naszych pozycji?
- Za dużo pytasz, Bjorn.
- Angak – poprawił.
- Jak wolisz – odparł, wciskając mu pochodnię. – To po to, byś nie wyrżnął na schodach. – dodał i zaczął prowadzić.
Po piętnastu minutach marszu gestem nakazał zgaszenie pochodni. Odczekali chwilę, aż wzrok przyzwyczaił się do półmroku. Znajdowali się w podziemiach wydrążonych przez starożytnych Dwemerów. Ziemia kąpała się w niebieskim świetle ogromnych, świecących grzybów. W ciężkim, chłodnym powietrzu wyczuwali zapach stęchlizny, pyłu i oleju. W oddali słychać było stukot nigdy niezatrzymującej się maszynerii o niejasnym przeznaczeniu.
Grimes wydał ręką rozkaz marszu. Po chwili, kuląc się w cieniu, starali się dotrzeć niezauważeni na miejsce opisane w raporcie. Angak powstrzymywał się od śmiechu, obserwując masywną sylwetkę porucznika kulącą się przed wzrokiem innych. Choć w zasięgu wzroku nikogo nie było, lepiej było dmuchać na zimne. A w tych okolicach zimnego było pod dostatkiem. Po dłuższym marszu porucznik położył się i zaczął czołgać. Po chwili Angak dołączył do niego. W okolicy nie było nikogo poza nimi.
- Według raportów tu mamy zacząć poszukiwania.
- Czego szukamy?
- Wszystkiego – syknął i zaczął schodzić w dół zbocza.
Gdy znaleźli się na dole, zaczęli się uważnie rozglądać.
- No więc wygląda na to, że się pomylili - rzekł Grimes, rozglądając się. Dopiero po chwili zauważył przyglądajacego się czemuś towarzysza – Coś tam wyniuchał? – spytał i zaczął iść w kierunku Angaka.
Angak kucał, wpatrując się w piasek przed nim. Po chwili wstał i zaczął się rozglądać. Bez słowa i zwrócenia uwagi na przełożonego podszedł w inne miejsce i przyjrzał się podłożu. Zrobił to jeszcze parę razy, po czym napotkał wzrok zmieszanego porucznika.
- Możemy już iść? – spytał.
- A co ci nagle tak śpieszno? Coś znalazł?
- Nic takie…
- Coś znalazł, pytam. Miałeś raportować wszystko. Zasady to zasady. A ich trzeba przestrzegać.
- Ostatni raz widziałem to, jak jeszcze służyłem.
- Nie pytałem o twoją historię! – warknął
- Wampir.
- Wampir? Wampira się boisz?
- Nie byle jaki. Dość potężny, by pokonać dużą grupę ludzi i nie zostawić prawie śladu.
Grimes rozejrzał się podejrzliwie.
- Wytłumacz.

17.06.2020 23:41
105
odpowiedz
1 odpowiedź
HellSpawn
3
Junior

Należały do wysokiego, ale raczej chuderlawego Khajiit o burej sierści i brązowych oczach.
Grimes rzadko spotykał przybyszów z Elsweyr, a do tych których znał podchodził nieufnie. Miałe mały problem z określeniem wieku ochotnika. Wydawał się jednak młody. Jego szara pręgowana sierść nie nosiła jeszcze śladów siwizny i wyglądał na sprawnego i zdrowego. Za to na nadgarstkach miał wyraźne odciski po niezbyt dopasowanych kajdanach tutejszych strażników, a kilka świeżych siniaków utwierdziło porucznika w przekonaniu, że z większym niż współwięźniowie, lecz nadal marnym sukcesem próbował opuścić to miejsce.
Podszedł do kraty i oparł się o ścianę przed Angrem. Przyjrzał mu się i przewiercił go wzrokiem.
- Rozumiem, że dla nas ma to wyglądać jak możliwość ucieczki przed karą, ale przejrzałem już lepsze sztuczki. Mimo to wolę umrzeć dla jednookiego żołnierza niż kuternogi kata.
Strażnik, o którym była mowa i rzeczywiście posiadał tylko część prawej nogi spojrzał na niego z wrogością i ruszył w stronę klatki, ale Grimes powstrzymał go ręką. W przeciwległym kącie, wśród z ciśniętych więźniów słychać było chichoty.
Przyjrzał się jeszcze raz ochotnikowi. Może na początku tego nie zauważył, ale teraz był pewien. Miał przed sobą lidera. Nienawidził liderów, miał pod sobą ludzi, ale jego zwierzchnictwo wynikało z wypracowanej pozycji. Jeżeli kazałby swoim ludziom walczyć do upadłego wynikałoby to z dziesiątek bitew, które przeżył i lat doświadczeń. Lider dominował podwładnych charyzmą i mógł równie dobrze prowadzić ludzi w niego wierzących do zwycięstwa lub na stos, i tak by za nim poszli.
Jeżeli absurdy stopni wojskowych czegoś Grimesa nauczyły to tego, aby pluć na takich ludzi. Lata egzystencji w strukturach wojsk Paktu pokazały mu jednak, że każdego lidera można było złamać. Za najlepszy przykład mógł posłużyć dowódca jego pierwszego oddziału, który był po prostu najbardziej charyzmatycznym i ogadanym z szeregowych. Tacy ludzie doprowadzają do śmierci tych najbardziej zagubionych na wojnie, czyli żołnierzy pierwszej linii frontu.
Jednak postawienie przy wyborze drużyny na takiego zuchwalca miało zalety. Ten w przeciwieństwie do współwięźniów nie będzie szukał szansy by wbić mu nóż w plecy, a szansy by go sobie podporządkować.
- Zaraz się przekonamy kto jest górą, kiciusiu. – pomyślał, po czym odchrząknął znacząco i zapytał.
- Za co tutaj siedzisz?
Strażnik więzienny trzymający dotychczas w rękach podniszczoną księgę otworzył ją i po chwili znalazł palcem na stronie odpowiednią linijkę.
- Awantury w lokalnych karczmach, rabunek, próba przemytu nielegalnych… - Grimes uciszył go ręką i spojrzał na ochotnika.
- To prawda? Pospolity rzezimieszka i łotr z zadupia?
Więzień prychnął zirytowany, a Angern wiedział, że mocno go uraził, przynajmniej jego ego.
- Najemnik z Gyrodiil. Wiozłem przesyłkę dla pewnego kupca, który wędrował do Whiterun.
Grimes uśmiechnął się do siebie w duchu. Miał rację, Khajiit chciał mu zaimponować. Jedyne co mógł odczytać z jego wyglądu to przynależność do armii, więc sam wyciągnął tą maskę. A może naprawdę był najemnikiem? Trudno powiedzieć. Nawet jeżeli kłamie przyda się.
- Dobra nadasz się. Jak cię zwą?
- Do’ener – odparł z wahaniem, jakby zastanawiał się czy ktoś zna to imię
- Dobra, wypuść go i oddaj to co miał w chwili aresztowania. – zwrócił się do strażnika
Strażnik oniemiał na te słowa, a następnie parskając z gniewu zaczął besztać Angrea.
- Ależ panie poruczniku! Więźień skłamał w trakcie przesłuchanie powinniśmy jeszcze raz przeprowadzić dochodzenie, przesłuchać…
Grimes przeszył go wzrokiem i strażnik zamilkł zanim jeszcze mu to nakazał i tylko skwapliwie wypuścił więźnia i udał się do strażnicy gdzie trzymano własność zatrzymanych.
- Widzę, że macie odpowiedni stosunek do zaznaczanie swojej pozycji kapitanie. – zachichotał Do’ener równocześnie patrząc kpiąco na wciąż uwięzionych, kiedy jeszcze niedawni towarzysze patrzyli na niego z mieszanką nienawiści i zdziwienia.
- Nie cieszcie się za bardzo, wyruszamy do Blackreach. – odwarknął Grimes, jednak nazwa jednego z najbardziej niebezpiecznych miejsc w okolicy nie wywarła zamierzonego efektu. Do’ener uśmiechnął się pod nosem i powiedział.
- Doprawdy? Nie tak dawno musiałem z stamtąd uciekać.
Angre zdziwił się. Nie spodziewał się, że trafił na kogoś kto był w Blackreach i do tego nie przestraszył się perspektywy powrotu tam, jednak nie dał się zbić z tropu i ponaglił idącego w ich stronę strażnika niosącego rzeczy jego towarzysza.
- Ubieraj się i weź to co potrzebne. Mamy jeszcze kupę roboty. – odparł z niesmakiem w głosie, po czym udał się wraz ze swoim nowym kocim towarzyszem w kierunku targu pod murami fortu.

Notka do redakcji: W pierwszym rozdziale użyto Blackreach, co czasem tłumaczy się na polski jako Czarna przystań, przynajmniej przy TES V. Brzmi trochę gorzej, ale w sumie sam nie wiem.

18.06.2020 11:15
Prane
👍
105.1
Prane
13
GRYOnline.pl

GRYOnline.pl

Hej HellSpawn - zakulisowo zdradzę, że zastanawialiśmy się czy stosować nazwę Blackreach czy Czarna Przystań. Postawiliśmy na tę pierwszą, bo jakoś lepiej z języka schodzi, natomiast jeśli ktoś w swoim zgłoszeniu będzie używał tej drugiej to nie mamy z tym problemu.

17.06.2020 23:48
106
odpowiedz
Leszyy
1
Junior

- Ja się zgłaszam.

Zza rogu wyszedł młody nord.

-Nazywam się Yngwe.

-Ah to ty jesteś ten nowy. Co nie podoba się w naszym przytulnym więzieniu?

-Ha jest świetnie, ale chętnie się przewietrzę.

Yngwe był nordem średniego wzrostu o długich blond włosach i strzelistej brodzie. Jego oczy wypełniał ogień, chęć wydostania się z tego miejsca. Był młody i niedoświadczony i jak wielu w jego wieku pragnął przygód i sławy. Jednak pech chciał, że wdał się w bójkę z synem pewnego generała paktu Ebonheart i tak tu wylądował.

-Co potrafisz młody.

-W skrócie jestem niezłym łucznikiem, potrafię posługiwać się toporami oraz znam się co nie co na runach.

-Hmm, nie najgorzej, ale z tego co słyszałem nie masz ani trochę doświadczenia, a do tego wiem dlaczego tu jesteś. Szkoda mi ciebie, ale nie wezmę nikogo nie doświadczonego w walce na taką misje.

W tym momencie Yngwe wybuchnął gniewem.

-Myślisz starcze, że jak jesteś żołnierzem to ci wszystko wolno i wszystko tak dobrze wiesz. Krytykujesz mnie tak jakbyś mnie znał !

Wartości jakie wyznawał lojalność, ambicja, adrenalina, poczucie siły zostały zmieszane z błotem. W jego oczach zabłysnął gniew, chęć walki i adrenaliny. Nie umknęło to Grimes'owi, gdy nagle spostrzegł chęć wykazania się i poczucia niebezpieczeństwa. Czyż on też taki nie był? Czy starsi też mu nie prawili tego rodzaju kazań. Więc postanowił dać młodemu szansę. Próba walki.

Obydwaj wzięli drewniane miecze i tarcze. Walka się rozpoczęła. Była krótka. Jednym precyzyjnym ciosem Grimes zakończył walkę.

-Hmm, miałem rację- powiedział żołnierz

-A niech to! Chcę rewanżu.- wykrzyczał rozgoryczany młodzian

Grimes zgodził się na kolejną walkę. Znów zwyciężył. Jednak Yngwe nie dawał za wygraną i dalej próbował aż w końcu, gdy Angra stracił czujność ten go trafił... a później został uderzony i padł.

- Hahaha trafiłem cię poruczniku.

- I to cię tak zadowala? Przecież mnie nie pokonałeś.

-Racja, ale za to byłem bliżej niż przedtem.

Tymi słowami nie tylko pokazał swój upór i determinacje ,ale i pazur młodości, choć nie wygrał walki to wygrał udział w ekspedycji, która miała być niebezpieczną przygodą której tak bardzo pożądał młody awanturnik.

17.06.2020 23:49
107
odpowiedz
Cyrus8888
1
Junior

- Dzień dobry…? – dobiegł chłodny i kpiący głos z głębi celi, podejrzanie znajomy głos – Ciekawie się zaczyna Grimes, jak tak dalej pójdzie to za chwilę postawisz nam wszystkim piwo i będziemy rozmawiać jakby nigdy nic się nie stało, a ostatnie co mieliśmy wspólnego ze sobą to posiłek na trakcie jako kompanija w podróży. Opowiedz nam co Cię tu sprowadza, bo raczej nie przyszedłeś tu na schadzki?

Oczy Angara zaczęły się pomału przyzwyczajać do niewielkiego światła, jakie tliło się w korytarzach greymoorowego lochu. Jego oczom ukazała się atletyczna sylwetka mężczyzny przeciętnego wzrostu, która zbliżając się odsłaniała więcej szczegółów, jak paskudna blizna na prawym policzku, czy dawno niegolony zarost, na którym zakrzepła już dawno mieszanka krwi, szlamu i bliżej nieokreślonej brei.

Porucznik przymrużył oczy, starając się rozpoznać zbliżającego się rozmówce, niemniej czas spędzony w celu skutecznie zatarł tego możliwość. Postanowił więc zaryzykować i odpowiedzieć, pierwszemu, który zdecydował się wyjść poza szereg, choć dziwne uczucie znajomości nie dawało mu spokoju.

- Mógłbym porozmawiać inaczej, tak jak zapewne mogłeś rozmawiać z jednym z tych, któremu krzywdę wyrządziłeś i zapewne za co również znalazłeś schronienie w tym przybytku – zamaszystym ruchem rąk wskazał na pomieszczenie – Jednakże nie mam czasu na rozrywki, czy inne rozciąganie kołem, więc przejdźmy, jak to u Was mówią, do interesów. Przedstawiać, jak widzę się nie musze, ale Tobie obdartusie by wypadało, bo wybacz, ale choć Twój głoś jakiś znajomy, to dostatecznie dobrze pisałeś się w lokalną modę, na tyle dobrze, że nie mogę Cię rozpoznawać. Zatem, ktoś Ty?

Więzień zbliżył się nieco pewniej, ale podejrzanie cicho do krat. Angar dostrzegł krzywy uśmiech i kilka również krzywych co niezdrowych zębów – może szkorbut… Na samą myśl odechciało mu się jakiegokolwiek posiłku.

Oj Grimes, tulu już nas nałapałeś, że nawet przestajesz pamiętać – zabrzmiał pewny siebie, cwany głos – Widzisz, kiedyś faktycznie moglibyśmy spotkać się w karczmie, wspólnie zjeść ptaszynę, czy nawet wędrować traktem, ale jeśli pamiętasz, zdecydowałeś inaczej, aby nie narażać swoich ludzi. Usłyszał splunięcie, ale pozostał w bezruchu, ponieważ właśnie zrozumiał. Do porucznika nagle dotarło z kim ma okazję rozmawiać, że też dopiero teraz – złajał siebie w głowie, że prawie było słychać w celi te razy i przekleństwa.

Przed nim stał jeden z nielicznych ocalałych strażników, którzy mieli okazję zapuścić się do Blackreach – Hernold zwany Kotem, ponieważ jak mało kto potrafił poruszać się bezszelestnie, nawet za dnia i znał okoliczne lasy oraz mniej uczęszczane trakty. Uśmiechnął się do swoich myśli, po czym spojrzał twardo na Hernolda.

- Zatem i ja wiem kim jesteś, a to dobrze się składa, bo jeśli jeszcze nie straciłeś swoich zębów Kocie, to ta robota jest właśnie dla Ciebie – dostrzegł błysk w oku uwięzionego Szelmy, niepokojący błysk. Jednakże tonący brzytwy się chwyta, a ta była, jak się okazało dość użyteczna. – Chwilo zapomnij o tym Hernoldzie, bo do wykonania jest następująca robota… - po krótce wyjaśnił na czym miałaby polegać ma misja, zbierając przy okazji kolejnych zainteresowanych i wybierając łącznie 5 skazańców – jak to adekwatnie teraz brzmi, pomyślał Grimes w głowie…

post wyedytowany przez Cyrus8888 2020-06-17 23:50:26
17.06.2020 23:52
Kashim 25
108
odpowiedz
Kashim 25
68
Centurion

Wystąpił pierwszy więźnia, Bretona skrępowanego w łańcuchach. Grimes przyjrzał mu się uważnie, średniego wzrostu, wychudzony. Widać gołym okiem było, że jest już stałym bywalcem.
- Imię?
- I tak byś nie zapamiętał poruczniku Grimes

Jeden z żołnierzy uderzył Bretona w głowę, rzucając w jego stronę przekleństwami. Ten nic z tego nie robił, chociaż przyglądał się dosyć długo strażnikowi.
- To jak mam na ciebie wołać?
- Zdam się na pańską wyobraźnię poruczniku. Przejdźmy do sedna, z pańskich słów wynika, że mam szansę odegrać rolę wzorowego obywatela? Czyżby trzeba wyruszyć w daleką podróż tam i z powrotem z lub bez pierścienia? Znam jednego, który ma oko do tego.

Grimes przyglądał się więźniowi. Facet był zabawny, a on nie znosił zabawnych facetów. Gnojek mu raczej się nie przyda. Palcem wskazał na jednego z żołnierzy.

- Słuchaj chłopcze... Szczerze, przed sobą widzę jedynie skórę i kości. Nie przydasz mi się. Zabrać...
Nim skończył, łańcuchy, które krępowały Bretona praktycznie wyparowały. A ów Breton wskazywał palcem w żołnierza, który stanął w płomieniach.
Reszta żołnierzy ruszyła na ratunek biedakowi, próbując zgasić płomienie. Więzień jeszcze chwilę patrzył na swoję dzieło po czym zwrócił się do Grimes.
- Widział już pan moje możliwości. Dowód na to, że jestem przydatny. A jak mawiał już nauczyciel, Mistrz Zając „na chłopski rozum” można przyjąć, że siedzę tutaj raczej z własnej woli. Tyle że pan potrzebujesz ludzi do brudnej roboty, a ja chciałbym rozruszać kości.
Pozostali stali w gotowości, Breton kontynuował swoją przemowę.
- Jako bonus mogę panu obiecać, że w żadnym wypadku pana nie zdradzę. A właśnie takich ludzi pan potrzebuje. Oczywiście, nie mogę tego samego obiecać innym współwięźniom, którzy z nami pójdą – mówiąc to zwrócił wzrok do pozostałych wieźniów.

Grimes nie zastanawiał się długo i podjął decyzję.

17.06.2020 23:53
109
odpowiedz
Jagata10
2
Junior

Trzech dobrze umięśnionych Nordów spod ciemnej gwiazdy wyłoniło się z cienia. Grimes przeleciał po nich pobieżnie wzrokiem. Pierwszemu z lewej brakowało oka, temu środkowemu ręki, a ostatniemu ucha. „Weterani wojenni”, myśl przeszła przez umysł Angra. Uśmiechnęli się do niego złowieszczo, a on intuicyjnie napiął mięśnie. Coś mu się w nich nie podobało.
- To co panie poruczniku, kogo mamy zaciulkać? – wysyczał ten w środku. – kochankę, która zaciążyła? Teściowa już zbrzydła? A może mały przewrocik w hierarchi strażników? My rozumiemy pana, z chęcią pomożemy pozbyć się niewygodnego problemu.
- Pozbyć to się możecie pluskiew z tyłka. – warknął rozzłoszczony Grimes. – następny!
Ponownie zapadła ciężka cisza. Więźniowie spoglądali po sobie, ale nikt nie odważył się podejść do krat. Porucznik westchnął ciężko, opuszczając ramiona. Nie tego się spodziewał.
- Nie rozumiem tego zaskoczenia, poruczniku. Czego innego mogłeś spodziewać się od bandy dbającej jedynie o własny ogon? – usłyszał za sobą rozbawiony żeński głos.
Instynktownie odwrócił się, wyciągając swój miecz i kierując go w stronę istoty, która miała czelność zajść go od tyłu. Był wściekły na siebie. Jak mógł stracić czujność i pozwolić, by więzień go ominął? Spojrzał prosto w czerwone niczym świeża krew oczy. Smukła kobieta opierała się o framugę drzwi. Patrzyła na niego z rozbawieniem, ale też zainteresowaniem. Leniwie skierowała swój wzrok na ostrze miecza celującego prosto w jej serce. Powoli podniosła ręce do góry.
- Poddaję się, poruczniku. – powiedziała, uśmiechając się ironicznie, po czym dodała zalotnie. – a może porucznik sam chce się o tym przekonać?
- Jak udało ci się mnie minąć? – zawarczał Grimes.
Zamiast odpowiedzieć na pytanie, uśmiechnęła się drapieżnie i przyłożyła palec do ust. Obserwowała go niczym pantera czająca się na swoją kolejną ofiarę. Angra odruchowo napiął wszystkie swoje mięśnie. Nagle cała jego pewność siebie wyparowała, a wieloletnie doświadcze w boju wydawało się niewystarczające, by zmierzyć się ze stojącą przed nim leśną elfką.
- Sithia, do usług. – ukłoniła się iście teatralnym gestem. – moją ceną jest wolność i posiadłość w Samotni, najlepiej taka blisko pałacu.
- Czemu miałbym cię ze sobą zabrać?
- A kto inny zgłosi się na samobójczą misję do Blackreach? – zapytała, przekręcając lekko głowę na bok.
Obserwowała go uważnie. Grimes skrzyżował ramiona na piersi.
- Skoro to samobójcza misja, to czemu chcesz tam iść? – zapytał, wytrzymując jej przenikliwe spojrzenie.
- Powiedzmy, że tamtejsze wampiry nie potraktowały mnie zbyt uprzejmie przy naszym ostatnim spotkaniu i chciałam im odwzdzięczyć za to. W końcu nie mogę pozwolić, aby banda dzikusów, która raczyła uczynić ze mnie królika doświadczalnego, dalej spacerowała beztrosko po tym świecie. – w jej oczach pojawił się nieskończony gniew oraz chęć mordu, ale po chwili zastąpiła je obojętność.
Skrzywdzona przez swoich wampirzyca i zabójczyni w jednym. To mogło oznaczać albo wiernego, lecz zabójczego sojusznika, albo wściekłą i nieokiełznaną kobietę mordującą każdego, kto się napatoczy. W Blackreach każda z tych osób mogła okazać się przydatna.
- Domu w Samotni nie dostaniesz. – odparł po chwili, badając jej reakcję.
- Spokojnie, poruczniku. – odparła, uśmiechając się złowieszczo, po czym dodała trzepocząc zalotnie rzęsami. – z chęcią podzielę z tobą łoże.
- Wtedy moje ostrze zapozna się wnikliwie z twoim sercem. – odwarknął Angra.
W odpowiedzi uśmiechnęła się, ukazując szereg białych zębów.
- Chodź za mną. – rzucił, ruszając ku drzwiom.

17.06.2020 23:54
110
odpowiedz
cezaryxdx
3
Junior

Ciche kroki należały do młodej około 17 letniej dziewczyny. Z pod błota i brudu bystro jaśniały jej niebieskie oczy. Dziwne miejsce dla takie ślicznotki w tym lochu. Co ciekawe współwięźniowie zachowywali od niej dystans. Gdy dziewczyna się zatrzymała w celi zapadła głucha cisza. Jakby wszyscy nagle przestali oddychać. Metaliczny zapach przeszył nos Grimes'a. Nie minął ułamek sekundy wszystkie latarnie przygasły a porucznik poczuł porażające zimno na swojej szyi. Była to lodowata ręka tej młódki. Szybkim ruchem Angra chwycił dziewczynę za szyję podniósł kilka centymetrów nad ziemię.
- Na.. daję... się? - jedynie to zdołała powiedzieć dziewczyna przez zaciśniętą szczękę.
Angra nie dowierzał w to co się stało. Jak ta dziewczyna przedostała się przez kraty? Oczywiście magia, ale teleportacja była zarezerwowana jedynie dla wielkich mistrzów ze Skyrim. Intrygująca dziewczyna pomyślał. Lepiej ją mieć przy sobie.
- Może być. - odpowiedział rzucając dziewczynę na na lodowate kamienie pokryte starą słomą. - jak cię zwą?
- Anja.- odpowiedziała wbijając bystry wzrok w porucznika, łapała ciężko oddech a na jej szyi powoli wychodziły ciemne krwiaki.
- Ktoś jeszcze chce popisywać? - głębokim głosem odezwał się Grimes.
Wśród osadzonych było kilku groźnie wyglądających morderców czekających na wyrok. Typowe zabijaki czekające na ofiarę w mrocznych zaułkach. Było też kilku strachliwych więźniów schowanych po kątach. Kulili się unikając najmniejszego promienia światła, które pośpiesznie zapalał jakieś strażnik po wyczynie Anji.
Jednak nie oni przykuli uwagę porucznika. Pod jedną ze ścian stali dobrze zbudowani bracia. Byli podobni jak dwie krople wody. Wyraźnie nie obchodziło ich co się dzieje dookoła nich. A jednak coś przykuło wzrok Angra.
-Wy dwaj! Podejdźcie tutaj! - zawołał - Jak macie na imię ?
Bliźniacy momentalnie odwrócili się w stronę porucznika i wolnym ale pewnym krokiem poszli w jego stronę. W ich podstawie było coś znajomego. Te ruchy, niby niedbałe ale widać że są gotowi na obronę, atak. Wiedział to bo sam się tak poruszał.
- Awan i Alan - odpowiedzieli równocześnie a ich głosy zlewały się w jeden. Ledwo można było odróżnić ich imiona, lecz porucznikowi się udało.
-Kto was szkolił? - to pytanie wyraźnie wstrząsnęło bliźniakami.
- Xo-Anga z Zamku Deszcz. - odpowiedzieli niepewnie. - Angra wiedział że kłamali, ale podejrzewał że jeśli byli szkoleni przez jego mistrza to nie ma większych wojowników w tej klatce niż Awan i Alan.
- No niech będzie. Pomóżcie dziewczynie. Idziemy na górę. Dam wam wyposażenie, jedzenie, a potem lepiej się poznamy.- szczerząc się okropnie powiedział porucznik ciągnąć soją drużynę ku wyjściu z lochów....

17.06.2020 23:55
111
odpowiedz
Sven Georgson
2
Junior

Z odległego, skąpanego w ciemności rogu celi wyłoniła się sylwetka wysokiego, muskularnego, łysego mężczyzny. Więzień odziany był w znoszoną lnianą koszulę, skórzane spodnie i sięgające kolan, wysokie buty. Jego brodata, pociągła twarz nie wyrażała żadnych emocji, w przeciwieństwie do pary wpatrzonych w porucznika błękitnych oczu. Zdecydowanie, koncentracja, odwaga, agresywność, brawura i pewność siebie. Głębokie, liczne blizny pokrywające szyję, twarz, ręce i prawdopodobnie resztę ukrytego pod ubraniem ciała, dobitnie świadczyły, że mężczyzna nie zdobył tych charakteryzujących go przymiotów grając w karczmie w kości lub hnefatafla.
- Gratuluję decyzji - Grimes uśmiechnął się półgębkiem. - Jak cię zwą?
Odpowiedziała mu głucha cisza, przerywana jedynie cichym piskaniem wygłodzonego szczura.
- Zadałem pytanie - odparł w końcu porucznik. - Rad byłbym więc usłyszeć na nie odpowiedź.
- Chyba raczej nie usłyszysz szefie - powiedział głos, należący do wylegującego się na jednej z drewnianych pryczy więźnia. - Ten Nord jest niemową. Ale siłę w łapskach to ma za trzech, możesz być pewien.
- Yrg Enilno... - skrzywił się Grimes. - Jeszcze cię nie powiesili, ty kupo smoczego łajna?
Leżący do tej pory Argonianin wstał i głośno się roześmiał.
- Porucznik Angra - powiedział z uśmiechem. - Jak dobrze znów cię widzieć! Miło w końcu porozmawiać z kimś na odpowiednim poziomie, towarzystwo złodziei i morderców, źle na mnie wpływa - Yrg uśmiechnął się jeszcze szerzej, odsłaniając niemal wszystkie gadzie zęby. - A powiedz, co u Trygwe? Nauczył się już trzymać topór lewą ręką? Wciąż chowa do mnie urazę za odchudzenie go o te kilka kilogramów zacnej prawicy?
- Nie prowokuj mnie, synu plugawej, śmierdzącej ropuchy i siadaj na ogoniastym zadzie, pókim dobry - warknął porucznik. - Moja oferta dotyczy wszystkich, za wyjątkiem ciebie. No, dalej chłopy, jeszcze jacyś chętni?
Z umiejscowionej po drugiej stronie celi pryczy wstał chudy, długowłosy mężczyzna. Jednak w momencie kiedy stawiał drugą stopę na zimnej, nierównej i zabrudzonej zakrzepłą krwią kamiennej podłodze, zamarł w bezruchu. Jego żylasta, odziana w proste i potargane szmaty sylwetka, wyglądała niczym groteskowa, cudaczna, ale niewyobrażalnie wręcz realistyczna rzeźba. Po krótkiej niczym mrugnięcie chwili, dołączyły do niej następne rzeźbiarskie dzieła, autorstwa najbardziej zdolnego artysty świata. Rzeźbiarz ten, z idealną, niemal boską precyzją, stworzył idealnie uchwycone sylwetki nieruchomego, śmiejącego się bezczelnie Argonianina, stojącego dumnie niczym ogromna góra, łysego, brodatego, muskularnego Norda z niewyrażającym żadnych emocji wyrazem twarzy oraz kilku zamyślonych, nieobecnych, skrytych w półmroku celi oprychów. Grimes szeroko otworzył oczy, popatrzył po zastygłych w bezruchu, zamienionych w kamienne rzeźby więźniach i zaklął szpetnie.
- Co do... - dodał po chwili, ale nie dokończył, gdyż przerwał mu nagły huk, wstrząs i oślepiający wręcz rozbłysk światła.
Obok Angra, gwałtownie i niespodziewanie otworzył się ciemny niczym nocne, bezgwieździste niebo, magiczny portal. Po chwili wyszła z niego kobieta. Wysoka, szczupła, odziana w ciemnozieloną, elegancko podkreślającą talię i sięgającą ziemi szatę. Jej długie, jasne, misternie zaplecione w wyszukany warkocz włosy, przyjemnie kontrastowały z dużymi, zielonymi oczami i charakterystycznie szpiczastymi uszami.
- Schowaj sztylet poruczniku Angra - powiedziała elfka. - I chodź ze mną, jeżeli chcesz żyć.

17.06.2020 23:55
112
odpowiedz
Polskikhajiit
1
Junior

- Zależy kogo potrzebujesz, o panie… - wtem na Grimesa spojrzały dzikie, złoto pomarańczowe oczy, w których ujrzeć można było dzikość i chęć przygody. – …złodzieja, wyszkolonego zabójcy, szlachetnego rycerza, który poświęci się dla wyższego dobra…
Grimes już po ostrym spojrzeniu więźnia wiedział, z kim ma przyjemność. Chciwość i spryt, tyle wystarczy, żeby opisać rasę Khajiitów. Ciche, drapieżne istoty, które nie często widywano na zimnych ulicach Greymoor.
- Potrzebujemy wojownika, a nie kandydata na trofeum na ścianę do salonu. Czemu, kocie, nie jesteś w swojej ciepłej ojczyźnie, czyżbyś wolał zimne i ponure klimaty?
- Ah tak… - z ciemności wyłoniła się postać, po której widać było, iż określenie jej kotem bardzo ją uraziło. - Cóż, jeśli zdołałem się przystosować do warunków, jakie tu panują, to i jestem w stanie przystosować się do mojej przyszłej roli. Jak widzisz, spośród tych wszystkich łajz, to ja jako jedyny jak na razie z tobą rozmawiam.
Khajiit podszedł do żelaznych krat. W świetle pochodni ukazała się cała postura zainteresowanego nową przygodą. Wysoki, jak na swoją rasę. młody osobnik zbliżył się do Grimesa, po czym spojrzał mu prosto w oczy. Po spojrzeniu Khajiita dało się poznać, że za wszelką cenę chce wyjść z tej ciemnej nory, w której był przetrzymywany.
- Jak na ciebie wołają?
- Ilare.
- Kim jesteś, i za co tu trafiłeś? Jak na nietutejszego, mówisz bardzo dobrze po naszemu.
Khajiit uśmiechnął się, widząc jak wszystko idzie mu po jego myśli.
- Jak już powiedziałem, potrafię się przystosowywać do danej sytuacji. W tej chwili jestem złodziejem… - oddalił się, podnosząc rękę w stronę Grimesa. – to chyba twoje – spojrzał z uśmiechem na twarzy i przymrużonymi oczami w stronę okradzionego.
„Jak to możliwe”, pomyślał Grimes. W tamtej chwili wzrok swój skupił tylko na jego ebonowym sztylecie, który zawsze trzymał w pokrowcu przy pasie, a który był teraz w rękach Khajiita. Angra zachodził w głowę, czy to podczas ich wymiany spojrzeń więzień dokonał kradzieży, mimo trzymanej w ręku pochodni, nie zauważyłby kiedy ręka złodzieja się do niego zbliża?
- Odkąd pamiętam, wychowałem się na tej ziemi. Jako porzucone dziecko, sam musiałem wszystkiego się nauczyć, walki, kradzieży, życia… - Kontynuował swoją wypowiedź, robiąc sztuczki przy użyciu sztyletu. – trafiłem tutaj przez złe dobranie swoich towarzyszy, lecz, jak to mówią, koty spadają na cztery łapy, czyż nie? – Wycelował sztyletem w stronę Grimesa.
Długo nie stał w takiej pozycji, od razu opuścił rękę i oddał właścicielowi jego przedmiot. Grimes spojrzał na Ilarego. Ruszył z miejsca, przechadzając się po lochu, patrząc raz na Khajiita, a raz na resztę więźniów, czekając, czy czasem któryś z więźniów nie jest jeszcze chętny na odkupienie swoich grzechów. Nikt jednak nie chciał sprzymierzyć się z władzami Greymoor.
- Raczej nie masz innego wyboru. – Stwierdził z pewnością w głosie Ilare.
- Trzeba przyznać, masz potencjał. Nie zmarnuj tylko tej szansy.
Ilare spojrzał z powagą na Grimesa.
- Nawet nie mam zamiaru.

17.06.2020 23:56
113
odpowiedz
Yesh
1
Junior

Po długiej chwili milczenia, Grimes usłyszał pierwsze kroki.

- Panie porucznik, kiedy kolacja? - Z cienia wynurza się Khajiit, którego jasne futro pokryte jest brudem więzienia. - Zamawiam mięso z horkera, podobno jeden z norskich specjałów, których nam odmawiacie w tym przytulnym miejscu - wyszczerzył kły w uśmiechu i oparł łapy zakończone pazurami na grubych żelaznych kratach odgradzających go od wolności.
- Taaak. I nie zapomnij o mleku, cały czas o nim marudzisz. - Oczy Grimesa w końcu przyzwyczaiły się do półmroku, dzięki czemu zobaczył leniwie rozciągniętego na pryczy Bosmera, który niewątpliwie starał się powiększyć zamówienie kota.
W celi obok znajdował się jeszcze jeden Bosmer - nieczęsty widok tak daleko od wojennego frontu. Jednak o ile Khajiit i Leśny elf ciągle dowcipkowali pomimo swojej nędznej sytuacji, Leśna elfka złapana razem z nimi zachowywała spokój. Jakby na coś czekała. Grimes Angra poczuł lekką nudę zawodu, gdy nawet nie podniosła wzroku, gdy zaproponował wyprawę.
- ... i na srebrnych tacach. - Dyskusja między tamtą dwójką nadal trwała w najlepsze. - A ty na co masz ochotę Ayv?
- Oh, uspokójcie sie w końcu - dobiegło z celi Bosmerki. Jej wzrok spoczął na Bosmerze, który momentalnie się uspokoił. Nawet Khajiit przycichł.
Ta kobieta ma moc, pomyślał Grmes. Może i dobrze, że nie chce iśc na tą wyprawę. Szkoda tak charyzmatycznych ludzi czy elfów. Zaklął cicho pod nosem. Momi wszystko spodziewał się jakiegoś złodziejaszka czy innego kretyna z marzeniem o zostaniu czempionem Króla Skalda, który zgłosi się na wyprawę i zostanie co najwyżej mięsem armatnim w razie konieczności.
- Hmmm, widać, że z was trzęsiportki i mlekożłopy - zadrwił z więźniów. - Okradać staruchów czy mordować naćpanych każdy potrafi, ale jak macie okazję zostać kimś więcej to kulicie się w swoich celach. Spójrzcie na siebie - rzucił zniesmaczony, wskazując na nich.
Niemal każdy z więźniów siedział z opuszczoną głową lub wpatrywał się w kamienną podłogę lub ściany. Wszędzie, byle nie na porucznika. Zdegustowany brakiem reakcji, Angra odwraca się do wyjścia.
- To był beznadziejny pomysł, nawet jak na mnie - zamruczał, kręcąc głową. - Myśleć, że którykolwiek z tych kretynów pójdzie za mną do Blackreach..
- Blackreach? Czarna Przystań?
Tego się nie spodziewał. Odwrócił się, aby spojrzeć w dziwnie przekrwione oczy Bosmerki. Nigdy nie uważał, żeby elfy były interesujące, jednak coś w tych oczach go fascynowało.
- Tak, proponowałem wam misję ze mną do Blackreach - powiedział, gdy otrząsnął się z szoku. - Skąd właśniwie Leśny elf wie o jej istnieniu?
- Chłopie, zdziwiłbyś się ile rzeczy wie moja siostra - odezwał irytujący Bosmer.
- Bądź cicho Ayveronie - skarciła najwidoczniej swojego brata. - Nieważne skąd wiem o Czarnej Przystani, ukrytym świecie pod Skyrim czy też dwemerskim mieście. Jak zwał, tak zwał. Ważne natomiast jest to, że pójdę z tobą poruczniku Grimesie. - Angra napotkał jej twardy wzrok i wiedział, że nie obejdzie się bez warunku.
- Wiesz, że nie jesteś w pozycji, aby stawiać warunki. - Grimes starał się rozegrać tą grę na własnych warunkach. Przeciez nie jest aż tak zdesperowany, aby uzyskać towarzysza. Nie, nie ma mowy, żeby był o tak źle.
- Wiem. - Grimes podziwiał jej opanowany ton. W końcu jej brata i znajomego skazano na ścięcie, zaś ona sama nie ma perspektyw na ponowne ujrzenie światła dziennego. - Pójdę z wami, poruczniku. Proszę jedynie o uniewinnienie dla mego brata. Kota możecie przerobić na rękawiczki - dodała ze złośliwym uśmiechem.
- Co?
- Tak nie można!
- Ayverai!
- Na rękawiczki?
Raban podniesiony przed Leśnego elfa i jego przyjaciela był nie do zniesienia.
- Przymknąć się tam - krzyknał Angra. - Chcecie zawisnąć już dziś?
Krzyki zamieniły się w pomrukiwania. Porucznik Angra podszedł do celi elfki o imieniu Ayverai. Jej oczy pełne determinacji nadal go fascynowały. Z jej miny wywnioskował, że wiele widziała i dokonała. Choć z tego co czytał w raportach, podczas aresztowania poddała się niemal bez walki.
- Dlaczego mam iść ci na rękę, elfko?
- Może dlatego, że już wspólpracowała z waszym wielkim herosem, Lyris Titanborn - burknął Ayveron.
- Tak - odezwała się Ayverai, zanim Grimes zdążył przetrawić ostatnią informację. - Pomagałam Lyris. Zdobyłyśmy informację o wiedźmach sprzymierzonych z wampirami. Pracują nad tymi anomaliami, które nazywacie Morowymi Burzami.
Grimes Angra patrzył z podziwem na ta kuchą kobietę Leśnych elfów, która jak widać współpracowała z bohaterką wszystkich Nordów. Bosmerką, która mogła być kluczem do jego przetrwania w Blackreach. Może nawet do odniesienia sukcesu.
- Zgoda. - Grimes pokiwał głową, nie mogąc nadziwić się swojej ufności.
***
Kilka godzin później, Ayveron i jego przyjaciel, który jak się okazało nosi ciekawe imię Połykacz Dystanów, odziani we własne zbroje żegnali się z osobą odpowiedzialną za ich wolność. Z daleka słychać było kłótnię rodzeństwa, która w końcu zamieniła się w nieme uznanie faktu przez Ayverona.
Jego siostra, Ayverai, zmierza niemal na pewną śmierć, pomyślał Grimes. I kolejny raz z Nordem.
W końcu, ubrana w swoją czarno-niebieską zbroję, Ayverai podchodzi do Angry.
- Jestem gotowa poruczniku Angra.
- Nie masz jeszcze konia..
- Nie trzeba - Ayverai gwizda, a z eteru pojawia się wspaniały, czarny koń, idealnie pasujący do jej zbroi. - To długa historia, poruczniku. Ocalmy Skyrim, poruczniku - uśmiecha się ciepło.
- Tak, ruszajmy.

17.06.2020 23:57
114
odpowiedz
Lukianović
6
Legionista

W kierunku porucznika zmierzał Khajiit. Gdy blask pochodni zaczął oświetlać jego sylwetkę dało się zauważyć, że jest kompletnie wymizerowany i wychudzony. Najwyraźniej pobyt w więzieniu niespecjalnie mu się przysłużył. Do krat podszedł jednak całkiem żwawo, zupełnie jakby chciał mieć pewność, że nikt go nie ubiegnie. Może wcale nie był aż tak wyczerpany na jakiego wyglądał. A może wezwanie porucznika napełniło go jakąś nadzieją, może upatrzył tutaj swoją szansę.
Grimes chciał dokładniej przyjrzeć się więźniowi, uniósł więc pochodnię, aby ta rozświetliła jego gębę. Słowo „gęba” użyte jest tutaj nieprzypadkowo, gdyż użycie słowa „twarz” w przypadku tego osobnika byłoby nie na miejscu. Słowo „twarz” nie ma bowiem negatywnego wydźwięku i raczej nie przywodzi na myśl nic niepokojącego. To co jawiło się na obliczu Khajiita wzbudzało z całą pewnością przerażenie, ale są pewnie i tacy, u których taki widok wywołałby obrzydzenie czy zwyczajną niechęć. Jego gęba była pełna podłużnych, wąskich, głębokich blizn, rozchodzących się w różnych kierunkach. Takich ran z pewnością nie zadało żadne ostrze – musiała być to więc pamiątka po starciu z jakimś potworem, który z twarzy khajiita zrobił worek treningowy. Grimes rzucił także okiem na resztę ciała. Klatka piersiowa oraz ręce khajiita również były poranione, chociaż w porównaniu do jego twarzy, wyglądały raczej, jakby były podrapane. Szczególnie jego prawa ręka wyglądała tak, jakby zbierała bęcki częściej, niż którakolwiek inna część ciała. Futro miał całe lepiące się od brudu, w wielu miejscach posklejane. Wyraźnie było widać, że potrzebna mu się kąpiel, ale w więzieniu na takie luksusy nie mógł liczyć. Uwagę zwracało także lewe ucho – miało ucięty pod skosem czubek.
W pierwszej chwili porucznik pomyślał, że „z tego kota pożytku mieć nie będzie”. Wynędzniały khajiit wzbudził w nim raczej litość, a on potrzebował twardych wojowników, którzy będą zabijać przeciwników samym spojrzeniem. Pewna myśl wciąż zaprzątała mu jednak głowę. Rany na ciele khajiita świadczyły, że osobnik ten stoczył na szlaku wiele pojedynków. No i skoro stał tu teraz przed nim, żywy, to znaczy, że z tych pojedynków musiał wychodzić zwycięsko. Tak przynajmniej podpowiadała logika. Grimes postanowił poddać go pewnej próbie. Zaczął wpatrywać się Khajiitowi prosto w oczy i świdrował go swoim wzrokiem. Chciał tym samym wywrzeć na nim pewne wrażenie oraz dosadnie zaznaczyć, kto tu rządzi. Na więźniu nie zrobiło to jednak większego wrażenia, a jakby tego było mało, odpłacił się porucznikowi dokładnie tym samym. Stali więc tak gapiąc się na siebie, pojedynkując się wzrokiem, ale żaden ani myślał ustąpić. Wyglądało na to, że twardy Nord trafił na równie twardego Khajiita. To był moment, w którym porucznik zrozumiał, że nie ma do czynienia ze zwykłą istotą. A więc z kim? Nadszedł czas, by przejść do słów. Porucznik zaczął twardo i oschle:
- Imię
- Dro'zharr
- Wyrok
- Zgnić w lochu
- Za co?
- Kradzież
Khajiit odpowiadał zdawkowo, był oszczędny w słowach. Ale grzecznie odpowiadał na każde pytanie, nie zgrywał chojraka, jak to mają w zwyczaju różni zawadiacy, rozmawiając z stróżami prawa.
- Kradzież czego? - ciągnął dalej porucznik
Tutaj Khajiit zamilkł na chwilę. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, lecz nagle jakby uznał, że nie warto i zamilkł całkowicie. Widać nie chciał się przyznać, na co się porwał. Porucznik jednak cały czas czekał na odpowiedź. Wtedy khajiit rzekł:
- Kradzież rodowego pierścienia kapitana Beinarda
Wtedy pozostali więźniowie, do tej pory siedzący zupełnie cicho, obruszyli się. Jeden z nich zaczął wrzeszczeć:
- Kłamie! Trafił tu za jakąś drobną kradzież. Ale na pewno nie okradł Beinarda! Poza tym, kiedy to się stało siedział z nami, tu, w celi.
Drugi współwięzień dodał:
- Popisuje się! Gdyby udowodnili mu, że to on ukradł ten pierścień, to już by nie żył! Z resztą, taka łamaga jak on nie mogłaby dokonać takiej rzeczy!
Rzeczywiście, kradzież rodowego pierścienia kapitana Beinarda była jedną z najgłośniejszych i najbardziej zuchwałych kradzieży, o jakich słyszało Greymoor. Beinard miał bzika na jego punkcie. Podobno była to jakaś pamiątka, przekazywana z ojca na syna, to jednak nikogo nie interesowało. Znacznie ciekawsze było natomiast to, że pierścień ma podobno niebotyczną wartość, a inne plotki mówiły o jego potężnych właściwościach magicznych. W każdym razie, każdy chciał ten pierścień zdobyć dla siebie, a Beinard nie zdejmował go z palca nigdy, pod żadnym pozorem. A mimo to, ktoś mu ten pierścień ukradł. Podobno stało się to podczas przeprowadzania jednej z inspekcji Fortu Greymoor. Kapitan doglądał wtedy wojsk, spacerował po murach i dokonywał inspekcji więzienia. Kiedy wrócił do swojego biura, żeby zasiąść wygodnie na wyściełanym aksamitem krześle, spostrzegł, że jego palce są wolne od jakiejkolwiek biżuterii. Co się wtedy działo! Beinard chodził wściekły i zrozpaczony przez trzy tygodnie. Wielokrotnie nakazywał przeszukanie każdego mieszkańca, każdego lokum, każdej beczki, każdej dziury w ziemi, każdej mysiej nory... Bez skutku oczywiście. Sprawcy ani pierścienia nigdy nie znaleziono. A teraz, nagle znalazł się Khajiit, który twierdzi, że jest odpowiedzialny za całą sytuację. Grimes jakoś nie chciał w to uwierzyć, co też dosadnie wyperswadował Khajiitowi:
- Chyba nie ma w tej krainie ani jednego złodzieja, który tej konkretnej kradzieży nie chciałby zapisać na swoje konto. Czyn ten wymagałby także pewnie nie tylko umiejętności, ale i miesięcy przygotowań i planowania. A twoi współosadzeni poświadczyli właśnie, że w momencie kradzieży siedziałeś z nimi w jednej celi. Jak dla mnie jesteś zwykłym kłamcą.
Khajiit jednak zamiast się odezwać, zrobił coś dziwnego. Powoli i spokojnie wysunął przed siebie swoją prawą rękę, pięść miał zaciśniętą. Przełożył ją przez otwór w kracie i podstawił pod nos Grimesowi. Następnie odgiął palce i na otwartej dłoni dało się zauważyć niewielki przedmiot. Był to srebrny pierścień z jakimś klejnotem. Na jego zewnętrznej stronie widniały wymyśle wzory, na wewnętrznej wyryta była ledwo dostrzegalna inskrypcja. Klejnotem osadzonym w pierścieniu był natomiast akwamaryn. I kiedy Grimes sobie to uświadomił, lekko się wzdrygnął. Tak, to był rodowy pierścień kapitana Beinarda. Dokładnie ten sam, który jest nawet do dziś najbardziej poszukiwanym przedmiotem w forcie. Grimesa zamurowało całkowicie. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w przedmiot leżący na dłoni Khajita, zupełnie jakby był przezeń zahipnotyzowany. Zaraz jednak opamiętał się i poddenerwowany rzekł:
- Do licha ciężkiego, skąd żeś to wziął?
- Być może kiedyś o tym opowiem. Ale teraz, zdaje się, mamy jakąś misję do wykonania?
W głowie porucznika roiło się teraz od wielu sprzecznych myśli. Mógł zyskać wsparcie w postaci wyjątkowego, ale też nieco tajemniczego złodzieja, dla którego, jak widać, nie ma rzeczy niemożliwych. Ale równie dobrze to mógł być jakiś podstęp z jego strony, pułapka i sam mógł paść później jego ofiarą. Postanowił jednak zaryzykować:
- Dobrze więc, witam w drużynie - stwierdził, a następnie szybkim ruchem zwinął Khajiitowi pierścień z dłoni, mówiąc:
- Ale ten pierścień wezmę na przechowanie

17.06.2020 23:59
115
odpowiedz
Włoczykij
2
Junior

Po długiej chwili milczenia, Grimes usłyszał pierwsze kroki.
Przyjrzał się stanowiącej obraz nędzy i rozpaczy Argoniance i westchnął. Kobieta była niezdrowo chuda i a jej ubranie brudne i zniszczone. Tylko to, że była wykonane z materjałów wysokiej jakości sprawiało, że dalej jej ubiór utrzymywał się w jednym kawałku. W jej oczach kryła się determinacja i nadzieja.
Podeszła do krat i powiedziała.
- Powiedz mi człowieku co to za szansa na odmienienie mego losu się przedemną otwiera? - Powiedziała chrapliwym głosem.
Angra przyjrzał się jej próbując ocenić jej przydatność w wyprawie. A fakt ze była Argonianką w tej sytuacji przemawiał na jej korzyść. Natomiast buńczuczność i śmiałość pytania postanowił zignorować.
- Jak masz na imie?
Westchnęła wiedząc co się za chwile stanie - Strzała-W-Kolano - powiedziała w swym języku.
-"Szzczalulono " ? Co to w mordę ogóle znaczy?
-Hej, kiedy się pytasz bądz gotowt na odpowiedz - powiedziała rozkładając rece - najbiższe znaczenie to będzie "wymówka do pozostania w domu".
-W porządku Wymówka- Grimes rozejrzał się po wiezieniu. Na razie nikt oprócz niej nie garną się do rozmowy z nim postanowił wiec naświetlić im sytuacje. Mówił do Wymówki, ale tak, żeby go wszyscy słyszeli. - wybieram się do Blackreach z misją zwiadowczą. Czy znasz jakieś umiejetności, które mogły by mi się przydać?
Oczy Wymówki lekko się ożywiły, a potem powróciły do poprzedniego stanu, po czym parsknęła śmiechem — A jak myślisz człowieku, który się jeszcze nawet nie przejawiłeś, Mam ? Po czym wykonała powolny obrót machając ogonem.
- Myślę, że masz - usmiechnoł się pod nosem, jaszczuroludzie byli znani ze swojego poczucia humoru. - a gdyby się okazało, że jednak nie poradzisz sobie na bagnach zawsze mogę cię utopić.
Oboje wybuchli gromkim śmiechem a atmosfera w celach się rozluźniła. Jeden rzut oka pozwolił Porucznikowi stwierdzić, że reszta więźniów podjęła już decyzje i że zaraz zgłosi się ktoś jeszcze.
-Mam ma Imie Porucznik Angra Grimes. Przyjmuje twoje zgłoszenie na ochotnika.

18.06.2020 10:24
Amadeusz ^^
😁
116
odpowiedz
3 odpowiedzi
Amadeusz ^^
171
of the Abyss

Ja tylko chciałem przekazać wyrazy współczucia członkowi redakcji który będzie musiał przedrzeć się przez te ściany tekstu i jakoś wyłonić zwycięzcę.

Jestem też pod wrażeniem ilości nowych kont, ze 118 postów 109 napisanych zostało przez Juniorów, co daje 92%, to chyba nowy rekord, nawet dla konkursów?

18.06.2020 10:46
Soulcatcher
116.1
Soulcatcher
240
New World

To nie jest konkurs dla forum tylko dla społeczności ESO i ci gracze zakładają konta aby brać udział w konkursie, kilku miało już konta na GOLu, logiczne.

All: pięknie to napisaliście.

I moja uwaga, serów w Western Skyrim jest pod dostatkiem, jest nawet specjalne Osiągnięcie za odnalezienie ich wszystkich gatunków :)

post wyedytowany przez Soulcatcher 2020-06-18 10:47:57
18.06.2020 11:10
Prane
😁
116.2
Prane
13
GRYOnline.pl

GRYOnline.pl

Hej Amadeusz ^^ - ślicznie dziękuję za wyrazy współczucia, przedzieranie się idzie nam nadzwyczaj sprawnie! Wczoraj w połowie dnia było może 30-parę zgłoszeń, więc przyznam że spodziewałem się około 50. Budzę się rano... i jest jak jest. ;)

Co do wysokiego odsetka Juniorów - wszystkich serdecznie witamy na Forum GOL-a i cieszymy się, że nasz konkurs spotkał się z zainteresowaniem!

18.06.2020 15:26
Amadeusz ^^
👍
116.3
Amadeusz ^^
171
of the Abyss

E tam, przeczytać to pół biedy.

Wybrać zwycięzcę w z prawie stówy tekstów gdzie niektóre mają ponad 1000 słów, to jest sztuka.

18.06.2020 12:10
117
odpowiedz
magikusgieurs
1
Junior

Wiem że jest już po czasie, ale mogę chociaż spróbować
Zdradzą. Wszyscy zdradzą. Uciekną przy pierwszej okazji. Nie miał co do tego żadnych wątpliwośći.
Pierwszy podszedł bardzo młody, dobrze zbudowany nord, ogłaszając że woli umrzeć w walce niż zgnić w więzieniu. Nazywał się Hrokvil Niedźwiedzia Łapa. Biedak. Bardzo mało wiedział.
Drugi wystąpił argonian. Niski, brunatna skóra. Miał jeden kręcony róg, drugi był odcięty przy samej nasadzie.
- Jestem Seeish. Idę - głos miał cichy i piskliwy.
Jednak chyba wolał żeby uciekli przy pierwszej lepszej okacji. Grimes próbował unikać stereotypów, ale wtedy czuł już jego pazury na szyi. Zaczął żałować swojego świetnego planu, ale było już za późno.
- Jaka nagroda? - ktoś odezwał się z tłumu
- Wolność
- Dzisiejsza wolność dla khajita nic nie warta - odpowodział ten sam, kobiecy głos z mocnym akcentem. Jego właścicielką była szczupła khajitka opierająca się o ścianę.
- Wszystko co znajdziecie podczas wyprawy - jeśli powrócicie z tym żywi, dodał w myślach.
Kobieta zastanawiała się przez sekundę. Ale porucznik zauważył ten błysk w oku khajitki. Bardzo łatwo ich przekupić skarbami których pewnie nigdy nie zobaczą.
- Hicko, idziemy - zwróciła się do swojego kumpla siedzącego na ławce.
Hicko wstał i okazało się że był on potężnie zbudowanym redguardem, wyższym od porucznika Angra o dobrą stopę. Wyglądał jabky nie wygiął dotąd krat tylko z grzeczności. I choć bardzo silny, wydawał się raczej tępawy. Musiał być czymś w rodzaju ochroniarza kocicy.
Reszta więźniów albo spała, oglądała zamieszanie albo wogóle je zignorowała.
- Dobrze, jeśli nikt...
- Jeszcza ja, ja - do krat doczłapał się staruszek. Porucznik wcześniej nawet go nie zauważył - Idę z wami!
Powiedzieć o nim że wyglądał słabo to nic nie powiedzieć. Dziadzina był skulony, kościsty i ogólnie wyglądający jakby miał się rozlecieć na wietrze.
- Człowieku, odpuść sobie
- Panie, spędziłem całe życie jako biedak i przybłęda. Pozwól mi chociaż umrzeć z honorem.
- Jak takie twoje życzenie... tylko nie spowolniaj wyprawy - Grimesowi zrobiło się żal starca. Ale jeśli jego wolą jest umrzeć w cierpieniu, to kimże jest Grimes żeby się z to wolą kłócić.
I o to stała przed nim grupa Pięciu Komapanów. Smarkacz, niepokojąca gadzina, chciwy kot, tępy olbrzym i staruszek z jedną nogą w grobie. Mogło być lepiej. Ale mogło być też gorzej. Chyba.
- Strażnik, otwórz cele
Może byli fałszywi zdrajcami, głupcami, zbrodniarzami. A może nie. Nie miało to dużego znaczenie. Grimes nie planował dłuższej znajomości z nimi. Jeszcze nikt nie wrócił z Blackreach.
***
Wszystko zaczęło się trzy miesiące temu, kiedy w ruinach jednej z dwemerskich fortec jakiś badacz odkrył korytarz wiodącu głęboko podziemię. Dwemerski miasta słyneły z zawiłych korytarzy i tajnych przejść, ale ten był wyjątkowo długi, a po jakimś czasie zaczął się zmieniać w serię jaskiń. Podobno znalazł on tam legendarne dwemerski podziemne miasto, Blackreach. Badacz odkrył tam wiele klejnotów i cennych metali. A przynajmniej tak uważał, bo kiedy wrócił do miasta był kompletnie oszalały i ledwo mógł złożyć sensowne zdanie. Bełkotał coś o końcu świata i czarnych znakach. Po jakimś czasie znaleziono go martwego. Przed śmiercią węglem narysował na swojej klatce piersiowej czarny krzyż. A później wbił w niego sztylet.
Od tego momentu było coraz gorzej. Co poniektórzy “poszukiwacze skarbów” zachęceni wizjami bogactwa wyruszyli na podróż do podziemi. Żaden nie powrócił. Nie duża strata, głupcy zawsze będą głupcami, powtarzał Grimes. Dużo większym problemem stały się “czarne znaki”. Po mieście bowiem zaczęły się na murach i ścianach pojawiać czarne krzyże. Czasami udało się łapać ludzi na gorącym uczynku kiedy je rysowali, ale ci nawet na torturach wypierali się żeby kiedykolwiek takie krzyże tworzyli. A później zaczęły się zniknięcia. W całym mieście zaczęto ludzie przestawali z dnia na dzień istnieć, jakby rozpływali się we mgle. Nie było żadnego domysłu kto zaginie kolejny. Znikali biedacy, wojownicy, urzędnicy jak i kapłani. Przed zaginięciem podobno nie wykazywali żadnych oznak, ale często później w ich pokojach znajdowano całe ściany w znakach. I każdy wiedział, że przyczana tego szaleństwa musi leżeć w Blackreach.
***
Od samego początku wszyscy wiedzieli o co chodzi. Nikt nie zamierzał darować im życia za trywialne zadanie. Wiedzieli że chodzi o wyprawe wgłąb ziemi.
Przed tym jednak Grimes musiał ich uzbroić. Nord i reguard wzięli ciężkie zbroje i miecze ze zbrojowni. Shamari, bo tak nazywała się khajitka, wybrała lekką skórzaną zbroję, nóż i krótki łuk. Argonian Seeish wziął tylko sztylet, bo uznał że zbroja tylko by mu przeszkadzała w skradaniu się. Ta uwaga sprawiła że Grimes coraz bardziej był przerażony jaszczurką. Jedyny problem był ze starcem, na którym każda zbroja wisiała. W końcu udało się znaleźć leciutki kaftan i króciutki miecz które ten mógł udźwignąć.
Później Angra wziął ich wszystkich do tawerny żeby mogli się najeść i wyspać. Zdradził im też plan wyprawy. Nie był on jednak skomplikowany, brzmiał “iść do Blackreach i sprawdzić o co chodzi”. Grimes nie miał pojęcia czego ma się spodziewać.
- Co się w tym mieście do cholery dzieje?! - prawie wykrzyczał załamany porucznik.
Następny dzień zaczął się kolejną okropną inforamcją. Hrokvila znaleziono martwego w jego pokoju. Jego klatka była przebita, a wcześniej przekreślona węglem. Nie było widać żadnych śladów walki, młodzian leżał na łóżku jakby zrobiono to w jego śnie. Grimes wypytał reszte więźniów czy cokolwiek słyszeli lub widzieli, ale każdy zaprzyczył. Później obejrzał ich bronie, żadna nie miała śladów zabójstwa. Nie byłby to jednak problem wykraść się, zabić, a później wyczyścić swoje ostrze. Szczególnie jeśli ten ktoś lubił się skradać, pomyślał Grimes spoglądając w stronę Seeisha.
Porucznik jednak nie mógł już anulować swoich planów, więc jedyne co mógł to wyruszyć ze swoją “drużyną” w stronę dwemerskiego miasta. Gdy jednak przekraczali bramę, usłyszał kroki i znajomy głos wołający za nim.
- Poruczniku, słyszałem że brakuje Panu jednej osoby. Stanowczo nalegam żeby mnie Pan zabrał – powiedział zsapany sierżant Gutrim – Wybrałemnajlepszego mojego chłopa, Jochela, żeby zajął moje miejce. Zna go pan, on jest świetny człowiekiem, mądry jak sowa. Napewno utrzyma w ryzach...
- Cicho, już dobrze sierżańcie
Grimes nie chciał narażać Gutrima, był on jego jedynym prawdzim przyjacielem w tym cholernym mieście. Spojrzał jednak po reszcie swoich kompanów i uznał że dobrze by było mieć przy sobie kogoś kto nie jest kompletną tajemnicą. Jego poostura i umiejętności walki były też miłym dodatkiem.
Dobra sierżańcie, mam nadzieje że jesteście spakowani bo wyruszamy
Mam wszystko przy sobie porucznku! - z radością oznajmił Gutrim
I tak o to po ciężkim początku, cała szóstka wyruszyła. Tak właśnie się zaczeła się okropna misja, która miała się skończyć w samym sercu Blackreach.

18.06.2020 17:02
Prane
😊
118
odpowiedz
Prane
13
GRYOnline.pl

GRYOnline.pl

Uff - udało się. Przeczytane. :)

Przed Grimesem Angrą stanęło ponad 100 kandydatów - nordów, khajiitów, bosmerów, altmerów, argonian innych łajzo-stworzeń Tamriel. Wybór nie był łatwy, bo zaprezentowali się zarówno wojowniczy wojownicy jak i magiczni magowie, choć nawet oni ustępowali ilością tajemniczym, bezszelestnym, i zakapturzonym typom spod ciemnej gwiazdy (a więc mem o kończeniu jako skradający się łucznik pozostaje w mocy...). Wszystkim dziękujemy za zgłoszenia. Dzięki Wam wyprawa do Mrocznego Serca Skyrim może się rozpocząć!

Nagrodę Konkursową w etapie Rozdział I otrzymują:
- MrsPropaganda za postać Sha'anksa, gadatliwego khajiickiego skradacza i entuzjasty substancji rekreacyjnych
- NicoleEirin za postać Veranque, optymistycznej magicznej elfki parającej się nekromancją i uzdrawianiem
- Corvum_Mortem za postać Micareth, zwinnej wojowniczki przekładającej myślenie nad brutalną siłę

Jutro, to jest w piątek 19 czerwca, zapraszamy wszystkich na grupę https://www.facebook.com/ElderScrollsOnlinePoland/ , gdzie w ramach wyboru społeczności będziecie mogli zadecydować, kto z trójki bohaterów zostanie prawą ręką porucznika Angry. Dla celów... czysto organizacyjnych wewnątrz drużyny, wiecie. Wybrane zgłoszenie otrzyma ponadto Nagrodę Społeczności.

Zwycięzcom gratulujemy, będziemy się z Wami kontaktować drogą mailową w sobotę w celu ustalenia szczegółów przekazania nagród. Uczestnikom, którym tym razem się nie powiodło przypominamy, że Nagroda Autora czeka na jedną osobę która udzieli odpowiedzi na każdym z czterech etapów konkursu.

Wreszcie, wszystkich zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 22 czerwca. Będzie czekał na Was Rozdział II, szansa na popchnięcie akcji do przodu i oczywiście kolejna szansa na zdobycie nagród!

post wyedytowany przez Prane 2020-06-25 14:29:45
Forum: Konkurs Wszystkie drogi prowadzą do Blackreach - Rozdział I