Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 24 grudnia 2002, 11:46

autor: MAO

Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia - recenzja gry

The Lord of the Rings: The Fellowship of the Ring to już druga próba przeniesienia niezwykle rozbudowanego, fantastycznego świata, stworzonego przez J.R.R. Tolkiena w realia gier komputerowych...

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Bardzo się cieszę, iż przyszło mi pisać recenzje tej gry dopiero w grudniu, a nie np. w marcu. Po ukazaniu się pierwszego filmu Petera Jacksona opartego w na książce J.R.R Tolkiena, w mediach zalewano nas wszelkimi możliwymi informacjami dotyczącymi książki i świata w niej przedstawionego (gdzieś nawet widziałem charakterystykę seksualną Hobbitów :-) ! Nawet mnie, odwiecznego fana „Władcy pierścieni” ten „szał” w mediach zniechęcił do tego stopnia, że po miesiącu na słowo „Gandalf” reagowałem nagła wysypką ;).

Na szczęście była to chwilowa słabość, sytuacja wróciła do normy i zacząłem z niecierpliwością oczekiwać kolejnej gry opartej na prozie mistrza, która to wreszcie miała rzucić fanów na kolana. I rzuciła, choć nie dokładnie w sposób, jaki bym chciał...

Skoro gra The Lord of the Rings: The Fellowship of the Ring, opiera się na twórczości Tolkiena, to jej fabuła jest oczywista. Jednak dla wszystkich tych, którzy ostatnie lata spędzili na bezludnej wyspie, lub też dopiero teraz dzięki cudowi odzyskali słuch i nauczyli się czytać ;), szybko ją przybliżę. Korzystając ze streszczenia, które znalazłem na jednej z stron www: „Główny bohater, hobbit Frodo, posiada pierścień zła, którego poszukuje potężny czarnoksiężnik Sauron. Pierścień trzeba zniszczyć, a jedynym sposobem jest wrzucenie go do otchłani w Górze Przeznaczenia. Góra jest cholernie daleko, dlatego nasz Hobbit razem z przyjaciółmi idzie do niej przez całe trzy tomy” ;).

Przygodę zaczynamy jako Frodo. Przed nami kilka prostych zadań polegających na odnalezieniu klucza, czy też aktu własności do Bag End i zaniesieniu go kuzynce Lobelli. Po drodze odnajdziemy naszych przyjaciół (Sama, a także Merrego i Pepina, którzy czekają w tawernie) i po zakończeniu przygotowań pod osłoną nocy opuścimy Shire podążając przez lasy do Bree, dalej do Rivendell. A dalej będzie już tylko gorzej.

Gra bazuje na pierwszej części trylogii. Czytając w zapowiedziach tą wiadomość bardzo się ucieszyłem, albowiem w filmie zabrakło kilku istotnych kwestii (np. spotkania z Tomem Bombadilem, czy też zmagania na kurhanach), a w grze są one obecne i jest to jej niewątpliwy plus. Co ciekawe pojawia się też parę elementów poza książkę wykraczających. Będąc jeszcze w Shire będziemy mogli wykonać kilka dodatkowych zadań (pomóc młynarzowi, dostarczyć dziadkowi leczące kwiatki etc.). Na początku są one uzasadnione (pomagają graczowi oswoić się ze światem gry), jednak już powód zmiany zakończenia jest dla mnie wielką zagadką. Poza tym gra nie zaczyna się w dniu urodzin Bilbo Bagginsa, a w momencie, gdy Gandalf opowiada Frodowi o pierścieniu. To nie ostatni przypadek, w którym osoba niemająca kontaktu z książką, może mieć mały problem z pełnym zrozumieniem przebiegu historii przedstawionej w grze.

Czas napisać cos o samej rozgrywce. Podczas naszej przygody będziemy sterować trzema postaciami, które zmieniają się cyklicznie nie pozostawiając nam przy tym żadnego wyboru! To dość istotna informacja, bo czytając zapowiedzi kilkakrotnie natrafiłem na informacje, że ten wybór mieć będziemy, dzięki czemu będziemy mogli ukończyć grę na trzy różne sposoby! Nic z tego, gra jest wybitnie linearna i żadnej swobody nie pozostawia. Zaczynamy rozgrywkę jako Frodo. Jak na hobbita przystało potrafi się on bezszelestnie poruszać, a dzięki swojej zwinności także skakać (proszę się nie śmiać, inne postacie już tego nie potrafią). Za to kiepsko radzi sobie w walce (początkowo uzbrojony jedynie w patyk i kamienie, którymi nie zadaje najmniejszych ran nieprzyjacielem).

Recenzja pierwszego epizodu gry Life Is Strange: Before the Storm – klimatyczny powrót
Recenzja pierwszego epizodu gry Life Is Strange: Before the Storm – klimatyczny powrót

Recenzja gry

Studio Deck Nine podołało. Before the Storm nie ustępuje oryginalnemu Life Is Strange, już w pierwszym odcinku oferując równie melancholijny klimat, świetną ścieżkę dźwiękową oraz plejadę barwnych postaci.

Recenzja gry Observer – V Rzeczpospolita Cyberpunkowa
Recenzja gry Observer – V Rzeczpospolita Cyberpunkowa

Recenzja gry

V Rzeczpospolita Polska, schyłek XXI wieku i Rutger Hauer w roli Daniela Lazarskiego, detektywa posługującego się niekonwencjonalnymi metodami śledczymi. To kolejny, po Get Even, dobry polski symulator chodzenia.

Recenzja gry The Walking Dead: A New Frontier – spadek formy
Recenzja gry The Walking Dead: A New Frontier – spadek formy

Recenzja gry

A New Frontier nie przypomina pełnoprawnej kolejnej odsłony fenomenalnego cyklu The Walking Dead. Wygląda raczej na zrobiony na szybko, pełen dziur fabularnych i miałkich pomysłów wypełniacz przed ewentualnym prawdziwym trzecim sezonem.

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
24.12.2002 12:01
Misza
117
Prefekt

druga linijka - ciekawy miesiąc z tego "giu"..

28.12.2002 23:04
odpowiedz
tymczasowy106452
1
Junior

Szukając gry na całe święta wybrałem LOTR, po niespełna 3 godzinach grania pierwszego dnia i 2 godzinach drugiego doszedłem do końca gry, nic poza walką nie znajdziecie, chociaż sama walka nie jest zła jak sie użyje troche wyobraźni czyniąc z siebie prawdziwego bohatera :)