Technologie Tanie i polecane Porady PC Windows Konsole Telefony Technika
Wiadomość sprzęt i soft 19 września 2022, 13:43

Spędziłem 7 dni z konkurentem Instagrama i nie rozumiem, po co to komu

BeReal to serwis społecznościowy, który ma ambicje, by stać się nowym Instagramem. Takim bez sztuczności, bez pozowania, autentycznym. Spoiler: nie wyszło.

Słyszeliście o BeReal? Nie? Nic straconego. I koniec tekstu, dobrze że nie płacą mi od liczby znaków.

A teraz na serio. BeReal to francuska aplikacja społecznościowa, która powstała w 2020 roku. Jak to jednak czasem bywa z nagłymi modami w internecie, po dwóch latach przebywania w mainstreamowym niebycie, nagle zyskała na popularności. Wciąż nie dorównuje TikTokowi, jednak zdecydowanie jest na fali i w swoich założeniach ma potencjał, by trochę na rynku namieszać.

Serwis jest specyficzny w swoich założeniach, ale bez obaw – zasady są dość proste. Nie znaczy to jednak, że łatwo się w tym BeRealowym świecie odnaleźć, o czym boleśnie przekonałem się przez tydzień, który spędziłem z aplikacją. Ale zacznijmy od podstaw.

Czym jest BeReal?

BeReal to trochę taki Instagram. Wrzucasz zdjęcie z podpisem, znajomi je lubią i komentują, a nam rośnie ego. Jest jednak pewien haczyk: BeReal daje użytkownikowi jedynie 2 minuty na zrobienie zdjęcia. Jednocześnie uwiecznia kadr z obu stron telefonu, w domyśle prezentując to, na co patrzymy i nas samych. Zresztą oddajmy głos samym twórcom, którzy tak reklamują swój produkt na stronie internetowej:

Codziennie o innej porze, wszyscy są powiadamiani jednocześnie, aby uchwycić i udostępnić zdjęcie w 2 minuty.

Nowy i wyjątkowy sposób na odkrycie, kim naprawdę są Twoi przyjaciele w ich codziennym życiu.

Limit zaledwie 120 sekund na zrobienie i umieszczenie w serwisie zdjęcia wymusza spontaniczność, choć praktyka mocno tu się kłóci z teorią, o czym dość boleśnie przekonałem się w czasie testów. Nie ma jednak czasu na robienie sobie setki selfie, następnie żmudnego retuszowania tego najlepszego w programach graficznych i wrzucania go z hashtagiem #nofilter. Tu liczy się chwila i realizm.

Spędziłem 7 dni z konkurentem Instagrama i nie rozumiem, po co to komu - ilustracja #1

Posty na BeReal składają się ze zdjęć z przedniego i tylnego aparatu.

Spóźnialscy zdecydowanie nie polubią tej aplikacji. W momencie, gdy nadchodzi czas zdjęć, dostajemy powiadomienie na telefonie. Jeżeli akurat ucinamy sobie drzemkę, prowadzimy samochód czy po prostu jesteśmy zajęci, możemy zrobić zdjęcie później. Będzie jednak wyraźnie oznaczone, że jest ono spóźnione wraz z podaniem wysokości przewinienia, np. „2h Late”.

Zdjęcia możemy udostępniać publicznie lub jedynie naszym znajomym. Oblicza BeReal są zatem dwa – jedno bardziej kameralne, prywatne, a drugie nieco bardziej instagramowe, publiczne. Pisząc, że liczy się chwila, miałem dosłownie to na myśli – na profilu widoczne jest tylko ostatnie ujęcie, mające maksymalnie 24 godziny, pozostałe pozostają jednak w serwisie i w każdej chwili możemy je zobaczyć lub udostępnić dalej. O ironio, także na Instagramie.

BeReal wymusza aktywne korzystanie z serwisu, co może być dla niektórych przeszkodą. Żeby zobaczyć zdjęcia naszych znajomych, sami musimy opublikować swoje. Ograniczenie to nie działa jednak w przypadku zdjęć w Discovery, które możemy przeglądać bez ograniczeń. Proste?

Dlaczego BeReal ma być lepszy od Instagrama?

Po co tak sobie utrudniać życie i w pośpiechu robić źle wykadrowane, rozmazane zdjęcia? Właśnie dlatego, by to zdjęcie było nieidealne. Trochę krzywe, nieco nieostre, odrobinę bez sensu. Jak nasze życie. Innymi słowy: ma być dokładnie inaczej niż na Instagramie. Zero pozerstwa, sztuczności, obróbki zdjęć i kreowania fałszywej wizji świata. Spędziłem tydzień z BeReal i ja tego nie kupuję

W ramach eksperymentu, zainstalowałem aplikację BeReal, założyłem konto i ruszyłem odkrywać nieznane przez siedem dni, czego efektem jest ta część tekstu.

BeReal: pierwsze wrażenia

W teście aplikacji bardzo pomogła mi pewna dziennikarka technologiczna, po części dlatego, że tylko ją udało mi się dodać do znajomych (ale o tym za chwilę). Fru, jesteś super.

Coś się nie załadowało? A nie, ta aplikacja po prostu tak wygląda. BeReal jest skrajnie minimalistyczne zarówno w wyglądzie, jak i oferowanych funkcjach. To jedna z tych aplikacji, w których mamy dwa przyciski i zero opcji. Osobiście wolę coś dokładnie przeciwnego z mnóstwem choćby bezużytecznych ustawień, jednak to raczej kwestia gustu.

Spędziłem 7 dni z konkurentem Instagrama i nie rozumiem, po co to komu - ilustracja #2
Memories to fajna funkcja, która pozwala przeglądać wszystkie zrobione przez nas zdjęcia.

BeReal składa się właściwie z dwóch osobnych odsłon serwisu, reprezentowanych przez dwie zakładki – „My Friends” i „Discovery”. Pierwsza z nich jest kameralna i zobaczymy w niej jedynie zdjęcia naszych znajomych, co zresztą jest chyba głównym zamysłem twórców. Discovery pokazuje z kolei losowe zdjęcia nieznajomych, jednak robi to znacznie gorzej niż np. Instagram. Wyobraźcie sobie Instagrama bez tagów, bez lokalizacji i bez algorytmów uczących się, co lubimy oglądać. Tak działa BeReal, czysty generator losowej zawartości.

Paradoksalnie ten czysty chaos ma swój powab i niestety można złapać się na tzw. „doomscrollingu”, czyli bezwiednym przewijaniu kolejnych i kolejnych zdjęć przez pół godziny. Nie znamy tych ludzi, nie zawsze rozumiemy, co znajduje się na zdjęciach, jednak przewijamy dalej. Trochę jak jazda pociągiem i zerkanie przez okna do tego na równoległym torze.

Jeżeli martwicie się, że zrobiliście fajne zdjęcie i stracicie je bezpowrotnie za kilkanaście godzin, uspokajam. BeReal ma funkcję „wspomnień”, w której mamy wgląd w robione przez nas zdjęcia. Możemy je pobrać nawet na długo po tym, jak zostaną automatycznie ukryte przed innymi użytkownikami. Funkcja ta pełni tez rolę ciekawego pamiętnika z naszych codziennych przygód.

UWAŻAJ, CO UDOSTĘPNIASZ!

Spontanicznie nie musi oznaczać nieodpowiedzialnie. Przeglądając publiczne zdjęcia na BeReal, wielokrotnie widziałem ujęcia z ekranami komputerów czy dokumentami na stole. Dało się odczytać, kto i z jakim tematem wysyłał wiadomości na służbową skrzynkę, albo ile zamówień zostało złożonych w jakimś sklepie internetowym. Uważaj, co udostępniasz.

BugReal: w tej apce nic nie działa

  1. Liczba znajomych pierwszego dnia: 1.
  2. Liczba znajomych po tygodniu: 1.

Korzystając z BeReal cały czas miałem wrażenie, że biorę udział w zamkniętych beta testach dla prasy i bawię się mocno rozgrzebaną aplikacją, w której właściwie nic jeszcze tak do końca nie działa. Narzekamy na Instagrama, Facebooka czy TikToka, bo denerwuje nas jakiś przycisk czy sposób wyświetlania nowych postów. Co do zasady, serwisy te mają jedną cechę wspólną – działają. BeReal nie do końca.

Największym problemem okazało się dodawanie znajomych. Tak, do tej pory nie wiem, jak to zrobić. Aplikacja poprawnie znalazła moich znajomych z kontaktów, jest przycisk „Add”, można w niego kliknąć, ale po prostu nie działa. Czyszczenie pamięci podręcznej czy ponowna instalacja aplikacji nic nie dają. Mam jedną znajomą i musi mi wystarczyć. Spoko.

Problem w tym, że BeReal powstało w 2020 roku, twórcy mieli więc dostatecznie dużo czasu na dopracowanie tak podstawowych funkcji. Nie udało się jednak i obecnie, jeśli macie pecha, będziecie skazani na przeglądanie losowych zdjęć obcych ludzi.

BeReal czy raczej BeLate? O punktualności słów kilka

Losowa chwila i tylko 120 sekund na zrobienie zdjęcia to dość trudne do spełnienia warunki. W ciągu dnia wielokrotnie znajdujemy się w sytuacjach, w których po prostu nie możemy sięgnąć po telefon albo tym bardziej zrobić zdjęcia. Na szczęście możemy się spóźnić. Każde spóźnione zdjęcie jest jednak wyraźnie oznaczone ze wskazaniem skali przewinienia.

Jak działa to w praktyce? W pierwszych dniach faktycznie tego pilnowałem i starałem się być punktualny. Z czasem jednak zaczęło to być męczące i zdarzało mi się po prostu zostawić telefon na stole i zerknąć na niego po dłuższej chwili. W międzyczasie przyszło powiadomienie z BeReal? No to zrobimy zdjęcie z godzinnym opóźnieniem, nic się przecież nie stanie.

Na Discovery są jednak setki zdjęć zrobionych z 18- czy nawet 20-godzinnym opóźnieniem, co trochę zaprzecza samej idei serwisu. Ma być spontanicznie, ma być szybko. Jeżeli widzę starannie przemyślany kadr, luksusowy samochód i nienaganny uśmiech z adnotacją, że zdjęcie zostało zrobione kilkanaście godzin później, to ten realizm i spontaniczność są mocno wątpliwe.

BeReal mówi „nie” stalkerom, ale nie ma nic za darmo

Największy problem serwisów, które oferują znikające treści? Ryzyko ich uwiecznienia przez innych. W końcu co raz trafi do sieci, zostaje w niej na zawsze. Dlatego BeReal informuje nas, jeżeli ktoś zrobi zrzut ekranu z naszym zdjęciem. Gdy jednak chcemy zobaczyć, kto to zrobił, otrzymujemy ekran taki jak poniżej, obiecujący pokazać personalia naszego fana, ale… tylko gdy udostępnimy nasze zdjęcie na innych serwisach społecznościowych!

Spędziłem 7 dni z konkurentem Instagrama i nie rozumiem, po co to komu - ilustracja #3
Zachęta do udostępniania zdjęcia dalej pewnie działałaby lepiej, gdybym miał więcej niż jednego znajomego. Źródło: BeReal.

Udostępnienie faktycznie odblokowuje nam widok z listą użytkowników, którzy uwiecznili sobie nasze zdjęcie. Da się też to zabezpieczenie stosunkowo łatwo obejść, bo udostępnienie działa np. w formie wiadomości prywatnej na Discordzie. Nie trzeba więc pokazywać go szerszemu gronu odbiorców. Nie rozumiem, czemu to tak działa i czemu to ma służyć, ale jest dość nachalne.

BeReal zrobiło jedną rzecz dobrze – reakcje Instant RealMoji

Jeśli miałbym wymienić jedną funkcję, która mi się najbardziej spodobała w BeReal to zdecydowanie zdjęciowe reakcje na posty. Idea łatwa w zrozumieniu i dająca szansę na lepsze wyrażenie tego, co czujemy. Na przykład całkowitego zagubienia.

Spędziłem 7 dni z konkurentem Instagrama i nie rozumiem, po co to komu - ilustracja #4
Instant RealMojis działają i robią robotę. Z dodawania reakcji do zdjęć miałem nawet większą frajdę niż z wrzucania postów. Źródło: BeReal.

Pamiętacie czasy, jak na Facebooku był tylko „lajk”, charakterystyczna łapka w górę? Trudno wtedy było oddać swoje uczucia pod postami, a dawanie łapki w górę przy smutnej wiadomości dla niektórych mogło być wręcz niestosowne. Facebook rozszerzył więc reakcje i w sumie działa to nieźle. Podobnie jak możliwość dodawania dowolnej emotki jako reakcji do wiadomości na Messegerze.

To wciąż jednak dodawanie predefiniowanych ikonek, które nie do końca oddają to, co czujemy i jak reagujemy na prezentowane treści. Dlatego dodawanie selfie w formie reakcji bardzo przypadło mi do gustu. Ogranicza nas właściwie tylko własna wyobraźnia i ewentualnie nieśmiałość.

Typy użytkowników BeReal

W czasie zdecydowanie zbyt długich sesji przewijania setek losowych zdjęć w trybie Discovery zacząłem dostrzegać pewne prawidłowości. W pewnym uproszczeniu z BeReal korzystają trzy typy użytkowników:

  1. Przykładny BeRealista – czeka na powiadomienie i od razu rusza do dzieła. Z reporterskim zacięciem fotografuje brokuła na talerzu albo kałużę na chodniku, które akurat ma przed sobą. Nigdy nie zrobił drugiego podejścia do zdjęcia.
  2. Szpaner spontaniczny – traktuje BeReal jak Instagrama na wyższym poziomie trudności, bo ma się tyko 120 sekund na idealne ujęcie. Przygotowuje więc całą scenę z wyprzedzeniem. Przypadkowo kadr otacza studyjne oświetlenie, albo składa się na niego drogi samochód w malowniczej scenerii. Wrzuca zdjęcia spóźniony nawet 18 godzin i udaje, że wierzy w swoją spontaniczność.
  3. Śmieszek – ma poczucie, że otaczające go kadry byłyby nudne i powtarzalne, więc stara się na każdym zdjęciu zrobić głupią minę, która od tej nudy odwróci uwagę. Nie odwraca.

BeReal i TikTok to nowy trend w mediach społecznościowych

Czy w 2022 roku ludzie wiodą inne życie niż 12 lat wcześniej, gdy powstawał Instagram? Tak, wiele się zmieniło, jednak nadal nasza codzienność bywa po prostu nudna. Instagram starał się to zmienić, zachęcając do publikacji wyidealizowanej wizji rzeczywistości. Wszyscy są piękni, młodzi, szczupli, bogaci i mieszkają w luksusowych apartamentach. A jeżeli coś robią, to tylko ekscytujące, ekstremalne lub zabawne rzeczy.

TikTok to trochę takie ogniwo łączące skostniałego i mało rzeczywistego Instagrama z realistycznym BeReal. Z jednej strony stawia na ulotne i viralowe trendy, z drugiej jednak popularność często zyskują bardzo profesjonalnie przygotowane materiały, o których można wiele powiedzieć, ale na pewno nie to, że są spontaniczne.

I wtedy na scenę wchodzi BeReal, który robi krok dalej i łączy idee stojące za Instagramem i Snapchatem. Zrywa z wymuskanymi wizerunkami utrwalanymi na klasycznych portalach społecznościowych, śmieje się w twarz tańczącym do tej samej piosenki tiktokerom i mówi wprost – bądź nudny.

BeReal powstał, bo stare serwisy to karykatura samych siebie

Do BeReal przed instalacją podchodziłem jak do potencjalnego konkurenta Instagrama. To ma być nowe miejsce, gdzie można robić zdjęcia i dzielić się nimi ze światem. Autentyczne, pozbawione wad poprzedników, po prostu lepsze. Po tygodniu już wiem, że tak nie jest. Choć „stare” media społecznościowe dla wielu są już tak złe, że nawet daleka od ideału aplikacja im wystarczy jako alternatywa.

Jest jedna prosta zasada funkcjonowania serwisów internetowych – jeżeli nasi rodzice tam są, to jest to ostatni moment, by stamtąd uciekać. Tak było kilka lat temu z Facebookiem, a obecnie powoli dzieje się z TikTokiem. Coraz więcej jest tam firm, które chcą udawać, że są, jak to mówi dzisiejsza młodzież, wavy* i wrzucają „śmieszne” filmiki na temat ich oferty produktów do udrażniania rur czy doradztwa inwestycyjnego. Mrozi.

*tak, wiem że tak nie mówi dzisiejsza młodzież. Ale nie mam pojęcia jak mówi. Sorałke, czy coś.

Spędziłem 7 dni z konkurentem Instagrama i nie rozumiem, po co to komu - ilustracja #5
Instagram totalnie odjechał od rzeczywistości. Poprzeczka była więc ustawiona wyjątkowo nisko. Źródło: Pixabay

Dlatego też BeReal przeżywa teraz tak duże zainteresowanie. Jest inny. Ta odmienność i próba pójścia w kontrze do największych graczy może przyciągać zwłaszcza młodych ludzi, którym Facebook czy Instagram kojarzą się po prostu źle, nie czują się tam u siebie, a bardziej jak u cioci w odwiedzinach.

Autentyczność to jednocześnie największa wada BeReal, bo bardzo ciężko będzie ją zmonetyzować. Reklamy udające spontaniczne zdjęcie ze słoikiem ogórków na plaży? To raczej nie wyjdzie.

BeReal to kolejny krok w drodze do bezmyślności

BeReal sam w sobie jest niezłym pomysłem, ciekawostką, która może się spodobać i wprowadzić nieco świeżości na rynku. Gdyby działał. Jest jednak częścią dłuższego procesu, w którym promowane jest tworzenie treści coraz bardziej bezmyślnych i coraz mniejszym nakładem pracy. Robimy fotkę tego, na co akurat patrzymy, nieostrą, nieciekawą i po prostu złą, a następnie się nią chwalimy. Aż się chce powiedzieć „za moich czasów…”.

Tak jak wielu jest słusznie zmęczonych odrealnieniem Instagrama, tak trzeba przyznać, że spora część zdjęć prezentuje tam jakąś wartość artystyczną, zwłaszcza od twórców zajmujących się kulinariami czy architekturą. Na Instagramie zobaczymy zdjęcie burgera domowej roboty w rustykalnej kuchni, pełnej miedzianych garnków i z drewnianym, surowym blatem. Sama kanapka będzie artystycznie podana na granitowej płytce, z karmelizowaną czerwoną cebulką, soczystym pomidorem i odrobiną sosu domowej roboty. BeReal zaoferuje nam z kolei ubrudzone opakowanie po cheeseburgerze rzucone na dywanik w samochodzie.

BeReal jest dla mnie ciekawostką, fajnym eksperymentem, który pewnie byłby jeszcze fajniejszy, gdybym mógł dodać więcej znajomych. I z jednej strony podoba mi się i traktuję go jako niezłe wyzwanie, by szybko zrobić kreatywne i fajne zdjęcie. Ale potem wchodzę na Discovery i widzę te setki beznadziejnych bezsensownych i bezmyślnych zdjęć i mam takie poczucie, że to wszystko jest bez sensu. Albo może ja go po prostu jeszcze nie znalazłem.

Konrad Sarzyński

Konrad Sarzyński

Od dziecka lubił pisać i zawsze marzył o własnej książce. Nie spodziewał się tylko, że będzie to naukowa monografia. Niedawno zrobił doktorat z rozwoju miast, pracuje też w wydawnictwie naukowym, w którym prowadzi kilka czasopism i dba o jakość publikowanych tam artykułów. Z GOL-em przygodę zaczął pod koniec 2020 roku w dziale Tech. Mocno związał się z newsroomem, a przez krótki moment nawet go prowadził. Obecnie pełni wieczorną i weekendową wartę w dziale Tech, a za dnia składa teksty publicystyczne. Jeżeli w recenzji jakiś obrazek ma zły podpis, to pewnie jego wina. Gra od zawsze, lubi też dużo mówić. W 2019 roku postanowił połączyć obie te pasje i zaczął streamować na Twitchu. Wokół kanału powstała niewielka, ale niezwykła społeczność, co uważa za jedno ze swoich największych osiągnięć. Ma też kota i żonę.

więcej