Technologie Tanie i polecane Porady PC Windows Konsole Telefony Technika
Wiadomość sprzęt i soft 9 września 2022, 15:16

autor: Adam Adamczyk

Obsługa to był koszmar, ale ten komputer to moje dzieciństwo

W połowie lat dziewięćdziesiątych wiele osób posiadało w domu komputer, który w tamtych czasach imponował swoimi możliwościami. Choć jego obsługa bywała uporczywa, to mimo wszystko bardzo dobrze wspominam spędzone przy nim godziny.

Uruchamianie gier nie jest obecnie żadną filozofią. Włączamy komputer lub konsolę, wybieramy interesujący nas tytuł, odpalamy i od razu (no chyba, że akurat wleci jakaś aktualizacja), bez żadnych problemów możemy oddać się błogiej zabawie. Dawniej jednak nie było to takie oczywiste, o czym z pewnością wiedzą osoby, które korzystały na co dzień z komputera Commodore 64. Doskonale pamiętam dzień, kiedy mój tata, którego w tym miejscu serdecznie pozdrawiam, przyniósł ten sprzęt do domu i uruchomił go z pomocą kolegi. Moim oczom ukazała się przepiękna (tak mi się wtedy wydawało) grafika i jeszcze nie zdawałem sobie sprawy z tego, że czeka mnie wiele godzin dobrej zabawy…oraz nerwów związanych z obsługą tego komputera.

Grać, czy nie grać?

Pierwsze egzemplarze Commodore 64 trafiły na rynek w sierpniu 1982, a ostatnie zeszły z taśmy produkcyjnej w 1994 roku. W latach osiemdziesiątych XX wieku był to najlepiej sprzedający się komputer na świecie. Charakeryzował się on olbrzymią bazą gier i do dziś pamiętam, jak tata latał samolotami w Falcon Patrol, brat próbował przejść mroczne Demon’s Kiss, a ja, marząc o karierze piłkarskiej preferowałem MicroProse Soccer. Każdy mógł znaleźć zatem coś dla siebie, ale czasami po prostu nie chciało nam się tych gier uruchamiać. Wszystko z powodu uporczywej obsługi Commodore. Nasz zestaw składał się z komputera, okablowania, stacji dyskietek, magnetofonu, zasilaczy do każdego z tych elementów, joysticków, a także specjalnych kartridży, które wkładało się do komputera w zależności od tego, czy decydowaliśmy się uruchomić grę z dyskietki, czy kasety magnetofonowej.

W rezultacie rozkładanie całego sprzętu zajmowało sporo czasu, a potem trzeba było uważać, aby przechodząc obok komputera nie zahaczyć o jeden z wielu kabli, które łączyły Commodore z telewizorem. Z tego powodu często wolałem odpalać poczciwego Pegazusa, który był znacznie łatwiejszy w obsłudze. Samo rozłożenie komputera, to jedynie początek, ponieważ uruchamianie gier również wiązało się z dodatkową pracą.

Dyskietki vs kasety

Obsługa to był koszmar, ale ten komputer to moje dzieciństwo - ilustracja #1
Ustawianie głowicy w tym magnetofonie było przeżyciem samym w sobie. Źródło: YouTube | Retro Tech Ralph.

Decydując się na grę na Commodore 64 mieliśmy do wyboru dyskietki oraz kasety. Te pierwsze, obsługiwane przez zewnętrzną stację dysków były stosunkowo łatwe do uruchomienia. Wystarczyło jedynie włożyć nośnik do napędu, użyć dedykowanego oprogramowania z kartridża i odpalić ulubiony tytuł. W przypadku gier na kasetach, które de facto wydawały mi się ciekawsze, konieczne było okiełznanie magnetofonu, który nosił nazwę „Commodore 1530 Datasette”.

Przed włożeniem kasety, należało uruchomić program do ustawiania głowicy urządzenia. Wówczas na ekranie pojawiało się różowe tło i szum w postaci kilku mocno poszarpanych kresek przewijających się od góry do dołu ekranu. Aby gry mogły się prawidłowo załadować, trzeba było użyć niewielkiego śrubokrętu i dokręcać lub odkręcać specjalną śrubkę znajdującą się w wydzielonej strefie magnetofonu. Jest to niewielka dziurka, którą możecie zaobserwować nad napisem „Commodore” na zdjęciu powyżej. Należało kręcić do momentu, aż na ekranie pojawiły się dwie, w miarę równomierne linie. Po tym czasie można było włożyć kasetę z grami.

To jednak nadal nie koniec zabawy, ponieważ każda gra znajdowała się na przypisanym dla siebie numerze. Widzicie rząd trzech cyfr na prawej stronie magnetofonu? Jeżeli do gry był przypisany numer 72, należało zaczekać, aż licznik wybije właśnie ten numer. Problem polegał na tym, że ładowanie trwało bardzo długo i nie zawsze było wiadomo, pod jakim numerem znajduje się gra. Poza tym każdy tytuł miał dwie kluczowe liczby – pierwsza rozpoczynała ładowanie, a druga je kończyła. Oznaczało to, że jeżeli magnetofon rozpoczynał ładowanie od numeru 50, a kończył na 72, należało przewinąć kasetę na liczbę mniejszą, niż 50, a następnie czekać do załadowania. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale mówiło się, że w trakcie ładowania trzeba siedzieć cicho, aby nie zakłócić całego procesu. Możliwe, że wmówili mi to rodzice, aby mieć chociaż chwilę spokoju.

Miłe wspomnienia

Obsługa to był koszmar, ale ten komputer to moje dzieciństwo - ilustracja #2
Obsługa stacji dyskietek była zdecydowanie bardziej komfortowa. Źródło: Ratopi | CC BY-SA 3.0.

Na kasecie mieściło się maksymalnie około dwudziestu gier i nie sposób było zapamiętać wszystkich numerów początkowych i końcowych danego tytułu. Mieliśmy w domu około 10 kaset, co daje mniej więcej 200 gier. Pewnego dnia usiedliśmy razem z ojcem i bratem przy Commodore, wzięliśmy zeszyt i postanowiliśmy skatalogować każdą grę, zapisując numery ładowania, aby w przyszłości można było przyspieszyć ten proces. Każdy tytuł miał także własny opis gry, więc można powiedzieć, że tata siedział w gamingu na długo, zanim zajął się tym jego syn. Choć pracy nad katalogowaniem było co nie miara, to wspólne zapisywanie numerów gier stało się jednym z najpiękniejszych wspomnień z mojego dzieciństwa.

Bardzo miło wspominam także muzykę, jaka towarzyszyła wielu grom na Commodore 64. Za charakterystyczne brzmienie odpowiadał zaawansowany, jak na tamte czasy, procesor audio. Co ciekawe, dawniej zespół Kombi używał Commodore 64 jako sekwencera do syntezatorów. Poza grami można było uruchomić także kasety muzyczne, wśród których miałem nawet przekonwertowany na brzmienie C64 album Tubular Bells autorstwa Mike’a Oldfielda. Na koniec zostawiam Was z animacją muzyczną, przy której jako dzieciak spędziłem masę czasu, zachwycając się oprawą graficzną i ścieżką dźwiękową.

Obsługa to był koszmar, ale ten komputer to moje dzieciństwo - ilustracja #3

Zapraszamy Was na nasz nowy kanał na YouTubetvtech, który jest poświęcony zagadnieniom związanym z nowymi technologiami. Znajdziecie tam liczne porady dotyczące problemów z komputerami, konsolami, smartfonami i sprzętem dla graczy.

Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Pisaniem zajmuję się zawodowo od 2013 roku i przez większość tego czasu współpracowałem z największymi sklepami muzycznymi w Polsce, tworząc artykuły związane z instrumentami i ogólnie pojętym udźwiękowieniem. Grami komputerowymi interesuję się od dziecka, dlatego z czasem postanowiłem połączyć jedną z moich pasji z pracą. Tak w 2021 roku udało mi się dołączyć do Gry-Online.pl, gdzie poza tematyką gamingową zajmuję się także informacjami stricte techowymi. Poza pracą interesuję się grą na gitarze, komponowaniem muzyki i sportami siłowymi.

więcej