Forum Gry Hobby Sprzęt Rozmawiamy Archiwum Regulamin
Forum

Lemur80 ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

19.01.2018 22:08
Lemur80
52

@Marvin

IMO trudno czepnąć się założenia "Diuny", jako nie wiem, mało prawdopodobnego, skoro o ile pamiętam czas akcji to mniej więcej dziesiąte tysiąclecie:-)

"The Moon" jest prawdopodobny, bo dzieje się w niedalekiej przyszłości i zaprezentowane rozwiązanie nie odbiegają od tego, co jest generalnie znane, lub prawdopodobne, ale nieosiągalne z powodu ograniczeń technologicznych.

Melanż zaś to ewidentnie substancja psychoaktywna, rodzaj "super-narkotyku", który nie tylko zmienia percepcję, jest odpowiedzialny za mutacje, ale przede wszystkim pozwala po odpowiednim treningu wpływać w sposób (z naszego punktu widzenia) zupełnie niedopuszczalny na zjawiska fizyczne.

Problem z "Diuną" jest taki, że łączy ona zarówno wysoką technologię (filtraki, ornitoptery, żniwiarki itp.), wspomnianych "naćpanych nawigatorów", jak i elementy space opery. Zresztą bardzo istotną częścią tej mieszaniny jest mistycyzm, który dotyczy zarówno "klimatu" książki, bardzo istotnej religijności, czy chociażby sposobu realizacji niektórych założeń... technicznych (vide Mentaci).

Takie połączenie mógł wymyślić tylko geniusz-szaleniec. Dlatego zgadzam się co do tego, że "Diuna" łączy zarówno elementy fantasy, jak i science-fiction. Zresztą mniej istotne jest, czy da się to jakoś tam wytłumaczyć w logiczny sposób. Ważniejsze jest to, że trzyma się to kupy i jest przy okazji prze-zajebiste:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-19 22:12:04
19.01.2018 21:31
Lemur80
52

Glaca ma w klipie ładną azjatkę, a teledysk BLS jest śmiszny i to byłoby na tyle:-) Ech, no dobra, BLS nieporównywalnie lepsze:-)

PS. Płyty nie przesłuchałem, bo byłem święcie przekonany, że to składanka "the best of", a te dwa nowe kawałki to taka "wrzuta", po to, żeby ludzie się nie pultali:-)

19.01.2018 21:16
odpowiedz
Lemur80
52

"No niestety już wielokrotnie na forum pytano mnie, co też takiego mam w ava."

Zapytałbym: "serio?", ale to by oznaczało, że sobie zaprzeczam;-)

19.01.2018 20:55
odpowiedz
Lemur80
52

Carbon Based Lifeforms z 2017 r. ("Derelicts"), to fajny ambient/chillout, można nieco odpocząć od codziennego gruchotania kości:

https://www.youtube.com/watch?v=nRnEMnaBFxE

19.01.2018 20:40
Lemur80
52

"Czy ja wiem? Trzydziestolatkowie wychowani na grach komputerowych zdecydowanie znają markę. Czterdziestolatkowie (zwłaszcza wykształciuchy) znają film lincza i uważają za "kultowy"."

Ja się nie podejmuję dalszej oceny, bo tym powinni zająć się wynajęci przez dane studio filmowe specjaliści od badania rynku. "Diuna" jako serial może okazać się na luzie droższa od "Pacyfiku" Spielberga. Jeżeli miałaby powiedzmy 2,5 raza mniejszy budżet, to jest to nadal wysokie ryzyko finansowe, a przecież nie jest takim "samograjem" jak Star Wars, gdzie ludzie na premierze nowego filmu i tak będą szturmować kina, nawet jeżeli reżyserem byłby zmartwychwstały Ed Wood.

Nowego "Blade Runnera" można lubić, albo nie. Pewne jest to, że film mógłby być dużo gorszy. Krytycy są zdania, że generalnie film jest udany, a tu masz ci los - raczej niezadowalające wyniki sprzedaży biletów kinowych. Teoretycznie, ci trzydziestolatkowie, czterdziestolatkowie (zwłaszcza wykształciuchy) powinni walić do kin jak szaleni, a tu taki zonk...

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-19 21:23:16
19.01.2018 20:22
Lemur80
52

Chyba całkiem spoko, faktycznie to jest takie "Gospel Factory";-)

19.01.2018 20:16
odpowiedz
2 odpowiedzi
Lemur80
52

Niech ktoś mnie poprawi jeżeli się mylę, ale osobiście nie widzę w "Diunie" komercyjnego potencjału na miarę Star Wars, nawet jeżeli ten komercyjny potencjał byłby mniejszy, skoro skierowany do ludzi "dorosłych".

"Diuna" nie wrosła tak w popkulturę jak SW, nie osadziła się w codzienności, nie stoi za nią nikt pokroju Lucasa, który lata temu wykorzystał sytuację marketingowo, tak, że Gwiezdne Wojny znajdziemy teraz praktycznie wszędzie.

Prędzej ktoś rozpozna logo Decepticonów, ewentualnie może coś powiązanego z Cthulhu, ale Czerwie, Paul Atryda, filtfraki, Szaddam IV? No nie, to raczej niszowa historia.

Nie udało się wcześniej, bo może próby nie był zbyt udane, ale i tak nie wróżę "projektowi" (jeżeli dojdzie do skutku), szalonego sukcesu finansowego.

W każdym razie po obejrzeniu "Blade Runnera 2049" jestem bardziej na "tak", niż na "nie"... Nie sądzę, żeby Villeneuve odważył się znacząco spłycić uniwersum. Ponadto podejrzewam, że w jego wykonaniu "Diuna" może być dużo bardziej zjadliwa, niż ta od Lyncha.

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-19 20:21:05
19.01.2018 20:01
Lemur80
52

"Takie... meh/10"

Dokładnie, to już polski Mech ciekawszy;-)

Odnoszę wrażenie, że Machine Head to jedna z najbardziej pogubionych kapel ever.

19.01.2018 19:49
odpowiedz
Lemur80
52

Na Steamie gra ma już demo. Jestem miło zaskoczony, zarówno ciekawą oprawą graficzną, jak i muzyczną, która jest świetnym kawałkiem quasi-dark ambientu (zdarza się też "pogrzebowy" jazz!).

Gra wygląda jak oldschoolowa przygodówka point & click, ale tak naprawdę jest RPGiem, w którym jest i wybór kwestii dialogowych, rozwój postaci, statystyki broni i na przykład crafting.

Wydaje się, że najsłabszym elementem w demie jest jak na razie walka. Odbywa się ona w turach, na planszach podzielonych na hexy. Postać którą grałem mogła podczas walki jedynie zmienić broń, poruszać się po planszy, schować za osłoną (jeżeli taka była), wycofać się z walki całkowicie i oczywiście atakować. Trochę biednie, bo możliwości taktyczne wydają się mocno ograniczone. Sytuacja może się zmienić, bo gra jest chyba na początkowym etapie projektowania, a już teraz można korzystać z magii (której nie udało mi się wszak wypróbować).

Poza tym Stygian absolutnie miażdży "lovecraftiańskim" klimatem. Dawno nie grałem w coś, co byłoby tak zgodne z założeniami Samotnika z Providence. Najbliżej było chyba "(...) Dark Corners of the Earth", ale Stygian idzie o krok dalej i mamy tu do czynienia z "cthulhizmem" w czystej postaci:-) Macki, szaleństwo, trwoga, okultyzm... Można by tak wymieniać w nieskończoność.

Widać, że ludzie z Cultic Games nie wypadli sroce spod ogona. Czuć, że tworzą tą grę z pasją... A może to wpływ... OPĘTANIA?! ;-)

Czekam, będzie się gruało.

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-19 19:51:24
17.01.2018 20:04
Lemur80
52

Ja bym powiedział, że są pierdylion razy gorsze rzeczy od Municipal Waste.

17.01.2018 19:57
odpowiedz
2 odpowiedzi
Lemur80
52

A kłóć się, nie kłóć się, łotewer:-)

Widzę, że masz baaardzo szeroką definicję "indie rocka", bo przecież chyba o tym cały czas rozmawiamy:-D

Wolałbym już do końca życia słuchać The Andrzejs i doszczętnie oszaleć, niż słuchać "indie rocka" i zakładać sobie na łeb torbę marki IKEA celem popełnienia rytualnego hipsterskiego samobójstwa:

https://www.youtube.com/watch?v=bxFE1h3yzMY

Chociaż ja w sumie też jestem hipsterem, takim nawet proto-hipsterem, bo skoro nie słucham hipsterskiej muzyki, która jest teraz mainstreamem, to sam muszę być jakimś uber-hipsterem:-D

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-17 20:01:43
17.01.2018 19:39
Lemur80
52

Jasne:-) Tak, to bardzo dobra płyta, a to dopiero początek szaleństwa:-)

17.01.2018 19:19
Lemur80
52

Nie będę się znęcać:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-17 19:31:50
17.01.2018 19:10
Lemur80
52

Co pierwsze dwa linki mają wspólnego z indie-rockiem? Pierwszy to jakiś neo-pop-folk, a drugi nie stał nawet obok czegokolwiek co można nazwać "rockiem". Trzeci link potwierdza moją opinię: pianinko, gitarka akustyczna i "lalalala". Świetnie nadaje się jako elevator music, albo jako OST do Starbucksów.

"Dla mnie padaką można to co najwyżej nazwać 99% dzisiejszego neo-kataniartskiego traszu i nowej fali hewi metalu :D Na szczęście i na tym poletku są takie dobra jak chociażby Power Trip."

Słusznie, ale złej muzyki jest więcej niż tej dobrej i to się nie ogranicza tylko do tego o czym piszesz. Tak było zawsze i tak jest nadal.

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-17 19:12:27
17.01.2018 18:55
odpowiedz
Lemur80
52

"Auschwitz - Medycyna III Rzeszy i jej ofiary" Ernesta Klee, nie wiem czy książka jest dostępna w formacie e-pub, czy mobi. Na pewno nie jest za to dostępna w formacie pdf, w którym raczej nie wydaje się książek (z wyjątkiem legalnych, darmowych publikacji w formie skanu).

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-17 18:56:45
17.01.2018 18:52
😉
1
odpowiedz
Lemur80
52

Uwaga, możliwy spojler!

"Tajemnica" numeru...

spoiler start


61021

spoiler stop

...i replikantów ostatecznie wyjaśniona! --->

17.01.2018 18:32
odpowiedz
Lemur80
52

"W dzisiejszych czasach pojęcie "indie rock" ma już tyle znaczeń, że nawet się w to nie zagłębiałem ;) "

W większości wypadków (prócz The Pixies i Julliette and the Licks) ma jedno, a jest nim "kupa" i wszystkie możliwe synonimy tego słowa:-)

"A na Foo Fighters to akurat zawsze miałem wywalone - dopiero po premierze tego kawałka postanowiłem się nimi zainteresować i o dziwo miło się zaskoczyłem. Fakt - sporo popeliny, ale często trafiają się świetne numery."

Foo Fighters to jedna z tych wielu kapel, z których dyskografii robi się składankę:-)

17.01.2018 18:23
Lemur80
52

"Podpieram, że instrumental całkiem spoko, ale wokalnie... eeee... nie wiem czy w przypadku Glacy można w ogóle mówić o jakimkolwiek wokalu ;)"

Tylko, że wersji instrumentalnej nie zauważyłem, a to pierwsza rzecz która w tym przypadku powinna się pojawić:-)

"Lemur80 - czy ja wiem... Takie southernowe granie nie każdemu przypadnie do gustu."

To akurat prawda. Tylko, że...

"Dla mnie synonimem takiego "dobrego, współczesnego rocka" jest chociażby - już nawet szukając w "majnstrimie" - Royal Blood "

Indie rock, który jest de facto rockiem mainstreamowym? Ok, niech będzie, tylko w takim wypadku ważna jest jakościowa powtarzalność danej kapeli, a tej Royal Blood nie ma.

"czy nawet Foo Fighters (przed którym się zaciekle broniłem dopóki nie usłyszałem tego kawałka "

"Run", to jedyny taki kawałek na "Concrete and Gold", a samo Foo Fighters zbyt często kręci się wokół popeliny.

Jeżeli już naprawdę na poważnie miałbym coś wybrać, to byłoby to Therapy?:

https://www.youtube.com/watch?v=5Bcpj-q0Snc

Choć wydali tylko dwa albumy, które są doskonałe od początku do końca.

Reasumując, kapela o której mówimy nie istnieje:-) Proponuję więc moją wypowiedź o "rockowym wzorcu z Sevres" wziąć w duży nawias:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-17 18:26:59
17.01.2018 18:10
odpowiedz
2 odpowiedzi
Lemur80
52

"No dobra, Dog Fashion Disco bardzo fajne. Zeszłoroczna płyta bardzo na plus, teraz leci jedna ze starszych."

Mogę się mylić, ale jeżeli przesłuchałeś na Spotify'u "Erotic Massage", to przesłuchałeś tak naprawdę płytę nie z 2017, a z roku 1997. To po prostu wersja "redux". Spotify jak zwykle miesza i knoci.

https://en.wikipedia.org/wiki/Erotic_Massage_(album)

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-17 18:36:10
17.01.2018 18:02
Lemur80
52

"Lemur--> Miks słabiutki. Ale wskaż mi polskie zespoły robiące dobre miksy;)"

Bez przesady, miksowanie materiału muzycznego, to nie to samo co udźwiękowianie filmu;-) Polskiego filmu rzecz jasna;-)

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-17 18:12:10
17.01.2018 17:34
Lemur80
52

Jeżeli shitstorm może być jakikolwiek sposób usprawiedliwiony, to ten jest. W ogóle to ciekawe, bo na YT widziałem koło południa większość pozytywów, a na FB... no sami widzicie:-)

Nie mam nic do Glacy, jednak fajnie by było gdyby, Justin i pozostali pomyśleli nad rozszerzeniem grupy polskich przyjaciół na przykład o:

https://www.youtube.com/watch?v=YUOHMIi4-HU
https://www.youtube.com/watch?v=vj5voJuCjp0

Jakościowo to byłaby różnica między kałem, a kosmosem.

---

@adam11$13

"Odsłuchałem tych dwóch kawałków... i cholercia - dobre to! Naprawdę mocny wokal."

Rock and Roll Hall of Fame powinno wprowadzić coś jak wzorce z Sevres. Jeżeli ktoś przykładowo nie jest pewien jak grać rocka, to powinien posłuchać tego:

https://www.youtube.com/watch?v=zPjkQKfmVI8

[EDIT]:

@kali93

"O to to. Muzycznie dobrze, wokalnie i tekstowo mocno średnio. "

Tylko że wokal Glacy jest tak na wierzchu, że warunkuje cały kawałek i zarazem totalnie go niszczy. Zresztą do miksu też można się przyczepić, bo selektywny to on nie jest.

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-17 17:39:28
16.01.2018 20:55
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

"Krusha znam. Ninja Tune generalnie jakoś tam kojarzę (a zaczęło się to od sensacji, że polski Skalpel lata temu podpisał kontrakt z tą wytwórnią), ale nigdy nie właziłem zbyt głęboko. Rekomendacja "że faje" mi wystarczy i jutro w pracy będzie słuchane. "

To na początek polecę Herbalisera i płytę "Very Mercenary":

https://www.youtube.com/watch?v=kxNVqhsMnRs
https://www.youtube.com/watch?v=6-3niOa5AAk
https://www.youtube.com/watch?v=YX8K56A0IjA
https://www.youtube.com/watch?v=z7r2SIZYdrU

"I faktycznie chyba Dog Fashion Disco na pierwszy ogirń pójdzie. Spotify próbował mi to wciskać już wiele razy, ale byłem nieugięty. Czas posmakować."

Najgorzej jest jak się samemu na coś nie trafi, coś o tym wiem. Powiem tak, na przestrzeni ostatnich 10 lat mocno zajarałem się szczerze może 4 - 5 nowo znalezionymi kapelami, DFD to jedna z nich:

https://www.youtube.com/watch?v=meQSUYJpPeU
https://www.youtube.com/watch?v=5ZlMOVVAHls
https://www.youtube.com/watch?v=fCuYNok7vWI
https://www.youtube.com/watch?v=cdBBCDfYZl4
https://www.youtube.com/watch?v=JSYTSeTOIKQ

16.01.2018 20:27
Lemur80
52

Że Ci się chciało, dziękuję i gratuluję:-)

"- zapomniałem, że Body Count wyszło w 2017, a dobrze się tego słuchało :)"

Poprzednia płyta IMHO lepsza, "Talk Shit, Get Shot" jest prześmieszny i przefajny gitarowo (klip też).

"- bardzo chętnie posłucham DJ CAM-a, ostatnio szukałem takich fajnych "hopowych" instrumentali, bez zbędnego gadania czy śpiewania"

To koniecznie też posłuchaj Dj Krusha, to jest absolutny mistrz. No ale możliwe, że już znasz. Z podobnych klimatów polecam też Kid Loco, Funky Porcini, Wagon Christ, Herbaliser (koniecznie), Dj Vadim, Dj Food i wszystko z Ninja Tune:-)

"- Polkadot Cadaver wlatuje na listę do sprawdzenia"

Specyficzne, ale ciekawe. Jeżeli nie znasz dokonań Todda Smitha, to proponowałbym zacząć od Dog Fashion Disco. To jest takie Faith No More, którego nikt nie zna:-) Chyba trudno o lepszą rekomendację. Eee, znaczy się, że Faith No More, a nie że nikt nie zna:-))

"- Prophets - niby fajny, wyluzowany, ale do albumu już nie wróciłem (a Legalize Me zupełnie mi się nie podoba)"

Normalka, ja pewnie będę miał tak samo, ale parę ładnych kawałków poleciało na codzienną playlistę. "Legalize Me" przypomina mi w ogóle jakiś inny bardzo, bardzo znany utwór, tylko ze zmienionym tekstem.

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-16 20:28:33
16.01.2018 19:42
odpowiedz
Lemur80
52

46713 znaków, 15 stron napisanych 12 Times New Roman. To chyba mój najdłuższy tekst na GOLu.

W każdym razie jeżeli ktoś chciałby się zapoznać, to zapraszam do wątku FSMa z muzycznym podsumowaniem 2017 r:

https://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=14468279#post0-14469893
---

Szkoda Dolores...

---

A karawana jedzie dalej. Clutch wchodzi do studia, nowa płyta będzie prawdopodobnie jeszcze w tym roku.

Poprzednia, pt. "Psychic Warfare" ukazała się w 2015 r:

https://www.youtube.com/watch?v=X8cmbmwFAl8
https://www.youtube.com/watch?v=fxhbEqj57BU

16.01.2018 19:34
2
odpowiedz
3 odpowiedzi
Lemur80
52

Pisałem, że postaram się trzasnąć swoje podsumowanie i trzasnąłem. Gdzieś się jednak pogubiłem w pogoni za zeszłorocznymi premierami i parciem na znalezienie jak największej ilości fajnego materiału. Mimo przesłuchania sporej ilości płyt, nadal czuję niedosyt i mam świadomość, że wiele mnie ominęło (Incubus, Ho99o9, Fireball Ministry, DJ Krush, Monster Magnet, Five Horse Johnson, Thievery Corporation itd.)

No ale nie mam już siły:-D, przedawkowałem sobie ten muzyczny stuff i muszę sobie zrobić przerwę w tym ataku dzikiej grafomanii:-) Nie wspominałem już o dobrych płytach, o których cosik bazgrałem wcześniej (Mastodon, Gone is Gone). Dźwiękowe ćpanie przypłaciłem też brakiem weny do opisania naprawdę dobrych płyt od chociażby Bonobo, Carbon Based Lifeforms, albo jak zwykle pokręconego Melvins.

Przed samym podsumowaniem wklejam jeszcze tylko listę kapel, które w zeszłym roku wydały nowe płyty i które są dość znane w metalowym światku, ale niekoniecznie mieszczą się w ramach mojego "lubię/nie lubię". Może komuś się przyda:

- Converge, 'The Dusk in Us'
- Enslaved, 'E'
- Immolation, 'Atonement'
- Obituary, 'Obituary'
- Paradise Lost, 'Medusa'
- Satyricon, 'Deep Calleth Upon Deep'

---

4 Poligon - "Flashback" [polski grunge:-]]:

Można pomyśleć, że grunge, to gatunek który od dawna nie żyje, a kapele grające neo-grunge, takie jak Nickelback to czysta aberracja i skutek skarłowacenia, skomercjalizowania gatunku.

Tym bardziej dziwne wydawać się może, że to właśnie w Polsce ukazała się właśnie druga płyta warszawskiej kapeli, która czerpie garściami z dokonań Wielkiej Czwórki z Seattle.

Tak, wszystko się zgadza. 4 Poligon nie jestem zespołem w rodzaju Silverchair, Creed, albo wspominanego Nickelback. Brzmieniowo najbliżej jest im do Alice in Chains, czyli do zmetalizowanego, depresyjnego brudnego rocka z punkowymi naleciałościami. Natomiast wokalnie... Uwaga, tu się robi jeszcze ciekawej! Gutek, czyli wokalista nie stara się śpiewać w manierze "kozła", czyli ś.p. Layne'a Staleya. Eddie Vader i ś.p. Chris Cornell to raczej też dalekie echa. Najbliżej jest mu do... no tak, do ś.p. Kurta "dubeltówka i heroina to na pewno dobre połączenie" Cobaina. I jeżeli napisałem, że wokalne podobieństwo istnieje, to istnieje ono naprawdę. Gutka i Cobaina łączy podobna maniera, chrypa i to charakterystyczne, niedbałe "memłanie", przez które teksty są nierzadko raczej trudne do zrozumienia.

No i wiecie? Nie ma w tym nic złego. Pewnie pojawią się (albo już się pojawiły), głosy, że 4 Poligon to marna podróba Nirvany i Alice in Chains. Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Chłopaki i dziewczyny (tak, gra tu na basie dziewczyna - Aga Bot-)), mają na tyle dużo autorskich pomysłów, że trudno ich zespół uznać za próbę skoku na kasę poprzez wykorzystanie popularności dawno przebrzmiałych legend.

Jak to bywa pewnie zbyt często, to trochę bardziej skomplikowane, bo kawałek "Negative" to oczywiste połączenie paru różnych numerów Nirvany i wręcz bezpośrednie nawiązanie do śmierci Cobaina, postrzeganej prawdopodobnie (i jakże skromnie), przez swoją własną optykę. Zakrawa to na gruby i to parokrotny plagiat. Takich rzeczy można pewnie znaleźć więcej, ale to nie moje zadanie. Nadal uważam, że 4 Poligon ma prawo do takiego podejścia, dopóki nie gra coverów z jednym autorskim akordem.

Cóż, Ci warszawiacy to ekipa z potencjałem. "Flashbacka" słucha się bez zgrzytania zębów, to 12 niezłych kompozycji, ale niedorastających do wielkości swoich protoplastów. Takie porównanie jest rzecz jasna wysoce niesprawiedliwie, no ale jeżeli człowiek bierze się za taki kaliber, to musi być przygotowany na najróżniejsze oceny, także i miażdżącą krytykę.

W przypadku "Flashbacka" jest tak, że lepsze kompozycje towarzyszą tym bardziej wtórnym. Brakuje tu mocniejszych uderzeń w stylu fajnego, punkowego "No Past - No Future", przedostatniego na płycie "Live For Nothing or Die for Something" i całkiem przebojowego "Under 25". Płyta stara się być zróżnicowana, ale traci przez to trochę na "pazurzastym" charakterze, rozmienia się na drobne, staje się mało przejrzysta. 50 minut muzyki to dużo i uważam, że "Flashback" powinien być krótszy, lub być "uposażony" w bardziej dopracowany materiał.

Tak czy inaczej, czuć, że Ci młodzi muzycy potrafią grać, mają talent i chęci do tworzenia autentycznej muzyki. Kibicuję im i mam nadzieję, że ich następna płyta nadal będzie opierać się na brzmieniu z Seattle, ale doświadczenie przyniesie im więcej własnego charakteru i dźwięków silniej zapadających w pamięć. Dobrze by też było, gdyby nikt nie popełnił samobójstwa, to może raczej negatywnie odbić się na ich karierze;-)

https://www.youtube.com/watch?v=hsvfqaYec0A

---

Atomic Bitchwax - "Force Field" [stoner-rock]:

"Atomowy Sukowosk" to weterani stoner rocka i choć nigdy nie byłem ich hardkorowym fanem, to trzeba przyznać, że odkąd pamiętam zawsze grali swoje i robili to solidnie.

Ostatni raz zetknąłem się z tą kapelą w okolicach roku 2006 i płyty pt. "3". Najwyższy czas bym częściowo nadrobił zaległości, stąd bez wahania wziąłem na celownik ich najnowsze dokonanie - longplej pt. "Force Field".

Okazało się, że na szczęście panowie jak grali rasowego stoner-rocka, tak robią to nadal. Chris Kosnik śpiewa tak ja to drzewiej bywało, choć zdaje się nabawił się lekkiej chrypki. Gitary, rzecz u Atomic Bitchwax charakterystyczna, nadal są przyjemnie zfuzzowane, przywodzące na myśl Black Sabbath i ogólnie lata 70'

Nowy materiał jest zaskakująco szybki (szczególnie jak na taki gatunek, jakim jest stoner rock). Ta kapela zawsze grała dynamicznie, ale tym razem tempo jest wręcz punk-rockowe. Może to przesada, ale jeżeli Sukowoski czymś "zamiatają" to właśnie bardziej szybkością, niż ciężkością brzmienia.

"Force Field" to płyta nagrana z biglem i serduchem. Dominują tu numery energetyczne: "Hippie Speedball", "Alaskan Thunder Fuck", czy "Crazy". Wszystkie pozostałe są jak mała czarna. Gorące i stawiające na nogi, nie ma tu miejsca na ballady, czy nadmierne i przydługie psychodeliczne odjazdy. To jest czysty rock'n'roll.

Przyjemna płyta i typowa dla Atomic Bitchwax. Domyślam się, że słowo "solidne" jest odmieniane przeze mnie w tym tekście przez wszystkie możliwe przypadku, ale właśnie ono naprawdę dobrze charakteryzuje "Force Field". Ten longplej nie przejdzie do historii stoner-rocka, nie ma tu kompozycji wybitnych. Jest za to tupanie nóżką i dobra zabawa. Nie potrzeba niczego więcej.

https://www.youtube.com/watch?v=yrnqkiWfk2A

---

Body Count - "Bloodlust" [rap-metal]:

Są kapele które z biegiem lat łagodzą swoje brzmienie, są też takie, które wraz z upływem czasu nabierają coraz to więcej "masy". Patrzę na okładkę "Bloodlust" i widzę zamaskowanego typa z Desert Eagle w łapie, od razu wiadomo o co chodzi. Okładka szóstej płyty ekipy ICE'a-T jest zresztą adekwatna do jej muzycznej zawartości. Nie, nie chodzi o składankę dla graczy Counter Strike'a (a może?). Tak, przemoc, gangsterka, bieda, śmierć, nierówności społeczne i rasizm, to jak zwykle główne tematy komentowane przez frontmana Body Count. Coś się jednak zmieniło, ICE-T uderza z "Bloodlust" ciężej i mocniej niż zwykle. "Liczba Ofiar" stała się właściwie kapelą metalową i rapowanie ICE'a w niczym nie przeszkadza właśnie w takim odbiorze tego materiału.

Już na "Manslaughter" z 2014 r dało się słyszeć zagęszczenie brzmienia, a "Bloodlust" idzie o krok dalej, chwilami zahaczając wręcz o thrashową i heavy metalową stylistykę. Podwójna stopa, gitary ESP, to nie mogło brzmieć jak Linkin Park i nie brzmi. To samo dotyczy tekstów, ICE-T próbował przebić samego siebie i osiągnął w pełni zamierzony efekt w postaci karykaturalnie przerysowanej przemocy, godnej momentami rapera o ksywie Necro.

To wszystko niestety nie oznacza, że "Bloodlust" to płyta wybitna, albo "chociaż" naprawdę dobra. Efekt "wow" można osiągnąć dzięki chwytliwości i melodiom, albo poprzez przeciągnięcie słuchacza przez trzy długości opuszczonego toru szutrowego dla motocrossu w Rudzie Śląskiej. Body Count nie robi tym razem ani tego, ani tego, choć słychać, że panowie się napracowali i swoje w studiu wygrzali. Dave Mustaine zapiernicza na gitarce w "Civil War", ale to nadal tylko (?) niezły kawałek. W "The Ski Mask Way" ICE-T prawi o wypłacie w swoim (gangsterskim of corz) stylu i jest zauważalnie lepiej, ale do "Talk Shit, Get Shot" z poprzedniego długograja jest daleko (nie mówiąc już o klasycznym i nieśmiertelnym "Born Dead"). "This Is Why We Ride" to następny dość przyzwoity numer z fajną, mocno "strzelającą" podwójną stopą i przeplatany dwoma spokojniejszymi fragmentami.

Obecność Maxa Cavalery w "All Love is Lost" jest zupełnie niepotrzebna. Wątpię by akurat ten kawałek coś zyskał, lub coś stracił z powodu jego feature'ingu. Cover Slayera? "Raining Blood" w wykonaniu Body Count jest tak potrzebny tej płycie, jak gangsterowi zbyt duża zawartość ołowiu w diecie;-> 7 numer to jakby nie było następne zaskoczenie, bo gościnnie pojawia się tu Randy Blythe z Lamb of God. No i znowu, mamy tu thrashową, gęstą patajnię z zupełnie miałkim refrenem i nic nie znaczącym występem Randy'ego. "Here i Go Again" to w warstwie tekstowej ewidentnie horrorcore w gitarowym wydaniu i zarazem jeden z lepszych utworów na "Bloodlust".

Z kolei "No Lives Matter" to polityczny komentarz do aktualnych napięć w USA. To numer z potencjałem, zupełnie niezły, ale brakuje mu tego "czegoś", boskiej iskry wprost od Morgana Freemana. Koniec płyty to singlowo - teledyskowe "Black Hoodie", trafnie podsumowujące całe "Bloodlust". Numer raczej mocny i ciężki brzmieniowo, ale niekoniecznie porywający w jakiejkolwiek warstwie.

https://www.youtube.com/watch?v=a_0xYamFYYI

---

Bloodclot - "Up in Arms" [hardcore crossover]:

Bloodclot to prawdziwa hardcore'owa supergrupa. Na wokalu wydziera się John Joseph ze sławnego Cro-Mags, a towarzyszą mu byli członkowie QoTSA - Nick Olivieri (bas), Joey Castillo (bębny), oraz Todd Youth z Danziga (gitara).

Każdy kto spodziewa się po tej płycie sympatycznego college-rocka, albo stonerowych fuzzujących gitarek i radiowego potencjału - szczerze się zawiedzie. Ze współczesnego punktu widzenia "Up in Arms" to klasyczny i oldschoolowy hardcore wprost inspirujący się "złotą dekadą" tego gatunku - latami 80'. Dalekie echa crossover thrashu są nieistotne, kapela brzmi rasowo i tyle.

Jak przystało na prawdziwy hardcore, kawałki są raczej krótkie, rzadko który przekracza czas 3 i tylko jeden trwa 4 minuty. Nikt tutaj nie próbuje wynaleźć koła na nowo. Dominują szybkie tempa i agresywne, krzyczące wokale. Hardcore-punkowa stylistyka po całości.

Kapele i płyty tego rodzaju rodzaju potrzebują zwykle dość dużo czasu. Bandy jak Maximum Penalty ze swoją wrodzoną chwytliwością należą do mniejszości. Sama łupanina może nie wystarczyć, dlatego wymagają one parokrotnego przesłuchania, by wyłapać detale i prawdziwe perełki.

Tak właśnie jest z "Up in Arms". Wrażenie z pierwszej chwili - solidność, utrzymuje się przez cały czas trwania albumu, aczkolwiek trudno tu znaleźć numery które staną się modelowymi przedstawicielami gatunku. W pierwszym rzucie wyróżnia się oczywiście krótki i brutalny "Kali", oraz dwie piguły: "Kill the Beast" i "Prayer".

Udany "Slow Kill Genocide" jest jedynym numerem na "Up in Arms", który może pochwalić się cro-magsowymi melodyjnymi wokalami, natomiast następny - "Slipping into Darkness" ma je (także ku mojej uciesze) wściekle zbrutalizowane.

Ostatni na tej płycie "You'll Be the Death of Me" zaczyna się świetną linią basu (która na szczęście powraca). John śpiewa tu w stylu Jello Biafry, co nadaje kawałkowi oryginalnego charakteru.

Z pozostałymi utworami jest pewien zgryz, bo tytułowy "Up in Arms" jest ostry, szybki i ma w połowie fajną sekcję rytmiczną, ale nie jest to kawałek, który można polubić od razu. "Fire" to wybuchowa krótka piguła w stylu Slapshot, choć pozbawiona aż takiego ognia jak w "Kill it Fire" bostońskiej konkurencji:-)

"Up in Arms" to płyta niełatwa w odbiorze, nawet na taki gatunek jakim jest hardcore. Z drugiej strony weteran sceny nie mógł sobie pozwolić na wtopę i druga płyta Bloodclot wtopą nie jest. Takie wydawnictwa wymagają jednego - ślęczenia nad nimi aż do dokładnego poznania każdej piosenki.

Nowy LP Bloodclot jest co najmniej dobry. Wydaje się początkowo mało "efektowny", ale wielokrotny odsłuch w końcu pozwala ją docenić. Warto go przesłuchać, chociażby dla czystej wścieklizny jaką jest "Kali":-)

https://www.youtube.com/watch?v=npG8hjAc9x4
https://www.youtube.com/watch?v=5k9t_-a-TOQ

---

Cannibal Corpse - "Red Before Black" [death]:

Nie jestem wielkim fanem Kanibali, przesłuchałem sobie, bo jednak parę ich kawałków nadaje się jako soundtrack dla fermy krwiożerczych, zmutowanych kurczaków chowanych na wolnym wybiegu i karmionych skarpetami Pudziana. Płyta oczywiście (?) bez zaskoczenia, ot death do jakiego jesteśmy (?) przyzwyczajeni (?) od wielu lat. Aczkolwiek trzeba zaznaczyć, że Kanibale działają jak dobrze naoliwiona maszyna i młócą aż miło. Problemem większości deathowych kapel jest nuda, która w moim przypadku wkrada się gdzieś po trzecim kawałku.

---

Danzig - "Black Laden Crown" [doom rock]:

Nowy Danzig nie jest tak efektownym zaskoczeniem jak "Deth Red Sabaoth" sprzed 7 lat. Zaczyna się niemrawo, pierwszy numer - "Black Laden Crown" nie ma choćby w najmniejszym stopniu takiego kopa jak analogicznie - "Hammer of the Gods". Do tego praktycznie od razu można wychwycić uchem typowo "danzigową" produkcję. "Gdańszczanin" wielbi stare wzmacniacze lampowe, nagrywa na taśmie i jest generalnie bardzo oldschoolowy w kwestiach produkcji. Rozumiem to, bo w erze Pro Toolsów wszyscy chcą być głośniejsi od wszystkich pozostałych. Oldschoolowość może dodać sznytu i charakteru, ale Danzig ma tendencje do nagrywania materiału w meliniarskich kiblach, w których pęknięte rury i sączący się z nich płyn ma chyba w jakiś sposób motywować całą ekipę do bardziej wytężonej pracy. W każdym razie efekt jest taki, że co jakiś czas wybijają się w perkusji, wokalu i gitarach sybilanty, a wokal jest jak z jakiegoś taniego karaoke, nienaturalnie zawieszony zbyt wysoko ponad pozostałymi instrumentami.

Na szczęście "Black Laden Crow" w końcu się zaczyna. Od trzeciego kawałka robi sympatycznie i bardzo... "danzigowo". Tak, można powiedzieć, że chłop się powtarza po raz nie wiadomo który. Wszak "Deth Red Sabaoth" było naprawdę dobrą i całkiem świeżą płytą, a "nówka sztuka" korzysta ze schematu opracowanego na początku lat 90'. Mamy tu więc do czynienia z ciężkim, mrocznym bluesem i doom-rockiem, czyli wzorcem, który Danzig opatentował i ubezpieczył gdzieś w okolicach wakacyjnej wizyty w Tartarze.

Szczerze mówiąc nie ma w tym nic złego. Problem polega na tym, że nowa płyta jest po prostu niemrawa, jakby zanurzona w metrze mułu. Ma się chwilami wrażenie, że jakaś czarna maź zalewa kibel Danziga i nikt nie ma już siły grać. Z drugiej strony "BLC" ma naprawdę momenty! "Devil on Hwy 9" i "Last Ride" to typowa danzigowa, dość solidna robota."But a Nightmare" ma fajną końcówkę, a "Skull & Daisies" chwytliwe harmonie wokalne. W "Blackness Falls" za to wyraźniej słychać Tommy'ego Victora (Prong), który wręcz wzorowo przyłożył się do riffowania. Zresztą moc końcówki "Black Laden Crow", silną stroną jej jest :-) "Pull the Sun" ma riff, którego szybko zapomnieć nie można, a Danzigowi śpiewa się w tym dość refleksyjnym kawałku wyraźnie lżej.

6 dobrych/niezłych kawałków i 3 niespecjalne? Mimo, że LP z 2010 r. był dużo lepszy (tam każdy kawałek był udany), to nadal jest to akceptowalny wynik. Martwi jednak kondycja wokalna Glena, bo choć nie jest aż tak źle jak na "Skeletons", to nie jest to forma (też przecież nienajlepsza) z "Deth Red Sabaoth".

https://www.youtube.com/watch?v=lu1UVwwNbWo

---

DJ CAM - "Thug Love" [hip-hop/turntablism]:

Tego francuskiego didżeja pamiętam głównie z pierwszej płyty, o wiele mówiącym tytule "Mad Blunted Jazz". Później rzecz jasna był światowy hit w postaci "Summer in Paris", ale nie śledziłem jego twórczości tak jak jego japońskiego kolegi po fachu - DJ Krusha.

"Thug Love" to hiphopowy turntablism bez wokalnych udziałów MC. Kawałki są tu tylko i wyłącznie "instrumentalne". "Sunset Harbour" to przyjemny, lekko ambientowy numer, choć ciężki basowy beat nieco rozprasza chilloutowy nastrój. Zresztą właśnie ciężkim beatem "Thug Love" stoi. Tak właśnie jest w "Tempus Fugit", dubującym "Ganjaman Remix" czy niepokojącym, niespokojnym "Conforce". Dotyczy to w mniejszym lub większym stopniu wszystkich 9 utworów.

Zresztą "Thug Love" wydaje się pewnym powrotem do korzeni. Dominuje tu oldschoolowa produkcja, wolne tempa, pełne soczyste beaty i zadymiona atmosfera. Nie ma tu żadnych "nowoczesnych" rozwiązań, które mnie osobiście we współczesnym hip-hopie drażnią.

Francuz nie zjadł żaby i nie zawiódł, choć "Thug Love" przypomina trochę seryjniaka w stylu: "Ok, zostało mi trochę materiału z tego setu, no to zrobię z tego płytę". Nie ma tu mowy o niczym specjalnym, ani tym bardziej wybitnym, ale nowego materiału słucha się przyjemnie. Jest po prostu w miarę "OK", ni mniej, ni więcej.

https://open.spotify.com/album/6wfeJ42ERi716JrXjTRRTK

---

Dreadzone - "Dread Times" [cyber-dub]:

Brytyjski Dreadzone reprezentuje dość niszowy podgatunek jakim jest cyber-dub. Jest to nic innego jak dubowa przestrzeń wypełniona elektronicznymi samplami i beatem.

Po flircie z popem, czy ogólnie pojmowaną "przebojowością" (vide hit w rodzaju "Gangster"), londyńczycy powrócili do charakterystycznego brzmienia, które zapewniło im na początku lat 90' stosunkowo duży sukces.

"Dread Times" to comeback w stylu "Second Light" i "Biological Radio", płyt których jakość można porównać do najbardziej znamienitych wydawnictw Ninja Tune.
Pulsujący, oparty na linii basu, właściwie "klasyczny" dub jest tu okraszony przez głębokie, nisko schodzące beaty i perkusyjne sample. Dzięki temu dub, jako gatunek "napowietrzony", pełny przestrzeni, ale pierwotnie dość "usypiający" zyskuje więcej dynamiki, nie tracąc nic ze swojego "rootsowego" charakteru. Dreadzone nie zawodzi i jak za swoich najlepszych lat stosuje bogaty zakres dźwiękowych ozdobników: big-beatowy rytm perkusji, trzon utworów oparty na nisko schodzącym oscylującym basie, jungle'owe wstawki i najróżniejsze sample przywodzące na myśl produkcje hip-hopowe. Tak, to wszystko tu jest i to w idealnych proporcjach!

"Rootsman" to odwołanie do "klasycznego" Dreadzone. Kawałek jest zbudowany wokół lekko buczącego dubu, pojawiają się też klawisze, zsamplwowana harmonijka i dźwięk sonaru. Do tego mamy tu oczywiście refren zaśpiewany w stylu rasta i nieodzowny tajemniczy klimat. Opis pierwszej piosenki chyba nieźle ilustruje zawartość i styl całego albumu. 4 w kolejce "Escape" wyróżnia się jednak wyjątkowo melodyjnym refrenem, a "16 Hole" (nie wiem czy trafnie) kojarzy mi się w swojej mrocznej atmosferze z "16 man till no man left" Cypress Hill i "Mutant Message" Juno Reactor.

"Black Deus" mógłby zaś z powodzeniem znaleźć się na którejś ze ścieżek dźwiękowych do nowych Deus Exów. Skojarzenia z twórczością Michaela McCanna wydają się w pełni uzasadnione, choć cyber-dub w wykonaniu Dreadzone nie jest aż tak zimny jak ambienty z "Human Revolution".

Cieszę się, że płyta mimo (?) opisu z 4 akapitu jest całkiem zróżnicowana. Prócz szalenie chwytliwych piosenek jak "Music Army", "Keep it Blazing" i potencjalnego radiowego hitu w postaci zainspirowanego Kosheen "Never Going Back", znalazło się tu miejsce dla typowo zabawowego, dynamicznie klubowego numeru pt. "Area Code". Domówka, czy klub, to bez różnicy, przy "Area Code" każdy będzie dobrze się bawił i wyśpiewywał zaraźliwy refren.

"Dread Times" to bardzo udana płyta, nie ma na niej ani jednego słabego utworu. Jedyne zastrzeżenia mam do początku i końca, które mogłoby być bardziej charakterystyczne, łatwiej zapamiętywalne. Nie chodzi o żaden potencjał komercyjny, ostatnie szlify mogłyby uczynić z 12 płyty Dreadzone rzecz jeszcze lepszą, wręcz klasyczną.

https://www.youtube.com/watch?v=ASgXgJGwoSg
https://www.youtube.com/watch?v=HAxHz-lmCA4
https://www.youtube.com/watch?v=__lytCYvbUs

---

Foo Fighters - "Concrete & Gold" [rock]:

Lubię Dave'a Grohla. To rockowy król, milioner i kumpel, który potrafi pomóc jak trzeba. Przykładowo, dzięki niemu Corrosion Of Conformity mogło swego czasu nagrać płytę.

Fajnie, że Dejw jest prawdopodobnie spoko gościem. Muzycznie to już zupełnie inna para kaloszy. Przyznam, że nie śledzę twórczości Foo Fighters od lat 90'. Lubiłem ich pierwszą płytę, to było sympatyczne połączenie postpunkowego jazgotu i odrobiny popu. Po drodze zdarzały się single, które ceniłem ("Everlong", "Low"), lub za nimi nie przepadałem ("Pretender"). Nigdy jednak nie ciągnęło mnie do przesłuchania całej płyty w całości. Spodziewałem się częściowo popeliny, więc jak to mówił Wściekły Wąż - "unikałem niepotrzebnych walek".

"Conrete & Gold" z jednej strony częściowo potwierdza moje obawy, z drugiej strony... im zaprzecza, no przynajmniej w pewnym sensie. Pierwsze chwile spędzone z nową płytą Foo Fighters, to wrażenie, że Grohl chce być trochę nowym Bono, takim któremu jeszcze chce się grać i śpiewać. Dźwiękowo nowa płyta przypomina wszystkie, absolutnie WSZYSTKIE mainstreamowe rockowe i hardrockowe kapele lat 70', 80' i 90'. Nie żartuję, tu się można dosłuchać encyklopedii rocka. Większość numerów na "Conrete & Gold" jest uszyta pod machanie łapkami, nucenie z wokalistą i świecenie smartfonami, tak jak kiedyś ludzie świecili zapalniczkami przy Scorpionsach.

Mi się to osobiście nie podoba, rockowe, stadionowe hymny świadomie obliczone na publikę od 12, do 70 roku życia zalatują gwiazdorstwem i grubym wyrachowaniem, kalkulacją. Rock ma mnie przeciągnąć po skałach, sponiewierać, a nie kalkulować. Można by było więc pomyśleć, że ta płyta jest dla mnie skreślona. Tymczasem... oferuje ona tyle chorobliwie zaraźliwych melodii, że nie sposób przejść obok nich obojętnie. Każdy, naprawdę każdy kawałek dysponuje chwytliwym refrenem. Co ważniejsze te melodie wydają się zupełnie naturalne, niewymuszone.

Każdy kto trochę kojarzy moje muzyczne posty, wie że ja potrzebuję krwi, mięsa, adrenaliny, nonkonformizmu. Ma być ogień, żadnych skrótów, żadnego pójścia na łatwiznę, wystarczy, że codzienność jest jednym wielkim kompromisem. Dlatego z całego "Concrete & Gold" zostają dla mnie dwa kawałki - "Run", oraz "La Dee Da", no i może druga część "Dirty Waters".

Tyle subiektywizm. Obiektywnie każda inna piosenka na tym albumie daje radę. Wyróżnić tu należy potwornie melodyjne, White Stripes'owe, stadionowe "The Sky is a Neighbourhood". Problem jest z wyraźną charakterystyką pozostałych utworów, bowiem w jednym bardziej słychać Dire Straits, w innym Pink Floyd, ale wszystkie mają ten stadionowy, lekko balladowy, mainstreamowy mianownik i wszystkie raczą słuchacza typowo "grohlowymi" i jak wcześniej zaznaczyłem - całkiem udanymi melodiami.

To płyta dla gustujących w spokojniejszym, "radiowym" rocku. Taka propozycja może okazać się dla nich strzałem blisko środka tarczy. Dla mnie? Cóż, doceniam i szanuję solidną pracę, wolę jednak zawał serca od śpiączki.

https://www.youtube.com/watch?v=ifwc5xgI3QM

https://www.youtube.com/watch?v=TRqiFPpw2fY

---

J.D. Overdrive - "Wendigo" [southern metal]:

J.D. Overdrive to kapela, która powstała 10 lat temu w Katowicach. Od samego początku panowie starają się w tworzonej przez siebie muzyce składać hołd dla (ewidentnie) wielbionych przez siebie zespołów jak Black Label Society, Down, czy Pantera.

Polski southernowy metal odniósł raczej umiarkowany sukces. Trochę szkoda, bo J.D. Overdrive to solidna ekipa. Do nowej płyty podszedłem bardzo entuzjastycznie mając w pamięci kawałki z poprzednich longplejów, które jak mi się wydawało poziomem nie odbiegały od najlepszych dokonań zza wielkiej kałuży.

Po odpaleniu "Wendigo" musiałem wyglądać jak umierający król Julian, uśmiech na japie gasł z każdą chwilą. Właściwie nie wiem co się stało, wróciłem więc do starych kawałków i okazało się, że one "nagle" także przestały być aż tak dobre, jak to drzewiej podpowiadała mi moja zasrana, krótka pamięć.

Nagle J.D. Overdrive przestało być czymś świeżym, czymś co szerzy "southern-metalową wiarę" na polskiej ziemi. Za zastany stan rzeczy odpowiadają prawdopodobnie dwie kwestie. Po pierwsze jestem osłuchany z południowym metalem, jak kelner z politykami w "Sowie i Przyjaciołach". Ten specyficzny gatunek bywa jak uroboros, trudno o coś oryginalnego. Z tego chociażby powodu musiało wystąpić u mnie zmęczenie materiału i zwyczajne znużenie powtarzaniem w kółko właściwego tego samego.

No i rzeczywiście, poczułem się podczas przesłuchiwania "Wendigo" jak fabryce klonów Zakka Wilde'a i Philla Anselmo. Nie powinienem się tak poczuć, bo J.D. Overdrive serwuje totalnie autorski materiał. Nie ma tu bezpośredniego zżynania z mniej. lub bardziej znanych kompozycji. A jednak odniosłem wrażenie, że Jacki to szalenie odtwórcza i mało oryginalna kapela. "Po co wymyślać koło na nowo?" - mógłby ktoś zapytać i... miałby rację. Southern metal składa się praktycznie zawsze z tych samych składników, sztuka polega na podaniu ich w odpowiedni sposób i umiejętnym doprawieniu.

Potencjalnie i teoretycznie J.D. Overdrive ma wszystko. "Suseł" dysponuje potężnym głosem, potrafi się solidnie wydrzeć, "Stempel" riffuje rasowo, sabbathowo jak Bozia przykazała, a sekcja rytmiczna nie pozostaje ani na krok w tyle. Co się więc stało? Chyba znów zabrakło tego "bożego pieprznięcia", spotkania z jakąś siłą sprawczą, która zamienia przeciętne kawałki w czystą platynę (lub jak ktoś woli w przyrdzewiałą, ale ryczącą V8-semkę).

Nie chcę przez to powiedzieć, że "Wendigo" to płyta zła. Początkowo wydaje się, że wszystko jest tu na miejscu. Dopiero za drugim przesłuchaniem okazało się, że żaden z 10 kawałków na tej płycie nie wyróżnia się niczym szczególnym. No dobrze, "Protectors Of All That is Evil" ma zarówno fajny riff, jak i niezły refren i przyjemne krótkie "strzały" na dwóch stopach. "New Blood" może się pochwalić stonerowym drive'em, melodyjną zwrotką i "anselmowym" wrzaskiem. Super, tylko ja to słyszałem setki razy i to w (obawiam się) jednak nieco lepszym wykonaniu. Chłopaki starają się nie powtarzać, rzeźbią, stosują najróżniejsze patenty i chwilami są blisko osiągnięcia jakiegoś bardziej niezwykłego, zapadającego w pamięć efektu. To jest niejaki paradoks, bowiem przy pierwszym kontakcie (a pewnie drugim i trzecim) J.D. Overdrive brzmi charakternie, jak klasa sama dla siebie. Dopiero po dłuższej obecności na słuchawkach okazuje się, że goście nie za bardzo potrafią postawić kropkę pod czymś, co w założeniu miało być wyraźnym sonicznym wykrzyknikiem. Szmatan zapewniający radosny headbanging gdzieś umyka, a muzyka staje się przewidywalna, nijaka, odtwórcza i nieco nużąca.

Fajnie, że ta ekipa z Katowic chce grać tak jak podziwiani przez nich Bogowie bagien, władcy miotający południowymi, bluesowymi i mięsistymi riffami wprost z pachnącej bimbrem i siarą piwnicy prastarego Kozła Headbangera. Technicznie rzecz biorąc ci katowiczanie są jak najbardziej kompetentni, wyraźnie jednak brakuje tu czarnej magii, która spowodowałaby, że Kozioł tupnie z zadowolenia kopytkiem.

Życzę J.D. Overdrive jak najlepiej, ale wbrew szczerym chęciom nie mogę wystawić tej płycie pozytywnej oceny (jakby to kogokolwiek obchodziło:-)). Jest oczywiście szansa, że to wszystko przez przesyt tą muzyką. Odpocznę, posłucham jeszcze raz i mam nadzieję, że zmienię zdanie.


https://www.youtube.com/watch?v=oTlxUrKs3Ik
https://www.youtube.com/watch?v=LRE7EE7Vhj8


---

Polkadot Cadaver - "Get Possessed" [alt metal/metalcore]:

Todd Smith to wokalista awangardowej, rockowej kapeli Dog Fashion Disco, łączącej ze sobą klimaty Faith No More i Mr. Bungle. Jest on znany z muzycznego ADHD i uczestniczenia w wielu projektach pobocznych. Jednym z nich jest właśnie Polkadot Cadaver - kapela będąca nieco mniej pokręcona od Dog Fashion Disco, za to grająca mocniejszy alt metal/oldschoolowy metalcore ze sporym dodatkiem elektroniki.

"Get Possessed" to druga płyta "Trupa w Kropki". Stylistycznie nie różni się ona znacząco od pierwszego LP pt. "Last Call in Jonestown". Mamy tu więc do czynienia z alternatywnym metalem kręcącym się wokół starego metalcore'a gdzieś z połowy lat 90'. Różnice dotyczą głównie gitar, które nie brzmią już tak "archaicznie" jak na pierwszej płycie i klawiszy, które wyewoluowały ze stylu Faith No More w stronę... Carpenter Bruta.

Papuzia, czy też "jarzeniowo-oczojebna" zieleń okładki jest ściśle adekwatna do tego co się tu dźwiękowo wyrabia. Ton płycie nadaje elektronika, a ściślej rzecz biorąc "kwaśne", nieco odjechane klawisze w stylu lat 80', zjeżdżających ku latom 90' po dużej dawce LSD i amfetaminy. Okazjonalnie pojawiają się też beaty, które są kontrolowane i trzymają się się posłusznie "pod" gitarami. "Nawiedzona kwaśność" to stylistycznie niezbyt udana fraza, ale za to dość dobrze oddająca klimat "Get Possessed".

W przeciwieństwie do wspominanej pierwszej płyty, "Get Possessed" nie oferuje tak morderczo melodyjnych, chwytliwych i zarazem wybitnie niepokojących kawałków jak czadowy "Last Call in Jonestown", czy doskonały toolowaty "Touch You Like Caligula".

Płyta zaczyna się od tajemniczego "Dead Beats", który jest czymś w rodzaju 4-minutowego intra. Początek mrozi, retrowave'owe syntezatory przynoszą na myśl brudny cyberpunk. Melodeklamacji i mruczeniu Smitha towarzyszą rzecz jasna raczej mocne gitary i stanowcze uderzenia perkusji, jednak to właśnie elektronika (drum&bassowe beaty!) generuje specyficzny klimat, charakterystyczny zresztą także dla 9 pozostałych kawałków. Zdaje się, że właśnie o to chodzi na tej płycie - o klimat, a mniej o to, co jest niejako znakiem firmowym Todda - czyli umiejętności wyczarowania niewiarygodnie zręcznych melodii, nawet gdy do dyspozycji ma on jedynie mało muzykalnego bąka cichacza. Owszem, melodie są na "Get Possessed" obecne, ale uznałbym je za nieoczywiste i nie aż tak "wzorcowe" jak w przypadku co najmniej dwóch tuzinów innych kawałków z ponad dwudziestoletniej historii Dog Fashion Disco.

Przy "Couldn't Move Far Enough Away" wiemy, że "Kropkowany Trup" przyjechał do miasta. Piosenka przez pierwsze parę sekund atakuje metalcore'owym riffem i szybkim waleniem w gary. Wydaje się, że będzie to czad od początku do końca, ale szybko przekonujemy się, że różnorodność to drugie imię tej kapeli. Zmiany tempa, wykrzyczany refren i "chora" elektronika nie czyni z kawałka nr. 2 hitu, który będzie nadawać się do śpiewania pod prysznicem. Numer wymaga parokrotnego przesłuchania (zresztą tak i jak i cała płyta). co w końcu skutkuje więcej niż umiarkowaną satysfakcją.

Następne dwa utwory; "Powder Pink Baby Coffin" i "Robot Assisted Suicide", to numery utrzymane w podobnej stylistyce co "Get Possessed". Pierwszy jest chorą humorystyczną makabreską okraszoną chyba pierwszym na tym longpleju harmonijnym, typowo "toddowym" refrenem. Drugi pod każdym względem idzie tą samą drogą, poruszając przy okazji tematyką zwykle zarezerwowaną dla Fear Factory.

Najmocniejszym, najbardziej wściekłym numerem jest tutaj 5 w kolejności, galopujący tytułowy "Get Possessed". To udany utwór, podczas 3 minut i 41 sekund, nie dzieje się tu tak dużo jak w innych dokonaniach Todda Smitha, ale ilość sonicznych kopów jakie trzeba przyjąć na uszy, jest w zupełności wystarczającym powodem do późniejszego zapisania się do laryngologa, nie wspominając już o czystej przyjemności wynikającej z lekkiego skoku adrenaliny.

"Brain Eating Amoeba" to przede wszystkim fenomenalny klimat i koronkowe, wysokiej klasy elektroniczne tło. Kawałek byłby właściwie idealny, gdyby nie ta przebrzydła "melodia", którą trzeba wyciskać trochę na siłę, jak starą cytrynę. Może to i lepiej, że "Żrąca mózg ameba" nie ma potencjału czołówki listy przebojów? Dzięki temu powinna nudzić się wolniej, co niewątpliwie jakąś tam zaletą jest:-)

Po kawałku, którego tytuł mógłby pojawić się na dowolnym longpleju jakichkolwiek grindcore'owych szmatanów, nadjeżdża następny, o uroczym tytule "Stewards of a Syphilitic Empire". Ten utwór łączy z syfilisem jedno, jest paskudnie zaraźliwy, fejfnołmorowo melodyjny! "Cocaine's Gone, Party's Over" to mistrzostwo świata w operowaniu przedziwną, ostro przyćpaną i niepokojącą atmosferą hacjendy upadłego barona narkotykowego. Spokojnie nadawałby się do następnego filmu Michaela Manna, lub do trzeciej części Hotline Miami.

Końcowe "Gasoline Enema, Bend and Light" jest rozbudowane, a słodko brzmiący refren ciekawie kontrastuje z jego powabną i przesympatyczną tematyką.

"Get Possessed" to płyta początkowo nie dająca się lubić. Wymaga skupienia, cierpliwości i konsekwencji w chęci jej dokładnego poznania. Z pewnymi trudnościami, ale w końcu i ja dałem się jej "opętać". Nie jest to przywiązanie bezwarunkowe, ale silne, wynikające z akceptacji i 4 pełnych przesłuchań.

https://www.youtube.com/watch?v=_ZHSXDsqvts
https://www.youtube.com/watch?v=rjW8UWMXZx8
https://www.youtube.com/watch?v=2q7HtgtaF3o

---

Powerflo - "S.T." [nu-metal/rap-metal]:

Ostatnimi czasy obrodziło w różnego rodzaju supergrupy, Powerflo jest dobrym przykładem współpracy znanych i doświadczonych muzyków. Sen Dog (Cypress Hill), wielokrotnie udzielał się w rap-rockowych, tudzież rap-metalowych projektach i tak jak B-Real, dobrze czuje się w różnych gatunkach muzycznych. Nowy projekt Sen Doga zasilili m.in. Christian Olde Wolbers (bas), oraz Billy Graziadei (git/voc), co w sposób ostateczny zdecydowało o jego brzmieniu (o czym więcej później).

Pierwszą płytę Powerflo można lubić, albo nienawidzić. Od jej samego początku dokładnie wiadomo z czym mamy do czynienia. Jeżeli ktoś kojarzy Biohazard z okresu "New World Disorder", to z całą pewnością znajdzie podobieństwa między Powerflo, a ekipą Evana Seinfelda. Zresztą na tej jednej płycie podobieństwa się nie kończą, bez względu na to jaki utwór Powerflo włączymy, pierwsze skojarzenie będzie jedno - Biohazard!

Starzy fani powinni się ucieszyć, wszak Biohazard to kapela z pokaźnym dorobkiem i mająca wpływ na wielu współczesnych wykonawców. Tak wesoło jednak nie jest. Od dawna nie przesłuchałem żadnej płyty, która byłaby jakoś mocniej powiązana z nu-metalem, ale po spędzeniu czasu z Powerflo, muszę przyznać, że czegoś tak generycznego i mało oryginalnego maje uszy nie uświadczyły od wielu, wielu lat.

Mimo muzyków z Downset, Fear Factory i Worst, to właśnie Billy Grazadiei zdaje się determinować całe brzmienie Powerflo, od początku do końca. Ta kapela po prostu brzmi jak Biohazard, z lekkimi wpływami jakiejś innej niedookreślonej kapeli nu-metalowej z lat 90' Tutaj wszystko przypomina "stare dobre bajohajo". Jest to nic innego jak jeden powtarzający się w kółko przez 30 minut kawałek pt. "How it Is". Gościnnie udzielał się w nim Sen Dog, a sama piosenka pochodzi z płyty pt. "State Of the World Adress" z roku (1994 r.). Na tamte czasy było to nadal świeże, ciekawe i na pewno jeszcze całkiem oryginalne, dziś ociera się o lekką śmieszność.

Mimo tego co napisałem powyżej LP Powerflo nie jest nudny. Paradoksalnie nie ma tutaj kawałków obsesyjnie się powtarzających, przez co całość nie zlewa się w nieprzejrzystą dźwiękową masę. Płyta jest zróżnicowania, subiektywnie chodzi o bliską nu-metalowi manierę, która bywa okropnie nieznośna. Panowie spokojnie mogliby odebrać analogiczną do Złotych Malin nagrodę za najmniej oryginalny krążek roku.

Nu-metal był modą która przeminęła, a tutaj panowie wchodzą do studia i grają jak 20 lat temu. Oczywiście można się spierać czy ta kapela jest bardziej nu-metalowa, czy bardziej podchodząca pod alt metal, czy rap-metal. To bez znaczenia, to zwykła terminologia. Ja mam tylko jedno skojarzenie, to po prostu jest nu-metal, a panowie też nie starają się tego specjalnie ukryć. Rock, albo hardcore są gatunkami, które okazały się w porównaniu do nu-metalu nieśmiertelne i zależnie od kapeli, mogą wzbudzić podziw, albo chociaż brak żeny. To też gatunki, które o wiele lepiej nadawałaby się dla takiej kapeli jak Powerlo.

Udowadnia to poprzedni duży rock-metalowo-rapowy projekt Sen-Doga, czyli SX-10. To była bardzo ciekawa mieszanka klasycznego hard rocka, metalu spod znaku Pantery i lekkich punkowych naleciałości. Do dziś brzmi to dużo lepiej niż najnowsze dokonanie Sen Doga i spółki.

Sprawa nie jest jednak tak prosta jak mogłoby się wydawać. Jeżeli odejmiemy Powerflo tą nieznośną manierę nad którą się pastwię od paru akapitów, to okaże się, że materiał z jakim mamy do czynienia jest przemyślany i dobrze napisany. Tak, to są po prostu zupełnie niezłe kompozycje. Oczywiście zdarzają się wtopy, jak fatalnie zasysające chórki na początku "Resistance", ale ogólnie rzecz biorąc jest to punktu z widzenia jakości kompozycji płyta co najmniej poprawna. Nie ma na niej kawałka, który jest wyraźnie słaby i powinien polecieć do śmieci. To kwestia aranżacji, która jak już wspominałem jest arcybanalna, rutyniarska i ociera się o kicz.

Osobiście mam do tej płyty stosunek ambiwalentny. Nie ma chyba nic gorszego niż taka ocena materiału, który jako taki potencjał ma.

https://www.youtube.com/watch?v=SNruqzUWkyA
https://www.youtube.com/watch?v=vnJrWvZirkU
https://www.youtube.com/watch?v=41LBegOuzyk

---

Power Trip - "Nightmare Logic" [crossover thrash]:

Po usłyszeniu singla - "Executioner's Tax (Swing of The Axe)", zajarałem się. To był (i jest) surowy, wysokoenergetyczny i raczej oldschoolowy crossover thrash. Cała płyta tych teksańczyków jest dokładnie właśnie taka - dla jednych zwykła jebanka, dla innych kopalnia riffów i wysokooktanowe paliwo.

Pewne jest to, że to... trudna płyta. Nie jest zaskoczeniem, że jest całkowicie pozbawiona wokalnych melodii. Nie tego się oczekuje od crossover thrashu:-) Mogłaby za to trochę rozpieścić słuchacza chwytliwym riffem, albo konkretnie wywrzeszczanym refrenem. Dzieje się tak we wcześniej wpomnianym singlu, oraz "Nightmare Logic" i ewentualnie w mniejszym stopniu w "Waiting Around to Die" i "If Not Us Then Who".

Paradoksalnie trochę rozczarowałem się takim poziomem "nieprzysiadalności" tej płyty. Cóż, przesłucham ją jeszcze raz, może dwa razy i zobaczymy czy zostanie, czy nie za bardzo.

Klip "Executioner's Tax (Swing of The Axe)" jest fajny, ale uwaga na wyjątkowo wysokie stężenie retardo - kuców na m2:

https://www.youtube.com/watch?v=FOWf8uqGf8A

---

Prophets of Rage - "S.T" [rap-rock]:

Sen Dog ze wspomnianego wyżej Powerflo, ma zdecydowanie większe predyspozycje wokalne do udzielania się w ostrzej grających, gitarowych kapelach, niż jego kolega z Cypress Hiil - B-Real. Wystarczy posłuchać/obejrzeć koncert ich macierzystej kapeli pt. "Live at Fillmore", żeby obiektywnie stwierdzić kto tutaj ma mocniejszy głos.

Tymczasem to właśnie B-Real, a nie Sen Dog wygrał w cuglach muzyczny rok Anno Domini 2017. Wszystko dzięki projektowi Prophets of Rage, do którego należą także Tom Morello (R.A.T.M.), oraz Chuck D (Public Enemy).

Prophets of Rage nie posiada mocy ani wściekłości pierwszej płyty Rage Against the Machine, ani basowego jamującego groove'u drugiej. Posiada za to dojrzałość i dobry że tak powiem "vibe". Chuck D i B-Real nie próbują wydzierać się jak Zack de la Rocha, a mimo, że Tom Morello nadal traktuje gitarę jak stół didżejski, to wszyscy zdają się znać swoje miejsce. Panowie nie starają się podrabiać nikogo i niczego, słychać że dobrze się bawią i robią swoje.

Porównania do R.A.T.M. są oczywiście nieuniknione i tak, P.o.R. brzmi jak "Wściekłość Przeciwko Maszynie". Brzmi jednak jak kapela dojrzała, bez parcia na szkło i bez zbyt częstego oglądania się za siebie. W konsekwencji nie uświadczymy tu minutowych wrzasków i naparzania w co się da. 50-latek nie jest 20-latkiem i fajnie, że cała ekipa P.o.R. to rozumie.

"Prorocy Wściekłości" nie mają ambicji grać mocno, tak jak 25 lat temu. Pamiętają jednak o przeszłości i w efekcie wyszła im płyta dynamiczna, wypełniona świeżą, funkową energią i niegłupimi pomysłami.

Pierwszy numer, "Radical Eyes" bawi się grami słownymi i jest dobrym przykładem na to, jak na nowo (i dobrze) wykorzystać starą formułę R.A.T.M. Luzacki "Legalize Me" robi w sferze tekstowej dokładnie to samo i buja aż miło. "Living On The 110" przypomina brzmieniem gitar "The Battle of Los Angeles". Natomiast "Hail to the Chief" to mocny numer z politycznym komentarzem i zapadającym w pamięć refrenem, który zapewne świetnie sprawdza się na koncertach.

"Take Me Higher" zaczyna się akordami zagranymi prawie jak na... bałałajce, po czym przechodzi w bujająco funkowo-hip-hopowymy flow z cowbellem na szczycie tortu. Tekstowo też jest tu dość oryginalnie, bo przekorna zwrotka dotyczy dronów, niekoniecznie palenia dobrego stuffu:-)

8 numer - "Strenght in Numbers" wyróżnia się ostrzejszym riffem i napięciem rosnącym prawie jak za starych dobrych czasów. Basowy "Fired a Shot" to następny dynamiczny numer, ze świetnym funkowym basem i gitarami przywodzącymi na myśl policyjne syreny.

Końcowa część płyty to też strzały padające jeżeli nie w obręb sylwetki, to w sam środek masy. "Who Owns Who" przypomina bardzo udane "Hail to the Chief", ale w żadnym wypadku nie jest żadną jego smutną powtórką. "Hands Up" zaś, ma zaraźliwy refren idealny do darcia się na koncertach. Ostatni na płycie "Smashit" znów zaskakuje, tym razem niemal klasycznie rage'owskim, ale oryginalnym riffem.

Cóż, starzy fani R.AT.M. (a przynajmniej ci oczekujący nie wiadomo tak naprawdę czego), pewnie poczują się zawiedzeni. Ja oceniam, że P.o.R. targnęło się na tytuł jednej z lepszych rockowych płyt roku 2017. Myślę, że tak dobry efekt osiągnięto przez parę czynników. Przede wszystkich słychać, że panowie świetnie się bawią, między B-Realem i Chuckiem D jest chemia niemal taka, jak w ich macierzystych składach, a sekcja rytmiczna gra jakby dostała szansę na nowe nerki. Zresztą także Morello jakby złapał drugi oddech. Jest on oczywiście nadal szalenie rozpoznawalny, ale nie słychać w jego grze znurzenia i rutyniarstwa.

Warto na sam koniec wspomnieć, o czymś co w tym przypadku jest (niestety) dość ważne. "Prorocy.." uważają się kogoś w rodzaju muzycznych buntowników, czy wręcz powstańców. Chcą walczyć z biedą, niesprawiedliwiością społeczną i wreszcie "odjebać świat". Czyli robią to, co dawno temu robiło... no wiadomo co i kto. Kwestią sporną jest to, czy to jest dobrze obrany kierunek, czy nie. Pomijając tą kwestię, zostaje sama muzyka, a tak bez dwóch broni się skutecznie!

Płyta na szkolną piątkę!

https://www.youtube.com/watch?v=asP2BHnyUTo
https://www.youtube.com/watch?v=QR5L5UfPmH4

---

Tricky - "Ununiform" [trip-hop]:

Nie mam najmniejszego pojęcia dlaczego Tricky w przeciągu dwóch lat wydał dwie płyty. Jakieś powody z całą pewnością miał.

Może po innym artyście niż Tricky można by się spodziewać wydania zapełniaczy, albo odrzutów z poprzedniej płyty. Na szczęście chłop nie poszedł na skróty, "Ununiform" jest jak na Adriana Thawsa krążkiem przystępnym, dobrze wyprodukowanym i zarazem przemyślanym, wypełnionym intrygującymi dźwiękami.

Ominąłem "Skilled Mechanics" z 2016 r. więc nie wiem czy gość bawił się synthwave'em już wcześniej. Na "Ununiform" słychać sporo syntezatorów, ale jest to po prostu następny element budowli, narzędzie, a nie cel sam w sobie. "Klasyczny" trip-hop można już uznać za dość oldschoolowy i cieszę, że Tricky nie zreygnował z tego brzmienia. Piosenki są tu zbudowane na beacie, wypełnione (najczęśćiej) mroczną, lekko zeschizowaną lub melancholijną ambientową przestrzenią. Tu i uwdzie pojawia się pianino, czasem moog, skrzypce i gitara akustyczna. Skromne instrumentarium, ale chyna nikt nie spodziewa się po tym Brytyjczyku "barokowej" produkcji.

Druga na "Ununiform" piosenka pt. "Same as It Ever Was" to modelowy Tricky. Zgliczowane, kwaśne brzękadła, zdecydowany beat i wpadająca w ucho melorecytacja, czy też niby-śpiew, czynią z niego materiał na hit. Może nie aż tak wielki jak choćby "Hell is Round the Corner", ale ze sporym potencjałem komercyjnym.

Od trzeciego kawałka zaczyna się atak pań, bo to kobiety właśnie nadają ton tej płycie. Francesca Belmonte wśród niepokojących furkotów niezydentyfikowanych przeszkadzajek śpiewa pewnym, pięknym i pełnym soulowym głosem. Asia Argento dla kontrastu prowadzi z Tricky'm intymny dialog w delikatnym "Wait for a Signal". Rogata dusza i zamiłowanie do dźwiękowego okultyzmu odzywa się w Tricky'm w demonicznym "It's Your Day", by znów zmienić maskę w gorzkim "Blood of My Blood". "Dark Days" rozpoczyna się od rozprzężonej gitary, uderza ekstrawaganckim electropopowym beatem i łagodzi głosem Miny Rose. Po raczej przeciętnym "The Only Way" nadchodzi "Armor", który brzmi jakby Moloko spotkało Tricky'ego w latach 80'. "Doll" to zaś spokojniejszy niż w oryginale cover kawałka Courtney Love w wykoaniu Avon Lurks.

Być może ten opis brzmi jak przykład klinicznej muzycznej schizofrenii, ale jest w tym szaleństwie sens i metoda. To cały Tricky, przy nim Massive Attack to tylko przestraszone dzieciaki. Ta kontrolowana świrownia objawia się chociażby w skicie "Bang Boogie", w którym rapuje Rosjanin - Smoky Mo. Powrót Miny Rose w "Running Wild" to świetny pomysł, na myśl nasuwa się tylko jedno słowo - piękno.

Na samym końcu mądry producent umieścił prawdziwy rodzynek. W "When We Die" pojawia się długo nie słyszana Martina Topley-Bird, znana fanom Tricky'ego z "Black Steel". Jej cudny, słodki śpiew rozświetla niespecjalnie wesołą "metę" "Ununiform".

Może się nie znam, może nie wiem kiedy Tricky jest dobry, a kiedy nie jest. 13 płyta brystolczyka zebrała mieszane recenzje i zgodzę się, że to pewnie nie jest najlepszy materiał w jego karierze, ale doceniam jej urozmaicenie, syntezatorowe żywe quasi-popowo-vintage'owo-klubowe elementy, jak i te, w których dominuje wzorcowy dla Tricky'ego smutek, niepokój i entropiczny klimat paranoi.

https://www.youtube.com/watch?v=rpeqbKs-tpA
https://www.youtube.com/watch?v=6K2ikonaCPQ

---

Zeal & Ardor - "Devil is Fine" [gospel/black]:

Czarny grający black metal powoduje, że jest on (black metal, nie czarny) jeszcze czarniejszy:-)))

Delikatnie rzecz ujmując "Devil is Fine" to przedziwna płyta. Chwilami intrygująca, chwilami wprawiająca w konkretne osłupienie. Mówiąc szczerze nie przekonały mnie szczególnie te fragmenty, w których pojawiają się klawisze. Natomiast sam pomysł połączenia gospelu, bluesa i black metalu wydaje się tyle niezwykły, co w sumie w takim samym stopniu dość oczywisty. "Blood in the river", "In Ashes", albo "What is a Killer Like You Gonna Do Here?" i "Devil is Fine" to najmocniejsze punkty te albumu. Bronią się albo "korzennym" śpiewem i gospelowo-bluesowym drive'em, albo nieortodoksyjnym blackującym łupnięciem. Traktuję tą płytę jako ciekawostkę, jest świeża, ale nierówna. Z drugiej strony z miłą chęcią posłucham podobnych eksperymentów jeżdżących po ostrej gatunkowej bandzie. Po (jeszcze) czarniejszym black-metalu i ruskim black-hopie jestem (chyba) gotowy na wszystko:-)

https://www.youtube.com/watch?v=jlGBer0VoF8

---

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-16 20:10:08
12.01.2018 21:08
Lemur80
52

"Romansowali sporo z dobrym, żywym graniem, więc poproszę nowe."

Jestem zdania, że takie rozwiązanie zawsze dobrze wychodzi temu gatunkowi, nawet jeżeli nie ma nic wspólnego z ogólnie pojętą muzyką gitarową.

Nie wiem czy ta płyta nie będzie miała jakiegoś związku z tą książką o_O:
https://www.amazon.com/Elephants-Acid-Bizarre-Experiments-Original/dp/0156031353

A ja po cichu mam nadzieję (choć wiem, że nie powinienem), na coś w stylu mojej ulubionej płyty CH:

https://www.youtube.com/watch?v=zLoHHSs2XrU

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-12 21:08:48
12.01.2018 20:15
odpowiedz
2 odpowiedzi
Lemur80
52

To nie o to chodzi czy jest mocny, ale o to czy jest fajny. Chociaż fakt, że po MH ludzie spodziewają się minimum powera...

Robb zrobił kołysankę dla synów, zagrana trzy razy mocniej może by brzmiała nawet jak Dropkick Murphy's. Problem tego kawałka to brak konkretnego "punktu zaczepienia" i wysokie, patriotyczne nuty a la Bruce Springsteen..

Tutaj Robb wypowiada się na temat oczekiwań ludzi i płyty "Burn My Eyes":

http://www.blabbermouth.net/news/machine-heads-robb-flynn-im-never-gonna-write-another-burn-my-eyes-again/

To spór muzyk vs zawiedzeni fani, czyli nierozwiązywalny ze względu na krańcowo różne punkty widzenia.

[EDIT]: FSM, cały czas masz możliwość edytowania wstępniaka?
W tym roku Cypress Hill wyda nową płytę (po 7 latach od "Rise Up"). Jej tytuł to... "Elephants on Acid", okładka też jest nietypowa, nawet jak na nich...

http://www.xxlmag.com/news/2018/01/cypress-hills-elephants-on-acid-album-on-the-way/

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-12 20:24:48
10.01.2018 23:20
Lemur80
52

Tak Silent Storm jest turowy, 7.62 i Marauder posiadają tryb aktywnej pauzy.

@cin007

Potencjalny tytuł gry i HUMVEE kojarzą mi się z Soldiers of Anarchy (S.o.A.):

https://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=1499

S.O.A.D. zajmuje się z tego co wiem jedynie muzyką;-)

EDIT: Eee, lipa, Tomeis napisał wcześniej.

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-10 23:22:00
06.01.2018 18:16
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

Aaaaa, dzisiaj kończą się/skończyły "Zacieralia"* 2018. Nie byłem i żałuję:-)

https://www.youtube.com/watch?v=eNx6RpefL24

spoiler start


* Festiwal sztuki żenującej.

spoiler stop

EDIT:

W zamierzeniu pewnie miało być zabawne:

https://www.youtube.com/watch?v=eHpV08wI-bw

Może i nawet jest, ale muzycznie to na pewno nie moje kap of ti.

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-06 18:19:30
06.01.2018 17:52
odpowiedz
Lemur80
52

Tak, myślę że celnie. Jest tu i pop-rock, electro-pop i witch-house.

Ja pewnie popłynę z noir-jazzem, death industrialem, breakami, big-beatem, cyber-dubem i turntablismem spod znaku DJ Krusha:

https://www.youtube.com/watch?v=aVjgRlto8PI

https://www.youtube.com/watch?v=o5M9pe3wJuo&list=PLE1B8C5473D75436C&index=6

https://www.youtube.com/watch?v=fp_mHAYS_80

https://www.youtube.com/watch?v=HAxHz-lmCA4

"Jestem za chociaż myślę, że warto jakoś zaznaczyć (w tytule, opisie, whatever), iż nasz wątek jest wątkiem DYSKUSYJNYM - zwykłe nabijanie linków to nuda."

Dokładnie, spamowanie muzyką bez kontekstu to zwykły flood.

EDIT: Dopiero teraz skojarzyłem, że DJ Krush wygląda trochę jak nowy Lo Wang:-D

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-06 17:55:15
06.01.2018 17:19
Lemur80
52

@adam11$13

Thx za "Dystopię", poleci do przesłuchania.
Kurdę, tyle lat i nadal mam problem z przyzwyczajeniem się do słuchania wokalu Rudego.

06.01.2018 17:15
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

Uderz w stół....

"Poza tym zgodnie z prośbą kolegi Lemura teraz w wątku będzie więcej rzeczy, które nie są rockiem, metalem, industrialem"

Bardzo słusznie, tylko może ustalmy jakieś ramy, co?:-) Chociaż dobra, niech leci wszystko...

Pytanie tylko co to jest na przykład "dobry pop"? Bo dla mnie to:

https://www.youtube.com/watch?v=g93mz_eZ5N4
https://www.youtube.com/watch?v=Qt87bLX7m_o

... ale dla kogoś innego Nicki Minaj, czy coś równie udanego.

Ustalmy chociaż, że jak będziemy wrzucać coś żenującego, to niech będzie to chociaż żenujące świadomie:-)

[EDIT]:

Mam jeszcze inny pomysł. Może by przemianować nazwę wątku na coś w stylu: "Muzyka - Nowości, premiery i starocie". Numerację wątków by się zachowało, bo w końcu meritum byłoby rozszerzone, a nie zupełnie zmienione. W propozycji nazwy wątku napisałem "starocie", bo to chyba jedyny wątek który tak naprawdę żyje, więc jakby ktoś chciał się pochwalić czymś starszym, to bardzo proszę. Przykładowo wątek tygryska to spamowanie linkami, których chyba nie słucha nikt prócz samych wrzucających.

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-06 17:35:05
06.01.2018 17:07
Lemur80
52

Doceniam przekorę.

No ale żeby grać dobry funk, trzeba go mieć we krwi. Dlatego jak mam sobie posłuchać funku, to pojedzie to:

https://www.youtube.com/watch?v=_bpS-cOBK6Q

...albo Parliament-Funkadelic, Ohio Players etc.

Klip lepszy niż sama muzyka, z całym szacunkiem:-)

06.01.2018 17:01
Lemur80
52

Z całym szacunkiem:

05.01.2018 20:34
odpowiedz
Lemur80
52

Rozumiem, że kwestia podobieństwa wizerunku postaci Rosemary Reed do agentki Clarice Starling (Jodie Foster) z "Milczenia Owiec", została przez developerów z Darril Arts ujednoznaczniona zarówno z samą zainteresowaną, jak i studiem filmowym Orion Pictures...

02.01.2018 22:45
1
Lemur80
52

Rudy całkiem dobrze przywalił w "ENDGAME" z 2009 r. Nowszych płyt niż ta albo nie znam, albo nie są warte wspomnienia.

https://www.youtube.com/watch?v=7JHJNzUYM6M

[EDIT]: FSM, propsy za fotę we wstępniaku! Dobrze wykorzystana licencja Photoshopa:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2018-01-02 22:48:03
01.01.2018 18:55
odpowiedz
Lemur80
52

Miałbym taką uwagę co do wstępniaka. Warto by było umieścić w nim wszystko co się da i jest warte oczekiwania. Czyli pojechać po jak najszerszym spektrum gatunkowym od elektroniki (trip-hop, ambient, breaki, industrial, turntablism), przez hip-hop i jego odmiany, aż po wszystkie twarze rocka i metalu.

Wiem, że tak było też dotychczas, ale IMO warto poszperać i naprawdę zaspamować potencjalnie dobrymi przyszłorocznymi premierami:-)

01.01.2018 18:47
odpowiedz
Lemur80
52

Na współczesnych sprzętach powinny śmigać bez problemu, z niektórymi słuchawkami 300 Omowymi część telefonów i kart dźwiękowych też działa bez większych problemów. Omowość to jednak nie wszystko. O tym konkretnym modelu musisz poczytać opinie/testy i wtedy będziesz miał pewność. W najgorszym wypadku trzeba będzie dokupić DAC/AMPa, ale wątpię by było to konieczne.

31.12.2017 15:01
Lemur80
52

Ja byłbym, gdyby cokolwiek od Korniszonów zabrzmiało znowu jak to:

https://www.youtube.com/watch?v=bNJHCxAyz2g

...czyli IMHO jeden z ich najlepszych numerów, który na tle całej twórczości wydaje się totalnie nietypowy.

Szczególnie perkusyjnie "Porno Creep" to niezły odlot:
https://www.youtube.com/watch?v=bv7W3EFbVyk

Wiadomo, że tak brzmieć to nie będzie, więc zainteresowany nie jestem:->

[EDIT]:

Aha, Fieldy wydał w tym roku płytę pod wiele mówiącym tytułem "Bassically".

Brzmi to tak:
https://www.youtube.com/watch?v=rCQK3ilsYmg

Czyli funkowo i zupełnie nie najgorzej, a na pewno 200% lepiej niż jego pierwsza płyta solowa z wielce gównianym rapem.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-12-31 15:23:14
31.12.2017 14:57
Lemur80
52

Dobre, szczególnie bas fajnie chodzi:-)

31.12.2017 14:28
odpowiedz
Lemur80
52

Koniecznie muszę sprawdzić wersję "Hollywood".

31.12.2017 14:26
odpowiedz
Lemur80
52

:-)

31.12.2017 14:25
Lemur80
52
8.0

Bardzo sympatyczna gierka, brakuje trochę tekstów w rodzaju "Polonia robi herbatę na wodzie z pierogów", ale i tak jest całkiem zabawnie.

Może redakcja zrobi sobie takie "roasty"?:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2017-12-31 14:39:38
21.12.2017 22:57
Lemur80
52

"Takie garażowe granie."

Zajebiście przydatna i wielce adekwatna uwaga! Bez niej każde zestawienie muzyczne traci - 10 do wiarygodności.

Aż zadałem sobie trud. Jeden komentarz dotyczący muzyki na rok. Nie ma co, fachura, na pewno się zna.

21.12.2017 22:53
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

Wczoraj przeglądałem sobie Spotify'a i znowu stwierdziłem, że mam gigantyczne zaległości w ogarnięciu tegorocznych premier. Jak przesłucham chociaż część, to postaram się coś o tym tu skrobnąć.

Odwołam się więc na razie tylko do podsumowania sekretu mnicha, a raczej tego, co z tej listy udało mi się przerobić:

- Gone is Gone - "Echolocation": nie miałem wobec tego projektu absolutnie żadnych oczekiwań, a tu miłe zaskoczenie. Płyta może i nie jest rewelacyjna, ale słucha się tego przyjemnie. Rzeczywiście warto spróbować.

- Soen - "Lykaia": porównania do Toola są jakąś pomyłką. Skojarzenia są oczywiste, ale naprawdę to nie ta liga. I nie, nie jestem psychofanem Toola;-)

- Black Map - "In Droves": całej płyty nie przesłuchałem, więc trudno mi ten materiał sprawiedliwie ocenić. Pierwsze skojarzenie, nie wiem czy trafne - Chevelle.

- Mastodon - "Emperor of Sand": polubiłem Mastodona od momentu usłyszenia "Oblivion" z płyty "Tzar" bodajże. Wcześniejsze ich dokonania były dla mnie - co tu dużo mówić - popieprzone (prócz petardy "Blood & Thunder" rzecz jasna). "Emperor of Sand" to bardzo sympatyczna płyta, na poziomie "Once More 'Round The Sun", choć do geniuszu "The Hunter" sporo jej brakuje.

- Lunatic Soul - "Fractured": moja pierwsza styczność z tą konkretną kapelą. Nie moje klimaty, podobnie jak pozostała twórczość Pana Dudy. Rozumiem jednak, że ta płyta może się podobać. Jest dość hmm, eteryczna, refleksyjna, ocieka lekko melancholijnym klimatem i jest sprawna, ale nie natarczywa instrumentalnie. Zastrzeżenia mam jedynie do wokalu, który gra tu "pierwsze skrzypce", a mógłby nieco bardziej "schować się" za samą muzyką...

A Arcane Roots? O Boziu, to taki indyk, który za długo napatrzył się na Coldplay i nasłuchał zbyt wiele metalcore'a:->> No, lepiej żebym więcej nie pisał:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2017-12-21 23:01:28
21.12.2017 22:24
Lemur80
52

Nie lubię tego albumu, ale trzeba przyznać, że te kawałki bronią się same. Po prostu nie są złe i byłyby takie, nawet gdyby Dżosz zdecydował się nagrać nową płytę w oborniku, a producentem byłby DJ Sztacheta.

To więc nie tylko kwestia produkcji. Od mniej więcej 3 płyt QotSA jest dla mnie kapelą przekombinowaną i wydumaną. Nawet gdyby gitary nie zostałyby przepuszczone przez układ elektroniczny ruskiej gry w "jaja", a wzmacniaczem byłoby coś lepszego niż Kasprzak, to i tak "Villains" nadal byłoby IHMO sprawnym, ciekawym, ale niezbyt strawnym ulepem.

21.12.2017 22:15
Lemur80
52

Pewnie tak, trochę się czepnąłem.

Z całą pewnością jednak szanuję i artystę i cudze zapatrywania.
Respect:-)

20.12.2017 22:07
Lemur80
52

Ciekawe to Hohoho. Straszne to to nie jest, raczej chaotyczne, freakowate i z deka przyćpane, choć nie można im odmówić wizji, która nie jest typowa dla mainstreamowego hip-hopu;-)

Ho99o9 brzmi jak skrzyżowanie horrocore'a (podgatunek hip-hopu) i punk rocka, czy wręcz gitarowego hardcore'a w sensie jak najbardziej dosłownym. Niby Insane Clown Possie, albo Body Count miało kawałki, które można by na siłę wpakować do takiej szufladki, ale Horror nie brzmi choćby odrobinę podobnie.

Widzę, że na Spotify'u są aż 3 (!) ich płyty. Przesłucham sobie, bo potencjał jest.

---

Tak w ogóle, to chłopaki powinni się jednak bardziej postarać, bo nic nie straszy bardziej niż dzikie pomysły sąsiadów zza naszej wschodniej granicy. Któż inny mógłby wymyślić gatunek muzyczny zwany black-hopem?:-D Oto nadchodzi najczarniejszy black i najczarniejszy rap jaki tylko można sobie wyobrazić, oto Uratsakidogi:

https://www.youtube.com/watch?v=vr3HwydF6p0

Dobre, zabawne i jakie trv;-P

post wyedytowany przez Lemur80 2017-12-20 22:47:15
20.12.2017 21:52
Lemur80
52

Mógłbym się założyć, że gdzieś tam tego Toothgrindera polecano, ale teraz, w gąszczu podsumowań nie mogę tego znaleźć.

Może Ci się spodobać, to właściwie rock z elementami proga i elektroniką (choć zdaje się nie w każdym kawałku).

20.12.2017 21:18
😜
Lemur80
52

Pewnie powinienem odłączyć klawiaturę i wyrzucić ją przez okno, ale moja grafomania nie pozwala mi przejść nad poniższym cytatem obojętnie:

"Każdy człowiek wychowany na metalu przełomu XX i XXI wieku wie kim ten kapitalny artysta był... "

Ponieważ przeniosłem się z XII wieku n.e. we współczesność przez paskudne knowania czarownika Xardasa dopiero niedawno, nie wiem kim był Warrel Dane. Stoi za tym też na pewno zła karma i klątwa jaka została na mnie rzucona przez słuchanie swego czasu nu-metalu.

A tak na serio, Warrela Dane'a szkoda, jak każdego innego człowieka (no prawie każdego). Nawet jeżeli za słuchanie czegokolwiek co stało obok power metalu należy się specjalne miejsce w piekle:-)

20.12.2017 21:06
Lemur80
52

Ministrantów słucham od paru ładnych lat i nie spodziewam się po nich wydania czegoś, co zatrzęsie nachami. Lata świetności mają za sobą i niestety, "Antifa" to potwierdza.

Gdy artysta opowiada się po którejś ze stron, może ucierpieć na tym jego wizerunek. Jeżeli robi to w dodatku w tak bezpośredni, kategoryczny i w dodatku głupawy sposób - cierpi zawsze. Jednak nie miałoby by to znaczenia, gdyby numer bronił się artystycznie. Nie broni się, a stojąca za nim ideologia jedynie pogarsza sprawę.

MInistry chyba naprawdę powinno się rozpaść. W końcu zapowiadają to od bez mała 10 lat. Jurgensen poszedłby na odwyk i wszyscy by na tym skorzystali.

PS. Klip można obejrzeć ze względu na polski akcent:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2017-12-20 21:54:40
18.12.2017 18:22
Lemur80
52

Łubudubu, poszło:-)

Daj znać czy działa.

Aha, no dobra. Jak uzbierasz, to daj znać. Jak kod nie będzie śmigać, to będę support męczyć.

Spoko.
Merry Fucking Christmas:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2017-12-18 18:31:10
18.12.2017 18:18
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Lemur80
52

Podaj maila.
Tylko nie mogę zagwarantować, że kod będzie działać. Był wymieniany GOG>Steam parę m-cy temu i dziś sobie o tym przypomniałem.

18.12.2017 18:08
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

Kto chce Serca z Kamienia na Steama?

16.12.2017 13:47
odpowiedz
2 odpowiedzi
Lemur80
52

Fajne, pigulaste, z biglem. W każdym razie i tak 1,7 razy mocniejsze i 2,6 razy lepsze od nowego QotSA:-)

Wrzucę coś, czym generalnie jarają się ludzie na różnych tam blabermaułfach i innych lałdłajerach.

Toothgrinder:

https://www.youtube.com/watch?v=DOYcdMLgzew

Dziwne to. Jest tu prog, jakiś math/metalcore, mnóstwo melodii i nawet ślady stonera w gitarach.

Aha, Quicksand wrócił, po... 22 latach:
https://www.youtube.com/watch?v=xgIJatX2uug

post wyedytowany przez Lemur80 2017-12-16 13:51:33
16.12.2017 13:33
Lemur80
52

Daj znać jak testy wyszły. Może ktoś będzie kiedyś to samo guglować;-)

16.12.2017 13:31
odpowiedz
Lemur80
52

@Vesania

Jeżeli instrukcja obsługi nic nie tłumaczy, to weź te chusteczki wy.., wyrzuć. Taki myk.

Do czyszczenia monitorów/tv nadają się chusteczki do tego przeznaczone, dostępne w każdym z większych marketów. Kupujesz najtańsze, wynalazki to zbytek. Warunek jest jeden, takie chusteczki powinny być zamknięte dodatkowo w foliowym woreczku. W przeciwnym wypadku wyschną, bo mają taką tendencje. Możesz też kupić gąbki przeznaczone do czyszczenia w/w sprzętu (tak, są takie).

post wyedytowany przez Lemur80 2017-12-16 13:32:29
16.12.2017 13:26
Lemur80
52

Najlepiej jeszcze papierem ściernym, dzięki temu stare filmy wydają się jeszcze starsze;-]

12.12.2017 21:48
odpowiedz
Lemur80
52

GTA V zżera RAM jak dziki. Jest na to bardzo prosty, wręcz prymitywny sposób, który w bardzo wielu przypadku działa skutecznie.

Odpalasz Task Managera, następnie przechodzisz do "Details", klikasz PPM na pliku wykonywalnym GTA V i ustawiasz na priorytet na "high" (nie na "realtime").

Patent powinien zadziałać, o ile wszystkie kości RAM działają prawidłowo, a przyczyną problemu nie jest coś innego.

12.12.2017 17:10
1
odpowiedz
Lemur80
52

Poważna otyłość u części ludzi ma charakter kompulsywny. Taką przypadłość należy traktować jak alkoholizm, lub narkomanię. Nie potrafią sobie odmówić i potrzebują pomocy.

Co nie zmienia faktu, że jak ktoś jest wredny, to dość często też zwyczajnie pierdolnięty, a tego to już nic nie usprawiedliwia.

12.12.2017 16:13
odpowiedz
Lemur80
52

Wszelkie skargi dotyczące karygodnego zachowania Josha Homme'a, oraz ewentualnie innych członków zespołu Queens of The Stone Age należy zgłaszać do polskiej redakcji Eurogamera.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-12-12 16:13:46
10.12.2017 22:43
odpowiedz
4 odpowiedzi
Lemur80
52

@[74]

W sumie to jest całkiem niezłe. Wymaga zdaje się więcej niż jednego przesłuchania, ale zdecydowanie warto śledzić.

@ [75] & [76]

"Z takich pewniaków na 2018 jak dla mnie na razie numerem jeden jest wcześniej wspomniany Corrosion Of Confirmity z albumem "No Cross No Crown".

COC od czasów "Deliverance" nigdy nie wydało lipy. Nie mam wątpliwości, że chłopaki mocno się napracowali nad nową płytą i że będzie ona przynajmniej niezła. O ile "Cast the First Stone" jest zajebistym kawałkiem, o tyle drugi singiel - "Wolf Named Crow", odrobinę ostudził mój entuzjazm. Numer jest jak najbardziej w porządku, ale ten klasycznie hardrockowy riff jest IMO trochę odtwórczy. Generalnie mam w tym przypadku skojarzenia z jakby bardziej ponurą wersją "America's Volume Dealer". Tak czy inaczej, "No Cross No Crown" to jak na razie jedyny preorder jaki mógłbym strzelić właściwie bez wahania:

https://www.youtube.com/watch?v=fIfv7BKvtI8

"Świetnie za to zapowiada się Phil Campbell and The Bastards Son z albumem "The Age of Absurdity".""

Nie wiem czy to dobrze, czy źle, że PCaTBS nie przypomina Motorhead.

---

Wczoraj odkryłem, że po prawie 10 latach goście ze Scissorfight się zeszli (fakt, że w innym składzie), nagrywają płyty i koncertują. Nowa EP-ka pt. "Chaos County" wyszła w zeszłym roku i jest... niezła. Nie osiąga poziomu najlepszych wydawnictw w stylu "Mantrapping for Sport and Profit", ale da się słuchać. Ważniejsze, że w tym roku wyszedł singiel pt. "Devil's Shingle", a ten wyrywa kręgosłup razem z miednicą:

https://www.youtube.com/watch?v=TMOYY6vY-FI

Nie wiem tylko jak na dłuższą metę poradzi sobie nowy wokalista. Drze ryja podobnie jak Ironlung, w pierwszej chwili wokale wokale są nie do rozróżnienia, ale czy starczy mu charyzmy na cały LP?

Tutaj koncert, zwróćcie uwagę na intro;-):
https://www.youtube.com/watch?v=HiSqWLWm-hA

@[79]

"NA PEWNO"

Ta, uwierzę jak zobaczę i posłucham. Typy od lat trollują fanów i mają z tego bekę.

[EDIT]

Ee, zdaje się, że Scissorfight to kapela, która powinna grać tylko po piwnicach, ten koncert lepsiejszy:

https://www.youtube.com/watch?v=if-YPMyP7HU

post wyedytowany przez Lemur80 2017-12-10 23:03:02
09.12.2017 11:33
Lemur80
52

To było chyba na G2A właśnie. Zdaje się, że było to 60, nie 40 zł, ale i tak zajebista okazja. Oczywiście nie ma gwarancji, że promocja się szybko powtórzy.

Historię ceny możesz sprawdzić na łowcygier.pl [śledź okazje>historia cen]

post wyedytowany przez Lemur80 2017-12-09 11:35:07
09.12.2017 11:12
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Lemur80
52

Jakiś czas temu klucz do RGSC kosztował ok. 40 zł. Podobne promo może się powtórzyć w okresie przedświątecznym.

09.12.2017 10:44
odpowiedz
Lemur80
52

Mogę się mylić, ale to prawdopodobnie nie jest wina ani Twojego sprzętu, ani ustawień software'owych.

https://www.carthrottle.com/post/poolqy4/
https://forums.forzamotorsport.net/turn10_postst99355_Dolby-Atmos-sound-in-Forza-Motorsport-7.aspx

Forza 7 chyba po prostu tak ma.

04.12.2017 20:34
Lemur80
52

Nie, raczej nie wyślą:-) Jak napiszesz, że guglowałeś i niech się odpieprzą, to żaden mundrala się nie odważy pisać głupot. Co najwyżej nikt nie odpowie:-)

04.12.2017 20:00
Lemur80
52

NIe za ma co.

Sorki, faktycznie nic tam nie ma, albo coś ominąłem, albo w tych filmikach nie ma ani jednego testu konsumenckiego tego sprzętu.

Jedyne co się potwierdza, to ewentualne problemy z pilotem:
https://forum.audio.com.pl/topic/46842-taga-harmony-intone-21-czy-21-mini/

Poza tym? Wiadomo niewiele. Na Twoim miejscu umieściłbym pytanie na Elektrodzie, MP3Forum, albo na innym forum audio. Ktoś tam powinien taki zestaw mieć.

04.12.2017 19:47
Lemur80
52

Bardzo dobra wieść! "Modyfikowany Węgiel" to nie tylko bardzo solidny cyberpunk, ale też smoliście czarny kryminał neo-noir. Trylogia Morgana od lat czekała na ekranizację (jest tego warta) i mam nadzieję, że tego nie spieprzą. W teorii "powinny" być co najmniej trzy sezony, po jednym na książkę...

A co do "Edge of Tomorrow", to naprawdę nie ma na co narzekać. Nie dość, że film jest efektowny, dynamiczny (a przy okazji nie przeładowany CG), to jeszcze nie robi z widza idioty. Trudno wymienić mi inne sajens-fikszyn z ostatnich lat, które aż tak mocno trzyma się zasad logiki. Naprawdę nie ma się do czego przyczepić, właściwie każdy wątek spokojnie da się wytłumaczyć w taki, lub inny sposób i to bez uciekania się do argumentów ad absurdum.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-12-04 19:49:08
03.12.2017 10:49
odpowiedz
Lemur80
52

Generalnie omijam ballady, bo tak:-)

No ale to zawsze jakiś pretekst dla sprawdzenia sobie dyskografii Townsenda, wszak zatrzymałem się na starym SYL, a zaprezentowany kawałek jest całkiem sympatyczny.

03.12.2017 10:43
odpowiedz
5 odpowiedzi
Lemur80
52

Powinny być ok, w razie czego - zawsze możesz oddać. Ewentualnie poszukaj marketu, może w którymś ten zestaw będzie podłączony i będzie można zrobić sobie mały odsłuch.

Z drugiej strony na Ceneo są 3 opinie, a zestaw kosztuje w końcu 800 zł. Bezpieczniej IMO, byłoby wybrać coś Edifiera, lub Microlaba. W tej cenie znajdziesz sporo opcji 2.1, lub 2.0.

Jeżeli zestaw ma być pod TV/konsolę, niekoniecznie do słuchania muzyki, to wystarczą i stare Microlaby FC-530. Jeżeli zależy Ci na jakości dźwięku do 1000 zł, to celowałbym w większe Edifiery, ale to już są "bydlaki" i raczej do małego pokoju się nadawać nie będę. Kwestia akustyki, możesz mieć problem z prawidłowym rozłożeniem tego po kątach.

Pod tym linkiem znajdziesz "prezentacje" TAGA Harmony:

https://www.google.pl/search?q=TAGA+Harmony+inTONE&client=firefox-b-ab&dcr=0&source=lnms&tbm=vid&sa=X&ved=0ahUKEwi96KDAw-3XAhVNC-wKHcEzA5YQ_AUIDCgD&biw=1280&bih=588

Może będzie tam coś ciekawego.

26.11.2017 21:48
1
Lemur80
52

"Machine Head bardzo poprawne"

Obiektywnie, to nawet więcej niż poprawne, bo kawałek jest tak melodyjny, że wpada w ucho, czy się tego chce, czy nie:-)

" I ja tam najbardziej lubię The Burning Red z ich dyskografii (bo też tylko ten album naprawdę dobrze znam)."

U mnie to jest "Burn My Eyes", które jest właściwie w totalnej opozycji do "TBR";-] Jedna z ważniejszych płyt groove-metalowych lat '90.

Pierwszego Glassjaw się słuchało, dawno temu. Właściwie nie wiadomo czy to było bardziej emo/screamo/posthardcore, czy nju-metal. Nowy kawałek jest zdaje się nieco mocniejszy niż ten najstarszy materiał, ale klimat w sumie bardzo podobny - lekko oniryczny.

BTW, jakoś tak równolegle do Glassjawa, pojawiła się wtedy dość podobnie grająca kapela, czyli Will Haven.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-11-26 21:57:05
23.11.2017 19:52
1
odpowiedz
Lemur80
52

Garść "newsów":

Tym to się muszę pochwalić. 10 listopada Corrosion of Conformity wypuściło singiel, czyli zapowiedź nowej płyty - "No Cross No Crown", która ukaże się w lutym przyszłego roku.

Pepper (git/voc) wrócił na dobre, a więc Korożyny nagrywały nowy materiał w "klasycznym" i najlepszym składzie. Tytuł nowego kawałka - "Cast the First Stone", brzmi jak część OST do karcianki, albo papierowego RPGa, ale zapewniam - jest wyśmienity. To takie trochę skrzyżowanie klimatów "Wiseblood" i "In the Arms of God", czyli dwóch płyt, którym blisko jest do doskonałości. Jest luźno, chwytliwie, southernowo i odrobinę sludge'owato, czyli tak jak być powinno:-) Czek it ałt.

https://www.youtube.com/watch?v=ljxyItzRZm4

---

Na początku października Cavalera Conspiracy urodziło nową płytę pt. "Psychodish". Bracia stwierdzili, że warto podkreślić rodzinny rodowód kapeli. Dlatego w niektórych kawałkach pojawiają się kolaboracje, np. w glam-rockowym kawałku "Broforce" usłyszymy wielkich fanów Maxa - braci Cugowskich! Natomiast w kawałku "Terror, terror & Cute Puppies" pojawia się rapujący Fred Durst, oraz growlująca Lady Gaga. Panowie nie zapomnieli o flircie z nu-metalem z przełomu wieków. "Yama - Yamanana - Lonely Soul" to owoc tej tęsknoty z gościnnym udziałem wokalisty Disturbed, oraz frontmana Korna. Krytycy i fani są w szoku.

Ta, nowa płyta Cavalerów to w sumie taka sama patatajka jak poprzednio. Max całkowicie zrezygnował z groove-metalu, postawił na dość oldschoolowy thrash/death/grindcore. Ludzie pieją z zachwytu, twierdząc, że to jego najlepszy album od 1952 r. Faktem jest natomiast to, że "Psychosis" ma w sobie coś z "Arise" Sepy, ale jeszcze więcej z... "Beneath the Remains". Jest to na pewno wyższy level rozpierdolu i w dodatku jest on całkiem trv. Cóż, jaki kuc jest - każdy widzi. Wóz, albo przewóz:-)

https://www.youtube.com/watch?v=Y3FgumBAH3g

---

Całkiem świeżą rzeczą jest też "Beyond the Pale" Machine Heada, zapowiedź płyty "Catharsis", która ukaże się na początku przyszłego roku:

https://www.youtube.com/watch?v=MVdflCH76t4

Flynn o nowym materiale wypowiada się tak:

"Będą bujające, bardzo bujające [piosenki]. Trochę przypominają mi „The Burning Red”. Bujają i są bardzo melodyjne. Nie będę wam wciskał, że to najcięższy materiał jaki nagraliśmy, bo każdy tak mówi. Nie jest. Mówię to szczerze. Nie jest najcięższy, ale jest zajebiście dobry."

I jeszcze:

"Lower your expectations for the heaviness, lower your expectations for the speed. If The Blackening was us at our most thrashing and aggressive, this is probably the most melodic and the most grooving we’ve been. There’s little thrashy bits here and there and it’s heavy, but it is a very groovin’, rockin’ melodic record"

Słuchając "Behind the Pale" w sumie wszystko się zgadza. Szkoda tylko, że Rob & Spółka nie poszli w stronę dwóch pierwszych albumów, tylko bardziej w stronę nu-metalowego gówienka, którego nie można było słuchać nawet 17 lat temu.

Dziwna to kapela. Im się naprawdę wydaje, że jak machną 6-8 minutowy, świetnie wyprodukowany, zmiksowany, wycyzelowany ale pustawy i nudny neo-thrash, to automatycznie osiągną szczyty metalowego Olimpu. No i tak z grubsza od 17 lat... Teraz chcą to wypierniczyć w kosmos, okkkej. Uproszczenia, uproszczeniami, ale na Boga, "Burn My Eyes", to dużo lepszy wzorzec na sukces niż "The Burning Red". No ale co ja tam wiem:-)

---

Na koniec jeszcze dwa nowe kawałki Black Label Society:

https://www.youtube.com/watch?v=DQCqP7uvvTo
https://www.youtube.com/watch?v=SRYh4o1pVDM

EDIT:

PS. Klip do "Doomed" PC to majstersztyk!

https://www.youtube.com/watch?v=SDvfbvuJtS8

spoiler start


Nie:-D

spoiler stop

post wyedytowany przez Lemur80 2017-11-23 20:16:08
07.11.2017 22:06
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Lemur80
52

Popierdółki:

spoiler start

TumbleSeed
C8HCK-Q64RM-P89B2

Loot Rascals
BZ6D8-LDG7T-VQHHG

Loot Rascals Soundtrack
9TH4Z-FG0JH-50YE5

Rebuild 3: Gangs of Deadsville
0TNJ4-V3KJM-RHB2N

Out of the Park Baseball 18
0MG0M-C77QH-0XLA3

spoiler stop

03.10.2017 21:19
😒
odpowiedz
Lemur80
52
post wyedytowany przez Lemur80 2017-10-03 21:19:36
02.10.2017 08:30
odpowiedz
Lemur80
52

B77 to niezły wybór, jeżeli interesuje Cię zestaw 2.1, to możesz też zastanowić się nad FC530.

Inna firma, która konkuruje z Microlabami w tym przedziale cenowym, to Edifier. Tutaj masz artykuł z informacjami o poszczególnych modelach:

http://www.benchmark.pl/testy_i_recenzje/test-6-glosnikow-2-0-firmy-edifier.html

Mogą zainteresować Cię Edifiery R1600TIII, tylko nie licz na bas urywający głowę. Jeżeli chcesz więcej basu, wybierz zestaw 2.1, taki zestaw z subwooferem będzie schodził niżej, ale bas będzie trochę pusty, kartonowy, łupiący i sztuczny (na wyższych głośnościach).

Ani Edifiery, ani Microlaby mimo chińskiego rodowodu nie powinny paść zbyt szybko "same z siebie".

Tutaj masz jeszcze świetnego bloga, który owszem, zahacza o audiofilię, ale nie zapomina o "zwykłych słuchaczach":

http://www.audiofanatyk.pl/polecane-glosniki-komputerowe-2-0-2-1-5-1/

post wyedytowany przez Lemur80 2017-10-02 08:34:13
10.09.2017 23:59
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

Ja też nie:-) Chociaż fakt, że tak jak piszesz, jakoś na jesieni Microsoft ma wprowadzić do "dziesiątki" tryb gry i można było się tym jakoś zasugerować. Pytać należy zawsze, przecież o to między innymi chodzi na tym forum:-) Ja nie jestem żadnym "informatycznym mundralom", nie znam się, ale o modowaniu F3 (a właściwie próbach, bo ciągle mi coś tam się chromoli), coś tam wiem:-)

No i żeby nie siać zamętu i wstrętu, jestem zdania, że sebogothic trochę zachachmęcił, ale nie mam do nikogo pretensji, każdemu może się zdarzyć "nieprecyzyjna" wypowiedź;-)

Flyby, nie ma sprawy. Jeżeli o czymś coś tam wiem, to z chęcią zawsze dzielę się wiedzą. Jeżeli będziesz chciał wrócić do Fallouta 3, to służę pomocą. Tak przy okazji, nieoficjalny patch właściwie załatwia sprawę wątków procesora, bo przy instalacji sam skubany pyta się czy zedytować plik Fallout.ini. Rozszerzenie pamięci RAM też jest banalnie proste, wystarczy wkleić plik exe do głównego folderu F3, kliknąć na niego, a potem wybrać plik fallout3.exe, by program podmienił to co powinien i wsio:-) Jeżeli F3 nadal nie odpali, to warto ściągnąć z Nexusa program o nazwie FOSE, który nie tyle podmienia, co zastępuje fallout3.exe, czyli plik wykonywalny, odpowiedzialny za uruchomienie gry. Piszę o tym, bo FOSE jest nie tylko podstawą modowania, ale także sam w sobie zwiększa szanse na uruchomienia tego barachła:-) FOSE wystarczy rozpakować do głównego katalogu z grą i używać fose_loader.exe do uruchomienia gry.

Zresztą wszystkich chcących poprawić stabilność F3 i nauczyć się wgrywania modów, polecam obejrzenie materiałów DansGaming:

https://www.youtube.com/watch?v=yEMsneUkMeY
https://www.youtube.com/watch?v=6JTDYDaa2FI

Swego czasu doprowadziłem F3 na konfiguracji z 2010 r. do takiego stanu--->

A to oznacza, że można się bawić:-)

[EDIT]: A, no i polecam stary poradnik autorstwa ROJO, który był publikowany na GOLu. Część rzeczy się już zdezaktualizowała, ale z tego co pamiętał był dobrze napisany i nadal nadaje się jako wstępniak do czynienia otwartej wojny programistom z Bethesdy;-)

post wyedytowany przez Lemur80 2017-09-11 00:11:13
10.09.2017 21:55
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

@Flyby

Odpowiem nie pytany:-) W plikach WIN 10 być może kryje się jakaś "kabała", ale ten system według mojej wiedzy nie posiada żadnych, nawet najdrobniejszych elementów które można by uznać za "magiczne";-)

Obawiam się, że aktualnie żaden system operacyjny nie umożliwia odpalenia wyjątkowo "problematycznych" gier bez dodatkowej zabawy, może jeszcze ze 20 lat rozwoju technologicznego brakuje, nie wiem:-)

Właściwie nie do końca wiem o czym pisze sebogothic, bo nie widzę żadnego związku między automatycznymi aktualizacjami WIN 10, a uruchomieniem Fallouta 3. Automatyczne aktualizacje "same" ani nie zedytują opcji związanych z działaniem wielowątkowości, ani nie poprawią bugów, ani nie rozszerzą w F3 obsługiwanej pamięci do 4GB. Trzecia część Fallouta nie jest wspierana od wielu lat i żadna wersja Windowsa tego nie zmieni.

Bawić trzeba się samemu, ale odpalenie tej gry bez modów na WIN 10, to dzięki społeczności - fraszka, zapewniam. Właśnie moduję F3 na WIN 10 i wiem co mówię. Możliwe, że w niektórych wypadkach wystarczy zainstalowanie wyżej zalinkowego nieoficjalnego patcha, wtedy nie trzeba się nawet bawić w ręczne wpisywanie linijek tyczących się wielowątkowości.

[EDIT]: Dodam jeszcze, że po zainstalowaniu podstawowych patchy i modów tyczących się stabilności widać i czuć różnicę. Gra nie wysypuje się z głupich powodów takich jak: wejście do metra, budynku, duża ilość eksplozji itp. Podejrzewam, że za tak wysoki poziom stabilności (wzrastający o ok. 50-60%), odpowiada w tym samym procencie nieoficjalny patch, który poprawia setki, jeżeli nie tysiące bugów. Jest na tyle dobrze, że po instalacji w/w można grać nawet 2-3h bez crasha, co jak na to dzieło Bethesdy jest osiągnięciem bliskim kosmicznej doskonałości;-) Wszystko to tyczy się zarówno WIN 7, jak i WIN 10, instalacja i działanie jest w większości wypadków dokładnie takie samo (może z wyjątkiem FOMM, który na "dziesiątce" uwielbia się wykrzaczać).

post wyedytowany przez Lemur80 2017-09-10 22:15:52
10.09.2017 15:53
odpowiedz
Lemur80
52

@jano20

Fallout 3 działa na Win 7, 8 i 10. Nie powiedziałbym, że jego odpalenie odbywa się bez żadnych problemów, ale w porównaniu z modowaniem to jest mały miki.

Aby zmusić F3 do działania należy podjąć kroki opisane tutaj:

http://steamcommunity.com/sharedfiles/filedetails/?id=149946772

Gwarancja skuteczności jest właściwie 100%. Jej brak oznacza najczęściej niestosowanie się do zaleceń.

W skrócie wygląda to tak:

1. Dodać F3 do wyjątków w antywirusie lub zaporze. Powyłączać wszystkie Steam Overlay'e, FRAPS-y i inne tego rodzaju cuda.

2. Zrobić update G4WL:
https://steamcommunity.com/linkfilter/?url=a href=http://download.gfwl.xboxlive.com/content/gfwl-public/redists/production/xliveredist.msi target=_blank>http://download.gfwl.xboxlive.com/content/gfwl-public/redists/production/xliveredist.msi</a>

Następnie go wyłączyć używając tego:

http://www.nexusmods.com/fallout3/mods/1086/?tab=2&navtag=http:%2F%2Fwww.nexusmods.com%2Ffallout3%2Fajax%2Fmodfiles%2F?id=1086&pUp=1

3. Po pierwszej próbie odpalenia gra stworzy plik FALLOUT.ini (najczęściej znajduje się on w ścieżce: C:\users\yourname\Documents\My Games\Fallout3\FALLOUT.ini). Plik ten należy zedytować używając notatnika. Należy znaleźć linię z "bUseThreadedAI=0" i zmienić ją na "bUseThreadedAI=1". Pod spodem (czyli linijkę niżej) należy dodać "iNumHWThreads=2" i zapisać plik.

4. Instalacja UPDATED Unofficial Fallout 3 Patch jest nie tyle zalecana, co konieczna. Jak wszystkie nieoficjalne patche i mody znaleźć go można na Nexusie:

http://www.nexusmods.com/fallout3/mods/19122/?tab=2&navtag=http:%2F%2Fwww.nexusmods.com%2Ffallout3%2Fajax%2Fmodfiles%2F?id=19122&pUp=1

Instalacja jest banalna.

Z podstawowych rzeczy do zrobienia to właściwie wszystko. Inne rozwiązania są opisane w pierwszym linku.

EDIT:

Bez obrazy, ale "poradnik" z postu #3 jest do bani, bo jedyną ważną rzeczą o jakiej wspomina, jest dopisanie dwóch komend. To zwykle nie wystarcza by odpalić F3. Poradnik steamowy jest dość jasny i szczegółowy. Powinien w pełni wystarczyć do odpalenia gry i pewnym sensie jest wstępniakiem do modowania tej gry, które jest IMHO niezbędne.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-09-10 16:03:36
02.08.2017 18:20
odpowiedz
Lemur80
52

Wznowienie aukcji na Allegro:

http://allegro.pl/sluchawki-samsung-level-on-super-bass-najtaniej-i6906823739.html

Aukcja na e-bay'u jest ta sama co wcześniej, przedmiot oczywiście identyczny na obu --->

01.08.2017 18:11
odpowiedz
Lemur80
52

Nie mógłbym pokazać tekstu z pierwszego posta dziadkowi (powstaniec warszawski, następnie więzień obozu koncentracyjnego we Flossenburgu). Podejrzewam, że ta podwórkowa łacina spowodowałaby u niego jedynie grymas dezaprobaty. O wspomnieniu o tym babci, która parokrotnie uniknęła śmierci podczas powstania (masakra na Olesińskiej, potem Pruszków), nawet nie myślę.

Ilość nagromadzonych bluzgów nie licuje z szacunkiem i czcią jaka należy się powstańcom i ludności cywilnej. Nie chcę wyjść na hipokrytę, sam bluzgam w ilościach czasem przekraczających granice, ale nie tak to się robi. Jasne, chodziło o prowokację, tylko, że nie tędy droga. Inną sprawą jest, to że w momencie w którym tekst pojawił się internetach - automatycznie dołączył (czy jego autor chce, czy nie), do ogólnie rozumianej "debaty publicznej". Jego agresywny ton i zbrutalizowany przekaz daje niejako przyzwolenie do tego by po raz kolejny ludzie skoczyli sobie do oczu. Tutaj tego o dziwo nie zauważyłem, czyżby zadziałała jednak symbolika dzisiejszego dnia?

Esencja zacytowanego tekstu sprowadza się do tego, że Polacy to "pojeby" i nie należy z nimi zadzierać. Cudownie, Aleksander Wielki pisał do swojej matki, że w Afganistanie nawet ziemia jest zabójcza, nie przeszkodziło to ani Anglikom, ani Sowietom, ani Amerykanom połamać sobie na tym kraju zębów, mimo, że synowie Albionu też już dość dawno temu pisali, że "Afganistanu się nie najeżdża". Wątpię więc by tego rodzaju retoryka miałaby kogokolwiek i kiedykolwiek odstraszyć od czegokolwiek. Nie mówiąc już o tym, że to następna prymitywna pochwała sarmackiego machania szabelką.

Wracając do samego powstania warszawskiego, prawie za każdym razem gdy byłem w FOTONie - myślałem o cywilach szukających tam schronienia, oraz o dyrektorze Franaszku i jego rodzinie. To zresztą tyczy się całej Wolskiej, nie ma tam ani jednego domu, który nie byłby naznaczony krwią warszawiaków. W KLIFie nie widzę domu handlowego, a fabrykę Pfeiffera, natomiast przejeżdżając przez Muranów mam nieraz w pamięci to, że wywieziono stamtąd tony ludzkich prochów...

Nie chcę przez to powiedzieć, że powstańcy nie mieli prawa do zrywu serca, do obrony podstawowych wartości i praw. Mieli, nikt nigdy im tego nie odbierze. Trzeba pamiętać o jednych i o drugich.

Celowo pomijam kwestie polityczne, ale od patosu jakoś nie potrafię uciec. "Powstanie warszawskie jest jak tragedia grecka, dwie możliwości wyboru i żadna dobra". Podjęto decyzję, stało się...

Nie wiem jak inni, ale ja czczę i pielęgnuję pamięć o powstańcach i warszawiakach z roku 1944 w sercu. Staram się to robić z pokorą i po cichu...

Okolice Starówki, to nie jest gruz... --->

post wyedytowany przez Lemur80 2017-08-01 18:30:00
30.07.2017 11:27
1
odpowiedz
Lemur80
52

To na 100% nie są pluskwy domowe, znane także jako bed bugs. Pluskwy wyglądają tak:

https://prusator.pl/wp-content/uploads/2014/11/prusator.pl-pluskwa-domowa-stadia-rozwojowe.jpg

Tak czy inaczej, w Bułgarii to ja bym raczej uważał:

https://www.youtube.com/watch?v=nd73G3-cyTA

30.07.2017 11:03
Lemur80
52

Slangowe słownictwo jest w sumie najmniejszym problemem, nawet jak się nie siedzi w cyberpunkowej "gadce", to i tak łatwo ją przyswoić. Pomaga wbudowany w interface "samouczek". Potem takie słowa jak "drek", albo "meatspace" to mały miki:-)

Gorzej z językiem angielskim jako takim, jego poziom trudności określiłbym jako "powieść dla dorosłych". Czyli cała masa przymiotników, czasowników, czytanie między wierszami i rozumienie kontekstu. Swoją znajomość języka angielskiego określiłbym jako średnio-zaawansowaną, a jednak nie psuło mi to odbioru całości. Wystarczy ctrl+alt, słownik, albo telefon w łapie z opcją tłumaczenia "zeskanowego" tekstu i wsio. Wystarczy zrobić to parę razy i generalnie po problemie.

Trudność czytanego tekstu jest IMO większa (z dość oczywistych względów) niż dajmy na to w takim L.A. Noire, ale pierwsza i najważniejsza rzecz to chcieć:-) Poza tym w przeciwieństwie do w/w gry, Shadowrun Returns jako "klasyczny" RPG daje czas na wczytanie i zastanowienie się. Gdy już się w to wsiąknie - nie ma odwrotu. Z mojej perspektywy teksty są napisane naprawdę dobrze, więc cholernie warto spróbować i przy okazji czegoś się nauczyć.

Poza tym może się okazać, że nie taki diabeł straszny jak go malują, choć nadal uważam, że ostrzeżenie jest raczej na miejscu. W każdym razie prócz aspektów audio-wizualnych, to właśnie tekst i narracja tworzą fenomenalny klimat tej serii. Środki są bardzo skromne, ale to właśnie literki budują gdzieś 50-60% całej tej atmosfery. Wystarczy chcieć, wtedy przyjemność z odbioru Shadowrunow jest stuprocentowa:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2017-07-30 11:18:39
30.07.2017 09:58
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Lemur80
52

Zdecydowanie zacznij najpierw od pierwszej części, czyli Shadowrun Returns. Nie grając chronologicznie przyprawisz się o ból zębów spowodowany brakiem zaimplementowanych niby-oczywistych mechanik. Nie oznacza to, że pierwsza część jest gorsza, wręcz przeciwnie, po prostu grając chronologicznie nie uświadczysz dysonansu.

Mi najlepiej grało się w Dragonfall, to bardzo świeże rozwinięcie pomysłów znanych z poprzedniej gry. Hong Kong jest IMO gorszy, gra cierpi z jednej strony na pewne przeładowanie w treści, z drugiej na ewidentne wypalenie się scenarzystów. Gdybym miał drugi raz przechodzić tą trylogię - wybrałbym to samo rozwiązanie, czyli od "jedynki", do "trójki".

Pamiętaj tylko, że walka w nowych Shadowrunach jest owszem istotna, ale nie tak jak fabuła. Ta z kolei to tony tekstu (dosłownie), które wymagają skupienia, zrozumienia cyberpunkowego slangu i czytania, czytania i jeszcze raz czytania. Z tego płynie czysta przyjemność, ale odradzam tą grę każdemu, kto lubi przeklikiwać dialogi. Nic nie sugeruję, po prostu warto mieć na uwadze.

Boston został stworzony przez zupełnie inne studio developerskie i z dokonaniami Harebrained Schemes ma raczej mało wspólnego.

23.07.2017 21:11
odpowiedz
Lemur80
52

up

18.07.2017 23:31
13.07.2017 19:34
odpowiedz
Lemur80
52
post wyedytowany przez Lemur80 2017-07-13 19:35:32
12.07.2017 19:59
Lemur80
52

Jeszcze nie, ale tak zrobię, dzięki.

Dziękuję wszystkim za wypowiedzi, oczywiście nadal jestem otwarty na opinie.

[EDIT]: A tak przy okazji, sprzedaję swoje Samsungi Level-On. Czy moglibyście polecić jakieś słuchawki do 200 zł? Może jakieś Beyery, Superluxy? Charakterystyka słuchanej muzyki jest w poście pierwszym.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-07-12 20:04:32
11.07.2017 23:55
Lemur80
52

"Cyfrowo nagrany dźwięk nie ma absolutnie startu do dźwięku analogowego, który zawiera pełniejsze informacje... "

Być może jestem sceptykiem, ale muszę przyznać, że wspominanego efektu placebo się boję, mimo tego co napisałem w pierwszym poście.

Poza tym czy nie trzeba pamiętać o drodze jaką przebył taki plik? Załóżmy, że faktycznie był konwertowany z prawdziwego analoga, przecież i tak jest później zapisywany na dysku zero-jedynkowo, by później być ponownie zdekodowany analogowo na wyjściu...

To jest totalna mielonka, nie ogarniam:-)

11.07.2017 23:25
Lemur80
52

"Z youtube'a też całkiem nieźle słychać. Różnica jest słyszalna między mp3/youtubem i plikami bez kompresji, ale i tak jest dobrze. "

Ale brzmi "w miarę dobrze" tylko dlatego, że materiał źródłowy został bardzo dobrze nagrany. To jak z zejściem z porządnego 4K do "rozsądnego" 480p, różnica będzie duża, ale efekt wciąż w miarę akceptowalny.

"Dokładnie te tony miałem na myśli. Cholernie fajnie to brzmi bez kompresji. "

Mogę się tylko domyślać:-)
Swoją drogą po co kawałki bez klipu ktoś wrzuca w Full HD? Dam sobie rękę uciąć, że czy 480p, czy FHD, to kodek dźwięku jest ten sam i pewnie w efekcie nie wskakuje nigdy powyżej 128 bitrate'ów. A może się mylę?

post wyedytowany przez Lemur80 2017-07-11 23:28:05
11.07.2017 23:22
1
Lemur80
52

"Realtek ALC-892"

Czyli masz to co ja. Czy mi się wydaje, czy ten chipset to dramat? Ee, to znaczy jasne, mogłoby być gorzej, ale chyba w latach '90...

"Plus dla niego jest taki, że można go jeszcze rozbudować :)"

Ta, OPAMPy, no ale to już wyższa szkoła jazdy, weź to dobierz...

post wyedytowany przez Lemur80 2017-07-11 23:22:24
11.07.2017 23:18
Lemur80
52

Dzięki za ofertę. Muszę poczytać, zastanowić się. O sprzęcie oczywiście słyszałem, bardzo często przewija się w najrozmaitszych źródłach.

W jakim jest stanie?

BTW, myślę, że pytanie jest usprawiedliwione. Jaki jest powód sprzedaży?

post wyedytowany przez Lemur80 2017-07-11 23:31:27
11.07.2017 23:16
Lemur80
52

"Cube wydaje się spoko, nie mogę znaleźć żadnej porządnej polskiej recki.
Wolfson WM8776 i Tenor to sprawdzone w branży firmy. Kolejnym plusem na pewno będzie obsługa 24/96kHz :)
"

Ano zapewne prawdę prawisz panocku, tym bardziej, że jakoś nie spotkałem się z wielkim narzekaniem, a "zasilić" kolumny też potrafi.

11.07.2017 23:05
Lemur80
52

"DAC kupiłem dopiero po zakupie głośników i była wyraźna poprawa dźwięku, który i tak już był zadowalający. "

A jaką masz integrę, w sensie na jakim chipsecie słuchałeś muzyki przed DACiem?

Ja w ogóle nie mam jakichkolwiek wątpliwości, że te Edifiery zagrałyby pięknie. To ostatnimi czasy popularna marka dla ludzi, po prostu. Tylko ta "dostępność" wcale nie jest barierą dla jakości dźwięku, wręcz przeciwnie. Mnie nie trzeba przekonywać, jedyną barierą mogą być pieniądze.

A co do foty i ich wyglądu, uwielbiam takie klasyczne wzornictwo, No ale najważniejsze, że grają.

Ok, dobrze, mam też dodatkową, pozytywną opinię dotyczącą tego Cube'a, to nieco upraszcza sprawę, dzięki:-)

"Po zakupie DAC'a i ustawieniu jakości odtwarzania na 24bit 96KHz polecam wyszukać utworki w tej właśnie jakości (ponad 100 MB ważą). Gwarantuję opad szczęki :D"

Tak, tak też zrobię. Boję się tylko, że tak dla mnie wygodny Spotify może pójść przez to w odstawkę:-)) Liczę jednak, że jestem głuchy jak pień i coś tam usłyszę, ale nie na tyle, by rezygnować całkowicie ze streamingu.

"A i jak lubisz niskie tony to polecam Erę - Ameno puścić na takim sprzęcie. :D"

Tak, Szajsungi mruczą i mimo, że to nie moje klimaty, to pewnie po przejściu na DACa usłyszałbym jeszcze niższe zejście.

Jak "uduchowiony" klimat, to Bill Laswell z kawałkiem "Nothing". Zupełnie inny bas, ale też jest obecny, poza tym utwór miota się po całym spektrum jak szalony, więc we FLACu u Ciebie to będzie dobry odlot:

https://www.youtube.com/watch?v=4i3Acuoshgc

post wyedytowany przez Lemur80 2017-07-11 23:14:39
11.07.2017 22:51
Lemur80
52

"Ja jestem miłośnikiem słuchawkowego grania, więc zadanie mam trochę łatwiejsze."

Dokładnie, ja 70% odsłuchów też ma na słuchawkach, ale kolumny się czasem cholernie przydają, z tym, że jak wspomniałem to sprawa dalece bardziej skomplikowana. Głupia sprawa, kolumny muszę mieć ustawione przy ścianie, więc przykładowo Microlaby z bassreflexami z tyłu automatycznie odpadają. No i tak można mnożyć...

Summa summarum priorytetem jest stacjonarny, ale mały DAC/AMP do kompa i słuchawki (choć być może z tymi Szajsungami jeszcze trochę wytrzymam).

A co do budżetu, cóż, ja coś tam mogę dołożyć, ale to zawsze jest tak, że po przeczytaniu miliona sugestii człowiek uzna, że może jest mu potrzebny Xonar Essence, to chyba bez sensu, jestem zbyt głuchy:-)

"Nie zazdroszczę za to bólu głowy związanego z wyborem."

Szczerze mówiąc to jest wkurwiające, nie znoszę tego:-/ No ale mam tak, że lubię wiedzieć co kupuję.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-07-11 22:55:21
11.07.2017 22:44
Lemur80
52

O to to to:-)

Generalnie taka konfiguracja byłaby dla mnie więcej niż "w sam raz". Niestety, R2730DB wychodzą poza mój budżet, ale jest to opcja poważnie do rozważenia, choć chyba najbardziej przeszkadzałby mi rozmiar tych głośników. Te bydlaki ważą prawie 20 kg.

Rozumiem, że Prodigy Cube nie sprawia Ci żadnych problemów zarówno podczas słuchania z głośników, jak i słuchawek? Stery są stabilne, nie wariują?

Jeszcze pytanie na temat muzyki, czego słuchasz?

post wyedytowany przez Lemur80 2017-07-11 22:57:46
11.07.2017 22:33
odpowiedz
2 odpowiedzi
Lemur80
52

Problem polega na tym, że nawet FiiO bywa przez niektórych krytykowane, tak jest chyba z każdym sprzętem. Z tego szumu informacyjnego da się jednak wyłuskać parę firm: AIM, Audiotrak i FiiO właśnie. Cała rzecz polega na wyborze konkretnego modelu i zgodzę się, że Maya ma zmarchy jak Dolly Parton na... No i oczywiście brak wzmaka słuchawkowego (o czym w sumie zapomniałem).

Wiesz, dla mnie to firma mogłaby być rumuńska, albo katarska, to ma grać nie pochodzić:-)

Tutaj recka E11 dla zainteresowanych:
http://www.audiofanatyk.pl/recenzja-wzmacniacza-fiio-e11k-kilimanjaro-2/

Wydaje się bardzo spoko, ale wygląda na to, że to sprzęt ewidentnie mobilny... Zresztą zaraz się wczytam.

[EDIT]: Ta, z tekstu wynika, że Kilimanjaro 2 było testowane tylko na słuchawkach - jak zwykle.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-07-11 22:37:43
11.07.2017 21:58
Lemur80
52

Szukam sprzętu, który podaruje za niewielkie pieniądze słuchanej przeze mnie muzyce "drugi oddech". Słucham głównie na kompie i na telefonie. Jakość dźwięku w grach i filmach też się liczy, ale ma to mniejsze znaczenie w porównaniu do odsłuchu muzyki.

Na starym kompie posiadałem Asusa Xonar DS. Na jakość dźwięku nie narzekałem, był zdecydowanie głębszy niż na integrze. Na nowym kompie starej karty użyć już nie mogłem ze względu na stary port PCI użyty w tym leciwej leciwej karcie.

Na nowej płycie głównej (MSI Z170-A PRO) mam chipset dźwiękowy Realtek ALC-892. Czyli dobrze nie jest, nie wiem czy to nie jest najsłabsza integra ze wszystkich dostępnych na współczesnych mobo.

Staram się nie poddawać sugestiom i oceniać docierający do mnie dźwięk tak sprawiedliwie jak tylko taki przygłuchy amator jak ja jest w stanie to zrobić. Dlatego wydaje mi się... wróć, nie, jestem pewien, że w dużej części przypadków jestem w stanie rozróżnić 128 bitrate'ów od 320;-) No, chyba... ;-)

Dlatego "wysiadka" z Xonara była bolesna. Słyszę ogólne pogorszenie dźwięku we wszystkich zakresach. O ile moje Microlaby FC 530 mają jak na takie maleństwa wystarczająco basu, o tyle "góra" brzmi z jednej strony mało detalicznie, z drugiej bardzo ostro i nieprzyjemnie. Microlaby częściowo maskują te niedogodności, ale płacę za to utratą sceny. Fizyki nie przeskoczę, rozmiar membran powoduje, że nie ma tu sceniczności, a o szczegółowości i selektywności mogę zapomnieć (szczególnie przy gatunkach muzyki jakich słucham).

Nie na głośnikach chciałbym się skupić, one zasługują na oddzielny temat. Aktualnie chciałbym zająć się źródłem dźwięku (AMP/DAC/ karta dźwiękowa) i słuchawkami.

Co biorę pod uwagę?

Mam dość wewnętrznych kart dźwiękowych. Chodzi głównie o to, że w budzie nie mam zbyt wiele miejsca. Nowo zamontowana wewnętrzna karta dźwiękowa znajdowałaby się niebezpiecznie blisko karty graficznej. Martwi mnie też możliwa ponowna zmiana standardu portów i ewentualna konieczność ponownej przesiadki przy zmianie mobo. O problemach ze sterownikami wspominać już nie będę...

Dlatego myślę o zewnętrznym dekoderze/wzmacniaczu dźwięku. Myślałem o Xonarze U5, ale w opiniach pojawiają się informacje o problemach w odsłuchu, szumach i oczywiście (?) problemach z driverami. Zresztą dotyczy to także Soundblasterów z podobnej półki cenowej, więc gamingowe mówią raczej "pa-pa".

W końcu udało mi się opracować wstępną listę wyboru, która nie musi być zamknięta, ale wygląda mniej więcej tak:

- AIM AS372n Ultimate USB Audio ~ 230 zł
http://www.aimpro21.com/prod_as372n.asp

- Audiotrak MAYA U5 ~ 220 zł
https://www.ceneo.pl/15992986

- Audiotrak Prodigy Cube Black Edition USB ~ 360 zł
https://www.youtube.com/watch?v=6B5bg-AzbIA

- FiiO E10k Olympus 2 ~ 350 zł
http://www.audiofanatyk.pl/recenzja-fiio-olympus-e10/

Na czym mi zależy?

- Przede wszystkim chciałbym, żeby mimo swojej budżetowości DAC był w miarę uniwersalny. Nie mam najmniejszej ochoty dobierać słuchawek i głośników pod "humory" DACa.

- Liczę po prostu na niezłą jakość dźwięku, ale w żadnym wypadku nie celuję (jak zresztą widać), w żaden high-end i audiofilskie wynalazki.

- Preferują słuchawki ciemne, funowe. Z mocnym, wyraźnym basem, ale zaznaczoną średnicą i obecną, ale przede wszystkim nie męczącą górą. Temat z jakiegoś powodu dopiero co zacząłem zgłębiać, więc opis może być mało precyzyjny. Na pewno ktoś z Was kojarzy płytę Toola pt. "AEnima". To jest selektywna produkcja, bez problemu mogę tam rozróżnić werbel, stopę, bas, inne przeszkadzajki i wokal;-) Zależy mi na właśnie na takim dźwięku, selektywnym, ale mięsistym, nie pozbawionym basowego kopnięcia.

- Chcę podłączyć DAC/AMPa do kompa i do aktywnych głośników i oczywiście słuchawek. Oczekuję, że sterowniki nie będą mulić i będą stabilnie współpracować z dość szerokim spektrum wykorzystania WIN 10 (filmy, muzyka, gry). Innymi słowy nie chciałbym aby raz taka zewnętrzna karta dźwiękowa działała bez zarzutu, a innym razem buntowała bez bardziej konkretnego powodu, bo programiści softu czegoś tam nie przewidzieli. Prócz dobrej jakości dźwięku ma być po prostu solidna, niezawodna i przede wszystkim ma... działać.

- Nie oczekuję bogatego wyposażenia w coaxiale, optyki itp. Jak wspominałem - sprzęt zamierzam podłączyć w najprostszy możliwy sposób, we wzorze: komputer -> DAC/AMP <- głośniki aktywne/ słuchawki.

Co posiadam/czego słucham:

Słuchawki: Samsung Level-On i dwa niskie modele Phillipsa. Wymienione Samsungi mają potężnego basowego kopa i są bardzo porządnie wykonane jak na tę cenę. Ciemne, basowe brzmienie bardzo mi odpowiada, ale płacę za to uciętą średnicą, brakiem klarowności i pewną mulistością brzmienia. Słuchawki grają w sumie nieźle, ale być może zmienię je na Encore Rockmaster, choć jak wiadomo wiążę się to jak zawsze z ryzykiem...

Głośniki: Microlab FC 530 2.1 (z własnym małym ampem). Do wymiany. Biorę pod uwagę Edifiery R2600, ale prawdopodobnie wybiorę Edifiery Studio R1600TIII ze względu na mniejsze rozmiary. No chyba, że polecicie coś, co będzie mniejsze od R2600, ale będzie oferowało więcej niskich rejestrów niż R1600 TIII.

Gatunki muzyczne: rock, metal (gatunki "nieortodoksyjne"), stoner rock, sludge, hardcore, ambient/dark ambient, trip-hop, acid jazz, psychill itp.

Czyli muzyka generalnie hałaśliwa, pełna dysonansów, ale też głębokich "zejść". Myślę, że dość wymagająca dla każdego sprzętu (no, może prócz hardcore'a z lat 80', albo płyt po prostu wyjątkowo źle nagranych).

Dodatkowe, chyba dość ważne pytanie na koniec:

- Większość z recenzowanych DAC/AMPów są co zrozumiałe testowane pod słuchawki. To jest sprzęt właściwie dedykowany pod słuchawki. Jednak zdaje się wszystkie wymienione przeze mnie powyżej "uniwersalne" wzmako-dekodery na USB mają wyjście na głośniki aktywne. Jak to jest ze skuteczną takiego podłączenia? Czy jest ono tak samo skuteczne i działa podobnie jak w przypadku słuchawek? Wiem, że DAC/AMP da większego kopa słuchawkom (zależnie oczywiście od ohmowości) niż wewnętrzna karta dźwiękowa, ale jak "zasili" głośniki? Nie chciałbym żeby wyszła z tego kupa, bo słuchawek używam często, ale głośników także.

Wszystkie merytoryczne sugestie i opinie są mile widziane. Z góry dziękuję za pomoc w wyborze.

PS. Sorry za miejscami udziwniony język, ale jak się przeczyta kilkanaście recenzji sprzętu audio, to człowiek zaczyna automatycznie brzmieć jak świr dostający eargasmu przy odsłuchu słuchawek za kilkanaście kafli;-)

post wyedytowany przez Lemur80 2017-07-11 22:16:21
04.07.2017 21:23
Lemur80
52

Wow, klasa, to jest lepsze od Klątwy Doliny Węszy.

04.07.2017 21:20
odpowiedz
Lemur80
52

Transformers, The Movie. Ten płacz gdy umierał Optimus Prime, to przerażenie gdy Unicron pożerał planety (muzyka) !

9 lat później, I klasa liceum, rok 1995, okolice ferii zimowych. Nuda, może by tak na jakiś film pójść z ekipą? No dobra, to może Desperado? Spoko, fajnie, niech będzie. Poszliśmy, problem polegał na tym, że komuś coś się popieprzyło, bo premiera Desperado miała miejsce sporo później. Filmu Rodrigueza jeszcze nie grali, ale ktoś kojarzył, że Siedem to podobno niezły "friler". Nie chcieliśmy tracić seansu, więc padło na film Finchera, o którym żaden z nas - zasmarkanych gnojów, nie miał najmniejszego pojęcia...

Przypominam, że to była era przedinternetowa, a my byliśmy retro-gimbami, którzy do najmocniejszego kina zaliczali Mad Maxy, Robocopy, Terminatora, Freddy'ego Krugera, Bloba Zabójcę i inne Crittersy. Nie było czegoś takiego jak śmierć na żywo (Jelcyn przemawiający z wieżyczki czołgu do tłumu to jednak nie to samo). Najbardziej szokującą na tamte czasy rzeczą była zajechana kopia Faces of Death. Innymi słowy jeszcze nikt z nas nie widział czegoś tak mrocznego i popieprzonego jak Se7en...

W każdym razie dla 15-latka obejrzenie tego filmu było mocnym kopniakiem w japę. Tydzień chodziłem jak galareta.

https://www.youtube.com/watch?v=g4c-M4MP0GE
https://www.youtube.com/watch?v=9nNF9aQ_BhE

---

Inne? Sam nie wiem, może Secrataires Sans Culote? Ups, nie ta kategoria.

Z nowszych to było na pewno The Killer Inside Me (Jessici Alby się po prostu kurna nie bije) i może mimo swojej głupoty The Divide, oraz wspominany Ładunek 200. Na szmatławce pokroju Man Behind The Sun się spóźniłem, nie robią wrażenia.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-07-04 21:45:15
01.07.2017 00:18
1
Lemur80
52

Temat zaszedł za daleko, bo nie można pozwolić jakiejkolwiek kurwie wleźć sobie na głowę.

Miałem nie dawać rad, ale trudno. Proponowałbym dać sobie parę dni na przemyślenie sprawy, a potem zacząłbym działać po opracowaniu planu. Im bardziej przemyślany to będzie plan i im bardziej przeprowadzony na "zimno" i sprawnie - tym lepiej.

30.06.2017 23:56
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

Ja nie mam zamiaru dawać "dobrych rad", to nie moja sprawa, tym bardziej, że każda taka sytuacja może być krańcowo inna. Ragn'or spytał o rozwiązania techniczne i prawne i na tych pierwszych postaram się skupić.

---

@Ragn'or

Ja bym odradzał. Moja minimalna wiedza w zakresie urządzeń audio podpowiada mi, że ten soniacz nie jest dobrym rozwiązaniem.

To jest prosty model, typowo "akademicki". Czyli kładziesz na stół, kimasz, a dyktafon jako-tako nagrywa przynudzającego profesora.

Rozumiem, że dyktafon będzie musiał być z oczywistych względów ukryty w szafce/kieszeni/torebce. Jestem w dużej mierze przekonany, że w takiej sytuacji nagra on (szczególnie w towarzystwie tekstyliów), same szumy.Tu mamy do czynienia z sytuacją, w której "zwykły" dyktafon raczej nie da rady.

Proponuję Ci żebyś najpierw przetestował zwyczajnego smartfona. Może da się dokupić do niego w miarę czuły i dyskretny mikrofon, który można wpiąć w ubranie. Poza tym proponuję żebyś umieścił temat na specjalistycznym forum, jeżeli dobrze opiszesz problem, to jest spora szansa, że ktoś odpisze Ci całkiem sensownie. Skupiłbym się na zagadnieniach technicznych, oczywiście o ile uznasz, że sprawę chcesz rozwiązać m.in. właśnie dzięki nagraniu.

Nawet o stówę droższy Olympus:

https://www.youtube.com/watch?v=3sVSIxK4kOI

...nie oferuje specjalnych fajerwerków, ale to IMO lepsze rozwiązanie, bo ma: stereo, aktywację nagrywania głosem i redukcję szumów. No ale najpierw musisz wiedzieć jak go w danych warunkach użyć, ułożyć w ubraniu/ukryciu i jakie funkcje ustawić. Na GOLu raczej się tego nie dowiesz. Co innego jawnie nagrywać nudną do bólu sesję, a co innego osobę/osoby, kiedy urządzenie nagrywające "jest w ruchu", lub znajduje się za osłoną, która generuje ekstremalne szumy, lub skutecznie tłumi pobliskie dźwięki. To tak na chłopski rozum...

post wyedytowany przez Lemur80 2017-07-01 00:09:05
29.06.2017 22:43
odpowiedz
Lemur80
52

Suicidal Tendencies wypuściło klip do "Living for Life" z zeszłorocznej płyty, będzie też nowa EP-ka:

https://www.youtube.com/watch?v=AYrxR3_z0x4

29.06.2017 22:30
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

Wybrałbym coś co ma aktywowanie głosem i jest stereo. Szerokie pasmo przenoszenia też się pewnie liczy, ale sklepy rzadko podają takie dane. Redukcja szumów to jak sądzę też funkcja, w którą taki sprzęt powinien być wyposażony.

Wypada więc brać coś w kwocie powyżej 200 zł.

Tutaj ranking:
http://webranking.pl/24-dyktafony.html

Tutaj kwestia prawna:
http://maszprawo.org.pl/2015/02/czy-mozna-nagrywac-rozmowy-bez-zgody-rozmowcy/

Jakąś tam opcją byłoby przejście się do sklepu detektywistycznego, może sprzedawca doradzi i pozwoli sprzęt przetestować.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-06-29 22:32:32
27.06.2017 19:06
Lemur80
52

Ewidentnie chodzi o OST do HL3.

22.06.2017 22:09
Lemur80
52

Error 404

post wyedytowany przez Lemur80 2017-06-22 22:13:16
22.06.2017 22:03
Lemur80
52

Jeden lubi ogórki, drugi ogrodnika córki:-)

...I każdy będzie udowadniał, że jego racja jest jegojsza, niż tamtejsza;-))
Całe szczęście w tym przypadku udaje się rozmawiać normalnie i co jakiś czas znaleźć nawet coś, co będzie bawiło obie strony:-) Tyle styka:-)

Ja z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że jestem muzycznie kompletnie "nieortodoksyjny" i "niekanoniczny", stąd też mogą brać się różne nieporozumienia.

W ogóle prześledzenie czyiś muzycznych gustów (tym bardziej jeżeli są dość szerokie), bywa tyle ciekawie co zaskakujące. Nawet lans.fm pokazuje, że jeżeli jacyś ludzie mają gusta muzyczne na poziomie "super", to to już drobne, subtelniejsze różnice bywają dość mindfuckowe:-)

"Bo ja wiem... nie mam problemu z przechodzenia z czegoś takiego:

...

do czegoś takiego :P

...

Powtórzę - nie potrafię Ci tego wyjaśnić : D"

Kurwa, ja chyba jednak jestem ograniczony muzycznie:-D

Z drugiej strony nie wiem czy jest jakaś gigantyczna różnica w umiejętnościach technicznych między jedną a drugą kapelą. Jestem na to za słaby w kapciach, więc nie podejmę się oceny.

O, widzisz, Nocturnal Mortum to w sumie też pewien rodzaj surowej, pierwotnej energii, tylko zupełnie różnej od tej której ja słucham. Jednym słowem ja też nie wiem jak to wytłumaczyć. Skoro surowa energia nie równa w świecie muzycznym surowej energii, to ja wysiadam z tej dialektyki:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2017-06-22 22:11:48
22.06.2017 21:22
odpowiedz
3 odpowiedzi
Lemur80
52

@adam11$13

Wokalnie mi Petty'ego przypomina, ba, wokalnie przypomina mi nawet Iggy'ego Popa fragmentami:-) Brzmieniowo oczywiście nie, choć to jest przecież southern rock, więc może da się czegoś na siłę doszukać.

"Tyle, że to nie jest tak jak w przypadku bandów grind'owych czy slam death metalowych gdzie ta "gównianość" ma zostać osiągnięta :P"

To jak z gównianymi filmami, które są świadomie gówniane i dobre, albo nieświadomie gówniane i najczęściej niedobre. W tym przypadku "gównianość" przejawia się przez świadomie osiągnięcie sterty gówna.

"Nawet gdy byłem wielkim fanem tego gatunku, uważałem, że nowa scena traszo-neo-kataniarska to tragedia. "

To pewnie prawda, ale nie wszystko jest gówniane, takie "Acid Fuzz" od Toxic Holocaust jest zajebiste:

https://www.youtube.com/watch?v=uKanmLGBEJA

To jest co prawda crossover thrash z blackującym wokalem, ale nie powinno mieć to znaczenia.

Wszystko zależy od podstawowych muzycznych fascynacji, to promieniuje na to czego od takiego thrashu się oczekuje. Ja nie chcę hymnów i rozbudowanych, 7-dmio minutowych kompozycji. Kieruje mną podejście hardcore'owe (słucham na co dzień), więc od thrashu oczekuję tylko i wyłącznie dobrego rozpierdolu. Taki Iron Reagan mi to zapewnia, więc mam gdzieś czy to jest neo-crossover-thrash, czy nie.

Z tego samego powodu lubię Overkilla za "Goddamn trouble":

https://www.youtube.com/watch?v=GSbgxG-jLMU

Mimo, że nie znoszę wokalu Blitza, to ten kawałek ma w sobie surową rock'n'rollową energię, której nie potrafię zignorować. No i znowu, mam gdzieś czy to jest neothrash, thrash'n'roll i jak dobra, lub słaba technicznie jest kapela sącząca właśnie dźwięki w moje uszy. Ważne, że czuję, że podskakuje mi ciśnienie, to tyle.

[EDIT]: Właśnie słucham Revocation, ta kapela zdaje się potwierdzać sedno różnic o których rozmawiamy. Nie chcę mówić za Ciebie, ale wydaje mi się (opisując historię w telegraficznym skrócie), że dla Ciebie bardziej liczy się wirtuozeria i umiejętności techniczne, a dla mnie pierwotna, surowa siła i energia. Tak bym to określił, z braku lepszego doboru słów tyczącego się "tańca o architekturze"...

Peace.
\m/

post wyedytowany przez Lemur80 2017-06-22 21:50:35
22.06.2017 20:59
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

sekret_mnicha

"Czasem są bardziej jak QOTSA, czasem jak The Kills, a czasem są sobą, ale ogólnie mainstream. Mi wchodzi :)"

No tak, to jest dla mnie niestety dość kluczowe zdanie;-)

Tak, "Out of The Black" jest na tyle fajny, że już go dodałem do rockowej playlisty. Klip to już inna liga, mam wrażenie, że jest nawet nieco lepszy niż sama muzyka:-) Zastanawiam się skąd u Royal Blood ta punkowa estetyka, jako żywo wizualnie przypomina to przecież takie petardy:

https://www.youtube.com/watch?v=HtvHWaYfrhM
https://www.youtube.com/watch?v=UA7IH2ZRKU8

"EDIT: Seether spoko, ale więcej napisałem w recenzji - żeby potem nie było, że namawiałem, a wyszła kupa :P"

Cholernie zachęcające:-)

22.06.2017 20:22
odpowiedz
2 odpowiedzi
Lemur80
52

@adam11$13

"Cro-Magsów się kiedyś słuchało :P "

Ja słucham cały czas. A Bloodclot jest takie jakie powinno być, szybkie i agresywne. W sumie niczym to się od Cro-Magsów nie różni prócz bardziej mięsistego brzmienia.

"Patton rozjebał... po prostu."

Ano rozjebał:-) Ciekawe jest to, że to jego wokale dodają mnóstwo życia tej muzyce. Nie wiem czy byłoby to w ogóle do słuchania, gdyby nie jego wokalna krypto-popowa kontrabanda;-)

Synthwave'y lubię tylko w dość wyjątkowych sytuacjach, te dwie kapele które wymieniłeś mają jak na mój gust trochę za mało gitar.

"A ten projekt Rexa całkiem przyjemny - takie lekko grunge'owo-sludge'owe granie."

Czy grunge'owe-sludge'owe to nie wiem, ja tam słyszę więcej Toma Petty'ego i Led Zeppelin, no ale to w sumie pasuje:-)

Poza tym zapodałem zły kawałek, "Train Song" jest IMO lepszy:
https://www.youtube.com/watch?v=U-oXxUShA5M

"MuniCipa Łesjt jak zwykle gównianie :D A Decapy jak zwykle świetnie :P Przypadek?"

Nie sądzę;-) No ale Municipal Waste takie ma być - gówniane:-)
Z tej półki bardzo fajne jest Iron Reagan, kawał mięcha (ta perka!):

https://www.youtube.com/watch?v=jg9JnTr1SfY

---

Zapomniałem wczoraj zapodać kapelę pt. Mutation, ich nowy singiel "Hate" jest IMO całkiem niezły:

https://www.youtube.com/watch?v=3LvySwEwbXU

---

Ten spojler na dole postu #153 miał być opatrzony następującym komentarzem: "A teraz rzeczy które nigdy, przenigdy nie powinny powstać". No ale się skasowało...
W każdym razie takiego zasranego, obrzyganego rozwolnieniem gówna jak CORE-10 naprawdę dawno nie słyszałem.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-06-22 20:28:52
21.06.2017 21:22
odpowiedz
2 odpowiedzi
Lemur80
52

Zacznę od czegoś krótkiego i dosadnego. Chodzi mianowicie o hardcore'ową kapelę Bloodclot (Cro-Mags, ex-QOTSA) i ich nowy singiel "Kali". Pełna satysfakcja:

https://www.youtube.com/watch?v=npG8hjAc9x4
---

Następna rzecz to projekt Pattona i Lombardo - Dead Cross. Spodziewałem się czegoś bliskiego thrashowej stylistyce, ale tego nie da się zdefiniować. Zresztą sami popatrzcie i posłuchajcie:

https://www.youtube.com/watch?v=WpdcT8kyP1U

---
"Killing the King" to singiel z drugiego długograja Tau Cross, czyli kapeli składającej się z członków Amebix i Voivod. IMO dość wyraźnie przypomina to Killing Joke.

https://www.youtube.com/watch?v=OkhdKOZrdMg
---

Tutaj zajawka nowego dokumentu o... doomie, w którym pojawią się m.in. frontman Crowbara i Bill Ward:

https://www.youtube.com/watch?v=5BGVOLYq2uw

---

Nowy singiel z solowej płyty Rexa Browna (ex-Pantera). Nie wiem co o tym sądzić:

https://www.youtube.com/watch?v=t3fqYyEH4bc

spoiler start


Nie, chyba jednak nie:-)

spoiler stop


---

Nowe Municipal Waste:

https://www.youtube.com/watch?v=4a-jx_fRk3U

---

Nowe Decapitated, jest moc w riffach:
https://www.youtube.com/watch?v=yR7AnukIl8U

---

spoiler start


- Rozszerzenie do Victora Vrana:
http://store.steampowered.com/app/462290/Victor_Vran_Mtorhead_Through_The_Ages/

- Nowa kapela pierwszego drummera Korna - Core-10:
https://www.youtube.com/watch?v=S7k0ukfkScs

spoiler stop


post wyedytowany przez Lemur80 2017-06-21 21:54:49
21.06.2017 20:31
Lemur80
52

To powtórzenie z pierwszego i drugiego akapitu było zamierzone?

Recka bardzo przyjemna, jak zwykle. Royal Blood robi furorę, ale mnie jakoś ich muzyka nie porywa. Osobiście uważam, że siłą prawdziwego rock'n'rolla jest melodia i surowa energia. Tego drugiego trochę mi w tej kapeli brakuje, za dużo tu produkcji, za mało prawdziwego ognia. To tylko moje zdanie, mogę się okrutnie mylić:-)

EDIT: Chyba już wiem co mi nie pasuje. Przesłuchałem niby najostrzejszy numer (?), czyli "Hook, Like & Sinker" i napiszę jedynie, że w łagodniejszych fragmentach przypomina mi to indie-rock, którego prócz Juliette and The Licks, oraz Pixies pasjami nie znoszę. A mocniejsze fragmenty? Za mało pałera:-) Nie sądzę by to była wina ubogiego instrumentarium, to jest taki stadionowy rock w stylu Jacka White'a, który raczej do mnie nie przemawia.

Przesłucham nowego Seethera w końcu. Może tam będzie lepiej:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2017-06-21 20:39:37
18.06.2017 18:26
odpowiedz
Lemur80
52

Nie jestem wielkim fanem folkowych klimatów, ale to to jest po prostu piękne:

MYRKUR - "Tvĺ Kongunbarn":

https://www.youtube.com/watch?v=GIIXbSjdzyM

08.06.2017 23:45
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

Jeszcze nie słuchałem "Crazy Eyes" Filterka, ale kawałek "Mother E" brzmi jakby Ministry zrobiło wjazd na chatę Reznorowi:

https://www.vevo.com/watch/filter/mother-e-(official-music-video)/USWU31700423
---

Jeżeli w tym kawałku Zacka tkwi pazur i charyzma, to ja już naprawdę wolę PoR, nawet po przesłuchaniu tylko jednego kawałka.

Skoro tak ciągle kręcimy się w okół "rapowanek z gitarami", to warto wspomnieć o Powerflo, czyli następnej supergrupie w skład której wchodzą: Sen Dog (Sajpres Hil), Billy Graziadei (Bajohajo), Rogelio “Roy” Lozano (Dałnset), Christian Olde Wolbers (Świr Faktory), Fernando Schaefer (Łorst). Klip do "Victim of Circumstance" został wypuszczony na początku czerwca:

https://www.youtube.com/watch?v=41LBegOuzyk

Kawałek mógłby zawierać więcej tłustego mięcha i być mniej odtwórczy, ale z drugiej strony przypomina on także chcąc nie chcąc rapowane crossovery sprzed lat w rodzaju "Just another victim", "Another body murdered", czy "How it is". Można uznać to za komplement dla tego kawałka, mimo, że ewidentnie brakuje mi pierdolnięcia od Dino Cazaresa jak w "Get Out of My Head":

https://www.youtube.com/watch?v=OvH3cVzMHQE

---

November Might Be Fine? Fine:-) Całkiem przyjemne, przypomina mi trochę Pot Head.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-06-09 00:12:37
02.06.2017 22:41
1
odpowiedz
Lemur80
52

@NajPhil

"Jedyne co mi się nie podoba w projektach pana Morello to ten naiwny i ograny do bólu przekaz. Ze mnie straszna konserwa. :D"

Panie, Morello jest jak to mawiał pewien polski klasyk - "kowboj cza-cza, to normalny komunista". Wiadomo, że żaden z niego socjalista, no komunista po prostu, a jego solowe kawałki w niby "dylanowskim" stylu są po prostu okropne, naprawdę ciężkie do zniesienia zarówno w warstwie przekazu, jak i w warstwie muzycznej. Co nie zmienia faktu, że facet talent ma nietuzinkowy i PoR nieźle to pokazuje.

Samo zaś PoR zapowiada się smakowicie, ja też jestem kupiony. To może być lepsze niż Kush, czyli nigdy nie wydana kolaboracja gości z Cypress Hill i bodajże z Deftones, oraz Fear Factory.

Gorzej z przekazem, bo czytając tekst "Unfuck the World" mam wrażenie obcowania z radykalnie naiwnymi nastolatkami z antify, tak się świata nie zmienia. No ale jestem w stanie to przeżyć, muzycznie jest git:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2017-06-02 22:46:16
02.06.2017 21:09
odpowiedz
Lemur80
52

Czegoś takiego jeszcze nie słyszałem, acid punk/noise/stoner z dęciakami. Kapela zwie się Narco-satanicos:

https://narcosatanicos.bandcamp.com/track/vulvic-church
https://www.youtube.com/watch?v=4lkxRIkSWe8

02.06.2017 20:54
Lemur80
52

Mi w tym kawałku PoR nie brakuje niczego. Śmiem twierdzić, że od czasu SX-10 trafiła się minimalna liczba aż tak dobrych rzeczy w tym klimacie (zobaczymy jak wypadnie cała płyta). Poza tym Morello, B-Real, Sen Dog i Chuck D na jednym krążku? Daaaamn, to się nazywa supergrupa:-)

https://www.youtube.com/watch?v=p-Hr7IBBq_Q

A (Hed) P.E. to jednak nie ten kaliber...

Warto przy okazji wspomnieć Street Sweeper Social Club, to taka bardzo lajtowa wersja RATM, ale IMO przyjemna:

https://www.youtube.com/watch?v=teq0X8rXVXc

post wyedytowany przez Lemur80 2017-06-02 21:11:07
02.06.2017 20:31
Lemur80
52

Dowalili chłopaki wreszcie do pieca, pod każdym względem. Teraz "Keine Lust" Rammsteina ma niezłą konkurencję:

https://www.youtube.com/watch?v=1M4ADcMn3dA

31.05.2017 22:00
Lemur80
52

Porter daje radę, ale Nergal? Przez typa nie da się tego słuchać.

31.05.2017 19:27
3
odpowiedz
Lemur80
52

Nie ma absolutnie żadnych, ale to żadnych powodów by sądzić, że UBI postawi na mało politycznie poprawny eksperyment. Zarówno trailery, jak i poprzednie dokonania Francuzów świadczą tylko i wyłącznie o tym, że ciekawy skądinąd setting zostanie jak to mawiają Anglosasi "dumbed down".

Jeżeli będzie inaczej, to obiecuję, że potraktuję klawiaturę ciekłym azotem i wprowadzę się w śpiączkę wysokoprocentowym winem mszalnym Ojca Inżyniera.

Rozumiem, że materiał został przygotowany także i z myślą o młodszych userach/widach, ale na litość boską, czy ktoś kto ma więcej niż 12 lat może mieć jakiekolwiek złudzenia wobec tego czym będzie F5?

[EDIT]:

A tak jeszcze a propos spostrzegawczości i nawiązań do najnowszej historii USA. Na setki komentarzy tyczących się pierwszej grafiki i trailera, liczba osób które dostrzegły i opisały korelację między specyficzną symboliką i przekazem płynącym z materiałów promocyjnych, a wydarzeniami, które swego czasu wstrząsały opinią publiczną w USA, to... no zgadnijcie?. Dokładnie trzy osoby (widziałem, przejrzałem). Ludzie mają to w dupie, ważne żeby fajnie się gRaŁo.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-05-31 19:50:39
31.05.2017 17:11
Lemur80
52

Kijanu to drewno, bo wykorzystuje talent w inny sposób:
https://www.youtube.com/watch?v=rCIgpUTvfsA

31.05.2017 16:42
1
odpowiedz
Lemur80
52

@Yoghurt

"MOAB to był pokaz siły Tumpa (i leczenie kompleksów małego pindola, to tak na marginesie), ale nie da się ich zrzucać wszędzie, bo to za droga zabawka dla zabicia stu czarnych piżam skitranych w jaskini."

MOAB jest tani jak barszcz. "Głupi" AGM-114 Hellfire (wystrzelony przez ostatnie 26 lat pewnie setki razy, jeżeli nie tysiące razy), kosztuje 110,000 $ za sztukę. Natomiast koszt jednej GBU-43/B to raptem 170.000$.

IMO chodzi o to, że od czasu Pustynnej Burzy (kiedy elektronika pozwoliła na stosunkową dużą precyzję uderzenia), specyfika współczesnych wojen (o których sam wspomniałeś) nie znajdywała zwykle usprawiedliwień dla pierdzielnięcia o takim "rozmachu" (no może prócz Tora-Bora).

Poza tym niebagatelne znaczenie miała też specyfika celu w dystrykcie Achin, gdzie "zwykłe" JDAMy po prostu nie dałyby rady.

Kwestię "trumpizmu" pozwolę sobie pominąć w ten sposób:
https://www.youtube.com/watch?v=ecTuW_KU7YE
---

@Sinic

"hmmm, w filmach i serialach tego nie ma?"

Hmm, lekko offtopując:

http://www.filmweb.pl/Krolestwo
http://www.filmweb.pl/Syriana

@Trael

Nie jestem zwolennikiem spiskowych teorii, ale twierdzisz, że Ike aż tak bardzo się mylił i że "to dawno i nieprawda"?

https://en.wikipedia.org/wiki/Military%E2%80%93industrial_complex

post wyedytowany przez Lemur80 2017-05-31 16:59:23
26.05.2017 20:37
Lemur80
52

"Matando Gueros wciąż pozostaje moim ulubionym albumem Brujeiry"

Może dlatego, że pierwszy i zarazem najmocniejszy:-) Ja też cenię.

Przesłuchałem pierwsze 7 minut Insect Warfare i o ile technicznie oni pewnie wyróżniają się na tle całej masy innych tego rodzaju kapel, to "stylówę" mają już zupełnie "zwyczajną".

Ja wolę bardziej crossoverowy grindcore, z bardziej wyrazistymi podziałami:

- Venomous Concept znaleziony przez Hetrixa:
https://www.youtube.com/watch?v=DHnsfNHGJiA

- Grind'n'roll w wykonaniu Blood Dustera ("Rock'n'roll Jihad!"):
https://www.youtube.com/watch?v=kt8UAzCVzFQ

- Albo polskie Ass to Mouth:
https://www.youtube.com/watch?v=sMsicWuB93I

post wyedytowany przez Lemur80 2017-05-26 20:39:54
26.05.2017 19:54
odpowiedz
Lemur80
52

Warto podnieść wątek (prawie) po trzech miechach. W końcu przesłuchałem parę razy nową Brujerię - "Pocho Aztlan" i nie zawiodłem się na tym albumie.

Narko-szmatanizm? Check. Naostrzone maczety? Check. Pourywane łby? Check. Solidny grindcore/groove? Check.

https://www.youtube.com/watch?v=J1oUCeg67IQ

post wyedytowany przez Lemur80 2017-05-26 19:56:33
26.05.2017 19:36
odpowiedz
Lemur80
52

@Wolfheart

Ja się urażony nie poczułem, bo dla mnie dyskusja nie przekroczyła jakiegoś trudno określonego rubikonu i nikt nikomu nie jechał po rodzinie do 7-mego pokolenia wstecz. Dla mnie w sumie było i jest git, w końcu to są internety i temat poniekąd drażliwy też był.

"Łapka" w górę należy Ci się za to, że "się poczułeś". To ekstremalna rzadkość (tym bardziej w internatach), wrócić i przeprosić (za cokolwiek). Doceniam to, mimo że w mojej ocenie (podkreślam - w mojej), nie było to konieczne.

Do ostatniego zdania się nie odniosę, bo nie za bardzo wiem o co biega:-)

---

Wiedziałem, że znów zapomniałem o czymś w poście #116, więc tym razem skończę swój offtop paskudnym, obrzydłym i pozerskim rap(tfu-tfu)metalem z pod znaku (Hed) P.E.:

https://www.youtube.com/watch?v=XDycLMyfF60

25.05.2017 21:32
1
odpowiedz
Lemur80
52

Potwierdzam, Testdisk z Photorec. Program wygląda prymitywnie, ale jest bardzo skuteczny.

Tylko pod żadnym pozorem nie zapisuj niczego nowego na karcie SD!

http://www.techradar.com/reviews/testdisk-and-photorec

post wyedytowany przez Lemur80 2017-05-25 21:34:36
25.05.2017 00:48
1
odpowiedz
Lemur80
52

"Kurwa, człowieku, mnie m.in. takie utwory jak Vermillion (pt. 1 i 2) ukształtowały, sprawiły kim jestem."

No to bardzo mi przykro:-D

"jak można tego nie ogarniać? "

Można, gdy rozmówca zachowuje się jak stereotypowa trv-metalowa zakuta pała. Sorry, ale przez Twoje teksty przebija się takie gnojarskie zacietrzewienie, że naprawdę ciężko zachowuję spokój. Wszyscy tacy kiedyś byliśmy, czy tylko mi się wydaje?

Ja rozumiem inne czasy i inne mody muzyczne. Ja na przykład słuchanie "cięższej" nuty zawdzięczam Panterze (a wcześniej Black Sabbath i Hendrixowi). A słuchania nu-metalu przez dobre 5 lat szczerze żałuję. Tylko znowu, co z tego? Nie robię z tego wielkiego halo.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-05-25 00:58:10
25.05.2017 00:41
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

"Poczuj te czasy, aby zrozumieć, że Slipknot robił wtedy dużo dobrego"

I co z tego wynikło? Gęsty groove R. Robinsona na dwóch pierwszych Spliknota był odświeżający, to prawda. Tylko co z tego? Wcześniej (może prócz Mushroomheada), nie było takiej kapeli. Później zresztą też nie, przynajmniej ja nic takiego sobie nie przypominam. Mi się to wtedy podobało, przyznaję. Tylko czy coś z tego wynikło? Nie sądzę.

Jak ktoś mądrze powiedział w tym, albo innym muzycznym wątku: "nu-metal to ślepa uliczka". Tak było i jest. Co jest rozwinięciem nu-metalu, może metalcore?:-D

Jedną z niewielu kapel którym udało się wyjść z tego grajdołka jest Deftones. Tylko metal alternatywny to przecież nie jest metal ofkorz. A Slipknot? Gdyby przeszli na pełen groove, to byłaby pewnie inna śpiewka. A tak to mamy jedynie potwierdzenie tezy, że nu-metal zwykle dąży do... nu-metalu:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2017-05-25 00:46:13
25.05.2017 00:23
Lemur80
52

No raczej, łodzi podwodnej też nikt nie próbował porwać i grać na syntezatorach w pierdlu też nie.

25.05.2017 00:22
Lemur80
52

Ekhem, nie? Obawiam się, że nie był także wtedy gdy śpiewał o nożyczkach, czekaniu i krwawieniu, oraz zjebanych protezach.

25.05.2017 00:18
odpowiedz
Lemur80
52

Tylko nie z dubeltówki, ani z packi na muchy. Ma być mały kaliber by zachować części potyliczne i czołowe do dalszej obróbki diaksą.

25.05.2017 00:15
Lemur80
52

Gdzie zasukrybowany?

Nowości nie, ale dotarł do mnie geniusz Zachlapanego Szczypiora. Prócz tego polskie Ass to Mouth jest naprawdę dobre, Nuclear Vomit i holenderskie zalinikowane Rompeprop.

25.05.2017 00:12
😁
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

No to spierdalam, idź się kurwa powieś:-)

25.05.2017 00:09
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

@adam11$13

Hahaha:-D Piękne!:-D Nie widziałem tego, bo black omijam z daleka, nawet jego formy humorystyczne:-)

Problem tkwi IMO trochę w czymś innym. Teatralny, często ocierający się o śmieszność image to jedno. Dla mnie problemem nie do przeskoczenia jest sama muzyka. O ile gitarowo i brzmieniowo jest git, o tyle bębnów, wokalu i ogólnej otoczki zaakceptować już nie potrafię.

Grind jest za to zabawny zupełnie świadomie:

https://www.youtube.com/watch?v=XjtsJmlExE4

24.05.2017 23:59
1
Lemur80
52

"Chyba, że porzucili ideały?"

Część z całą pewnością:-D:
https://www.youtube.com/watch?v=7Ky6ZaodBkU

A inni mają wyjebane:-)

24.05.2017 23:57
odpowiedz
3 odpowiedzi
Lemur80
52

A kiedy on był w "alternatywie"?:-)

24.05.2017 23:57
Lemur80
52

" Cóż takie rzeczy sprawiają, że black metal jest jednym z najbardziej wyśmiewanych podgatunków metalu ever (niesłusznie zresztą)"

Hehehe, ale kupa:-))

Myślałem, że jednak jednym z najbardziej poważanych, serio. Bo śmiać można się z nu-metalu (o ile to w ogóle metal), speed i power metalu, ale z blacku?:-)
---

Ja siedzę w grindcorze trochę, bawi mnie nieustannie:-D:

https://www.youtube.com/watch?v=_zUPpo9Anp4

post wyedytowany przez Lemur80 2017-05-25 00:02:36
24.05.2017 23:51
Lemur80
52

Nigdy nie miałem dobrego zdania o Stone Sour (o Spliknocie nie mam zresztą też - mniej więcej od 15 lat). Szkoda, bo Corey ma ewidentnie talent. Widziałem ostatnio chyba każdy tribute dla Cornella (Megadeth, Dream Theater itp.), ale to właśnie Stone Sour zrobiło to najlepiej w "Outshined":

https://www.youtube.com/watch?v=mUoqaPODc3A

24.05.2017 23:46
Lemur80
52

"Kojarzę ten wątek, ale tam w ogóle nie było dyskusji, tylko napierdalanie linkami,"

A to akurat prawda, zbyt wiele userów operowało tylko i wyłącznie linkami, bez komentarza, albo dawało komenty, ale stosowało taki spam, że wychodziło na jedno.

"dlatego tutaj chciałbym docierać do tych mrocznych zakątków metalu, mniej komercyjnych,"

Akurat w tym widzę problem. Polaków uważam za konserwatystów jeżeli chodzi o ciężką nutę i to wyszłoby wątkowi na dobre, problem w tym, że wszyscy się pochowali i nawet jeżeli udzielają się na forum, to już raczej nie w wątkach muzycznych. Nawet jeżeli UV tu zajrzy i 3 inne osoby, to będzie raczej to za mało. IMHO moda minęła, sorry:-)

24.05.2017 23:34
odpowiedz
Lemur80
52

O wątku NajPhila ("Coś tam o metalu") nie wspomniałeś...

Właściwie nie wiem do kogo ma być skierowany ten wątek, bo jest Nargaroth i jest Mastodon, ale ogólny przekaz autora wydaje mi się bardzo trv i pachnie nigdy nie wydaną, mega-brutalną i mhhhroczną płytą Burzuma;-)

Głównie chodzi mi o to, że takich wątków było parę i wszystkie padły...

W każdym razie życzę powodzenia.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-05-24 23:36:27
24.05.2017 23:28
Lemur80
52

Typ zbiera tantiemy czy nie żyje?

24.05.2017 23:13
odpowiedz
Lemur80
52

Jasne, jest jeszcze King's-X, ale do obu kapel jakoś nigdy nie mogłem się przekonać.

https://www.youtube.com/watch?v=oPLSib2GtnU

Zresztą dla mnie najważniejsze i tak jest Bad Brains, nie ma lepszej płyty hardcore'owej niż ich "S.T."

post wyedytowany przez Lemur80 2017-05-24 23:17:28
24.05.2017 23:05
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

@108.4

Do listy dodałbym jeszcze oczywiste Bad Brains, Body Count:-) i 24-7 Spyz:

https://www.youtube.com/watch?v=XzsHgSZNHYs

Szkoda, że jest tego tak mało.

24.05.2017 22:46
odpowiedz
Lemur80
52

@Persecuted

No to poczytaj, bo nawet jeżeli nic takiego się nie wydarzyło, to było hmm... dość blisko. Szczególnie, że część z tych organizacji uznawała zasiedlone przez siebie terytorium jako dość.... "eksterytorialne" i niepodlegająca jurysdykcji rządu federalnego:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2017-05-24 22:56:40
24.05.2017 22:44
1
odpowiedz
Lemur80
52

Właśnie zdałem sobie sprawę, że kojarzę z albumu "Erotic Massage" jedynie "Corpse is a corpse", chyba przypomnę sobie całość.

Tak przy okazji, warto sprawdzić też inne projekty gości związanych z DFD, bo prócz Knives Out!, El Creepo, czy Polkadot Cadaver, jest też coś takiego jak np. Celebrity Sex Scandal:

https://www.youtube.com/watch?v=92CtKjequJY

24.05.2017 22:23
2
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

Grafika ewidentnie nawiązuje do organizacji takich jak Montana Freemen, MOM, CSA i The Order. Podejrzewam, że fabularnie UBI pomiesza to wszystko ze sobą łącząc jeszcze wątki z Waco i powiedzmy Jonestown.

Pomysł sam w sobie ciekawy, ale grafika wygląda tak pastiszowo, że trudno ją traktować poważnie, czego dowodem jest szybka reakcja internautów i przeróbka z postu drugiego. Stawiam 5 skrzynek ammo do .50 BMG, 10 litrów święconej wody i 8 kg Semtexu, że temat zostanie debilnie spłycony, a rozgrywka nie będzie znacząco różnić się od tego, co UBI serwuje od czasu Far-Cry 3.

@Persecuted

Jeżeli Cię to nurtuje, to wpisz w przeglądarkę hasło "domestic terrorism in USA", znajdziesz zaskakująco dużo przykładów zarówno z lewej, jak i z prawej strony.

18.05.2017 18:21
Lemur80
52

Ludzie umierają - wiadomo, ale niech takie polowanie spierdala.

18.05.2017 18:17
odpowiedz
Lemur80
52

Ostatnio trafiła mnie tak jedynie wiadomość o odejściu Lemmy'ego. Do bani!

Nie licząc projektów solowych Cornell, wraz z Soundgarden, Audioslave i Temple of the Dog, jest wręcz kanonicznym przykładem współczesnego rocka. A że grunge fe, niedobry? Pff, to po prostu był i jest kawał świetnego rocka, kropka.

Dziś w hołdzie u mnie też leci cały "Superunknown", obowiązkowo wraz z moim uwielbianym "4th of July":

https://www.youtube.com/watch?v=2Qjo3EXhLmA

---

Tutaj fragment "Mailman" z.... wczorajszego (!) koncertu w Detroit:

https://www.youtube.com/watch?v=iwWP3FXbsn4

Nie powiedziałbym, że Krzychu jest w jakiejś fatalnej formie...

----

@NajPhil

Obawiam się, że ignorancja to nic nowego. Dotyczy starych, młodych, osłuchanych i nie osłuchanych.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-05-18 18:27:40
15.05.2017 21:41
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

@Flyby

Nie napisałem tego, co tak naprawdę chciałem napisać, bo lepiej chyba nie potrafię, ale dzięki.

Nic wielkiego nie straciłeś, ale moim zdaniem to całkiem porządna lektura:

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/39482/wrzesien

Za to "Kantyczka..." to książka o zupełnie innym wymiarze. Ambitna bestia, więc polecam tym bardziej:-)

15.05.2017 20:12
4
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

Postapokaliptyczny retrofuturyzm "nierealistyczny"? Oh, really?:-)

Zacznijmy od tego, że postapo to podgatunek science-fiction. Jak wiemy jest to (SF) miks totalnej fikcji i futurystycznej technologii, która albo dopiero co raczkuje, albo nie znalazła się (jeszcze) na deskach kreślarskich inżynierów-konstruktorów. Nikt nigdy nie powiedział, że postapo należy do "szuflady" hard-SF i nikt nigdy nie wymagał by relacje społeczno-polityczne, kwestie gospodarcze i technologiczne były zgodne ze zdaniem specjalistów, analityków, doktorów habilitowanych i futurologów. Fallout jedynie podpiera swą opowieść na nauce i technologii, nie na odwrót.

Twórcom Fallouta chodziło o stworzenie świata, który ma być spójny wobec samego siebie, niekoniecznie wobec świata jaki znamy. Fakt, to pierwsze nie zawsze się udawało (począwszy od F2), ale ta wizja jest na tyle sugestywna i atrakcyjna, że niebezpodstawnie Fallout stał się marką - legendą. Jeszcze nie słyszałem o kimś kto by twierdził, że kocha tą serię za logikę i żelazną konsekwencję w budowaniu i przedstawianiu świata. Tu chodzi o koncept, a nie symulację pokoleń hibakusi.

Następną rzeczą jest retrofuturyzm. Twórcy założyli sobie, że od pewnego momentu na krzywej czasu ludzkość będzie technologicznie rozwijać się inaczej niż ta, którą znamy. Znaczy się... tak, taka konwencja do jasnej ciasnej! Stąd laserki, monochromatyczne komputery przypominające bardziej oscylatory niż teraźniejsze PC-ty, stąd wszechobecny duch lat '50 XX wieku i kiczowate potworki. Ludzie z Black Isle najwyraźniej naoglądali się sporo czarno-białych horrorów klasy "B" i naczytali powojennych wersji powieści/komiksów spod znaku XIX-wiecznego "penny-dreadful". Stąd te wszystkie pierdoły z czasów kiedy człowiek był przekonany, że pasta do zębów powinna zawierać pierwiastki promieniotwórcze, a samochody być napędzane energią atomową. To wszystko miało zapełnić ten świat, uczynić go spójnym i atrakcyjnym wizualnie. Fallout to rodzaj postapokaliptycznego westernu, w którym konwencja i wyobraźnia gra największą rolę. Dlatego tak jak w westernie, jeżeli ktoś sprząta, albo naprawia okno, to robi to tylko i wyłącznie w celu podkreślenia danej sceny, na potrzebę konkretnego wydarzenia ściśle opisanego w scenariuszu, a nie po to by zasugerować dążenie ludzkości np. do "ładu architektonicznego, estetycznego";-)

Następna rzecz - flora. Nie kumam argumentów rodzaju: "200 lat, a drzewka nadal pokurczone i uschnięte". Po czym (ewentualnie) następuje tyrada godna przynajmniej magistra biologii i seria argumentów tycząca się badań lasów wokół Czarnobyla i znikomego wpływu radionuklidów na izgrzycę przyziemną (szczególnie po tak długim okresie od czasu zakończenia wojny jądrowej). Wszystko fajnie, tylko że świat Fallouta ma być brzydki, przygnębiający i uschnięty. Tak ma być, bo taka jest konwencja i już! A dlaczegóż to taka jest konwencja? Bo do tej pory wydało mi się, że powód jest prosty i tkwi w naturze ludzkiej. Nie chcę psychologizować, ale chodzi o termin "cozy postapo", czyli "siedzę sobie w wygodnym domku, czuję się bezpiecznie, ale właśnie zadziała immersja - wkraczam do świata który jest zły, smutny i niebezpieczny, podoba mi się to". W postapokalipsie działa to co jest zniszczone i wynaturzone, nie to do czego jesteśmy przyzwyczajeni w świecie, który dla większości z nas jest bezpieczny i poukładany. Akceptujemy ten świat, bo akceptujemy jego reguły, które nie muszą mieć lustrzanego odbicia ani w żelaznej logice, ani badaniach naukowych. Jeżeli nie, to cóż...

Jestem prawie przekonany, że argumenty autora dążą do wniosku, że to właściwie niedobrze, że Fallout nie jest przynajmniej na poły symulatorem. Rozumiem, że autor może się z moją interpretacją nie zgodzić. Ja natomiast nie zgadzam się by robić z Fallouta "ultra-realistyczną" (oczywiście na tyle, na ile jest możliwe), elektroniczną wersję filmu pt. "Threads" (a właściwie jego ostatnich 10 minut). Dzieło Black Isle jest przystępne na wielu płaszczyznach, ale przede wszystkim jest pochwałą wyobraźni. Nie jest natomiast próbą wiarygodnego, popartą na faktach i naukowych założeniach próbą przedstawienia losów ludzkości i znanego nam świata po globalnej apokalipsie.

Jeszcze jedna rzecz Macieju. Mam wrażenie, że trochę zbyt często mieszasz technologiczne ograniczenia gier z próbą krytyki niespójności kreowanych przez nich światów. Takie rozmycie nie służy niczemu dobremu, to dwie różne sprawy.

Aha, tak na koniec, żeby było jasne. Za każdym razem gdy książka, film lub gra starają mi się sprzedać ekstremalnie smutną głupotę - nerwowo obrzyguję ściany nuklearnymi wymiocinami. Z Falloutem (a przynajmniej jego pierwszymi dwoma częściami) jest z jakiegoś powodu inaczej. Czy ja konformistycznie i bezkrytycznie kupuję tą konwencję w ambitnych 90%, czy się po prostu, zwyczajnie nie znam?:-)

[EDIT]:

PS. Odwołałem się tylko do Fallouta, bo dotrwałem do drugiej strony artykułu. Dalej nie dałem rady, sorki:-)

@Flyby

"Świetny zabieg ze smaczkiem prawie egzotycznym (odniesienia do militari i obyczajów wschodniego sąsiada ;)) O"

Polecam "Wrzesień" Pacyńskiego jeżeli nie czytałeś:-)

@Ummon

"Jedyne z czym się nie zgodzę to jedynka - ludzkość po apokalipsie mogłaby sie cofnąć do średniowiecza. I tu nie chodzi o technologie, ale o ład społeczny. Umiera handel, umiera administracja, każda wiocha musi dbać o siebie w nieprzyjaznym środowisku naturalnym. Idee nie podróżują, nie ma specjalizacji i wydajnego rolnictwa, przez co większość ludzi musi zajmować się głównie przeżyciem, a nie odbudową instytucji. Myślę że mniej wiecej tak by to wyglądało. Po upadku Cesarstwa Rzymskiego cywilizacja w zachodniej Europie potrzebowała kilkuset lat żeby się pozbierać - jakiś postęp był, ale bardzo spowolniony."

Tutaj polecam "Kantyczkę dla Leibowitza", no.... chyba, że czytałeś:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2017-05-15 20:26:34
27.02.2017 22:20
odpowiedz
Lemur80
52

Mainstreamowe media kłamią, ale putinowskie uzyskały na tym polu najwyższy poziom mistrzostwa.

Jeżeli Wikipedia wraz z przypisami tyczącymi się propagandy sączonej przez RT Ci nie wystarczą, to zgugluj sobie gościa o nazwisku Miguel Francis, który jest "bohaterem" paru filmów dokumentalnych zrobionych przez RT. To jest tak chamska propaganda, że oczy i uszy krwawią (szczególnie kawałek o Krymie). Mało? To może historia z Liz Wahl? Nie? No jasne, to tylko attention whore i autopromocja. Partia Zmiana coś Ci mówi?

Aha, czyli chcesz też może powiedzieć, że Ukraina nie jest i nigdy nie była autonomicznym państwem, a aneksja części jej terytorium jest zgodna prawem międzynarodowym? Pff, zresztą co tam prawo międzynarodowe, przecież Krym to był tylko prezent od Chruszczowa, nie?

Tego rodzaju dyskusje są skazane z góry na długie i jałowe odbijanie piłeczki. Więc może darujmy sobie od razu, co? Nie mam czasu i ochoty na dyskutowanie z kimś, kto najwyraźniej jest z kompletnie innej bajki światopoglądowej i w drugim akapicie wypowiedzi umieszcza w stronę interlokutora zwrot: "bredzisz". Masz chyba na tyle oleju w głowie, że chyba domyślasz jak może skończyć się ta dyskusja, więc proponuję żeby przerwać ją już teraz.

23.02.2017 19:57
1
odpowiedz
Lemur80
52

Dzięki za solidną opinię. Gameplay wywarł na mnie raczej pozytywną opinię, a Twój komentarz zdaje się to potwierdzać, fajnie.

21.02.2017 21:42
odpowiedz
Lemur80
52

Niezły tyłek:-)

Ja mam na to wywalone:-) Niech sobie robią co chcą i z kim chcą, byleby tylko wydawali dobre albumy. Poza tym nie od dzisiaj wiadomo, że świat popu i metalu przenikają się nawzajem. Kwestia różnic w aranżacji;-)

Hm, to znaczy rozumiem łypanie na takie kolaboracje krzywym okiem, ale jeszcze nie spotkało to kapeli którą naprawdę lubię, więc...whatever;-) A tak to po prostu nie słucham, nie oglądam i mam święty spokój:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2017-02-21 21:43:21
21.02.2017 21:05
Lemur80
52

Gaga lubi się też z Anthraxem, więc to może nie być koniec;-)

21.02.2017 20:50
odpowiedz
Lemur80
52

@Zalewany

Jest, no i co z tego? Kreml wydaje dziesiątki, jeżeli nie setki milionów dolarów na totalną dezinformację w postaci kanałów postaci RT, Sputnik i całą armię internetowych trolli, oraz hakierów. Rosjanom nie zależy na przekazywaniu obiektywnych, prawdziwych informacji. Rolą mediów rosyjskich jest sprzedawanie propagandy, która jest zgodna z polityczną linią Kremla. Mam nadzieję, że znasz pojęcia takie jak "post prawda" i "fakty alternatywne". W każdym bądź razie skala między "zachodnią" propagandą i tą rosyjską jest zachwiana, bowiem Rosjanie prowadzą totalną wojnę informacyjną, przy której zachodnie media to dzieci zagubione we mgle. Nie wiem po co więc wspominasz o drugiej stronie barykady, szczególnie, że proporcjonalne szkody wyrządzane przez media putinowskie są dalece bardziej poważne, niż najbardziej niedoinformowane i naiwne zachodnie media liberalne.

A sama gra? Nic oryginalnego, ale wygląda to nieźle:
https://www.youtube.com/watch?v=dXVZjuaQEIA

post wyedytowany przez Lemur80 2017-02-21 20:52:13
19.02.2017 16:56
odpowiedz
Lemur80
52

F.lux, używam go na kompie stacjonarnym i chwalę sobie. Opiera się głównie na dobowej regulacji ciepłoty oświetlenia w Kelwinach. Działa skutecznie, jest lekki i darmowy.

19.02.2017 16:19
👍
odpowiedz
Lemur80
52

Gratulacje.

Niezwykły wątek, raz, że prawdziwy, dwa, że autorowi i jego rodzinie (co najważniejsze), udało się wyjść z syfu. Trzy, że chciało mu się po sześciu latach odkurzyć wątek i napisać jak to wszystko się skończyło. Brawo.

19.02.2017 16:13
odpowiedz
Lemur80
52

W ramach lekkiego offtopu fajnie jest sobie czasem podpatrzeć co tam kupują sobie ci trochę bardziej znani i (czasem także) lubiani. Jest taka amerykańska "sieciówka" o niezbyt atrakcyjnej nazwie Amoeba. Wyróżniają się oni głównie tym, że można u nich znaleźć naprawdę rzadkie wydawnictwa:

https://en.wikipedia.org/wiki/Amoeba_Music

Nie wiem czy kiedykolwiek byłem w podobnym sklepie, bo z Empikiem ma on tyle wspólnego, że też zajmuje się sprzedażą muzyki. Amebie bliżej do gigantycznego antykwariatu muzycznego, co zapuszczona półka, to opad szczeny.

To szczyt szczytów fetyszyzowania muzycznych zakupów. Ktoś tam więc wpadł na pomysł, by robić zakupowe wywiady z sławami muzycznej sceny. Wypada to IMO ciekawie, bo obok Henry'ego Rollinsa można spotkać Scotta Iana z Anthraxu, Flea, Gary'ego Numana, albo... Moby'ego i Petera Murphy'ego:

https://www.youtube.com/user/amoeba
http://www.amoeba.com/whats-in-my-bag/#/grid/1

post wyedytowany przez Lemur80 2017-02-19 16:23:09
19.02.2017 11:02
Lemur80
52

Golden Axe 2 jest częścią Sega Mega Drive Classics. Najpierw odpalasz program pod który podpinają się gry w tej paczce, a dopiero później wybierasz w co chcesz grać.

14.02.2017 20:11
Lemur80
52

Nowy Garcia aż taki dobry? Poprzednia płyta może nie była aż tak fajna jak Vista Chino, ale to i tak był bardzo solidny materiał. To są same akustyki, tak?

07.02.2017 22:21
👍
odpowiedz
Lemur80
52

Zapomniałem podziękować za klucz do bety, dziękuję:-)

07.02.2017 21:37
Lemur80
52

@snopek9

Marketingowy bullshit i nawijanie makaronu na uszy. Dlatego nigdy, przenigdy nie należy zgadzać się na jakiekolwiek propozycje składane przez telefon. No chyba, że dzwoni pani z recepcji z potwierdzeniem wizyty u lekarza;-)

Tak, wiem, ale nie zaszkodzi przypomnieć.

07.02.2017 21:32
odpowiedz
Lemur80
52

Pomijając pritomność, nie ulega raczej wątpliwości, że rozmowa mogła mieć znamiona przestępstwa. Ciekaw jestem czy to outsourcing, czy zwykły "wnusio" w stylu Phillupiuka. Jeżeli to pierwsze i to firma współpracująca także z ogólnie znanymi operatorami komórkowymi, to teoretycznie łatwiej będzie się do nich w razie potrzebny dobrać.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-02-07 21:33:40
07.02.2017 21:26
odpowiedz
Lemur80
52

@spadoo

Widocznie ninje wybredne się zrobiły.

Spoko.

07.02.2017 21:20
Lemur80
52

Hm, a jak laptopa nie będzie miał, to Hetrix ustawowo będzie mógł zabrać kurierowi w ramach rekompensaty tego palmtopa logistycznego, czy jak się to ustrojstwo nazywa.

spoiler start


KIll it with fire!

spoiler stop

post wyedytowany przez Lemur80 2017-02-07 21:22:13
07.02.2017 21:16
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

Oj panie, chyba jest jasne, że na jedno wychodzi, prawda?

07.02.2017 21:12
Lemur80
52

No i masz rację, jest potrzebny, chyba, że coś się zmieniło, ale ciężko mi uwierzyć, że może to dotyczyć czegoś innego niż aneksów. Nie sądzę więc by skończyło się to na czymś więcej niż na dopisywaniu następnych telefonów do blacklisty i wyjmowaniu dodatkowego gówna ze skrzynki pocztowej.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-02-07 21:14:33
07.02.2017 21:07
odpowiedz
Lemur80
52

Kompo, to że nie było słowa o umowie nie oznacza, że nie otrzyma takich papierów. Takie akcje już były w przypadku telefonii stacjonarnej, w przypadku komórek nie słyszałem o aż tak chamskich praktykach zmiany operatora, ale kto to wie...

07.02.2017 21:04
Lemur80
52

Wystarczy, że gdzieś kiedyś wyraziłeś zgodę na przetwarzanie danych osobowych. Jest prawdopodobne, że dostaniesz papiery z którymi będziesz wiedział co zrobić. No chyba, że jesteś Batmanem i dorwiesz ich pierwszy.

07.02.2017 20:49
Lemur80
52

No i najwyraźniej wystarczyło...

07.02.2017 20:46
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

Nie wiem czy klucze jeszcze działają, ale...

spoiler start

Twierdza HD:

VJ8KB-M29WJ-EW2J8

Krzyżowiec HD

NT588-RIYC0-002R9

Twierdza Legendy:

NWHRF-PLRC7-4F57W

spoiler stop

29.01.2017 12:46
odpowiedz
Lemur80
52

@Raistand

Słusznie, ze mnie taki "trader", jak z Wiedźmina armatohaubica. Jeszcze z opcji wymiany nie korzystałem.

post wyedytowany przez Lemur80 2017-01-29 12:51:30
29.01.2017 12:00
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

@sekret_mnicha

Polecam wszystkie albumy Karma to Burn, oni nigdy nie spieprzyli żadnego wydawnictwa.

W szczególności konkretny tlenek węgla czuć na "Wild, Wonderful Purgatory", to nadal moja ulubiona płyta. Zwrócić uwagę warto też na pierwszy longplej, który jako jedyny jest zaopatrzony w wokale bodajże we wszystkich kawałkach:

https://www.youtube.com/watch?v=QcvFbhMQ2-0

29.01.2017 11:43
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

@antynick

Z chęcią wziąłbym zniżkę na Shadow over Khurgansk, wysłałem zaproszenie na Steamie.

13.12.2016 17:57
📄
odpowiedz
Lemur80
52

Mam do wymiany: Twierdza HD, Krzyżowiec HD, Twierdza Legendy, oraz Krzyżowiec 2. Wymienię najchętniej wszystko za jeden konkretny tytuł, ktoś chętny?

28.11.2016 21:27
odpowiedz
Lemur80
52

@Ejim

Argumenty.

26.11.2016 20:27
Lemur80
52

Dzięki, poczytam sobie.

26.11.2016 20:19
Lemur80
52

Postanowiłem trochę zmodować Wiedźmina 3. Mam już mody zmieniające rozgrywkę i interfejs, ale nie mam jeszcze modów graficznych.

E3fx nie działa, po prostu, a HD W3 Reworked na pewno użyję. Pozostają mi więc do ściągnięcia z Nexusa reshade'ery, czy tam jakieś inne ENB. Nie mogę znaleźć wątku Alexa, a przekopywanie się przez Nexusa jest koszmarem.

Zależy mi głównie na realistycznym oświetleniu, ale takim które nie zamieni mi W3 w bajeczkę, ewentualnie w dark fantasy. Te najpopularniejsze (np. Super Turbo Lighting), działa trochę jak HDR przy obróbce zdjęć. Kosi kontrast i cienie, po prostu rozjaśniając całość i zmniejszając saturację. Grim Lighting zamienia za to tą grę w Dark Souls.

Nie chcę ani jednego, ani drugiego. Zależy mi na wypośrodkowanym efekcie, gdzie cienie są cieniami, a niebo jest zwyczajnie albo niebieskie, albo zachmurzone, ale nie wygląda ani jak karoseria Subaru Imprezy, ani jak ciemnogranatowy, sprany jeans. Realizm!

Moglibyście coś polecić?

20.11.2016 11:41
odpowiedz
Lemur80
52

@Megera

Spoko, mam nadzieję, że coś znajdziesz na playliście POP-OLDIES-HITS (a może i gdzieś indziej).

/Godlesh gdzieś tam jest, musi być;-)/

Chryste, ja post #4 pisałem chyba po klingońsku:-/

---

Dzięki wszystkim za linki, ja też skorzystałem:-)

20.11.2016 11:36
odpowiedz
2 odpowiedzi
Lemur80
52

@kuba1711

A kto bogatemu zabroni?:-) Ja widzę to tak, że ich ostatni naprawdę dobry album był rockowy, nie metalowy, a było to 20 lat temu...

@Splinter the Rat

Nie no, pewnie że jaj robić sobie nie można, a jak już Enter Sandman w nowej wersji, to tylko z albinosami tłukącymi w jaja szatana (oczywiście wszystko na modłę grindcore'ową).

@elemeledudek

Wersja deluxe jest na 3 płytach:-))

---

W końcu przesłuchałem Hardwired i wniosek jest taki, że fragmentami ten album zlewa mi się w jedną, niezbyt przejrzystą dźwiękową masę. Z drugiej strony to album lepszy od Death Magnetic, z paroma całkiem fajnymi utworami. Główny zarzut mam taki, że ten longplej jest wymęczony, ma się chwilami wrażenie, że ci goście zaraz poprzewracają się o gitary, a Ulrich zaplącze się o własne łapy. A przecież chociażby Testament udowodnił, że można ziać ogniem i po pięćdziesiątce. Dobrze, że Hardwired nie jest aż tak sztucznie przedłużony jak DM, chociaż większość utworów i tak mogłaby być krótsza o minutę, może nawet dwie. Przynajmniej nie pitolą ballad... Album zasługuje na następne przesłuchania, wtedy wyrobię sobie o nim mocniejsze zdanie.

18.11.2016 20:50
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

Tak, mam, to moja składanka. Większość rzeczy pewnie znasz, ale znajdziesz tam pewnie jakieś hiciory, które chodzą Ci po głowie od 20 lat, ale za cholerę nie wiesz co to (przynajmniej mam taką nadzieję).

Mam nadzieję, że będziesz mogła sobie podejrzeć tą playlistę, bo jeszcze żadnej w ten sposób nie wklejałem:
https://open.spotify.com/user/berzerking.lemur/playlist/2G2LcMCcOtsXy2Z5LKe9l3

post wyedytowany przez Lemur80 2016-11-18 20:51:49
18.11.2016 20:37
Lemur80
52

Load to bardzo dobry album rockowy, który nie wiadomo co robi w dyskografii Mety.
---

[EDIT]

O Jezzzzzuuu, słucham Hardwired i widzę, że znowu kawałki po 6-8 minut? 6 kawałków na płytę, litości.. Strach pomyśleć co by było jakby Hammet jednak odnalazł ten zgubiony telefon z 200 riffami.

A z Fallonem to mogliby cały taki album nagrać. Nie ma, że nie pasi:
https://www.youtube.com/watch?v=YlHtTAeO6V0

post wyedytowany przez Lemur80 2016-11-18 20:43:11
18.11.2016 20:29
odpowiedz
Lemur80
52

Nie jest, ale nic po nim nie zostaje prócz może dwóch kawałków. Dokładnie tak samo jest z nowym... Crowbarem, choć wiadomo, że to inna kategoria wagowa:-)

18.11.2016 20:24
odpowiedz
Lemur80
52

Masz Spotify'a?

17.11.2016 20:09
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

@Elessar90

Zastanawia mnie na ile UBI jest jeszcze w ogóle francuskie, CEO i inni z dyrekcji generalnej to chyba nadal Francuzi, ale to się w ogóle nie przekłada na znaną we Francji "obronę wartości kulturowych jako dobra narodowego".

Wiem, że UBI miało historię z wrogim przejęciem ze strony Vivendi, ale ciekaw jestem jakie firmy mają u nich wykupiony największy procent akcji. Jeżeli są to koncerny zza oceanu, to może trochę by to tłumaczyło taką, a nie inną politykę wydawniczą.

W każdym razie UBI zglobalizowało się, umiędzynarodowiło, w chyba najgorszy sposób z możliwych. CDProjekt udowodniło, że można zarabiać pieniądze zachowując przy tym twarz. No ale w biznesie nie ma pojęcia twarzy, liczy się tylko hajs.

Sam uznaję się za typa nieźle zamerykanizowanego, ale u nas nawet część dzieciarni wyczuwa w tej grze fałsz i ma z tego bekę. Tego serialu chyba nie oglądałem, ale widziałem coś o samych początkach Krzemowej Doliny (może to to samo) i muszę przyznać, że to co widziałem (1-2 odcinki), było całkiem niegłupie.

Z bractwami studenckimi się nie zadziera, bez względu na poziom głupoty im towarzyszący. One w prostej linii prowadzą do takich organizacji jak Skull & Bones (Bush senior, Bush junior), a one łatwo namierzą i uciszą;-))

post wyedytowany przez Lemur80 2016-11-17 20:12:52
17.11.2016 19:31
Lemur80
52

Matysiak wygrał internety;-)

15.11.2016 21:49
2
odpowiedz
1 odpowiedź
Lemur80
52

@Elessar90

Dziękuję:-)

No tak, bo jest strzelanie i krew się pewnie leje;-)

A jakbyś miał odpowiedzieć niegrzecznie?;-) Obiecuję, że nie przekażę dalej Twojej opinii;-)

Pytam, bo zastanawia mnie w którym momencie ktoś w UBI, hen na 16 piętrze nowoczesnego biurowca cichutko siorbiąc swoje latte, strzelił lekko zachrypniętym głosem: "hej, a może róbmy gry dla dzieci, takie wiecie, cool żeby były". Najwidoczniej ktoś inny to podchwycił, bo od jakiegoś czasu widzę pewną prawidłowość która sugeruje, że gry od UBI są brutalne dość adekwatnie do PEGI 18, natomiast praktycznie cała reszta zawartości jest absolutnie miałka i skrojona na bycie czymś "super-fajowym" w sposób uderzająco natarczywy.

Tylko mi się wydaje, bo źle się zasugerowałem wyżej wspomnianym trailerem tv, czy może faktycznie coś jest na rzeczy?

@Titakk

Też uważam, że UBI powinno zaimplementować mechanikę płynów do wyżej wymienionych gaciów.

post wyedytowany przez Lemur80 2016-11-15 22:03:18
15.11.2016 20:06
odpowiedz
3 odpowiedzi
Lemur80
52

Napiszem jak Ty napiszesz skąd się biorą i do czego służą psuedo-skróty takie jak "wg", "wzgl". "ocb" i tym podobne:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2016-11-15 20:08:06
15.11.2016 20:01
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
Lemur80
52

Tak z czystej ciekawości, jaka jest zdaniem recenzenta docelowa grupa wiekowa WD2?

Z obejrzanego przeze mnie trailera telewizyjnego wynika, że 10-14 lat.

"Witaj świecie, jestem hakieriem i wiem co mówię..."

spoiler start

Nigga please.

spoiler stop

14.11.2016 19:41
odpowiedz
Lemur80
52

O ile to nie jest trolling, to chciałbym zwrócić uwagę, że Bucybuc użył słowa "czym", a nie "czy".

Ściągnij darmowy programik o nazwie Light Image Resizer, lub Photoscape. Oba pozwalają na zmniejszenie pojemności zdjęcia.

EDIT:
Minuta w plecy:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2016-11-14 19:42:04
06.11.2016 20:52
odpowiedz
Lemur80
52
7.5

Przyjemna strzelanka, faktycznie sporo czerpiąca z pierwowzoru z lat '90. Cieszy mnie przede wszystkim to, że to europejskie spojrzenie na popkulturę Japonii, dzięki czemu demony nie mają wielkich oczu 12-letnich dziewczynek.

Zresztą artystyczna strona jest chyba najmocniejszym argumentem przemawiającym za pierwszą częścią Shadow Warriora. Japońskie miasteczka, świątynie i ogrody są dopracowane w każdym calu i po prostu cieszą oko.

Rozgrywka wydaje się z początku całkiem wymagająca i satysfakcjonująca. Problem polega na tym, że pewnym momencie staje się ona po prostu trochę wtórna i powtarzalna. Schemat: chwila spokoju + zbieranie fantów i amunicji > walka > chwila spokoju... i tak w kółko jest po prostu nużący, a developerzy podbijają poziom trudności wrzucając na mapę coraz to więcej przeciwników. Backtracking również jest obecny i objawia się on w dość irytujący sposób.

Shadow Warriora ratuje to co jest najważniejsze, czyli mięcho, mechanika strzelania i satysfakcja płynąca z rozbijania łbów i siekania na kawałki zastępów wrażych matołków. Całe szczęście gra nie traktuje siebie zbyt serio, a onelinery nie zawodzą, podobnie jak rozwój postaci, świetna muzyka, czy genialnie zrealizowane animowane przerywniki filmowe.

Nadal najlepszą polską strzelanką pozostaje dla mnie CoJ: Gunslinger, ale Shadow Warrior też daje radę.

PS. Czarny demon-zajączek próbujący w rytmie death metalu urwać graczowi czerep jest niezastąpiony:-)

05.11.2016 09:53
1
odpowiedz
Lemur80
52

Dobry wybór, ja opierając się na testach nabyłem jakiś czas temu Gigabyte GeForce GTX 1060 G1 Gaming 6GB GDDR5, czyli w sumie coś bardzo podobnego. Karta na razie trzyma bardzo ładne temperatury i jest cicha jak szept ogrodowego krasnala.

A ta zmiana zdania "co pięć minut" w kwestii doboru sprzętu? Kurna, skąd ja to znam, standard:-)

post wyedytowany przez Lemur80 2016-11-05 09:56:05
05.11.2016 09:31
odpowiedz
Lemur80
52

Dobrze szukałeś, w grę wchodzi właściwie tylko ASG.

Z tego co rozumiem, chcesz kupić szrot, chodzi tylko i wyłącznie o wygląd do zdjęć, tak? W takim wypadku kup cokolwiek, serio. Wchodzisz do jakiegokolwiek sklepu, który sprzedaje repliki ASG (Tanie Militaria, Taiwan Gun, GunFire) i tam przechodzisz do zakładki "repliki sprężynowe". Wybierasz sobie taki karabinek jaki Ci pasuje i voila.

Podejrzewam, że zmieścisz się w kwocie do 200 zł. Za 300-400 zł kupisz już elektryka z prawdziwego zdarzenia. Szału nie będzie, bo te lepsze zaczynają się od kwoty ~ 1k, ale kupno repliki za 400 zł (np. kbk AK, M4, albo pm MP5), niekoniecznie musi oznaczać, że rozsypie się ona po wypluciu 3 kulek. Chińczycy, czy tam inni Azjaci nauczyli się robić tanie repliki, które swoje mogą jednak wytrzymać (vide AKM od Cymy).

EDIT: Możesz też kupić replikę...gumową, tak całkowicie gumową, służącą do treningów, ale z tego co pamiętam może być ona droższa od karabinka sprężynowego. Ewentualnie możesz zainwestować w destrukta, czyli np. kbk AK pozbawionego cech broni palnej (czyli brak iglicy, zaspawany na dobre zamek, przepiłowana lufa itp.), ale to wydatek przekraczający budżet 400 zł.

post wyedytowany przez Lemur80 2016-11-05 09:38:49
29.10.2016 10:56
odpowiedz
Lemur80
52
29.10.2016 10:34
odpowiedz
Lemur80
52

"Bulb Boy" to prosta przygodówka point & click z elementami "survivalu", ale to historia (też prosta) gra tu pierwsze skrzypce.

Jeszcze jej nie ukończyłem, ale muszę przyznać, że dawno nie grałem w coś tak zrytego. Nie chodzi tylko o specyficzną oprawę graficzną...

Będzie to dość obrazowe jeżeli powiem, że "Bulb Boy" zapatrzył się w Tima Burtona, ale takiego na cracku.

W każdym razie jak ktoś lubi ryjącą banię groteskę, czy wręcz makabreskę, to warto w "Bulb Boya" zagrać.

post wyedytowany przez Lemur80 2016-10-29 10:46:38
25.10.2016 23:08