Forum Gry Hobby Sprzęt Rozmawiamy Archiwum Regulamin
Forum

YtseMan ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

20.01.2018 11:34
odpowiedz
1 odpowiedź
YtseMan
8

Wielkie dzięki za docenienie mojej propozycji! Konkurs świetny: ciekawy temat, mnóstwo intrygujących i zróżnicowanych pomysłów oraz ogromna ilość zgłoszeń.
Przy okazji mam pytanie dotyczące konkursu związanego z plebiscytem na grę 2017 roku. Czy są już wyniki? Jeśli tak, to gdzie są zamieszczone?

05.01.2018 11:49
odpowiedz
YtseMan
8

Myślę, że znacznie wcześniej niż za 100 lat pojęcie fotela zniknie z języka lub też pozostanie w formie akronimu F.O.T.E.L., czyli Fantasmagorycznie Odchylające Teraźniejszość, Endomózgowe Leże.
Będą to kapsuły gamingowe, w kształcie walca o wysokości mniej więcej 50 cm.
W środku będzie znajdowała się specjalna substancja, przypominająca nieco gęsty żel oraz specjalny kabel, którym będziemy się łączyć ze światem gry.
Kabel będzie się podpinało do zgrabnej, nie rzucającej się w oczy wtyczki, znajdującej się za uchem. Dzięki temu impulsy z wirtualnych światów będą trafiały prosto do naszego mózgu, co sprawi, że wrażenie przebywania w świecie gry będzie pełne.
Dzięki żelowi natomiast będzie możliwe odbywanie długich sesji gamingowych, ponieważ unikniemy odleżyn oraz otarć czy siniaków, których moglibyśmy się nabawić np. przy odruchowym ruszeniu kończyną. Dodatkowo: żel będzie dbał o fizyczne potrzeby organizmu.

Gracze będą podpinać kabel, a następnie zanurzać się w żelu, przyjmując pozycję zbliżoną do tej pokazanej na rysunku “Człowiek witruwiański” Leonarda Da Vinci. Nad poziom żelu wystawać będzie tylko twarz, co umożliwi swobodne oddychanie.

Bardzo ważnymi elementami F.O.T.E.L.-i będzie awaryjne zasilanie np. pod postacią akumulatora czy też fotoogniw. Będą one różne w zależności od modelu, ale każdy egzemplarz będzie musiał mieć co najmniej dwa rodzaje zabezpieczeń. Będzie to zapobiegać sytuacji, gdy będzie przerwa w dostawie prądu do mieszkania, a gracz będzie podpięty do kapsuły. Skutki takiej sytuacji dla mózgu gracza byłyby bowiem śmiertelne.

Dzięki temu, że będziemy się w pełni przenosić w świat gry i nie będziemy reagować na fizyczne bodźce, będzie możliwe nawet kilkunastokrotne przyspieszenie czasu gry w stosunku do czasu rzeczywistego. Dzięki temu w ciągu “normalnej” godziny będzie można spędzić nawet kilkanaście godzin czasu gry. (Uwaga! Ze względu na zwiększenie obciążenia dla naszego mózgu, korzystanie z “czasu przyspieszonego” będzie ograniczone do maksymalnie 3 ha czasu rzeczywistego).

16.11.2017 20:29
odpowiedz
YtseMan
8

Po raz kolejny sprawdziłem czy wszystko jest gotowe. Dzięki temu mogłem choć na chwilę zająć myśli i zapomnieć o tym, jak nienawidzę tego typu zadań.
Niektórzy z nas przystali do organizacji, bo wpływać na losy świata.
Ci ambitni pragną sławy i awansu w naszej hierarchii.
Dla jeszcze innych najważniejsza jest adrenalina i poczucie, że wykonuje się rzeczy niemożliwe dla zwykłych śmiertelników.
Ja zaliczam się do tej właśnie grupy. Przedrzeć się przez najeżony pułapkami korytarz, wspiąć się na gładką jak lustro górską ścianę, wdać się w walkę z kilkoma przeciwnikami, uniknąć ich ostrzy i kul, by po ich trupach dotrzeć do celu…
To jest żywioł asasyna.
Nie jest nim zamach na niczego nie spodziewającego się, spokojnego obywatela.
Rzuciłem okiem na krótką notatkę. “Spotkanie. Godzina 14. Ulica Daphine. WYPADEK.”
Niech tak będzie.
W końcu jestem tylko narzędziem, więc moja niechęć do takich zabójstw oraz wątpliwości, czy cel zasłużył na śmierć są bez znaczenia. Co z tego, że jego jedyną winą była chęć ujawnienia wyników badań, które prowadził z żoną. Nie rozumiał, że jeśli my zapewniamy finanse i wspomagamy ich kilkusetletnią, tajemną wiedzą asasynów, to nie każde odkrycie może ujrzeć światło dzienne. Jego żona zdawała się rozumieć to znacznie lepiej.
Teraz małżeństwu udało się odkryć nowy pierwiastek, który w połączeniu z ostatnim patentem Nikoli Tesli, aparatem do wykorzystywania energii promienistej, mógłby stworzyć urządzenie będące potencjalnie nieskończonym źródłem energii. Istna technologiczna rewolucja.
Ale dla nas o wiele ważniejsze było to, że nowy pierwiastek może znacznie wzmocnić siłę oddziaływania posiadanych przez nas Jabłek Edenu. Dlatego świat nie może się dowiedzieć o tym odkryciu.
List Pierre’a do Tesli został przez nas przejęty. A skoro on sam nie słucha głosu rozsądku i koniecznie chce ogłosić wyniki badań, to… Jakie wyjście nam pozostaje?
W tym właśnie momencie naukowiec wyszedł z budynku. Zebrania Stowarzyszenia Profesorów często się przedłużały, więc dzisiejsze opóźnienie także brałem pod uwagę. Curie był elegancko i schludnie ubrany. Ostre rysy twarzy, skupiony wzrok, równo przycięta broda. Zbliżał się do ulicy, więc ja także wolnym ruchem podszedłem do koni zaprzągniętych do mojego wozu. Nagle Francuz zatrzymał się, zastanowił przez kilka sekund i wszedł do znajdującej się w kamienicy księgarni. Było to odstępstwo od rutyny, ale w żaden sposób nie komplikowało moich planów.
Po kilku minutach zobaczyłem, że naukowiec zakończył zakupy i zbliża się do wyjścia. Raz jeszcze omiotłem spojrzeniem całą okolicę. I wtedy odległa postać przykuła moją uwagę. Wyróżniała się na tle statecznie i dystyngowanie poruszających się ludzi.
Biegła.
Była za daleko, by dostrzec rysy twarzy, ale po sylwetce i sposobie poruszania od razu poznałem, kto to jest. Od kilku tygodni obserwowałem przecież zarówno Pierre’a, jak i jego żonę.
Następnie wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Pierre Curie żegna się z księgarzem i szybkim krokiem zmierza w kierunku ulicy.
Wyciągam z kieszeni strzykawki ze środkiem pobudzającym i wbijam je w ciała koni.
Wóz przez nie ciągnięty w jednej chwili rusza w kierunku naukowca.
Rozdzierający wrzask nadbiegającej Marii.
Pierre odwraca głowę w jej stronę.
Uderzenie.
Maria Skłodowska-Curie pada na kolana przy nieruchomym ciele męża.
Jej twarz jest jak woskowa maska.
Patrzy na mnie, a w oczach widzę pogardę.
Ludzie zaczynają się zbiegać, komuś udaje się zatrzymać konie, a ja znikam w cieniu między kamienicami.
Nienawidzę takich zadań...

21.05.2015 11:18
odpowiedz
YtseMan
8

A ja bym prosił o opinie szczęśliwców, którzy mają kolekcjonerkę. Jak oceniacie zawartość? Medalion, figurka, mapa - warto było dać te 350 zł? Warto wydać 600-800 PLN na allegro/olx?

21.11.2014 19:31
odpowiedz
YtseMan
8

@Musich
Niestety z tego co sprawdziłem sprawa nie wygląda dobrze (przynamniej dla mnie :( )

Znalazłem takie strony:
http://www.game-debate.com/games/index.php?g_id=1883&game=Dragon%20Age%203:%20Inquisition

http://www.game-debate.com/games/index.php?g_id=1883&canMyGpuRunIt=Dragon%20Age%203:%20Inquisition

i wygląda na to, że karta GT520M w ogóle nie obsługuje DA:I. Ale jeśli masz nie tą samą, ale podobną - to jest szansa: już 550-ki powinny działać.
Ja będę próbował jakoś "oszukać system", ale nie wiem co z tego wyjdzie.
Jak jest u Ciebie? Daj znać - mój mail: ytseman23@gazeta.pl
Gdyby ktoś inny mógł coś pomóc, to też będę wdzięczny...
A ogólnie to jestem w szoku. Mój komputer ma te swoje 3 lata, więc byłem nastawiony, że przyjdzie mi grać na najniższych detalach i/lub zmniejszoną rozdzielczością. Ale że w ogóle nie odpali, to się nie spodziewałem... :(
Na Dziki Gon mam marne widoki :(((

20.11.2014 23:50
odpowiedz
YtseMan
8

A ja dla rozluźnienia :) mam pytanie techniczne. Niestety gra nie chce mi się odpalić. Wyskakuje komunikat: "Your computer does not meet the minimum requirements for playing this game. Intel HD Graphics GPU does not support DirectX 10.0 which is required." Jeśli dobrze rozumiem, chodzi o to, że gra uruchamia bez karty NVIDIA. Zainstalowałem nowy sterownik NVIDII i dalej nic. Klikam na skrót i wybieram "uruchom z procesorem->procesor NVIDIA" i też nic. Karta to GeForce GT 520 M i jest 1 GB, a na minimalnych ustawieniach miało wystarczyć nawet 512 MB. Pozostałe parametry mój komputer spełnia. Czy karta graficzna jest niekompatybilna? Jakieś pomysły jak z tego wybrnąć?

18.11.2014 20:45
odpowiedz
YtseMan
8

@ wysłannik
@ all
Przyznaje się bez bicia, że mi też udało się wygrać dwie cyfrowe edycje specjalne. Nadprogramowy egzemplarz miał wprawdzie przytulić mój kolega w zamian za zestawik JD dla spragnionych:) ale coś wzięło go na edycję kolekcjonerską, więc...
W związku z tym chętnie sprzedam Edycję Specjalną komuś z forumowiczów (chyba, że organizator konkursu będzie miał jakieś obiekcje w tej kwestii). Jeśli ktoś byłby chętny, to proszę o kontakt na adres mailowy ytseman23@gazeta.pl Cena oczywiście znacznie niższa od standardowej, ale prosiłbym o rozsądne propozycje ;)

14.11.2014 17:57
odpowiedz
YtseMan
8

*********
Zwiedzałeś Jerozolimę, Damaszek i Akkę w czasach III wyprawy krzyżowej.
Byłeś we Florencji, Wenecji i Watykanie w końcówce XV. wieku.
W Bostonie i Nowym Jorku walczyłeś w wojnie o niepodległość USA.
Walczyłeś z piratami na wzburzonych morzach.
Brałeś udział w rewolucji francuskiej.

Przyszedł czas na najtrudniejsze wyzwanie.
Udział w powstaniu, które od początku właściwie nie miało szans powodzenia.
Gdy tłamszony kraj walczył ze światową potęgą.
Czy będziesz w stanie odwrócić losy powstania?
Czy staniesz do boju o wolność i honor, mając tylko swój spryt, umiejętności i wolę walki?
Odważysz się?

*********

Takim tekstem zachęcają nas do nabycia nowej części serii twórcy gry Assassin’s Creed: Uprising. Polaków pewnie jednak namawiać nie trzeba, bo już od dawna wiadomo było przecież, że akcja siedemnastej odsłony cyklu będzie miała za tło właśnie historię naszego kraju. Teraz, po kilkunastu godzinach “spędzonych” w grze mogę się tylko dziwić, że nikt nie wpadł na to wcześniej.
Powstanie Styczniowe wręcz idealnie sprawdziło się jako tło dla działań asasyna. Ten narodowy zryw jest przez większość historyków uważany za najbardziej beznadziejny, jeśli chodzi o szanse powodzenia. Fatalna sytuacja polityczna (Francja i Anglia świeżo po Wojnie Krymskiej), bardzo nierówny poziom dowodzenia, niewyszkolona kadra i wręcz tragiczna sytuacja z uzbrojeniem. W dodatku niepewna sytuacja w kraju (wielu chłopów nie poparło Powstania).
Pomimo tego trwało najdłużej spośród naszych narodowych zrywów, bo aż półtora roku.
Dla postaci w grze komputerowej to sytuacja wręcz wymarzona - zmienić losy małego państewka, które porwało się z motyką na słońce. Na dobry początek mamy misję związaną z Branką, czyli niespodziewany poborem do wojska rosyjskiego dwunastu tysięcy osób podejrzanych o przynależność do organizacji patriotycznych. Nasz alter ego musi umknąć bezwzględnym Rosjanom i przeniknąć do Warszawy, w której - to misja druga - będzie musiał zlokalizować siedzibę Rządu Narodowego (co nie udało się nigdy Rosjanom). Tutaj spotka się z dyktatorami powstania, a więc Mierosławskim, Langiewiczem i Trauguttem, którzy będą zlecać kolejne zadania, kierując bohatera w kluczowe dla powstania miejsca. A więc wymknięcie się z pułapki i bitwa pod Pieskową Skałą, udział w bitwie pod Małogoszczem (w tym sabotaż sześciu ciężkich rosyjskich dział, które zadały Polakom bardzo ciężkie straty - misja ogromnie trudna, ale emocjonująca) czy też w bitwie pod Siemiatyczami (pomoc w zdobyciu broni dla powstańców, którzy - w rzeczywistości - mieli przewagę liczebną, jednak nie miała ona znaczenia wobec siły ogniowej przeciwnika)...

Nie chcę zdradzać wszystkich tajemnic, aby nie psuć wam zabawy - ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że z każdą chwilą jest coraz ciekawiej, a grę można spokojnie postawić na półce obok najlepszych części serii…

Zaraz, zaraz, właśnie spojrzałem na swoją szafkę z grami i - to niemożliwe!!! - na półce opisanej Assassin’s Creed jest puste miejsce!
Czego brakuje?!?
...
Nie ma AC: Unity!!! Gdzie ona się podziała?!?
Jak teraz zdobędę tą część…

08.11.2014 21:58
odpowiedz
YtseMan
8

Dziękuję za wyróżnienie! :)
Bardzo się cieszę, chociaż odrobina goryczy też się pojawia, bo szkoda, że nie udało się sięgnąć po nagrodę główną - chętnie zamieniłbym dwa egzemplarze cyfrowej edycji na jedną EK :)
W każdym razie konkurs był świetny - zarówno część literacka, jak i graficzna (tam szybko stwierdziłem, że jestem za cienki w uszach, bo niektóre prace były wprost kapitalne :)) Wielkie dzięki za wspólną zabawę dla organizatorów, dla p. Anny oraz p. Wojciecha, no i dla wszystkich uczestników. We kolejnych "rundach" pełno było znakomitych i niesamowicie pomysłowych tekstów - myślę, że obu Autorom było naprawdę trudno wybrać te najlepsze.

Mam wielką nadzieję, że podobne konkursy się jeszcze nieraz na GOLu pojawią. Wkrótce zresztą okazja najlepsza z możliwych. Może przy okazji Dzikiego Gonu udałoby się zorganizować podobną zabawę z p. Andrzejem Sapkowskim jako jurorem-autorem?

@shiza100
Według mojej (nazwijmy to z przytupem :)) wizji Strażnik nie miał być związany z Pustką. To raczej taka potężna, przedwieczna istota, mroczna, ale będącą ponad podziałami dobro-zło. Trochę klasycznego fantasy, trochę "Dziecka Rosemary", trochę "Historii Lisey" Kinga ;)
A co do braku snów u krasnoludów, to jakoś nie kojarzę takiego wątku? To było w grze czy w książkach ze świata DA?

@w.chmielarz
Dziękuję za analizę, uwagi oraz włączenie do grona wyróżnionych. Co do królowej, to miałem wstępnie koncepcje, żeby jej postać byłą przeciwwagą dla knowań Harrowmonta, ale żeby to wszystko jakoś zgrabnie poukładać potrzebowałbym pewnie dalsze 1000-1500 znaków. Jak się zaczyna pisać, to te regulaminowe 3 tys. wydaje się dużą ilością, ale potem jedno zdanie za drugim, tu korekta, tam poprawka, a tu jeszcze fajne zdanie do wstawienia etc. i wychodzi 4 albo 5 tysięcy ;) No i trzeba kasować.

03.11.2014 20:27
odpowiedz
YtseMan
8

Cała trójka odwróciła się gwałtownie w jej stronę, starając się jednocześnie nie tracić
z oczu bestii. Gęstą atmosferę w końcu przecięło pytanie, które wydusiła z siebie Bella,
a które kołatało się w głowach całej trójki:
- Jak... jak to możliwe?
- Ty, zdaje się, jesteś magiem, więc pewnie miałbyś kilka pomysłów - odpowiedziała Gada
uważnie spoglądając na Marena. Słowo "mag" wykrzywiło jej usta, jakby właśnie ktoś
wepchnął jej w usta cytrynę.
- To nie najlepsza pora na egzaminy - odparł czarodziej oschle - Ale... Możliwa jest
zmiana kształtu. Albo odpowiednie zaklęcie. Albo, jeśli on jest tym, czym myślę -
pojawił ci się we śnie.
Oghrenowi i Belli od razu coś w tym zdaniu nie pasowało, choć przez chwilę nie wiedzieli
co. Dopiero po kilku sekundach do nich dotarło - powiedział "on", zamiast "to".
Gada skinęła głową:
- Tak, to był sen. Oczywiście wyglądał w nim inaczej niż w rzeczywistości. Choć i tak
czułam w nim jakiś mrok, obcość, coś niekrasnoludzkiego... Potem przez kilka dni było ze mną fatalnie, a sen ciągle do mnie powracał, ale potem poczułam się oczyszczona i przestałam w ogóle o nim myśleć. Dopiero po miesiącu zauważyłam, że jestem w ciąży, choć nie miałam prawa być. Bałam się zwrócić do kogokolwiek z rodziny. Pomógł mi dopiero mój dobry przyjaciel, Sevran. Znasz go, magu?
- Bardzo nieprzystępny człowiek, ale wybitny czarodziej.
- Wybitny - przytaknęła Gada. - Odszukał w swojej bibliotece księgę "Dziecko Ścieżek".
Wszystko się zgadzało. W szczególności fragment, który mówił o tym, że on, nazwany tam
Strażnikiem Ścieżek - skinęła głową na stwora, który bezgłośnie i niemal bez ruchu
przysłuchiwał się ich rozmowie - może mieć... hmm... dostęp tylko do osób, które wyrażą
na to zgodę, wypowiadając pół-życzenie, pół-zaklęcie oraz podzielą się z nim krwią.
Wtedy uświadomiłam sobie, że kilka dni przed koszmarnym nie-snem poproszono mnie o
złożenie przysięgi wierności, którą miałam potwierdzić kilkoma kroplami swojej krwi oraz
wypowiedzeniem paru tajemniczych słów...
- Harrowmont... A to menda - wycedził Oghren.
- A któż by inny? - roześmiała się cynicznie Gada. - Przecież niedawno przegrał walkę o
koronę z Bhelenem i stracił większość swoich wpływów? A po co? Oczywiście dla pieniędzy
i władzy! Strażnik Ścieżek żyje tysiące lat, zna drogi do thaigów, o których mówi się
już tylko w legendach, i do takich o których już całkiem zapomniano. A te thaigi
istnieją i kryją niewyobrażalne bogactwa. Harrowmont za pomocą mego dziecka - głos Gady
załamał się na moment, z jej gardła wyrwało się echo szlochu, ale szybko się opanowała -
chce zyskać kontrolę nad Strażnikiem. Uciekłam mu, by odnaleźć go pierwsza - może da mi
spokój, gdy oddam mu potomka...
Przerwała, bo stwór poruszył się lekko, zwracając łeb w stronę korytarza z którego
wyszli. Gada spojrzała na niego, po czym powiedziała:
- Nie tylko was poszczuł na mnie Harrowmont. Zbliżają się następni.
Stwór podniósł łapę i wykonał drobny ruch, jakby odganiał od siebie muchę. Niebieskawa
poświata wokół jego palców na moment stała się oślepiająco jaskrawa, niemalże biała.
Korytarz za nimi zamknął się z cichym mlaśnięciem, ale nie tak, jak przemieściłyby się
kamienie, ale jakby poruszyły się jakieś ukryte pod skałami mięśnie. W tej samej chwili
po przeciwnej stronie otworzył się inny korytarz, którego przed momentem nie było.
Gada zrobiła dwa kroki w jego stronę:
- To ich spowolni, ale jeśli mają ze sobą maga, to pewnie znajdą inną drogę i dalej będą
nas ścigać. Decydujcie...

03.11.2014 19:12
odpowiedz
YtseMan
8

Dziękuję za wyróżnienie i miłe słowa od p. Wojciecha. Rozumiem, że teraz czekam na kontakt mailowy z dalszymi instrukcjami? :)

27.10.2014 17:55
odpowiedz
YtseMan
8

Krasnolud smętnie pokiwał głową, bo zdał sobie z tego sprawę już dobrą chwilę temu, gdy tylko posoka pomiotów przestała na nich bryzgać. Pozostało mu mieć nadzieję, że Gada przeżyje, bo jeśli nie, to konsekwencje mogły być dla niego bardzo nieciekawe.
- Trzeba zmontować jakieś nosze - zarządziła Bella. I dodała nieco zbolałym głosem: - Ona szczupła nie jest. Plus zbroja. Trzeba będzie ją ciągnąć na zmianę.
Maren uśmiechnął się pod nosem:
- Mam inną propozycję. O ile was nie przerazi. Jak wspomniałem nie jestem uzdrowicielem, ale może TO będzie pomocne...
Podniósł wysoko dłonie i wykonał nimi skomplikowany, ale płynny gest. Powietrze wokół zachrzęściło i rozległo się cichy łoskot, jakby dobiegające z bardzo daleka echo burzowego grzmotu. Ziemia przed Marenem rozbłysła na moment, a gdy wszystko ucichło, a światło zamarło i ponownie spojrzeli w to miejsce, cała trójka jak na komendę cofnęła się o dwa kroki. Przed nimi stał wielki, owłosiony pająk-gigant, w nienaturalnym, jaskrawozielonym kolorze. Rozglądał się powoli wokół, nieśpiesznie poruszając szczękoczułkami.
Maren był wyraźnie rozbawiony ich reakcją i niespecjalnie się z tym krył:
- Spokojnie. To mój twór i całkowicie mi posłuszny. Wystarczy wrzucić na niego Gadę. Nawet jak nie lubi pająków, to przecież jest bez znaczenia, bo jest nieprzytomna. A jakby się obudziła, to też się od razu nie przestraszy, bo będzie jej miło i miękko - przecież widzicie, jaki jest włochaty - mag zachichotał złośliwie, jako jedyny rozbawiony własnym dowcipem.
Pozostała trójka spojrzała po sobie.
- Niespecjalnie mi się to podoba - Bella była wyraźnie poirytowana, przez co jej ciężki akcent niemal ciął słowa na sylaby. - ale rozwiązanie jest praktyczne. Jeśli zajmiemy się taszczeniem jej na noszach, to będziemy się przemieszczać znacznie wolniej, a nasze zmęczenie będzie rosło. A nie wiemy jak głęboko będziemy musieli zejść, zanim odnajdziemy drogę na powierzchnię. I co spotkamy w trakcie podróży. Niech tak będzie - skinęła głową.
Maren usiadł na płaskim jak stołek kamieniu i z założonymi rękami oraz uśmiechem przylepionym do twarzy obserwował jak pozostali przygotowują konstrukcję, którą założono na stojącego bez ruchu pająka. Następnie delikatnie położyli na niej Gadę. Wtedy Maren podszedł do niej i raz jeszcze spod jego dłoni wydobyło się delikatnie niebieskie światło, w dziwny sposób rozsiewające wokół uczucie spokoju i bezpieczeństwa. Potem położył dłonie na ośmionożnym monstrum i wyszeptał kilka słów. Wściekle pulsujące zielone fale przemknęły z jego rąk do pajęczego głowotułowia.
Uprzedzając pytania towarzyszy mag wyjaśnił:
- Teraz nie tylko będzie ją niósł, ale i jej bronił. Bronił za wszelką cenę.
Jakby chcąc potwierdzić słowa swojego stwórcy, zielony stwór zatrzepotał nogogłaszczkami, co spowodowało, że Oghren, Alara i Bella poczuli jakby całe armie jego malutkich kuzynów urządziły gonitwę po ich plecach i karkach. Chcąc rozluźnić nieco atmosferę i odpędzić niemiłe skojarzenia krasnolud sięgnął po zasoby swojego rubasznego, choć niestety nie zawsze błyskotliwego, humoru:
- Tak, tak. Włochaty pająk odda życie za drogocenną Gadę i może dostanie nawet medal.
Spojrzał z nadzieją na Alarę, ale widać nawet ją niespecjalnie to ubawiło, bo tylko uśmiechnęła się krzywo.
Maren popatrzył gdzieś w ciemny korytarz, który mieli przed sobą.
- To nie żyje, więc życia oddać nie może. Ale istnieje i dopóki nie zostanie unicestwione, będzie broniło Gady. Nie tylko przed pomiotami. Także przed nami...

18.10.2014 22:31
odpowiedz
YtseMan
8

Dlatego też bacznie rozglądałem się dokoła, a moją koncentrację jeszcze wzmagała z trudem tłumiona wściekłość. Choć przyznam, że nie wiedziałem na kogo wściekam się najbardziej: na moją Felsi, syna Odhrona czy na siebie samego. Przecież po pokonaniu Plagi mogłem wieść spokojne życie u boku żony i patrzeć jak mój syn rośnie. No, może od czasu do czasu wyskoczyłbym do karczmy Rodinga, który potrafił sobie znamy sposobami zdobyć co lepsze trunki, a kilka razy piłem u niego nawet Wyjątkowy Napitek Wilhelma, ale poza tym nic, tylko zwykłe, spokojne życie, które przecież należało mi się jak mało któremu krasnoludowi.
Ale nie, to oczywiście byłoby dla mnie zbyt proste, zbyt spokojne i nudne. Durny Oghren musiał dołączyć do Szarych Strażników i dalej uganiać się za pomiotami, hurlokami i temu podobnym plugastwem. I zanim się obejrzałem mój syn dorósł, a że nie było w pobliżu mojej twardej ręki, to oczywiście im robił się starszy, tym... Cóż, tym bardziej przypominał swojego ojca.
No i pewnego pięknego dnia, jak gdyby nigdy nic, Odhron powiedział, że wybiera się do Ścieżek, by odszukać mityczny Thaig High-Mona, o którego bogactwie i tragicznym końcu mówiono nawet w pieśniach. Oczywiście ja zacząłem wrzeszczeć, Felsi darła się jeszcze głośniej, a ten cymbał stoi i się uśmiecha. Po czym stwierdza, że on się już dogadał, umowę podpisał, więc iść musi i nic się nie da zrobić.
Albo inaczej: można było zrobić już tylko jedno. Dołączyłem do tej samobójczej wyprawy, by mieć hultaja na oku i strzec go - jak kilka razy dobitnie powiedziała Felsi - za wszelką cenę.
I oto od 5 dni jesteśmy na Głębokich Ścieżkach: ja, Odhron oraz pięciu innych, podobnych do niego ledwie 30-letnich dzieciaków, którzy wymyślili sobie przejść do legendy.
No i jest jeszcze Varric z Kirkwall. Och, jak ja nie cierpię tego typa!
Wiem wprawdzie, że ja też bywam nieco zadufany, lubię słuchać swojego głosu, a nieraz i fakty w opowieści zdarza mi się nieco ubarwić. Ale gdzie mi tam do Tego z Kitką. Gęba mu się nie zamyka. Cały czas tylko: byłem tu, byłem tam, z tym wieczerzałem, a z tamtym się pobiłem. I dalej: jestem największym przyjacielem Hawke'a, bohatera z Miasta Kajdan; znam Fenrisa, niewolnika, który został bohaterem i Izabelę, najsłynniejszą przemytniczkę w Imperium Tevinter...
Pchch... Niektórzy znali i Pogromcę Plagi, i Stena, i Loghaina, a nawet samego Alistaira, zanim jeszcze został królem, ale wcale nie uważają za konieczne przypominać wszystkim o tym osiemnaście razy dziennie.
I jeszcze ta jego zakichana Bianka. Tego Bianka pocałowała, tamtego Bianka przywitała, a jeszcze innego ułożyła do snu. Noż przecież ona zabójcze bełty wypuszcza, to gdzie tu przywitanie, gdzie pocałunek? Śmiertelna broń, a nie środek na dobry sen. Zresztą on taki dumny z tej Bianki, a ja przecież widziałem kusze i groźniejsze, i ładniejsze, i piękniej nazwane. Jak choćby Tallia i Patrice, którymi wywijali bracia z Brenvinu.
Wracając do naszej wyprawy: nasza Parszywa Ósemka schodziła coraz głębiej i oto zbliżaliśmy się do rejonów, których nie znał nikt z nas. Pozostawało zdać się na mapę, którą za ciężko zarobione pieniądze kupił mój syn i jego przyjaciele...

06.10.2014 23:13
odpowiedz
YtseMan
8

Dopiero teraz dostrzegłem, że nie mogę drugi raz zamieścić poprawionej propozycji (konwersacja między sebogothic oraz Suomi). Stąd edytowałem pierwszy post (#515), a ten zdublowany (#519) skasowałem. Mam nadzieję, że nie będzie problemu.

06.10.2014 18:45
odpowiedz
YtseMan
8

(skasowany - zamiast tego edycja zgłoszenia #515)

06.10.2014 18:15
odpowiedz
YtseMan
8

Jeszcze dwie luźne uwagi.
Czy dałoby radę po każdym etapie konkursu wrzucić informację, które prace zostały przekazane p. Annie , a które nie i dlaczego (tylko hasłowo, w stylu “zbyt dużo znaków”, “niezgodność z wcześniejszą fabułą”, “użytkownik poniżej 18 lat”, “brak oznaczenia “biorę udział w konkursach”” itp.).
I jeszcze jedno: może przy okazji kolejnych etapów/konkursów warto byłoby sprecyzować w jaki sposób sprawdzać ilość znaków. Ja sprawdzałem na kilka sposobów i za każdym razem miałem inny wynik (Open Office, Word, patrzyłem też na kilku stronach zliczających ilość znaków) ;)

06.10.2014 17:48
odpowiedz
YtseMan
8

- A my – Byk popatrzył na mnie posępnie – nic nie wiedzieliśmy i nie mogliśmy was powstrzymać. Zresztą i tak bym tego nie zrobił - dodał po krótkim wahaniu - Czułem, że jeśli doprowadzę to do końca, to Ben-Hassrath pozwolą mi wrócić na moją wyspę zamiast zmuszać mnie do pracy tutaj, z osobami takimi jak wy. Bez urazy - zakończył z nieprzyjemnym grymasem na twarzy. Niektórzy zdecydowanie nie powinny się uśmiechać.
- Bartrand. Mój brat. Znacie tą historię. - podniosłem głowę, mając nadzieję, że nie da się na niej tak łatwo odczytać bólu, który przeszywał mnie jak rozgrzana włócznia, gdy tylko doganiało mnie to wspomnienie. - Cały czas miałem wrażenie, że jest gdzieś obok mnie. Gdy nie widzieliście, nieraz odruchowo chwytałem Biankę - parsknąłem.
- Zagrała naszymi demonami przeciwko nam - powiedziała Morrigan ze wzrokiem zapatrzonym gdzieś w ciemność. “Gdzieś w tych cieniach znów widzi Flemeth.” - pomyślałem.
Cisza, która zapadła była z rodzaju tych, które potrafią stępić najostrzejszą broń i najmocniejsze charaktery. Ale nie mogłem dopuścić do tego, by dopadło nas zniechęcenie, czy wręcz zaczątki strachu. Mocniej zacisnąłem palce na Biance i wstałem.
Miałem już tego wszystkiego serdecznie dość. Dość tułania się po bagnie, wilgoci, trujących oparów wyciskających łzy z oczu. Dość podmokłej ziemi, której miękkość nieustannie przypominała nam, że wszystko wokół jest zdradzieckim bagnem. Dość ciszy, która zalegała wokół nas. Braku ochoty na przerywanie jej głośnym śmiechem i rozmowami, jak to miało miejsce na początku wyprawy.
Chciałem, żeby wreszcie ta historia znalazła rozstrzygnięcie.
- Wiecie, że zwykle lubię słuchać swojego głosu - moje słowa bardziej niżbym chciał były przesycone zmęczeniem. - Ale tym razem… Po prostu chodźmy i dokończmy to. Zapłaciliśmy już temu demonowi daninę z trupów. Zapłaciliśmy Bagnom. Słono. Więcej niż ktokolwiek z nas mógł przypuszczać. Pora na odebranie długu.
“W taki lub inny sposób. Śmierć lub chwała i zimny napitek w karczmie”. To dodałem już w myślach, choć byłem pewien, że moi towarzysze wiedzieli co kryje się w mojej głowie. Bo ja dokładnie wiedziałem, co czaiło się w ich duszach. Widziałem to w ich twarzach, po których tańczyło światło księżyca przebijające się z trudem przez mgłę i schorowane drzewa Mokradła. W zaciśniętych jak imadło szczękach Byka, w pełnych skupienia oczach Morrigan, nawet w determinacji umęczonego i na wpół żywego Blackwalla.
Spojrzałem na Inkwizytorkę, której obecność miała być naszym największym atutem, a stała się największym ciężarem. I właśnie gdy po raz setny zastanawiałem się, co mamy z nią zrobić, młoda kobieta otworzyła oczy. Płynnym ruchem podniosła się, tak, jakby po prostu wstała po poobiedniej drzemce, a nie po kilkudniowym zawieszeniu między tym światem, a Pustką. Moje serce zgubiło dwa uderzenia, w czasie których nie byłem pewny czy nas nie zaatakuje. Ale ona odezwała się cichym głosem, który miał w sobie głębię i mądrość godny osoby dwukrotnie od niej starszej. A to co powiedziała, świadczyło, że słyszała wszystko, co mówiliśmy.
- Macie racje. Mnie też przyciągnęła do siebie wykorzystując… moją przeszłość. Chcę ją dopaść, podobnie jak wy. Ale cokolwiek zrobimy, musimy pamiętać, że ona też chce, abyśmy do niej przyszli. Będzie przygotowana i sądzi, że my zupełnie nie wiemy czego się spodziewać. Ale przekona się, jak bardzo się myli...

27.09.2014 22:13
odpowiedz
YtseMan
8

Macki trujących oparów znów zaczęły wypełzać spomiędzy drzew. Czarodziejka wykonała płynny ruch dłonią i wyszeptała zaklęcie, ale nie przyniosło to oczekiwanego efektu. Wręcz przeciwnie - mgła zaczęła gęstnieć i poczułem jak jej chłodne, piekące paluchy zaczynają wciskać się pod moje ubranie. Morrigan już nie szeptała, zaczęła wykrzykiwać inkantacje, ale to także nic nie dało.
- Patrzcie! - Byk wskazał na Blackwalla. Strażnik już nie leżał na ziemi, tylko unosił się nad nią na wysokości jakiś dwóch stóp. Na przemian szarpał się i nieruchomiał. Opary opatuliły go jak kokon - były gęste jak mleko, falowały i błyskały mroczną zielenią.
- Już po nim - stwierdziła Morrigan cicho - Załatw to.
Podobnie jak przed chwilą Byk, ona także niby nie mówiła do nikogo konkretnego, ale wiedziałem, że zwraca się do mnie.
- Nie. Nie mógłbym. - zaprotestowałem niezdecydowanie, bo wiedziałem, że ma rację - Jeśli chcesz, to sama się zajmij... tym...
Morrigan spojrzała na swoje dłonie, wokół których jeszcze można było dostrzec drżenie powietrza - skutek rzuconych przed chwilą zaklęć. Po raz kolejny w ciągu ostatnich dni dostrzegłem w jej oczach cień zawahania.
- Nie mogę. Złożyłam obietnicę. Poza tym na pewno wolałby, żebyś to był ty - wiesz dobrze, jakiego był zdania o czarodziejach i najemnikach.
Znów przyznałem jej w duchu rację, a ona podeszła do Żelaznego Byka oraz jego szarżowników i razem oddalili się o kilka stóp. Chcieli dać mi nieco prywatności i spokoju. Doceniłem to - przecięcie czyjejś nici życia nie jest łatwe. Z drugiej strony niejeden nazwałby to aktem łaski. Poza tym nie robiłem tego pierwszy raz w życiu, choć tego nie mogli wiedzieć. Szybkim ruchem wyciągnąłem sztylet i wypowiedziałem przysięgę, którą składają wszyscy Szarzy Strażnicy. Zrobiłem to niemal bezgłośnie - nie chciałem, żeby wydało się, że znam jej słowa.
- … A jeśli zginiesz, wiedz, że twoja ofiara nie będzie zapomniana. I że pewnego dnia, podążymy za tobą...
Gdy wbiłem ostrze w serce Blackwalla ten nawet nie jęknął. Krwi pojawiło się tyle, co w naparstku. Przez moment dostrzegłem tylko w jego oczach coś więcej niż pustkę. Ulgę. A potem już nic.
Mgła nagle ustąpiła. Jej oślizgłe macki przestały wdzierać się pod ubranie, do ust, gryźć w oczy.
I w tym samym momencie leżąca na noszach Inkwizytorka podniosła się gwałtownie, chwytając powietrze z łapczywością niedoszłego topielca. Morrigan wyciągnęła mały flakonik i podała go Inkwizytorce, ale ta pokręciła głową.
- Nie. Nie chce. Muszę. Myśleć. Jasno. - każde jej słowo było przesycone bólem. Wzdrygała się też co chwilę, jakby jej ciało przyjmowało uderzenia jakiegoś niewidocznego bicza. - Pustka. Mnie. Prawie. Pochłonęła. Ale w jakiś. Sposób. Obroniłam się. - stopniowo jej mowa odzyskiwała normalny rytm. - Pomioty znalazły więc drogę do Blackwalla. Chciały mnie dostać w inny sposób. Nie mogłam się obudzić...
Nie wiem czy była to gra świateł czy w jej oku zalśniła łza. Spojrzała na ciało Strażnika.
- To przeze mnie zginął. Przykro mi.
Wiedziałem, że Inkwizytorzy nie okazywali emocji. Ani nie przepraszali. Nie uszło też mojej uwadze krótkie spojrzenie, jakie wymienili ze sobą Morrigan i Byk. Zrozumiałem, czemu byli wobec niej tak zaskakująco opiekuńczy. Po prostu w przeciwieństwie do mnie wiedzieli kim była.

20.09.2014 22:19
odpowiedz
YtseMan
8

Ale z tego popiołu czasami wynurzał się ktoś żywy, kto nie zamierzał nas ani obrzucać obelgami, ani słać błogosławieństw.
- Ożesz... - chciałem zakląć, ale zmełłem przekleństwo w ustach, pamiętając kto stoi za moimi plecami. Dla Leliany, zwanej Świętą, nawet powiedzenie "kij ci w oko" domagało się spowiedzi, a szlachetność, honor oraz czystość tak ciała, jak duszy stawiała ponad wszystko.
- Nie kląć trzeba, tylko się skupić - powiedziała cicho - inaczej marny nasz los.
Nie spodziewaliśmy, że kogoś możemy tu spotkać, a tym bardziej, że ten ktoś może nas zaatakować. Dwójka ludzi na trakcie to czasem smaczny kąsek dla panoszących się rabusiów, ale dwójka ludzi w pełnych zbrojach, naznaczonych przez Inkwizycję, to całkiem inna historia.
Ale im gorsze były czasy, tym ludzie bardziej zdesperowani i tym chętniej stawiają wszystko na jedną kartę. Tak też rzecz się miała w przypadku tych dwunastu wieśniaków, którzy wyskoczyli spomiędzy drzew i wygrażając widłami, cepami oraz młotami kowalskimi, zażądali oddania wszystkiego co mamy. Nie było tego wprawdzie wiele, ale i tak nasze zbroje, broń i to co mieliśmy w niewielkich sakiewkach mogło ich wyżywić przez miesiąc. Stąd po naszej odmowie, przeszli od pogróżek do czynów.
Wieśniak z widłami to żaden przeciwnik dla doświadczonych zbrojnych - czterech z dwunastu już zresztą leżało rozbrojonych lub martwych pod naszymi nogami - ale przy takiej przewadze liczebnej wystarczyła jedna spóźniona parada, jeden źle wyliczony unik i mogło być po wszystkim.
- Szkoda, że nie ma tu z nami Morrigan - powiedziała cicho Leliana, a ja pomrukiem przyznałem jej rację. Nasza czarodziejka nie była najlepsza w przyjmowaniu obelg, a podpaść jej było niezdrowo, ale w końcu trafiła kosa na kamień. Tamta wredna wiedźma w jednej chwili była piękną i młodą kobietą, ale gdy Morrigan zaczęła sobie poczynać zbyt hardo, zmieniła się w... cóż, we wredną wiedźmę właśnie. Pstryknęła palcami i Morrigan zniknęła. Potem starucha obiecała nam, że wkrótce zwróci nam towarzyszkę i kazała nam zmiatać ze swojej doliny.
A teraz staliśmy tutaj - dwójka przeciwko ósemce wygłodzonych i zdeterminowanych chłopów.
Nagle niebo pociemniało, a za wieśniakami stojącymi po naszej prawej stronie coś stuknęło, coś zaszeleściło i przemknął jakiś cień. Jeden chłop wrzasnął i upadł, a drugi zaczął się powoli cofać i krzyczeć: "Diabeł! Rogaty diabeł!", a trzeci gapił się tylko w ciemność za sobą. Napastników z lewej strony też zamurowało i stali tylko jak słupy soli, nie bardzo wiedząc co robić. Cień pomknął w ich kierunku i ja wyraźnie zobaczyłem, że cokolwiek to jest, to faktycznie ma rogi. Mgnienie oka później dziabnęły one w udo kolejnego napastnika, a następny wystękał tylko: "Siła nieczysta! Ratujcie się!" i zabrał nogi za pas. Wkrótce wszyscy poszli w jego ślady i zostaliśmy sami.
Po krótkiej chwili spomiędzy drzew nieśpiesznie wylazła czarna jak noc koza. Szła jakoś nie po koziemu - z gracją i lekkością - a jej pysk zdecydowanie kogoś mi przypominał.
Ale to przecież niemożliwe...
- Meee... Meee... Meeerigaaan - wybeczała zamieniona w kozę Morrigan.
- Ożesz... - zacząłem i ugryzłem się w język, nie chcąc urazić delikatnych uszu Leliany.
Ku mojemu jeszcze większemu zaskoczeniu, tym razem to ona soczyście zaklęła.

19.09.2014 19:27
odpowiedz
YtseMan
8

Moja propozycja ;)

02.07.2012 13:32
odpowiedz
YtseMan
8

Gratuluję zwycięzcom!
Mnie niestety "załatwili" Polacy i Holendrzy, których wyniki wtopiłem w całości. Gdybym trafił połowę z tych meczy, to byłbym na szpicy, ale i tak 29 punktów to dobry wynik. Tak czy inaczej - zabawa świetna - liczę, że na MŚ będzie podobna ;) Z 53. miejsca dobrze się atakuje ;D

28.03.2012 14:10
odpowiedz
YtseMan
8

Mój typ:
MILAN 1:3 BARCELONA (w tym dwa gole Messiego ;) )

28.03.2012 09:49
odpowiedz
YtseMan
8

Bezi2598, proszę przytemperuj język, bo bardzo nie lubię jak ktoś mi zarzuca nieuczciwość.
Gdzie tu widzisz oszustwo? Gry-online czytuję często, ale nigdy nie widziałem potrzeby, aby się logować. Trafiłem na info o konkursie, uznałem, że bardzo fajny pomysł. Założyłem więc konto i wysłałem swoją propozycję.

23.03.2012 08:21
odpowiedz
YtseMan
8

Żniwiarze to pestka w porównaniu z fochami Krystyny Ronaldo lub "suszarką" sir Alexa Fergusona ;)

To mówiłem ja - Wayne Rooney.

:)