Forum Gry Hobby Sprzęt Rozmawiamy Archiwum Regulamin
Forum

Velianov ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

11.01.2018 21:53
odpowiedz
Velianov
7

CES 2117, największe targi technologii konsumenckiej we Wszechświecie. Po piętnastu latach organizowania ich na Marsie wróciły na Ziemię.
Ogrom konferencji, pokazów, testów itp. potrafił przytłoczyć każdego. Dziennikarz Spector Gir sam nie wiedział już na co konkretnie czeka, siedząc na krześle w jednej z największych hal targów. Pozostali dziennikarze i entuzjaści technologii siadali obok niego. Z ich rozmów wywnioskował, że pokaz odbędzie się za chwilę.
Gdy hala się zapełniła, nie trzeba było długo czekać, aż na scenę wejdzie CEO. Po siwiźnie można było zgadywać, że ma już co najmniej pięćdziesiątkę, ale poruszał się żwawo jak dwudziestolatek.
— Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałby fotel dla graczy przyszłości? — zaczął swój występ. Jego radiowy głos robił znakomite wrażenie, które było jeszcze potęgowane przez świetne głośniki w każdym kącie hali. — Ja się nie zastanawiałem — przyznał rozbrajająco. — Mnie bardziej interesowało, jak fotel dla graczy może wyglądać teraz. I mówiąc „fotel” mam na myśli wyłącznie fotel. Bez zamontowanej w nim tony sprzętu. Fotel — powtórzył dobitnie i wskazał ręką za kulisy.
Ludzie w pierwszych rzędach aż wstali i się wychylali, by zobaczyć jak najszybciej, to co wyjechało po kilku sekundach na scenę.
CEO obszedł najnowszy fotel dla graczy wyprodukowany przez jego firmę i wskazując poszczególne elementy, zaczął je opisywać.
— Wszystkie rozwiązania są tutaj, może i staroświeckie, ale pierwszy raz doprowadzone do perfekcji. Weźmy na przykład kółka. Po dziesięciu latach będą tak samo dobrze się kręcić, co w dniu, w którym fotel opuścił fabrykę. Tapicerka wykonana z poliskóry będzie wciąż miła w dotyku, a nie podniszczona i nierówna. Jej wypełnienie wciąż będzie bardzo wygodne. Chłodzenie i ogrzewanie siedzenia będzie cały czas całkowicie bezgłośne. Nie zastąpi ono ogrzewania całego pokoju albo i mieszkania jak w innych fotelach, ale nie po to jest fotel, przypominam. Bezprzewodowa łączność z komputerem jest zapewniona dzięki kilku różnym metodom. — Na wielkim ekranie hali wyświetlono odpowiednie logotypy standardów komunikacyjnych. — W razie czego zostaje jeszcze połączenie kablowe. Ten fotel nie ma wbudowanej SI. To wy nim zarządzacie, a nie programik. Przyszedł taki czas, że innowacją jest zwykła optymalizacja. Era rozbuchanych – drogich sprzętów się skończyła.

15.11.2017 20:47
odpowiedz
Velianov
7

— Meinardzie! — zawołał jeden z rycerzy zakonnych, przekrzykując ogień bitwy.
Wielki pruski wojownik w zbroi płytowej z herbem Schlochau nie usłyszał jednak wołania. Dopiero gdy zakonnik chwycił go za ramię, zareagował.
— Czego chcesz, Godfrydzie?! — zapytał Meinard. Jego długa czarna broda z dwoma siwymi pasmami oraz szeroka włócznia, której grot był już cały czerwony od krwi potrafiły prawdziwie przerazić nawet tych, którzy walczyli po jego stronie.
— Twój syn, Arnd von Baden ubity.
Dla starego Asasyna był to cios silniejszy niż wszystkie poprzednie w tej bitwie razem wzięte. Meinard zastygł na moment. Zdołał tylko wymówić jedno słowo.
— Kto?
— Zawissius Niger.
Nagły zryw ogromnego rycerza nie zdziwił Godfryda. Patrzył na biegnącego w morderczym szale Meinarda, przedzierającego się przez zastępy wrogów, by znaleźć tego właściwego. Dokładnie tak, jak było w planie.
Templariuszom nie podobała się wojna między Polską a Zakonem Krzyżackim. Zbyt wiele pieniędzy została na nią wyprowadzonych z Italii. Wielki Mistrz postanowił ją zakończyć i wybrał Krzyżaków na przegranych. Przy okazji chciał także pozbyć się kilku niewygodnych osób, w tym Zawiszę Czarnego, który potajemnie sprzyjał sprawie Jana Husa. Pomysł, by wykorzystać do tego Asasyna niezwykle przypadł mu do gustu. Jeśli Godfrydowi się uda, na pewno czeka go intratne stanowisko.
Polscy i litewscy żołnierze usuwali się wściekłemu Meinardowi z drogi. Ci rycerze, którzy chcieli z nim stawać do pojedynku także odstępowali, gdy tylko słyszeli od niego „Sulima”. W końcu pojawił się ten, który posługiwał się tym herbem.
Zawisza był niższy niż Meinard. Nie miał zarostu na twarzy, a jego włosy na głowie były obcięte bardzo krótko. Z daleka można by go pomylić z chłopcem w czarnej zbroi. Ale z bliska każdy zrozumie, że nie jest to ktoś, kogo można zlekceważyć. Każdy jego ruch miał swój cel, a wzrok był skupiony tylko na wrogu. Jego miecz był już wyszczerbiony, a tarcza miała więcej niż kilka wgnieceń. Ale za to na pancerzu nie było nawet najmniejszej rysy. To czegoś dowodzi.
Włócznia Meinarda poszła w ruch jako pierwsza. Jej zasięg dawał przewagę właścicielowi nad Zawiszą. Polski rycerz musiał zmniejszyć dystans, na co Prusak skrycie liczył. Zadał kilka pchnięć, by określić na jak wiele może sobie pozwolić w decydującym etapie walki. Te ciosy nie zostały jednak zablokowane, ale uniknięte. Zawisza był niesamowicie szybki jak na kogoś w pełnej płycie. Natarł na Prusaka, zasłaniając się tarczą i uderzył mieczem. Meinard cudem sparował atak włócznią i spostrzegł, że już teraz ma szansę.
Prusak zrobił to, czego nie spodziewałby się żaden rycerz – po prostu rzucił się na wroga. Włócznią trzymaną tylko w prawej dłoni zadał pozorowany atak, natomiast palcami lewej wykonał dziwny gest, po którym spod nadgarstka wysunęło się ostrze. Wystarczająco cienkie, by wbić się w jakąkolwiek szparę w pancerzu i wystarczająco długie, by dosięgnąć witalnych organów. Wzrok Meinarda skupił się na przerwie między naramiennikiem a kirysem. Za moment zabójcę jego syna spotka kara… Miażdżący chwyt Zawiszy odsunął jednak takie myśli. Lewa ręka Prusaka została wykręcona przez polskiego rycerza, który wcześniej puścił miecz, by obronić się przed ukrytym ostrzem. Następnie Polak puścił też tarczę, dobył sztyletu noszonego przy pasie i wbił go wrogowi w gardło.
Godfryd, który całą walkę obserwował z bezpiecznej odległości był niezadowolony. Właśnie stracił szansę na wyniesienie się z tej części Europy, a także dawnego przyjaciela, którym manipulował od wielu lat.

14.10.2016 23:43
odpowiedz
Velianov
7

Wirtualna. Rzeczywistość.
Wirtualna rzeczywistość.
Wirtualna rzeczywistość pewnie jest ciekawym i ekscytującym doświadczeniem. Piszę „pewnie”, bo jeszcze nie miałem z nią styczności. Nawet w formie Google Cardboard. Więc po co pisać o czymś, czego nie znam? Odpowiadam: nie ma po co. Napiszę o czymś, czego doświadczyłem. Pamiętam cut-scenkę z epizodu pierwszego do Half-Life’a 2, w której Dog wrzuca samochód z Alyx i Gordonem w środku z powrotem do Cytadeli. Auto efektownie zjeżdża po gruzach w środku budynku. To robiło wrażenie nawet na zwykłym monitorze. Przy tej scenie w VR starsze osoby mogłyby być bliżej zawału serca, niż kiedykolwiek. Wirtualna rzeczywistość otwiera nowe możliwości, ale przede wszystkim rozwija te stare. Założenie jest proste: jeszcze większa immersja niż wcześniej. Granie w VR w gry inne, niż FPP byłoby ograniczeniem jego potencjału. Nie ma sensu wymieniać konkretnych produkcji, które nadawałyby się. Pod tym względem żyjemy na dobrym świecie, takich gier jest dużo. Ich przeznaczenie jest jedne: dać nam inne od obecnego życie. VR nie jest celem, tylko drogą do jego osiągnięcia i już teraz mogę stwierdzić, że to bardzo fajna droga.

22.01.2016 20:12
odpowiedz
Velianov
7

1. Mass Effect: Andromeda, czyli kolejna część z niezwykle wciągającego kosmicznego uniwersum. Gdy ktoś mnie pyta: Star Trek czy Gwiezdne Wojny?, odpowiadam: Mass Effect. Trylogia Sheparda, mimo pewnej maniery, jaką mają wszystkie gry Bioware od czasów Jade Empire, uwiodła mnie i zabrała na długie wojaże i walki ze Żniwiarzami. Klimat, którzy stworzyli panie i panowie z Bioware jest praktycznie nie do podrobienia, więc na kolejną część czekam z niecierpliwością.

2. Mount & Blade 2: Bannerlod, czyli powrót najlepszego symulatora bitwy oraz bazy pod fanowskie modyfikacje, które nierzadko potrafią zaskoczyć. Ilość godzin zagranych w Warbanda sięga u mnie na Steamie 9 setek, co jest najlepszą rekomendacja, jak bardzo ta gra wciąga.

3. Dark Souls III, czyli #@%$^, znowu zginąłem! Bardzo lubię gry z zachodnim stylem graficznym robione przez japończyków, dlatego obok Dark Souls nie mogłem przejść obojętnie. Części pierwsza i druga to setki godzin szarpania nerwów poziomem trudności i kojenia ich satysfakcją z udanych walk oraz odkrywania kawałek po kawałku skrytej fabuły. Część trzecia oferować ma to samo, ale z kilkoma, mam nadzieję pozytywnymi zmianami, więc po prostu muszę w to zagrać.

22.01.2016 19:57
odpowiedz
Velianov
7

1. Ori and the Blind Forest, czyli Hayao Miyazaki ze studiem Ghibli na PC. Ori i Ślepy Las oraz jego niezwykle piękny i uroczy styl graficzny zdumiał mnie tak samo, jak Ruchomy Zamek Hauru bądź Spirited Away. W kilku momentach fabuły łzy same mi się pojawiały w oczach. Do tego muzyka godna największych nagród dla kompozytora. Według mnie to jest gra roku.

2. Wiedźmin 3: Dziki Gon, czyli jak dotąd najlepsza polska gra. O trzecim Wiedźminie powiedziano dużo, dlatego teraz ograniczę się do tego, że trochę irytuję myśl, że poprzedniczki tak bardzo odstają od trzeciej części (zwłaszcza jedynka).

3. Pillars of Eternity, czyli udany powrót oldschoolowych RPG, ale z kilkoma zmianami, które dostosowują ten gatunek do naszych czasów. Filary Wieczności potrafią wciągnąć każdego, nawet mnie, który Wrót Baldura, Doliny Lodowego Wichru i Fallouta nie przeszedł, bo się po prostu znudził przestarzałą mechaniką. Obsidian mógłby według mnie zmienić w swym najmłodszym dziecku jeszcze kilka rzeczy, by bardziej adaptować tą grę do naszych czasów, bo gdyby tak zrobił, to Wiedźmin 3 byłby u mnie na trzecim miejscu, a Pillarsy na drugim.

22.01.2016 19:04
odpowiedz
Velianov
7

Najlepsza gra z tych wychodzących w styczniu to oczywiście Dragon's Dogma. Grałem w to u przyjaciela na PS3 i zachwyciłem się zachodnim stylem graficznym w wykonaniu japończyków oraz świetną mechaniką gry. Dlatego z uśmiechem na ustach i duszy przyjąłem wiadomość o ogłoszeniu tej gry na PC (który posiadam, w przeciwieństwie do jakiejkolwiek konsoli). Dragon's Dogma często jest porównywane do serii Dark Souls/Dragon Souls, choć ja uważam, że porównanie tych gier jest zbędne. Wolę cieszyć się i tym i tym, bez niepotrzebnego myślenia, co jest lepsze, a co gorsze, gdyż i Dark Souls i Dragon's Dogma są bardzo dobre, z tą różnicą dla mnie, że obie na razie wydane części Dark Souls już przeszedłem, a Dragon's Dogma dopiero na przejście czeka.

post wyedytowany przez Velianov 2016-01-22 19:07:15
29.12.2014 18:09
odpowiedz
Velianov
7

Najbardziej czekam nie tylko w tym miesiącu, ale nawet ogólnie na Elite: Dangerous. Od wielu lat nie ma na rynku dobrego kosmicznego symulatora. X: Rebirth nie spełnił nawet najniższych oczekiwań. Elite: Dangerous według wszelkich zapowiedzi i opinii osób już w to grających będzie co najmniej wyśmienity. Dla mnie gra z otwartym światem i to z zawartością dodawaną i modyfikowaną przez graczy to przede wszystkim długie godziny znakomitej zabawy, a umieszczenie takiego sandbox'a w kosmosie to po prostu strzał w dziesiątkę. Nic, tylko grać w tą super grę i cieszyć się z tego.

23.10.2014 18:50
odpowiedz
Velianov
7

"Chwała niech będzie Sidowi Meier'owi, twórcy Cywilizacji, genialnemu projektantowi i wizjonerowi!" Tymi słowami powinna się zaczynać gra nacją gamerów, której przywódcą byłby oczywiście Sid Meier. Jestem ogromnym fanem serii Civilization (ilość godzin zagranych w piątą część za niedługo sięgnie trzystu na Steamie), a także kilku innych gier Sida, więc, gdy dowiedziałem się, że powstaje kolejna część mojej ulubionej strategii i to w klimatach kolonizacji kosmosu, to byłem wniebowzięty. Wszystkie informacje na temat Beyond Earth chłonąłem z zapartym tchem, ciesząc się, jak dziecko bo według wszelkich znaków na niebie i ziemi ta gra będzie znakomita. Będzie to po prostu must have dla wszystkich wielbicieli turowych strategii.

17.09.2014 18:18
odpowiedz
Velianov
7

Śródziemie: Cień Mordoru jest zdecydowanie najlepszą grą, która ma wyjść we wrześniu i to właśnie na nią czekam. Bogactwo świata wykreowanego przez J.R.R. Tolkien'a znakomicie daje się przenieść na gry wideo, o czym choćby świadczą bardzo dobre obie części Bitwy o Śródziemie, znakomity Władca Pierścieni: Powrót Króla (w którego od czasu do czasu grywam do dziś) i wydany niecałe trzy lata temu Władca Pierścieni: Wojna na Północy, ale jeszcze dotąd nie mieliśmy możliwości zagrania w tak rozbudowaną grę, jak Śródziemie: Cień Mordoru. O zaletach mechaniki, fabuły, systemu walki można pisać długo, a i tak skończy się na stwierdzeniu "trzeba w to zagrać". Gdy gra w końcu zostanie wydana i trafi jej egzemplarz do moich rąk, to coś mi się zdaje, że spędzę bardzo długie godziny "w krainie Mordor, gdzie zaległy cienie".

PS Jedyną moją obawą związaną z Cieniem Mordoru, jest to, czy polska wersja językowa będzie oparta na najbliższym oryginałowi tłumaczeniu "Władcy Pierścieni" autorstwa Marii Skibniewskiej.