Forum Gry Hobby Sprzęt Rozmawiamy Archiwum Regulamin
Forum

WerterPL ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

01.11.2017 12:47
WerterPL
67

futureman16 - wiesz, nie robiłbym problemu gdyby Nioh był grą stricte single-player bez połączenia z Internetem. Sam po przejściu jakiejś gry lubię czasem pobawić się trainerem. Ale niestety jako intensywnie aktywny gracz bitew klanowych jestem zawiedziony, że nie dotrzymali obietnicy o exclusivie na PS4. Teraz pojawia się oszuści nawalajacy sobie tonę chwały i zwyciężający swój obóz co tydzień, bez kiwnięcia palcem a uczciwi gracze jak zwykle jako jedyni ucierpią. Mam nadzieje, że PS4 i PC bedą mieć oddzielne serwery światowe.

01.11.2017 06:11
odpowiedz
3 odpowiedzi
WerterPL
67

Hurra, kolejna genialna gra zostanie zniszczona i zdominowana na serwerach przez głupie dzieci grające na trainerach i hackach, bo inaczej przejść jest dla nich za trudno i za długo...

12.09.2017 16:03
odpowiedz
1 odpowiedź
WerterPL
67

Na to czekałem całe życie. Tomb Raider 2 był moją pierwszą grą na PC i mam do tej gry ogromny sentyment. Znam na pamięć każdy dialog, lokację, nawet rozstawienie statuetek do zbierania. Nie mogę się doczekać zobaczyć odświeżonych Wenecji, Wraku Maria Dorii, Tybetu, klasztoru Barkhang czy wnętrza Świątyni Xian :) Oby to się udało. MUSI się udać! A twórcom za tak genialną rzecz dochody z remaku się po prostu należą! Już naprawdę te cholerne komerchy by sobie darowały te warunki o nie zarabianiu. Oni sami od jednego remaku nie zbiednieją, a sami już się nażarli z koryta. Fani robią remake z sercem, a oni tylko dla kasy, taka różnica.

post wyedytowany przez WerterPL 2017-09-12 16:04:35
11.09.2017 12:45
2
odpowiedz
WerterPL
67

inopaw - znając Cenege, to oleją sprawę.

PS: Oczekiwania na PS4 6/10 a na Xbox One 10/10 X-Gimbusiarnia z Polski w akcji.._

post wyedytowany przez WerterPL 2017-09-11 12:49:16
12.08.2017 09:21
odpowiedz
WerterPL
67
7.5

Moje odczucia po przejściu pierwszej części przygód Nathana Drake'a:

PLUSY

Gameplay - Bardzo przypadł mi do gustu rodzaj gameplay'u w tej grze. Kiedy zwiedzałem otwarte puszcze i zapomniane ruiny to czułem się jak Indiana Jones. Kiedy natomiast walczyłem wręcz i wykonywałem parkour, miałem wrażenie bycia niczym Jason Bourne. Genialne połączenie i bardzo dobre dla gry.

Nathan Drake - postać, z którą można się utożsamiać a o to właśnie chodzi. Lekki cwaniaczek, zawsze z poczuciem humoru, mający łeb na karku. Facet, który da się lubić. Dodatkowo głos Jarosława Boberka pasuje do niego idealnie.

Muzyka - Nieczęsto się na nią zwraca uwagę, ponieważ człowiek skupia się na akcji, ale jak już wpadła mi w ucho bardziej dynamiczna melodia, to na chwilę aż stawałem, aby posłuchać.

Grafika - Może modele postaci jakieś wybitne nie są, nawet jak na rok 2007, ale cała reszta zapiera dech w piersiach. Ciemne, mroczne ruiny, otwarte zielone puszcze z mokrymi liśćmi, płynące i pieniące się wodospady. Jest na czym zawiesić oko ;) Dodatkowo przy zbieraniu skarbów można je obracać i oglądać z każdej strony. Lubię takie drobiazgi, oj bardzo.

Fabuła - Tutaj zdanie jest podzielone, jednak były momenty, które sprawiły, że czułem się zaskoczony. Oczywiście przeważały akcje, które aż do bólu były przewidywalne (Elena na chwilę zostanie z tyłu? Ooo, no to na bank zaraz ktoś ją porwie), ale były też rzeczy, które mnie mocno zaskoczyły, więc za to plus.

MINUSY

Za dużo strzelania, za mało odkrywania - Uncharted to bardziej shooter niż przygodówka, ale aż tak nie miałem jeszcze nigdy. Więcej tu strzelania niż w trylogii Max Payne i to aż do przesytu. W pewnym momencie już miałem serdecznie dość, bo gdzie nie pójdziesz, to zaraz wyskakuje 10 chłopa i chcą cię zabić. To nadaje mnóstwo niedorzeczności. Mnóstwo! Odkryłeś tajne wejście do dawno zapomnianego miasta? Nieważne! Wróg już tam jest i to w setkach! Dotarł tam przed tobą, pomimo zapieczętowanego wejścia! No i główny czarny charakter. Po co kradnie skarby, skoro stać go na 30 tysięcy najemnych zbirów? Miałem wrażenie, że Nathan walczy przeciw całemu narodowi. To było już chore i wkurzające w pewnym momencie.

Sztuczna inteligencja i rodzaje wrogów - Nie istnieje SI. Wróg naciera na ciebie na Rambo, nawet jak siedzisz za sterami wieżyczki i właśnie ściąłeś jego 25 towarzyszy. No i rodzaje spotykanych wrogów. Naprawdę miałem dość pakowania po raz 70-ty kuli w łeb 50 Centa, albo kolesia z żółtą chustą na głowie i opaską zawsze na prawym oku. No i oczywiście zabijania całej setki czarnoskórych grubasów, którzy z logicznej racji posiadania więcej sadła od innych, przeżyją o 2 serie z karabinu więcej....

Bronie - Najgorsze w historii gier. Wróg czasami wytrzyma 3-4 headshooty z Kałasznikova. Granatnik? Zabije wroga, ale jeżeli ten oberwie bezpośrednio granatem. Strzelanie zwykle polega na oglądaniu jak wróg tańczy po strzale. Oczywiście co innego wróg, on zawsze i z każdej odległości cię trafi, nawet jak robisz unik z przewrotem.

Animacja - Naprawdę jest dziwaczna. W roku 2007 to jest po prostu niedopuszczalne, zważywszy na to, że już oryginalne Tomb Raidery od Core Design miały bardziej logiczną animację poruszania się. Nathan Drake biega jak jakaś pokraka i pierdoła w jednym, która w każdej chwili może się potknąć o sznurowadła i walczy z nimi non-stop. A wspinanie się po fragmentach muru, wywołało u mnie salwę śmiechu. Najzwinniejsza żaba świata. Szybkie hopki raz, dwa trzy. Nawet Sam Fisher i Ezio Auditore się tak szybko nie wspinali jak poszukiwacz skarbów.

Fabuła - Minusy też ma i to spore. Główny to mgiełka tajemnicy. Nic nie wiemy o Nathanie Drake'u z przeszłości, nie wiemy skąd zna poszczególne postacie, dlaczego pół świata strzela od razu na jego widok i skąd zawsze wiedzą gdzie jest. Nic nie wiemy. Trafiamy na moment, gdzie Nathan sam mówi, że musi przejść niezauważony? Eee tam, i tak zaraz potem zaczyna się strzelanina. A finałowa walka, to moim zdaniem szczyt frustracji przez naprawdę denne QTE. Zagadki są tak proste, że nie musiałem nawet włączać myślenia. Jakim cudem te skarby sprzed 400 lat zostały tam nieodkryte przez tyle lat?! Te zagadki by dziecko rozwiązało...

Długość - Gierka naprawdę krótka. Ledwo ją rozpocząłem, a tu się okazuje, że już 20% za mną.

Podsumowując oceniam na 7.5/10. Dobra przygoda, ale wcale nie taka rewelacyjna, jak mówią "rzetelni" recenzenci. Za największy minus uważam te notoryczne strzelaniny kosztem zagadek, które też są skrajnie proste. Mam nadzieję, że dwójka minimalizuje ilość strzelanin a bardziej skupia się na zagadkach, eksploracji i przygodzie.

28.07.2017 08:22
2
WerterPL
67

Fake czy nie fake, Rockstar prędzej czy później i tak wypuści GTA VI i wszyscy o tym wiemy. Ale ja osobiście wolałbym, żeby najpierw wydali Red Dead Redemption 2 a dopiero potem rozpoczęli pracę nad GTA 6, żeby nie robić 2 gier naraz. R* nigdy mnie jak dotąd nie zawiódł. GTA IV i V są rewelacyjne, RDR oczarowywał pod każdym względem a Max Payne 3 to gra akcji do której wracam po raz 9-ty i wciąż nie mam dość. Jednak poczekajmy na to GTA 6 ;) Lepiej poczekać dłużej i dostać rewelacyjną grę, niż żeby z tą serią stało się to samo co z Resident Evil czy Call of Duty.

24.07.2017 22:51
odpowiedz
WerterPL
67

Fajna logika w tej grze zarządów nie powiem. Mój piłkarz może być gwiazdą i być na ustach wszystkich. Gdy jest ważny mecz, mój piłkarz walnie przyczynia się do zwycięstwa za zwycięstwem. Potem biorą go do reprezentacji, albo na World Cup. I co? Geniusze decydują, że mój zawodnik będzie grzał ławę. No super, logika nie z tego świata. To tak jakby na Mistrzostwa Świata reprezentacja Portugalii zadecydowała, że Ronaldo spędzi cały wyjazd na ławce rezerwowej -.- Kto wymyślał ten syf?! A przepraszam, zapomniałem że EA Games.

28.06.2017 11:09
WerterPL
67

Jak dla mnie GTA Online to syf. Nie ma w tym winy R* bo koncepcja jest spoko, ale cała gra jest zniszczona przez to, że 99% graczy na serwerze to jaskiniowcy, którzy robią burdel na ulicach i nie dają spokojnie grać. Chcesz dojechać do zadania? Spoko, tylko najpierw wybij po drodze 3-4 debili, którzy koniecznie muszą zacząć strzelać na twój widok i to z rakietnic.

Co do Agenta, to szkoda, bo zapowiada się naprawdę dobra gra. Szkoda tylko że znowu realia Zimnej Wojny/XX wieku a nie XXI wiek, no ale zobaczymy ;)

27.06.2017 11:45
WerterPL
67

kiera2003 - oczywiście, że sobie zdaję sprawę, ale Team Bondi to nie EA Games i nie widzę powodu, dlaczego mieliby zakazywać. Teraz Team już nie istnieje, ale raczej wcześniej nie mieli czym się pochwalić na rynku, nie mieli wyrobionej marki, więc raczej nie powinni pozwalać sobie na jakieś takie durne kaprysy, jeżeli chcieli konkurencję pokonać. Raczej takich akcji się nie odwala. Zresztą po co ktoś by miał zakazać tłumaczenia napisów, skoro wtedy potencjalnie więcej osób kupi tą grę, gdy ma ją z ojczystymi napisami?

post wyedytowany przez WerterPL 2017-06-27 11:49:51
27.06.2017 11:41
odpowiedz
WerterPL
67

Jako ogromny i wieloletni fan serii zawsze chętnie widzę nowe, fajne modyfikacje. Jednak prequelem oficjalnie można będzie to nazwać dopiero jak Piranha Bytes oficjalnie uzna to za prequel. Co to za prequel, gdzie fabułę wymyślą twórcy moda a nie twórcy serii? Nie oceniam, bo może być naprawdę ciekawe, chociaż zazwyczaj jestem wrogiem prequeli. Tym razem jednak może być z tego coś naprawdę mocnego. Ludzie nie robią tego dla kasy a z pasji. To miażdżąca rzecz i oby tak dalej :)

25.06.2017 10:07
odpowiedz
2 odpowiedzi
WerterPL
67

Polski dystrybutor to leń jakich mało. Nie ma to jak wydać gry ala GTA IV, Red Dead Redemption czy właśnie LA Noire w Polsce bez robienia polskich napisów. Dobrze, że angielski znam, no ale jednak nie każdy go zna. A poza tym nie o to chodzi, tylko o krytykę zwykłego lenistwa. Cenega powinna dostać zakaz dystrybucji gier w Polsce. Są inne lepsze teamy i nie takie leniwe.

24.06.2017 13:52
2
WerterPL
67

yadin - po pierwsze to nie jest forum o teologii, po drugie jak widzę komentarze typu "nie masz takich albo takich poglądów, to jesteś pederasta" to od razu wiem, że mam do czynienia z kimś, kto nawet jeżeli przekroczył fizycznie 20 lat, to mentalnie zatrzymał się na pięciu i wykształceniem nie ma możliwości się pochwalić. Po trzecie, widać, że nawet nie znasz podstawowych założeń swojej religii i prawdopodobnie w ogóle na jej temat nie zgłębiałeś nic poza propagandą Rydzyka i jedynych "prawdziwych patriotów" od nienawidzenia Niemców bo to wszyscy Naziści i Rosjan, bo to wszyscy Komuniści Putina, tylko głosisz "pseudokatolicyzm" jak większość "Prawdziwych Polaków-Katolików". Słyszałeś o czymś takim jak "miłuj bliźniego swego jak siebie samego"? Albo "nie mów fałszywego świadectwa"? Arabusy, pederaści, lewaki. Radiomaryjny Kaczyzm z ciebie aż wycieka gościu. Nie nazywaj się Katolikiem, bo po jednym twoim tekście widać że nazwać ciebie Katolikiem to jak nazwać chiński oddział Korporacji Apple uczciwym pracodawcą.

post wyedytowany przez WerterPL 2017-06-24 13:59:04
21.06.2017 18:15
2
WerterPL
67

Ezio Auditore deklarował ateizm
Evie Frye była chrześcijanką
Ratonhnhaké ton raczej był wierny wierzeniom Indian
Nie jestem tylko jeszcze pewny co do Edwarda Kenway'a. Raczej ateista.

Co do Origins, to raczej kupię, ale niech tym razem nie zasypują całej mapy jakimiś nudnymi, durnymi znajdźkami, tylko coś ciekawszego. Np. badanie piramid od środka.

post wyedytowany przez WerterPL 2017-06-21 18:16:51
13.06.2017 17:41
odpowiedz
5 odpowiedzi
WerterPL
67

Nie wiem jak będzie wyglądać, wiem że będzie miała setki durnych DLC za duże sumy. A poza tym podejrzewam, że będzie to ciągle ta sama Fifa, tyle tylko że z lekko podrasowaną grafiką. Założę się, że 90% tej gry to będzie kalka z poprzedniczki, bo EA robi to notorycznie.

27.05.2017 09:02
odpowiedz
WerterPL
67

Już pisałem dawno temu recenzję gierki i nie będę się powtarzał, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Rozumiem, że każdy ma swój gust i może mu się nie podobać tutaj fabuła czy nowy wygląd Maxa, ale nie rozumiem opinii mówiących, że klimat i muzyka są do dupy. Co z tego że Sao Paolo jest bardziej słoneczne niż Nowy Jork? Właśnie mimo wszystko jest dużo mroczniejsze i cięższe klimatem, bo widać tutaj biedę, brak jakiegoś porządku czy norm społecznych, bo każdy zabija bez mrugnięcia okiem, nieważne czy uliczna szumowina czy policjant.

A muzyka moim zdaniem bije na głowę każdą grę Rockstara. Utwór "Panama" wbija nas w klimat "Policjantów z Miami". Misja w której Max z wytłumionym pistoletem szuka Fabiany w zniszczonym porcie daje świetny klimat tajnej misji ala Splinter Cell. No i na deser uważam, że nie było bardziej zajebistego i spektakularnego momentu w całej serii niż strzelanina na lotnisku w rytm utworu "Tears". Najlepsza scena akcji w moim życiu :) Do Max Payne 3 najchętniej wracam po latach i naprawdę uważam, że jedna z niewielu trylogii, gdzie absolutnie każda część jest genialna. Takich jak Max Payne się chce się jak najwięcej.

14.05.2017 21:34
odpowiedz
WerterPL
67

Przymierzam się do kupna, ale ktoś mi może wytłumaczyć jak wygląda gameplay? Czy ta gra to jeden wielki przerywnik filmowy, gdzie od czasu do czasu wybieramy A albo B? Są jakieś momenty gdzie faktycznie sterujemy postacią?

05.05.2017 15:50
WerterPL
67

cswthomas93pl - Dobrze to wiedzieć, dzięki wielkie za informację ;) Fakt, przeglądałem właśnie ze Store'a i tam są ceny jak w luksusowej dzielnicy Szanghaju.

03.05.2017 21:18
2
odpowiedz
WerterPL
67

Gdyby Warcraft III wyszło w latach 2017/18 to najprawdopodobniej zawierałby tylko kampanię ludzi, a kolejne (Nieumarłych, Orków, Elfów) wydawane by były jako DLC za 150-200 zł każda co 1-2 lata...

03.05.2017 11:30
odpowiedz
3 odpowiedzi
WerterPL
67

Nie powiem, oryginalny pomysł z tym, że pierwsza wojna a nie druga, ale mimo to to wciąż zwykła strzelanka FPS. Dlatego nie rozumiem dlaczego od premiery po dziś dzień ta gra nadal kosztuje ponad 4 stówy. Jeszcze mnie tak nie powaliło, żeby dawać tyle kasy za strzelankę gdzie idziesz z A do B i tylko dajesz z karabinu. Aż się doczekać nie mogę ile zaśpiewają za WWII...

27.04.2017 23:23
4
odpowiedz
5 odpowiedzi
WerterPL
67

O taaaa. Skrytykuj coś w tych czasach i bądź narodowości polskiej, to od razu jesteś cebulą albo hejterem albo dzieckiem ;) w futurystyczne CoDy nie grałem. Nie lubię futurystyki. Ale te w WWII grałem wszystkie i naprawdę temat ''Ameryka to jedyny bohater tamtej wojny'' jest już oklepany az do bólu. CoD3 jako jedyny porusza wątek heroicznej obrony Mont-Ormel przez Polaków. Mam pełne prawo domagać sie aby docenione zostały tez zasługi naszych żołnierzy, którzy walczyli na kazdym froncie Europy i Afryki. Ale nie o tym teraz. Nie musi to wcale byc gra o Polakach. Nie musi. Ale znowu oczywiście Amerykanie. Szkoda jeszcze ze bohater nie jest Afroamerykaninem, żydowskiego pochodzenia i gejem. Ja uważam ze ciekawsza byłaby chociaż raz kampania po drugiej stronie barykady. Jako żołnierz niemiecki od 1 września 39 do np. Bitwy pod Moskwą. Ogromne pole do popisu i szansa stworzenia bohatera, który najpierw jest dumny ze swej służby, ale z czasem widzi jak okrutni zrobili sie jego rodacy. Ale nie, UEsEj to jedyny kraj we wszechświecie.

27.04.2017 09:03
1
odpowiedz
1 odpowiedź
WerterPL
67

O ile zakład, że będzie to kolejna gra sugerująca, że Amerykanie i Anglicy to byli jedyni Alianci w całej wojnie?

19.04.2017 18:52
4
odpowiedz
1 odpowiedź
WerterPL
67

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Nie od dziś to wiadomo. Sapkowski zapewne sprzedał prawa do Wiedźmina za jakąś bardzo niską cenę i teraz gdy gry zebrały ponad miliard złotych pluje sobie w brodę, bo jego twórczość, jakkolwiek świetna nie przyniosła mu nawet 1 miliona zysku. Sezon Burz powstał wyłącznie w celach zarobkowych i na kartach to widać. No ale zostawmy już temat konfliktów Sapkowski-CDP. Mnie bardziej zastanawia inna rzecz.

Czy twórcy/aktorzy którzy udzielają pozwolenia na coś twórcom gier są jakimiś pustakami? Najpierw przyznają się, że nie grają w gry, ok. Ale potem ewidentnie nie wkładają nawet najmniejszy wysiłek, żeby prześledzić coś na temat gier i potem bluzgają, że gra zyskała gigantyczny sukces, a oni mogli zarobić na tym więcej. Sapkowski spodziewał się, że gierka będzie słabo znana i sprzedał prawa za grosze. Teraz się burzy. Tak samo miał aktor który podłożył głos pod Niko Bellica w GTA IV. Gra zyskała ogromny sukces a nas aktorzyna zaskoczony, bo mógł zarobić więcej. A to geniuszu nie można było poświęcić 5 minut na przeczytanie czym jest GTA? Że każda praktycznie poprzednia część to był duży sukces, który zalał Rockstar morzem dolarów? Tłumoki, po prostu tłumoki! A potem jeszcze mają pretensje, że płacą za swoją ignorancję.

Co do wątku popieram Głuchowskiego. Sapkowski przed premierą gier w ogóle prawie nie był znany na Zachodzie, no ale jak ktoś łajno ma w uszach, to nie usłyszy faktów. Oczywiście, rozumiem jak wkurza go, że w wywiadach pytają go o grę a nie książkę, co powinni robić. Jednak wmawianie sobie, że gierka niby taki sukces osiągnęła bazując na fenomenie książki to smutna walka przeciwko rzeczywistości...

Poza tym mało kto pamięta, że Sapkowski w dniu premiery "wspaniałego" filmu Wiedźmin mówił, że podobał mu się. Dopiero później zmienił zdanie pod wpływem zdania większości ;) Ale o tym się nie mówi.

31.03.2017 19:44
WerterPL
67

Wiem, że odpowiadam na komentarz sprzed roku, ale powiem tylko, że mała szansa, bo jak dotąd nie wyszła żadna gra z Godzillą na PC.

30.03.2017 17:42
2
odpowiedz
9 odpowiedzi
WerterPL
67

Sapkowski pewnie już zjadł wszystkie buty w domu, bo jego sukces gry boli jak kaktus w czterech literach.

16.03.2017 00:09
👍
3
odpowiedz
2 odpowiedzi
WerterPL
67
9.5

Droga przede mną była długa i wyboista, ale cel który czekał na mnie warty był trudu. Oto Nioh. Gra która wycisnęła ze mnie nie tylko wszystkie skryte uwielbienia do tematyki Samurajów, ale też nauczyła, co to znaczy być jednym z nich. To nie jest zwykła gra, to jest wyzwanie, które przede mną postawiono. To nie jest też gra dla szerokiej gamy odbiorców. Mówiąc najprościej – nie jest to gra dla lamusowatych dziewczynek płaczących, że wypadły przez balkon w Kaer Morhen i chowają miecz nie do tej pochwy co trzeba. To jest Nioh. Gra o Samuraju dla Samurajów.

Miecz w mojej dłoni, Bushido w moim sercu - Fabuła
Gra przedstawia nam (w zmienionej formie) losy autentycznego żeglarza, który był jednym z pierwszych Samurajów spoza Japonii. William, żeglarz z Irlandii (Naprawdę był Anglikiem, ale tu jest Irlandczykiem ku wściekłości angoli :]), zmuszony jest opuścić rodzinne Wyspy, aby ruszyć za wrogiem, który skradł mu opiekuńczego ducha a teraz chce przejąć legendarny surowiec Amritę, która pozwoli Anglii pokonać Hiszpanię i rzucić na kolana cały Świat. Ślad prowadzi Williama do wyspy Kiusiu w Japonii, gdzie z chwili na chwilę poznaje, co raz bardziej realia japońskich wojowników, zafascynowany jest ich heroizmem i walecznością, aż w końcu sam staje się jednym z nich. Chociaż poznaje szybko pierwszych sprzymierzeńców, to jeszcze szybciej przekonuje się, że Kraj Kwitnącej Wiśni jest aktualnie najbardziej niebezpiecznym miejscem na Świecie. Do naszego świata przedostają się istoty z najczarniejszych japońskich legend. Demony ze świata Yokai. Teraz oprócz pokonania osobistego wroga i odzyskania Amrity, William musi uratować świat przed opanowaniem go przez złe Yokai.

Fabuła brzmi trochę jak rodem z serialu Samuraj Jack :) Samuraj walczący z demonami. Jednak w przeciwieństwie do rysunkowego wojownika, który bez trudu pokonywał armie wrogów, nasz Samuraj nie jest aż taki mocarny. I dobrze. Bo dzięki temu mamy najmocniejszy punkt tej produkcji.

Nie przegrywa ten który upada, ale ten który nie wstaje by walczyć dalej – Walka i trudność
Większość gier wygląda tak, że pokonasz pierwszego wroga i nic z tego nie wynika. Tutaj tak samo jest? Nie. Tutaj jak pokonałeś swojego pierwszego przeciwnika, to poczyniłeś też pierwszy krok na drodze do zostania Samurajem. Przyznać muszę, że od czasu słynnych z trudności gier na NES i Atari żadna gra tak mocno nie nauczyła mnie dyscypliny jak ta. Nasz Samuraj jest świetnym wojownikiem, ale to od gracza zależy jak skutecznie walczy. Tutaj nie można rzucić się z okrzykiem Banzai! i siekać wrogów. Nawet w starciu z dwoma wieśniakami to recepta na zaliczenie gleby i opuszczenie ziemskiego padołu. Co jest w Nioh najważniejsze w czasie walki? Broń? NIE. Zbroja? NIE. Szybkość? NIE. Najważniejszą bronią jest Spokój. Tak, spokój. Cierpliwość i ostrożne planowanie to najważniejsza strategia w tej grze. Jeżeli jej nie mamy, to Nioh nie jest dla nas. Ja sam niejednokrotnie ginąłem na początku wyłącznie przez własną zachłanność. Mogłem zadać 2 ciosy a nie 3, to wróg by mnie nie załatwił. Z każdym wrogiem trzeba obchodzić się ostrożnie i szanować go. Nigdy nie lekceważyć. NIGDY.
Śmierć to naturalny element tej gry. Ja sam zanim dotarłem do drugiego bossa (Pierwszego na terenie Japonii) i pokonałem go z wielkim wysiłkiem, zginąłem 25 razy. Jednak to właśnie śmierć jest najlepszym nauczycielem w tej grze. Uczy nas dyscypliny i podejścia do każdego przeciwnika. Nieważne czy przeciw nam stanie banita, inny Samuraj czy demon Yokai albo nawet Boss. Każdego z nich najpierw musimy się nauczyć, zanim zdecydujemy się go uderzyć. A nawet jak nam się uda, to nie popadajmy w zachłanność. Zamiast zadać całą serię ciosów lepiej zadać 2 i odskoczyć. Seria najpewniej skończy się zablokowaniem ciosu przez wroga i bolesną kontrą. Albo gorszy scenariusz, gdy skończy się nam energia Ki i William będzie absolutnie podatny na ataki. Właśnie Ki, tego też się trzeba nauczyć. Energia pozwala na wyprowadzanie ciosów, bloki i uniki. Dlatego tak ważne jest panowanie nad emocjami, aby wojownik nie zmęczył się przedwcześnie. Wrogowie też mają swoje Ki i zmęczenie ich aż zaczną dyszeć to bardzo dobry sposób na ukrócenie ich życia.
Po krótkiej praktyce już nie powinno być kłopotu z pokonaniem banitów i Samurajów. Tych drugich warto zabijać, chociażby dla lootu, który z nich wypada. Jednak tutaj nadal pamiętamy o dyscyplinie i oczach szeroko otwartych, bo wrogowie ludzcy zawsze potrafią nas zaskoczyć. Ja raz wpadłem w pułapkę. Widząc jednego wroga przy płocie rzuciłem się na niego. Wtedy zza płotu wyszło trzech innych i już było po Williamie. Oto kara za brawurę. Chociaż osobiście otaczam boską czcią moją Katanę, to do walki przeciw Samurajom polecam włócznię. Jeżeli wróg dzierży włócznię, to zagońcie go w ciasną lokację, gdzie nie będzie mógł nią wywijać. Pchnięć łatwiej uniknąć.
Bestie z Yokai (kryją się w szarej mgle, którą czasami spotykamy na drodze) to spore wyzwanie, ale pokonanie ich również daje dużo korzyści. Jeżeli nie czujemy się na siłach, to zwykle da się te potwory ominąć. No i zawsze możemy aktywować żywą broń, jak nasz opiekuńczy duch zbierze wystarczająco mocy. Nie oszczędzajcie tej umiejętności ;)
Wisienka na torcie to Bossowie. Budzą przerażenie i często zabijają nas w mgnieniu oka, ale po nauczeniu się na nich odpowiedniej taktyki, walka z nimi jest niezwykle spektakularna. Już od bardzo wielu lat nie miałem tak, że walcząc z wrogiem w grze, czułem jak mi mocno bije serce ze stresu. Nioh mi to dostarczył :) I po pokonaniu Bossa nie mogłem się powstrzymać przed kliknięciem gestu – Ukłon :) Gestów czasami warto używać, bo idzie za nimi reakcja przeciwników. Gdy obraziłem wrogiego Samuraja z potężnym toporem, zaczął walczyć bardziej chaotycznie i błyskawicznie się męczył.
Podsumowując, chcemy wygrywać, to musimy nauczyć się spokoju i cierpliwego podejścia do wroga. Żeby kogokolwiek pokonać, trzeba najpierw nauczyć się pokonać siebie. I pamiętać przysłowie japońskie – "Spiesz się powoli."

Kuchnię Japonii je się oczami – Grafika
Nasłuchałem się “inteligentnych” komentarzy, że grafika tak tragiczna, że idzie oczy wydłubać, więc cała gra do kitu. Tym panom polecam Seppuku tępą stroną Tanto. Grafika nie jest może jakaś specjalnie wybitna, ale typowa dla gier z Japonii. Dość ostre tekstury i odrobinę rysunkowa kreska. Efekty pogodowe też ładnie wyglądają. Jedynie otoczenie często wydaje się trochę za bardzo mroczne. Niestety, jeżeli oczekujemy widoków, z którymi kojarzymy Japonię, czyli kwitnące na biało drzewa wiśni i harmonia, to się rozczarujemy. Jednak ma to też swoje plusy, bo pamiętamy, że trafiliśmy do Japonii atakowanej przez Yokai. Ciężko tu szukać spokoju i harmonii. Jednak otoczenie robi wrażenie. Płynący potok, jeziora, spalone wioski i światła sprawiały, że na chwilę się przyglądałem. Nawet cieszył mnie taki drobiazg, jak błyski odbijające się na ostrzu katany, którą dzierżyłem w dłoniach. Chociaż dużo starszych gier miało lepszą oprawę graficzną, to w Niohu wcale nie jest też taka zła. Wygląd pancerzy też bardzo mi się podoba a bronie to majstersztyk. Dodatkowo pokrywają się krwią w miarę przemierzania Kiusiu ;)

Dla wojownika ważniejszy od broni jest słuch – Dźwięk
Muzyka w tej grze jest dokładnie taka jakiej oczekiwałem. Mieszanka typowej dla Japonii nuty i bardziej żywej akcji zależnie od sytuacji. Moja ulubiona muzyka leci w menu głównym, bo zawsze lubiłem takie klimaty. Poza tym świetnie oddano pojedyńcze odgłosy, jak świst Katany, chowane ostrze do pochwy, czy przebijanie pancerza. Nie doświadczyłem żadnego spadku jakości dźwięku czy dziwnego zanikania przy obracaniu kamery. Teraz mnóstwo gier ma tak, że dźwięk jest zależy od ułożenia kamery, a ja nienawidzę tego. Więc za oprawę duży plus.

Kto raz dosiądzie tygrysa, nie zejdzie z niego – Gameplay
Jak mówi Bushido – Człowiek za młodu powinien się mocno natrudzić, aby z wiekiem dochodzić do spokoju. Tak jest z tą grą. Stajemy się co raz lepsi, jeżeli nauczymy się panować nad emocjami. Całokształtem gra dostarczyła mi sporo frajdy jako fanowi tematyki Samurajów. Może się wydawać zwykłym H&S dla kogoś, kto nie fascynuje się tematyką, ale nie mamy tutaj wcale tylko walki za walką. Mamy też sporo Roleplay'u. Między misjami możemy odwiedzić Dojo, gdzie w spokoju doskonalimy swoje umiejętności, porozmawiać z ładną dziewczyną-kowalem i przekuć lub ulepszyć u niej broń czy pancerze, zmienić ducha opiekuńczego, rozwinąć postać, zdobyć błogosławieństwo przez znajdowanie małych zielonych istot zwanych duchami Kodamy i wiele wiele innych. Na początku to wszystko może przytłaczać, ale uwierzcie mi, że wcale nie jest to aż tak skomplikowane jakby się wydawało. Najfajniejsza rzecz, to to, że ulubioną broń można wyposażyć w cechy broni lepszej, ale niekoniecznie nam się podobającej. Podobnie ze zbrojami. Ponad to, jeżeli ktoś bardziej niż Samurajem czuje się Ninja, może szkolić się w umiejętnościach Shinobi, jak atak z zaskoczenia, shurikeny itp.
To jak na mnie osobiście zadziałała gra, to najciekawsza rzecz. Sama gra jest sporym wyzwaniem, ale ja sam zacząłem sobie stawiać wyzwania i rezygnować z ewentualnych ułatwień. Przykładowo, miałem przed sobą bardzo wymagającego wroga. Mogłem go zaatakować z zaskoczenia, ale uznałem to za niehonorowe. Nacisnąłem kółko odpowiedzialne za wyciągnięcie miecza i stanąłem do pojedynku. Męczyłem wroga i ze stoickim spokojem badałem jego ruchy. Gdy popełniał błąd atakowałem, ale nigdy ciosami w plecy. Gdy wreszcie padł od mego ostrza, ponownie nacisnąłem kółko, chowając miecz, po czym z szacunkiem ukłoniłem się pokonanemu wrogowi. Nawet jak odkryłem umiejętność przywracania Ki odskokiem zamiast przyciskiem R1, to nie wykupiłem tego, bo bałem się, że zgnuśnieję przez takie coś. Z czasem nauczyłem się też poza Bushido kierować się Zen. Odświeżająca kąpiel w jeziorze, przed walką z Bossem. Z czasem też odkryłem dom herbaciany, gdzie mogłem nauczyć się np. nowych gestów. I tu padła dziwna rzecz – William nie lubi herbaty. Samuraj-Irlandczyk nie lubi herbaty ;p

Ayamatte aratamaru-ni habakaru nakare – Wady
Nie ma gier bez wad, tak jak nie ma złotej formuły na zostanie wojownikiem. Na szczęście nie ma ich dużo. Moim zdaniem najważniejszym problemem jest to, że często powtarzamy lokacje. Nie uważam za wadę możliwości powtarzania misji. Dla mnie to nawet zaleta, ale z czasem może być to męczące. Poza tym nie spotykamy na swojej drodze prawie w ogóle przyjaznych postaci. Wszyscy chcą nas zabić za sam wygląd. Przez to świat przedstawiony w Nioh wygląda trochę nienaturalnie. Żeby chociaż czasami w wiosce byli jacyś neutralni cywile a nie wszędzie trafiamy na Banitów i Roninów (Swoją drogą William nie ma pana, więc fachowo sam jest Roninem). Z wrogów wypada tak dużo pancerzy i broni, że pogubić się czasem można, a większość potem i tak sprzedawałem. Jeszcze za wadę można uznać brak możliwości przerwania misji bez utraty całej Amrity i specjalnego przedmiotu, ale generalnie ciężko w tym tytule szukać jakichś poważniejszych wad. Pierwszy raz muszę wad szukać na siłę :)

Dla mnie Nioh jest arcydziełem. Gra dla wojowników a nie szerokiej liczby odbiorców, co wymagało odwagi od twórców. Chociaż żyję w XXI wieku i nie jestem Japończykiem, to dzięki temu tytułowi poczułem, że zostałem Samurajem. Nauczyłem się dzięki tej grze niebywałej dyscypliny, spokoju w stresowej sytuacji i szacunku do każdego wroga. Każda śmierć jakiej doświadczyłem dawała mi jasno do zrozumienia, że zasłużyłem na nią przez własną zachłanność. Czułem przy każdej walce jak honor napędza moje serce i jak Bushido krąży w moich żyłach. Mój miecz jest tym, o co troszczę się najbardziej. Wszędzie miałem oczy otwarte i nie traciłem czujności nawet na chwilę. Wielokrotnie odwiedzałem Dojo aby doskonalić się nawet przy absolutnej pewności, że perfekcyjnie władam bronią. Mam nadzieję, że doczekamy się sequela albo nawet jakiejś trylogii jak z Ninja Gaiden. Gra nie pozwalała mi się zrelaksować i stresowała przy każdej lokacji, ale nigdy jeszcze nie czułem takiej dumy z każdego wywalczonego z trudem zwycięstwa. Ścieżka Samuraja była długa i niesamowicie wyboista, ale czuję, że dalej chcę nią podążać, aby dążyć do doskonałości, pokonując przeciwności, które staną przede mną. Moja ocena gry, to bardzo mocne 9.5/10 :) Planuję teraz nowe wyzwania. Przejście gry przy użyciu wyłącznie miecza? Dlaczego nie, podejmę się tego wyzwania. Jednak chwilowo zaparzę sobie Matcha i oddam Zen ;)

post wyedytowany przez WerterPL 2017-03-16 00:11:16
11.03.2017 12:58
odpowiedz
WerterPL
67

Jeżeli wyjdzie do tej gierki mod ala Gekokujo, przenoszący akcję do feudalnej Japonii, to na pewno kupię ;) Oby tylko było sporo poprawek względem poprzedniczek.

06.03.2017 19:19
odpowiedz
2 odpowiedzi
WerterPL
67

Planuję w tym miesiącu wreszcie zakupić Nioh'a i samemu przekonać się o tym jak się ma poziom trudności do moich umiejętności.

Dlatego mam jedno pytanie do weteranów tej gry - Rozumiem, że gra specjalnie jest bardzo trudna, ale czy jeżeli człowiek by się jakoś naprawdę spiął i do granic ludzkich możliwości postarał, to jest możliwość przejścia tej gry używając prawie wyłącznie katany? Bo chciałbym szczerze mówiąc ograniczyć wybór broni. Głównie Katana, czasem łuk i ewentualnie włócznia, ale chciałbym olać karabiny i młoty.

26.02.2017 20:44
WerterPL
67

marcin08 - Aha, takie coś. Bardzo fajna odpowiedź, dzięki wielkie ;) W sumie FNC i UFC 2 lubię, więc może faktycznie tą gierkę też mi się uda. Pooglądam jeszcze kilka dłuższych gameplayów i podejmę ostateczną decyzję ;) Jak się dłużej zastanowić, to zawsze mi się marzył dobry, zawzięty i zręczny duel Samurajów ;)

24.02.2017 19:31
odpowiedz
WerterPL
67

Najlepiej, żeby usunęli ten idiotyczny schemat z oryginału, że wróg zawsze budował IDENTYCZNY oddział - 3 piechurów, 2 strzelców, 2 jeźdźców i 2-3 latające. Jak się usunęło edytorem jednostki, to budował mniejsze oddziały. A zawsze mi się marzył w tej grze widok mnóstwa Orków siepaczy nawalających się z armią piechurów. Oby coś takiego teraz było :)

24.02.2017 18:24
odpowiedz
3 odpowiedzi
WerterPL
67

Mam pytanie. W tej grze jest jakaś głębia chociaż minimalna? Bo naprawdę dawno nie byłem tak niepewny czy kupić grę. Z jednej strony nigdy nie żałowałem wydawać na rzeczy, które zawierają tematykę Samurajów, ale z drugiej strony 260 zł za zwykłą siekaninę? W dodatku krótką i powtarzalną? Oglądałem kilka gameplayów i sama bitwa robi wrażenie, ale jeżeli to jest wszystko, co tak gra oferuje, to nie wiem czy tak się opłaca. Dodatkowo nie podoba mi się, że oczywiście MUSIELI dodać jakieś elementy magiczne, przyzywane pancerze, perki do broni i inne bzdety, zamiast skupić się na realistycznej szermierce i umiejętnościach gracza.

24.02.2017 18:19
odpowiedz
WerterPL
67

Po dziś dzień nie znam lepszej "gry w Boga". Możliwości mnóstwo, dobro-zło, chowańce bardzo ciekawe, piękne widoki i mnóstwo innych zalet. Jedyna moim zdaniem wada jest taka, że w grze wszędzie masz z góry narzuconą nację, a ja osobiście chętnie stanąłbym na czele Japończyków :)

16.02.2017 15:38
WerterPL
67

Kolego, to jeszcze nic. Ja kupiłem samochód, który miał mnóstwo superowych rzeczy, ale po przejechaniu 100 km. spadł trochę wskaźnik paliwa, więc się zdenerwowałem i wystawiłem negatywa sprzedającemu a do auta nigdy więcej nie wsiadłem.

Już nie mówiąc o tym, co spotkało mojego ojca. Po 40 latach zbierania funduszy zbudował duży dom, ale któregoś dnia nasz pies zostawił rysę na jednej ścianie. Ojciec się zdenerwował i zburzył dom.

21.01.2017 21:23
odpowiedz
WerterPL
67

Bardzo fajnie oddano klimat wędrującego Samuraja :) Jest mnóstwo możliwości i to nawet takich, które by do głowy nie przyszły, jak modły do bóstw, seppuku, wszelkiej maści gesty itp. Różne metody walki mieczem i piękna okolica oraz muzyka. Wreszcie gra, gdzie będziemy mogli grać Samurajem i niekoniecznie musi to być zwykła siekanina.
Jedyne, co jak na razie irytuje, to konieczność noszenia przy sobie całego arsenału. Z samym mieczem daleko nie zajdziemy, a widok wojownika obładowanego mieczem, łukiem, naginatą i rusznicą jest trochę głupi. No i nie wiem, co oni mają z tymi "demkami na z góry określony czas". Daliby demko raz a dobrze, do czasu pełnej wersji gry. Co im szkodzi?

W każdym razie jak jeden z przedmówców, ta gra na 2017 dołącza do listy "must have". Mam nadzieję, że w finalnym produkcie więcej odwzorują z realiów bycia Samurajem :)

08.01.2017 09:54
😒
odpowiedz
WerterPL
67

Jak dotąd pograłem w Online około 5 godzin i chwilowo muszę niestety stwierdzić, że gra się do dupy. Rozczarowany jestem, bo słyszałem tysiące zachwytów. Ale, żeby nie było. Nie ma w tym winy ani gry ani Rockstara. Gra sama w sobie ma extra potencjał. Fajne robienie postaci i możliwości zakupów itp. Ale całą frajdę zabija i totalnie zniechęca do dalszej gry to, że 95% graczy na serwerach to skończone skurwiele i zwyczajne kutasy. Ja nie wiem, ta gra chyba przyciąga jakichś zakompleksionych napinaczy. Niby Rockstar karze za chamstwo, ale mimo to wszyscy są chamami. Zadania gra się świetnie, ale w swobodzie nie ma człowiek chwili spokoju! Jak spotkasz jakiegoś gracza na ulicy, to on po prostu MUSI ale to MUSI cię kurwa zaatakować bez najmniejszego powodu. Musi cię zaatakować, bo inaczej nie postawi kloca przez tydzień!
Na ulicach nie ma spokoju, trwa ciągła wojna. Jeszcze naturalnym widokiem są gracze na grubo 409 levelu, polujący na początkujących levelowców 3-4. I nieważne, że żadnej kasy nie mają. Muszą ich zabić, bo tak! Bo wtedy się czują mężczyznami. Takiego lamerstwa nigdy w żadnej grze Online nie widziałem. Oczywiście można włączyć tryb pasywny, ale wtedy napinacz ci zdewastuje samochód, bo tak! Jeszcze na mikrofonie non-stop słychać jakieś 8-letnie dzieci napieprzające bez sensu po angielsku albo hiszpańsku. Kto im tą grę sprzedał?
Jeszcze dodatkowo nie wiem po cholerę mnie co chwila ktoś zaprasza na match, skoro zaraz potem mnie wywala.
Moje ulubione wyścigi uliczne też prawie w ogóle nie składają się z wyścigów samochodowych. Zamiast tego ciągle jakieś motocykle i wyścigi kaskaderskie zamiast normalnych.

Nawet żadnej kryjówki początkowej nie dostaje gracz, tylko ma latać po mieście aż uzbiera na najgorszą.

Może za krótko gram, ale na razie jedno wielkie rozczarowanie. Gra nie jest niczemu winna, ale niestety z gry musi płynąć przyjemność i frajda, a te są skutecznie zabijane przez zmasowany atak nietłumaczonego skurwysyństwa ze strony prawie wszystkich graczy na serwerze. Ja nie wiem co im jest, ale Rockstar powinien wprowadzić jakieś dużo dotkliwsze kary za nękanie niewinnych pasywnych graczy.

07.01.2017 12:01
WerterPL
67

Nie wiem po co wszyscy w ten FUT grają. Od początku było wiadomo, że to będzie syf, bo to eksperymentalny projekt EA. Ja już mam od dłuższego czasu Fifę i tego syfiastego FUTa nie odpalam w ogóle. Świetnie się natomiast bawię w karierze dla jednego gracza i na wspólnych meczach ze znajomymi z PlayStation. Olejcie ten beznadziejny FUT a zobaczycie, że gra jest naprawdę spoko ;)

06.01.2017 15:55
WerterPL
67

Sasori666 - Nie pamiętam ile dokładnie dałem za swoje PS4 ale kupiłem od razu w zestawie z Batman: Arkham Knight i Wiedźminem 3, więc było trochę drożej ;) Ale cieszę się, że nie dałem się nabrać na Play Station PseudoPro.

06.01.2017 11:33
2
WerterPL
67

Jeżeli cię to pocieszy kolego, to ja kupiłem PS4 a tydzień później była obniżka o 600 zł :D

06.01.2017 11:28
WerterPL
67

No cóż, w takim razie i tak sobie nie zmienię nicku, bo mam Fife na PS4. Więc pies pogrzebany, ale trudno jakoś się to przeżyje ;p

02.01.2017 21:51
WerterPL
67

glouver - Ziomek, taką informację, to możesz spokojnie podać mi w odpowiedzi na ten post. Wcale nie trzeba do tego maila. A ja niestety, ale nie podaję swojego maila na lewo i prawo, z oczywistych powodów.

02.01.2017 21:04
odpowiedz
5 odpowiedzi
WerterPL
67

Daliby w trybie kariery możliwość zmiany nicku, bo naprawdę mnie irytuje, że wszędzie mojego zawodnika tylko po nicku wyświetlają. W materiałach prasowych, bezpośrednich mailach, listach reprezentacyjnych. Wszędzie ten nick! Albo chociaż żeby była możliwość, że wyświetlają twoje imię i nazwisko, a nie tylko nick. Teraz jestem za daleko w karierze, żeby to zmienić, ale irytuje czasami.

30.12.2016 21:02
👍
1
odpowiedz
1 odpowiedź
WerterPL
67
9.0

SOMA była dla mnie czymś więcej niż kolejną genialną grą od Frictionali. Po Penumbrze, która mnie oczarowała i przeraziła (poza Requiem) i po Amnesia: Mroczny Obłęd, które sprawiło, że kilkanaście razy bałem się ruszyć z miejsca przez kilka dni nadszedł czas na zmierzenie się z moim osobistym strachem. Dokonałem tego...Dokonałem....

Wielu mówi, że SOMA straszy mniej niż Amnesia. Prawda. Ale jednak w moim przypadku nie było to takie proste. Prywatnie cierpię na dość poważny lęk przed mrocznymi głębinami. Jak widzę czarną otchłań oceanu nawet w grach czy filmach, to doznaję paraliżu z przerażenia. Zawsze wtedy wyobrażam sobie, że z tego mroku zaraz wynurzy się jakaś ogromna bestia. I właśnie tym była moja przygoda z SOMĄ. Gra która jest horrorem dziejącym się w oceanicznych głębinach. I pomimo swojego lęku przetrwałem, chociaż nie było łatwo. Gdybym miał przedstawić swoją fobię na obrazku, to wyglądałoby to chyba mniej więcej tak: https://i.imgur.com/7J5fEeM.jpg
Wymienię plusy i minusy a na koniec podzielę się moimi przeżyciami z najstraszniejszego etapu gry:

PLUSY

Wygląd lokacji - Horror to nie tylko potwory i odgłosy. W grze wrażenie robią też lokacje. Wszystko jest porozbijane, zdemolowane, zabrudzone i pokryte dziwnymi naroślami, które nie zachęcają aby się do nich zbliżać. Czujemy się ciągle niepewnie i to właśnie mocna strona SOMY. Ociekające czarnym żelem bazy podwodnej stacji dają nam nieustanne poczucie zaszczucia. Czujemy, że to miejsce jest nam bardzo wrogie. Dodatkowo często trafiamy na otwarte wody oceanu atlantyckiego gdzie chodzimy po dnie. Podziwiamy florę i faunę, ale jednocześnie ciągle czujemy wielką niepewność bycia na otwartej przestrzeni. Dla mnie z moją bathofobią był to istny koszmar, ale przecież o to chodzi w horrorze.

Potwory - Pod kątem fabuły i historii w grze potwory robią naprawdę ciekawe wrażenie. Nie jest ich zbyt wiele, ale każdy z nich zostaje w pamięci na długo. Dodatkowo każdy z nich inaczej się zachowuje i stanowi inne wyzwanie. Niektóre nawet mogą być ślepe, ale mają tak czuły słuch, że usłyszą nawet kliknięcie włączanej przez nas latarki. Trzeba się mieć ciągle na baczności gdy jesteśmy świadomi obecności potwora na lokacji. Na szczęście większość z nich da się ominąć bez alarmowania, ale często jest to trudne, zwłaszcza w kwestii zmutowanej fauny spotykanej na etapach wodnych.

Zarys fabularny - Sama fabuła SOMY nie jest jakaś rewelacyjna, jednak bardzo podobał mi się sam zarys realiów w grze. No bo zasadnicze pytanie - Skoro bohater może pływać, to dlaczego nie wypłynie na powierzchnię? Otóż nie, bo

spoiler start

gra dzieje się w 2115 roku a około roku 2103 w Ziemię uderzyła ogromna kometa, która puściła w atmosferę toksyczny pył, przez co nasza planeta to mroczny, zapylony i płonący koszmar, gdzie wyginęło życie. Ocalali na pokładzie Pathos-II to jedyni przedstawiciele ludzkiego gatunku.

spoiler stop

MINUSY

Wybory moralne i bohater - Chwaliłem fabułę, ale ma też swoje minusy. Mnóstwo jest rzeczy nielogicznych i bezsensownych. Jednym z tych jest w tej grze trafianie na wybory moralne, które dostajemy w grze. Często wymagają one podjęcia bardzo drastycznych i niemoralnych działań, ale co z tego, skoro te wybory absolutnie nic nie dają i nie zmieniają w grze. Jedyne co robią, to wpływają na nasze osobiste sumienie i nic poza tym.

spoiler start

Najgorsze to chyba wybór ze zniszczeniem serca WAU. Możemy albo je zniszczyć albo nie, a jaka to różnica? Taka, że bohater skończy z jedną ręką albo z dwiema i nic poza tym

spoiler stop

.
Dodatkowo bohater. Ciekawie zrobili jak trafia ze swojego mieszkania do zrujnowanej Pathos-II sto lat później, ale beznadziejne jest moim zdaniem to, że

spoiler start

już nie jest człowiekiem tylko robotem z uczuciami

spoiler stop

. Naprawdę można to było jakoś ciekawiej rozwiązać.

Brak możliwości patrzenia na wrogów - Dobra, takie coś było już w Penumbrze i Amnesii, ale tam było to o wiele lepiej rozwiązane. Tutaj jest czasami nie do zniesienia. Jak się chowam przed potworem, to mimo wszystko chciałbym na chwilę na niego spojrzeć, żeby dowiedzieć się, gdzie aktualnie zmierza. Ale to niemożliwe, bo ekran w tym momencie robi się tak pocięty, poszatkowany, trzęsący i zaszumiony, że po prostu NIC nie widać. Dodatkowo jeszcze minusem dla mnie jest to, że jak wejdziemy do ciemnego miejsca bez latarki, to ekran automatycznie robi się 100% czarny i można totalnie zgubić orientację.

Ogółem moim zdaniem kolejny genialny horror od Frictional. Uderzył prosto w moją największą fobię i jestem z siebie niesłychanie dumny, że mimo to udało mi się go ukończyć. Zakończenie też nawet pozytywnie mnie zaskoczyło, bo w pierwszej chwili chciałem już nabluzgać, że znowu gra kończy się

spoiler start

źle dla bohatera pomimo całego wysiłku

spoiler stop

. Moja ocena mocne 9/10. Czekam na kolejne horrory.

Moje osobiste przeżycia w mrokach atlantyku
Baza bazą ale w dość późnym etapie gry nasz bohater trafia do

spoiler start

Otchłani (Abyss), która znajduje się 4000 metrów pod poziomem morza.

spoiler stop

Ten etap był dla mnie prawdziwym piekłem.

spoiler start

Gdzie się nie szło, to dookoła przerażająca czarna próżnia z której słychać niepokojące odgłosy i ruchy. Natychmiast zacząłem błagać - "Proszę, żeby tylko nie było etapu, że z tej otchłani wynurzy się coś ogromnego, co będzie na mnie polować. Błagam!" I w tym właśnie momencie do akcji wkroczył Leviatan - zmutowana przez WAU kałamarnica olbrzymia. Byłem tak sparaliżowany strachem, że przez 2 dni nie śmiałem się wynurzyć spod bezpiecznej skały. Jednocześnie ciągle słyszałem piski i skrzeki Leviathana z przerażającej ciemności, która chciała mnie pochłonąć. Gdy tylko się pojawiał ja od razu pauzowałem grę. A jak raz udało mu się mnie schwytać, to z przerażenia wyłączyłem grę i musiałem dojść do siebie.

spoiler stop

Twórcy trafili w moją fobię po prostu mocniej niż w dziesiątkę. Jeszcze nigdy nie odczuwałem aż takiego lęku i bezradności. Mimo wszystko nie wiem jak, ale udało mi się ten koszmar pokonać. Pokonałem swój lęk i przeżyłem. Jednak minie jeszcze dużo czasu, zanim odważę się przejść ten etap ponownie ;p

20.12.2016 19:01
1
odpowiedz
WerterPL
67

Gra która w sumie będzie dla mnie zmierzeniem się ze swoim osobistym strachem. Słyszałem, że ta gra straszy mniej niż Amnesia, ale za to dzieje się pod wodą, a ja mam fobię przed ciemnymi głębinami. Na pewno zagram, a jeżeli przejdę, to znaczy, że jestem niepokonany ;p

14.12.2016 09:26
WerterPL
67

Flyby - No właśnie, sam mówiłeś, że DAWNO TEMU ten wątek przechodziłeś. A teraz jak Betha wypuściła dodatki i kilka "patchów", to ten wątek bywa niemożliwy do przejścia. I dlaczego? Bo skill Bethesdy jest taki "pro", że dowódca nie ma odpowiedniego dialogu. Trzeba się nalatać, naspać, zespawnować smoka niedaleko itp. i jeżeli ci księżyce sprzyjają, to wreszcie się ten łaskawy tekst "melduję się do służby" pojawi, ale czasami można utknąć na amen.

Pewno, że nie miałeś. Na początku też nie miałem, ale teraz totalnie losowo ta gra albo pozwala ci przejść wątek albo nie. Jak jej się podoba.

10.12.2016 18:37
WerterPL
67

Aha. Dobrze wiedzieć, że Betha do tej pory nie naprawiła tego gównianego wątku Wojny Domowej w Skyrim. Najbardziej zabugowany wątek w historii gier komputerowych. Ale wypuścili wersję z poprawioną grafiką, kasa wpłynęła do kieszeni, więc wszyscy happy -.-

27.11.2016 18:53
odpowiedz
WerterPL
67

Serio!? Ktoś na tej liście umieścił Most Wanted z 2012 roku?! Przecież to była jedna z najnudniejszych gier jakie wyszły! Wyścigi bez absolutnie żadnego sensu, zero nagród, zero pieniędzy, zero sensownego tuningu, samochody zbierane z ulicy i każdy miał 5 dennych wyścigów na krzyż a potem samochód do odstawki, fabuły żadnej, nic mnie w tej grze nie urzekło! No może trochę miasto i muzyka, ale po przejściu tej gry ani razu nie odpaliłem jej nawet na sekundę! Samochodem z 1 pozycji Black List nie pojechałem ani razu i pokonałem go zwykłym BMW M3. Policja na max poziomie poszukiwań nie daje sobie rady z nami. Gra na raz i na ocenę 4/10 max. Już nienawidzony powszechnie The Run mnie 100 razy bardziej wciągnął.

12.11.2016 22:30
odpowiedz
1 odpowiedź
WerterPL
67

A ja mam takie trochę z innej beczki pytanie, bo przymierzam się do kupna. Czy w Watch Dogs da się tak jak w GTA, że tak powiem - przyluzować? Tzn. na chwilę odpuścić sobie wątek i np. porobić coś na mieście, czy jest jakiś dom/kryjówka gdzie można się schować i przesiedzieć jakiś czas? Coś takiego bardziej w stronę Roleplayu? Czy tylko cały czas brniemy przez zadania?

05.11.2016 17:47
👍
odpowiedz
WerterPL
67
8.0

Doczekałem się. Po naprawdę rewelacyjnej i wciągającej grze Syndicate. Świetnie odwzorowany Londyn z 1868, fabuła i możliwości. Uwielbiam postać Evie Frye, za jej charakter i skradankowy sposób rozwiązywania akcji. Obok Ezio to moja ulubiona Asasynka i to nią grałem 90% Syndicate.

Ale czegoś mi brakowało - wątku Kuby Rozpruwacza. I tym sposobem Ubisoft zrobił mi wielką niespodziankę. Chociaż początkowo, bo elementy zawodu były i to często. Jako ogromny fan i odbiorca absolutnie wszystkiego związanego z Morderstwami na Whitechapel miałem chyba niestety ogromne wymagania. No ale stwierdziłem, że po rewelacyjnej moim zdaniem grze - Sherlock Holmes vs Jack the Ripper, mogę oczekiwać czegoś równie dobrego. No i przejdźmy teraz do plusów i minusów. Będzie dużo spoilerów, ale postaram się je maskować.

PLUSY

Klimat Whitechapel - Widok najgorszej dzielnicy Londynu z 1888 został doskonale przedstawiony. Wszędobylski brud, nędza i syf aż się wylewają. Wszędzie prostytutki, biedacy, alkoholicy, żebracy i niebezpieczeństwo. Dopełnia to widok jesienno-zimowej pory roku. Kiedy idziemy jakimiś bocznymi uliczkami East Endu sami jesteśmy lekko zaniepokojeni i niejednokrotnie mówiłem sobie - "Boże, co za nędza! Jak można do czegoś takiego dopuścić!" Mieszkania też są biedne i skromne, a grając czułem jakbym faktycznie tam był i dzielił to wszystko z ludźmi, którym nie powiodło się w życiu.

Evie Frye - Genialna i mająca łeb na karku jak zawsze. Teraz starsza i jeszcze bardziej stojąca twardo nogami na ziemi, pokazuje, że jest lepszym detektywem niż cały Scotland Yard z idiotą Abberline'm (o tym później) na czele, razem wzięty.

Nawiązania historyczne i zadania poboczne - Tu może bym polemizował, bo sporo nieścisłości, ale jak już są, to cieszą mnie jako Ripperologa. Niektóre serie zadań odnoszą się do Listów Rozpruwacza a inne do wożenia na przesłuchanie ważnych świadków. I są to oryginalnie podejrzewane osoby o bycie mordercą z Whitechapel. Wśród nich nasz rodak Seweryn Kłosowski alias George Chapman. Widzimy wtedy niezadowolenie mieszkańców i strach.

Strach i Kuba Rozpruwacz jako grywalna postać - Tak, doczekałem się tego. Pierwsza historyczna postać w AC, którą da się kontrolować, to sam Rozpruwacz. Mała rzecz a cieszy, dodatkowo wprowadzono system strachu, który pozwala nam wyczuć, że oto weszliśmy w skórę kogoś, kto sieje straszliwy terror w sercach Londyńczyków. Daje to dość konkretną satysfakcję. Wyskakujące w czasie gry napisy i zakłócenia dobrze obrazują szaleństwo jakie toczy się w mózgu mordercy. Nie wspominając o tym, że czekałem na każde zdanie wypowiedziane przez Rozpruwacza, bo nasycałem się jego przerażającym głosem.

MINUSY - tu niestety trochę pomarudzę i pospoileruję, bo jak już minusy są, to kolą bardzo.

Skokierzy - Pamiętacie jakie w Syndicate było wkurzające, że każdy na ulicy cię zaczepia i atakuje? Tutaj to jest wkurzające 10 razy bardziej, bo często przez to zawalamy misję. Na szczęście można zdobyć nagrodę, że się odwalą na amen, ale długa droga do tego.

Długość - Ja rozumiem, że to DLC, ale ta długość, to po prostu jakaś kpina. Dodatki do Skyrim były dłuższe! Sam prolog, bardzo krótki okazuje się być 30% całej fabuły. Ta tematyka z możliwościami Assassin's Creed naprawdę zasługuje na więcej. Dużo więcej.

Umiejscowienie czasu akcji - Modliłem się tylko o jedno - "Boże, żeby Ubisoft nie odpieprzył najbardziej idiotycznej rzeczy jaką można zrobić w temacie Kuby Rozpruwacza! Błagam! I co? Oczywiście to odpieprzyli! Oczywiście musieli! Umieścili akcję gry

spoiler start

kiedy już niemal wszystkie morderstwa się odbyły!

spoiler stop

To największy kretynizm jaki można zrobić w tej tematyce!

spoiler start

Wyobraźcie sobie jak fajnie by było, gdyby gra zaczynała się od pierwszego zabójstwa na Whitechapel i prowadziła nas przez wszystkie z "kanonicznej piątki". Rozwiązywalibyśmy zagadki przy świeżo zamordowanych ofiarach, prowadzili dochodzenia, oglądali jak systematycznie wzrasta panika w Londynie, a przede wszystkim dodatek nie byłyby tak skandalicznie krótki! Dobrze chociaż, że Mary Jane Kelly została przedstawiona w tej historii, aczkolwiek widać było, że brutalność tego morderstwa została mocno ocenzurowana.

spoiler stop

Idiota Abberline - Jak wspominałem wcześniej. W Syndicate uwielbiałem tego stróża prawa. Również mam do niego szacunek jako postaci historycznej, ale w DLC Jack the Ripper żałowałem z każdą chwilą, że Evie nie może mu zasadzić sierpowego w zęby a potem wepchnąć do gardła bombę strachu.

spoiler start

Tutaj Abberline o wszystko, co raz bardziej obwinia Asasynów a przede wszystkim - EVIE! Tak, walić to, co ty i Jacob dla mnie zrobiliście i jak bardzo przysłużyliście się Londynowi. Trzeba was zamknąć, bo zbrodnie wskazują na Asasynów! Gdzie!? Gdzie idioto wąsaty zbrodnie wskazują na Asasynów!? Asasyni zabijają dyskretnie i szybko, ukrytym ostrzem. Ofiary Rozpruwacza były natomiast zmasakrowane i wybebeszone! Więc gdzie tutaj kretynie masz dowód, że to Asasyni?!! Ale jeszcze lepsze było, że najpierw groził zamknięciem a chwilę później dziękował Evie za złapanie przestępcy.

spoiler stop

Kretyn i tyle w temacie Inspektora w DLC.

Etapy gdzie gramy Rozpruwaczem - Mają mnóstwo wad, a sama satysfakcja, że się w niego wcielamy to za mało. Przede wszystkim tych etapów jest jak kot napłakał i błyskawicznie się kończą. Dodatkowo są aż tak do bólu liniowe, że klaustrofobii człowiek może dostać. No i w historycznych źródłach nie pamiętam wzmianek o tym, że w czasie Morderstw na Whitechapel oprócz prostytutek zginęło też kilkudziesięciu funkcjonariuszy Scotland Yardu. Bo Ubi tak właśnie sugeruje.

spoiler start

Wracam tu do umiejscowienia czasu akcji. Gdybyśmy mogli przemierzać Londyn jako Rozpruwacz i szukać jego kanonicznych ofiar a potem je zabić, to byłoby to 10 razy bardziej wciągające i dłuższe, jak powtarzam setny raz.

spoiler stop

Ubisoft zmarnował naprawdę świetny potencjał na fabułę, ale to u nich nie pierwszyzna.

Pominięcie i przekombinowanie faktów historycznych - tu się bardzo czepiać nie będę, bo to tylko gra (Najgłupszy argument świata obok "Udowodnij że Bóg istnieje/nie istnieje). Ale brakowało mi kilku rzeczy, które Ubisoft całkowicie wyciął z historii Rozpruwacza. Np. nie mogłem się doczekać kiedy zostanie jakoś wspomniane antysemickie graffiti z Goulston Street. Miejsca gdzie zginęły ofiary nie zgadzają się z miejscami totalnie, ani ułożenie ich zwłok, a już tzw. "Podwójne wydarzenie" czyli morderstwo Liz Stride i Catharine Eddowes było szczytem.

spoiler start

Co tam, że naprawdę zostały zamordowane na ulicach oddalonych od siebie o godzinę drogi. Wg. Ubisoftu zginęły jakiś metr od siebie i ich ciała znaleziono jednocześnie. Logic from France.

spoiler stop

. Byłoby jeszcze trochę tego, ale obiecałem się za mocno nie czepiać. To zrobię w ostatnim minusie.

Motyw Kuby Rozpruwacza ala Ubisoft - No i wielki finał. Jak mówiłem czytałem w życiu bardzo wiele o Rozpruwaczu i Morderstwach na Whitechapel. Tonami chłonąłem wszelkie nawet najdrobniejsze informacje, oglądałem mnóstwo filmów, nagrań, grałem w gry, czytałem powieści itp. I mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że Ubisoft zaserwował mi najgłupszy motyw zabójstw Rozpruwacza jaki w życiu widziałem! No dobra, nie wyjątkowo najgłupszy, ale na równi z idiotyzmami rodem z filmów From Hell czy Murder by Decree gdzie za zabójstwami stały jakieś sekty masońskie czy inne bzdety.
A Ubisoft poszedł w kolejny kretyński i arcyoklepany kierunek. Więc, według Ubisoftu bestialski seryjny morderca, który po dziś dzień wisi cieniem nad ulicą Whitechapel w Londynie, wybebeszał bezbronne kobiety ponieważ

spoiler start

stracił mamę.

spoiler stop

Co za skończony pacan to wymyślił!?

spoiler start

Według nich budzący strach od 128 lat morderca był maminsynkiem, który po utracie mamusi zdenerwował się na cały świat i postanowił patroszyć! Obwiniał o to Bractwo i Jacoba. Ciekawe czego oczekiwał, że Jacob się przeteleportuje i mu mamusię uratuje, czy co?

spoiler stop

Myślałem, że film z masonami i Abberline'm romansującym z Mary Jane Kelly oraz ćpającym opium, to już szczyt głupoty, ale Ubisoft dał właśnie popis na identycznym poziomie.

Moim skromnym zdaniem najbliżej prawdziwej tożsamości Kuby Rozpruwacza jest gra "Sherlock Holmes kontra Kuba Rozpruwacz". Przede wszystkim
- wydarzenia w tej grze są autentyczne
- osoba, która już od bardzo dawna była moim osobistym głównym podejrzanym, w tej grze okazuje się być prawdziwym Rozpruwaczem, no i to osoba, która istniała naprawdę, a jej biografia bardzo wskazuje, że to faktycznie ten człowiek mógł być zabójcą z East Endu: http://www.casebook.org/suspects/jacoblevy.html

Podsumowując polecam to DLC. Jestem ogromnym fanem zarówno Assassin's Creed jak i tematyki Morderstw na Whitechapel, więc muszę wystawić dwie oceny. Jako gracz byłem zadowolony, jako fan tematu już niestety mniej. Więc jako DLC i grę oceniam Assassin's Creed: Jack the Ripper na 8/10. Ma swoje wady, ale sprawdziło się jako opowieść o Asasynach. Jeżeli jednak tak jak ja jesteś zapalonym Ripperologiem, to będziesz rozczarowany. Tutaj daję ocenę maksymalnie 4/10, za przekombinowania, motyw zabójcy i olanie ogromnej ilości materiału na świetną grę. Pzdr.

post wyedytowany przez WerterPL 2016-11-05 17:55:05
30.10.2016 15:37
odpowiedz
WerterPL
67

A jeszcze niedawno jak jechał po graczach, że nie finansują mu trzeciej części Rampage, to mówił, tu cytuję: "Mam tyle pieniędzy, że mogę grać w golfa do końca życia". No to jak w końcu jest? Na golfa do końca życia ma kasę a na filmy nie?

30.10.2016 15:18
WerterPL
67

Mnie właśnie mocniej przestało się podobać od momentu rozpoczęcia tego wątku z syntetykami. To już był szczyt kiczu w wykonaniu Bethesdy, bo skojarzyło mi się z najstarszymi filmami klasy B, gdzie szalony naukowiec chce podbić świat z armią robotów.

30.10.2016 10:50
WerterPL
67

Jeżeli miałeś grę na Steamie ze wszystkimi dodatkami, to SE dostajesz gratis.

28.10.2016 18:33
WerterPL
67

Pomysł ciekawy, ale znając życie każdy by od razu takiego AC zaczął nazywać klonem GTA -.-

Ja bym chętnie zobaczył mimo wszystko AC w latach 30-tych XX wieku, ale najlepiej, gdyby nie działo się w Ameryce. Amerykanie raz przeżyją jak nie dostaną gry w "jedynym państwie świata". Nie obraziłbym się na Warszawę międzywojenną. Nie dlatego, że jestem Polakiem. Dlatego, że wtedy to było jedno z najpiękniejszych miast Europy.

26.10.2016 17:37
odpowiedz
WerterPL
67

Jak to w końcu jest z tym rzekomym wspieraniem modów do Skyrim na PS4? Czy mając Skyrim Special Edition na PlayStation 4 będę mógł sobie do niego instalować mody z Nexusa?

09.10.2016 11:03
WerterPL
67

Moim zdaniem w czwórce czepiać się można tylko fabuły. Tak to sam system kradzieży i włamania były całkiem przyjemne. No może jeszcze z czasem trochę irytowało, że większość mieszkań jest pusta. No i zakład Moira naprawdę robi wrażenie :)

09.10.2016 10:50
odpowiedz
WerterPL
67

Mam jedno pytanie do osób, które już grały. Chodzi mi głównie o model jazdy samochodem. Jak w tej grze czuć ciężkość samochodu i fizykę? Jest mniej więcej tak realistyczna jak w Mafii 1 czy też już bardziej pudełkowa? I fajnie by było, jakby dali możliwość manualnej zmiany biegów.

06.09.2016 15:03
3
odpowiedz
WerterPL
67

Znowu temat, który służy tylko i wyłącznie prowokowaniu niekończących się i bzdurnych kłótni! Ludzie, wybór Yen albo Triss to osobisty wybór każdego gracza i żaden nie jest mniej ani bardziej "kanoniczny" albo "heretycki" jak niektóre głąby próbują wmawiać! Po cholerę takie artykuły powstają? Bo moim zdaniem tylko i wyłącznie do prowokacji. "Dlaczego większość wybrała Yen." Co mnie obchodzi co wybrała większość? Ich sprawa! Mają pełne prawo wybrać po swojemu! Ja wybrałem Triss i wcale mi nie jest z tym źle, ani nie czuję żadnej debilnej "heretyckiej zdrady Sapkowskiego".

26.08.2016 19:37
odpowiedz
2 odpowiedzi
WerterPL
67

Dlaczego nie można w tej grze poddać podbitej prowincji represjom i zastraszeniu? Czasami jak podbijesz jakąś prowincję, to 3-4 razy wybucha ci bunt i nieważne, że tych idiotów rozbijasz w proch i pył, potem znowu się buntują.
W Medievalu jak mi podbita osada podskakiwała buntem, to ją poddawałem eksterminacji i się robili potulni jak baranki. Dlaczego tutaj nic takiego nie można!?

24.08.2016 11:15
odpowiedz
WerterPL
67

Witam, mam pytanie odnośnie Wiedźmina 2 na konsoli. Jak to jest tutaj z wyborami z poprzedniczek? Można cokolwiek powybierać na początku? Bo na PC pamiętam, że cholernie mnie irytowało, że jak grało się bez savów z jedynki, to gra założyła, że np. Geralt zabił Addę, a ja wcale tego nie robiłem.

21.08.2016 14:54
WerterPL
67

Flyby - Chyba mnie kolego trochę nie zrozumiałeś ;) Nic się nie stało, już ruszam z wyjaśnieniami.

- Nie mam nic przeciwko powtarzalności zadań pobocznych. W Skyrimie też tak było. Ale fajnie by było, jakbym mógł je wykonywać dopiero gdy sam tego zechcę, żeby mi nie wisiały bez przerwy w dzienniku. Skończy się zadanie to powinno być, że wtedy się pytasz, czy ma coś dla ciebie jeszcze, a nie, że od razu z automatu ci przydziela i nie masz na to wpływu.

Niektóre zadania faktycznie są też fajne, ale przeważają raczej takie prostoschematowe. No i charyzma na full? Spoko, ale trochę durne, że 10/10 daje efekty a 9/10 prawie w ogóle.

Postacie w grach Bethesdy po prostu zawsze wydawały mi się jakoś mało istotne. Nigdy nad nikim nie uroniłem łzy jak zginął, ani nie przywiązywałem się do niego mocniej. Nawet do własnej żony w Skyrim xD A do tej pory pamiętam jaki byłem zszokowany i smutny po finale "Bitwy w Kaer Morhen" z W3. Romans ala Bethesda i tak uważam za dość płytki, żeby trafić gra mogła do dzieci.

Mgła - Mgłę potępiłem, ale nie miałem na myśli tej zielonej burzy. Zielona burza jest fajną sprawą. Ja skrytykowałem tę białą mgłę, która często występuje ;)

21.08.2016 11:59
2
odpowiedz
3 odpowiedzi
WerterPL
67
7.0

Fallout, Fallout. Nasz kochany Fallout. Dużo wymagałem od tej gry i mam do tego pełne prawo. Bethesda to jednak, co by nie mówić zespół z wieloletnim stażem w grach z otwartym światem. Fakt, że nadal robią setki bugów, których nie usuwają, ale mają doświadczenia więcej niż dużo. Fallout 4 ma wiele zalet ale i wiele wad. Nie lubię porównywać dwóch różnych gier, ale każdy to robi, więc powiem, że Fallouta 4 oceniam wysoko, jednak do pięt nie dorasta on Wiedźminowi 3, wbrew temu, co piszą tu setki ludzi, którzy potem usuwają konto i mają poziom 0 - Junior.

OCENIANA JEST GRA Z PS4

ZALETY

Tworzenie postaci - Jest bardzo mocno rozbudowane i świetnie się bawiłem tworząc moją postać (kobietę). Jedyne, co mi przeszkadzało, to mały wybór ciekawych fryzur, ale poza tym dawno nie widziałem tak dobrego tworzenia postaci.

Budowanie osad i crafting - kolejna naprawdę fajna rzecz. Zbieranie surowców i tworzenie osiedli daje dużo frajdy. Można zbudować całą nową farmę, osadę, miasto. Mieszkańcy zajmują się sobą a my mamy spory wpływ na życie takiego miasteczka. Co prawda przebywanie w osadzie szybko się nudzi i gracz chce ruszyć w teren, ale i tak uważam cały system budowania osady, ulepszania broni i pancerzy za dobry dodatek do gry.

Świat i eksploracja - Co prawda często niektóre miejsca przytłaczają, ale daję świat do plusów, bo nie jest łatwo zrealizować taki świat jak w Falloucie. Nie ma tu pięknych widoków, bo wszystko jest zrujnowane, ale grając naprawdę chce się eksplorować niektóre budynki i miejsca. Są lokacje owiane tajemnicą, którą chcemy rozwiązać, przerażające niekiedy albo intrygujące na inne sposoby. Czuję się jak ocalały z apokalipsy, który chce przetrwać, więc szuka zapasów i jedzenia. A o to właśnie chodzi! Jak się trafi na zaludniony obszar, to zawsze można sobie usiąść, zjeść kluski i wypić Nuka-Colę, a w międzyczasie puścić muzykę w radiu i poczytać ;)

Tryb przetwania - Odpowiednik Jestem Hardcorem z NV. Kolejna rewelacyjna rzecz. Dopiero z tym poziomem trudności czujemy się jak ocalały. Trzeba jeść, pić, spać a nawet realistyczniej odwzorowane są obrażenia tak nasze jak i przeciwników.

WADY

Fabuła i zadania - O ile byłem zachwycony przez pierwsze 2 godziny gry, tak z czasem zaczęło się robić, co raz bardziej schematycznie. Uwielbiam zadania poboczne, ale tutaj są nachalne wbrew woli gracza. Zadania dla Minutemanów początkowo zaciekawiają, ale potem zdajesz sobie sprawę, że musisz ciągle robić 3 rodzaje zadań - Zabić ghule/bandytów, odzyskać pamiątkę rodową albo uratować porwanego wieśniaka. Nie byłoby nic złego w tym, gdybym miał możliwość wybrania opcji "czy masz dla mnie zadanie?". Ale nie! Zamiast tego mówisz o wykonanym zadaniu i natychmiast dostajesz nowe. I tak w nieskończoność, zadania poboczne wiszą ci na liście zadań i nie możesz się ich pozbyć!
Fabuła sama w sobie też nie jest jakaś szczególnie zachwycająca, mniej więcej ten sam poziom co poszukiwanie starego w Fallout 3, tyle tylko, że szukamy syna. Już nie mówiąc, że kiedy już do spotkania dojdzie, to jest najpłytszą i najbardziej wyssaną z emocji sceną w historii gier! We Wiedźminie poza Krwawym Baronem wspominam ciągle spektakularną Bitwę w Kaer Morhen, pierwsze spotkanie z Ciri, pogłębiany świetną muzyką klimat wiedźm z Krzywuchowych Moczarów, Wesele przyjaciółki Shani, piękny widok Toussaint, Gwinta, Dijkstrę, O'Dima i większość zleceń na potwory. W Falloucie 4 nie pamiętam nic poza dramatycznym początkiem gry. Potem to już rutyna.

Postaci towarzyszy - Tradycja Bethesdy ciąg dalszy. We Wiedźminie 1,2 i 3 czułem naprawdę wielką więź emocjonalną z przyjaciółmi Geralta. Zależało mi na przyjaźni Zoltana i Jaskra a Triss kochałem jak żywą kobietę. We Falloucie każdego towarzysza i NPC w grze miałem w głębokim poważaniu i nie przejmowałem się czy ktoś mnie lubi czy nie. Nie pamiętam nawet imienia tego gościa w kapeluszu i płaszczu od Minutemanów, mimo że ciągle z nim gadam. Tak bardzo mam gdzieś postacie w tej grze. A przepraszam! Była jedna postać, na której mi bardziej zależało! Ochłap. Tylko Ochłapem się przejmowałem i patrzyłem czy na pewno się nie zgubił. No może jeszcze dziennikarka Piper, ale po osiągnięciu romansu z nią, mogłem już ją właściwie totalnie olać.

Automatyczny save - Najgorszy save w historii gier i musiałem w końcu przejść w save co 5 minut. Dlaczego nie dali, ze gra się automatycznie save'uje po jakimś czasie?! Nie, zamiast tego trzeba wejść w Pip-boya i dopiero wtedy się save'uje. Często przez to jak mnie zabili musiałem wracać o kilka odkrytych lokacji wstecz!

Wszędzie wrogów na pęczki a amunicji mało - Zawsze lubiłem zakradać się z karabinem snajperskim i zdejmować powoli wrogów z ukrycia. Tutaj też to jest fajne, ale po czasie robi się męczące. Wrogowie zawsze mają 5-6 towarzyszy, którzy zaraz idą w twoją stronę. Amunicja szybko się kończy, co byłoby zaletą klimatu, ale tu jest zwyczajnie wkurzające! Zwłaszcza, że czasami trafiamy na wroga, któremu pasek życia ledwo naruszymy wywalając cały magazynek. Na gościa w pancerzu wspomaganym wywaliłem 320 pocisków a nawet wtedy jeszcze go nie zabiłem. Towarzysze też nic nie dają, bo bardzo szybko padają na kolana albo zwlekają pomiędzy kolejnymi strzałami jakieś 5-7 sekund.

Dodatkowo nowy rodzaj przeciwnika - Assaultron. Cholera, żądam kategorycznie, żeby wyszedł patch, który tych gnoi usuwa z gry, albo drastycznie ogranicza! Nie dość, że zabić to ciężko, to jeszcze jak pozwolisz mu wypalić laserem, to giniesz od razu! Szybkie, silne i zawsze w towarzystwie!

Fallout dla dzieci - Owszem. Bethesda jakoś strasznie się boi umieszczenia w grze rzeczy dla dorosłych. Gra jest od 18 lat, ale tylko za krew chyba. Bo ja bym jej dał status "od 15 lat". Zero tu jakichś ukazań brutalności świata po apokalipsie. Moją bohaterkę każdy zapowiadał, że zabije a nikt nie chciał zgwałcić, nie ma żadnego domu publicznego a narkotyki? Zawsze można się z nich łatwo wyleczyć i nic złego ci nie robią.

Prawie w ogóle nie czuć niepokoju i straszliwości świata z Fallouta. Taki klimat był bardzo odczuwalny w 1 i 2, gdzie świat był ciężki, mroczny i przygnębiający. Tutaj? Sielanka, każdy uśmiechnięty i ma nadzieję. Uprawia roślinki, wita grzecznie i przestrzega savior vivre. Już bardziej przygnębiające realia panowały we francuskiej wieczorynce "Wyspa Niedźwiedzi".

Dodatkowo romanse. Tak w grze są romanse. Ale najbardziej prymitywne w historii gier! Bethesda to chyba grupa cnotek-franciszkanek. Cały romans polega na tym, że kładziesz się do łóżka, ekran robi się czarny a potem masz perka! Ot wszystko! Daleko mu za naszym rodzimym Wiedźminem. Nawet słaby romans w jedynce był lepszy niż w F4. W Fallout 2 nawet dzieciaka mogłeś się dorobić. I nie mówię, żeby od razu robić z tej gry pornola, ale sceny podobne do tych z Mass Effect naprawdę by tej grze nie zaszkodziły. No ale, jak można pokazać nagie piersi w grze dla 15-latków, prawda Betho? :)

Dialogi - Jakieś tragiczne nie są, ale płytkie tak. Dodatkowo charyzma w tej grze to jakaś porażka. 90% moich prób charyzmy w dialogach kończy się porażką i to mimo, że mam 8/10 charyzmę rozwiniętą! Dodatkowo czasami nieważne czy będziesz miły, czy totalny dupek, twój rozmówca odpowiada ci tak samo. Nic się nie zmienia.

Mgła i broń - Bethesda albo idzie na łatwiznę, albo są zwyczajną bandą leni. Mgła w tej grze często występuje a służy to wyłącznie zamaskowaniu tego, że sprzęt nie wyrabia ogromu świata. Zmiażdżone przez wojnę atomową USA robi wrażenie, ale często mgła zasłania wszystko. We Wiedźminie spojrzysz z bardzo daleka na majestat pięknych krain Skellige i Toussaint. Polacy w pierwszej grze z otwartym światem umieli a Amerykanie z wieloletnim doświadczeniem nie?
Dodatkowo. Dlaczego do cholery broń nie pokazuje się na naszej postaci!? Zadbali nawet o takie szczegóły jak obrączka na palcu mojej postaci, ale broń zamiast wisieć u pasa albo na plecach zwyczajnie znika w kieszeni. Dlaczego? Bo tak jest łatwiej i szybciej....

Podsumowując, daję Falloutowi 4 7/10, nie więcej. Skłamałbym, że nie bawiłem się przy nim dobrze, bo świat mnie wciągnął i często popadałem w roleplay, a właśnie o to chodzi. Niestety wad ma ta gra tyle samo, co zalet a na dodatek wady są te same, co we wszystkich grach Bethesdy przez wszystkie lata. Dobra gra, jestem zadowolony, że ją kupiłem. Jednak dużo czasu zleci, zanim zdecyduję się przejść ją ponownie. Dla porównania, we Wiedźmina 3 po przejściu gry, natychmiast zaczynam ją od nowa. I to już po raz czwarty i wciąż mi się nie znudzi.

post wyedytowany przez WerterPL 2016-08-21 12:00:20
21.08.2016 11:06
WerterPL
67

Twoją opinię szanuję, ale powiedz mi jaki logiczny sens miałoby, że Geralt który ciągle stara się uratować Ciri przed dostaniem się w łapy Dzikiego Gonu, nagle do niego dołącza? Co wtedy? Nagle wszystkich zdradza i wydaje Ciri w łapy Eredina a potem razem z nim sprowadza zagładę na ludzi? Przecież to bardziej niż debilne by było.

Fallout 4 moim zdaniem szybciej robi się nudny. Zadania są non-stop te same "zabij ghule/bandytów/supermutantów, uratuj porwanego albo przynieś pamiątkę rodową". Od Minutemanów nie można się uwolnić, bo non-stop ci dają nowe zadanie bez możliwości wyboru czy chcesz następne czy nie. Osady fajna rzecz, ale po chwili robi się ich po prostu za dużo i za często musisz latać po byle pierdoły. Nieważne, że rozstawiłeś 9 wieżyczek obronnych. Jeżeli nie ruszysz na pomoc w czasie ataku, to i tak 3-4 bandytów wyrżnie całą osadę. Dialogi są strasznie płytkie a spotkanie ze swoim synem to po prostu porażka i tragikomedia.

21.08.2016 09:55
WerterPL
67

Moim prywatnym zdaniem to lepsze niż poprzednie NFSy o tajemniczych zamaskowanych, anarchistycznych buntownikach, którzy wypowiadają prywatne wojny lokalnej policji i systemowi rządzącemu. Z bohaterem takim jak w tym NFSie o wiele łatwiej się utożsamiać.

Co do telefonów i tuningu się całkowicie zgadzam.

21.08.2016 09:51
WerterPL
67

Tęsknię za grami typu Legacy of Kain: Blood Omen, gdzie Wampir był oficjalnie Wampirem, był potężny, dumny z tego czym jest, nie miał oporów przed zabijaniem i piciem krwi a on sam dążył do dominacji nad ludźmi. Czy teraz ciągle trzeba robić jakieś lustrzanki Zmierzchu!? Czy Wampir musi zawsze walczyć ze swoją naturą i starać się być dobry? Grę kupię i zagram, bo lubię tematy Wampirów, ale dla mnie jedyne prawdziwe Wampiry, to te złe i nie mające oporu przed zabijaniem. Castlevania, Nosferatu, Legacy of Kain czy Dawnguard.

10.08.2016 09:57
WerterPL
67

Też zazwyczaj nie patrzę po opiniach ;) Często jest tak, że całe masy ludzi narzekają a mi się produkt podoba. Byłem ciekaw skąd takie różnice ;p

W każdym razie dzisiaj zamawiam, bo cena dość atrakcyjna. Na własne oczy się przekonam, czy ta gra faktycznie zasługuje na tytuł roku. Mam tylko nadzieję, że wreszcie doczekam się gry od Bethesdy, gdzie nie będę musiał robić awaryjnie przeplatanki save'ami, bo jakiś bug zatnie mnie w queście na amen.

09.08.2016 11:30
odpowiedz
1 odpowiedź
WerterPL
67

Mam pytanie. Chciałbym w tym tygodniu sobie sprawić Fallouta 4 na PS4 i mam pytanie, albo dwa.

Mógłby mi ktoś wytłumaczyć dlaczego ocena konsolowa jest aż tak diametralnie inna (niska) w stosunku do wersji PC?

Czy w tej grze również są typowe dla wszystkich gier Bethesdy bugi, które sprawiają, że można utknąć w queście na amen?

06.08.2016 20:19
WerterPL
67

Na Pana, to sobie zasłużyć trzeba.

25.07.2016 10:06
1
WerterPL
67

EnigmaN7 - Nie jesteś śmieszny, gościu...

Darat - A dlaczego prowincję? Ja bym się nie obraził na Elder Scrolla (singla) w całym Tamriel :) Ale jeżeli już by miała być prowincja, to chętnie bym zobaczył ziemie Thalmoru, z pustyniami i puszczami.

19.07.2016 10:34
odpowiedz
WerterPL
67

Most Wanted ma coś w sobie. Mimo, że system jazdy jest strasznie sztuczny i niesłychanie wkurza to, że przeciwnicy zawsze mają lepsze samochody niż ty i jadą jak po szynach, nie robiąc błędów nawet przy 300 na godzinę, to do tej gry zawsze się wraca. Most Wanted z 2012 przeszedłem w bólach jeden raz i nigdy więcej do niego nie wróciłem, bo nie ma do czego. Zero tuningu, 5 wyścigów na krzyż dla każdego auta i zbieranie aut z ulicy. Żałosne. Z Most Wanteda po dziś dzień pozostała mi miłość do BMW M3 GTR i właśnie takim samochodem przeszedłem całego NFS'a z 2015. Dziś marzę, że uda mi się kiedyś kupić BMW M3 E46 i z czasem zmodyfikować go na dokładnego GTR-a :) Sentyment do tej gry jest i na pewno niejednokrotnie jeszcze powrócę do niej.

18.07.2016 10:37
odpowiedz
1 odpowiedź
WerterPL
67

A ja mam pytanie do tych, którzy już grali. Czy ja jako duży fan serii Fight Night odnajdę się w tym rodzaju walk? Szczerze, to wolę raczej walczyć "na stojąco", niż niezręcznie leżeć i szukać sposobu na kilka ciosów w bok.

05.07.2016 14:54
odpowiedz
1 odpowiedź
WerterPL
67

A ja mam jedno pytanie do tych, co przeszli Krew i Wino. Czytałem chyba na angielskim Witcher Wiki, że w Corvo Bianco Geralt może z czasem tworzyć własne wino. I jak to w końcu jest? Można w ogóle wino produkować, czy CDP zgotował rozczarowanie nie do wybaczenia?

01.07.2016 09:57
2
odpowiedz
3 odpowiedzi
WerterPL
67
10

Wiedźmin 3 po prostu oczarowuje! Kawał profesjonalnej roboty, który chociaż ma minusy, to są one miażdżone przez całą masę plusów, które wprowadzają nowy poziom w RPGach. Nawet moja niegrająca żona prosi mnie, żebym we Wiedźmina jeszcze pograł, bo chciałaby Gwinta :p Według mnie oto najważniejsze plusy i minusy tej gry:

PLUSY

Fabuła - jest bardzo dojrzała, zawiera mnóstwo wciągających wątków i co najważniejsze, czujemy że nawet te poboczne zadania mają równie istotne znaczenie, co wątek główny! Do tej pory w grach tak nie było. Dialogi się nie nudzą, nie brzmią pusto i cała gra zajmuje grubo ponad 200 godzin, a nie jakieś 30. Są sceny akcji, ale też romansu, wzruszeń, strachu, smutku. WSZYSTKO! Mnóstwo tu smaczków słowiańskich, których Amerykanie nie zrozumieją. Dlaczego to plus? Bo nienawidzę, jak gdy są robione pod Amerykanów, jakby byli oni najważniejszą nacją świata. Dodatkowo mnóstwo świetnych Easter Eggów, ale to już sami obejrzycie ;)

Postacie - Nigdy w żadnej serii RPG tak bardzo mi nie zależało na postaciach pobocznych jak tutaj. Grając czułem, że Jaskier i Zoltan to moi najlepsi kumple. Zależało mi na aprobacie mojej partnerki a gdy znalazłem Ciri faktycznie czułem jakby była to moja własna córka. Lambert, chociaż często dupek, to ja tego gościa po prostu kocham! :D Fajna rzecz z Geraltem, że rośnie broda. Mała rzecz a cieszy. Jestem weteranem całej serii Elder Scrolls i nie pamiętam stamtąd ani jednej postaci, która by mnie mocniej obchodziła! No może Serana, ale po przejściu Dawnguard olałem i ją.

Muzyka i Grafika - Grafika pięknie ukazuje nam świat znany z sagi, cudowne lasy przez które przenika światło słońca, potoki, wsie w których czuć klimat naszej ojczyzny czy ośnieżone góry Skellige. Świat jest ogromny i cały czas chce się go eksplorować. Fauna żyje własnym życiem. Przykład, idziemy za dnia lasem i możemy spotkać wilki albo niedźwiedzie. Potem idziemy nocą i prawdopodobnie będzie to samo, ale np. jeżeli idziemy w czasie pełni, to już duża szansa, że napatoczy nam się Wilkołak. Potwory zostały świetnie zaprojektowane, zwłaszcza Leszy, Bies czy Gryf. Do tego dochodzi świetna muzyka idealnie buduje klimat. Jest dynamiczna w czasie walki a spokojna w czasie wędrówek. Mocno wsłuchuję się w charakterystyczny utwór w Skellige, który kojarzymy też z Medieval: Total War czy genialny, kojarzący się z folklorem słowiańskim kawałek, kiedy na ekranie są trzy Wiedźmy z Krzywuchowych Moczarów :)

System walki i zlecenia - Tego właśnie chciałem we Wiedźminie. Dużo zleceń, dużo roboty. Tropienie potwora, badanie ataków, świetny wygląd każdego stwora i szykowanie się do pracy. Walka to nie tylko ciosy, odskoki, przewroty, piruety i znaki, ale też eliksiry, których trzeba z rozwagą używać. Jaki eliksir przyda się na danego potwora, to już zależy od naszej wiedzy. Dużo zatrucia to dużo żył na bladej twarzy Geralta, a walka bardzo jest dynamiczna i wciąga. Potwory wreszcie stanowią wyzwanie i jak je zabijesz, to czujesz satysfakcję. Dodatkowo można się targować o zapłatę. Fajna rzecz, ale mogli ją rozbudować lepiej. Np. że zleceniodawca też proponuje swoją cenę, zamiast powtarzać - to za dużo, trochę mniej panie wiedźmin itp.
PS: Polecam zlecenie - "Pijak z Oxenfurtu" xD

Gwint - byłem zawiedziony jak usłyszałem, że nie będzie pokera, ale jak zagrałem w Gwinta, to zakochałem się w tej cudownej karciance :) Symulacja pola bitwy i wiele satysfakcji ze zbierania całej kolekcji. Najbardziej przemawia do mnie talia Nilfgaardu, chociaż rzadko grać miałem okazję. Zazwyczaj jak jest gwint (a jest niemal wszędzie), to muszę oddawać żonie pada, bo ona uwielbia Gwinta jeszcze bardziej :D

Wybory - Chyba najcięższe wybory moralne w historii gier. Niemal każdy moment, gdy trzeba decydować jest strasznie trudny do wyboru, a konsekwencje mogą odczuć nie tylko postacie, ale i całe królestwa. Tutaj naprawdę czujemy, że życie wcale nie jest takie łatwe i nie zawsze wszystko się udaje. Kawał profesjonalnej roboty.

Zakończenie - Wreszcie gra, gdzie zakończenia nie tylko są zróżnicowane, ale też dają satysfakcję. Uważam, że godnie zakończyła się ta największa przygoda Białego Wilka i nie powinno się już niczego ruszać. Pomimo mojego ogromnego szacunku do Andrzeja Sapkowskiego, to muszę to powiedzieć głośno - Niech mówi, co chce. Dla mnie trylogia gier Wiedźmin, to JEST oficjalna kontynuacja sagi, bo świetnie rozwinęła dalsze losy postaci i zamknęła wątki. Nawet w kwestii tytułowego Dzikiego Gonu.

Dodatki - Patrzcie EA Games! Tak się cholera robi DLC i dodatki do gier! Dostaliśmy za free nową grę plus, nowe talie, nowe zbroje, brody i fryzury, wygląd postaci, nawet całe zadania! Serca z Kamienia dodają wątek chyba tak genialny, że bije na głowę fabułę niektórych całych gier na rynku, świetnie bawiłem się w poszczególnych momentach, których nie zaspoileruję. O Krwi i Winie się nie wypowiem, bo dopiero zaczynam wątek, ale podoba mi się motyw z winnicą. Uwielbiam takie rzeczy :)

MINUSY

Deszcze - tak jest. Dla mnie deszcze, to chyba najpoważniejszy minus tej gry. Deszcz pada strasznie często i ma się go dość, bo przy burzy nie widać okolicy. W dzień jest często ciemniej niż w nocy i psuje to efekt spaceru przez świat. Może bym się nie czepiał, gdyby trwały one 3-4 godziny w grze, ale deszcze potrafią padać cały tydzień bez przerwy!

Mało roleplay - no może nie tak mało, bo jest go bardzo dużo, ale było kilka rzeczy, które mnie irytowały. Np. dlaczego Wiedźmin nie może sobie usiąść na ławce i na chwile wyluzować? Dlaczego nie można piec surowego mięsa, którego jest od cholery? I wreszcie, dlaczego upośledzono picie w stosunku do jedynki? Geralt może się upić i obraz zacznie się rozpływać, ale nie można się upić do nieprzytomności. Nawet nasz Wiedźmin nie zaczyna się chwiać po alkoholu. Szkoda, bo byłoby to realistyczniejsze. Dobrze chociaż, że medytacja jest możliwa wszędzie.

Sceny erotyczne - Nasłuchałem się ile to czasu CDP poświęcili na sceny seksu i szczerze zawiodłem się, z jednego prostego powodu - Wszystkie sceny seksu są TAKIE SAME! Jak zaczynasz scenę erotyczną, to zawsze są identyczne sceny, tylko z inną kobietą. A przepraszam, tylko Yennefer ma bardziej ciekawe, ale poza tym reszta to kalka. Nawet Triss ma taką samą scenę jak zwykła ulicznica! Dodatkowo mam wrażenie, że jakieś te sceny stały się mniej odważne. Do tej pory pamiętam z Wiedźmina 2 bardzo pikantną i odważną scenę z Triss w ogrodzie :) Tutaj jest już mniej pikantniej. No i zawiodłem się też, że ewidentnie CDP założył, że każdy wybierze Yen. Ja wybrałem Triss i nie podoba mi się, że gra uznaje ją za mniej istotną.

Ogólna moja ocena całej gry to bardzo mocne 10/10 :) Pewnie, że ma ta gra wady i bugi. Płotka zachowuje się czasem idiotycznie, ale ogółem to najlepszy RPG jaki w życiu widziałem i po dziś dzień, przy trzecim podchodzeniu nie znudził mi się w ogóle. Obowiązkowa produkcja, która zjada Fallouta 4 pod każdym niemal względem.

Yennefer vs Triss Merigold - mój wybór
Na koniec dodam tylko od siebie. Geralt wybiera tu między jedną a drugą czarodziejką (można romansować z obiema, ale odradzam!). Kiedyś słyszałem tekst w stylu - "Każdy normalny, kto sagę czytał wybrałby Yen!". Ja czytałem Sagę, dwa razy i wybrałem Triss. Z prostego powodu. Spokojna i zakochana Triss już w książkach bardziej mi się podobała niż wiecznie humorzasta i jędzowata Yennefer. Yen może i jest ładniejsza, ma twardszy charakter i lepiej sobie radzi, ale przy Triss jakoś mi było przyjemniej pod każdym względem. Po Triss bardziej niż po Yen było widać, że kocha Geralta i w prawdziwym życiu bardziej niż z Triss bym chciał się ustatkować. I żadne argumenty wielkich obrońców do mnie nie przemawiają:
- Yennefer i Geralt są związani ze sobą przez dżina przeznaczeniem!
* Aha, czyli krótko mówiąc wiąże ich na sztuczno zaklęcie.
- Geralt wolał Yennefer!
* Ale to było w książce. W grze gram swoim Geraltem i wolę Triss.
- Yen, może i zdradzała Geralta, ale on ją też!
* No właśnie. Ciągłe zdrady. Tym bardziej uważam, że ten związek należy zakończyć, bo nie ma sensu.

W każdym razie jak by nie było, każdy ma swój gust, każdy ma prawo wybrać jak woli. Ja wolę Triss i tak już zostanie. Nie lubię charakteru u kobiety takiego jak ma Yen, że za wszelką cenę i nie patrząc na krzywdy innych osiąga cele i co chwila zrzędzi albo wypomina. Triss taka nie jest i dlatego wolę ją. Poza tym przez pierwszą część i drugą ciągnąłem wątek miłosny z Triss i dalej chciałem iść tą drogą. Nie mówię, że Yen to samo zło! Ja jednak po prostu wolę Triss i tak już zostanie. Jedni wolą Triss inni wolą Yennefer, każdy ma pełne prawo do swojego wyboru. Jednak uważam, że głupio jest wybierać Yennefer, tylko i wyłącznie dlatego, że w książce tak Geralt wybrał.

24.06.2016 14:21
👍
1
odpowiedz
WerterPL
67
8.0

Need for Speed marzeń. Prawie, bo zastrzeżeń kilka poważnych jest, jednak wreszcie jest Need for Speed, który dla mnie łączy to, na czym zawsze głównie mi zależało. Wymienię wszystkie plusy i minusy, jakie moim zdaniem ma ta gra:

PLUSY

Realia - Fabuła co prawda sama w sobie nie jest wcale "dojrzała", jak piszą na pudełku. Jednak podoba mi się to, w czyją skórę bohater jest wcielony. Teraz jesteśmy wreszcie młodym chłopakiem z miasta, który ze swoją ekipą ściga się po nocach, chodzi do klubów, świętuje, przybija piątki i stara się zaistnieć w mieście. Wreszcie koniec z jakimiś samozwańczymi buntownikami, którzy wypowiadają osobiste wojny lokalnej policji i używają nanotechnologii ala impulsy EMP czy inne zagłuszacze. Dodatkowo podoba mi się, że bohater jadąc samochodem wreszcie nie nosi na głowie jakiegoś badziewnego kasku rajdowego. Jest to bohater z którym dużo łatwiej się utożsamiać niż w Hot Pursuit, Most Wanted czy Rivals. Fabuła może i słaba, ale czułem się dość fajnie, jako członek ekipy przedstawionej w grze i wolę najprostszą fabułę, ale jednak fabułę niż jej totalny brak a co za tym idzie, brak sensu ścigania się jak to było w Most Wanted 2012.

Miasto - jest tak zrobione, że daje ogromne pole do popisu. Długie autostrady, uliczki, ronda, kaniony do driftów, dużo stacji benzynowych i spory teren, który nie męczy. Można się tu teleportować do wyznaczonych wyścigów, ale rzadko tego używałem, bo przejażdżka przez miasto daje dużo przyjemności. Nie trzeba też już pilnować żadnych poziomów uszkodzeń, więc można się skupić wyłącznie na prędkości. Rozwijanie maksymalnej na rozświetlonym moście daje od razu banana na twarzy i automatycznie zmusza do wciśnięcia analogu odpowiedzialnego za zrobienie zdjęcia :)

Samochody i tuning mechaniczny - Tutaj jestem bardzo zadowolony. Może nie jest to jakiś szczególnie duży wybór, ale dla mnie idealny, bo jestem wielkim fanem BMW, których tutaj jest mnóstwo. Wreszcie wróciło BMW M3 E46 i co najlepsze, można z niego zrobić legendarne M3 GTR z Most Wanted! Tuning daje też dużo frajdy, bo sprzęt pod maskę można władować naprawdę mocny. Jak kupiłem samochód miał około 340 KM a po wzmocnieniu miał ponad 1000 KM. Można też dokładnie ustawić jak chcemy aby samochód zachowywał się w kwestii driftów. I co najfajniejsze - prawie wszystkie wyścigi się da teraz wygrać swoim ulubionym samochodem! Nie ma już tak, że masz przymus kupić lepszy, bo teraz już twój jest zbyt żałosny na te i tamte wyzwania. Całą niemal grę przeszedłem za kółkiem BMW M3 GTR własnoręcznej konstrukcji (Bez deluxe).

Wyścigi i brak balansu - Wyścigów w mieście jest naprawdę dużo i dają mnóstwo frajdy. Nawet znienawidzone przeze mnie dragi i tory teraz dają mi przyjemność, bo są fajnie skonstruowane. Drag odbywa się na krótki dystans i nie trzeba balansować jak popieprzony przez setki samochodów. Tor składa się przeważnie z 2, 3 okrążeń, a nie pięciu, co zmniejsza szansę na to, że się wściekniesz, bo 4 okrążenia jechałeś perfect, ale na koniec zrobisz błąd i rywal wygra.
Brak balansu to dla mnie ogromny plus, z bardzo prostej przyczyny. Kiedy poświęciłem mnóstwo czasu na porządne dopakowanie swojej fury, to chcę czuć tą przewagę! I tutaj wreszcie tak było. Podszedłem do wyścigu z samochodem słabym i przeciwnik miał też słaby, ale ograł mnie. W końcu kupiłem lepsze auto i rozegrałem ten sam wyścig. Rywal nadal miał swojego poziomu samochód a ja dużą przewagę. Wściekałem się na inne NFSy, gdzie nieważne jaki miałeś samochód i jak go podrasowałeś, to inni nagle z dupy dostawali lepsze niż twój. Tutaj tak nie ma i chwała za to! Oby tak było już zawsze!

Zachowanie w ruchu miejskim - tak jak mówiłem, można się zachowywać jak typowy rajdowiec miejski. Kręcić się po rondzie, zaliczać bączki, palić gumę i jeszcze jedna rzecz ważna w kwestii ruchu w mieście. Jeżeli miniesz radiowóz nie przekraczając prędkości, to nie zaczną cię od razu gonić. Policja nie rusza w pościg na sam twój widok i to duży plus.

Wyzwania zwykłe i codzienne - poza pieniędzmi zarabiamy też punkty REP, które odblokowują sprzęt, winyle itp. Jednak wiele jest takich rzeczy, które pozwalają nie odrywać się od gry. Codziennie są inne wyzwania do pokonania, rozegrane wyścigi można rozgrywać w nieskończoność i zawsze się zarabia tyle samo pieniędzy ile było w danym wyścigu, a nie że raz 8000 a potem już tylko 500. Uwielbiam wyzwania polegające na driftowaniu, bo tej grze jest naprawdę spektakularnie pod tym kątem.

MINUSY

Muzyka - jakaś tragiczna nie jest, ale jednak w przeciwieństwie do poprzedniczek, tutaj prawie żaden utwór nie zapadł mi w pamięć. Raz tylko pamiętam leciały utwory z MW oraz Carbona a nawet raz utwór który leciał w klubach tanecznych w Mass Effect :p

Telefony - Twoja ekipa liczy dość sporo osób, a każda z nich ma dla nas serię wyzwań. Więc w związku z tym (zwłaszcza na początku) jesteśmy po prostu zalewani telefonami od nich. Czasami nawet dzwonią jeszcze raz, żeby cię pogonić do ustawienia się z nimi. To można olać i odczytać później, ale jednak instynktownie człowiek chce odebrać.

3 Schematy EA Games - czyli takie rzeczy, które od wieków ciągną się za serią:
- przeciwnik nie popełnia ani jednego błędu a nawet najostrzejsze zakręty nie spowalniają ich samochodów.
- Kiedy wejdziesz w duży drift to jadący z przeciwka samochód ZAWSZE akurat znajdzie się na tym pasie, na który cię zniesie i masz dzwon na czoło.
- trasy na których znajdują się grube, betonowe murki albo zakręty, które mogą znieść cię w alejkę wymagającą cofnięcia się.

Nie wiem, co za palant z EA Games się tak uparł na te schematy, ale niech go wreszcie zwolnią! Te idiotyzmy nie podobały się ludziom 10 lat temu i teraz też się nie podobają! A jak się komuś podobają, to mu współczuję, bo to taka sama przyjemność jak skok na bunggie z liną przywiązaną do jąder.

Policja - słowo daję, tak beznadziejnej policji dawno już nie widziałem. Nawet na wysokim poziomie poszukiwań nie miałem problemu, żeby im uciec. Czasami musiałem się zatrzymywać, żeby bidoki za mną nadążyły. Gdyby w prawdziwym świecie policja łapała jak w tym NFSie, to moim samochodem 114 KM bym im uciekał za każdym razem.

tuning wizualny - O ile tuning sprzętu mnie zadowala, tak wizualny jest jakoś dziwnie ograniczony. Byłem zadowolony ze swojego E46 przerobionego na GTR, ale inne samochody czasami można tylko przyodziać w spoiler i to jakiś przesadnie duży, który psuje wygląd. Chociaż nie powiem, winyle są bardzo ciekawe i pomysłowe. Zwłaszcza obecnie najbardziej popularny na Aventadora xD

Tryb prestige - moim zdaniem (i nie tylko, bo mnóstwo ludzi narzeka) najbardziej poroniona rzecz w całej grze. Tryb ten nie jest obowiązkowy, i całe szczęście, bo przegięty jest w poziomie trudności. Najszybszym samochodem jadąc perfekcyjnie jestem w stanie wywalczyć brązowe osiągnięcie, ale nawet nie mógłbym marzyć o złotym. Ghost ewidentnie tego trybu nie testował. Wszystko mówi osiągnięcie - "Wygraj złoto w trybie prestige", który średnią światową ma 0.01 xD

Konieczność bycia ciągle online - nie wiem po cholerę to, bo jeżeli dla ochrony przed piractwem, to piraci i tak to będą piracić i tak, a uczciwi gracze cierpieć. Serwer EA games jest dość niestabilny. Często jak odpalam grę, to muszę to robić 2-3 razy, bo wyskakuje, że nie udało się zalogować do serwera. Ponad to, ekran wczytywania potrafi iść w nieskończoność i to wszystko straszliwie irytuje i utwierdza mnie w przekonaniu, że z EA zawsze musi być pod górkę.

Ogółem mówiąc, Need for Speed może nie wybitny, ale bardzo przyjemnie mi się w niego grało. Wkurzał momentami, jednak dobrze mi się wczuwało w bohatera, byłem zadowolony ze swojej fury, wyścigów mnóstwo, ludzie w ekipie spoko (zwłaszcza Manu i Amy) i frajda z poczucia przewagi, że pakowanie w samochód kupy forsy się zwraca. Szkoda tylko, że po przejściu fabuły nie dali czegoś fajnego, typu raz na jakiś czas telefon, że ekipa organizuje wyścig między sobą i żebyś wpadł. Ty byłoby fajne móc ścigać się wyłącznie z kierowcami, których znasz. Nie każdemu przypadnie do gustu, ale na 100% będę niejednokrotnie wracał do tego NFSa. Pozdro.

post wyedytowany przez WerterPL 2016-06-24 14:25:37
24.06.2016 13:36
odpowiedz
WerterPL
67

Po co mają z tego robić coś, ala Underground 3? Jaki by ten NFS nie był, jak bardzo by nie wrócił do korzeni i jak bardzo by nie dawał szerokich możliwości, to wy i tak będziecie płakać i narzekać, że to nie ten klimat i tak dalej. Bo przecież ten Underground 2 był nieskazitelny i w ogóle 12/10. Co tam, że po dziś dzień jest tak zabugowany, że można utknąć w połowie gry, a samochód trzeba wieśniaczyć aż do skrajnej przesady.

Ja osobiście czekam. Dla mnie najważniejsze, żeby były fajne samochody, dużo wyścigów, brak balansu i lepsza inteligencja policji. I nacisk na singla większy niż na multi.

20.06.2016 16:04
WerterPL
67

planeswalker - aha, takie coś. Ale lipa. No ale trudno, czekać do pełnej wersji pozostaje. Dzięki kolego.

20.06.2016 15:58
WerterPL
67

Nie przesadzasz trochę, kolego? Mnie też wkurzają zabugowane gry, ale od razu skreślać całą grę, bo koń ogona nie ma? Jestem weteranem gier od Bethesdy, tam są dopiero wk****ające bugi, które mogą przekreślić ci całą dalszą grę, a Betha ma to na dodatek gdzieś i porzuca grę przed pełną naprawą.

19.06.2016 14:34
odpowiedz
WerterPL
67

Gra sama w sobie nie jest zła i dość ciekawie zrobiona. Gdy była modna, to się zagrywałem. Jednak to, co skutecznie psuje chęć do tej gry, to zmasowane ataki polskiego chamstwa na serwerach. Jak spotkasz polskiego gracza, to 95% przypadków to jakieś dziecko, które ci wrzuci na matkę, albo kutas, który zrobi wszystko, żeby cię oszukać, a jak mu się nie uda, to też ci będzie wrzucał. Dialog z typowym polskim graczem to:

Gracz - Ej, chciałbyś kupić broń?
Ja - No w sumie czemu nie. A jakie masz?
Gracz - Longsword
Ja - Ooo, fajnie. Może kupię, a ile kosztuje?
Gracz - 120 GP.
Ja - Uuu, sorry ale nie dam rady tego kupić. Nie mam tyle golda.
Gracz - To spierdalaj!

Nie było dnia, żebym przynajmniej 3-4 chamów nie spotkał. To mnie skutecznie zraziło do tej gry.

19.06.2016 13:50
odpowiedz
2 odpowiedzi
WerterPL
67

Ktoś mi wytłumaczy o co chodzi z rzekomą wersją demo tej gry? Na Play Station Store w Wersjach Demonstracyjnych wisi jak byk Nioh. Tyle tylko, że jest na liście, ale brak opcji pobrania tego rzekomego dema. WTF?

18.06.2016 21:04
2
WerterPL
67

Wreszcie ktoś dał link do tego filmu :)

Jeszcze trochę i dzieci GTA zaczną pieprzyć, że:

- Penumbra Black Plague to klon GTA, bo można kucać jak w GTA.
- Diablo to klon GTA, bo można się leczyć, jak w GTA.
- Simsy to klon GTA, bo można jeść i chodzić jak w GTA.
- Skyrim to klon GTA, bo w miastach są ludzie, tak jak w GTA.

Też mnie już do szału doprowadza to porównywanie na każdym kroku gier do GTA. Gra ma otwarty świat i bronie, to od razu klon GTA.... Seriale ala "Gra o Tron" albo "My Little Pony" to pewno też klony GTA, bo tam odbywają się dialogi pomiędzy postaciami...

12.06.2016 12:25
odpowiedz
WerterPL
67

Ja się tak z innej beczki zapytam. Może mi ktoś wytłumaczyć, dlaczego teraz ludzie tak namiętnie hejtujecie to Black Box? Bo ciągle widzę, że jak ktoś skrytykuje Burnoutowe NFSy od Criterion, to zaraz tekst typu "A wolałbyś k***a Blackbox z ich Undercoverem?!" Już wszyscy do cholery zapomnieli, że to własnie ten sam hejtowany Black Box zrobił te wszystkie NFSy bez których żyć nie umiecie? Czyli Underground 1 i 2, Most Wanted czy Carbon? Ale nie, uczepiliście się tego Undercovera, który co prawda miał żałosny system jazdy i bugi, ale fabularnie i w możliwościach wcale nie był taki zły jeszcze. Criterion też robi całkiem dobre NFSy, ale większość z nich jest na dobrą sprawę bardzo płytka. Da się tylko jechać i wybierać samochody. Więc nie rozumiem naprawdę tego całego hejtu na Black Box. I nie pieprzcie mi, że wcale nie hejtujecie BB, bo chyba jeszcze oczy mam!

Co do nowego NFS, to jeszcze nie oceniam, bo dopiero 2 godziny gram, ale jak dotąd podoba mi się miasto, system jazdy, samochody i możliwości tunningu. Jest nawet moje ukochane BMW M3 E46 z którego można zrobić GTR. No i to, co mi się podoba, to że jak kupisz lepszy samochód i go dopieścisz, to wreszcie czujesz przewagę, a nie nagle z dupy wszyscy przeciwnicy dostają lepsze samochody. Lubię czuć, że trud mi się opłacił i mam teraz większą przewagę. Co do fabuły, to nie wiem chwilowo jaka jest, ale zawsze byłem zdania, że lepiej mieć powód i sens wyścigów przez jakąś tam prostą fabułę, niż jak w nowym MW, że bez powodu zdobywasz se auta na ulicy bez pieniędzy a potem 5 wyścigów na krzyż bez powodu i nic ci to nie daje. Taki NFS bez totalnie żadnej fabuły czy pieniędzy błyskawicznie się nudzi. No ale jak mówiłem, nie oceniam jeszcze, bo za mało przeszedłem. Zobaczymy później.

post wyedytowany przez WerterPL 2016-06-12 12:32:20
06.06.2016 13:09
1
odpowiedz
WerterPL
67

Kolejna randomowa gra, która nie ma fabuły i przenigdy się nie skończy. Pewno zrobi taką karierę jak "Nosgoth". Dla mnie strzelanki są na jedno kopyto i nie ważne jaki dadzą tytuł. Trzecia Wojna Światowa? No fajnie, ale chciałbym jakąś z głębszym sensem, stronami konfliktu, które mają fronty i jakoś przechylają się szale zwycięstwa z jakimś logicznym sensem. A tu co będzie? Meczyk, gdzie żołnierze biegają godzinę bez zatrzymania i podskakują na boki obrzucając się granatami a potem koniec meczyka i następny, olewamy już poprzedni o się w ogóle nie liczy. Tak jest z każdym sieciowym FPSem.

04.06.2016 22:09
odpowiedz
WerterPL
67

Ja powiem bardziej prawdziwe zdanie niż mówi tytuł:

"Chcesz zostać dziennikarzem? To przyjdź jak będziesz mieć jakieś 5 letnie doświadczenie. Szansy ci nie damy, masz zaraz po studiach startować z wieloletnim stażem."

04.06.2016 22:01
odpowiedz
1 odpowiedź
WerterPL
67

Ja naprawdę nie rozumiem dlaczego wszyscy się tym Liberty City tak podniecają. Brudne, szare, ponure i wszędzie same tony betonu. O wiele fajniejsze są słoneczne Los Santos i Vice City, gdzie się czuje to bogactwo, jak jesteś nadzianym gościem i wyjdziesz na takie miasto, to czujesz się kimś. W Liberty City nawet jak miałem ponad pół miliona to czułem się takim samym imigrantem z zadupia jak na początku gry.
Jeżeli mam jeszcze dodać, to w prawdziwym świecie też Nowy Jork to syf pełen brudnych odrapanych uliczek, a każde skrzyżowanie jest ciągle zawalone chamskimi kierowcami i ludźmi którzy sami nie wiedzą gdzie się spieszą 24 na dobę. Los Angeles ma swój urok i klimat, nic tam nie jest szare.
Mam nadzieję, że zanim w serii GTA znowu się pojawi Liberty City, to wcześniej będą Vice City, San Fierro, Las Venturas i każde w oddzielnej grze. LC ssie.

02.06.2016 20:20
1
WerterPL
67

powalająca argumentacja...

post wyedytowany przez WerterPL 2016-06-02 20:20:43
01.06.2016 12:36
odpowiedz
WerterPL
67

Ocenię dopiero jak przejdę, jednak niepokoi mnie, że ta część ewidentnie zmierza w kierunku stania się pełnym klonem GTA, czego twórcy podobno chcieli uniknąć. Czasy w których dzieje się akcja też mi odpowiadają.

Co do czarnoskórego bohatera, to się zobaczy. Fakt, że wolałbym to co kojarzy się z Mafią czyli Amerykanin pochodzenia włoskiego, no ale zobaczymy. Mam nadzieję, że bohater przynajmniej nie będzie 100% stereotypowym "gangsta yo yo ma homies in da hood" tylko kolesiem, który ma łeb na karku i jakąś inteligencję wyższego poziomu niż gimnazjum. Dla mnie powiedzieć, że "Mafia" i "Gang", to to samo, to jak powiedzieć, że wytrawne francuskie wino to to samo co wino marki wino.

post wyedytowany przez WerterPL 2016-06-01 12:37:44
28.03.2016 13:08
1
odpowiedz
1 odpowiedź
WerterPL
67

Ja bym chciał wiedzieć jeszcze na jakiej zasadzie działają Ubisoftowe pseudoserwery. Jakiś rok temu kupiłem na Xbox 360 AC IV, do którego często wracam i 24 na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku mi wyskakuje "Serwery Ubisoft są w tej chwili niedostępne. Spróbuj później". Nie mogę skorzystać z zawartości dodatkowej ani upolować białego kaszalota. Połączenie z internetem mam cały czas, wszystkie inne gry na PC i konsoli, w które gram przez net bez problemu działają i żadnych problemów nie ma, a serwery Ubisoftu 8760 godzin w roku NIEDOSTĘPNE. Co za debil tworzy im serwery?! Ich support też jest pożal się Boże, bo nie dość, że ostatnio 2 miesiące czekałem na odpowiedź, to jeszcze na taką, z której nic nie wynika.

26.03.2016 23:04
odpowiedz
WerterPL
67

Akurat Splinter Cell: Blacklist jest o tyle ciekawy, że z grą było wszystko dobrze, zanim nie zaczęli jej patchować. Po najnowszych "łatkach" teraz co dokładnie 30 minut mi wywala crash Blacklist_exe. Oto "skill" Ubisoftu...

12.03.2016 18:12
👎
odpowiedz
WerterPL
67

Nie zgadzam się z tym wynikiem. Nieważne, że po tak długim czasie i nazywajcie mnie hejterem albo czym tam chcecie, ale to zakończenie ewidentnie zostało wybrane na chybił trafił. Ani redakcja ani autor nie popisali sie znajomością universum.

Po pierwsze - po co żeście te obrazki dawali, skoro okazało się, że były totalnie niepotrzebne? Po co dajecie na koniec obrazek sugerujący, że to Maggie ogłuszyła Garretta a potem inaczej?
Po drugie - Maggie jako Hameryta?! Hameryci nigdy ale to nigdy nie przyjmowali do zakonu kobiet. Mechaniści owszem, ale Hameryci NIGDY bez żadnego wyjątku. Tylko mężczyźni mieli wstęp!
Po trzecie - to miało być zakończenie. Czyli w moim rozumowaniu zamknięcie wszystkich wątków, a wy wybraliście takie, które kończy się tekstem "Nie uwierzysz! Poganie wyszli na ulicę!" Noooo i co? No wyszli i co dalej? To nie żadne zakończenie, tylko kolejny epizod, a miało być zakończenie.

Krótko mówiąc, beznadziejny konkurs. Nagrody super, ale wasz totalny brak wiedzy o Thiefie popsuł wszystko.

06.03.2016 12:52
odpowiedz
WerterPL
67

Ludzie czy wy WSZĘDZIE musicie mieć jakieś mody i edycje, które obracają się wokół Gry o Tron? Gdzie nie wejdziesz teraz w necie to wszędzie ta Gra o Tron, Gra o Tron. Robicie się gorsi od spamerów od My Little Pony. Nie wiem co w tej Grze o Tron takiego super, mnie jakoś wcale nie zachwyciła.

04.02.2016 11:54
1
odpowiedz
WerterPL
67

Gierka na pewno genialna. Zagrywa się nią człowiek na długie godziny i wielokrotnie do niej wraca. Nigdzie nie masz takiej satysfakcji z wyjścia z życiem ze strzelanin jak właśnie w STALKERze. Jednak gra ma bardzo wiele rzeczy, które są zwyczajnie w świecie wkurzające.
- Najbardziej celowanie. Postać celuje czasem tragicznie. Już ja lepiej strzelam niż Naznaczony. Nie czepiałbym się gdyby to dotyczyło też przeciwników, ale oni zawsze cię trafią z wielkich odległości i to nawet jak w ciemności siedzisz. Bez moda Oblivion Lost nie opłaca się grać.
- Krwawienie też jest bardzo irytujące. Jedna kula i już masz przerąbane. Musisz nosić ze sobą setki bandaży, bo każdy pojedynek kończy się krwawieniem, o ile nie miałeś szczęścia i nie zabiłeś kogoś zanim wystrzelił. A jak jeszcze dodać fakt, że gdy dochodzi do starcia między grupą wrogów a grupą twoich sprzymierzeńców, to cały ogień kieruje się głównie na ciebie, więc 95% starć to krwawienie. Artefakty zwykle niewiele dają, nawet jak ci piszą, że zmniejszają krwawienie o 600%.
- Najbardziej wkurzające jest to, że niemal każda kluczowa ścieżka do wyjścia z lokacji jest zaspamowana na potęgę przez anomalie i jeszcze bandytów/mutanty na dokładkę. Gdzie nie pójdziesz, to musisz się non-stop przebijać przez respiących się niemiłosiernie wrogów. A jeszcze w międzyczasie unikać anomalii, które cię wciągają i zabijają na miejscu. Przydałby się jakiś mod na zmniejszenie liczby tych anomalii, bo po prostu ich jest czasami za dużo. Jeszcze do tego czasami jest tak, że wejdziesz w nową lokację i od razu się wpakujesz pod lufę 3-4 przeciwników. Nie masz wtedy szans.

Pomimo tych wszystkich frustrujących rzeczy, gra jest genialna i będę wracać do niej często :)

04.01.2016 17:46
4
odpowiedz
WerterPL
67
8.0

Że Morrowind to jedna z najlepszych części Elder Scrolls, to prawda, ale nie zgodzę się z ludźmi, którzy chcieliby udowadniać, że gra zasługuje na 10/10.

Na pewno w sferze zalet znajdziemy mnóstwo punktów, które można nazwać "tym czymś" co ma wyłącznie Morrowind. Przede wszystkim świat poza murami miast. Jest bardzo wciągający i w wielu miejscach intryguje, czasem nawet przeraża. Dzięki temu, że nie ma opcji szybkiej podróży (poza Łazikami), możemy zanurzyć się w intrygi mrocznego i tajemniczego Vvardenfell. Krypty jeżą włos na głowie a dwemerskie ruiny budzą w nas dusze archeologii. Idziemy wąską drogą i nagle w oddali widzimy stojącą postać. Natychmiast zadajemy sobie pytania w rodzaju - kto to jest? Co tutaj robi? Czy jest niebezpieczny? Czy można się do niego zbliżyć? itp. To właśnie super klimat świata Morrowind. Podobnie wyspa Solstheim z zaśnieżonymi lasami. Muzyka buduje klimat a fabuła (poza początkami) naprawdę zachęca aby ją przechodzić dalej.

Jednak wad ma też ta gra mnóstwo i to nie tylko technicznych, takich jak CTD w losowych momentach gry, nieważne od sprzętu na jakim gramy. Bethesda słynie z tego, że jeszcze nie do końca spatchuje swoje gry a już je rzuca w cholerę i bierze się za następny tytuł.
To co w Morku wkurza najbardziej, to przede wszystkim mnóstwo wad początku gry. Rozumiem, że jest to RPG gdzie liczy się rozwój postaci, ale kurde BEZ PRZESADY! Nie można być aż taką kaleką życiową, żeby skakać max 5 cm. w górę i nie trafiać mieczem wroga który jest 2 cm. od twojej twarzy. A taka właśnie jest postać na początku. Ponad to główny wątek chociaż się genialnie rozwija, to na początku odstrasza, bo za dużo jest zadań w rodzaju "zapieprzaj na drugi koniec wyspy po jeden dialog".
O ile świat poza miastami zachwyca, tak w miastach już jest tragiczny. Postacie 24 godziny na dobę albo stoją jak kołki w jednym miejscu, albo kręcą się bez celu w lewo i prawo. Nie wykazują w ogóle jakiejkolwiek inteligencji i nie ma żadnego usprawiedliwienia, że gra stara. W tamtych czasach już się dało stworzyć lepszą sztuczną iteligencję.
Skrzekacze to kolejna poważna wada tej gry, bo na potęgę psują zwiedzanie wyspy. Co 5-8 minut jak jesteś w podróży atakują cię 1-3 skrzekacze, a jak dodać do tego notoryczne nie trafianie wroga na początku gry, to jest to straszliwie irytujące. Skrzekacze już przeszły do legendy, jako najbardziej znienawidzone stworzenia przez graczy i do tej pory nie było w serii innego stwora, który byłby równie uciążliwy. Nawet Zachwycony Fan z Obliviona i Niedźwiedzie ze Skyrim nie pobiły Skrzekaczy.
Grafika? Moim zdaniem nie postarzała się specjalnie i w dzisiejszych czasach nie odrzuca jak to jest np. w przypadku pierwszego Hitmana, ale jednak uważam, że porażką są animacje. Postać biega jak paralityk na palcach nóg a chodzi jak na defiladzie podczas parady w Moskwie. I nie mówcie mi, że w tamtych czasach nie dało się tego zrobić bardziej normalnie. Jak jeszcze rozwiniemy postać bardzo mocno w szybkości, to wygląda to tak niedorzecznie, że się opisać nie da. Można chodzić szybciej niż kolarze jeżdżą w maratonach, a jak zaczniemy biegać, to by nas Ferrari nie dogoniło. Jednak w animacji jest jedna rzecz, która pomimo że nielogiczna, to bardzo pomaga w gameplayu. Gdy prowadzimy kogoś gdzieś, to zawsze będzie on szedł takim samym szlakiem jak my. Np. biegniemy prosto i zrobimy kółko, to potem postać towarzysza też zrobi. Niedorzeczne, ale to bardzo pomocne, bo towarzysz nigdy nie utknie nam za skałą albo za rogiem i nie trzeba po niego wracać.
Wampiryzm w tej grze jest totalnie bezsensowny, a Wilkołactwo, którym się napaliłem w dniu premiery Bloodmoon na dłuższą sprawę jest uciążliwe. Co noc musisz uciekać z miasta (polecam wyleczyć się i zdobyć pierścień Hircyna), słuchać jak z kilometra krzyczą do ciebie o kościach dla psów, a zaczynają uciekać jak dobiegniesz na centymetr od nich, a jak ktokolwiek nawet gdzieś na totalnym odludziu zobaczy naszą przemianę, to w jednej sekundzie o nocnej naturze dowie się całe Tamriel i Akavir, co czyni już grę totalnie bezsensowną, bo każdy na wyspie będzie nas atakował jak tylko zobaczy.
Dziennik jest bardzo tępy. Czasami musisz przekartkować 10-12 stron, żeby znaleźć zadanie, którego szukasz a nawet to czasami ci mało mówi, co tak dokładnie masz teraz zrobić. Przydałaby się tam jakaś strona, gdzie możesz sobie sam zapisać gdzie już byłeś i co zrobiłeś, ale nie możesz.

Mimo wszystko gra zachwycała w swoich czasach. Cieszyły w niej nawet najbardziej głupie drobiazgi, takie jak postać zasłaniająca twarz dłonią jak wchodzi w burzę śnieżną itp. W Skyrim tak już nie ma.

Gra legendarna ale moim zdaniem nie zasługująca na te 10/10, które dają niektórzy. Ja z czystym sercem daję 8/10. bo o ile jestem w stanie wybaczyć większość jej wad, to nie wybaczam niezrozumiałych CTD w losowych momentach, bugów z zadaniami i Skrzekaczy na każdym kroku.

22.12.2015 00:07
odpowiedz
WerterPL
67

No i to jest właśnie "piękno" naszych czasów. Już nie można gry dopieścić przed premierą, żeby gracze od początku mieli przyjemność z grania, tylko najlepiej byle do premiery a potem bawić się w patche. Przykładem idealnym jest premiera Total War: Rome 2. Co do Skyrima, to teraz już prawie nie ma tam bugów na tyle poważnych, jednak nie rozumiem dlaczego Betha już całkowicie odcięła się od patchowania Skyrim, skoro bugi typu - niemożność przejścia wątku Wojny Domowej wciąż są spotykane u setek graczy. Już rozumiem gdyby był to nie wiadomo jak skomplikowany skrypt, ale nie mogą naprawić, żeby wyskoczył jeden prosty dialog - "Melduję się na służbę". Serio?

Arcanius - może i akurat ty miałeś to szczęście, że takich bugów nie uświadczyłeś, czego ci zazdroszczę. Ja np. też tak miałem z nowym Thiefem, że każdy narzekał na dziesiątki bugów a ja nie miałem ani jednego z nich. No ale nie zmienia to faktu, że te błędy są nadal i to nie tylko u mnie, a twórcy mają to gdzieś. A bo czasami się zdarza. Ale się zdarza i to często. Ja np. teraz utknąłem na amen i żadne wczytywanie savów nie pomaga, a nie będę zaczynał od nowa całej gry.

21.12.2015 22:48
odpowiedz
WerterPL
67

Arcadius - akurat Skyrim niestety takie bugi ma, pomimo, że zagrywam się w tę grę na potęgę. Przykładem buga jest wątek Wojny Domowej. Zarówno po stronie Gromowładnych jak i Cesarskich do dziś się zdarzają niesamowicie wnerwiające bugi, że masz się meldować na służbę, a dowódca nie ma takiego dialogu. Zwykły dialog, żeby wyskoczył! Podstawowe beta testy. I nawet wczytanie starszego save'a nie pomaga. Inny przykład to branie ślubu. Po dziś dzień jak wchodzisz już do świątyni na ślub, to zależy od chcenia gry, czy się zacznie czy nie. Losowo. Kiedyś jeszcze było multum problemów ze Smokami, przemianą w Wampira Lorda, wątkiem przejścia do Krypty Dusz, całą fabułą z Miraakiem itd. ale przynajmniej to wreszcie jakoś naprawili.

21.12.2015 10:14
odpowiedz
WerterPL
67

Ciekaw jestem naprawdę, czy Bethesda kiedykolwiek, ale KIEDYKOLWIEK wypuści na świat chociaż JEDNĄ grę, która nie miałaby 20 bugów powodujących, że stoisz w miejscu i nie możesz pchnąć fabuły dalej. Już mnie to naprawdę zaczyna irytować. I oczywiście oni wypuszczą kilka patchów, które naprawiają wszystko tylko nie te bugi i zadowoleni - następna gra.

19.12.2015 12:16
odpowiedz
WerterPL
67

Zgadzam się, że do Skyrima można wracać wiecznie i totalnie swobodnie grać. A jak jeszcze się tą grę rozbuduje wieloma modami, to tak naprawdę okazuje się, że nic nie jest niemożliwe. W tej chwili na liczniku godzin grania - 1284 ;)

15.12.2015 17:11
WerterPL
67

Staniecie na rzęsach byleby tylko potrzymać jeszcze dyskusje i żywot tego Fallouta 4, co nie? Ciekaw jestem co wy biedni zrobicie, jak już się totalnie skończy zainteresowanie F4.

29.11.2015 19:23
odpowiedz
WerterPL
67

Niestety taka nasza mentalność. Polakowi zawsze musi, po prostu MUSI coś nie pasować. Jak usłyszałem kiedyś, że pierwszy Wiedźmin, to kaszana, bo wszyscy w grze chodzą tylko Geralt ciągle biega, to już straciłem wiarę w ludzkość. A już najbardziej mnie śmieszą dinozaury, które płaczą, że 4-5 część jakiejś gry nie wygląda identycznie jak jedynka, buuuu bo już nie ten klimat, buuuu. To se siedźcie wiecznie w tej jedynce i nie spamujcie swoim żalem.

27.11.2015 14:30
odpowiedz
WerterPL
67

Czy ktoś ma pomysł, co może powodować pewien błąd, jaki mam z grą? Mianowicie wszystko było jak najbardziej dobrze z gierką, do czasu aż mi Uplay jej nie spatchował. Teraz zawsze, po DOKŁADNIE 30 minutach grania gra mi crashuje z komunikatem o błędzie Blacklist_exe. Próbowałem już sztuczek typu Windowsfinalstyle= 1 na 2, albo Eyeinfinity i nic to nie pomaga. Wymagania na pewno spełniam, bo kiedy parę lat temu tą grę kupiłem, to było wszystko dobrze. Teraz nie ma opcji przejścia np. dodatkowych misji, bo często nie zdążę przed tymi magicznymi 30 minutami..

Pisałem do Uplay, ale nic nie odpisują.

08.11.2015 17:30
odpowiedz
WerterPL
67
9.5

Zgadzam się, że gra jak na swoje czasy przełomowa i do dzisiaj robi wrażenie. Bardzo dobrze odwzorowane kierowanie swoim państwem, wygodna mapa i interface. Bardzo ale to bardzo ciekawe wydarzenia historyczne, zadbano nawet o takie szczegóły jak dziecięca krucjata, odnalezienie fragmentu krzyża Chrystusa, marionetkowy papież i wiele więcej. Może mi się wydaje, ale chyba nawet większe bitwy są w tej grze niż w Medieval II, no i jakoś większe emocje czuje się podczas staczania ich, bo czasami wystarczy jedna decyzja, by przechylić szalę zwycięstwa, podczas gdy w dwójce czasami minie 10 sekund od starcia i już wiem czy wygram czy przegram.
Jednak to, za co tą grę wielbię najbardziej, to najbardziej klimatyczna muzyka w całej serii. Świetnie oddaje klimat średniowiecza a ta, która leci w czasie bitwy sprawia, że aż ciarki przechodzą. Może trochę prymitywna w stosunku do Shoguna dyplomacja (usunięto salę tronową), ale nie przeszkadza to. To, co może być dla niektórych wkurzające, to trochę zbyt silna Złota Orda i wiecznie odradzające się Papiestwo, ale idzie się przyzwyczaić. Pozycja obowiązkowa.

07.11.2015 22:37
odpowiedz
WerterPL
67

Może to zabrzmi dziwnie, ale moim zdaniem popsuli tą grę patchem. Nadal się gra w nią przyjemnie, ale z nowym patchem gra jest strasznie uciążliwa. AI non-stop wypowiada ci wojnę za wojną. Co byś nie robił, był super rzetelny, miał potężną armię, utrzymywał wspaniałe stosunki, to i tak prędzej czy później wszyscy sąsiedzi wypowiedzą ci wojnę i nie przyjmą pokoju, choćby już byli wycieńczeni do cna. A nawet jak przyjmą, to 5-8 tur później znowu cię zaatakują i tak w koło Macieju. Jeszcze w międzyczasie na mapę wkraczają Mongołowie (którzy oczywiście zawsze kierują się wtedy na ciebie), albo Czarna Śmierć się przetacza. Za dużo chaosu się w tej grze zrobiło. Rozumiem, że polega na podbijaniu, ale ja bym chciał cholera sobie czasami po prostu pokierować w spokoju krajem, a nie ciągle z kimś walczyć, kto atakuje mnie totalnie bez powodu i to jeszcze jakimiś grupkami, które i tak nie mają szans, by mnie zniszczyć. Zero logiki w tej grze się zrobiło teraz.

05.11.2015 12:55
odpowiedz
WerterPL
67

World of Warcraft akurat już się dawno wyczerpał. Teraz sztucznie starają się przedłużyć jego żywotność a jeszcze wcześniej sami przyznali, że strzelili sobie w stopę dodatkiem Kataklizm. Wrath of the Lich King był świetny, ale wkurzyło, że tak mało wyciągnięto z Arthasa jako Króla Lisza. To bym chętnie zobaczył właśnie w Warcraft 4. Nieumarłe armie Króla Lisza najeżdżające świat. A najlepsze byłoby zrobienie Remaku Orcs & Humans, bo zawsze wydawał mi się ciekawszy konflikt między Ludźmi a Orkami, czego w W3 było jak na lekarstwo, bo skupiono się na elfach.

02.11.2015 09:39
odpowiedz
WerterPL
67

Długo jeszcze będziecie tu wałkować Wiedźmina 3?! Chciałbym wreszcie w to zagrać, a wy non-stop sypiecie sól gruboziarnistą na ranę! ;p ;p

02.11.2015 09:00
odpowiedz
WerterPL
67

Coś mi gdzieś tam podpowiada, że nawet jak Episode Three wyjdzie, to będzie typowym skokiem na kasę i słaby pod wieloma względami w stosunku do poprzedniczek. Tak jest zawsze z grami zapowiadanymi od bardzo dawna. Już nie wspominając o tym, że prawdopodobnie zakończenie będzie beznadziejne, lokacje ograniczone i fabuła na 5 godzin. Ale mam nadzieję, że się bardzo mylę.

24.10.2015 18:37
odpowiedz
WerterPL
67

Oj, słabo słabo. Jestem wielkim fanem Gordona Ramsaya i często inspiruję się jego przepisami w kuchni. Namiętnie oglądam Hell's Kitchen i Masterchef. Ale ta gra, to porażka. Stworzona dla upośledzonych nastolatków, bo jest taka prosta. Żeby coś tu schrzanić w kuchni to trzeba się naprawdę nie starać. Gordon praktycznie w ogóle na ciebie nie krzyczy i jest bardzo, bardzo spokojny. Zawsze mi mówił, że jest ze mnie bardzo dumny. Gdyby prawdziwe Hell's Kitchen było na takim poziomie jak ta gra, to by absolutnie KAŻDY mógł pracować u Ramsaya. Osobiście nie polecam.

21.10.2015 23:44
odpowiedz
WerterPL
67

Jeżeli całkowicie się odetną od historii Milesa Upshura i Walridera, to będzie to naprawdę badziewny krok. Zakończenie poprzedniego Outlast zostawiło wiele niedomówień, które bym chciał poznać. Już pomijam, że wkurza mnie ciągłe zmienianie bohatera. Ciekawe jaki wymyślą powód posiadania kamery. Miles był idealny, bo był dziennikarzem, który chce zebrać materiał na taśmie. Posiadanie kamery przez bohatera Whistleblower już było mniej sensowne i to w kilku miejscach. Zobaczymy co będzie w dwójce.

21.10.2015 08:45
odpowiedz
WerterPL
67

Up - Dają słabe oceny, bo gimbusiarnia zawsze będzie narzekać, kiedy nie dostaje tysięcznej gry z kałachami i granatami. A co do pomysłu na grę w czasach ludzi pierwotnych, to uważam, że jest to najbardziej rewelacyjny pomysł ostatnich lat. Mam nadzieję, że dobrze odwzorują całe życie człowieka jaskiniowego.

10.10.2015 21:40
odpowiedz
WerterPL
67

Zapomnieliście o Drakan: Order of the Flame albo Sanitarium. A co do tytułu, to w każdą z tych gier wciąż jestem w stanie grać. Nawet Blood Omen sobie parę miesięcy przeszedłem całe, więc w czym problem?

28.09.2015 12:28
odpowiedz
WerterPL
67

Dead Rising bez Franka Westa, to nie Dead Rising.

22.09.2015 13:19
odpowiedz
WerterPL
67

Aldi90 - Nie ma czegoś takiego jak "kupienie konsoli dla jednej gry" ;) Nawet jak kupisz PS4/Xbox One dla Need for Speeda, to prędzej czy później na tę samą konsolę zaczniesz kupować też inne gry. Ja też pamiętam jak kupowałem Xbox 360. Zrobiłem to tylko dlatego, że bardzo chciałem grę Dead Rising. Tylko dlatego. A dzisiaj mam całe trzy półki gier na tę właśnie konsolę. Także kupić konsolę dla Need for Speeda możesz śmiało, bo gry same zaczną przybywać ;p

17.09.2015 10:21
odpowiedz
WerterPL
67

Uwierzę jak zobaczę. Jak EA Games zapowiada coś za darmo, to zawsze jest to jakiś haczyk. Pewno te "darmowe DLC" będą ograniczały się do nowych, beznadziejnych winyli albo jakiś inny odcień jakiegoś koloru. Jak to będzie gra z wielkim miastem, dojrzałą fabułą, świetną muzyką, fizyką, pojazdami i wreszcie zwykły radiowóz nie będzie w stanie dogonić Kenigsegga One, to wtedy ocenię pozytywnie te DLC i całą grę. Dla mnie jak na razie naprawdę fajna sprawa, że w grze będzie BMW M3 E46. Mam nadzieję, że da się je ucharakteryzować na GTR.

15.09.2015 19:46
WerterPL
67

Może być naprawdę ciekawe. Na pewno kupię, ale pod warunkiem, że w tym DLC wcielamy się w Kubę Rozpruwacza. Bo jeżeli kolejna gra o tropieniu Kuby Rozpruwacza, to równie dobrze mogę sobie odpalić Sherlock Holmes vs Jack the Ripper. A i wtedy Ubisoft by zaprzeczył swojej śpiewce dlaczego nie umieści AC w Feudalnej Japonii - "bo to już było".

15.09.2015 11:08
odpowiedz
WerterPL
67

Dla mnie nadal najważniejsze, żeby wreszcie ograniczyli te deszcze padające co 5 minut, żeby wydłużyli czas dnia a nie, że ledwo się oddalisz od bazy, to już noc nastaje, no i żeby bohater dłużej wytrzymywał bez jedzenia.

15.09.2015 11:01
odpowiedz
WerterPL
67

Byłoby 100 razy lepsze i ciekawsze, gdyby z gry usunięto broń palną, albo przynajmniej drastycznie ją ograniczono. Dla mnie survival-horror z gnatami i karabinami to nie horror, bo czuję się jak jakiś Rambo. W ogóle nie ma poczucia zaszczucia, strachu i ciężkości w przetrwaniu.

03.09.2015 16:46
odpowiedz
WerterPL
67

Gusta nie podlegają dyskusji, ale osobiście uważam, że The Run też nie był wcale taki zły. Może za krótki, ale grało się w niego świetnie. Kajzer, cieszę się, że nie hejtujesz BB, ale jednak z jakiegoś powodu mnóstwo ludzi to robi.

01.09.2015 20:07
odpowiedz
WerterPL
67

Jednego nie rozumiem. Wasze ukochane części NFSów, czyli oba Undergroundy, Most Wanted i Carbon zrobiło właśnie Blackbox, a dzisiaj każdy z was na nich wrzuca, bo zrobili zabugowany w swoim czasie Undercover. Bez komentarza...

24.08.2015 19:08
odpowiedz
WerterPL
67

gebels1818 - może i mod kozacki, ale innej ocenie podlegają gry a innej mody. Poza tym to nie zmienia faktu, że gra vanilla jest po prostu tragiczna, więc nie przemawia do mnie ten argument. Jeżeli gra potrzebuje modów, żeby była grywalna, to naprawdę źle o niej świadczy. Sam uwielbiam mody, ale zwykle jest tak, że gra bez modów jest genialna, a z modami po prostu miażdży. Tutaj gra jest świetna WYŁĄCZNIE z modem, więc wcale nie daje jej to plusów. Oceny nie zmieniam.

23.08.2015 10:25
😉
odpowiedz
1 odpowiedź
WerterPL
67

Nie będę się specjalnie rozpisywał w recenzji, jak mam zwyczaj to robić. Powiem krótko, moim zdaniem jeden z najgorszych NFSów ostatnich lat, niestety :/ No ale przyjrzyjmy się bliżej i wymieńmy wszystkie zalety oraz wady.

Podobnie jak w oryginalnym Most Wanted (który uważam za majstersztyk, mimo że często się na niego wściekam) wcielamy się w kierowcę, który chce zostać najbardziej poszukiwanym w mieście. Panuje tu Czarna Lista najlepszych kierowców w mieście i nasz bohater chce dostać się na jej szczyt. Przy pomocy ostrych wyścigów, konfrontacji z policją i wreszcie pojedynkom z najbardziej poszukiwanymi, pniemy się do góry.

To co niewątpliwie jest zaletą nowego Most Wanted, to lista dostępnych samochodów. Mamy ich bardzo, bardzo wiele, ciekawe marki i dość dobry system jazdy. Nie sprawiał mi absolutnie żadnych problemów, może tylko czasami samochód był za bardzo zwrotny, ale nie przeszkadzało to w wygrywaniu wyścigów. Również bardzo fajny sposób na rozpoczynanie wyścigów, przez palenie gum na starcie. Tu ciekawostka, że jak będziemy grzać gumy za długo, to opony popękają :)
Muzyka to absolutny majstersztyk. Utwory świetnie wpasowane w klimat wyścigów ulicznych i cieszą ucho gdy pędzimy jak rakieta po prostej a za nami wyjące radiowozy. Muzyka generalnie zawsze była mocną stroną NFSów.
Na pochwałę zasługuje również tryb multi. Gdy ścigamy się z przyjacielem lub w ogóle innymi graczami, to emocje są niezapomniane. Również bardzo mnie ucieszyła zawartość dodatkowa, która pozwala zasiąść za kółkiem BMW M3 GTR, świetnie nam znanego z oryginalnego Most Wanted ;) Świetny smaczek, bo od dawna był to mój ulubiony samochód, tuż obok M3 GTS.

Niestety, Most Wanted ma o wiele więcej wad niż zalet :/
Na początek, tak naprawdę nie ma tu za bardzo sensu, żeby się ścigać. Nie chodzi mi wcale o to, że nie ma fabuły. Nie jest potrzebna w grach wyścigowych fabuła (aczkolwiek gdy jest, to zwykle trochę ciekawiej), ale o coś zupełnie innego. Samochody znajdujemy sobie zaparkowane na ulicy i zbieramy, pieniędzy ani punktów nie zbieramy żadnych a za to, że złapała nas policja nie ma absolutnie żadnych kar. Więc po co się ścigać? Tylko żeby się pościgać i nara? To tak jak ja bym poszedł do pracy tylko po to, żeby pracować.
Skoro mowa o wyścigach, to tu kolejna wada - każdy samochód ma po 5 z góry narzuconych wyścigów na krzyż. Nie masz absolutnie żadnej swobody, bo jesteś non-stop zmuszany do zmiany samochodu i przechodzenia wszystkiego od nowa. To daje pytanie, po co są te wszystkie ulepszenia w samochodach, skoro jak je wszystkie odblokujesz, to tak naprawdę masz do wyboru tylko wyścigi, które już dawno wygrałeś. Absolutna bezsensowność. No może jeszcze przy staczaniu pojedynków z Czarną Listą, ale te wyścigi są bardzo krótkie i łatwe. Nie miałem problemów, żeby w BMW M3 pokonać Lamborghini Aventador. Krótko mówiąc, jak odnajdziesz swój ulubiony samochód, to nacieszysz się nim parę chwil, a potem jesteś zmuszony absolutnie go olać.
Policja to kolejna wada tej gry. Ma zalety, jak np. wreszcie zachowuje się realistycznie! Nie ściga cię za samo to, że cię zobaczy, tylko jak przekroczysz prędkość. Jednak w życiu jeszcze nie uciekało mi się tak łatwo. Najwyższy poziom ścigania to relaks. Zero jakiejkolwiek presji i emocji gdy próbujesz zgubić policję, bo wiesz doskonale, że zrobisz to bez problemu a nawet jak cię złapią, to nic złego ci się nie stanie. Kolejny bezsens.
Mapa jest strasznie mała, a oczywiście też się przed premierą naobiecywali, że będzie to 3 razy większe od Rockport itp. bzdety. A jak wyszło? Każdy wie.
Generalnie gra broni się wyłącznie multi, bo single ma mnóstwo rzeczy naprawdę nielogicznie zrobionych. Jak już pokonałem nr. 1 na Czarnej Liście (który był banalny, w przeciwieństwie do naprawdę wymagającego Razora z MW org.), to już potem ani razu nie odpaliłem tej gry, bo nie ma sensu. Nic już nowego w tej grze nie odkryję, a wszystkie wyścigi mam ogarnięte. Gra do przejścia na raz. Potem powtarzanie wyścigów, które zna się na blachę i bardzo szybko się stające nudne ucieczki przed policją. Nic poza tym.

Podsumowując - Oryginalny Most Wanted mimo, że często mnie wkurzał, dawał mi ogromne emocje. Ciekawiła mnie historia każdego kierowcy z Czarnej Listy, smsy od Crossa i jazda po Rockport. A jak pokonałem Razora i odzyskałem BMW, to czułem się jak król miasta. Tutaj przeszedłem błyskawicznie całą listę, nie odczułem absolutnie żadnej satysfakcji i gra szybko wylądowała na półce. Fajny multi, ale też mi się szybko przejadł. Gra na 4/10 za muzykę, samochody i multi. Poza tym nie ma czego tu polecać. O wiele bardziej wciągnął mnie Rivals i The Run.

21.08.2015 12:24
odpowiedz
WerterPL
67

Co raz więcej tych symulatorów, tylko szkoda, że wszystkie wyglądają, jakby wzajemnie z siebie zrzynały.

18.08.2015 11:34
odpowiedz
WerterPL
67

Moim zdaniem za mocno pokomplikowali tą grę. Chociaż więcej prowincji daje to, że fajniej wygląda podbój kraju, to zdecydowanie wolę Hearts of Iron II. W HoI3 SI ma problem z trzymaniem się wydarzeń historycznych, ale to teraz absolutnie pomijam. Polityka to polityka, ale gra to gra i chciałbym grać. Teraz możesz zbudować dużą i silną oraz nowoczesną armię, ale co z tego, skoro jak tylko komuś wypowiesz wojnę, to z jakiegoś powodu nagle cały przemysł szlag trafia a żołnierze losowo i nie wiadomo dlaczego tracą całą mobilizację (oczywiście tylko twoi, bo wróg takiej rzeczy nie uświadcza). I zdarzają się rzeczy naprawdę powalone. Gram Japonią i nagle ni stąd ni zowąd wypowiada mi wojnę Hiszpania. WTF? Po co, dlaczego? Nie wiem. Zdecydowanie zbyt nielogiczna ta gra. Wolę Hearts of Iron 2, gdzie wiadomo gdzie wszędzie w co kliknąć, widzisz siłę swojej armii, to masz pewność, że tą siłę zachowa nawet na wojnie i przejrzysty jest cały inferfejs.

17.08.2015 22:52
1
odpowiedz
WerterPL
67
9.0

Samochody to nieodłączna część życia większości mężczyzn. Praktycznie każdy właściciel szybkiego pojazdu przyzna się, że pasjonuje go prędkość i adrenalina przy ryku silników i pisku opon. Niejednokrotnie obserwujemy kierowców wyścigów ulicznych. Jedni ich nienawidzą, drudzy chcieliby być wśród nich. Czy jednak zgodziliby się, gdyby na szali postawili własne życie? To spotkało Jack’a Rourke’a – bohatera najnowszego Need For Speed – The Run.

Drugi na mecie jest pierwszym z przegranych - Fabuła
Jack Rourke jest bardzo utalentowanym kierowcą w nielegalnych wyścigach ulicznych. Jego umiejętnościom dorównywała tylko jego arogancja, przez co popadł w zbyt wysoki dług u zbyt nieodpowiednich osób. Mafia wydaje na niego wyrok śmierci. Jack ucieka mafii i postanawia sięgnąć ostatniej szansy na załatwienie swoich problemów – udział w gigantycznym wyścigu przez całe Stany Zjednoczone, zwanym „The Run”. Ponad 5 tysięcy kilometrów drogi, 200 przeciwników, zero zasad, zero litości i pula 25 milionów dolarów czekających na zwycięzcę. Jack nie wie jednak, że wśród rywali jest członek mafii, którego zadaniem jest nie tylko wygranie wyścigu.
Fabuła gry jest prosta ale przyciąga do ekranu. Mimo, że mam do niej sporo zastrzeżeń, to muszę przyznać, że ogromny wyścig od San Francisco do Nowego Jorku przypadł mi do gustu. W czasie morderczej jazdy zwiedzimy sporo pięknych widoków jak ośnieżone góry, palące pustynie, Dolinę Śmierci, Autostrady na przedmieściach a nawet miasta jak Las Vegas czy Chicago. Po drodze naszą jazdę stara się przerwać policja, rywale a nawet gangsterzy wyposażeni w Porsche Cayenne’y i śmigłowiec. Walczymy z tym wszystkim nie tylko wciskając gaz do dechy czy ręczny, ale często za pomocą Quick Time Eventów, gdzie musimy np. wyrwać się policjantowi i zwiać na nogach. Pomysł ciekawy, ponieważ na tle poprzednich NFS nie czujemy, że nasza postać jest przyrośnięta do samochodu. Spektakularnej akcji nie brakuje. Dlaczego mam, więc zastrzeżenia do fabuły? Ponieważ wyjaśnia nam bardzo niewiele. Nie wiemy jak zaczęły się kłopoty Jacka, skąd zna przyjaciółkę – Sam, rywale mają tylko krótkie biografie itp. Często chciałoby się wiedzieć więcej a zostaje obejść się smakiem. Rozczarowani mogą być też fani, którzy uwielbiali wyścig z rodzaju „Tor” lub „Drift”. W tej części jest tylko Sprint, Punkt Kontrolny i Pojedynek, ale jest to całkowicie zrozumiałe. Mamy wyścig od wybrzeża do wybrzeża i dziwne byłoby, gdyby na jakimś kawałku trzeba było robić kółka. Wynagradzane jest nam to spektakularnymi akcjami jak jazda przez spadającą z gór lawinę. Nie ma jednak poziomu, w którym pędzilibyśmy w strugach deszczu. Najwięcej akcji daje nam poziom finałowy, ale tego nie zdradzę. Trzeba przejść grę.

Przeciętny facet lubi fury, to norma – Samochody
Największym smaczkiem Need for Speed the Run jest lista samochodów. Przemierzać trasy USA będziemy za pomocą takich aut jak Pagani Zonda, Lamborghini Aventador, Chevrolet Camaro, Aston Martin, Audi R8, Porsche 911, Mercedes SLS AMG, Nissan GT-R czy nawet ubóstwiany przeze mnie samochód – BMW M3 GTS, który swoją drogą jest wśród osobistych samochodów Jacka. Fani starych klasyków również nie będą rozczarowani, ponieważ gra pozwoli usiąść za kółkiem Dodge Challenger’a R/T, Volkswagena Golfa 1 czy nawet BMW M3 E30 Sport Evolution. Oczywiście jest to mały fragment całej listy samochodów, które są dostępne w grze.
System jazdy jest moim zdaniem naprawdę udany. Widać gigantyczny postęp w stosunku do tragicznego modelu jazdy z Need for Speed: Undercover. Czuć ciężkość samochodu, dobrze się steruje, auto odpowiednio reaguje na nasze komendy. Niestety nie da się już robić tak spektakularnych driftów, jakie były w Hot Pursuit, ale tutaj trzeba go odpowiednio wyczuć, żeby samochód nie stracił za dużej prędkości. Systemy zniszczeń bardzo dopieszczono i często będzie nam towarzyszył widok pogiętych błotników albo rozbitych szyb. W końcu to wyścig bez zasad. Jedyne, co mogę zarzucić, to realizm. Nie uwierzę, że Chevrolet z 1971 roku jest w stanie niczym błyskawica wyścignąć Lamborghini Aventador.

Im lepsza muzyka, tym wyżej strzałka licznika - dźwięk
Od strony muzycznej również uważam, że twórcy odwalili kawał dobrej roboty. Większość utworów jest dynamiczna, przyjemna dla ucha, dodaje adrenaliny i motywuje by mocniej docisnąć pedał gazu. Utworami, które najbardziej mi przypadły do gustu było promocyjne „Lonely Boy” oraz utwór „Make Up Time” towarzyszący nam w misjach Punkt Kontrolny. Jednak nie wszystko jest takie różowe, bo w grze jest też sporo muzyki Country, która moim zdaniem totalnie nie pasuje do klimatu takiego wyścigu. Kojarzy się raczej ze spokojną wycieczką przez wieś niż z morderczym wyścigiem ulicznym.

Czas to zabrać na złom – wady
- Długość – chyba najczęstsza wada współczesnych gier. Totalnie zmarnowano potencjał, jaki tkwił w fabule gry. Dlaczego? Z 5 tysięcy kilometrów, jakie dzieli San Francisco i Nowy Jork oddano nam do dyspozycji tylko 300 km!! Dlaczego tak mało? Poziomów jest dużo (ponad 40) ale 300 km z 5 tysięcy to kpiny! Twórcy jeszcze stwierdzili, że to największy Need for Speed w historii. To już trasy w ostatnim Hot Pursuit łącznie liczyły 1017,7 km, a to tylko za misje kierowcy, nie licząc misji policyjnych.
- Skrypty – Gra jest straszliwie oskryptowana. Praktycznie pewne jest, że zawsze w tym samym miejscu trafimy na pojazd, rywala dogonimy akurat w tym miejscu itp. Kiedy jedziemy za rywalem, to doganiamy go bez problemu, ale jak tylko go dogonimy, to siedzi nam na ogonie. Dodam jeszcze, że u góry ekranu przydałoby się lusterko wsteczne, bo przez te skrypty odwracanie kamery do tyłu może się skończyć dla nas tragicznie. Kiedy mijamy na dwupasmówce cywilny samochód, to możemy być pewni, że w tym samym momencie będzie z przeciwka jechał inny i jeżeli zaryzykujemy wymijanie, to zaliczymy czołówkę. Nie narzekałbym gdyby to było czasem, ale taka sytuacja zdarza się przy 97% wyminięć na dwupasmówkach.

Osiągi ostateczne
Need for Speed: The Run to naprawdę dobra produkcja. Uczestniczymy w wyścigu przez cały kraj, mając przeciwko sobie ponad 200 rywali, policję i mafię. Gra ma swoje wady, jednak w większości skrywają ją zalety. Ostateczna ocena tej części NFS to 9/10. Polecam wszystkim fanom 4 kółek.

15.08.2015 10:18
odpowiedz
WerterPL
67

Niemożliwe. Nauczyli się WRESZCIE robić idealne granice. Polska wygląda rewelacyjnie, aczkolwiek na początek pewno zagram jako Cesarstwo Japonii. Czekam na premierę ;)

07.08.2015 19:44
odpowiedz
WerterPL
67

Jak wyjdzie do tego, podobnie jak do Warband, mod dziejący się w feudalnej Japonii, to na pewno kupię ;)

07.08.2015 19:43
odpowiedz
WerterPL
67

Nie przesadzajmy, Rivals nie był wcale taki zły. Samochody były bardzo fajne i generalnie dobrze się grało. Fajna też była sprawa, że można było całą grę przejść ulubionym pojazdem, a nie być z góry skazanym na konkretny. Dla mnie 300 razy gorszy był nowy Most Wanted. Zero jakiegokolwiek sensu ścigania się, bo ani pieniędzy za to nie było, ani samochodów, które miałeś od razu za free. Każdy samochód miał z 5 wyścigów na krzyż a ucieczka przed policją nawet na najwyższym poziomie była chyba najłatwiejsza w całej serii. Żenada.

29.06.2015 09:42
odpowiedz
WerterPL
67

Serio? Jeszcze się bawicie w te płatności za oglądanie całości poradnika? Bo wiecie....wystarczy iść na jakąkolwiek inną stronę i tam są całe za darmo! Czy naprawdę ktoś jeszcze jest takim idiotą, żeby wam wysyłać kasę za wasze poradniki?!

08.06.2015 19:15
odpowiedz
WerterPL
67
4.0

Fanem Obcego jestem odkąd tylko pamiętam. Kiedy przeczytałem w CD-Action recenzję pierwszej gry Aliens vs Predator, natychmiast zakochałem się w całej postaci, historii, genezie i ogólnym uniwersum Ksenomorfów. Wszystkie filmy znam na pamięć, co do dialogu. Byłem niezwykle podniecony jak usłyszałem o grze Aliens: Colonial Marines. Cholera. Gra, która dzieje się po wydarzeniach z Decydującego Starcia? Oficjalnie zatwierdzona przez Fox kontynuacja filmu, która pozwoli nam wreszcie zwiedzić LV-426? Myślałem, że zapełnię gacie z podniecenia.
Niestety, kiedy gra wyszła i zewsząd zebrała miażdżącą krytykę, byłem bardzo podłamany. Tak bardzo, że w ogóle przestałem dążyć do zdobycia tej gry. Teraz, po wielu latach od premiery i wydaniu wielu poprawek miałem nadzieję, że już warto tą grę kupić. I pożałowałem. Ale szerzej w recenzji:

How do I get out of this chickenshit outfit? – Fabuła
17 tygodni po wydarzeniach z Obcy: Decydujące Starcie i Obcy 3 w stronę LV-426 zmierza kolejny oddział Marines, mający dowiedzieć się, co stało się z żołnierzami znanymi z filmu. Na miejscu okaże się jednak, że misja nie będzie taką rutyną jak mogłoby się wydawać. Przeciwko naszemu Marinesowi staną nie tylko Obcy i Najemnicy Wayland Yutani, ale też złowrogie dziury fabularne i niedorzeczności towarzyszy.
Sam nie wiem, jakiego porównania dokonać. Nie wiem, czy w tej grze Obcy są głupsi nawet od robali, którymi się je nazywa, czy raczej nasz „kochany” towarzysz O’Neil jest głupszy od Obcych głupszych od robali. Słyszałem, że w dniu premiery Obcy nie korzystali z otoczenia i ślepo rzucali się na nas. Jeżeli tak, to poprawiono bardzo wiele, ale wciąż widać dziury. Obcy potrafią kilka razy uderzyć jednego Marine’a i potem bez powodu spojrzeć na innego. Nie reagują w ogóle na ostrzał, jeżeli trafimy je w inne miejsce niż głowa i tułów. Strzelisz z Shotguna do Obcego stojącego pół metra przed tobą i trafisz go w ramię? Kwas pryśnie, ale Obcy w ogóle nie będzie tym wzruszony. Dodatkowo, gdy walczymy, to na wszelki wypadek trzymać trzeba non-stop jeden palec koło E na klawiaturze, bo Obcy i Facehuggery non-stop się na nas rzucają i trzeba je potem odpychać. Staje się to w końcu strasznie irytujące, bo Obcych zalewają nas całe armie. Momentami mam wrażenie, że twórcy zaprogramowali respawn, aż ruszysz się dalej. Takie rzeczy rozwścieczały graczy już w czasach NES’a i nadal je stosujecie?! Ponad to jakoś w levelu 10 trafiłem na dziwną rzecz. Nie wiem czy to było zamierzone, czy kolejny Bug, ale jeden z Obcych był całkowicie nieśmiertelny. W ogóle nie robiły na nim wrażenia wystrzały, oberwanie z bliska w łeb z 8 pocisków z Shotguna, czy granaty. NIC! Trafić w Obcych jest czasem bardzo ciężko, co jest zaletą, ale wkurza to, że biegają wolniej niż ludzie. Gdzie ich legendarna szybkość i zwinność? To najwolniejsze Ksenosy, jakich w życiu widziałem!

No i nasz O’Neil. O mój Boże, za jakie grzechy zesłałeś go na ten świat?! Pomijam całkowicie debilizm naszego Pączusia. Przykład? Słynna scena z trailera, gdzie Marines odpala granat gdy Chestbuster rozrywa jego klatkę i mało brakowało by nasz bohater i O’Neil by wylecieli w próżnię. Niestety O’Neil przeżywa i po bardzo trudnym wydostaniu się z tego niebezpieczeństwa, całą sytuację komentuje krótko i bez emocji – „Dam głowę, że coś wyskoczyło mu z piersi. Straciliśmy go”. No co ty, Sherlocku?!
Ale najgorszy ten koleś jest w boju. Ma najfajniejszą broń Marines – Smartguna i używa go jak jakiś je**ny kaleka! Miałem taką sytuację, że jeden z Obcych zaczął się czołgać, bo stracił nogę. O’Neil był 2 metry od niego i strzelał ze Smartguna, nie mogąc go trafić. Czołgającego się Obcego, tej kretyn nie mógł trafić bronią, która automatycznie nakierowuje na cel!! WTF!!? Niejednokrotnie zdarzało mi się, że Marine i Obcy stali obok siebie i dopiero po jakichś 5 sekundach zaczynali walczyć. Serio czułem się najinteligentniejszym organizmem na całej planecie. Marines też mało przypominają Marines, których znam i kocham. Zawsze widziałem ich, jako bojowych twardzieli z mnóstwem ciętych ripost na ustach bez względu na sytuację. Wiecznie sobie dogryzają i dokuczają, ale jednocześnie w pełni zachowują braterstwo i są gotowi oddać za drugiego życie. W grze mi bardzo tego zabrakło. Pamiętam, że w trailerze widziałem taki fragment, jak Marines pyta się bohatera ile widzi palców, na co dostaje odpowiedź w postaci pokazania środkowego palca. Marines na to, że z nami wszystko ok i podaje grabę, aby pomóc nam wstać. To właśnie natura Marines, jaką uwielbiam! Ale nie ma tego w grze!

Fabuła ma mnóstwo dziur i jest po prostu płytka. Naprawdę żałuję, że Fox uznał to za oficjalną kontynuację filmu. Bo ewidentnie nie tworzyli tej gry fani filmu, tylko korporacyjne androidy nastawione wyłącznie na zysk. Zapomnijcie absolutnie o tym, czego oczekiwaliśmy od gry z Obcym. Nie ma tu strachu, niepewności, napięcia na początku gry czy czegokolwiek. Bardzo szybko trafiamy w środek akcji, bez jakichś emocji ze strony Marines. Ludzie, którzy w życiu Obcych nie widzieli, w ogóle nie wydają się nimi zaskoczeni. Nawet nie zadają pytań, co to może do cholery być. Nie, poniedziałek jak każdy inny. Tak samo nie wiem skąd niby znają ich oficjalne nazwy! Drone, Splitter, Facehugger. To dla naszych Marines nieobce nazwy. Ale to, co wkurzyło mnie najbardziej, to że prawie natychmiast trafiamy na Najemników Korporacji Wayland Yutani i gra zmienia się w Call of Duty! Dlaczego nie zostawili ich na później?! Fabuła byłaby o wiele ciekawsza, jakby dać ich w połowie albo nawet ¾ gry. Wyobraźcie sobie misję, gdzie oddzieliliśmy się od oddziału, mamy mało amunicji, wszędzie Obcy, jesteśmy osaczeni i już szykujemy się, żeby przestrzelić sobie głowę ze spluwy. A tu nagle wpadają, chcący ukryć dowody żołnierze WY, nieświadomi naszej obecności i przypadkowo odwracają od nas uwagę Obcych. To byłoby o wiele ciekawsze niż to, co daje gra. To, za co mogę chwalić fabułę, to jedna misja w kanałach. Dziękuję na kolanach za tą misję! To zadanie jest bardzo w stylu Obcego. Mamy misję głęboko w gnieździe Obcych, jesteśmy prześladowani przez wroga, którego nie można zabić, bo straciliśmy broń i musimy poruszać się bardzo ostrożnie, bo natrafiamy na nowy, bardzo niebezpieczny gatunek Ksenomorfów. A jednocześnie ciągle czujemy na plecach bydlaka, który nas tam zaciągnął. Misja bardzo klimatyczna i naprawdę szkoda, że bardzo szybko się kończy.

A skoro mowa o tym, co szybko się kończy, to kolejne rozczarowanie. Smartguna, legendarnej broni Colonial Marines używamy tylko 2 razy (jeżeli przegapimy to 1) w ciągu całej gry! I to może przez 3-4 minuty! To było jak cios poniżej pasa! O’Neil ma go cały czas, ale nie umie z niego korzystać! Granatów do karabinu pulsacyjnego też bardzo mało i nie wiem dlaczego magazynek mieści tylko 40 a potem 60 naboi. Karabin Pulsacyjny ZAWSZE miał 99 naboi w magazynku! ZAWSZE! A tutaj mamy 40. Dlaczego? Bo tak!
Kolejna dziura w fabule, to moment, gdy okazuje się, że na LV jest Marine z filmu, który jakimś cudem przetrwał. Co więcej, z filmu ewidentnie widzimy, że zginął, ale tu żyje i okazuje się oczywiście jakiś bullshit z podmianą ciał itp. Nie powiem wam kto to, to nie Hudson, ale powiem wam, że gdyby to był Hudson, to byłoby to 100 razy bardziej logiczne!
Jedynym źródłem światła jest lampa naramienna, która daje mniej światła niż latarka w długopisie! W ogóle się nie przydaje jej włączać, bo prawie nic nie rozświetla. Niektórzy by powiedzieli, że to dobrze, bo klimat i w ogóle. Ale to tylko irytuje! Ciągle obrywasz od Obcych i Najemników, którzy prawie nigdy nie chybiają nawet z 10 metrów. Oczywiście co innego nasi Marines, którzy potrzebują czasem 3-5 magazynków, żeby zabić jednego Obcego. Dobrze chociaż, że realistycznie na ich broni zmienia się licznik naboi. To mi się podobało.

Please, kill me! – gameplay
Od strony Gameplayu nie ma tragedii, bo jest wiele zalet. Fajna sprawa z wyciąganym wykrywaczem ruchu, który pokazuje wrogów i znajdźki, co nie zmusza do biegania jak idiota po całej mapie. Można czasem przeciąć i zaspawać drzwi czy ustawić działko. Ale zabrakło mi tego, czego oczekiwałem od gry – dramatu i horroru. Wyobraźcie sobie sytuację gdy razem z innymi Marines jesteście zmuszeni do dramatycznej obrony przeciwko Obcym. Z każdej strony was atakują, a wy rozpaczliwie odpieracie kolejne fale, sił wam ledwo starczy, konający towarzysze broni krzyczą z bólu, amunicja się kończy, nawet my obrywamy i staramy się odczołgać od centrum, a wszystkiemu towarzyszy dynamiczna, dramatyczna muzyka. Takie coś byłoby zajebiste! Nie, zamiast tego non-stop mamy parcie do przodu i strzelanie bez absolutnie żadnych emocji. Czasami masz ochotę przebiec przez całą mapę, żeby się nie męczyć po raz setny z tym samym schematem. Gdy dochodzi do momentu, który ma wzbudzić nasze emocje, to nie do końca się to też udaje. Może i jestem bardzo surowy, ale naoglądałem się mnóstwo wywiadów przed premierą. Twórcy mówili, że są wielkimi fanami Obcego i zapowiadali grę zrobioną z serca, która wyróżni się na rynku. To co dostałem, to nowotwór wydany przez ludzi z korporacji, którzy zrobili to wyłącznie dla zysku. Potem się dowiedziałem, że bez przerwy przekazywano tą grę innym osobom. Jak to miało się udać?! I dlaczego do ciężkiej cholery tak ważny dla was produkt oddajecie innym, żeby go zrobili!? Tak samo jak twórcy Amnesia: Mroczny Obłęd. Oddali innym do zrobienia kontynuację Machine for Pigs i wyszedł absolutnie pozbawiony strachu shit! Tak samo Postal, jak RWS przekazał go jakimś ruskim i Postal 3 był porażką na całej linii. Kiedy się nauczą, że takie działanie to śmierć produktu!?

No i na koniec zakończenie. To straszne, koszmarne i debilne zakończenie, aż do tej pory mi się chce rzygać! Jest mniej więcej na poziomie zakończenia filmu Prometeusz. Wyraźnie nastawione na denną kontynuację, absolutnie niczego nam nie wyjaśnia, a pozostawia więcej pytań i jest w stylu „Wszystko co robiliśmy miało jakiś z góry ustalony sens”. Wcale nie miało. A zakończenie poprzedzone jest walką z Królową (Nie gadajcie, że to spoiler, bo każdy wie, że na końcu mamy Królową), która tak naprawdę nie jest walką, a naciskaniem przełączników. I The End.

Get away from Her, you bitch! - Zalety
Ile ta gra ma zalet? Pomimo mojego narzekania, okazuje się, że całkiem sporo. Ale fabuła do nich nie należy. Mamy za to mnóstwo bardzo fajnych smaczków dla fanów Obcego. Autentyczne dźwięki i odgłosy z filmu, to największa zaleta tej gry. Udźwiękowienie jest na bardzo wysokim poziomie, zarówno w muzyce jak i odgłosach.
Jeżeli jesteśmy fanami filmów, to trafimy na wiele rzeczy, które nas ucieszą. Można dowiedzieć się więcej o rodzinie Newt, znaleźć jej lalkę, którą zgubiła w filmie, dowiadujemy się co się stało z Hudsonem, znajdujemy znajome nieśmiertelniki i wreszcie – bronie oryginalnych Marines z filmu. Np. słynny Smartgun Vasquez z czerwoną banderą. Takie rzeczy bardzo cieszą mnie jako fana Obcych.
Grafika, mimo że o wiele gorsza niż na trailerach cieszy oko. Nadal jest słaba, zwłaszcza wśród modeli postaci ludzi i obcych. O wiele lepsze były w Aliens vs Predator z 2010. Jednak otoczenie wykonano perfekcyjnie. Zewnętrzna powierzchnia LV-426 bardzo cieszy oko. Ciemne pustynie z burzami piaskowymi, błyskawice na niebie i niepewność. Wnętrze zrujnowanej Hadley’s Hope pełne jest rozerwanych drzwi, nieładu, leżących śmieci, zniszczonego sprzętu i mrugających świateł. Czyste arcydzieło. Szkoda tylko, że nie wykorzystano ich potencjału przez danie nam bardziej klimatycznego gameplayu.
W grze pojawiają się też nowe gatunki Obcych, które są naprawdę ciekawe. Moje ulubione znajdują się we wspomnianych wcześniej kanałach, ale to zobaczycie sobie sami. Wreszcie doczekaliśmy się też Obcych, którzy plują kwasem, co w połączeniu z trudnością trafienia ich daje nam nie lada wyzwanie.
Modyfikacje broni, to również piękna rzecz. Można zmieniać prawie wszystko, chociaż szczerze sam dodałem sobie tylko powiększony magazynek, bo więcej mi nie było trzeba. Gra tylko momentami jest bardzo trudna, więc więcej nie musiałem robić.
Nie sprawdzałem Multiplayera. Nie lubię rozwałek bez fabuły, gdzie każdy skacze na boki i cześć. Chociaż słyszałem, że zbiera o wiele lepsze oceny. Ja jednak chciałem godnej kontynuacji FILMU, a więc fabuły, postaci itp. Nie dostałem tego…

Game’s over, Man! Game’s over!
Podsumowując Aliens Colonial Marines, to wielkie rozczarowanie dla fanów Obcego. Nie czuje się w ogóle takiego napięcia, jakie nam towarzyszyło w np. starym Aliens vs Predator 2. Gra miała gigantyczny potencjał. Pierwszy raz lądujemy na LV-426, mnóstwo smaczków z filmu i szansa na bardzo fajny scenariusz ze znanymi nam Marines. Ale wszystko to zostało okrojone do strzelanki jak każda inna, na poziomie Duke Nukem Forever. Chwalę grę wyłącznie za nawiązania do filmu, misję z Ravenem w kanałach i dźwięk. Wszystko inne, to gigantyczna porażka i naprawdę ciężko mi na sercu, że Fox uznał ten pseudotwór za oficjalną kontynuację. Mam nadzieję, że kiedyś ktoś zrobi remake z porządnym klimatem i scenariuszem, który wykopie to coś z pamięci graczy na zawsze. Ocena Aliens: Colonial Marines to 4/10. Gra do przejścia na raz i to w dodatku z niesmakiem. Podczas gry widać jak bardzo gigantyczny ta gra miała potencjał. I WSZYSTKO zostało zmarnowane, bo nie mogli się zdecydować, komu zlecić jej stworzenie. Naprawdę mnie boli, że nie mogę dać tej grze wyższej oceny. Bardzo mnie to boli. Ale nie wybaczę nigdy, jak bardzo lekceważąco podeszli do takiej gry. Narobili szumu w mediach i potem pocałowali się w dupę. I za to należy się sąd wojskowy. WerterPC bez odbioru.

31.05.2015 07:10
odpowiedz
WerterPL
67

Ludzie mam pytanie. Zamierzam nabyć Wiedźmina na PS4. Jak rozwiązali temat wyborów z poprzednich Wiedźminów? Jest jakaś możliwość wybierania jak potoczyła się wcześniejsza historia, zanim zacznie się właściwa gra? Bo dla mnie to bardzo ważne. Nie chcę grać z wyborami jakich się podjął Geralt wg. twórców. Bo np. pamiętam, że jak odpaliłem Wiedźmina 2 bez savów z 1 to wg. CDP Geralt zabił Addę, a ja tego nie zrobiłem.

12.05.2015 20:11
odpowiedz
WerterPL
67

kolo1321 - musisz w sklepie Steam kliknąć opcję "dodaj do koszyka"!

07.05.2015 10:00
odpowiedz
WerterPL
67

Ja tam chyba mimo wszystko zostanę przy Triss. Jakoś zdążyła się stać postacią, na której mi bardzo zależało przez 1 i 2, a jeżeli mam być szczery, to w Yennefer zawsze mnie irytowała ta jej jędzowatość.

10.04.2015 15:26
odpowiedz
WerterPL
67

Zdecydowanie genialnie się gra prezentuje. Co prawda ma jeszcze setki bugów, ale jest dobrze. Jednak jest kilka rzeczy, które moim zdaniem MUSZĄ jeszcze zostać zrobione:

- Wydłużyć czas trwania dnia, bo obecnie chyba 10 minut i noc nastaje.
- Zmniejszyć częstotliwość deszczu, który potrafi padać 2-3 razy na dobę.
- Bohater ma pragnienie jedzenia i picia. Dlaczego kanibale nie mają?
- Możliwość niszczenia budowli.
- Warto byłoby też wydłużyć czas, jaki można przetrzymać bez jedzenia. Rozumiem przetrwanie itd, ale bez przesady, człowiek nie umiera od jednego dnia bez żywności...
- I jeszcze moim zdaniem warto byłoby dodać jakiś działający zegarek, żeby można było pilnować godziny.
- Poprawić oświetlenie, bo czasami spojrzy się w stronę słońca i nagle cała ziemia robić się tak ciemna, że już nocą lepiej widać.

Jeszcze kilka rzeczy, ale myślę, że z czasem dodadzą ;)

12.11.2014 10:08
odpowiedz
WerterPL
67

Oczekiwaliście, że recenzent zatrudniony na tym portalu profesjonalnie podejdzie do gry i napisze rzetelną recenzję? To tak jakby oczekiwać wysokiej jakości i profesjonalnego reportażu w Fakcie. Recenzenci non-stop grają na Easy a czasem nawet nie zaglądają do gry i piszą głupoty (Jak to było z grą Ogniem i Mieczem: Dzikie Pola, gdzie pisali, że dzieje się w czasach Powstania Chmielnickiego a to były czasy Potopu -.-). Jakoś wkrótce sam kupuję tą grę i ją zrecenzuję, a wtedy zobaczy się jak to jest z grą na serio ;)

02.10.2014 23:05
WerterPL
67

Dlaczego mam wrażenie, że z grą ten film będzie miał wspólny wyłącznie tytuł i absolutnie nic więcej? Z ekranizacjami tak jest zawsze! A na 100% będzie czerpał pełnymi garściami z Walking Dead albo czegoś podobnego. Już bardzo dawno nie widziałem ekranizacji, która byłaby wierna grze. Zawsze są tylko wspólne - tytuł, imię bohatera i to wszystko...

29.09.2014 19:58
odpowiedz
WerterPL
67

A ja mam z Edycją Cesarską mały problem. Może ktoś zna rozwiązanie :) Nie spełniam zalecanych wymagań, ale wiem, że w 100% spełniam wszystkie wymagania minimalne. Gra się uruchamia do menu, wszystko płynnie chodzi. No to wybieram kampanię, Spartę i odpalam. Kiedy pasek dojdzie do końca, to ekran robi się czarny, słyszę urwaną kwestię, potem znowu czarny i gra wywala do pulpitu bez żadnego komunikatu o błędzie. Wie ktoś dlaczego?

20.09.2014 17:35
odpowiedz
WerterPL
67

@Blackbeard - a nie mógłbyś trochę rozwinąć swojej myśli? Jeżeli mówisz, że Edycja Cesarska coś pieprzy z grą, to może opisz dokładnie co takiego pieprzy? Potencjalni nabywcy będą lepiej doinformowani.

13.08.2014 19:26
odpowiedz
WerterPL
67

Znowu Polska wygląda tragicznie! Ludzie, czy to tak ciężko zobaczyć chociażby w Google Grafika jak wyglądała międzywojenna Polska!? Dlaczego wszyscy zniekształcają nasze granice?! Ale Francja, Niemcy i inne kraje, to już się dało zrobić idealne...

22.05.2014 16:26
odpowiedz
WerterPL
67

Dobra, już rozwiązałem. Wymyślili sobie jakieś nadmierne zgrupowanie czy inny bzdet! Generalnie gra mi się bardzo podoba, ale ma takie debilne wymysły twórców, że to ludzkie pojęcie przechodzi!

- Masz w prowincji 50 dywizji (których nie można łączyć) ale jak atakujesz, to może walczyć maks. 4 a reszta sobie stoi i się gapi.
- Nie wiem czy to przez ilość prowincji czy coś, ale podboje trwają CHOLERNIE DŁUGO!! Zaatakowałem Francję około maja 1940 a w czerwcu 1941 dopiero jakieś 1/3 Francji zajęte!
- NAJBARDZIEJ WKURWIAJĄCE to że nagle ze 140% oficerów nagle z dupy potrafi się zrobić 0% i przegrywasz na każdym froncie! Nieważne, że masz mega-elitarne nowoczesne wojska, nagle nie ma oficera, to odnosisz porażkę w starciu z oddziałem milicji!
- Jak toczysz wojnę z Aliantami i zajmujesz Europę, to KAŻDĄ prowincję nadmorską, musisz obstawiać wojskiem, bo inaczej pojedyncze grupki Australii czy innej Gwatemali ci tam desant robią i łażą po całej Europie, a ty musisz gonić. I nie możesz zostawić nawet jednej prowincji nieobstawionej, bo masz 100% szans, że zaraz coś tam wyląduje!

I nie próbujcie mi nawet tłumaczyć to jakimś realizmem! W życiu nie uwierzę, że takie głupoty się zdarzały naprawdę! Gra, to ma być gra! Mam się czuć przy niej jak dowódca państwa a nie wkurwiać na każdym kroku! Mam potężną armię, to powinienem być potężny, a nie nagle z dupy oficerowie znikają jak wessani przez czarną dziurę i ZSRR zostaje pokonane przez Luksemburg! Ale mimo to podoba mi się ta gra, jednak te głupoty powinny zniknąć!!

20.05.2014 18:31
odpowiedz
WerterPL
67

Ludzie to jakaś masakra! Jest jakiś sposób, żeby bitwy nie trwały tak cholernie długo? Mam wojsko zmodernizowane pod każdym względem, kadrę oficerską w komplecie i z dostawami też żadnych problemów, a mimo to czasem 50 moich dywizji przez 2 miesiące toczy walkę z 1 dywizją wroga a wskaźnik waha się pomiędzy 98% a 99% na moją korzyść. Co się dzieje?!

20.04.2014 12:07
odpowiedz
WerterPL
67

voltek18 - dziękuję za uznanie ;) Miło, że ktoś docenia ;) A co do pytań jakie zadałeś, to powiem w ten sposób: Gra jest raczej typowo dla skradania, ale daje dosyć sporą swobodę. Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś eliminował przeciwników, bo nie ma za do żadnych kar. Po prostu zbierasz inne osiągnięcia wtedy. A to dość satysfakcjonujące przeszyć komuś łeb z łuku czy obić pałką ;> Można przeszyć czyjąś szyję ostrą strzałą, albo nawet podpalić wybuchową. JEDNAK! działa to raczej wtedy, kiedy Garrett nie został odkryty przez przeciwników. Jeżeli już cię odkryją, to raczej szanse na przeżycie są niskie. Chyba, że używa się koncentracji. Garrett to nie wojownik i źle znosi obrażenia. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś zabawił się w nieuchwytnego skrytobójcę, który sieje strach wśród przeciwników, eliminując ich z łuku ;)

12.04.2014 14:00
👍
odpowiedz
WerterPL
67

Wow! Survival-horror o którym od lat marzyłem i jednocześnie modliłem się, by nie było. Zawsze przerażała mnie wizja chodzenia po lesie w nocy, a tu jeszcze polujące na ciebie plemię. I to jeszcze premiera 5 dni przed moimi urodzinami :) Mam tylko nadzieję, że nastanie nocy nie zmusza nas do natychmiastowej walki z kanibalami a daje też możliwość np. zaszycia się gdzieś w ciemnościach czy zaroślach na całą noc i przeczekanie zagrożenia. To byłoby też fajne, bo wzmacniało poczucie, że jesteśmy bezbronnym cywilem. Oczekuję niecierpliwie ;) Zapowiedzi przetrwania od jedzenia, picia, ogrzewania po chowanie się przed głodującym plemieniem to może być arcydzieło ;)

10.04.2014 17:00
👍
odpowiedz
WerterPL
67

UWAGA: Zanim rozpocznę recenzję, to chciałem przeprosić, że dopiero teraz umieszczam ją, po tak długim czasie od premiery. Miałem mnóstwo innej pracy. To po pierwsze. Drugie to krótka notka z mojej strony do większości recenzentów w Polsce. Przed premierą nowego Thief naczytałem się bardzo dużo polskich recenzji w Internecie. Mogę powiedzieć jedno. W życiu nie widziałem tak zmasowanego steku bzdur i kłamstw pisanych przez autorów recenzji. Nawet recenzent gry-online (zresztą nie pierwszy raz) miał swoje 5 minut w tym maratonie bzdur. Jestem właśnie po przejściu gry osobiście i nie natrafiłem nawet na 1/3 minusów o których pisali koledzy. Nasuwają mi się jedynie 3 powody, dlaczego pisali jak pisali:
1. Albo grali w jakiegoś zupełnie innego Thiefa niż ja o którym mi nie wiadomo nic.
2. Albo (bardziej prawdopodobne) koledzy grali na najłatwiejszym poziomie trudności lub maksymalnie normalnym, bo na pewno nie trudnym.
3. Albo (najbardziej prawdopodobne) podeszli do tej gry po najprostszej linii oporu – Aaaa gierka nowa, pograjmy chwilę, poczepiajmy się czegoś na krzyż, napiszmy tekst raz dwa, zgarnijmy kasę i pocałujmy się w dupę.
Nie odbierajcie tej notki jako ataku w waszym kierunku. Nie, po prostu popełniliście grafomanię a ja jako recenzent z grafomanami zamierzam walczyć. Nieważne czy ktoś ma 2 czy 30 lat doświadczenia w branży. Grafomania to grafomania. Ale szerzej w recenzji.

RECENZJA

Grę przechodziłem na konsoli Xbox 360.

Mistrz złodziejski Garrett po 10 latach wychodzi z cienia i po raz kolejny daje o sobie znać. Nie ma takich drzwi, których on by nie otworzył i nie ma takiej kosztowności, której on by nie ukradł. Czy te 10 lat to o 10 lat doświadczenia więcej, czy też Mistrz zaczął odczuwać oznaki starości? Zatopmy się w mroku i obserwujmy.
Ci z was, którzy mnie znają wiedzą pewno, że jestem nie tyle fanem, co fanatykiem serii Thief. Wszystkie części przeszedłem na expert, prawie nikogo nie ogłuszając i nie ma takiej rzeczy związanej z Thiefem, gdzie byście mnie zagięli. Mój fanatyzm nawet sięgał takich skrajności, że przechodząc grę miałem kaptur założony na głowę, a w levelach części pierwszej gdzie Garrett nie ma oka miałem również zamknięte prawe oko. Najnowszą część przygód Garretta również zacząłem od razu od poziomu Mistrz. Ale przejdźmy do wszystkich dzieł Budowniczego i plugastw Szachraja.

Nie łatwo jest dostrzec Opiekuna – fabuła
Akcja najnowszego Thief dzieje się kilka lat po wydarzeniach z Thief: Deadly Shadows (zaraz! O czym on pieprzy!? Przecież to Reboot! Wyjaśnienie w Post Scriptum recenzji). Miasto bardzo się zmieniło. Baron wrócił z wojny z Blackbrook i nakłada nowe prawa, przez co dzieje się co raz gorzej. Skrajna nędza wśród obywateli, wszędobylski głód, korupcja wśród stróżów prawa i przestępstwa wszelkiej maści. To codzienność obecnego Miasta. Wtedy jedna, legendarna postać wyłania się z cienia. Garrett – mistrz złodziejskiego fachu wraz ze swoją uczennicą Erin szykuje kolejny skok. Erin może i jest doskonałą złodziejką, ale brak jej dyscypliny, przez co skok kończy się dla niej tragicznie. Garrett natomiast doznaje amnezji i budzi się dopiero rok później. Chcąc się dowiedzieć co się wydarzyło i dlaczego nic nie pamięta rusza w kolejną przygodę, gdzie nie tylko on ale też Baron i dążący do rewolucji Pogrzebowcy odegrają kluczową rolę.

Bogacze Miasta cierpią na nadmiar bogactw. Dobrze, że mogą liczyć na moją pomocną dłoń - Gameplay
Od strony gameplay'u twórcy odwalili kawał naprawdę profesjonalnej roboty. Grając czułem się nie jako Werter grający w grę, ale jako Garrett. Byłem w skórze złodzieja i to moje ciało skradało się w ciemnościach. Wszystkie interakcje, takie jak kradzież łupów, ogłuszanie, otwieranie drzwi/zamków itp zawierają animacje. Garrett łapie za klamkę, wyciąga ręce po kosztowności i zaciska palce na krawędzi ściany zza której się wychyla. Któryś recenzent próbował oskarżyć grę, że przez przeszukiwanie szuflad i szaf gra się dłuży, ale w moim odczuciu jest to kolejny aspekt wczucia się w rolę złodzieja. I wcale nie nudziłem się przy rabowaniu pokoi. Większość czasu złodziej porusza się po dachach, które tak jak w oryginale nazywane są nie bez powodu Szlakiem Złodziei. Moim zdaniem zostały wykonane naprawdę rewelacyjnie i nie utrudniają przemieszczania. Ponadto ciągle towarzyszyło mi to uczucie zaszczucia. Wiedziałem, że jestem poszukiwany w Mieście, mało jest miejsc gdzie mogę się pokazać, muszę poruszać się ponad ulicami, kraść i wiecznie przemierzać mrok. Byłem samotny, poszukiwany, prześladowany i skazany na ukrywanie się. Jednak byłem też stworzeniem ciemności. Byłem jak shinobi, jak uświadomiony strzęp cienia, jak duch którego żywiołem jest mrok. Byłem mistrzem kradzieży i ukrywania się. To Miasto bało się mnie, a żadna z ich sztuczek czy zabezpieczeń nie były w stanie mnie powstrzymać. Cień postaci realistycznie pada i przemieszcza się przy oświetleniu, a patrząc w dół widzimy ciało bohatera. Skradanie wypada bardzo dobrze i daje satysfakcję, jednak patrząc w dół można zauważyć, że animacja czasami lekko szwankuje, a stopy złodzieja dokonują małego poślizgu.
Poza ręcznymi interakcjami wracają również elementy ekwipunku z poprzednich Thiefów. Garrett nadal ma swoje legendarne strzały wodne, ogniste, gazowe czy sznurowe. Tu kolejna moja odpowiedź na grafomanię. Jeden z recenzentów mówił, że w ciągu całej gry musiał użyć 2-3 strzał sznurowych. Tu ewidentnie pokazuje, że szedł jedynie wątkiem głównym i to bez kombinowania - po frontowych drzwiach. Kiedy wykonujemy misje poboczne, to prawie zawsze wymaga to od nas, aby wbić gdzieś strzałę sznurową i dostać się do mieszkania. Gdy włamujemy się do miejsc fabularnych również istnieje kilka dróg, a jedną z nich jest znaleźć boczne wejście oknem, gdzie użyliśmy strzały linowej. Co do całego ekwipunku, to mam jedynie zastrzeżenie do bomb błyskowych. Nie można ich rzucić tak jak przedmiotów do odwracania uwagi. Garrett może jedynie rzucić ją sobie pod nogi a działa ona na przeciwników naprawdę krótko. Zazwyczaj nie starczy czasu nawet na schowanie się do szafy.
Inteligencja komputera stoi na przyzwoitym poziomie. Cywile chodzą po ulicach, rozmawiają albo szukają żywności na pustych straganach. Strażnicy natomiast zmieniają trasy patroli, interesują się nagle zgasłymi pochodniami i nawet zapalają je na powrót. Nawet gdy zostawiłem nierozważnie otwarte drzwi, to przechodzący strażnik już zaczynał się dziwić i stawać bardziej czujny. Zgodzić się mogę z zarzutem, że mundurowi nie reagują na kosztowności, które chwile temu były a teraz ich nie ma, ale jeszcze słyszałem aż 3 bzdury:
- Strażnicy nie słyszą upadającej z łoskotem skrzyni, która wisiała na linie - Taa? ciekawe, bo u mnie słyszeli i w dodatku natychmiast przeszli na żółty poziom zaalarmowania.
- Gdy Garrett siedzi w ciemności może obejrzeć białka oczu strażnika, a ten go nie widzi - ten recenzent ewidentnie grał na łatwym, bo na pewno nie na mistrzu. U mnie wystarczyło, że znaleźli się ode mnie 2-3 metry i już zaczynali się robić podejrzliwi. Ciemność i tryb skradania nie dawały 100% niewidzialności.
- Strażnicy nie reagują, że właśnie na ich oczach ogłuszyłem ich kolegę - kolejna bzdura. U mnie jak strażnicy znajdowali się w jednym pokoju, to nie było opcji, żeby ogłuszyć jednego i nie zaalarmować drugiego. Nie wiem panowie w jakiego wy Thiefa graliście ale na pewno nie tego co ja tu recenzuje.
Na koniec poruszę najbardziej kontrowersyjną rzecz w Thief. Dodano bardziej ożywioną akcję. Garrett ucieka, poruszając się bardziej parkour'owym stylem i większość czasu spędza na dachach miasta - "szlaku złodziei". Chociaż przyznaję, że elementy parkour nie pasują do Thief, to wyszły moim zdaniem naprawdę spektakularnie. Oglądało się je dość przyjemnie i poniekąd dawały tę satysfakcję, że jest się nieziemsko dobrym złodziejem, który ucieknie każdemu przeciwnikowi. Jednak ma to też swoje minusy, bo strasznie mało jest misji głównych, gdzie po wykonaniu misji można się cicho ulotnić. Zamiast tego niemal każda misja kończy się wybuchem akcji, gdzie Garrett zmienia się w Ezio z Assassin's Creed 2. To z czasem jest już lekko irytujące.
Co do samych pościgów, to uważam, że stoją na dość przyzwoitym poziomie. Gdy zobaczą nas strażnicy, to zwykle możemy zgubić ich za zakrętem w ciemnej alejce, albo uciekając na dach, ale przynajmniej nie ma tu takich idiotyzmów jak w Assassin's Creed, że strażnicy nagle okazują się równie dobrymi akrobatami i za nami przemierzają dachy. Tu tak nie ma. Strażnicy ograniczają się wtedy do posłania w naszym kierunku strzał z łuków oraz wyzwisk.
Lokacje które nam przyjdzie odwiedzić są naprawdę ciekawe. Mamy nie tylko mieszkania przeciętnych obywateli czy sklepy, ale również dom publiczny, sekretne przejścia do zapomnianych, starożytnych części Miasta, fabryki, rezydencje itp. Tradycyjnie dla całej serii nie zabrakło również poziomu, który z założenia ma być horrorem trzymającym nas w ciągłym strachu i napięciu. I przyznaję szczerze, poziom-horror w tej części bije na głowę nie tylko Nawiedzoną Katedrę z Thief 1 czy Siedzibę Mechanistów z Thief 2 ale nawet Przytulisko Przedmościa z Thief: Deadly Shadows! Byłem przerażony przez cały czas i modliłem się, aby nawet na sekundę nie znaleźć się w świetle. Dodatkowo do wielu lokacji można dostać się na różne sposoby. Wystarczy tylko dobrze poszukać, panowie leniwi recenzenci.

Przerasta pan legendę, panie Garrett. Jest pan nadzwyczajnym złodziejem - Garrett
Złodziej się zmienił i nie ma co do tego wątpliwości. Przypadł mi do gustu wygląd stroju i ekwipunku Garrett'a. Widać, że jest to człowiek, który żyje w mroku i daleko od towarzystwa. Jest samotnikiem, który chce tylko wykonać swoją robotę, bez niepotrzebnej przemocy. Jednak charakter złodzieja mam wrażenie, że z biegiem gry się zmienia na gorsze. Staje się bardziej sentymentalny, emocjonalny czy wręcz nieostrożny. Nie przypomina mi Garrett'a, którego bardzo dobrze znam.
Oryginalny Garrett był człowiekiem cynicznym, zamkniętym w sobie, odludnym i myślącym wyłącznie o cudzych bogactwach. Jednak był jednocześnie człowiekiem niesamowicie inteligentnym. Zawsze wiedział wszystko na bieżąco o sytuacji w Mieście, wśród frakcji czy patrycjuszy, gdzie znajdują się obecnie cenne przedmioty, jak się nazywają, jakich niebezpieczeństw się spodziewać itp. Garrett był prawdziwym mistrzem i weteranem, który mógłby być Sensei'em przyszłych złodziei. Niestety nowy charakter Garrett'a jest zupełnie inny. Wie bardzo mało, informacji udziela mu Basso i królowa żebraków. Można to tłumaczyć jego amnezją, ale czasami bardzo brakowało mi niesłychanej inteligencji złodzieja i jego cynicznych komentarzy. Cynizm Garrett'a niestety zniknął niemal całkowicie, co uważam za wadę. Bardzo cierpiałem z powodu braku głosu Stephen'a Russell'a, chociaż nowy głos aż tak straszny nie jest. Jednak sprawa o której warto wspomnieć (tym razem to bzdura samych twórców!), to fakt, że można było spokojnie go zatrudnić do głosu Garretta. Nie ma tutaj motion-capture gdzie Garrett by mówił jednocześnie wykonując arcytrudne akrobacje. Ewidentnie chodziło o to, żeby był aktor, który weźmie mniej pieniędzy. Podobało mi się natomiast wprowadzenie do fabuły wątku osobistej wojny pomiędzy Garrettem a generałem straży. Ich drogi niejednokrotnie się krzyżują i widać, że nie chodzi tu tylko o starcie przestępcy ze stróżem prawa. To sprawa osobista!
Wracając do stroju Garrett'a, to warto wspomnieć o opończy, która teraz zasłania twarz złodzieja. O dziwo powiem, że wygląda ona dobrze tylko gdy znajduje się na twarzy Garrett'a. Gdy jest ściągnięta pod brodę, to złodziej zaczyna wyglądać dziwnie. To jednak jedyna wada jego nowego stroju. Złodziej ma teraz niezmienny strój i nie ma takich dziwnych rzeczy jakie były w oryginalnej trylogii, że w filmach Garrett ma kaptur i pelerynę okrywającą całe ciało a w czasie gry z jakiegoś powodu już jej nie ma.

Po co to ukrywanie, skoro cię słyszałem? – Muzyka
Tutaj pozwolę sobie krótko powiedzieć. Muzyka jest bardzo dobra, fajne ma brzmienie i zachęca do grania. Jednak zastanawiam się czasem, czy nie jest zbyt żywa jak do akcji. Często pod jej brzmieniem bardziej czułem się jak agent-ninja niż jak złodziej. Dodatkowo często muzyka gra tak głośno, że zagłusza wszystko inne! Zdecydowanie brakowało mi mrocznej, zimnej i tajemniczej muzyki jaka towarzyszyła nam w poprzednich Thiefach. Zwłaszcza ta w intro Thief 1 była wręcz oskarowa. Krótko mówiąc, muzyka jest bardzo dobra, ale czasami zbyt głośna i zbyt budująca klimat akcji a nie mroku i skradania.

Łacherze, na śmierć głupoluda się przygotowawszy - wady
Wad ta gra kilka ma. Nie tak dużo jakby chcieli tego niektórzy, jednak znalazło się parę takich, które nie zasługują na pominięcie:
- ptaki i psy. To nowe sposoby na alarmowanie straży i chociaż o dziwo psy mnie tak strasznie nie drażniły, to kanarki w klatkach doprowadzały mnie do łacherskiej pasji! Ptaki reagują na ruch i wystarczy szybciej przemknąć koło nich a już drą mordy i alarmują okolicznych strażników. Miasto chyba składa się z samych fanów ptaków, bo czasami całe poziomy są nimi zawalone. Już ci się wydaje, że zręcznie wszystkich ominąłeś, robisz ślizg i nagle słyszysz wku****jące ćwierkanie.
- kryjówka Garrett'a. Nie powiem, jest ciekawa. Wieża zegarowa, gdzie możemy oglądać zrabowane łupy. Fajnie to wygląda, ale chciałoby się jednak, żeby była jakoś bardziej interaktywna. Żeby zawierała chociaż jakiś pokój na ćwiczenia strzelania czy coś i żeby można było wykonać jakieś bardziej zróżnicowane akcje. Oglądanie łupów to fajna rzecz, ale niestety można oglądać tylko te co się powtarzają, jak obrazy, bransoletki itp. aby obejrzeć łup wyjątkowy jak diament zwany Sercem Lwa musisz włączyć menu, które masz całą dobę. Nie można obejrzeć na surowo przedmiotu leżącego w gablocie.
- NAJGORSZA WADA: Zakończenie gry - Nienawidzę gdy gra nie dość, że nie wyjaśniła wszystkich wątków, to jeszcze daje mi zakończenie, które powiększa liczbę pytań bez odpowiedzi. W dodatku zakończenie mogło by być jakieś bardziej rozbudowane, a tak to mamy krótką akcję, patrzenie i narazie - napisy końcowe. Co prawda po przejściu gry można dalej zwiedzać miasto, ale wtedy następuje to, co mamy przy przejdziemy którekolwiek Grand Theft Auto. Szybko przekonamy się, że nie ma już niczego ciekawego do roboty. Można wykonywać na nowo zadania, ale ja wolałem już zacząć grę od nowa.
- tryb koncentracji. Sztuczne oko Garretta ma teraz nową cechę. Wykrywa obiekty interaktywne, przeciwników itp. Nie wiem, mi podobało się tylko w tym szybsze zgarnięcie łupów i podświetlenie otwieranego zamku od środka, ale to po wykupieniu tylko jest dostępne. Zdecydowanie miałem w grze za dużo momentów, gdzie tęskniłem za funkcją przybliżania obrazu jak w Thief 2 i Deadly Shadows. To byłoby bardziej pomocne, niż podświetlenie na niebiesko kilku miejsc. Dodatkowo irytuje mnie fakt, że teraz KAŻDA gra musi mieć tryb skupienia. Tomb Raider, Hitman a teraz Thief. Na szczęście można to wyłączyć, a nawet osiągnięcie jest za to.
- dialogi mieszkańców miasta. Są bardzo ciekawe. Można się z nich dowiedzieć obecnej sytuacji miasta, lokalizacji cennych przedmiotów itp. Plotki na ulicach zawsze były ważne w Thief. Niestety jest jedna ostra rzecz, co rujnuje całą magię. Powtarzanie się dialogów! I nie mówię tu o czymś takim, że przejdziesz ulicą i ze 3 razy na godzinę usłyszysz ten sam dialog. O nie. Jak tylko rozmowa się skończy, to NATYCHMIAST zaczyna się na nowo. Czekałem w ciemnościach aż strażnik pójdzie gdzie indziej i ze 7-8 razy usłyszałem, że gościu nie cuchnie szczynami i potem. Przeszedłem grę raz i już pamiętam każdą możliwą rozmowę z ulic Miasta. Dobry sposób, żeby pamiętać położenie łupów, ale niestety irytujący.
- przerywniki filmowe. Patrzyłem okiem fanatyka trylogii i stwierdzałem bardzo dziwną rzecz - za dużo w nich Garretta! Tak, przerywniki filmowe zwykle są jasne i pokazują nam złodzieja w pełnej krasie. Może i nie były tragiczne, ale jednak odzywała się we mnie nostalgia za wyświetlającymi się fragmentami z ksiąg Młotodzierżców, podczas gdy w tle słychać było tajemnicze szepty, uderzenia młotów o kowadła i mroczną muzykę. Garrett natomiast prawie zawsze był skryty cieniem, widać było jedynie usta albo mroczną sylwetkę. Tutaj tak nie jest.
- rodzaje łupów. Tak jest. Kradzież sprawia wielką przyjemność, ale czasem odnosiłem wrażenie, że za mało jest złotych pucharów, naszyjników, pierścionków itp. a za dużo pozłacanych widelców, kałamarzy czy dzwonków recepcji. Łupy są mało zróżnicowane. Za mało. Dodatkowo mnie jako fana zirytowało to, że Garrett chowa łup do torby i od razu zamienia się on w gwinee. Wolałbym zdecydowanie, żeby wrócił system zanoszenia łupów do pasera. Niektórzy by narzekali, ale nie ja, bo to byłby wzrost realizmu złodziejstwa.
- Na koniec ekskluzywna misja "Włamanie do banku". Od razu mówię, że NIE uznaję tej misji za wadę. Jest bardzo dobrze wykonana. Co prawda bank jest o wiele mniejszy niż w Thief 2, jednak wykonany bardzo dobrze, szczegółowo i faktycznie był wyzwaniem dla złodzieja. Nie był aż tak trudny jak się spodziewałem, bo przeszedłem go bez ogłuszania kogokolwiek czy niszczenia którejkolwiek kamery, ale bardzo dobrze wspominam tę misję. Czemu więc jest w wadach? Ponieważ podobnie jak w przypadku banku z Thief 2 rozczarowałem się ilością łupów. Spodziewałem się, że bank pozwoli mi się obłowić przynajmniej w stopniu, który pokaże mi, że warto było. Tymczasem wyniosłem z niego mniej więcej tyle co z większości misji. Banki w Mieście widać bardzo słabo stoją...
Jeszcze w związku z bankiem dodam, że czuje się trochę oszukany przez twórców/wydawców gry. Kupiłem grę przed premierą i czytałem: „Posiadacze przedpremierowej gry dostaną ekskluzywną misję z włamaniem do banku”. Tymczasem po dziś dzień chodzę po sklepach z grami i widzę Thief z ekskluzywną zawartością. Każdy egzemplarz ma tą misję! Oni wcisnęli kit, że to tylko dla tych, co kupili przedpremierowo. Na szczęście nie żałuję wydanych pieniędzy.

Nic się nie zmieniło. Wszystko jest tak jak zapisano - Podsumowanie
Thief to bardzo dobry powrót Garrett’a po dekadzie nieobecności w świecie gier. Gra zajęła mi 35 godzin 30 minut i 57 sekund (wykonałem wszystkie zadania poboczne i działałem bez pośpiechu) do przejścia, co jest wspaniałą długością w świecie współczesnych gier. Złodziej nadal kradnie lepiej niż ktokolwiek, nadal jest nieuchwytny i niewidoczny dla swoich wrogów. Gra ma swoje minusy, ale na pewno nie aż tyle ile chcieliby recenzenci opisujące niestworzone błędy czy wady. Na pewno nie dorasta legendarnej trylogii, ale wcale mnie nie rozczarowała. Wciąga, ma swój klimat, dobrze się czujemy w roli złodzieja, świat jest bogaty i podobnie jak oryginał ma mnóstwo tajemnic do odkrycia. Grając na najwyższym poziomie trudności przeżywamy prawdziwe emocje i niekiedy wyzwanie. Historia zawarta w grze, pomimo rozczarowującego zakończenia, wciąga nas, zwłaszcza gdy spotkamy nowy rodzaj przeciwników. Osobiście uważam, że wciąż potencjał tkwi w serii Thief i warto było czekać 10 lat na ponowne wcielenie się w najlepszego złodzieja w historii. Niektórzy będą na siłę starali się czepiać byle czego, ale to po prostu zbyt wysokie oczekiwania. A ja tego już się dawno oduczyłem względem współczesnych gier. Moja osobista ocena to 8/10. Polecam fanom serii oraz składanek. Liczę, że wkrótce usłyszymy o kontynuacji i mam nadzieję, że następna część Thief odpowie mi na mnóstwo pytań jakie teraz zrodziły się w mej głowie. A tymczasem zakładam kaptur i znikam w mroku nocy, aby zacisnąć swe palce na kolejnych grach do zrecenzowania ;)

PS: Zapewne pamiętacie jak pisałem, że gra dzieje się po wydarzeniach z Deadly Shadows. Oczywiście wszyscy wiemy, że to reboot, ale ja powiem wam jedno. Usiadłem do tej gry z nastawieniem – Tak! To kolejna część. Tak, to dzieje się po wydarzeniach z Deadly Shadows. I muszę wam przyznać, że z takim nastawieniem gra stała się o wiele bardziej logiczna. Więcej rzeczy znalazło swoje wyjaśnienie, bo mamy mnóstwo nawiązań do poprzedniczek i wydarzeń, które wskazują, że to się dzieje parę lat później. Trafiamy na wzmianki postaci z trylogii, które teraz albo nie żyją albo coś innego. W grze nie ma Pogan, Młotów czy Opiekunów, ale mamy mnóstwo pozostałości po nich. A ci co pamiętają zakończenie Deadly Shadows na pewno skojarzą je z Erin. To daje nam szerokie pole do popisu, aby grać w grę z nastawieniem, że dzieje się ona po wydarzeniach z trylogii. Ja zagrałem z takim nastawieniem i o wiele bardziej logiczna stała się ta gra. Polecam również wam grać z takim nastawieniem a zobaczycie różnice. Pozdrawiam ;)

10.04.2014 16:58
👍
odpowiedz
WerterPL
67
8.0

UWAGA: Zanim rozpocznę recenzję, to chciałem przeprosić, że dopiero teraz umieszczam ją, po tak długim czasie od premiery. Miałem mnóstwo innej pracy. To po pierwsze. Drugie to krótka notka z mojej strony do większości recenzentów w Polsce. Przed premierą nowego Thief naczytałem się bardzo dużo polskich recenzji w Internecie. Mogę powiedzieć jedno. W życiu nie widziałem tak zmasowanego steku bzdur i kłamstw pisanych przez autorów recenzji. Nawet recenzent gry-online (zresztą nie pierwszy raz) miał swoje 5 minut w tym maratonie bzdur. Jestem właśnie po przejściu gry osobiście i nie natrafiłem nawet na 1/3 minusów o których pisali koledzy. Nasuwają mi się jedynie 3 powody, dlaczego pisali jak pisali:
1. Albo grali w jakiegoś zupełnie innego Thiefa niż ja o którym mi nie wiadomo nic.
2. Albo (bardziej prawdopodobne) koledzy grali na najłatwiejszym poziomie trudności lub maksymalnie normalnym, bo na pewno nie trudnym.
3. Albo (najbardziej prawdopodobne) podeszli do tej gry po najprostszej linii oporu – Aaaa gierka nowa, pograjmy chwilę, poczepiajmy się czegoś na krzyż, napiszmy tekst raz dwa, zgarnijmy kasę i pocałujmy się w dupę.
Nie odbierajcie tej notki jako ataku w waszym kierunku. Nie, po prostu popełniliście grafomanię a ja jako recenzent z grafomanami zamierzam walczyć. Nieważne czy ktoś ma 2 czy 30 lat doświadczenia w branży. Grafomania to grafomania. Ale szerzej w recenzji.

RECENZJA

Grę przechodziłem na konsoli Xbox 360.

Mistrz złodziejski Garrett po 10 latach wychodzi z cienia i po raz kolejny daje o sobie znać. Nie ma takich drzwi, których on by nie otworzył i nie ma takiej kosztowności, której on by nie ukradł. Czy te 10 lat to o 10 lat doświadczenia więcej, czy też Mistrz zaczął odczuwać oznaki starości? Zatopmy się w mroku i obserwujmy.
Ci z was, którzy mnie znają wiedzą pewno, że jestem nie tyle fanem, co fanatykiem serii Thief. Wszystkie części przeszedłem na expert, prawie nikogo nie ogłuszając i nie ma takiej rzeczy związanej z Thiefem, gdzie byście mnie zagięli. Mój fanatyzm nawet sięgał takich skrajności, że przechodząc grę miałem kaptur założony na głowę, a w levelach części pierwszej gdzie Garrett nie ma oka miałem również zamknięte prawe oko. Najnowszą część przygód Garretta również zacząłem od razu od poziomu Mistrz. Ale przejdźmy do wszystkich dzieł Budowniczego i plugastw Szachraja.

Nie łatwo jest dostrzec Opiekuna – fabuła
Akcja najnowszego Thief dzieje się kilka lat po wydarzeniach z Thief: Deadly Shadows (zaraz! O czym on pieprzy!? Przecież to Reboot! Wyjaśnienie w Post Scriptum recenzji). Miasto bardzo się zmieniło. Baron wrócił z wojny z Blackbrook i nakłada nowe prawa, przez co dzieje się co raz gorzej. Skrajna nędza wśród obywateli, wszędobylski głód, korupcja wśród stróżów prawa i przestępstwa wszelkiej maści. To codzienność obecnego Miasta. Wtedy jedna, legendarna postać wyłania się z cienia. Garrett – mistrz złodziejskiego fachu wraz ze swoją uczennicą Erin szykuje kolejny skok. Erin może i jest doskonałą złodziejką, ale brak jej dyscypliny, przez co skok kończy się dla niej tragicznie. Garrett natomiast doznaje amnezji i budzi się dopiero rok później. Chcąc się dowiedzieć co się wydarzyło i dlaczego nic nie pamięta rusza w kolejną przygodę, gdzie nie tylko on ale też Baron i dążący do rewolucji Pogrzebowcy odegrają kluczową rolę.

Bogacze Miasta cierpią na nadmiar bogactw. Dobrze, że mogą liczyć na moją pomocną dłoń - Gameplay
Od strony gameplay'u twórcy odwalili kawał naprawdę profesjonalnej roboty. Grając czułem się nie jako Werter grający w grę, ale jako Garrett. Byłem w skórze złodzieja i to moje ciało skradało się w ciemnościach. Wszystkie interakcje, takie jak kradzież łupów, ogłuszanie, otwieranie drzwi/zamków itp zawierają animacje. Garrett łapie za klamkę, wyciąga ręce po kosztowności i zaciska palce na krawędzi ściany zza której się wychyla. Któryś recenzent próbował oskarżyć grę, że przez przeszukiwanie szuflad i szaf gra się dłuży, ale w moim odczuciu jest to kolejny aspekt wczucia się w rolę złodzieja. I wcale nie nudziłem się przy rabowaniu pokoi. Większość czasu złodziej porusza się po dachach, które tak jak w oryginale nazywane są nie bez powodu Szlakiem Złodziei. Moim zdaniem zostały wykonane naprawdę rewelacyjnie i nie utrudniają przemieszczania. Ponadto ciągle towarzyszyło mi to uczucie zaszczucia. Wiedziałem, że jestem poszukiwany w Mieście, mało jest miejsc gdzie mogę się pokazać, muszę poruszać się ponad ulicami, kraść i wiecznie przemierzać mrok. Byłem samotny, poszukiwany, prześladowany i skazany na ukrywanie się. Jednak byłem też stworzeniem ciemności. Byłem jak shinobi, jak uświadomiony strzęp cienia, jak duch którego żywiołem jest mrok. Byłem mistrzem kradzieży i ukrywania się. To Miasto bało się mnie, a żadna z ich sztuczek czy zabezpieczeń nie były w stanie mnie powstrzymać. Cień postaci realistycznie pada i przemieszcza się przy oświetleniu, a patrząc w dół widzimy ciało bohatera. Skradanie wypada bardzo dobrze i daje satysfakcję, jednak patrząc w dół można zauważyć, że animacja czasami lekko szwankuje, a stopy złodzieja dokonują małego poślizgu.
Poza ręcznymi interakcjami wracają również elementy ekwipunku z poprzednich Thiefów. Garrett nadal ma swoje legendarne strzały wodne, ogniste, gazowe czy sznurowe. Tu kolejna moja odpowiedź na grafomanię. Jeden z recenzentów mówił, że w ciągu całej gry musiał użyć 2-3 strzał sznurowych. Tu ewidentnie pokazuje, że szedł jedynie wątkiem głównym i to bez kombinowania - po frontowych drzwiach. Kiedy wykonujemy misje poboczne, to prawie zawsze wymaga to od nas, aby wbić gdzieś strzałę sznurową i dostać się do mieszkania. Gdy włamujemy się do miejsc fabularnych również istnieje kilka dróg, a jedną z nich jest znaleźć boczne wejście oknem, gdzie użyliśmy strzały linowej. Co do całego ekwipunku, to mam jedynie zastrzeżenie do bomb błyskowych. Nie można ich rzucić tak jak przedmiotów do odwracania uwagi. Garrett może jedynie rzucić ją sobie pod nogi a działa ona na przeciwników naprawdę krótko. Zazwyczaj nie starczy czasu nawet na schowanie się do szafy.
Inteligencja komputera stoi na przyzwoitym poziomie. Cywile chodzą po ulicach, rozmawiają albo szukają żywności na pustych straganach. Strażnicy natomiast zmieniają trasy patroli, interesują się nagle zgasłymi pochodniami i nawet zapalają je na powrót. Nawet gdy zostawiłem nierozważnie otwarte drzwi, to przechodzący strażnik już zaczynał się dziwić i stawać bardziej czujny. Zgodzić się mogę z zarzutem, że mundurowi nie reagują na kosztowności, które chwile temu były a teraz ich nie ma, ale jeszcze słyszałem aż 3 bzdury:
- Strażnicy nie słyszą upadającej z łoskotem skrzyni, która wisiała na linie - Taa? ciekawe, bo u mnie słyszeli i w dodatku natychmiast przeszli na żółty poziom zaalarmowania.
- Gdy Garrett siedzi w ciemności może obejrzeć białka oczu strażnika, a ten go nie widzi - ten recenzent ewidentnie grał na łatwym, bo na pewno nie na mistrzu. U mnie wystarczyło, że znaleźli się ode mnie 2-3 metry i już zaczynali się robić podejrzliwi. Ciemność i tryb skradania nie dawały 100% niewidzialności.
- Strażnicy nie reagują, że właśnie na ich oczach ogłuszyłem ich kolegę - kolejna bzdura. U mnie jak strażnicy znajdowali się w jednym pokoju, to nie było opcji, żeby ogłuszyć jednego i nie zaalarmować drugiego. Nie wiem panowie w jakiego wy Thiefa graliście ale na pewno nie tego co ja tu recenzuje.
Na koniec poruszę najbardziej kontrowersyjną rzecz w Thief. Dodano bardziej ożywioną akcję. Garrett ucieka, poruszając się bardziej parkour'owym stylem i większość czasu spędza na dachach miasta - "szlaku złodziei". Chociaż przyznaję, że elementy parkour nie pasują do Thief, to wyszły moim zdaniem naprawdę spektakularnie. Oglądało się je dość przyjemnie i poniekąd dawały tę satysfakcję, że jest się nieziemsko dobrym złodziejem, który ucieknie każdemu przeciwnikowi. Jednak ma to też swoje minusy, bo strasznie mało jest misji głównych, gdzie po wykonaniu misji można się cicho ulotnić. Zamiast tego niemal każda misja kończy się wybuchem akcji, gdzie Garrett zmienia się w Ezio z Assassin's Creed 2. To z czasem jest już lekko irytujące.
Co do samych pościgów, to uważam, że stoją na dość przyzwoitym poziomie. Gdy zobaczą nas strażnicy, to zwykle możemy zgubić ich za zakrętem w ciemnej alejce, albo uciekając na dach, ale przynajmniej nie ma tu takich idiotyzmów jak w Assassin's Creed, że strażnicy nagle okazują się równie dobrymi akrobatami i za nami przemierzają dachy. Tu tak nie ma. Strażnicy ograniczają się wtedy do posłania w naszym kierunku strzał z łuków oraz wyzwisk.
Lokacje które nam przyjdzie odwiedzić są naprawdę ciekawe. Mamy nie tylko mieszkania przeciętnych obywateli czy sklepy, ale również dom publiczny, sekretne przejścia do zapomnianych, starożytnych części Miasta, fabryki, rezydencje itp. Tradycyjnie dla całej serii nie zabrakło również poziomu, który z założenia ma być horrorem trzymającym nas w ciągłym strachu i napięciu. I przyznaję szczerze, poziom-horror w tej części bije na głowę nie tylko Nawiedzoną Katedrę z Thief 1 czy Siedzibę Mechanistów z Thief 2 ale nawet Przytulisko Przedmościa z Thief: Deadly Shadows! Byłem przerażony przez cały czas i modliłem się, aby nawet na sekundę nie znaleźć się w świetle. Dodatkowo do wielu lokacji można dostać się na różne sposoby. Wystarczy tylko dobrze poszukać, panowie leniwi recenzenci.

Przerasta pan legendę, panie Garrett. Jest pan nadzwyczajnym złodziejem - Garrett
Złodziej się zmienił i nie ma co do tego wątpliwości. Przypadł mi do gustu wygląd stroju i ekwipunku Garrett'a. Widać, że jest to człowiek, który żyje w mroku i daleko od towarzystwa. Jest samotnikiem, który chce tylko wykonać swoją robotę, bez niepotrzebnej przemocy. Jednak charakter złodzieja mam wrażenie, że z biegiem gry się zmienia na gorsze. Staje się bardziej sentymentalny, emocjonalny czy wręcz nieostrożny. Nie przypomina mi Garrett'a, którego bardzo dobrze znam.
Oryginalny Garrett był człowiekiem cynicznym, zamkniętym w sobie, odludnym i myślącym wyłącznie o cudzych bogactwach. Jednak był jednocześnie człowiekiem niesamowicie inteligentnym. Zawsze wiedział wszystko na bieżąco o sytuacji w Mieście, wśród frakcji czy patrycjuszy, gdzie znajdują się obecnie cenne przedmioty, jak się nazywają, jakich niebezpieczeństw się spodziewać itp. Garrett był prawdziwym mistrzem i weteranem, który mógłby być Sensei'em przyszłych złodziei. Niestety nowy charakter Garrett'a jest zupełnie inny. Wie bardzo mało, informacji udziela mu Basso i królowa żebraków. Można to tłumaczyć jego amnezją, ale czasami bardzo brakowało mi niesłychanej inteligencji złodzieja i jego cynicznych komentarzy. Cynizm Garrett'a niestety zniknął niemal całkowicie, co uważam za wadę. Bardzo cierpiałem z powodu braku głosu Stephen'a Russell'a, chociaż nowy głos aż tak straszny nie jest. Jednak sprawa o której warto wspomnieć (tym razem to bzdura samych twórców!), to fakt, że można było spokojnie go zatrudnić do głosu Garretta. Nie ma tutaj motion-capture gdzie Garrett by mówił jednocześnie wykonując arcytrudne akrobacje. Ewidentnie chodziło o to, żeby był aktor, który weźmie mniej pieniędzy. Podobało mi się natomiast wprowadzenie do fabuły wątku osobistej wojny pomiędzy Garrettem a generałem straży. Ich drogi niejednokrotnie się krzyżują i widać, że nie chodzi tu tylko o starcie przestępcy ze stróżem prawa. To sprawa osobista!
Wracając do stroju Garrett'a, to warto wspomnieć o opończy, która teraz zasłania twarz złodzieja. O dziwo powiem, że wygląda ona dobrze tylko gdy znajduje się na twarzy Garrett'a. Gdy jest ściągnięta pod brodę, to złodziej zaczyna wyglądać dziwnie. To jednak jedyna wada jego nowego stroju. Złodziej ma teraz niezmienny strój i nie ma takich dziwnych rzeczy jakie były w oryginalnej trylogii, że w filmach Garrett ma kaptur i pelerynę okrywającą całe ciało a w czasie gry z jakiegoś powodu już jej nie ma.

Po co to ukrywanie, skoro cię słyszałem? – Muzyka
Tutaj pozwolę sobie krótko powiedzieć. Muzyka jest bardzo dobra, fajne ma brzmienie i zachęca do grania. Jednak zastanawiam się czasem, czy nie jest zbyt żywa jak do akcji. Często pod jej brzmieniem bardziej czułem się jak agent-ninja niż jak złodziej. Dodatkowo często muzyka gra tak głośno, że zagłusza wszystko inne! Zdecydowanie brakowało mi mrocznej, zimnej i tajemniczej muzyki jaka towarzyszyła nam w poprzednich Thiefach. Zwłaszcza ta w intro Thief 1 była wręcz oskarowa. Krótko mówiąc, muzyka jest bardzo dobra, ale czasami zbyt głośna i zbyt budująca klimat akcji a nie mroku i skradania.

Łacherze, na śmierć głupoluda się przygotowawszy - wady
Wad ta gra kilka ma. Nie tak dużo jakby chcieli tego niektórzy, jednak znalazło się parę takich, które nie zasługują na pominięcie:
- ptaki i psy. To nowe sposoby na alarmowanie straży i chociaż o dziwo psy mnie tak strasznie nie drażniły, to kanarki w klatkach doprowadzały mnie do łacherskiej pasji! Ptaki reagują na ruch i wystarczy szybciej przemknąć koło nich a już drą mordy i alarmują okolicznych strażników. Miasto chyba składa się z samych fanów ptaków, bo czasami całe poziomy są nimi zawalone. Już ci się wydaje, że zręcznie wszystkich ominąłeś, robisz ślizg i nagle słyszysz wku****jące ćwierkanie.
- kryjówka Garrett'a. Nie powiem, jest ciekawa. Wieża zegarowa, gdzie możemy oglądać zrabowane łupy. Fajnie to wygląda, ale chciałoby się jednak, żeby była jakoś bardziej interaktywna. Żeby zawierała chociaż jakiś pokój na ćwiczenia strzelania czy coś i żeby można było wykonać jakieś bardziej zróżnicowane akcje. Oglądanie łupów to fajna rzecz, ale niestety można oglądać tylko te co się powtarzają, jak obrazy, bransoletki itp. aby obejrzeć łup wyjątkowy jak diament zwany Sercem Lwa musisz włączyć menu, które masz całą dobę. Nie można obejrzeć na surowo przedmiotu leżącego w gablocie.
- NAJGORSZA WADA: Zakończenie gry - Nienawidzę gdy gra nie dość, że nie wyjaśniła wszystkich wątków, to jeszcze daje mi zakończenie, które powiększa liczbę pytań bez odpowiedzi. W dodatku zakończenie mogło by być jakieś bardziej rozbudowane, a tak to mamy krótką akcję, patrzenie i narazie - napisy końcowe. Co prawda po przejściu gry można dalej zwiedzać miasto, ale wtedy następuje to, co mamy przy przejdziemy którekolwiek Grand Theft Auto. Szybko przekonamy się, że nie ma już niczego ciekawego do roboty. Można wykonywać na nowo zadania, ale ja wolałem już zacząć grę od nowa.
- tryb koncentracji. Sztuczne oko Garretta ma teraz nową cechę. Wykrywa obiekty interaktywne, przeciwników itp. Nie wiem, mi podobało się tylko w tym szybsze zgarnięcie łupów i podświetlenie otwieranego zamku od środka, ale to po wykupieniu tylko jest dostępne. Zdecydowanie miałem w grze za dużo momentów, gdzie tęskniłem za funkcją przybliżania obrazu jak w Thief 2 i Deadly Shadows. To byłoby bardziej pomocne, niż podświetlenie na niebiesko kilku miejsc. Dodatkowo irytuje mnie fakt, że teraz KAŻDA gra musi mieć tryb skupienia. Tomb Raider, Hitman a teraz Thief. Na szczęście można to wyłączyć, a nawet osiągnięcie jest za to.
- dialogi mieszkańców miasta. Są bardzo ciekawe. Można się z nich dowiedzieć obecnej sytuacji miasta, lokalizacji cennych przedmiotów itp. Plotki na ulicach zawsze były ważne w Thief. Niestety jest jedna ostra rzecz, co rujnuje całą magię. Powtarzanie się dialogów! I nie mówię tu o czymś takim, że przejdziesz ulicą i ze 3 razy na godzinę usłyszysz ten sam dialog. O nie. Jak tylko rozmowa się skończy, to NATYCHMIAST zaczyna się na nowo. Czekałem w ciemnościach aż strażnik pójdzie gdzie indziej i ze 7-8 razy usłyszałem, że gościu nie cuchnie szczynami i potem. Przeszedłem grę raz i już pamiętam każdą możliwą rozmowę z ulic Miasta. Dobry sposób, żeby pamiętać położenie łupów, ale niestety irytujący.
- przerywniki filmowe. Patrzyłem okiem fanatyka trylogii i stwierdzałem bardzo dziwną rzecz - za dużo w nich Garretta! Tak, przerywniki filmowe zwykle są jasne i pokazują nam złodzieja w pełnej krasie. Może i nie były tragiczne, ale jednak odzywała się we mnie nostalgia za wyświetlającymi się fragmentami z ksiąg Młotodzierżców, podczas gdy w tle słychać było tajemnicze szepty, uderzenia młotów o kowadła i mroczną muzykę. Garrett natomiast prawie zawsze był skryty cieniem, widać było jedynie usta albo mroczną sylwetkę. Tutaj tak nie jest.
- rodzaje łupów. Tak jest. Kradzież sprawia wielką przyjemność, ale czasem odnosiłem wrażenie, że za mało jest złotych pucharów, naszyjników, pierścionków itp. a za dużo pozłacanych widelców, kałamarzy czy dzwonków recepcji. Łupy są mało zróżnicowane. Za mało. Dodatkowo mnie jako fana zirytowało to, że Garrett chowa łup do torby i od razu zamienia się on w gwinee. Wolałbym zdecydowanie, żeby wrócił system zanoszenia łupów do pasera. Niektórzy by narzekali, ale nie ja, bo to byłby wzrost realizmu złodziejstwa.
- Na koniec ekskluzywna misja "Włamanie do banku". Od razu mówię, że NIE uznaję tej misji za wadę. Jest bardzo dobrze wykonana. Co prawda bank jest o wiele mniejszy niż w Thief 2, jednak wykonany bardzo dobrze, szczegółowo i faktycznie był wyzwaniem dla złodzieja. Nie był aż tak trudny jak się spodziewałem, bo przeszedłem go bez ogłuszania kogokolwiek czy niszczenia którejkolwiek kamery, ale bardzo dobrze wspominam tę misję. Czemu więc jest w wadach? Ponieważ podobnie jak w przypadku banku z Thief 2 rozczarowałem się ilością łupów. Spodziewałem się, że bank pozwoli mi się obłowić przynajmniej w stopniu, który pokaże mi, że warto było. Tymczasem wyniosłem z niego mniej więcej tyle co z większości misji. Banki w Mieście widać bardzo słabo stoją...
Jeszcze w związku z bankiem dodam, że czuje się trochę oszukany przez twórców/wydawców gry. Kupiłem grę przed premierą i czytałem: „Posiadacze przedpremierowej gry dostaną ekskluzywną misję z włamaniem do banku”. Tymczasem po dziś dzień chodzę po sklepach z grami i widzę Thief z ekskluzywną zawartością. Każdy egzemplarz ma tą misję! Oni wcisnęli kit, że to tylko dla tych, co kupili przedpremierowo. Na szczęście nie żałuję wydanych pieniędzy.

Nic się nie zmieniło. Wszystko jest tak jak zapisano - Podsumowanie
Thief to bardzo dobry powrót Garrett’a po dekadzie nieobecności w świecie gier. Gra zajęła mi 35 godzin 30 minut i 57 sekund (wykonałem wszystkie zadania poboczne i działałem bez pośpiechu) do przejścia, co jest wspaniałą długością w świecie współczesnych gier. Złodziej nadal kradnie lepiej niż ktokolwiek, nadal jest nieuchwytny i niewidoczny dla swoich wrogów. Gra ma swoje minusy, ale na pewno nie aż tyle ile chcieliby recenzenci opisujące niestworzone błędy czy wady. Na pewno nie dorasta legendarnej trylogii, ale wcale mnie nie rozczarowała. Wciąga, ma swój klimat, dobrze się czujemy w roli złodzieja, świat jest bogaty i podobnie jak oryginał ma mnóstwo tajemnic do odkrycia. Grając na najwyższym poziomie trudności przeżywamy prawdziwe emocje i niekiedy wyzwanie. Historia zawarta w grze, pomimo rozczarowującego zakończenia, wciąga nas, zwłaszcza gdy spotkamy nowy rodzaj przeciwników. Osobiście uważam, że wciąż potencjał tkwi w serii Thief i warto było czekać 10 lat na ponowne wcielenie się w najlepszego złodzieja w historii. Niektórzy będą na siłę starali się czepiać byle czego, ale to po prostu zbyt wysokie oczekiwania. A ja tego już się dawno oduczyłem względem współczesnych gier. Moja osobista ocena to 8/10. Polecam fanom serii oraz składanek. Liczę, że wkrótce usłyszymy o kontynuacji i mam nadzieję, że następna część Thief odpowie mi na mnóstwo pytań jakie teraz zrodziły się w mej głowie. A tymczasem zakładam kaptur i znikam w mroku nocy, aby zacisnąć swe palce na kolejnych grach do zrecenzowania ;)

PS: Zapewne pamiętacie jak pisałem, że gra dzieje się po wydarzeniach z Deadly Shadows. Oczywiście wszyscy wiemy, że to reboot, ale ja powiem wam jedno. Usiadłem do tej gry z nastawieniem – Tak! To kolejna część. Tak, to dzieje się po wydarzeniach z Deadly Shadows. I muszę wam przyznać, że z takim nastawieniem gra stała się o wiele bardziej logiczna. Więcej rzeczy znalazło swoje wyjaśnienie, bo mamy mnóstwo nawiązań do poprzedniczek i wydarzeń, które wskazują, że to się dzieje parę lat później. Trafiamy na wzmianki postaci z trylogii, które teraz albo nie żyją albo coś innego. W grze nie ma Pogan, Młotów czy Opiekunów, ale mamy mnóstwo pozostałości po nich. A ci co pamiętają zakończenie Deadly Shadows na pewno skojarzą je z Erin. To daje nam szerokie pole do popisu, aby grać w grę z nastawieniem, że dzieje się ona po wydarzeniach z trylogii. Ja zagrałem z takim nastawieniem i o wiele bardziej logiczna stała się ta gra. Polecam również wam grać z takim nastawieniem a zobaczycie różnice. Pozdrawiam ;)

07.03.2014 10:08
odpowiedz
WerterPL
67

Garrett otworzył oczy. Był obolały i czuł, że jego ciało zwisa na rękach. Chciał ruszyć nimi, ale bez skutku. Były przytwierdzone okowami do kamiennej ściany. Rozejrzał się próbując rozpoznać teren. Był już tutaj. Pomimo mroku rozpoznał nawiedzoną katedrę, z której wiele lat temu ukradł Oko. W końcu sali, nad ołtarzem paliło się blade światło. Nagle dostrzegł, że znajduje się na nim formuła.
Witaj ponownie, Garrett – usłyszał niosący się echem głos Maggie gdzieś z lewej.
- Co się dzieje?! Jeśli chcesz mnie zabić, to, na co czekasz?
- Zabić? Garrett, o którym słyszałam nie był głupcem. Nie zabiję cię, a przynajmniej nie teraz.

W świetle pojawiła się sylwetka kobiety. Maggie uśmiechnęła się nieprzyjemnie i dodała – Victoria oczarowana tobą była. Niestety też głupia jak Dyan. Obie doprowadziłyby do upadku Pogan. Nie ma już Strażników ani Młototłuków, ale dzieci Konstantyna przetrwają dzięki tobie.
Konstantyn. Szachraj – wycedził Garrett – On od wielu lat nie żyje. Zadbałem o to.
Mylisz się Łacherze – odpowiedziała Maggie – Zniszczyłeś jego ziemską formę. Szachraj jednak wciąż żyje i dzięki formule sprowadzimy go znowuż. Widzisz, formuła to Glif. Jednak, aby działał potrzeba mu Strażnika. Strażnika, który ma klucz. Zwodziłam Basso i uśpiłam twą czujność. Teraz Leśny Pan przyjmie twe ciało i spełni swój plan. Ale dość gadki! Bracia, przyprowadziwszy go!

Garrett zrozumiał znaczenie tych słów. Spojrzał na swoją dłoń, na której Ostateczny Glif wypalił symbol klucza, podczas jego starcia z Wiedźmą Gamall. Nagle dwaj mężczyźni wyłonili się z ciemności i uwolnili ręce Garretta. Gdy okowy puściły udał utratę sił i padł na podłogę. Strażnicy natychmiast podnieśli go za ramiona. Jednak to kilka sekund starczyło na sięgnięcie po bombę.
Szachraj dostał moje oko – powiedział Garrett, po czym rzucił bombę, a całą salę wypełnił oślepiający błysk – Ale na pomocną dłoń musi sobie zasłużyć!
Dwaj Poganie osłonili oczy a Garrett błyskawicznie zanurkował w otchłań mroku.
Głupcy! – wrzasnęła Maggie – Łapać go, ale nie zabijawszy! On żywy Szachrajowi potrzebny!
Poganie zaczęli przetrząsać salę, ale Garrett znał dobrze to miejsce i miał przewagę. Maggie wściekle sycząc rozglądała się dookoła. Nagle zobaczyła przed sobą świecący punkt i usłyszała cięciwę. Szybko uskoczyła przed ognistą strzałą, ale ta nie była wycelowana w nią. Płonący grot uderzył w Formułę na ołtarzu. Wybuch wstrząsnął katedrą.
Głupoludzie! – Maggie krzyknęła z wściekłością i przerażeniem – Ty wszystko zniszczywszy! Szachraj już nigdy nie przybywszy!
Nie zauważyła, iż całe miejsce zaczęło się rozpadać. Nie zauważyła też wielkiego, żelaznego młota spadającego prosto na nią…
Garrett pędem wybiegł na dziedziniec gdzie kiedyś poznał ducha brata Murusa. Zręcznym susem pokonał płot, gdy katedra zawaliła się całkowicie.

Basso siedział w swoim biurze, gdy usłyszał kroki.
- Garrett wreszcie . Udało ci się zdobyć…
Pytanie przerwała pięść Garretta lądująca na jego potylicy.
Basso zachwiał się – Ejże, a to za co!?
Za bycie Łacherem, który nie zna zleceniodawców
– odparł Garrett, ale zaraz złagodził ton – Jednak dzięki tobie chyba znów ocaliłem Miasto.
Że co? – Zdziwił się Basso – O czym ty mówisz?
Garrett już miał odpowiedzieć, gdy usłyszał żeński głos – Hej mentorze. Przypominam o twej obietnicy.
Odwrócił się i ujrzał smukłą sylwetkę złodziejki.
- Obiecałeś mnie zabrać na miasto. A noc dziś piękna.
Erin
– uśmiechnął się Garrett i spojrzał przez okno na oświetlone blaskiem księżyca Miasto – Jak dobrze pójdzie, to nawet znajdziemy ci ładne kolczyki.

01.10.2013 21:07
odpowiedz
WerterPL
67

Dragon_666 - no to mam problem, bo chwilowo nie mam na swoim komputerze dostępu do internetu, a Steam nawet w offline nie chce przejść nie wiadomo dlaczego. W każdym razie dzięki za odpowiedź.

30.09.2013 22:29
odpowiedz
WerterPL
67

Mam pytanie. Chcę sobie kupić tą grę w Gamebook'u. Czy do instalacji i grania w singla muszę mieć koniecznie połączenie z internetem?

04.01.2013 12:41
👎
odpowiedz
WerterPL
67

Teraz już jestem w 100% pewny, że EA Games to złodzieje, oszuści, beztalencia i nic tylko kasa, kasa, kasa a resztę mają w dupie. Kupiłem Mass Effect 3 i oczywiście nie mogę pograć bez instalacji tego jebanego Origina. No to dobra, pomimo nieufności do wszelkiego gówna od EA instaluję. I co? Nie mogę się zalogować, bo Do pierwszego logowania jest niezbędne połączenie z internetem Fajnie, tylko KURWA JA MAM POŁĄCZENIE Z INTERNETEM!!
Wchodzę na stronę tego EAowskiego gówna i tam próbuję się zalogować. Okazuje się, że nie pamiętam hasła, no to wysyłam przypomnienie. Dostaję mail i próbuję zmienić hasło. Co wyskakuje!? Przepraszamy!(tak jasne)W tej chwili mamy problemy natury technicznej. Próbuj później Ta, tylko, że patrząc po necie to już taki jebany problem od pół roku mają! Pograłem sobie kurwa w Mass Effect 3 od jebanego EA Games.

A teraz pytanie do tych wszystkich co tak jadą po piratach: Jak tu masz człowieku być uczciwy!? Piraci sobie grają bez problemu a ja uczciwie kupiłem i nawet kurwa zainstalować nie mogę przez jebanego Origina, który nie działa!!

02.08.2012 11:14
👍
odpowiedz
WerterPL
67

Max Payne nie miał lekkiego życia. Przeszedł ciężką drogę, stracił najbliższych, przetrzebił 3/4 gangów Nowego Jorku, jednak wciąż los nie zdecydował się na danie mu upragnionego spokoju. Po raz kolejny wpakuje się w sytuację, która zawsze zaczyna się tak samo i kończy tak samo. A to za sprawą trzeciej części przygód Maxa.

Amerykański sen zmienia się w koszmar – Fabuła i Max
Rok 2012, Sao Paulo w Brazylii. W jednym z lokali przebywa były glina z Nowego Jorku – Max Payne. Stał się całkowitym wrakiem człowieka. Wciąż nie może się pogodzić z utratą rodziny i ani na chwilę nie może odstawić szklanki z whiskey, papierosów i leków przeciwbólowych. Payne znalazł się na samym dnie, ale mimo wszystko ręka dzierżąca pistolet nadal nie jest gotowa, żeby przystawić lufę do skroni.
Payne z pewnych ważnych powodów (na szczęście będzie to wyjaśnione w trakcie fabuły) ucieka z Nowego Jorku do Brazylii razem z przyjacielem – Raoulem Passosem. Razem pracują dla wpływowego biznesmena - Rodrigo Branco. Payne jednak nie zdaje sobie sprawy, że wkrótce porwanie żony szefa ponownie wciągnie go w wir walki, krwi, przemocy i cierpienia. Po raz kolejny wszystko zacznie się od kobiety.
Fabuła wyszła Rockstarowi naprawdę dobrze. Wydawałoby się, że przeniesienie akcji do słonecznej Brazylii całkowicie zniszczy mroczny klimat poprzedniczek, ale tak się jednak nie stało. Trzecia część jest można powiedzieć, że jeszcze bardziej mroczna. W trakcie gry pokazują się wspomnienia Maxa, które dzieją się właśnie w Nowym Jorku. Dowiadujemy się z nich, czemu Max uciekł z NY, jak zaczęły się jego kłopoty, jak upadał na samo dno. Dodatkowo dla wyjadaczy takich jak ja Rockstar przygotował niespodzianki w postaci wielu nawiązań do poprzedniczek. Pojawiają się imiona dobrze nam znanych osób, wspomnienia wydarzeń itp. Twórcy postarali się nawet o takie smaczki jak przerywniki, które przemieniają się niczym karty komiksów (tym razem animowanych), ślady po kulach na ścianach wyglądają identycznie jak w poprzednich częściach, bullet-time dokładniej pokazuje nam podróż pocisku a i tym razem w ciele zarówno przeciwników jak i Maxa pozostają otwory po kulach, skóra się rozrywa, krew wypływa, pozostają ślady otoczone krwią, a nawet ubranie i czoło pokrywa się potem. Nie musimy jednak się obawiać, że zobaczymy Maxa podziurawionego jak sito a mimo to biegającego. Rany pojawiają się w odpowiednio ograniczonych ilościach a dopiero jak zabijemy wroga możemy go zmasakrować do woli. Twórcy odwalili kawał profesjonalnej roboty. Pojawiają się też elementy humorystyczne jak spotkania z emerytowanym gliną, ale to sami sobie zobaczycie ;)
Świetnie przedstawiony jest również dramat głównego bohatera. Więcej niż krwi przelewa on tylko alkoholu. Widzimy Maxa siedzącego w ciemnym pokoju, opróżniającego butelkę whiskey za butelką, palącego papierosy, zarośniętego, zaniedbanego i patrzącego na leżący pistolet. Zwykle czujemy pogardę do takich ludzi, ale tutaj tak nie jest. Jest jeszcze bardziej cynicznie nastawiony do wszystkiego, co go otacza. Patrząc na dramat Maxa naprawdę odczuwamy współczucie. Wydaje się niemal żywą osobą, pogrążoną w tragedii po stracie żony i dziecka i osobiście pragniemy, by życie wreszcie stało się dla niego lepsze. Jednak pomimo takiego stanu Max nie zapomniał jak się walczy. Wciąż idzie naprzód z wyciągniętymi rękami, dzierżącymi pistolety, posyłające do piachu setki przeciwników. Wciąż szuka odpowiedzi na pytania, których nie zadał. Wciąż kroczy w poszukiwaniu zemsty, która do niczego go nie doprowadzi ani nie rozwiąże problemów. Jednak pozostaje pytanie – co innego mu zostało? Nadal nie brakuje ironicznych komentarzy Maxa, za które pamiętamy go najbardziej, a to za sprawą wciąż genialnego głosu podkładającego – Jamesa McCaffreya.
Przerywniki filmowe dobrze prezentują nam fabułę. Nie da się ich pominąć, co dla wielu może być błędem, ale jak dla mnie to bardzo dobra rzecz, bo można dobrze poznać historię a nooby nie będą sobie przewijać a potem gadać w minusach gry, że nic nie rozumieją.

Pytania straciły sens kilkaset pocisków temu – Gameplay
Świat oddany nam do gry jest dopieszczony. Zwiedzamy budynki mieszkalne, ulice, stadion, slumsy itp. W każdym czeka nas mnóstwo akcji i rewelacyjnych efektów, głównie za sprawą bullet-time. Max nadal może wykonywać swoje słynne spowolnione skoki a gdy zostanie już ostatni przeciwnik, możemy go zasypać kulami i dokładnie obejrzeć to widowisko jak pociski masakrują głowę wroga. Również profesjonalnie ukazuje nam kamera lot pocisku ze snajperki aż do celu. Jednak walka z przeciwnikami nie jest już taka prosta. Tym razem dysponują oni nie tylko różnymi broniami, ale też czasami kamizelkami kuloodpornymi, chowają się za przeszkodami, wykorzystują otoczenie i walczą do końca. Popełniają tylko jeden błąd – nie wiedzą kim jest Max Payne.
Podczas przemierzania poziomów natrafiamy również na specjalne złote bronie, które potem można nosić. Jak dla mnie wyglądają one kiepsko, bo nie lubię błyszczących broni z wystającym, za dużym magazynkiem, ale dzięki niech będą Rockstarowi, że da się to wyłączyć, w przeciwieństwie do ulepszeń w Ubisoftowym Splinter Cell: Conviction. Ważnymi rzeczami są również wskazówki, które pozwalają nam dokładniej poznać historię. Trzeba dokładnie szukać, a odkryjemy naprawdę wiele smaczków.
Jeżeli chodzi o leczenie, to pozostało niezmienione. Max wciąż używa painkillersów, od których jest uzależniony. Mało ich jest, jednak tym razem dają nam one o wiele więcej życia. Dodatkowo doszła teraz opcja – powrotu z martwych. Tzn, że jeżeli Max ma przy sobie, chociaż jedną paczkę leków i dostanie za dużo pocisków, to czas zwalnia a kamera kieruje nam automatycznie na tego, który nas ustrzelił. Jeżeli zdążymy go zabić zanim Max padnie, to wrócimy do sprawności i możemy walczyć dalej. A walka również jest rozwinięta. Max może teraz wykonywać też przewrót do przodu, poruszać się w kuckach, położyć, strzelać na oślep a nawet zestrzeliwać w powietrzu granaty. Chowanie się za przeszkodami jest obowiązkowe, jednak należy pamiętać, że większość z nich w końcu się niszczy. Dodatkowo, gdy chcemy wykonać spowolniony skok, trzeba patrzeć czy Max nie leci prosto na ścianę, ponieważ uderzy w nią i natychmiast znajdzie się na linii strzałów.
Arsenał został trochę zmniejszony dla podniesienia realizmu. Max może teraz nosić przy sobie maksymalnie 2 rodzaje broni krótkiej i karabin. Może mieć w jednej ręce Berettę a w drugiej Ingram, a jeżeli dysponuje karabinem, to będzie go trzymał za głownię a używał jedynie pistoletu, jeżeli chcemy tak zrobić ;)
Przeciwnicy, jako że w większości stanowią Brazylijczyków, mówią po portugalsku. Nawet napisy są wtedy portugalskie, co jak dla mnie też jest lepszym realizmem, bo Max nie rozumie tego języka, co pozwala lepiej się utożsamić.

Podłoga zmieniła się w zielony wir. Spadłem – grafika i fizyka
Moim zdaniem Rockstar, który zawsze miał genialne gry, nigdy specjalnie nie słynął z grafiki, jednak w tej grze wyszła im naprawdę profesjonalnie. Widać brud slumsów, mrok nocy Nowego Jorku, szczegóły na ścianach i trupach wrogów. Dodatkowo bardzo fajny efekt daje widok spoconego czoła Maxa, włosów moknących od deszczu, rozbryzg krwi i wypływającego mózgu z przestrzelonej głowy i wiele innych. Otoczenie realistycznie się niszczy po strzelaninie i nadal nie znikają ciała. Grafika to kawał dobrej roboty.
Fizyka również dostaje ocenę celującą. Widać to po ragdollach, reakcjach maxa przy używaniu spowolnionego skoku, rozpływaniu się krwi. Jeżeli podobała wam się fizyka w Max Payne 2 to tutaj ją pokochacie. Szczególnie poziomy gdzie Max nosi swój tradycyjny strój – kurtka skórzana i krawat. Widać po nich, że poruszają się naprawdę realistycznie, jakby były normalnie noszone i ruch na nie oddziaływał. Swoją drogą chciałbym kurtkę Maxa ;p
Obok fizyki i grafiki warto dodać również, że gra jest naprawę genialnie zoptymalizowana. Nawet na słabym sprzęcie chodzić będzie płynnie a grafika nadal będzie robiła wrażenie.

Głosy moich bliskich krzyczały do mnie w koszmarach - Dźwięk
Jak zwykle ścieżka dźwiękowa zawarta w grze zapada głęboko w pamięć. Nie zabraknie tradycyjnego teamu Maxa, ale poza tym wiele utworów dobrze wprowadzających w klimat nie tylko akcji, ale też dramatu, poczucia zemsty, zdrady, cierpienia i oddania sprawie. Ja sam pisząc teraz tą recenzję słucham mojego ulubionego kawałka – „Tears” z oficjalnego soundtracku ;) Nie będę się za bardzo rozpisywał, to trzeba usłyszeć w grze.

Szczęście okazało się dziwką. A ja klientem bez portfela – Wady
Nie ma gier bez wad. To też dotyczy niestety Max Payne 3. Rockstar nie ustrzegł się i oto ich 7 grzechów głównych w tym tytule:

- Długość. Tradycja współczesnych gier. Nie mówię, że gra jest krótka, bo na mój gust w sam raz, ale jest przycięta w porównaniu z jedynką i dwójką. Poprzednie części miały około 30 poziomów, a ta część ma około 15. Mimo, że nie jest wcale taka krótka, to jednak mogła być trochę dłuższa.

- Liczba przeciwników. Akcja to dobra rzecz i właśnie jej się oczekuje od serii Max Payne, ale miałem czasem wrażenie, że tych przeciwników jest zdecydowanie za dużo. Wśród osiągnięć za grę jest jedno, które odblokowuje się za zabicie tysiąca przeciwników i odblokowało mi się już za pierwszym razem jak przechodziłem Maxa. Nie mówię, że dużo przeciwników to zła rzecz, ale czasem była to zdecydowana przesada.

- Niespełnione obietnice. W sumie drobiazg, ale przytoczę. Rockstar obiecywał takie rzeczy jak Max właśnie będący pod wpływem alkoholu a zmuszony do walki z utrudnionym celowaniem, albo potrzeba zażywania środków przeciwbólowych nie tylko, żeby się leczyć, ale też dlatego, że Max czuje uzależnienie. Cóż, niczego takiego w grze nie doświadczyłem.

- Dziwne zjawiska. Bardzo, bardzo rzadko, ale jednak istnieją. Czasem zdarzało mi się, że przyjeżdżał Jeep z wrogami, a oni zamiast wysiadać, to zapadli się pod ziemię i zaliczało mi zabicie ich dopiero po wysadzeniu wozu. Przez to nie raz nie mogłem iść dalej, bo przejście odblokowało się dopiero po zabiciu wszystkich.

- Najważniejsza wada – upadli wrogowie. Cieszy mnie bardzo, że Rockstar postawił na realizm i często jest tak, że przeciwnik padnie na ziemię, ale jeszcze żyje i strzela, więc trzeba go dobić. To naprawdę fajna rzecz, ale czasem jednak strasznie irytująca. Wystrzelamy 20 przeciwników i okazuje się, że jednak nie możemy iść dalej, więc musimy teraz łazić po mapie i dobijać wrogów, którzy jeszcze dychają na ziemi. Najgorsze to jest, kiedy przyjdzie nam walczyć z przeciwnikami na dachach albo za niedostępnymi murkami. Wtedy trzeba koniecznie im strzelać w łeb, bo jak padną na ziemię żywi w takich miejscach, to kaplica. Trzeba wczytać punkt zapisu.

- Mało możliwości zabawy bronią. Nie zrozumcie źle, że niby mało broni. Jest ich od groma, ale ja praktycznie przez całą grę walczyłem pistoletem, a karabinu użyłem może 2 razy. Pistolet jest najbardziej poręczny i jakoś nie odczuwałem potrzeby użycia cięższego kalibru. Jedyne, czego nie mogę wybaczyć to, że przez całą grę ani razu nie miałem okazji użyć granatu ani koktajlu Mołotowa.

- Zakończenie. W sumie nie jest wcale złe i całkiem mnie ucieszyło, ale jednak pojawił się w nim, jaki niedosyt i zdecydowanie mogę się wyrazić, że chciałbym, aby o wiele więcej mi wytłumaczyło. Chyba, że Rockstar szykuje Max Payne 4.

Odrobinę bliżej Nieba – podsumowanie
Max Payne 3 to naprawdę dobre kino akcji, w którym sami możemy być reżyserem. Zdecydowanie polecam kolejną część przygód byłego gliniarza z Nowego Jorku. Wpadamy klimat, przeżywamy razem z Maxem jego osobistą tragedię, czujemy nienawiść do tego samego, co on i na pewno zapadną nam w pamięć kolejne ironiczne teksty padające z ust Payne’a. Ma kilka wad ten tytuł, jednak większość z nich można usunąć odpowiednią łatką. Na pewno nie rozczaruje nas przedstawienie osobowości Maxa, chyba, że ktoś na siłę będzie chciał skrytykować, ale jak dla mnie była to najbardziej widowiskowa i jednocześnie tragiczna historia, z jaką miałem do czynienia w ciągu ostatnich lat. Moja ocena całej gry to 9/10. Polecam nie tylko fanatykom Maxa Payne’a takim jak ja. Max dostaje ostatnią szansę na zmianę swojego losu. Warto tę szansę wykorzystać.

08.11.2011 18:16
odpowiedz
WerterPL
67

@Łoker men - Z tego co mi wiadomo, to na smokach niestety nie da się latać. Przynajmniej tak mówili z Bethesdy. No ale początkowo też mówili, że nie będzie Wilkołaków, więc może zmienili zdanie :p Mi też się bardzo podoba, że jednak bestie nocy będą. I fajnie przemiana wygląda, tylko nie wiem czemu nadal miał miecz przy pasie :p Ale tak jak mówisz - zawsze są starzy, dobrzy modderzy ;) Na pewno zrobią niejeden extra mod.

Do premiery już tylko 193476 sekund :D

06.11.2011 13:45
odpowiedz
WerterPL
67

@mikros - Ja miałem. Rozdzielczość nie zmieniała tego, ale nie rzucało się jednak w oczy.

05.11.2011 23:23
odpowiedz
WerterPL
67

popo601 i arczik11 - Taki już styl Ubisoftu. To jakiś filmowy zabieg, tylko nazwy nie pamiętam. W Assassin's Creed 2 albo Splinter Cell: Conviction też będziecie mieli takie czarne pasy na górze i dole. Przyznaję, mnie to na początku bardzo irytowało, ale z czasem człowiek się przyzwyczai bez kłopotu ;)

05.11.2011 19:34
odpowiedz
WerterPL
67

Mam nadzieję, że będzie więcej zadań pobocznych w stylu np. "Cień nad Hackdirt" z Obliviona. Było bardzo klimatyczne i momentami przerażające ;) Lubię właśnie klimaty typu miasteczka/domy gdzieś w głębokim lesie, niemili z nieznanego powodu mieszkańcy, niebezpieczeństwa w piwnicach, pustelnicy okazujący się kanibalami itp.

05.11.2011 15:55
odpowiedz
WerterPL
67

@Keb - Byłem dzisiaj w Saturnie w Porcie Łódź i powiedzieli mi, że Skyrim będą mieli 10 listopada. Więc myślę, że inne sklepy też będą mieć.

04.11.2011 14:11
odpowiedz
WerterPL
67

Dobra, panowie. Nieważne czy da się spiracić czy nie da. Ten kto zamierza kupić oryginał takich problemów raczej mieć nie będzie ;) Ja mam tylko nadzieję, że Steam nie będzie spowalniał gry, bo ten program strasznie dużo ramu zżera. Miejmy nadzieję, że nie wpłynie to na płynność gry, bo zmniejszania detali nie znoszę.

04.11.2011 08:38
odpowiedz
WerterPL
67

Spodziewałem się, że te brudasy coś takiego wywiną. Ja naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy takie coś odwalają. Ściągnie 1-2 graczy i potem napiszą, że to kłamstwo, koleś dostanie bana i nara. Już więcej by zarobił, jakby był uczciwym uploaderem. No ale szczerze mam ich gdzieś. Chociaż nie powiem, twórcy gier też mnie dzisiaj wkurzają, bo nie rozumiem czemu nie mogą wydawać wersji demo gier, jak to się kiedyś robiło niemal ze wszystkim! Najlepsza to była akcja ze Splinter Cell: Conviction. Demko tylko na konsole, bo tam możemy kaskę pozdzierać. Na PC się tak nie da, więc nie ma. -.-

W każdym razie dla mnie cioty, które wrzucają inną grę niż podali, to jakieś głąby, które tak naprawdę sami sobie szkodzą, bo więcej by zarobili, gdyby nie odwalali takich numerów :p No ale niektórych ludzi nie zrozumiem. Tak samo jełopów, którzy na YT zamiast filmu wrzucają, że Rick Roll tańczy i widzą w tym coś śmiesznego. Do tej pory nie rozumiem tego zje***ego kawału. Chcesz zobaczyć film a zamiast tego widzisz Ricka Rolla tańczącego. No zajebiście śmieszne, buahahah.....

A co do Skyrim na konsolę, to raczej i tak bym tego nie ściągnął. Nie chce mi się przerabiać konsoli i potem mieć problemów, to raz. A dwa na PC (oryginalne) będę miał lepszą grafikę, polską wersję (że gracze konsolowi nie dostaną polskiej wersji to mogła tylko Cenega tak odwalić. No i może EA), z czasem na pewno genialne mody (bez których Elder Scrolls często nie może istnieć :) ) i będzie mi non-stop na bieżąco pobierać patche. No konsole to nie dość, że bym miał bardziej okrojoną grę, bez modów itp. to jeszcze bym zapłacił chyba o stówę więcej. Bez sensu.

Podoba mi się bardzo, że wróci muzyka z Morrowinda, bo była naprawdę kozacka. Zastanawia mnie też, czy będzie kilka smaczków typu - Nawiązania do bohatera z Morrowind i Oblivion, bo w Oblivionie było nawiązanie, a takie smaczki są fajne :) No ale znając twórców, niejedno nam zafundują, bo oni też to lubią :p A jeżeli większość jaskiń będzie podobna do tej z gameplay'a, to warto będzie więcej poszperać, bo przyznać trzeba, że jaskinie w Oblivionie w większości wydawały się takie same i poza skarbami nie było tam często nic ciekawego albo tajemniczego.

Zastanawia mnie jeszcze jedno. Widziałem już fragmenty, gdzie bohater się skrada, ale nie widziałem, żeby było tam gdziekolwiek coś w rodzaju symbolu czy jest widoczny czy nie. Dla mnie jako złodzieja to dosyć istotne :p A okradając dom Norda, który ma charakter i bitkę jak Wiking po wpadnięciu w szał Berserkera, to raczej sorry, ale zauważony przez niego bym nie chciał zostać :p

03.11.2011 12:37
odpowiedz
WerterPL
67

wincelo194 -> Najlepszy (wg. mnie) mod z Wilkołakami do Obliviona to "Curse of Hircine". Tu obrazek - http://www.tesnexus.com/downloads/images/34924-1-1304710850.png. Zmieniasz się tylko w pełnię a nie każdej nocy, możesz wyć, żywić się ofiarami, zarażać itp :)

WrednySierściuch -> Faktycznie, irytują te komentarze nagrywającego i jego kumpla, ale spróbuję przeboleć te następne filmy ;) Ech.... boli tylko to co już w sumie mówiłeś. Niektórzy już grają, a my musimy czekać co najmniej do 11. Mam jeszcze tylko nadzieję, że dopracowana będzie sprawa ze smokami. Bardzo podoba mi się, że nie są one oskryptowane i będą latać tam gdzie im się żywnie podoba, ale żeby przez to nie robiły się błędy typu, że smok wleci do miasta, żeby zabrać jedną osobę, ktoś go zdąży uderzyć przez co smok zostanie i wytnie 3/4 miasta. Mam nadzieję, że smoki raczej od miast się będą trzymać z daleka. No ale to się przekonamy tylko po premierze. Ciekawe jakie jeszcze będą Smoki poza lodowymi i ognistymi.

03.11.2011 08:51
odpowiedz
WerterPL
67

Na pewno się zainteresuję, jak wreszcie wyjdzie :) Mam tylko nadzieję, że ta gra nie będzie cierpiała tak jak dwójka na stada zahipnotyzowanych dzieci, które zwyzywają twoją matkę, obrzucą twój dom gównem i koktajlami mołotowa oraz przeklną cię do 10-ego pokolenia, jeżeli dasz Diablo ocenę niższą niż 11/10. Bo niestety dwójka takich miała całe rzesze.

03.11.2011 08:15
odpowiedz
WerterPL
67

wincelo194 -> Masz rację, że z tym "pójdzie mi?" (a częściej "pujdzie mi?"), to istna plaga i też tego nie znoszę, bo chcę poczytać opinie o grze, a zamiast tego cała strona zawalona tymi pytaniami. Jeszcze dochodzą do tego szpanerzy, którzy niby pytają czy im pójdzie, a się chwalą nowoczesnym komputerem. Strona dobra rzecz, ale wg. mnie nawet ona jest niepotrzebna ;) Zamiast zadawać pytania "pójdzie mi?" to mogliby po prostu zobaczyć wymagania Skyrim i porównać ze swoim sprzętem, bez spamowania w internecie. Co za problem?

A co do filmu z tworzenia Skyrim, to bardzo podobał mi się momencik, gdzie pokazano złodzieja :) Przez całą (prawie) serię zawsze byłem mistrzem Złodziei i tak pozostanie ;) Ciemny strój z kapturem, krótki miecz przy pasie, łuk i kołczan na ramieniu, ciche skradanie i wtapianie się w ciemność, kradzież w nawet najbardziej strzeżonych miejscach, otwieranie zamków, ciche eliminowanie potworów i bandytów (nie jestem mordercą cywilów) i wykorzystywanie wszystkiego co możliwe do działania w ukryciu. To mój styl na przetrwanie ;) Widzę, że magia też raczej stoi na wysokim poziomie, więc przyjaciel będzie zadowolony. Szkoda tylko, że mam to głupie uczucie, że im bliżej do premiery, tym czas wolniej idzie :p Mam nadzieję, że twórcy dobrze oddadzą realia kraju na krawędzi wojny domowej, no i charaktery poszczególnych ras ;) Np. Nordowie to nie lubią co najmniej Cesarskich, Bretonów, Altmerów, Bosmerów, Dunmerów, Khajiitów i Orków :p Kłótliwi trochę.

Tematu Wilkołaków narazie nie poruszam, bo bez przerwy napływają sprzeczne informacje, że nie będzie, potem, że jednak będzie a potem itd... Pojawił się niby obrazek Wilkołaka ze Skyrim, ale narazie nie można potwierdzić, że to obrazek ze Skyrim http://img444.imageshack.us/img444/1773/wherewolf.jpg

No i jeszcze taki, który może bardziej jest prawdopodobny, że Wilkołaki jednak będą: http://i.imgur.com/CwBdd.jpg

02.11.2011 19:53
odpowiedz
WerterPL
67

Ja też się nie zgodzę, że trójka była kitem. Ci co tak mówią, nie podają żadnych argumentów, tylko typowo po przedszkolu - "Gówno, bo ja tak mówię". Thief 3 miał dobrą fabułę, świetną mechanikę i lokacje, a przede wszystkim wręcz mistrzowskie cieniowanie. To sprawiło, że ta gra naprawdę nabrała mrocznego klimatu. Oby Thi4f im dorównał, no i oby ponownie przyszło nam zobaczyć Garretta.

02.11.2011 19:50
odpowiedz
WerterPL
67

Trochę mnie niepokoją te obrazki z rękami Złodzieja. Wyglądają za bardzo kobieco i chyba nawet mają pomalowane paznokcie. Sorry, ale ja nie chcę chodzić kimś innym niż Garrett'em. Chyba, że ta postać ma dużo wspólnego z zakończeniem Thief: Deadly Shadows. Z jednej strony Garrett zrobił już tyle, że można by dać mu spokój, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie "Thief" bez tego złodzieja. To tak jak by zrobić Tomb Raidera bez Lary Croft. A na przykładzie serii "Larry" wiemy już, że dawanie nowej postaci psuje serię. Daliby wreszcie jakieś więcej informacji, bo takie teksty "że się robi" to tak samo jak z Duke Nukem Forever. Czekasz 12 lat i otrzymujesz totalny syf. A spieprzenia serii "Thief" nie podaruję.

02.11.2011 17:39
odpowiedz
WerterPL
67

wincelo194 -> Wg. tej strony nie spełniam nawet minimalnych wymagań jednej gry, która mi chodzi bez najmniejszego zacięcia na high :p Nie do końca można wierzyć tej stronie.

01.11.2011 08:11
odpowiedz
WerterPL
67

Wilu2 -> Najlepiej poczekać aż wyjdzie jakiś ogromny patch, bo gra jest strasznie dziurawa. No i jak cena mocno spadnie, to wtedy nawet się będzie opłacać, chociażby dla wątku w kampanii militarnej, który jednak jest psuty jak narazie przez bugi i powolność gry.

29.10.2011 23:05
odpowiedz
WerterPL
67

giermuś1972 -> Jak uważasz, że tutaj się rozpisałem, to zobacz mój post w "Fight Night Champion" pod Xbox 360 :p

29.10.2011 22:29
odpowiedz
WerterPL
67

Salwikto@ Tak, tak. Idź zrób kupę, bo reszta cyganów nie ma co jeść. Ja przynajmniej podałem argumenty za i przeciw, a ty żadnych, więc nie mamy o czym dyskutować. Poziom na gry-online "-7", to mówi wszystko :) I to nie ja się prężę, bo to ty pierwszy zacząłeś atakować ludzi o odmiennym zdaniu. Najlepiej napisz pozew przeciw wszystkim graczom, którym to się nie podoba, bo "tobie się podoba, a wiadomo, że tylko ty masz rację jedyną i największą". No ale dobra, ja już swoje mówiłem i naprawdę nie widzę powodu, żeby dalej dyskutować z fanboy'em czegoś co z oceny 8.6 spadło na 6.5 w 3 dni. No ale tak to jest, jak ktoś kupi nawet takie coś jak Fifa 12 za 120 zł. bo różni się od poprzedniczki tym, że piłka się zatrzyma w kałuży a w gwizdku sędziego widać kulkę.

Też uważam, że będzie ok, jak wyjdą patche, ale te patche musiałby ważyć tyle co jedno wielkie DLC.

29.10.2011 18:19
odpowiedz
WerterPL
67

Salwik -> Ojej, bobasek się oburzył, że go skrytykowałem :) Nawet mojej ksywy nie umie dobrze przeczytać. Forum jest po to, żeby pisać komentarze pozytywne i negatywne. Że cię zabolało, że skrytykowałem syfa, to już twój problem :) A jakby jedno dziecko napisało "Gra jest zajebista!! Ci co ją krytykują to cwele" i potem cała reszta to połknęła, to byś pewno zaliczył ekstazę i się dołączył. Owszem, wiedziałem że 3 nie będzie jak 1, ale nie sądziłem, że zrobią aż taką kaszanę. Dziurawa jak ukraińskie drogi po nalocie dywanowym. A ty nie wymieniłeś nawet jednego argumentu, dlaczego wg. ciebie to coś jest dobre. Pewno sam nie znasz plusów, a bronisz gierki, bo wydałeś kasę na EK i teraz nie chcesz wyjść na debila.

A co do twoich "genialnych" porad, to nawet gdybym cały net przejrzał, to nigdy nie będę do końca pewny oceny gry dopóki sam w nią nie zagram. A po zagraniu będę pisał o niej takie zdanie jakie na mnie wywarła. A że tobie się to nie podoba, to obchodzi mnie mniej niż gówno zrobione przez Aborygena miesiąc temu gdzieś w Zimbabwe.

Jak ci się nie podoba mój komentarz i fakt, że recenzje negatywne były, są i zawsze będą, to załóż sobie forum "Pokuj fanuf Tfjerdzy Tszy" i tam zrzeszaj sobie podobnych. I nawet cieszy mnie, że moja tu obecność denerwuje takich fanboyów jak ty :) Tym bardziej tu będę. Gdybyś nie atakował osób o odmiennym zdaniu a po prostu napisał swoją opinię o grze, to by problemu nie było, ale jedno jest pewne - z twoimi rozkazami w moją stronę, to mogę zrobić to samo, co mi mówiłeś żebym zrobił z grą jeżeli mi się nie podoba. Gierka już dawno wylądowała z powrotem w sklepie, gdzie jej miejsce.

28.10.2011 16:40
odpowiedz
WerterPL
67

Pols -> Staram się nie przeklinać zazwyczaj, bo też tego nie lubię. Ale tutaj nie umiałem inaczej. To mój drugi przypadek, że nie panowałem. Pierwszym był Zmierzch Bugów. A co do edycji kolekcjonerskiej, to na szczęście nie kupiłem, ale słowo daję, że mało brakowało :p

Salwik -> Twoja głupota przez przeczenie sam sobie też nie zna granic. Mówisz, że trzeba było się dowiedzieć jak gra wygląda. A jak niby mielibyśmy się dowiedzieć nie kupując jej? Od twórców!? Oni za cholerę nie przyznają się do niedopracowań swojego produktu. A tych jest jeszcze cała góra lodowa. Mówisz, że gdyby Twierdza 3 wyglądała jak 1, tak jakby to była wada. A wg. mnie po graniu w ten syf powinna wyglądać jak 1, bo tamta gra to legenda. Co kolejna gra to co raz gorsza. Twierdza 3 żeby dorównać 1 potrzebuje jeszcze kilku gigabajtów patchów. O gustach się nie dyskutuje, ale ty zrobiłeś coś, czego ja nie zrobiłem - zaatakowałeś osoby, które mają inne zdanie niż ty. Nawet argumentów nie podajesz, tylko "Mi się gra podoba, a wy to debile. Tylko moje zdanie ma rację" No ale w sumie to nie mój problem.

27.10.2011 20:53
😡
odpowiedz
WerterPL
67

Ach, Twierdza. Chyba jedna z tych gier, co zajmują czołową pozycję w moim sercu. Do tej pory pamiętam tą budowę zamków, obserwowanie życia swoich poddanych, rozbudowę ekonomi, walkę ze Szczurem, Wężem, Wieprzem i wreszcie Wilkiem. Cudowny symulator, fajna fabuła, genialny dubbing i wiele innych zalet. Zadbano o najdrobniejsze szczegóły, nawet o takie jak kowal broniący się mieczem, który właśnie wykuł i niesie do zbrojowni. Zabawne teksty mieszkańców zamku po kliknięciu na nich i cudowna muzyka, dzięki której czujemy średniowieczne klimaty :)
Wzruszyliście się już? W takim razie szykujcie teraz chusteczki na łzy rozpaczy, bo z tych wyżej wymienionych niczego nie znajdziecie w Twierdzy 3!! Tak jest! Jeżeli twórcy z FireFly Studio byli prawdziwymi rycerzami przy tworzeniu Twierdzy 1, to wiecie co wraz z trójką zaczęło pokrywać ich zbroje? TwieRDZA! Jeżeli ktoś ma ochotę zobaczyć reakcję odzwierciedlającą idealnie moje odczucia podczas grania w trójkę, to polecam ten 30-sekundowy fragment z jednego odcinka Nostalgia Critic’a - http://www.youtube.com/watch?v=LTNP792ykYM

Ludzie cię kochają, panie – Fabuła
Zanim jednak zjadę ten crap tak jak na to zasługuje, obejrzyjmy może pozytywne strony, które jednak udało mi się znaleźć. Fabuła Twierdzy 3 zaczyna się 10 lat po wydarzeniach z Twierdzy 1 i przyszło nam kierować losem tego samego Lorda co w pierwszej części.

spoiler start

Po zjednoczeniu całego królestwa i powrocie króla na tron, wydawało się, że lud zazna wreszcie spokoju i szczęścia. Jednak okazuje się, że nie na długo. Diuk de Wolpe zwany Wilkiem zdołał jakimś cudem przeżyć spotkanie z Lordem, który mścił się za śmierć ojca. Wilk uciekł do ziemi świętej, gdzie arabscy medycy wyleczyli jego rany i ocalili mu życie. Ten jednak nie zamierza darować utraty tytułu. 10 lat poświęca na zbudowanie potężnego wojska i z pomocą odnalezionych synów Szczura, Wieprza i Węża uderza na Anglię szukając krwawej zemsty. Lord, który zjednoczył kraj musi uciekać i stworzyć silną organizację partyzancką, która ponownie i tym razem ostatecznie wypędzi Wilka z tego świata

spoiler stop


Muszę powiedzieć, że fabuła to jedna z najciekawszych zalet tej części, bo bardzo mnie zaskoczyła. Jest nawet wciągająca, zaskakuje i na pewno jest ukłonem w stronę fanatyków Jedynki, takich jak ja. Niestety cała reszta gry skutecznie zniechęca do poznania jej z zadowoleniem, jakie towarzyszyło nam w podstawce. Dlaczego? Zapraszam serdecznie do następnego rozdziału. „Serdecznie” tutaj jest ironią -.-

Ruiny TwieRDZY - Gameplay
O ile fabuła mocno przemawia za trójką, to gameplay sprawia, że przypomina mi się dzieło pewnych niedorobionych hindusów, zwane dodatkiem do Gothic 3. Gra posiada dwa tryby single player – Militarny i Ekonomiczny. O militarnym pisałem już wyżej. Ekonomiczny dzieje się zaraz po wojnie, ale już pierwszy film mnie odrzucił. Mamy tradycyjnie budować i zbierać zapasy, ale….UWAGA – Na czas! Tak jest, najbardziej znienawidzona rzecz wśród graczy, a w Twierdzy 3 jeszcze bardziej znienawidzona. Dlaczego? Ponieważ wszystko w tej grze trwa cholernie długo! Kmiecie, którzy w jedynce pojawiają się jeden po drugim, tutaj pojawiają się co 20 sekund. Spróbujcie wtedy tworzyć wojsko -.- Wróg raz po raz wysyła armię, a my mamy tylko jednego, gównianego chłopa co pół minuty. Fajnie, nie?
Myślicie, że to jedyne, co uniemożliwia nam obronę? To jeszcze warto dodać, że takie budynki jak drwal, żywność, bronie itp. Są cholernie drogie. Odpowiednik chaty myśliwego (Hodowla świń) kosztuje 100 sztuk drewna. A jakby tego było mało mijają wieki, zanim jakiś chłop się tam zatrudni a to powoduje następne komplikacje. O ile grając w Twierdzę 1 czułem się jak prawdziwy władca, to grając w Twierdzę 3 miałem odczucia jakby Gracjan Roztocki siedział mi pod biurkiem i bawił się moimi jajami -.- Tyle „przyjemności” daje trójka….
W Twierdzy 1 najważniejsze było dla mnie mieć nadwyżkę żywności. Myślicie, że tutaj jest tak samo? Tutaj trzeba już na początku ograniczyć racje do 1/2, bo te grubasy zjadają tonę żarcia na sekundę! Możesz mieć 7 hodowli krów, ale zanim zdążą się zrobić zapasy to ścierwo już wyżre cały spichlerz i natychmiast spada populacja, przez co nie ma kto robić żywności i takie to błędne koło przez całą cholerną grę!! A warto jeszcze dodać, że jak np. zapomnieliśmy zrobić chatę drwala, a nie mamy na nią drewna, to musimy wczytać grę. Czemu? Bo teraz usunięcie budynku nie zwraca nam zasobów! Co za debile robiły tą pop*****loną grę!? Na pewno nie te, co zrobiły jedynkę! Nigdy w to nie uwierzę. Tak więc długie zbieranie chłopów, szybko opróżniający się spichlerz, strasznie wysokie ceny za niemal cokolwiek, natychmiast spadająca populacja i popularność Lorda, znikanie ludzi z miejsc pracy połączone z misjami na czas kampanii ekonomicznej, to sami sobie odpowiedzcie co z tego wychodzi -.- A już pierwsza misja mnie po prostu rozwaliła. Kraj jest po wojnie i brakuje towarów oraz żywności. Jaką mamy pierwszą misję? Zbudować kościół….. JAJA SE KU**A ROBICIE!? Rozumiem, że w średniowieczu religia odgrywała bardzo ważną rolę, ale cholera to jest kraj zniszczony wojną!
Pomyślcie przez chwilę. Jesteście lordem państwa, które właśnie skończyło wojnę i ma poważne kłopoty z surowcami oraz żywnością dla całej ludności. Macie do wyboru – Zainwestować w budynki, które wyprodukują żywność dla poddanych, albo postawić kościół i przeznaczyć kasę na modły. Co wybieracie?....... Dobra wiem, że politycy PiSu by wybrali to drugie bez wahania, ale zakładamy, że w tej kampanii jesteśmy mądrymi ekonomistami a nie zidiociałymi fanatykami.
Budowanie zamku to nadal fajna sprawa, ale byłaby o wiele fajniejsza, gdyby nie to, że non-stop nam spada populacja przez głód i bankructwo! Nie wiem kto z Firefly wpadł na tak genialne pomysły, ale powinno się na niego rzucić tysiąc Pałkarzy i każdy jeden powinien po pięć razy trzasnąć go tą pałką po jajach!! Jak można wydać legendarną grę a po latach tak ją spier***ić!? Pytam się, JAAAAK!?

Myślicie, że tylko ekonomia jest w grze spieprzona? To poczytajcie o militarystyce. Skoro jesteśmy już przy szybkości gry, to również wojsko porusza się tak, jakby każdy z nich chciał w tej chwili postawić kloca! Pamiętacie jak „szybko” poruszali się wojownicy w zbrojach z Jedynki? To tutaj mniej więcej tak porusza się niemal każdy żołnierz! Poruszanie się armią to U-DRĘ-KA! I to nie tylko przez ich szybkość. Często jak prowadzisz większą armię to część z nich zatrzyma się w połowie marszu, a nawet w czasie bitwy! Tylko połowa rzuci się na wroga a reszta będzie stała z tyłu i się gapiła! To idealnie odzwierciedla brytyjską inteligencję twórców po tych latach! Często musiał klikać kilka razy, aż ci anemicy wreszcie raczyli się ruszyć!
A najlepsza była pierwsza misja kampanii militarnej. Sama w sobie była całkiem udana, ale słynie ona z zupełnie innej rzeczy. Mogłem tam podziwiać prawdziwie epicki pojedynek dwóch rycerzy. Serio! Musicie mi uwierzyć, ta legendarna batalia przejdzie do historii. Było to niesłychanie epickie oglądać, jak dwóch rycerzy stoi naprzeciw siebie, nie ruszając się w ogóle a paski życia im się kurczą……Kur*a mać!! A jeszcze jak prowadziłem swój oddział to najlepsi byli wrogowie, którzy respili się na moich oczach! Nie można było zrobić, że wynurzają się z mgły wojny, do ciężkiej cholery!?
Wiecie co jest najgorszą zmorą naszych dzielnych wojaków? Wojska Wilka? Nieeee. Katapulty? Nieeee. Mówię o czymś bardziej przerażającym. Bramy własnych zamków! Nawet najdzielniejsi wojacy nie odważą się przejść przez te obrzydliwe budowle z piekielnych otchłani! Wszyscy zablokują się w nich i nie przejdą dalej. Muszę dalej komentować? -.- Ale to nie jeden przykład ich „zajebistej” inteligencji. Pamiętam jak ustawiłem żołnierzy rzucających włóczniami na bramie i pod mury podszedł wróg. Mogli zostać na górze, gdzie by ich zmasakrowali. A oni co? Zeszli z bramy na dół i wróg ich wszystkich wyciął. Genialne, nie!? A mówiłem już, że bramy teraz nie da się zamykać? Wróg nie wejdzie, ale brama będzie ciągle otwarta przed jego nosem. Kolejny przykład inteligencji rodem z Anglii.

Podobała mi się również akcja z jednej misji. Nie poszła mi dobrze i wróg zmasakrował niemal cały mój zamek. Ale w czasie tego najazdu pojawiło się wydarzenie – Król przybył z wizytą. Zadowolenie ludzi od razu wskoczyło na +30. No fajnie, ci ludzie są zajebiście optymistyczni. Coś jak – O panie. Wróg spalił nasze domy, wymordował nasze rodziny, idzie prosto na nas i jak tylko przyjdzie, to zmasakruje mężczyzn, zgwałci kobiety i zrówna z ziemią całe to miejsce. Ale przyjechał Król z wizytą, więc jesteśmy bardzo szczęśliwi. Idziemy do kościółka zrobić wielką biesiadę

Uwaga na wilki. To inteligentniejsze stworzenia od twórców. Nie tylko wilki zresztą, bo indyki też są od nich mądrzejsze, ale nie ma ich w grze. Wilki natomiast nie dość, że potrafią wspiąć się po drabinach na mury, to jeszcze zdarza się, że taki pojedynczy, dziki piesek wytnie pół tuzina żołnierzy zanim zostanie zabity. Tak, brachu. Nie zadzieraj z wilkiem. Nie tylko tym w zbroi. Mógłbym tym żołnierzom natychmiast wysyłać wsparcie, gdyby nie fakt, że nie da się ustawić pier****nego punktu zbornego! Naprawdę się pytam, czy tą grę na pewno robili ludzie, którzy stworzyli Jedynkę? Bo podejrzewam, że to tak naprawdę nie oni, tylko spłodzone abominacje twórców Limbo of the Lost i tych je**nych hindusów od Gothic 3: Zmierzch Bugów, które się tylko pod nich podszyły. Tylko oni potrafią robić gry, które na różne sposoby są nie do przejścia. Poziomów trudności też tu nie uświadczymy, więc przygotujcie się na experta…….z cierpliwości, bo to trzeba mieć, żeby grać w tą grę.
Mógłbym jeszcze wymienić setki innych błędów, ale wtedy to byłoby już zwykle czepialstwo i szukanie dziur w całym, a poza tym siedzielibyśmy tu całą dobę. Dlatego może na koniec powiem, że zalety gameplayu też są. Można obracać budynki zanim się je postawi. Jest zmiana pogody, która ma wpływ na nastrój naszych obywateli. Np. gdy pada deszcz, ludzie są smutni i jest jeden ester egg, który sprawił, że się uśmiechnąłem – drwale gwiżdżą sobie melodyjkę „I am the lumberjack” znaną fanom Monty Pythona. Ale jak na razie to tyle!!

Sir, nie wygląda to dobrze - Grafika
Grafika powala. Zacofaniem. Nie mówię, że wygląda źle, bo nigdy nie byłem wymagający względem grafy. Nawet mi odpowiada i niektóre budynki całkiem porządnie wyglądają. No ale mam wrażenie czasem, że w Twierdzy 1 o wiele lepiej to wyglądało. Twierdza 3 wygląda jakby starali się skopiować grafikę z Twierdzy 1 i zrobić w HD, ale akurat ktoś z Firefly się zerzygał na klawiaturę, zrobiło się zwarcie i grafika nie wyszła taka, jaka miała wyjść. Efekty kolizji są strasznie sztuczne i o ile coś takiego było dopuszczalne 10 lat temu, to powinno być zakazane w 2011 roku. Budowanie zamku nadal sprawia przyjemność, ale nie rozumiem, dlaczego nie można już np. zrobić takich grubych murów jak byśmy chcieli, tylko jesteśmy skazani na jeden typ muru. Pocieszeniem jest tu tylko to, że teraz można naprawiać każdy budynek, jaki jest na mapie, o ile wróg nie jest za blisko. Poza samym wyglądem murów i budynków, jeszcze dobrze wyglądają modele jednostek i mieszkańców, chociaż czasem mi się wydaje, że bardziej realistycznie wyglądają te z Medieval II: Total War. No ale ludzie, po 10 latach byśmy oczekiwali czegoś więcej. W Twierdzy 1 mogliśmy naprawdę zobaczyć życie w zamku. Rzemieślnicy pracowali, psy spały, węszyły, nawet sikały, kury grzebały w ziemi, drwale ścinali drzewa, wycinali pnie, przerabiali na deski, wszystko! Tutaj już tak nie jest. Prawie niczego nie można obejrzeć. A nawet, jeżeli to na pewno nie tyle, co w jedynce. Jeżeli mam rzucić jakieś zdanie podsumowujące o grafice, to może powiem to, co już kiedyś mówiłem – Jest jak pierwszy w życiu seks z dziewczyną. Było fajnie, ale mogło być o wiele lepiej.

Bębny w oddali (o puste, zakute łby twórców) – Dźwięk
Pamiętacie jeszcze legendarne udźwiękowienie Twierdzy 1? Muzyka była genialna i świetnie wprowadzała w klimat gry. Dźwięki wydobywające się z pełnego życia zamku, naprawdę dawały wrażenie, że oglądamy populację z krwi i kości. Odgłosy poruszania się rycerzy, szczęki mieczy, świst strzał i uderzenia kamieni o mury były niczym z życia wzięte. Do tego dochodził również kapitalnie wykonany polski dubbing. Głosy aktorów były doskonale dopasowane. Zwłaszcza głos Skryby, Szczura, Wilka i Sir Długoręki. Do tej pory pamiętam każdy dialog z gry, każdy przerywnik, każdy dźwięk.
A jak to wygląda w Twierdzy 3? Muzyka może i zła nie jest, ale wcale nie zapada w pamięć. Jest raczej prosta, ale katastrofa zaczyna się jak dojdziemy do polskiego dubbingu. Nie wiem, jaki jest oryginalny, ale w tej części polski jest straszny. A wszędzie było dużo szumu i podniecali się, że występuje Piotr Fronczewski. No ok., tylko, że jedyne, co w grze robi to czyta opisy do bitew historycznych!! To tak jakby Kolekcja Klasyki zaczęła się reklamować – Wiecie dlaczego warto kupować gry z naszej kolekcji? Ponieważ Piotr Fronczewski czyta 5-cio sekundowy wstęp za każdym razem! Nie przegapcie takiej okazji!. Głos Wilka – zimny, groźny i genialny całokształtem w jedynce, tutaj brzmi jakby 2 dni nie spał i siedział na nudnym 4 godzinnym wykładzie z fizyki. Podobnie genialny głos Skryby został zastąpiony jakimś prostym i pozbawionym emocji, jak syntezator. Jedyny głos jaki przypadł mi do gustu, to głównego bohatera, ale to chyba dlatego, że dubbinguje go Jacek Kopczyński (Znany z roli Lee w Gothica, oraz Jaskra w Wiedźminie). A już najgorszy głos jest chyba ten, co pod koniec misji mówi „Zwycięstwo”. Boże, brzmi jakby na plan wparował jakiś stereotypowy pedzio z podwiązanymi jajami (pewno jeden z twórców) i chciał to słowo powiedzieć w stylu – „Zwycięstwo, och jejku, jakie to słitaśne”. Aż patrzyłem czy na liście aktorów nie było Gracjana Roztockiego, bo przez chwilę się bałem. Ale dubbing z Twierdzy 3 ma jednak jedną zaletę. Dzięki niemu przypomniałem sobie jak genialne były polskie głosy w jedynce i tym mocniej utrwaliły w przekonaniu, że Twierdza pierwszej generacji, to jedyna słuszna gra z tej serii.

Przeklęty głupcze! Cóżeś na Boga, zdziałał najlepszego!? – Podsumowanie
Firefly Studio wzięło kubki do herbaty, poszło nad jeden z dołów kloacznych, jakie były w jedynce, nabrali i krzyknęli – „zdrowie!”. Wszystko poszło do mózgu i PUUUU – tak powstała Twierdza 3. Gra jest totalną profanacją legendarnej jedynki i całkowitym zniszczeniem mojego dzieciństwa! Mam wrażenie, że każdy z tego studia teraz śpiewa o sobie piosenkę – Jestem Brytolem. Pa Ra Ra Ra . Co zrobię, później spier**lę. Pa Ra Ra Ra . Gra obdarła Jedynkę ze wszystkiego, co piękne i granie w nią jest równie przyjemne, co oglądanie tyłka stałego bywalca McDonalda! Ma naprawdę ciekawą fabułę, co by mocno przemawiało za Trójką, ale rujnuje ją fakt, że przez swoje chore bugi i pomysły twórców jest strasznie odpychająca i wkur*ia w każdej misji. Nie ma trybu skirmish, misje typu - Oblężenie potrafią się wieszać już w ekranie wczytywania, historyczne ograniczone do około 100 ludzi po każdej stronie, żadnych fajnych rzeczy typu własna potyczka, swobodne budowanie ma tylko dwie i to cholernie nędzne mapki i na koniec powiem, że w grze z 2001 roku można wybaczyć rozwalanie kamiennych murów za pomocą włóczni ale nie w grze z 2011 roku!

Wiecie co? Zazwyczaj byłem bardzo przeciwny DLC, ze względu na ich komercyjność. Ale w tym wypadku DLC jest do tej gry baaaardzo wskazane. Nie jako rozszerzenie, ale jako patch. Bo żeby ta gra była grywalna, to wymagana jest łatka wielkości, co najmniej sporego DLC!! Może gdyby poprawili inteligencję (swoją zwłaszcza), zmniejszyli ceny budynków i spożycie ze spichlerza, to ta gra byłaby całkiem przyjemna. A tak to mamy tu produkt, który ma więcej dziur niż szwajcarski ser, który był celem niemieckiego CKMu. Wyobraźcie sobie człowieka opóźnionego w rozwoju i wiecznie naćpanego, który zjeżdża gołą dupą po tarce i uwielbia skakać z trampoliny do basenu pełnego pułapek na myszy, a w wolnych chwilach smaruje się cały miodem i wchodzi do rezerwatu dla niedźwiedzi. Ten człowiek byłby normalny w porównaniu z debilami podszywającymi się pod ludzi z Firefly Studio. Tak jest! Podszywającymi, bo nie wierzę, żeby twórcy mistrzowskiej Twierdzy 1 odpier***lili takie gówno! To muszą być jakieś niedorozwinięte klony z rodziny międzygalaktycznych orangutanów posiadających mózgi w miejscu prostaty! Moja ocena Twierdzy 3 to 1.5/10!. Chyba największe rozczarowanie jeżeli chodzi o serie gier, z którymi jestem związany emocjonalnie. Dopóki do tej gry nie wyjdzie taki patch, który uczyni ją równie grywalną co jedynkę, to dla mnie Firefly jest skreślone za taką profanację!

25.10.2011 20:24
👎
odpowiedz
WerterPL
67

Duke Nukem powrócił zgodnie z zapowiedziami, którymi od 12 lat nas zasypywano. Gracze na całym świecie wręcz zarzekali się, że to będzie międzynarodowy hit tak jak „Duke Nukem 3D”. Jak to wyszło w praniu? Znacie powiedzenie – Odgrzewany kotlet? To za mało, żeby opisać, co zaserwowali nam twórcy po 12 latach czekania. Ale wniknijmy głębiej.

Powrót króla…….z zabiegu kastracji
Muszę powiedzieć, że na samym początku sądziłem, że warto było czekać te 12 lat. Wielka posiadłość Duke’a niczym rezydencja rasowego Playboya, ogromne kasyno będące miejscem kultu Duke’a, nagie laski dookoła, setki wielbicielek i zachwyconych fanów. Król jest tylko jeden, dziwko. Spodobało mi się również to, że gra jest bardzo interaktywna. Można zrobić popcorn w mikrofali, wypić Colę z automatu, napisać coś na tablicy, odlać się, przejrzeć w lustrze itp. Duke żyje sławą i jest supergwiazdą znaną na cały świat. W tym momencie naprawdę czułem się jak król. Jedyny król, suko! Jednak nie może nic być tak różowe jak się wydaje. Po 12 latach na horyzoncie znów pojawiają się kosmici. Prezydent zabrania Duke’owi atakowania obcych oraz pokazywania obraźliwych gestów w stronę ich statków. Duke niechętnie na to przystaje, ale jednak okazuje się, że kosmici wcale nie są nastawieni przyjaźnie i atakują pierwsi. Mam nadzieję, że podobała wam się moja lista zalet gry, bo więcej już ich nie ma…. -.-

Nie zamierzam cię recenzować. Zamierzam skopać ci dupę!
Tak jest. Jak widać te 12 lat źle zrobiły Duke’owi, bo z dawnego twardziela o ciętej ripoście został tylko wygląd. A tragedia zaczyna się już od wczytywań pomiędzy poziomami. Tak jest! Nawet zwykłe wczytywanie jest porażką! Pomiędzy levelami można spokojnie iść sobie zrobić kolację, bo wczytywanie trwa średnio 5-7 minut. Raz zdążyłem nawet zrobić sobie Danie w 5 minut Knorra, a jak wróciłem do kompa, to nadal się wczytywał. Myślicie, że to jedyna głupota wczytywania między poziomami? A takiego wała. Jeszcze jesteśmy zasypywani poradami do gry. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że zalewają nas oczywistymi poradami, jak np. „Ukrywaj się, to nie będziesz otrzymywać obrażeń” albo „Jak czerwona beczka zaczyna się palić, to znaczy, że zaraz wybuchnie”. Serio? Może jeszcze nam uświadomcie, że „Stawianie jednej nogi przed drugą na zmianę nazywamy chodzeniem” albo „Kiedy mamy oczy otwarte to widzimy”. Tak nisko upadliśmy, ludzie. Tak nisko upadliśmy -.-
A to dopiero początek. Jak mówiłem Duke został tylko z wyglądu. Jego cięte riposty nie zapadają tak w pamięć jak w 3D. Są właściwie bez wyrazu. Wszyscy pamiętamy legendarne teksty Nukem’a z poprzedniej części. Słuchało się tekstów typu –„I am not gonna fight you. I am gonna kick your ass!” i mówiliśmy sobie –„ Kur*a, ten Duke jest zajebisty. Jedyny król, mackowata cioto!”. Tutaj jedyny tekst, jaki zapadł mi w pamięć, to „Rest In Pieces” (Spoczywaj w kawałkach).
Jakby tego było mało, Duke naprawdę stał się ciotą. Jak wygląda walka z kosmitami w wykonaniu naszego twardziela w tej części? Chowanie się za przeszkodami jak cipka i oglądanie czerwonego ekranu co 3 sekundy. Nasz superbohater dzielnie chowa dupę przed meduzami, ludzie! Przez ostatnie 5 lat mojej kariery z grami to chyba tylko bohater Penumbry był mniej odporny niż ta Duke Ciota. A jeszcze trzeba dodać, że teraz może nosić przy sobie tylko 2 bronie, z czego jedna musi być rakietnicą, bo tylko to działa na Bossów. Gdzie ten chodzący testosteron, wywalony giwerami, robiący z kosmitów krwawą masę i zostawiający całą okolicę w zgliszczach? Twórcy argumentowali to chęcią realizmu. !!!!!!! No tak, bo przecież Duke Nukem aż się prosi o realizm! Cała ta sprawa z kosmitami, mięśniakiem ratującym świat, zabawą jajami obcego niczym workiem treningowym to wszystko jest bardzo realistyczne i trzeba było do tego dodać noszenie 2 broni maksymalnie. A co do samych broni, to tradycja – pistolet, shotgun, karabin maszynowy, RPG i dwie które mi się bardzo podobały – Zmniejszasz i Zamrażacz. Postarali się nawet o taki drobiazg, że zamrozi nas, jeżeli użyjemy go pod wodą. Niestety jak się można domyślić, z tych dwóch ostatnich korzystamy najmniej….
Ego zastąpiło pasek życia. Interakcja z otoczeniem i pokonywanie bossów podnoszą nasze ego o 1 punkt albo 3, ale szczerze to przez całą grę nie widziałem, żeby w ogóle zmieniła się długość tego paska. Duke pozostawał taką ciotką jaką jest przez całe Forever.
Ale twórcom należy się jedna pochwała, bo jest jedna rzecz która sprawiła, że poczułem się lepszy niż Duke Nukem. Ja, żeby się nawalić potrzebuję około 4 browarów wypitych szybkimi łykami. Wiecie ile piw potrzebuje Duke, żeby się nawalić jak świnia? Jednego! Kogoś, kto zalicza śrubę po jednym piwku uznalibyście za twardziela? Bo ja na pewno nie.
Szkoda gadać… Co do samych kosmitów to spotkamy niektóre, które zadowolą fanów Duke’a. Chociażby legendarne Świniory. Jednak tutaj warto zaznaczyć jeden z największych grzechów Duke Nukem Forever. Walka z kosmitami jest………..nudna!! Tak jest! Już 100 razy bardziej wciągnęło mnie na początku jak Duke przeglądał się w lustrze i rozdawał autografy, niż walka. Nic kompletnie nie wnosi nowego do gatunku, jest monotonna, schematyczna i non-stop trzeba się ukrywać, bo ta nafaszerowana sterydami pipka udająca Duke’a co chwila ginie. A jak dodamy do tego fakt, że 7 minut trwa wczytanie po śmierci, to mamy na prawdę dłuuuugą grę. Warto dodać również przeciwników, którzy respią się na twoich oczach albo rozciągającą się krzywo grafikę mordy po uderzeniu pięścią.
Do przejścia jest 23 misji. Ale nie dajcie się nabrać, że to dużo. Większość z nich można na upartego przejść w 10 minut. Gra wydaje się długa tylko dlatego, że długo trwa wczytywanie poziomów. Tak to można spokojnie zaliczyć całą grę w 6 godziny. W levelach też prawie nic się nie dzieje, masz tylko przejść, zabić kilka świń i ewentualnie nacisnąć przełącznik. Chociaż możemy natknąć się na aluzje do innych (lepszych) gier. Np. Halo, przez tekst Duke’a – „Pancerze są dla ciot”. Odpowiedziałbym do tego – „No to tobie tym bardziej by się przydał”. Ale był również do Mass Effect (pojawia się nazwisko Shepard) albo Assassin’s Creed (Kolega stracił serdeczny palec). Chętnie oddałbym palec serdeczny, mały, wskazujący i kciuk, żeby mieć tylko środkowy, który bym całą dobę pokazywał twórcom. A zakończenie jest tak gówniane, że nawet sam Duke tak uważa. Fabuła prawie bez przerwy idzie takim tokiem, że nie wiem w ogóle jaką mam misję ani po co ją robię. Zero jakiegoś namiaru, czegokolwiek.
Oczywiście musiała się również znaleźć misja, gdzie strzelamy z helikoptera. Odkąd było tak w Modern Warfare, teraz każdy poczuł się zobowiązany zrobić to samo. Battlefield, Homefront, Medal of Honor a teraz Duke Nukem Forever. Chociaż w przypadku Duke’a sposób strzelania i efekty wizualne wybuchów to dosłowna zżyna z MW. Wszystko wygląda identycznie. A misja nudziła mnie tak samo jak reszta. Jedyne misje, jakie mi się podobały to pierwsza i jedna, która jest snem Duke’a. Nawet walki z bossami nie wkręcają, mimo że ciekawie są zrobione te potwory. A już najgorsze są momenty (na szczęście bardzo niewiele) gdzie Duke zostaje pomniejszony. Jedyne, co w nich jest pozytywnego, to teksty kobiet na widok małego Duke’a. Chociaż z drugiej strony Duke powinien być taki malutki całą grę, bo tylko tyle testosteronu w nim zostało po tych 12 latach.
Jeden mój przyjaciel jak usłyszał, że przymierzam się do recenzji DNF, wysłał mi trailer tej gry z 2001 roku. I co tam było? Masa giwer, ekstra bitwy, postać z jajami, rzeź, riposty i chyba nawet lepsze tekstury!! Ja chcę takiego Duke’a! Ta marna imitacja to napompowany Gracjan Roztocki z okularami!!

Cholera, nieźle wyglądam – Grafika
Większość osób już zapewne wie, że nie jestem człowiekiem wymagającym, jeżeli o grafikę chodzi. Nie mam wobec niej niczego do zarzucenia, bo jest całkiem przyzwoita. Jednak miałem wrażenie, że już gdzieś widziałem taki silnik a było to kilka lat temu. I wtedy przypomniałem sobie Turok’a i Fallout’a 3. Obie te gry wyszły w 2008 roku. Ta gra ma niemal taką samą grafikę. Podobno na konsoli jest jeszcze gorsza. Grafika z Turoka i Fallouta nie była wcale zła, ale po 3 latach oczekiwałoby się o wiele lepszej grafy. Co ja gadam!? Po 12 latach oczekiwałoby się 100 razy bardziej rozbudowanej gry!! Generalnie o grafice mogę powiedzieć krótko – w tym roku spodziewałbym się lepszej, ale nie mam nic przeciwko niej. Chociaż……..Mam! Po włączeniu okularów Nukem’a, działających jak noktowizor! Fajny bajer, ale często byłem w sytuacji, że jestem w korytarzu tak ciemnym, że nic nie widać. No to włączam okulary i nagle zrobiło się tak jasno, że też nic nie widać. No to jak mam grać!? Zwłaszcza poziom „Hive” ma problemy ze zdecydowaniem się, czy powinniśmy teraz włączyć okulary czy nie. Jedyna zaleta ciemnych pomieszczeń to, że widać przynajmniej cycki kobiet.

Tańcz, laluniu! - Muzyka
Tutaj obok początku i interakcji kolejna zaleta DNF. Muzyka w grze jest naprawdę dobra i buduje fajny klimat. Szkoda tylko, że bitwy są tak cholernie nudne, bo w połączeniu z tą muzyką tworzyłyby prawdziwie dobrą chwilę akcji. Pamiętacie jak wyglądała walka w takim „Serious Sam: Pierwsze/Drugie Starcie”? Zarąbista muza połączona z ostrą siekaniną setek wrogów, przy użyciu ton pocisków z ogromnych giwer. To było piękne i wciągające. I czegoś takiego bym oczekiwał od Duke Nukem Forever, a nie, że muzyka jest podkładem do nudnej kaszany. Nie będę się za bardzo rozpisywał. Muzyka i dźwięk są zadbane i dobrze dopasowane. Nie uświadczyłem dźwięków, głosów albo utworów, które by mnie irytowały.

Shit happens – Podsumowanie
Duke Nukem skończył się 12 lat temu. Niektórzy cały ten czas czekali na tą grę i zarzekali się w niebiosa, że to będzie super hit. Ja z każdym rokiem co raz bardziej spodziewałem się syfu, ale nie sądziłem, że aż na taką skalę. Gra zupełnie niczego nowego nie wniosła, broni się jedynie humorem, walka jest nudna, levele schematyczne a z Duke’a jakiego znaliśmy w 3D zostały tylko mięśnie (chociaż tutaj chyba silikonowe). Obcięto mu jaja, odebrano twardość i zrobiono z niego chowającą się ciągle cipkę, która nawet dwóch pistoletów podnieść nie umie. To nie jest Duke Nukem. O nie. I to nie jest jedynie moje zdanie. Angry Joe też tak uważa i setki recenzentów oraz graczy na całym świecie. Moja ocena to marne 4/10. Poniżej przeciętnej. A gdybym miał jeszcze oceniać męskość Duke’a w tej części to bym walnął ocenę 1/10. To 1 za teksty. Twórcy (wszyscy ze wszystkich zespołów tworzących DNF) wrzucili do gry sterydy i piwo. Obie te rzeczy chyba zażywali na potęgę przez całe 12 lat powstawania gry. Jeżeli ktoś chce w grze odwzorować moje odczucia względem tej części, to niech wyjmie z kibla gówno i rzuci o ścianę. Scena ta będzie idealnie symbolizować całą grę. Tym gównem najlepiej rzucić w otwarte gęby twórców za wykastrowanie legendarnej postaci. Jeżeli mógłbym mieć jedno życzenie względem twórców, to powiedziałbym krótko – Książe, wysadź ich atomem na zawsze!. W tłumaczeniu na język oryginału – Duke, nuke’em forever!

25.10.2011 16:41
odpowiedz
WerterPL
67

WrednySierściuch -> Spoko. Ja chyba też czasem za bardzo biorę do siebie pewne sprawy. Co do modów, to też uważam, że mody na realizm to pozycja obowiązkowa. Bynajmniej sama siekanina mnie za bardzo nie interesuje, bo Elder Scrolls to nie Enclave ;) Zgadzam się z tym. No nic. Pozostaje tylko poczekać te 3 tygodnie a potem mieć nadzieję, że szybko pojawią się mody tak genialne jak są do Morka czy Obliviona :) Pozdro.

23.10.2011 23:32
odpowiedz
WerterPL
67

WrednySierściuch - Widzę po twoich wypowiedziach, że wyraźnie szukasz prowokacji. Co to znaczy to zdanie "Tyle że szanse że TY w nie zagrasz są jakby zerowe"? Masz mnie za jakiegoś durnego konsolowca? Nie wiem czym cię prowokowałem do ataku, ale sądziłem, że tutaj nie spotkam ludzi wysokich rangą, którzy zachowują się jak na onecie. Mam nadzieję, że mówiąc "miałem nadzieję, że będzie ulepszonym Morrowindem" miałeś na myśli fabułę i klimat, bo jeżeli takie rzeczy jak system walki to no comment. Tutaj mogę się zgodzić, bo pod względem fabuły i klimatu Oblivion był daleko za Morrowindem. Jednak złodziejstwo było w Morku żałosne a w Oblivionie jest całkiem dobrze zrobione, dlatego każda gra jest w czymś lepsza od innej. Ale nie można w kółko żyć tylko jedną grą, bo z każdej by się w końcu zrobił odgrzewany kotlet. Poza tym Elder Scrolls zawsze mocny stawał się razem z modami, więc nie wiem w czym masz problem. Obecnie ani Morka ani Obliviona nie wyobrażam sobie bez modów i z czasem na pewno tak będę miał ze Skyrim. Ale czy to oznacza, że zanim wyjdą mody to mam oceniać Skyrim na 0/10? Przesada. A mówiąc o arcydziele, nie mówiłem, że ta gra z góry będzie arcydziełem (mnóstwo gier zapowiadało się jako arcydzieło a wyszły kaszany), ale nie możesz mieć 100% pewności czy to arcydzieło czy kaszana dopóki nie zagrasz. Gdybym miał podchodzić do każdej gry z nastawieniem "Gra nr. 3 jest gównem, bo nie jest taka jak nr. 1" to by mi się żadna nowa gra nie podobała.

Nie ma wilkołaków. Cóż, jakoś to przeżyję, ale uważam, że do świata Skyrim pasowałyby idealnie, więc nie wiem czemu Bethesda z nich rezygnuje. Były 100 razy ciekawsze niż te całe wampiry.

Co do zimna, to czy na postawie tego, że bohater lata z gołą klatą od razu można oceniać całą grę? To tak jakby mówić, że Morrowind to gówno, bo bohater na początku gry skacze 3 cm nad ziemię a pod koniec nawet 300 metrów w górę. W Morrowindzie można było nie tylko na golasa iść przez zamieć śnieżną, ale też biegać z prędkością Ferrari, skakać z miasta do miasta, zjadać diamenty ze złomem i wiele innych absurdalnych rzeczy, których nikt się nie czepiał.

Nie tylko ty jesteś hardcorowym graczem Elder Scrolls, bo ja też przebrnąłem przez wszystkie części. Ja po prostu nie żyję wyłącznie jedną grą i nie stawiam sobie wymagań typu - "Gra niepodobna do Morrowinda a podobna do Obliviona to gówno automatycznie". Nie rozumiem też tej całej nagonki na Obliviona. Od Morrowinda gorszy był tylko klimatem, fabułą i ciekawostkami spotykanymi w świecie gry, ale tak to miał mnóstwo cech, którymi również przewyższał Morka. Mimo mojego zawodu nad głównym wątkiem, wniknąłem w możliwości w grze, zająłem się eksploracją świata i Oblivion bardzo przypadł mi do gustu. A jak ktoś wyznaje zasadę "Podoba ci się Oblivion to jesteś noobem", to mu szczerze współczuję. O gustach się nie dyskutuje.

Szanuję Twoje zdanie, ale naprawdę nie wiem, czemu od razu mnie atakujesz, bo nie mam wygórowanych wymagań względem Skyrim. Ja po prostu nie jestem graczem z rodzaju - "Seria kończy się dla mnie na jednej grze". Z takim podejściem to już dawno bym musiał skreślić Thief, Splinter Cell i Tomb Raider. Ja w Elderach nigdy jakoś nie stawiam na wątek główny, tylko na eksplorację świata i wczuwanie się w kierowaną przeze mnie postać. Prowadzenie swojego życia w świecie gry itp.. Dzięki temu każda gra z serii mi się bardzo podobała, ale jak już mówiłem, o gustach się nie dyskutuje.

Jak już przyjdzie mi dać Skyrim ocenę, to pewno postąpię tak jak w przypadku Arcanii, że ocenię oddzielnie jako grę i jako następcę serii, ale to w swoim czasie.

23.10.2011 17:36
odpowiedz
WerterPL
67

WrednySierściuch - To są informacje ze strony Skyrim, które czytałem już chyba 3 razy. A Wilkołaki na 99% będą w grze, tylko nie wiadomo jeszcze czy będzie można się w nie zamieniać. Nawet jeżeli nasza postać nie będzie mogła zostać jednym z nich, to jednak sam fakt, że są one obecne w grze mnie zadowala. Mają nawet mieć różne umaszczenia futra. Nie wiem też co złego widzisz w trzęsieniu się z zimna. Jak dla mnie to raczej realistyczne. A w pełnym pancerzu też byś się trząsł z zimna, bo metalowa zbroja cię raczej nie ogrzeje ;) Mówisz, że już z góry wiesz, że gra która się nawet nie ukazała będzie kaszanką. No z takim podejściem, to będzie, bo będziesz na siłę sobie udowadniał, że gra jest mierna, nawet gdyby okazała się arcydziełem.

Ale tak wracając do Wilkołactwa, to jednak jakimś priorytetem ono nie jest. Dla mnie bardziej ważne jest, że złodziejstwo i skrytobójstwo jest dopieszczone, bo zawsze gram taką właśnie postacią ;)

janosik6 - Nie no, ryzyko istnieje zawsze, ale nie wydaje mi się, żeby Bethesda była tak chamska jak EA Games czy 2K Czech, żeby okrajać grę z tylu smaczków i dawać je dopiero w DLC. Pożyjemy, zobaczymy. Premiera już niedługo ;) W ich grach przeważnie DLC dawały dosyć ciekawe rzeczy, ale same gry nie wyglądały jakby były okrojone, jak to było z np. Mafią 2. No nic. Gra wyjdzie, to sami się przekonamy ile obietnic dotrzymali.

23.10.2011 09:33
😃
odpowiedz
WerterPL
67

stevie -> Nic nowego. Niemal każda gra na PC jest ładniejsza graficznie. Dodatkowo ma mody, programy i wiele innych fajnych bajerów, co brakuje konsoli.

A co do samego Skyrim to moja obsesja. Każdego dnia odhaczam ile jeszcze zostało do premiery :P Elder Scrolls to dla mnie seria z gatunku "Musisz mieć!" Zrezygnowałem jednak z Edycji Kolekcjonerskiej, bo 600 zł. to zdecydowana przesada. W całej serii zawsze grałem jako Cesarski Złodziej, który z czasem stawał się lepszy niż sam Garrett ;> W Skyrim nie będzie inaczej. Świat wydaje się pełen miejsc, które warto odwiedzić nocą. Liczę też na Wilkołactwo, bo uwielbiałem to z Bloodmoona. A skoro już tu jestem, to może podzielę się wszystkimi faktami, jakie już można zaleźć. Oto co czeka nas w Skyrim:

SMOKI

- smoki będą pojawiały się w świecie gry losowo, a starcia z nimi nie będą oskryptowane
- zraniony smok nie będzie w stanie latać, więc będzie można spokojnie zmierzyć się z nim na ziemi
- smoki używają w walce tych samych krzyków, których może nauczyć się gracz
- różne smoki będą zachowywały się różnie, w związku z czym gracz będzie musiał wypracować własną strategię walki z nimi
- smok powalony na ziemię bez możliwości latania jest bardziej podatny na ataki z bliska
- po śmierci smok zamienia się w płonący szkielet i wtedy można wchłonąć jego duszę, dzięki czemu można odblokować kolejne poziomy danego krzyku
- gra będzie pilnować, by smoki nie atakowały nas zbyt często i zbyt licznie
- czasami dwa smoki mogą wspierać się w walce z graczem i npcami
- sa różne typu smoków, niektóre używają krzyków ognistych, inne krzyków lodowych itd.

SMOCZE KRZYKI

- “Yol Toor” czyli Ognisty Oddech (Fiery Breath) - wystrzelenie fali ognia w kierunku wroga
- “Iiz Slen” czyli Kryształy Mrozu (Frost Crystals) - obsypanie wroga deszczem mroźnych kryształów
- "Strun Bah Qo" czyli Wezwanie Burzy (Storm Call) - wezwanie błyskawic uderzających we wroga z nieba
- Spowolnienie Czasu (Slow Time) - taktyczne spowolnienie walki
- Wirujący Duch (Whirlwind Spirit) - szybkie poruszanie się w kierunku wroga lub taktyczne zwiększenie dystansu
- Lodowa Postać (Ice Form) - sparaliżowanie wroga poprzez uwięzienie go w bloku lodu
- Bezlitosna Moc (Unrelenting Force) - wysłanie potężnej fali mocy zdolnej przewrócić wroga lub strącić go z wysokości

ŚWIAT

- questy w Skyrim mają być dużo bardziej realistyczne i ciekawsze niż w Oblivionie
- w grze znajdziemy 13 różnych rodzajów rud metali
- potwierdzono trzy nowe organizacje, poza Mrocznym Bractwem będą jeszcze : Gildia Złodziei, Kolegium Winterhold dla magów, oraz Towarzysze (The Companions) dla wojowników
- ścieżki fabularne poszczególnych organizacji będą powiązane ze sobą wzajemnie, oraz z wątkiem głównym gry
- każde miasto w grze będzie posiadało własną ekonomię, którą gracz będzie w stanie manipulować
- miasta będą nadal patrolowane przez strażników, ale nie będą oni już tak groźni i wszechwiedzący jak strażnicy w Oblivionie
- nagrody wyznaczane za głowę gracza nie będą od tej pory globalne, czyli jeśli zabijemy kogoś w jednym z miast, to w drugim nas za to nie aresztują
- pojawią się różne opcje transportu takie jak : wierzchowce w postaci koni - system podróży znany z Morrowinda, w postaci powozów kursujących między dużymi miastami - oraz szybka podróż znana z Obliviona, która ponownie będzie działała tylko w lokacjach, które gracz już odkrył
- strażnicy patrolujący okolice Whiterun będą pomagać graczowi w walce ze smokami
- nieumarli w grze dzielą się w ramach złożonej hierarchii
- w okolicach Riverwood lisy będą polowały na króliki i podobnie będzie zachowywała się większość zwierząt w grze
- mieszkańcy Riverwood normalnie pracują - kowal ostrzy miecz, a drwal układa kłody drewna
- różne questy mogą kierować nas do tych samych jaskiń (dungeonów), ponieważ są w nich ukryte smocze słowa niezbędne do nauki krzyków
- gracz może zerwać większość roślin w grze
- zamiast skalować się wraz z poziomem gracza, niektóre dungeony będą dla gracza zamknięte aż do osiągnięcia odpowiedniego levelu
- konie mogą galopować i zachowują się bardzo realistycznie
- olbrzymy mają mieć 12 stóp wysokości (czyli ponad 3,5 metra)
- mamuty podróżują w stadach, i często przebywają w pobliżu olbrzymów

GRA

- na początku gry nasza postać cudem ucieka z własnej egzekucji i trafia do górskiej wioski Riverwood
- w Riverwood gracz dostanie zadanie odzyskania skradzionego złotego pazura od złodziei ukrywających się w norskiej jaskini zwanej Black Falls Barrow
- złodziej złotego pazura, którego spotykamy na dnie jaskini nosi imię Arvel The Swift - prosi on gracza o pomoc, ale po chwili próbuje go oszukać
- w jaskini Black Falls Barrow żyją Draugrowie, czyli nieumarłe nordyckie upiory, na czele których stoi Draugr Overlord spoczywający w sarkofagu
- złoty pazur jest elementem układanki, po której rozwiązaniu odkrywamy ścianę zapisaną w smoczym języku, dzięki której uczymy się okrzyku Storm Call
- podczas pierwszego ataku smoków gracz znajduje się w okolicach centralnego miasta Whiterun, otoczonego brązowo-zielonym krajobrazem trundry

POSTAĆ

- w walce będziemy mogli używać pochodni jako broni
- uderzenie wroga pochodnią spowoduje, że stanie on w płomieniach
- możliwe kombinacje uzbrojenia obu rąk to : broń i broń, broń i tarcza, broń i pochodnia, czar i broń, czar i tarcza, czar i pochodnia, pochodnia i tarcza, czar i czar, oraz broń oburęczna
- umiejętność Walki Wręcz (Hand to Hand) została usunięta
- gracz może własnoręcznie ściąć sobie drzewo i je nastepnie sprzedać lub użyć w piecu do wytopu rudy
- przy strzelaniu z łuku możemy skorzystać z zoomu połączonego ze spowolnieniem czasu na strzał
- łukiem można blokować nadchodzące ciosy
- gracz będzie miał do dyspozycji specjalne runy (frost runes), które po rozrzuceniu na podłodze będą zachowywały się jak miny, oraz będzie mógł przyzywać magiczne bronie
- trzy główne systemy umiejętności zawodowych to zaklinanie, kowalstwo i alchemia - te zdolności umożliwiają nam tworzenie i ulepszanie przedmiotów za pomocą różnych rud metali i nasycanie ich magią, zaś stary system naprawy broni i zbroi z Obliviona został porzucony
- w ekwipunku będzie możliwość stworzenia listy ulubionych przedmiotów, zaklęć, itd. które będzie można zakładać i zdejmować jednym klawiszem
- istnieją 3 główne specjalizacje (wojownik, mag, złodziej), a w obrębie ich umiejętności około 280 perków
- jest 13 znaków zodiaku - nie wybieramy ich już jednorazowo, tylko korzystamy teraz ze specjalnych głazów rozsianych po całym Skyrim (Doomstones) i w razie potrzeby możemy znak zmieniać
- po wybraniu rasy gracz tradycyjnie będzie mógł ustalić wygląd swojej postaci
- gracz będzie mógł nosić znacznie więcej przedmiotów niż w Oblivionie (obciążenie ekwipunku), zaś ubrania będą uproszczone w formie całościowych setów stroju czy zbroi

TECHNIKALIA

- losowe questy generowane przez system Radiant Story został oparte na bazie systemu losowych potyczek z Fallota 3
- w grze usłyszymy 60 tysięcy linijek nagranych dialogów wypowiadanych przez większą liczbę aktorów niż w Oblivionie i Falloucie 3 (dla porównania, w Oblivionie było 40 tysięcy linijek dialogów)
- świat Skyrim jest bardzo bogaty w szczegóły, absolutnie każdy jeden przedmiot w grze ma swój model 3d i może być dokładnie obejrzany
- pomimo działania systemu Radiant Story questy są zaprojektowane ręcznie, a losowe są w nich tylko pewne elementy (takie jak lokacja, nagroda, przeciwnik itd)
- doświadczenie wszystkiego co oferuje gra i zwiedzenie całego świata zajmie według Todda Howarda około 300 godzin minimum
- system dialogowych strzałek z Obliviona zniknął, a zamiast tego mechanika dialogów przypomina tą z Fallouta 3
- przy tworzeniu questów w systemie Radiant Story designerzy wykorzystują sieć określonych "ról" wymagających sprecyzowania (takich jak typ npca, lokacji, przedmiotów, przeciwników itd), a sam system dostosowuje je do konkretnego etapu i okoliczności rozgrywki i jest to po części zbliżone do rozwiązań znanych z Fallouta 3
- Todd potwierdza, że Dragonborn może mieć dowolną rasę (np Argonianin), a przypakowany Nord z prezentacji to po prostu sztandarowa wizualizacja pasująca do klimatu prowincji - w istocie świat gry będzie reagował na odmienne rasy, ale będzie to raczej kwestia smaczków dialogowych niż poważnych ograniczeń
- w grze będą funkcjonowały trzy gildie wymienione przy okazji prezentacji na E3 (Companions, College of Winterhold, Thieves Guild), ale w finalnej wersji mają się także pojawić inne zorganizowane grupy, choć nie będą już tak duże jak te trzy podstawowe
- Skyrim prawie na pewno doczeka się oficjalnych pluginów (DLC) i wedle zapewnień będą one większe i bardziej rozbudowane niż dotychczas, tzn bliżej im będzie do oficjalnych dodatków niż drobnych usprawnień znanych z Obliviona - tym samym gra ponownie nie będzie miała końca w odróżnieniu od Fallouta 3
- w demo Skyrim na E3 twórcy ukazali dwa typy smoków - ognistego i lodowego, ale wedle zapewnień w finalnej grze pojawi się jeszcze kilka innych typów
- w demo ukazana została wersja na konsolę, ale Todd Howard zapewnia, że wersja na PC wygląda znacznie lepiej z tytułu wyższej rozdzielczości i lepszej jakości tekstur
- 150 ręcznie robionych podziemi do spenetrowania

- 500 zróżnicowanych aktywności (nie sprecyzowano jednak bliżej co będzie się na nie składać)

- 280 perków do odblokowania

- 300 książek do przeczytania (i skolekcjonowania)

W przeciwieństwie do Fallouta 3 gdzie humor w dużej mierze opierał się na nawiązaniach do świata rzeczywistego, w Skyrim wszystkie śmieszne momenty będą budowane tak, by śmieszyły również z perspektywy gry

Wszystkie dialogi są wielokrotnie sprawdzane pod kątem wpasowania w świat gry

W Skyrim poprawione mają zostać mechanizmy kierujące gracza ku głównemu wątkowi, ale będą się one opierały na wskazywaniu graczowi kolejnych celów i delikatnym skłanianiu go ku nim, jednak podobnie jak w poprzednich częściach, jeżeli ktoś nie będzie chciał podejmować dalej głównego wątku to nie będzie do tego zmuszany

W dużej mierze stopień trudności jest zależny od wysokości terenu. Im wyżej, tym potężniejsze bestie będzie można napotkać, a z drugiej strony im wyżej, tym lepsze znajdziemy przedmioty

Magia będzie odgrywać mniejszą rolę niż w poprzednich częściach, ale jest to związane z przyjętą koncepcją świata gry

Skyrim pod względem odmienności świata ma prezentować w pewnym stopniu balans pomiędzy Morrowindem i Oblivionem, tzn gracz nie będzie czuł się w pełni obco, ale jednocześnie ma być zaskakiwany kulturowymi odmiennościami.

- podczas tworzenia postaci możemy nie tylko wybrać malunki i tatuaże, jakie ozdobią jej skórę, ale także to, czy ma być ubrudzona - a jeśli tak, to jakiego rodzaju błotem i ziemią,
- grę rozpoczynamy znając zaklęcie uzdrawiające i rażące wrogów ogniem,
- Cesarscy nadal dysponują mocą Głosu Cesarza - tym razem pozwoli nam na uspokojenie jakiegoś przeciwnika,
- kowalstwo pozwoli także na wytwarzanie własnej biżuterii
- możemy wybrać moment, w którym chcemy zdobyć nowy poziom; wiąże się to z pełnym uzdrowieniem naszej postaci,
- pochodniami możemy podpalać wrogów albo parować ich ciosy,
- efekt mikstur leczniczych jest natychmiastowy.
- akrobatykę usunięto gdyż zbyt łatwo było ją rozwinąć skacząc w miejscu, twórcom zależy na uczynieniu wszystkich umiejętności równymi sobie zarówno jeśli chodzi o ich przydatność, jak i łatwość rozwijania,
- możliwości jakie dawała wcześniej akrobatyka teraz mają wynikać bezpośrednio ze sposobu projektowania poziomów
- jedyną różnicą między potworami napotykanymi na początku gry i na jej końcu ma być ich siła i zdolności specjalne, SI wszystkich ma być równie dobra i dopracowana,
- większość questów można rozwiązać na co najmniej kilka sposobów, a skradanie się i unikanie przeciwników ma być taktyką o wiele sensowniejszą i lepszą niż dotychczas,
- jedynym sposobem na poznanie właściwości składników alchemicznych są eksperymenty, możemy albo łączyć je ze sobą licząc na uzyskanie jakiejś mikstury albo próbować je jeść, by poznać choćby podstawowe z ich własności,
- niszczenie otoczenia ogranicza się do ustalonych z góry miejsc, w których możemy wybrać odpowiednią opcję - machając toporem czy miotając czarami nic nie osiągniemy,
- w grze nie pojawią się dekapitacje i rozczłonkowywanie,
- na dzień dzisiejszy nie ma możliwości udostępniania modów na konsolach, problemu nie stanowi technologia - ta bowiem już działa - ale podnoszone przez producentów kwestie bezpieczeństwa.
- choć świat jest mniej więcej wielkości tego z Obliviona, różne interesujące miejsca zostały w nim umieszczone o wiele gęściej - i są to nie tylko wszelkiej maści lochy i jaskinie, ale także chatki zagubione w lesie czy po prostu miejsca urokliwe i ciekawe,
- gotowanie nie jest minigierką - odbywa się poprzez aktywację obiektów takich jak kuchenki, piece czy ogniska,
- główny wątek ma nam zająć od 20 do 25 godzin,
- Hines potwierdził, że level scalling został zmodyfikowany (także w stosunku do tego z Fallouta), nie ma więc nawet cienia szansy na napotkanie losowego bandyty w szklanym pancerzu,
- główne różnice między wersjami na PC i konsole to obecność Creation Kita i wyższa jakość grafiki w wersji na komputery osobiste, prócz nich Pete wspomniał o obecnych w niej większej liczbie skrótów klawiszowych i lepszym skalowaniu czcionek,
- w grze ma pojawić się 220 różnych perków - co oznaczałoby, że każda umiejętność ma 12 do wyboru. Poprzednie doniesienia mówiły co prawda o ok. 280, ale wliczały w to kolejne poziomy jednego perku,
- w grze napotkamy kilka ras psów,
- na chwilę obecną możemy mieć tylko jednego towarzysza na raz,
- kontrola nad towarzyszami ma być o wiele większa niż dotychczas - możemy np. rozkazać im atakować konkretny cel albo udać się we wskazane przez nas miejsce,
- dzięki lepszej optymalizacji, czas ładowania się poziomów ma być o wiele krótszy niż w poprzednich grach,
- firma nadal szuka złotego środka między wielkością DLC (a więc i czasem ich produkcji) a ich ceną.
- przygotowanie rud do craftingu to proces dwuetapowy - najpierw musimy je wydobyć z ziemi, a następnie przetopić w sztabki,
- nasza postać może łapać ryby, ptaki i owady - z tych pierwszych przyrządzimy smaczne potrawy, z ostatnich trucizny i magiczne wywary,
- perki związane z wytwarzaniem pancerzy mają pozwolić nam na specjalizację w określonych ich typach.
- wersja, którą testowali wyglądała świetnie, choć zdarzały się rzeczy psujące ogólny efekt: niektóre tekstury były nie najlepszej jakości, części roślin przydały by się dodatkowe detale, a pewne animacje można określić wyłącznie jako komiczne.
- choć system zaklinania uległ zmianom, proces nadal wymaga kamieni z duszami naszych przeciwników.
- redaktorzy stwierdzają, że menu zostało przesadnie uproszczone - do tego stopnia, że gracze komputerowi mogą zatęsknić za tym, znanym z Obliviona.
- otwieranie zamków opisano jako identyczne z tym z Fallout 3
- nekromanci mogą ożywiać poległych sojuszników, przerwanie tego procesu spowoduje rozsypanie się zwłok nieszczęśnika,
- jeśli zmienimy broń z oburęcznej na jednoręczną, w drugiej zostanie automatycznie umieszczony ten oręż/tarcza/zaklęcie z którego ostatnio korzystaliśmy w połączeniu z przedmiotem świeżo wyekwipowanym,
- na chwilę obecną zaklęte przedmioty mogą mieć wyłącznie jeden efekt magiczny - choć ta sprawa podobno nie jest jeszcze zamknięta.
w grze nie pojawi się arena taka, jaką znamy z Obliviona,
ekipa nie planuje wprowadzenia trybu hardcore (czyli wymagań odnośnie odpoczynku i pożywienia),
potwierdzono istnienie 4 dużych gildii,
Pete podkreślał wielokrotnie, że pod względem zawartości to największa gra w historii studia,
zadań pobocznych ma być około 6 do 7 razy więcej niż w Fallout 3,
wyglądu naszej postaci nie będzie można zmienić w trakcie gry,
przed premierą nie zostanie udostępniony generator postaci (znany np. z Dragon Age),
potwory jednego gatunku mogą się różnić od siebie,
w sumie głosów postaciom w grze użyczyło ponad 70 osób, a sam materiał nagrywano kilka miesięcy,
jedną z nich jest Lynda Carter, która odpowiadała za głosy Nordek i Orczyc w Oblivionie,
obrażenia nie będą zależne od miejsca trafienia,
w czasie walki możemy zranić swoich sprzymierzeńców, nasi kompani będą w stanie wybaczyć nam raz czy dwa, ale na kolejne trafienia odpowiedzą agresją,
kropierze pojawią się wyłącznie jeśli ekipa wymyśli jakiś porządny żart z ich udziałem,
w grze pojawią się nekromanci, choć nie jako grupa do której moglibyśmy dołączyć,
będziemy mogli jednak poznać stosowane przez nich zaklęcia,
wymagań sprzętowych nie podają, gdyż gra jest jeszcze przed etapem ostatecznej optymalizacji, każdy komputer będący co najmniej odpowiednikiem X-boxa 360 powinien wystarczyć do komfortowej gry,
osoby wyszkolone w sztuce zaklinania wolniej zużywają ładunki zaklętej broni,
by wytworzyć coś więcej niż skórzane i żelazne przedmioty musimy wybrać odpowiednie perki,
wbrew wcześniejszym informacjom, strażnicy w całej prowincji będą wiedzieć o naszych zbrodniach - chyba, że wyeliminujemy wszystkich świadków przestępstwa, wtedy bowiem grzywna za dany czyn zostanie anulowana,
Pete odmówił odpowiedzi na pytania o wampiry, wilkołaki i obecność argoniańskich i khajiickich dzieci w grze,
a jeśli ktoś chciałby w czasie gry posłuchać viking metalu, musi go sobie puścić z jakiegoś odtwarzacza.
Najwięcej emocji w ostatnich dniach wzbudziła informacja przekazana przez Pete'a Hinesa na Twitterze mówiąca o tym, że nasza postać będzie mogła wejść w związek z NPCem tej samej płci co ona. Wzbudziło to wiele kontrowersji i dyskusji, których załagodzeniu nie pomogła nawet uściślenie jakiego dokonał mówiące, że w grze ma nie być osób o zadeklarowanej homoseksualności, a po prostu wszyscy kandydaci na małżonków mają być dla nas dostępni niezależnie od płci naszego Dovahkiina (czyli będą się do nas odnosić jak niezapomniany Crassius Curio z Morrowind).

Kolejną kwestię budzącą wątpliwości także wywołał nasz ulubiony marketingowiec - otóż ze Skyrim wyleciało znane z poprzednich części serii zużywanie się broni i pancerzy. Zamiast tego wprowadzono system umożliwiający nam ulepszanie i tworzenie tych przedmiotów. Zmiana ta ma - wg słów Hinesa - sprawić, że rozgrywka kowalem będzie ciekawsza.

Z tego samego źródła wreszcie uzyskaliśmy potwierdzenie obecności w Skyrim wampirów i tego, że nasza postać będzie mogła zostać krwiopijcą. Póki co wszystkie związane z nimi szczegóły pozostają jednak tajemnicą.

Tajemnicą nie są natomiast kwestie takie jak:

- to, że mając w rekach dwie bronie albo zaklęcie jesteśmy pozbawieni jakiejkolwiek możliwości parowania i blokowania ciosów,
- że w czasie tworzenia postaci skorzystać będzie można z suwaka regulującego jej budowę, wzrost zaś zależy wyłącznie od wybranej przez nas rasy,
- a także to, że gdy osiągniemy kolejny poziom zostaniemy o tym powiadomieni, a nasze menu umiejętności zmienia się w menu awansu. Kiedy je wykorzystamy zależy wyłącznie od nas.

Ostatnią rzeczą jakiej dowiedzieć mogliśmy się z Twittera jest to, że na początku przyszłego tygodnia - o ile nie pojawią się żadne problemy - udostępniony zostanie gameplay w jakości HD.

Nie tylko słowa Hinesa budziły kontrowersje - dowiedzieliśmy się bowiem ostatnio, że pierwsze dwa (a być może i kolejne) DLC do Skyrim będą dostępne dla posiadaczy X-boxów o 30 dni wcześniej , niż dla osób korzystających z PC czy PS3.

W Skyrim pojawić ma się nowy system patchowania , umożliwiający ekipie na błyskawiczne łatanie błędów, które skorygować można niewielkimi zmianami w tabelach danych gry. Większe błędy wymagać będą tradycyjnych patchy. Sama gra ma być jednak o wiele bardziej dopracowana niż wcześniejsze tytuły studia.

W czasie Penny Arcade Expo gracze mieli możliwość przetestowania gry - i choć czas zabawy był ściśle ograniczony, relacje kilku osób, które skorzystały z tej możliwości pozwoliły nam na poznanie pewnych nowych informacji:

- wytrzymałość jest o wiele ważniejsza niż w Oblivionie - w czasie walki czy sprintu szybko ją zużywamy, a jej brak nie tylko uniemożliwia nam wykonywanie ataków specjalnych, ale i sprawia, że zwykłymi ciosami zadajemy mniej obrażeń,
- poznaliśmy specjalne zdolności niektórych ras: Argonianie zyskali przyspieszoną regenerację zdrowia, Khajiici zadają większe obrażenia w walce bez broni a Nordowie dysponują Okrzykiem Bojowym,
- jeden z krzyków ma umożliwiać okiełznanie zwierząt (Animal Allegiance),
- w grze pojawi się wiele rodzajów ryb - nawet osoby grające zaledwie kilka minut mówiły o tym, że złapały ich co najmniej kilka,
- Błędne Ogniki mają teraz postać zwiewnych, eterycznych kobiet,
- na jednym z ekranów ładowania była mowa o wiedźmokrukach (hagraven), okrutnych hybrydach kobiet i ptaków,
- poznaliśmy efekty kilku perków: zwiększenie szansy na krytyk gdy korzystamy z łuku (zdaje się, że tego typu perki istnieją dla każdej z umiejętności związanych z orężem), o wiele większa szansa na oszołomienie celu gdy łączymy zaklęcia i wyciszenie naszych kroków przy skradaniu się,
- tarcza jest teraz zaklęciem podtrzymywanym, tworzącym przed naszą postacią okrągłą barierę ochronną,
- w chłodniejszych obszarach nasza postać ma drżeć z zimna.
- w skyrimskich jaskiniach natkniemy się na wampiry i wilkołaki,
- DLC będą czymś pomiędzy Shivering Isles i Point Lookout zarówno jeśli chodzi o ich wielkość, jak i cenę. Samych dodatków ma być mniej, ale będą wyższej jakości.
- każde z dużych miast czymś się wyróżnia: Whiterun ma problemy z wiedźmami, Solitude jest dużym portem, Windhelm to dawna stolica, Winterhold jest bardzo bogatym miastem a w Markath Side ludzie studiują Głos.
- Jedną z nowości w grze jest to, że po pozbyciu się wszystkich nieprzyjaciół w jakiejś lokacji zostaje ona oznaczona jako "oczyszczona", dzięki czemu nie musimy się zastanawiać, czy w tej jaskini już byliśmy, czy też może jeszcze nie,
- Falkreath jest miastem mocno zmilitaryzowanym - wyrosło wokół dawnego fortu.
- W grze będziemy mogli dołączyć do Cesarskiego Legionu,
- Jednym z przeciwników będą Spriggany - dysponujące magicznym atakiem,
- specjalne cechy Argonian to: Skóra Histów (odporność na choroby 50%), zaklęcie przyspieszające regenerację zdrowia, oddychanie w wodzie,
- Nowym efektem dostępnym dla zaklętych przedmiotów jest obniżanie kosztów rzucania zaklęć z konkretnej szkoły o pewien procent (Żelazna zbroja pomniejszej iluzji sprawia, że na te czary zużywamy o 12% mniej many).
- jednym z materiałów związanych z craftingiem będzie korund - choć raczej będzie metalem, nie kryształem (pojawia się bowiem w formie sztabek),
- konie które ukradliśmy uciekają od nas,
- nekromanci mogą ożywiać nie tylko ludzi, ale także i zwierzęta,
- Spriggany mogą się leczyć - a nawet regenerować po śmierci.
klawisz F domyślnie odpowiada za oznaczanie przedmiotów jako "ulubione", te z kolei przypisać możemy klawiszom numerycznym
gra dokonoju autosave'a co 5 do 15 minut
gra wyposażona jest w dynamiczny system odtwarzania muzyki - jej głośność zależy także od tego, co dzieje się na ekranie,
wydajność ma być niezwykła, biorąc pod uwagę brak optymalizacji wersji testowanej (choć wziąć pod uwagę należy, na jakim sprzęcie odbywały się testy: Core i7-980X, 6GB RAM, GeForce GTX 470 (rozdzielczość 1680x1050), dysk 7200RPM),
zużycie kondycji w czasie sprintu zależne jest od ciężaru naszej zbroi,
towarzyszom możemy rozkazać np. zaatakowanie konkretnego strażnika, otwarcie wybranych przez nas drzwi czy kradzież danego przedmiotu, nie zawsze wykonają oni te polecenia - każdy ma własną moralność i mogą nam odmówić,
jeśli przejdziemy w tryb skradania, nasi towarzysze także zaczną się skradać - nawet jeśli zostaną wykryci, my możemy dalej pozostać niezauważonymi,
w im wyższe obszary gór wejdziemy, tym silniejszych przeciwników napotkamy,
wampiry (tradycyjnie) zarażają nas chorobą, która - nieleczona - wywoła naszą przemianę,
Strażnicy Stendarra mogą wyleczyć nas z chorób całkiem za darmo,
awansowanie w czasie walki przywróci nam pełnię sił - to w pełni świadomy wybór twórców, jak mówi Todd "Szybko uczysz się, by czekać z awansem aż będziesz ledwo żywy. Działa to jak super mikstura."
jeśli ciała wrogów trafią do rzeki, woda niesie je z nurtem, a one same obracają się w niej,
zabicie losowego NPC nie wystarczy do tego, by zainteresowało się nami Mroczne Bractwo (ale o tym więcej dalej),
po aresztowaniu w Whiterun trafimy do lochów Dragonsreach
popularnym tematem rozmów w Whiterun jest konflikt między Burzowymi Płaszczami i Dziećmi Bitwy (Battle-Born),
pomniejsze zadania (typu przynieś-wynieś-pozamiataj) notowane są w osobnej zakładce dziennika,
zmiana poziomu trudności wpływa wyłącznie na siłę przeciwników - łupy i szybkość awansu pozostają niezmienione.
mikstury tworzymy tak jak dotąd - z dwóch lub więcej składników. Nowością jest fakt, że łącząc je nie wiemy, jaki dadzą nam efekt - i czy w ogóle jakiś dadzą - dowiadujemy się tego po fakcie. Podstawowy efekt (lub dwa - jeśli mamy odpowiedni perk) możemy poznać kosztując danego składnika, pozostałe poznamy wyłącznie metodą prób i błędów,
im wyższy poziom umiejętności tym trudniej ją rozwinąć, ale jednocześnie w większym stopniu wpływa ona na tempo zdobywania poziomów przez naszego bohatera
do trzech znanych z poprzednich gier sposobów na przekonanie NPC do nas (zastraszenia, perswazji i łapówki) dołączyła możliwość walki na pięści - wygrana zaowocuje zyskaniem nowych informacji. Sam pojedynek nie jest groźny dla naszego zdrowia - chyba, że sięgniemy po oręż. Wtedy starcie przeradza się w normalną walkę, z wszystkimi jej konsekwencjami (rany, śmierć czy grzywna),
w grze pojawią się trenerzy pomagający rozwinąć nasze umiejętności, choć ich liczba ma nie być zbyt wielka,
z im cięższej broni korzystamy, tym szybciej zużywamy wytrzymałość i wolniej poruszamy się,
tarcze można dzierżyć jedynie w lewej ręce,
w gospodach znajdziemy najemników skłonnych walczyć dla nas za pewną opłatą,
NPC którzy są z nami zaprzyjaźnieni mogą pozwolić zabrać nam jakieś drobiazgi ze swojego ekwipunku - co traktują jako podarowanie nam prezentu a nawet towarzyszyć nam w naszych podróżach,
towarzyszom możemy wydać następujące rozkazy:

- zaatakowanie wroga
- otwarcie zamkniętych drzwi lub pojemnika
- podniesienie jakiegoś przedmiotu
- użycie jakiegoś obiektu znajdującego się w świecie gry (np. dźwigni)
- oczekiwanie w konkretnym miejscu

jednocześnie pamiętać musimy, że nie wszystkim możemy rozkazywać - a nawet jeśli dany NPC przyjmuje od nas rozkazy, pewne rzeczy mogą leżeć poza jego możliwościami,
pamiętać trzeba też, że popełniane przez naszych kompanów przestępstwa obciążają nasze konto,
w czasie gry pojawić się mają okazje do zdobycia kilku unikalnych mocy (mechanicznie podobnych do tych, z którymi startuje każda z ras),
pomiędzy kolejnymi użyciami Smoczego Zewu musimy chwilę odczekać - w tym czasie nasz kompas będzie błyskał; gdy przestanie, będziemy wiedzieć, że znów możemy wykorzystać Zew,
na sukces w skradaniu się wpływa kilka czynników

- linia wzroku - czyli to, czy jakiś przeciwnik teoretycznie mógłby nas zobaczyć
- oświetlenie - im ciemniej, tym lepiej
- tempo poruszania się - w biegu o wiele ciężej pozostać niezauważonym
- powodowany przez nas hałas - ciężki pancerz i broń dwuręczna znacząco utrudniają skradanie się, broń jednoręczna jest o wiele mniej uciążliwa (a sztylety są całkowicie "bezszelestne", rzucanie zaklęć zdecydowanie zwraca na nas uwagę (i dźwiękiem, i światłem)

przeciwnicy będą reagować na dźwięki aktywowanych pułapek czy strzał uderzających w jakiś obiekt - co można wykorzystać przeciwko nim,
w menu głównym pojawi się dodatkowa opcja, w której zapoznać będziemy się mogli z dostępnymi dla nas DLC,
w dzienniku pojawi się zakładka "pozostałe", w której gromadzone będą informacje mogące nas doprowadzić do nowych zadań, miejsc czy przedmiotów,
na mapie będziemy mogli ustawić własne znaczniki,
ekwipunek będzie zawierał następujące zakładki: wszystko, broń, ubiór, mikstury, ingrediencje, księgi, żywność, klucze, pozostałe,
przedmioty w nie należących do nas skrzyniach potrafią zniknąć (jednym ze sposobów na uniknięcie tego jest kupienie własnego domu),
księgi zaklęć znikają po użyciu.

Jak widać jest na co czekać ;)

21.10.2011 14:19
👍
odpowiedz
WerterPL
67

Kosmos to bardzo niezbadane miejsce. Przekonali się o tym ludzi z załogi Ishimury jak i gracze, którzy kierowali Isaaciem Clarkiem. Zagłębmy się w mroczne, pełne krwi i śmierci zakamarki statku Ishimura. Przekonajmy się, co się tam stało i odpowiedzmy wreszcie na pytanie – Czy jesteśmy sami we wszechświecie?

Zagubieni w Kosmosie – Fabuła
Muszę przyznać, że fabularnie Dead Space bardzo mi się spodobał. Wiele wątków jest całkiem oryginalnych i zaskakujących. Tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z grą, radzę wcześniej obejrzeć film animowany Dead Space: Downfall. Wiernie ukazuje nam wydarzenia tuż przed akcją gry i tragedię Ishimury. Fabuła w skrócie prezentuje się następująco – Ludzie pod dowództwem kapitana Mathiusa, na nieznanej planecie dokonują odkrycia niezwykłego artefaktu, zwanego „Znakiem”. Wierni „Kościołowi” twierdzą, że pochodzi on od samego Boga i zabierają na statek. Od tego momentu dzieją się niepokojące rzeczy. Ludzie tracą głowę, popadają w paranoję, widzą tajemnicze wizje i wreszcie, zaczynają umierać w tajemniczy (mówiąc konkretniej, krwawy) sposób.
Wkrótce na pokład dostaje się obca forma życia, która przemienia martwe ciała w straszliwie zdeformowane, krwiożercze istoty - Nekromorfy. Te bardzo szybko opanowują statek i masakrują załogę. Sygnał SOS Ishimury odbiera Kellion - niewielki statek kosmiczny, na którego pokładzie znajduje się grupa ratunkowa. W jej skład wchodzi inżynier Isaac Clarke, którym to przyjdzie nam pokierować w czasie gry.
Fabuła wyraźnie jest inspirowana klasykami jak „Obcy”, jednak posiada bardzo wiele oryginalnych wątków. Bohater przemierzając niebezpieczny statek, sam odczuwa to, co odczuwali ludzie z Ishimury, jego głowę zaprząta myśl o dziewczynie a prawa ręka, co chwila kieruje broń w stronę potwornych istot. Z czasem pojawią się nowe pytania i tajemnice, np. kto tak naprawdę jest przyjacielem? Ale tego dowiecie się już z gry ;) Na drodze do przejścia jest 12 rozdziałów, co czyni grę dosyć długą jak na dzisiejsze tytuły.

Obcy pasażer Ishimury – Przeciwnicy
Wygląd Nekromorfów stoi na naprawdę wysokim poziomie. Zmutowane i mocno zdeformowane ciała ludzkie, przeistoczyły się potwory, jakie nie śniło nam się zobaczyć. Kończyny zastąpiły ostrza i macki a skórę lśniąca powłoka przypominająca pancerz. Potwory można rozróżnić. Poza zwykłymi, najpopularniejszymi mutacjami cywili, zobaczymy jeszcze zmutowanych żołnierzy, latające płaszczki, które zmieniają zwłoki w kolejne hybrydy, grube Pregnanty, które w swoich brzuchach chowają następne potwory, a nawet zmutowane niemowlęta ludzkie, z mackami wyrastającymi z pleców. Monstra są bardzo zróżnicowane i ich wygląd przyciąga uwagę. Mogą nawet wprowadzić w pułapkę, poprzez krzyki o pomoc czy udawanie martwych. Co ciekawe zabicie ich nie idzie starym schematem typu – rozwal głowę czy wpakuj tonę ołowiu w ciało. Te potwory zabijać należy przez odcięcie ich kończyn. Większość z nich po czymś takim padnie ostatecznie, ale zdarzają się również takie, których części ciała ożyją i wciąż będą stać nam na drodze. Trafimy na bardzo różne bestie, ale więcej smaczków zdradzać nie będę.
Idąc korytarzami średnio trafiamy na 1-2 okazy mutantów, jednak mogą się zdarzyć skrajne przypadki, że rzuci się na nas nawet 8 jednocześnie. Najlepszym lekarstwem są na to odpowiednie bronie np. piła plazmowa czy rozpruwacz podobny do pił tarczowych. Każda broń ma alternatywne możliwości, a jeżeli powalimy wciąż żywego wroga na ziemię, możemy go wykończyć ciężkim stąpnięciem na jego łbie ;) Isaac mimo, że jest inżynierem, broni się jak zawodowy komandos. Poza bronią i atakami wręcz Isaac może również użyć czegoś na wzór telekinezy jak i spowolnić wroga lub jakieś urządzenie, co często niezbędne jest do pchnięcia fabuły. Np. Musimy przesunąć platformę przez wentylator. Musimy wtedy spowolnić go mocą a następnie telekinezą korzystać z okazji i przesunąć platformę.

Słyszałeś? Widziałeś!? – Grafika i Dźwięk
Grafika statku, postaci, efektów to jedna z najmocniejszych stron Dead Space. Momentami może jest zbyt jasny, ale wiernie ukazuje statek opanowany przez bezlitosne istoty. Wszystko jest zniszczone, światła mrugają, połowa statku obryzgana jest krwią i przysypana kawałkami ciał. Narzędzia i przedmioty porozrzucane są w nieładzie, szyby powybijane a gdzieniegdzie wyłączona jest grawitacja. Już od momentu wejścia na pokład statku, można gołym okiem stwierdzić, że coś strasznego się tu stało i że raczej nikt nie przeżył. Są jednak pozytywne strony. Na swojej drodze poza potworami, trafiamy też na skrytki o skrzynki z amunicją, węzłami do ulepszania, pieniędzmi, cennymi rzeczami i oczywiście medykamentami. Zbieramy też dzienniki, które często pokazują nam urywki i nagrania załogi, opisującej tragedię Ishimury. Co chwila trafiamy na magazyny, gdzie możemy dokonać zakupu nowych broni (o ile znaleźliśmy schemat) albo podnieść poziom pancerza, co daje nam większą wytrzymałość i więcej miejsc w ekwipunku. No i oczywiście nowy wygląd. Są jeszcze warsztaty, które pozwalają nam dzięki węzłom ulepszyć moc, broń, pancerz itp. Daje to bonusy jak większe obrażenia, szybsze przeładowanie, pojemniejszy magazynek czy dłuższy pasek życia. Życie symbolizuje biały, świecący przewód na naszych plecach, co wg. mnie jest lepsze niż interface.

Drugim aspektem jest dźwięk. Muzyka stoi na całkiem przyzwoitym poziomie, ale to dźwięki otoczenia budują prawdziwy klimat. Słyszymy tajemnicze skrzypienie, odległe krzyki, szepty czy płacz i nie do końca jesteśmy pewni, czy to głosy ocalałych, czy wciągających nas w pułapkę potworów, a może to wszystko tylko w naszej głowie? Najmniejszy odgłos spadającej puszki budzi lekki niepokój a ryki potworów pozostają w pamięci.

Strachy na Lachy – Czy gra jest straszna?
Na pewno mogę ją śmiało zaliczyć do survival horrorów, no bo do przygotówek byłoby ciężko. Gra ma wciągającą fabułę i niejeden wątek, którego byśmy się nie spodziewali. Ale mówiąc szczerze – czy jest ona przerażająca? Wg. mnie nie za bardzo. Owszem było kilka momentów, że się wzdrygnąłem, ale szybko odzyskiwałem zimną krew i stawałem do boju. Gra mnie nie przeraziła jak np. Blair Witch Projekt: Rustin Parr, czy legendy jak „Penumbra” i „Amnesia: Mroczny Obłęd”.
W Amnesii dla przykładu non-stop szedłem małymi kroczkami, mając oczy dookoła głowy, uszy wytężone do granic i duszę na ramieniu. Każde drzwi otwierałem bardzo powoli, rozglądałem się 3 razy po całym pokoju, zanim odważyłem się wejść. Bez przerwy modliłem się, żeby nikogo nie spotkać, a jak już wpadłem na potwora to chowałem się w kąt i cały dygotałem, albo ukryty w szafie szalałem z przerażenia, żeby tylko mnie nie znalazł. Musiałem nawet robić kilkugodzinne przerwy od gry, żeby pozbierać myśli. Tutaj tak nie jest. W Dead Space poruszałem się odważnie i pewnie. Gra mnie wciągała i chciałem iść dalej. Wchodziłem do pokoi i od razu kierowałem się do skrzynek, nie patrząc czy nic nie stoi w przeciwnym rogu. Do potworów szybko się przyzwyczaiłem i co dziwne jak na grę horrorowatą – OCZEKIWAŁEM aż się pojawią! Tak jest. W Penumbrze czy Amnesii wystarczyło, że pojawił się jeden potwór w ciemnym korytarzu i wyłączałem grę. A tutaj widząc zgraję mutantów cieszyłem się, bo wiedziałem, że dostanę za nie dużo kredytów i amunicji. W Dead Space bez problemu grałem w nocy, czego bym w przypadku Amnesia: Mroczny Obłęd nie zrobił, choćby mnie pejczami biczowano i przypalano stopy. Tutaj zabijanie potworów traktowałem rozrywkowo i nie bałem się nawet jak mnie dopadały. Dlatego muszę powiedzieć, że Dead Space mimo bycia naprawdę dobrą grą o wspaniałym klimacie, jednak nie straszy prawie wcale.

Śmieci w kosmosie – Wady
-Tutaj za mocno się raczej nie rozpiszę, bo poza wyżej wymienioną, Dead Space to naprawdę genialna gra. Jedyne, co może wkurzać, to bohater, który przez całą grę się nie odzywa. Jest to dla mnie najbardziej lamerska rzecz, jaką można robić w grach. Człowieku, trafiłeś na niebezpieczne istoty z kosmosu, walczysz o życie, wszędzie krew. Nawet tego nie skomentujesz!? Dobrze, że przynajmniej można oglądać jego twarz na początku i końcu.
-Kolejna rzecz denerwująca, to drobne niezgodności z filmem. Dla przykładu Znak w filmie miał pewne oddziaływanie na potwory, a w grze nie wiem, czemu już nie ma na nie w ogóle wpływu. I nawet tego nie wyjaśnili. Podobnie jak losu jednej z występujących w grze postaci, ale tu szczegółów nie podam.
-No i niestety najpoważniejszy grzech gry to, że jest ona za łatwa. Tak, gra przez większość czasu nie sprawia żadnych trudności. Nawet walki z bossami są banalne, wystarczy tylko refleks. Nigdy nie lubiłem gier przesadnie trudnych, bo jak gram to nie mam zamiaru się wkurzać przez cały czas jej trwania, ale Dead Space momentami był po prostu zbyt łatwy i to w takich momentach, gdy spodziewasz się większego wyzwania.
-Jeszcze na koniec powiem, że kamera chyba jest trochę za blisko bohatera, bo ten momentami 3/4 ekranu zasłania, ale można się przyzwyczaić.

Jasna strona mocy – Podsumowanie
Dead Space to naprawdę dobra gra. Nie za krótka, nie za długa z oryginalnym pomysłem na przeciwników, tajemniczą fabułą, genialnymi lokacjami i wieloma zwrotami akcji. Jest to też jedna z naprawdę nielicznych gier, która ukazuje, co może się stać przez chorych fanatyków religijnych, którzy nawet w najbrutalniejszej śmierci ludzi widzą dzieło Boże. Od razu przypomnieli mi się obrońcy krzyża i inni pseudowierzący, którym niczego się nie da logicznie wytłumaczyć, a wystarczy powiedzieć – „Zrób to, bo Bóg tak chce”, a oni będą gotowi nawet sprowadzić zagładę na własną planetę. Moja ocena Dead Space to mocne 8/10. Nie przestraszyła mnie, tak jak miała założenie, ale naprawdę dobrze spędziłem przy niej czas i zobaczyłem bardzo ciekawą historię Isaaca Clarke’a i koszmar załogi statku Ishimura. Wkrótce biorę się za Dead Space 2, bo bardzo chcę poznać dalsze losy dzielnego inżyniera. Zobaczymy, może przerazi mnie tym razem ;)

Przyznaję to z bólem, ale EA Games - Komerching Everything potrafi jednak raz na dekadę zrobić porządną grę.

20.10.2011 14:48
odpowiedz
WerterPL
67

Moim zdaniem nie będzie źle, bo już chyba gorszego gówna niż Max Payne Film się zrobić nie da. Poprzekręcane dosłownie wszystko, a wspólne tylko imiona i nazwa Valkiria. Najbardziej mnie wkur**ła Mona Rosjanka, Lisa Punchinello - puszczalska, klubowa laska i BB jako główny wróg. Wali mnie, że psuję komuś zakończenie. Im mniej osób obejrzy ten syf tym lepiej. Już film-teledysk "Max Payne - Hero" był 100 razy lepszy, bo przynajmniej przez cały seans pamiętałem, że oglądam Maxa Payne'a. W tym z 2008 non-stop o tym zapominałem. Dziesiątki osób pominięto, takie jak Gognitti, Punchinello czy Rico Muerte a Nicole Horne sobie po prostu limuzyną jeździ i właściwie nic do filmu nie wnosi. Bullet-time jeden na cały film i to w dodatku w scenie totalnie beznadziejnej a cała fabuła jedyne co ma wspólnego z grą to stację Roscoe Street. Reszta wszystkim się różni. Kur*a ludzie nauczcie się wreszcie, co oznacza termin EKRANIZACJA! To oznacza przeniesienie książki/gry na ekran z zachowaniem tej samej fabuły i bohaterów. Można coś od siebie dodać, a nie robić wszystko po swojemu, żerując na genialnym tytule, żeby kasę zedrzeć z fanów. Bo tak ten grubas, który to wyreżyserował zrobił! Jeszcze trochę i będziemy szli do kina na film reklamowany jako "Ekranizacja Krzyżaków" a będzie się dział w czasie I wojny światowej i będzie przedstawiał losy dwóch żołnierzy o imionach Zbyszko i Maćko. Na tej samej zasadzie zrobiony jest Max Payne i wszystkie inne gówniane ekranizacje dobrych gier. Nawet niezły byłby Hitman, ale oczywiście nie mogli się powstrzymać od wprowadzenia do filmu pier****nego wątku miłosnego! Miłosny wątek w filmie o zimnym zabójcy, LUDZIE!!!

A co do gry Max Payne 3 to uważam, że zapowiada się ciekawie. Zmienili na szczęście ten wygląd bohatera i pokazują go w skrajnym wyczerpaniu psychicznym. Jak dla mnie zapowiedź całkiem ciekawa, mimo że już nie ma tego mroku jak w 1 i 2. No ale nie jestem graczem, który wiecznie by chciał to samo, ani takim, który stawia ocenę przed premierą. Poczekamy, zobaczymy ;)

17.10.2011 19:35
odpowiedz
WerterPL
67

Taka firma jak EA, co myśli jedynie o zżeraniu kasy zrobi wszystko, żeby tylko każdy grosz wyciągnąć. Szkoda cholera, że wychodzą z dołka, bo każdego dnia mam nadzieję, że ta chodząca komercja się rozsypie -.- Albo przynajmniej znajdą się w takiej sytuacji, że zaczną wydawać dobre gry. A co do Fify, to doskonała strategia - "Jak wydawać każdego roku to samo gówno, jedynie z poprawioną lekko grafiką, a zarabiać na tym grube kokosy". Serio, Fifa 10 to powinien być patch do 09, bo prawie niczym się nie różniło.

16.10.2011 08:48
odpowiedz
WerterPL
67

Ja tylko chcę, żeby na powrót były Zombie, a nie jacyś zarażeni z kosami w łapach i mordami Predatora. Resident Evil to Zombie, dlatego pierwsze 3 części były naprawdę genialne. 4 i 5 były dobre, ale TYLKO dobre. O filmach już nie mówię, bo to była katastrofa na całej linii. O ile jedynka jeszcze była całkiem dobra, to reszta przez tą beznadziejną Alice z mocami bogów i sztukami walki zepsuła cały klimat RE. Co z tego, że leci całe niebo zarażonych kruków, skoro Alice tylko rękę uniesie i zmiecie wszystkie naraz.... -.- Jeżeli komuś takie coś się podoba, to znaczy, że z serią RE się chyba tylko otarł a nigdy nie zagłębił...

08.10.2011 09:19
👍
odpowiedz
WerterPL
67

John Tanner powraca. Czy po dosyć kiepskiej akcji z Driv3ra odzyska jeszcze uznanie swoich przełożonych? Okazuje się, że wigor nadal tkwi w tym mistrzu kierownicy. A to za sprawą najnowszego Drivera – San Francisco.

Wracamy do akcji, partnerze
6 miesięcy po wydarzeniach z Istanbulu. John Tanner przeżył wybuch, a Jericho trafił za kratki. Jednak nie wszystko jest takie proste jak się wydaje i przestępca zostaje spiskiem uwolniony. Tanner chcąc go powstrzymać ma wypadek z ciężarówką, przez co zapada w śpiączkę. Od teraz cała akcja z poszukiwaniem swojego Nemezis dzieje się w głowie detektywa. Posiada on nową zdolność, zwaną „Skokiem”, która pozwala mu przeistoczyć się w kierowcę dowolnego pojazdu. Cel pozostał jednak ten sam – Dopaść Jericho.
Fabuła, mimo że wydaje się lekko dziwaczna, okazuje się, że jest naprawdę mocną stroną gry. Nie zawiodła mnie ani trochę i świetnie się przy niej bawiłem. Cała akcja jest snem Tannera, więc nie zdziwcie się , jak zobaczycie naprawdę dziwne zjawiska. Wątek rozbudowuje się z chwili na chwilę i prowadzi do całkiem dobrego zakończenia. Większość recenzentów narzekało na zakończenie, ale mi nawet całkiem przypadło do gustu. Chociażby, dlatego że nie jest to zakończenie z rodzaju – „Chcesz poznać koniec? To poczekaj na następną część, która już za 3 lata”, bo takich zakończeń po prostu nie znoszę.
W Driverze San Francisco zaaplikowano również coś, co nieczęsto zdarza się w grach. Aby kontynuować wątek główny, trzeba koniecznie zaliczyć kilka zadań pobocznych. A tych jest naprawdę ogromna liczba. Przejście wątku głównego i jedynie potrzebnych zadań zajęło mi ponad 11 godzin, a nie było to chyba nawet 15% wszystkich zadań, jakie są dostępne w grze. Twórcy odwalili kawał profesjonalnej roboty pod tym względem :) Będziemy śledzić rozmowę z porywaczem, doprowadzać do zawału instruktora nauki jazdy, śledzić dwóch japońskich studentów, zarabiających na studia wyścigami albo nawet uczestniczyć jako policja w akcji rodem z „Need For Speed: Hot Pursuit”.

PS: Nie wiem czy to moja wyobraźnia, ale mam wrażenie, że John Tanner bardzo wyglądem przypomina Sama Fishera z najnowszego Splinter Cell: Conviction. Taka ciekawostka ;)

Jestem panem swoich myśli - Shift
Muszę przyznać, że gdy usłyszałem o tym trybie, to myślałem, że wyrzygam wnętrzności. Byłem do tego pomysłu nastawiony skrajnie negatywnie i nieraz wyzwałem twórców od debili, ale na szczęście grubo się pomyliłem :) System pozwala nam na bardzo spektakularne akcje i został świetnie wpasowany w grę. Tanner może obserwować miasto z góry, wcielać się w inne samochody i zmuszać je do zwariowanych manewrów. Możemy np. gdy nie możemy dogonić jakiegoś wroga, to wcielamy się w jakiś odległy pojazd z przeciwka i po prostu zaliczamy z wrogiem czołówkę. Przydałoby się to w prawdziwym życiu :p
Poza Skokiem, Tanner może w swoim śnie również dać przyśpieszenie. Coś jak nitro, ale szczerze to nie widać za bardzo tej różnicy w prędkości jak to było w NFS. Jeszcze dosyć ciekawą opcją jest taranowanie wroga. Jak przytrzymamy przycisk, to samochód Johna zacznie jakby palenie gum, by po chwili ostrym zrywem wystrzelić do przodu i zadać poważne zniszczenia innemu pojazdowi.
Warto dodać, że Tanner wcielając się w innego kierowcę, dla pasażerów wygląda tak jak postać, w jaką się wcielił. Daje to często zabawne efekty, gdy pasażerowie mówią – „Nie poznaję cię. Kiedy nauczyłeś się tak dobrze jeździć?”.

Fani czterech kółek
Tutaj jestem Ubisoft’owi naprawdę gotowy dać owację na stojąco. Samochodów jest całkiem sporo, dobrze się je prowadzi, wnętrza wykonane są bardzo szczegółowo i CO NAJWAŻNIEJSZE odwzorowane są wszystkie animacje zachowania za kółkiem. Drobiazg, ale dla mnie bardzo ważny. Tanner kręci kierownicą zmieniając ułożenie rąk, sięga prawą ręką do skrzyni biegów, naciska klakson i zmienia ułożenie ręki przy drifcie. Szkoda jedynie, że za kierownicą możemy spojrzeć tylko w lewo, prawo i do tyłu, bo odwzorowanie samochodów aż się prosi o pełną swobodę rozglądania się we wnętrzu pojazdu.
Co do samych aut to nie ma na co narzekać. Jest mnóstwo sportowych, terenowych, ciężarowych czy nawet starych i malutkich. Oczywiście „oryginalny” Tanner porusza się tylko w swoim legendarnym Dodge Challengerze z lat 70-tch, ale jak można wywnioskować po jego wypowiedziach, uwielbia też te najnowsze. Jak przeniesiemy się Shiftem do drogiego, sportowego wozu, to może się zdarzyć, że John powie np. „Extra. To dopiero wóz!”
Co do prowadzenia tych samochodów, to jak dla mnie jest ona naprawdę świetna. Fizyka nie dorównuje tej legendarnej, jaka była w pierwszej części Mafii, ale wg. Mnie jest idealna do takiej gry. Nie za trudna, nie za łatwa. Nienawidziłem za to Need For Speed: Shift, że tam EA Games sobie z góry wymyśliło nastawienie na kierownicę, a na klawiaturze kompletnie nie dało się kierować samochodem, tak żeby w poślizg nie wpaść. Tutaj samochód zachowuje cię bardzo dobrze i jazda nie wywołuje frustracji. Warto również dodać, że to jest chyba jedyna gra w mojej karierze, którą całą przeszedłem na widoku zza kierownicy. Wg. mnie jest najfajniejszy, bo możemy poczuć się jak prawdziwy kierowca, a na dodatek nacieszyć oko ładnie wykonanym wnętrzem samochodu, z licznikami włącznie. Szkoda tylko, że kierunkowskazów nie ma :p
Same misje są o tyle wciągające, że czasem nawet zapominałem, że jest możliwość swobodnej jazdy po mieście. Jak tylko się kończyła natychmiast chciałem następną. Czułem się czasem jak Frank Martin – bohater mojej ulubionej serii filmów „Transporter”. I z tej strony twórcy dostają ode mnie naprawdę dużą pochwałę.

Nowy lakier – Grafika
Widok trójwymiarowego San Francisco robi wrażenie. Nie tylko jest to naprawdę gigantyczne miasto do zwiedzania, ale również grafika stoi na przyzwoitym poziomie. Nie jest może jakaś genialna, ale wystarczająca, żeby cieszyć oko. Jeżeli preferujecie widok kamery zza samochodu, to nacieszycie również się ładnymi odbiciami słońca od lakieru wozu. Pozwolę sobie pochwalić grafikę Drivera w stosunku do tej z GTA IV. W Driverze wszystko szczegółowo widać nawet z daleka i nie ma żadnych dziwnych zjawisk z tym związanych. Do tej pory pamiętam z GTA IV te doczytywania się tekstur na moich oczach czy ziarniste cienie, które wyglądały tak żałośnie, że nie da się opisać. W Driverze takich problemów nie ma. Jestem człowiekiem o bardzo niskich wymaganiach graficznych, więc nie mam tu nic do zarzucenia.

Włącz radio – Dźwięk
Utwory zawarte w grze bardzo przypadły mi do gustu. Tutaj to ciężko mnie rozczarować, bo jestem raczej człowiekiem lubiącym niemal każdy gatunek ;P Nie ma się co za bardzo rozpisywać o muzyce. Trzeba samemu jej posłuchać i sobie ocenić, ale jak dla mnie bardzo pasuje do tej gry. Dynamiczna i wpadająca w ucho.
Pozostałe dźwięki również robią wrażenie, jak piski opon, uderzenia o inne samochody, tłuczone szkło i krzyki przechodniów, których tradycyjnie nie da się rozjechać, bo zawsze uciekną :p Jedyne co mam chyba do zarzucenia, to że dźwięki silników chyba są trochę za ciche. Może to dlatego, że bardzo przyzwyczaiłem się do silników diesla, ale w tym wypadku to już moja wina :p

A gdzie moje BMW!? – Wady
Po zachwytach czas na wady. Właściwie przyszły mi do głowy tylko 3, w tym jedna wyłącznie moja osobista.

- Nie ma BMW. Tak jest, w całej grze nie natrafimy na ani jeden model BMW, a to moja ulubiona marka i nie obchodzi mnie, że w Polsce sobie ją upodobali dresiarze. To jedne z najlepszych samochodów i trochę mnie zabolało, że nie mogłem zasiąść za kółkiem któregoś w tej grze, no ale pozostaje czekać aż twórcy modów wezmą sprawy w swoje ręce ;)

- Garaże. Tak, w tej grze można kupować garaże. Za niebezpieczne manewry i wykonywanie zadań dostajemy punkty adrenaliny, które przeznaczamy jak pieniądze na zakup garaży, samochodów, ulepszeń itp. Dlaczego więc zaliczyłem to do wad? Bo tak naprawdę w ogóle nie musiałem tego używać. Zrobione są raczej jako bajer, ale podczas gry całkowicie zapomniałem o ich istnieniu. O ile ulepszenia to jeszcze całkiem fajna rzecz, to kupowanie aut wg. mnie mija się z celem.

- Najgorsza wada! Ucieczki przed policją. O ile same w sobie są naprawdę dynamiczne, to mają jedną wadę, która doprowadzała mnie do czerwoności. Kiedy uciekniesz na tyle, że wyjdziesz z czerwonej strefy poszukiwań, masz 10 sekund, żeby zgubić policję. Jednak wtedy to czasem prawie niewykonalne, bo nagle dostają jakiegoś kopa, że w chwili cię dogonią i to tak jakby jechali po czystych szynach. Zakręty pokonują niemal bez fizyki i nie wpadają w poślizgi. Jeszcze to cholerstwo, że jak wyjedziemy na skrzyżowanie, to często palant jadący z równorzędnej ci stanie przed maską. No bo przecież tak by się każdy kierowca zachował, jakby pędziło na niego auto, prawda? Straciłem przez to mnóstwo nerwów i tutaj Ubisoft dostanie kopa. I nie obchodzą mnie najgłupsze argumenty – „Jak gra taka trudna to dobrze”. Może ktoś jest takim masochistą, że wkurzanie się na siłę przy grze powoduje u niego ejakulację, ale dla mnie z gry ma być czerpana przyjemność a nie nerwy. Generalnie same pościgi i ucieczki oceniam bardzo dobrze, ale za tą akcję, że w momencie gubienia policji dostają szyny i super Speeda, to mam nadzieję, że twórca tego już miał kastrację zardzewiałym sekatorem, żeby w przyszłości nie spłodził takich debili jak on sam. Jeszcze dodam, że oczywiście jak była misja, że muszę kilka radiowozów doprowadzić w jedno miejsce, to o dziwo bardzo łatwo było ich zgubić.

Wszystkie płyny na poziomie – podsumowanie
„Driver – San Francisco” to naprawdę udana gra. Wg. mnie zmazała plamę na honorze po Driv3rze. Fabuła wciąga i jest naprawdę długa, jazda sprawia wielką frajdę, akcji nie brakuje i postarano się o niemal każde szczegóły. Polecam nie tylko fanom serii, ale również motoryzacji i większości gier wyścigowych. Chyba, że jesteś typowym użytkownikiem Onetu, to będziesz szanował tradycję i wszystko krytykował, ale na szczęście nikt się takimi ludźmi nie przejmuje ;) Ubisoft jest jednak w formie i zafundował nam naprawdę dobre kino akcji, w którym sami bierzemy udział.
Moja ocena całej gry to 9/10. Bardzo dobry powrót John’a Tanner’a za kierownicę. Polecam i pozdrawiam.

19.09.2011 18:17
odpowiedz
WerterPL
67

Mam zasadę, że grę recenzuję dopiero po przejściu całej, dlatego na razie nie wystawiam oceny. Ale jedną rzecz pozwolę sobie skomentować, która wg. mnie jest naprawdę dziwna. Podoba mi się bardzo odwzorowanie pojazdów ze środka, bo od dawna czekałem na grę, która będzie pokazywać jazdę samochodem jak z reala, ale ze swobodą, której brakuję Shiftom. Jednak skomentuję ten fragment fabuły, że bohater jest w śpiączce, lata nad miastem i potrafi wcielać się w cudze pojazdy, które tylko wypatrzy. Sorry, ale to chyba najgłupszy pomysł o jakim słyszałem. To już lepszy był totalnie porąbany pomysł z "Wheelman'a" gdzie bohater skakał z samochodu do drugiego. Skoro ma takie super moce teraz, to niech wcieli się w samochód Jericho, rozbije o najbliższą ścianę i problem z głowy.... Wyobrażacie sobie Franka Martina z "Transportera", który wciela się w goniące go wozy policyjne i rozbija? Ja nie wiem co jest strasznego w opcji wyjścia z samochodu, aby przejść do innego? Jak dla mnie to o wiele więcej swobody i realizmu.
No nic, czekam na nowego Drivera. Może okaże się hitem, kto wie. Na razie tylko twierdzę, że pomysł z wcielaniem się Tannera w cudze samochody jest beznadziejny. Wolałbym naprawdę odgrywać jego przeżycia a nie sny. No ale dobra, z oceną poczekam do premiery i momentu przejścia.

05.09.2011 08:11
odpowiedz
WerterPL
67

Pierwsza, najważniejsza i jedyna zasada - NIGDY nie przyłączać się do EA Games. Jak już się dorwą do jakiejś firmy to natychmiast ją rozwalą. Pozbędą się najlepszych osób, ograniczą swobodę scenarzystom do minimum i zażądają aby tytuł jaki następnie wyjdzie był z góry nastawiony na kasę. Te skurwiele kiedyś o mało nie doprowadzili do zniknięcia Assassin's Creed i Splinter Cell, bo chcieli Ubisoft wchłonąć. A sami ostatnio robią ściemę z grami na 4 godziny a za 160 zł.

31.08.2011 14:45
odpowiedz
WerterPL
67

Pewno katoliki się burzyły i gra została anulowana. Typowe -.- A wg. mnie bardzo fajny pomysł. Mogła być dobra gra, ale jak zwykle musiały jakieś orangutany zaprotestować.

17.08.2011 13:26
odpowiedz
WerterPL
67

@MultiSamuelson -> Gothic 1 (najlepszą część) zrobił zespół, który wtedy w większości składał się z ludzi w wieku 17-18 i było w nim tylko 13 osób. Więc nie wierz w pozory ;) Dzisiaj mnóstwo jest zespołów od gier, zatrudniających po 500 wykwalifikowanych i doświadczonych osób, a robią shity jakich mało.

14.08.2011 13:43
odpowiedz
WerterPL
67

Shifty to już są symulatory, czyli gry z góry nastawione na kierownicę. Nie byłoby w tym nic złego, ale tak to niech EA do każdego egzemplarza dorzuca kierownicę, najlepiej Logitecha. Wtedy będzie wszystko ok. Nie wiem po co w opcjach jest ustawienie dla każdej kierownicy i klawiatury, skoro na klawiaturze nawet wtedy gra się tragicznie. Jednak z kierownicą gra trzeba przyznać wymiata jeżeli chodzi o jazdę samochodem. Niestety to nie jest za bardzo gra dla mnie, bo ja bardziej preferuję wyścigi uliczne, ale podobają mi się bardzo utwory w tej części oraz samochody. Jest nawet moje ulubione BMW M3 E46, tylko szkoda, że nie da się go do końca przerobić na GTR ;) Oceny nie wystawiam, bo moja zasada to oceniać grę dopiero po przejściu (chyba, że jest tak tragiczna jak Gothic 3: Zmierzch bUgów), a Shift II niestety nie przeszedłem do końca. Mogę tylko powiedzieć, że jak ktoś lubi zwykłe wyścigi na zawodowym torze i jest w posiadaniu dobrej kierownicy, to będzie grą zachwycony. Jeżeli jednak ktoś zdecydowanie bardziej woli wyścigi uliczne jak Most Wanted, Carbon czy Hot Pursuit, to może być zawiedziony. No ale każdy sobie oceni wg. własnych gustów ;)

09.08.2011 10:43
odpowiedz
WerterPL
67

Tak długo jak EA Games nie położy na tym swoich komercyjnych łap, jest nadzieja, że będzie to udana gra :)

27.07.2011 17:59
odpowiedz
WerterPL
67

power89 - konkretną opinię!? Jasne. Konkretna opinia jest podparta konkretnymi argumentami i przykładami, a ty piszesz w stylu "taka ocena bo ja tak mówię" w dodatku ty nie dajesz opinii tylko spamujesz, bo powtarzasz się kilka razy, jakbyś specjalnie chciał, żeby ktoś na ciebie zwrócił uwagę.

26.07.2011 20:04
odpowiedz
WerterPL
67

@marcel90 - Ty się ośmieszasz dwoma rzeczami. Nie używaniem interpunkcji oraz kontrargumentem typowego konsolowca, że "jak uważasz PC lepszy od konsoli to się ośmieszasz" i koniec. Może byś się, Einsteinie trochę mocniej wysilił? Udowodnij mi, że się mylę, bo taką odpowiedź to możesz sobie wiesz gdzie włożyć. Już nie wiadomo ile razy poruszałem taki temat i konsolowcy zawsze mi odpowiadali w taki sposób. Jak widzę wasza argumentacja jest nie dość, że tak skomplikowana jak większość waszych gier, to w dodatku solidarnie odpowiadacie tak samo. Crysis 2 wygląda wszędzie tak samo, bo musiał zostać zmniejszany jakościowo właśnie przez konsolę. To dzięki wam mamy takiego samego Crysisa na PC jak wy. Tak to miał być o wiele lepszy. I z całym szacunkiem. Jeżeli mam wybierać między grą na PC za 80 zł. co po przejściu mogę pościągać fajne trainery, mody i dodatki co sprawiają, że mam nowe pole do popisu i jakby zupełnie inną grę, a tą samą grą na konsolę za 150-190 zł, co ją przejdę a potem mogę albo przejść jeszcze raz taką samą albo odstawić na półkę, to mój wybór jest oczywisty. Mogę zrobić całkiem sporą listę gier na PC, które wciągnęły mnie na długie tygodnie. W konsoli taką grą, która mnie na długo wciągnęła, jak dotąd jest tylko Dead Rising, no i GTA IV, ale na PC wygodniej mi się celuje i prowadzi samochód, no i wspominałem o modach oraz spolszczeniu. Nie mam na celu krytykowania Konsoli, ale nigdy nie zgodzę się, że dorasta ona do możliwości Peceta. I nie zapominaj, że gdyby nie Pecet to byś nie mógł czytać opinii i informacji na temat swoich gierek przed kupnem, ani pisać komentarzy.

26.07.2011 19:48
odpowiedz
WerterPL
67

@asasyn537 - nie odpisuj mu, przecież wyraźnie widać, że to troll, który ma nadzieję na sprowokowanie. Czytałem jego kompletnie pozbawione argumentacji wypowiedzi i widać wyraźnie, że boli go sukces gry lepszej od jego Dragon Age 2. Jak traktować takich ludzi już napisałem parę postów wyżej. Pozdr.

25.07.2011 18:18
odpowiedz
WerterPL
67

shuffler -> Krótko. PC góruje mocno nad konsolami. Teraz to nawet już grafika do gier specjalnie jest zaniżana, żeby konsole udźwignęły. Na przykładzie Crysis 2. Grafika miała być tam jeszcze lepsza, ale Crytek musiał ją zmniejszyć, bo tylko PC mógł to udźwignąć.
Albo Mafia II. Jakość grafy, odłamków i efektów na PC wygląda najlepiej. Można obejrzeć na YT dowód. Już nie mówię o Mafii 1, która na konsole była po prostu ŻA-ŁO-SNA!
A co do gier? Mam konsolę i jak dotąd jedyne gierki, które mnie bardziej wciągnęły to Dead Rising, Call of Duty 3 i Fight Night, ale tylko dlatego, że są to gry wyłącznie konsolowe. Tak to reszta jest strasznie krótka i polega na przejściu z punktu A do B każdej planszy. Już nie wspomnę, że na konsolową grę wydaje się 4 razy więcej kasy po to, żeby odstawić ją na półkę po 4-6 godzinach, bo nic już nie można z grą robić.
A na PC? Grę przejdę, to zawsze mogę sobie ściągnąć jakiś genialny mod zmieniający bronie, pojazdy, grafikę czy czasem nawet cały świat gry, albo nawet zrobić mogę moda, co konsolowcy nie potrafią. Zawsze mogę się pobawić Trainerem, zminimalizować i popatrzeć coś w necie, zamiast w kółko wyłączać kontroler. Na PC mogę sobie ściągnąć gry z legendarnych konsol typu NES i grać. Nie muszę mieć do tego starej konsoli. No i mogę grać z kumplami. I nie mów mi tu marcel90, że na konsoli też to można, bo tak się składa, że prawie żaden mój kumpel nie ma konsoli a Peceta wszyscy. Dodatkowo na PC częściej wychodzą gry polegające na logice i posiadające genialną fabułę i piękny, otwarty świat, a nie tylko, żeby rozwalić wszystkich na mapie z kałacha i biec do następnej planszy. Ogółem Konsole może i są dobre, ale fakt pozostaje faktem - Do PC im daleko.

24.07.2011 22:22
👍
odpowiedz
WerterPL
67

Złodziej. Zawód wyklęty, jednak powoli zbliżający się do czołówki najbardziej opłacalnych. Mało tego, w Polsce, jako jedynym kraju, żeby być złodziejem musisz studiować – Politykę. Jednak każda branża ma swojego mistrza. W fachu złodziejskim niewątpliwie mistrzem mistrzów jest Garrett – bohater serii „Thief”.

THIEF : THE DARK PROJECT

Fabuła
Pierwsza część sagi „Thief” prezentuje przede wszystkim niezwykle oryginalny pomysł na gameplay. Nie jesteśmy ani blond mięśniakiem z głupim uśmieszkiem, ani detektywem dążącym do rozwiązania zagadki, ani nawet facetem który ma za cel ocalić świat. Jesteśmy ustawieni po drugiej stronie barykady, jako złodziej.

spoiler start

Historię Garetta poznajemy już od jego najmłodszych lat, kiedy będąc bezdomnym dzieciakiem, kradł aby nie umrzeć z głodu. Pewnego dnia chwycił za sakwę wiszącą u pasa jednego z „Opiekunów” dbających o równowagę w mieście. Wyczyn młodego Garretta zaimponował Opiekunowi, przez co ten zaproponował mu dołączenie do bractwa. Młody złodziej, ucząc się wszystkich umiejętności od Opiekunów, zdecydował się jednak opuścić braci. Wykorzystując swe talenty szybko staje się mistrzem złodziejskiego fachu.

spoiler stop


Fabuła prezentuje się naprawdę znakomicie. Początkowo wydaje się, że naszym zadaniem będzie po prostu okradanie. Jednak jak to w życiu bywa, nie wszystko układa się zawsze po naszej myśli. Dotyczy to także Garetta, który wplącze się w coś niezwykle wielkiego.

Garrett
Postać tytułowego złodzieja mocno zapada w pamięć. Grając nim, czujemy jakbyśmy naprawdę byli mistrzem przestępczego fachu. Musimy pamiętać, że Garrett nie jest wojownikiem. Nie lubi walczyć (chyba, że nie ma wyboru) ani zwracać na siebie uwagi. Jako prawdziwy mistrz, woli ukrywać się w ciemnościach przed oczami strażników, ominąć przeciwników albo ewentualnie ogłuszyć, zabrać kosztowności i niezauważony opuścić miejsce włamania. Dlatego grając w każdą część POLECAM brać poziom trudności Expert. Wtedy nie dość, że nie wolno nam nikogo zabić, to jeszcze często, po wykonaniu zadania, musimy wrócić do punktu startu. Dzięki temu gra jest bardziej realistyczna. Niestety fanatycy Hitmana raczej nie znajdą tu nic dla siebie, bo jeżeli zamierzają zabijać niewinnych strażników, to radziłbym trzymać się od Thiefa z daleka.
Poza umiejętnościami Garrett ma też całą masę przydatnych przedmiotów stanowiących ekwipunek. Od miecza i łuku oraz pałki służącej do ogłuszania, aż do bomb oślepiających, min gazowych czy mikstury szybkości oraz oczywiście wytrychów. Jednak zdecydowanie najciekawsze są rodzaje strzał do łuku. Nie tylko ostre do zabijania, ale też wodne (do gaszenia pochodni), ogniste, gazowe, linowe, mchowe (do rozrzucania mchu, tłumiącego nasze kroki) czy też hałasujące (do odwracania uwagi strażników).
Poza tym sam charakter naszego złodzieja jest świetnie zrobiony. Wydaje się, że Garrett jest całkowicie cynicznym samotnikiem (i tak jest w rzeczywistości), jednak jest też człowiekiem całkowicie oddanym swojej pracy (jaka by ona nie była) oraz gotowy do poświęceń gdy wymaga tego sytuacja. Jednak zawsze pragnie wykonać swoją robotę i być pozostawionym w spokoju. Gwarantuję, że nawet jeżeli jesteś osobą która nienawidzi złodziei, to Garrett będzie jedynym złodziejem do którego nabierzesz szacunku ;)

Przeciwnicy
Kolejna bardzo mocna strona „Thief’a”. Postacie jakie spotkamy na naszej drodze, to nie tylko strażnicy pilnujący posiadłości i ulic. Na naszej drodze staną też fanatycy zakonni, zombie, buriki (pseudodinozaury), mutanty, szczurołaki czy przeraźliwe zjawy. Poza nimi są też postacie zwykłych cywili, którzy będą uciekać na nasz widok i wołać straże. Ale co najciekawsze, nie będą się nami przejmować gdy chodzimy po ulicy i nie zachowujemy się podejrzanie (tzn. nie łazimy z wyciągniętym mieczem itp.). Skoro jesteśmy już przy AI NPC-ów to jest to kolejny powód do pochwał dla twórców. Strażnicy wymieniają między sobą informacje, reagują gdy nas usłyszą (ale niekoniecznie zobaczą) i szukają w okolicy źródła hałasu. Jeżeli mają taką możliwość, włączą alarm albo rzucą się do ucieczki po wsparcie. Na szczęście większość z nich można ogłuszyć (nie trzeba zabijać) albo oślepić bombą błyskową i szybko się ulotnić w mroku.

Świat gry
Świat w którym rozgrywa się akcja, to chyba jeden z najoryginalniejszych światów z gier komputerowych w jakich przyszło mi przebywać . Miasto robi prawdziwe wrażenie i żyje własnym życiem. Pełne jest nadętych bogaczy, prześladowanych kupców, przestępców i Stróży prawa, którzy za cel życia postawili sobie złapanie legendarnego Garretta. Czasy, w jakich dzieje się akcja, wydają się przypominać głównie średniowiecze, jednak zauważyć można obecność prymitywnej technologii, takiej jak machiny z kołami zębatymi, tryby, odlewnie, alarmy włączane przyciskiem a nawet zapalane w ten sposób światła.
To nie wszystko. Można powiedzieć, że poza bogaczami, złodziejami czy obywatelami, miasto podzielone jest między dwie, zwalczające się nawzajem frakcje. Uzbrojonych w żelazne młoty fanatyków zakonnych, zwanych Motodzierżcami (albo po prostu Młotami), czczących bóstwo zwane Budowniczym. Zakon niestety siłą i gwałtem narzuca innym swą wiarę, jednak jest bardzo szanowany w mieście. Drugą frakcją są Leśni Ludzie, zwani też Poganami, czczącymi driady, przyrodę, potwory a przede wszystkim swe okrutne bóstwo – Szachraja (zwanego też Oszustem lub Leśnym Panem). Obie frakcje odegrają ogromną rolę w losach Garretta, mimo iż ten nie zamierza w ogóle mieszać się w sprawy tego typu. Pomiędzy tymi dwiema stronami stoją dawni mentorzy złodzieja – Opiekunowie.

Muzyka i filmy
Nie ma co ukrywać. Jest genialna. Tajemnicza, klimatyczna i budująca mroczny nastrój. Zwłaszcza muzyka w Intro i Autorach jest naprawdę świetna. Większość poziomów ma naprawdę dobrze dopasowane utwory, ale tego nie da się opisać. To trzeba posłuchać ;)
Co do samych filmów, to kolejna rzecz za co twórcom należą się pochwały. Na początku mamy zawsze bardzo ciekawe cytaty z np. Księgi Mistrza Budowniczego, zapisków pogan itp. Same filmy stworzone są w formie naszkicowanych genialnie obrazków, albo też normalnych, mrocznych nagrań. Wszystkie filmy i poziomy razem tworzą naprawdę genialną fabułę, opływającą w wydarzenia których zazwyczaj byśmy się niespodziewani.

Wady?
No właśnie. Czy „Thief” ma jakieś wady? Jak dla mnie to nie. Może co najwyżej być za trudny dla niektórych, no i tak jak mówiłem, zapaleni fani Hitman’a raczej niczego tu dla siebie nie znajdą. Garrett to złodziej, a nie morderca.
Jedyna wada jaka mi przychodzi do głowy to fakt, że Thief ma problemy z działaniem na Windowsie XP. Ale i na to jest metoda. Zaraz po odpaleniu Thief’a, naciskamy Alt+Ctrl+Delete. Gdy wyskoczy nam Menedżer Zadań, wybieramy „Procesy”, znajdujemy „Thief” i klikamy prawym przyciskiem. Wybieramy „ustaw koligację”. Tam mamy oznaczenie „CPU 0” i „CPU 1”. Wyłączamy odznaczenie CPU 1 i wracamy do gry. Teraz będzie wszystko ok ;)

Podsumowując, gra z gatunku „Trzeba to mieć”. Genialnie przedstawiona historia mistrza złodziei, który wiele razy będzie zmuszony działać wbrew swej woli oraz wplącze się intrygi bardzo niecodzienne. Chyba mogę to powiedzieć z czystym sercem, ale to jest gra która motywuje do zostania złodziejem :P Tylko nie bierzcie tego na poważnie! Moja ocena to zdecydowane 10/10 ;)

THIEF II: THE METAL AGE

Fabuła
Garrett powraca. I powraca w wielkim stylu. Po raz kolejny gra zachwyca od strony fabularnej. Zwłaszcza wydarzeń, nagłych zwrotów akcji, przygód spotykanych przez Garretta itp. Wracają starzy przyjaciele i wrogowie, ale również kilku nowych. Historia przedstawiona w Thief II dzieje się ledwie kilka dni po wydarzeniach z Thief I.

spoiler start

Po zwycięstwie w pierwszej części gry, życie Garretta nie jest już takie proste. Kradzieże stały się cięższe, przez co nasz złodziej zalega z czynszami. W Mieście pojawił się nowy szeryf – Truart. Postawił sobie za życiowy cel, wyczyścić całe miasto z wszelkiej przestępczości. Garrett jest jego celem numer jeden. Jakby tego było mało, w zakonie Młotodzierżców doszło do rozłamu. Pojawił się nowy zakon, czczący Budowniczego, a jednocześnie uważany przez Młotów za Heretyków – Mechaniści. Ich siłą są wszelkie machiny, a przywódcą został Brat (teraz Ojciec) Karras. Co ciekawe, zachowanie Mechanistów i Straży Truarta, sprawia wrażenie powiązania ze sobą, w celu złapania Garretta. I tego zamierza dowiedzieć się złodziej.

spoiler stop


Fabuła różni się od tej w jedynce, jednak wg. Mnie jest równie genialna. Tym razem Garrett włamuje się w większości do miejsc gdzie można spotkać ludzi. Potworów jest znacznie mniej. Na swej drodze spotka osoby, które wpłyną mocno na to jakie zadania go czekają. Włamywać przyjdzie nam nie tylko do posiadłości bogatych patrycjuszy, ale też do siedzib zakonnych, podziemnych cywilizacji a nawet przyjdzie nam rabować Bank. Czy tylko dla pieniędzy? Zagraj a zobaczysz ;)

Garrett
Mistrz złodziei bardzo się zmienił. Na skutek zmian w Mieście (tak z dużej litery, bo nazwa tego miasta to po prostu „Miasto”), stał się bardziej ostrożny ale i skuteczniejszy. Do jego ekwipunku doszło kilka nowych przedmiotów. Np. Eliksir niewidzialności, flary, mikstury powolnego spadania itp. Jednak najciekawszy jest chyba inny przedmiot.

spoiler start

Ci co przeszli jedynkę, pamiętają zapewne, że Złodziej traci oko w trakcie gry. Teraz jego brakujące oko zostało zastąpione mechanicznym. Można za jego pomocą przybliżać i oddalać obraz, ale poza tym, jest z nim skoordynowany przedmiot podobny do szpiegowskiej kuli. Możemy rzucić taką kulę za róg ulicy, a widok tamtej okolicy będzie przesłany do mechanicznego oka Garretta. Można dzięki temu szpiegować miejsca, do których nie mamy pewności czy warto wchodzić.

spoiler stop


Charakter Złodzieja za bardzo się nie zmienił. Wciąż jest cynicznym samotnikiem, włamującym się w celu zdobycia kosztowności i zniknięcia. Tak jak w poprzedniej części, po każdej misji wymienia zdobyty łup na części ekwipunku. Jednak trzeba jeszcze dodać, że biorąc pod uwagę miejsca odwiedzane przez niego, oraz fakt, że nie boi się tam zagłębiać, to mogę powiedzieć krótko – Garrett ma chyba największe jaja w mieście :p

Przeciwnicy
Jeżeli ktoś uważa, że wrogowie w Thief: Dark Projekt byli trudni, to pokocha ich po zagraniu w Thief II. Tyle mogę powiedzieć :p Poza wymienionymi już wcześniej strażnikami (w tej części także strażnicy-kobiety) czy zombie, dochodzi cały arsenał Zakonu Mechanistów. Mamy tu wykrywające ruch kamery, zakonników uzbrojonych w metalowe maczugi o kształcie zębatki, a przede wszystkim groźne roboty bojowe, strzelające bombami. Da się je na szczęście zniszczyć miną albo strzałami wodnymi jeżeli trafimy w dwa czerwone punkty na ich żelaznych ciałach. Roboty jednak łatwo ominąć, gdyż robią masę hałasu, poprzez mówienie „jesteśmy dziećmi Karrasa” itp. No i ciężkie, metalowe nogi, których kroki niosą się echem. Należy mimo wszystko pamiętać, że roboty też mają wyczulony słuch. A do tego dochodzi fakt, że większość poziomów w grze jest oświetlone i ma kafelkowe podłogi, przez co ciężko jest się ukryć albo przejść niepostrzeżenie. Zapewniam jednak, że jest to nadal możliwe, a zwiększona trudność tylko dodaje tej grze smaku. Poza tym poprawiono sztuczną inteligencję i przeciwnicy zachowują się bardziej naturalnie. Np. gdy nas szukają.

Świat gry
Miasto ewoluowało wraz z grą. Odwiedzam nowe i jeszcze bardziej tajemnicze lokacje. Mamy okazję zobaczyć doki, miejski bank, siedzibę mechanistów, zatopione tajemnicze miejsca, a nawet dachy miasta czy wrócić do jednej znanej nam lokacji z jedynki. Mieszkańcy żyją swoim życiem, chodzą po ulicach albo śpią w domach, do których teraz czasem przyjdzie nam się włamać. W opuszczonych możemy nawet trafić na włóczęgów. Pojawili się też inni złodzieje, ale nie myślcie nawet o łączeniu sił. Są to zwykłe rzezimieszki, myślące o zysku. Dla nich Garrett jest konkurencją i nienawidzą go z całego serca. Ale robiąc odpowiedni hałas i ukrywając się, można frajerom ściągnąć na łeb straż, a samemu przemknąć się wtedy dalej ;)
Młotodzierżcy nie stanowią już tak ważnej frakcji jak w jedynce. Na pierwsze miejsce wysunęli się Mechaniści. Uważani oni się przez Młotów za heretyków i bluźnierców, ale sprawy fanatyków pozostawmy im samym. Napomnę tylko, że po raz kolejny mimo, że staraliśmy się uniknąć tego jak tylko się da, zostaniemy wciągnięci w wir wojny między frakcjami.
Poprawie uległo AI wrogów. Teraz jak zaczną cię szukać to po jakimś czasie odpuszczają, ale za to jak cię szukają to nie łażą zawsze w to miejsce gdzie akurat się schowałeś, jak niestety bywało w jedynce.
W tej grze otoczenie zdecydowanie jest przeciwko nam. Zwiedzamy miejsca najeżone strażą, ochronnymi urządzeniami, światłem i podłogą niosącą echo. Ale Garrett zwykłym kieszonkowcem nie jest i ma nowe sposoby na radzenie sobie z takimi drobnostkami ;)

Muzyka i filmy
Nie ustępują poprzedniczce, a powiem nawet, że są o wiele lepsze niż w jedynce. Intro, które można odpalić w menu głównym sprawia, że ciarki mi przechodzą, zwłaszcza przez tamtejszą muzykę. Filmy jakie oglądamy są lepiej wykonane i wciąż w stylu obrazka naszkicowanego przez naprawdę dobrego rysownika. Garrett lepiej wyjaśnia jakie zadanie przed nim stoi no i nie zabrakło cytatów, utrzymujących nas w klimacie świata Złodzieja.

Wady?
Właściwie podobnie jak w jedynce. Fani Hitmana nie będą zadowoleni i Windows XP. Nie ma co tu dużo gadać. Ktoś kto dostał komputer w 2005 roku będzie pienił się na grę za trudność, ale na szczęście ze zdaniem takich osób prawie nikt się nie liczy ;)

Podsumowując - gra legenda i również dostaje ode mnie zasłużone 10/10 plus pochwały dla twórców, bo naprawdę trzeba mieć wspaniałą wyobraźnię, żeby stworzyć taki świat i historię. Garrett to pierwszy złodziej, do którego prawie każdy nabierze szacunku. Prawdziwy mistrz i niezwykle mądry osobnik jak na swój fach.

THIEF: DEADLY SHADOWS

Fabuła
Legenda świata przestępczego wraca po raz trzeci. Wydawałoby się, że po pokonaniu wrogów, Garrett wreszcie zazna spokoju i będzie mógł bez problemów wykonywać swoją robotę. Niestety po raz kolejny jego fach zaprowadzi go do większej intrygi. Po raz kolejny jego niezwykłe umiejętności będą wykorzystane wbrew jego woli. Pozostaje tylko pytanie, czy po raz kolejny odniesie sukces.

spoiler start

Śmierć szeryfa Truart’a i Karrasa oraz zniszczenie zakonu Mechanistów nie do końca przyniosło wytchnienie złodziejowi. Prawo wciąż ściga go bez wytchnienia. Młoty i Poganie wciąż walczą o Miasto i również pragną na swój sposób wykorzystać Garretta. Opiekunowie przewidują nadejście nowej ery – Ciemności, która pogrąży świat w chaosie. Przepowiednia o Bracie i Zdrajcy zaczyna być co raz żywsza, a w mieście dochodzi do co raz gorszych rzeczy, w których brutalne morderstwa ze zrywaniem skóry ofiar wcale nie są najgorsze. Po raz kolejny Opiekunowie zamierzają prosić o pomoc ich dawnego ucznia, a jest to ostatnia rzecz jakiej by sobie życzył. Nie wie tylko, że tym razem wróg będzie bliżej niż komukolwiek może się wydawać.

spoiler stop


Wydawać się może, że z czasem fabuły w grach już tracą swój blask, ale nie tyczy się to Thief. Wciąż pozostaje ten mroczny, tajemniczy charakter i ciasne lokacje w których Garrett wykonuje swoją pracę. Historia rozwija się bardzo ciekawie i nieraz będziemy świadkami rzeczy, które przez myśl by nam nie przeszły. Nigdy nie możemy być do końca pewni kto jest przyjacielem a kto wrogiem.

Garrett
Zmiany u Złodzieja zaszły bardzo daleko. Legendarny charakter zbytnio się nie różni, ale teraz możemy oglądać Garretta z widoku nie tylko FPP ale i TPP. Złodziej zrezygnował z ciężkiego miecz i zastąpił go sztyletem, co o wiele bardziej zmusza go do chowania się i unikania walki.

spoiler start

Mechaniczne oko uległo zmianom również i gdy używamy go obraz staje się zaśnieżony. Wg. mnie jest to bardziej realistyczne (o ile pozwalające widzieć, mechaniczne oko w oczodole może być realistyczne :p).

spoiler stop


Naszemu złodziejowi doszły też nowe przedmioty, jak chociażby bomba gazowa, olej na którym wróg się ślizga, albo nadający się do stworzenia płonącej kałuży. Strzała mchowa służy teraz nie tylko do tłumienia kroków. Można z niej wycelować wrogowi w mordę i sprawić, że zacznie się dławić. Zrezygnowano za to ze strzały linowej na rzecz rękawic do wspinania się na ceglaste lub kamienne ściany. Pomysł wg. mnie ciekawy.
Teraz Garrett w miarę fabuły naraża się również zarówno Młotom jak i Poganom, ale na szczęście są sposoby na przebłagania obu ras i z czasem mogą stać się przyjaźni (przestaną nas atakować, chyba że wkroczymy na ich teren) a nawet sojuszniczy (będą nas bronić, a kapłani będą rzucać na nas przyjazne zaklęcia).
Jednak na pewno największej zmianie uległo otwieranie zamków wytrychami. Gdy dobieramy się do zamka, widzimy uzbrojone w wytrychy ręce Garrett’a a na dole bębenki w zamku jakie musimy otworzyć. Kręcimy jednym wytrychem i gdy trafimy zapadkę, celujemy tak by otworzyć, po czym następny bębenek. Są 4 rodzaje zamków. Ostatni ma około 9 bębenków. Na szczęście Garrett może kupić sobie zamek ćwiczebny i ćwiczyć w domu.
Właśnie, skoro o tym mowa, przejdźmy do następnego tematu.

Świat gry
Zaszła ogromna zmiana. Na pewno pierwsze co rzuca się w oczy to przerwy między misjami, ale o tym zaraz. Lokacje, które zwiedzamy to np. Katedra Młotów, podziemia Pogan czy innych istot, zamek Patrycjuszy a nawet straszny, od dawna opuszczony sierociniec. Gra wciąż przeraża i jest strasznie mroczna i klimatyczna.
Teraz zmiana. Po przejściu misji często lądujemy na ulicach miasta, a konkretnie to w kamienicy, gdzie Garrett wynajmuje mieszkanie. Tak jest. Możemy zwiedzać sobie ulice, włamywać się do domów, okradać przechodniów, jednak uważać należy na strażników, którzy znają wygląd Mistrza Złodziei i natychmiast zaatakują. Na szczęście Garrett śpi w dzień i pracuje w nocy, więc nie brakuje miejsc do ukrycia ;)
Skoro jesteśmy przy cieniowaniu, to tutaj autorom należą się owacje na stojąco. Cienie są nie tylko bardzo mroczne, ale przede wszystkim diabelnie dynamiczne. Możemy otworzyć drzwi i schować się w cieniu jaki zrobiły. Wielkość naszego cienia zmienia się w miarę jak zbliżamy się do źródła światła, wszystko rzuca cień o innym położeniu i kształcie, w miarę jak mija je strażnik z pochodnią. Gra jest bardzo dopracowana pod względem oświetlenia i chyba do tej pory ma najgenialniejsze cienie w historii. Ale tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć.
Jako złodziej, teraz po wykonaniu misji musimy iść do specjalnego miejsca oznaczonego czerwoną dłonią. To właśnie paserzy u których sprzedajemy nasz towar. Następnie szukamy sklepów, aby kupić coś ciekawego. Taka również ciekawostka, że po każdym dniu w dzielnicach Miasta wiszą karteczki z opisaną liczbą kradzieży/morderstw/wyłamanych zamków itp. Z zeszłej nocy.
Bardzo dobrym pomysłem jest również misja dodatkowa. Jaka? A no taka, że jeżeli mieliśmy pecha i strażnicy nas złapią za pierwszym razem, ładują nas do więzienia i musimy się wydostać. Misja bardzo fajna ;) Ale jednak za drugim razem nie będziemy mieli szczęścia i straż nas po prostu zabije.
Zdecydowanie największe wrażenie robi najstraszniejsza misja w opuszczonym przytulisku, ale nie zdradzę szczegółów. Powiem tylko, że odgłosy, sytuacja i całe to miejsce sprawi, że nie raz zadamy sobie pytanie – cholera, dlaczego ja zawsze muszę się wpieprzać w takie miejsca!? Ale na szczęście Garrett odwiedza znowu miejsca w większości patrolowane przez ludzi, więc ludzie o słabym sercu też mogą grać ;)

Przeciwnicy
Generalnie za dużych zmian w rodzaju nie ma. Nadal są to strażnicy, Młotodzierżcy, Zombie (chociaż zombie są teraz też różnie rodzaje), Zwierzoludzie Pogan itp. Ale ogromna różnica jest AI. Zachowują się naturalnie jak słyszą hałas, ich kwestie są przyzwoite i wykonują swoje obowiązki. Zwłaszcza można to dostrzec wśród zwykłych mieszczan. Na ulicy nie zwrócą na ciebie uwagi (ewentualnie zapytają po co ten kaptur :p) ale jeżeli przyłapią cię w czyimś domu, wzywają straż. Często starają się działać w grupie. Czarodzieje uzbrojeni są w niebezpieczne różdżki, ale nie będą mieli szans, jeżeli im je zerwiemy z pasa ;) Teraz przeciwnicy zwracają uwagę na więcej rzeczy. Poprzednio zwracali uwagę na ciała i krew. Teraz na brak kosztowności czy strażników na warcie, otwarte drzwi, zgaszone pochodnie itp.
Jedyną ich wadą jaką mogę wymienić, to że gdy Garrett przylgnie plecami do ściany w ciemnościach, to właściwie jest na 100% bezpieczny, bo wróg będzie się o niego ocierał a i tak go nie spostrzeże. No ale pamiętajmy, że zaalarmowani strażnicy szukający złodzieja trzymają w ręku miecz. Jeżeli przejdą akurat tak, że ostrze przejedzie po nas, to nasze zdrowie to odczuje.

Muzyka i filmy
Tradycyjnie. Muzyka robi ogromne wrażenie i świetnie nas trzyma w mrocznym klimacie serii Thief, ale tym razem na pierwsze miejsce bardziej wysuwają się dźwięki otoczenia. Głos Garretta niezmiennie rewelacyjny, a największe wrażenie robią na pewno odgłosy w Przytulisku. Włos się jeży.
Przerywniki filmowe uległy zmianie w stosunku do poprzedniczek. Tym razem nie są to już szkice, tylko normalne filmy, ale czasem tak jak to bywało w poprzedniej części, z żywymi aktorami. Uważam, że to mimo wszystko dobra odmiana. Zwłaszcza filmik z zakończenia nasuwa bardzo wiele podejrzeń jak i jest na pewno dużym ukłonem w stronę fanów pierwszej części jak i całokształtu postaci Garretta, takich jak ja ;) Przejdźcie wszystkie części to zobaczycie sami :p

Wady?
Ma na pewno, jednak nie tak dużo jak niektórzy by tego chcieli. Dla mnie osobiście jedyną wadą gry jest pewien dosyć irytujący Bug. Mianowicie, jeżeli chcemy się wspiąć na coś przed nami i źle to skorygujemy (najpierw skoczymy a potem wciśniemy klawisz naprzód) to Garrett nam się zbuguje i będzie w dziwnej pozycji lewitował. Można to naprawić albo spadając z jakiejś niedużej wysokości, albo zapisać grę i wczytać. Niewielka wada, ale jeżeli akurat jesteśmy ścigani, to może napsuć krwi.
Złośliwi jeszcze powiedzą wam bzdury typu: To już nie ten klimat itp. A skrajne dzieci mogą coś napomknąć o „gupjej grafice” ale takich to do Więzienia Cragscleft Młotodzierżcom oddawać i spokój będzie ;)

Podsumowując – Gra nie traci wigoru. Dynamika cieni, fabuła zapadająca głęboko w pamięć i wciąż nieśmiertelny Garrett to materiał, który prosi się o dobry film (Ale nie życzę sobie ekranizacji tej gry, bo już znam współczesnych „genialnych” scenarzystów i reżyserów, którzy fanów gry mają w dupie a robią po swojemu, żeby tylko kasę zdzierać, dlatego WON od Złodzieja). Thief Deadly Shadows otrzymuje ode mnie 9.5/10

Podsumowanie całej Antologii
Seria Thief to jedna z najwspanialszych skradanek i legendarnych gier komputerowych, w które każdy szanujący się gracz powinien zagrać. Z głównym bohaterem naprawdę można się mocno zżyć, a świat w którym dzieje się akcja gry powala swoim mrokiem, tajemnicami, bogactwem i historią, z frakcjami i tajemniczymi istotami włącznie. Cała Antologia dostaje mocne 9.5/10. Więcej takich gier, naprawdę! Garrett to legenda, która jest i na zawsze pozostanie bardzo ważną częścią mojej kariery w świecie gier. Stawiam go na równi z takimi sławami jak Sam Fisher, Solid Snake, Ezio Auditore, Tommy Angelo, Lara Croft, Bezimienny z Gothic’a czy nawet Raziel i Kain z Legacy of Kain.
Z niecierpliwością czekam na czwartą część przygód złodzieja – Thi4f. Co prawda trochę się obawiam, biorąc pod uwagę co się dzieje ze współczesnymi grami, ale tak samo bałem się przed premierą „Splinter Cell: Conviction” a miło się zaskoczyłem. Jest to też jedna z gier gdzie mam bardzo mieszane podejście do sprawy. Z jednej strony bardzo chcę, aby bohaterem nadal był Garrett, bo innego sobie nie wyobrażam, ale z drugiej przez poprzednie części tyle zrobił, że można by dać mu już święty spokój ;) No nic, pożyjemy zobaczymy. Do zobaczenia po premierze Thi4f.

24.07.2011 20:29
👍
odpowiedz
WerterPL
67

Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jest „Wiedźmin ”, drugim „Wiedźmin II: Zabójcy Królów”. Gra na którą czekałem już od pierwszych wzmianek. Pierwsza część była jedną z najlepszych gier 2007 roku i posiadała coś, czego już dawno nie mogłem się doszukać w współczesnych grach cRPG. Dojrzałą, długą fabułę, sporo akcji i świetne dialogi. Nie zawiodłem się nie tylko jako gracz ale również jako fan Sapkowskiego. Obie części gry kupiłem w Edycji Kolekcjonerskiej i nie żałuję ani grosza. Poza tym od niedawna Wiedźmin (zarówno Książka jak i gra) jest oficjalnie dobrem narodowym ;) Został podarowany prezydentowi USA, Barack’owi Obamie przez premiera Donalda Tuska. Muszę powiedzieć, że piękny gest, panie premierze. Ale skupmy się na samej części drugiej.

Ścigany
Fabuła części drugiej zaczyna się zaraz po wydarzeniach z jedynki. Rebelia Zakonu Płonącej Róży została stłumiona, Salamandra jest tylko historią a Geralt z Rivii jest osobistym ochroniarzem Króla Foltesta w czasie oblężenia zamku La Valettów. Razem z Triss wciąż jednak podąża też swoim tropem – nieznanego Wiedźmina-Zabójcy, przed którym Geralt uratował króla. Oczywiście nie zdaje sobie sprawę, że wkrótce zostanie powiązany z tą sprawą bardziej niż mógłby sobie tego życzyć. Fabuła nadal jest mocną stroną gry i chociaż nie jest na tyle długa co w pierwszej części, to nie zawodzi bod względem liczby wątków, zwrotów akcji i ciekawostek. Od naszych wyborów (których już od samego początku jest wiele) zależy jakie lokacje zwiedzimy i co się wydarzy, czasem nawet w granicach politycznych. Oczywiście nie zabraknie zabijania genialnie wykonanych potworów. Ponad to, w czasie podróży Geralt zaczyna wreszcie odzyskiwać pamięć, również z czasów Sagi, co rzuca na światło dzienne wiele nowych faktów, jak i niektóre może mocno skomplikować. Ciekawostka również, że jeżeli zachowaliśmy savy z jedynki to będziemy mogli wybrać jaki początek będzie mieć Wiedźmin II i będziemy dysponować tym samym pancerzem, uzbrojeniem i kilkoma przedmiotami.

Portret Białego Wilka
Wygląd Geralta z Rivii uległ oczywistym zmianom pod nowy silnik, ale wg. mnie są to zmiany bardzo pozytywne. Geralt zdecydowanie przypomina zwierzę, do którego pasuje jego przydomek. Uwydatniły się jego kocie oczy, dzięki czemu zdecydowanie bardziej widać, że jest mutantem. Włosy upięte ma na koński ogon, ale dzięki niedawnemu DLC można zmienić sobie fryzurę (nawet na taką jaka była w jedynce). Jednak chyba największą „atrakcją” jest ciało Wiedźmina. Widać wyraźnie po nim, że wykonuje bardzo niebezpieczny zawód oraz, że to ciało ma ponad 200 lat. Na prawie każdym centymetrze blizny bo ranach ciętych, kąsanych a nawet można dostrzec trzy dziury na brzuchu, które fani Sagi na pewno skojarzą.
Ewolucji uległ również wygląd przyjaciół Geralta. Zoltan i Jaskier wyglądają o niebo lepiej niż w jedynce i są bardziej naturalni. Bard i Krasnolud o wiele lepiej przypominają wyglądem tych jakich sobie wyobrażałem w czasie czytania Sagi. Jednak najlepszej przemianie uległa Triss Merigold. Nosi strój, który dobrze uwzględnia ładne ciało czarodziejki i jednocześnie nie utrudnia ruchów w przypadku walki. I przede wszystkim nie ma już tego lekkiego wytrzeszczu, jaki był w jedynce. Oglądając i słuchając Triss w Wiedźminie II, nie raz myślałem, że gdyby jej chłopakiem nie był sam Biały Wilk, to bym od razu starał się ją odbić :D Nie jest jakąś zagubioną dziewczynką tylko dojrzałą kobietą. Zrobiła wrażenie nawet na Angry Joe z ekipy That Guy With the Glasses (Nostalgia Critic), który bardzo pozytywnie wypowiada się o grze ;) http://www.youtube.com/watch?v=ZalDXnEC1cE

Świat Sapkowskiego
Od strony graficznej nie mam grze nic do zarzucenia. Oświetlenie, szczegóły i efekty robią prawdziwe wrażenie. Świetnie wykonane lokacje związane zwłaszcza z lasem. Teraz to prawdziwa, gęsta puszcza i czujesz się lekko zagubiony. Podobnie wykonane są miasta, a zwłaszcza autorzy zasługują na pochwalę za miasto krasnoludów. Nigdy nie sądziłem, że da się dobrze ukazać cywilizację krasno ludzką a tu proszę :) Otoczeniu niczego nie brakuje, flora i fauna dopasowana bardzo dobrze. Efekty pogodowe robią swoje, tak samo zmiany pór dnia. Wszystko to ma nadal wpływ na zachowanie ludzi jak i potworów. Jeszcze warto dodać, że tekstury i ogół wizualny są bardzo ostre, na co bardzo zwracam uwagę, ponieważ nienawidzę grafiki rodzaju – rozmyta, zamglona, niewyraźna jak np. Fable III.
I Najważniejsze. Nie ma wreszcie tych wczytywań co każde drzwi, na które gracze ryczeli z wkur***nia w jedynce :p Tutaj Geralt otwiera dzwi i jest w środku. Tak samo zapisywanie gry. Klikamy zapisz i mamy zapisaną grę, bez żadnych pasków.

Graj muzyko
Mocną stroną Wiedźmina 1 była muzyka. Podobnie jest z drugą częścią. Ścieżka dźwiękowa jest przyjemna dla ucha. Dużo w nich spokoju i harmonii gdy idziemy sobie przez ładne pole a również dużo akcji i dynamiki gdy jesteśmy w centrum walki. Wg. mnie od strony dźwiękowej gra zasługuje na 10/10

Dobądź miecza
Na pewno każdy zauważył, że ogromnej zmianie uległ system walki. Czy na plus? Tak. Nic nie miałem do systemu walki z jedynki (chociaż dzieci Dungeon Siege’a na niego narzekały), ale ten w dwójce jest wg. mnie dynamiczniejszy. Lewy przycisk myszy odpowiada za szybki styl a prawy za silny. Jest również grupowy, ale jako opcja do wykupienia i aktywuje się sam podczas walki z dużą liczbą przeciwników (niemal przez całą grę tak jest).
Warto dodać, że twórcy wrzucili do gry pewną kontrowersyjną cechę z Sagi. Dlaczego kontrowersyjną? Ponieważ gracze, którzy nie znają książkowych przygód Geralta, mogą bardzo narzekać. Mianowicie picie eliksirów. Teraz możliwe jest to tylko w trakcie medytacji. Pomysł wg. mnie skierowany do fanów Sapkowskiego, ponieważ tak właśnie robił książkowy Geralt. Idziesz na zlecenie to się przygotowujesz przed walką a nie w trakcie. Musisz przeczytać informacje o potworze na którego polujesz, dowiedzieć się o jego słabościach, a potem przygotować się i zażyć odpowiednie eliksiry. Dopiero wtedy walka ;) Pomysł wg. mnie genialny. Jak ktoś narzeka, to niech przeczyta Sagę, albo przynajmniej pierwsze opowiadanie „Wiedźmin”.
Ruch Geralta w czasie walki mieczem jest wg. mnie bardziej realistyczny. Widać, że to doskonały szermierz, ale nie ma tutaj jakichś przesad w stylu Spider-Man’a z akrobacjami, saltem czy nie wiadomo czym jeszcze. Białowłosy porusza się płynnie, zwinnie i wiedźmińsko szybko. Można nawet zadać kontrę przeciwnikowi, albo odbić mieczem strzałę w jego kierunku.
Jeszcze jedna ważna rzecz. Przeciwnicy Wiedźmina również umieją walczyć. Nie zawsze da się rzucić na wroga i zaszlachtować. Może on cię zdrowo zaskoczyć i dojdzie kilka blizn zanim pozwoli ci wstać. Geralt to legendarny Wiedźmin, ale nawet on dupa gdy wrogów kupa.

Zmianie uległy również znaki. Można używać ich do gaszenia/zapalania pochodni, w konwersacjach a nawet doszedł szósty znak do odblokowania. Podczas gry poza walką twarzą w twarz przyjdzie nam się również skradać przed oczami strażników. Można ich wtedy ogłuszyć i zgasić pochodnię, aby ukryć ciało. Coś w stylu Thief (Kolejnej mojej ulubionej gry). Geralt potrafi teraz medytować w bardzo wielu miejscach a nie tylko przy ogniskach i nauczył się wspinać na skały. Tutaj warto zaznaczyć 2 rzeczy, które mi się bardzo podobają i brakowało mi ich w jedynce. Geralt umie chodzić a nie tylko biegać, dzięki temu mogę zachowywać się naturalnie w mieście, oraz może w każdej chwili dobyć miecza i ćwiczyć ciosy w powietrzu a nie tylko na celu. Jednak nie radzę wyciągać broni w mieście. Straż się doczepi, kobiety zaczną krzyczeć, dzieci uciekać itp.

Czasem uprawiam hazard, ale to?
Ten wyżej cytat od polskiego żołnierza, Jarka Owicza idealnie pasuje. Zarabiać pieniądze możemy nie tylko przez zlecenia, ale również gry takie jak niezapomniany krasnoludzki poker, walki na pięści, czy nowość – siłowanie na rękę. Gry wykonane są bardzo dobrze, chociaż walka na pięści jest wg. mnie zbyt łatwa.
W kości możemy teraz za pomocą siły ruszania kursorem ustalić jak chcemy rzucić. Gra jest trudniejsza niż w jedynce, ale daje więcej frajdy. Siłowanie na rękę polega na utrzymaniu kursora na pasku, który idzie w lewo jeżeli wygrywa przeciwnik albo w prawo, jeżeli przewagę zyskuje Geralt. Nie można jednak bawić się za długo, bo pasek ciągle się kurczy od upływu siły a wtedy utrzymać chwiejący się kursor nie jest łatwo. Walka na pięści natomiast, polega na wciskaniu W S A lub D w momencie gdy pojawi się na ekranie i możemy podziwiać jak wróg obrywa w mordę. Taka ciekawostka, że w czasie gry pojawi się nawet jeden pięściarz, którego mogliśmy obić w jedynce ;)
Tym razem na hazardzie nie da się już zarobić majątku, ale wg. mnie to zaleta gry, bo nie mogąc uzbierać bogactwa, jesteśmy ciągle zmuszeni, żeby pracować tak jak książkowy Geralt.

Idź i wychędoż się sam
Kolejna bardzo mocna strona gry – Erotyka. Powiedzmy sobie szczerze, ta część części pierwszej gry była dosyć prymitywna. Kartami mało kto się zadowoli. Tutaj tak nie jest. Opowieść jest naprawdę gorąca i stanowi doskonałe kino. Ponętność Triss będziemy podziwiać parę razy, a Geralta przez zaciśnięte zęby wyzwiemy od fartownego skurwiela. Wystąpią tu nawet wątki humorystyczne i prawdopodobnie niektórzy znajdą się w sytuacji Angry Joe wymienionego wcześniej :p Za wadę można wymienić małą bardzo liczbę kobiet do wychędożenia, ale w sumie w tej grze chciałem z całej siły być wierny Triss. Boże, ale ta czarodziejka gorąca. Ale tego opisać się nie da, sami musicie zobaczyć ;) Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że pod względem efektów i dojrzałości erotycznej Wiedźmin II to najlepsza gra istniejąca na świecie. Seks w ubraniu z Gothic’a II i Dragon Age’a albo ledwie widoczny z Mass Effect’a mogą się schować.

Twarda jak rzyć Trolla
Gigantycznym zmianom uległ poziom trudności. Oczywiście to na plus, ponieważ gracz może „ewoluować” i przechodzić na co raz trudniejszym poziomie. Pragnę jednak zaznaczyć, że grając pierwszy raz wziąłem poziom „średni” i zanim przeszedłem sam prolog, to zginąłem 30 razy :p Nie jest to jednak powód do wstydu, ponieważ byłem na konferencji CD-Projekt w Łódzkiej Manufakturze i wspomniałem o tym, pytając o styl grupowy w grze. Otrzymałem odpowiedź, że sporo ludzi z ekipy CDP również zginęło ze 30-40 razy zanim przeszli prolog. Póki co nawet nie myślę, żeby odpalić najtrudniejszy, odkąd dowiedziałem się, że jak na razie przeszła go jedyna tylko osoba na świecie :p

Pomyliłeś gwiazdy z ich odbiciem w wodzie
Niestety jak każda gra, Wiedźmin II ma swoje wady. Na początek chciałem jednak zaznaczyć, że wcale nie powoduje to rozczarowania roku itp. Nieraz oglądam jak robi się ranking największych porażek 2011 i oczywiście zawsze jakiś matoł musi w komentarzach napisać „a gdzie Wiedźmin II?” Otóż za porażkę roku uznano Dragon Age II a nie Wiedźmina, który wciąż był mocno chwalony nawet za granicą. Jak zobaczycie komentarze typu „Wiedźmin II to porażka roku. Nic dodać, nic ująć” to autor albo pochodzi z Onetu, albo nie ma ambitniejszych celów w życiu, niż prowokowanie ludzi na forach (czyli pochodzi z Onetu). Ale wymień