Forum Gry Hobby Sprzęt Rozmawiamy Archiwum Regulamin
Forum

Nikow1987 ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

03.12.2019 10:53
Nikow1987
73

Nie wiem, co tam rozgrzebują, ale skoro chodzi mi gorzej, to mogliby już przestać. A jeśli faktycznie łatają zabezpieczenia, to one wpływają na wydajność. Wychodzi na to samo.

03.12.2019 08:47
odpowiedz
Nikow1987
73

Marny miesiąc. Niby jest kilka pozycji niezłych, ale nad każdym ciąży jakieś widmo. Ciekawe czy któraś się ponad przeciętność wybije. Halo będzie fajnie sprawdzić, choć jak przypomnę sobie krótkie kontakty na XBoxie, to zauroczony nie byłem. Cała nadzieja w historii i fabularnej ciągłości, którą zawsze ceniłem. Bez tego, pewnie odpadnę. Phoenix Point to typ gry, w którą zawsze mi się wydaję, że chce zagrać, a potem entuzjazm szybko gaśnie. Może tym razem klimat siądzie? Zobaczymy. Detroit by mnie jarało, gdybym nie grał wcześniej w chwalonego Heavy Raina i Beyond, które kupiłem na Epicu. Pierwsza mnie mocno zawiodła fabularnie (zawsze była moim topowym ekskluzywem, który chciałem ograć), a druga była po prostu kiepska. Nie wiem, na ile mogę im ufać kolejny raz. Raczej czekamy na promocje. Do pierwszego Life is Strange, czy pierwszych Walking Dead i Wolf Among Us, nie mają podjazdu. A jeśli mowa o LiS, to w dwójce ograłem pierwszy epizod. Z kolejnymi też raczej czekam na promocję, bo jakoś za serducho mnie nie złapało. Jeszcze...

Najważniejsze - czemu ostatni raz można wygrać grę miesiąca? Zawsze się to miło kojarzyło, a i mi się udało chyba coś wygrać lata temu. Szkoda.

A, i jest jeszcze Darksiders. Pisząc zapomniałem o tym. Wymowne...

post wyedytowany przez Nikow1987 2019-12-03 08:47:54
03.12.2019 08:14
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
Nikow1987
73

Łatają, łatają, a ja mam wrażenie, że mi płynność gry ucieka.

28.11.2019 08:03
odpowiedz
Nikow1987
73

Biorę tylko Remnant: From the Ashes - 100zł

06.11.2019 09:09
1
odpowiedz
Nikow1987
73

Jakaś gimnazjalna wizja ulicznych wyścigów. Dla mnie dramat. A model jazdy katastrofa. Dużo czasu nie spędziłem przy tej grze. Szanuję wolne chwile.

22.10.2019 08:35
odpowiedz
Nikow1987
73

Zatrzymam do końca roku, zobaczę jak to będzie wyglądać. Jak zaczną serwować jakiś badziew, to usunę i o nich zapomnę.

01.10.2019 13:56
odpowiedz
Nikow1987
73

Sam się sobie dziwię, ale CoD: Modern Warfare. Seria dla mnie już nieco zakurzona, kwitowana raczej szyderczym uśmiechem na ustach. Paradoksalnie, ostatni dobry CoD nazywał się bardzo podobnie, tylko z "4" w tytule. W kolejne grałem, ale radości było z tego niewiele. Przejrzałem materiały wideo i ... ... chyba mam zapotrzebowanie na strzelanie. Podoba mi się!

16.09.2019 14:18
😡
odpowiedz
1 odpowiedź
Nikow1987
73

Poważnie zrobili levele wrogów jak w The Division? :O Ktoś tam wyżej o tym piszę, a to w sumie dyskwalifikuje dla mnie tą pozycję

post wyedytowany przez Nikow1987 2019-09-16 14:26:33
11.09.2019 20:32
😉
odpowiedz
2 odpowiedzi
Nikow1987
73

Mam nadzieję, że fabuła jest przedobra, bo mechanika gry mocno odstrasza przy pierwszym kontakcie (szczególnie na padzie). Czuć, że to drętwe. W tym aspekcie faktycznie poczułem się jak w pierwszym Gothicu

08.09.2019 13:08
odpowiedz
Nikow1987
73

U mnie najwyraźniej zadziałała nostalgia, bo zainstalowałem Gears 5 i pierwsze GoW, i skończyło się na tym, że ogrywałem grę, którą ukończyłem naście lat temu na Xboxie360. Nie przekonują mnie zmiany i dodanie wszelakich pierdół ulepszających robota. Nie lubię ostatniej tendencji w grach, które próbują być wszystkim. Inna sprawa, że ciężko mi wkręcić się w fabułę, kiedy GoW 2 i 3 na PC #nigdy. A historia (nawet w takim cover shooterze) musi mnie motywować do dalszego grania.

To wciąż przyjemny tytuł (ładnie wygląda, przyjemnie się strzela), ale ja czuję stratę czasu, kiedy go ogrywał.

05.09.2019 11:25
Nikow1987
73

Dzięki, o to mi chodziło. Gearsy 1 super sprawa kiedyś była. Biorę w takim razie tego GamePassa, choć ich launcher jest żałośnie zły.

05.09.2019 08:44
odpowiedz
3 odpowiedzi
Nikow1987
73

Przeczytałem listę gier i ciśnienia nie ma na żadną (łącznie z nadchodzącymi).

Ostatnio zacząłem się bawić w te abonamenty. Opłacam Origin i pewnie przy nim zostanę (bo Fifa i przy okazji coś tam wpadnie w ciągu roku), a zastanawiam się nad XBoxowym GamePassem. Nie mogę nic znaleźć o rezygnacji. Widzę 8zł za 2 miesiące, a potem? Normalnie można w czasie tego okresu wyłączyć, czy już obligatoryjnie muszę wziąć przynajmniej jeden miesiąc po normalnej cenie?

31.07.2019 11:17
1
odpowiedz
Nikow1987
73

Sam się sobie dziwię, ale The Dark Pictures: Man of Medan jest nr1 dla mnie. W zapomnienie odeszły czasy, gdy gry akcji są u mnie priorytetem. Lubię te interaktywne filmy. Pierwszy sezon Walking Dead, Wolf Among Us (dopóki Telltale się nie wypaliło), Life is Strange - dla mnie dobra zabawa. A że na Heavy Rain i Beyond się zawiodłem (z różnych względów), to czuję potrzebę. O Until Dawn sporo dobrego słyszałem (PC 4ever ;) )

23.06.2019 18:14
1
odpowiedz
Nikow1987
73

Mafia 1 zamiast Mafii 2

Silent Hill 2 sporo wyżej

Wiedźmin 3 niżej

Brak To The Moon razi w oczy

16.04.2019 19:03
odpowiedz
Nikow1987
73

Aj, znowu się pospieszyłem ze zgłoszeniem. 24 wszystko pięknie, ale Avengersi o 19.00, więc turniej trzeba będzie odpuścić :(

25.01.2019 22:34
Nikow1987
73

Teraz usłyszałem, że levelowanie, czy też ulepszenia, dotyczą tylko zbroi (czy tam dżawelinów :P ), a nie postaci. Wciąż nie MHW? Założenia narracji takie same (miasto, jakieś centrum zgromadzeń, kontrakty - niewykluczone, że zaraz coś na modłę śledztw), grupy do 4 graczy (ale i możliwość grania w pojedynkę), levelowanie zbroi - nie samej postaci. Sorry, ale ja widzę, że ktoś się zachłysnął sukcesem MHW i postanowił zrobić swoje. A że gorsze, to już inna bajka. Jakkolwiek byście mi chcieli wmówić, że jest inaczej i obrazować swoje oburzenie (bo porównałem "gówienko" od EA, do epickiego MHW - atak nie był moim celem, bo sam bardzo lubię MHW), tak ja tu widzę próbę "podczepienia się" pod sukces innych.

25.01.2019 22:25
Nikow1987
73

Pojawi się również możliwość odwiedzenia hangaru, w którym będziemy mogli spotkać grupy innych graczy, nawiązać nowe znajomości, podjąć się realizacji kontraktów oraz skorzystać z tzw. kuźni, pozwalającej na modyfikowanie pancerzy javelin.

Odwiedź Centrum Zgromadzeń, realizuj razem kontrakty, idź do kuźni wykuć broń. Ja rozumiem, że tu strzelasz, tam lejesz wielkie potwory mieczem. Gram w MHW i szanuje. Ale całe założenie, gdzie masz główne miasto tylko dla siebie, jakieś miejsce, gdzie się łapiesz z innymi (i gdzie pewnie są widoczni dla Ciebie - jak centrum zgromadzeń), a na misje wyruszasz w składach łącząc się zapewne na modłę MHW :P Nie wiem, nie grałem w Anthem, ale wszystko co czytam, łatwo by mi było przetłumaczyć na język MHW. Tam wpadli na fajny patent, a EA zmodyfikowało to na latające roboty i chcę spijać soki.

Oglądam materiały z Anthem, które teraz wyciekają i wygląda to słabiutko. Strasznie monotonne. MHW też w pojedynkę bywa dość żmudne, ale wolę uwalać i odkrywać wielkie monstra, niż ładować do jakiejś grupy nieudaczników. Na którymś materiale słyszałem, że przebieg misji jest taki, że lecisz gdzieś, zatrzymujesz się ubić jakąś hordę przeciwników, lecisz dalej... Im więcej materiałów oglądam, tym mniej mi się chce demo ściągać

post wyedytowany przez Nikow1987 2019-01-25 22:26:47
24.01.2019 13:57
odpowiedz
6 odpowiedzi
Nikow1987
73

czyli w prostych słowach to Monster Hunter od EA?

10.12.2018 10:52
odpowiedz
Nikow1987
73

Jest tam jakaś biblioteka gier przypisanych do konta? Okazało się, że mam tam jakieś konto :D, ale na stronie internetowej nie widzę, czy są tam jakieś gry. Poza tym, wypadałoby przygarnąć te darmówki i poinstalować je w wolnej (późniejszej) chwili

12.10.2018 06:47
1
odpowiedz
Nikow1987
73

Z czasem, jak człowiek wiekowy, gra ma niewiele czasu, żeby chwycić za gardło i przytrzymać przy sobie. Jak po kilku godzinach mnie RPG nie zachwyci, to zwyczajnie nie zaryzykuje grania dalej. Tak było z Pathfinderem. Może fabuła miewa fajne momenty, ale ja do tych momentów nie doczekam. Aż tak ich ciekaw najwyraźniej nie jestem. Grało się przyzwoicie, ale takie Pillarsy czy Divinity, nie pozwalały od siebie odejść. Kingmaker nie pozwala o sobie pamiętać.

24.07.2018 09:07
odpowiedz
Nikow1987
73

Sporo premier zaliczyło u nas (i w Europie) poślizg ze względu na Mundial. Ant-Man jest tego świetnym przykładem. Był strach, że ludzie nie będą aż tak chętni na wizytę w kinie. Equalizer 1 był niezły. Trochę ich poniosło z ostatnią strzelaniną, która trwała jakieś pół godziny (!) Od dwójki nie mam wielkich wymagań, ale Fuqua potworka raczej nie stworzył w duecie z Denzelem

18.07.2018 18:24
Nikow1987
73

A za link wielkie dzięki. Epizod 3 dodany do biblioteki (choć Steam jeszcze tego nie ogarnął, bo jak kliknąłem na zakup całości, to ten Marrakesh też chciał mi sprzedać :D )

18.07.2018 18:18
Nikow1987
73

Jasne, odlicza, z tym nie ma problemu. Tylko co jak nie chcesz pierdół w postaci bonusowego odcinka, czy innych tego typu atrakcji? Musisz wziąć :D Albo jakbym chciał kupować epizodycznie, bo nie mam ciśnienia na całość? Też najwyraźniej nie mogę.

post wyedytowany przez Nikow1987 2018-07-18 18:19:55
18.07.2018 08:25
Nikow1987
73

W przypadku chęci kupna pojedynczych epizodów, też da się skorzystać z innego interfejsu? Próbowałem kiedyś kupić ten pierwszy, na którego się nie załapałem i... nie było takiej opcji. Cena była (dalej wisi jakieś 25zł), ale żadnej opcji zakupu nie. Można było tylko machnąć cały pakiet, kupując zbędne pierdoły za grubo ponad 100zł.

16.07.2018 09:51
odpowiedz
Nikow1987
73

Silent Hill 2 - niedościgniony wzór. Chociaż w kolekcji mam też RE7, w którym się dość szybko zakochałem i FEAR, ale to traktuje jako udany FPS.

RE4 tez kiedyś szanowałem, ale im dłużej w to się gra, tym gorsze się robi. Początkowe lokacje miały klimaty, potem zjazd. Walka na noże baaaardzo słabiutka.

17.04.2018 07:32
3
odpowiedz
Nikow1987
73

Ktoś się skompromitował tym artykułem. Nawet nie patrzę na autora. Liczyłem, że poczytam o klasykach, które dalej są grywalne. Może do czegoś wrócę, może sprawdzę teraz, bo kiedyś nie miałem okazji. A tu praktycznie świeże tytuły i ich proces "starzenia się". Kabaret.

04.04.2018 07:29
odpowiedz
1 odpowiedź
Nikow1987
73

Mnie ciekawi, ile będą sobie za to liczyć. Jakieś ceny były już podawane? (wersja PC)

01.02.2018 08:01
odpowiedz
Nikow1987
73

Jak wygląda tu sprawa coopa? Można machnąć całą kampanie, jak w Divinity? Czy to raczej system z DkS - pomocy z bossem i na razie?

21.12.2017 09:20
odpowiedz
Nikow1987
73

Dziwnie. Zagłosowałem na Grę roku, na oczekiwaną grę roku, a na Indyka nie mogę. Wyskakuje okienko zaloguj się, loguje, a tam Strony nie ma, czy coś podobnego.

BTW
1. Divinity Original Sin 2
2. Cuphead
3. Resident Evil 7
(bo nie grałem jeszcze w NioH, wobec którego mam spore oczekiwania)

post wyedytowany przez Nikow1987 2017-12-21 09:21:38
10.02.2017 09:01
2
odpowiedz
Nikow1987
73

Wg IMDB, w swoim zyciu ogladalem 3700 filmów (wychodzi nowy film, dzień w dzień, przez 10 lat :O ). Nie uważam się za krytyka, ale jakiś system ocen wypracowałem (od 1 do 10, gdzie 4 to przecietniak, a 6 juz mozna uznac za "dobry"/"solidny"). Z przedstawionych filmów wychodzi tak:

Silent Hill - 6
Ten drugi SH - 1

Prince of Persia - 6

MK - 6
Ten drugi - 2

Residenty (kolejno) - 5, 2, 2, 4, 1, 2

Alone in the dark - 1

Bloodrayne - 2

Tomb Raidery - oba 3

Dungeon Siege - 3

Takich eGranizacji jest więcej, ale skupiłem sie na tych przedstawionych w tekscie

27.01.2017 06:31
odpowiedz
Nikow1987
73

Rok growy może nie był dla mnie niezapomniany - raczej wracałem do Wiedzminów i Mass Effectów - ale podoba mi się, że gry, które rok temu były przeze mnie najbardziej oczekiwane, dziś znalazły się tutaj. Nie zawiodły. I Dark Souls 3, i Hitman, to sporo godzin dobrze spędzonego czasu. Trzecie miejsce dla Battlefielda 1, za rozmach, z jakim została przedstawiona wojna.

PS: Dodam od razu, że trzecim tytułem najbardziej oczekiwanym - chyba nawet nr.1 - była Mafia 3... ... [*]

27.01.2017 06:28
odpowiedz
Nikow1987
73

Ten rok, rokiem RPGów? Moja oczekiwania na to wskazują. Divinity, South Park i Mass Effect. Wiem, że 2 z 3 tytułów, mogą okazać się mało RPGowe, ale w szerokim rozumieniu pojęcia i tak się załapią. Divinity, bo kocham jedynkę, a niewiele pewnie zmienią w gameplayu. South Park bo kocham jedynkę, a niewiele pewnie zmienią w humorze. A Mass Effect, bo kocham oryginalną trylogię, i ... nie, to jej nie dorówna, ale i tak czekam ;)

01.06.2016 16:56
Nikow1987
73

Dzieki. Cos pewnie wybiore z podanych tu modeli. Grunt, zeby jeszcze troche przeciągnąć żywotność tego komputera, a pozniej uderzyc z czyms nowym. Do Hitmana gralem we wszystko, ale juz Doom odmowil posluszenstwa ;)

01.06.2016 12:36
odpowiedz
5 odpowiedzi
Nikow1987
73

A na ten moment, jaką karta dostanę za jakieś 500zł. Grunt żeby miała conajmniej 2GB. Bo mój Radeon Hd 6coś tam 1GB już nie domaga, a inwestowac sporo pieniędzy w ten komputer nie ma sensu.

Lepsza Nvidia czy zostać przy AMD?

03.04.2016 18:38
odpowiedz
Nikow1987
73

Kilkadziesiąt godzin z częścią pierwsza (na PC!), sporo mniej z drugą (bo prostsza), strach przed trzecią. Już nie wiem, czy to strach przed tym, jakie potwory mnie tam czekają, czy przed tym, ile czasu mi to wszystko zajmie. Bo przecież muszę zajrzeć w każde drzwi, sprawdzić każdą skrzynię, ubić każdego bossa. Dla mnie nie ma większego święta niż Dark Souls. Wracam z pracy, siadam, nie ma człowieka. Pauza od treningów, może nie od jedzenia ;)

post wyedytowany przez Nikow1987 2016-04-03 18:38:58
26.03.2016 16:26
odpowiedz
Nikow1987
73

A ja jestem fanem przygodówek i Day of the Tentacle, mnie nie rusza. Uwielbiam Grim Fandango, uwielbiam Małpie Wyspy, ale Macki nie trafiły w moje gusta. Humor mnie nie rusza, historia nie nakręca do dalszego grania. Skusiłem się na zremasterowaną edycję, skończyłem 50% i wątpię, żebym ruszył to dalej.

29.02.2016 20:04
odpowiedz
Nikow1987
73

Okropne obawy, co do Hitmana. Na papierze wygląda to na idealny pomysł do tego rodzaju gry, ale papier przyjmie wszystko i teoria nie musi mieć przełożenia na nasz fun. Ale gorzej od Absolution, to nie będzie? Prawda? :(

I gdzie na tej liście Day of the Tentacle: Remastered? ... Jestem stary

post wyedytowany przez Nikow1987 2016-02-29 20:07:12
26.02.2016 16:59
Nikow1987
73

Tam nie byłem - dzięki. Zostanie mi tylko jeszcze jedno zlecenie i po zawodach. Niby krótko - nie było sensu dzielić - ale i tak miło będę wspominał. Szczególnie ostatnią decyzję - o dziwo nie miałem z nią problemu :)

25.02.2016 21:07
Nikow1987
73

Dzięki, ale dałem radę chwile po napisaniu posta. Powiedz mi tylko, czy ten boss przed krysztalem - nie mowie co, zeby nie spoilerowac - to juz koniec dodatku? Bo wlasnie go powalilem, zadna misja glowna juz sie nie odpalila i... jakos tak smutno :)

25.02.2016 20:05
Nikow1987
73

Czy ten boss - zeby nie spoilowac - przed krysztalem, to jest koniec dodatku? :D Bo w sumie tak dość zwyczajnie się to zwieńczyło

24.02.2016 19:51
odpowiedz
Nikow1987
73

W opactwie, przy korytarzu zalewowym - jak poukładać panele? Ktoś już tam był? Ułożył? Bo nie wiem, czy coś się stanie na miejscu, czy po efekty muszę się gdzieś udać? Może dobrze ułożyłem, a tego nie wiem...

20.02.2016 19:28
Nikow1987
73

U mnie Biała Kotlina normalnie otwarta od początku drugiej części. Są te ze dwie misje poboczne do zrobienia. Odnalezienie jednego dzieciaka i zlecenie (plus jedna większa walka z grupą przeciwników).

19.02.2016 05:48
Nikow1987
73

czyli pewnie w 10 da się zamknąć ;) Dzięki.

18.02.2016 21:22
Nikow1987
73

Ile mniej więcej czasu Ci to zajęło? (mowa o samym White March part 2, bo reszte już ogarnąłem)

Skończyłem dopiero trylogie Wiedźmina, więc teraz będę się musiał przestawić do powrotu na PoE ;)

post wyedytowany przez Nikow1987 2016-02-18 21:23:13
21.01.2016 06:23
odpowiedz
Nikow1987
73

A ja nie mogę wyjść z podziwu, że mi się ta gra tak nie podoba. Lubię RPG, lubię slashery, nad Dark Soulsami spędziłem setki godzin, a teraz czekam na trójkę. Byłem zainteresowany Dogmą odkąd trafiła na konsole. Teraz zadebiutowała na PC, a ja... się odbijam od niej coraz mocniej. Podoba mi się bestiariusz - bo lubię uwalać duże stwory ;) - podoba mi się system walki - bo jest dynamiczny - ale jakoś nie trafia do mnie motyw pionków, w ogóle nie kręci mnie świat przedstawiony, a o fabule wolałbym zapomnieć. Nie chcę mi się biegać i gadać w mieście, bo dialogi są strasznie suche. W zasadzie interesuje mnie tyle to, jak duży i jak ciekawy będzie kolejny stwór. Nie wiem, jak daleko pociągnę tylko na tym i czy przypadkiem nie włączę sobie ich na YouTube.
Z racji wieku, ograniczonego czasu i ilości nowych tytułów - gra ma kilka godzin na przekonanie mnie do siebie i nakręcenie mnie na zobaczenie napisów końcowych. Dogma na razie jest od tego daleka.

19.01.2016 06:30
odpowiedz
Nikow1987
73

Mafia i Dark Souls, to jedne z moich ulubionych serii gier. Do teraz się zastanawiam, na co bardziej czekam. Dziś jest tak, jutro może być inaczej, bo nie jestem w stanie sobie odpowiedzieć na pytanie - gdybyś miał możliwość, w którą byś chciał zagrać dzisiaj? Wybrałem inne kryterium by wyłonić "złotego medalistę". Paradoksalnie postawiłem na tytuł, który.... ... mnie bardziej martwi. Martwi mnie, że ta Mafia, to już nie będzie tamta Mafia. Za dużo zmian, za dużo znaków zapytania. Boje się, a jakości Soulsów jestem pewny. Pewnie też zabiorą mi więcej czasu i zdrowia, pewnie uznam je za grę lepszą, ale bardziej ciekaw jestem efektu końcowego sandboxowej gangsterki. Właśnie, sandboxowej :(

Trzecie na szybko - Hitman. To kolejna kochana przeze mnie seria. Tu jednak nie ma tej nakręcającej niepewności, tu już narodził się uraz. Nie podoba mi się absolutnie to, co zapowiadają twórcy. Czuję, że to będzie moje ostatnie podejście do serii. Wybaczyłem Absolution - to jest ostatnia szansa.

19.01.2016 06:25
1
odpowiedz
Nikow1987
73

Jedyna gra, która tak wciągnęła. Jedyna, która przypomniała stare czasy. Może jestem już stary - rocznik 87 - ale wiele nowych tytułów mnie nie przekonuje. Uproszczenia drażnią, fabularnie odpycha, grafika nigdy nie jarała. Gra roku to Pillars of Eternity, która nie tylko wkręciła mnie sama w sobie swoim geniuszem, co od nowa rozkochała w gatunku - zaraz po niej nadrobiłem Divinity: Original Sin.

Na szybko: Drugie Life is Strange, bo pod względem emocji, to absolutny top, a trzecie Fifa, bo zjada najwięcej czasu.

Brakuje czegoś? Dopiero nadrabiam Wieśka - od części pierwszej. Co Pan zrobisz? Nic Pan nie zrobisz!

02.01.2016 19:11
odpowiedz
Nikow1987
73

Wbrew pozorom, styczeń prezentuje się konkretnie. Mocny start nowego roku, gdzie 4 tytuły są dla mnie obowiązkowe - a to dla starego gracza dużo w miesiącu. Jeśli jednak muszę wybrać ten, na który czekam najbardziej, to bez wątpliwości jest to dodatek do Pillarsów. RPG z tego rewelacyjne, pierwszy dodatek zapewnił kilka solidnych godzin zabawy, a mam zamiar wymaksować i część drugą. Nie wiem, czy potrzebne mi jakieś udoskonalenia w rozgrywce, bo tę uważam już za poziom bardzo satysfakcjonujący, więc największe oczekiwania są co do historii i.. ostatniej walki. Ta z White March part 1, była zbyt prosta, zbyt zwyczajna, zbyt mało epicka. Zakończmy mocnym uderzeniem! Apeluje! A... i na większą ilość paragrafowania się nie obrażę - zdejmowanie klątwy z pierwszego dodatku było świetne.

06.11.2015 05:50
odpowiedz
Nikow1987
73

A Wolgraff padał tyle razy, że z chęcią bym go już zostawił na polu bitwy. Bardziej "rolplejowe" mam podejście ;) A kto umarł ten nie żyje.

05.11.2015 20:36
odpowiedz
Nikow1987
73

Powiedzcie mi jak odlaczyc niezyjacą postać. Nie chcę go wskrzeszać. Da się tak?

30.10.2015 18:09
odpowiedz
Nikow1987
73

SH2 > SH1 - Jasne, doceniać jedynkę trzeba, ale szans ze swoją kontynuacją nie ma. Fabularnie po prostu miażdży. Szkoda, że seria upadła - bo inaczej się tego nazwać nie da. The Room jeszcze zacisnąłem zęby i skończylem, choć już to było słabiutkie.

Z Wormsów o dziwo World Party mnie kupiło bardziej. Wiem, wiem, różnice w rozgrywce z Armageddonem nie są zbyt wielkie i samemu ciężko mi wyjaśnić, czemu królowało u mnie WWP.

Do Fallout się JESZCZE przekonuje! ;) Kocham Baldura, żeby nie było, że nie lubię RPG.

Monkey jest... genialne. Nawet ta trójeczka mi się podobała.

Unreal Tournament mi tu brakuje i ... Hidden & Dangerous :D

04.10.2015 18:38
odpowiedz
Nikow1987
73

Hidden & Dangerous. Dziś nie da się w to praktycznie grać. Nawet wtedy już dostrzegałem rażące błędy. Do teraz jednak bronię jej do upadłego.

30.09.2015 06:16
odpowiedz
Nikow1987
73

Po skończeniu Pillarsów, rośnie ochota na kolejnego epickiego RPGa. Sword Coast Legends dobrze rokuje. To kolejna pozycja, która przypomni takie hity, jak Baldurs Gate. Nawet bardziej, bo osadzona jest w świecie z dodatku pierwszej części. Co do trybu Dungeon Master podchodzę ze sporym dystansem, bo nie sądzę, by była możliwość stworzenia satysfakcjonującego systemu tego typu w grze komputerowej. Wszystko więc w "rękach" fabuły. Wkręci? Nie wkręci? Na pewno dam szansę.

28.08.2015 18:57
odpowiedz
Nikow1987
73

@AntyGimb - Daj znać jak to rozkminisz. Też sobie uwaliłem tak Edera, ale i tak się śmiałem jak dziecko, kiedy do tego doszło. Te paragrafowe akcje są bardzo fajne. Oby było ich jak najwięcej w następnym dodatku. Part 1 już skończyłem. Został smok, bo Urwisko już całe wyczyściłem. Całkiem spoko jest ostatnia walka. Na pewno lepsza niż ta z głównej misji.

26.08.2015 00:12
odpowiedz
Nikow1987
73

Dobra, a jak się cofnąć do Caed Nua, kiedy mój save jest zrobiony przed i po pokonaniu ostatniego Bossa? Przecież z tej lokacji nie mogę podróżować. To oznacza, że muszę zaczynać od początku, żeby pograć w dodatek?

24.04.2015 05:51
odpowiedz
Nikow1987
73

Dopoki nie musze malowac, to biorę udział.

07.04.2015 13:56
odpowiedz
Nikow1987
73

Możesz rzucić jakieś wskazówki na Latającego Smoka z Hylei. Z chęcią przeczytam ;)

06.04.2015 23:12
odpowiedz
Nikow1987
73

Dzięki AntyGimb. Pierwszy run z grą, więc mam satysfakcję podróżując w drużynie. Nastawienie mam takie, że jak ktoś zginie, to nie będzie upartego ładowania, tylko się z tym pogodzę. Śmierci towarzysza jeszcze uniknąłem, ale odejście już musiałem przeboleć. Matka się wypieła przy zadaniu pobocznym z dzieckiem. Szkoda, bo dobrze się nią grało. Jeden z jej czarów siał spustoszenie (nie pamiętam nazwy).
Osobiście żałuję tylko jednego, że gdy była możliwośc poświęcenia członka drużyny, to nie miałem ze sobą Kany. W ogóle bym się nie wahał, żeby Pieśniarz tam poległ ;)
Generalnie jestem pod koniec III Aktu jak domniemam, bo mam przychylnośc 3/4 Bogów - jedną rozmowę mi zaliczyło jako misje nieudaną - ale przede mną jeszcze kilka lokacji do zwiedzenia. Pytanie mam kolejne - czy po zabiciu ostatniego bossa, jest możliwość dalszego wykonywania zadań pobocznych, czyt. dalszej gry? Domniemam, że tak, ale wolę się upewnić. Teraz mam na rozpisce kilka niedobitków, jak Bezkresne Ścieżki, poboczne zadania z Gajówki, Lle a Rhemen (jakoś tam jeszcze nie miałem potrzeby wchodzić), jedna jaskinia (ta przed którą jest stado orków) i latający smok z Hylei. Na razie pozwoliłem mu zostać z małym, ale w planach jest powrót i zabicie go - naturalnie pozwoliłem mu zostać, bo po 3 próbach nie mogłem go jeszcze ubić (mocny jest) ;)

05.04.2015 20:13
odpowiedz
Nikow1987
73

Genialna gra. 20h za mną, a dopiero zaczynam Akt III. Bezkresnych jeszcze nawet nie ruszyłem. Jeden smok już rozłożony - epicka walka. Czy ktoś kto skończył może mi wymienić najmocniejszych przeciwników w grze? Mam podejście jak w Dark Souls - wybić wszystkich ;)

05.04.2015 20:09
odpowiedz
Nikow1987
73

Genialna gra. 20h za mną, a dopiero zaczynam Akt III. Bezkresnych jeszcze nawet nie ruszyłem. Jeden smok już rozłożony - epicka walka. Czy ktoś kto skończył może mi wymienić najmocniejszych przeciwników w grze? Mam podejście jak w Dark Souls - wybić wszystkich ;)

01.04.2015 08:08
odpowiedz
Nikow1987
73

To jak dobrą grą jest GTA V już wiemy. To jak będzie funkcjonować PC-towa wersja, jest owiane mgłą tajemnicy. Po wpadce przy konwersji IV cześci, na specjalistach Rockstara ciąży dość duża presja. Nie mogą się wyłożyć i tym ich strachem tłumaczę sobie liczne przesunięcia premiery. Wierzę, że przyniosą one skutek, a My otrzymamy produkt kompletny, bez konieczności szybkiego patchowania i bez rozgrzewania komputerów do czerwoności. Wreszcie sprawdzę Trevora w akcji i nie będę w tyle w rozmowach z konsolowymi kolegami.

20.03.2015 06:00
odpowiedz
Nikow1987
73

Pierwsze spojrzenie kazało wskazać jedynkę. Najwyraźniej do dwóch razy sztuka, bo pojawiła się kwestia prostego pytania - "Którą grę chętniej bym ściągnął ze sklepowej półki?", choćby po to, żeby przeczytać opis. Kiedy jedynka jest dość wymowna, ma stwora, nie pozostawia niedomówień, to generuje obawy, że mamy do czynienia z jakąś prostą konstrukcją o eksterminacji potworów. Kholat stawia na klimat, więc powinien robić dobre - i właściwe - wrażenie jeszcze przed zainstalowaniem programu. Dwójka to świetnie obrazuje. Pomijając już taki detal, że nazwisko Seana Beana jest bardziej widoczne i rzuca się w oczy, a to nazwisko które może przyciągnąć uwagę.

02.03.2015 06:15
odpowiedz
Nikow1987
73

Jeśli nie graliście w Baldura, to możecie nie wiedzieć, jak ważnym projektem dla graczy jest Pillars of Eternity. Wielkie nadzieje są pokładane w tym kodzie. Każdy chciałby przeżyć TAKĄ - bo Wrota są świetne - historię raz jeszcze. Nie wiem, czy po tylu latach jakakolwiek gra jest w stanie powtórzyć sukces wyżej wymienionego klasyka, ale nawet jeśli się zbliżą do takiej jakości, to będzie wielki sukces. Liczę na wielowarstwową fabułę, dobry system walki i ciekawych NPCów - recepta na sukces.
PS: Przesunięta premiera GTA stanie się łatwiejsza dzięki PoE. Na dobrą sprawę cieszyłem się z opóźnienia hitu Rockstara, bo będę miał więcej czasu wkręcić się w ten świat.

01.02.2015 20:26
odpowiedz
Nikow1987
73

Sam się sobie dziwie, bo mam spore obawy co do tego tytułu, ale najbardziej wyczekuje Dragon Ball: Xenoverse. Zajawki z dzieciństwa są wciąż silne po latach. Ciężko mi sobie wyobrazić idealną bijatykę w tym uniwersum, ale Xenoverse wydaje się fajnie podchodzić do sprawy. Szczególnie możliwość stworzenia własnego herosa napawa optymizmem. Jeśli kreator postaci będzie wystarczająco rozbudowany, a lista ciosów nie ograniczy się do kilku, to gra powinna się obronić.

14.12.2014 22:16
odpowiedz
Nikow1987
73

Bo nie słyszę dokładnie kroków rywali na multiku w CoDzie, i mnie zabijają jak uber lowa, przez co przegrywamy!

01.11.2014 17:03
odpowiedz
Nikow1987
73

Dragon Age mocno zboczyło z kursu wydając konsolową dwójkę. Seria mocno ucierpiała, a wielu straciło w nią nadzieję. Coś, co miało być Baldur's Gatem, czy też Mass Effectem z lochami i smokami, obniżyło mocno notowania. Inwkizycja ma sporą szansę zadośćuczynić wcześniejszą wpadkę. Ostatnie materiały napawają optymizmem. Razi mnie brak fabularnej ciągłości, ale wierzę, że nie zmarnują okazji, którą ta inkwizycyjna otoczka oferuje. Walka i mechanika swoją drogą, ale mocna opowieść z licznymi zwrotami to konieczność.

01.10.2014 05:52
odpowiedz
Nikow1987
73

Niepotrzebni mi piraci, żaden rzymianin, a już na pewno nie powrót do przeszłości z Borderlands. Nawet nie patrzę na Grimrock, na farmę, a Izolacja mnie nie kręci - Colonial Marines temu winien. Właśnie skończyłem Dark Souls 2, i jeśli coś da mi więcej funu, to Tomasz Gop i Lords of the Fallen. Nie, nie oczekuje klona From Software, nie stawiam zbyt wysoko poprzeczki. Znam różnicę, akceptuje je. Z materiałów, które ostatnio widzieliśmy, oczekiwania idą w górę. Jedyny mankament to z góry narzucona postać, ale jeśli fabuła na tym zyska, nawet o tym nie będę pamiętał.

01.09.2014 20:28
odpowiedz
Nikow1987
73

Niby ciągle serwują "to samo", a jednak ewoluuje. Fifa 15, to pozycja obowiązkowa dla każdego fana piłki. Nie chcę bynajmniej wszczynać kolejnej wojny z PESowcami, ale twór Konami mocno obniżył loty po genialnej "6" - do tamtej pory, byłem wyznawcą Azjatów. Wygórowanych wymagań nie mam, bo i to co zobaczyłem w "14" dało mi sporo zabawy online przez cały rok. Spodziewam się na PCtach, 14stki z konsol - tyle. Kończąc napiszę, że jak dostanę już tę grę - powinienem, bo, bo... bo tak! - to obiecuje w wolnej chwili ograć całą redakcję. Premia dla tego, kto strzeli mi bramkę ;)

02.08.2014 17:53
odpowiedz
Nikow1987
73

Gothic wciąż w modzie. Od Risena 3 oczekuje ... jakościowego skoku. Dwójka przyćmiła oryginał, więc mam nadzieję, że dobra passa zostanie zachowana. O ilość zadań się nie martwię, o dubbing czy rozwój postaci również. W zasadzie - jak mało kiedy - czuję, że tę grę można brać w ciemno. A i podtytuł napawa wielkim optymizmem. W końcu walki z jakimiś Tytanami, zawsze zapadają w pamięć najbardziej.

02.08.2014 17:52
odpowiedz
Nikow1987
73

Ciężkostrawne

25.07.2014 18:01
odpowiedz
Nikow1987
73
Image

;(

08.06.2014 19:20
odpowiedz
Nikow1987
73

Po Sniperze nie spodziewam sie zbyt wiele. Ba, jestem wręcz pewny, że to będzie powtórka z rozrywki. Sceneria się zmieni - spoko - ale niewiele poza tym. Podobny sceptycyzm przejawiam, jeśli chodzi o Enemy Front. Niby na papierze wygląda w porządku, ale to wciaż City Interactive - ups, przeprasza, CI Games. Gra świata nie zwojuje, a ja nie mam zamiaru zacierać rączek, tylko dlatego, że to nasze. Dla mnie najciekawiej prezentuje się Valiant Hearts. Urzeka wizualnie, a i stoją za tym ludzie odpowiedzialni za Raymana, więc na jakiś kredyt zaufania zasługują. Zróżnicowana rozgrywka i grająca na emocjach fabuła, to klucz do sukcesu w tym przypadku. Z chęcią sprawdzę, czy im się udało.

28.05.2014 13:27
odpowiedz
Nikow1987
73

CUD - Centralny Układ Dowodzący
"Nieprawdopodobne, a jednak"

02.03.2014 10:17
odpowiedz
Nikow1987
73

Kiedys kupujac grę nie mialo sie pewnosci, ze sie ją ukończy. Dziś gracz jest prowadzony za raczke do finału. DkS to powrot do tamtych lat, przez co łezka w oku się kreci. Odkąd tylko zapowiedzieli dwójkę, ja już zacząłem odliczanie. Jedyny single-player, który zaoferuje tyle godzin zabawy, co multi. Gra na wszelakich filmikach pokazuje, że nie straciła uroku, ani na trudności. Znów nasze przyzwyczajenia będą wystawione na próbę. A ja - choć to masochistyczne podejście - znów mam nadzieje, że zbyt słabym bohaterem gdzieś zbłądze, a tam czeka mnie pewna śmierć ;) Trudno pisać o swoich oczekiwaniach, bo ja wiem, że się nie zawiodę. Może po cichu liczę na jakieś nawiązania do poprzedniczki? To by było miłe. Kto się nie uśmiechnął, jak zobaczył Sifa, the Great Grey Wolf w DLC ?

31.01.2014 17:00
odpowiedz
Nikow1987
73

Splinter Cell, Hitman, Thief - czołówka skradanek. Kiedy dwie pierwsze mocno się unowocześniły (ułatwiły), wraz z nową odsłoną zakapturzonego, liczę na przyzwoitą dawkę old-schoolu. Nie oczekuje czajenia się kwadratem na inne kwadraty, ale przyzwoity poziom trudności i wiarygodny system skradania są wręcz wskazane. Jeśli AI nie zawiedzie, możemy szybko dostać mocnego kandydata do gry roku.

16.01.2014 12:22
odpowiedz
Nikow1987
73

Skończył już ktoś? Ile jest rozdziałów?

20.11.2013 20:28
odpowiedz
Nikow1987
73

#GTAV na PC - Nikow1987 - 30.05.2014#

31.10.2013 20:42
odpowiedz
Nikow1987
73

Niby to "ten sam" CoD. Znów 5-godzinna kampania i trochę frajdy w multiplayerze. Ponownie będziemy słuchać lamentu graczy, że idą na ilość, niekoniecznie jakość. Jednak co parę części, da się wyłowić perełkę w serii. Tak jak to było z Modern Warfare, niewykluczone, że tak też będzie z Ghosts. To w końcu nowe spojrzenie, nowa fabuła, i nowy - miejmy nadzieje - klimat. A przecież system strzelania do złych nie należy, co nie? Cieżko oczekiwać rewolucji w FPSach, kiedy nie zapożyczają z innych gatunków. Nowy CoD nie zapożyczy, ale i tak budzi niesamowite emocje. Ja czekam, ja zagram, ja skończę kampanie ;)

28.10.2013 11:08
odpowiedz
Nikow1987
73

Grawitacja to realizacyjny geniusz. Patrzeć można na to godzinami, a wszechświat nigdy nie był tak dopieszczony w kinematografii. Trafili z nim w dziesiątke. Potrafi wzbudzać obawy i podziw jednocześnie. Jeden z niewielu filmów, gdzie znienawidzony przeze mnie trójwymiar, jest elementem wykorzystanym należycie, a nawet śmiem twierdzić, że jest elementem niezbędnym. Bez niego doznania nie mogą być takie same - nie dziwi mnie ograniczenie seansów 2D do minimum. A jeśli obraz jest genialny, to nie wiem, jak nazwać dźwięki. Ciężko pochwalić muzykę, kiedy najpiękniejsza jest cisza. To jak umiejętnie miksują to wszystko, daje się we znaki już przy napisach początkowych. Szukać w „Grawitacji” ciekawszych elementów, wątków, czy przesłania, to jak liczyć na tlen w kosmosie. Przykro stwierdzić, ale pełno tu tanich motywów, które psują wizję całości. Te wypadające przyrządy w kluczowych momentach, ta córeczka, która umarła, jak uderzyła się w głowę – zbędne warstwy, rażące wręcz tandetą. Niby miały zbudować ciekawszą bohaterkę, a są tak samo sztuczne, jak twarz Sandry Bullock. Cała jej Ryan Stone, to też zagadkowa persona. Potrafi przechodzić przemianę za naszymi plecami, choć ciągle ją mamy przed oczami – taka zdolna bestia! Od panikary, którą bezskutecznie starają się uspokoić, potrafi w mig zamienić się w oazę spokoju, kiedy panikować wręcz wypada. Kupy się to nie trzyma, a i sam występ Bullockowej mnie nie poruszył. Panuje teraz nad nią zachwyt – zresztą, jak i nad całym filmem – ale przy Clooney wygląda wręcz przykro. Pięknie to wygląda, choć myślenie tu wskazane nie jest. Stoje pośrodku tego wszystkiego. Zgodzę się z tymi, którzy gadają/piszą/śpiewają (?) o wielkiej „Grawitacji”, ale nie będę też się spierał z tymi, którzy wydrapują dziurę w głowie, starając się tej wartości doszukać. To jest głupie, ale niesamowicie zrealizowane – 6/10

Labirynt aktorsko praktycznie bezbłędny, fabularnie intrygujący. Tak jak Cate Blanchett za „Blue Jasmine”, musi otrzymać przynajmniej nominacje do Oscara wsród kobiet, Hugh Jackman powinien się znaleźć w wyścigu po męską statuetkę. „Wolverine” kolejny raz udowadnia, że nie tylko z machismo mu do twarzy. Jest pełen ojcowskich emocji, momentami w swojej krucjacie przeraża. Dostosowuje się do zmian, jakie zachodzą w historii. Miłość, gniew, żal – wybierz, co chcesz, on trafi w „10”. Towarzyszące mu gwiazdy już nie błyszczą tak jasno, choć ciężko im coś zarzucić. Przyjaciel (Terrence Howard), to opozycja do wybuchowego charakteru Jackmana. Tak jak jeden chcę zrobić wszystko, drugi raczej stara się go hamować. Gyllenhaal daje jedynie poprawny portret policjanta. Tym bardziej pozostaje żal, bo nie robi tu za statystę. Obok Hugh, to głowna postać, a w repertuarze skąpa ilość min. Atmosfera jaka panuje, potęguje odbiór. Rzęsisty deszcz, burzliwe dni, mroźna zima i okoliczny las, tworzą mroczne środowisko akcji. Każdy brutalny czyn bohaterów, to akt desperacji spowodowanej kończącym się czasem. Nie wiem, kto odpowiada za muzykę, ale też bym go ustawił na linii startu po nagrodę Akademii. Spokojna, klimatyczna nuta. Na pierwszy rzut ucha znajoma, dość typowa dla gatunku, a jednak ciężko jej nie docenić, bo świetnie wkomponowała się w całość. Denis Villeneuve (reżyser) odwalił kawał dobrej roboty, by sprzedać mi znajomy produkt raz jeszcze. Znajomy, bo fabularnie zdaję się być to mocno oklepane – pytanie, jakiego thrillera jeszcze nie było? Doświadczony kinoman zszokowany zwrotami nie będzie, ale doświadczony kinoman doceni „Labirynt” i bez tego. Poruszający, pełen napięcia, męczący – ponad 2h i wolne tempo – tylko dla nielicznych – 7/10

Wałęsa... Polski kandydat do Oscara. Faktycznie za wartościowy film, czy ze względu na samą tematykę?
Dwójkę, dwójkę wybierz, Panie! Kiepsko zmontowany, zbijający z tropu, ale z niezłą obsadą. Lech Wałęsa częściej śmieszy, mniej inspiruje. Widocznie taki jego los, w oczach dzisiejszego społeczeństwa. Więckiewicz i charakteryzatorzy, odwalili kawał niezłej roboty. On dograł głos, oni zapewnili wygląd. Wałęsa jest bohaterem łatwym do polubienia przez widza, choć twórcy pozbawiaja nas prawa oceny. To ogląda się jak propagande. Masz myśleć o nim tak, a nie inaczej. A jakbyś chciał myśleć inaczej, to Ci sam Robert powie, że Lech jest inny. Wszystko za sprawą fabularnej ramy, jaką jest wywiad Oriany Fallaci z liderem Solidarności. Tam padają te wszystkie hasałka, o tym, jaki to ten Wałęsa tak naprawdę jest. Strasznie zawężają jakiekolwiek pole do interpretacji, okrutnie spłycają historie. Nie ma w tym większego celu. Ani nie poznamy dzięki temu tych wydarzeń lepiej, ani też nie wywoła u nas to innych emocji niż śmiech.
Zagubiona owieczka. Wygląda jakby chciała do TV, a oni w kinie ją pokazują. TVP serwuje non-stop archiwalne materiały, często wkręcając w czarno-biały obraz aktorów. Kolejny raz, po co? Zbędny patent, którym można było film skrócić do przystępniejszych rozmiarów. Nie zobaczymy tam nic szokującego, a kolejny raz wybiją z tropu. Z drugiej strony, cóż to za trop, skoro sceny się urywają ot tak. Skaczą po wydarzeniach, jak im wygodniej. Poszli po najmniejszej linii oporu z tym wszystkim, a momenty wartościowe da się wyliczyć na palcach u jednej ręki. Dość powiedzieć, że jeśli ktoś tej historii nie zna, to niewiele mądrzejszy opuści sale kinową.
Obok bardzo dobrego Więckiewicza, stoi plejada wcale nie gorszych gwiazd, z wcale nie tak słabszymi kreacjami. I Grochowska daje radę, a Baka, Zamachowski, czy Kosiński prezentują swój wysoki poziom. To ratuje ten zlepek scen. Za ich sprawą, można „Wałęse” zaakceptować, a wielu pewnie zmyli, że film jest czymś wartościowym. Kolektyw z tego do dupy, ale jednostki udane – 4/10

Carrie to horror dla nastolatków. Nie tylko z nastolatkami, ale dla nastolatków. Bardzo lekki „straszak”, który zawodzi na tym, na czym powinien błyszczeć. „Carrie” zwyczajnie nie buduje napięcia, nie ma strasznych motywów, a nawet scen wyskokowych jest jak na lekarstwo. Odludek będzie gnębiony, czekamy aż wybuchnie. Emocji w tym niewiele, a do głębokiej psychologii postaci daleko. Matka (Julianne Moore), czyli prawdziwy reprezentant gatunku, potrafi niepokoić swoim zachowaniem, ale na tym całym kolorowym tle, nie sprzedaje się to właściwie. Brawa dla Moore za starania, ale były one na nic. „Carrie” mogłoby śmiało zostać puszczone na Nickelodeon, czy innej stacji dla najmłodszych.
Młodziutka Moretz jest za ładna do roli wytykanej palcami. Cieżko mi było ją kupić. Nie jest to może wina samej Chloe – ona nie zrobiła nic złego... dobrego zresztą też nie – a zwyczajnie kiepskiego castingu. Nawet ten kluczowy moment nie został należycie zbudowany. Nie czujemy mocy, jaką obdarzona jest mała. Czerwony krzyżyk, jestem na nie. – 2/10

05.10.2013 11:27
odpowiedz
Nikow1987
73

Na pierwszą część zapożyczyłem się,
Gdym dzieckiem jeszcze był,
Być Asasynem, skradać sie,
Do końca moich dni!

I znów abordaż, znowu, hej,
Templariuszy lej po łbie.
Choć wróg tuzin machin ma,
My nie boimy się.
Więc mieczem tnij, nie przejmuj się,
Niech spada łeb po łbie.
Dalej, hej, a nie obejrzysz się,
A on będzie już na dnie.

Piratem wkrótce stanę sie
I pokocham na pewno to,
Parszywy mnie czeka los,
Lecz znajdę w tym frajdę swą.

30.09.2013 12:47
odpowiedz
Nikow1987
73

Riddick - Trzecią część przygód łysego łowcy widzącego w ciemności, łatwo podzielić na trzy akty. Fatalny, dobry i konieczny. Zaczynają nijako, bez dialogów, z marną akcją, wymuszonym slow-motion i odmienionym bohaterem. Riddick, niczym ostatnimi czasy każdy heros, jest na kolanach. Obity, umierający, bezradny. Reżyser David Twohy obrazuje go jako 100% protagoniste, a nie ukrywam, że nie tak zapamiętałem tę postać. Nigdy facet nie był słodki, a tutaj wszystko jest wręcz cukierkowe. Niby są potwory, niby czai się niebezpieczeństwo, ale szybko schodzi to na przedziwny dla serii ton, kiedy Riddick chowa sobie pieska, a nawet ratuje go z opresji...
Wraz z łowcami głów, film wkłada inną maskę, Riddick wraca do bycia soba – motherfucker wybijający przeciwników. Przeradza się to w mroczną akcję, której wszyscy wyczekiwali. Wciąż bywa zabawnie, ale potworo-psa, zastępują teksty – uff. Plejady gwiazd nie ma, ale zaangażowani ludzie, odgrywają poprawnie swoje charaktery. Liczba statystów, których zachowanie wskazuje na szybką śmierć, ograniczona zostaje do minimum. Każdego jakoś zapamiętamy, każdy będzie miał swój moment. Czas zaczyna lecieć szybciej, uśmiech pojawia się częściej.
Akt kończący, to czające się potwory – i to nie spoiler, to coś, do czego nie trzeba podrasowanego wzroku czy zmysłu. Łączymy siły, czy nie? Ufamy Riddickowi, czy nie? Standard. Wszystko przewidywalne, kroczy powoli do napisów końcowych. Pozostaje żal, że nie skrócili tego wstępu. Sami sobie udowodnili w jego trakcie, że był zbędny. Zebrał on czarne chmury nad „Riddickiem”, ale meteorolodzy się pomylili. Czas stracony nie był, choć jak ktoś liczy na kozackie sceny akcji, tego tu nie znajdzie. Jeśli ktoś czeka na budowane w ciemności napięcie, znajdzie tego bardzo niewiele i będzie z utęsknieniem wspominał „Pitch Black”. Ot, taka pocieszna papka na raz, z kozacką, lubianą przez wielu postacią. Na pewno gorsze od jedynki, lepsze od efekciarskich „Kronik” – 5/10

To już jest koniec - Jeśli chodzi o jakiekolwiek końce świata w wydaniu komediowym, pomysł Rogena i spółki trzeba zaliczyć do najlepszych. Oni po prostu grają siebie, a grając siebie, nie mogą nic zepsuć. Szybko wkręcamy się w historie tej ekipy, a na żadne przedstawienie postaci nie trzeba tracić czasu, każdy ich zna. Baruchel, jako najmniej popularny, stoi gdzieś z boku – ekipy, bo z punktu widzenia widza, jest naszym głównym bohaterem. Z początku nawet nie wszyscy kojarzą jego imię, tak jak My wszyscy nie kojarzymy filmów w których grał. Franco jest „zakochany” w Sethie, Jonah Hill to przemiły grubasek, a Michael Cera biega wiecznie naćpany. Wszystko zdaję się być oparte na ich najczęstszych kreacjach. Tak żeby widz mógł uwierzyć.
Warstwa komediowa to jazda bez trzymanki. Absurdy się prześcigają, a granica przyzwoitości, jest przekraczana kilka razy na minutę. Większość tego oczekiwała, jedni się będą śmiać, inni nie – jak to w komedii. Linia między geniuszem, a czystą głupotą, jest bardzo cienka. Sam miewałem mieszane uczucia. Przy rozmowach, często nawiązujących do ich filmografii, zwykle był uśmiech na twarzy. Kiedy szli w fabularyzowanie apokalipsy, już niekoniecznie. Za często ich ponosi. Genialne są za to sceny spowiedzi przed kamerą - niczym w domu Big Brothera – i okazjonalne występy takich gwiazd, jak Emmy Watson czy Channinga Tatuma – plus jeszcze jednego składu, którego nie spoileruje, bo się popłakałem ze śmiechu na sam koniec.
Jeśli ktoś lubi takie pokopane komedie, to nie powinien się zastanawiać. Twórcy przemycili przesłanie, którym nie zabijają uśmiechu, tworząc na jego bazie jeszcze więcej gagów – co się chwali. Mam wrażenie, że aktorzy śmiali się podczas kręcenia, tak jak widzowie będą się śmiać podczas oglądania. Gdyby nie nadmiar toaletowego humoru – jak w kazdym ich filmie, jest zdecydowanie za dużo żartów o penisach – to prawdopodobnie byłoby wyżej – 7/10

Blue Jasmine - Woody Allen ma dar do dobierania sobie ludzi. Jest mistrzem castingów. Niekoniecznie idzie za trendami biorąc głośne nazwiska, patrzy tylko i wyłącznie przez pryzmat oferowanej roli. U niego, nawet najmniej ważna postać, zdaje się być odgrywana przez właściwą osobę. Nie inaczej jest w „Blue Jasmine”. Cate daję urzekający portret wariatki. Bo tym jest główna bohaterka - wariatką. Człowiekiem zepsutym, nieporadnym, który trafił na dno, z którego ciężko znaleźć wyjście. Mimika Blanchett jest bezcenna. Nie musi nic mówić, że coś jest z bohaterką nie tak, wyczytamy to z twarzy. I mimo, że pozostałe charaktery nie są tak wielowarstwowe, to idealnie wpasowują się w całość. Kto by pomyślał, że Andrew Dice Clay czy Louis CK, ludzie odpowiedzialni za stand-upy/komedie, dadzą sobie radę w sytuacji, gdzie nie dane im rzucać punchline’a za punchlinem – Woody widział w nich swoją postać. Czapki z głów – szczególnie dla tego pierwszego, którego magnetyczna persona działa też na wielkim ekranie.
Oczywiście, Allen tradycyjnie tonie w związkach i miłości, ale nie czerpie z tego całymi garściami, tylko zahacza. Jego nowe dzieło, to już nie „pocztówka” fundowana za pieniądze miasta. Daleko też temu do komedii, czy nawet komedio-dramatu. Owszem, jest kilka gagów, czy śmieszniejszych scen, ale skupiająć się w głównej mierze na Jasmine, ciężko do tego podchodzić, oczekująć uśmiechu na twarzy. To dramat o materialistce. Samotnej, szukającej miejsca na ziemi. Nie idzie to „jak po sznurku” zwanym kom-romem, choć niejednokrotnie próbuje zwodzić w tym kierunku. Atutem jest niechronologiczne podejście – choć z początku, przyznaję, może razić. Wymieszanie jej przeszłości z mężem Halem (Alec Baldwin) i dzisiejszej Jasmine. Kontrast brutalny, nie tylko w statusie społecznym.
Wielu pewnie napiszę, że to najlepszy film Allena ostatnich lat. Może nie będę do niego wracał, jak do „Co Nas Kręci, Co Nas Podnieca” - to tylko moja słabość do tamtej wartości komediowej - ale ciężko będzie tym słowom zaprzeczyć. „Blue Jasmine” jest dobre! – 7/10

Sztanga i cash - To był jeden z tych filmów, do którego podchodziłem mega pozytywnie. Była niezła historia – do tego z życia wzięta – kulturystyczna polewa, The Rock i rozpoznawalny reżyser. O ile ciężko mi się czepiać fabuły, a jeszcze ciężej postaci, tak całe podejście jest podejrzane od samego początku. Bierzesz prawdziwe wydarzenia, i z dupków, morderców, kryminalistów, którzy dopuścili się zbrodni, chcesz zrobić protagonistów? Prawie tak samo porypane, jak nasze polskie tłumaczenie. Czy to przypadkiem nie burzy tego stwierdzenia „oparte na prawdziwej historii”? Czy tam nie powinien być jakiś aneks do tego? Czy w ten sposób nie zmieniamy charakterystyki postaci? Raczej prawdzia historia...widziana przez różowe okulary M. Baya.
Załóżmy, że przełknąłem to wszystko. Nie jestem członkiem oburzonych rodzin naszych zbrodniarzy, więc chcę tylko czerpać satysfakcję z seansu, jako widz. Znów nazwisko Bay, skutecznie to utrudnia. Brakuje tutaj skoncentrowania się na konkretnym aspekcie. Ten film chcę być o wszystkim, o wszystkich, więc tak naprawdę jest o niczym. Każda postać, dostaje nawet swój „voice-over” (głos zza kadru), czym skutecznie wybija z rytmu, biadoląc o swojej przeszłości czy przemyśleniach – stanowczo tych motywów jest za wiele. Jeśli mamy ich gdzieś, to ciężko mieć na uwadze ich wewnętrzne gadanie...
Wahlberg i spółka, wydają się cieszyć z grania w „Pain & Gain” bardziej, niż ja z oglądania ich wyczynów. Nawet nie trzeba być fanem The Rocka, żeby stwierdzić, że Dwayne jest najbarwniejszą postacią. Wielki chłop, o dobrym sercu. Wydaje się najgłupszy z całego trio, które żadną głębszą myślą skażone niestety nie jest. To jedyny koleś, po wyczynach którego można się uśmiechnąć. Jedyny, który ma jakiekolwiek argumenty, by bawić ludzi. Cała reszta wypada zbyt poważnie, co niestety przekreśla całą produkcję. Poruszyli drażliwy temat. Podjęli rękawice, by zrobić z niego komedie. Jedyną szansą na przepchnięcie takiego pomysłu, byłoby arcydzieło. Absolutny top, w generowaniu uśmiechu u ludzi. Efektem jest przeciętniak. Bay rzucił kośćmi po siódemke, ale wypadło tylko cztery – 4/10 - Najlepszą rolą Dwayne'a Johnsona, pozostaje Snitch.

12.09.2013 19:48
odpowiedz
Nikow1987
73

Amnesia: A Machine for Pigs pozostawiła po sobie spory niesmak. Ani historia przedstawiona nie należy do wybitnych - tym bardziej długich (3-4h) - ani nie czeka tu na nas jakieś wyzwanie - zagadki rozwiązują się same - nie uświadczymy mechaniki z poprzedniczki - brak inwentarza, podnosić możemy tylko określone przedmioty - a horroru w tym niewiele - na czele z "potworami", które na dobrą sprawę nie robią nic (no może poza bugowaniem, to umieją!) Nagroda dla straszaka września, idzie zdecydowanie do Outlast. W Amnesii wyróżnia się tylko warstwa dźwiękowa, a i też do geniuszu jej daleko. Świński numer ze strony twórców...

03.09.2013 15:15
odpowiedz
Nikow1987
73

Na starość człowiek staję się coraz bardziej wymagający. Gry dobieramy rozważnie. Nie ma już na nie tyle czasu, a i widzieliśmy już niejedno. I choć schemat GTA też należy do dobrze nam znanych, wszyscy mają wypieki na twarzy. Idąc za reklamą Mamby - Mam i ja! Bo ile razy tak naprawdę Rockstar zawiódł? Jedyne pytanie, jakie powinniśmy sobie zadawać, to jak wysoką ocenę zgarnie w recenzjach ich nowy twór. 9? 9,5? 10? Niżej nie zejdzie. Nie będę mówił, że czekam by pograć trzema postaciami w tenisa, czy pozabijać czas na innych, sandboxowych bajerach zaserwowanych przez mistrzów. Oczekuję dobrych postaci - głównych i pobocznych - fajnych misji - strzelaniny, pościgi - i genialnych cut-scenek. W skrócie tego, co zawsze w tej serii znajduje.

- Me, I want what's coming to me.
- Oh, well what's coming to you?
- Los Santos, chico, and everything in it.

02.09.2013 11:00
odpowiedz
Nikow1987
73

Elizjum - Mocny, polityczny fundament, w postaci dysproporcji jakie dzielą jednych od drugich. Nie dość, że fabularnie przedstawia sie to okazale, to i wizualnie nie pozostawia złudzeń. Ziemia jest niczym Brazylijska fawela – choć akcja dzieje się w LA – a Elizjum to kurort wypoczynkowy, dla Billa Gatesa i równie zamożnych kolegów. Przyjemne dla oka. I to by było na tyle z pozytywów.
Max to prosty chłopak marzyciel, który za młodu obiecywał dziecięcej miłości – oczywiście przewijającej się w dorosłym życiu – że zabierze ją do Elizjum. W tym celu zaczął też kraść schodząc na ciemną stronę. My na dobre łapiemy z nim kontakt, kiedy chcę się poprawić. Marzenia pozostawił za sobą, skupiając się na nudnej pracy przy taśmie.
Śmiertelna choroba, wcale nie pomaga wywołać jakiejś empatii, a i Damon nie ma z czym pracować. Prosty, jednowymiarowy charakter. Przez większość czasu przezroczysty na tle innych. Niby walczy o życie swoje i innych, ale jego losem przejąć się ciężko. To wszystko było zbyt ckliwe, słodko-pierdzące, przewidywalne. Wystarczy, że powiem, iż jego ukochana ma teraz chorą córeczkę, i też musi się dostać do uzdrawiajacej kapsuły. To chyba rysuje obraz całości.
Heroiczna walka na tle ciekawszej, politycznej intrygi, która znika z ekranu tak szybko, jak tytułowy raj. „Elizjum”, to tylko polewa, do filmu pościgowego, z pół-Terminatorem w roli głownej. Nie odnoszę się do jego zdolności zabijania, a do faktu, że jest... pół robotem, za sprawą pomagających przyjaciół. Przyjaciół, którzy wydaja się mieć jakieś ukryte cele, a kończą na jednym wymiarze, jak cała reszta. Wyciętych z kartonu jest tu więcej, choć na niektórych narzekać nie wypada. Jodie Foster gra twardą babkę, rządną władzy nad światem, a to, że sobie z tym radzi nie jest żadnym zaskoczeniem. Nie rozpływam się nad jej występem tylko dlatego, że mam wrażenie, iz każda wiekowa – i tak doświadczona – aktorka, sprostałaby temu wyzwaniu. Nie zapamiętam nic konkretnego, ale wiem, że było dobrze. Podobnie ma się sprawa z agentem Krugerem (Sharlto Copley). Chwalony przez wszystkich... jak i każdy inny antagonista, w tego typu filmach. Ostatnio jest modne, żeby wychwalać złych, choć często jest tak tylko dlatego, że Ci dobrzy są do bólu nudni. Geniuszu Sharlto nie stwierdzono, choć jedna mocna scena się znajdzie. Nie ma co składać rąk do oklasków, przed każdym psychicznym killerem.
Pierdzą pistolety, biegają roboty, po godzinie wzrok kieruje się na zegarek. Reżyser „Dystryktu 9” nie wyłożył się tylko na tym, co przedstawiał w swoim hicie sprzed 4-lat– obraz nędzy. Cała reszta przypomina „Johnny Mnemonica”, zmiksowanego z łychą patosu i męskością filmów akcji lat 80-tych. Początek pozwalał mieć nadzieje na coś lepszego. Był momentami sympatyczny, spokojny, wyrazisty, jakiś. Później się zrobiła papka, wywołująca na mojej twarzy zgrzyty. El-Stupid-ium – 3/10

Byzantium - Które wampiry są bardziej zniewieściałe? Te ze „Zmierzchu”, czy te tutaj? Szczerze, nie mam pojęcia. Tam wśród tej całej miłosnej otoczki, widać było, że wciaż mamy do czynienia z krwiopijcami. Tutaj, gdyby nam nie powiedzieli, to nie wiem, czy byłoby to aż tak klarowne. „Byzantium”, to dzieło twórcy „Wywiadu z Wampirem”, który właśnie się ostro skompromitował. Obok hitu z Cruisem i Pittem, to nawet nie powinno leżeć – o wymienianiu jednym tchem nie wspominając. Bardziej niż historia o wampirzycach, to biadolenie o tym, że nie można opowiedzieć swojej historii. Eleanor (Ronan) się zaczyna dusić, jakby czekała na moment wyjawienia prawdy światu. Ciekawe? Niekoniecznie. Brakuje tu szerszego poglądu na całą sytuacją. Słyszymy, że jej źle, ale tak naprawdę tego nie widać – niewykluczam, że tutaj w grę weszło nędzne aktorstwo, przereklamowanej Ronan. Cały czas się zastanawiamy, gdzie to wszystko tak naprawdę prowadzi. Oczywiście oprócz wątku miłości Eleanor do Franka, bo jak możemy zauważyć na bazie dzisiejszej kinematografii, wampiry są bardzo uczuciowe!
Gemmo Arterton, bardzo dobrze, że porzuciłaś bycie tropiącą czarownice Małgosią, na rzecz wampirzej prostytutki. Nie zrobi to z Ciebie dobrej aktorki, ale będziesz wyglądać kozacko! Poza tym, Clara to jedyna postać, która jakieś cechy wampira wciąż w sobie posiada. Nie będzie marudzić, jak przyjdzie kogoś zabić. Nie będzie czekać, aż ktoś będzie na skraju śmierci, żeby w ogóle o tym pomyśleć. Przedstawiona jako zła, tak naprawdę jest ratunkiem dla tej rodziny i całego „Byzantium”.
Początek zapowiada niezłe kino pościgowe w wampirzym klimacie. Po kwadransie wszystko przechodzi w stan hibernacji, i taki też stan byłby najlepszy dla widza. Poza wstawkami z przeszłości, przedstawiającymi narodziny naszego duo, nie dzieję się praktycznie nic. A jeśli fabuła idzie do przodu, to w bardzo ślamazarnym tempie. Przyspieszają pod koniec, ale to w końcu konieczność. Możliwe, że do tego czasu już wszyscy pousypiali. Cierpi to na kryzys egzystencjonalny, nawet bardziej, niż przedstawieni bohaterowie – 3/10 (bo Gemma to +1!!)

Wolverine - Nowy „Wolverine” z gracją baletnicy stara się balansować między kreskówkową historią znaną z komiksów, a opowieścią o szerszym przesłaniu. O ile na samo gibanie się po sznurku ciężko narzekać – całkiem zgrabnie sobie z tym reżyser radzi - tak finalnie kończy to na niczym. Ani to kino ambitne, ani jakiś genialny film z mutantami w tle. Dość standardowy mix, cenionego Marvelowskiego kiczu i mało porywającego scenariusza.
Hugh Jackman to dalej absolutny top, jeśli chodzi o odwzorowanie komiksowego bohatera. Przepycha się o pierwsze miejsce z Iron Manem, a tego dzierżącego żółtą koszulkę lidera, nie sposób jednoznaczenie wskazać. Zwycięzce najpewniej wyłonimy na ostatniej prostej, czyli po wrzuceniu ich do jednego filmu – czekam! W nowej odsłonie jego przygód, brakuje przede wszystkim wsparcia. Nie doszukamy się ciekawych postaci, a i każda jedna będzie podobna do drugiej – i tu bynajmniej nie chodzi o rasistowskie podejście do Azjatów i skośnych oczu ;) Wszyscy są z kartonu wycięci ze swoimi wątkami miłosnymi. Jest tu tyle związków – obecnych i byłych – i miłości – szczęśliwej i tej trochę mniej – że spokojnie mogą stawać we szranki z telenowelą. Niekoniecznie tego oczekuję od tego zmutowanego gatunku. Może tym zmiękczyli innych – zwolenników filmu, jak i tego wydania komiksu – ale mnie na pewno nie. Chyba, że za „zmiękczenie”, uznamy przejście z zaciekawienia na patrzenie która godzina.
Jak brakuje wsparcia wśród postaci, to wiadomo, że brakuje też antagonisty. Ci którzy zazwyczaj stoją na szcycie wśród wyróżnień, tutaj nie dostali należytego reprezentanta. Wystawili ponętną blondynkę, Viper (Svetlana Khodchenkova), której atuty na wyglądzie się kończą. Ni to zagrożenie, ni to jakaś wielka kreacja. Granica przyzwoitości może i została osiągnięta, ale tak naprawdę, to nawet na papierze nie jest jakiś szczyt geniuszu. Jeszcze gorzej to wszystko wygląda, kiedy zaczniemy ich rozliczać za efektowne akcje. Okazuje się, że ta najbardziej „kozacka”, jest dziełem walki ze zwykłym człowiekiem, statystą na dachu jadącego pociągu. Tylko czy jak takie cuda zaczyna wyprawiać człowiek, to to nie jest głupota? Zrozumiem mutant, ale zwykły koleś z nożem? Powoli żałuję, że to ta scena, która ma siedzieć w głowie.
Zahaczyłem o seans 3D, które naturalnie – bo jakże by inaczej – nie ma racji bytu. Jest takie jak ten Wolverine... bez pazura. Jedynie tytułowy bohater może człowiekowi ten czas wynagrodzić. Robi to najlepiej jak potrafi, czyli tak jak w poprzedniej „Genezie”, która to przy tym miała być jakimś trędowatym – 5/10

15.08.2013 17:41
odpowiedz
Nikow1987
73

Łosiu show stealer z tym wzrokiem na początku. Chłop się podłamał tekstem Kacpra - słusznie zresztą.

06.08.2013 19:41
odpowiedz
Nikow1987
73

To za sprawą pozytywnych reakcji gry-online, z lekką dozą sceptycyzmu, głosuję na Blacklist. Brak wiary to nic innego, jak pamiętny zawód w postaci "Double Agent" czy "Conviction". Może kiedyś Sam Fisher musiał się zestarzeć, przestać bawić - większość serii to dotyka. Mam jednak nadzieję, żę "Blacklist", to druga młodość. To powrót do pierwszych trzech części z - cóż za niespodzianka - "Chaos Theory" na czele.
Martwią często przedstawiane screeny, pełne słońca, pozbawione mroku. Twórcy utrudniaja sobie tym zadanie, ale jeśli im się powiedzie, a sztuczna inteligencja przeciwników nie zawiedzie - tłumaczyć ich ograniczoną widocznością w tych misjach, raczej nie będzie nam dane ;) - to mamy kandydata nawet do gry roku. Seria wciąż bliska sercom graczy. Gatunek nadal wielbiony przez całe rzesze. Nie trzeba nam wiele. Nie trzeba nam genialnej fabuły, pełnej zwrotów akcji. Trzeba nam momentów, kiedy każdy ruch będzie miał swoje konsekwencje. Kiedy będzie nam dane wytężyć szare komórki, a nie pooznaczać przeciwników i wykończyć jednym przyciskiem.

29.07.2013 10:36
odpowiedz
Nikow1987
73

Now You See Me / Iluzja
Namocowali się żeby zebrać gwiazdorską obsadę. Ruffalo ma wsparcie od takich nazwisk jak Jesse Eisenberg, Woody Harrelson, Isla Fisher, Dave Franco – czwórka złodziejskich magików, zwana tu jeźdźcami – czy Morgan Freeman i Michael Caine. Umówmy się, że przy takim zestawieniu, dwójke jesteśmy w stanie odstrzelić jako najsłabsze ogniwa, bez większego zastanowienia. Franco i Fisher są tylko dodatkiem, wnoszącym bardzo niewiele do całości. Isla, bo w grupie musi być ładna kobieta. Dave, bo w grupie musi być przystojny facet. Dobrze wypadają tylko w pierwszych minutach, kiedy cała czwórka jest nam przedstawiana w swoich indywidualnych występach. Później są zepchnięci na niewidoczny plan – magia! – ciągnąc na dno kolegów po fachu. Mimo obiecujących momentów interakcji między Harrelsonem i Eisenbergiem – ten gra w zasadzie Zuckerberga z „Social Network” – jesteśmy zmuszeni śledzić poczynania agenta FBI i narzuconej mu agentki Interpolu. Oni z kartonu wycięci może nie są, ale nie dają takiej satysfakcji jak czołowi „jeźdźcy”.
„Now You See Me”, to bajeczka. Każdy musi być tego świadom, przystępując do seansu. Fabuła ma tyle wspólnego z logicznym śledztwem, co cały zestaw przedstawionych sztuczek. Część z nich jest prosta, wszystkim znana, zaczerpnięta od podrzędnego magika. Większość jest absurdalna i nieświadomie zabawna. Mowa tu o kobiecie w środku latającej bańki mydlanej, i tego typu głupotach. Brakuje tylko słoni i gadających wiewiórek. Jakby się człowiek czepiał szczegółów, to przy wielce eksponowanej umiejętności do hipnotyzowania ludzi, cała czwórka mogłaby osiągnąć cel o wiele szybciej. Przedobrzyli z tym motywem, kiedy ludzie po wypowiedzeniu magicznego słowa – niczym w „Klątwie Skorpiona” Allena – zaczynają grać na skrzypcach. Woody potrafił się tym bawić, oni wałkują ten sam motyw kilkukrotnie, obrazując swoją głupotę.
Powiadają, że im więcej widzisz, tym łatwiej będzie Cię oszukać. W „Iluzji” im więcej będziesz myślał, tym mniej Ci się to wszystko spodoba. Budują napięcie do czegoś, co ciężko nazwać sztuczką, a cel który im przyświeca, to dowcip bardzo niskich lotów. Przyznam jednak to, że udało im się mnie oszukać. Oszukali mnie przy zwiastunie, kiedy oczekiwałem dobrego, rozrywkowego kina, a dostałem to. Przeciętniaka, któremu żaden Copperfield by nie pomógł – 4/10

The Lone Ranger / Jeździec znikąd
Western w wersji pro-dziecięcej, to cieżki do przełknięcia orzech. Hasają na koniach, paradują w kapeluszach, mają rewolwery, ale to nie robi z nich kowbojów. Cała obsada wygląda jak zgraja przebierańców. Żaden nie ma najmniejszego zamiaru nas oczarować, czy wciągnąć w prostą historię o braterskiej zemście.
Mawiają po „Lone Rangerze”, że to najwyższy czas by Depp odstąpił od tego typu kreacji. Spędził z nimi większość swojej kariery i już się wystrzelał. O ile nie sądzę bym należał do grona znudzonych takim Johnnym, tak Tonto jest mało zabawny i nieciekawy. Nie sypie coraz to lepszymi tekstami, tylko tam jest, bo być musiał. Wiedzieli, że potrzebują jego nazwiska, ale najwyraźniej nie wiedzieli, co z nim zrobić. Slapstick z najniższej półki.
Jego partner wypada odrobinę lepiej – przynajmniej takie odnoszę wrażenie, bo od JD oczekiwałem więcej – ale i tak zostanie przyćmiony samym nazwiskiem i pomalowaną twarzą popularniejszego kolegi – szczególnie w oczach najmłodszych, targetu. Nikt tu nie będzie mówił, że Armie Hammer ukradł show. Nikt nawet nie zapamięta jego nazwiska po wszystkim. Jeśli w ogóle można kogoś pochwalić za grę, to tylko William Ficthner przychodzi do glowy. Zawsze przyzwoity w roli antagonistów, choć nie zaskoczy niczym oryginalnym. Przeciętność wystarcza, by się na tej pustyni wyróżnić.
Ten jeździec jest znikąd, i jedzie donikąd – przez grubo ponad 2h! Pocięli to wszystko na mało atrakcyjne akcje, klejąc je minimalną warstwą fabuły. Jazda konna, podczas której bym usnął i zleciał zaraz na starcie. Disney przestał być zadowolony z „Piratów”, i podrobił swój produkt, licząc na naiwność widzów. Miała być nowa seria, ja mam nadzieję, że nie doczeka kontynuacji. Żaden to powiew świeżości. Daleko temu do bardzo dobrej „Klątwy Czarnej Perły”. Raczej upada niżej, niż kolejne części Karaibów. A to źle. Bardzo źle. – 2/10

Pacific Rim
Warstwa wizualna robi wrażenie. Czuć, że to efekty pieścili najbardziej. Jednak to, co daje kolosalny orgazm oczom, zwykle zaniedbuje wszystko inne. Dosłownie! Historyjka jest prosta. Oni atakują, My bronimy. Można się spierać, że przecież nie o to tu chodzi. Nie czepiajmy się sfer drugoplanowych. Jednak już o protagoniste, za którym będziemy trzymać kciuki, warto byłoby się upomnieć. Postawili na Charliego Hunnama – gościa znam z Green Street Hooligans. Dostał rolę za ładną twarz i kaloryfer – obowiązkowe sceny bez koszulki. Na papierze rozpisali mu byle co – traci brata, odchodzi od pilotowania, po paru latach jest potrzebny, wiadomo co się stanie – mieszając z byle jakim wątkiem miłosnym, z byle jaką Azjatką. Gość jest przezroczysty, mimo rzekomego bagażu emocjonalnego, który nad jego postacią ciąży.
O ile pojedynki Kaiju – te potwory - z Jaegerami – te maszyny – są dość wyrównane, tak pojedynki ładnych buziek z prawdziwymi aktorami, to prawdziwy squash. Aktor dobry = postać spoko. Aktor słaby = nikogo nie interesujesz, możesz zginąć. Niestety, "jobberzy" mają przewagę liczebną, którą skutecznie mogą zanudzić najwytrwalszych. Honoru bronią Idris Elba i Ron Perlman. Im należy się uznanie, które – dość niesłusznie – powędruje pewnie do naukowców. Duet odpowiedzialny za rozśmieszanie widza, czyli dla niektórych dar z niebios. Co śmieszne, to dobre? Nie w tym przypadku. Ani boków nie zrywałem, ani ich nawet nie zdążyłem polubić. Są zbyt przekolorowani, nawet na taką bajeczkę, jak „Pacific Rim”.
Historia zła. Aktorzy źli. To może przyjrzymy się temu, dlaczego ten film w ogóle powstał. Walki. Tutaj zabrakło budowania napięcia. Del Toro chciał chyba pokazać zbyt wiele. W imię wszechobecnych efektów, musimy oglądać często zbędne fragmenty pojedynków - z lecącą ręką robota dla przykładu. Bo ładnie wyglądają, i tyle. Jeszcze częściej przenosimy się do kabin pilotów, co w moich oczach jest potężnym ciosem poniżej pasa. Przy pierwszej walce już mnie to zastanawiało, po co mi widok gości w kombinezonach, wciskających jakieś bliżej nieokreślone przyciski. Nawet średnio widzę ich mimikę. Tłumaczyłem to sobie, że przy pierwszej okazji chcą nam pokazać, jak to działa od środka – idzie zaakceptować. Czemu robić to w każdym pojedynku?! Trafiamy tam na kilka sekund, przez co jesteśmy skutecznie odrywani od prawdziwej akcji, która dzieje się na zewnątrz! Na tym nie wygrywa nikt.
Potwory są spoko, trzeba im to przyznać. Można dalej biadolić, że nie zawsze idzie się im dokładnie przyjrzeć, ale już nie będę taki czepliwy. To, że są do siebie podobne, zrobione pod ten sam schemat, wiem doskonale. Niby chcieli nam je sprzedać jakimiś kategoriami, że jeden mocniejszy od drugiego, bla bla bla, ale spójrzmy prawdzie w oczy, są atakiem klonów.
Elba czasami błyśnie, Perlman zaintryguje, efekty docenimy, i jak to mawia świnka Porky, to by było na tyle. Oczy szeroko zamkniętę, zaraz po finalnym speechu Idrisa – wciśniętym w zwiastun, bo żaden inny tekst się nie nadawał. Dla mnie to trochę „Avatar” 2013. Znów namocowali się z efektami – niebieskie ludki na tym polu triumfują - wzniosłymi momentami, ale to tylko odpicowana kupa. Sporo osób podniesie, innym będzie śmierdzieć – 4/10

02.06.2013 16:02
odpowiedz
Nikow1987
73

Iron Man 3
Zmiana reżysera, wyszła chyba wszystkim na dobre. Nowy „Iron Man”, przybrał nieco dramatyczne szaty. Tony Stark jest słabszy niż kiedykolwiek, często lądując na kolanach. To najmroczniejsza z dotychczasowych opowieści o „żelaznym”, jak i ta najzabawniejsza. Wybuchowa mieszanka! Jeśli ten „wybuch”, nie zastąpi Ci efektów specjalnych i pocisków latających po ekranie, to możesz kręcić nosem.
Często przewijają się narzekania, że mało tu Iron Mana w „Iron Manie”. Kostium jest tłem całej opowieści. Dla fana narcystycznego Tony’ego Starka, a nie jego dzielnego alter ego, nie mogło stać się nic lepszego. Filantrop zawsze zapewnia dobry humor, a w „trójce” jest go więcej, jest w niespodziewanych momentach, i zawsze trafia w me gusta. Gdy tylko dochodzi do poważniejszych tonów, to możecie być pewni, że Tony skwituje wszystko żartem. Taki typ człowieka, dokładnie w ten sposób radzi sobie ze stresującymi sytuacjami.
Rola antagonisty, przypadła Mandarinowi. Znając jego prawdziwą genezę w uniwersum Marvela, ciężko się dać zaskoczyć serwowanemu twistowi. Z tą wiedzą wręcz docenimy takie podejście do postaci. Bez niej, krzywiłbym się, jak wszyscy. To co mnie raziło, to nieścisłości związane z tą postacią. Historia w całym filmie była prowadzona zgrabnie, poza watkiem zagrożenia, jaki stwarzał arcywróg. Koleś puszcza w telewizji terrorystyczne filmiki, a nie ma momentu, w którym faktycznie czuć, żeby USA i Prezydent, mieli pełne gacie. Pokazują filmik, pokazują krzywą minę głowy państwa, i wracają do Tony’ego. Tyle z mYsternych planów. Jeśli ktoś, z taką pewnością siebie, otwarcie mówił o atakach, to jeszcze pierwszego dnia, miałby 3/4 amerykańskich wojsk na karku. Czy by go znaleźli, czy nie... szukaliby. W „Iron Manie 3”, jakoś na to nie wpadli.
To, że Robert Downey Jr., dobrze się czuje w skórze granego przez siebie bohatera, wiemy od dawna. Wciąż jest najbarwniejszą postacią, z serwowanych przez Marvela ekranizacji. Nowymi członkami obsady byli Ben Kingsley i Guy Pearce. O ile ten pierwszy dał ludziom kilka potężnych monologów, godnych tego ze zwiastuna, tak drugi po mnie spływał z każdą minutą coraz bardziej. Może ma to związek z takim, a nie innym prowadzeniem fabuły.
Dla mnie najlepszy „Iron Man” z dotychczasowych. Nie było w nim przesadnie dużo efektów, mimo trójwymiarowej otoczki. Jedynie jego komiksowość mnie raziła. Z jednej strony, poszli trochę w styl „Mrocznego Rycerza”, z drugiej wszyscy pierdzieli ogniem. Nie jest to jakiś wielki minus, bo trzeba wiedzieć z czym mamy do czynienia, ale tym samym, nie jest to film dla każdego. Miejcie tego świadomość – 7/10

The Place Beyond the Pines / Drugie oblicze
Widowiskowy temat, zaprezentowany w leniwym stylu. Powolne, nieco „Drive’owskie” tempo, tym razem nie działa na korzyść Goslingowej kreacji. Zamiast uczucia, że oglądam coś wyjątkowego, zacząłem ziewać. Motyw więzi ojca z synem kupuje, ale rzekoma przemiana po przytłaczającej informacji o byciu rodzicem, to nieśmieszny żart. Luke robi wszystko, żeby wesprzeć kochanke. Wypytuje o nawyki synka - o którego istnieniu nie miał pojęcia - kupuje prezenty, daje pieniadze. Niby spoko, tylko nikt nie przedstawił nam wcześniejszej wersji „Handsome” Luke’a. Prezentują ojcowskie wcielenie, nakreślają przemianę, ale nikt nie zna początkowego stadium, więc nikt nie będzie piał z zachwytu.
Jeśli ktoś upatruje w tym kolejny film z Goslingiem w roli głównej – apel do podkochujących się nastolatek – to radzę podchodzić z dystansem. „Drugie oblicze”, szybko zamienia się w trzy krótsze historie, z czego tylko początkowa – ta reklamowana, ta opisywana w powyższym akapicie – dotyczy motocyklisty. Później przeskakujemy na policjanta Coopera, który podtrzymując „zjawiskowe” tempo, troszczy się o swojego malucha. Zresztą, w podobnie bezcelowym stylu, z podobnie kiepsko nakreśloną postacią... One się nie rozwijają, a każda kolejna scena, to najwyraźniej „zło konieczne”.
Ostatni akt, jest prosty do przewidzenia - a i niech nikt nie traktuje tego jako spoiler. Poważny skok naprzód na osi czasu, i nastoletni synowie obu bohaterów. Dopiero teraz dane jest nam poznać sens tego filmu. Jeśli kogoś interesuje, na jakich chłopaków wyrośli obaj, jak wpłynęły na nich błędy starszyzny, i jak to się stało, że zatrudnili takich mało przekonujących nieudaczników, łapcie śmiało. W każdym innym przypadku, polecam przemyśleć dwukrotnie. Owszem, trzeci akt jest jedynym zastanawiającym, ale minąłem się z całym sposobem opowiadania historii. Nie jest to pozbawione dobrych rzeczy, ale wszystko co dobre, stało się z czasem do bólu przewidywalne. – 4/10

Jeśli chodzi o premiery z tego miesiąca, to Kac Vegas 2 już rodzi obawy. W ogóle się nie zdziwie, jak tutaj wyjdzie jeszcze gorzej. Doją tę krowę, a ona już mleka ma niewiele.
After Earth reżyseruje M. Night Shyamalan... ... to wystarczy jako poważne ostrzeżenie!
Człowiek ze stali, a raczej "Mroczny Superman", zapowiada się fajnie - na pewno odwiedze kino. Podobnie ma się sprawa z "Now You See Me", choć absurdalna fabuła, jest niestety wpisana w taką fabułę

01.05.2013 15:38
odpowiedz
Nikow1987
73

Problemem tvgry, jest brak różnorodności. Większość redaktorów, jest takich samych. Ma to samo poczucie humoru, bardzo podobne poglądy, pewnie i na wielu innych płaszczyznach - nie growych - też są identyczni. Tak jakby Del wybierał ludzi pod siebie - niekoniecznie dla dobra całości - lub to oni chcieli się upodobać jemu. Odstępstwem od tej reguły jest Yuen, i najczęściej to jego się chwali w komentarzach - przypadek ?

Kiedy ostatnio była tu jakaś merytoryczna sprzeczka o dany tytuł? Kiedy podzieliliście się na dwa obozy, wymieniając argumentami? Nie mówie, żeby robić to na siłe, ale średnio mi się chce wierzyć, że jak jeden oceni daną grę, to reszta ZAWSZE jest tego samego zdania.
- Bo to jest takie...
- No... masz racje, to takie jest

Pamiętam jeszcze materiał Krzyśka z Kacprem, kiedy rozmawiali o Dishonored, podczas gdy ten drugi tylko się przyglądał jak gra Mr. Gonciarz?! Cóż on może powiedzieć, poza "no zgadzam się"?! Brakuje tu kogoś z charakterem. Jakiejś postaci, która by rozruszała ekipe. Nie sądzę, że nowe duo to takie persony. Pasują idealnie do tego, co pisałem wcześniej. Tak jakbym słuchał Dela z Kacprem, przed przejściem mutacji. Przykro to stwierdzić, ale faktycznie odechciewa się tych materiałów oglądać...

01.05.2013 12:44
odpowiedz
Nikow1987
73

Oblivion (Niepamięć)
Pierwszy akt, to ciężar nie do udźwignięcia, nawet dla najwytrwalszych. Przerażająco wolne tempo, mimo okazjonalnego biegania z kosmicznym karabinem. Naprawianie dronów, to nie najciekawsza robota, szczególnie, gdy jesteś osamotniony. Śmiało mógłbym obejrzeć dokument o hydrauliku, naprawiającym rury z wystającym owłosionym tyłkiem, i wyniósłbym tyle samo, co z początku „Obliviona”. Polskie tłumaczenie tytułu, to moje życzenie, co do tych 40min. Dalej jest lepiej, ale wciąż nie na tyle, by zapomnieć. Mam straszny problem z rozmieszczeniem zwrotów akcji. Jakby ktoś się walnął przy edycji, źle układając sceny. Zamiast budować napięcie, one wydają się zbędne. Brakuje tu celu. Reżyser kręcił się w kółko, korzystając z najprostszej drogi wyjazdu.
Mieszanka motywów z Wall-E i The Moon, wyłożona na tacy, z wiecznie młodym Cruisem. Aktorsko wypada dobrze na tle reszty, ale jest to „zasługa” towarzyszy, nie Tomka. Andrea Riseborough, mogłaby śmiało reklamować swoją twarzą, wspomniany – „epicki” – początek, bo emocji w niej tyle, co tam szybkiej akcji. Równie zbędna wydaje się być Olga Kurylenko, mimo, że jest ważnym punktem historii. W materiałach promocyjnych, zobaczycie Morgana Freemana – na dobrą sprawę, on zawsze gra Morgana Freemana - którego wyróżniająca kreacja, została kompletnie niewykorzystana.
Na ratunek przychodzi wartwa wizualna. Fani sci-fi powinni mieć czym nacieszyć oko, choć technologia tu zaprezentowna, na pewno nie zagości w 2077 – aż tak zaawansowani nie będziemy. Jeśli ktoś zakocha się w całej maszynerii i świecie przedstawionym, to może wybaczy im ten przewidywalny finał, pogmatwany środek, i nudny początek. Starali się, żeby to była płynna melodia, ale skrzypi zbyt często. – 4/10

30.04.2013 17:57
odpowiedz
Nikow1987
73

Od razu widać, że zbliżają się wakacje. Listę okupuje kilka fajnych tytułów, ale Metro to faktycznie kąsek najbardziej intrygujący. Bioshock ostatnio pokazał, że mimo nastawienia gracza na eksterminacje sił nieprzyjaciela, FPSom potrzebny jest klimat i fabuła. Jeśli te aspekty zostaną dopieszczone, to wystarczy zjadliwa mechanika - bez rażących błędów - a pozytywne recenzje mamy jak w banku. Gdzie oczekiwać wyżej wymienionych, jak nie w zaszczutym Metrze?

23.04.2013 16:59
odpowiedz
Nikow1987
73

8/9 - Pierwsza wtopa, bo SuperMan był garowany łapaniami ;)

31.03.2013 20:44
odpowiedz
Nikow1987
73

Dead Island miało sporo niedociągnięć. Na pewno była to gra przyjemna, ale nie wielka. Mam nadzieje, że Riptide, pchnie tę markę o szczebel wyżej. Tematyka powinna w tym pomóc. Zombie są teraz wszędzie. Od filmów, przez seriale, aż po gry. Czasami występują w romansach - Warm Bodies - czasami wyciskają łzy - Telltale Walking Dead - a czasami życzylibyśmy sobie o nich zapomnieć - Survival Instinct. Temat jest gorący. Wiele oczu, skierowanych jest na naszych twórców. Zastanawia mnie, czy wciąz wystarczy sama plaga bezmózgich kreatur, pędzących w stronę graczy? Liczę, że wątek fabularny, nie zostanie potraktowany, jak niesmaczna polewa, dla strzelankowego schabowego. Schabowy i tak dostaniemy pewnie odgrzewany. Ja wiem, że skosztuję. Mam nadzieje, że obejdzie sie bez zatrucia.

29.03.2013 16:30
Nikow1987
73

A Good Day to Die Hard (Szklana pułapka 5)
Ten film nie ma ze znaną marką nic wspólnego. Ktoś mi zaraz powie – zaraz, przecież Bruce Willis wciela się w Johna McClane. Otóż nie! Postać, którą gra Bruce, to McClane, ale to chyba zbieżność nazwisk. Zmodyfikowali cały charakter, w efekcie otrzymując starego Willisa, ocierającego się już o niskobudżetówki.
„W takim razie, na pewno jest dobra akcja!” Nie. Nie ma dobrych akcji. Coś wybucha, kule latają, samochody latają, wszyscy są nieśmiertelni, absurdy jakich wiele. Niektóre sekwencje, trwają po 15min. Jeden, nędzny pościg, przez tyle czasu. To powoduje, że nawet jeśli znajdzie się osoba, której to przypadnie do gustu, to po takim czasie zdąży się znudzić.
Nie liczcie na pamiętnego antagoniste – to też cecha serii - bo sam po obejrzeniu nie wiem, który to. Wiem, że jest Rosjaninem, ale to wyciągnąłem po sprawdzeniu miejsca akcji... Tak jakby wszyscy, chcieli dorównać poziomem, nowemu McClane’owi. Synalek ma wiecznie problemy z ojcem, co staje się przeterminowane, szybciej od wspomnianych sekwencji akcji. Kompletnie brak chemii między głównymi bohaterami, a zwroty akcji, należą do tych najprostszych, określanych również mianem najgłupszych.
Dopiero po seansie, zdążyłem sprawdzić, że reżyserował to John Moore. Kolesia pewnie nikt nie kojarzy - poza jego rodziną - ale zagłębiając się w jego filmy, znajdziemy ostatnią perełkę, po której najwyraźniej, musiał się zaszyć na parę lat - Max Payne (2008). Pamiętam Maxa (1/10). Nie chcę, ale pamiętam. Facet mógł zniknąć, ale nie nauczył się absolutnie niczego. Nie przeskoczył najniższej z mozliwych poprzeczek – 1/10 – Wielkie F* YOU, za to coś.
PS: Produkcji udało się osiągnąć jedno. By nie powiedzieć, że jest totalnym gniotem, wyszukałem pozytywny atrybut – sprawiła, że słaba „Szklana pułapka 4”, zyskała na wartości...

Oz: The Great and Powerful (Oz Wielki i Potężny)
Dobre czarownice kontra złe wiedźmy, przybysz po środku konfliktu, musi uratować świat. To jedna z tych produkcji o odkupieniu. Ta z gatunku, „facet nie jest najmilszy dla innych, teraz nadszedł czas na zmianę”. Zaczyna walkę z czasem, podczas której musi skutecznie zidentyfikować, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem.
Robert Downey Jr. i Johnny Depp, odmówili roli Oza, z czego James Franco, powinien być zadowolony. Zaprezentował się z przyzwoitej strony, nie ustępując urokliwym towarzyszom. W takich bajkach, to postacie drugoplanowe, odpowiadają najczęściej za humor. Tu nie rzuca się to w oczy/uszy. Ta płaszczyzna trafia do mnie najbardziej, bo umówmy się, że na takie krainy już jestem nieco przeterminowany.
Świetnie było wychwycić rzeczy, które nie są tak dosłowne, a świadczą o wartości filmu. Przejście z czarno-białego świata realnego, do pełnego barw Oz, wychwyci każdy. Jednak to, że za wiernego pomagiera - stojącego za sceną iluzionisty - i za towarzyszącą w Oz, skrzydlatą małpę, wcielił się ten sam aktor, już niekoniecznie – „małpka” na zawołanie, i tu i tu. Podobnie ma się sprawa z porcelanową lalką, której w Oz skleił nogi, podczas gdy w prawdziwym świecie, nie był w stanie pomóc chorej dziewczynie na wózku. Nowy „Oz” ma serce.
Twórcy zachowali balans, między produktem oryginalnym, a kopią znanej powieści. Nawiązania da się zauważyć, ale już świat uległ lekkiej modernizacji - dzisiejsze efekty pozwalają na więcej. Masa pracy spadła na barki ludzi od kostiumów, jednak mogą uznać zadanie za wykonane. Kraina jest kolorowa i przepełniona dziwnymi postaciami. Trochę śmiechu, trochę grozy, co daję prostą mieszankę dla najmłodszych, akceptowalną dla „dużych dzieci” . Miewa to swoje problemy – tempo mocno zwalnia, jak i ponosi ich w tym przekolorowanym klimacie (nawet młodsi mogą powiedzieć – serio?!) – ale gra tu Mila Kunis, więc MINIMUM +1 muszę dać - 6/10

16.03.2013 15:25
odpowiedz
Nikow1987
73

Nazwanie tego przeciętniakiem, to mocne zawyżenie poprzeczki. Dopuszczalne, aczkolwiek nie wskazane. City Interactive, mogło zmienić nazwę, ale nieco budżetówkowego smrodu, czuć od ich produkcji.
Gdyby nie logo CryEngine 3, to bym nigdy nie zgadł, że na nim była ta gra robiona. Generalnie, nie przyznawałbym się do zbesztania tak poważanego silnika. Modele postaci, brak mimiki twarzy, woda, przenikające tekstury - drażniące szczególnie, kiedy przychodzimy przez krzaki, co jak się łatwo domyśleć, nie zdaża się rzadko - to wszystko tu uświadczyłem. Osobiście, nie muszę mieć rewelacyjnej grafiki, by czuć satysfakcje. Dlatego nie przekreśliłem Snipera na starcie... zrobiłem to trochę później, gdy wyszły na jaw pozostałe niedoskonałości.
Liniowość, to coś, z czym zmaga się wiele produkcji, ale kiedy w grze o SNIPERZE, pozycje, z których będę oczyszczał większy teren, są mi po prostu narzucane, to coś jest nie tak. Gdzie satysfakcja z eliminacji, skoro komputer na tacy wykłada wszystko? Może byłaby większa, gdyby sztuczna inteligencja wrogów, stała na zjadliwym poziomie. Miałem jednak do czynienia z idiotami, często gubiącymi się, gdy zostanę zauważony. Miewałem dość komiczne sytuacje, w których wpatrywali się w bliżej nieokreślone miejsca, kiedy ja, eliminowalem ich pistolem zza pleców - bolesne doświadczenie.
Jeśli dodamy do tego płytką fabułę, której mogłoby zabraknąć, a nikt nie obniżyłby oceny - skupia się na kiepskich briefingach - to mamy produkt słaby. Produkt, którego można pogłaskać za BulletCam, choć nie jest on tak efektowny jak w Sniper Elite v2. Czemu się Kacprowi to tak podoba? Nie wiem. Można pograć od biedy, ale pracująć w redakcji tvgry, chyba aż taka posucha nie panuje. Najmłodszy jest, zmusili go do grania w gniota ;)

11.03.2013 22:47
odpowiedz
Nikow1987
73

Kubek Crysis 3 ! ;) Koszulki zabrakło.

07.03.2013 14:53
odpowiedz
Nikow1987
73

EA strzeliło sobie w stopę. Nie dość, że lagi, to te małe mapki, wcale nie zachęcają do budowania czegokolwiek. Tak jak się nastawiałem na kupno, po tym materiale zrobiłem obrót o 180stopni.

To co... Cities XL? :D

05.03.2013 18:11
odpowiedz
Nikow1987
73

Odnosząc się do swojej wcześniejszej wypowiedzi - edycja tylko z abonamentem (serio?) - ta akcja, gdzie wróg nas łapie za nogę, to odosobniony przykład, z poczatku gry. Później gra nieco zmniejsza częstotliwość takich głupot, ale potrafi nadrobić kretyńską fabułą, i nie skażonymi żadną głębszą myślą NPC-ami - co objawia się w przerywnikach.

TR, nie jest jakimś gniotem, ale łatwo się do tej przygody zrazić. Może jest to spowodowane miałkim pierwszym wrażeniem, jakie na mnie zrobił - w takich sytuacjach, dalsza gra, to już takie złośliwe wytykanie błędów. Przeszedłem ponad połowę, a już mnie to przestało zaskakiwać. Nawet te łamigłówki są łudząco podobne.

@PierwszyWolnyJestZajęty - takie wyróżnienie, dostajesz w jednym z programów tvgry, gdzie podsumowywane są nasze komenty. Trwa to chyba do następnego odcinka, więc już niebawem "wytrawny" nie będę ;)

05.03.2013 14:13
odpowiedz
Nikow1987
73

Z niektórymi kwestiami nie sposób się nie zgodzić, ale też nie robiłbym z tego, jakiejś genialnej produkcji. Często czytam określenia, że to gra roku, a ja się teraz zastanawiam, czy ludzie mają tak niskie wymagania, czy może ja już jestem za stary. "Gra roku"? Chyba, że ten 2013 będzie fatalny. Obawiam się, że wraz z nadchodzącym Bioshock: Infinite, to nawet nie będzie gra miesiąca, ale pokolei...

Grafika, design poziomów, cały świat przedstawiony. To jest element, na którym nowy TR stoi. Cholernie przyjemnie wyglądają te jaskinie i krajobrazy. Napawają ochotą do eksploracji, a w końcu to ważny element gry. Czuć przygodę!
Nowa Lara > Stara Lara – zgadzam się. Bardziej naturalna, mniejszy „bagaż” na klacie, po prostu ludzka.

Jednak niekoniecznie mogę pochwalić całą mechanikę. Lara sama kuca, gdy potrzeba, wślizgnie się, gdzie potrzeba, przytuli do ściany, jak będzie okazja. Gra nie sprawia żadnego kłopotu, a wrogowie – nie ukrywajmy - to idioci. Może dlatego wybija się ich tak przyjemnie.
Psychologia postaci głównej – nie czepiałbym się, gdyby nie było to tak ważnym elementem calości. Kiedy Lara zabija po raz pierwszy, przeżywa prawdzią traume. My ogladamy dramatyczną scene, po czym... wszystkich następnych, wybijamy jak rasowy killer, strzelając prosto w głowę! Panna Croft, już zapomniała o uczuciu z pierwszego razu. Z jednej strony, rozumiem, to gra. Z drugiej, wypadało sobie odpuścić taki niuans, bo nie trudno się go czepić. Przejście z cierpiącej, na dominatora, jest kwestią minut (!) Obrazują ją, jako tę niewinną istotę, która jest bita i poniżana, a tak naprawdę, jest najtwardszą z twardych. Spada z wysokości? Idzie dalej. Wpadnie w pułapkę? Idzie dalej.
Quick Time Eventy i tanie efekciarstwo z nimi związane. W tej grze, nawet otwieranie drzwi, potrafi być QTE. Co 5min, naparzam w jakiś guzik, żeby przejść daną sekwencje. Wrogowie łapią za nogę, spadając dosłownie z powietrza. Nikt nas nie goni, rozwiązujemy sobie jakąś prostą łamigłówkę, przechodzimy przez wnękę, i zaraz nas jakiś delikwent zaskakuje. Gdzie był wcześniej? Najwyraźniej obserwował, jak sobie radzimy z zagadką.

Wypadało też dodać przyciski z klawiatury. Coż za zdziwienie, kiedy dochodzi do QTE, a nam wyskakuje „łapka”, albo „wykrzyknik” – oba w kolorze czerwonym, co by utrudnić reakcje. Co mam wcisnąć? Sprawdź sobie w opcjach! Może pierdoła, ale na pewno nie taka, która była nie do ominięcia. Konsole dostały przyciski z pada, o ile się nie myle. Drażni to tylko na początku, bo QTE nie należą do skomplikowanych, więc nie można mówić o jakiejś wielkie wpadce.

Warto tę grę docenić, głównie pod względem dopracowania poziomów. Ktoś w końcu nad tym siedział, i trzeba go po głowie pogłaskać. Błędów technicznych nie ma... zbyt wielu. To pozwala mi zrozumieć wysokie oceny. Wiem, że dla niektórych, takie oskryptowane, efektowne akcje, będą po prostu na rękę. Mnie to razi, z każdą minutą coraz bardziej.

02.03.2013 12:12
1
odpowiedz
Nikow1987
73

Lara, jesteś fajna, ale musisz ustąpić Bioshockowi. Jeśli nowe, powietrzne miasto, będzie tak samo klimatyczne, jak Rapture, to możemy mieć do czynienia, z głownym kandydatem do gry roku 2013. Na chwilę obecną, wszystkie filmiki z gry, pozwalają myśleć, że tak właśnie będzie. Nie dość, że dostaniemy to, co już dobrze znamy z pierwszych części, to jeszcze zostanie to poszerzone o wartość podejmowanych przez nas decyzji. Jeśli one będą miały, choćby nieznaczny wpływ na rozwój rozgrywki, to dostaniemy doskonałą wymówkę, żeby wracać do Columbii. A skoro będziemy wracać, to pewnie będziemy odkrywać coraz to nowsze sekrety. Wątpie, żeby tworcy zawiedli na tym polu. Grunt, to nie oczekiwać rewolucji. To po prostu stary, dobry Bioshock, który pozwoli zwiedzic nowe okolice.

28.02.2013 13:17
odpowiedz
Nikow1987
73

„Poradnik”, najlepiej podzielić na dwie części. Pierwsza zwiastuje poważnego kandydata do walki o Oscara, druga, mocno te szanse zmniejsza. Wszystko zaczyna się w dramatycznym tonie. Widzimy, że z Patem wcale nie jest dobrze. Warunki w domu do najlepszych nie należą, i różnią się niewiele od szpitala – wciąż otoczony jest nakazami. Bradley Cooper, potrafi jednak wzbudzić sympatie, dzięki której będziemy mu kibicować. Aktor trafił w swoją życiową kreacje, która jest mieszanką tego, co robił ostatnimi czasy – postać dramatyczna, z komediową polewą.
Później spotyka dziewczyne, a te najwyraźniej w naturze mają psuć wszystko. Może dla jego postaci, równie zakręcona Tiffany (Jennifer Lawrence), jest zbawieniem, ale dla calokształtu, efekt jest zgoła odmienny. Dialogi między nimi są dynamiczne – za to im chwała – ale każda jej mina, razi sztucznością. Wszystkie ich dwójkowe działania, są z kom-romów wyjęte. Miałem świadomość, że to pójdzie w kierunek romansidła, ale dwójka wariatów, dawała nadzieje na ciekawsze rozwiązania.
Wspiera ich genialny De Niro, ale mimo bycia częścią fabuły, jego postać nie ratuje tego przed sztampą. Kontrast między jedną, a drugą połową, jest po prostu zbyt duży. Z poczatku, powrót Pata, jest mroczny. On jest zdrowo kopnięty i ciekawi nas, jak będzie reagował na nowe sytuacje. Później nastaje światłość. Ptaszki ćwierkają, miłośc rozkwita, wszystko da się przewidzieć. Nawet sam bohater, gdzieś zapomina o tym, że jeszcze przed chwilą był psychiczny – 6/10

27.02.2013 23:04
odpowiedz
Nikow1987
73

Dobrze, że przynajmniej doczytałeś do końca ten komentarz Yuen - mam wrażenie, że byłeś jednym z nielicznych :D
A powody napisania tak "długiego" komentarza były dwa:
1) Znudziło mi się zasypywanie "recenzjami" FILMaga
2) Zachwycałeś się tym Impire - jakby mnie ktoś zapytał o opinie po pierwszych 2godzinach, to też bym pewnie mówił z uśmiechem na twarzy - więc poczułem się zobowiązany poinformować o płytkości tej gry.

PS: Mam świadomość, że nikt mnie nie pytał o powody pisania tego komentarza, ale musiałem sprawdzić plakietke...

19.02.2013 15:23
Nikow1987
73

Dobra recenzja. Szybko podsumowała tytuł ze zmarnowanym potencjałem. Pierwsze wrażenie super, później monotonia zabija... aż do odinstalowania. Przejdźcie się do Yuena z tym tekstem, bo się zachwycał w swoim ostatnim materiale ;)

18.02.2013 20:25
odpowiedz
Nikow1987
73

Impire, to strategia, która robi pozytywne wrażenie przy pierwszym kontakcie... i obnaża swą głupotę z każdą minutą.
Cyanide Studio, ma to do siebie, że robi nietypowe – choć często niedopracowane – gierki, z potężną dawką humoru. Nie inaczej, jest tutaj. Fabularnie, jesteśmy Baalem, wielkim władcą otchłani, który przywołany przez nieudolnego czarnoksiężnika, wygląda nieco inaczej, niż był do tego przyzwyczajony. W swoim świecie potężny demon, tutaj mały pocieszny potworek, który tylko nie stracił, na ostrości języka - komediowe dialogi, nie trudno sobie wyobrazić. Wraz z naszym nowym doradcą, zaczynamy atakować krainę, co najczęściej opiera się na eliminacji jego wrogów.
Pierwsze parę godzin, zagrywałem się z uśmiechem na twarzy, choć nie jestem fanem strategii. Wszystko było dośc proste do ogarnięcia, co z czasem zaczęło razić. Wachlarz możliwości, jest znikomy na każdej płaszczyźnie. Budujemy w mocno ograniczonych miejscach, a i robimy to od zera, przed każdą misją. Strasznie irytujące, gdy na początku każdego zadania, musimy się bawić w podstawowe budynki, podstawowe jednostki i podstawowe zbieranie materiałów. Powtarzalność zaczyna doskwierać.
Najlepszym sposobem na zebranie materiałów, jest wysłanie w świat, składu swoich podwładnych, którzy... radzą sobie sami ze wszystkim. Nawet nie mamy wglądu na tamtejszą akcje. Oni idą, po czym po minucie, wracają z zasobami – tyle. Nasi workerzy, są tylko przypisani do konkretnych budynków i zbierania tego, co znajdziemy przeczesując lochy.
Walka też nie należy do skomplikowanych/taktycznych. Wystarczy przeważać ilością jednostek i czekać na powodzenie akcji. Nie mamy tam żadnych ustawień. Robimy czteroosobowy skład i niech się tłuką... bo i tak możemy przeteleportować swoje jednostki, prosto na głowe przeciwnika. Niezbalansowana jest mana, której starczy nam na wszystko. Taki teleport bohatera, bądź składu, kosztuje niewiele, więc możemy spuszczać ich na głowe nieprzyjaciela, jak leci. Tym głupiej to wypada, gdy najlepsze jednostki, właśnie wykonują zadanie głowne, z dala od naszej bazy, która jest atakowana przez odważnych herosów. Powinniśmy teraz cierpieć, i patrzeć, jak nam niszczą budowle, lub zostawić kogoś w obronie. Tylko po co, jak szybko przeteleportujemy „the beściaków”, Ci rozprawią się z zagrożeniem, i machniemy ich spowrotem na tor misji fabularnej – dla mnie głupota.
Ataki bohaterów, to też powtarzalny schemat. Co jakiś czas, gra informuje, że pojawiły się na terenie drabiny. To dzięki nim, nieproszeni goście, mogą wkroczyć do naszego królestwa. Jednak jak zdążymy strącić daną drabinę, to... wejdą głównym wejściem – tak czy siak, wejdą! Z nich wypadają nam zasoby, ale to kolejny motyw, który z czasem jedynie skutecznie irytuje – człowiek chcę wykonać zadanie, ale musi się cackać z herosami (często tymi samymi).
Wmontowali w to wszystko, mały element RPG, gdzie nasz loch zbiera doświadczenie, za które możemy budować nowe jednostki. Szkoda tylko, że za każdym razem, nasz loch zaczyna od 0, więc i my, musimy łykać demony, które już dobrze znamy. Czułem się, jakbym powtarzał jakiś etap.
Cyanide znowu liznęło dobry temat, by sporo nabroić. Gre o Tron zbesztali, ale jej „ewolucja” - Of Orcs and Men - była już lepsza – sam skończyłem dzieki genialnym bohaterom – choć błędy wciąż nasuwały się same. Tu jest podobnie – tyle, że bohaterzy już tak nie błyszczą. Widać potencjał, przez co pozostaje lekki niesmak...

30.01.2013 18:31
odpowiedz
Nikow1987
73

Od razu wstrzymali prace nad PC-towym Epic Mickey 2

27.01.2013 13:37
odpowiedz
Nikow1987
73

Film sprawia wrażenie „niemożliwego” do przebrnięcia. Bynajmniej nie chodzi o to, że jest głupi i nudny. Wręcz przeciwnie, przedstawia kataklizm tak dosłownie, że nawet najtwardzsze głowy się skrzywią momentami. Pokazali, jakie woda może siać spustoszenie, czego zabrakło w „Bestiach z Południowych Krain”. Owszem, tam też była tragedia, ale taka, na którą wszyscy byli gotowi - woda ich zalewa, a oni się uczą łowić ryby rękami. Tutaj, rodzina spokojnie żyje sobie na wakacjach – dostajemy kilka minut, żeby ich poznać – aż nagle jebut, ściana wody nadchodzi. Gdy tylko wypływają na zniszczoną powierzchnie, ich ciała wyglądają adekwatnie do reszty. Z Naomi Watts, cieknie prawie tyle samo krwi, co wody. Robi wszystko, żeby się nie wykrwawić i odnaleźć jakąś iskierke nadziei. Tego paskudztwa jest sporo, co robi z „Impossible”, wizualnie mocne widowisko.
Podobieństw do „Bestii”, jest więcej, bo i tu i tam, aktorsko błyszczą najmłodsi. Motyw podobny – żywioł nadchodzi, Twoje dzieciństwo się kończy. Tom Holland, może nie jest tak dobry, jak tamtejsza Quvenzhané Wallis, ale to o nim będzie się mówiło najwięcej. Chłopak z gatunku odważnych, który w dobie nieszczęścia, zaczyna pomagać wszystkim co może – efekt to ta część rodziny, za którą kciuki będą zaciśniete najmocniej.
Drażniło tylko usilne stawianie przeszkód przed bohaterami. Intrygi żadnej nie ma, więc paliwem dla opowieści, stają się tanie chwyty. Próbują się ratować z wody, już leżą na materacu, już prawie łapią się za ręce... jebut, drzewo przed nimi, spadli. Izby chorych, do których trafiają, też utrudniają życie, w mało przekonujący sposób. Spuścisz osobę bliską z oczu, to – na 99% - zaraz ją przetransportują, żebyś miał co robić, szukając jej w filmie. Zapytasz gdzie ich zabrali. Nikt nic nie wie. Taki dramat na kolanie pisany. Zabija to we mnie, to współczucie, które chcieli wycisnąć – 6/10

26.01.2013 12:29
odpowiedz
Nikow1987
73

Django Unchained (Django)
Odciski palców Quentina, czuć tutaj od pierwszych minut. Każda scena, każdy dialog, każda postać, ma znaczenie. Trzeba u niego docenić to, że nie idzie na ustępstwa. Piszę to co czuję, i nie patrzy, czy coś jest powszechnie nieakceptowalne. Krytycy są oburzeni, nadużywaniem słowa „Nigger”, ale jak inaczej miał to napisać? Wątpie, by w czasach niewolnictwa, mówili „Mój Afro-Amerykanin”.
Charaktery są wprowadzane do historii powoli. Zabieg potęgujący emocje, bo nie zwalają się wszyscy na raz – a my czekamy, aż ich drogi się skrzyżują – tylko dochodzi do tego naturalnie. Z początku, większość zakocha się w doktorze Schultzu. Jest kontynuacją świetnej współpracy na linii reżyser-aktor, którą pokazali w „Bękartach Wojny”. Tarantino wie jak wykorzystać Austriaka, bo w międzyczasie wystąpił w kilku produkcjach, a zadowolony może być tylko z „Rzezi” Polańskiego.
Po chwili, zaczniemy dostrzegać przemianę Django. Z przygaszonego niewolnika, w pewnego siebie rewolwerowca. Zapewni on, typową dla QT, brutalność, a i będziemy mu kibicować, bo to on walczy w słusznej sprawie, odzyskania miłości. Jest prostym w budowie protagonistą, który będzie postawiony w sytuacji, gdzie musi grać kogoś kim nie jest, by akcja się powiodła.
Złoty chłopiec Hollywood – Di Caprio – w roli „tego złego”. Takie zestawienie dostajemy rzadko, ale to możę się zmienić, bo Candie wychodzi na niezłego skur.... Typowy magnat, którym rządzą pieniądze. Czy jest największym antagonistą w filmie? Niekoniecznie. Jego prawą ręką, podwładnym, lokajem, a dokładnie nikczemnym czarn...afro-amerykaninem, jest Samuel L. Jackson (Stephen). To jeden z tych niewolników, którzy chcą być ponad wszystkimi i włażą głęboko w tyłek swojego Pana - rola zajebista, ale nie sposób takiego człowieka szanować, co doskonale pokazuje Jackson.
To są te 3-godziny, których nie ogląda się z potem na czole i zamykającymi się oczami, jak jakiś „Atlas Chmur”. Wszystko jest tak, jak u Quentina być powinno, co też niesie ze sobą drobne minusy (kiczowate sceny). Zło konieczne, trzeba przeboleć. Podobnie sprawa się ma z momentami, którym towarzyszy tylko muzyka. Są one w klimatach westernowego gatunku, ale miewałem wrażenie, że jest ich trochę za dużo - może to wynikło z tęsknoty, do świetnych rozmów. Robi się wtedy taka sinusoida. Początek genialny, potem spokojniej, znów genialnie, i koniec wybuchowy, choć mało skomplikowany.
Jamie Foxx jest dobry, ale gra obok Christopha Waltza, kradnącego każdą scenę w której jest. On znowu gra obok Di Caprio, który kradnie każdą scenę w której jest, a Leo gra obok Samuela, który... kradnie każdą scenę w której jest. Wybuchowa mieszanka, dająca genialny produkt. Mogliby przegadać cały film, a i tak oczy będą przyklejone do ekranu – 8/10 - Najlepszy film 2012.

Sęp
Kiedy tylko “naszych”, ponosi na coś ambitniejszego, coś Hollywoodzkiego, to kwestia czasu, aż zaczną się wykładać. Jeśli już chcemy kogoś kopiować, to miejmy chociaż trzeźwą głowę, by stwierdzić, czy posiadamy do tego odpowiednie narzędzia – budżet, aktorów, scenariusz. Ambicje można mieć, ale cóż z tego, jak nie wychodzi. „Sęp” – choć wolę to nazywać padliną – razi po oczach, na prawie każdej płaszczyźnie. Największą bolączką są dialogi, bo takiej kolebki werbalnych wymiocin, dawno nie słyszałem. Jeśli już wydukają coś konkretnego, to nie ma to żadnego przełożenia na film. Szczyci się on tekstami, z których wnioski wyciągnąć ciężko, bazując na nim samym. Nie poznałem „równania nieśmiertelności”, i nie wiem, czy od uzyskanej odpowiedzi, ważniejsze jest zadanie właściwego pytania.
Na papierze, obsada jest naprawdę mocna. Wiele znanych polskich nazwisk, które tylko potwierdzają, że powinny być znane, jedynie na naszym podwórku – wstyd wypływać na szersze wody. Piotr Fronczewski trzyma poziom, który jest nieosiągalny dla reszty, i na tym chyba koniec pozytywów. Reszta jest nijaka, z drobnymi wyjątkami, wśród osób, które są na ekranie przez 5min – nawet ciężko ich chwalić. To szczególnie bolesne, kiedy jedną z ważniejszych ról gra Daniel Olbrychski. Niestety, pracować nie było z czym. Postaci wycięte z kartonu.
Kupy się to wszystko nie trzyma. Zakończenie byłbym w stanie zaakceptować, ale w filmie, który by opowiadał inną historie. To dobre rozwiązanie, ale nie tego równania. Po tych wzniosłych, końcowych minutach, pozostało mi jedno pytanie – po co była cała reszta? Po co mi było oglądać kiepskie montaże, jeszcze gorszych umiejętności walecznych, Przybylskiej. Po co mi było wysłuchiwać tanich komediowych zagrywek Małaszyńskiego – obgadujesz ją, a ona stoi za Tobą? Oryginalne... Po co mi było patrzeć na tego cierpiącego chłopaka, który był bodźcem do romansu – równie słabego, co reszta. A już naprawdę nie wiem, po co mi było czytać te oczywistości, które wypisywał tytułowy Sęp na tablicy. Kojarzy się to z thrillerem „Numer 23”, kiedy wpadają na błyskotliwą myśl, że 32, to 23 od tyłu... Wow, to pewnie te mądrości, które wyciągnęli z tych wielu naukowych książek na półce.
To, że nasz bohater będzie uprawiał parkour, a dodamy do tego graficzne filtry. To, że muzyka będzie pełna patosu, a antagoniści będą psychopatami z językami na wierzchu. Nie zrobi z nas Hollywood. Mroczny Sęp... padł, nie powstał. – 3/10

21.01.2013 19:59
odpowiedz
Nikow1987
73

Wiem, że szanse na zwycięstwo są marne, ale Arkail z Of Orcs and Men, to jasna strona tej przecietnej produkcji. Warto sprawdzić, szczegolnie ze wzgledu na jego genialna interakcje z malym kompanem

15.01.2013 18:14
odpowiedz
Nikow1987
73

Ada Wong zbrzydla od czworki, więc zdecydowanie zostaje Juliet - gdyby Citra miała lepszy fryz i ćpała troche mniej, to by człowiek pomyslal.

07.01.2013 14:35
odpowiedz
Nikow1987
73

Przegląd spoko.
Jak sie ma sprawa z ta rekrutacja. Wyłowiliscie jakąś perełke, tylko trzymacie go na razie z dala od materiałów, czy w ogole nie poszerzaliscie ekipy? Ktoś się orientuje?

05.01.2013 21:47
odpowiedz
Nikow1987
73

Napisałbym, dlaczego czekam na Omerte, ale to zmowa milczenia, więc na tym zakończę, bo inaczej skończą ze mną.

30.12.2012 14:36
odpowiedz
Nikow1987
73

7 Psychopaths (Siedmiu psychopatów)
Reżyser Martin McDonagh, jest ostatnio porównywany do Quentina Tarantino. „Siedmiu Psychopatów” jest tego dobrym przykładem. Problem w tym, że nie wziął najlepszych cech wybitnego kolegi – a jeśli wziął, to nie skupił się na nich należycie - tylko te kontrowersyjne. Tu również nie ma miejsca na ustępstwa, kiedy ma być brutalnie, będzie brutalnie – super – ale w tym rozlewie krwi, często dochodzi do celebracji kina klasy B. Takiej książkowej definicji kiczu. McDonagh miesza swoich „Psychopatów”, z „Psychopatami” głównego bohatera. Oczywiście te dwa składy się przenikają, ale wszystkiego moglibyśmy się domyśleć, bez nędznych sekwencji snów, czy wyobraźni. W prostych słowach, jeśli postać Farrella wpada na jakiś pomysł, my dostajemy tego wizje, a tam, nikogo nieinteresujące, tandetne sceny, gdzie głowy mają prawo wybuchać.
Aktorsko, poprzeczka jest zawieszona wysoko. Nie można oczekiwać mniej, po takiej obsadzie. Colin Farrell - niewinny, zawsze w środku akcji, jego frustracja może bawić – Sam Rockwell – odpowiadający za gagi świr (nr.1 dla wielu) – Woody Harrelson – gangster zakochany w swoim pupilku, czyli nic nowego, ale nazwisko zapewnia wysoki poziom – i Christopher Walken – jak zawsze mistrzowski – który wciela się w postać Polaka, jeśli to kogoś interesuje. Nie poświęcają temu wiele uwagi, ale jest to uwzględnione – skoro kręcili o psychopatach, to sobie o nas przypomnieli.
Cała pogoń za małym Shih Tzu, to też nie jest szczyt komedii kryminalnych, ale jej głupote wypada zaakceptować. Szkoda, że dostałem taką mieszanke, w której musiałem rozdzielać „dobre” od „tragicznego”. Uczucie jak przy bombonierce, gdzie wszystkie najlepsze smaki wybierasz dla siebie, a reszta zostaje – 5/10

The Hobbit: An Unexpected Journey (Hobbit: Niezwykła podróż)
Zanim powstała historia, o pierścieniu, który nic nie robi – dodajmy, że miał na prezentacje sporo czasu – w Shire żył młody Bilbo (Martin Freeman). Odwiedzony przez zapomnianego przyjaciela Gandalfa (Ian McKellen), wyrusza w podróż z ekipą krasnali, którzy planują odbić swoje miasto ze szponów złego smoka, Smauga.
Najpierw rozwieje te spekulacje o wydłużeniu małej książki, na trzy, obszerne filmy. Peter Jackson, musiał sobie z tym poradzić zaskakująco dobrze, bo ja – nie czytając Tolkiena - nie czułem, że coś jest sztucznie przeciągne. A jeśli jest, to na pewno nie bardziej, niż w poprzednich ekranizacjach, jak chociażby „Drużyna Pierścienia”. Porównanie nie jest przypadkowe, bo obie są pierwszymi epizodami trylogii, i w obu głównie chodzą lub uciekają przed złem.
Mając to za sobą, dodam, że aktorzy jakoś szczególnie nie zawodzą, a wizualnie, Śródziemie imponuje. I co? I tak, coś nie gra! Domniemam, że fani dalej nimi pozostaną, i nie zdziwie się, jak będą wychwalać ten film, tak jak to robili z „Władcą” – to będzie dla nich, jak powrót do domu (jakkolwiek dziwnie to brzmi) - ale moje problemy, mogą wynikać nie tyle z produkcji Jacksona, co samej książki.
Nie wiem, co jest bardziej patetyczne – heroiczne bitwy, czy teksty Gandalfa. Wszystkie macanki mieczem były przewidywalne, a żadna nie budzi właściwych emocji. Przy żadnej nie czułem napięcia, bo to jest skutecznie rozładowywane przez... ...wszystkich wokół. Czy tam każdy jest kawalarzem? Każda postać – może poza Dębową Tarczą – miała swoje kabaretowe „5min”. Nie tylko objawiane w słodkich tekstach, ale i niekiedy w mimice godnej „Looney Tunes”. Nie sądziłem, że piszę się na coś takiego, a jednym z gatunków nowego „Hobbita”, jest nieudolna komedia. Może nie miałbym z tym wielkiego problemu, gdyby tymi samymi żarcikami, nie sypali antagoniści. Jeśli w dobrej drużynie będzie dowcipniś, to spoko - on pewnie będzie miał najwięcej fanów - ale jeśli ktoś, kto ma zagrozić naszej wesołej kompanii, tak naprawdę sprawia, że widz ma chichotać – w książce też tak było? – to jak mam się go lękać? Trolle - przed którymi Bilbo ma uratować konie - dostają czas na mały stand-up, siedząc nad wielkim garem, a gruby król goblinów, rzuca śmiesznym tekstem umierając – WTF!
Pominę już ten humor, bo jeśli on do kogoś trafi, to nikt nie będzie zniesmaczony, ale takich drobnostek, wyłapałem jeszcze kilka. Nie były to rzeczy, które demonizują ten film, ale na pewno zapisują się w mojej – specyficznej – głowie, bardziej od pozytywów. Mały romans Galadriel (Cate Blanchett) z poczciwym Gandalfem, mnie lekko brzydził – ewidentnie z nim flirtowała – a walka skalnych tytanów, podłamała. Wyglądało trochę jak „Rock 'em Sock 'em Robots”, na dużym ekranie. Do czego to prowadziło? Chyba tylko do zaprezentowania efektów – kolejny raz, nie wina Jacksona, bo domniemam, że sobie tego nie dopisał. Dopisać jednak sobie mógł sam początek, gdzie chciał połączyć swoją poprzednią Tolkienowską trylogię, z nową – stary Bilbo piszę książkę, a Elijah Wood (Frodo) biega przed szykowaną imprezą (czyt. początek „Drużyny”). Też prowadziło to do nikąd.
Wypunktowałby człowiek ten film bardziej, ale to nie zmieni faktu, że na słabą ocenę nie zasługuje. Poza wcześniejszymi plusami, jak aktorzy, czy Śródziemie – które są potężniejsze od tych irytujących pierdół – dostajemy Golluma w najlepszej formie. Scena z zagadkami, to przynajmniej ten jeden moment, w którym mogłem siedzieć przykuty do ekranu, i gwarantuję, że każdy się wkręci, próbując rozwiązać łamigłówki. Byłem nawet gotowy przyznać temu 6/10 – film dobry - ale końcówka z orłami, to szczyt idiotyzmu – kolejny raz, pewnie wina Tolkiena. Jak widzę ten sam, tani chwyt, kilkukrotnie w ciągu minuty, to nie jestem skłonny wybaczyć – 5/10

End of Watch (Bogowie ulicy)
Dwóch młodych policjantów – Jake Gyllenhaal i Michael Pena - podpisuje na siebie wyrok, gdy podczas rutynowej kontroli, konfiskują broń I pieniądze należące do kartelu. Całość jest kręcona amatorską kamerą – postać Jake’a nagrywa swój projekt – co z założenia ma dodać realizmu, a naprawdę potrafi mocno zirytować. Wystarczy sobie wyobrazić scenę, w której mała kamerka znajduje się przy piersi bohatera, a ten właśnie toczy ostrą bójkę – ciężko stwierdzić kto wygrywa. Zresztą twórcy nie trzymają się tego założenia od początku do końca, więc mam trochę im za złe, że w ogóle się na to decydowali. Głównie ze względu na fakt, że „End of Watch” sprawia wrażenie bardzo solidnego filmu. Fabuła nie jest niczym zjawiskowym, ale chemia między głównymi bohaterami stoi na wysokim poziomie - zeby gadali o największych pierdołach, to widz słucha z zainteresowaniem.
Warto zobaczyć, bo to swego rodzaju „Bad Boys” na poważnie, tylko trzeba przymknąć oko na niektóre głupoty serwowane na ekranie. Rozumiem, że policjant nagrywa swój projekt, ale żeby przestępcy też kręcili swoje wyczyny? Serio? Chyba „Ci źli” nie są aż tak tępi? Widocznie to było kolejne „poświęcenie” dla nędznego pomysłu amatorskiej kamery – 6/10

24.12.2012 11:31
odpowiedz
Nikow1987
73

Jesli faktycznie padł Wam Xbox, a ktoś w tym momencie wpadł na ten pomysł, to dajcie mu premie

16.12.2012 20:31
odpowiedz
Nikow1987
73

My PC-towcy - z braku God of War - musimy się nauczyć kochać DMC. Trójka miała słabą konwersje, czwórka marnego bohatera, czekam na to, bo nowy image Dantego mnie jakoś szczegolnie nie razi. Bardziej jestem zmartwiony Twoim komentarzem, o poziomie trudnosci. Jesli faktycznie zrobili zbyt latwego "Diabla" - chociazby tak prostego jak poprzednia odsłona - to pewnie skończe raz i zapomne. Szkoda, bo wizualnie prezentuje się konkretnie.

15.12.2012 09:53
odpowiedz
Nikow1987
73

DEL! Może Ty po prostu zacząłeś wymiatać w DMC i stąd to SSS? :D

08.12.2012 19:16
odpowiedz
Nikow1987
73

Miało być takie dobre to DLC, a nie dowiedziałem się z materiału nic. Poprzednim razem, kilku mlodszych widzów Wam pochwaliło taką formę, i teraz bedziecie sie silić na te marne teksty za kazdym razem? Mam nadzieje, ze nie...

02.12.2012 15:10
odpowiedz
Nikow1987
73

Looper to sprytnie nakręcony film, w którym pętle czasowe, dały szeroki wachlarz możlwości na rozwój fabuły. Pomimo braku jakichś wielkich dialogów, aktorstwo stoi na wysokim poziomie. W zasadzie ciężko się do kogokolwiek przyczepić, a niektórych nie sposób nie pochwalić. Do tej pory nie byłem fanem Gordona-Levitta, ale tutaj przeszedł samego siebie. Patrząc na niego, nie widziałem Blake’a z nowego Batman, czy Wileego z ostatniego „Premium Rush”. Patrząc na niego, widziałem młodego Bruce’a Willisa - opanował mimike gwiazdy „Szklanej Pułapki” – a to w jego kreacji było przecież najważniejsze. Starsza gwardia – reprezentowana przez Willisa i Jeffa Danielsa – wciąż pokazuje, że może udźwignąć wielkie kino, i niekoniecznie muszą się ośmieszać w tanich produkcjach, które ciężko strawić. Najmłodszy – 10-letni Pierce Gagnon – gra zaskakująco dobrze i już można powiedzieć, że zaklepał sobie kilka lat solidnej kariery. Problem w tym, że małe, słodkie dzieciaczki, w filmach sci-fi są jak pocałunek śmierci... W telegraficznym – i nie spoilerowym – skrócie, przez 90min byłem praktycznie przyklejony do ekranu – i już mogłem w myślach wydawać pieniądze na DVD "Loopera". Coraz mniej do końca, a ja powtarzałem sobie, nie mogą tego już popsuć, nie mogą tego już popsuć, nie mog... ... ... kur.. popsuli to! Prawdopodobnie była jedna droga, której bym zakazał tej produkcji, a twórcy właśnie nią postanowili kroczyć.
Jeśli jesteście bardziej tolerancyjni ode mnie – a prawdopodobnie jesteście – to powinniście docenić „Loopera”. To jeden z tych tytułów, które w 2012 wypada obejrzeć i ocenić samemu. Oprócz tego największego, ma jeszcze kilka drobnych minusów – jak chociazby z pozoru ważne postaci, które są później bezlitośnie spychane na dalszy plan – ale one już nie przeszkadzają w chłonięciu całości – 7/10

01.12.2012 12:14
odpowiedz
Nikow1987
73

DayZ wysuwa się nieznacznie na prowadzenie. Czekam na ten cud, bo "survival" w grach, gdzieś mi się zgubił ostatnimi czasy. Silent Hille od The Room, staczają się coraz nizej, Resident Evil trzyma poziom, ale innych strzelanek, a nie horrorów. Mam problem, żeby przeżyc dreszczyk emocji. Może to starość i faktycznie ten "cud" jest niezbędny...

28.11.2012 11:06
Nikow1987
73

Chcieliśmy dołączyć i już wysłaliśmy wcześniej ;) Tylko ten filmik - wstawiony po jakimś czasie, od oferty pracy na stronie - pozwala myśleć, że pierwsza grupa była dość słaba, i trzeba zmobilizować nowych - obym się mylił ;)

27.11.2012 22:13
odpowiedz
Nikow1987
73

Filmiki o starych grach powinny wrocic, bo gdzies je zgubiliscie. Odswiezenie Baldura nie bylo konieczne w moim wypadku, ale mam nadzieje, ze dzieki temu nowi gracze sprobuja swoich sil z Sarevokiem - BG1 > BG2

20.11.2012 13:40
Nikow1987
73

Klasyka. Jak byłem młodszy, to trochę nad tym siedziałem grając bodajze Kanibalem - przez mgłe pamiętam jego karte. Kilka dodatkow tez posiadalem, ale prawda jest taka, ze watpie by ktos sie wersja elektroniczna zainteresowal. Teraz mają/mamy multum gier RPG, które oferują podobną przygode, wiec przejdą obok tego obojetnie.

13.11.2012 16:08
odpowiedz
Nikow1987
73

Ukonczylem ponad polowe kampanii single-player, i przyznam, ze niewiele sie zmienilo. Fabularnie notuja spadek wzgledem poprzedniczki - mowa o pierwszym BO. Gameplayowo, znow jestem obrzucany wszystkim, a nie dostalem nic. Jest troche skryptow, troche strzelania (!) i ogrom nedznych akcji. Po 6misjach juz sterowalem kilkoma pojazdami, chodzilem jakims mechanicznym pajakiem po wentylacji, a nawet jezdzilem konno. Ba, zeby na jezdzie sie skonczylo, to pal licho, ale ja na grzbiecie tego konia, niszczylem czolgi nieprzyjaciela bazooka! Maly kabaret Czy tworcy juz zapominaja, ze ludzie łapiąc za FPSa, chcą po prostu postrzelać? Tutaj mam wrazenie, ze obejrzalem wiecej przerywnikow i oskryptowanych scen... a samo strzelanie jest dynamiczne i przyjemne.
Graficznie wszystko bez zmian, czyli juz troche przestarzale to wyglada, ale nie na tyle, zeby oczy czlowieka rozbolaly. Niektore etapy sa nawet fajnie zrobione (miasto Colossus), i az szkoda, ze to takie liniowe.

09.11.2012 22:50
odpowiedz
Nikow1987
73

Do Grim Fandango mam sentyment, i to glowny powod, zeby powiedziec definitywne... NIE! Wole, zeby nie zepsuli historii Manny'ego - żaden sequel nie wchodzi w gre, a odswiezona grafika tez nie jest niezbedna.
Inna sytuacja, jesli chodzi o Full Throttle. Z checia bym sprobowal zagrac, szczegolnie, jesli to bedzie po prostu odswiezona grafika - niczym dwie pierwsze Małpie Wyspy.

03.11.2012 20:28
odpowiedz
Nikow1987
73

@berial6 - może jacys masochisci sie znajda ;)

Ja Loopera odebrałem dobrze. To sprytnie nakręcony film, w którym pętle czasowe, dały szeroki wachlarz możlwości na rozwój fabuły. W 2072 roku – podróże w czasie są rzeczywistością - gdy mafia chcę się kogoś pozbyć, wysyła go 30lat w przeszłość, gdzie czeka na niego jego egzekutor - tytułowy Looper. Kimś takim jest Joe (Joseph Gordon-Levitt), który przy jednym zleceniu, rozpoznaje, że ofiarą ma być on sam (Bruce Willis). Chwila zawahania sprawia, że jego starszej wersji udaje się uciec, co dla głównego bohatera oznacza spore kłopoty. Dwie te same osoby, każda z innym celem. Walczą nie tylko o życie, ale również o swoje wspomnienia. Mimo, że może się to wszystko wydawać zakręcone, nie warto się filmu obawiać, bo to nie jest wyzwanie dla naszych umysłów, a sama końcówka wykłada wszystko na tacy – czyt. nie będzie spekulacji rodem z „Incepcji”.
Pomimo braku jakichś wielkich dialogów, aktorstwo w Looperze stoi na wysokim poziomie. W zasadzie ciężko się do kogokolwiek przyczepić, a niektórych nie sposób nie pochwalić. Do tej pory nie byłem fanem Gordona-Levitta, ale tutaj przeszedł samego siebie. Patrząc na niego, nie widziałem Blake’a z nowego Batman, czy Wileego z ostatniego „Premium Rush”. Patrząc na niego, widziałem młodego Bruce’a Willisa - opanował mimike gwiazdy „Szklanej Pułapki” – a to w jego kreacji było przecież najważniejsze. Starsza gwardia – reprezentowana przez Willisa i Jeffa Danielsa – wciąż pokazuje, że może udźwignąć wielkie kino, i niekoniecznie muszą się ośmieszać w tanich produkcjach, które ciężko strawić. Najmłodszy – 10-letni Pierce Gagnon – gra zaskakująco dobrze i już można powiedzieć, że zaklepał sobie kilka lat solidnej kariery. Problem w tym, że małe, słodkie dzieciaczki, w filmach sci-fi są jak pocałunek śmierci... W telegraficznym – i nie spoilerowym – skrócie, przez 90min byłem praktycznie przyklejony do ekranu – i już mogłem w myślach wydawać pieniądze na DVD "Loopera". Coraz mniej do końca, a ja powtarzałem sobie, nie mogą tego już popsuć, nie mogą tego już popsuć, nie mog... ... ... kur.. popsuli to! Prawdopodobnie była jedna droga, której bym zakazał tej produkcji, a twórcy właśnie nią postanowili kroczyć.
Jeśli jesteście bardziej tolerancyjni ode mnie – a prawdopodobnie jesteście – to powinniście docenić „Loopera”. To jeden z tych tytułów, które w 2012 wypada obejrzeć i ocenić samemu. Oprócz tego największego, ma jeszcze kilka drobnych minusów – jak chociazby z pozoru ważne postaci, które są później bezlitośnie spychane na dalszy plan – ale one już nie przeszkadzają w chłonięciu całości – 7/10

Jednak nie moge tego powiedziec o nowym Bondzie...
Nie jestem fanem Bonda! Każdy kto pokusił się o wystawianie oceny „Skyfall”, powinien dokonać takiego wyznania na starcie, żeby czytający wiedział z czym ma do czynienia. Za „bardzo dobry” uznaje tylko „Casino Royale”, reszta – z tych, co oglądałem, a było ich nieco ponad 10 (nie żałuje swego czynu) – to w większości przeciętniaki, z kilkoma lepszymi epizodami. Każdy film jest pod ten sam – dość tandetny – schemat, który musi zawierać Bondowskie teksty, Bondowska dziewczyne, Bondowskie budowanie napięcia i przeważnie mocno przekolorowanego, Bondowskiego złoczyńce. Jeśli jest jakaś rzecz, której 007 nie pokonał, to próba czasu, bo jego wcześniejsze odsłony, najczęściej wywołują mdłości w dniu dzisiejszym.
„Skyfall” najlepiej podzielić na trzy różniące się od siebie akty. Pierwszy wziął sobie do serca igranie z tradycją. 007, to kompletnie inna persona, która nie przypomina w ogóle superagenta z wcześniejszych odsłon. Dopada go deprasja, a i celność już nie ta sama. Facet kojarzył się z przyjemniaczkiem, który ironizował w najcięższych sytuacjach, a przy tym zawsze wyglądał schludnie. Te cechy odeszły w niepamięć, więc pozostało zamknąć oczy i mieć nadzieję, że nie wymazali z serii tego, co w niej najlepsze – Bondowskie teksty często ratowały całokształt – bo na pewno pozostawili to, co mnie drażniło. Dla niektórych wszystkie absurdy mogą wydawać się efektowne, ale mnie zwykle bawią. Wciąż owiana mgłą tajemnicy, jest dla mnie miłość „Bondologów” do ich herosa. W każdym innym przypadku – gdy ktoś robi ewolucje na maszynach, czy nokautuje niezliczoną ilość wrogów – pojawia się u nich skrzywienie na twarzy. Jeśli jednak dokonuje tego agent Jej Królewskiej Mości, nie zwracają na to uwagi.
Jeśli ktoś zamknął oczy, i wstrzymał oddech, to jego modły zostaną spełnione w akcie drugim. Wszystko wraca na właściwe tory. James zaczyna uwodzić i błyszczeć, jak tylko on potrafi. Wreszcie nikt mi nie musi przypominać, że oglądam nową odsłone jego przygód. Tam też pojawia się największy plus, którym chyba po raz pierwszy, jest antagonista (Javier Bardem). Mimo, że wciąż jest lekko przekolorowany, to wydaje się być inny od reszty. Nie ma dalekosiężnych planów kontroli nad światem i jest ciekawszy w odbiorze dla widza. Nie zdziwie się, jeśli Javier dostanie nominacje do Oscara za rolę drugoplanową, ALE... – tak, jest jedno wielkie „ale” – do niego jeszcze wróce w dalszej części.
Gdy zaczęły pojawiać się myśli – „to nie jest takie złe” – dostajemy akt trzeci. Chyba najbardziej przeciągnięty ze wszystkich. Scenerią zaczyna przypominać „Opór” („Defiance”), również z Craigiem w roli głównej. Oczywisty od samego startu, nie budzi żadnych emocji aż do finału. Szczyt osiąga eksponowana relacja „M.” z jej ulubionym agentem. Ma nam to przypominać relacje matki z synem, i nikt tutaj się z tym nie kryje. Wszystko jest słodkie do przesady, a My zerkamy na zegarek i odliczamy minuty do napisów końcowych. Niby starali się przemycić sporo efektów, ale nawet „Bondolog”, który siedział obok mnie ( Paweł Lipiec ), zaczął pisać smsa – nie wiem, czy da się to bardziej oczernić.
Fabularnie przegrywa 1:2, a aktorsko pozostawia mieszane uczucia. Daniel Craig jest dla mnie najlepszą wersją Bonda, ale jeśli miałbym się opierać tylko na „Skyfall”, to to miejsce by szybko stracił. Skazany na pożarcie w pojedynku Bardemem, który – wracamy do tego „ale” – mimo aktorskiego kunsztu, jest zwykłą kopią Jokera z „Mrocznego Rycerza”. Jest powodem, dla którego zdecydowałem się na niższą, z dwóch możliwych ocen – co jest sporym paradoksem, jeśli wziąć pod uwagę, że uznaje go za największy plus. Ja nie chcę powiedzieć, że on był zły, ale jeśli ktoś nie dostrzega podobieństw do kreacji Heatha Ledgera, to polecam odwiedzić pobliskich okulistów – tam nawet sceny przypominają dzieło Nolana. Pozostali? Judi Dench jako „M” wypada świetnie, a Ralph Fiennes został niewykorzystany. Koleś jest genialnym aktorem, któremu nie dane tu było rozwinąć skrzydeł.
Podsumować to mogę jednym zdaniem: „Bond spotyka Mrocznego Rycerza”. Nolanowska wizja Gotham namieszała mocno w kinematografii. Każdy kolejny film o superherosach nabiera poważniejszych tonów – zjadliwych nie tylko dla najmłodszych. Plaga dopadła również Angielskiego agenta - czemu się dziwić, dla mnie i tak zawsze była to komiksowa opowieść. Fani – którzy pewnie twierdzą inaczej – powinni zacząć uważać, żeby xerowanie nie sprowokowało Jamesa do noszenia kolorowego spandeksu – 5/10

02.11.2012 17:20
odpowiedz
Nikow1987
73

Gdyby oferowali mi to jako rozrywke w Pakistanskim wiezieniu, to wolalbym popatrzec w sciane...

01.11.2012 12:37
odpowiedz
Nikow1987
73

Może i ilość wartościowych premier, jest faktycznie satysfakcjonująca, ale mam nieodparte wrażenie, że parę tytułów, może poważnie zawieść. Far Cry 3 nie budzi u mnie wielkich emocji, bo i - powiedzmy sobie szczerze - dwójka była słabiutka. Baldura już mam za sobą, więc jeśli nikt by nie wpadł na pomysł odświeżonej wersji, to jakoś szczególnie bym się nie załamał - cieszy, że młodsi będą mogli przeżyć to, co My przeżywaliśmy za młodu. Call of Duty Black Ops 2, chyba nie wymaga tłumaczenia - nie zdziwie się, jak dostaniemy gloryfikowany festiwal skryptów w ładnej oprawie.
Podobnie jak Wy, nie mam wątpliwości, że pazury wypada ostrzyć głównie na Hitmana. Seria bliska mojemu sercu, bo jest jedną z tych, której mi nigdy nie potrafili popsuć. Kiedy CoDy traciły na wartości, Splinter Celle wypluwały "podwójnego agenta", a Silent Hille zostały przejęte przez Amerykanów, "Łysy 47" trzymał poziom. Miał oczywiście gorsze epizody - a raczej "kontrakty" - ale nawet te kilka nowych misji potrafiły człowieka zadowolić. Jeśli wziąłbym kryterium przytoczone przy FarCry3 - poprzednik d*py nie urwał - to tutaj mieliśmy "Blood Money", która dla mnie jest najlepszą częścią serii. Nie wątpię, że tu również przygotują mnogość możliwości na zakończenie misji, więc śpie spokojnie i wyczekuje daty premiery.
20 listopada, Tobias Rieper - imię ujawnione tylko w części pierwszej - pokażę Corvo, jak wygląda prawdziwe skradanie ;)

28.10.2012 20:20
odpowiedz
Nikow1987
73

Taken 2 (Uprowadzona 2)
Jak pewnie większość pamięta, w pierwszej części, emerytowany agent CIA, Bryan Mills (Liam Neeson), walczy o odzyskanie uprowadzonej córki. Film – mimo bardzo prostej budowy – trafił do serc większości, a to najlepszy powód dla twórców, żeby pokusić się o kontynuacje. Co zrobią tym razem? Uprowadzą córke po raz kolejny? Pokuszą się na porwanie żony? Czy może rodzice zostaną schwytani, a córka wcieli się w role bohaterki? Niestety, wybrali bramke nr.3, a tam już czekał kot w worku. Nie było sposobu, żeby mi wmówili, iż nie jest to PERFIDNY skok na kasę, ze scenariuszem pisanym na kolanie. „Uprowadzona” była zamkniętą całością i jak widać po trzech zaprezentowanych opcjach, każda była złym posunięciem i za każdą czaił się „zonk”. Jedynym poprawnym był zugzwang – nazwa wywodząca się z gry w szachy, kiedy jedynym dobrym ruchem, jest brak ruchu...
Gdyby nie Liam Neeson, to prawdopodobnie mało kto dotrwałby do samego końca. Wciąż jest jednoosobową armią – która tak była chwalona po pierwszej części – która tym razem będzie zmuszona skorzystać z pomocy córeczki. Ta jest ofiarą idiotyzmu ludzi odpowiedzialnych za historie. Wystarczy, że przytocze sceny, gdy biega ona po budynkach i rzuca granatami – oczywiście nikogo w mieście to specjalnie nie rusza – czy nie umiejąc jeździć samochodem, dopuszcza się brawurowej ucieczki przed policją i mafią. Wszystko jest głupie, ale i głupota wylewała się z jedynki. Problem w tym, że tutaj akcje nikogo nie wzruszą, bo albo już je widzieliśmy, albo są przedstawione w chaotyczny sposób. Bójki wyglądają jak zlepek sekundowych obrazów .jpg, a wszystko po to, żebyśmy się nie zastanawiali, jak uwalić kilkunastu Albańczyków w tym samym czasie.
Mamy tutaj do czynienia z marną kalką poprzedniczki. Wykorzystane zostały nie tylko patenty, ale i teksty (!). Jedyne, co wynieśli na wyższy poziom, to absurdy. Mózg musi zostać wyłączony na te 90min, bo inaczej będzie zadawał zbyt wiele nieprzychylnych dla scenariusza pytań. A że za niego odpowiada jeden z moich "ulubionych" nieudaczników Hollywood (Luc Besson), to jakoś szczególnie zaskoczony nie jestem – 3/10

Jesteś Bogiem
Najwyższy czas sprawdzić, jak prezentuje się to – wielbione przez wszystkich – dzieło. Każdy pewnie ma świadomość, że to historia Paktofoniki, która zmieniła oblicze polskiego hip-hopu, więc wdawanie się w fabułe uważam oficjalnie za zbędne!
Problem z takimi produkcjami jest jeden, przez natłok pozytywnych opinii, człowiek podświadomie zaczyna podnosić poprzeczke, nastawiając się na jakąś petarde, która wystrzeli za chwile przed jego oczyma. Po seansie musze kolejny raz zapytac – czy My oglądaliśmy ten sam film?! Nie chcę przebijać tego napompowanego balonika, ale spuścić trochę powietrze wypada.
Otarłem się o opinie genialnych - serio? - kreacji aktorskich całego trio, a podpisać się mogę tylko pod jedną. Marcin Kowalczyk jako Magik skradł show. Miał najtrudniejsze zadanie – niemożność konsultacji z postacią przez siebie graną – ale umiejętności największe. Fokus (Tomasz Schuchardt) i Rahim (Dawid Ogrodnik) wyraźnie odstają – choć Schuchardt ma swoje momenty - i śmiem twierdzić, że te pochwały należy tylko zachować dla ludzi od castingu, którzy wizerunkowo starali się odzworować raperów. Nie czułem w ich grze czegoś, co byłoby nie do zastąpienia... Szczególnie, że kompletnie „znikają” z ekranu, gdy trafiają na sceny z taką gwiazdą polskiego kina, jaką jest Arkadiusz Jakubik, grający Gustawa Zarzyckiego – to drugi człowiek zasługujący na oklaski.
Największy problem miałem z fabularyzowaniem całości. Sytuacje z jakimi zmagają się bohaterowie, są często tak odrealnione, że pozostało mi się tylko zastanawiać, czy oni faktycznie mieli takiego niefarta, czy właśnie mam być ofiarą bardzo taniego motywu, rodem z setki innych dramatów – nie trudno się domyśleć na którą wersje się zdecydowałem, gdy brakowało potwierdzenia. Tu dochodzimy do brutalnego faktu, gdyby Paktofonika była dla mnie anonimowa – a pewnie tacy ludzie po ziemi stąpają – a ja bym był tylko fanem kinematografii, który przyszedł na dobry dramat, to... pewnie bym o nim szybko zapomniał.
Cała reszta moich żali, jest z kategorii tych mniej znaczących. Na sali kinowej nigdy nie widziałem takiego tłoku nastolatków, którzy pewnie będą skutecznie wmawiać sobie – i przy okazji znajomym – że wychowywali się na ich muzyce. To był większy powrót do przeszłości – wycieczka klasowa do kina – niż same utwory PFK. Ich obecność szybko stała się jasna i zobrazowała target tego filmu. Oni się brechtali – o inne słowo ciężko – z byle przekleństwa, czy pary leżącej nago w łóżku. Jeśli taka rozrywka pozwala coś nazwać „arcydziełem”, to chyba trzeba jeszcze raz przemyśleć skale ocen – choć najwyraźniej w tych przypadkach są tylko dwie skrajne możliwości: arcydzieło albo gówno. Twórcy mnie skutecznie dobili końcówką. Nie chodzi o śmierć Magika, a – lekko komiczny - ostatni koncert. Jeśli nie było archiwalnych zdjęć z tego wydarzenia, to mogli zostawić sam dźwięk i pozwolić się nam nim delektować. Zamiast tego, dostałem pokaz sztucznych, małoletnich statystów... Po co?
Ocena? Naciągane – muzyka budziła wspomnienia – 5/10

26.10.2012 13:25
odpowiedz
Nikow1987
73

Ostatnio widze popularne jest rozgrzeszanie tworcow FPS za slabe kampanie singlowe. Nie samym multi czlowiek zyje, i wypada dopiescic ten wazny element produkcji.

26.10.2012 10:58
odpowiedz
Nikow1987
73

Chwila w Medal of Honor Warfighter wystarczyla, zeby sie odbic od calosci. Wojenne FPSy - szczegolnie te dwie najpopularniejsze serie - od kilku lat inwestuja juz tylko w multi, przez co single-player jest pisany i robiony "na kolanie" - bo byc w grze musi.
Dalej trzymaja sie swojego chorego wychylania. Sytem z odpowiadajacymi za to Q i E, sprawdza sie bardzo dobrze. W MoHach - bylo to tez w Airbourne - wymyslili wychylanie sie za pomoca strzalek (przy przytrzymanym ALT), ktore jest nierealistyczne. Koles z pozycji lezacej potrafi sie wydluzyc na bok, jakby byl zyrafa. Niby pierdola, ale zrazila mnie przy pierwszej misji. Tak samo, jak wrzucanie sterowania jakims robotem. Nigdy takie bzdety do mnie nie przemawialy, ale jak juz mi to wykladaja na start, to cierpliwosc do gry sie szybko konczy.
Nie czerpalem wielkiej przyjemnosci ze strzelania, wiec nawet nie trace wiecej czasu. Powielanie tych samych motywow, w nowej oprawie graficznej, i z tak samo miałką i nieinteresujaca fabula. Wniosek? Na polu wojennych FPSów dalej bez zmian ;) Wypada liczyc, ze Black Ops 2 bedzie sie chcialo przechodzic, bo jedynka przynajmniej starala sie fabularnie cos zaserwowac.

24.10.2012 22:07
odpowiedz
Nikow1987
73

Poza tym, Lord... Walking Dead gra roku? Dark Souls wyszlo na PC :D To wystarczajacy powod, zeby jeszcze raz uznac ją jako tą najlepsza i podkreslic jej dominacje nad reszta ;)

24.10.2012 16:41
odpowiedz
Nikow1987
73

Wpływ jest bardzo iluzoryczny przez wiekszosc czasu, ale koniec 4 epizodu pokazuje, ze gra jakies wnioski wyciaga z naszych decyzji. Ja mam niestety wrazenie, ze poziom spada z odcinka na odcinek, ale nigdy nie tak nisko, zeby nie dowiedziec sie, co bedzie dalej z naszym bohaterem.
Walking Dead, Testament Sherlocka, Book of Unwritten Tales... przygodówki mają się dobrze.

19.10.2012 16:43
odpowiedz
Nikow1987
73

O Dishonored juz sie wypowiadalem przy okazji pierwszego gramy - nie bylem zachwycony - ale najwazniejsza tutaj jest nowa formuła, która powinna być wprowadzana w zycie w przypadku wiekszych tytulow. Wypadaloby jednak zebrac dwie osoby o roznych pogladach. Mialem nadzieje, ze ktos bedzie reprezentowal tych, ktorzy psioczyli na ta produkcje. Wtedy dostaniemy bardziej dynamiczna "pogadanke"

13.10.2012 10:13
odpowiedz
Nikow1987
73

Szczerze? Splynelo po mnie to Dishonored. Moze to byc spowodowane klimatem, ktory niekoniecznie trafil w moje gusta. Jednak jak mam sie skradac, to wole cos, co - przynajmniej gameplayowo - bedzie stapalo po ziemi (Hitman, Splinter Cell)
Zwykla skradanka z przecietna - po paru misjach - fabula i kiepskim NPCami - nie wspominajac o niemowie, ktorym kieruje gracz. Podobienstwo do Thiefa rzucilo sie na starcie, choc czesto padal BioShock jako tytul podobny - nie ten klimat, zeby sie rownac z Rapture.
Niby mozliwosci rozegrania misji jest wiele, ale te sposoby na ktore trafialem, juz gdzies widzialem. Naturalnie, nie jest to swoboda do zrobienia wszystkiego, czego dusza zapragnie, bo po probie eliminacji jednego z irytujacych sojusznikow, gra kazala mi ładować save'a
Walka wrecz to tez jedna z wiekszych bolaczek. Machanie mieczem wydaje się być dość randomowe, ale mozliwe, ze moja reakcja jest spowodowana miloscia do Dark Souls.
Gra zbiera bardzo dobre recenzje - jesli ktos łyka takie tematy, to ciezko mu bedzie sie do czegos przyczepic (innymi słowy, nie ma rażących błędów) - ale moje oczekiwania najwyrazniej byly zbyt wielkie...

05.10.2012 21:35
odpowiedz
Nikow1987
73

Del, nie chodzi o to, ze bedzie mozna przewinac Przeglad, zeby nie sluchac gadki, a o to, zeby przewinac Przeglad, zeby wysluchac zasad/badz wynikow konkursu ;)

01.10.2012 17:16
odpowiedz
Nikow1987
73

Silent Hill 2 - Theme of Laura!

30.09.2012 15:38
odpowiedz
Nikow1987
73

Hybryda gatunkow, to zawsze ambitny cel wielu gier. Dishonered jest juz na ustach graczy od dluzszego czasu i wreszcie przyjdzie nam sprawdzic, czy huczne zapowiedzi byly wskazane. Jesli tworcy zadbaja o klimat, wciagajaca fabule i akcje gracza na nią wpływające, to pewnie łykne całość jak młody pelikan.

30.09.2012 13:11
odpowiedz
Nikow1987
73

Zdecydowanie popieram Lorda. X-Coma pewnie omine szerokim łukiem, a na Dishonored czekam w nadziei, że dorówna BioShockowi.

16.09.2012 15:47
odpowiedz
Nikow1987
73

Jesli chodzi o Seatha, to dobrze jest sie trzymac jego ogona (lewego badz prawego, nie tego, ktory mozna odciac). Wtedy wiekszosc atakow ominiemy i pozostanie ubic gada. Dzielny Krzysztof juz na ostatniej prostej.

16.09.2012 11:47
odpowiedz
Nikow1987
73

Katakumby troche po macoszemu potraktowane. Warto wspomniec, ze przy Titanite Demonie da sie wejsc do trumny i po chwili przeniesc sie do areny walki z Nito. Tam jest mozliwosc dolaczenia do coventantu i otrzymania fajnej broni.
Szkoda, ze zrezygnowales z Ash Lake, bo smok na koncu, to jeden z fajniejszych widokow w grze.

13.09.2012 16:13
odpowiedz
Nikow1987
73

Dobrze, ze nazwales tradycja, fakt smierci przy koncowce zycia bossa. Mialem tak samo przy Artoriasie i Manusie podczas pierwszego podejscia (z tym, ze ja poszedlem ze swoja postacia, ktora czekala juz tylko na Gwyna - 90lvl)

11.09.2012 23:43
odpowiedz
Nikow1987
73

@A.l.e.X - Po zabiciu kogo dostajesz łuk? Za Kalameeta jest pierscien, ktory ... no Lord, powiedzmy, ze musisz opis tego pierscienia umiescic w filmiku, bo takie rzeczy mozna spotkac tylko w Dark Souls. Zobaczysz ile pytan zacznie sie tu pojawiac - dlaczego?! po co?! ;)
Jesli chodzi o bron, to ja polecam Gravelord Sword. Przyjemna wizualnie i robi robote po ulepszeniach. Zdobywasz ją w drodze do Nito, przylaczajac sie do Gravelord Servant Covenant.

11.09.2012 21:00
odpowiedz
Nikow1987
73

@Lord - Przede wszystkim trzeba go uwalic na ziemie. Pomoze Ci w tym Hawkeye Gough. On jest w tej wiezy, ktora znajdziesz po pokonaniu Artoriasa. Klucz do niej znajdziesz po przeskoczeniu do jednego pomieszczenia z kominkiem i Mimiciem ukrytym w skrzyni. To jest ostatnie mozliwe pomieszczenie po wejsciu na te drewniane schody. W Twoim filmiku sa one widoczne przy ostatniej walce (zaraz obok tych glownych, ktorymi schodzisz w dol, kierujesz sie w prawa odnoge). O ile mnie pamiec nie myli (reki sobie uciac nie dam)

11.09.2012 20:48
odpowiedz
Nikow1987
73

@Lord - Smok Kalameet. Spotkales go praktycznie na poczatku DLC, jak tylko szedles w strone lasu. Jest jeszcze jeden swietny motyw przed ostatnim bossem z dodatku, ktory musisz obczaic (za ukryta sciana)

Michalmz97 - Jesli chodzi o Taurusa, to przede wszystkim ubij sobie na spokojnie łucznikow za soba. Potem, gdy tylko on zacznie biec w Twoja strone, uciekaj do tylu i wspinaj sie po drabinie, bo najprostszym sposobem jest skakanie Taurusowi na glowe. Poza tym, to jest on wrazliwy na uderzenia blyskawicami i ogien (jest tez opcja obrzucania go - lub dobicia - bombami). Przede wszystkim, to co mowil Lord w jednym z filmikow. Nie pękaj przed nimi. Oni tylko groznie wygladaja :)

11.09.2012 19:45
odpowiedz
Nikow1987
73

Jeszcze nie ogladalem, ale po opisie warto nadmienic, ze jest jeszcze jeden boss opcjonalny. Jest ich 4 (3+1).

A i jeszcze jedno. Tak nagrywaj dalej, bo mam przeczucie, ze o to zapytasz ;) Jedziesz az do Gwyna. Jak cos przechodzic 2x, to wlasnie DkS.

08.09.2012 20:20
odpowiedz
Nikow1987
73

Pierwszy raz widziałem - a przeszedłem całość - że Mimic trafił swoim kopytem. Nie miałem problemu ze schodzeniem mu na plecy, ale pare razy mnie w zębiska złapał.
A jesli chodzi o O&S, to byli oni najtrudniejszym bossem w grze dla mojej postaci

07.09.2012 11:17
odpowiedz
Nikow1987
73

Czy w ogóle jest możliwość przeniesienia - chociaż w niewielkim stopniu - emocji, jakie towarzyszą na prawdziwym polu bitwy? Jeśli tak, to jakich rad udzieliłbyś twórcom, by skutecznie podnosili napięcie podczas trwania misji?

06.09.2012 21:33
odpowiedz
Nikow1987
73

Pisalem pod poprzednim filmikiem, zeby przed Sifem ogarnac DLC :) Dodam, ze ta scena przed walka jest troche inna, jesli poczynimy odpowiednie kroki w nowej lokacji.

06.09.2012 12:48
odpowiedz
Nikow1987
73

Brakowalo mi BioShocka

04.09.2012 19:25
odpowiedz
Nikow1987
73

Skonczylem w 55h. Super gra. DLC ciekawe, ale polecam Krzysiek tam isc PRZED walka z Sifem - najlepiej po zdobyciu Lordvessel. Genialny motyw przygotowali tworcy

02.09.2012 21:29
odpowiedz
Nikow1987
73

Zdecydowanie we wrześniu będzie królować Fifa. Ruszyły ligi europejskie, więc teraz - wraz z pogarszającą się pogodą - będzie trzeba się przerzucić na bieganie po wirtualnej murawie. Poprzednia odslona była wielka, a każde - nawet kosmetyczne - usprawnienia, utwierdza w przekonaniu, że futbolowy król, jest tylko jeden.

01.09.2012 19:42
odpowiedz
Nikow1987
73

Jest inne przejscie w lesie. Nie trzeba Klejnoty uzywac. Spokojnie mozna dojsc do bossa

Wiecej filmikow! Apeluje o walke z Ornsteinem i Smoughiem, bo to - przynajmniej dla mojej postaci - chyba najtrudniejszy boss :O

31.08.2012 21:26
odpowiedz
Nikow1987
73

Hitman: Blood Money
W dniu premiery kupiłem nową część swojej ulubionej serii. W drugiej misji jedna z ofiar chodziła po swojej posiadłości. Nie byłoby z tym żadnego problemu, gdyby mój komputer nie padał za każdym razem, gdy ja tą hacjende opuszczam - gdy tylko przekraczałem próg, miałem Windowskowski niebieski ekran z białymi napisami i restart. Kilka prób przynosiło ten sam efekt. Ciężko sobie wyobrazić większą frustracje, po zaledwie chwili grania w nowo zakupiony tytuł. Przeszedłem dalej dopiero po jakimś czasie, ale nie była to sprawa nowego sprzętu, a swobody w działaniu tego tytułu. Oszukałem mój PC i do tej hacjendy nawet nie wchodziłem, zabijając cel.

30.08.2012 17:16
odpowiedz
Nikow1987
73

Rewelacyjny tytul. Obecnie walcze z Four Kings, ale Ornstein i Smough zatrzymali mnie na jakies 2 dni. Kazdy powinien sprobowac.

21.08.2012 15:40
odpowiedz
Nikow1987
73

Plusy
+ System walki zaczerpnięty z Batmana, od zawsze pasował do Azjatyckich klimatów. W przeciwieństwie do SpiderMana, tutaj czuć kontrole nad głównym bohaterem.
+ Cut-scenki – nie jest to poziom niedoścignionego GTA, ale przyjemnie się je ogląda. Do perfekcji brakuje wyrazistych postaci, którymi Rockstar kipił.
+ Parkour - Sytem, który od czasów Assassins Creeda, powinien być w każdej szanującej się grze. Tutaj jest wzbogacony o wciskanie akcji w odpowiednim momencie, by idealnie przeskoczyć nad przeszkodą. Mała rzecz, która upewnia się, że jesteśmy zainteresowani.

Minusy
- Jazda samochodem jest dość prymitywna. Najbardziej razi spychanie innych aut. Dziwny system opracowali. Powinni się trzymać klasycznego.
- Powtarzalne misje poboczne. Żeby poprawić swój wizerunek, jesteś na nie skazany. Większość opiera się na zaczepiającej kobiecie, której partner Cię okrada – po czym Ty go okładasz – albo na zepchnięciu czyjegoś samochodu do wody.

Inne
* Kosmetyka pokroju wyciągania kasku na motor z odbytu. Już nie powinni być tacy poprawni, i pozwolić mu jeździć bez. Szczególnie, że pasażer tak właśnie robi.
* Szybkie wybieranie waypointu do misji – powinno być w każdym sandboxie
* Hackowanie jest ciekawą mini-gierką
* Sporo do roboty poza wątkiem głównym, ale to raczej cecha charakterystyczna Sandbox’ów, więc biore ją jako pewnik.

09.08.2012 21:17
odpowiedz
Nikow1987
73

Zawsze chcialem w to zagrac i ... jakos mnie material nie przekonal.

28.07.2012 18:53
odpowiedz
Nikow1987
73

Gra zapowiadala sie fajnie. Gdyby byla lepsza koncowka, to pewnie bym do niej wracal.

29.06.2012 15:11
odpowiedz
Nikow1987
73

Dzisiaj premiera drugiego epizodu na PC?

06.06.2012 19:42
odpowiedz
Nikow1987
73

Cała seria wymiata. Contracts lekko obnizylo loty, ale i tak idzie sie swietnie bawic. Najbardziej sobie cenie Blood Money, choc Codename 47 budzi wiele wspomnien. Absolution zapowiada sie niesamowicie.

24.05.2012 20:19
odpowiedz
Nikow1987
73

Jaki to jest chybiony strzal, to nawet ciezko slowami opisac. Cala gre moge Wam strescic, bo fabularnie niewiele stracicie, a i klimat slabszy niz w poprzedniczce. Mamy w zasadzie trzy plansze (rozdzialy - jak zwal tak zwal), gdzie zwykle poznajemy jakas osobe i ... mamy jakies 3 pierdoly do zrobienia. Przekrecic 3 zawory, zebrac 3 przedmioty, itd. Tak wygladaja wszystkie zadania / cala gra. Przyznacie, ze prezentuje sie to fatalnie - jak z poprzedniej epoki - ale to jeszcze nie wszystko! Gdy skonczycie te 3 mapy, to.... fabula gry cofa Was w czasie, by jeszcze raz je przechodzic :twisted: Czyz to nie okrutne? Zrobic takie g*wno i zmusic gracza do ponownego cierpienia? Jakas chora glowa to tworzyla. Oczywiscie sa lekko zmienione te misje. Juz nie musisz hasac po wszystko - zeby nie bylo ludzaco to samo - a potwory pojawiaja sie w innych miejscach... Tak sie psuje wizerunek marki, ktora dopiero raczkuje. Skonczylem z niedowierzaniem, ze mozna cos takiego wydac. Jesli nawet odstapic od powtarzalnych lokacji, i adekwatnego gameplaya, to historia jest niejasna i tak slaba, ze nawet nikt nie bedzie chcial sie w nia zaglebiac.

20.05.2012 15:28
odpowiedz
Nikow1987
73

Splinter Cell? Zamysliles sie, bo chodzilo o Silent Hill, i tak, dwojka jest najstraszniejsza gra. Call of Cthulhu gralem, ale dzwiek radia do mnie bardziej przemawial.

07.05.2012 22:58
odpowiedz
Nikow1987
73

Coz to za glupie pytanie - jak bedzie trzeba, to zabijemy Diablo. Powinniscie juz tutaj to zrobic ;) Do 15tego, to jeszcze Baala by wypadalo wykonczyc z D2

01.05.2012 17:48
odpowiedz
Nikow1987
73

13 godz i 13 min - Zobaczylem napisy koncowe

01.05.2012 13:15
odpowiedz
Nikow1987
73

Lepiej mi powiedzcie, gdzie znajde Garcie. Jestem w Calderze, i nie wiem jak pchnac fabule do przodu. Mam info, ze ruszyl za Corrientesem, ale co dalej? Z kim mam pogadac, bo pewnie to jest cos latwego, a ja po prostu mam blokade.

29.04.2012 21:23
odpowiedz
Nikow1987
73

Kiedy mozna liczyc na dalsza czesc z questami z Caldery? (Chodzi oczywiscie o ten powrot do niej - gdzie mozna poplynac zamiast na Antigue)

08.01.2012 09:44
odpowiedz
Nikow1987
73

Apeluje o podpisanie tej petycji.

30.10.2011 16:17
odpowiedz
Nikow1987
73

Najlepsza przygodowka ever. Teraz juz takich gier nie ma, ale milo ze wspomniales fakt, iz okazala sie ona finansowa klapa. Glottis nie daje odejsc od ekranu. Nie jestem zwolennikow wracania do przygodowek i przechodzenia ich na nowo (dla przykladu - bardzo lubilem Najdluzsza Podroz, ale meczyc sie z tym kolejny raz? Hell No), ale tutaj poznawalem nowe smaczki przy kolejnych probach. Wciaz widnieje na polce, i o pozbyciu sie jej nie mysle

07.10.2011 20:19
odpowiedz
Nikow1987
73

@kaszanka9
Fabularny wywod sprawil, ze zrezygnowalem calkowicie z tej gry i nie stoi juz na polce. Mnie w fotel nie wgniotlo, a i koncowa walka to tez byl kiepski zart (podobnie jak w RAGE, zeby juz nie off topowac). Gra chciala blyszczec epickoscia (wszedzie wybuchy itp), a final sprawial wrazenie, jakby pomysly sie skonczyly.

07.10.2011 19:03
odpowiedz
Nikow1987
73

Nie do konca sie zgodze z tym chwaleniem Rage'a. Szczegolnie jesli chodzi o wersje PC. Razi mnie po oczach ten inwentarz, ktory funkcjonalnym bym nie nazwal. Strzelanie i grafika to zdecydowanie plus, ale czy to wystarczy, zeby gra byle wielka? Co jesli nie ma fabuly, a tak jest w tym przypadku? Skonczylem to w malym speed-runie (glowny watek idzie zamknac w 6godz), zeby sprawdzic czy sie cos rozwinie na plaszczyznie opowiadanej historii. Przykro mi bylo, ze filmik koncowy byl wrecz smieszny. Myslalem, ze Crysis 2 mial slabe zakonczenie... Brakowalo jakiegos pier...cia w finalnych fragmentach

Co do Dark Souls, to cholera dajcie mi to na PC. Nie wazne, ze bede sie pocil przy sterowaniu. Boska produkcja

02.10.2011 19:48
odpowiedz
Nikow1987
73

Apeluje o Grim Fandango w Lidze Niesmiertelnych!

13.05.2011 20:17
odpowiedz
Nikow1987
73

Deus Ex moze zaspokoic moje oczekiwanie na nowego Hitmana, bo na pewno pojde w cichego zabojce, zeby wydluzyc czas gry. Po zawodzie jakim byl nowy Splinter Cell (Double Agent zreszta tez), mam straszna zajawke na cos takiego. CZEKAM!

08.04.2011 23:36
odpowiedz
Nikow1987
73

Wiedzmin 2 :O Zaskakujecie z wieczornego

18.03.2011 21:44
odpowiedz
Nikow1987
73

Wiedzmin 2 prezentuje sie bardzo fajnie. Wypada wrocic do jedynki, bo nigdy jej nie skonczylem... (bardziej do mnie Dragon Age przemawial)

17.12.2010 23:14
odpowiedz
Nikow1987
73

Najgorszy motyw tegoroczny to ruchowe kontrolery. Pchaja w to obecnie sporo pieniedzy i nie moga sie skupic na ciekawszych produkcjach. Wii juz bylo i niedzielni gracze sie mogli chwile pobawic. Owszem fajne na raz, ale zeby czas poswiecony na to w ciagu dnia przekraczal godzine.. to niewykonalne. Niczym parcie na filmy w 3D... Bardziej sie skupiaja na trojwymiarowych efektach i czyms co przyciagnie oko, a nie na tresci, ktora powinna byc priorytetowa.
Druga (absurdalna) nowinka to XBOX Live w Polsce. Dopiero teraz sie doczekalismy... ... Smiech na sali, ale jest to powod by wspominac rok 2010

16.10.2010 17:52
odpowiedz
Nikow1987
73

Na kiedy planowane jest rozwiazanie konkursu?

27.09.2010 14:49
odpowiedz
Nikow1987
73

Budzę się rano, lecz nie sam z siebie, bo leśne skrzaty z pobliskiej szkoły już dzielnie wykrzykują "wagary"! Kim są i czego chcą stworzenia, przed którymi skrzaty ostrzegają pobliskich mieszkańców, jest dla mnie tajemnicą. Osobiście zajmuję się ochroną, ale nie robie tego za nic, więc nijak mnie interesują te monstra. Jak codzień zakładam zbroje i ruszam w swą misję, w ktorej stojąc u bram wejsciowych do popularnego sprzedawcy, bede go chronilprzed łotrzykami. Sprytne to bestie i potrafią wiele, ale mój pracodawca - mag "Empik" - słono płaci, by nic nie zniknęło z jego pułek. Starzec jest na tyle potężny, że ułatwił mi życie zawieszając magiczne runy nad swoim terenem i dzięki nim mogę obserwować wszystko z jednego miejsca. Jego umiejetnosci w dziedznie magii granic nie znają i z czasem rzucił na mnie zaklęcie, które wyostrzyło mój słuch na tyle, że słysze "pikanie" w głowie jak tylko jakiś zbir próbuje coś zwędzić. Łotrzyki dzień w dzień przychodzą do sklepu i już sam nie wiem, czy to ta kraina w której żyje jest tak uboga? 8 godzin każdego dnia - tyle moja misja trwa. Dzisiaj dałem radę ująć kilku delikwentów, a szef obiecał premie w postaci dodatkowego złota. To zawsze miła wiadomość dla każdego bohatera do wynajęcia. Nadszedł czas zrzucić swoją zbroję i wmieszać się w tłum po pracy. Wychodząc od maga zawsze zastaje mnie mrok, więc jedyną opcją na wysłuchanie nowinek z krainy jest odwiedzenie pobliskiej oberży. W środku zastaje wiecznie uśmiechniętych, sączących złocisty trunek i nieogolonych krasnali, ktorzy są kolejnym dowodem na to jak ta kraina mnie potrafi przerazić. Krótkie streszczenie wydarzeń z ich przepitych ust kończy mój dzień, a jutro powtórka...

11.09.2010 12:17
odpowiedz
Nikow1987
73

Z dystansem podchodze do tej nowej wizji w grach. Move czy Kinect wcale nie musza okazac sie kamieniem milowym w tej dziedzinie. Owszem, technologicznie jest to naprawde wielkie wydarzenie, ale gry same w sobie, moga byc plytkie i sprowadzac sie do dennych i nudnych czynnosci, ktore zdadza egzamin tylko przez godzine grania z cala rodzina (patrz Wii). Moze mam takie wrazenie z tego wzgledu, ze jako kinoman obecnie musze przebolec trojwymiar, ktory pozera wszystkie produkcje z potencjalem. Przez 3D jestesmy swiadkami szeregu niepotrzebnych i nic nie wnoszacych do produkcji scen... Technologicznie - TAK; Rozrywkowo - NIE (okazjonalnie, chwilowe zauroczenie...)

14.08.2010 12:26
odpowiedz
Nikow1987
73

Moja ulubiona gra w historii jest Mafia. Nie ma absolutnie zadnej konkurencji, ale jest to pewnie spowodowane zamilowaniem do sandboxow i klimatow mafijnych (Scarface, Donnie Brasco, Goodfellas, Godfather). Nie mniej jednak nie o to w pytaniu chodzi. Jak juz ma mi sie zbierac na wspomnienia to trzeba siegnac gleboko w przeszlosc i czasy ... Pegasusa. Przy okazji wielkiej popularnosci tej "konsoli" jako jednen z pierwszych zrobilem przeskok na nowiutkie Nintendo 64. Jedna z pierwszych produkcji jakie mialem na ta konsole, byl Turok: Dinosaur Hunter. Nie byla to moze gra wiekopomna i bez mozliwosci zapisu ciezko bylo ją przejsc, ale zapisala sie w historii jako ten pierwszy FPS z prawdziwego zdarzenia. Odpalenie Turoka to byl ten moment w ktorym czlonkowie rodziny .. kompletnie nie interesujacy sie grami .. siadali przed ekranem i patrzyli. Nie chcieli grac, nie mysleli nawet by sprobowac, ale czerpali czysta przyjemnosc z patrzenia. Wrazenie jakei to robilo w tamtych czasach bylo oszalamiajace. Zreszta sam fakt, ze ktos kto nigdy sie nie interesowal grami, a siadal i patrzyl .. mowi sam za siebie. To polowanie na dinozaury zapisalo sie w poczatkach mojej przygody z grami i musze przyznac, ze niedawno zrobilem podejscie na PC-cie. Warto powspominac, bo mimo, ze Turok jakims wielkim hitem nie byl ( wkoncu nie mowi sie o nim zbyt czesto po latach ) to takich gier juz nie robia. Branza gier sie zmienila, ale to temat na szersza dyskusje...

26.07.2010 13:23
odpowiedz
Nikow1987
73

SH2 uwazam za najlepsza czesc .. glownie ze wzgledu na wciagajaca fabule. SH1 i SH3 rowniez trzymaja wysoki poziom, ale juz mi nie daly takiej frajdy jak "dwojka". SH3 bylo podobne, ale nastawione bardziej na walke, a tu nie o to chodzi. SH4 to juz poszli krok dalej jesli chodzi o walke.. starali sie byc innowacyjni, a tej serii to potrzebne nie bylo. Zmiany zjadliwe i zdolalem zmusic sie, zeby skonczyc The Room tylko dlatego, bo bylem strasznie wkrecony tym swiatem i chcialem poznac tajniki fabuly. Piatka to kolejny krok w przod jesli chodzi o walke i tam sie juz nawet nie zmuszalem.. rzucilem to i nawet nie mam zamiaru wracac. SH2 skonczylem po raz drugi i gralo sie rownie przyjemnie. Kazda kolejna czesc bede pewnie sprawdzal z sentymentu, ale watpie, zeby siegnela takiego poziomu zachwytu jaki mialem po najlepszej czesci. (4 i 5 byly jakies takie... zamerykanizowane ... Podobna historia do innego dziecka Konami, czyli PESa, ktore z biegiem czasu, tj. po PES6 (najlepszej czesci dla mnie) oderwalo sie od tych typowo japonskich klimatow)

16.07.2010 22:22
odpowiedz
Nikow1987
73

Marny interes z tym nowym XBoxem. Kombinuja za duzo. Ciekaw jestem ilu ludzi posiadajacych juz swojeg pudlo zdecyduje sie na wymiane.
WoW Cataclysm to kolejne zabrane dni, miesiace i lata z zycia moich znajomych... ... tzn. ludzi, ktorzy byli moimi znajomymi zanim nie przeprowadzili sie do Azeroth...
DeathSpank wydaje sie mila gra na pare godzin, ale watpie, zebym sprobowal swoich sil. Gry, ktore testuje ostatnimi czasy to scisla elita i do takich produkcji jak DS nawet nie podchodze

09.07.2010 23:27
odpowiedz
Nikow1987
73

* - Gry z Arcade'a prezentuja sie ciekawie. Monday Night Combat pewnie troche czasu by zabilo, a nowy Tomb Raider wyglada b. ladnie
* - Two Worlds mnie nie ciagnelo, a zadko chwytam za sequel bez znajomosci pierwowzoru. Dodam, ze przypadl mi do gustu wizerunek ekwipunku w prezentowanej dwojce.
* - Rage'a na 100% sprawdze. Juz taki szmat czasu o tym slucham/czytam pozytywne rzeczy, ze grzechem byloby przejsc obok tego obojetnie. Oby fabula trzymala sie "kupy" .. Klimat ma potencjal, ktory ciezko bedzie zaprzepascic, wiec zapowiada sie hit.

02.07.2010 00:13
odpowiedz
Nikow1987
73

Von Zay !! ... Wez Pan sie wreszcie za Doom Starców

17.06.2010 22:37
odpowiedz
Nikow1987
73

Najciekawiej sie Rage zapowiada. Fallout New Vegas raczej sobie odpuszcze...

31.05.2010 16:32
odpowiedz
Nikow1987
73
Image

...

06.05.2010 16:51
odpowiedz
Nikow1987
73

Za 10 lat dostaniemy reedycje z nowymi bronmi pewnie.

Mojego ulubionego Trespassera nie przebil.. ale tez bylo dobrze/zabawnie.

04.05.2010 18:18
odpowiedz
Nikow1987
73

uuu cienki ten Magic Carpet

Glos na FRANKO
.. a prosba o Grim Fandango

01.05.2010 13:16
odpowiedz
Nikow1987
73

@Slasher11

Zakladac sie nie mam zamiaru bo badz co badz mimo, ze twierdze inaczej... mam nadzieje, ze masz racje. Wiem, ze mam maksymalna ilosc pkt (chyba, ze mail sie zle wyslal lub cos przypadkowo ucialem.. ale to watpliwe) stad tez przy Twojej wersji wydarzen szanse na wygranie rosna.

30.04.2010 22:33
odpowiedz
Nikow1987
73

@Slasher11
15? Moze... i to jest naprawde wielkie MOZE... jesli dodasz jeszcze jedynke z przodu. Podejrzewam, ze okolo setki to ma napewno. Chyba sie zapomniales jak ten serwis jest popularny i ile osob sie za to zabralo ;) W kazdym badz razie moze w ramach ciekawostki przy okazji ogloszenia wynikow sie dowiemy.

30.04.2010 16:00
odpowiedz
Nikow1987
73

Jest full wiec jakas tam nadzieja jest. Choc domniemam, ze ludzi uzyskalo tego "maksa". Jest szansa na informacje przed losowaniem ile jest takich osob?

27.04.2010 20:19
odpowiedz
Nikow1987
73

nie ma bata.. musi byc FRANKO
..swoja droga nalegam na Grim Fandango

24.04.2010 21:05
odpowiedz
Nikow1987
73

Poszlo. Jesli mail sie poprawnie wyslal.. nic przez przypadek nie ucialem to bedzie max pkt... czyli oczekiwanie na losowanie

24.04.2010 09:46
odpowiedz
Nikow1987
73

Brawo za podtytul

23.04.2010 19:24
odpowiedz
Nikow1987
73

F4 i G5 do konca zostaly juz tylko i bedzie Perfect.. wstrzymam sie z wyslaniem bo domniemam, ze o nagrodach przesadzi losowanie. Sporo osob bedzie mialo max ilosc punktow... szczegolnie, ze jest tak dlugi czas na to wszystko

23.04.2010 16:31
odpowiedz
Nikow1987
73

7 do konca i stoje w miejscu ... e1, c4, e4, a5, b5, f4, g5 ... moga sie dla mnie okazac nie do odgadniecia... przynajmniej dzisiaj ;)

23.04.2010 14:03
odpowiedz
Nikow1987
73

14 luk i chwilowy zastoj mam na chwile obecna. Szczegolnie mnie drazni D6 bo wiem, ze znam... ale konkurs naprawde okrrrutny.. wiecej takich

22.04.2010 09:31
odpowiedz
Nikow1987
73

"The Horror... The Horror" ... czyli nie zakladamy, ze Vatra pracuje nad inna gra FPS, ktora nie jest Silent Hill? Bo sobie jakos nie wyobrazam najlepszego horroru z takim widokiem. Zreszta juz poprzednie dwie czesci SH .. MOCNO zanizyly loty i popsuly serie

20.04.2010 19:30
odpowiedz
Nikow1987
73
Image

Prince of Persia

14.04.2010 07:29
odpowiedz
Nikow1987
73

Magic Carpet

09.04.2010 16:49
odpowiedz
Nikow1987
73

Czy jest tu Gry-Online? Gry-Online Siema.
Czy jest tu Gry-Online bo CS'a na biurku juz nie ma
Wraz z Combat Zone zaczyna sie niezla akcja
a to GRAMY to nie byla zadna improwizacja
Mozesz grac jako SAS, Najemnicy, Terrorysci czy nawet Grom
Counter Strike jak to zobaczyl przemowil "...Leave me Alone"
Dobra koncze ten hymn wiec jeszcze raz mowie wszystkim siema
Ta gre tworzyli w Polsce.. kurde kto by sie spodziewał ;)
Kibicujmy Polskim grą, mówi wam to lokalny patriota
a obiecuje .. spotkamy sie na serverze i wrecze wam head-shota

07.04.2010 09:44
odpowiedz
Nikow1987
73

Interstate

01.04.2010 14:49
odpowiedz
Nikow1987
73
Image

Calkiem oryginalnie i zabawnie.. choc Recenzja Command & Conquer zniszczyla wszystko... drugie miejsce przypada kaseta przeslanym przez widzow. Licze na wygrana w konkursie stad tez wysylam kartke pocztowa.

30.03.2010 19:45
odpowiedz
Nikow1987
73
Image

Nadszedl czas na Deus Ex'a

30.03.2010 17:19
odpowiedz
Nikow1987
73

heh... co minute jakos dolacza ktos nowy .. az dochodzi do liczby bliskiej nagrody powiedzmy 590 odswiezy sie i jest 620

30.03.2010 16:05
odpowiedz
Nikow1987
73

Zeby takie dbanie o wszystkie pierdolki nie wyszlo grze na minus. Wkoncu wiadomo, ze chca stworzyc arcydzielo, ale taka dbaloscia moze bardzo latwo im sie podwinac noga w innym jakims waznym aspekcie, ktory zawali caly ich plan. Obym sie mylil bo Mafia to wciaz moja ulubiona gra i na 100% sie skusze na kontynuacje.

29.03.2010 18:46
odpowiedz
Nikow1987
73

Nalegam zebyscie pokazali YARSREVENGE...
a tak calkiem serio mimo, ze to co pokazywaliscie wolalo o pomste do nieba to gramy samo w sobie wyszlo zabawnie.. ostatni raz z waszych filmikow smialem sie na Tresspaserze z Doomu Starcow (ale to jest filmik ekstraklasa) ... Ciekaw jestem ile osob sie podnieci na .. "to cos" i bedzie tracic niezliczone godziny na strojeniu swoich Game Roomow... Zeby wam siostry nie wpadly do pokoju i nie zrobily sobie z tego substytuta do Simsow

24.03.2010 11:40
odpowiedz
Nikow1987
73

GRY-ONLINE .. tudziez tworco recenzji... mam dosc wazne i interesujace mnie pytanie:
W recenzji pojawiło się coś takiego "Zanim rozpocznie się przygoda, należy zdecydować, czy chcemy grać postacią, którą ukończyliśmy Dragon Age, czy wolimy stworzyć nowego 18-poziomowego Szarego Strażnika, przybywającego z Orlais. Jeżeli skorzystamy z naszego „starego” bohatera, kilka razy w grze znajdziemy odniesienia do dokonanych wcześniej wyborów czy czynów." A co jeśli (wybaczcie za spoiler) moja postac polegla na koniec przygody zabijajac arcydemona? Czy wtedy moge przeniesc swoj save by cieszyc sie takim, a nie innym władcą (Alistair) i przypadkiem, zebym nie spotkal ludzi ktorzy polegli (Loghain) .. Wazna dla mnie kwestia. Naturalnie jak inni sprawdzili juz jak to wyglada w praktyce i mieli podobne zakonczenie do mojego prosze o odpowiedz.

23.03.2010 18:14
👍
odpowiedz
Nikow1987
73

Wydaje sie, ze to rzetelna ocena. Podobala mi sie recenzja i zniechecila mnie definitywnie do testowania tego projektu... Fabula i klimat sa dla mnie najwazniejsze w grach i chcialem sie przekonac jak bardzo bym musial przymknac oczy na inne aspekty by w to grac.. jak sie okazuje wypadaloby, zebym calkowicie grał na ślepo. Podtrzymujcie dobra robote

23.03.2010 18:07
odpowiedz
Nikow1987
73

Settlersi ... a co do przyszlych Doomów Starców proponuje inna przygodowke (wedlug mnie i wielu innych.. ta najlepsza) GRIM FANDANGO

22.03.2010 18:57
odpowiedz
Nikow1987
73

Zbrzydla mi ta gra po tym filmiku. Mialo byc cos co sprawdze (nie jest takich gier duzo) .. cos co ma potencjal.. ale na tym sie skonczylo. Pare smaczkow i cieszacych blahostek jest, ale ciezko nazwac ta gre dobra... Przeciwnicy robia tak przykre, ze az smieszne kolka zanim strzela... lataja gdzie popadnie... strzelac do nich mozna ile wlezie, a Ci twardo stoja na nogach. Klimat zdecydowanie na plus... i tyle. Czekam do recenzji, zebyscie moze odmienili moje wrazenia ... jesli nie bedzie wysokiej oceny prawdopodobnie sobie odpuszcze ten tytul i bede czekal na Convinction.

20.03.2010 16:18
odpowiedz
Nikow1987
73
Image

Postapokaliptyczne klimaty zmuszaja nas niestety do proby krojenia zamrozonych zeberek wolowych polowka plyty po CoDzie MW2 ...

17.03.2010 11:12
odpowiedz
Nikow1987
73
Image

Praca na konkurs .. pomysl byl ale brak programow uniemozliwil lepszy efekt

16.03.2010 23:31
odpowiedz
Nikow1987
73

Neverhood

02.03.2010 15:18
odpowiedz
Nikow1987
73

O prosze! Fartnelo sie.. nie mniej jednak po mojej wypowiedzi o CoDzie mozna wywnioskowac, ze zwolennikiem tego tytulu nie jestem. Az chce sie powiedziec.. tak slaba gra .. a cieszy niezmiernie. (trafi do mnie drugi raz) Zamienilbym sie miejscami z Ravela Sz(k)aradna ale zasady to zasady. Dobry i CoD:MW2 !

01.03.2010 17:30
odpowiedz
Nikow1987
73

a orientuje sie ktos w wynikach tych mini-konkursow o kazda z czolowej "5" w plebiscycie o Gre Roku 2009? Chodzi o to co kazdy komentujacy mial szanse wygrac komentowana gre z tej "zlotej" piatki. Wyniki o ile sie nie myle mialy byc dzisiaj.

23.02.2010 23:12
odpowiedz
Nikow1987
73
Image

Zdecydowanie MYTH

22.02.2010 18:59
odpowiedz
Nikow1987
73
Image

Nie starajcie sie mnie przekonac, ze to nie jest zombie... Pierwsza mysl slyszac to slowo i padlo na to zdjecie...

19.02.2010 16:55
odpowiedz
Nikow1987
73

Mimo, ze nie glosowalem na Assassins Creed 2 bo mam innego faworyta w postaci Dragon Age to AC2 jest silnym konkurentem RPGa BioWare. Nie chcialo mi sie wierzyc w ten tytul gdyz niestety pierwsza czesc byla gra przecietna i cierpiaca na brak kreatywnosci tworcow. Podobalo mi sie, ze tworcy wzieli sobie do serca piete Achillesowa jedynki i ja unicestwili. Oprawili to w niemalze perfekcyjna na te czasy oprawa graficza i choc nie patrze na to w grach nie da sie jej tutaj nie odnotowac. W historie niestety nie dalem rady sie zaglebic gdyz moja XBoxowa przygoda z ta gra skonczyla sie po paru godzinach ale bede wyczekiwal tego tytulu na PC. Walka moglaby byc choc troche lepsza bo mnie szybko znudzila ale poza nia nie zalamie sie jesli gracze wybiora ten tytul

18.02.2010 15:32
odpowiedz
Nikow1987
73

Call of Duty MW2 gra roku 2009? NIE! Mialo byc tak pieknie... Modern Warfare 2 czyli kontynuacja jednej z lepszych strzelanek ostatnich lat CoD4. Kontynuowanie wojny w obecnych czasach i tym samym odejscie od przewalkowanej milion razy II Wojny Swiatowej. Przepiekna grafika. Misje dodajace pikanterii. Kampania reklamowa jakiej jeszcze nie bylo. Co z tego wszystkiego wyszlo? Moze zamiast skupiac tyle uwagi nad reklamowaniem swojego tytulu wzieli by sie za jego rozbudowanie. Modern Warfare 2 to praktycznie interaktywny film z przesadnie skryptowanymi scenami. Ilez razy mozna patrzec na reke z .. nikad, ktora dzielnie nas ratuje z opresji? Conajmniej kilkakrotnie. Filmowa do bolu liniowa gra akcji, ktore nie dorownuje do piet poprzedniczce (mowa tu o Modern Warfare nie World at War). Martwi mnie to, ze ta gra odniosla niewatpliwie spory sukces bo teraz nastepne produkcje moga isc w tym samym kierunku co odbije sie na graczach negatywnie. Olac single-player ... zrobimy go liniowo do bolu ... efektownie i skonczy sie po 5godzinach. Efektownie jest niewatpliwie ale czy za gre, ktora wypada przejsc jeden raz (bron boze nie wracac) nalezy sie tytul Gry Roku 2009? Odpowiedz jest prosta. Misje w MW2 sa naprawde na wysokim poziomie ... az chcialoby sie powiedziec "za wysokim" ... otoz w kazdym Call of Duty jak dotad mielismy jedna perelke wsrod misji, ktora wspominamy po dzis dzien. W Modern Warfare 2 mam wrazenie, ze tworcy chcieli z kazdej misji zrobic "ta wyjatkowa" przez co naturalnie zadna nia nie jest... Zadanie glowne, ktore bedzie nam towarzyszylo przez cala gre to "Idz za.." gdzie musimy potulnie i liniowo chodzic za ... czesto powolnym ... kompanem i tak do znudzenia. Mialo byc pieknie ale wole wrocic do CoDa4 albo jeszcze lepiej do pierwszej czesci.

17.02.2010 17:18
odpowiedz
Nikow1987
73

Napewno nie Baldurs Gate 3 alee... Gra zaslugujaca na najwazniejsza nagrode 2009 roku! Zaglosowalem na nia bez zadnego zastanowienia bo konkurencje miala dosc przecietna (z przereklamowanym lekko Call of Duty MW2). W mojej kolekcji widnieje malo gier RPG ale Dragon Age znalazl tam swoje zaszczytne miejsce. Przede wszystkim mamy tutaj rozbudowana i wielowatkowa historie, ktore pochlonela mnie na dlugie godziny. Co najlepsze po zabiciu .... "tego ktorego sie zabija na koncu" (bez spoilerowania) mialem ochote na wiecej. Do glowy przyszly mi wszystkie watki ktore moglem wykonac w kompletnie inny sposob i chcialem sie dowiedziec jak sie wtedy wszystko potoczy. Doliczyc do tego jeszcze mozna tytulowe "poczatki" by widziec swiat oczami kompletnie innej rasy (i roznic sie bedzie nie tylko wygladem) ... dla mnie bajka.
Faktycznie trzeba spojzec prawdzie w oczy, ze nie jest to gra idealna i mimo, ze historia, klimat i dlugosc rozgrywki sa na rewelacyjnym poziomie tak niektore aspekty pozostawiaja wiele do zyczenia. Z krwia faktycznie ich troche ponioslo ale to wkoncu nie jest cos co by przeszkadzalo w rozgrywce. Najwiekszym chyba minusem jest ograniczenie swiata bo w Dragon Age wszedzie wejsc nie bedziemy mogli i jesli ktos bardzo na takie rzeczy zwraca uwage w grach RPG to moze sie lekko przejechac. Co do niemego bohatera to ja bym sie tak nie czepial bo osobiscie nie zwrocilem na to uwagi przez cala rozgrywke i taki manewr jest popularny (chyba rozpiescili autora Mass Effectem). Osobiscie licze, ze gier z cyklu Dragon Age bedzie jeszcze duzo bo dawno mnie tak zadna gra nie zabrala do innego swiata. BioWare kolejny raz udowadnia, ze obok ich gier RPG nie mozna przejsc obojetnie! Dragon Age: Origins (wersja PC) GRA ROKU 2009!

16.02.2010 19:29
odpowiedz
Nikow1987
73

Na tytul Batman nie zasluguje.. Jest to mocny produkt wyrozniajacy sie na tle minionego roku ale takich powinnismy dostawac duzo wiecej. Konkurencja w plebiscycie jest zbyt silna .. z drugiej na tytul tego czy kazdego innego roku zasluguje gra wyjatkowa.. a ja za taka Arkham Asylum nie uwazam.

16.02.2010 18:59
odpowiedz
Nikow1987
73

Mimo swietnego klimatu i ciekawej historii przedstawionej w grze (bardzo ku temu przykuwam uwage w grach) prozno szukac Batmana w mojej kolekcji (po 15lat grania na polce stoja tylko 32 tytuly wiec jestem wybredny). Mialem problem z wymieniona tutaj liniowoscia, ktora mnie nie tyle co odepchnela ale nie dala sie zanuzyc w gre na wiele godzin bez przerwy. Moze gdybym gral stopniowo po godzine dziennie bym to przebolal ale, ze gre mialem na XBoxa, ktory stal u mnie dosc krotko stad tez moj pospiech. Dla mnie najwiekszym minusem tej gry sa ... ... zwolnienia! Ilez razy mozna ogladac zwolnienie (bullet-time) pod koniec kazdej walki z tymi samymi przeciwnikami? No widocznie wedlug tworcow Batmana w nieskonczonosc. Bylo dobrze ale gra sie musi ustrzec takich minusow jesli mam kiedys do niej wracac.

25.01.2010 19:22
odpowiedz
Nikow1987
73
Image

Jako fan jedynki grzechem byłoby nie wziąść udziału w tym konkursie.

10.11.2004 14:14
odpowiedz
Nikow1987
73

Kolejna fotka

09.11.2004 17:27
odpowiedz
Nikow1987
73

Po raz trzeci???

08.11.2004 15:36
odpowiedz
Nikow1987
73

Poraz kolejny Dobra Fotka

07.11.2004 00:20
Nikow1987
73

Przed polską premierą Football Managera 2005 cz.1