Forum Gry Hobby Sprzęt Rozmawiamy Archiwum Regulamin
Forum

Jeyde ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

17.11.2017 23:26
odpowiedz
Jeyde
1

Pape Clément!… Chevalier Guillaume!… Roi Philippe!… Avant un an, je vous cite ŕ paraître au tribunal de Dieu pour y recevoir votre juste jugement!

              Po ponad wieku, odkąd Wielki Mistrz Jaques de Molay wypowiedział te słowa, Zakon nigdy jeszcze nie był tak potężny. Wejście pośród cienie tylko umacniało Rycerzy Świątyni, którzy nigdy nie zapomnieli i nie wybaczyli tym, co w tak barbarzyński sposób wbili im nóż w plecy.

              Piękna, kara klacz zajechała przed rycerski namiot, stojący na jednym z mazurskich wzgórz.
- Lordzie Seneszalu! Wielki Mistrz pragnie cię pozdrowić i życzyć ci powodzenia w nadchodzącym starciu!
- Rad jestem to słyszeć, Bracie-Kapelanie. Non nobis Domine, non nobis, sed nomini Tuo da gloriam. - Mężczyzna wyszedł z namiotu w stronę przybysza, unosząc dłonie w geście pozdrowienia.
          Jeździec, zsiadłszy z wierzchowca, podszedł do witającego go rozmówcy i skłonił się nisko.
- Non nobis, Królu Władysławie…

              Niedaleko miejsca spotkania jeden z królewskich przybocznych przechadzał się, patrolując stok wzgórza. Nagle coś przykuło jego uwagę. Coś, co wydawało się nietypowe wśród zarośli.
              Kiedy podszedł bliżej, aby się temu przyjrzeć, ktoś pociągnął go do przodu, nadziewając na stalową klingę. Zimne ostrze przeszyło jego ciało na wylot.
- Krzyżak! – wykrzyczał jeden z giermków, który przyglądał się całej sytuacji.
Z gęstwiny wyłonił się mężczyzna w czarnym kapturze i białej tunice z krzyżem. Dopadł młodzieńca i kontrując uderzenie jego sztyletu, zadał mu śmiertelny cios w samo serce.
              W całym obozie rozległ się alarm. Rycerze, jeden za drugim, chwytali za miecze, a w okolicy było słychać  okrzyki: „Krzyżak!”, „Asasyn!”.
              Skrytobójca wszedł na stojącą nieopodal beczkę i przeskoczył nad dwoma mężczyznami, próbującymi go pochwycić.
              Nie oglądając się za siebie, pobiegł w stronę króla.
              Władysław dobył miecza i sparował silne uderzenie oponenta. Kapelan także chwycił swoją broń, lecz w tym momencie poczuł przeszywający ból w plecach, po czym osunął się na ziemię bez tchu.
Asasyn wyciągnął ostrze ze zwłok templariusza i ruszył na pomoc towarzyszowi. Ten wykorzystał chwilową dezorientację monarchy, tnąc go w ramię. Przypłacił to jednak własnym życiem, gdyż odsłonił się na tyle, aby król bez większych przeszkód przeszył go mieczem.
              Drugi ze skrytobójców rzucił się na Władysława, zwalając go z nóg i już miał zadać śmiertelny cios, gdy jeden z rycerzy wbił miecz w jego bok.
              Monarcha powalił krzyżaka na łopatki i zaczął okładać pięściami, krzycząc w szale:
- Już niedługo będziecie przeklinać dzień, w którym Siegfried von Feuchtwangen postanowił zdradzić Templariuszy! Nas! – Uspokoiwszy się, odszedł od zmasakrowanego oblicza asasyna i spojrzał na otaczających go ludzi. Rycerze wydawali się być pełni podziwu, jednak reszta otaczających go dostojników była przerażona.
              Władysław, uciskając ranę na ramieniu, nakazał jednemu z gwardzistów, aby ten wziął miecze należące do skrytobójców, po czym skinieniem przywołał sługę do siebie:
- Mieczów ci u nas dostatek, ale i te przyjmuję jako wróżbę zwycięstwa, którą mi sam Bóg przez wasze ręce zsyła. A pole bitwy On także wyznaczy. Do którego sprawiedliwości ninie się odwołuję, skargę na moją krzywdę i waszą nieprawość a pychę zanosząc – amen.
              Następnie spojrzał się na zgromadzonych:
- Zapamiętaliście?!