Forum Gry Hobby Sprzęt Rozmawiamy Archiwum Regulamin
Forum

<Rydygier> ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

15.12.2017 09:43
odpowiedz
<Rydygier>
24

Czy gdybym sobie nie radził, to czy lepiej samemu się wypisać

Tak. Z uwagi na ciążącą odpowiedzialność, nie świadectwo pracy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-15 09:44:24
15.12.2017 09:40
1
odpowiedz
<Rydygier>
24

Nie narzekaj, te wątki są bardzo pożyteczne. Ujawniają, co tak naprawdę siedzi w ludziach, durnotę przyczyn i mechanizmu skłócenia. Oby ku opamiętaniu kiedyś.

14.12.2017 17:33
odpowiedz
<Rydygier>
24

"Zabierz babci dowód" :/

Jak myślisz, jaki procent ogółu elektoratu stanowią wyborcy zorientowani znacząco lepiej, posługujący się dojrzalszymi kryteriami oceny polityków, myślący dalej własnego portfela i widzący szerzej swojego podwórka?

Jeśli równie niski, jak wyniki wyborcze Krowina w porównaniu z wynikami populistów/"opiekuńczych socjałów", notabene, byłby to być może argument przeciwko pomysłom typu JOW.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-14 17:35:29
14.12.2017 17:17
<Rydygier>
24

Jeśli relacja TVN dotyczyła działań nielegalnych, faktycznie zachodzi tu silna analogia uzasadnień obu kar. Jeśli relacja TVN, za którą stację ukarano, nie dotyczyła działań nielegalnych, analogii nie ma. Wedle uzasadnienia kary dla TVN, relacjonowano nielegalną obstrukcję obrad (wedle znaczenia słowa "obstrukcja" na wiki to co prawda oksymoron).

Autorzy opinii prawnych zgodnie wskazali, że wspólną cechą zachowania parlamentarzystów, którzy zdecydowali się na blokowanie mównicy sejmowej, co uniemożliwiło prowadzenie obrad, była nielegalność ich działań oraz jednoznacznie zaliczyli tego rodzaju zachowania do nielegalnej obstrukcji parlamentarnej.

Zatem analogia byłaby ("nielegalna obstrukcja" - > nielegalne palenie tęczy), jeśli kara tyczyła się relacji z tej obstrukcji. Jeśli zaś tak, można nawet mówić o swoistym odwecie:

opinię, na podstawie której KRRiT zadecydował o nałożeniu kary, przygotowała Hanna Karp - wykładowczyni na uczelni Rydzyka.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-14 17:22:28
13.12.2017 17:22
13.12.2017 15:55
<Rydygier>
24

Rydgier. W pierwszym z podlinkowanych przeze mnie filmikow koles cytuje fragmenty biblii ktore jasno pokazuja ze bog nie zmienia zdania i nie zaluje swoich decyzji bo jest wszechmocny i wszechwiedzacy.. A troche pozniej cytuje fragmenty bibli w których czlowiek targuje sie z bogiem jak arab z turysta na targu.. Bog chcial zniszczyć sodome ale czlowiek sie targowal i bog 5 czy 6 razy zmienil zdanie i zniszczyl jeszcze do tego zalowal decyzji co tez nie jest mozliwe jesli bog jest bogiem. Wszechmocnym i wszechwiedzacym bytem.. Tak samo jak zonaty kawaler nie moze istniec(tez z filmiku)

Tak to się kończy, gdy byle kto i byle jak bierze się za egzegezę. Dlatego w Kościele Katolickim jest z tym inaczej.

Jeśli twoim zdaniem po zabiciu paru milionów ludzi dalej możesz być uznany za dobrego czy kochającego to naprawdę nie wiem co mam ci odpowiedzieć

Np. odpowiedz na zadane pytanie. Ja rozumiem, co masz na myśli, nie bój, ale jeśli zależy ci na mojej odpowiedzi, jak na to patrzą wierzący, a dokładnie katolicy, a dokładnie ja, musimy przejść wpierw pewną drogę wnioskowania i pewne sprawy wyartykułować nawet, jeśli wydają się oczywiste. Dopiero wtedy będę mógł tak odpowiedzieć na Twoje pytanie, byś skumał, o co mi chodzi. Zatem jeszcze raz: napisz, proszę, dlaczego konkretnie uważasz, że fakt, iż Bóg dozwala lub nawet powoduje śmierć ludzi (wszystkich, nie tylko paru milionów, przypominam), miałby przeczyć jego dobroci, litości i miłości. Po prostu to konkretnie napisz i pójdziemy dalej w kierunku zależnym od tego, co napiszesz.

Nie chcesz trudnych odpowiedzi, nie zadawaj trudnych pytań. :)

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-13 15:55:44
13.12.2017 09:44
<Rydygier>
24

Dlaczego według Ciebie słusznie?

Z uwagi na treść artykułu 18 ust. 1 i 3 ustawy o radiofonii i telewizji.

(Już zamiast "prezentowała" jest "propagowała" - zwróćcie uwagę).

Jak to "już". Od początku tak stoi w uzasadnieniu. A zatem - skoro uzasadnienie mówi prawdę o propagowaniu i sprzyjaniu - kara słuszna, bo w podany sposób złamano prawo. Jeśli uzasadnienie nie mówi prawdy - niesłuszna. To właśnie twierdzę.

Za mało masz danych?

Tak, nie oglądam TV, w szczególności TVN. A i sędzią nie jestem, bym miał wydawać tu sądy.

Relacjonowanie i komentowanie wydarzeń w sejmie

Z uwagi na treść przytoczonego w uzasadnieniu przepisu, klucz będzie w tym, czy rzeczone wydarzenia były łamaniem prawa i/lub zachowaniami zagrażającymi bezpieczeństwu oraz od meritum/tonu relacji i komentarza tych zdarzeń.

Przede wszystkim jednak chciałem wskazać, gdzie widzę sedno sprawy, bo widzę, że powyżej skupiają się raczej na nieistotnych obocznościach i jałowym cotobędziejowaniu.

A propos, o TVN bym się nie martwił, mam dziwne przeczucie, że donatorów im nie zabraknie. Oczywiście, jeśli takowi będą fundować TVN tę i hipotetyczne dalsze kary na stacje nakładane, de facto będą via TVN finansować to i tych, do których trafią pieniądze z kar. Może to być dość ludyczne.

Jeszcze cyniczniej, poza wszystkim, jeśli programowo idzie się na noże z rządem kraju, trzeba się spodziewać, że poleje się tego rodzaju jucha.

Radio Maryja propaguje skrzywiony katolicyzm i bałwochwalstwo - czy to znaczy, że należy im dowalić 1,5m?

Z tą diagnozą się nie zgadzam, natomiast gdyby była słuszna, należałoby wskazać przepis prawa, który jest łamany przez "propagowanie skrzywionego katolicyzmu i bałwochwalstwa" i dający podstawy do nałożenia takiej kary.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-13 09:47:48
12.12.2017 22:54
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Jeśli stacja propagowała i sprzyjała - to słusznie. Jeśli nie propagowała i nie sprzyjała - to niesłusznie.

12.12.2017 22:23
<Rydygier>
24

Ba. Choć śmierć nie pojawiła się na świecie z woli Bożej, a w konsekwencji grzechu pierworodnego, pojawiwszy się pozostaje pod Jego władzą (vide wskrzeszenia a zwłaszcza Zmartwychwstanie) aż u kresu zostanie zniszczona jako ostatni wróg człowieka. Mało tego, Bóg - Stwórca ma absolutną władzę nad wszystkim co istnieje, w tym od Jego woli zależy samo istnienie najzupełniej wszystkiego, w każdej chwili tego istnienia. To oznacza, że absolutnie nikt nie umarł bez przyzwolenia Boga (wliczając tych dziesięciu dlaczemuś przypisywanych szatanowi), a skoro każdy umiera, te liczby to pikuś.

A teraz odwrócę pytanie: dlaczego miałoby to przeczyć prawdzie, że Bóg jest dobry, litościwy i kocha człowieka? Pytam poważnie i na potrzeby dalszej rozmowy potrzebna jest konkretna odpowiedź.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-12 22:40:53
12.12.2017 15:26
<Rydygier>
24

Katolikowi za uwierzytelnienie wystarcza nauczanie Kościoła. Natomiast owszem, nauczanie Kościoła jest oparte o Pismo Święte i Tradycję. W tym wypadku:

21 A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». 22 Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! 23 Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».

(J 20, 21-23 BT)

12.12.2017 14:43
odpowiedz
<Rydygier>
24

Coraz trudniej o inną formę komunikacji. Karykaturalne to, a nadal eskaluje i się zapętla, bo kłócą się i o to, z czyjej winy się kłócą.

12.12.2017 12:56
odpowiedz
<Rydygier>
24

Uczą się specjalnego, hermetycznego kodu. Dlatego studia medyczne tyle trwają.

12.12.2017 12:07
2
odpowiedz
<Rydygier>
24

Setting jak setting, czy serial będzie dobry - to odrębna sprawa. Np. ciekaw jestem, czy poruszy aspekt psychicznego zmęczenia zbyt długim życiem.

12.12.2017 11:26
2
odpowiedz
<Rydygier>
24

Ponoć patrzeć a doświadczyć to dwie różne sprawy. To na pewno ma przyszłość, pytanie, czy dostanie szansę, czyli ile będzie gier VR umiejących wykorzystać mocne strony/potencjał VR a uniknąć zmagania się z ograniczeniami. Łatwiej o to, gdy grę się od podstaw pisze pod VR niż w przypadku portów.

Teoretycznie jedną z mocnych stron VR powinien być interfejs - jego wygoda, czyli w sumie technologia towarzysząca - własne ręce jako bezpośrednie manipulatory tak, jak w "realu". O ileż łatwiej manipulować, powiedzmy, obiektami 3D faktycznie za pomocą rąk, niż klawitra i myszy. Inny przykład: szermierka. Ale też, skoro o F4 mowa, sprawy typu rozbudowa osady - ustawianie jej elementów "tymi ręcyma". No, ale widać, że to jeszcze wymaga wiele pracy i namysłu. Ten wkład myśli i trudu to właśnie szansa, jakiej potrzebuje VR, by zabłysnąć.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-12 11:28:18
12.12.2017 11:10
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
24

Myślę, że AI mogłoby być sporo lepsze, bardziej złożone, dające lepszy pozór rozsądku i sprytu, nieprzewidywalne. Nie chodzi o morderczą skuteczność, aimboty itp. to nic trudnego, chodzi o udane, ma się rozumieć ograniczone, naśladownictwo omylnego, acz złożonego sposobu myślenia i działania człowieka. Niestety, AI jest notorycznie traktowane po macoszemu i, generalnie, podejrzewam, że jest to jeden z najbardziej niedoinwestowanych aspektów gier. Podejrzewam tak z uwagi na nikłość/płytkość postępów w tej dziedzinie z biegiem lat a nawet nierzadki regres lub wręcz rezygnację z AI na rzecz rozgrywki stricte PvP. Rad bym się dowiedział, czy to tylko moje mniemanie, czy i w jakim stopniu za kulisami studiów deweloperskich rozwija się kunszt pisania AI. Może w istocie dlaczemuś to jest tak trudne, że sorry. Wiadomo, że nie tak łatwe, jak mogłoby się wydawać graczowi-krytykowi tak bardzo dla ludzkiego oka oczywistych, więc z pozoru łatwych do korekty, głupot AI.

Czy dobre w powyższym znaczeniu AI uczyniłoby grę zbyt trudną? Może, przy założeniu, że AI ma być liczniejsze i w parametrach potężniejsze od postaci gracza i jego stronników. Ale przecież to założenie przyjęto, by skompensować głupotę AI. Dla AI skuteczniejszego w swej taktyce wystarczy zmienić stosunek sił by równowagę odzyskać. Co jest bardziej satysfakcjonujące? Pokonać hordę bezmózgów czy jednego spryciarza? To raz. Dwa - lepsze nie znaczy szybsze i celniejsze, tylko bardziej złożone, bardziej "ludzkie".

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-12 11:14:16
12.12.2017 09:33
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Pogadać z Bogiem można wszędzie, natomiast sakrament pokuty wymaga wyznania grzechów spowiednikowi, który z woli Boga stanowi w ramach tego sakramentu nieodzownego pośrednika i szafarza pochodzącej od Boga władzy odpuszczania grzechów. Dokładniej:

http://www.teologia.pl/m_k/zag06-4b.htm#b

11.12.2017 21:39
<Rydygier>
24

Odsyłacze do odsyłaczy do pism i ich zabytkowych interpretatorów.

A czego byś chciał? Czemu kręcisz nosem? Podsunąłem ci wprost pod niego odpowiedzi na pytania, które zadałeś. Albo szczerze szukasz prawdy, albo nie jesteś szczery i tylko udajesz. Tak, czy siak, masz, o co pytałeś, zrób z tym co uważasz.

11.12.2017 21:21
<Rydygier>
24

Pytania mają sens, gdy są szczerym poszukiwaniem prawdy. Odpowiedzi mają sens, gdy przybliżają do prawdy. Wielu te sprawy rozkminiało i rozkminia, część wiemy, o części jedynie domniemywamy.

Zbawienie, czyli niebo:

http://www.teologia.pl/m_k/kkk1n05.htm#1a

O duszy:

http://www.teologia.pl/m_k/kkk1d06.htm#1b

(całą witrynę polecam do dalszych dociekań, jak również wujka gugla)

11.12.2017 20:48
1
odpowiedz
6 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Pytania bardziej do Pana Boga, ale wierzący wiedzą tyle, ile im objawił.

Bog dal ludziom wolna wole. Dlaczego wiec karze i posyla do piekla ludzi ktorzy uzyja tej wolnej woli i zadecyduja ze nie beda wierzyc w Boga?

Bóg nie posyła nikogo do piekła, wszystkich stworzył ku zbawieniu - taki jest cel życia ludzkiego. Z sobie znanych powodów faktycznie dał ludziom wolną wolę i ten dar szanuje, nikogo więc do zbawienia nie zmusza. Czas życia doczesnego to czas zastanowienia i wyboru, czas dojrzewania do najważniejszej decyzji. Bóg te decyzje szanuje. Kto chce, może Boga odrzucić na wieczność. Wieczne oderwanie od Boga to właśnie piekło.

Zwlaszcza gdy przez tysiace lat nigdy nie dal on ludziom nawet najmniejszego znaku ze on w ogole istnieje

Dał wiele znaków. Ale każdy jeden można zanegować - bo wolna wola. Wiara, jakakolwiek, to w pewnym sensie klucz interpretacji rzeczywistości. Nakładka apriorycznie objaśniająca przyczyny poznawczo nieosiągalne. Dla wierzącego w Boga całe stworzenie to jeden wielki cud (i to w sensie ścisłym poniekąd), znak jego istnienia i miłości. Dla niewierzącego - bynajmniej. Podobnie dowolnie widowiskowe cuda, objawienia etc. Stąd, paradoksalnie, to wiara lub jej brak otwiera bądź zamyka oczy na znaki.

, a odkrycia astronomiczne i naukowe zaprzeczaja istnienie Boga caly czas.

W ogóle nie zaprzeczają. Niby jak poznawanie tego, co stworzone miałoby dowodzić nieistnienia Stwórcy?

Wiec dlaczego Bog oczekuje od ludzi ze majac do wyboru 20 religii, kazda bez zadnych dowodow, ludzie maja wybrac te jedyna sluszna religie albo ida do piekla?

Jako się rzekło, Bóg chce zbawienia wszystkich. I wszyscy, każdy jeden, dostał, dostaje lub dostanie wszystko, co mu potrzebne, by osiągnął zbawienie. W ten, czy inny, Bogu znany sposób. Każdy będzie miał szansę wybrać życie wieczne w niebie. Prawdą jest, że:

Extra Ecclesiam nulla salus

Oznacza to, że jedyną furtką do nieba jest Kościół. Mistyczne Ciało Chrystusa, jedynego zbawiciela, jaki został dany światu. Zatem czy to przez "oficjalną przynależność" niezatarcie przypieczętowaną sakramentem chrztu, czy to przez chrzest pragnienia, czy w dowolny Bogu wiadomy sposób, każdy ze zbawionych osiągnął niebo jako członek Kościoła.

KKK ujmuje to tak:

846 Jak należy rozumieć to stwierdzenie często powtarzane przez Ojców Kościoła? Sformułowane w sposób pozytywny oznacza, że całe zbawienie pochodzi jedynie od Chrystusa-Głowy przez Kościół, który jest Jego Ciałem:

Sobór święty... opierając się na Piśmie świętym i Tradycji, uczy, że ten pielgrzymujący Kościół konieczny jest do zbawienia. Chrystus bowiem jest jedynym Pośrednikiem i drogą zbawienia, On, co staje się dla nas obecny w Ciele swoim, którym jest Kościół; On to właśnie podkreślając wyraźnie konieczność wiary i chrztu, potwierdził równocześnie konieczność Kościoła, do którego ludzie dostają się przez chrzest jak przez bramę. Nie mogliby więc zostać zbawieni ludzie, którzy wiedząc, że Kościół założony został przez Boga za pośrednictwem Chrystusa jako konieczny, mimo to nie chcieliby bądź przystąpić do niego, bądź też w nim wytrwać.

847 Stwierdzenie to nie dotyczy tych, którzy bez własnej winy nie znają Chrystusa i Kościoła:

Ci bowiem, którzy bez własnej winy nie znając Ewangelii Chrystusowej i Kościoła Chrystusowego, szczerym sercem jednak szukają Boga i wolę Jego przez nakaz sumienia poznaną starają się pod wpływem łaski pełnić czynem, mogą osiągnąć wieczne zbawienie.

848 "Chociaż więc wiadomymi tylko sobie drogami może Bóg doprowadzić ludzi, nie znających Ewangelii bez własnej winy, do wiary, <<bez której niepodobna podobać się Bogu>> (Hbr 11, 6), to jednak na Kościele spoczywa konieczność i równocześnie święte prawo głoszenia Ewangelii" wszystkim ludziom.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-11 20:54:40
11.12.2017 16:34
<Rydygier>
24

A to już uroki demokracji, a właściwie państwowości w ogóle. Ktoś prawo stanowi, wedle jakiegoś systemu wartości. To prawo obowiązuje wszystkich obywateli, niezależnie od ich systemu wartości. Nie mam takich planów, ale gdybym hipotetycznie kiedyś stanowił prawo, to oczywiście powinienem czynić to w zgodzie z własnym przekonaniem o tym, co dobre, a co złe, czyli w zgodzie z sumieniem. Jak inaczej?

Tymczasem jednak prawa nie stanowię, ale wyrażam swoje zdanie na forum dyskusyjnym, wolno mi.

11.12.2017 15:06
<Rydygier>
24

koncentrowanym na WŁASNEJ a nie cudzej duchowości i zbawieniu?

Staram się na tym właśnie skupiać, stetyż-niestetyż według mojej wiary staranie o własne zbawienie wymaga również i tego, by gdy zajdzie potrzeba nie milczeć, a mówić. Dla dobra bliźniego. Ale w czym problem. Chcesz, to ignoruj. Nikomu nic nie wmuszam, nikomu niczego nie zabraniam. Przedstawiam swoje zdanie.

Zwróć zresztą uwagę, że ten wątek od początku mówi o cudzej duchowości. Dlaczego dopiero i tylko tu zwracasz na to uwagę?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-11 15:09:28
11.12.2017 14:57
<Rydygier>
24

Myślę, że sama szczerość intencji już ma wartość przed Bogiem, niezależnie od formy.

11.12.2017 14:34
<Rydygier>
24

Zostaje mi tylko prośba o modlitwę za Ciebie

Bóg zapłać, rzecz to cenna. Tzn. naprawdę mógłbyś to zrobić, byłbym wdzięczny.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-11 14:35:21
11.12.2017 14:24
<Rydygier>
24

To Ty użyłeś określenia "nordyccy lutrzykowie".

Zgadza się. I? Myślisz, że w jakim tonie ich użyłem? To jest zresztą ogólnie ciekawe, bo tonu we wpisach nie widać, a często-gęsto jakiś się im bezpodstawnie przypina.

Natomiast, jeśli próbujesz mi powiedzieć, jak marny ze mnie chrześcijanin, to dzięki, wiem. Tylko co to niby zmienia? Gdybym zamilkł, gdzie trzeba mówić, byłbym jeszcze marniejszy.

Aha. Bóg jest miłosierny i człowiekiem nigdy się nie brzydzi. Ale złem - zawsze.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-11 14:25:42
11.12.2017 14:19
<Rydygier>
24

Oczywista, to w końcu naTemat, więc koniecznie musieli. Burmistrza mamy bardzo OK, wreszcie. Ten akapit to akurat bzdura, nawet w kontekście reszty faktów z artykułu. Miejska kotłownia nie jest źródłem problemu. Co najwyżej w tym sensie, że tylko niektórzy mają miejskie ogrzewanie. Połacie miasta bez niego są tak rozległe, że koszt objęcia ich miejskim grzaniem musiałby być olbrzymi, niestety (a i ci, którzy mieli możliwość przyłącza, ponoć nie zawsze korzystali, bo bardziej kalkulowało się im grzać śmieciami, tak gadano lat temu kilka). Nie wiem, jak jest teraz, ale jeszcze parę lat temu kasa miejska była w długach, z tym bodaj coś wspólnego miały jakieś przewały na kostce, która brukowano okolice rynku (nogi se można połamać, taka koślawa), ale szczegółów nie pamiętam.

Nie o to wszakże chodzi. Chodzi o to, że syf.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-11 14:31:21
11.12.2017 13:48
<Rydygier>
24

Składnia zdań i użyte słowa świadczą o trollowaniu z jakiegoś seminarium.
Zaiste - siąść i płakać.

Mógłbym się odwdzięczyć analizą Twoich wpisów, są dość charakterystyczne, ale sam powiedz - jaka korzyść z rozmowy na takim poziomie? Nie widzę żadnej, więc nie zawtóruję. Nie wiem, jak Ty, ja dość mam tej plagi, jadowitego, napastliwego, szyderczego tonu rozmów. Internet jest tego pełen do wyrzygu, jak miasta - smogu.

yyyyyy, ale jak sie ma ten tekst o Chrzescijanach do polskiego Katolika?

Jak się ma tekst o chrześcijanach do katolików? Pytasz poważnie? Zresztą w sumie napisałem - jak. Podpowiedź: nie należy go czytać na poziomie argumentu w rytualnej napierdalance.

11.12.2017 13:31
odpowiedz
12 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Na co mi przyszło, cytować naTemat...

http://natemat.pl/224735,zima-nie-mozna-otworzyc-okna-taka-jest-trucizna-w-tym-miescie-smog-przekroczyl-normy-o-1000-procent-na-pomorzu

wychodzi na to, że ludzie trują się sami

To mi się podoba:

Ale jej inny pomysł może okazać się strzałem w dziesiątkę. To elektroniczna mapa Kościerzyny z zaznaczeniem wszystkich kominów w mieście, które w kolorach od białego do czarnego pokażą stopień zanieczyszczeń.

11.12.2017 13:19
odpowiedz
13 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Wiele tu padło stwierdzeń gołosłownych, półprawd, pachnących uprzedzeniem i projekcjami, pochopnych, krzywdzących sądów i tez najzwyczajniej błędnych. No i sławetna hipokryzja. Tyleż chybiony co popularny, sztampowy wręcz pretekst, by zmieszać z gnojem człowieka i wyszydzić jego stojącą ością w gardle wiarę. Że tak powiem, obraz mniemań o katolikach, katolickiej wierze i Kościele jest zaiste smutny, przy tym mocno surrealistyczny i nacechowany niewiedzą. Gdyby chcieć to wszystko prostować, trudno nawet powiedzieć, od czego zacząć. Jeśli wątek byłby reprezentatywny dla stanu wiedzy Polaków o tych sprawach, to zaiste - siąść i płakać.

Albo i nie. Skoro wątek o obrazach, do obejrzenia i zastanowienia wierzącym i niewierzącym obraz inny, nieznanego autora, portret chrześcijan w świecie, spisany u zarania chrześcijaństwa, ale myślę, że w znacznej mierze uniwersalny, zatem w większości nadal aktualny i co do sedna, nazwijmy, wzorcowy. Katolikowi, polskiemu, czy nie, warto się w nim przejrzeć, a innym - jemu przyjrzeć. Niejeden może znaleźć coś pożytecznego dla siebie, myślę.

http://brewiarz.pl/indeksy/pokaz.php3?id=6&nr=115

10.12.2017 16:33
1
odpowiedz
<Rydygier>
24

Nie zastanawiaj się. Telepudło za okno. Zdrowiej, spokojniej, więcej czasu.

09.12.2017 09:50
<Rydygier>
24

Najpierw była wspólnota interesów mieszkańców 13 kolonii

O nią mi chodzi, nie o naród. Wspólnota interesów, wyzwań i wizji własnej przyszłości. A jej zwieńczeniem - dokument państwotwórczy. Najpierw była autentyczna wola, by się zjednoczyć w ramach wspólnego państwa, potem utworzenie państwa, nie odwrotnie. Jak najbardziej natomiast, jeśli chodzi o kształtowanie się tożsamości amerykańskiej, narodu, to był dopiero jej początek, zresztą mniemam, że ten proces trwa nadal.

Podejście Schulza odrzucam z trzech powodów: bo co najmniej bardzo przedwczesne, a nie dostrzegające tego, bo stanowi rodzaj odgórnego ultimatum/wymuszenia/szantażu (tak, jak my chcemy, albo won), nie formalizacji oddolnej woli, wreszcie, jak rozumiem, ponieważ chce się w tym dziele opierać na tym, co sprzeczne z wartościami, które uważam za dobre, czyli na prądach myślowych obowiązujących obecnie na tym "ich" Zachodzie.

Uważam, że wola Europy, by się zjednoczyć, jeśli ma być trwałym fundamentem takiego kroku, jeśli efektem ma być coś mocnego, musi wyrosnąć na gruncie samoistnej, naturalnym biegiem toczącej się ewolucji mentalności jej narodów, nie na sztucznym przyspieszeniu usilną agitacją, negowaniem czy ignorowaniem odrębności i różnic narodowych i mentalności, wymuszeniami prawodawstwem, odgórnymi "impulsami", podchodami itd. I myślę, że jeśli dać dość czasu, to naturalny bieg kiedyś tam zaprowadzi. Byleby go sztucznie nie przyspieszać.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-09 15:01:25
08.12.2017 16:57
<Rydygier>
24

Geniusz? Geniusz.

08.12.2017 16:42
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Aha, czyli wątek o tym, kogo kto uważa za najlepszego, pardon, "muzyka".

Kto najlepszy - nie wiem i nie wiem, jak oceniać. O ile mi wiadomo natomiast, Vangelis, autentyczny współczesny geniusz muzyki (w ścisłym znaczeniu słowa "geniusz"), żyje.

08.12.2017 15:59
2
odpowiedz
<Rydygier>
24

Ten film... Śmiechłem. Jajcarze.

08.12.2017 15:42
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
24

"Chcę, by powstał europejski traktat konstytucyjny, który stworzy Europę federacyjną" - zadeklarował Schulz. Jak wyjaśnił, taki traktat powinien zostać wypracowany przez konwent, w którym uczestniczyć powinny "społeczeństwa obywatelskie i narody".

- Mniej się boję ludzi w Europie (...) niż centrali rządowych kierujących się względami taktycznymi - dodał. I stwierdził, że kraje, które nie przyjęłyby takiego traktatu, powinny opuścić Unię Europejską.

Powiem tak: kiedyś, w przyszłości, jeśli na zdrowych warunkach, czyli w poszanowaniu odrębności kulturowej i dobrowolności narodów (a zatem w zgodzie z tym, co pisał o tych sprawach św. JPII) - być może, jako naturalne przedłużenie procesu przemian cywilizacyjnych trwających od zarania ludzkości, gdy sytuacja do tego dojrzeje i postawi przed faktem dokonanym odpowiedniej międzyludzkiej wspólnoty mentalności, wartości i wyzwań. Ale to, o czym pan Schulz opowiada tu i teraz to niebezpieczne mrzonki mogące prowadzić co najwyżej do jeszcze większego rozsadzenia i UE i Europy w ogólności, zabójczy falstart. Ten człowiek buja głową w jakiejś lewej utopii, ignoruje rzeczywistość lub nie umie jej dostrzec i spośród tych oparów zabiera się do sprawy od d... strony. Jakikolwiek dokument konstytuujący zjednoczone stany byłby pożyteczny i skuteczny jako formalizacja status quo mentalności jednoczonych, nie jako próba wykreowania czy wręcz wymuszenia na nich tego, co w nim będzie stało. Tak, uważam, było z USA - ukonstytuowano coś, czego wszyscy już chcieli, do czego ogół dojrzał i czego był w stanie dosięgnąć, gdy mianowicie ów ogół się stał nowym ogółem, a to za sprawą unikalnej genezy ichniej państwowości i sytuacji (w ludzkich głowach przede wszystkim) tam i wtedy. I dlatego to się udało - formalizacja była zwieńczeniem, rezultatem, owocem, nie przyczyną ani siłą napędową przemiany.

Europa dziś to kompletnie inna bajka, inna sytuacja o zupełnie innej genezie, w której podobne pomysły to zwykłe czarowanie rzeczywistości. Diametralnie inny stan umysłów. Próba forsowania takiej wspólnoty, o jakiej mówi pan Schulz to albo nowe zarzewie konfliktów i poróżnień, albo wstęp do jedności wymuszanej terrorem pokroju ZSRR. W najlepszym razie - fiasko i daremna fikcja istniejąca tylko na papierze.

Bo samo tak postulowane "kajne grencen" to żadne tam panaceum gwarantujące pokój i dobrobyt. To jest myślenie magiczne i głupie. Obecnie raczej odwrotnie.

Co gorsza, za wzór i fundament proponowanego zjednoczenia onże proponuje jako dobre wartości, które są właśnie zgniłe i toksyczne, a próby ocalenia przed nimi Europy uznaje za działania sił jej wrogich. Inny biegun, totalna rozbieżność spojrzeń, a ten chce "jednoczyć". Zresztą to jednoczenie pozorne, jak sam mówi - kto nie chce po naszemu, ten won. Łudzi się jednak, zresztą wbrew faktom, które sam wylicza, że ludzie en masse chcą tego, co on, a tylko niektóre rządy stają okoniem z powodów niskich a krótkowzrocznych.

Fatalnie wróży władanym, gdy do władzy dobierze się ktoś o tak odrealnionym i chybionym sposobie myślenia. Niebezpieczny człowiek, przez takich u sterów leje się krew.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-08 15:54:43
08.12.2017 15:11
odpowiedz
<Rydygier>
24

<tryb optymisty>Po serii chybionych remake'ów mam nadzieję na pełnoprawnego, udanego następcę czyli przynajmniej stary miód wlany w słoik współczesnej oprawy. A może i coś więcej do tego. </tryb optymisty>

05.12.2017 16:01
odpowiedz
<Rydygier>
24

To powinno być... ciekawe. Czekam zatem.

05.12.2017 13:41
1
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
24

człowiek dzięki temu jest mądrzejszy

Jeśli czyta książki mądre.

i wyrabia mu się styl pisania

Jeśli czyta książki dobrze napisane.

Czytanie, jak każda czynność angażująca mózg, rozwija tenże mózg - przeszeregowuje jego sieć neuronową, ino na rozmaite sposoby (czytanie - na swój unikalny, m.in. mocno angażujący wyobraźnię). Czy korzystnie i jak bardzo - to rzecz osobna.

Na pewno czytanie samo w sobie nie gwarantuje ani mądrości, ani pisarskiego stylu ani życiowej korzyści w ogóle. Wartość książek i ich czytania uniwersalizuje się, traktuje czasem jak magiczny "rozwijacz"/panaceum intelektualne i w takiej formie stawia ludziom przed oczy na piedestale. Jest to upraszczające nadużycie. Najlepszy dowód to ci, którzy z powodu swojego oczytania zadzierają nosa - nie jest to mądre, czyli mądrości czytając nie nabyli.

Natomiast programowe nieczytanie niczego to faktycznie potencjalnie zmarnowana szansa, by się rozwinąć i zmądrzeć, bo istnieją książki mądre i dobrze napisane, niekoniecznie zastępowalne czymś innym. Książki, które przeczytać warto.

z czego większość to lektury szkolne

Na marginesie, gdzieś w ogólniaku doszedłem do wniosku, że lektury zostały tak dobrane do wieku tych, którym są wmuszane, by skutecznie obrzydzić młodym czytanie. Pod koniec przestałem je czytać, bo nie chciałem, by mnie to spotkało.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-12-05 14:11:48
03.12.2017 11:53
<Rydygier>
24

I met Jon Anderson

No, kręgi zbliżone. W każdym razie, doświadczyłem zaskakującej koincydencji nieświadomie a równocześnie trafiając na dwa kawałki zaczynające się praktycznie tak samo.

03.12.2017 11:27
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Rozumiem, czemu może się podobać, ogólnie miłe dla ucha, ale kompozycja jakoś nie chwyta mnie. Ot, łagodne takie.

Zupełnie bez związku ni zamysłu odpaliłem sobie do odsłuchania to i składankę Vangelisa. Z początku nieźle się zamotałem, bo oba zaczynają się... a zresztą porównajcie, bo może mam zsłuchy:

https://youtu.be/Eo1T4IsEXoo

02.12.2017 16:35
odpowiedz
<Rydygier>
24

Opuści krokiem zombie, bez niektórych kończyn i kawałków. Ironiczne. Jako ostatni, powłóczący maruder zamknie peleton (oby!) to, co go rozpoczęło.

Teraz to już chyba tylko pożyteczny poligon nowego engine'u.

01.12.2017 15:55
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Aż spróbowałem sobie wyobrazić. Pojęcie rzetelności można rozumieć wielorako.

1. Bezstronność. Niemożliwe? Poniekąd możliwe. Byłby to serwis wyzuty z komentarza. Dziennikarstwo doskonale przezroczyste. Same, gołe cytaty i nieobrobione materiały. Nie ma prezentera. Dobór danych losowy/bezosobowy, czyli pełni obrazu też nie będzie, a wypadkowa nie musi być wyważona. Mimo to - bezstronny.

2. Rzetelny subiektywizm. Wierność w przekazywaniu tego, co dziennikarz uważa za prawdę. Wierność własnej wiedzy o prawdzie inaczej mówiąc. Czyli uczciwość, przekaz wyzbyty kłamstwa, zapędów manipulacji/wpływu/imprintowania zadanej wizji świata u widza, agitacji, propagandy, czyli bez haniebnego procederu tzw. "opiniotwórczości". Nie będzie to ani obiektywne, ani bezstronne, ale też serwis nie będzie udawał, że jest inaczej.

Rzetelność jest możliwa, ale co z tego. Pytanie, jak ją stwierdzić.

Osobiście polecam narzędzie pokroju Google News. Daje przynajmniej konfigurowalną kompilację medialnego jazgotu.

Prawda jest bytem nieistniejącym.

Czeka Cię zdziwko, oby przyjemne i oby prędzej, niż za późno.

29.11.2017 23:14
<Rydygier>
24

Fakt słowa mają moc i warto wyrażać się precyzyjnie

Tak właśnie, zatem staram się precyzję promować. Bo też i skutki jej braku w słowie bywają, zwłaszcza obecnie, donioślejsze, niż się wydaje. Rzecz jasna wiem o czym mowa, ale że znamienny, bo częsty, dobór słów w temacie zdaje się sugerować ciągoty do postrzegania problemu w kategoriach musu, którego nie ma, staram się "odczarować" owo mylne spojrzenie.

No niestety, by dotrzeć do rzesz trzeba się unurzać w marketingu. Pasjonaci szczęśliwie trafiają się i wśród twórców, nie sami "maksymalizatorzy zysków", acz nie każdy odnajduje się ze swoją niszą. Szkoda tych pereł przeoczonych bez konkretnego powodu.

29.11.2017 22:40
<Rydygier>
24

nikt go nie stawia na równi z gwałcicielami

Wrażenie bywa zbliżone do odmiennego.

Nawiasem, ilekroć ktoś pisze "nikt (coś-tam, czegoś-tam)", retoryczna ciekawość bierze, czy faktycznie pytał wszystkich, że czyni się rzecznikiem ich zdania.

29.11.2017 20:29
<Rydygier>
24

Ano. Domek jest dla tych, co lubią samodzielniej. O więcej rzeczy trzeba dbać samemu. Zaleta jest ta, że człek bardziej odseparowany od sąsiadów ale faktycznie, nie wybiera ich sobie, nie tych przyszłych. Kiedyś moje osiedle było o wiele mniejsze, niż teraz. To też może jakiś czynnik rzutujący na zadymienie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-29 20:29:59
29.11.2017 20:19
<Rydygier>
24

No, jeśli stać na domek, to i na nowoczesne ogrzewanie przy okazji powinno. Gaz lub pelet. Ino sąsiedztwo trzeba ostrożnie wybierać.

29.11.2017 20:18
<Rydygier>
24

Co ciekawe w dzieciństwie też mieszkałem w okolicy, gdzie niedaleko było osiedle domków. I nie przypominam sobie takiego syfu.

To rzeczywiście jest ciekawe, bo mam tak samo. Mieszkałem, gdzie mieszkam i 20 lat temu i nie pamiętam, by mnie dym męczył. Coś się zmieniło ostatnio. Albo moja percepcja, albo co insze.

Dziś byłem na mieście. Około kilometr ulicą przez osiedla domków. Mgła, brak wiatru, 90% czasu smród. Ludzie trują się nawzajem. Palą byle jak, byle czym i/lub w byle czym. Najczęściej to zapewne kwestia "uwarunkowań ekonomicznych" i nieumiejętności, czasem głupoty i chciwości. Od lat czyta się w lokalnej prasie, jak to straż miejska się poważnie zabiera za problem. I co? I nico. Zresztą co oni mogą. Mandat tylko, jeśli kogoś przyłapią na paleniu śmieci (szczęśliwie na takich coraz częściej donoszą... sorry, sygnalizują). Poza tym pouczyć, jak należy palić albo że piec czas zmieniać (tylko za co). O grzaniu z miejskiej sieci obecnym w innej części miasta można tylko pomarzyć.

Kiedyś sami cokolwiek kadziliśmy, acz przynajmniej dobrym bukiem, nie syfem, obecnie należymy do wybrańców, których było stać na zakup kotła na pelet (+ rury i kaloryfery niestety). Czy miasto się dorzuciło? Nie. Bo dorzucają tylko, gdy kto z węgla na drewno przechodzi. Gdybyśmy wcześniej bardziej syfili - węglem, to by nam remont ogrzewania miasto dotowało. Za porządni byliśmy widać i się nie należy. :)

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-29 20:33:32
29.11.2017 20:14
<Rydygier>
24

Bardziej chodzi o to, jakiego kalibru joby czasem lecą na niego i mu podobnych od strony graczy. Jakby palił, gwałcił i mordował nieomal. Cziter - wróg publiczny numer jeden, zwyrol. Bo kantuje w zabawie. No litości.

29.11.2017 17:17
3
odpowiedz
<Rydygier>
24

U mnie zimą jest jedna, wielka rakotwórcza wędzarnia. Wyjść do miasta i nie nawdychać się to cud.

https://youtu.be/Q6mFg90hDAI

(a takich domków są całe kwartały i osiedla)

https://youtu.be/AOpGuB9DEp8

Tyle jeśli chodzi o zapach zimy tu, gdzie mieszkam.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-29 17:18:34
29.11.2017 16:52
odpowiedz
7 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Mam wrażenie, że niektórzy stawiają znak równości między nieuczciwym podejściem do zabawy a poważnym przestępstwem. Owszem, niefajne to, jak rozgniatanie innym dzieciom babek z piasku, może też źle wróży na przyszłość, ale kurczę, znaj proporcją mocium panie. Za oszukiwanie w chowanego też pozywać?

Swoją szosą, multi z natury jest wrażliwe na niecny czynnik człowieczy. Jako entuzjasta singla liczę, że może ktoś tam bierze takie czynniki na wzgląd decydując, w jaką grę włożyć kasę i czy aby na pewno opłaca się użerać z tymi zbrodniarzami - cziterami.

28.11.2017 17:29
<Rydygier>
24

Dokładnie tak (wyjąwszy aspekt wymaganej mocy obliczeniowej procka, zbytnio naszpikowane kilometry mogłyby stopić CPU). Dodatkowo można im oskryptować AI dowódczą - takie mody są.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-28 17:31:33
28.11.2017 15:17
1
<Rydygier>
24

Myślę, że trafiłeś w sedno.

Sedno leży gdzie indziej. Odpowiedź na powyższe pytanie niczego tutaj nie przesądza, co najwyżej może diagnozować dojrzałość czyjejś miłości bliźniego.

Trzeba raczej zapytać, czy jest OK zamordować człowieka, który utrudnia życie. I to ewentualnie prowadzi do dyskusji o sednie sprawy.

27.11.2017 20:27
1
<Rydygier>
24

Pasowałaby też np. seria X. Albo Mount & Blade. Fakt, niewiele tytułów przychodzi na myśl, to podejście to wciąż w znacznej mierze teren dziewiczy, o ile wiem. Niektóre moje mody/scenariusze do Army oparłem o taką filozofię - z sukcesem, więc sprawdza się to w praktyce. Zresztą podany przykład to opis jednego z nich.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-28 20:27:03
27.11.2017 16:40
5
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Tym sposobem dochodzimy do najbardziej kłopotliwej w opisie narracji emergentnej. Pozwala ona graczowi sprawować kontrolę nad historią i doświadczeniem, jakie wynosi on z obcowania z danym tytułem.

Mój ulubiony sposób polega na tym, by pożywki dla narracji wyobraźni dostarczały nie tylko działania gracza. Gracz nie powinien być tu jedyną stroną czynną ani też główną siłą sprawczą, na którą biernie czeka świat. Pierwszeństwo powinien mieć świat symulowany w taki sposób, że faktycznie żyje własnym, nieprzewidywalnym życiem, w które gracz jest wrzucony. Pożywkę dla narracji generuje wówczas interakcja między inicjatywą gracza a dynamiką życia świata, której głębia i złożoność powinny być wystarczające, by w sposób dynamiczny, nie reżyserowany, drogą przyczyn i skutków uzupełnionych nieprzesadną i przemyślaną dozą randomizacji generować wydarzenia i okazje do wpływu na ich dalszy bieg (o ile akurat gracz znajdzie się w pobliżu). Nie jest to jednak graczocentryczne, zatem nikt ani nic nie będzie na gracza specjalnie czekało, wszystko "trybi" autonomicznie. Jako zahaczkę można graczowi postawić pasujące do takich realiów zadanie.

Przykład - w pełni dynamiczne pole bitwy gdzie dwa wrogie AI dowodzą swoimi armiami. Gracz zostaje jednym z szeregowych żołnierzy, zatem decyzje dowódcze zapadają gdzieś nad jego głową, on doświadcza ich nie reżyserowanych pod jego udział skutków, ale też w ramach swoich możliwości może wpływać na przebieg walk, a pośrednio również na decyzje HQ czynnie biorąc udział w bitwie, lub się od tego powstrzymując, wykazując samowolę/inicjatywę bądź wypełniając rozkazy. Jeśli dla przykładu zneutralizuje wrogą baterię moździerzy, logicznym tokiem wpłynie to znacząco na procesy decyzyjne AI dowodzących stronami, ponieważ zmienią się uwarunkowania pola walki i balans sił. Może nawet zaważyć na wyniku bitwy.

Źródłem ekscytacji będzie tu zarówno dreszczyk wynikający z faktu, że świat nie jest graczocentryczny, nie certoli się z graczem i może go w każdej chwili "przemielić" jeśli gracz znajdzie się w złym miejscu i czasie, ale i to, że pomimo takich realiów gracz pozostaje stroną czynną, mogącą swymi działaniami zmniejszać lub zwiększać swoje szanse na sukces, a też której działania drogą przyczynowości odciskają swój ślad, piętno na świecie przedstawionym. Tenże wpływ, gdy udany, stanowi źródło niemałej satysfakcji.

Jest to, dodajmy, model świata gry oparty na świecie rzeczywistym, który rządzi się analogicznymi zasadami niezależności w jakimś stopniu podatnej na wpływ ludzkich działań. Mamy więc do czynienia z projektowaniem rozgrywki w tzw. "zaufaniu rzeczywistości". Nie zastępujemy jej sztucznym konstruktem zasad, nie rzeźbimy ręcznie krok po kroku drogi ku satysfakcji gracza, lecz symulujemy wybrany wycinek realiów/praw rzeczywistości w oczekiwaniu na wynikłą niejako samoistnie satysfakcjonującą rozgrywkę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-27 16:57:24
27.11.2017 15:45
2
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
24

Tzw. czarny piątek zderzył się u mnie z czarną pustką w portfelu, więc w tym roku luzik.

27.11.2017 14:55
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
24

socjalizm NIE DZIAŁA.

Nie działa żaden system obejmujący czynnik ludzki. Jedne nie działają bardziej od innych (by porównać można liczyć ofiary).

Po co jest państwo? Na czym polega synergia? Czym winno się państwo zajmować, a czym nie? W szczególności - jak winno postępować względem obywateli, którzy z dowolnych względów (a są mnogie) nie zatroszczą się sami o siebie? Jakie są tak naprawdę dalsze losy pieniądza uznanego za zmarnowany? Jaka jest realna wartość, która za pieniądzem powinna się kryć? Od tego rodzaju pytań można zacząć refleksję nad optymalnym ustrojem.

Zaproponowałbym refleksję również nad demokracją w kontekście proporcjonalnego udziału we władzy partii obiecujących socjal i partii obiecujących brak socjalu.

Nawet, jeśli dany "suweren" (śmieszy mnie to określenie, tak jest nieprawdziwe) rozumie, skąd bierze się kasa na socjal, zawsze ma szansę, że załapie się do tych, którzy dostaną więcej, niż im zabiorą. Trochę jak gra w totka. Wszyscy grający tracą ileś, ale każdy w nadziei, że znajdzie się wśród tych, co wyszli na swoje. Tymczasem obawiam się, wielu nie rozumie nawet tego, skąd państwo ma pieniądze, które obiecuje.

Na kogo zatem zagłosuje onże "suweren"? Komu odda władzę nad sobą? Temu, co powie "radź sobie w życiu sam" czy temu, kto powie "zaopiekuję się tobą, nie musisz się martwić o byt"? Co bardziej kusi? Samodzielność czy beztroska?

26.11.2017 09:15
odpowiedz
<Rydygier>
24

Jak dla mnie, jest taka jedna, ale ją akurat dostałem w prezencie. Trudno o prosty przelicznik, z grubsza wychodzi, że obecnie godzinę dobrze zainwestowanego w grę czasu jestem skłonny uznać za wartą jakieś 25 groszy (więcej, gdy rozrywka rewelacyjna, ale to mi się już praktycznie nie zdarza od dekady). Ta kwota z biegiem lat jest coraz niższa, a próg "dobrze zainwestowanego czasu" coraz wyższy.

Faktycznie, w ostatnich latach bardzo nieliczne gry nabyłem za pełną cenę premierową, w większości przypadków żałowałem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-26 09:24:13
25.11.2017 16:51
odpowiedz
<Rydygier>
24

To jedynie objaw szerszego zjawiska. Płeć pojmowana normalnie, jak dotychczas, miałaby być kulturowym "przeżytkiem", a zwłaszcza różnice naturalnie z niej wynikające ogólnie stają się tabu, usilnie się ich nie chce dostrzec, zamilcza się, ignoruje. Dziwnym nie jest, kuku na muniu, nomen omen, postępuje.

Nawiasem, nordyccy "lutrzykowie" mają w tym zapamiętaniu rację o tyle, że pojęcie płci nie przystaje do Pana Boga (KKK 239). Oczywista Pan Bóg, Jezus Chrystus, przyjął ciało mężczyzny, a że był podobny człowiekowi we wszystkim, oprócz grzechu, zatem według ciała posiada płeć - męską chyba, że po Zmartwychwstaniu został z niej tylko męski wygląd, nie wiem. Ale to tak czy siak powierzchowne i mało istotne. Niemniej, "antropomorfizacja" jest o tyle potrzebna, że w jakimś pojmowalnym ułamku pozwala choć przybliżyć człowiekowi prawdę o Bogu. Wątpię, by odrzucenie tych tradycji przyniosło korzyść.

239 Określając Boga imieniem "Ojciec", język wiary wskazuje przede wszystkim na dwa aspekty: że Bóg jest pierwszym początkiem wszystkiego i transcendentnym autorytetem oraz że równocześnie jest dobrocią i miłującą troską obejmującą wszystkie swoje dzieci. Ta ojcowska tkliwość Boga może być wyrażona w obrazie macierzyństwa 42 , który jeszcze bardziej uwydatnia immanencję Boga, czyli bliskość między Bogiem i stworzeniem. Język wiary czerpie więc z ludzkiego doświadczenia rodziców, którzy w pewien sposób są dla człowieka pierwszymi przedstawicielami Boga. Jednak doświadczenie to mówi także, że rodzice ziemscy są omylni i że mogą zdeformować oblicze ojcostwa i macierzyństwa. Należy więc przypomnieć, że Bóg przekracza ludzkie rozróżnienie płci. Nie jest ani mężczyzną, ani kobietą, jest Bogiem. Przekracza także ludzkie ojcostwo i macierzyństwo 43 , chociaż jest ich początkiem i miarą 44 : nikt nie jest ojcem tak jak Bóg.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-25 19:10:28
22.11.2017 19:43
<Rydygier>
24

Ewidentnie kwestia indywidualna, co kogo rozrywa. Mnie dołował.

21.11.2017 09:41
3
odpowiedz
<Rydygier>
24

Większe wykształcenie =/= lepsze wykształcenie
wykształcenie =/= inteligencja
inteligencja =/= mądrość

Nigdy nie poznałem poglądów politycznych przytłaczającej większości moich nauczycieli. Byli na tyle mądrzy, by nie epatować nimi uczniów. Skupiali się na przekazywaniu wiedzy, kształtowaniu umiejętności i uczeniu myślenia. Za taki wstrzemięźliwy trud mają mój szacunek i wdzięczność.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-21 10:01:25
19.11.2017 13:03
<Rydygier>
24

Jakie to ma znaczenie, kto zagaił wątek? Ważne o czym i jak w nim piszą.

19.11.2017 12:01
1
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Panuje, widzę, pewne nieporozumienie, jakoby gapienie się na podsunięte reklamy stanowiło godziwe uiszczenie należnej opłaty za wejście na stronę. Tak nie jest. To nie jest godziwe, to jest absurdalne i szkodliwe. Autorze strony, kanału czegokolwiek - chcesz zapłaty za wejście? Powiedz wprost. Nawet schowaj zawartość pod linkiem do PayPala czy cokolwiek, jeśli powiedzieć mało. Że co, że wtedy pies z kulawą nogą nie wejdzie, bo przemęczyć reklamy to jeszcze, a przelać x zyli, które są z tych reklam to już nie? Nie bój, masz coś, co jest warte dla kogoś x zyli - zapłaci. To jest zdrowy układ. Mniej z tego będzie? Cóż. To oznacza, że oglądanie reklam de facto nie jest warte tego, co za nie dostajesz. Dostajesz za dużo. I to jest prawda. Jest to g...o warta patologia i nie więcej się za reklamy na stronie należy. To użytkownikowi się należy - odszkodowanie za straty na psychice. Zarabiajcie, ale uczciwie i godziwie, nie na ogłupianiu i wprowadzaniu w błąd ludzi.

Notabene, czy reklama taka, jaka jest obecnie, nie jest już aby tracącym skuteczność przeżytkiem?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-19 12:06:34
19.11.2017 08:57
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Jakoś przegapiłem, ale wygląda, że od paru dni wiadomo już, kto konkretnie niósł wiadome transparenty:

https://www.tvp.info/34826556/wiemy-kto-stoi-za-rasistowskimi-haslami-na-marszu-niepodleglosci

Nilkot jest stowarzyszeniem, które odwołuje się bezpośrednio do dziedzictwa przedwojennej Zadrugi. Była to nacjonalistyczna organizacja o antyklerykalnym i antysemickim profilu. Jako cel Niklot stawia sobie walkę o czystość słowiańskiej i aryjskiej rasy, ale również walkę z Kościołem katolickim. Kultywują pogańskie zwyczaje i symbole.

Drugą dużą grupą idącą w Czarnym Bloku byli Szturmowcy. To nowa grupa nacjonalistów, która posługuje się logiem błyskawicy wpisanej w okrąg. Jest to skopiowane logo Brytyjskiej Unii Faszystów. Są ugrupowaniem, które nie chce brać udziału w demokratycznym systemie i namawia do jego obalenia.

Żadne z tych stowarzyszeń nie odcina się od rasistowskich haseł. – My oczywiście nie mamy zamiaru za nic przepraszać, a odcinać to możemy się co najwyżej od dziwacznej polityki Stowarzyszenia Marszu Niepodległości – możemy przeczytać w oświadczeniu Niklot.

Co tacy ludzie robią na wolności, ja się pytam organów ścigania i wymiaru.

Pogrzebałem trochę więcej, by się dowiedzieć, co organizatorzy Marszu sobie myśleli o takim uczestnictwie.

http://www.dzienniknarodowy.pl/9191/luksza-o-czarnym-bloku-na-marszu-niepodleglosci-i-/

Rzecznik Stowarzyszenia Marszu Niepodległości, Damian Kita odciął się od Czarnego Bloku:

- „ Byliśmy zaskoczeni, że takie osoby się pojawiły i będziemy robić wszystko, aby te osoby nie mogły pojawić się w przyszłym roku, aby nie psuli tego święta. Będziemy starać się wypraszać je z marszu, chociaż kontrola wszystkich uczestników jest bardzo trudna”.

Czyli byli zaskoczeni ich obecnością i niezbyt panują nad marszem (nie dziwota).

Naprawdę, ci ludzie powinni odciąć się od przestrzeni publicznej w jakimś dobrze wietrzonym pokoju i nie wychodzić, aż "wyegzorcyzmują swoje demony", jeśli ma z nich być co dobrego dla Polski, zastanowić się na sobą i uzgodnić jasny, wspólny mianownik wyzbyty tego, co złe i usunąć spod swojego szyldu tych, którzy złe popierają, a do tego czasu scedować organizację marszu na kogoś mniej "szkodliwie kontrowersyjnego". Zaś obecnie człek stateczny i rozsądny powinien, myślę, trzymać się od nich na dystans, choćby popierał wiele z tego, co głoszą.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-19 09:11:57
18.11.2017 16:43
18.11.2017 15:26
<Rydygier>
24

Czyli struktura typu Twilight Zone? Dzięki, dodam do listy.

18.11.2017 15:09
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Z dotychczas obejrzanych, które uznałem za dobre/warte czasu poza Stranger Things:

- The Expanse (jedno z najlepszych SF)
- Wikingowie (wciągające historyczne)
- Dr House (klasyk, ogląda się dla wygłupów tytułowego bohatera)
- Sherlock (współczesna adaptacja, dobrze zrobiona)
- W garniturach (z biegiem sezonów zaczyna mocno przynudzać)
- Breaking Bad (ale uwaga, nie dla rozrywki, to dołujące studium zła, trafne, czyli mało rozrywkowe)
- House of Cards (pierwsze 2-3 sezony)

Którym chcę dać drugą szansę kiedyś, ale teraz nie mam nastroju:

- Frontier (acz małe szanse)
- Peaky Blinders (50/50)
- Dexter (raczej nie, ale...)
- Narcos (prędzej czy później wciągnę)

Od których się odbiłem:

- Black Sails (za dużo się gżenia, jak diabełek z pudełka wyskakuje wątek gejozy)
- Daredevil (superbohaterskie schematy to jednak nie dla mnie, wyjąwszy Mrocznego Rycerza)
- Strzelec (chyba jednak zbyt naiwno-sztampowy)
- Star Trek Discovery (ideologiczne paskudztwo, miałka, niezbyt wciągająco prowadzona fabuła, na plus audio-wizualia, odejście od sztywniackiej schematyczności serii poprzednich)

No i od wczoraj sam się zastanawiam, w co teraz zainwestować uwagę. Coś, co dysponuje ciekawą, niesztampową fabułą (stare schemat się przejadły) i dobrym aktorstwem. W międzyczasie obczajam filmy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-26 08:52:06
18.11.2017 12:50
odpowiedz
<Rydygier>
24

Skuteczność takich akcji zakłada powszechność światłej, szerokohoryzontalnej postawy nie nastawionej na krótkowzroczną interesowność oraz wymaga pewnego buforu osobistej zamożności. I dlatego właśnie racja, jak w tytule. Przypuszczam, że mało kto widzi/przejmuje się dalej swojego portfela, czterech ścian, podwórka. Konsument kupuje, gdzie taniej dadzą, by wystarczyło do pierwszego, producent dostarcza, gdzie więcej zarobi by wyjść na swoje i tyle w temacie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-18 12:58:12
18.11.2017 12:43
<Rydygier>
24

Taka akcja Avivy. Po części to marketing, ale idea zacna. Bardzo bym chciał, by umieszczono taki czujnik w mojej okolicy, w Kościerzynie. Zwiększyłby się nacisk psychologiczny. W sezonie grzewczym krocząc do/z miasta człek się intensywnie wędzi i raka hoduje z każdym wdechem. Prawie całą drogę smród dymu z osiedli mnóstwa domków niepodpiętych do miejskiego grzania (boć i rur tam nie ma). Latem też bywa różnie, bo i wodę trzeba zagrzać, i śmieci się uzbierało... Jedni palą byle czym, drudzy w byle czym, trzeci byle jak... Na ekologiczne kotłownie typu pelet czy gaz (gazu z rury też tam nie ma zresztą) stać wybrańców. Moje "miasto dymu" jest w niechlubnej czołówce.

http://expresskaszubski.pl/aktualnosci/2017/11/chcesz-poznac-jakosc-powietrza-w-twojej-okolicy-mozesz-postarac-sie-o-czujnik-powietrza

https://wiemczymoddycham.pl/oakcji

18.11.2017 09:53
2
odpowiedz
<Rydygier>
24

Używam, bo oczyszcza mi strony z tych śmieci - pożyteczne, póki co.

Osobno chciałbym powiedzieć, że zaśmiecanie ekranu użytkownika, który tego sobie nie życzy nachalnym chłamem jest bezpożyteczne i uwłaczające oraz szkodliwe, bo wkurzające i zaśmiecające mózg a w intencji skłaniające do czegoś, czego człek zrobić nie ma zamiaru i robić nie potrzebuje. Nie jest to godziwy sposób zarobkowania. "Dawanie zarobić" przez to, że jałowo pogapię się na jakieś psychmanipulujące, głupawe brednie próbujące "wimprintować" mi coś w mózg i przez nie mozolnie przeklikam. Co za głupota.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-18 12:53:53
16.11.2017 20:38
1
<Rydygier>
24

Poszperałem, co dokładnie powiedział i pada liczba 60 tys.

https://youtu.be/zH8i5vD6nPU?t=42s

16.11.2017 15:10
<Rydygier>
24

http://www.matrixgames.com/products/product.asp?gid=587

153 PLN. Hm. Z tego, co widzę, rewolucji w porównaniu z TOAW3 nie ma, zwłaszcza jak na ilość lat, które upłynęły. Jeśli czegoś względem poprzedniej części nie skopali, to myślę, że kto serii nie zna, a ma chęć poznać, temu trafia się dobra okazja. Zapalonemu, hardkorowemu strategowi ta wysoce uniwersalna gra może służyć przez lata jako być może optimum w gatunku, w tym również narzędzie tworzenia własnych scenariuszy "żetonem po heksach". Ale tacy, jak ja, którzy grali w trójkę i nadal ją mają... Sam nie wiem. Poczekam sobie, może w jakiejś promocji kupię kiedyś.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-16 15:13:56
16.11.2017 14:55
1
odpowiedz
11 odpowiedzi
<Rydygier>
24

http://gosc.pl/doc/4318976.Czarnoskory-uczestnik-Marszu-Niepodleglosci-pozwie-Verhofstadta

Dr Bawer Aondo-Akaa, czarnoskóry Polak, uczestnik Marszu Niepodległości rozważa pozwanie do sądu przywódcę liberałów w europarlamencie Guya Verhofstadta. Chodzi o wypowiedź, w której polityk stwierdził, że "60 tysięcy faszystów, neonazistów i zwolenników supremacji białej rasy przemaszerowało 300 km od Auschwitz".

To ten sam, któremu ex-rzecznik MW mimochodem odmówił polskości notabene.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-16 14:55:56
16.11.2017 13:55
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
24

1. Możliwość uszeregowania listy "moje posty" wedle chronologii odpowiedzi na nie (więc moje posty, na które ktoś odpowie wędrują na górę listy). Najtrudniej jest to śledzić w przypadku "odpowiedzi na odpowiedzi", bo nie ma mechaniki sub-odpowiedzi, więc może na górę listy powinny wędrować również moje odpowiedzi na post, na który właśnie kto inny też odpowiedział, byłaby to rozsądna namiastka. Chodzi o to, żeby sprawnie monitorować, gdzie ktoś mi coś odpisał.

2. Możliwość uszeregowania listy "moje posty" w chronologii "świeżości" wątku, do którego należą, czyli wpisy z wątku, do którego ktoś się ostatnio dopisał wędrują na górę listy.

3. Znieść ograniczenie ilości postów dostępnych na liście "moje posty". Obecnie jest dostępnych tylko iks ostatnich.

post wyedytowany przez Admina 2017-11-16 13:56:16
16.11.2017 13:50
odpowiedz
<Rydygier>
24

Wypowiedź została przeniesiona do wątku https://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=14435385

post wyedytowany przez Admina 2017-11-16 13:56:03
16.11.2017 11:50
<Rydygier>
24

glownym winnym

Głównym winnym paszkwilu jest autor paszkwilu. Lub/oraz jego zleceniodawca.

16.11.2017 09:52
<Rydygier>
24

Niezmienialne się nie zmieniały.

Jako katolik za prawdę uznaję to, co mi Kościół podaje do wierzenia.

KKK 98 "Kościół w swojej nauce, w swoim życiu i kulcie uwiecznia i przekazuje wszystkim pokoleniom to wszystko, czym on jest, i to wszystko, w co wierzy" (Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 8).

KKK 85 "Zadanie autentycznej interpretacji słowa Bożego, spisanego czy przekazanego przez Tradycję, powierzone zostało samemu tylko żywemu Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, który autorytatywnie działa w imieniu Jezusa Chrystusa" (Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 10). to znaczy biskupom w komunii z następcą Piotra, Biskupem Rzymu.

KKK 86 "Urząd ten Nauczycielski nie jest ponad słowem Bożym, lecz jemu służy, nauczając tylko tego, co zostało przekazane. Z rozkazu Bożego i przy pomocy Ducha Świętego słucha on pobożnie słowa Bożego, święcie go strzeże i wiernie wyjaśnia. I wszystko, co podaje do wierzenia jako objawione przez Boga, czerpie z tego jednego depozytu wiary" (Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 10).

KKK 87 Pamiętając o słowach Chrystusa skierowanych do Apostołów: "Kto was słucha, Mnie słucha" (Łk 10, 16) (Por. Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 20). wierni z uległością przyjmują nauczanie i wskazania, które są im przekazywane w różnych formach przez ich pasterzy.

KKK 95 "Jasne więc jest, że święta Tradycja, Pismo święte i Urząd Nauczycielski Kościoła, wedle najmądrzejszego postanowienia Bożego, tak ściśle ze sobą się łączą i zespalają, że jedno bez pozostałych nie może istnieć, a wszystkie te czynniki razem, każdy na swój sposób, pod natchnieniem jednego Ducha Świętego przyczyniają się skutecznie do zbawienia dusz" (Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 10).

Rzecz oczywista, nauczanie Kościoła rozwijało się, nadal rozwija i rozwijać będzie w miarę postępów w rozumieniu nienaruszalnego depozytu wiary. Twierdzenie, że od zarania nic się tu nie zmienia to ewidentny błąd. Nauczanie posiada złożoną strukturę, której kręgosłup, nie całość, to niezmienne dogmaty. Poza dogmatami mamy wnioski (generalnie z wiekami coraz doskonalsze i dalej idące), które z tych dogmatów płyną, te zaś wnioski bywają uzależnione od zastanych realiów (vide kwestia kary śmierci dla przykładu). To w największym skrócie. Poczytaj sobie o tym, jeśli to Cię faktycznie interesuje.

Tymczasem katolika obowiązuje status quo, jak wynika z niezmiennej zasady posłuszeństwa Kościołowi. Żeby było ciekawiej, owo obowiązywanie jest zniuansowane. Też możesz sobie o tym poczytać, jeśli chcesz.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-16 11:54:33
16.11.2017 09:35
odpowiedz
<Rydygier>
24

Prasa w dzisiejszych czasach służy nie przekazywaniu informacji

http://forward.com/opinion/387504/i-hid-in-my-bathroom-from-anti-semitic-marchers-in-poland-in-2017/

I can’t report on the sight because I was too afraid to look out the window.

15.11.2017 16:34
<Rydygier>
24

Napisał ten co odmawia innym odrębnego zdania.

Jejku, gdzie odmawiam? Nie odmawiam. Wyrażam za to swoje. I to dlaczemuś ci przeszkadza?

No to się trzymaj

No to się trzymam, i stąd to, co pisałem wyżej. Tak na marginesie, kpina argumentu nie zastąpi. Puste drwiny stwarzają wrażenie merytorycznej bezsiły.

A czy prawosławie jest prawdziwe?

Nie jest w tym, w czym jest sprzeczne z wiarą katolicką - skoro ona jest prawdziwa.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-15 16:35:09
15.11.2017 16:03
<Rydygier>
24

Tylko jedno dobrze napisałeś. Wiara katolicka jest prawdziwa.

Reszta to przykry wyrzyg uprzedzeń i błędnych projekcji. Skąd ta złość?

15.11.2017 15:11
<Rydygier>
24

Nie muszę. Są nierozerwalnie zmieszane. W każdym razie, życzę powodzenia w szukaniu prawdy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-15 15:12:08
15.11.2017 15:09
odpowiedz
<Rydygier>
24

Na nadzieję, że będzie lepiej (jak BG2 było lepsze od BG1) sobie nie pozwalam, ale jakby co, gdzieś tam chyba jeszcze trzymam wymęczonego final sejwa z jedynki.

15.11.2017 15:06
<Rydygier>
24

Jeśli ktoś się daje, to znaczy, że jego raczej nie boli. Jest zadowolony. Zadumać można się jedynie nad wnioskiem, że wobec tego portfelowej (więc ważonej) większości taki model sprzedaży jak dotąd odpowiada. Ciekawe, gdzie jest granica, za którą odpowiadać przestanie, bo niewątpliwie dopiero o nią trend się potknie - firma dąży do maksymalizacji zysku.

15.11.2017 14:50
<Rydygier>
24

To nie pętanie, to propozycja, którą z natury rzeczy da się jedynie z własnej woli przyjąć bądź nie, nie da się skutecznie narzucić/spętać, ponieważ praktyka wiary jest immanentnie oparta o wybory woli wolnej. Począwszy od poważnego przyjęcia za prawdę pewnych spraw. Nie wiem, co Cię pętało, ale nie była to wiara. W coś wierzy zresztą każdy kto myśli, poznaje, wnioskuje. Wiara, jako się rzekło, idzie w parze z rozumem.

Ale spoko, dysonans poznawczy, czyli światopoglądowy glitch, jest z reguły pożyteczny. Jątrzy. Nie daje spokoju. Każe myśleć celem jego usunięcia, co dokonuje się przez korektę światopoglądu. Czyli jest nadzieja.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-15 14:52:52
15.11.2017 14:04
<Rydygier>
24

Ano, człek sobie wybiera autorytety - komu i w co chce wierzyć. Jedni lepiej, drudzy gorzej, bo prawda jest jedna.

Wiara to ciagla walka z watlipwosciami i poszukiwanie odpowiedzi na pytania jakie nam sie rodza w glowe.

To wchodzi w skład aktywności umysłowej wierzącego. Rozum to narzędzie pomocne w umacnianiu wiary i rozumienia jej prawd.

Bedac silnym w wierze to nie jest podazanie za dogmatami ale ich zrozumienie.

Wiara i zrozumienie to dwie sprawy, acz idące w parze. Być silnym w wierze to faktycznie żyć w zgodzie z jej nakazami, w prawdziwej ufności temu, komu się wierzy nawet, gdy stawką jest życie. Dochodzenie do takiej dojrzałości w wierze to proces. Nie wszystko da się zrozumieć i nie wszystko trzeba rozumieć (nie istnieje próg intelektualny jako warunek zbawienia). Brak zrozumienia nakazu wiary (jego powodów) nie zwalnia z posłuszeństwa mu. Samo rozumienie natomiast w ogóle nie czyni wierzącym, tym bardziej mocno. Czyni jedynie rozumiejącym.

Za wzór heroicznej wiary stawia się kanonizowanych świętych. Chcesz dowiedzieć się o mocnej wierze - studiuj ich życiorysy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-15 14:17:37
15.11.2017 12:31
<Rydygier>
24

dogmatyczne i uparte trzymanie sie regulek

czyli nauczania KK jest fundamentalnym obowiązkiem katolika (w skrócie pisząc, bo można tu i nielichy elaborat trzasnąć). Nie jest obowiązkiem katolika trzymanie się tego, co o Biblii sądzi pan Phillips. Katolik nie może samodzielnie definiować prawd wiary na podstawie osobistych interpretacji Pisma. W katolicyzmie od takiej interpretacji Pisma jest Kościół i tylko On - obowiązuje więc jedna, wspólna, odgórnie podana wszystkim katolikom do wierzenia.

Tak to bangla w Kościele i tyle. Jeśli uważasz katolicyzm za groteskowy - trudno. Jest, jaki jest, rób z tym co chcesz.

15.11.2017 10:24
<Rydygier>
24

Nauczanie Kościoła w materii tego rodzaju związków etc. jest jasne. Jestem katolikiem, wierzę w prawdę, którą jest nauczanie KK, więc moje stanowisko nie powinno dziwić. Reszta to wnioski. O czym w ogóle mowa.

KKK 2357 Homoseksualizm oznacza relacje między mężczyznami lub kobietami odczuwającymi pociąg płciowy, wyłączny lub dominujący, do osób tej samej płci. Przybierał on bardzo zróżnicowane formy na przestrzeni wieków i w różnych kulturach. Jego psychiczna geneza pozostaje w dużej części nie wyjaśniona. Tradycja, opierając się na Piśmie świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie (Por. Rdz 19,1-29; Rz 1, 24-27; I Kor 6, 9;1 Tm 1, 10). zawsze głosiła, że "akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane" (Kongregacja Nauki Wiary, dekl. Persona humana, 8). Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane.

KKK 2358 Pewna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Skłonność taka, obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi trudne doświadczenie. Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji.

KKK 2359 Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one – stopniowo i zdecydowanie – do doskonałości chrześcijańskiej.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-15 10:24:57
15.11.2017 09:38
odpowiedz
21 odpowiedzi
<Rydygier>
24

No niestety, postęp - w złym kierunku.

To nie jest nieszkodliwe zezwolenie, by dorośli robili, co chcą (mogą i bez tego zresztą, nie potrzeba do tego prawodawstwa). To jest mentalnie zaraźliwe.

Nazywa się zaburzenie normą, sankcjonuje, w tym duchu uczy i wychowuje kolejne pokolenia (dzieci cudzych, bo przecież własnych z tego nie ma), one dorastają, głosują, kandydują, wedle swego wychowania i edukacji stanowią prawo obowiązujące wszystkich w tym to, o czym i jak uczyć pokolenia kolejne. Sprzężenie zwrotne.

A sprzeciwiających się temu złu i tej krzywdzie ludzkiej przewrotnie oskarża się o nienawiść. No, ale tak to bywa, gdy się Boga odrzuca i neguje. Dziwnym nie jest, będzie gorzej a powiedzą, że jest coraz lepiej, zwyrodnienie bywa i tym bardziej będzie traktowane jak oczywistość. Do czasu.

14.11.2017 22:20
<Rydygier>
24

Dlaczego myślisz, że to udawana poza? Myślisz źle.

14.11.2017 21:53
<Rydygier>
24

Tą chybioną projekcją wpisałeś się w to, o czym mówię. Ilustracja rzecz dobra, a jednak szkoda.

14.11.2017 21:31
odpowiedz
<Rydygier>
24

Pierwszy odcinek JQ3 już w sieci (sezonów ma być 5). Sezon jest dobry, acz balans przesunięty nieco od komedii ku cięższym tonom. Tzn. śmiechu jest sporo, ale też więcej, niż wcześniej powagi, nieco zaprawiony goryczą ten śmiech. Na razie bez napisów, ale wiem, że mają być, w tym polskie. Notabene są też już szlifowane nowe odcinki The Gamers, na które takoż uzbierano.

Od strony jakości technicznej/realizacji widać wyraźny postęp. Endżojwa.

https://youtu.be/EIHeE9ij8Ms

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-14 21:34:42
14.11.2017 21:11
1
<Rydygier>
24

choć rozumiem, że nie każdy wiedział lub utożsamia się z tymi hasłami

Nie, nie. Wyżej mi objaśniono, to idzie tak:

1. Była grupka z transparentami. Każdy, kto się nie sprzeciwiał, ten tolerował, czyli przykładał rękę i popierał. Jeśli nieświadomie - tym gorzej (nie wiem, dlaczego gorzej, ale tak).
2. Ba. Każdy, kto uczestniczył, ten popierał, bo wiadomo, kto organizował.
3. Stąd mamy de facto 60 tysięcy nazistów. Ale nie koniec na tym.
4. Większość Polaków nie sprzeciwiała się marszowi 60 tys. nazistów w swojej stolicy, tolerowała, więc przykładała rękę, więc popierała.
5. Stąd - Tenkraj jest krajem tępych antysemitów (narodowców aka nazioli).
6. Pozostaje odkurzyć zdobyczną broń i ponownie wyrwać Tenkraj z nazist... A nie, sorka, pozostaje wyrazić ostracyzm. Dlaczemuś to wystarczy. Nie łapię czemu, ale tak.

Gdzież, ach gdzież po-godne, cywilizowane świętowanie spod znaku Morła Czekoladowego.

Syntetycznie patrząc na dysputy o marszu tu czy gdziekolwiek, jak na dłoni można dostrzec, że bardzo w nich brak, no właśnie, trzeźwego osadu. Rozsądku. Spokojnego spojrzenia. Jest głównie rozgorączkowane miotanie się między chybionymi skrajnościami. Głosy rozsądku to zakrzyczana rzadkość, margines, króluje małpi rozum. Co ciekawe - tak jest w internecie, ale najwyraźniej nie na samym marszu. Tam, jak widać, jest zupełnie odwrotnie, gros ludzi normalnie celebruje święto państwowe. Umie jakoś. Obie rozgorączkowane skrajności są zaś reprezentowane zaledwie przez margines zamaskowanych osobników, co jest tym bardziej groteskowe, że trudnych do wzajemnego odróżnienia. Gdyby się na się rzucili i przemieszali, to nie wiem, jak by odróżniali swego od wrażego. Może to zresztą wobec tego sami swoi tak naprawdę (w niektórym sensie na pewno). Nie, żebym tu sugerował symetrię. Jeśli bowiem filmik z 84 podaje trafne liczby, barbarzyńskich hiperbolejów z antify było obecnych znacznie więcej niż tych transparentnych. Któż to jednak wie.

Ciekawa dychotomia w każdym razie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-14 21:20:04
14.11.2017 13:26
14.11.2017 11:35
<Rydygier>
24

haseł o kolorach skóry i czystości krwi

Obejrzałem tę fotorelację, ale inkryminowanych haseł nie udało mi się na tych zdjęciach zobaczyć. Wrzucisz fotki z fotorelacji o których piszesz?

PS a widzę, na koszulce. "Serca są czerwone skóra jest biała" czy coś w ten deseń.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-14 11:40:55
13.11.2017 17:29
<Rydygier>
24

No, ten kolo nieźle wyskoczył. W sumie aż trudno uwierzyć, że nie aktywowany kret/śpioch jakowyś, tak się fantastycznie podłożył. Tak, czy siak, to kolejny dowód na to, jak bardzo ich środowiskom potrzeba dogłębnej "rewizji kadrowej". To znaczy, o ile im faktycznie zależy by to, co myślą i robią ich członkowie współgrało z poglądami, do których się oficjalnie odnosi ruch. Miewam wrażenie, że pod szyldem "narodowców" gromadzą się osoby o bardzo rozmaitej wizji tego ruchu i jego ideologii a przy tym każdej się wydaje, że ogół podziela jej wizję. To by sporo wyjaśniało.

Co do samych idei. Hm. Jak dla mnie - albo wprost wypływają z wiary katolickiej (patriotyzm, porządek miłości), lecz wówczas wystarczy być dobrym katolikiem, nazywanie się nadto "narodowcem" staje się redundantne chyba, że to po prostu katolik o takim ojczyźnianym "charyzmacie", wtedy spoko, albo wiara jest traktowana jako podrzędny instrument, który jest OK, póki do tychże idei/prywatnej ich wersji przystaje, wówczas qpa. Koleś posadził qpę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-13 17:31:28
13.11.2017 16:54
<Rydygier>
24

Zapominasz Rydygier że nie chodzi tutaj o "kilka transparentów" :)

Tak, grunt jest urabiany od lat. Ale obecnie, mam wrażenie, tyle wystarczyłoby. Kilka haseł, parę fotek z odpowiednim komentarzem na Twitterze i hajda, "informacyjny Frankenstein" żyje własnym życiem.

Cóż, być może cały ten niesmak bierze się stąd, że piękną inicjatywę, jaką jest marsz niepodległości, od paru dobrych lat zawłaszczają sobie środowiska narodowo-radykalne jako "ich imprezę" i to ich słychać i widać najgłośniej.

Nie byłoby z tego niesmaku, gdyby nie były kojarzone z tym, z czym są. Jak gdzieś wyżej pisałem, sam miałem jedynie sporadyczną styczność z jednej strony z ich teoretyczną ideologią (ogólnie całkiem spoko na mój katolicki gust, choć parę pytań się rodziło), a z drugiej - miałem możność podyskutować netowo z paroma sympatykami i tu wrażenia były, powiedzmy, mieszane, bo w konkretnych sprawach ich postawy wyraźnie potrafiły się rozchodzić z tym, co uważam za katolickie. Oczywiście nie ma mowy o żadnej reprezentatywności próbki. Cała reszta mojej wiedzy o nich pochodzi z mediów, im zaś po prostu nie wierzę na tyle, by czynić z nich zaufanych dostawców budulca dla mojego świato-oglądu.

Domniemywam zatem, że winą za niesmak można obarczyć zarówno samych narodowców, bo dlaczemuś nie potrafią lub nie chcą się oczyścić z podejrzanych elementów i osób, jak i stręczycieli lewych narracji skrzętnie podchwytujących co się da wykorzystać do budowy czarnej legendy. W jakich proporcjach - nie wiem.

Jestem teraz ciekaw, jak będzie z marszem za rok, w setną rocznicę. Na miejscu narodowców, niezależnie od tego, jaka jest prawda o nich, odstąpiłbym inicjowanie marszu komu innemu, pro publico bono.

jak się zrobiła międzynarodowa afera (Polske szkalujo, hurr durr durr) organizatorzy zaczęli się interesować

Może i wcześniej się interesowali. Autentycznie nie pamiętam/nie wiem dokładnie, jak było z ich zainteresowaniem uprzednio, czy i jak reagowano, kto czym rzucał i po co, więc nie potwierdzę ani nie zaprzeczę, acz ponoć uspokoiło się wraz ze zmianą rządu i dlaczemuś takich burd już nie ma. Różne słuchy krążyły. W tym roku za to, co też ciekawe, o marszu jest swoją drogą jakoś głośniej.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-13 16:57:51
13.11.2017 15:59
<Rydygier>
24

Kominiarka w kieszeń, transparent zwinięty, ustawiamy się w trakcie, wprost do zdjęcia na tle tłumów. Nie zareagujesz na czas, jakby co. Przekaz pójdzie roztrąbiony raz-dwa i przepadło. Potem im bardziej się tłumaczysz, protestujesz i pozywasz, tym bardziej jesteś winny. A choćbyś i wygrał w sądzie - za późno i na nic. "Niesmak pozostał", jak było w jednym takim mądrym dowcipie. Przykleiło się.

13.11.2017 15:30
odpowiedz
9 odpowiedzi
<Rydygier>
24

https://wpolityce.pl/polityka/366741-nasz-wywiad-rzecznik-marszu-niepodleglosci-zapowiada-proces-za-marsz-faszystow-rasistowskie-hasla-to-prowokacja

To jest skądinąd fascynujące, jak z kilku transparentów, choćby podstawionych, dałoby się zrobić nie tylko wielotysięczny marsz nazistów, ale i cały kraj tępych antysemitów. Przerażająco łatwe i w zasadzie nie do odparcia. Bierze się to chyba z kombinacji nadmiaru danych i kultury pośpiesznej i byle jakiej ich percepcji. Kto ma czas w tym natłoku weryfikować. Ba. Kto ma czas czytać więcej, niż nagłówki.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-13 15:39:47
13.11.2017 11:34
<Rydygier>
24

Sporo jest ludzi, którzy się temu otwarcie sprzeciwiają.

Ale może to za mało? Wymówki?

60000 nazistów depcze warszawski bruk, większość Polaków ich toleruje, czyli przykłada rękę, czyli wspiera, czyli de facto, jak rzekł był dziś jeden pan, marsz potwierdził, że Polska to kraj tępych antysemitów i nacjonalistów... i wyrażenie sprzeciwu wystarczy? Toż to już chyba raczej trzeba faktycznie odkurzać zdobyczne uzbrojenie i rzędy kosić z krzaków w ramach partyzantki. Polska znów we wrażych, nazistowskich łapach.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-13 15:26:55
13.11.2017 11:18
<Rydygier>
24

Czyli od:

Każdy, kto w tym marszu uczestniczył i nie kazał im tych transparentów zwinąć przyłożył do tego rękę.

Zdążyłeś już przejść do:

Każdy kto w tym marszu uczestniczył, wspierał neonazistów.

Coraz fajniejsza ta Twoja opinia. A przecież i ci, co nie byli nie są wolni od winy zaniechania, bo tolerowali taki marsz w swoim kraju. Już się więc nie krygujmy i napiszmy krócej, wprost:

Każdy wspierał neonazistów.

13.11.2017 11:10
<Rydygier>
24

Ergo nadal - nie każdy, jak napisałeś.

Wymówki, wymówki.

Nie. Chodzi mi o rzecz ważną, a powszechnie lekceważoną z opłakanymi skutkami. O precyzję myśli i słowa. Zmieniasz front, więc zakładam, że dotarło, co napisałem. I dobrze.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-13 11:11:58
13.11.2017 10:58
<Rydygier>
24

Powinni spotkać się ze "zdecydowaną nieakceptacją", tak. W internecie obecnie tak się chyba dzieje, post factum, ale zawsze, może zarzutuje to na następny raz. Jednak transparentni hiperboliści nie definiowali marszu swoimi hasłami. Raczej go jedynie zanieczyszczali domieszkami. A propos, ilu ich właściwie tam było?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-13 11:01:14
13.11.2017 10:45
<Rydygier>
24

Na pewno każdy, kto uczestniczył w marszu? Ci, co ich nawet nie widzieli też? Dzieci również? Ci, którzy zareagowali, ale inaczej takoż?

Stawiam śmiałą kontrtezę, że jednak raczej nie każdy.

jeśli ktoś ignoruje tego typu transparenty i hasła, to zgadza się na ich propagowanie.

Niekoniecznie. Sam napisałeś - może być po prostu bojący. Albo nie kumający. Albo nie zgadzający się, ale ... (tu cokolwiek, co mogło powstrzymać przed reakcją). No jak mówię, zagalopowujesz się w krzywdzące uproszczenia i uogólnienia.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-13 10:48:55
13.11.2017 10:30
<Rydygier>
24

Nie zagalopowuję.

Owszem, tak. Tu:

Każdy, kto w tym marszu uczestniczył

13.11.2017 09:36
<Rydygier>
24

Ja tylko dodam, że nie wszyscy z mówiących o nim definiują nacjonalizm na sposób JP2. Są tacy, którzy dzielą nacjonalizm na zły i dobry (będący patriotyzmem u JP2), vide choćby wklejony Sienkiewicz wyżej. Niestety istnieje tu mętlik pojęciowy, więc trzeba uważać, jak się kogo rozumie, a o tę uwagę trudno.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-13 09:37:05
13.11.2017 09:32
<Rydygier>
24

Być może dla nacjonalisty to niepojęte, ale instynktom, zwłaszcza prymitywnym, da się nie ulegać.

Oni nie ulegają, też sobie tylko hiperbolizują na transparentach. Ale poważnie, skoro sam doświadczasz tolerrystycznych chętek, to chyba nie aż tak trudno powinno być o zrozumienie dla innych o podobnej przypadłości, ino słabszej woli?

Każdy, kto w tym marszu uczestniczył i nie kazał im tych transparentów zwinąć przyłożył do tego rękę.

Zagalopowujesz się.

13.11.2017 09:17
<Rydygier>
24

Ano coraz ciekawiej wokół MW:

https://wiadomosci.wp.pl/rzecznik-mlodziezy-wszechpolskiej-w-ogniu-krytyki-jest-tez-reakcja-marszu-niepodleglosci-6187045643884161a

"Nikt, kto uważnie czytał Dmowskiego, nie może mieć wątpliwości, że prawodawca polskiego nacjonalizmu kopnąłby pana Mateusza Pławskiego w d..ę. Perspektywa rasowa była mu zawsze najgłębiej obca" - stwierdził Rafał Ziemkiewicz.

https://twitter.com/makowski_m/status/929842874434408449

I tak to teoria idzie swoją, a praktyka swoją drogą wyłazi. Przydałby się im wszystkim fundamentalny poglądowy "rachunek sumienia", dogłębna refleksja i, nomen omen, radykalny remanent wśród kadr ze wskazaniem tych, którzy do takowej refleksji nie są zdolni bądź chętni.

12.11.2017 19:27
12.11.2017 09:37
<Rydygier>
24

Tak, mentalność zero-jedynkowa. W wielu głowach chyba istnieją już tylko ekstrema, i to wzdłuż chybionej osi. Nieliczni postulują zapoznanie się z koncepcją kompromisu. Ja do nich nie należę, bo kompromis polega na tym, że strony zgadzają się na układ, w którym żadna nie dostaje tego, czego chce. Płytkie to i miałkie. Porażkowe. Lepszy jest złoty środek, o ile da się go znaleźć. A być może najlepiej odnaleźć swojemu radykalizmowi właściwą oś.

12.11.2017 09:29
odpowiedz
<Rydygier>
24

Cóż, Marsz gromadzi Polaków świętujących niepodległość Polski. Polaków, którzy mają bardzo różne wizje tej Polski (zwłaszcza, jeśli wliczyć kontrmanifestacje/obokmarsze). Ta specyfika marszu czyni łatwym przyklejenie jego uczestnikom takiej gęby, jaka komu do sprzedawanej narracji pasuje, kwestia dobrania ujęć i rozłożenia akcentów. Np. z Twittera dowiedziałem się, że Warszawą przemaszerowało, dudniącym krokiem defiladowym zapewne, 60 tys. nazistów. Voila.

Co do samych szeroko pojętych tzw. narodowców, to miałem pewien wgląd w teoretyczne światopoglądowe podwaliny ich ruchu - nic tam złego nie dostrzegłem chyba, że ktoś za zły uważa katolicyzm. Niestety, wydaje się, że teoria w praktyce wyradza się w coś niezdrowego. Przyciąga między innymi ludzi o nieciekawej, płytkiej mentalności i być może dla takich stanowi tylko pretekst, listek figowy. Nawet, jeśli to byłby tylko pozór, błędne wrażenie, sam fakt, że pozwalają sobie je stwarzać, choćby trzymając się danej symboliki i haseł, które brzmią, jak brzmią, nie znamionuje roztropności. Sprawy nie rozjaśnia bynajmniej fakt, że wokół nacjonalizmu panuje mętlik pojęciowy i widziałem już ten termin używany we wzajemnie sprzecznych znaczeniach.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-12 09:32:04
10.11.2017 14:45
odpowiedz
<Rydygier>
24

Moja wymarzona gra o Polsce jest to gra zrobiona przez CDP RED/na analogicznym poziomie.

Tematów faktycznie sporo do wyboru. Może jakiś imersyjny, "poważny" i realistyczny erpeg akcji w dynamicznym, prawdziwie otwartym świecie w stylu zorganizuj partyzantkę/przeżyj/odnajdź i zapewnij bezpieczeństwo rodzinie itp. podczas 2WŚ. Albo osadzony w czasach Trylogii. Albo coś o budowaniu zrębów państwowości. A może W'39 zrobiony na modłę Army. Może jakaś strategia ekonomiczna. Kryminał osadzony współcześnie. Może nawet, niech tam, nasza lokalna wersja postapokalipsy. Etc. etc.

10.11.2017 14:20
odpowiedz
<Rydygier>
24

Nie mam dość gier z otwartym światem, przeciwnie, mam tu wielki niedosyt i wciąż czekam na pierwszą grę z porządnym otwartym światem. Natomiast potąd mam gier z kiepską namiastką zwaną dla niepoznaki "otwartym światem".

08.11.2017 14:58
<Rydygier>
24

to będzie ogromna gra gdzie do zwiedzania będą tak ogromne lokacje

A ja dla odmiany mam wizję, że będzie to gra ze świetną fabułą

Jedno z drugim się nie wyklucza.

To, że obecnie studia nie bardzo umieją zrobić porządny otwarty świat nie znaczy, że się nie da. Niestety, powszechne obecnie skaszanione i płytkie otwarte światy psują opinię samej koncepcji. Dlatego niektórym się błędnie wydaje, że jedyny wybór to albo nudne ganianie od pytajnika do pytajnika, albo świat zamknięty. Z tych dwu opcji wskazuję na trzecią.

Byłoby delikatnie mówiąc fajnie, gdyby CDP RED udowodniło światu, że owszem, da się zaprojektować nietuzinkowy, miodny i nienużący otwarty świat oparty na filozofii mniej prymitywnej, niż to, co się robi obecnie i to bez uszczerbku dla jakości fabuły i narracji. Skoro ładują w Cyberpunka tyle kasy... No i pasuje to do ich oficjalnej filozofii "Chcemy to robić najlepiej na świecie".

Pytajniki w W3 wyglądają jak jakaś zapchajdziura robiona na szybko, mają więcej dodatkowo powód ambicjonalny, by się wykazać na tym odcinku.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-08 15:00:58
07.11.2017 15:18
odpowiedz
<Rydygier>
24

Jak wyżej. Niegdyś miałem w głowie praktycznie solucje "optymalnego przechodzenia" klasycznych cRPG pokroju BG.

Teraz? Arma 3, w nieco innym sensie.

06.11.2017 14:56
1
<Rydygier>
24

To raczej gorzka szydera niż płacz, ale fakt faktem, przybywa autentycznych powodów do płaczu nad dewastowaną kulturą. Swego czasu powiedziałbym, że będę rozczarowany, jeśli dany serial w podobny sposób zohydzą. Dziś bardziej na miejscu jest powiedzieć, że będzie miłym zaskoczeniem, jeśli tego nie zrobią.

06.11.2017 14:03
1
<Rydygier>
24

może nawet Legolas tym razem będzie kobietą ze względu na długie jasne włosy.

E, raczej gejem i/lub trans.

Z kolei z percepcji paru seriali na Netfliksie (np. Black Sails, nowy Star Trek) wnoszę, że ponadto byłaby choć jedna para szczęśliwie a czule się kochających, względnie nieszczęśliwych, bo prześladowanych przez nienawistnych obskurantów gejów. Zacząłem się obawiać, co zrobią z Wiedźminem, byleby dogodzić tym swoim ideologicznym obsesjom, jeśli na obsesjonatów pechowo trafi. No Star Trek, jak na dane czasy, zwykle dumnie kroczył w awangardzie niosąc spowitej mrokiem zacofania ludzkości kaganiec postępu (do czasu nawet słusznie), ale tu już chyba pobito wszelkie rekordy i w pełni świadomie "postępuje" wgłąb krainy absurdu tam, gdzie nikt przed nim nie dotarł (?):

https://youtu.be/aBb0hyuIfYQ

Coraz gęstsze tam mają hyziowo.

Odnośnie "ideologicznie słusznej podmianki" białej postaci historycznej na kolorową aktorkę, to bodaj wczoraj też coś mi mignęło takiego na Twitterze, szkoda, że nie zapamiętałem, o jaką postać chodziło.

06.11.2017 13:22
2
<Rydygier>
24

Toteż podejrzewam, że owo "wszyscy" to zazwyczaj grube złudzenie. Większość wcale nie narzeka po forach, tylko po cichu se kupuje i w ten sposób wbrew protestom na forach dana gra okupuje szczyty list przebojów. Jeśli dołożymy do tego grupę, która co prawda narzeka, ale i tak kupuje, okaże się, że znaczenie tych sieciowych protestów jest jeszcze niklejsze w istocie i wbrew pozorom nie ma prawa mieć żadnego zauważalnego przełożenia na sprzedażową popularność tytułu. Zazwyczaj - powtarzam, bo są też afery skrajne, pokroju NMS.

Co ciekawe, wydaje się z kolei, że przyczyny wielu marketingowych porażek gier teoretycznie bardzo dobrych również nie miewają odzwierciedlenia na forach. Objawem jest raczej właśnie cisza w ich temacie, znamionująca brak zainteresowania. "Ciche poronienia" gier przeoczonych. Stąd z kolei smutny wniosek, że choć gracze teoretycznie chcą grać w jak najlepsze gry, to jakość sama w sobie się nie zawsze broni. Bywa, że gra nie schodzi, a twórcy mają "nauczkę" by nie robić już więcej takiej gry, bo się nie sprzedaje. Przykre nieporozumienie, skoro dana dobra, ciekawa gra poległa na rynku wcale nie dlatego, że była, jaka była. To uderzające zjawisko - gdy coś przełomowego czy świetnego przechodzi niezauważone i marnuje się w zapomnieniu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-06 13:32:50
06.11.2017 09:37
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
24

http://wroclaw.gosc.pl/doc/4295809.Biskup-z-Aleppo-Polski-rzad-jako-jedyny-wspiera-nas

Polski rząd jest jedyny na świecie, który - nie będąc organizacją religijną - pomaga nam, chrześcijanom, pozostać w Syrii. Bez interesów, bez czegoś w zamian. Za to bardzo dziękuję - mówił we Wrocławiu syryjski biskup Georges Abou Khazen.

05.11.2017 14:17
<Rydygier>
24

jak jest podpisany imieniem i nazwiskiem

Nie to ma znaczenie, myślę. To nie urząd. Względem szkód duchowych liczy się, podejrzewam, akt woli, nie forma. Jego intencja i stopień świadomości tego, co się robi. Niemniej jest to igranie z ogniem i furtki złu jakieś otwiera, a potem krok za krokiem. Pytanie, co sobie myślała osoba, która to napisała i podsunęła dzieciakom. To nie żarty w każdym razie nawet, gdy paktujący człowiek robi to dla jaj, a jeśli w diabła nie wierzy, to tylko ułatwia diabłu robotę.

Ciekawe co tam napisze ludzie kosciola o tym .

http://gorlice.naszemiasto.pl/artykul/egzorcysta-ostrzega-nawet-dziecko-moze-zawrzec-cyrograf-z,4014076,art,t,id,tm.html

http://malydziennik.pl/cyrograf-nie-jest-zabawa-nigdy,8875.html

05.11.2017 10:25
odpowiedz
<Rydygier>
24

Niektórzy spędzają mniej więcej tak głupio, jak to możliwe:

http://gosc.pl/doc/4293724.Dzieci-podpisaly-cyrografy-na-balu-hallowenowym-w-Bytomiu

04.11.2017 21:14
<Rydygier>
24

Niczo. Nie ma musu kupować gry.

Owoż czasem wczytując się w retorykę debat w temacie, bardziej między wierszami, przeczuwam jakieś pokutujące podskórnie myślenie, że gracz jest bezwolną kukiełką własnej psychiki. To właśnie przez tego rodzaju dobór słów. Gracz musi kupić, gracz musi płacić, wydawcy zmuszają gracza, by bulił itd. No biedactwo na łasce chciwców. Otóż nie. Nie musi i nie zmuszają. Niby wszyscy to wiedzą i powtarzają sobie wzajem, a jednak słówko musi/zmusza dziwnym trafem jak ten bumerang...

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-04 21:15:35
04.11.2017 20:27
<Rydygier>
24

Hm. Dzięki za dobre słowo. Zgaduję, że komentować cudze a pisać własne to jednak inna para kaloszy. Znając siebie - najpewniej zwykle nie miałbym żadnych pomysłów na artykuły. :)

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-04 20:46:57
04.11.2017 14:15
1
<Rydygier>
24

Demokracja nie polega na tym, że najbogatszy ma najwięcej do powiedzenia

Ta portfelowa owszem. Tzw. "głosowanie portfelami" to się nazywa.

Skąd wiem, że większość? Nie wiem. Domniemywam, że jest ich więcej, niż protestujących po forach. Na takim GOLu protest może wydawać się donośny i powszechny, ale statystycznie generuje go garstka osób. Stąd podejrzenie, że to przypadek głośnej mniejszości i niemych (bo zadowolonych z rzeczystanu, więc nie zmotywowanych do krzyku) rzesz.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-04 14:30:13
04.11.2017 12:46
odpowiedz
10 odpowiedzi
<Rydygier>
24

ile razy będziemy musieli płacić za jedną grę?

Ani razu. Natomiast możemy płacić tyle razy, ile zechcemy.

Obok tego jesteśmy oczywiście jeszcze my – klienci – sami decydując, na co wydamy swoje pieniądze

I dlatego jest jak jest.

znaczącą rolę możemy odegrać dopiero w połączeniu z właściwymi regulacjami prawnymi

Hę? Właściwie kim są ci "my"? Skoro:

Być może stoimy na z góry przegranej pozycji

to "my" nie oznacza ogółu graczy (tenże ogół nie stoi na przegranej pozycji), tylko jakiś margines "nas", którym stan rzeczy jak i trend przeszkadza, mniejszość zdominowana przez rzesze "ich", dla których jest git. Ot, poprawnie działająca demokracja, która jest miodzio dopóty, dopóki "nasi" w większości.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-11-04 12:48:40
31.10.2017 13:00
<Rydygier>
24

granica dalej jest rozmyta.

A dokładnie: ludziska często-gęsto nie potrafią jej sobie wyraźnie wytyczyć, gdzie trzeba.

31.10.2017 09:43
odpowiedz
<Rydygier>
24

Ludzie są wkurzeni gdyż oczekiwali od takich osobistości jak ci z Hollywood najwyższych standardów moralności

Dobre!

31.10.2017 09:42
1
<Rydygier>
24

Gdzie lezy granica, za którą faktycznie można uznać, że doszło do molestowania?

Między oskarżeniem a faktem.

30.10.2017 15:44
<Rydygier>
24

Nauczanie Kościoła jest jedno i obowiązuje wszystkich katolików. Bardzo różny bywa za to stopień jego znajomości i zrozumienia.

Pod pierwsze przykazanie podpada wiele różnych rzeczy z tym, że, jak się rzekło, w bardzo rozmaitej kategorii wagowej zależnej od wagi samej materii czynu (powiązanej też z intencją), stopnia niezawinionej ignorancji co do zła, które się czyni jak i dobrowolności.

Jasnym jest, że wiara w złe moce jest uważana przez dogmat za zabobon,

Bynajmniej. Istnienie szatana jak i dana mu pewna możność wpływu na świat i ludzi to integralna część wiary katolickiej. Stąd też bardzo ważna rola wyznaczonych egzorcystów, zresztą ponoć bardzo zapracowanych ludzi mających niejedno do opowiedzenia. Rzecz oczywista, za skutecznością egzorcyzmów stoi moc Boga, żadna inna.

a z drugiej strony przywiązuje się niezwykłą wagę do konkretnych dat i ustawia się dzień Wielkiej Nocy według faz księżyca

Wagę ma święto, nie data, choć te nie bywają przypadkowe z innych względów. W wierze katolickiej żaden szczególny dzień nie posiada sam z siebie żadnej "mocy". Jedynym źródłem jakiejkolwiek "mocy" jest sam Pan Bóg, Stwórca wszystkiego, i ci, których nią obdarzył (w tym zbuntowane anioły). Najogólniej nazwana magia łamie pierwsze przykazanie, gdyż jest szukaniem mocy poza Bogiem. I bywa skuteczna o tyle, o ile wmiesza się w to szatan.

Wiara jest pełna sprzeczności

Nie ma żadnych sprzeczności w wierze katolickiej z wyjątkiem pozornych, wynikających z czyjegoś niezrozumienia jej prawd, w tym tego nieprzekraczalnego, wynikającego z ograniczeń ludzkiego intelektu/aparatu poznawczego. Natomiast jest faktem, że Pan Bóg jest ponad wszystkim, bo też wszystko stworzył i podtrzymuje w istnieniu. Prawom stworzonym jak i ludzkiemu pojmowaniu podlega na tyle, na ile zechce (najoczywistszy przykład dobrowolnej podległości to Jezus Chrystus i jego ludzkie życie na Ziemi). Co nie znaczy, że nie da się poznawać Boga poprzez prawa i inne byty, które stworzył. Opowiada o sobie również przez ich naturę, fakt istnienia, piękno itd. Logika również jest przydatnym narzędziem poznawczym, bo taką ją Bóg uczynił. W ograniczonym zakresie ma się rozumieć.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-30 15:58:00
30.10.2017 14:18
<Rydygier>
24

przelewali wosk

przeganianiem omenów i złych duchów prosząc o pomoc zmarłych bliskich

Takoż więc nie ma to nic wspólnego z łamaniem przykazań

Kto pójdzie do piekła - jest kwestią otwartą i rozstrzyga się między człekiem, a Panem Bogiem, gdy człek umrze (sąd szczegółowy). Natomiast w (bardzo) rozmaitej kategorii wagowej zależnej od różnych czynników wszelakie wróżbiarstwo, spirytyzm, okultyzm, etc. etc. podpada pod 1-sze przykazanie.

KKK 2115 Bóg może objawić przyszłość swoim prorokom lub innym świętym. Jednak właściwa postawa chrześcijańska polega na ufnym powierzeniu się Opatrzności w tym, co dotyczy przyszłości, i na odrzuceniu wszelkiej niezdrowej ciekawości w tym względzie. Nieprzewidywanie może stanowić brak odpowiedzialności.

KKK 2116 Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość (Por. Pwt 18,10; Jr 29, 8). Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu.

KKK 2117 Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich. Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych praktyk medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani wykorzystywania łatwowierności drugiego człowieka.

30.10.2017 09:44
<Rydygier>
24

uświadamia że każdy z nas skończy w dole zasypany ziemią.

Ależ zupełnie przeciwnie. Dobitnie przypomina, że istnienie człowieka nie kończy się grobem. Masz to pośrednio w samej nazwie uroczystości.

Akurat zaduma rzecz poboczna, choć cenna ("memento mori"), i tyczy się bardziej Wspomnienia Wszystkich Wiernych Zmarłych.

Ogólnie, dla katolika, te dni to celebracja świętości już zbawionych. Również przypomnienie, że żyjemy w perspektywie życia wiecznego, a doczesny pobyt na łez padole to jedynie preludium do wieczności, kluczowe o tyle, że stanowi czas, w którym każdy sobie wybiera, jak będzie wyglądać ta jego wieczność. To wyraz wiary w świętych obcowanie, żywot wieczny i ciała zmartwychwstanie (sam pochówek i grób to wyraz wiary w to ostatnie, finalny uczynek miłosierdzia co do ciała, a dopiero obocznie memento dla żyjących docześnie). No i, co ważne, okazja, by przyjść z modlitewną pomocą tym, którzy w czyśćcu, zwłaszcza bliskim.

Nie jakieś wsobne a rzałkie y smętne wspominki po zmarłych, a tym bardziej nie rozpaczanie, że pomrzemy (chrześcijanin w takiej rozpaczy to absurd).

Powiem tak: ludzie, którzy przeżywają te dni w smutku i przygnębieniu albo nie podzielają wiary chrześcijan (lecz wówczas po co obchodzą te święta), albo nie rozumieją tego, w co deklarują, że wierzą.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-30 09:46:20
28.10.2017 12:30
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
24

A propos, refleksja z zakamarków dzisiejszej pajęczynki:

http://gosc.pl/doc/4273045.Zupa-z-dyni

Ja od siebie dodam, że nie pojmuję za zbytnio, jak można chcieć się bać i celowo perceptować filmy czy gry mające za cel przestraszać czy wręcz wywołać wstręt (acz nie wszystko, co mienią horrorem ma ten cel). Nic w tym fajnego nie dostrzegam.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-28 12:30:55
28.10.2017 12:27
<Rydygier>
24

Zasadniczo nie katolickie

Obchodzone przez Kościół Katolicki, w tym sensie katolickie.

zamiast co roku w najbrzydszym i najgorszym możliwym miesiącu fundować połowie populacji zapalenie płuc.

Ano nie miałbym nic przeciwko innej dacie. Taki, nie inny termin sprzyja błędnemu spojrzeniu na celebrację świętości wszystkich zbawionych jak i nadziei na osobistą partycypację. No i z powodów zdrowotnych. Bardzo łatwo się przeziębiam. W tym roku wygląda, że orkan Grzegorz (hy) przywieje zimową aurę.

28.10.2017 09:43
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Jako katolik staram się obchodzić katolickie święto (ściśle: uroczystość) po katolicku. Czyli na pewno nie w ponurym nastroju. "Halloween" jest mi zupełnie obce, bzdet.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-28 09:48:08
26.10.2017 21:53
<Rydygier>
24

Pytanie, do czego chce używać tych butów hinson. Podejrzewam, że nie chodzi mu o turystykę górską, raki jakoweś itp. Gdyby się tym parał, nie pytałby, co to są buty trekkingowe. Wygląda, jakby prozaicznie szukał se butów i pod tym kątem dzielę się własnym doświadczeniem.

Sztywność podeszwy Vibram nie ma wpływu na jej ścieralność.

Dzięki za sprostowanie. Opieram się tylko na własnym skromnym doświadczeniu w odniesieniu do łażenia głównie po utwardzanych nawierzchniach, bruku itp. Otóż podeszwy miękkie faktycznie ścierały mi się zauważalnie szybciej. Związek z twardością wydał mi się logiczny, ale może jest złudny, a mój przypadek to jedynie koincydencja.

Osiągamy świetną wodoodporność i dobrą oddychalność impregnując je regularnie olejami i woskami do skór.

Tak słyszałem. No ale dla mnie to zupełnie dyskwalifikujące wymaganie. Mój but ma "działać" sam z siebie, niechby i gorzej, nie jedynie pod moją stałą kuratelą. Wkładam, wychodzę, tyle. Filozofia noszenia "na co dzień". Fakt faktem, w membranach stopy mam znacznie suchsze przy takim użytkowaniu niż w tym, w czym łaziłem kiedyś (tanie adidasy itp). No, ale jeśli ktoś chce się z butem tak pieścić... :)

26.10.2017 20:56
odpowiedz
<Rydygier>
24

Buty do łażenia powinny być wygodniejsze od zwykłych, bo są specyficznie do łażenia. Sam takich używam, jako butów uniwersalnych, na każdą porę roku i pogodę, które posłużą kilka dobrych lat i faktycznie, żadne zwykłe, jakie nosiłem wcześniej, nie były tak wygodne. Oczywista i tu można trafić lepiej lub gorzej. Np. moje obecne zimowe są prześwietne (wyjątkowo tanie Meindle), zaś te na porę cieplejszą dobre, acz nie idealne, bo choć stopa leży świetnie, nie najlepiej mi się w nich chodzi na dłuższe dystanse, łydka szybciej się męczy (a miały takie dobre opinie w necie, widać kwestia indywidualna...).

Oprócz nieprzemakania na deszczu ważna jest też dla mnie oddychalność, inaczej stopa mi pływa w pocie. No i solidna, dająca dobre oparcie podeszwa. Klasycznie to oznacza vibram + jakaś membrana. Acz podeszwy vibramowe są twarde, mniej ścieralne, ale też mniej przyczepne od miększych. Usztywnienie kostki to dodatkowa zaleta. Wreszcie takie buty bywają wizualnie niebrzydkie na mój gust.

Buty trekkingowe itp. to dla mnie "wszystko w jednym", osobiste optimum. Lecz to zależy od indywidualnych preferencji i potrzeb. Oraz zasobności portfela.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-26 21:04:32
26.10.2017 20:38
odpowiedz
<Rydygier>
24

System walki:

https://youtu.be/3c_ANy-4TS4

Można skonfrontować spojrzenie twórców z opisanymi jakiś czas temu kiepskimi wrażeniami z wczesnej wersji z punktu widzenia gracza. Niestety nie mówią nic w temacie tych wrażeń, opisują tylko, dlaczego ich system jest super. Technicznie biorąc faktycznie - najwyraźniej kod tego systemu z niezwykłym pietyzmem stawia na fizyczny autentyzm, co zresztą już samo w sobie ogranicza grono potencjalnych fanów, bo autentyzm =/= miodność. Autentyzm, myślę, może być również psychologiczny. Polega on na tym, że walki w tej grze normalny, zdrowy na umyśle człek zdecydowanie unikałby, jak w życiu, a podejmowałby ją tylko w ostateczności. I to akurat według mnie byłoby świeże i fajne podejście.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-26 20:40:37
26.10.2017 17:30
odpowiedz
<Rydygier>
24

Z jedynki zapamiętałem zwłaszcza klimat rozdziału "wiejskiego". To było coś... odmiennego. W bardzo pozytywnym sensie.

26.10.2017 12:40
2
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
24

Czasem trzeba jechać szybciej, niż (nomen omen) wolno. Może być nawet i tak, że od tego będzie zależeć życie.

Mentalność maksymalizacji urzędowego regulowania ludziom życia "dla ich dobra" nieuchronnie wiedzie do absurdów wesoło bujających się wśród lian nieprzeniknionej rozumem dżungli martwego lewodawstwa. Wyposażona w skuteczne środki egzekwowania - to już horror ożywiony, czyli przymus życia w tej dżungli.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-26 12:42:39
26.10.2017 12:00
1
odpowiedz
<Rydygier>
24

Pytanie jest źle postawione. Nie mam pojęcia, jakie partie będą startować w 2019 i którą z nich wówczas będę uznawał za najlepszą.

Gdyby wybory były dziś - PiS.

24.10.2017 12:39
2
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
24

Demokracja portfelowa alias tyrania tłumu w praktyce.

24.10.2017 12:20
1
odpowiedz
<Rydygier>
24

Cóż, jak wiadomo teoretycznie mamy bardzo fajną zasadę domniemania niewinności.

W praktyce ludzkiej mentalności jednakże oskarżony == winny, i zwykle ponosi nieodwracalne społeczne konsekwencje z samego faktu oskarżenia niezależnie, co się finalnie okaże. Bardzo łatwo w ten sposób zniszczyć dobre imię człowieka. Nawet, jeśli potem niby wygra w sądzie, "niesmak pozostanie", jego imię będzie się kojarzyć, jak wonieje ten, kogo obrzucono gównem.

22.10.2017 09:35
odpowiedz
<Rydygier>
24

Słowem projektowaniu tej gry przyświecała filozofia mądrzejsza niż zwykle.

Odkładając na bok ważną kwestię zachowania tego swoistego decorum między treścią a narracją rozgrywką...

To ciekawe, że fakt bycia workiem filmowych klisz czyni grę tak kultową i nadal stawianą za wzór. Jakbyśmy się godzili, że gra jest medium wtórnym, żerującym na kulturowym recyklingu, z natury podrzędnym względem np. filmu, jest medium, w którym za wartość dodaną wystarcza sama tylko interaktywność i nie mającym nic oryginalnego do powiedzenia światu od siebie. A może czasy się zmieniły na tyle, że taka formuła już się przeżyła i przejadła? Może czas zawiesić sobie/grom poprzeczkę wyżej? Aspirować do czegoś więcej? Kino też zaczynało od bycia tanią, prymitywną rozrywką. A może gry nie są, nie będą i nie powinny być nośnikiem ważkiej kulturowej treści i poprzestać na walorze ludycznym?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-22 09:36:43
21.10.2017 15:21
<Rydygier>
24

Dlatego też to, co do niedawna odpitalała UE, trudno nazwać pomocą komukolwiek. Faktyczna pomoc wcale, ale to wcale nie musi polegać na "wpuszczaniu pod dach", tym bardziej trwałym. Acz zależnie od indywidualnego przypadku może i wówczas na to też jest się otwartym, jeśli bliźniego się kocha. Tyle, że wpierw trzeba mieć wolę i rozum by przypadki chcieć i umieć skutecznie rozróżniać, co, komu i którędy, by nie było więcej szkody niż pożytku, jak roztropność nakazuje.

21.10.2017 13:06
<Rydygier>
24

A czy to byłaby właśnie ta pomoc, którą ma na myśli?

To, co Prymas zrobi bądź nie, w żaden sposób nie rzutuje na słuszność (bądź nie) tego, co mówi.

I to samo dotyczy każdego. Wiedzieć, co jest słuszne, a umieć stanąć na wysokości zadania to dwie różne sprawy. Dla przykładu przykazania miłości pozostają prawdą, choćby wyszły z ust ostatniego nienawistnika.

Czy grzesznikowi wolno mówić, że nie wolno grzeszyć? Wszak Kościół naucza, że wszyscy jesteśmy grzesznikami. Nie mamy się zatem pouczać o tym, co dobre, a czego unikać jako zła?

21.10.2017 09:57
odpowiedz
<Rydygier>
24

Nie przyjmowanie milionów uchodźców do Unii Europejskiej to grzech.
Idąc tym tropem myślenia nie przyjęcie pod własny dach osoby bezdomnej też jest grzechem.

Zależy.

Celem małej systematyzacji:

KKK 2447 Uczynkami miłosierdzia są dzieła miłości, przez które przychodzimy z pomocą naszemu bliźniemu w potrzebach jego ciała i duszy (Por. Iz 58, 6-7; Hbr 13, 3). Pouczać, radzić, pocieszać, umacniać, jak również przebaczać i krzywdy cierpliwie znosić – to uczynki miłosierdzia co do duszy. Uczynki miłosierdzia co do ciała polegają zwłaszcza na tym, by głodnych nakarmić, bezdomnym dać dach nad głową, nagich przyodziać, chorych i więźniów nawiedzać, umarłych grzebać (Por. Mt 25, 31-46). Spośród tych czynów jałmużna dana ubogim (Por. Tb 4, 5-11; Syr 17, 22. jest jednym z podstawowych świadectw miłości braterskiej; jest ona także praktykowaniem sprawiedliwości, która podoba się Bogu (Por. Mt 6, 2-4.:

Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni (Łk 3,11). Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste (Łk 11, 41). Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: "Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!" – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda? (Jk 2, 15-16) (Por. 1 J 3,17).

KKK 1835 Roztropność uzdalnia rozum praktyczny do rozeznawania w każdej okoliczności naszego prawdziwego dobra i do wyboru właściwych środków do jego pełnienia.

Tak naucza Kościół. Cytowany wyżej prymas słusznie zatem zwraca na to uwagę:

nie chodzi o zwyczajne otwarcie granic bez żadnej kontroli, ale mądrą, systemową pomoc, którą możemy i powinniśmy dać, i która nie będzie dla nas żadnym zagrożeniem

Jaka to winna być pomoc - wedle powyższego zależy od sytuacji, zwłaszcza sytuacji danej osoby bliźniego w potrzebie. Ale jaka by ta słuszna pomoc nie miała w świetle powyższego być, myślę, że każdy powinien się w sumieniu skontrolować, czy wybierając, co zrobić, a czego nie, faktycznie kieruje się roztropną miłością bliźniego (każdego, którego dana decyzja jakkolwiek dotknie), czy może czym innym, zaś po argument roztropności sięga jedynie szukając pretekstu/fasady pozoru moralnej słuszności mającej skrywać np. lenistwo, strach, egoizm, pogardę i "usprawiedliwić" własne wygodnictwo, lęki i nicnierobienie. Po sobie wiem, jak łatwo popaść w to drugie, ale to już każdy musi sam sobie odpowiedzieć.

20.10.2017 17:02
19.10.2017 12:29
2
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Pytanie dobre, bo nie ma dobrej odpowiedzi.

Tym, co się wstydzą, nieodmiennie polecam "Pamięć i Tożsamość" św. JP2. Zresztą wszystkim polecam, zwłaszcza szukającym odpowiedzi na pytanie, po co naród, po co mieć państwo itp. Na zachętę:

"Ojczyzna jest zatem wielką rzeczywistością. Można powiedzieć, że jest tą rzeczywistością, w której służbie rozwinęły się i rozwijają z biegiem czasu struktury społeczne, poczynając od tradycji plemiennych. Można się jednak pytać, czy ten rozwój życia społecznego osiągnął już swój kres. Czy XX stulecie nie świadczy o rozpowszechnionym dążeniu ku strukturom ponadnarodowym albo też w kierunku kosmopolityzmu?

A to dążenie czy nie świadczy również o tym, że małe narody powinny dać się ogarnąć większym tworom politycznym, ażeby przetrwać? Te pytania są uprawnione. Zdaje się jednak, że tak jak rodzina, również naród i ojczyzna pozostają rzeczywistościami nie do zastąpienia. Katolicka nauka społeczna mówi w tym przypadku o społecznościach „naturalnych”, aby wskazać na szczególny związek zarówno rodziny, jak i narodu z naturą człowieka, która ma charakter społeczny. Podstawowe drogi tworzenia się wszelkich społeczności prowadzą przez rodzinę i co do tego nie można mieć żadnych wątpliwości.

Wydaje się, że coś podobnego można powiedzieć o narodzie. Tożsamość kulturalna i historyczna społeczeństw jest zabezpieczana i ożywiana przez to, co mieści się w pojęciu narodu. Oczywiście, trzeba bezwzględnie unikać pewnego ryzyka: tego, ażeby ta niezbywalna funkcja narodu nie wyrodziła się w nacjonalizm. XX stulecie dostarczyło nam pod tym względem doświadczeń skrajnie wymownych, również w świetle ich dramatycznych konsekwencji. W jaki sposób można wyzwolić się od tego zagrożenia?

Myślę, że sposobem właściwym jest patriotyzm. Charakterystyczne dla nacjonalizmu jest bowiem to, że uznaje tylko dobro własnego narodu i tylko do niego dąży, nie licząc się z prawami innych. Patriotyzm natomiast, jako miłość ojczyzny, przyznaje wszystkim innym narodom takie samo prawo jak własnemu, a zatem jest drogą do uporządkowanej miłości społecznej."

18.10.2017 21:34
<Rydygier>
24

Nic tak prymitywnego, chodziłoby raczej o metodykę prób prostytuowania prawdy opisaną pod linkiem, który podałem. Stręczenie jej pod zadaną narrację. I oto, jak mógłby zostać (i został, jak czytam na Twitterze) odczytany sam fakt, że prymas wypowiada się na łamach TP.

Aczkolwiek notabene trzeba oddać, co się należy:

https://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,32064,redakcja-tygodnika-powszechnego-ubolewamy-i-przepraszamy-ksiedza-prymasa.html

18.10.2017 21:00
<Rydygier>
24

Jakość i klimat recepcji słów prymasa są symptomatyczne. A symptomy to niepokojące i smutne. Zacietrzewienie my-oni domaga się być kluczem odczytywania rzeczywistości. Jak dupny to klucz widać w netowych komentarzach. Już nawet nie chodzi o wysiłek czytania ze zrozumieniem i dobrą wolą, problemem jest samo tylko przeczytanie całości przed sformułowaniem sądu a nawet i po nim. Gdzie myśl stoczona strachem, a słowo - agresją fejk niusy, wykoślawione, niechlujne nadinterpretacje rodzą się spontanicznie jak grzyby po deszczu. Może to objaw nadmiaru informacji i pośpiechu jej przyswajania, którego ofiarą pada dyscyplina poznaj-wnioskuj. Może czegoś gorszego. W każdym razie mętlik panuje wielki i męczący.

Marzę czasem o spokojnej, beznamiętnej debacie utrzymanej w duchu umiłowania poszukiwanej wspólnie prawdy, w duchu precyzyjnej logiki, starannej, spokojnej myśli, wzajemnego szacunku i kultury słowa. Powinna być normą, tymczasem nieliczne, trzeźwe głosy rozsądku to wyjątek który pozostaje tym bardziej cenić.

https://opinie.wp.pl/marcin-makowski-60-proc-polakow-nie-przyjeloby-chrystusa-slepe-uliczki-mieszania-wiary-z-polityka-6178076436264577a

No, ale słyszę, że jest symetria przynajmniej. Jedni okładają prymasa, drudzy okładają prymasem. Jedno warte drugiego.

A prymas? Z tego, co czytam, być może jego jedynym błędem było zgodzić się na wywiad dla TP, jednak przynajmniej w cytowanym fragmencie dał świadectwo katolickiej wierze mówiąc to, co z niej wynika w sprawie uchodźców.

18.10.2017 11:54
odpowiedz
6 odpowiedzi
<Rydygier>
24

https://dorzeczy.pl/kraj/44580/Prymas-Polski-Jesli-moi-ksieza-beda-manifestowac-przeciw-uchodzcom-to-beda-suspendowani.html

Prymas Polski powiedział, że chrześcijanin nie może zamknąć się przed uchodźcą. Jak dodał, ludziom trzeba mówić, że "Chrystus cierpi w uchodźcach i musimy się na tych uchodźców otworzyć". – Że nie chodzi o zwyczajne otwarcie granic bez żadnej kontroli, ale mądrą, systemową pomoc, którą możemy i powinniśmy dać, i która nie będzie dla nas żadnym zagrożeniem – wyjaśnił.

17.10.2017 16:23
odpowiedz
<Rydygier>
24

Z popularyzatorskich miło wspominam z dawniejszych czasów książkę "Fizyka podróży międzygwiezdnych" Kraussa - ciekawe wywody osnute wokół Star Treka.

16.10.2017 09:27
<Rydygier>
24

1. Zależy, co to jest "społeczność gry";

2. Nie ma się o co obruszać, chodzi mi, jak to powiedzieć, o "intensywnych zwolenników".

15.10.2017 09:33
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Dawno temu grałem w grę Gothic. I to właściwie tyle, co mam do powiedzenia na jej temat. Toteż byłem zdziwiony, gdy całkiem niedawno dowiedziałem się, że po latach nadal istnieje wokół gry spory kult wiernych psychofanów. Cóż, są gusta i guściki.

Jak dla mnie, z tego co widzę, Elex jest wart ze 20 PLN i może kiedyś za tyle kupiłbym w przystępie nudy. Pod warunkiem, że solidnie upatchowany.

12.10.2017 21:45
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
24

Jesień ma swój mroczno-przytulny urok, który można odkryć i się w nim rozsmakować. W sensie estetyczno-nastrojowym. Mówię o odbiciach latarń w mokrych chodnikach pod rozkrakanym, ciemniejącym już niebem znaczonym sunącymi kropami wronich stad i fraktalami półnagich drzew.

Niestety, dla mnie otwiera sezon nasilonych problemów z zatokami i częstych przeziębień. I kosztowne półrocze, gdy trzeba się samemu grzać.

Zima jest wporzo, dopóki na pocztówkach.

12.10.2017 09:28
odpowiedz
<Rydygier>
24
9.0

Dołączam się do ogólnego wydźwięku pochwał, dałem sobie ponad dobę, by ochłonąć. Godna kontynuacja, a wszak poprzeczka była wysoko. Audiowizualnie - film kapitalny, a głównie do tego używam Blade Runnera - by chłonąć klimat i nastrój patrząc i słuchając. Scenariusz solidny, ni mniej, ni więcej, dobrze opowiedziany. Dramaturgicznie w sumie lepszy nawet, i choć historia nie ma w sobie nic z dzikiej galopady (całe szczęście), to niektóre sceny autentycznie poruszały - mocny towar. Reżyser jako dyrygent narracji sprawił się świetnie. Muzyka w warstwie dźwiękowej nawiązuje do OST poprzedniego BR i w związku z tym doskonale uzupełnia całość, dobrze współtworzy nastrój, ale też nic ponadto. Brak jej unikalnego charakteru, iskry geniuszu poprzedniczki. Cóż, nie każdy jest Vangelisem. Nawet Vangelis nie zawsze bywał Vangelisem. No właśnie... dlaczego nie on komponował? Dziwne.

No i szkoda, że ponoć finansowo szykuje się klapa, jak też i było w 1982. Ot, demokracja portfelowa sterująca Hollywoodem kolejny raz okazuje się tyranią miałkiej mierności, która nie rozumie i nie docenia niczego ponad filmowy fastfood, pod który sam Hollywood onąż tyranię wytresował. Cóż. Raczej nie powinno to przeszkodzić nowemu BR, by poszedł w ślady starego i z czasem obrósł w zasłużoną opinię filmu kultowego.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-12 09:29:54
11.10.2017 12:30
<Rydygier>
24

I jak ci objawił, że bypassy są ok. ? Czy w ogóle medycyna?

Przez nauczanie Kościoła, który założył i którego jest Głową.

11.10.2017 12:20
<Rydygier>
24

O Bogu wiemy tyle, ile nam o sobie objawił. I w to wierzymy. To nie pycha, to wiara katolicka.

11.10.2017 12:10
1
<Rydygier>
24

Tak. Możesz chcieć pozostać ślepy. Niezbyt to mądre, ale możesz, bo masz wolną wolę.

Dlatego, że medycyna jest wbrew woli Boga

Medycyna nie jest wbrew woli Boga.

Ciekawe co by na to powiedział Św. Jakub.

Jak dobrze pójdzie, będziesz miał okazję zapytać.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-11 12:12:15
11.10.2017 11:37
<Rydygier>
24

A nie, jednak nie...

Owszem, modlitwa z ufną wiarą to broń potężna - w walce ze złem. Skuteczność takiej modlitwy to jeden z przedmiotów wiary chrześcijan, kto nie wierzy, ten przejawy jej mocy będzie wolał przypisywać czemu innemu lub pozostanie na nie ślepy. Skuteczność ta zależy od woli Bożej i jej służy. "Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi" - to część także modlitwy różańcowej. Modlitwa nie działa na sposób zaklęcia. Pan Bóg to nie złota rybka. Niestety, tego typu fałszywe poglądy na modlitwę wydają się częste, ale i to - nihil novi. Już św. Jakub je piętnował u zarania Kościoła.

Nie przypominam sobie też, aby jakiś biskup zrezygnował z bypassów

Dlaczego miałby czynić w taki sposób?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-11 11:53:35
11.10.2017 11:18
<Rydygier>
24

O ile się orientuję, to była modlitwa za ojczyznę i za świat z prośbą o pokój.

Na tym polega walka ze złem.

11.10.2017 10:54
odpowiedz
13 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Dlaczego ta akcja budzi takie kontrowersje

Ponieważ obocznie stanowi publiczne, masowe i jaskrawe, a przede wszystkim skuteczne świadectwo światopoglądu radykalnie i fundamentalnie sprzecznego z tym, który wyznają rozjątrzeni. I tak jedni krytykują akcję jaką była, inni usiłują przypiąć taką czy inną łatkę, by móc potępić, kolejni próbują zagłuszyć szyderstwem. Zwykła rzecz, takie wzmożenie to nie jest reakcja zaskakująca. Przecież od początku istnienia Kościoła było wiadomo, że inaczej nie będzie. Ba, jeśli sprzeciw pochodzi od osób o sprzecznym z chrześcijańskim światopoglądzie, to dla katolika wręcz oznaka, że sprawa jest dobra, a inicjatywa słuszna. Znak, któremu sprzeciwiać się będą ma to do siebie, że zwykle nie pozostawia obojętnym, bo dotyka sedna.

Było to coś wspaniałego i bodaj bez precedensu. Modlitwa to potężna broń w walce ze złem, Polska oddała donośną salwę z każdej burty. I równie skuteczną, miejmy nadzieję. To zawsze zależy od wiary danego modlącego się, jednak już samo uczestnictwo to pewne jej świadectwo.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-11 10:56:54
07.10.2017 13:51
odpowiedz
<Rydygier>
24
8.5

Całkiem przyjemnie się grało, z małymi zgrzytami. Koncepcyjnie - fajne połączenie elementów strategii (zarządzanie drużyną, osadą, decyzje strategiczne) i RPG (postacie z krwi i kości, rozwój bohaterów, questy, fabuła i narracja wplecione w aspekty strategiczne - są fabularyzowane). Wszystko w ramach wcale ciekawej i wciągającej historii. Interesująca taktyczna walka turowa na heksach (potrafi być czasochłonna, AI zwykle przytomne, niekiedy niezbyt). Wiarygodne ujęcie wikińskiej tematyki (jak z autentyzmem detali - nie wiem), bardzo fajna oprawa audiowizualna, muzyka miejscami wręcz piękna i bardzo w moim guście (+0.5 za to). Gra jest tu i ówdzie z lekka inspirowana serialem Wikingowie (np. niektóre portrety), generalnie uprzednia percepcja tego serialu poprawiła mi imersję w grze.

Są też i wady. Gra czasem się wysypuje (1.0.6), ekrany ładowania są częste i za długie, miejscami kuleje optymalizacja. Dość liczne literówki i błędy w tekście/tłumaczeniu. Czasem wyzwalacz postępu w queście potrafi nie zabanglać i dopiero z forów człek się dowiaduje, że coś go ominęło. Dialogi bywają nielogiczne - np. wybieram się do Brytanii zawierać umowy handlowe, a tam czasem wymuszona jest mowa o zawieraniu sojuszy podczas, gdy żadnych faktycznych umów handlowych nie zawiera się. Niektóre dialogi potrafią wystąpić w złej kolejności, jakby coś się włączyło przedwcześnie - nie do końca spójna i nie całkiem odporna na nietypowe pomysły gracza struktura logiczna fabuły. Też niektóre decyzje strategiczne np. odnośnie rozwoju osady czy projektu okrętu miewają nie intuicyjne i/lub spłycone konsekwencje. Bywa to rozczarowujące. Podczas eksploracji występują zdarzenia losowe, ale jest ich za mało i/lub występują zbyt często, więc szybko zaczynają się powtarzać i nużyć.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-07 13:54:30
03.10.2017 11:22
odpowiedz
<Rydygier>
24

Zaskakujące, jak bardzo ucieszyła mnie ta wieść. Miodzio. :)

02.10.2017 13:53
3
odpowiedz
<Rydygier>
24

Sam nie czytuję, zdecydowanie szkoda mi czasu na czyjeś blogi. Jeśli są tacy, co czytują, to może mieć sens w następujących wypadkach:

1. Autor nie jest pewien, co sądzić o swojej prozie, więc publikuje ją, by zebrać opinie i wyciągnąć wnioski. To jednak traci sens, jeśli Autor nie przyjmuje do wiadomości konstruktywnej krytyki. No i są chyba lepsze metody po temu (vide link niżej)

2. Autor pisze dobrze, wie o tym i z jakiegoś powodu chce się w ten właśnie sposób dzielić twórczością z innymi.

Początek Aisling (tak, z reguły wystarczy przeczytać pierwsze kilka zdań by mieć już ogólny obraz sytuacji, ja przeczytałem wyrywkowo ciut więcej) cechuje z grubsza poprawna, momentami nawet niezła, ale zwykle dość niezgrabna stylistycznie konstrukcja zdań. Zaletą, którą należy docenić jest fakt, że nie piszesz bełkotliwie/zawile, jak wielu próbuje myśląc, że tędy droga. Ale poza tym...

Można pochylać się nad problemami językowymi, potoczystością, wiarygodnością dialogów, zachowań (psychologicznego realizmu - praktycznie tu nie istnieje), sytuacji czy nad dość licznymi niezręcznościami stylistycznymi, ale tutaj niestety główny problem wydaje się być bardziej fundamentalny - przede wszystkim to nie jest ciekawe. A dokładniej - nie jest ciekawie opowiadane. Nie wciąga. Nie chce mi się czytać kolejnych zdań, człek się przymusza. To wada kardynalna i dla tekstu zabójcza.

Wyłówmy z morza podobnych parę losowych przykładów:

Mimo, iż jego praca została wykonana wzorowo, to było widać po minie niezadowolenie…

To nie brzmi dobrze przynajmniej z paru powodów. Jeden to bardzo niezręczne i redundantne użycie zaimka "to" - nic nie wnosi, pusty "potykacz" psujący potoczystość. Nieraz popełniasz ten błąd i podobne z nadmiarowymi zaimkami. Drugie - "było widać po minie" jest fatalne stylistycznie. Po trzecie - porównaj:

Wykonał pracę wzorowo, jednak mina zdradzała niezadowolenie.

lub:

Pracę wykonał wzorowo, jednak miną zdradzał niezadowolenie.

czy wręcz:

Nie był zadowolony, choć pracę wykonał wzorowo.

etc.

Zdanie jest krótsze, gładsze i przenosi te same informacje. A zapewne da się sporo lepiej.

Kolejne zdanie:

i choć chciał wyrzucić gotowy miecz, to musiał go oddać zleceniodawcy, bo nie mógł sobie pozwolić na spóźnienia.

Pominąwszy wszystko inne (znów nadmiarowe "to"! "bo" w sumie też) zdradza problem odmienny - z logiką narracji. Jeśli narratorem jest główna postać (narracja pierwszoosobowa) pojawia się pytanie, skąd owa postać wie, co chciał, co musiał zrobić, a na co nie mógł sobie pozwolić kowal? Jest o tym mowa gdzieś wcześniej?

Trzecie:

Natomiast kiedy rozwścieczony chwycił za największy młot i powiedział: „Kiren, pokaż złodziejowi nasz gniew, niech poczuje co go spotka, gdy wykujemy tę klingę z niebiańskiej stali!”, to zrozumiałem, że zostawiając młot, zostawię na nim swój ślad jak dzika zwierzyna. A widząc, że to nie jest zwykły człowiek, mogłem się spodziewać tylko najgorszego.

Tu między innymi (tak, również zbędne "to", żelazny punkt programu) problem kolejny - narrator wyciąga wnioski logicznie nieuzasadnione, dokładnie - dwa. Że zostawiwszy młot zostawi trop, i że będzie ścigany jak zwierzyna (bo?), oraz że winien się spodziewać najgorszego, bo to nie jest zwykły człowiek - ke?

Drugie i trzecie może jednak mieć uzasadnienie gdzieś wcześniej - czytałem wyrywkowo.

Czwarte:

Krzyczałem i krzyczałem, lecz nikt nie słyszał mego wołania. Daremne były moje próby sprowadzenia pomocy, więc zacząłem układać ze skał schody. Kamień po kamieniu, centymetr po centymetrze, byłem coraz bliżej celu, ale wciąż zbyt daleko.

Wyjątkowo suchy, zdawkowy i beznamiętny opis. Zero ładunku emocjonalnego. Bez szans, by się wczuć w sytuację. I cały czas w ten deseń. Od A do B od B do C, ziew, od C do D... opowiadasz jak bot.

Tylko liznąłem temat. Specjalista pewnie wypunktowałby jeszcze wiele i lepiej.

Czy jest sens to ciągnąć? Nie wiem. Być może inni wyżej wyświadczają przysługę pisząc, że nie. Notabene, jeśli to prawda i skorzystasz z tej rady - był sens publikować.

Brak w tym iskry, niechby nawet surowej. Nie ma polotu, tzw. lekkiego pióra. Twoje wydaje się raczej grzęznąć w słowie i mozolnie brnąć od linijki do linijki.

Jeśli dotąd czytałeś mało, to może jest nadzieja - czytaj więcej lepszego przez czas dłuższy. I co jakiś czas wracaj do tego tekstu by porównać obecne wrażenia z poprzednimi. Oznaką postępu będzie, jeśli twoja ocena tekstu stanie się z czasem coraz bardziej krytyczna. Wówczas można spróbować napisać coś lepiej itd. A jeśli już to robisz, czytasz dużo dobrego, a mimo to piszesz na takim poziomie i, co gorsza, uważasz, że jest dobry... no wówczas jest mi niestety. Teoretyczna, zgrubna poprawność zdań to nadspodziewanie sporo ostatnimi laty, ale stanowczo za mało.

Dobrze wspominam, więc z zastrzeżeniem, że dawno to było i mogło się zmienić, polecam:

http://weryfikatorium.pl/forum/

Tam zwykli udzielać się również tacy, co już publikowali, ci rozpoznawalni nawet czasem. Według mnie lepiej tam szukać opinii i autorytetów, niż na blogu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-02 13:59:54
02.10.2017 09:47
1
<Rydygier>
24

Matematyka matematyką, psychika psychiką. Teoretycznie zdarzenie o nieomal nieskończenie nikłym prawdopodobieństwie może się zdarzać raz za razem w nieskończoność. I nie udowodnisz, że ktoś tu coś chachmęci nie mając wglądu w kod gry. Ale co z tego, przykry niesmak/frustracja pozostaje, a tego nie chcemy. Choćby bodaj w takim XCOM ponoć chachmęcą, by jakoś choć trochę skompensować immanentne wady pomysłu/projektu gry i rozgrywki na tym tle.

U mnie w praktyce jest tak, że owo sławetne 95% w głowie = 100%. I jeśli będzie pudło, mam tendencję ładować sejwa, czyli w istocie 95 = 100, tylko trochę upierdliwiej. Być może zatem jest błędem to arbitralne ograniczanie szansy do akurat 95%. Może prawdopodobieństwo winno raczej osiągać 100%. Albo dążyć do 100 asymptotycznie, jeśli już chcemy koniecznie zostawić choć minimalną szansę na bardzo nieoczekiwany bieg zdarzeń. Tylko po co, jeśli w takiej sytuacji i tak ładuję sejwa. Można też dać graczowi jakąś wyczerpywalną pulę, którą można wydatkować na kompensowanie pecha - rodzaj amortyzacji. Można też cieniować. 5% ryzyka nie na pudło, a na "draśnięcie" zamiast trafienia. Tak, czy inaczej, wpływ losowości na rozgrywkę powinien być jakoś tonowany, upośredniany, nie nazbyt prosty czy bezpośredni, kompensowalny.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-02 09:50:31
01.10.2017 09:38
<Rydygier>
24

Wydawnictwu szefuje szefostwo wydawnictwa, nie gracze - to normalne, oczywiste i zdrowe dla firmy. Rozsądne po prostu, w odróżnieniu od postawy innej.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-01 09:38:42
30.09.2017 12:04
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Pete Hines, przedstawiciel firmy Bethesda Softworks, wyjaśnił w ostatnim wywiadzie, że wydawca zdaje sobie sprawę z niezadowolenia niektórych fanów domagających się np. The Elder Scrolls VI, ale nie zamierza się ugiąć i robi po prostu to, co uważa za słuszne.

Podoba mi się tak zdrowe podejście, to rozsądna postawa.

29.09.2017 22:53
4
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
24

Idą na studia ze złych powodów i wybierają kierunek w oparciu o złe kryteria. Gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła...

do tego doprowadziły darmowe studia

Albo przeświadczenie, że bez studiów człowiek jest niepełnowartościowy i takież czeka go życie. Byle co, byle jak, byleby tytuł był przed nazwiskiem.

Dawniej przynajmniej istniał tutaj powód konkretny: uniknąć poboru. :)

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-29 22:54:14
29.09.2017 16:35
<Rydygier>
24

Taka przerwa może by się i przydała, ale gry mnie pasjonowały od dziecka (na długo, nim dorwałem się do kompa) i niełatwo mi wypełnić wolny czas czymkolwiek innym. Można próbować czytać (tym się głównie zajmowałem gdy nie miałem jeszcze kompa), oglądać filmy, dyskutować po forach, ale... Prędko to się staje niewystarczające. Wybór między graniem a dojmującą nudą, gdzie granie też już częściej nuży i rozczarowuje niż cieszy - to już zupełnie nie to, co kiedyś. Tak, że trochę kicha tutaj.

Z jednym wyjątkiem - na parę lat prawie zupełnie przesiadłem się z grania na modding. Obecnie jednak pracuję robiąc coś podobnego i po prostu mózg ma dość, a i zapał już nie ten, więc modding też jakby zdechł jako hobby wypełniające czas wolny. Próbowałem nawet własną grę obmyślać, lecz i tu zastój ostatnio - praca zostawia mnie niechętnym do dalszego wysiłku umysłowego i angażowania się w cokolwiek poważniejszego poza nią.

Przerwy w graniu w nowe gry za to miewam, owszem, gdy stan konta nie pozwala na takie zbytki (a też i kasy coraz bardziej szkoda, skoro tak rzadko dana gra wystarcza mi na dłużej).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-29 16:36:50
29.09.2017 14:27
odpowiedz
<Rydygier>
24

Całkiem takie same to nie koniecznie, ale może coś spokojniejszego z Vangelisa podejdzie:

https://youtu.be/_mCyRhtyq1Q

(i większość z tego albumu, tylko pierwszy kawałek ma inny charakter). Albo:

https://youtu.be/U3iJBkzjKmo

Bujające:

https://youtu.be/GF_xSWzpcRY

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-29 14:28:38
29.09.2017 13:13
<Rydygier>
24

Zdecydowanie zmęczenie materiału. Jestem graczem bardzo już zblazowanym i cholernie ciężko mnie naprawdę czymś poruszyć/wciągnąć/zaskoczyć. Staż... niech pomyślę. Nie licząc okazyjnych partyjek na atarynce kumpla itp. czy limitowanego pegasusa w późnym dzieciństwie, to będzie pewnie około 20 lat z PC. Z tego spora część to granie intensywne, czyli kiedy tylko czas pozwolił, wliczając niekiedy granie po nocy. Pierwsze objawy zmęczenia chyba gdzieś z grubsza od lat 10-ciu można liczyć.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-29 13:31:20
29.09.2017 11:30
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
24

- Wtórność, stereotypowość i miałkość fabuł, marna narracja (niedoinwestowanie na odcinku scenariusza, aktorów i ogólnej oprawy artystycznej);
- to samo odnośnie projektu rozgrywki (zżynanie pomysłów, ogólny brak oryginalności koncepcji);
- odrealnienia (sidescrolle, top-downy, pixel-"art", anime (nie tyle wkurza, co ignoruję takie gry) i szeroko pojęta kreskówkowość/"umowność");
- faktycznie, źle użyta losowość;
- "pogrywanie z graczem" (gra w jakiś sposób gracza zwodzi);
- prymitywne AI (niedoinwestowanie na tym odcinku to chyba norma);
- skrojenie pod konsole;
- każualizm;
- SP traktowane po macoszemu;
- przedwczesne premiery/wydawanie niedorobionego bubla jako gotowej gry;
- wciskanie durnej agitki ideolo;
- brak swobodnego zapisu stanu gry, taka jego...

Oczywiście nie wszystko wszędzie, zależy od typu gry. Najbardziej wszakże wkurza to, jak rzadko znajduję coś dla siebie ostatnimi laty i jak szybko się gra zwykle nudzi, ale to nie problem gier, tylko mój.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-29 11:32:10
27.09.2017 17:24
1
<Rydygier>
24

Dla Ciebie wystarczy, że sam taki będziesz. Nie oglądaj się na innych, to Twój wybór, Twoje konsekwencje i Twoje życie, nie ich, nie paskudź go sobie już na starcie. Żyj dobrze, żyj na serio, warto. Ja powodzenia i mądrej decyzji życzę.

27.09.2017 16:34
odpowiedz
<Rydygier>
24

Nie widzisz nic złego w takim podejściu do pracy i w kłamstwie? Pierwsze zmień, drugiego unikaj. Pracuj solidnie i uczciwie, szanuj swoje słowo/zawartą umowę, nie kłam. Taka moja rada.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-27 16:34:34
27.09.2017 12:22
odpowiedz
<Rydygier>
24

https://dev.arma3.com/post/sitrep-00202

Now that we've turned most of our focus onto our next Roadmap goals, it's also fair to briefly address Arma 3's future. For example, our Dev-Branch ninjas might have noticed that the number of daily additions has decreased over these past weeks. This is simply because, even though we still support Arma 3 with a dedicated team of developers, we also need to steer some of our efforts into the direction of developing key new technologies, such as the Enfusion engine. This means that, aside from a couple of new features as part of the Tanks DLC, you should not expect any massive changes to Arma 3's core platform moving forward. However, there's absolutely no need to worry about Arma 3's future, because we still have people dedicated full-time to fixing bugs and increasing stability.

Czyli faktycznie spodziewałbym się przyspieszonych prac nad DayZ. Przy tym zgaduję, że DayZ obecnie to nie tyle cel sam w sobie, co poligon testowy i rozwojowy Enfusion, docelowo głównie na użytek kolejnych odsłon Army. Stąd też cieszę się, bo choć samo DayZ mało mnie obchodzi, postępy na tym froncie przybliżają kolejną odsłone Army. Ciekawe, kiedy zamajaczy na widnokręgu.

23.09.2017 17:19
<Rydygier>
24

jeśli coś ma przypisaną cenę, z góry ustaloną przez twórcę to zasada "warte tyle, ile chcą dać" nie ma tu racji bytu

Dwa - jeśli coś ma przypisaną cenę i zostało skradzione to z definicji nie może być bezwartościowe.

Cena i wartość to dwie różne sprawy. Rzecz/"rzecz" bezwartościowa może być dowolnie droga (i mimo to kupowana) i vice versa - rzecz bezcenna może być za darmo (a jednak nie ciesząca się popytem).

Ja rozumiem, że chcesz się poczuć mądrzejszy choćby narzucając swoje definicje (vide pokraczne tłumaczenie słowa wirtualny),

https://sjp.pwn.pl/sjp/wirtualny;2536590

Niestety, nadal nie rozumiesz, o co mi chodzi, choć nawet przykład podałem. Nie wiem, jak jeszcze inaczej objaśniać. A rzecz w istocie całkiem prosta. Może pytaniem. Czym różni się człowiek od swojego portretu? Czym różni się góra od grupki pikseli ułożonych w jej kształt na ekranie? Zdarzenie śnione od jawy? Itd. Problem, o którym piszę, zaczyna się tam, gdzie człowiek działa, jakby nie umiał odpowiedzieć na podobne pytanie lub, co gorsza, gdy naprawdę już nie umie. Gdy myli fikcję z rzeczywistością, gdy fikcję i wyobrażenie traktuje tak, jakby miał do czynienia z czymś rzeczywiście istniejącym. Jeszcze jaskrawiej: dałbyś za obrazek sztaby złota tyle, ile za sztabę złota?

Teraz dałeś mi dowód na to iż gry można piracić

Nie.

Co do reszty - mylisz pojęcie wirtualności z pojęciem abstrakcji, jak się zdaje. Chyba mylisz też parę innych kwestii, ale już mniejsza. Jedno tylko, bo ważne:

To co urzeczywistnia daną rzecz decyduje o tym społeczeństwo

Człowiek ani zbiorowość ludzka nie mają takiej władzy, by decydować aktem woli, co jest rzeczywiste, a co nie (wypróbuj na czymś, jeśli chcesz, możesz razem z kolegami do pomocy, może zniknijcie rower aktem woli, albo sprawcie, żeby skrzynia złota z gry stałą się realna. Albo żeby 2+2 dało 7). Prawda nie zależy od ludzkiego poglądu na nią ani też nie zmienia się wedle ludzkiej woli.

Szkoła jest rzeczywista, zarówno jako budynek, jak też jako pojęcie abstrakcyjne, organizacja. Wirtualne byłoby przedstawienie szkoły, na przykład na ekranie, na przykład w grze komputerowej. Potraktowałbyś takie przedstawienie jak traktujesz/traktowałeś rzeczywistą szkołę?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-23 19:17:18
23.09.2017 14:14
<Rydygier>
24

Tak, tu warto dodać, skąd się bierze sama losowość liczb losowych.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Generator_liczb_losowych

Ale czy prawdziwa losowość istnieje? Tylko, jeśli istnieją skutki bez przyczyn, jak sądzę. Temat w gruncie rzeczy zahacza o filozofię a nawet teologię z jednej a fizykę kwantową z drugiej strony.

Z innej mańki - "uczciwa" pseudolosowość potrafi frustrować, ale tym bardziej wkurza, gdy "gra pogrywa z graczem" i go zwodzi. Jak żyć? Być może ograniczając wpływ losowości na wynik gry. Amortyzując, "upośredniając" jego wpływ.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-23 14:18:04
22.09.2017 16:47
2
<Rydygier>
24

I tu zgoda. Stąd tytułowi brakuje raptem słówka "raczej" czy "prawdopodobnie" lub wręcz zwykłego pytajnika - i już byłaby inna rozmowa. Raport nie dowodzi braku związku, ale pozwala w miarę bezpiecznie przypuszczać, że prawda jest inna, niż niektórzy malują. Stanowi w szczególności porażkę narracji, wedle której każda piracka kopia ujmuje z kieszeni prawowitego beneficjenta tyle, ile kosztuje kopia legalna. To bezczelna fikcja, gdyż tak być jedynie może, a wcale nie musi i - jak się zdaje - często nie bywa. Oczywiście w miarę bezpiecznie można również założyć, że jakiś tam procent zależności finansowej mimo wszystko zachodzi, acz zapewne mniejszy, niż niegdyś.

To, jak raport potraktowano, świadczy niestety o tym, że zleceniodawców zapewne nie interesuje prawda czy udoskonalenie pod nią prawa, a jakiś interes, i to raczej nie interes twórców. Mało zaskakujące, a przez to podwójnie smutne.

A piractwo ssie swoją drogą, choćby jako stanowiące wyraz pogardy dla obowiązującego prawa i takowej pogardy uczące. To motywowane chciwością, jak miałoby wynikać z raportu nie tak powszechne, oznacza również brak poszanowania dla cudzej pracy, z której owoców się korzysta, czyli stanowi objaw niedojrzałości i w tym wypadku - okradanie z należnego wynagrodzenia. Nie jest też rzecz jasna jedynym sposobem, by wystarczająco zapoznać się z grą przed zakupem i uniknąć kupowania kota w worku.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-22 17:19:04
22.09.2017 14:57
2
<Rydygier>
24

Wystarczy ostrożniej formułować tytuły. Fakt, że każde opracowanie statystyczne zawiera podobną klauzulę ma swoje przyczyny, które warto brać na wzgląd pisząc artykuł oparty o takie opracowanie.

Tak, czy siak brak dowodu na związek =/= dowód na brak związku. To są dwie różne sprawy, z klauzulą czy bez.

Ponadto opatrzona tym kategorycznym tytułem treść artykułu zawiera wniosek z raportu, że piractwo owszem, może wpływać na sprzedaż - pozytywnie.

Hm. Nie planowałem tak drążyć tematu, sama sprawa jest drobna, prawie bym zmilczał, jednak zasada istotna.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-22 15:12:33
22.09.2017 14:16
2
<Rydygier>
24

No trudno, trzeba zatem brnąć w szczegóły.

Raport jednoznacznie wykazuje

poprawność i wiarygodność obranej metodologi. Tego niestety tu i teraz nie potrafimy ocenić.

Czy raport może cokolwiek jednoznacznie nam wykazywać, skoro nie potrafimy ocenić poprawności i wiarygodności użytej w nim metodologii?

W ogólnym rozrachunku dane nie dostarczyły statystycznych dowodów na zaburzenia [?] sprzedaży przez sieciowe naruszenia praw autorskich.

Oznacza to tyle, że autorom raportu nie udało się udowodnić istnienia związku. To jednak (vide ramka) nie implikuje, że związku nie ma, a tymczasem tak głosi tytuł - związku nie ma (bo raport nie wykazał, że jest?). O ile raport wprost nie stwierdza, że wykazano brak związku, nie stanowi on dowodu na ów brak, zatem nie czyni zasadnym kategorycznego brzmienia tytułu. Chyba, że autorowi artykułu udało się tezę o braku związku samodzielnie wykazać czy to w oparciu o dane raportu czy to o dane inne, jednak nie przedstawił swojego wywodu w tym względzie.

ramka do której się odnosisz

Odnoszę się również do tego:

Ecory wysunęło wniosek, że nielegalnie rozprowadzane egzemplarze mogą mieć pozytywny wpływ na sprzedaż legalnych kopii (strona 15).

Zatem raport zawiera wniosek, że piractwo może (acz nie musi) mieć wpływ na sprzedaż gier. Tym dziwniej, że taką treść zatytułowano "...piractwo nie wpływa na sprzedaż gier".

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-22 14:16:31
22.09.2017 13:14
odpowiedz
<Rydygier>
24

Zdaniem wielu reforma prawa autorskiego jest konieczna

I jak tak myślę. Co prawda temat jest trudny, a by reforma stałą się ciałem, decydenci muszą jej chcieć. Czy chcieliby hipotetycznego lepszego rozwiązania?

22.09.2017 13:06
3
<Rydygier>
24

Rzetelność unijnych badań i samej UE to jedno, rzetelność artykułu to drugie.

Sens tytułu jest logicznie niezgodny z sensem treści. W sumie drobiazg, ale dla zasady warto dbać, by to się nie zdarzało zwłaszcza, że w szeroko pojętych mediach coraz częstszą normą jest, że się, owszem, zdarza i to celowo.

Wizerunek, renoma itd. Lepiej się wyróżniać in plus niż obniżać standardy do poziomu obecnej normy. W każdym razie tak mi się wydaje.

22.09.2017 12:45
4
odpowiedz
10 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Zadanko na marginesie: znajdź różnice między 1 i 2 oraz poddaj refleksji rzetelność dziennikarską:

1. Wyciekł nieujawniony raport Uni Europejskiej – piractwo nie wpływa na sprzedaż gier

2. W ogólnym rozrachunku dane nie dostarczyły statystycznych dowodów na zaburzenia [?] sprzedaży przez sieciowe naruszenia praw autorskich. Nie musi to oznaczać braku wpływu piractwa, lecz jedynie zawodność analizy statystycznej przy próbie uchwycenia jego oddziaływania”.

nielegalnie rozprowadzane egzemplarze mogą mieć pozytywny wpływ na sprzedaż legalnych kopii

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-22 12:51:05
19.09.2017 16:55
odpowiedz
<Rydygier>
24

Ja uwielbiam dobrze zagraną polszczyznę.

Polscy:

Kolberger
https://youtu.be/EA5weOF-mRY

Kaczmarska
https://youtu.be/CzJ2upmkr-Y

Kownacka
https://youtu.be/xzIOYcD8SG4?t=4m48s

No i rzecz jasna:

Fronczewski
https://youtu.be/xzIOYcD8SG4?t=10s

To nie zamyka listy w żadnym razie. W ogóle Baldury i P: T cechowało wybitnie wysokie stężenie podobających mi się głosów. Po prostu wzięto topowych aktorów.

Z zagranicznych w pamięć zapadły w sumie dwa głosy:

Femshep z Mass Effect (nieznana mi skądinąd Jennifer Hale)
https://youtu.be/jRJ2wAwWl2U

Adam Jensen (Elias Toufexis, pojawił się w The Expanse bodaj)
https://youtu.be/GQNXxNy08U8

19.09.2017 15:46
odpowiedz
<Rydygier>
24

To było w czasach, gdy sala była wyposażona w PC typu 286, 386, góra 486, niektóre nawet nie miały HDD i OS odpalało się z dyskietki. Grało się głównie w Scorcha, czasem jakiś szczęśliwiec pykał w Civ1, ale za wiele czasu nie było a i informatyki nie było wiele.

19.09.2017 15:31
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Są pracodawcy uczciwi i są chciwi. Są pracownicy solidni i są leniwi. Ba. Dla danego człeka to się może zmieniać. Są tacy, którzy lubią swoją pracę, bo realizują w niej swoje talenty, mniejsze lub większe, rzadsze lub pospolitsze, i są ci, którzy się męczą, ich talenty leżą odłogiem, bo nie znaleźli na nie zapotrzebowania lub woleli robić tam, gdzie dają więcej. Są stabilni etatowcy i są żyjący z miesiąca na miesiąc freelancerzy. Są wreszcie określone realia życia i rynku pracy. Nie niszczą tych realiów ani pracodawcy, ani pracownicy. Pogarszają je: lenistwo, nieuczciwość, niesłowność, chciwość, kradzież, oszustwo, cwaniactwo i tak dalej.

Ponadto - są ludzie z charakteru życiowo zaradni i są niezaradni (ja z tych drugich raczej). Pierwsi czasem lekceważą problemy drugich, obwiniają ich za nie lub wręcz takimi gardzą. Drudzy czasem oskarżają o swoje problemy tych pierwszych. Obie postawy są błędne i krzywdzące.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-19 15:41:30
19.09.2017 12:08
odpowiedz
<Rydygier>
24

Mam taki problem, ze ostatnimi czasy z gier jakos nic do konca nie spelnia moich oczekiwań.

A jakie są to oczekiwania? Moje na przykład rosły z każdym rokiem grania. Stara zabawka nudzi się w końcu i przestaje cieszyć. Tak działa mózg, gdy sieć neuronowa już uczesana pod dane doświadczenie, jego powtarzanie nie generuje już ekscytacji, pojawia się znudzenie, taką mam teorię. Przejadło się, spowszedniało. Z początku wystarczy zabawka inna, np. samochodzik czerwony zamiast niebieskiego, ale z czasem to postępuje i już żaden samochodzik nie ucieszy, a potem - wręcz żadna zabawka, bo spowszedniała cała koncepcja tego rodzaju zabawy.

Zatem nic nie byłoby "nie tak". Stety-niestety, wszystko w porządku.

Jak byśmy ocenili współczesne tytuły, które pozostawiają obojętnym i znudzonym, spływają jak po kaczce, gdyby ukazały się, gdyśmy dopiero wkraczali w świat gier?

Myślę, że pod pewnymi względami może zachodzić degradacja, może wtórna, regres dekadencji wieku przejrzałego, ale generalnie działa tu raczej mechanizm postępu. Gry jako takie są, myślę, zjawiskiem coraz dojrzalszym technologicznie i koncepcyjnie. Twórcy uczą się na doświadczeniach własnych i poprzedników, rozwijają ich dorobek. Jednocześnie zachodzą procesy regresywne - każualizacja/konsolizacja, czyli przesadne upraszczanie mechanizmów, podczepianie się pod cudze pomysły, czyli wtórność i zachowawczość aż do wyrzygu, dalej - moda na retro i quasi-retro czy wreszcie idąca za rewolucjami w dystrybucji powódź badziewia...

Są to sprawy nowe, gry się zaczęły tak na poważnie raptem parę dekad temu, dopiero co dorosło pierwsze pokolenie, które nie pamięta życia bez gier.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-19 12:10:55
17.09.2017 21:04
<Rydygier>
24

Stan faktyczny jest taki

Zilustrowałeś mój poprzedni post własnym przykładem, znaczy gadam po próżnicy. Zatem przestaję. Mech, paprocie i bagienne opary.

17.09.2017 15:47
2
<Rydygier>
24

Normalne koleje nowego projektu przecież. Pewnie jeszcze nie raz będzie udoskonalany, ale już jest się z czego cieszyć. Wygląda to obiecująco, i miejmy nadzieję, że faktycznie sprawdzi się i dojrzeje.

Najlepsi odchodzą, a ty tutaj o poszanowaniu?

Czy najlepsi i dlaczego - nie wiemy. Ogólnie tak, w przekazie czuć jakby większe poszanowanie dla służby żołnierza i dbałość o nie. Nic w tym zaskakującego, przy takim kolorycie światopoglądowym obecnych władz. To jednak tylko moje subiektywne wrażenie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-17 15:47:50
17.09.2017 14:02
<Rydygier>
24

Faktów jest ocean, jedynie odfiltrowane wycinki podane publice, w gęstym sosie fejków. Pytanie, kto co i po co z tego wyławia i przedstawia jako kompletny obraz.

Laików łykających te wycinki podsunięte i obrobione pod lubą im narrację, a rozumiejących z tego jeszcze mniej, żyjących natomiast w błędzie, iż oto mają rzetelny obraz sytuacji wydaje się być mnóstwo. Istna plaga bezpodstawnej pewności swego. Sami eksperci od wszystkiego, telepaci, nieomylni profeci i jasnowidze, jak internet długi i szeroki. Tak wybitne społeczeństwo geniuszy powinno od dawna rządzić światem. No jakoś nie rządzi.

I tyle warte to "widzenie" laika i jego "fakty", niestety. Mech, paprocie i bagienne opary.

Tymczasem ja powtórzę: pożyjemy, zobaczymy. Chce się zobaczyć, jaka będzie armia za kilka lat, trzeba poczekać kilka lat.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-17 14:03:17
17.09.2017 10:25
1
<Rydygier>
24

W sumie można je pociągnąć jeszcze głębiej

Z twittera...

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-17 10:27:40
17.09.2017 09:27
<Rydygier>
24

Żeby się przyjrzeć szczegółom, trzeba je znać i się znać, czyli nie być laikiem. Szczegóły i konkrety się dzieją głównie za kulisami. Bajkami nazwałbym gdybanie o tym, co będzie, a czego nie będzie. Ważny jest stan faktyczny, stąd lepiej poczekać i ocenić onże stan za te kilka lat - jak jest i co się zmieniło, zamiast rytualnie biadolić na zaś. Pożyjemy, zobaczymy. Na dziś ogólne trendy wyglądają dobrze i to jest mnie więcej tyle, ile moim zdaniem z pozycji laika da się powiedzieć rzetelnie, reszta laickej gadki to właśnie mech i paproci kwiat. Toż nawet sami wojskowi nie bywają zgodni co do oceny rzeczystanu i najlepszego kierunku dalszych działań, a co dopiero jakiś forumowy chłopek-roztropek jak ja czy Ty, który przeczytał ten czy tamten artykuł.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-17 09:28:02
17.09.2017 09:07
<Rydygier>
24

Ja, już w stanie zaawansowanego zblazowania grami, byłem wstanie wtopić w A3 bez mała 3000 godzin, a wcześniej parę tysiów w A2. Większość z tego to działalność kreatywna, a konkretnie rozbudowane skryptowanie. Wessało jak bagno i minęło parę lat, nim świeżość zapału osłabła, stąd polecam, no, ale to mocno specyficzne, nie dla każdego, bardziej pasja niż typowo gra. Mnie osobiście nawet dorywcza praca z tego wyniknęła. A3 dość mocno różni się in plus od Army 2, choć sporo bolączek nadal pokutuje (jak AI pojazdów, taka ich...).

X3/TC to również przypadek gry angażującej na dłużej, ale tu raczej chodzi już o samą rozgrywkę. Obecnie powstaje obiecujące X4 (nie mylić z poronionym Rebirth).

Graj z dziewczyną po LANie, oto złoty środek. :)

17.09.2017 08:59
odpowiedz
6 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Okiem laika oględnie zainteresowanego tematem, ogólnie cieszą zmiany na tym odcinku. Cieszy, że pierwsze Kraby wreszcie się doczołgały do linii (ile to już lat?), bardzo cieszą nowe karabinki, cieszy WOT, cieszy klimat większego poszanowania dla służby żołnierza, cieszy stawianie na rodzimy przemysł, gdzie wystarczająco wydolny.

Cieszą też plany większego dofinansowania i liczebności sił zbrojnych, cieszy więcej środków na badania i rozwój. Cieszy, że się dzieje w dobrą stronę, większa troska o te sprawy.

Oczywiście plany to jedno, realizacja drugie, kwoty jedno, ich spożytkowanie drugie. Koncepcja WOT (bardzo dobry pomysł) jedno, jej realizacja i wykorzystanie WOT - drugie. I tak dalej. Nigdy nie jest doskonale, zawsze jest i będzie co krytykować, co poprawiać. Za kilka lat warto będzie się przyjrzeć, jaki będzie stan Wojska Polskiego. O ile kojarzę, główne bolączki na teraz to nadal brak parasola p-lot/p-rak średniego i dalekiego zasięgu, a to obecnie kluczowe, oraz kwestia modernizacji systemów dowodzenia (nie brzmi ekscytująco, ale to też absolutnie kluczowe, znacznie bardziej, niż np. nowe czołgi itp. mowa o systemie nerwowym organizmu sił zbrojnych).

Inna sprawa, również ciekawa, jakie będzie pole walki za dekadę-dwie. Spozierając na kierunki testów i badań w USA można oczekiwać, że dość odmienne.

16.09.2017 23:36
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Jeśli masz, jak ja, a tak to brzmi, to nie licz, że niegdysiejszy świeży entuzjazm powróci, może połowicznie i na krótko. To chyba kwestia specyfiki działania mózgu.

Rozważałeś jakąś formę moddingu, czyli przejście z odbioru na nadawanie? Bo grą (istotnie super), jaką poleciłbym w tej sytuacji jest Arma 3, najmniej tuzinkowa, jaką znam. Daje wielkie możliwości wyżycia się kreatywnego (ale i oczywiście obcowania z owocami takiej działalności). Hobby na lata, pod warunkiem, że masz takie inklinacje.

Z wciągających na dłużej, niż jedno-dwa przejścia może jeszcze X3 (i/lub Terran Conflict).

16.09.2017 11:59
<Rydygier>
24

Wynik się liczbą wyświetleń tego filmu nie zamknie.

Chyba zbyt usilnie pesymizujesz. Coś tam zawsze z tego będzie, swoje film dorzuci do tego ogródka. Już teraz widać, że nie taki znów "żaden".

16.09.2017 09:19
<Rydygier>
24

(która filmu Bagińskiego też nie zrozumie, bo jeszcze mniej w nim kontekstu niż w dziele IPNu)

Dość... skrajne (w męczący sposób) exemplum:

https://youtu.be/IQKdT5plSH8
https://youtu.be/f32gD4CVa7s

Mimo wszystko - coś tam się przebiło.

15.09.2017 23:28
1
odpowiedz
<Rydygier>
24

Myślę, że rolą syntetycznej pigułki tego rodzaju jest zarysować stanowisko w głównych kwestiach spornych i zaciekawić, to jest skłonić do sięgnięcia po bardziej analityczne i wyczerpujące źródła, a nie wyczerpywać temat w parę minut animacji.

Jeśli przy okazji wywoła ferment i międzynarodowe spory internautów o tym, "jak było naprawdę", to tym lepiej, o ile dyskutujący wzmogą się na rozmowę konstruktywną, rzeczową, opartą na argumentach i otwartą, bo taka oznacza właśnie potrzebę zgłębiania tematu i szukania wiedzy o faktach. Choćby gdzieś na cichym marginesie kłótni tyleż zajadłych co intelektualnie jałowych - "przerzucanek" racji najmojszych. Co prawda człek zwykle będzie twardo bronił tego, co mu w domu i szkole do głowy włożono, ale tym bardziej nie ma nadziei na dojście prawdy czy uzgodnienie dojrzalszego spojrzenia na własny jej ogląd, jeśli się o tym nie próbuje rozmawiać.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-15 23:32:31
15.09.2017 23:11
<Rydygier>
24

Mowa nie tylko o grafice, choć również.

Grafika starzeje się, ale póki to nie nastąpi - podoba się wystarczająco długo, by nacieszyć się grą. Zwłaszcza, że obecnie starzeje się już chyba wolniej, niż to bywało w czasach gwałtownych rewolucji na tym polu. Tymczasem stylizowana grafika to dla mnie zwykle minus (jak w tym wypadku) i to, faktycznie, ponadczasowy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-15 23:12:14
15.09.2017 20:35
<Rydygier>
24

Świetna animacja, myślę że doskonała w roli łykliwej pigułki polskiego spojrzenia na historię dla zagranicznego odbiorcy. I w tej roli potrzebna. Ciekawe, kiedy zostanie zbanowana na terenie Rosji.

15.09.2017 20:33
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Najpierw IWŚ, później IIWŚ

O ile wiem, między zakończeniem pierwszej a wybuchem drugiej zachodzi ścisły związek, nie traktowałbym ich tu oddzielnie.

Każda nacja ma swoją specyfikę, skłonności, swoje mocne i słabe strony, też - swoje demony. Ciekawy temat do zgłębień.

15.09.2017 10:22
<Rydygier>
24

Przeczytaj uważniej, o co się rozchodzi.

wirtualnych (czyt. nienamacalnych) rzeczy jest całe mnóstwo

Otóż rzecz w tym, że tego, co wirtualne, tak naprawdę nie ma. Z definicji słowa "wirtualne". To nie to samo, co nienamacalne.

Owszem, można monetyzować, to oczywiste, skoro ludzie to robią. Jeszcze raz:

Nie piszę o wartości umownej ("warte tyle, ile chcą dać")

15.09.2017 09:19
<Rydygier>
24

Nie piszę o wartości umownej ("warte tyle, ile chcą dać") tylko o faktycznej. Wręcz właśnie wskazuję na rozdźwięk między obiema.

Owszem, wirtualna "rzeczywistość" gier ma pewien wpływ na świat realny, wnosi jedną rzecz. Najogólniej - powoduje przeszeregowanie sieci neuronowej mózgu użytkownika. Czy to będzie trening, czy doświadczenie rozrywki, wzbudzenie jakiejś emocji itp. To jest realna rzecz/wartość, którą wynosi się z grania. Ale tej nie stracono.

Tymczasem wspomniany "matriks" zaczyna się tam, gdzie człowiek myli rzeczywistość z wirtualną ułudą. Dla takiego pobudka kubłem wody to przysługa. Różnica między obiema jest fundamentalna i o niej piszę. Gry rozrywkowe służą rozrywce, czyli życiu, natomiast życie nie powinno służyć graniu, gdy to świat gry jest dla nas nadrzędny (więc sam w sobie wart realnej kasy i czasu), bo tym samym jest marnowane na to, co nie jest prawdziwe, lecz traktowane, jakby było. Znam tę trudno uchwytną różnicę z autopsji.

Może przykład:

Powiedzmy, że jest sobie gra, w której gracz rządzi królestwem. Powiedzmy, że do tej gry wydano DLC dodające królestwu pewien pożyteczny budynek. Gracz to DLC kupuje. Otóż wydaje mi się, że cała rzecz w tym, dlaczego kupuje.

1. Bo fajny budynek, z powodu którego będzie miał więcej rozrywki - wszystko OK;
2. Bo królestwu ten budynek jest potrzebny - i tu już jest problem. Gracz inwestuje realną kasę, czyli de facto czyjś przepracowany czas życia, oby choć swój, by, uwaga, poprawić "byt" nieistniejącego królestwa.

W 2. popaść chyba łatwiej, gdy mieszkańców królestwa animują realni gracze.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-15 10:18:27
15.09.2017 08:57
odpowiedz
7 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Trudno mówić o kradzieży, gdy to, co "skradziono" było bezwartościowe, bo tego nie było, wirtualna ułuda, ile by na to kasy i czasu nie zmarnowano. Owszem, stracono całą tę kasę i czas, ale wcześniej, inwestując je w pogoń za pustymi złudzeniami.

Rozumiem, że może dzieci czasem mylą świat rzeczywisty z grą (acz rzadziej, niż się mniema), ale jeśli dorośli świadomie sami to sobie robią, bolesna pobudka z takiego samorobnego matriksa wydaje się zasłużona i potrzebna.

15.09.2017 08:51
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
24

Każdy chce osiągnąć to samo - szczęście. Pytanie, w czym go upatruje.

U mnie - święty spokój i zbawienie. Jedno z drugim kłóci się niestety, stąd życie jest walką.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-15 09:28:20
15.09.2017 08:47
1
<Rydygier>
24

No nie dla mnie taki urok.

Zresztą realizm słabo się sprzedaje

Pewnie dlatego tak trudno mi znaleźć coś dla siebie ostatnimi laty.

i nie współgra z RPGami

Współgra. Jest wręcz nieodzowny w określonych granicach, ich przebieg zaś jest subiektywny. Ja tu wymagam sporo, nawet od konwencji fantasy.

14.09.2017 15:44
odpowiedz
<Rydygier>
24

A to wszystko realnie o nic i po nic. Z grubsza.

14.09.2017 13:36
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
24

Nadal mam mieszane uczucia. Widzę to, co mnie irytowało w jedynce - odrealnione ( o ile można tak powiedzieć), lekko bajkoidalne i zbyt barokowo-cukierkowe wizualia, te wyreżyserowane pod konkretne taktyki miejsca starć, gdzie walka często staje się mocno abstrakcyjną łamigłówką z beczkami i substancjami... To wszystko zabija imersję, powstaje uczucie, jakby się grało w coś skierowanego do targetu młodszego o 20 lat, zabawa klockami i ludzikami z plastiku. Ale pytanie klucz - jaka fabuła, jaka narracja, jak zarysowane postacie i ich relacje. Jeśli w stylu poprzedniej części (i zajawek), to raczej mogiła.

Wygląda, że to gra zrobiona pod i dla fanów jedynki.

PS.Wszelako mam wrażenie, że jeśli idzie o sukces rynkowy, czyli ilość zachwyconych graczy, to będzie hicior (chyba, że coś skopali, okaże się za krótka itp.). A ja znowu gdzieś z boku.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-14 13:51:14
14.09.2017 12:25
odpowiedz
<Rydygier>
24

17, hę?

Śmiejcie się, śmiejcie, ale gdy już lada dekada gra doczeka się premiery, będziecie zbierać szczęki z podłogi (sztuczne).

SC, założywszy szczere intencje, to chyba jakaś próba zupełnie nowej formuły deweloperki, na miarę zupełnie nowej skali ambicji. Powiem tak: jeśli faktyczna realizacja tego rodzaju niebywałych wizji istotnie wymaga takich nakładów czasu i pracy, to chwała Syzyfom, którzy próbują to turlać. Nie ma co popędzać, na emeryturze jest podobno dużo wolnego czasu, będzie jak znalazł.

Ale to może być jak z tym podbojem kosmosu - wysłano podświetlny statek kolonizacyjny z hibernatusami, który miał osiągnąć cel za 200 lat, jednak w tym czasie wynaleziono warpa, więc nim statek doleciał, układ był już dawno skolonizowany, a zamrożeni "pionierzy" stanowili już tylko relikt-ciekawostkę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-14 12:26:25
12.09.2017 08:14
1
odpowiedz
<Rydygier>
24

Papież precyzuje i uzupełnia swoje stanowisko w kwestii migrantów:

https://gosc.pl/doc/4179033.Papiez-nie-taki-hurraoptymistyczny-jesli-chodzi-o-przyjmowanie

Odnosząc się do kryzysu migracyjnego, papież oświadczył: "Czuję obowiązek, by wyrazić wdzięczność Włochom i Grecji, ponieważ otworzyły serca przed migrantami. Przyjęcie ich to przykazanie Boże".

Następnie zastrzegł: "Ale rząd musi podchodzić do tego problemu z cnotą roztropności".

Zdaniem Franciszka w pierwszej kolejności należy rozważyć, ile miejsc ma się dla przybyszów. "Po drugie - dodał - chodzi o to, by nie tylko ich przyjmować, ale także integrować".

"Widziałem we Włoszech przykłady przepięknej integracji" - zapewnił.

Położył nacisk na to, że jest także problem humanitarny. W ten sposób odniósł się do obozów dla migrantów i uchodźców, głównie w Libii. "Niech ludzkość zda sobie sprawę z istnienia tych obozów, z warunków, w jakich ci migranci żyją na pustyni, widziałem zdjęcia" - mówił papież.

Franciszek podsumował: "A zatem serce zawsze otwarte, roztropność, integracja i bliskość humanitarna".

"Ale jest też nasza zbiorowa podświadomość, która myśli: Afrykę należy wyzyskiwać" - powiedział papież.

Wyraził przekonanie, że przeświadczenie to należy obalić. "Afryka to przyjaciółka i trzeba jej pomóc" - wskazał.

Zaskoczyło mnie, że jest gdzieś taka zbiorowa świadomość, że Afrykę należy wyzyskiwać. Rozumiem, że prowadzi do tego chciwość poszczególnych ludzi, ale zbiorowa świadomość, że tak należy?

11.09.2017 09:17
odpowiedz
<Rydygier>
24

Minister spraw wewnętrznych Niemiec Thomas de Maiziere

To jest jeden Niemiec.

Szef MSW zaznaczył, że poziom niemieckich świadczeń dla uchodźców jest relatywnie wysoki i wywołuje "efekt zasysania".

Dopiero teraz zauważył? Może raczej dopiero teraz chcą o tym mówić - ach ta wyborcza gorączka.

- Oznacza to, że wysokość świadczeń w Niemczech zostałaby obniżona - przyznał.

Brzmi rozsądnie.

11.09.2017 08:21
odpowiedz
<Rydygier>
24

Skoro reparacje dotąd nie zostały uiszczone w adekwatnej sumie, by zadośćuczynić ogromowi strat, a rachunek krzywd nie został wyrównany, to sprawiedliwym jest, by zostały wypłacone. W tym zwrócone to, co rozrabowano.

Ciekawe, czy rząd faktycznie na to liczy, czy też raczej chce mieć dźwignię nacisku, by mieć z czego ustępować
i ugrywać to i owo na innych polach.

10.09.2017 14:38
1
<Rydygier>
24

Ale dlaczego uważasz że kogokolwiek to obchodzi?

Piszę, co chcę napisać nie wiedząc, czy kogoś to obejdzie (skąd to wiedzieć?). Jeśli ktoś nawiązuje rozmowę - znaczy, że obeszło.

10.09.2017 12:16
<Rydygier>
24

czy nie dało sie tego poprawić

Nie wiem, jak z wyglądem, ale w generacji proceduralnej fajne jest to, że globalne poprawki nanosić można manipulując jednym wzorem, czyli to bardziej kwestia pomyślunku niż nakładu żmudnej pracy. To czyni gry pokroju NMS bardziej elastycznymi jeśli chodzi o poprawki. I szczerze liczę, że w kwestii złożoności tego wzoru i jakości rezultatów nie powiedziano jeszcze w NMS ostatniego słowa. Zwłaszcza na odcinku fauny i de facto nie istniejących ekosystemów.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-10 12:34:33
10.09.2017 12:00
1
<Rydygier>
24

Ale po waszych wypowiedziach widze, ze z kazda inna religia, wymarla czy nie mozna robic co sie chce ale od chrzescijanstwa sie odwalcie.

Wiara zakłada prawdziwość jej przedmiotu, a zatem fałsz wszystkiego, co z nim sprzeczne. To wyklucza jakąkolwiek symetrię w traktowaniu wiary własnej i innej, z własną sprzecznej, chyba się zgodzisz? Nie wiem, jak u innych, ale w katolickiej wierze, choć nie szanuje się fałszu, to szanuje się szczerość poszukiwania prawdy i starania, by żyć jak najlepiej wedle owego szczerego rozeznania co do prawdy, dobra i zła (inaczej - szanuje się cudze sumienie). Zatem nie, nie można robić "co się chce" nawet z wiarą fałszywą, acz na pewno można robić więcej, skoro jest fałszywa.

Stosunek Kościoła Katolickiego do religii niechrześcijańskich jest omawiany w KKK, paragrafy poniżej:

http://www.teologia.pl/m_k/kkk1p18.htm#2

10.09.2017 10:56
1
<Rydygier>
24

rydygier...a dlaczego pomysl bluznierczy? w takim razie taki np God of War tez jest bluznierczy bo traktuje o religii Greckiej??

Bluźniercze jest to, co uwłacza temu, co święte. Nie wiem, jak na daną grę zapatrywałby się ten czy tamten innowierca, dla katolika wykorzystanie postaci Chrystusa w takim kontekście i formie jest bluźniercze.

KKK 2148 Bluźnierstwo sprzeciwia się bezpośrednio drugiemu przykazaniu. Polega ono na wypowiadaniu przeciw Bogu – wewnętrznie lub zewnętrznie – słów nienawiści, wyrzutów, wyzwań, na mówieniu źle o Bogu, na braku szacunku względem Niego w słowach, na nadużywaniu imienia Bożego. Św. Jakub piętnuje tych, którzy "bluźnią zaszczytnemu Imieniu (Jezusa), które wypowiedziano nad (nimi)" (Jk 2, 7). Zakaz bluźnierstwa rozciąga się także na słowa przeciw Kościołowi Chrystusa, świętym lub rzeczom świętym. Bluźniercze jest również nadużywanie imienia Bożego w celu zatajenia zbrodniczych praktyk, zniewalania narodów, torturowania lub wydawania na śmierć. Nadużywanie imienia Bożego w celu popełnienia zbrodni powoduje odrzucanie religii.

Bluźnierstwo sprzeciwia się szacunkowi należnemu Bogu i Jego świętemu imieniu. Ze swej natury jest grzechem ciężkim (Por. KPK, kan. 1369).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-10 11:00:52
10.09.2017 08:30
<Rydygier>
24

Religie , wiary itp. są to wymysły...stworzone po to by ludzie mieli o co toczyć ze sobą wojny.

No niestety, tego rodzaju uproszczone i wadliwe myślenie jest specyficzne dla wieku młodzieńczego buntu, gdzie wystarczy, że radykalne i na przekór. Pierwszy etap wybijania się na intelektualną niepodległość. Z tego się wyrasta... albo i nie.

Zauważ, że ta teza jest zupełnie pozbawiona rzetelnego uzasadnienia (byłoby ono zresztą bardzo trudne, bo teza nader śmiała, karkołomna wręcz). Wydaje się, że ot, bezrefleksyjnie rzuciłeś powtórzone za innymi hasełko i uznałeś, że to już, że cbdu. Otóż bynajmniej. Myśl samodzielnie. Myśl rzetelniej. Myśl bardziej. Nie zadowalaj się pozorami radykalizmu. Szukaj prawdy, bądź w tym staranny i uczciwy.

Dla studia Digital Crafter całe zamieszanie było zapewne sporym zaskoczeniem

Pomysł na grę parszywy i bluźnierczy. Dlatego też wątpię, by to było dla nich zaskoczeniem. Nie po to sięga się po bluźnierstwo, i to w takim szerokim spektrum, by być zaskoczonym skandalem. Nie. Robi się tak właśnie dla skandalu jako chwytu marketingowego. Działa? No chyba działa. Teraz grę pewnie kupi niejeden młodociany umysłowo "wróg religii" w ramach manifestu światopoglądowego.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-10 10:46:08
09.09.2017 21:35
odpowiedz
<Rydygier>
24

Jedna z najciekawszych i najbardziej perspektywicznych koncepcji - zaprząc matematykę do generowania świata przedstawionego. W końcu onaż matematyka bangla światem rzeczywistym.

Proceduralne generowanie questów to nie problem. Ale tworzenie w ten sposób scenariuszy/spójnych, ciekawych i sensownych historii to stety-niestety dość odjechana SF spod znaku Elektrybałta Trurla. Chyba, że mówimy o fabule emergentnej, która gracz sobie dopowiada w wyobraźni osnuwając wokół proceduralnie generowanego szkieletu zdarzeń.

Fascynujące to wszystko.

09.09.2017 17:38
<Rydygier>
24

Kampania to perełka interaktywnej narracji. Mały klejnocik o wielu urokliwych fasetkach. Dojrzały temat i dojrzały sposób opowiedzenia. Idealny szlif. Krótkie, ale moim zdaniem to najlepszy kawałek oficjalnej grywalnej zwartości w Arma 3 jak dotąd.

09.09.2017 11:31
<Rydygier>
24

Tu piszą skąd cena:

http://pclab.pl/news73602.html

Na wzrost cen wpływa oczywiście wysoki popyt i ograniczona podaż – producenci mają zwiększyć produkcję w drugiej części tego roku.

Oczywiście to rodzi kolejne pytanie - czemu podaż nie jest większa. I tu odpowiedź może być ciekawsza.

Cały czas rosną ich przychody, a przede wszystkim zyski, więc firmom raczej nie spieszy się, by cokolwiek zmieniać.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-09 11:31:48
09.09.2017 09:47
<Rydygier>
24

Dlaczego WSZYSCY chcą grać w PUBG

Nie wszyscy.

Zapewne teraz nieunikniony jest wysyp klonów tej formuły. Jeszcze dogorywa moda na zombie-surwiwale, z których większość poroniona, a już zaczyna się następna. Z kwaśną miną to piszę widząc, jak rośnie nakład pracy i kasy wkładany w coś, co mi zwisa i powiewa, w multi. To coraz bardziej nie jest rynek dla samotnych wilków. Przerysowując nieco, za jakiś czas aspołecznemu elementowi wśród graczy może pozostanie jedynie zaszyć się w mateczniku jakiejś niszy, w rezerwacie dla gatunków zagrożonych.

09.09.2017 09:09
odpowiedz
<Rydygier>
24

Obecnie mam jeden HDD i dwa SSD - na jednym SSD system, więc wstaje prędziutko, na drugim to, co doczytuje tekstury z dysku, czyli zyskuje realnie najwięcej na szybkości SSD (Arma, VBS). HDD z kolei zapewnia o wiele więcej miejsca na całą resztę, magazynowanie danych itp. Chwalę sobie taki układ.

08.09.2017 16:50
<Rydygier>
24

Trochę nie rozumiem co tutaj robi Arma III

W tym przypadku głównej przyczyny rozdźwięku w opiniach obu grup nie trzeba daleko szukać – jest nią po prostu czas. Media recenzowały Armę III, gdy tytuł ten dopiero raczkował – w niemal dosłownym tego słowa znaczeniu. Tuż po premierze był to projekt tyleż ambitny i technologicznie imponujący, co zwyczajnie niedorobiony. Roiło się w nim od frustrujących błędów i rozpaczliwie brakowało zawartości, na czele z kampanią fabularną z prawdziwego zdarzenia i porządnymi narzędziami moderskimi. Dlatego oceny prasy nie mogły być zbyt wysokie. Co innego opinie cierpliwych graczy.

Jak by nie patrzeć, w dniu premiery Arma 3 była mocno szkieletowa, zresztą z konkretnych przyczyn obejmujących wczasy w greckim więzieniu. Z tego, co mówili devowie, wybór był "wyjdzie teraz i taka albo wcale".

Obecnie wystawianie grom ocen na premierę to merytorycznie swoisty "przeżytek", w efekcie niezbyt miarodajne, ale w przypadku Army tak było od dawna. Premiera to tutaj zaledwie początek etapu intensywnego popremierowego rozwoju, który zresztą w najlepsze trwa nadal, więc jeśli ktoś podchodzi do Army jak do innej gry i ocenę wystawia jej na premierę... To jakby wręczać świadectwo szkolne we wrześniu. Co się dziwić, że rozdźwięk.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-08 16:55:30
08.09.2017 15:43
<Rydygier>
24

Ano, poczekać na szczegóły z oceną warto.

Podobnie to działa w kasynach

Hm. Nawet założywszy takie pokłady złej woli... Kupa zwiedzionych "cyrografami" moderów to proszenie się wizerunkowe samobójstwo we wszystkich internetach świata. Nie mówiąc o uwikłaniu w batalie sądowe, bo umowa to nie wszystko. Krótkowzroczne to byłoby, głupie. No i gdy fama pójdzie, a poszłaby, nowych do golenia by już nie znaleźli.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-08 15:44:18
08.09.2017 15:38
odpowiedz
<Rydygier>
24

Arma 3 - pomimo wad na dzień dzisiejszy jedna z bodaj dwóch gier, które osobiście uważam za rzeczywiście warte typowej ceny AAA (drugą jest W3). W istocie, skłonny byłbym za nią dać więcej. Tymczasem obie kosztują sporo mniej, a za A3 nie dałem ani grosza.

Właściwie to nie gra w sensie pograł, przeszedł, odłożył. To hobby na lata.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-08 15:38:33
08.09.2017 15:16
<Rydygier>
24

I kupa utalentowanych ludzi będzie na nich tyrać za grosze.

Dlaczego by mieli? Dla tych groszy zamieniać fajne hobby w tyranie? Oczywiście, że B. chodzi o zyski, zazwyczaj po to zakłada się firmę, na litość, by zarobić możliwie dużo, ale jeśli warunki nie będą korzystne dla moderów, to B. guzik na tym zarobi, raczej straci, bo zrazi graczy a moderów nie zachęci (lub też zrazi, jeśli dla chcącego modować wejście w taki układ byłoby jedyną opcją).

08.09.2017 13:23
odpowiedz
<Rydygier>
24

Ich produkt, ich prawo. Widzę, że pomysł płatnych modów wraca coraz częściej to tu to tam i nie dziwota, stoi za nim zarówno solidna logika jak i tym solidniejsza chęć zysku, w czym nie ma co do zasady nic złego. Granica między DLC a modem jest mętna i coraz bardziej rozmyta, pokrewne od strony zasady, z różnicą jakościową też bywa rozmaicie. Płacić musu istotnie nie ma i nie będzie, ale po ludzku zrozumiała, choć raczej nieuzasadniona, irytacja przyzwyczajonych do "kontentu" za free lub cołask. Jak będzie - zależy od reakcji rynku, lecz niezmienna to reguła, że stare mija, a idzie nowe.

Co do mnie - dostrzegam prawo do płacy za wykonaną, często wcale nie tak małą pracę, ale osobiście odradzałbym moderom wchodzenie w podobne układy. Gdzie pojawia się pieniądz, kończy się klimat beztroskiego modowania.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-08 13:23:47
08.09.2017 13:05
odpowiedz
<Rydygier>
24

Dziwnym nie jest.

Tak, też mi się wydaje, że standalone przespało modę, którą DayZ samo kreowało. Znowuż to tylko moje wrażenie, ale strategia dewelopersko-wydawnicza BI odnośnie priorytetów to "Arma, długo nic, reszta". I przy ograniczonych zasobach przerobowych to moim zdaniem jest strategia generalnie słuszna, choć pewne projekty jednak bym dopieścił bardziej (Take On Mars) a inne zrobił szybko i sprawnie lub wcale. No, ale rzeczywistość bywa bardziej złożona niż zgrabne założenia. DayZ mam, ale za free, w dodatku i tak nie lubię ani MP ani zombie, więc w sumie dla mnie los tego projektu to kwestia drugorzędna co najwyżej.

08.09.2017 09:35
odpowiedz
<Rydygier>
24

Komizm obrazka jest wysokich lotów, ale nieuchwytny i wymagający wyrobienia, bo mocno abstrakcyjny.

A poważnie - ciekawe, że pochylają się nad kształtowaniem poczucia humoru, idea wielce pozytywna. Wykonanie dyskusyjne, ale może jednak OK na ten wiek ucznia. Mamy żart sytuacyjny, językowy...

Gdyby autorzy artykułu i tweeta mieli w szkole zajęcia z humoru, może artykułu by nie było.

Jego pierwsza reakcja to: "po pierwsze tu powinno być napisane 'czarnoskóry', a nie 'murzyn'.

Ech, już mu ktoś wbił do głowy tę absurdalną sieczkę. Murzyn już pejoratywne? Toż chyba tylko Usańczykowie mają tutaj zakorzenionego historycznie hopla. Zdrowe to nie jest, po cóż to sztucznie kalkować, dobrego, poręcznego słowa szkoda.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-08 09:40:06
06.09.2017 19:05