Forum Gry Hobby Sprzęt Rozmawiamy Archiwum Regulamin

Publicystyka Cena niezależności, czyli drogie gry indie

30.05.2016 00:17
1
8
petemut
22
Chorąży

Artykuł zrobiony pod tezę: "indyki są tak naprawdę droższe w zakupie od blockbusterów". Teza kuriozalna. Dobierając sobie bardzo swobodnie tytuły, to wszystko można by udowodnić. Dlaczego w tym zestawie nie ma Mounts & Blade: Warband? Bo kompletnie nie pasowałby do tezy. A że niby tutaj mają być tylko gry, które ukazały się po 2010? To co tutaj robi Bioshock2? A może Mount & Blade nie jest grą indie? To jak definiować ten gatunek?

No ale ok, niech będzie, że Mount&Blade pomijamy. Rzucę parę innych tytułów: Kerbal Space Program, The Binding of Isaac, Terraria, Unity of Command, Panzer Corps, Dungeon Defenders, FTL, Awesomenauts, Endless Space, może nawet Frozen Synapse, SpaceChem, Orcs Must Die2, Legend of Grimrock 1 & 2 czy Xenonauts, z nowszych np. Darkest Dungeon, Dungeon of the Endless. Podejrzewam, że tytuły AAA w konfrontacji z tymi powyższymi nie wypadłyby najlepiej we wskaźniku cena/godzina gry. Wzięcie kilku indie przygodówek czy platformówek, które często są do przejścia w parę godzin i porównanie ich np. z sandboxowymi grami akcji, w których można eksplorować świat długimi godzinami, to jest robienie z czytelnika idioty. Wśród indyków jest cała kupa gier strategicznych, eksploracyjnych, rogalików, gier na które można przeznaczyć całe mnóstwo godzin i żadna wielka produkcja pod tym względem nie ma do nich startu. Chyba że twórcy stworzą dobre warunki do tworzenia modów (patrz: Elder Scrollsy).

Sorry, ale ten artykuł jest naprawdę beznadziejnie słaby. Nie byłoby złym pomysłem go ściągnąć...

post wyedytowany przez petemut 2016-05-30 00:20:18
30.05.2016 01:21
2
odpowiedz
Walduch
1
Junior

Jesli chodzi o indyki, to zobaczcie sobie
Ni Pies Ni Wydra Band - Indory

post wyedytowany przez Walduch 2016-05-30 01:24:57
30.05.2016 03:22
3
1
odpowiedz
Kiss
117
Generał

Imo znacznie ciekawsze byloby zestawienie ceny premierowej gry wzgledem jej budżet i ilości ludzi zaangazowanych w produkcje. Ta tendencyjna tabelka(patrz post nr 1)nic nie mówi, dalej czytać nie widziałem sensu.

post wyedytowany przez Kiss 2016-05-30 03:23:49
30.05.2016 03:37
4
2
odpowiedz
Srebrnobury
16
Chorąży

Są gry dobre, są lepsze i są crapy. Tych ostatnich mamy teraz na Steamie aż za dużo, w dodatku w cenach zaporowych? Ludzie łykają każde G. jak leci, to zalewają tym rynek, skoro mogą zarobić na nic nierobieniu.

30.05.2016 06:25
5
4
odpowiedz
Raistand
101
Legend

za godzinę gry w „indyka” trzeba zapłacić więcej (w tym przypadku – średnio ponad dwa i pół razy) niż za godzinę spędzoną z tytułem AAA.

A statystycznie ja i mój pies mamy po trzy nogi.

30.05.2016 06:33
6
odpowiedz
Walter Alan
47
Centurion

Może mi to gdzieś w tekście umknęło, ale nie wzięto pod uwagę replayability tych gier. Przykładowo, Dear Esther ma dla mnie obłędny klimat i genialnie poprowadzony scenariusz, ta gra w 100% łapie się w mój gust i z tego powodu przeszedłem ją już 4 razy i od czasu do czasu wciąż myślę, aby do niej wrócić. A takiego Bioshocka 2 skończyłem raz 6 lat temu i od tamtej pory nawet przez głowę mi nie przeszło, aby jeszcze raz włożyć płytę z tą grą do napędu. Pomysł na artykuł może i dosyć w porządku, ale trochę na bakier z wykonaniem.

30.05.2016 07:22
7
2
odpowiedz
Jane_od_Batmana
42
Konsul

A już się bałam, że tylko panowie z tvgry nie kontaktują z rzeczywistością (twierdząc, że gry za 200+złotych są tanie), ale teraz widzę, że jest to domena całej redakcji.
Ewentualnie jest to tania próba stworzenia clickbaita, tak czy inaczej można to opisać jednym słowem- żenadą.

30.05.2016 07:48
8
3
odpowiedz
Vader
160
Legend

Ogólnie redaktorzy mają w tej kwestii rację. Rzecz w tym, ze czas trwania gry to slabe kryterium. Rozłózmy problem na czynniki pierwsze:

Rozpoczynamy nowa grę, nieznamy jej, ale czekaliśmy na nią albo graliśmy w poprzednią część - zaczynamy zatem od pewnego, niezerowego pułapu zainteresowania. Zaczynamy grę - wciągamy się coraz mocniej, bo wszystko jest (bywa? coraz rzadziej) nowe. Nasze zainteresowanie rośnie liniowo w górę. Potem jest okres kiedy już nas nic nie zaskakuje, ale gramy bo mamy okreslone cele, nasze zainteresowanie utrzymuje się na stałym poziomie. A na końcu mamy fazę znużenia. Pzestajemy widziec wydarzenia, a powtarzające się skrypty, nudne powielane schematy, walczymy ze sobą czy klepać wątek poboczny czy od razu iść po główny.
Cała sztuka dobrej gry polega na tym, by endgame umieścić milimetr przed fazą znużenia.
To, gdzie jest ten drugi punkt przegięcia zależy od tego jak gra jest zrobiona.

Przykładowo, taki Baldurs Gate - dla mnie w ogóle nie miał tego punktu przegięcia. To cecha starych RPGÓW, gdzie zawsze było coś ciekawego. A może po prostu były "pierwsze"i nowatorskie.

Inny przykład: Gry z serii TES: mają dosyć późno punkt znużenia, ale gdy się pojawia, to zainteresowanie leci w dół. Grałem w każdego TESa - w żadnym nie ukonczylem glownego wątku. Znużenie dopadło mnie wcześniej.

Mój ulubiony przykład: Dragon Age Iniquisition: tu punkt znużenia pojawia się (w moim przypadku) już po 10h gry. Dla mnie to jedna z najgorszych gier ostatnich 10 lat.

No i tu natrafiamy na problem. Bo oceniając cenę gry względem jej czasu, nalezałoby brać czas do punktu znużenia, a nie do punktu ukończenia gry. Ten pierwszy zaś jest bardzo subiektywny, a drugi: jako kryterium bezwartościowy. Wydaje się zatem, że trzeba szukać innego kryterium.

post wyedytowany przez Vader 2016-05-30 07:49:16
30.05.2016 11:48
9
2
odpowiedz
los pollos hermanos
44
evil can die

Ta cała tabelka z kosztem za godzinę gry to lekki bullshit. Grałem w sporą część z zaprezentowanych prawej kolumnie tytułów indie i za żadną nie zapłaciłem pełnej ceny. Właściwie chyba każdy z tych tytułów można było kupić w promocji co najmniej -75% na steamie, a i spora część pojawiała się z 90% przeceną. Antichamber 5 euro/h??? Steam pokazuje mi, że grałem w to 8 godzin. Nie przypominam sobie, żebym wydał na to 40 euro, nie wiem, czy w ogóle istnieje gdzieś taki sklep, gdzie ta gra tyle kosztuje.

post wyedytowany przez los pollos hermanos 2016-05-30 12:05:02
30.05.2016 14:21
10
odpowiedz
GimbusomNIE
72
Pogromca Gimbusów

No i co z tego, że w Wieśka mogę grać 500 h skoro po 100-tynym "?" czyli jakichś 20h mam odruch wymiotny, a po 100 h w FTL grałbym dalej (na dodatek w większości razy jednak przegrywając) :D Na takiej zasadzie to WoW i Skyrim to gry, które powinny nam starczyć na całe życie :D

10.06.2016 16:21
11
odpowiedz
btsz
8
Legionista

ale co z tego? skoro reklamowane, dobrze oceniane gry AAA nudzą mnie po kilku godzinach (które upływają mi na zmuszaniu się, bo może pozniej będzie lepiej) a gry indie wciągają?

dlatego nie chce mi się już od kilku lat kupować gier AAA. nie sądzę, żeby coś się znacząco zmieniło, chociaż sądzę, że nowy Dark Souls jak i Doom pewnie są ok. gram, oprócz DS, tylko w tytuły indie i nie sądzę, żeby coś mnie ominęło. i mam, co najważniejsze, ochotę do tych gier wracać co jakiś czas.

Wolę też płacić za gre indie - mając nadzieję, że trafią do tych kilku, kilkunastu ludzi, którzy zrobili daną grę.

A co do czasu, to jednak nie jest to jednoznaczne. Gry nastawione na eksplorację nie mają tego problemu - przy Environmental Alpha Station czy Aiom Verge przesiedziałem dobre kilkanaście godzin. Nie jest to czas, który mógłbym stracić przy jakimś sandboksie, ale co z tego, skoro GTA mnie nie kręci.

Myślę, że gry indie skupiają się na innych aspektach, niż kapitalizowanie czasu spędzonego przy grze. Nie krytykuję gier AAA - każdy lubi co innego - ale sądzę, że wartość blockbusterów leży gdzie indziej, niż gier indie.

13.01.2018 22:38
12
odpowiedz
UkuBxxl
29
Legionista

Co to w ogole za moda na przeliczanie ceny na czas gry? Czy ksiazke sie ocenia po grubosci? Film po dlugosci? Plyte po ilosci kawalkow? Totalny bezsens. Dla mnie gra podobnie jak film czy ksiazka jest przezyciem i jesli jest dobra fo dlugosc nie ma wielkiego znaczenia. Czasem moze pozostac jakis niedosyt, ale jesli wszystko jest fajnie zamkniete w jedna calosc to jest ok. Oczywiscie zdarzaja sie gry, ksiazki czy filmy gdzie widac ze pod koniec albo sie nie chcialo, albo sie nie mialo czasu zeby wszystko dopiac na tip top i jest takie troche skrocenie na leb na szyje. Nad gra pracuje mnostwo ludzi w przeciwienstwie do ksiazki czy powiedzmy muzyki i gra musi troche kosztowac zeby to sie oplacalo. Byc moze latwiej mi sie to ocenia z perspektyw doroslego, dobrze zarabiajacego czlowieka bo po prostu stac mnie na kazda gre w jaka chce miec. W zwiazku z tym ze nie mam teraz tak wiele czasu na granie jakbym chcial miec to tym bardziej doceniam dobre i krotsze produkcje. Ciezko jest mi sie zabierac za dlugie gry, podobnie mam z serialami ktore juz maja 50 czu tam wiecej odcinkow. Ciezko jest mi sie za to zabrac. Z perspektywy osob ktore moga sobie pozwolic na jedna gre raz na jakis czas z pewnoscia lepiej jest kupic takie gta V, wiedzmina 3 czy skyrima bo ma sie wtedy mnostwo zabawy za taka sama cene co powiedzmy kilkugodzinny wolfenstein czy jakas inna grana 10-20 godzin. Jednak majac juz jakis tam budzet kierowanie sie czasem gry jest bezsensu. Nie gram w multi oprocz fify wiec dla mnie np, call of duty to zawsze byla tylko kampania a pozniej gra leciala na polke albo na sprzedaz i do dzisiaj nie zapomnialem wrazej jakich mi dostarczylo Modern warfare, niby tylko kilka godzin grania ale przezycia niesamowite. W takim watch dogs spedzilem jakies 80 godzin, bawilem sie spoko ale jakbym mial wybor miedzy tymi dwoma grali to bez wahania wzialbym MW. Pierwsze hotline miami tez zrobilo na mnie duze wrazenie swego czasu, ze swiezszych produkcji pozamiatalo mna Inside ktore ciezko bedzie zapomniec po ograniu mimo krotkiej rozgrywki a wiele tytulow na dziesiatki godzin sie rozmywa i po jakims czasie nic sie z tego nie pamieta. Jak dla mnie liczy sie jakosc a nie ilosc z tym zastrzezeniem ze tak jak na poczatku wspominalem sa ekipy ktore polaczyc jedno z drugim dajac jakosc na poziomie osiagalnym tylko dla nielicznych i dolozyc do tego mnostwo godzin nienuzacej rozgrywki.

Publicystyka Cena niezależności, czyli drogie gry indie